stary.dziadyga 08.02.17, 16:02 Takie pytanko mi się nasunęło. Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 08.02.17, 21:48 A coz to za cudo? TB by wiedziala, tam kiedys zrobila przeglad tych rodzajow zwiazkow ale nie pamietam. Chodzilo o jakies wykorzystywanie innych, tak, nie tworzenie wiezi? Czy co Cie w tym ciekawi Dziadu ;)? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:17 Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwania, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :) Polimoryczne to te otwarte, bez wyłączności. Bardziej relacje niż związki. Jestem ciekawa praktycznie wszystkiego na ten temat, a że tutaj różne interesujące persony się trafiają to zaryzykowałam pytaniem, ale zdaje sięże to wołanie na puszczy, auuuuuuu Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:27 Wyglada na to, ze zainteresowani albo sie wstydza, albo ich tu nie ma :) Stawiam na to drugie, polecam zapytac o to samo na zbiorniku (bez zlosliwosci). Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:34 Moje wątki to w ógle nie cieszą się zbytnio popularnością. Masz rację Sabat że może ich tu nie być, wogóle to nie wiem czy ludzie z taką świadomością mają potrzebę odwiedzania jakich forów internetowych. Co to jest zbiornik? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:37 Aha, dobra, to jakaś strona dla dorosłych. Tylko ja szukam nie takich ludzi co swingują, tylko takich którzy decydują się na bezwarunkową miłość, takich którzy są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje. Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się ograniczać. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:44 stary.dziadyga napisała: > Swingersi to chyba raczej ci którym mało seksu z jedną osobą i nie lubią się og > raniczać. W swingu w ogole przeciez nie chodzi o relacje uczuciowa, no moze oprocz sympatii :-) W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie oczekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:51 > W poliamorii trzeba by miec zdolnosc do kochania stada i jeszcze nie ocz > ekiwac wylacznosci seksualnej. Dla wielu chyba nie do przeskoczenia. Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkach i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia. I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:59 stary.dziadyga napisała: > Mam wrażenie, że powoli, jako ludzkość do tego dążymy, choć w obecnych warunkac > h i przy tak silnym ego jeszcze na pewno dla wielu nie do przeskoczenia. > I ja włsnie szukam tych co przeskoczyli :) Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna milosc, tylko spoldzielnia uslugowa. Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z maloletnimi dziecmi tych osob? Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:09 mabelle2000 napisała: Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam. Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewrotnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchownych relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to nie dla mnie. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:20 > Dziadyga, przekrecilam Twojego nicka, przepraszam. > Aha i jeszcze jedno. Napisalas, ze ludzkosc dazy do poliamorii. Odpowiem przewr > otnie, troche ze smutkiem wlasciwie, ze raczej dazymy do wielosci powierzchowny > ch relacji. Niektorzy uparli sie nazywac to poliamoria. Niech im bedzie, ale to > nie dla mnie. Nie szkodzi, majestat nie tak ławto urazić, bo nie przywiązuje wagi do takich drobnostek :) Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gdzie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sobie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do ostatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentnie że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości. Odpowiedz Link
ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:29 stary.dziadyga napisała: > Ja na to patrze inaczej: pod kątem wzrozstu świadomości planety i ludzkości, gd > zie ludzie nie mając już przymusu tkwienia w starych strukturach, pozwalają sob > ie na większą autentyczność wobec siebie i wobec całości. Jedyny słuszny model > istnienia, czyli heteroseksualna rodzina, trwająca ze sobą od pierwszego, do os > tatniego stosunku jej zalożycieli, powoli odchodzi w niepamięć. Widać ewidentni > e że ludzie nie czują się wcale w tym dobrze i że to im nie daje szczęścia. Jes > tem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości. > Wydaje mi się że ponowoczesność nie prowadzi do poliamorii, czy polimorii żeby uszanować Twój neologizm (jest bardzo pozytywne kiedy tworzymy nowe słowa, jak nasi pradziadowie), lecz tylko do większego indywidualizmu a więc autentyczności. Ta autentyczność w przypadku większości osób wyraża się nie w miłości, lecz w kontraktach-interesach z aktualnym współspaczem: ja ci daję to, ty mi daj to. Chodzi zapewne głównie o maksymalizację kwoty przyjemności stron. Przyjemność jednak nie gwarantuje realizacji tajemnicy szczęścia. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:55 O, dziękuję za tak subtelne i dżentelmeńskie zwrócenie uwagi. Faktycznie ta poliamoria brzmi dla mnie jakoś przestarzale, poli ma jakoś więcej sensu dla mnie :) Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki". Znam kilka takich układów, głównie w wersji on bogaty ona ładna. I wierzcie mi, ci ludzie nie są szczęśliwi, czasem tkwią w tych układach, ale obie strony mają świadomość tego co to jest i tak on marzy żeby ktoś go pokochał za to jaki jest a nie ile ma kasy, a ona żeby kotś ją pokochał za to jaka jest a nie jak wygląda. Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies. Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy. Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś". Odpowiedz Link
ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:02 Ad. Jeśli chodzi o sposób w jaki wyraża się autentyczność to nie zgadzam się z Tobą na 1000%. To co opisujesz to jest właśnie brak autentyczności, kalkulacja, nie raz mierny kompromis, na który ludzie decydują się ze strachu i ze zrezygnowania, bo "nie ma już prawdziwej miłości, a wszyscy artyści to prostytutki". Zgadzam się z Tobą na innym, głębszym poziomie - bo tam jesteśmy miłością. Autentycznie. To co napisałem dotyczyło poziomu który osiągnęła większość w XXI wieku i masz rację, nie jesteśmy autentyczni nawet w tym całym indywidualizmie i tu nadal jesteśmy przywaleni kupą gówna!!:)) Odpowiedz Link
ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:06 Poziom przejawiony i poziom przejawiony przez większość czasu - dla jasności. Nieautentyczny, absolutnie, przywalony czymś nieautentycznym Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:20 O tak! Ale wiesz że jak się przekroczy masę krytyczną gówna (a to się dzieje na naszych oczach właśnie) to samo zaczyna odpadać, czysta grawitacja :) Idzie nowe i nie ma odwrotu!!! Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:05 stary.dziadyga napisała: > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo "za coś". ---------------- Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia codziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie. Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde przejście czyni ostrozniejszym. Odpowiedz Link
ludovicolo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:12 marek.zak1 napisał: > stary.dziadyga napisała: > > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią > obdarzyć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, > albo "za coś". > ---------------- > Im więcej lat, kasy, doświadczeń, i innych dóbr, tym więcej kalkulacji. Opłaca > się, czy nie? Co ja z tego będę mieć? Jak tej kasy nie ma, to trudności dnia co > dziennego, rozczarowanie, moga z kolei zabić uczucie. > Coraz trudniej też otwierać się na druga osobę, obdarzać zaufaniem, bo każde pr > zejście czyni ostrozniejszym. > Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiele razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:44 ludovicolo napisał(a): > Wydaje mi się, że "winny" jest zorientowany na przetrwanie jako najwyższe dobro > nasz ludzki mózg. To dlatego wychwytujemy i wyolbrzymiamy akty zła z siłą wiel > e razy ponad akty dobra i normalności. Polacy podobno mają jako zborowość mózg > posttraumatyczny - całkiem prawdopodobne. O kurde, wyjąłeś mi to z ust. Albo nie mieszkasz w Polsce, albo masz jakiś wyjatkowo indywidualny, niepodatny na pranie mózg. Albo jedno i drugie Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:17 stary.dziadyga napisała: > Najbardziej autentyczną miłością póki co potrafi obdarzyć dziecko lub pies. > Dlatego ludzie tak bardzo lubią mieć dzieci i psy. > Także dlatego że czująć autentyzm miłości, sami mogą tą drugą istotę nią obdarz > yć, ponieważ w tej relacji nie towarzyszy strach, że jest to jakiś układ, albo > "za coś". Milosc dziecka i psa wydaje nam sie tak subtelnie piekna i czysta bo jest nieswiadoma :-) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:32 stary.dziadyga napisała: Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości. ---------------------- Tak. Ja bardzo kocham Sowę. Często wpatrujemy się w siebie, jak przychodze z pracy ona biega dookoła mnie i macha ogonem, potem wtula się we mnie. W biurze mam kubek z jej zdjęciem. To jest jedna z tych możliwości, o których piszesz. Nie wiem, czy to jest czysta poliamoria, ale coś jej bliskiego. Moja żona tez ją bardzo kocha. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:44 marek.zak1 napisał: > Tak. Ja bardzo kocham Sowę. Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego. A tak swoją drogą, to "pan i pani" się przytulają i pies wariuje że też chce, to mówimy wtedy: o! zobacz jaka zazdrosna, nawet nie da nam się poprzytulać! Wtedy chyba niesłusznie projektujemy swoje insecurities na zwierzęta. A może one chcą dołączyć do kochającego się stadka? Naturalni przedstawiciele poliamorii Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:52 stary.dziadyga napisała: > marek.zak1 napisał: > > > > Tak. Ja bardzo kocham Sowę. > > Tak to coś w tym stylu :) W sensie chęć i umiejętność dawania i otrzymywania miłości z wielu źródeł a nie tylko z/do jednego. -------------------------------- No to jeszcze dochodzi jeszcze moje liczne potomstwo :). Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:38 > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwości. Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków monogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomaganiem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wynika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwiazku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem. Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :| Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:59 proteinowy.na.chwile napisał: > > Jestem ciekawa jak to się dalej rozwinie. Polimoria jest jedną z możliwo > ści. > > Ze swojego "punktu siedzenia": stawiam że co najmniej jedno następne pokolenie > będzie doświadczać rosnącej alienacji i nawet sznureczek seryjnych związków mon > ogamicznych będzie poprzetykany coraz dłuższymi okresami singielstwa ze wspomag > aniem uslug a la Wisienka. Zdaje sie, ze widzialem jakies badania z ktorych wyn > ika, ze ilosc realcji spada, ilosc seksu spada, ilosc satysfacji z bycia w zwia > zku spada w porownaniu z poprzednim pokoleniem. > > Nie lubimy sie juz tak bardzo jak kiedys, albo klamiemy mniej niz kiedys :| A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej. To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji. Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony, ale ma chociaż namiastkę ciepła. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:17 stary.dziadyga napisała: > A propos układów a la Wisienka, to zobacz mój post trochę wyżej. > To jest tylko smutny kompromis zawierany ze strachu i rezygnacji. > Zauważ że ten pan, nie pamietam ksywki, nie czuje się w tym układzie spełniony, > ale ma chociaż namiastkę ciepła. Dlatego nigdy nie dołączyłem do linczu na prospero, nawet po cichu, prywatnie. Bedzie tego typu zjawisk wiecej, nawet nie trzeba Aspergera do tego. Ludzie beda sie czesciej uzywac niz kiedys ale rzadziej wiazac. Byc moze oswiecenie do ktorego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewiele znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i potencjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa. Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych awatarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:30 . Byc moze oswiecenie do kt > orego pijesz przyjmie tez forme zrozumienia, ze jako agenci woli i uczuc niewie > le znaczymy, ale jako posiadacze rozmaitych narzadow, ksztaltow, zasobow i pote > ncjalu - mamy dla siebie nawzajem wartosc uzytkowa. > > Nota bene, ta wizja jest tutaj dosc popularna, skuteczna w zyciach konretnych a > watarow i pozadana przez inne. Nie jedyna, trzeba to przyznac. Tak właśnie. I wcale mnie to nie dziwi, najpierw musi być gorzej zeby było lepiej. Ostanio rozmawiam z kolegą o tym co się dzieje na świecie (uwaga, zawiera staropolszczyznę!): -i jak myślisz co z tym wszystkim będzie? -hmmm myślę, że albo się rozjebiemy albo ewoluujemy...a najpewniej to najpierw się rozjebiemy, a potem ewoluujemy! Można powiedzieć, historia nowożytna ludzkości w jednym zdaniu :) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:12 > Druga sprawa, zwroc uwage, chociaz mnie to juz raczej nie dotyczy. Co z malolet > nimi dziecmi tych osob? Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć? W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowywane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:58 stary.dziadyga napisała: > Mabelle, te dzieci to dla mnie właśnie największa rozkminka, jak to połączyć? > W sumie ludzie żyjący w plemionach nieźle sobie z tym radzą, dzieciaki wychowyw > ane są wspólnie i razem ze sobą. Kibbutz też by się tu chyba sprawdził Rozumiem Twoja idee, bo rzeczywiscie wychowanie i opieka nad dziecmi sa bardzo czasochlonne, wiec im wiecej dzieci, tym lepiej gdyby osob doroslych bylo wiecej. Chociaz wlasciwie domy dziecka oferuja taka kompleksowa troske i opieke, fachowa w dodatku, a jednak kazde dziecko chce miec swoja mame i swojego tate. Problem ten rozwiazywaly kiedys rodziny wielopokoleniowe, tak rzadkie wspolczesnie. Nie jestem tylko pewna, czy zwiazki poliamoryczne wypelnia te luke ze wzgledu na brak wiezow krwi. Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:36 mabelle2000 napisała: > Dziadyka, ja mam zmysl praktyczny, to jest dla mnie nie do przeskoczenia:-) Jak > zwiaze sie z Jozia, Frankiem i Krzychem, to bede musiala dac im swoj czas. Bo > to niezbedne w milosci. A skad ten czas brac? Tak na pol gwizdka to nie zadna m > ilosc, tylko spoldzielnia uslugowa. Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzielisz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:03 stokrotka_a napisała: > Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzieli > sz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-) Erotycznie inwestuje jednak tylko w jedna osobe, wiec nie musze dzielic czasu na dwie, trzy czy wiecej osob. Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:13 mabelle2000 napisała: > Erotycznie inwestuje jednak tylko w jedna osobe, wiec nie musze dzielic czasu n > a dwie, trzy czy wiecej osob. To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób naraz (i przeważnie kocha), a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest raczej wytworem kultury, a nie natury. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:28 stokrotka_a napisała: > To prawda, że nie musisz, ale jest to możliwe - człowiek może kochać wiele osób > naraz (i przeważnie kocha), Tak, jest to mozliwe, pod warunkiem, ze jest sie to w stanie ogarnac czasowo. Matka dziesieciorga dzieci, jesli nikt jej nie pomoze, musi scedowac opieke nad mlodszymi na te starsze. A w takim ukladzie sama deklaracja milosci jest juz dyskusyjna. a preferowanie układu erotycznego typu 1/1 jest ra > czej wytworem kultury, a nie natury. Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni. Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:20 mabelle2000 napisała: > Ja mysle, ze sa ludzie, ile jest takich osob- nie wiem, dla ktorych wylacznosc > jest fundamentem ich erotycznej relacji. Zadna kultura tego nie zmieni. Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest błędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście, jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wygląda inaczej. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:58 stokrotka_a napisała: > Takie osoby pewnie są, ale twierdzenie, że żadna kultura tego nie zmieni jest b > łędne, ponieważ istnieją kultury, w których tej wylacznosci nie ma. Oczywiście, > jeśli weźmiesz człowieka wychowanego w kulturze monogamicznej, to inna kultura > go nie zmieni, ale jeśli ktoś dorasta w kulturze poligamicznej, to rzecz wyglą > da inaczej. To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z zawierania wieloosobowych zwiazkow. Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 18:10 mabelle2000 napisała: > To tez nie jest sprawa calkiem oczywista. Poligamiczne kultury nie maja bowiem > na celu propagowania poliamorii, tylko sankcjonuja konkretne korzysci plynace z > zawierania wieloosobowych zwiazkow. Ja nie mówię o żadnym celu, tylko o faktycznej różnorodności istniejącej w różnych kulturach. :-) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:13 stokrotka_a napisała: > Gdy masz 5 dzieci, parnera/męża i rodziców, i wszystkich kochasz, to też dzieli > sz swój czas dla nich. Przecież to jest miłość do wielu osób jednocześnie. :-) Tak, ale to nie jest bezwarunkowa, czysta miłość. To jest miłość interesowna na zasadzie: moje, ja zainwestowałam/em to kocham. Przyjżyjcie się temu, ile razy słyszeliście: moja rodzina (ostanio co raz częsciej tylko: moje dzieci) jest najważniejsza, najważniejsze. Za nimi skoczył bym w ogień. Moje dzieci są najwspanialsze, a jakie utalentowane, moja żona nadal taka piękna, choć się starzeje. Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę. I my to uważamy za piękne :) Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym. Zobaczcie, że ludzie którzy nie mają swoich rodzin czują się samotni, wykluczeni z tego szczęśliwego obrazka. I takich ludzi będzie więcej tak na marginesie, przynajmniej przeez jakiś czas, póki nie zbijemy się na nowy poziom miłości. Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest, a nie za to że ma dobre oceny w szkole (taki skórt myślowy, mam nadzieję że do zrozumienia). Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:19 stary.dziadyga napisała: > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebie, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwestowało się najwięcej czasu, a taka do obcej nawet osoby, którą można pokochac za to że po prostu jest, ------------------------------ No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:19 marek.zak1 napisał: > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, a więc > perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądan > ia nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony. I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami... Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:29 stary.dziadyga napisała: > marek.zak1 napisał: > > > No to tylko do Sowy. Miłość do kobiety ma ma w sobie wydźwięk seksualny, > a więc perspektywa funu z seksu, czyli już nie jest idealna. Jak z kolei tego pożądania nie ma, to taką miłośc ma kobieta głęboko w ...i facet jest skreślony. > -------------------------------------- > I dlatego właśnie Marku mężczyźni mają więcej drogi do przejścia, bo ich "miłość" jest w większości tak warunkowa, że aż boli. A potem tyle dramatów rodzinnych, bo żona się juz wyrobiła, a wokól tyle obiektów potencjalnych "uczuć" z jędrnymi ciałami... ------------------------------------- Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie, a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:48 > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, któr > y trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całk > iem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie, Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli. Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble). Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmuje but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak, kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc niezależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho ho wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki. a miłość babki. jeśli w ogóle > była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało. O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:27 stary.dziadyga napisała: > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związk > i to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble). I zawsze tak bedzie, dlatego ze ludzie w swej naturze sa pazerni. Nawet jesli moga zdobyc sami/ zadowolic sie czyms drobniejszym, to majac okazje i mozliwosc wykorzystaja druga osobe, aby to jeszcze pomnozyc. > Z tym że puk puk, zmiana stoi pod drzwiami, a właściwie u niektórych juz zdejmu > je but w przedpokoju, a u niektórych rozsiada się na salonowej kanapie. I tak, > kobiety już mniej więcej trzecie pokolenie kobiet pracuje, na tyle żeby byc nie > zależne finansowo. Jeszcze tylko zniknie szklany sufit i nierówność płac a ho h > o wtedy dopiero się zacznie. Ten element gierki, który nie przeczę mógł też dzi > ałać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyelim > inowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relac > je niż jakieś układy, układziki. Ladny ten Twoj optymizm Dziadyga. Obawiam sie jednak, ze suma " dawaczy" i " braczy" jest stala, bez wzgledu na czasy :-) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:46 stary.dziadyga napisała: > > > Miłość kobiety, jest moim zdaniem, niemal zawsze warunkowa. Jest kredytem, który trzeba spłacać. Jak facet nie spełnia oczekiwań, a te oczekiwania bywają całkiem wysokie, to szybko zjawia się rozczarowanie, > > Rozumiem, że ten kredyt to masz wręcz dosłownie na myśli. > Jasne, nie zaprzeczam, do tej pory na pewno często tak było, dlatego też związki to były układy, wymiany "dóbr i towarów" (ble). a miłość babki. jeśli w ogóle była, wtedy szybko wyparowuje. Tu na forum takich przykładów niemało. ----------------------------------------------------- > O naiwności! Jaka miłość wyparowuje? W takich układach przecież wiadomo o co cho, a nie jakaś miłość. Chyba że taki facet ma jakąś schizofrenię i choć narzeka że "baby to tylko na kasę lecą, a ja jestem bankomatem", który się na taki układ decyduje, potem doznaje nagle pomroczności jasnej i liczy na autentyczne uczucia. ------------------------------ Wiesz, że nie mam tutaj na myśli finansów. Jeśli dziewczyna bierze sobie chłopaka, ona się uczy, rozwija a on nie, to wcale nie jest kwestia finansów, tylko rozjazdu intelektualnego. Ona się rozwija, a on niekoniecznie i fascynacja znika. To, że ona zarabia więcej / dobrze / lepiej niczego ne musi psuć, ale jeśli on się zapuszcza, żegnajcie gorące uczucia. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:58 stary.dziadyga napisała: Ten element gierki, który nie przeczę mógł też działać na korzyść kobiet, które w takich układach się odnajdywały, zostaje wyeliminowany, a z tego poziomu rodzi się miejsce na nowe, bardziej autentyczne relacje niż jakieś układy, układziki. --------------------------------------- Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwiędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz miliony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby nie byc samą / samym. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:12 marek.zak1 napisał: > Kobiecie trzeba jednak czymś imponować, wzbudzać podziw, a bez tego uczucie zwi > ędnie. Facetom dawniej było łatwiej, bo finanse, łatwiejsza kariera, dostęp do > wiedzy. Autentyczne relacje bez miłości sa, bo ne maw kim sie kochać i masz mil > iony singli, depresje i marzenia o tym jedynym, albo związki z rozsądku, żeby n > ie byc samą / samym. Zgadzam się na milion procent. Mi mężczyzna musi imponować inaczej nie ma szans, dlatego musi byc lepszą wesją tego mężczyzny sprzed lat, którego opisujesz. Piniądz, karierę i wiedzę to ja mam lub mogę mieć (pamiętajmy że nie każdy się na to decyduje), więc najlepiej żeby też to miał, ale do tego/przede wszystkim był dobrym i interesującym człowiekiem Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:12 stary.dziadyga napisała: > Oczywiście w razie draki, każdy swoje dzieci najpierw by ratował, swoją rodzinę > . > I my to uważamy za piękne :) No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zycie :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez lata, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy. > Tylko ze taka miłość wyklucza tych którzy znajdują się poza gronem rodzinnym. Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja rodzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy tylko od nas ? > Dla mnie prawdziwa miłość to ta bezwarunkowa, prawdziwe uczucie płynące z ciebi > e, nie ważne czy odwzajemnione czy nie, nie tylko do bliskich w których zainwes > towało się najwięcej czasu, Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osoby ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klepanie jezorem jak bardzo ja kochasz ? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 13:52 mabelle2000 napisała: > No wiesz, trudno zebym ratowala najpierw dzieci sasiada, skoro swoim dalam zyci > e :-) One sa mi bliskie poprzez wyjatkowosc relacji budowanej wspolnie przez la > ta, ale sklamalabym mowiac, ze fakt ich urodzenia nic dla mnie nie znaczy. Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka, nie krytukuję, tylko obserwuję. Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzieci zginęły. Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie. To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!" (wiem że przesadzam, nie bijcie) > Coz wiec prostszego stworzyc sobie krag ludzi *do kochania* i nazwac go swoja r > odzina? Nie wydaje Ci sie Dziadyga, ze to czy bedziemy samotni czy nie zalezy t > ylko od nas ? Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny, to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym naukowcem w zamian. Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem. > > Teoretycznie masz racje, tylko jesli obedrzesz milosc z dzialania na rzecz osob > y ktora kochasz, nie podzielisz sie z nia swoim czasem, to co Ci zostanie? Klep > anie jezorem jak bardzo ja kochasz ? > Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu wracasz do tego że doba ma tylko 24 godziny? No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do pomocy więcej Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:15 stary.dziadyga napisała: > Znaczy najwięcej. Oczywiście nie umniejszam tu miłości żadnej matki do dziecka, > nie krytukuję, tylko obserwuję. Bo to dzialanie instynktowne, kochasz bardziej wiec ratujesz najpierw. Sa ludzie, ktorzy zawodowo zajmuja sie ratownictwem, oni pewnie najczesciej ratuja " jak leci" ;-) Ale i tak jestem pewna, ze lekarz majacy tylko jeden respirator da go temu z dwoch pacjentow, ktory lepiej rokuje. > Wyobraź sobie że znam kogoś, kto uratował najpierw dzieci sąsiada, ale jego dzi > eci zginęły. > Tzn osobiście tej osoby nie znam, tylko jedno z "dzieci sąsiada" właśnie. > To jest dopiero dar miłości, a nie "mój synunio jaki zdolny, najpiększniejszy!" > (wiem że przesadzam, nie bijcie) No to odwroc sytuacje i pomysl czy chcialabys, zeby Twoja matka uratowala z pozaru najpierw dzieci sasiada, a dopiero pozniej wrocila po Ciebie. > Do tego chyba dążymy powoli jako ludzkość. Kiedyś jak ktoś nie założył rodziny, > to życiowo i społecznie był w czarnej dupie, chyba że był jakimś wybitnym nauk > owcem w zamian. > Teraz ludzie układają już sobie po swojemu, stąd też moje zaciekawienie tematem Raczej nic tego nie potwierdza, jako ogol jestesmy coraz bardziej samotni. Kto wie czy to nie przez to, ze mamy na fejsbuku 947 " przyjaciol" ;-) > Nie pisałam żeby miłość obdzierać z działania na rzecz innych, rozumiem że tu w > racasz do tego że doba ma tylko 24 godziny? > No więc w tym ujęciu gdzie miłość masz z wielu źródeł, a ilość obdarzających i > obdarzanych się zwiększa to i doba może sobie postostać jaka jest, bo rączek do > pomocy więcej Relacja sie liczy. Jej jakosc, uwaga, refleksja nad soba, nad zwiazkiem, nad nami. Temu trzeba sie poswiecic, budowanie do czasochlonny proces. Moze niektorzy ludzie to potrafia. Tego nie wiem. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:14 Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść. Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli ideę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drugiej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:22 stary.dziadyga napisała: > Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. ---------------------- Nie ma czegoś takiego. Są oczywiście preferencje, ale suma miłości rośnie. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:47 marek.zak1 napisał: > Nie ma czegoś takiego. Są oczywiście preferencje, ale suma miłości rośnie. No o to chyba wlasnie Dziadydze chodzi, ze " troski sie dzieli, a milosc sie mnozy". Idea piekna, prawda. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:34 stary.dziadyga napisała: > Hmm...po zastanowieniu to troche za daleko poleciałam z tym przykładem cudzych > dzieci, bo do tego (mam nadzieję) nikt tu nie może się odnieść. Moga ci, ktorzy sa w tak zwanych rodzinach patchworkowych i uczestnicza w wychowaniu dzieci partnera/ partnerki. Zapytaj czy tamte dzieci kochaja tak samo jak swoje. Ja mniej wiecej znam odpowiedz ;-) > Ale coś bliżej...masz więcej niż jedno dziecko? Jak się pojawia drugie, to nie > zaczynamy tego pierwszego mniej kochać, choć miejsca w sercu tyle samo. Czyli i > deę że można po równo kochać więcej niż jedną osobę bez uszczerbku lda tej drug > iej będzie w miarę łatwo skumać rodzicom. Da sie kochac wiecej niz jedna osobe. Da sie tez uprawiac z kilkoma osobami seks. Pierwsze wydaje mi sie latwiejsze, z drugim moglabym miec problem. Ile jest takich osob jak ja ? Nie wiem. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:41 sabat3 napisał: > Wyglada na to, ze zainteresowani albo sie wstydza, albo ich tu nie ma :) > Stawiam na to drugie, polecam zapytac o to samo na zbiorniku (bez zlosliwosci). :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowanie nie dla mnie. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 10:49 > :-) Dla mnie wyzwaniem byloby zyc w zwiazku z jednym czlowiekiem, a co dopiero > z kilkoma. Zaangazowac sie, wszystkim okazac wsparcie, zainteresowanie, spedzic > wspolny czas, wypytac o samopoczucie. A tu doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowa > nie nie dla mnie. Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sobie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i doba dłuższa być nie musi. Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:21 stary.dziadyga napisała: > Mi się wydaje, że to są ludzie, którzy na tyle kochają siebie samych, tzn, nie > że są w siebie zapatrzeni tylko umieją siebie samego na tyle kochać i dawać sob > ie samemu szczęście, że nie potrzebują aż tak wiele od drugiej osoby, także i d > oba dłuższa być nie musi. > Chociaż co ja tam wiem...i właśnie dlatego marzy mi się z taką osobą pogadać Tacy ludzie jak piszesz, " samodzielni" uczuciowo i nie lubiacy nikogo ograniczac, maja zwykle grono dobrych, sprawdzonych przyjaciol. To jest dla nich potezne zrodlo wzajemnego wsparcia. Erotyczna wiez natomiast, jedyna w swoim rodzaju, utrzymuja z jedna osoba. Odpowiedz Link
sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:05 Mam ostatnio wrażenie, że takie relacje zdarzają się znacznie częściej, niż się może wstępnie wydawać. Tylko ludzie się z tym bardzo niechętnie ujawniają jakoś szerzej publicznie, między innymi dlatego, że temat budzi sporo emocji i łatwo się po coming oucie dorobić różnych niepochlebnych łatek wynikających z niezrozumienia. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 14:48 stary.dziadyga napisała: > Ja nie mogę wyszukiwać wątków, bo mi napisano że nie mam uprawnień do wyszukiwa > nia, pfff a co to teraz jaką licencję trzeba sobie wyrobić? :) Juz kochany Dziadu Szperacz-Gmeracz poszukal Ci 'bez uprawnien' ten watek Profesor TwojejBoginii. Zle zapamietalam. Negatywnie wypowiadala sie o Promiskuityzmie (ja pierdziele musialalam ten wyraz pisac po literce, skad oni biora takie trudne slownictwo i dlaczego? ;) (powolala sie na: problemy ze soba, brak tworzenia wiezi, krzywdzenie, wymuszanie, ect.) choc potem w ciekawej dyskusji z obywtelem Obrotowym ocenila ze rozumie. Poliamorii przyklasnela aczkolwiek wspomniala o tym, co napomknela juz Mabelle, ze moze okradac z zaagngazowania. Poczytaj sobie. Aha do czego zmierzam. Twoja Boginka miala/ ma (?) tez relacje z kobietami wiec jesli szukasz osob, ktore sie otarly o zwiazki otwarte i potrafia/moga o tym rozmawiac, to chyba by trzeba bylo pukac do boginkowych drzwi. Ostatni cos nie zaglada ale jak ja przywolasz w duchu, to kto wie? ;-) forum.gazeta.pl/forum/w,15128,162065273,162065273,monogamia.html?p=162070255 (linkiem zrobilam od razu przeskok do wlasciwego postu z 26.07.16, 14:44, bo watek zaczela od monogamii) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 15:24 Och dzięki Ci nieoceniona o Kitty! TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za siebie. To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odpowiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:01 stary.dziadyga napisała: > TB pisze bardzo ciekawe rzeczy, szczególnie o wizięciu odpowiedzialności za sie > bie. > To jest własnie to co ja nazywam tym nowym poziomem autentyczności. Wzięcie odp > owiedzialności za siebie pozwoli nam wg mnie na wejściu na nowy poziom relacji > z ludźmi, bo nie bedziemy oszukiwac ani siebie ani innych Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabelle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te mnogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygodnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mozesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;) Odpowiedz Link
sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:22 A zastanawiałaś się kiedyś jakoś bardziej nad zazdrością? Nad tym: w jakich sytuacjach ją czujesz i właściwie dlaczego? :) Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 17:13 sea.sea napisała: > A zastanawiałaś się kiedyś jakoś bardziej nad zazdrością? Nad tym: w jakich syt > uacjach ją czujesz i właściwie dlaczego? :) Nie zastanawialam sie. Zazwyczaj jak sie czegos boje, to unikam tego jak ognia. Teraz od paru dlugich lat udalo mi sie ja calkowicie wyeliminowac ale podsmierdza mi bardzo szybko jak tylko katem oka dostrzege ja w innych ludziach. Co ciekawe ludzie sa w stanie zazdroscic doslownie wszystkiego. Niewiarygodne to jest czym sie potrafia podpalic z zazdrosci. Ale chyba najgorsza jest zazdrosc damsko-meska. Jesu co moj stary wyprawial, to wstyd na cale osiedle ;)Poniewaz byl niepelnosprawny, chodzil o kuli, to tez nikt nie traktowal go az tak powaznie tj nikt mu np nie wpieprzyl, ej no pobij czy nawet wyzwij teraz kaleke, co sie nawet o wlasnych silach nie potrafi na nogach utrzymac ;-) I co zrobic wtedy z wlasnymi emocjami? A Ty masz jakies pozytywne doswiadczenia zazdrosciowe? Podpowiesz cos? Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 17:27 hello-kitty2 napisala > Co cie > kawe ludzie sa w stanie zazdroscic doslownie wszystkiego. A nie, to jest chyba zawisc, a nie zazdrosc:-) Odpowiedz Link
sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:52 Już napisałam chwilę wcześniej dziadydze, że emocjonalnie nie pojmuję (bo rozumowe argumenty znam) dlaczego temat seksu na boku budzi aż takie emocje. Ja mam ostatnio refleksję taką, że zazdrość o kontakty z innymi osobami w związkach jest bez sensu. Zazdrość to generalnie lęk przed stratą kogoś/czegoś, przed tym, że nam się wymknie, znajdzie coś lepszego, odejdzie. Ale czy jesteśmy w stanie zablokować kogoś na wszystkie bodźce, które mogłyby sprawić, że odejdzie do kogoś innego? A nawet: jeśli nie odejdzie do kogoś innego, partner i tak może nam na oczach odejść sam w siebie i też nie będziemy wiedzieli: dlaczego (jak mój eks). Martwienie się na wyrost potencjalną stratą, na którą wpływ mamy niewielki, zupełnie nie ma sensu, a właśnie totalnie nas spala. Dlatego się nie martwię :) (ale ja mam generalnie dość mocno poukładane w emocjach i możliwe też, że jakieś <<zaburzenia>> względem neurotypowych, bo często nie ogarniam czemu się ludzie tak spalają tym albo owym - więc mi łatwiej) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:34 hello-kitty2 napisała: > > Tak czytam co Ci chodzi po glowie, widze, ze Proteinowy zahaczyl o milosc, Mabe > lle o skonczonosc zasobow jakimi dysponujemy, jak to wszystko tam upchac w te m > nogosc relacji? A zazdrosc? Najgorsza w milosci jest zazdrosc, dlatego tak wygo > dnie jest byc w relacjach nie opartych na milosci. Zupelnie sie nie spalasz. Mo > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? A co by to mialo znaczyc? Chyba > nie rozumiem o czym Ty do mnie rozmawiasz? ;) > Bo mylisz miłość z pożądaniem i zazdrością. Prawdziwa miłość to takie uczucie gdzie nie oczekujesz nic w zamian. Jakby to nazwać: nie zrywasz kwiatka dla siebie żeby już zdechł jak się na niego napatrzysz w wazonie, tylko pielegnujesz dopóki czujesz że to jedyne co dla niego chcesz robić, nie potrzebując nim zawładnąć. Patrzysz jak sobie rośnie i to uczucie Cię satysfakcjonuje. Mo > zesz wziac odpowiedzialnosc za swoja zazdrosc? Pewnie, najlepiej przekształcając ją w coś innego, taka alchemia uczuć. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 14:07 > A zazdrość? Bo Ty zaczynasz od człowieka takim jaki jest. Dziadyga wychodzi od idei. Dziadyga jest skazana na rozczarowanie (głownie bliźnimi, a to dzieli jeszcze bardziej niz rozczarowanie soba) a Ty pewnie na spalanie sie, na ból. Odpowiedz Link
slepafuria15 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 16:57 Czy ja dobrze zrozumiałam, ze brak zazdrości świadczy u braku miłości? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 19:43 Tako rzecze prorok Odpowiedz Link
ewanoga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.01.21, 14:23 W tym wątku to bzdura na bzdurze bzdurę pogania. Jak mam liczyć w życiu tylko na siebie to nikogo nie potrzebuję a miłość która nie spełnia życiowych oczekiwań drugiej strony MOICH K...A TEŻ jest miłością jak ten koronawirus u niektórych - bezobjawową. Życie to: - potrzeby duchowe - logistyczne - seksualne - materialne - opieka w chorobie - urlopy, Święta, wigilie - wychowywanie dzieci Każdy kto jest obecny w życiu kobiety na krótkie miłe spotkania i okrasza seks jakąś czułością, ale tak poza tym to musi ona liczyć tylko na siebie jest po prostu facetem szukającym emocjonalnego urozmaicenia. Mamy teraz taką modę na zmuszanie kobiet do udowadniania latami jak to stoją na własnych stopach i liczą tylko na siebie. Dopóki młoda i dobrze zarabia to może jej się i to sprawdzi. Ale wystarczy, że ją pieprznie pijany kierowca na przejściu dla pieszych i cała ta poliamoria się wtedy pięknie przetestuje gdy trzeba będzie jej przez pewien czas baseny wylewać i pampersy zmieniać. I tak już jakoś matka natura wymyśliła, że do poświęcenia, troski, czułości, opieki i przezwyciężania trudności zdolne są tylko i wyłącznie osoby, które sprawdzają się w miłości wyłącznej. Przyznaję, że na ziemi jest dużo samotności. Ale dlatego zdobywasz męża na wyłączność żeby miał kto Twoje potrzeby nie bycia samotną zaspokajać. Czasami sie nad tymi biednymi i samotnymi trochę lituję i czasem myślę, że wybaczyłabym męzowi gdyby taką nieszczęśliwą duszę na chwilę przytulił. Ale prawda jest taka, że jeżeli prze...iła czas potrzebny na układanie sobie życia na głupoty a potem liczy, że jakoś sobie zabuduje tą samotność kotami i kochankiem na godziny. Który z nią porozmawia miło i na tym to w sumie koniec, bo nawet kasy jej nie przeleje na operację. Np. Wszystko o czym ja powyżej piszę to nie jest interesowność, czy roszczeniowość tylko klocki, z których się życie składa. I owszem męża będę kochała zawsze nawet jeśli będziemy bardzo biedni. Poza tym sama też zarabiam za wyjątkiem oczywistym wychowywania naprawdę malutnich dzieci. Jednakże nie polega to na akceptacji tego, że usiądzie on na kanapie a ja udowadniając swoją bezwarunkową miłość bez oczekiwania czegokolwiek w zamian będę ze wszystkim innym zasuwać sama. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:21 > są w tych relacjach szczęśliwi, bo nie potrzebują nikogo trzymać za mordę i stąd te polimoryczne relacje Hej dziadu! A jak widzisz geneze miłości? Jest czymś eterycznym sączącym sie z góry w nasze głowy, czy tak bardziej oddolnie - sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę? Dobór słownictwa wskazuje na to pierwsze. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 11:36 Cześć proteinowy! Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej naturalny stan dla nas. Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewolnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała. Ale to stare, a idzie nowe. Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świadomość i też sobie ją "uzmysławiać". Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej pory uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami. Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki temu może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia. Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 12:03 stary.dziadyga napisała: > Słuszna obserwacja, raczej to pierwsze, choć tak dla ścisłości, myślę że to nie > jest nic zewnętrznego od nas, my jesteśmy z miłości zbudowani, to najbardziej > naturalny stan dla nas. Mysle, ze rozumiem co mowisz, odbije tresc do Ciebie moim slowami i popraw jezeli zle odebralem: kiedy mowisz "zbudowani z milosci" masz na mysli nie biologie, fizyke i takie tam, tylko to jest figura returyczna na "czlowiek nie niepokojony syfem nie przestaje kochac". > Oczywiście przy małej świadomości tego czym jesteśmy, to wiadomo że lądujemy w > drugiej grupie i w niej na razie jest większość ludzkości. Jesteśmy wtedy niewo > lnikami emocji, czyli ściślej mówiąć biochemi ciała. Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmniej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc <-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci. Wszystko co widze wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wielkosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypadek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zaczynaja nie uciekac przed kotem czy owca. > Ale to stare, a idzie nowe. > Człowiek ma tę unikalną zdolność, że jest w stanie sam obserwować własną świado > mość i też sobie ją "uzmysławiać". > Long story short, w skutek uświadomienia sobie pewnych procesów które do tej po > ry uważaliśmy za automatyczne i rządzące nami, przestajemy byc ich niewolnikami > . Człowiek uczy się panować nad emocjami i widzi że to nie wszystko. Dzięki tem > u może zykać zupełnie nową świadomośc i panowanie nad sobą, a to go zmienia. > Wg mnie ewoluujemy w nowym kierunku i to co raz szybciej. Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie, bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie". Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 19:01 proteinowy.na.chwile napisał: > Pachnie buddyzmem. To nie jest przykry zapach. Ze wszystkich "izmow" ten najmni > ej nalega re-interpretacje rzeczywistosci. Niemniej Twoj dualizm swiadomosc > 0;-> biochemia wydaje sie nie pasowac do rzeczywistosci. > Moze tez byc tak, ze swoj prywatny rozwoj mylisz z rozwojem ludzkosci. Oby nie, > bo mimo wszystko kibicuje zespolowi "ludzie". O proteinowy, sorki, zapomniałam się odnieśc do Twojej wypowiedzi. Może trochę pachnie, ale to ostatecznie żaden izm. Ja żadnych dogmatów nie uważam. Myslę że powinnismy wszystkie takie "prawdy" kwestionować do bólu. I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. Wszystko co widze > wskazuje, ze swiadomosc jest raczej produktem niz niezaleznym aktorem. Guz wiel > kosci pilki golfowej w mozgu i zaczynasz strzelac do ludzi (autentyczny przypad > ek z US). Niewiele to rozne od mrowek zarazonych toksoplazmoza, ktore nagle zac > zynaja nie uciekac przed kotem czy owca. > Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 21:00 > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłość jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. < Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście. Mój risercz wskazuje na szeroka rozpiętość kłamstwa i szkodliwości poszczególnych religii. Niektóre sa niemal prawdziwe i pożyteczne, zwłaszcza jak przymrużyć oczy. Z terminem "religia" jest troche jak z terminem "sport". Termin-walizka, miesza ze soba takie rzeczy jak pingpong i boks tajski. > [o guzach i toksopazmozie] Tu musialbyś się rozwinąć, bo przyznaję że nie do końca łapię. Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszystko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu. Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych warstw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem góry lodowej. Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do cywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji. To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziwej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie jak Św Mikołaj. Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widze tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tylko inny punkt siedzenia. Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Twoich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem, bólem i przemocą jako przyczynę. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:16 proteinowy.na.chwile napisał: > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu > . > > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór > y lodowej. > > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji. Bardzo ladnie napisane: rzetelnie, w sposob zrozumialy, z przykladem. W koncu wpadlam dlaczego Cie tak lubie czytac!? Bo moglbys pisac podreczniki, a ja jestem fanem podrecznikow (w odroznieniu od ksiazek fabularnych). Podreczniki sa ksiazkami opisujacymi w prosty sposob skomplikowany swiat idiotom ciekawym swiata. Na studiach czesto wstydzialam sie wyjmowac jakies swoje ksiazki, bo mialam je z tak wysoka dokladnoscia i co do slowa opracowane, ze az wstyd przed wspolstudentami, ktorzy lapali wszystko w lot, ze sluchu z wykladu, a ja wszystko musialalam sobie poporownywac, porobic odnosniki. Rozgadalam sie. Wracajac do tej swiadomosci. Jesli jest tak, jak piszesz (a podrecznik z zalozenia nie klamie ;) to pododnie (w moim odczuciu) jest z geneza milosci, o ktorej rozmawialiscie, a ja sie przysluchiwalam. Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". Tylko nie wiem/nie pamietam co to jest 'sublimacja' ale strzelam bez sprawdzania, ze to to. Czyli jest prodktem naszego ukladu nerwowego i w tym sensie jest w nas (pomysl Dziadygi). Niemniej poniewaz jak z ostatniego wykladu z roboty zapamietalam: w ciele czlowieka nie znajduje sie ani jedna kosc, ktora nie rozni sie (rozmiarem, polozeniem, zainstalowaniem, ect) od tej samej kosci u drugiego czlowieka (=zaden czlowiek nie jest dokladna kopia zadnego innego czlowieka, fizycznie) to moznaby bylo wniesc, ze niektorzy sa bardziej, a niektorzy mniej do odczuwania milosci predysponowani z uwagi na budowe. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:13 > Nie jest ona czyms splywajacym w gory, jak sie zgodziliscie, tylko wlasnie z dolu "sublimacją skomplikowanych emocji doświadczanych przez, było nie było, zwierzę". < Wlasnie miałem wrazenie ze Dziadyga nie zgadza sie z tym, widzi milosc jako cos pierwszego, co dopiero potem brudzą emocje, zazdrość, przemoc nie daj Boże. Zapowiadało sie ciekawie. Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac. Wracając do Twojego przykładu z kośćmi - widze to dokładnie tak samo. Kazda milosc jest inna ale jednak milosc. Nie dziele je na czyste i nieczyste. Granica jest przy "szkodliwe". Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:02 proteinowy.na.chwile napisał: e. Za > powiadało sie ciekawie. > > Ale w międzyczasie pojawiły sie wpisy o "wszystkie dzieci nasze sa", "szklany sufit", "inna płaca za ta sama prace" i w koncu obok o "kulcie białego mezczyzny" i juz wiem, ze w subtelności sie juz raczej nie pobawimy. Prawdopodobnie będziemy sie zbliżać do poziomu Anity Sarkeesian youtu.be/SA0aKjY8K50 (7 sekund, rzuć okiem). Ja sie łatwo tym daje trollowac. Też mi się zapowiadało ciekawie, ale chyba brakuje jednak otwartości i gotowości do rozmowy, już z mojej strony także. Po co próbujesz mnie proteinowy zamknąć w jakieś znane sobie ramy, porównując do jakichś tam znanych sobie postaci, w dodatku na podstawie kilku wpisów. Piszesz o tym że liczyłeś na sublimację, a sam próbujesz mnie sprowadzić jako osobę do jakiegoś 7 sekundowego gifa??? Szukasz potwierdzenia własnej racji wyśmiewając mnie i próbując zamknąc moje poglądy w kilku hasełkach? Nie no zupełnie tych wycieczek osobistych nie rozumiem, tym bardziej na anonimowym forum internetowym gdzie nic nie stoi na przeszkodzie sobie normalnie, szczerze porozmawiać, bo to co tu napiszemy nie naraża nas na żdane straty ani nie przyniesie zysku w świecie realnym, w senie nie musimy tu dbać o swój imidż. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 19:23 > Też mi się zapowiadało ciekawie, ale chyba brakuje jednak otwartości i gotowości do rozmowy, już z mojej strony także. < No to szkoda. Przyznaję że ze swojej strony że błyskawiczne zapakowałem Cie do określonej szuflady, zamiast wiecej posłuchać. Jezeli chcesz utnijmy offtopa w tym miejscu, moze zamiast tego pojawi sie ktos w temacie o ktory pytasz. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:30 proteinowy.na.chwile napisał: > > No to szkoda. Przyznaję że ze swojej strony że błyskawiczne zapakowałem Cie do > określonej szuflady, zamiast wiecej posłuchać. Jezeli chcesz utnijmy offtopa w > tym miejscu, moze zamiast tego pojawi sie ktos w temacie o ktory pytasz. Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jechać na offtopie i to jeszcze na ostro! Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:42 > Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jechać na offtopie i to jeszcze na ostro! < Mam taka wizje, zeby sobie tak miło z ludzmi pogadać. Jeszcze lepiej posłuchać. A potem jakos ze trzy posty niżej różnice "rozkręcają sie same", w koncu spięcie. Ale kiedys mi wyjdzie i w przyjacielskiej atmosferze dociagniemy temat do konca. Najlepszego dziadygo, bede Cie jeszcze męczył w temacie czystych uczuc. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:48 stary.dziadyga napisała: > Offtopy to przecie clue całego tego forum. Mi tylko tak wsyd w czyimś wątku jec > hać na offtopie i to jeszcze na ostro! To jest Twoj watek ;-) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:01 hello-kitty2 napisała: > To jest Twoj watek ;-) > Wiem, ale wątek obok się poprztykaliśmy z proteinowym na offie i do tego się odnosiłam :) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:32 W moim wątku można offtopować, na dole juz Zawle i Lybbla wymieniają uprzejmości Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:28 stary.dziadyga napisała: > Po co próbujesz mnie proteinowy zamknąć w jakieś znane sobie ramy, porównując d > o jakichś tam znanych sobie postaci, w dodatku na podstawie kilku wpisów. Pisze > sz o tym że liczyłeś na sublimację, a sam próbujesz mnie sprowadzić jako osobę > do jakiegoś 7 sekundowego gifa??? Rozwiń temat (zacznij od macierzy) albo zostaniesz tym 7 sekundowym gifem na zawsze. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:10 proteinowy.na.chwile napisał: > > I tak z mojego researchu wynika, że wszystkie religie w obecnej formie są > kłamstwem, ale też wszystkie oparte o bardzo słuszny fundament, czyli że miłoś > ć jest największą mocą i że na niej można zbudować piękny świat. < > > Zdefiniuj "kłamstwo" w tym kontekście. > W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznieść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie. > O Świadomości i czym ona jest mogła bym tak dużo napisać że to temat na inny wątek i chyba też na inne forum :) W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więcej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Einstein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy nazywają je Bogiem właśnie. Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak więc i my z tzw "zewnętrzną świadomością". Nam się wydaje że nasza świadomość jest zamknięta w tej kupie "mięcha i hormonów" i póki tak jest to ta kupa mięcha i hormonów nami rządzi, a dokładniej rządzą nami emocje, które są niczym innym jak serią chemicznych reakcji. Reakcja chemiczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma), a te fale generują naszą rzeczywistość. Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć. > > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie > jak Św Mikołaj. Tu bym się kłóciła :) Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależnia swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do siebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co stan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie środkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość. > > Mowisz ze jesteśmy na progu zmiany, ze ludzie sie zmieniają na lepsze. Nie widz > e tego. Jak dla mnie jesteśmy na granicy kolejnego konfliktu. Możliwe ze to tyl > ko inny punkt siedzenia. Jesteśmy, jesteśmy, z każdym pokoleniem co raz bliżej. > Nie obraz sie na powierzchowność następującego zdania: z tych kilku wpisów o Tw > oich problemach z erotyka stawiam na zamknięcie sie przed zwierzecoscia, brudem > , bólem i przemocą jako przyczynę. Ja jestem ostatnią osoba, która by się tu obrażała, szczególnie za mądre słowa. Masz zupełnie rację, taki też wniosek jest owocem moich ostatnich "uświadomień" i postanowiłam trochę spróbować objąć tę swoją ciemną stronę. Na razie przez zaakceptowanie, że ona w ogóle istnieje. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:20 > W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więcej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Einstein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy nazywają je Bogiem właśnie. < To Urqu. Ja zupełnie sie z tym nie zgadzam. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:35 > > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do niepr > awdziw > > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zak > resie > > jak Św Mikołaj. > > Tu bym się kłóciła :) Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:14 > Bo myślisz, ze ja neguje istnienie Św Mikołaja. A on przeciez istnieje. Tak jak > milosc. Obie te rzeczy sa idealizacja prawdziwych rysow ludzkiej natury, tyle > ze trzeba sobie przypominać (przynajmniej ja sobie musze przypominac) ze żadna > z tych idealizacji nie istnieje w formie czystej. I ze nacisk na żywych ludzi w > kierunku uzyskania czystej wersji tych rzeczy ich kaleczy. A najpewniej spycha > ich w stronę autoagresji, to przerobiłem osobiście jako dziecko. Z moich wieloletnich obserwacji wynika, że ludzie przekonani głęboko o zewnętrznym pochodzeniu uczucia miłości mają fatalną łącznosc ze swoimi emocjami, ciałem, itd. Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:30 Dzieki Aandzia, wlasnie mi podrzucilas cos co powinienem był dawno zauważyć. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:55 proteinowy.na.chwile napisał: > Dzieki Aandzia, wlasnie mi podrzucilas cos co powinienem był dawno zauważyć. Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odnosisz. A ciekawa jestem. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:54 > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odnosisz. A ciekawa jestem. < Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do: > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latające wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miały szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na drugie rozwiązanie. < Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 16:13 proteinowy.na.chwile napisał: > > Sorry, nie mam drzewka, więc nie wiem do której mojej wypowiedzi się odno > sisz. A ciekawa jestem. < > > Sorry, tez nie mam, nie powinienem był bez cytowania. To było do: > > > Nie wiem czy przyczyną była silna indoktrynacja dziecka, czy tylko latają > ce wokół dziecka przekazy padły na podatny grunt neurologiczny, a inne nie miał > y szansy się zaimplantować bo nie pasowały do podłoża. Osobiście stawiam na dru > gie rozwiązanie. < To moje osobiste spostrzeżenie sprzed dwudziestu lat, kiedy to miałam możliwośc oglądać z bardzo bliska w dłuższym okresie czasu nawrócenia ludzi z domów ateistycznych i odejścia od wiary ludzi wychowanych religijnie. Ostatnio rozmawiałam ze znajomym terapeutą o zjawisku. Potwierdził rolę zaburzeń osobowości w sposobie odbioru religii tudzież w odczuwaniu rzeczywistości i swojego w nim miejsca. Ale to chyba nic nowego. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:45 stary.dziadyga napisała: Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość do si > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Póki co s > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualnie śro > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość. Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak: czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-) A na powaznie: to wszystko jest b.ciekawe co piszesz i trzeba sie do tego bezwzglednie odniesc po przemysleniu tylko ze ja mam dzisiaj misterium rownouprawnienia (=porzadki, tak nazywa je Proteinowy), bo potem przychodza kolezanki na trening, a ja nawet nieumyta. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:51 A jak dla mnie to taka czysta miłość bez grama brudu to chyba i bez seksu? :))) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:18 hello-kitty2 napisała: > stary.dziadyga napisała: > > Czysta miłość nie potrzebuje, a już na pewno nie uzależni > > a swojej obecności od drugiego obiektu. To taki stan kiedy czujesz miłość > do si > > ebie i całego świata i nic więcej nie jest ci potrzebne do szczęścia. Pók > i co s > > tan osiągalny ciężkim wysiłkiem fizycznym, orgazmem, medytacją, ewentualn > ie śro > > dkami psychodelicznymi, ale powoli sięgo uczymy jako ludzkość. > > Jak mi mozg manipuluje percepcja, po polszkaneczce wina - przeczytalam to tak: > czysta milosc to stan osiagany ciezkim orgazmem i srodkami ;-) Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to i trawa wystarczy. > Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:12 aandzia43 napisała: > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakręci to > i trawa wystarczy Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia? Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przyjemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale jeśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w temacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, jeśli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w normalnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wiedzą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:28 stary.dziadyga napisała: > aandzia43 napisała: > > > Tak, najłatwiej przy pomocy extasy. Ale jak się człowiek odpowiednio nakr > ęci to > > i trawa wystarczy > > Rozumiem, że to jest sarkazm z Twojej strony Aandzia? > Ja akurat nie polecam ecstasy czy trawy jako rozwiązania, bo to jest tania przy > jemność na chwilę. Dlatego też wymieniłam środki psychodeliczne na końcu, ale j > eśli ktoś chce być złośliwy to drogę zawsze znajdzie. I tak już odpowidając w t > emacie Twojej złośliwości to powiem Ci że lepsze nawet to esctasy czy trawa, je > śli ktoś inaczej nie umie się odblokować, niż całe eony cierpienia bez poczucia > nawet na chwilę takiego stanu. W różnego rodzaju terapiach dla par, rodzin co > raz cześciej stosuje się MDMA i to są przełomowe sytuacje, bo niektórzy w norma > lnym systemie całe życie nie są w stanie zdobyć się na taki poziom empatii żeby > rzeczywiście poczuć i zrozumieć drugiego człowieka, a po tym doświaczeniu wied > zą chociaż jak to jest, chociaż na chwilę. To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środkami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa. Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne otwarcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:32 aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie. Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 16:05 zawle napisała: > aandzia43 napisała: Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawd > ziwą > > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na peł > ne ot > > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie. > > Ja mam na odwrót. Łatwiej mi empatyzować z ludżmi którzy nie są bliscy. Nie zrozumiałysmy się :-) Ja empatyzuję jak się nakręcę z najgorszym potworem, nie tylko z kimś mi obcym. Ale nijak ma się to do ochoty przychylenia mu nieba. Taka bezpieczna forma empatii ;-) Po polsku: instynkt samozachowawczy. To było odnośnie sugestii Dziadygi, że brak empatii winnym jest nie dawaniu ludziom z siebie tego i owego. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 15:37 aandzia43 napisała: > > To była reakcja na pomyłkę Kitty w odczytaniu tekstu. "Ciężkim orgazmem i środk > ami" - ubawil mnie tekst i tyle. Nie chciałam być sarkastyczna czy złośliwa. > Ładnie piszesz. Co do empatii: zdolność współodczuwania, nawet bardzo prawdziwą > i głęboka, nie jest tożsama z gotowością wejścia w bliską relację, na pełne ot > warcie siebie, na ofiarowanie czegoś od siebie. Ah to sorki, proteinowy mnie tak bojowo nastroił i myślałam że drwisz :) Do reszty odniosę się później, bo kurna cały dzien się już tu produkuję. Pozdrawiam Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:21 stary.dziadyga napisała: > W największym z możliwych skórtów: coś co z założenia miało pomóc ludziom wznie > ść się na wyższy poziom świadomości zostało przeistoczone w dokładną odwrotność > czyli mechanizm kontroli, serwujący dogmaty i ograniczający własne myślenie. Tu pełna zgoda. > W pewnym sensie masz rację pisząc że to coś zewnętrznego od nas, bo co raz więc > ej wskazuje na to że jest to rzeczywiście inteligentne pole nas otaczające (Ein > stein, macierz, fizyka kwantowa, quantum entanglement i te sprawy), niektórzy n > azywają je Bogiem właśnie. > Z drugiej strony, to że my jesteśmy od tego pola oddzielni to tylko iluzja, nie > ma czegoś takiego jak pusta przestrzeń, wszystko jest ze sobą połączone, tak w > ięc i my z tzw "zewnętrzną świadomością". > Reakcja che > miczna wysyła impuls do mózgu, a mózg produkuje fale (alfa, beta, delta, gamma) > , a te fale generują naszą rzeczywistość. > Wiem że zamkniete w dwa zdania, brzmi to jak jakieś mambo-dżambo więc trudno mi się naprawdę w tej kwestii tu wypowiedzieć. Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do ręki a ugotuje swój mózg na twardo. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:44 lybbla napisał: > Gorzej. Wzbudza we mnie szowinizm a tego nie lubię. Daj kobiecie neurofizykę do > ręki a ugotuje swój mózg na twardo. Hue hue, właśnie z powodu takiego podejścia założyłam to konto wiele lat temu z nickiem stary.dziadyga :) Pamiętam, że przez jakiś czas pisałam bezosobowo, także wszyscy myśleli, że jestem facetem i zgdanij czy miałam wtedy większy szacun na dzielni? Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, także tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki". Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdzie indziej mamy XXI wiek. A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem serca. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:30 stary.dziadyga napisała: > Tak się składa że autorami wszsystkich wspomnianych przeze mnie konceptów, takż > e tych łączących fizykę z metafizyką i neurologią, są mężczyźni. Ja tu wiele od > siebie nie wniosłam, więc nie doszukuj się tu na siłę "kobiecej logiki". A Ty łykasz ten bełkot starych dziadyg jak pelikan. Ale tak, nie tylko kobiety łykają. Co Proteinowy delikatnie zasugerował. > Porzuć o Lybblo swe uprzedzenia względem płci, gdyż jak słusznie zauważyłeś gdz > ie indziej mamy XXI wiek. Najlepszy neurofizyk jakiego znam jest kobietą. > A tak na marginesie to w XXI wieku żart o kobietach w stylu: dać chłopu zegarek > jest nie na miejscu, a już na pewno nie jest droga do kobiecego, że tak powiem > serca. Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:49 lybbla napisał: > > Ja póki co chcę rozruszać Twoje zwoje mózgowe. Co z tymi macierzami? Jeśli przyjmemy, że w mózgu ugotowanym na twardo neuroplastyczność równa jest 0, to próbujesz dokonać niemożliwego. Nie o macierze pojęcie matematyczne mi chodziło, a o macierz w liczbie pojedynczej, pojęcie z fizyki, a ściślej mechaniki kwantowej, opisane przez matrix mechanics, po polsku nazywa się to mechanika macierzowa. Zaznaczam że nie widzę większego sensu w przerzucaniu się formułkami. Użyłam tylko paru wspomagających pojęć, żeby łatwiej było sobie wyobrazic to co chcę przekazać, w tej ogranicznoej formie jaką jest post na forum (i to nie na temat he he). Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 14:04 > Świadomość nie istnieje jako odrębne "cos" co kieruje mięsem i hormonem. Wszyst > ko wskazuje na to ze Kartezjusz i Descartes bronili ładnego ale błędnego modelu > . > > Świadomość to produkt działania mięsa i hormonów. Wyłaniania sie z niższych war > stw, bazuje na nich, opiera sie o nie, jest z nich zbudowana. Jest czubkiem gór > y lodowej. > > Ten przykład z guzem mózgu to przypadek któregoś z amerykańskich strzelców do c > ywilnej ludności, ktory zostawił po sobie notatki z treścią w rodzaju: nie wiem > co sie ze mną dzieje ale nie mogę powstrzymać morderczych myśli i wizji. > > To co w innych miejscach nazywasz prawdziwa miłością (w opozycji do nieprawdziw > ej, zbrukanej zaborczością, chucia itd) to fantazja. Istnieje w takim zakresie > jak Św Mikołaj. > Się podpiszę. Wzbudzam często oburzenie i niesmak przedstawiając swój pogląd na sprawę kiedy rozmowa zejdzie na temat istoty uczuć. Nie tylko u wierzących, choć głównie u nich. Wierzący czyli zarówno przynależący do wielkich religii, jak do ruchów njuejdżowych. Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 22:02 Nie sądzę. Pozłotkę kultury uważam za wyjątkowo cienką, ześlij na społeczność plagi głodu i wojny (w zasadzie wystarczyłaby dłuższa niż 3-4 dni totalna awaria elektryczności, blackout) i będziesz miała natychmiastowy powrót do małych grup opartych na sile fizycznej i patriarchalnych. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 09:37 triss_merigold6 napisała: > Nie sądzę. Pozłotkę kultury uważam za wyjątkowo cienką, ześlij na społeczność p > lagi głodu i wojny (w zasadzie wystarczyłaby dłuższa niż 3-4 dni totalna awaria > elektryczności, blackout) i będziesz miała natychmiastowy powrót do małych gru > p opartych na sile fizycznej i patriarchalnych. Co tak kasandrycznie triss? Ktoś tu wczroaj pisał, chyba Ludlo, że ten tryb przetrwania to bardzo ograniczająca sprawa i on rzeczywiście polaryzuje mocno rzeczywistość i uwypukła aspekty fizyczno-patriarchalne. W skrócie prowadzi do zachowań "wydymaj sąsiada, zanim sąsiad wydyma ciebie" (sorry sąsiad to tylko taka figura retoryczna). Ale uwaga, uwaga! I o tym cały czas trąbię, to się zmienia. Obecnie przeżywamy kulminację tego dziadostwa i to jest nasz przysłowiowy gwódź to trumny. Ludzie mają tego zwyczajnie dosyć. Co więcej, o tym że w "trybie" współpracy i miłości żyje się lepiej i ogólnie możemy osiągnąć więcej mówią już nie tylko hipisi i buddyści, ale zaczynają o tym mówić naukowcy, fizycy, lekarze; a ludzie także odkrywają to na własną rękę we własnym doświdczeniu. Także głowa do góry. A co z tego wyniknie "związkowo" to nie wiem, taka poliamoria jest jedną możliwości ,ale w żadnym wypadku nie peroruję tu specjalnie na jej cześć. Właściwie to interesowało mnie doświadczenie osób z takich związków, ale jak widać nie dość że jest ich jeszcze niewiele, to temat wzbudza kontrowersje Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 13:10 Chyba nie do końca się zrozumiałyśmy. Uważam, że w czasach bezpiecznych i komfortowych, najbardziej komfortowych w dziejach ludzkości - mowa o społeczeństwach zachodnich, można sobie pozwolić na filozoficzne dywagacje na temat samoświadomości w kierunku miłości i współpracy i wówczas faktycznie żyje się lepiej. Zwyczajnie, mamy komfort rozważania jak zaspokoić potrzeby z górnych półek piramidy Maslowa. W momencie, gdy dostęp do podstawowych zasobów zostaje ograniczony, zaczyna się walka o przetrwanie i wspólnota oznacza najbliższy krąg - dzieci, męża/żonę, najbliższych krewnych i ewentualnie przyjaciół. Nie ma pozytywnych scenariuszy postpokaliptycznych, są dystopie. Poliamoria jako model powszechniejszy jest niemożliwa dopóki istnieje podział na 2 płcie, a dzieci przychodzą na świat tradycyjnie. Kultury, które dopuszczają wielożeństwo, ograniczają ów przywilej do zamożniejszych mężczyzn, a związki nie są oparte na miłości w sensie romantycznym. Z kolei Mosuo przywoływani jako przykład społeczności, w których dzieci należą do matek i ojcowie są słabo identyfikowali, tymi dziećmi zajmują się krewni kobiet, a w rolę ojca wchodzi brat matki. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 11:39 Zrozumiałyśmy, zrozumialyśmy, tylko ja nie rozumiem po co Ty w ogóle zakładasz ten apokaliptyczny scenariusz, skoro my właśnie żyjemy w tym pierwszym, mega uprzywilejowanym społeczeństwie, gdzie to nie są już tylko "filozoficzne dywagacje" a konkretna zmiana ewolucyjna. Ludzie uczą się stopniowo, świadomie przeprogramowywać mózg z opcji "przetrawnie" która napędza negatywne emocje i strach przed wszystkim co nieznane. A co do dzieci to się zgadzam i to jest właśnie moja największa zagwozdka w ewentualnej poliamorii, prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze na to ewolucyjnie gotowi Odpowiedz Link
druginudziarz Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 16:57 stary.dziadyga napisała: > Takie pytanko mi się nasunęło. > > Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha. Literkę zgubiłaś i ludziom poliamoria nie chce się zguglować ;) Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 18:48 To nowomowa, poliarmoria brzmi strasznie archaicznie Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 21:59 Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam normalny związek monogamiczny. Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 22:23 triss_merigold6 napisała: > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/partnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęły kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi. ------------- Tak było u Wisłockiej. Polecam ,,Sztukę kochania". > Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 09.02.17, 22:32 Czytałam, było ileś tekstów autobiograficznych ze zwierzeniami córki Wisłockiej. Trójka zaburzonych patoli zgotowała dzieciom piekło, dziś by ich opieka społeczna do spółki z sądem rodzinnym ścigali. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 15:53 triss_merigold6 napisała: > Czytałam, było ileś tekstów autobiograficznych ze zwierzeniami córki Wisłockiej > . Trójka zaburzonych patoli zgotowała dzieciom piekło, dziś by ich opieka społe > czna do spółki z sądem rodzinnym ścigali. Masz małe pojęcie na temat funkcjonowania opieki i sądów. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 05:21 triss_merigold6 napisała: > Poliamoria - bzdury... . Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi. > Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu) bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 10:42 lybbla napisał: > Ja jestem poliamorykiem. Seryjnym niestety (w sensie udzielania swojego czasu) > bo widocznie One nie były zakompleksione. Kocham je wszystkie. To rewelacyjne > kobiety są. Nie mogę przestać się nimi zachwycać. A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jest poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 19:50 mabelle2000 napisała: > A ruchasz/ ruchales sie z jedna czy ze wszystkimi? Bo to co piszesz to nie jes > t poliamoria, co najwyzej monogamia seryjna. Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P Monogamia seryjna to jest jak dostrzegasz, że On woli porno, przychodzisz z tym na forum, mówisz jaki to On jest do kitu i po konsultacjach mówisz `next'. slepafuria15 napisała: > Czy ja dobrze zrozumiałam, ze brak zazdrości świadczy u braku miłości? Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła jazdy :) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 19:57 lybbla napisał: > Ale ja kocham prawie wszystkie byłe to co, że się z nimi nie bzykam:P A ja kocham Mamusie, kocham Babusie i kocham Pania w przedszkolu. I mam cztery latka. > Kluczowe pytanie:) Miłość bez zazdrości niepojęte dla niektórych. Niższa szkoła > jazdy :) Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank cie jakims syfem zarazi. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 20:41 mabelle2000 napisała: > A ja kocham Mamusie, kocham Babusie i kocham Pania w przedszkolu. I mam cztery > latka. Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:)) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 20:49 zawle napisała: > Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:) I to do konca zycia. Ja pierdole, takiej oferty nic nie przebije. Musze sie pospieszyc, bo zaraz sie kolejki ustawia. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 19:53 zawle napisała: > Wystarczy przelecieć lybbę żeby pławić się w jego miłości:)) Uściślę. Nie wystarczy. Od przelecenia Libla do wyznania przezeń dozgonnej miłości droga daleka. Chyba, że wytrysk na twarz nazywasz miłością. :) A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem? Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:04 lybbla napisał: > A u Ciebie co nowego Zawleczko, mieszkasz już razem? No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:))) A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle karkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na wielkiej posiadłości;) A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:))) Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:38 zawle napisała: > No pewnie...dziecię w drodze. Właśnie siedzimy przy choince i śpiewamy kolędy:) > )) To zupełnie jak ja. Rok temu dałem się namówić na seks bez gumki i żadnych zabezpieczeń. Zupełnie mi odbiło. Ale jakie wrażenia :) > A na poważnie to nie. Tyle nam się spiętrzyło kłopotów, że byłoby to na tyle ka > rkołomne iż posypanie naszego cudownego i pełnego szczęścia układu byłoby jak w > banku. Poza tym on mieszka w domu naprzeciwko ulicy, więc prawie jak razem na > wielkiej posiadłości;) To zupełnie tak jak ja, tylko mamy większą posiadłość:) > A tak całkiem serio to obecnie mamy ciche dni:))) To zupełnie tak jak u mnie, kończy się zastawa stołowa :) Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 19:47 mabelle2000 napisała: > Zazdrosc jak zazdrosc, ale jak trafi ci sie poliamoryczny kochliwy to na bank c > ie jakims syfem zarazi. A to nie Ty o XXI wieku pisałaś. O jaki syf Ci chodzi? Pasożyty to niemal mityczne stworzenia, legendy głoszą, że ktoś 30 lat temu miał (znajomy znajomego znajomej). Grzyby? Raczej nie od faceta. Bakterie? Też nie słyszałem. Wirusy? A tu sprawa jest gorsza. O które Ci chodzi bo tu kaliber jest różny, od AIDS po opryszczkę. Gwarancji tu nie masz żadnej, również jeśli chodzi o Ciebie. Dziewicą nie jesteś. Zapytaj monogamistki seryjne ze spiralalą jak sobie z tym problemem radzą. Może rozwieją Twoje lęki. Tak na marginesie, znalezienie sobie dziewicy (Kombi etc.) jest całkiem niezłym rozwiązaniem. W zamierzchłych czasach ukształtowało się pojęcie czystości. Nic tak nie chroniło stada przed wymarciem od `syfu' jak monogamia. Z czasem pojęcie czystości uległo wypaczeniu, wiadomo czarni patriarchalni oprawcy. Z drugiej strony współczesny model, 10-20% obleganych mężczyzn (dziesiątki partnerek, Wisłocki etc) plus większość kobiet mających po kilku partnerów nadaje się wyśmienicie do szerzenia zaraz roznoszonych drogą płciową. Tyle, że mamy XXI wiek. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:13 lybbla napisał: > Gwarancji tu nie masz żadnej, również jeśli chodzi o Ciebie. Dziewicą nie jeste > ś. Dziewica nie jestem, ale jestem honorowym krwiodawca od ponad dwudziestu lat. Nie moge sobie pozwolic na zaden syf. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:48 mabelle2000 napisała: > Dziewica nie jestem, ale jestem honorowym krwiodawca od ponad dwudziestu lat. N > ie moge sobie pozwolic na zaden syf. HBV i HIV odpada ale już HPV i HHV nie byłbym tego taki pewny. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:52 Noscielami HPV jest 3/4 społeczeństwa :) Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:43 stary.dziadyga napisała: > Noscielami HPV jest 3/4 społeczeństwa :) I warto założyć, że ten `syf' się ma tak jak większość wirusówek. Odpowiedz Link
ewanoga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.01.21, 14:32 Na litość boską człowieku, przecież to się bada! Jeśli ktoś wie, że nie ma to nie ma, bo robi badania włącznie z rozmazem genetycznym PCR raz do roku. I jakby mi facet obce baby rżnął to od razu bym wiedziała. Złapanie od takiej chlamydii to wieczne poronienia. Jak to grzyby i bakterie nie od faceta? Bo niby, że bezobjawowy? Wręcz przeciwnie. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.02.17, 20:46 triss_merigold6 napisała: > Bywałam w układach ff, bywałam promiskuityczna oraz monogamiczna, od lat mam no > rmalny związek monogamiczny. > > Poliamoria - bzdury dla tych, którzy chcą bzykać się równolegle na legalu, bez > wyrzutów sumienia ewentualnie tkwią w układach, w których jeden z partnerów/par > tnerek dostarcza bodźców fizycznych, a drugi/druga intelektualnych więc zgadza > się na tzw. otwarcie związku. Inna opcja - zakompleksione kobiety, które łyknęł > y kit, że prawdziwa miłość nie wymaga i pozwala dzielić się ukochanym z innymi. > Podpisuję się. Ściema. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:05 Triss te sytuacje, które opisujesz to są dysfunkcyjne związki monogamiczne, gdzie ludzie na siłe ich się trzymający w akcie desperacji działają przeciw sobie. Ja mówię o związkach gdzie szczerą miłością kocha się jedną lub więcej osób i to wynika z nich samych, to daje im szczęście a nie jest jakimś smutnym, zgniłym kompromisem żeby "zatrzymać partnera" Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 11:26 Ok, dobra to może zadam inne pytanie, skoro na forum poliamoryków brak. Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunkiem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny? Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 11:43 stary.dziadyga napisała: > Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunk > iem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny? A co to jest zazdrosc? Nie chcemy zeby druga strona obdarzala uczuciami inne osoby? A jaki mamy na to wplyw? Zaden. Obawiam sie, ze gdybym miala uprawiac seks z dwoma czy trzema mezczyznami, to by mi sie imiona popierdolily i tak by z tego nic nie wyszlo. Z kolei miec tylko jedna erotyczna relacje, a swoje problemy i bolaczki duszy powierzac komus innemu, wydaje mi sie jeszcze bardziej do dupy. Nie ma Czlowieka Orkiestry? Pewnie nie ma, ale nazywanie kilku powierzchownych, na pol gwizdka relacji poliamoria, jest zwyczajna sciema. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:00 Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału. Przykłady przedstawione przez Triss, to nie jest w ogóle poliarmoria tylko wręcz odwrotnie, próby trzymania się na siłe tej jendej, monogamicznej relacji, gdzie aby ją utrzymać za wszelką cenę ludzie decydują się na jakieś dzwine, uwałczające własnej godności ruchy. Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe. Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest. Odpowiedz Link
urquhart jak sobie to wyobrażasz przy poliamori? 11.02.17, 12:21 > Spoko, gadamy tu sobie na razie tylko teoretycznie czy to jest w ogóle możliwe. > Wg mnie - z bachorami nie bardzo jest. W psychoewo badają zależność miedzy wszystkimi społecznościami wg zasady gdzie facet angażuje się emocjonalnie, zakochuje tam angażuje i przenosi swoje zasoby i zaangażowanie. Oczywiście inaczej sytuacja wygląda w bogatych krajach kultury zachodniej gdzie można utrzymać się z typowej pensji, a inaczej w biednych czy w Polsce gdzie z jednej typowej (mediana nie średnia) pensji 1800* pln na rekę nie wynajmiesz mieszkania i nie opłacisz rachunków przy normalnym życiu, wiec ludzie żyjący z pracy własnych rąk a nie spadku typowo żeby jakoś egzystować muszą składać się na wspólne życie. jak sobie to wyobrażasz przy poliamori? Jak już masz dzieci to robią to panie zaczynają być bezwzględnie zazdrosne o inwestowanie zasobów we własne potomstwo i problem jedynie narasta lawinowo. * www.praca.pl/poradniki/rynek-pracy/przecietne-zarobki-w-polsce-nizsze-od-sredniej-krajowej_pr-1519.html Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:34 stary.dziadyga napisała: > > Nie rozumiem, że tak często używacie słowa "ściema" w tym wątku, skoro jeszcze > nie wypowiedział się nikt kto w takim związku był. To jest chyba logiczne, że > jeśli któs czuje taką relację jako niefajną to nie bierze w niej udziału. A nie masz wrazenia czasem, ze ludzie naduzywaja slowa * milosc * ? Wiesz, cos w rodzaju " kocham wszystkie kobiety" emeryta Stefana z sanatorium w Ciechocinku. Odpowiedz Link
sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 12:45 Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna. W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materialne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych. Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Tzn tak, wiem, co na to psychoewo ;) Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych związkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a otoczenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:17 > Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Bo zazdrość nie jest racjonalna, wiec jedyne wybory sa takie: czuje to / nie czuje tego, a jezeli czuje - to co z tym zrobic. Jezeli nie czujesz: dobrze dla Ciebie, jeszcze lepiej dla partnera. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 13:28 sea.sea napisała: > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna. Ja bywam tylko raz:)) A to oznacza że partner postawił mnie w tak niezręcznej sytuacji, że dopilnuję żeby mi się więcej nie przytrafiła;) A tak na serio....mam znajomą. Od września jej chłop, zapewniający o wielkiej miłości ( dopiero 3 lata razem- aż żal nie wierzyć), uwodził młodą siksę. Na jej pytania odpowiedziami były zarzuty o czepialstwo, zazdrość, chorą wyobraźnię. Trzy miesiące potem ją zostawił dla tejże właśnie. Może to nie o zazdrość chodzi, ale o to, że nikt nie chce być traktowany w taki sposób? > Mam trudność ze zrozumieniem zjawiska zazdrości seksualnej. Ale i tak nie rozumiem: ludzie się czasem kiszą w kijowych zw > iązkach w imię trudno powiedzieć czego - i nie mają motywacji do wyjścia, a oto > czenie jeszcze nie pomaga (patrz wąteczek o martwym łóżku). Ale jak partner(ka) > zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lat > a, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i roz > staje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tego też nie rozumiałam, gdy w oczach mojego byłego męża, z którym 7 lat nie rozmawiałam-nie chodziłam do łóżka- nie jadłam- nie spędzałam wolnego czasu, zobaczyłam ból po odpowiedzi na pytanie" Masz kogoś?" ;) A jednak staram się tego już nie robić, uważam że miałam chujowo kolejność ustawioną Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:05 sea.sea napisała: > Ja jestem generalnie od zawsze nieomal niezazdrosna. > > W tryb "czerwona piana przed oczami" wpadam w przypadku kiedy widzę/słyszę, że > ktoś dostaje coś, co ja bym bardzo chciała mieć (nie chodzi tu o rzeczy materia > lne) - i tego nie szanuje, odrzuca. Zupełnie mi się wtedy wyłącza logika, w coś > zapadam niefajnego i mam ochotę coś rozwalać w ilościach hurtowych. Widzisz sea.sea. jak grochem o ścianę. Kiedy kocham i jestem kochany to nie jestem zasdrosny. W ogóle! Nie interesuje mnie co osoba kochana robi w czasie wolnym ode mnie. Interesuje mnie to co uda się zbudować razem. Ale jak ktoś inny dostaje to czego mnie się odmawia to palę do ziemi jak pierwszy lepszy Proteinowy :) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:21 lybbla napisał: > Nie interesuje mnie co osoba kochana robi w czasie wolnym ode mnie. I pewnie dlatego wszystkie ktore kochasz sa juz byle. Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:51 mabelle2000 napisała: > I pewnie dlatego wszystkie ktore kochasz sa juz byle. Gorzej. Jak dzwonią, że chcą się bzykać to mówię, że jestem zajęty :P Odpowiedz Link
sea.sea Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:52 Aye, acz mam świadomość że przemawiam z pozycji uprzywilejowanej: nie mam dzieci ani nie miewam wspólnych majątków. Zjawiskowa co prawda nie jestem, ale mam inne atuty, więc nie mam też parcia na trzymanie się danego związku jak pijany płota, bo raczej nie zaprząta mnie myśl, że jak mi się relacja skończy albo przestanie dawać radość, to już nikt mnie nie zechce i umrę w samotności :)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:16 sea sea napisała >. Ale jak partner(ka) zaliczy na boku pod wpływem chwili, to nagle większość zapomina o "wspólne lata, bliskość, intymność, zrozumienie, szklanka wody na starość, pitu pitu" i rozstaje się w 7 minut, bo ZAMOCZENIE NA BOKU TO TAKI WAŻNY POWÓD. Ale dlaczego??? Tak, znam uzasadnienia, to nagle burzy intymność, zawiedzione zaufanie itp itd - ale nie jestem w stanie emocjonalnie ogarnąć, DLACZEGO się do tego przywiązuje aż taką wagę.< No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papierek? Który ma sankcjonować właściwość, słuszność i nieomylność wyboru aż po grób? Nie wiem, czemu właściwie, włożenie kutasa w cipę inną( albo nadstawienie cipy kutasowi) , niż zakontraktowana- która/y już zresztą nie jest zainteresowany tamtą /ym rodzi aż takie kontrowersje. Nie chodzi o sam mechaniczny fakt spuszczenia z krzyża w tym wszystkim, ale jeśli ludziom jest dobrze w innych układach, to o co te wrzaski i oskarżanie o zdradę, gdy zdrady tam tyle co na lekarstwo. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:20 ninek04 napisała: > No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papier > ek? Jak malo wazny, to po co podpisywalas? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:30 mabelle2000 napisała >Jak malo wazny, to po co podpisywalas? < Żebym to ja wiedziała. No urabiał mnie i w końcu mnie urobił. Teraz już wiem, że po chuj było to wszystko. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:44 >Jak malo wazny, to po co podpisywalas? < W zasadzie to nie wiem o co chodzi w podpisywaniu papierów, no kurwa, co za znaczenie ma złożenie podpisu pod tym, czy tamtym papierkiem. Bo jak podpiszę, to niby jestem taka odpowiedzialna i podpis sankcjonuje moją gotowość, prawdziwość, albo autentyczność? Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożenie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji. Jeśli to wymóg to się dostosuję i tyle w temacie. A prawdziwe życie, emocje, uczucia mieszczą się poza papierkami. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:05 ninek04 napisała: > W zasadzie to nie wiem o co chodzi w podpisywaniu papierów, no kurwa, co za zna > czenie ma złożenie podpisu pod tym, czy tamtym papierkiem. Bo jak podpiszę, to > niby jestem taka odpowiedzialna i podpis sankcjonuje moją gotowość, prawdziwość > , albo autentyczność? Tak, dokladnie to znaczy. Akurat aktu malzenstwa nie ma obowiazku podpisywac. Wiec skoro to zrobilas, to znaczy, ze liczylas na jakies korzysci. Nikt nie podpisuje czegos o czym wie, ze na pewno przyniesie mu strate. Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożen > ie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji. Jestes ubezwlasnowolniona z powodu choroby psychicznej? Jeśli to wymóg to się dostosuj > ę i tyle w temacie. Niech zgadne, przystawil Ci pistolet do skroni? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:31 mabelle 2000 napisała >Tak, dokladnie to znaczy. Akurat aktu malzenstwa nie ma obowiazku podpisywac. Wiec skoro to zrobilas, to znaczy, ze liczylas na jakies korzysci. Nikt nie podpisuje czegos o czym wie, ze na pewno przyniesie mu strate. < Nie pierdol mi o korzyściach, bo na żadne korzyści nie liczyłam i żadnych korzyści nie uzyskałam "dzięki" podpisaniu papierka.Smęcił mi za uszami przez tyle lat, to w końcu uległam. I teraz pluję sobie w brodę. >Tylko że mnie w zasadzie nie interesują papierki i złożen > ie podpisu na nich nie stanowi żadnej gwarancji. >Jestes ubezwlasnowolniona z powodu choroby psychicznej? < Podpisuję milion papierków każdego dnia i walę swoją pieczątkę. To taka papierologia stosowana - podpisz, przybij i wszystkim będzie żyło się lepiej. Jak dotąd nie zdarzyło się, żebym była pociągnięta do odpowiedzialności za złożenie podpisu odbiegającego od rzeczywistości. Bo wszyscy wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi - mimo że z najwyższą odpowiedzialnością podchodzę do swojej pracy. >Niech zgadne, przystawil Ci pistolet do skroni?< Mnie zwisało, a skoro nalegał, to w końcu uległam. I to był mój błąd, ale któż nie popełnia błędów? . Na tym polega życie w końcu, uczysz się na błędach i później, pomna doświadczeń starasz się ich nie popełniać ponownie. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 23:43 ninek04 napisała: > Nie pierdol mi o korzyściach, bo na żadne korzyści nie liczyłam i żadnych korzy > ści nie uzyskałam "dzięki" podpisaniu papierka.Smęcił mi za uszami przez tyle > lat, to w końcu uległam. I teraz pluję sobie w brodę. Klamczuszke oburzylo jej wlasne zaklamanie. No popatrz. > Podpisuję milion papierków każdego dnia i walę swoją pieczątkę. Ale podpisujac akt slubu wiedzialas co podpisujesz, czy myslalas ze to rachunek za wywoz smieci? > Mnie zwisało, a skoro nalegał, to w końcu uległam. I to był mój błąd, ale któż > nie popełnia błędów? . Na tym polega życie w końcu, uczysz się na błędach i póź > niej, pomna doświadczeń starasz się ich nie popełniać ponownie. Jakby dawal kase i nie byl przemocowcem, to moglabys dalej ruchac na boku i wszystko by gralo, wszak papierki niewiele znacza, to po co zmieniac na gorsze. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 00:05 mabelle 2000 napisała >Ale podpisujac akt slubu wiedzialas co podpisujesz, czy myslalas ze to rachunek za wywoz smieci? Byłam na haju, bo to równocześnie i ślub i chrzciny drugiego dziecka, tyle rodziny się zjechało, tyle różnych spraw do załatwienia, to jakiś papierek w tym wszystkim ma akurat najmniejsze znaczenie. Papierek aktu ślubu nie ma dla mnie jakiegoś większego znaczenia, niby dlaczego miałby mieć? >Jakby dawal kase i nie byl przemocowcem, to moglabys dalej ruchac na boku i wszystko by gralo, wszak papierki niewiele znacza, to po co zmieniac na gorsze.< Hello,przecież wciąż rucham na boku, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ale zauważ, że z jakiegoś powodu odeszłam, wybierając niepewny los, a nie wygodę i zostanie w strefie tzw. komfortu.Bo właśnie o to chodziło, że w tym quasi -związku już nic nie grało i nie było szans, żeby zagrało. Papierek nie ma tu nic do rzeczy. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 00:07 Mabelle, nie okladaj biednej Ninek obyczajowoscia i umowami miedzyludzkimi. Wedlug mnie osoba, ktora trwale wycofuje sie z bzykania jest zdrajca na rowni z osoba, ktora z tego powodu rucha na boku. Istnieja daleko idace analogie. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 00:19 sabat3 napisał: > Mabelle, nie okladaj biednej Ninek obyczajowoscia i umowami miedzyludzkimi. Wed > lug mnie osoba, ktora trwale wycofuje sie z bzykania jest zdrajca na rowni z os > oba, ktora z tego powodu rucha na boku. Istnieja daleko idace analogie. Z tego co piszesz to Ninek jednak liczyla na jakas korzysc- ze bedzie ja ruchal. Ze bedzie dawal kase. Ze bedzie robil remonty w domu. I kicha, bo facet nie dotrzymal umowy. Ona zas podpisala akt slubu pod przymusem, bo trul jej dupe. Nie pisze co ona obiecywala i czy tego dotrzymala. Skoro jednak ktos twierdzi, ze papierek nic nie znaczy, to dziwne ze w ogole czegos oczekiwal, nie uwazasz? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 00:42 mabelle 2000 >Z tego co piszesz to Ninek jednak liczyla na jakas korzysc- ze bedzie ja ruchal. Ze bedzie dawal kase. Ze bedzie robil remonty w domu. I kicha, bo facet nie dotrzymal umowy. Ona zas podpisala akt slubu pod przymusem, bo trul jej dupe. Nie pisze co ona obiecywala i czy tego dotrzymala. Skoro jednak ktos twierdzi, ze papierek nic nie znaczy, to dziwne ze w ogole czegos oczekiwal, nie uwazasz?< A Ty podpisujac akt małżeństwa czego oczekiwalas? Czy podpisujac akt slubu nie oczekiwalas od męża niczego? Tak podpisalas z głupia frant, sobie a muzom? No nie wierzę, że tak pewna siebie osoba i pewna swojej wartości podpisuje papier, który w założeniu ma aż tak wielkie znaczenie, a z biegiem czasu staje się gówno wart. Czym zatem kierowalas się Ty, podpisujac ten akt,na co liczylas i w czym się przeliczylaś, skoro później papier został unieważniony? Kto nie dotrzymał umowy, Ty, czy on,? Czy oboje byliście tak szlachetni i zgodni, że rozwiązanie umowy poszło w waszym przypadku jak z platka? No powiedz, czy po rozstaniu nie liczylas, że były mąż będzie łożyl na wspólne dzieci? A będąc jeszcze w związku małżeńskim dawal kase na dzieci, czy nie dawał? I czy domagalas się tego wspoluczestniczenia w wydatkach na dzieci, czy machnelas ręką i stwierdziłas, że nie chcesz, nie możesz się tego domagać, bo przecież nie można kogoś zmusić do czegokolwiek, skoro każdy jest sobie żaglem i okrętem? Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 01:24 ninek04 napisała: > A Ty podpisujac akt małżeństwa czego oczekiwalas? Czy podpisujac akt slubu nie > oczekiwalas od męża niczego? Tak podpisalas z głupia frant, sobie a muzom? N > o nie wierzę, że tak pewna siebie osoba i pewna swojej wartości podpisuje papie > r, który w założeniu ma aż tak wielkie znaczenie, a z biegiem czasu staje się g > ówno wart. Czym zatem kierowalas się Ty, podpisujac ten akt,na co liczylas i w > czym się przeliczylaś, skoro później papier został unieważniony? Kto nie dotrzy > mał umowy, Ty, czy on,? Czy oboje byliście tak szlachetni i zgodni, że rozwiąza > nie umowy poszło w waszym przypadku jak z platka? No powiedz, czy po rozstaniu > nie liczylas, że były mąż będzie łożyl na wspólne dzieci? A będąc jeszcze w z > wiązku małżeńskim dawal kase na dzieci, czy nie dawał? I czy domagalas się tego > wspoluczestniczenia w wydatkach na dzieci, czy machnelas ręką i stwierdziłas, > że nie chcesz, nie możesz się tego domagać, bo przecież nie można kogoś zmusić > do czegokolwiek, skoro każdy jest sobie żaglem i okrętem? Przeciez Ci tlumacze, ze skoro podpisalas umowe, ktora nic dla Ciebie nie znaczyla, to nie mozesz sie teraz ciskac, ze maz jej nie dotrzymal. Ja wiedzialam na co sie pisze, dla mnie malzenstwo jest powazna sprawa. Swiadomie je zawarlam i swiadomie je rozwiazalam, dlatego pretensje moge miec tylko do siebie. Wiec nie bredze o zlych, podstepnych papierkach, ktore same sie cisna zeby je podpisywac. Zejdz na ziemie Ninek. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 06:34 Przecież Ci tłumaczę, że złożenie podpisu na papierku szumnie zwanym aktem małżeńskim niczego w sobie nie zmieniło, ani niczego nowego nie wniosło do związku, przynajmniej w takim znaczeniu, o jakim Ty mówisz - " dotrzymywania warunków umowy ",bo dalej żyliśmy w ten sam sposób, jak i wcześniej żyjąc lata całe w konkubinacie.Nie bardzo też rozumiem, co podpisanie papierka ma do umowy zawartej między ludźmi, którzy są w związku ( również tym nieoficjalnym) i wspólnie wychowują dzieci, które to dzieci wcześniej wspólnie zrobili i zdecydowali wspólnie, że dzieci mają się urodzić? Czy bez papierka ta umowa się nie liczy, nie ma znaczenia? Czy wraz z rozwiązaniem umowy ( świadomym jak piszesz) pretensje nadal mogę mieć tylko do siebie,nie oczekując od ojca dzieci niczego,tylko biorąc wszystko na swoją klatę? Bo sama jestem sobie winna?A już pomijając sprawy papierka, czy nie papierka - nie odniosłas się konkretnie do pytań i kwestii, które poruszylam wcześniej,fiksując się na papierku, który dla mnie nie ma najmniejszego znaczenia w dalszym ciągu. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 09:03 Wiesz jak to jest ninek....Ty chcesz brać na siebie pełną odpowiedzialność za to czy zajdziesz w ciążę,ktoś inny bierze przeciąga ten termin na zawsze;) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 09:45 W gruncie rzeczy to tylko gadki na forum. Kazdy ma swoje zycie i decyduje za siebie. Jakis uzytkownik, ktory jest tutaj tylko forumowym nickiem, moze miec dowolna opinie na dowolny temat, ale nawet chocby sie zersral publicznie ze zlosci, to o tym jak bedzie w realu zadecyduje wylacznie sam zainteresowany/zainteresowana. Mnie te gadki o umowach, uczciwosci, dotrzymywaniu slowa troche lataja kolo piora, bo chociaz w teorii mnie to dotyczy, to w praktyce kompletnie mnie to nie rusza. W obserwowalnym przeze mnie swiecie zdecydowana wiekszosc ludzi kieruje sie glownie kategoriami osobistego zysku. Pozytecznych ludkow zajmujacych sie opieka i pomoca na zasadzie wolontariatu jest niewielu, poza tym zwykle sami jakos za to placa. Mniej lub bardziej dotkliwie. Swiat jest tak jakos zrobiony, ze Jezusowie zwykle koncza na krzyzach. Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki w trumnie? ;) Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 09:52 Ale my tu nie jesteśmy po to, żeby innym ludziom układać życie, tylko po to żeby gadać. Mnie natomiast dziwi gdy ktoś siedzi na forum i gadać nie chce. Ty tego nie mów, nie krytykuj, nie oceniaj, nie radź, nie mów o sobie, nie mów o innych. To po co tu siedzieć? Uczciwość to cecha ważna dla mnie- żebym ja się ze sobą dobrze czuła. Mam w dupie rozliczanie mnie, opinię sąsiadów, nie buduję samozadowolenia na porównywaniu się z innymi. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 09:52 I medal przyznam sobie sama. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 10:00 zawle napisała: > Ale my tu nie jesteśmy po to, żeby innym ludziom układać życie, tylko po to żeb > y gadać. Mnie natomiast dziwi gdy ktoś siedzi na forum i gadać nie chce. Ty teg > o nie mów, nie krytykuj, nie oceniaj, nie radź, nie mów o sobie, nie mów o inny > ch. To po co tu siedzieć? Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych. Co do krytykowania - tego przeciez nikt nie zabroni. Mozna to robic do upadlego. I co? Nic. Zycie idzie swoja droga. Zly, zly, zdrajca, klamca... Buuuu!!! :)) > Uczciwość to cecha ważna dla mnie- żebym ja się ze sobą dobrze czuła. A dla mnie nie. Pogadalismy sobie ;) Mam w dup > ie rozliczanie mnie, opinię sąsiadów, nie buduję samozadowolenia na porównywani > u się z innymi. Mnie uciazliwe proby rozliczania wkurwiaja, szczegolnie jak wole gadac pragmatycznie, a rozmowca woli bawic sie w gdakanie, ze on jest lepszy. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:04 sabat3 napisał: > Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych. Ale jak to zrobisz, gdy zabronisz innym mówić o sobie ( samozadowoleńcy), oceniać cudze zachowania ( krytykanci), radzić (głupi idioci)? > Zly, zly, zdrajca, klamca... Buuuu!!! :)) No jakbyś doświadczał jakiś nieprzyjemności z powodu swojej domniemanej zdrady;) Za mało gałskania masz nadal? Pani się nie wywiązuje?;) > A dla mnie nie. Pogadalismy sobie ;) To chyba ta zasadnicza różnica. Bo ten "ciężar" sama na plecy wzięłam i nikt mnie z niego nie rozlicza. Nikt mi go na plecy siłą nie włożył, tobie też nie. > Mnie uciazliwe proby rozliczania wkurwiaja, szczegolnie jak wole gadac pragmaty > cznie, a rozmowca woli bawic sie w gdakanie, ze on jest lepszy. Jak z dzieckiem.... Trza było nie obiecywać, to teraz nie byłoby nikogo do rozliczania. Nie chcesz rozliczania- powiedz że się już w tą zabawę nie bawisz. Też źle? Kto Cię tak kurwa rozpuścił, że wydaje Ci się że wszyscy mają robić Ci tylko dobrze, nawet kosztem siebie? Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:13 zawle napisała: > sabat3 napisał: > Zeby zdobywac wiedze o zyciu i innych. > > Ale jak to zrobisz, gdy zabronisz innym mówić o sobie ( samozadowoleńcy), oceni > ać cudze zachowania ( krytykanci), radzić (głupi idioci)? > Zawle mądrze napisała że siłą forum jest niewykształcenie się na nim jakiejś szczególnie wyraźnej i irytującej normy poprawności, z jej strażnikami, cały czas odbywają się polemiki ale w takim zrozumieniu że ja mówię to, ty mówisz tamto - nietrafnie, ale nie wg jakiejś normy poprawności politycznej tylko wg prawda mojego widzimisię osoby ustosunkowującej się. No a z tych rozmaitych form uczestnictwa wymienionych przez Zawle wyżej jedni wybierają więcej form, inni mniej, co tam kto może i lubi, zwykle sporo mogą, choć są też stylistyki bardziej skoncentrowane, wyraźnie unikające 1 czy 2 form uczestnictwa, czy nawet więcej. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:32 Oczywiście mądrze imho - bo imho nie tylko krytyk dotyczy, ale i pochwał, po prostu wszelkich ocen, najlepiej to nie oceniać bo co my tam wiemy... Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:17 zawle napisała: > Jak z dzieckiem.... Trza było nie obiecywać, to teraz nie byłoby nikogo do rozl > iczania. Nie chcesz rozliczania- powiedz że się już w tą zabawę nie bawisz. Też > źle? Kto Cię tak kurwa rozpuścił, że wydaje Ci się że wszyscy mają robić Ci ty > lko dobrze, nawet kosztem siebie? Nie wydaje mi sie. Mamy wszyscy prawo zabierac glos, oceniac, nawet obrazac w ramach dopuszczalnych prawem granic - i mamy tez prawo miec w dupie stanowisko innych. Ja nic nikomu nie zabraniam. A nawet gdybym probowal - bylbym w tym smieszny. Zawle - mowa o uczciwosci i etyce w zyciu - zwyczajnie zabralem glos, przedstawilem stanowisko. Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:19 A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :))) Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:21 sabat3 napisał: > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :))) Zdrajcy to nawet mają większe prawo:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:29 zawle napisała: > sabat3 napisał: > > > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :))) > > Zdrajcy to nawet mają większe prawo:)) Najwieksze to chyba zdradzani ;) Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:49 zawle napisała: > sabat3 napisał: > > > A i jeszcze - kazdy ma prawo sie wkurwiac :))) > > Zdrajcy to nawet mają większe prawo:)) >Najwieksze to chyba zdradzani ;)< Zależy jak na to spojrzeć. Ja się czułam zdradzona( poprzez śmieciowe traktowanie mnie) na długo wcześniej, zanim " zdradziłam".- tylko że ja ze "zdradzonym " nie pozostawałam od dawna w żadnej relacji uczuciowo - erotycznej, więc nie wiem,gdzie tu ta zdrada i kogo. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 14:00 ninek04 napisała: > Zależy jak na to spojrzeć. Ja się czułam zdradzona( poprzez śmieciowe traktowan > ie mnie) na długo wcześniej, zanim " zdradziłam".- tylko że ja ze "zdradzonym > " nie pozostawałam od dawna w żadnej relacji uczuciowo - erotycznej, więc nie w > iem,gdzie tu ta zdrada i kogo. Chodzi o strone formalna, wiez uczuciowa nie ma tu nic do rzeczy. Przynajmniej wedlug mnie. Zdrada to zerwanie umowy, mimo ze masz druga strone za nic, to zapisy formalnie obowiazuja. Zdrada osoby, do ktorej zywie cieple uczucia i milosc w ogole nie miesci mi sie w glowie, wiec nie wiem jak to wlasciwie nazwac. Zdrada w malzenstwie prawie zawsze to po prostu zdarzenie czysto formalne. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 15:21 sabat3 napisał: > Zdrada osoby, do ktorej zywie cieple uczucia i milosc w ogole nie miesci mi sie > w glowie, wiec nie wiem jak to wlasciwie nazwac. Zdradziłbyś siebie, nie? A jeśli ta druga strona ufa Tobie? Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 16:40 zawle napisała: > Zdradziłbyś siebie, nie? A jeśli ta druga strona ufa Tobie? "Zona"? Ufa w moja slabosc. Ma poczucie przewagi. Ze bym nie potrafil/nie dal rady. Przeliczyla sie. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 16:37 > Zdrada w malzenstwie prawie zawsze to po prostu zdarzenie czysto formalne. < Ales wyprał! Lepiej niz w niemieckiej reklamie proszku do prania :) Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:20 sabat3 napisał: > Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka. No to się nie kieruj, ale nie oczekuj że w pakiecie dostaniesz głaskanie po główce czy akceptację...no błagam. Może i zdradziłem, ale trochę kultury osobistej...nie przezywajcie mnie od zdrajców;)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:27 zawle napisała: > sabat3 napisał: > Nie bede sie kierowac tymi wartosciami, kropka. > > No to się nie kieruj, ale nie oczekuj że w pakiecie dostaniesz głaskanie po głó > wce czy akceptację...no błagam. > Może i zdradziłem, ale trochę kultury osobistej...nie przezywajcie mnie od zdra > jców;)) No nie, przeciez formalnie jestem zdrajca. Nazywanie mnie zdrajca jest uprawnione :) Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie. Po prostu zaznaczam, ze nie bede sie tym przejmowal, bo bardzo wielu tak robi. Zdecydowana wiekszosc klamie, a zdradza wg statystyk 70% mezczyzn i 40% kobiet (o ile dobrze pamietam). Tak mi sie zycie ulozylo, ze gdybym probowal teraz byc uczciwy, to wyladowalbym na samym dnie - wiec nie widze innego wyjscia. Sorry, ten krzyz jest dla mnie za ciezki, szukajcie innego Jezusa, co go poniesie ;) Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:31 sabat3 napisał: > No nie, przeciez formalnie jestem zdrajca. Nazywanie mnie zdrajca jest uprawnio > ne :) Chciałbyś:)) > Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie. Kogoś na pewno:) Po prostu zaznaczam, ze nie bede sie t > ym przejmowal, bo bardzo wielu tak robi. Zdecydowana wiekszosc klamie, a zdradz > a wg statystyk 70% mezczyzn i 40% kobiet (o ile dobrze pamietam). To po co te statystyki?:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:55 zawle napisała: > Chciałbyś:)) Nie, nie chcialbym. Wolalbym nie musiec sie ukrywac. Nie mam wyboru, Zawle. Tzn mam taki, ze dla mnie to zaden wybor. > > Podobnie jak klamca, bo przeciez klamie. > > Kogoś na pewno:) Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosci. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy. Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i niewygodny. Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 18:45 sabat3 napisał: > Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosc > i. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy. > Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i > niewygodny. > Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam. sabat, to jest "tragiurocze";) nie wiem czy ci współczuć czy gratulować;)) w każdym razie trochę kanał bo smutek i żal jakiś przebija przez to;) Ale chyba wart, fajne emocje są warte tych nerwów i kłamstwa, trudno. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:17 sabat3 napisał: > Zone. Kombinuje jak kon pod gore, znajdujac uzasadnienia dla swojej nieobecnosc > i. Zdazylo mi sie juz chodzic na wymyslone "szkolenia" w pracy. > Bylo wspaniale, jednak sam fakt koniecznosci wymyslania klamstw jest meczacy i > niewygodny. > Wolalbym nie musiec tego robic. Z drugiej strony ciesze sie tym, co mam. Klamstwa nie jest meczace tylko kontrola. Wszyscy kontrolujacy sa jebani za plecami. Tyle z ich kontroli. Jak widze kontolujacego, to zawsze pomoge zeby go/ja zrobic w bambuko. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:21 hello-kitty2 napisała: > Klamstwa nie jest meczace tylko kontrola. Wszyscy kontrolujacy sa jebani za ple > cami. Tyle z ich kontroli. Jak widze kontolujacego, to zawsze pomoge zeby go/ja > zrobic w bambuko. To takie Polskie. Sabat musi kłamać, kitka zawsze kontrolujących robi w chuja. To też pozostałość po komunie?:))) Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:52 zawle napisała: > To takie Polskie. Sabat musi kłamać, kitka zawsze kontrolujących robi w chuja. > To też pozostałość po komunie?:))) Ja sie z kontrolujacymi ludzi nie wiaze. 'Pomagam' innym byc 'zdrajcami' wobec nich. Z Polska to nie ma nic wspolnego, bo ja nie mowie o Polakach (akurat). Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:58 hello-kitty2 napisała: > Ja sie z kontrolujacymi ludzi nie wiaze. 'Pomagam' innym byc 'zdrajcami' wobec > nich. Z Polska to nie ma nic wspolnego, bo ja nie mowie o Polakach (akurat). To już nie wiem o czym mówisz..o związkach, pracy czy czymś innym. Bo jak o związkach to ja mam podobnie- żadnej kontroli. Ale gdy ktoś wchodzi w taki klimat to niech spija śmietanę i sam się z tym buja. Kłamać nie lubię, robić kogoś w chuja też nie. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 10:00 sabat3 napisał: > Mnie te gadki o umowach, uczciwosci, dotrzymywaniu slowa troche lataja kolo pio > ra, bo chociaz w teorii mnie to dotyczy, to w praktyce kompletnie mnie to nie r > usza. Wlasnie, lataja Ci kolo piora, ale rownoczesnie chcialbys zeby ktos byl wobec Ciebie uczciwy. I oburzasz sie jak nie jest. Slodka idiotka podpisuje umowe, ktorej nawet nie czyta, drze ryja, ze druga strona jej nie respektuje, rownoczesnie sama ani mysli jej dotrzymac, bo przeciez to co podpisywala nic nie znaczy. To jest dopiero schizofreniczne. > Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki > w trumnie? ;) Oczywiscie ze nie musi, ale tez niech nie oczekuje tego od innych. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 10:05 mabelle2000 napisała: > Wlasnie, lataja Ci kolo piora, ale rownoczesnie chcialbys zeby ktos byl wobec C > iebie uczciwy. I oburzasz sie jak nie jest. Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne. Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 10:25 sabat3 napisał: > > Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne. > Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke. ------------------------ Poszedłeś po bandzie, Sabat. Ważna jest inteligencja, konsekwencja, wytrwałość i prawidłowe określenie celów. No i szczęście. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 10:57 marek.zak1 napisał: > Poszedłeś po bandzie, Sabat. Ważna jest inteligencja, konsekwencja, wytrwałość > i prawidłowe określenie celów. No i szczęście. Nie wiedzialem, ze czlowiek jest jedynym elementem natury :) Troche wiecej dystansu. Moja teza jest szersza. Dotyczy natury w ogolnosci. Takze zbiorowisk ludzkich, panstw, narodow, wiosek, miast, grup spolecznych, ale i pojedynczych gatunkow - wszedzie tam, gdzie jest konkurencja. Historia jest pisana piorem zwycięzcy. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:02 sabat3 napisał: > Nie wiedzialem, ze czlowiek jest jedynym elementem natury :) Troche wiecej dystansu. > Moja teza jest szersza. Dotyczy natury w ogolnosci. Takze zbiorowisk ludzkich, > panstw, narodow, wiosek, miast, grup spolecznych, ale i pojedynczych gatunkow - wszedzie tam, gdzie jest konkurencja. Historia jest pisana piorem zwycięzcy. -------------------- Skoro pisałeś o pięści, myślałem że piszesz o ludziach. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:06 marek.zak1 napisał: > Skoro pisałeś o pięści, myślałem że piszesz o ludziach. Piesci w sensie metaforycznym . Jak wolisz ekonomie - przewaga konkurencyjna ;) O etyce - wzmianki brak. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:12 sabat3 napisał: > Piesci w sensie metaforycznym . Jak wolisz ekonomie - przewaga konkurencyjna ;) > > O etyce - wzmianki brak. ------------------------ Sabat. Lepszy zawodnik pokonuje słabszego. To jest super sprawiedliwe i etyczne. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:23 marek.zak1 napisał: > Sabat. Lepszy zawodnik pokonuje słabszego. To jest super sprawiedliwe i etyczne To jest naturalne. Rzymianie pojechali Etruskow a Barbarzyncy Rzymian. Monty wykosil okoliczne plemiona, a potem przyszli Hiszpanie i wywalili wszystkich z lasu. Zycie. Nie ma w tym etyki, jest natura. Wilk zre owce, owca zre trawe, trawa pije soki z gleby. Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byla etyczna? In gold we trust ;) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:31 sabat3 napisał: > Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byla etyczna? In gold we trust ;). ---------------------------- Zobacz na National Geographic. Albo lew/gepard dogoni antylopę i ją zje, albo po paru nieudanych próbach sam zdechnie. Nie mieszałbym etyki do tego. Bez USA i z Indianami w Ameryce, historia choćby I i II Wojny potoczyłaby się zapewne inaczej. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuścić, że Polski by nie było. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:40 marek.zak1 napisał: > sabat3 napisał: > > > Rozwalka Indian polnocnoamerykanskich dokonana na przestrzeni dziejow byl > a etyczna? In gold we trust ;). Ciekawe że w USA tylko Marlon Brando ze znanych ludzi przełamał zmowę milczenia, wyparcia z poprawnej komunikacji wokół krzywdy jaką wyrządzono Indianom. I to bardzo spektakularnie, wyzywał swoich od kryminalistów którzy podpisali setki umów i nie dotrzymali ani jednej. Wziął też udział w strzelaninie w rezerwacie, jako kibic strony indiańskiej, w latach 70. > ---------------------------- > Zobacz na National Geographic. Albo lew/gepard dogoni antylopę i ją zje, albo p > o paru nieudanych próbach sam zdechnie. Nie mieszałbym etyki do tego. > Bez USA i z Indianami w Ameryce, historia choćby I i II Wojny potoczyłaby się z > apewne inaczej. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy przypuścić, że Polski by > nie było. > Racja że bez USA II wojna mogłaby zostać przegrana. To jest na plus, ale czy musieli tych Indian i bizony, chyba nie musieli. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:56 ludlo napisał(a): > Racja że bez USA II wojna mogłaby zostać przegrana. To jest na plus, ale czy musieli tych Indian i bizony, chyba nie musieli. ------------------------------------------- Było i jest tyle zła za świecie. Ja też czytając ,,Tomka na wojennej ścieżce" , czy ,,Winnetou" płakałem nad losem Indian, a przedtem Majów czy Azteków. Z kolei nie znam przypadków płaczu Indian nad losem Polaków (i nie tylko), najeżdżanych przez takich Tatarów przez trzysta lat, mordowanych, grabionych i wywożonych do Azji. Tak więc skośnoocy najeżdżali nas, a biali najechali Indian w Ameryce. Przy okazji: marek-zak.blog.onet.pl/2017/02/12/z-piotrem-beczala-w-berlinie/ Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 12:08 To jest życie, sobota - jestem w operze w Berlinie... W La Scali jak chyba nigdzie indziej do dziś potrafią z dużym niedobrym temperamentem i widzimisię ocenić występ muzyka.onet.pl/newsy/piotr-beczala-wybuczany-w-mediolanie/6w25w Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 12:17 ludlo napisał(a): > To jest życie, sobota - jestem w operze w Berlinie... > > W La Scali jak chyba nigdzie indziej do dziś potrafią z dużym niedobrym temperamentem i widzimisię ocenić występ > > muzyka.onet.pl/newsy/piotr-beczala-wybuczany-w-mediolanie/6w25w ------------------------------ Widziałem to przedstawienie. Niemka w roli Violetty sztywna strasznie. Jest też przyczyna, mianowicie w Trawiacie są 2 czy 3 miejsca, gdzie tenor może śpiewać wysokie ,,C" lub też oktawę niżej. PB ww wszystkich przypadkach tego wysokiego ,,C" nie zaśpiewał. Nie musiał, a jednak.. To było baardzo galowe przedstawienie, z prezydentem Włoch i chyba przewodniczącym ONZ na widowni. Na takich przedstawieniach oczekuje się, że będzie więcej niż bardzo dobrze. L. Pavartotti w takiej sytuacji zaśpiewał w ,,Córce pułku" 7 razy wysokie ,,C" i stało się to sensacją i zrobiło z niego gwiazdę. PB zaśpiewał bardzo ładnie, ale oczekiwania były większe. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 12:23 Sam tenor Alagna, od niedawna związany z naszą sopranistką Kurzak, przeżył katusze w La Scali. Zszedł nawet ze sceny w Aidzie i wtedy musiał na gorąco wejść na scenę nieprzebrany rezerwowy żeby dokończyć przedstawienie Aidy, to są dopiero emocje! La Scala! Alagna twierdził nawet że w związku z surową oceną publiczności groziła mu zapaść i śmierć na scenie... www.telegraph.co.uk/news/worldnews/1540136/La-Scala-booing-was-like-death-blow.html Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 12:30 ludlo napisał(a): > Sam tenor Alagna, od niedawna związany z naszą sopranistką Kurzak, przeżył katusze w La Scali. Zszedł nawet ze sceny w Aidzie i wtedy musiał na gorąco wejść na scenę nieprzebrany rezerwowy żeby dokończyć przedstawienie Aidy, to są dopiero emocje! La Scala! Alagna twierdził nawet że w związku z surową oceną publiczności groziła mu zapaść i śmierć na scenie.. ------------------- Nie wiemy, jak było, ale we Włoszech to albo zachwyt, albo buczenie. Emocje.. Pavarottiego też wybuczano, ale to chyba wtedy, jak napisał w pamiętnikach, śpiewał pijany. A. Kurzak występowała w tej inscenizacji w Berlinie w grudniu. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:18 Trzymasz rękę na pulsie wydarzeń operowych Marku, jest wysoka energia uczestnicząca w spektaklach live. Ja raczej odszedłem już od uczestnictwa live na rzecz po prostu dużej kolekcji płytowej i wyśmienitego jak dla mnie brzmienia zestawu stereo, tym bardziej że jakoś tak najbardziej cenię sobie stare wykonania, gdy grają i śpiewają ludzie nieponowocześni, o innym typie przeżycia tych samych nut, co ja wyczuwam. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 20:02 Marlon dla Indian www.youtube.com/watch?v=2QUacU0I4yU www.youtube.com/watch?v=_0RAQVj9sNM Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:16 To się tak trochę przeplata chyba, często owszem rządzi siła uderzająco dynamiczna i egoistyczna, ale są też okresy zwycięstw miłującej siły spokoju - vide Gandhi, u nasTadeusz Mazowiecki. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 11:25 ludlo napisał(a): > ale są też okresy zwycięstw miłującej siły spokoju - vide Ga > ndhi, u nasTadeusz Mazowiecki. Wtedy, gdy zyski z okupacji sa dlugofalowo nizsze niz jej koszty. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 16:25 > Wcale nie! Od dawna twierdze, ze najbardziej liczy sie piesc i sila. Nie doslownie, bo to by bylo prymitywne. Tego uczy natura. Wygrywa ten, ktory ma przewage. Jest bystrzejszy, silniejszy, bardziej bezwgledny. Ma dostep do dobr rzadkich. Zyjemy w swiecie rzadzonym przez matematyke, a nie etyke. < Nie przyglądałeś sie historii swojego gatunku. Neandertalczyk był silniejszy a przegrał. Byc moze subtelna sieć powiązań społecznych znaczy wiecej niz pieść. Byc moze bycie fair, lojalnym wobec swoich a walecznym wobec wrogów ma większe znaczenie niz "mnie tu zaraz dawać najwiecej". Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 16:19 > W obserwowalnym przeze mnie swiecie zdecydowana wiekszosc ludzi kieruje sie glownie kategoriami osobistego zysku. < Wszyscy kierują sie zasada maksymalizacji własnego dobrostanu. Wlasnie po to sa triale (randki) i kontrakty. Próba upewnienia sie ze gra jest i bedzie dla obu stron korzystna. Kontrakty sa z kolei chronione obyczajem, prawem i policja. Większość rozumie, ze dotrzymywanie umów dobrowolnie, zanim trzeba bedzie angażować sąd czy policję najbardziej sie opłaca. Tak jest tez ciekawiej. Zapytaj Marka jaki jest fun z grania w tenisa bez siatki. Tylko małe dzieci i socjopaci myślą, ze zmiana zasad gry w połowie partii tak ze zapewni im wygrana jest opłacalna. Na dłuższa metę nie jest nawet dla nich. Nie wspominając o ich ex-partnerach, ktorzy ulatniają sie szybko i ostrzegają potencjalnych następców. Krótkoterminowy zysk, zniszczony kort (w tym przypadku rosnące przekonanie ze zwiazek jako idea to syf), rozsynchronizowanie z własnych poczuciem co jest fair a co nie. Nie wiem skąd tu Jezus. Jezus nie zachęcał do trzymania sie kontraktów ani maksymalizacji własnego dobrostanu. Nalegał na rezygnacje z tej perspektywy. > Nikt nie musi byc dobry, szlachetny i uczciwy. Kto nas z tego rozliczy? Robaki w trumnie? ;) Sami sie rozliczamy. Inaczej dawno byś olał zone zołze i dzieci. Kto Cie rozliczy z tego ze sie zwiniesz i nie dasz im ani czasu ani zasobów? Robaki w trumnie? To czemu z nimi jestes a stukasz w tajemnicy? Nihilizm jest moim zdaniem tak ślepy na ludzka naturę jak naleganie na czysta milosc czy altruizm. Jak kazdy błędny (czyli nie odwzorowujący wiernie rzeczywistości) model niszczy w koncu kogos kto sie nim kieruje. Niszczy tez (dużo szybciej od idealizmu) otoczenie. Dlatego Jezusow ludzie oklaskują (myśląc: "frajer"), a nihilistów eliminują z otoczenia najszybciej jak sie da. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 16:45 proteinowy.na.chwile napisał: > Sami sie rozliczamy. Inaczej dawno byś olał zone zołze i dzieci. Kto Cie rozlic > zy z tego ze sie zwiniesz i nie dasz im ani czasu ani zasobów? Robaki w trumnie > ? Komornik. > To czemu z nimi jestes a stukasz w tajemnicy? Boje sie konsekwencji. Sa dla mnie nieciekawe. Jeszcze jakies pytania? ;) Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 17:02 > Komornik Komornik jest nieprzekonujący. Z tego co mowia Panie mozna nie płacić alimentów na własne dzieci i wielu tak robi. Zwyczajnie nie sprawdziłeś i nie sprawdzisz, duzo mniejszy koszt to zmiana perspektywy. I dobrze, mozna tak zyc, vide Gogol. Dzieci nie musza wiedziec, zona nie musi sie denerwować. Jedyne co ryzykujesz to włożenie kart i inicjatywy w ręce swojej Nemesis - Sabacicy. Bitwa moze sie nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w czasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotka. A jest? Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 18:06 proteinowy.na.chwile napisał: > > Komornik > > Komornik jest nieprzekonujący. Z tego co mowia Panie mozna nie płacić alimentów > na własne dzieci i wielu tak robi. Zwyczajnie nie sprawdziłeś i nie sprawdzisz > , duzo mniejszy koszt to zmiana perspektywy. I dobrze, mozna tak zyc, vide Gogo > l. Dzieci nie musza wiedziec, zona nie musi sie denerwować. Jedyne co ryzykujes > z to włożenie kart i inicjatywy w ręce swojej Nemesis - Sabacicy. Bitwa moze si > e nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w c > zasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotk > a. A jest? te karty w rekach żony? to o ile ona mogłaby mu bardziej zaszkodzić, niż w sytuacji kiedy on wystąpiłby o rozwód? tak samo pewnie by ją gniew zżarł, a koszta z tytułu alimentów byłyby takie same. I w sumie o co chodzi? ludzie są na takim etapie swojej drogi i już. W czym problem? w świetle faktów, które przedstawiają nie mogą/ nie są gotowi inaczej. NIech robią jak im dobrze, sam wybrałeś żonę, którą zołzą nazywasz, to też budzi niesmak, taka obowiązkowa odpowiedzialność, widać nie możesz inaczej. I co to za porównanie do Gogola, widzisz tu analogię mentalną? ja nie widzę Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 19:06 proteinowy.na.chwile napisał >Bitwa moze sie nigdy nie odbyć, ale jezeli sie odbędzie - odbędzie sie na jej warunkach, w czasie i miejscu wybranym przez nią. Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotka. A jest?< Siedzisz w Jego głowie, żeby tak prorokować i przewidywać, co by było gdyby? Popatrz na siebie - zrobiłeś dziecko kobiecie, o której wcześniej pisałeś, że mało co z nią Cię łączy i żeby dogodzić sobie szedłeś odprawiać misterium z własnym koniem w odosobnieniu i oddaleniu od tej, z którą jesteś. A teraz stawiasz tezy, graniczace z pewnością , że tamta strona będzie dyktować warunki.To może weź i nie projektuj pod siebie i względem siebie, a nie względem innych, bo Tobie tak się wydaje, co będzie, albo co by było gdyby. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:40 > To może weź i nie projektuj pod siebie i względem siebie, a nie względem innych, bo Tobie tak się wydaje, co będzie, albo co by było gdyby. < Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza perspektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwagi na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 20:47 proteinowy.na.chwile napisał: > Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj > sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza persp > ektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwag > i na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno > zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi. Cholera, wedlug mnie chodzi o cos innego. Niespecjalnie jest pole do jakiegokolwiek doradzania. Nie ma co poradzic :) Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:08 sabat3 napisał: > Cholera, wedlug mnie chodzi o cos innego. Niespecjalnie jest pole do jakiegokol > wiek doradzania. Nie ma co poradzic :) Chodzi o to, ze zdrajcy wzbudzaja jakies zle emocje czy cos takiego. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:19 hello-kitty2 napisała: Chodzi o to, ze zdrajcy wzbudzaja jakies zle emocje czy cos takiego. --------------- On żyje w związku poliamorycznym. Kocha obie a kotłuje się z tą, która mu daje. Ma rodzinę, żonę. Jest (chyba) człowiekiem spełnionym. W każdym razie dużo bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu. > Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:26 marek.zak1 napisał: > On żyje w związku poliamorycznym. Kocha obie a kotłuje się z tą, która mu daje. > Ma rodzinę, żonę. Jest (chyba) człowiekiem spełnionym. W każdym razie dużo bar > dziej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do zniesienia. No jak mozna cos takiego napisac? Jeszcze jakbys strzelal z braku danych ale Sabat przeciez mowi wprost jak jest, a Ty wprowadzasz takie karkolomne znieksztalcenia. Z czego to wynika? Juz nie chce Cie walic po lbie, bo ja Cie napierdzielam, a Ty i tak nie kumasz nic z tego. Napisz tylko z czego to wynika, ze tak znieksztacasz to, co ktos mowi otwartym tekstem. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:30 hello-kitty2 napisała: > Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do zniesienia > . No jak mozna cos takiego napisac? ---------------\ To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięki poliamorii. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:33 Piekny, różowy świat marka pełny gadających psów, ich przyjaciół królików i kobiet znajdujących spełnienie w słuchaniu tyku przewodnika stada. National Geographic:)) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:40 zawle napisała: > Piekny, różowy świat marka pełny gadających psów, ich przyjaciół królików i kobiet znajdujących spełnienie w słuchaniu tyku przewodnika stada. National Geographic:)) . --------------------------------------------- Świat światem, a jak dobrze widzę i prześwietlam innych. Moja słabość i marzycielstwo w niczym mi nie przeszkodziły. Kończę. gate otwarty. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:42 marek.zak1 napisał: > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk > i poliamorii. A Mabelle mowila, ze kobiety przyznajacej sie do dezorientujacego dzialania hormonow w jej ciele nie mozna traktowac powaznie w rozmowie, a tutaj te fikolki? Rozumiem, ze bedziesz snil swoja basn ;-) To juz wole Zawle z Mabelle z mlotami burzacymi misternie budowane kokony. Wchodza i robia rozpierduche. Czlowiek sie zagotuje ale cos tam zostaje do przemyslenia, a tu? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:07 > > A Mabelle mowila, ze kobiety przyznajacej sie do dezorientujacego dzialania hor > monow w jej ciele nie mozna traktowac powaznie w rozmowie, a tutaj te fikolki? > Rozumiem, ze bedziesz snil swoja basn ;-) To juz wole Zawle z Mabelle z mlotami > burzacymi misternie budowane kokony. Wchodza i robia rozpierduche. Czlowiek si > e zagotuje ale cos tam zostaje do przemyslenia, a tu? > A tu jakieś odleciane pierdu pierdu. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:57 marek.zak1 napisał: > hello-kitty2 napisała: > > > Marek ja nie wiem z czego to wynika ale Twoja ignorancja jest nie do znie > sienia > > . No jak mozna cos takiego napisac? > ---------------\ > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk > i poliamorii. Jakiej kurwa poliamorii?? Co ty pierniczysz człowieku? Napisałes wyraźnie "kocha obie", a to jest bzdura wszechczasów. Czasem się zastanawiam czy masz równo pod sufitem. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:09 marek. żak 1 >Jest innym człowiekiem, dzięki poliamorii. < Marek, brachu, no co jak co, ale potrafisz rządzić na swojej dzielni ;) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:34 marek.zak1 napisał: > To Ty niczego nie rozumiesz. Sabat kocha swoja rodzinę, bo przez wiele lat był > jej wierny. Teraz jest jej tez wierny, a seksualnie kocha inną kobietę, z którą > się kotłuje. Zobacz jego wpisy rok temu i teraz. Jest innym człowiekiem, dzięk > i poliamorii. www.youtube.com/watch?v=BNsrK6P9QvI Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:01 ;-) www.youtube.com/watch?v=_GP5_NQ_LEs Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:05 proteinowy.na.chwile napisał: > Moze i racja. "Sabat wspieramy Cie, nic sie nie przejmuj, żyj chwila i nie daj > sobie milosci zepsuć krakaniem, ani spekulacjami, ani planem B, ani cudza persp > ektywa. Większość nie wpada w kłopoty, czemu miałbyś wpaść Ty? Nie zwracaj uwag > i na papierki, one nie sa ważne. Ludzie sa wazni, uczucia sa ważne". To powinno > zamknąć niewdzięczny temat doradzania czegokolwiek Sabatowi. A czemu wstawiles to w cudzyslow? Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:24 > A czemu wstawiles to w cudzyslow? Bo ja bym czegos takiego przyjacielowi, czy choćby znajomemu nie powiedział. Co najwyżej komuś kogo mam naprawde gdzies. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:28 proteinowy.na.chwile napisał: > > A czemu wstawiles to w cudzyslow? > > Bo ja bym czegos takiego przyjacielowi, czy choćby znajomemu nie powiedział. Co > najwyżej komuś kogo mam naprawde gdzies. To czemu to wlasnie powiedziales? Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:40 > To czemu to wlasnie powiedziales? Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam". Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:47 proteinowy.na.chwile napisał >Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam".< Chyba kurwa umrę, albo padnę tak jak stoję. "Ninek rzuciła, a Proteinowy ze swojej pozycji hosanna na wysokości stwierdził, że będzie nie po" jemu ". Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:04 proteinowy.na.chwile napisał: > > To czemu to wlasnie powiedziales? > > Ninek rzuciła żebym sie odpierdolil, wiec odpowiedziałem jej "ok, niech bedzie > po Twojemu, ja sie człowiekowi juz nie wcinam". Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (Proteinowy) o tym wie. Sugerowales dwie rzeczy: 1. ze atak przeciwnika nastapi 2. ze lepiej go w tym ubiec. Kazdy zonaty kochanek, z ktorym spalam mial juz wszystko ustawione na wypadek wpadki. Roznie byli pozabezpieczani ale byli. Sabat, a Ty? A wracajac do Sabatowej tez mysle, ze zaatakuje, jak sie dowie. Od tego trzeba wyjsc w ogole: co dana osoba zrobi i to trzeba wiedziec na zas. Pytanie tez: czy sie dowie? Mysle, ze to, ze Sabatowa sie dowie jest pewniejsze niz ze zaatakuje. Wiec slusznie Proteinowy podpowiadasz zeby sie Sabat zainteresowal i przygotowal. Ale chyba sie juz zainteresowal w razie wpadki, czy nie? Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:21 hello-kitty2 napisała: > Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca > powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (P > roteinowy) o tym wie. > > Sugerowales dwie rzeczy: > 1. ze atak przeciwnika nastapi > 2. ze lepiej go w tym ubiec. > > Kazdy zonaty kochanek, z ktorym spalam mial juz wszystko ustawione na wypadek w > padki. Roznie byli pozabezpieczani ale byli. Sabat, a Ty? > > A wracajac do Sabatowej tez mysle, ze zaatakuje, jak sie dowie. Od tego trzeba > wyjsc w ogole: co dana osoba zrobi i to trzeba wiedziec na zas. Pytanie tez: cz > y sie dowie? Mysle, ze to, ze Sabatowa sie dowie jest pewniejsze niz ze zaataku > je. Wiec slusznie Proteinowy podpowiadasz zeby sie Sabat zainteresowal i przygo > towal. Ale chyba sie juz zainteresowal w razie wpadki, czy nie? Będę mówił szczerze jak jest i dlaczego zdecydowałem się na takie a nie inne rozwiązanie. Zanim do wszystkiego doszło, wpadłem w takie doły, że chciałem się pożegnać z tym światem. Ostatecznie nie wiem, czy starczyłoby mi jaj na odebranie sobie życia, ale to chyba jest bardziej kwestia głębokości doła w jaki człowiek wleci, niż samej odwagi. To było dziwne, bo byłem na progu takiego stanu, że właściwie wszystko stawało mi się obojętne. Coś jak w tej piosence Clawfingera: www.youtube.com/watch?v=745Kva1znHM Trudno mi to dokładnie opisać, ale wchodzisz w taki klimat, że już się nie boisz. Wszystko ci jebie. Wręcz masz poczucie luzu i rozwiązania w zasięgu ręki. Dlatego rozumiem, jak samobójcy mogą tak wszystko dokładnie i spokojnie zaplanować. Oni się nie boją. Już nie. Zrozumiałem też, że właściwie, skoro mogę to zrobić, to równie dobrze mogę zagrać na krawędzi. Zatańczyć na ostrzu brzytwy. Tak - dopóki mnie nie złapie, będzie ok. Jak mnie złapie, to mnie nie ma. Nie mam planu "B", bo człowiek na moim miejscu nie może go mieć. Będę przedłużał póki się da. Zapuszkować się nie dam. Posłać na ulicę też nie. Żywcem kurwa mnie nie weźmie. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:44 sabat 3 napisał >Jak mnie złapie, to mnie nie ma. < Nie myśl w ten sposób. Jesteś i będziesz - nie z takich sytuacji znalazło się jakieś wyjście. >Nie mam planu "B", bo człowiek na moim miejscu nie może go mieć. Będę przedłużał póki się da. Zapuszkować się nie dam. Posłać na ulicę też nie. Żywcem kurwa mnie nie weźmie.< Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszystko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może pod uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwnościom. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:12 ninek04 napisała: > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszyst > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może p > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwn > ościom. "Moze wszystko hurtem dal jej teraz" i tu ;) To juz spiewala Izabela. Uklady teraz i tu obowiazuja teraz i tu, a potem to cholera wie? www.youtube.com/watch?v=olkNnmhMj7Y Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 12:37 ninek04 napisała: > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na wszyst > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to może p > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła przeciwn > ościom. To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacjonowac ta droga swoja sytuacje na forum :) Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 14:21 sabat3 napisał: > ninek04 napisała: > > Ale przecież nie stukasz się chyba z nieczującym cyborgiem, który ma na > wszyst > > ko poza stukaniem się wyjebane.No w to to już nie uwierzę. Więc weź i to > może p > > od uwagę, że w dwojgu siła, wsparcie, pomoc, empatia i stawienie czoła pr > zeciwn > > ościom. > > To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacj > onowac ta droga swoja sytuacje na forum :) to rzeczywiście pocieszające. Posłuchaj zawle, ma doświadczenie prywatne i zawodowe. Masz trudną sytuację i jesteś wielką emocją. Taki realista bardzo się przydaje, wycisza jak się człowiek przez chwilę skupi, to duży plus takie wyciszenie Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:15 sabat 3 napisał >To mnie pociesza - w razie "W" bede Ja mogl poprosic o dostep do netu i zrelacjonowac ta droga swoja sytuacje na forum :)< No aż tak źle to chyba nie będzie, nie wpadaj w dół. Bo mnie się wydaje, że to nie jest tak, że będąc nawet w relacjach kochankowych, gdzie to porozumienie i bliskość łączy, a nie dzieli), zostawia się kogoś ot tak samemu sobie, bez wsparcia, bez chęci pomocy, bez rozglądania się za różnymi możliwościami ominięcia raf i przeszkód,próbach rozwiązania impasu. Że wraz z czyimiś problemami niknie człowiek, bo trzeba skupić się na własnych problemach, nie patrząc wyżej niż ponad swój koniuszek nosa. Przeciwnie, bywa się gotowym na wiele, na przysłowiowe przychylenie nieba, skoro to ktoś bliski. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:45 > Ale dobrze Ci szlo i to moglo okazac sie pomocne w godzinie zero. Kazdy zdrajca powinien byc przygotowany na wypadek podwiniecia nogi i to nawet niezdrajca (Proteinowy) o tym wie. < Ja wiem o tym lepiej od zdrajców. Bo widze sytuacje od drugiej strony. Zdrajcy nie zdają sobie sprawy co to znaczy znaleźć sie naprzeciw kogos kto ledwo ich znosił przez lata i zorientowa sie nie tylko ze był zdradzany ale tez traktowany jak idiota. Ba - był idiota, bo łykał grubymi nićmi szyta ścieme. Jezeli ten ktos ze świeżo rozkwitłym porożem jest w stanie wydać ostatniego dolara zeby Ci odebrać ostatniego centa oraz ma w dupie przypadkowe ofiary - moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby ktore Ci w ogole nie przyszły do głowy. Zwłaszcza jak jest psycholem. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:54 proteinowy.na.chwile napisał: > Ja wiem o tym lepiej od zdrajców. Bo widze sytuacje od drugiej strony. Zdrajcy > nie zdają sobie sprawy co to znaczy znaleźć sie naprzeciw kogos kto ledwo ich z > nosił przez lata i zorientowa sie nie tylko ze był zdradzany ale tez traktowany > jak idiota. Ba - był idiota, bo łykał grubymi nićmi szyta ścieme. Jezeli ten k > tos ze świeżo rozkwitłym porożem jest w stanie wydać ostatniego dolara zeby Ci > odebrać ostatniego centa oraz ma w dupie przypadkowe ofiary - moze ci zagotować > grunt pod nogami na sposoby ktore Ci w ogole nie przyszły do głowy. Zwłaszcza > jak jest psycholem. A co jeszcze może mi odebrać? Człowiek boi się, dopóki jest jakaś nadzieja. Nawet ratlerek zapędzony do kąta w końcu spróbuje ugryźć, jeśli nie dasz mu szansy ucieczki. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:04 > A co jeszcze może mi odebrać? Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes gotów odebrać, a ona ma kluczyk. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:15 proteinowy.na.chwile napisał: > > A co jeszcze może mi odebrać? > > Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes g > otów odebrać, a ona ma kluczyk. Ja mam kluczyk. Rzeczywiście nie rozumiesz. Powtórzę - człowiek boi się, bo próbuje coś uratować. To krępuje. Przestajesz się bać, kiedy zakładasz, że nic już nie możesz uratować. Poza tym - nawet gdyby tak było, jak mówisz, to i tak nie ona zadecyduje, ale przypadek. Nie boję się, jestem w sytuacji kiedy przestałem mieć wybór. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:25 > Rzeczywiście nie rozumiesz. Rzeczywiście nie rozumiem. Ale nie szkodzi. Nie pierwszy raz okazałoby sie ze Marek ma lepszy uchwyt rzeczywistości ode mnie. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:12 proteinowy.na.chwile napisał: > Z tego co pisałeś o swoim stanie psychicznym - zycie. Tzn sam je sobie jestes g > otów odebrać, a ona ma kluczyk Kino:)) Śpi sobie żona, matka spokojnie w domu swoim i nawet nie wie że decyduje o cudzym żyć albo nie żyć. Bo ma kluczyk. Kluczyk się nazywa: Obniżenie standardu życia. ;)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 10:27 zawle napisała: > Kino:)) Śpi sobie żona, matka spokojnie w domu swoim i nawet nie wie że decyduj > e o cudzym żyć albo nie żyć. Bo ma kluczyk. Kluczyk się nazywa: Obniżenie stand > ardu życia. > ;)) Obniżenie standardu życia to cholernie względny termin. Brak seksu w małżeństwie był właśnie "obniżeniem standardu życia", a obiektywnie trzeba przyznać, że doprowadził mnie do skrajnej rozpaczy. Wniosek - jestem słaby. Przecież przy bezdomności, ubóstwie, prawdziwej nędzy ten "brak seksu" to w sumie nic takiego, nie? Ludzie mają większe problemy. Tak przynajmniej reaguje większość osób, zapoznając się z sytuacją - wzruszeniem ramion. No trudno, nie bzykacie się już, zajmij się ważniejszymi sprawami. Dla jednego obniżenie standardu życia to będzie przeprowadzka z 300m2 na 50m2. Dla drugiego - dołożenie do jego pięcioosobowej celi kolejnych kilku murzynów, którzy będą go gwałcić i torturować. Różne są przypadki w życiu. Kitty pytała o plan "B" i uczciwie odpowiedziałem jaki jest. Nie powiedziałem, że będzie mnie stać, nawet wyraziłem wahanie. Jednak mam podstawy sądzić, że jestem w stanie osiągnąć taki stan umysłu, w którym to rozwiązanie byłoby łatwe. Nie wiem co w tym zabawnego. Chyba że po prostu chciałaś okazać pogardę, to też rozumiem. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 10:52 sabat3 napisał: > Obniżenie standardu życia to cholernie względny termin. > Brak seksu w małżeństwie był właśnie "obniżeniem standardu życia", a obiektywni > e trzeba przyznać, że doprowadził mnie do skrajnej rozpaczy. Wniosek - jestem s > łaby. > Przecież przy bezdomności, ubóstwie, prawdziwej nędzy ten "brak seksu" to w sum > ie nic takiego, nie? Ludzie mają większe problemy. Tak przynajmniej reaguje wię > kszość osób, zapoznając się z sytuacją - wzruszeniem ramion. No trudno, nie bzy > kacie się już, zajmij się ważniejszymi sprawami. > Dla jednego obniżenie standardu życia to będzie przeprowadzka z 300m2 na 50m2. > Dla drugiego - dołożenie do jego pięcioosobowej celi kolejnych kilku murzynów, > którzy będą go gwałcić i torturować. Różne są przypadki w życiu. > Kitty pytała o plan "B" i uczciwie odpowiedziałem jaki jest. Nie powiedziałem, > że będzie mnie stać, nawet wyraziłem wahanie. Jednak mam podstawy sądzić, że je > stem w stanie osiągnąć taki stan umysłu, w którym to rozwiązanie byłoby łatwe. > Nie wiem co w tym zabawnego. > Chyba że po prostu chciałaś okazać pogardę, to też rozumiem. Rozśmieszył mnie sztuczny dramatyzm tej sytuacji. Rozważmy tą sytuację od strony kobiety. Nie chce chodzić do łóżka z mężem. Pewnie ma jakieś tam powody- sam wymieniłeś ich co najmniej kilka. Ale ona podjęła decyzję i się tego trzyma. Tu piłeczka jest po Twojej stronie ( sławetny kluczyk). Tyle że trzymanie kluczyka w ręku wywołuje u Ciebie myśli samobójcze ( nie kpię- na serio). No to przychodzi proteinowy, kluczyk wyciąga z twojej spoconej dłoni i wkłada go na śnie żonie. Nie umniejszam Twojego dramatu, jednak nazywanie rzeczy po imieniu nie jest pogardą, tylko nazywaniem rzeczy po imieniu. Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz się w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia. Jeżeli przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mnie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 11:02 zawle napisała: > Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz si > ę w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia. Jeżeli > przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mnie. Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe, natomiast patrząc na sytuację wychodzi pewien mój cynizm i strachliwość - wykorzystuję chwilę, by jak najprzyjemniej spędzić czas, odwlekając możliwie daleko to, co nieuniknione. Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;) Odpuściłem sobie tą spinę, w której tkwi osoba, za wszelką cenę usiłująca ochronić swój dobrostan. Jedyne co, to postanowiłem odsuwać od siebie moment zderzenia ze ścianą tak daleko, jak tylko będzie to możliwe. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 12:47 sabat3 napisał: > Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe. Pewnie masz rację...patrzę na to z własnej perspektywy. A sytuację przeżyłam. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 15:30 sabat3 napisał: > zawle napisała: > > > Nie odchodzisz, kłamiesz, ładujesz si > > ę w jeszcze większe kłopoty ze strachu przed obniżeniem standardu życia. > Jeżeli > > przy tym pojawia Ci się słowo pogarda- to pojawia się ono Tobie, nie mni > e. > > Tutaj nie masz racji. Moje kłopoty nie mogą być już większe, natomiast patrząc > na sytuację wychodzi pewien mój cynizm i strachliwość - wykorzystuję chwilę, by > jak najprzyjemniej spędzić czas, odwlekając możliwie daleko to, co nieuniknion > e. Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę > pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;) > Odpuściłem sobie tą spinę, w której tkwi osoba, za wszelką cenę usiłująca ochro > nić swój dobrostan. Jedyne co, to postanowiłem odsuwać od siebie moment zderzen > ia ze ścianą tak daleko, jak tylko będzie to możliwe. to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś obojętny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz lasce głowę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pustka? To właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wali jak cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością" Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 15:50 bgz0702 napisała: > to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś obojęt > ny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz lasce gło > wę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pustka? To > właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wali jak > cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością" Dlaczego? Przeciez teraz i tak jestem jej, a ona wcale nie chce ze mna sie zenic/mieszkac razem? W czym to jest nie fair?? Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:22 sabat3 napisał: > bgz0702 napisała: > > to jest bardzo nie fair wobec laski z która się ruchasz, albo jej jesteś > obojęt > > ny totalnie albo ona tobie. "Nic już nie ma"? to po ki chuj zawracasz las > ce gło > > wę? to jakby się z trupem bzykac. Ona wie że po drugiej stronie jest pust > ka? To > > właśnie stąd to "tu i teraz"?;) A co potem? lasce niech się też świat wa > li jak > > cię problemy przygniotą? Przesadziłeś z tą swoja "słabością" > > Dlaczego? Przeciez teraz i tak jestem jej, a ona wcale nie chce ze mna sie zeni > c/mieszkac razem? W czym to jest nie fair?? to ludzie naprawdę tak mają, że "ktoś jest ich" ale czują się za niego odpowiedzialni/emocjonalnie wiążą się dopiero gdy planują wspólny dom/żeniaczkę/mieszkanie? To "bycie jej" oznacza prawo do własności twojego ciała na jej użytek własny w określonym czasie, jednak ona wchodzi w to bez emocji, przyjaźni, ciepła, serdeczności itp.?;) już pieprzyć miłość bo mi osobiście też się to nie przytrafia za często, ale jakieś tam ciepło i serdeczności chyba się pojawiają czy nie?;) Nie przywalisz dziewczynie rykoszetem jak cię przygniotą twoje osobiste problemy i NIEMOC żeby sobie z nimi radzić? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 15:53 sabat 3 napisał >Wyszedłem z założenia, że skoro i tak nic już nie ma, to przynajmniej spędzę pozostały mi czas namiętnie. Łatwo sobie wybaczyłem tą słabość ;)< "Nic nie ma" to dopiero po śmierci, jak Cię robaki zaczną toczyć, albo obrócisz się w pył i zacznie być każdemu wszystko jedno. Teraz jest życie, owszem, bywa raz lepiej, raz gorzej, innym razem cudownie, ale wciąż jest. I trwa. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:01 ninek04 napisała: > "Nic nie ma" to dopiero po śmierci, jak Cię robaki zaczną toczyć, albo obrócis > z się w pył i zacznie być każdemu wszystko jedno. Teraz jest życie, owszem, byw > a raz lepiej, raz gorzej, innym razem cudownie, ale wciąż jest. I trwa. Powinienem powiedziec "nie ma perspektyw/szans". Zawle - pytanie do Ciebie, jako pracownika sadu. Pewnie masz najwieksze pojecie o tych sprawach. Jestes w stanie przewidziec ile z grubsza by trwalo, gdybym zlozyl papiery rozwodowe teraz, do momentu, az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow? Pare miesiecy? Rok? Dwa? Odpowiedz Link
rekreativa Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:15 "az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow?" Ale sąd nie zasądza alimentów z dupy, tylko bierze pod uwagę Twoje możliwości zarobkowe. Dlaczego z góry zakładasz, że Ci każą płacić jakieś niebotyczne kwoty? Mojej sąsiadce ex mąż płaci na dziecko 200 zeta. To majątek chyba nie jest. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:19 Tyle że ani Ty rekreativa ani Ty ninek nie widzicie że sabat ma najgorzej. Gorzej już być nie może. Z takiej głębokości nikt go nie może wyciągnąć, zwłaszcza że sam się zapiera. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:26 rekreativa napisała >Ale sąd nie zasądza alimentów z dupy, tylko bierze pod uwagę Twoje możliwości zarobkowe. Dlaczego z góry zakładasz, że Ci każą płacić jakieś niebotyczne kwoty? Mojej sąsiadce ex mąż płaci na dziecko 200 zeta. To majątek chyba nie jest. < No o to właśnie chodzi, te kwoty nie muszą być nie wiadomo aż jakie wysokie, pewnie dużo zależy od skuteczności adwokata - ile więcej może ugrać dla jednej strony, a zbić stawkę dla drugiej. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:16 sabat3 napisał: > Powinienem powiedziec "nie ma perspektyw/szans". > Zawle - pytanie do Ciebie, jako pracownika sadu. Pewnie masz najwieksze pojecie > o tych sprawach. > Jestes w stanie przewidziec ile z grubsza by trwalo, gdybym zlozyl papiery rozw > odowe teraz, do momentu, az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby > mnie do pierdla za nie placenie alimentow? Pare miesiecy? Rok? Dwa? A takie są Twoje plany? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Od "za pół roku" do "nigdy". Twoja przyszłość będzie wyglądać dokładnie tak, jak ją sobie zaprojektujesz ( jakie zadajesz pytania) Odpowiedz Link
rekreativa Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:54 "Od "za pół roku" do "nigdy". Twoja przyszłość będzie wyglądać dokładnie tak, jak ją sobie zaprojektujesz ( jakie zadajesz pytania)" Kurczę, skąd tylu tych alimenciarzy i zdesperowanych babek, które nie mogą wydębić forsy na dzieciaka, jeśli ci komornicy tak od razu działają, zajmują dochody i jeszcze delikwentów do pierdla wsadzają? Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 17:01 rekreativa napisała: > Kurczę, skąd tylu tych alimenciarzy i zdesperowanych babek, które nie mogą wydę > bić forsy na dzieciaka, jeśli ci komornicy tak od razu działają, zajmują dochod > y i jeszcze delikwentów do pierdla wsadzają? Bo większość siedzi na prostej po stronie "nigdy":)) Ale Ci pierwsi też istnieją. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 16:56 sabat 3 napisał >az realnie komornik by mi wlazl na dochody/wsadziliby mnie do pierdla za nie placenie alimentow? < No nie, do czego to doszło, żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wyciągać kogoś z czarnowidztwa. Ale chyba nie zaczynasz się jeszcze pakować, skoro tak Ci się spieszy do tego pierdla? Nie śmieję się i rozumiem rozterki, ale kreślisz tak czarne scenariusze, zakładając od razu wszystko najgorsze, co może Ci się przytrafić i nakręcasz się w samodołowaniu. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 17:03 ninek04 napisała: > No nie, do czego to doszło, żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wy > ciągać kogoś z czarnowidztwa. Ale chyba nie zaczynasz się jeszcze pakować, skor > o tak Ci się spieszy do tego pierdla? Nie śmieję się i rozumiem rozterki, ale k > reślisz tak czarne scenariusze, zakładając od razu wszystko najgorsze, co może > Ci się przytrafić i nakręcasz się w samodołowaniu. Gdyby na takiego typa trafiła moja koleżanka powiedziałabym zwiewaj gdzie pieprz rośnie i się nie oglądaj za siebie bo może Ci się go zrobić żal. Odpowiedz Link
rekreativa Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 17:04 " żeby taka pesymistka od urodzenia jak ja musiała wyciągać kogoś z czarnowidztwa." Prawda? :) A wracając do alimentów, to jest jeszcze możliwość umówienia się z żoną. Jeśli by się sabat dogadał w kwestii ile może płacić na dzieci, to sąd to po prostu przyklepie i tyle. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 17:58 rekreativa napisała: > A wracając do alimentów, to jest jeszcze możliwość umówienia się z żoną. Jeśli > by się sabat dogadał w kwestii ile może płacić na dzieci, to sąd to po prostu p > rzyklepie i tyle. Tylko wtedy gdy żona będzie chciała się dogadać, jednak gdy dowie się co się dzieje- nie sądzę. Kluczyk będzie w jej ręku. Odpowiedz Link
rekreativa Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 18:44 "Tylko wtedy gdy żona będzie chciała się dogadać, jednak gdy dowie się co się dzieje- nie sądzę. Kluczyk będzie w jej ręku. " Na tyle to jej nie znamy. Jak będzie mieć do wyboru 0 alimentów, albo 500, to kto wie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 19:20 Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano rozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:02 W Walentynki? No to ładną niespodziankę przyszykujesz żonie, jeszcze ją to dodatkowo podkurwi - może jednak inny dzień wybierz. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:03 sabat3 napisał: > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano r > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu. Zastrzeliłeś mnie Sabat. Cisza na forum, chyba pojechałeś z pepeszy ;-) Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne, swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:30 aandzia 43 napisała >Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne, swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie?< Ale pisze, że to na razie tylko rozmowa. Sądzisz, że żona od razu będzie kazała się Sabatowi wyprowadzić, albo że sam zaraz po rozmowie opuści dom? Że to będzie wóz, albo przewóz, bez wcześniejszego choćby zaplanowania kąta do zamieszkania, jakiegoś dogrania spraw organizacyjnych? Z rozmowy może coś wyniknąć, albo i nie, ale czy od razu zamknięcie drzwi za sobą, albo przed kimś? No nie wiem. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:32 ninek04 napisała: > aandzia 43 napisała > >Przygotowałeś się? Pozbierałeś i spakowałeś ważne dokumenty, akty prawne, > swoje cenne pamiątki? Masz parę groszy przy duszy? Dzieci w domu nie będzie? > 0; > > Ale pisze, że to na razie tylko rozmowa. Sądzisz, że żona od razu będzie kazała > się Sabatowi wyprowadzić, albo że sam zaraz po rozmowie opuści dom? Że to będ > zie wóz, albo przewóz, bez wcześniejszego choćby zaplanowania kąta do zamieszka > nia, jakiegoś dogrania spraw organizacyjnych? Z rozmowy może coś wyniknąć, albo > i nie, ale czy od razu zamknięcie drzwi za sobą, albo przed kimś? No nie wiem. > w zadnym razie się nie wyprowadzać, wspólne mieszkanie Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:45 > w zadnym razie się nie wyprowadzać, wspólne mieszkanie Nie chodzi o to, żeby się wyprowadzać. Nie wiadomo jak druga strona zareaguje, nie znam kobiety, a lepiej założyć gwałtowny scenariusz, najwyżej będzie miłe zaskoczenie. Po prostu zabezpieczyć ważne dokumenty. Sabata, nie jej. I cenne (niekoniecznie materialnie) przedmioty. I mieć parę groszy przy duszy. Odpowiedz Link
ludlo Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:53 Zapamiętam Sabata jako o wzór forumowicza, męża i kochanka Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:18 sabat3 napisał: > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro rano r > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zyciu. Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:24 zawle napisała: > sabat3 napisał: > > > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. Jutro > rano r > > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w moim zy > ciu. > > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść. jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem? Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:31 bgz0702 napisała: > zawle napisała: > > > sabat3 napisał: > > > > > Dlatego powinienem sam wyjsc z inicjatywa. Sam zaproponuje rozwod. > Jutro > > rano r > > > ozmowa. Musze sie przygotowac. To bedzie najtrudniejsza rozmowa w m > oim zy > > ciu. > > > > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść. > > jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem? ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej jakąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:36 bgz0702 napisała: > ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. - Nie, trzeba tak, jak w filmie ,,W chmurach". Nie zwalniamy cie, tylko dajemy nową szansę. Tak więc, trzeba powiedzieć: Zawiodłem Cię, zasługujesz na kogoś lepszego. Zobaczysz, ze wyjdziesz na tym dobrze. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:51 marek.zak1 napisał: > Nie, trzeba tak, jak w filmie ,,W chmurach". Nie zwalniamy cie, tylko dajemy no > wą szansę. Tak więc, trzeba powiedzieć: Zawiodłem Cię, zasługujesz na kogoś lep > szego. Zobaczysz, ze wyjdziesz na tym dobrze. Znam jeszcze jedną metodę. Trzeba być takim okropnym żeby sama sobie ją dała:)) Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 20:39 bgz0702 napisała: > bgz0702 napisała: > > > zawle napisała: > > > > > > Oszalał. To Ty się musisz chcieć rozwieść. > > > > jejku;)) sabat przepraszam, sugerujesz ze to pod czyimś wpływem? > > ja sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować ter > en, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej ja > kąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się > zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w > relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz miało być miej jakąś kasę;) a lepiej więcej niż mniej;)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:10 bgz 0702 napisała >a sugeruję rozpoczać rozmowy, przynajmniej po to żeby zbadać i przygotować teren, do rozwodu daleko. Trzeba rozpoznać emocje, to przede wszystkim. I mniej jakąś kasę przy sobie jak sugeruje andzia zebyś głodny nie chodził. I nie daj się zastraszyć, spokojnie słuchaj co żona mówi to ci się przyda żeby się ustawić w relacji i zeby wiedzieć na czym stoisz< Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejściu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystkie sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać rozmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:18 ninek04 napisała: > > Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejściu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystkie sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać rozmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka. -------------------- Tak, w korpo to się nazywa reorganizacja i wprowadzenie nowych struktur i procedur. Zawsze po to, żeby było lepiej. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:34 marek.zak1 napisał: > ninek04 napisała: > > > > Ja też myślę podobnie. Zacząć rozmawiać, o ewentualnym rozstaniu, rozejśc > iu się, o wzajemnych oczekiwaniach, o tym, jak organizacyjnie pogodzić wszystki > e sprawy.Słowo rozwód nie musi od razu padać i niekoniecznie trzeba zaczynać ro > zmowę od niego, do rozwodu faktycznie droga daleka. > -------------------- > Tak, w korpo to się nazywa reorganizacja i wprowadzenie nowych struktur i proce > dur. Zawsze po to, żeby było lepiej. w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialności za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:45 bgz0702 napisała: w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialnośc i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy ----------------------- Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:53 marek.zak1 napisał: > bgz0702 napisała: > > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto > bankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i n > a miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialno > śc i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy > ----------------------- > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units. działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:21 bgz0702 napisała: ----------------------- > > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business units. -------------------> > działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci ------------------------ Tak jest w założeniu. Niestety w realu te BU prowadza często e sobą bezwzględna walkę, nazywana "friendly competition" :) Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:26 marek.zak1 napisał: > bgz0702 napisała: > > ----------------------- > > > Tak. Firma dzieli się na 2 niezależnie działające BU = business uni > ts. > -------------------> > > działające wspólnie na korzyść małoletnich dzieci > ------------------------ > Tak jest w założeniu. Niestety w realu te BU prowadza często e sobą bezwzględna > walkę, nazywana "friendly competition" :) emocje będą to pewne ale trzeba mieć własny kodeks, gen musi dostać opiekę możliwie najlepsza Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:23 sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to czy nie warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:32 bgz0702 napisała: > sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to czy nie > warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać A moja matka zostawila dzieci u siebie na noc. No tak, walentynki, rozumiem jej tok myslenia. Ech, naiwna ;) Faktycznie, walentynki to dosc chujowa data na takie rozmowy. To jakby sie pobic przy wigilii ;) Zobacze jak sie rano rozwinie rozmowa, cos wypada zaczac. Przy czym mysmy dosc sporo o rozwodzie rozmawiali na przelomie roku, nawet w pewnym momencie kazala mi byc mezczyzna i sie zdecydowac na to, wiec mysle ze "Rejtana" robic nie bedzie w drzwiach na rozprawie. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:40 sabat3 napisał: > bgz0702 napisała: > > > sabat i jeśli rano jeszcze nie byłeś gotowy na rozwody, to przemyśl to cz > y nie > > warto się z tą nową myślą jeszcze z dwa dni przespać > > A moja matka zostawila dzieci u siebie na noc. No tak, walentynki, rozumiem jej > tok myslenia. Ech, naiwna ;) > Faktycznie, walentynki to dosc chujowa data na takie rozmowy. To jakby sie pobi > c przy wigilii ;) > Zobacze jak sie rano rozwinie rozmowa, cos wypada zaczac. Przy czym mysmy dosc > sporo o rozwodzie rozmawiali na przelomie roku, nawet w pewnym momencie kazala > mi byc mezczyzna i sie zdecydowac na to, wiec mysle ze "Rejtana" robic nie bedz > ie w drzwiach na rozprawie. fajna mama;) ale możesz rano żonie zrobić kawę na dobry początek rozmowy, na walentynki i na nową drogę życia;) zartuję oczywiście chociaż od kawy zacząć rozmowe nie byłoby źle. To zły moment, ale moją koleżanke mąż przy herbacie "zostawił";) powiedział że idzie do innej;)- tak mi się skojarzyło Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:25 bgz0702 napisała: > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE koto b > ankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwie i na > miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzialnośc > i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy Zartujesz? :) Konto mam od paru lat wylacznie na siebie, zona nie ma tam nawet pelnomocnictwa. I z niego place czynsz, prad, elektrycznosc, net, rtv co roku, placilem za przedszkole malych poki bylo, teraz place za klub sportowy dzieci. Z jej konta idzie kablowka i jej komorka, reszte swojej pensji przeznacza na wydatki biezace (ubrania, zarcie, drobne rozrywki). Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:31 sabat3 napisał: > bgz0702 napisała: > > w związku z nową strukturą organizacyjną należy zadbać o własne OSOBISTE > koto b > > ankowe;( i proponuje płacić z niego wspólne domowe rachunki sprawiedliwi > e i na > > miarę twoich możliwości - może być potrzebny dowód finansowej odpowiedzi > alnośc > > i za wspólne gospodarstwo domowe, nigdy nie wiadomo jak to się potoczy > > Zartujesz? :) > Konto mam od paru lat wylacznie na siebie, zona nie ma tam nawet pelnomocnictwa > . I z niego place czynsz, prad, elektrycznosc, net, rtv co roku, placilem za pr > zedszkole malych poki bylo, teraz place za klub sportowy dzieci. > Z jej konta idzie kablowka i jej komorka, reszte swojej pensji przeznacza na wy > datki biezace (ubrania, zarcie, drobne rozrywki). rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza, czy możesz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;) Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:39 bgz0702 napisała: > rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza, To zarzut? ;) ona mieszka za moje w takim rozumieniu. Glowne zakupy robi ona, ale ostatnio coraz czesciej zdarza mi sie kupowac drobne zakupy spozywcze z wlasnej kasy. Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa miesiace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki, nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd. czy moż > esz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;) Mial byc prad i gaz, sorry. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 22:42 sabat3 napisał: > bgz0702 napisała: > > > rozumiem że jesz za "jej" bo po opłatach ci na więcej kasy nie starcza, > > To zarzut? ;) ona mieszka za moje w takim rozumieniu. Glowne zakupy robi ona, a > le ostatnio coraz czesciej zdarza mi sie kupowac drobne zakupy spozywcze z wlas > nej kasy. > Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa mies > iace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki, > nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd. > > czy moż > > esz sobie jeszcze coś odłożyć? masz osobno prąd i elektryczność?;) > > Mial byc prad i gaz, sorry. zarzut?;) a co ja ci mogę zarzucać?;) co ty, też umiem liczyć, spokojnie bym sobie przeliczyła gdyby o mnie chodziło Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 06:44 sabat3 napisał >Bilans jest taki: czynsz 750 pln miesiecznie, prad i gaz po 200 pln co dwa miesiace, moje paliwo to 200 miesiecznie, net 40 pln. Czyli zostaje troche gotowki, nawet jak sie odejmie oplaty za telefon, klub dzieci itd< We własnościowym mieszkaniu aż taki wysoki czynsz? Jestem zaskoczona, że to taka kwota. To prawie jak kwota najmu gdzieniegdzie. .Weź też pod uwagę, że choćby z powodu takiego rozłożenia wydatków jak u was było do tej pory żonie rozwód może być zwyczajnie nie na rękę, może jej się nie " opłacać "rezygnacja z tego co miała do tej pory. Łatwo nie będzie w każdym bądź razie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 08:31 ninek04 napisała: > We własnościowym mieszkaniu aż taki wysoki czynsz? Jestem zaskoczona, że to tak > a kwota. To prawie jak kwota najmu gdzieniegdzie. Bylo 850 :] Co do najmow - w mojej okolicy za podobny metraz kuzyn placi 1300 pln. Mnie by wystarczyla kawalerka, ale i tak liczylem okolice 1500pln (bo nie wiadomo w jakim miescie). .Weź też pod uwagę, że choćb > y z powodu takiego rozłożenia wydatków jak u was było do tej pory żonie rozwó > d może być zwyczajnie nie na rękę, może jej się nie " opłacać "rezygnacja z teg > o co miała do tej pory. Łatwo nie będzie w każdym bądź razie. Pewnie tez ma "konflikt wewnetrzny". Jednak malzenstwo przynosi jej troche wymiernych korzysci. Pomoc przy dzieciach, sprawach technicznych, dodatkowa kasa, wspolwlasnosc. Na ta chwile mamy raczej stabilne relacje. Napiecie jest, ale uspione. Chyba oboje zdajemy sobie sprawe z ogromu kosztow. Chec do rozejscia po obu stronach, ale proza zycia mowi co innego. Nie ma rzucania talerzami. Szczerze to mysle, ze jest szansa na spokojne rozstanie, nawet jak by moja zdrada wyszla na jaw - tak mysle. Wypalilo sie totalnie. Nie ma emocji, jest swiadomosc sytuacji. Poza tym - mysle, ze ona sie domysla. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 15:16 sabat 3 >Bylo 850 : Co do najmow - w mojej okolicy za podobny metraz kuzyn placi 1300 pln. Mnie by wystarczyla kawalerka, ale i tak liczylem okolice 1500pln (bo nie wiadomo w jakim miescie).< To dużo jak na kawalerkę, zdecydowanie za dużo. Jasne, zależy od miasta, no ale biorąc pod uwagę dochody i jeszcze konieczność płacenia ewentualnych alimentów, ta opcja chyba odpada, no chyba sam to widzisz. >Nie ma emocji, jest swiadomosc sytuacji. Poza tym - mysle, ze ona sie domysla.< I stąd jej spokój i brak rzucania talerzami? ;) Jeszcze się okaże, że Twój wyskok był jej na rękę ;). Nie no, gdyby się domyślała, to raczej nie omieszkałaby Ci tego okazać, nie sądzisz? Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:02 > moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby [...] Widziałaś to Kitty?: m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1 Tez sobie Sabat rzuć okiem w wolnej chwili, w Twojej sytuacji bedzie mieć wiecej rumieńca. Chyba ze Twoje samobójcze mysli to tak na powaznie, a nie figura retoryczna, wtedy moze lepiej nie. W takiej sytuacji lepiej Fortepian. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:25 proteinowy.na.chwile napisał >Widziałaś to Kitty?: m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1 Ja nie widziałam, ale czytałam tę fikcję literacką, raczej lekkiego sortu jeśli już. Kobieta była zaburzona psychicznie i zafiksowana na wrobienie faceta we wszystko co jej podpowiadala chora wyobraźnia. I co, widzisz jakieś paralele odnośnie sytuacji Sabata? Bo ja nie bardzo, chociażby biorąc pod uwagę same realia materialne jako punkt wyjściowy. >Tez sobie Sabat rzuć okiem w wolnej chwili, w Twojej sytuacji bedzie mieć wiecej rumieńca. Chyba ze Twoje samobójcze mysli to tak na powaznie, a nie figura retoryczna, wtedy moze lepiej nie. W takiej sytuacji lepiej Fortepian.< Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:43 > Kobieta była zaburzona psychicznie i zafiksowana na wrobienie faceta we wszystko co jej podpowiadala chora wyobraźnia. I co, widzisz jakieś paralele odnośnie sytuacji Sabata? < Skąd. Żadnej. Poza psychicznie zaburzona zona, pochodząca z rodziny z tego typu historia (kundelek na rzemyku, gnojony dziadek). Poza tym, zadnych paralel, przeciez Sabat mieszka w Katowicach a ta pani - w książce. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 00:00 proteinowy.na.chwile napisał: pr > zeciez Sabat mieszka w Katowicach a ta pani - w książce. :-)))) O kurde nie spodziewalam sie takiego udanego wieczoru niedzielnego, do tego slucham Lady Pank z 1985 roku. Zyc nie umierac. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:33 proteinowy.na.chwile napisał: > > moze ci zagotować grunt pod nogami na sposoby [...] > > Widziałaś to Kitty?: > m.imdb.com/title/tt2267998/?ref=m_nv_sr_1 Widzialam. Nie uwierzysz: bylam na tym w kinie z kochankiem, sama ten film wybralam po tym jak sie kochalismy caly weekend u niego, a oficjalnie bylam u kolezanki. Musisz miec conajmniej ambiwalentne odczucia co do mnie bardzo delikatnie ujmujac ;) Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 00:09 > Musisz miec conajmniej ambiwalentne odczucia co do mnie bardzo delikatnie ujmujac ;) A skąd. Przeciez nie sypiam z Tobą. Tutaj byłabyś ciężkim przypadkiem gdybys np była idiotką, czy trollem albo "konikiem jednego tricku". Zdrajcy budzą podziw, nie udało mi sie nigdy nikogo okłamywac całymi latami. Zwłaszcza przypadek Gogola, normalnie nie uwierzyłbym ze mozna tak całymi dekadami i jeszcze ze ewidentnym zyskiem wszystkich zainteresowanych. Albo ktos, kto wpadł tu na chwile wspomnieć, ze zdradzał zone całymi latami, nikt sie nigdy nie dowiedział, on nie ma wyrzutów sumienia i wspomina przygodę z przyjemnoscia. Dla jasnosci, budzą podziw ale żadnego zdrajcy w realu nie dopuściłbym do sytuacji w której mój dobrostan w jakikolwiek sposób zalezy od kogos takiego. Jako tępawy w kłamstwie postawiłbym sie w takiej sytuacji jak wiotka kobietka, ktora szuka towarzystwa silnych mezczyzn skłonnych przy tym do rozdawania "plaskaczy". Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 00:24 proteinowy.na.chwile napisał: > Dla jasnosci, budzą podziw ale żadnego zdrajcy w realu nie dopuściłbym do sytua > cji w której mój dobrostan w jakikolwiek sposób zalezy od kogos takiego. Wybacz pozwole sobie dopytac: ''zadnego zdrajcy'', ktory Cie zdradzil? Zdefiniuj pojecie 'zdrajcy' prosze. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 01:09 > Wybacz pozwole sobie dopytac: ''zadnego zdrajcy'', ktory Cie zdradzil? Zdefiniuj pojecie 'zdrajcy' prosze. < W tej chwili, jako pantofel, mowie wylacznie o pozazwiązkowej zdradzie. Do zony przychodzą czasem koleżanki napierdalac na inne, nieobecne w tej chwili koleżanki. 40-50 letnie kobiety. Cos w tym stylu. Co do związkow: To dosc naiwny klucz, wiem. Pierwsza poważniejsza ex poznałem przez przyprawienie rogów jej facetowi i sam zostałem pozniej rogaczem. Po czym przyprawilem rogi swojemu następcy. Czyli "klucz" zadziałał. Z następna ex poznałem sie tak, ze waliła ze mną w rogi swojego męża. Tu brak zaskoczeń: "przemoc owiec" (postanowiłem zaczac szydzić z tego słowa - przemocowiec - przez odwołanie do "milczenia owiec", moze sie przyjmie) psychiczny i ekonomiczny. Nie sadze żebym w tym zwiazku został rogaczem. Czyli klucz nie zadziałał. W bieżącym nikt nikogo w rogi nie wali (z tego co wiem), mimo czasem potężnych frustracji w poprzednich latach. W tej chwili bez żadnego PUA seks przebił poziomem wszystkie poprzednie związki i wypróbowaliśmy ostatnio rzeczy ktorych nie próbowałem wczesniej z nikim. I to bez napraszania sie, bez żebrania - bardziej z nastroju chwili. Po raz pierwszy od 15 lat żałuje ze nie jestem lepszym kochankiem, albo ze musze chodzić do roboty. Najchętniej zostałbym w łożku na całe dnie ze swoja "ciężarówka". Moze i w przeszłości sprzedaliśmy sobie sporo chujni, ale nigdy za plecami. Skończy się za pare miesięcy, ale wlasnie brak robienia sie w konia w poprzednich latach to jest baza. W naszym przypadku huśtanie łódką skończyłoby sie rozwodem a nie wieksza pasja. Rozpisałem sie, ale chodzi o to ze klucz działa w tym przypadku. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 08:46 proteinowy.na.chwile napisał: > Co do związkow: > To dosc naiwny klucz, wiem. Wg mnie tutaj nie ma zadnego klucza. Czlowiek jest mieszancem. W tej samej chwili potrafi byc podly dla jednej osoby i przedobry dla innej. W tym sensie mamy dwie twarze. W tej chwili bez żadnego PUA seks przebił pozi > omem wszystkie poprzednie związki i wypróbowaliśmy ostatnio rzeczy ktorych nie > próbowałem wczesniej z nikim. I to bez napraszania sie, bez żebrania - bardziej > z nastroju chwili. Po raz pierwszy od 15 lat żałuje ze nie jestem lepszym koch > ankiem, albo ze musze chodzić do roboty. Najchętniej zostałbym w łożku na całe > dnie ze swoja "ciężarówka". Moze i w przeszłości sprzedaliśmy sobie sporo chujn > i, ale nigdy za plecami. Skończy się za pare miesięcy, ale wlasnie brak robieni > a sie w konia w poprzednich latach to jest baza. W naszym przypadku huśtanie łó > dką skończyłoby sie rozwodem a nie wieksza pasja. Rozpisałem sie, ale chodzi o > to ze klucz działa w tym przypadku. Jeszcze raz: to nie jest klucz. Jesli juz bym miala szukac wyjasnienia zaistnialej sytuacji, to bedzie ono najbardziej banalne, a mianowicie: szukalabym go w poziomie uczuc. Nie wiem dlaczego boisz sie do nich przyznac jakby bylo to cos obrazliwego ;) Zreszta nie tylko w tym zwiazku poziom uczuc decyduje o zdadzie/braku zdrady. W poprzednich tez, a juz szczegolnie w przypadku tej pierwszej powaznej eks, ktora zwyczajnie znienawidziala Cie za to, ze jej nie kochales. Nie powtorz tego bledu. Uczucia trzeba okazywac. Podaje klucz: kocham - nie zdradzam, nie kocham - zdradzam albo sie w inny sposob wycofuje z relacji. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:35 > Podaje klucz: kocham - nie zdradzam, nie kocham - zdradzam albo sie w inny sposob wycofuje z relacji. < Ale kiedy kochasz? Moja "puszczalska" ex zaczęła mi przyprawiać rogi dopiero wtedy jak sie w niej zakochałem i zacząłem zachowywać jak ciele. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:42 proteinowy.na.chwile napisał: > Ale kiedy kochasz? Moja "puszczalska" ex zaczęła mi przyprawiać rogi dopiero wtedy jak sie w niej zakochałem i zacząłem zachowywać jak ciele. ------------------ Masz prawo mieć traumę. Może dlatego boisz się / odrzucasz miłość, bo może ranić i boleć? Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:01 proteinowy.na.chwile napisał: > Ale kiedy kochasz? Ja? Kiedy podziwiam i potrzebuje. Ale wracajac do Ciebie, to jesli mezczyzna zakochuje sie przez seks, a teraz masz najlepszy seks w zyciu + inne warunki spelnione, to masz najlepsza okazje: zakochaj sie w zonie i bedziesz mial komplet. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 21:16 hello-kitty2 napisała: > Ale wracajac do Ciebie, to jesli mezczyzna zakochuje sie przez seks, a teraz masz najlepszy seks w zyciu + inne warunki spelnione, to masz najlepsza okazje: z akochaj sie w zonie i bedziesz mial komplet. ----------------- To była też moja rada, ale potem P napisał, że jak się zakochał, to był zdradzony. On sie (sorry, to moja teoria) tego boi. Boi się zranienia. > Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 12:05 > W bieżącym nikt nikogo w rogi nie wali (z tego co wiem), mimo czasem potężnych > frustracji w poprzednich latach. W tej chwili bez żadnego PUA seks przebił pozi > omem wszystkie poprzednie związki i wypróbowaliśmy ostatnio rzeczy ktorych nie > próbowałem wczesniej z nikim. I to bez napraszania sie, bez żebrania - bardziej > z nastroju chwili. Po raz pierwszy od 15 lat żałuje ze nie jestem lepszym koch > ankiem, albo ze musze chodzić do roboty. Najchętniej zostałbym w łożku na całe > dnie ze swoja "ciężarówka". Moze i w przeszłości sprzedaliśmy sobie sporo chujn > i, ale nigdy za plecami. Skończy się za pare miesięcy, ale wlasnie brak robieni > a sie w konia w poprzednich latach to jest baza. W naszym przypadku huśtanie łó > dką skończyłoby sie rozwodem a nie wieksza pasja. Rozpisałem sie, ale chodzi o > to ze klucz działa w tym przypadku. Wiem, że nagłe przebudzenie namiętności i intymności w związku przyjacielskim i uczciwym, choć nieco chłodnym jest możliwe, bo je przeżyłam wieki temu. Bez huśtawki, marchewki i kija ;-) I tak, masz rację, potencjałem i bazą dla takiego przebudzenia jest uczciwość, czysta gra i pewność drugiej strony co do przestrzegania zasad, których się samemu przestrzega. Jeśli na ten grunt pada iskra, to ma możliwosć zapłonąć ognisko. Różne rzeczy się ludziom na drodze życia przytafiają :-) Nie jest powiedziane, że wasza świeżo osiągnięta intymność i cielesno-emocjonalna bliskość skończy się bezpowrotnie po urodzeniu dziecka jak tu niektórzy kraczą, choć na pewno przycichnie na jakiś czas z przyczyn obiektywnych. To, co przeżyjecie teraz nie zniknie, zostaną w was wydrążone wąwozy w których będzie mogła wartko popłynąć woda przy najbliższym przypływie :-) Że tak no koniec pojadę poetycko ;-) Ale twoja baza nie jest bazą Sabata. Twoja stabilna psychicznie i ogarnięta żona, która ma poczucie bezpieczeństwa i chyba jednak pozytywny stosunek do ciebie (częściowo dzięki twojemu postępowaniu, częściowo dzięki swojemu charakterowi) to nie Sabatowa. Mam podobny do twojego stosunek do zdrad, ale mam też świadomość, że życie mi się ułożyło (z moją pomocą, fakt) tak, że bez ryzyka pogrążenia się mogłam sobie pozwolić na uczciwość i zbierać jej fajne plony. Nie byłam w potrzasku, a oczywiste dyskomforty, frustracje i nieszczęścia były ceną do zapłacenia, ale nie przepłacenia. W potrzasku ruchałabym się na boku. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 06:52 Proteinowy, a dostrzegasz drobny niuans pod postacia zdradzania w zwiazku, gdzie druga strona od lat miala na "zdrajce" wyjebane? Moze to jest dodatek do "klucza", ktory pozwoli Ci zalapac, dlaczego przy tej od "przemocowca" nie zadzialalo. Czasem zdrada jest naturalnym modelem, ktory u danej osoby konczy zwiazek, a czasem jest wynikiem desperacji/postawienia pod mur ze wzgledu na sytuacje. To tak, jakbys czlowieka kradnacego kromke chleba z glodu zrownal moralnie z biznesmenem cwaniakiem. Motyw i sytuacja maja znaczenie nawet dla sadow. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 08:49 > Proteinowy, a dostrzegasz drobny niuans pod postacia zdradzania w zwiazku, gdzie druga strona od lat miala na "zdrajce" wyjebane? < Jasne. Dlatego np moja zona ma pełne prawo odejść w dowolnym momencie z pelnym wsparciem z mojej strony ponieważ nie przypominam w niczym Marka Żaka, jestem proteinowym. Jej potrzeby sa zatem ignorowane bo Markiem nie mam zamiaru zostac. Jedyne do czego nie ma prawa to zyc w życiu ktore mozolnie tworzę udając kogos kim nie jestem a jednoczesnie dobierać "żakowatość" na boku z cwaniaczkiem, ktory nie musiał wypruć sobie ambicji z organizmu. Marek: nie twierdze ze jestes pozbawiony ambicji, tylko ze inaczej ja rozumiemy. Przechodząc od szczegółu do ogółu: nie spotkałem jeszcze kogos kto by mnie wydymał i nie miał przy tym dobrej historii do uzasadnienia. Nawet brat ktory przejął cały majątek po rodzicach znalazł sposób na widzenie tej sytuacji jako ofiara. Dlatego zamiast chodzić i dochodzić stanu czucia sie ofiara w potencjalnych relacjach z ludzmi, wyszukuje takich ktorzy maja potrzebę zachowania twarzy. Tacy siadają do stołu i wyłożą karty na stół zamiast wymierzać sprawiedliwość za plecami nie dając mi szansy na przedstawienie mojej wersji. Ze swoja poprzednia ex rozstałem sie wlasnie tak. Przyszła, siedliśmy przy stole, powiedziała co jest dla niej nie do przyjecia, to było z kolei nie do zmiany dla mnie - i na drugi dzien sie wyprowadziłem zostawiajac wszystko oprócz komputera. I trzeba jej przyznac ze była dumna kobieta bo doszło pozniej do groteskowej rozmowy: - nie chce naszego samochodu, weź go sobie - ja tez nie chce, po co mi, ty go weź ... Żydowka. Dlatego tak lubię Żydów. Wracając do Ciebie: nie wiem, czy czujesz sie oceniany ale tak nie jest. Ja dosiewam ludzi ktorzy załatwiają sprawy za plecami dla własnego bezpieczeństwa a nie z moralnej oceny. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:15 proteinowy.na.chwile napisał: > Jasne. Dlatego np moja zona ma pełne prawo odejść w dowolnym momencie z pelnym > wsparciem z mojej strony ponieważ nie przypominam w niczym Marka Żaka, jestem proteinowym. Jej potrzeby sa zatem ignorowane bo Markiem nie mam zamiaru zostac. > Jedyne do czego nie ma prawa to zyc w życiu ktore mozolnie tworzę udając kogos kim nie jestem a jednoczesnie dobierać "żakowatość" na boku z cwaniaczkiem, ktory nie musiał wypruć sobie ambicji z organizmu. Marek: nie twierdze ze jestes pozbawiony ambicji, tylko ze inaczej ja rozumiemy. ---------------------- Moja i każda inna też ma prawo odejść w dowolnym momencie. Związek jest dobrowolną umową dwojga. Ja nie wiem do końca jakie są jej potrzeby, ale skoro po 40 latach związku nadal się kochamy, myślę, że w jakiś dziwny,. może magiczny sposób, to jednak gra. Czary? Moje decyzje o studiach, pracy, zajmowaniu się dziećmi w taki czy inny sposób i innych aktywnościach podejmowałem sam. Nikt mnie do nich nie zmuszał ani nie namawiał. Nie miałem też poczucia, że wypruwałem sobie żyły. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:32 proteinowy.na.chwile napisał >Jedyne do czego nie ma prawa to zyc w życiu ktore mozolnie tworzę udając kogos kim nie jestem a jednoczesnie dobierać "żakowatość" na boku z cwaniaczkiem, ktory nie musiał wypruć sobie ambicji z organizmu.< O doprawdy, aż taki jesteś łaskawy? Odbierając żonie prawo do wydymania Cię na boku, ale jednocześnie łaskawie dając jej prawo do życia z Proteinowym, a raczej którąś jego odsłoną, albo zasłoną, którymś jego odcieni,maską, bo prawdziwy Proteinowy jest po prostu gdzie indziej, jest sam ze sobą widocznie -pytanie, kto jest w tym związku tak naprawdę cwaniaczkiem? Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:45 proteinowy.na.chwile napisał: > Ja wiem o tym lepiej od zdrajców. Bo widze sytuacje od drugiej strony. Zdrajcy > nie zdają sobie sprawy co to znaczy znaleźć sie naprzeciw kogos kto ledwo ich z > nosił przez lata i zorientowa sie nie tylko ze był zdradzany ale tez traktowany > jak idiota. Ba - był idiota, bo łykał grubymi nićmi szyta ścieme. Jezeli ten k > tos ze świeżo rozkwitłym porożem jest w stanie wydać ostatniego dolara zeby Ci > odebrać ostatniego centa oraz ma w dupie przypadkowe ofiary - moze ci zagotować > grunt pod nogami na sposoby ktore Ci w ogole nie przyszły do głowy. Zwłaszcza > jak jest psycholem. A mowilam Ci juz, ze przypominasz mi mojego ojca? To pewnie po czesci odpowiedzialne jest za przyciaganie. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:34 proteinowy.na.chwile napisał> >Bo ja bym czegos takiego przyjacielowi, czy choćby znajomemu nie powiedział. Co najwyżej komuś kogo mam naprawde gdzies.< Widocznie masz małe pojęcie o przyjaźni, czy bliskości,czy życzeniu komuś dobrze. Patrzysz ze swojej perspektywy, która jest jednak ciut inna, niż innych ludzi spoza Twojego kręgu w szerokim tego słowa znaczeniu. Racz łaskaw wziąć to pod uwagę,albo zauważyć, że nie wszyscy myślą i czują ( czujesz Proteinowy jeszcze w ogóle, czy już przestałeś czuć?) tak, jakbyś to sobie Ty wyobrażał. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:21 > Widocznie masz małe pojęcie o przyjaźni, czy bliskości,czy życzeniu komuś dobrze. < Kto to wie Ninek, kto to wie? Czas pokaże. > Racz łaskaw wziąć to pod uwagę,albo zauważyć, że nie wszyscy myślą i czują ( czujesz Proteinowy jeszcze w ogóle, czy już przestałeś czuć?) tak, jakbyś to sobie Ty wyobrażał. < Właśnie to ze mysle inaczej jest przydatne. Klakierstwo to nie wsparcie. Źle mierzysz Ninek. W tej sytuacji istotne jest to ze Sabat o żadne rady nie prosił toteż nie powinienem zadnych oferować. To niegrzeczne i stawia go w niezręcznej sytuacji. Rady trzeba umieć dawać. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:55 proteinowy.na.chwile napisał >To niegrzeczne i stawia go w niezręcznej sytuacji. Rady trzeba umieć dawać.< Racz mi wybaczyć, o panie, moje nieobycie. Nie jestem taktowną panienką dobrych obyczajów, bo zwyczajnie wywodzę się z nizin ( społecznych), więc zbyt mało umiem, a już kwestię radzenia zostawiam mądrzejszym i bardziej światowym ode mnie. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:59 ninek04 napisała: > Racz mi wybaczyć, o panie, moje nieobycie. Nie jestem taktowną panienką dobryc > h obyczajów, bo zwyczajnie wywodzę się z nizin ( społecznych), więc zbyt mało > umiem, a już kwestię radzenia zostawiam mądrzejszym i bardziej światowym ode m > nie. Proteinowy w ten sposób radzi sobie ze swoim pochodzeniem:)) Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:12 > Proteinowy w ten sposób radzi sobie ze swoim pochodzeniem:)) Ej Zawle, Zawle. Czytaj kontekst zanim skomentujesz. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:18 proteinowy.na.chwile napisał: > Ej Zawle, Zawle. Czytaj kontekst zanim skomentujesz. Rozwinięcie dla proteinowego. Proteinowy wznosi się na wyżyny tak wysokie że śmiertelnik głowy nie podnosi bo tam same chmury i majestat. Stąd jego ton, zadania które wyznacza, błędy które wskazuje, wskazówki które rozdaje. Tak radzi sobie z własnym pochodzeniem. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:53 > Rozwinięcie dla proteinowego. Słabo. Jezeli, widzisz jakies wyżyny w tej sytuacji to nie umiesz czytać. Ninek zwróciła mi uwage, żebym nie doradzał Sabatowi bo costam, ja zorientowałem sie ze faktycznie Sabat pewno nie chce tego czytać na publicznym forum. Wiec napisałem, ze nie powinienem doradzać bo doradzać trzeba umieć (jak krowie na miedzy: proteinowy nie umie). Ninek biedactwo znalazła jakiś pokręcony sposób zeby odebrać to jako wynoszenie sie (nie pytaj jak, ninkowa logika jest dla mnie zagadka nie pierwszy raz). Ale Ty? Zeby dla odrobiny przyjemności bycia zołza zaryzykować okazanie sie niekumatą? Swoja droga jezeli sprawia Ci przyjemność publiczne dłubanie w cudzych kompleksach to jasne, mam cały wór. Ale nie akurat ten. Przeszedłem od gnoju do "gwiazd" i bez cienia fałszywej skromności cieszę sie z tego. Słabo. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 10:15 proteinowy.na.chwile napisał: > Słabo. > > Jezeli, widzisz jakies wyżyny w tej sytuacji to nie umiesz czytać. Ninek zwróci > ła mi uwage, żebym nie doradzał Sabatowi bo costam, ja zorientowałem sie ze fak > tycznie Sabat pewno nie chce tego czytać na publicznym forum. Wiec napisałem, z > e nie powinienem doradzać bo doradzać trzeba umieć (jak krowie na miedzy: prote > inowy nie umie). Ninek biedactwo znalazła jakiś pokręcony sposób zeby odebrać t > o jako wynoszenie sie (nie pytaj jak, ninkowa logika jest dla mnie zagadka nie > pierwszy raz). Ale Ty? Zeby dla odrobiny przyjemności bycia zołza zaryzykować > okazanie sie niekumatą? Swoja droga jezeli sprawia Ci przyjemność publiczne dłu > banie w cudzych kompleksach to jasne, mam cały wór. Ale nie akurat ten. Przesze > dłem od gnoju do "gwiazd" i bez cienia fałszywej skromności cieszę sie z tego. > > Słabo. Zaczynasz na słabo i kończysz na słabo:)) O tym właśnie mówię...ale jak już WIESZ, to pokrętna logika ninek;) Co do mnie...mogę okazać sie niekumatą, zołzą i kim tam chcesz. Mnie to nie dotyka. W przypadku innych nicków jestem zainteresowana, w twoim nie. Może przyjemność to za duże słowo. Jak wiesz, ludzie bywają różni. Jedni biegają z dłoniami gotowymi do smyrania, inni ze skalpelem. Większość ma to i to- zależy z kim ma do czynienia. W Twoim przypadku aż mnie ręce świerzbią żeby przeciąć tą nabrzmiałą kulę kontroli, planowania i realizacji w której gnijesz. Nie dobieram Ci zadowolenia z awansu społecznego. Zwracam uwagę tylko na fakt że niektóre sztywne strategie które dają sukces w jednej dziedzinie, w innej się nie sprawdzają. I że zapomniałeś o sobie w tym wszystkim. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 08:49 > W przypadku innych nicków jestem zainteresowana, w twoim nie. < Pare linijek niżej: > W Twoim przypadku aż mnie ręce świerzbią żeby przeciąć tą nabrzmiałą kulę kontroli, planowania i realizacji w której gnijesz. < Wiem. A u mnie, widzisz, słoneczko swieci, trawa nawet jakas zieleńsza, choc luty. Zona pęcznieje nadzieją. Dlatego zostawię Ci ten skalpel bez interakcji na kolejny miesiąc czy dwa. Ale dobre intencje doceniam. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 08:52 proteinowy.na.chwile napisał: > > Wiem. A u mnie, widzisz, słoneczko swieci, trawa nawet jakas zieleńsza, choc luty. Zona pęcznieje nadzieją. -------------- Tak trzymaj. Tu trawy nie widać bo śnieg i minus 7. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 19:53 proteinowy.na.chwile napisał >Chyba ze oprócz bycia zołza jest tez idiotka. < Idiotką w Twoim mniemaniu jest ta, która nie będzie chciała obedrzeć byłego do gołej skóry i pokazać mu, gdzie jego miejsce ( a gdzie tak właściwie?). To mamy w takim razie inne pojęcie co do znaczenia słowa idiotka. No ale Ty żyjesz w trochę innym świecie, stąd może te rozbieżności w sensie z(rozumienia). Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 18:55 sabat 3 napisał >Boje sie konsekwencji. Sa dla mnie nieciekawe.< Sabat, nie jesteś sam, pamiętaj o tym. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 12:13 ninek04 napisała: > Czy wraz z rozwiązaniem umowy ( świadomym jak piszesz) pretensje n > adal mogę mieć tylko do siebie,nie oczekując od ojca dzieci niczego,tylko biorą > c wszystko na swoją klatę? Bo sama jestem sobie winna? He, he zaczelo sie okolorozwodowe skakanie do gardel i przypomnialas sobie, ze jednak cos Ci sie nalezy z tytulu podpisanego papierka ? Juz sie znudzilo branie samemu na klate? Nie pekaj Ninek, papierek nic nie znaczy, tego sie trzymaj konsekwentnie. Robie popcorn. A już pomijając sprawy pa > pierka, czy nie papierka - nie odniosłas się konkretnie do pytań i kwestii, któ > re poruszylam wcześniej,fiksując się na papierku, który dla mnie nie ma najmnie > jszego znaczenia w dalszym ciągu. Przeciez Ci odpowiedzialam. Dla mnie papierek mial znczenie, wiec umowa obowiazywala obie strony, zarowno w zakresie praw jak i obowiazkow. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:01 mabelle2000 napisała: > ninek04 napisała: > > > Czy wraz z rozwiązaniem umowy ( świadomym jak piszesz) pretensje n > > adal mogę mieć tylko do siebie,nie oczekując od ojca dzieci niczego,tylko > biorą > > c wszystko na swoją klatę? Bo sama jestem sobie winna? > > He, he zaczelo sie okolorozwodowe skakanie do gardel i przypomnialas sobie, ze > jednak cos Ci sie nalezy z tytulu podpisanego papierka ? Juz sie znudzilo brani > e samemu na klate? Nie pekaj Ninek, papierek nic nie znaczy, tego sie trzymaj k > onsekwentnie. Robie popcorn. > Się wtrącę. Czy Ninek nie pisała i cały czas nie pisze nadal o obowiązkach ojca wobec dzieci? A to są sprawy niezależne od ślubu rodziców. Czy w ogóle ślub zmienił coś praktycznie w ich życiu i finansach? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:31 aandzia 43 napisała >Się wtrącę. Czy Ninek nie pisała i cały czas nie pisze nadal o obowiązkach ojca wobec dzieci? A to są sprawy niezależne od ślubu rodziców. Czy w ogóle ślub zmienił coś praktycznie w ich życiu i finansach?< No o tym cały czas piszę. Oficjalny papierek nic nie zmienił, to tylko taka umowna data i zmiana nazwy-od tej pory to się nazywało, że jesteśmy w związku małżeńskim, a przedtem mając już dzieci żyliśmy w konkubinacie. I oczywiście, że chodzi mi o umowę niepisaną, w momencie pojawienia się wspólnych dzieci, oczekiwałabym, że ojciec będzie się w jakimś stopniu wywiązywał,bo to są też jego dzieci. A on przestał już w trakcie trwania związku. Tyle razy już pisałam, że ja od niego nic nie chcę dla siebie i nigdy nie będę chcieć. Nie interesują mnie takie rzeczy, jak domaganie się czegoś dla siebie, bez względu na to, czy papierek był, czy go nie było. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:43 > No o tym cały czas piszę. Oficjalny papierek nic nie zmienił, to tylko taka umo > wna data i zmiana nazwy-od tej pory to się nazywało, że jesteśmy w związku małż > eńskim, a przedtem mając już dzieci żyliśmy w konkubinacie. I oczywiście, że ch > odzi mi o umowę niepisaną, w momencie pojawienia się wspólnych dzieci, oczekiwa > łabym, że ojciec będzie się w jakimś stopniu wywiązywał,bo to są też jego dziec > i. A on przestał już w trakcie trwania związku. To nie niepisana umowa między wami tylko obowiązki każdego z was wobec dzieci. Sprawa regulowana prawem polskim. Kiedy szarpniesz gościa o alimenty? Siłaczkom będem? Przypominam, że ze szkodą dla dzieci. Dzieci potrzebują kasy, a ta im się należy od ojca jak psu buda. Tyle razy już pisałam, że ja od > niego nic nie chcę dla siebie i nigdy nie będę chcieć. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 18:39 aandzia43 napisała: > > > No o tym cały czas piszę. Oficjalny papierek nic nie zmienił, to tylko ta > ka umowna data i zmiana nazwy-od tej pory to się nazywało, że jesteśmy w związk > u małżeńskim, a przedtem mając już dzieci żyliśmy w konkubinacie. I oczywiście, > że chodzi mi o umowę niepisaną, w momencie pojawienia się wspólnych dzieci, oc > zekiwa > > łabym, że ojciec będzie się w jakimś stopniu wywiązywał,bo to są też jego > dziec > > i. A on przestał już w trakcie trwania związku. > > To nie niepisana umowa między wami tylko obowiązki każdego z was wobec dzieci. > Sprawa regulowana prawem polskim. Kiedy szarpniesz gościa o alimenty? Siłaczkom > będem? Przypominam, że ze szkodą dla dzieci. Dzieci potrzebują kasy, a ta im s > ię należy od ojca jak psu buda. > tak jest. O alimenty się postaraj czym prędzej. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 19:14 bgz 0702 napisała >aandzia43 napisała: > > > No o tym cały czas piszę. Oficjalny papierek nic nie zmienił, to tylko ta > ka umowna data i zmiana nazwy-od tej pory to się nazywało, że jesteśmy w związk > u małżeńskim, a przedtem mając już dzieci żyliśmy w konkubinacie. I oczywiście, > że chodzi mi o umowę niepisaną, w momencie pojawienia się wspólnych dzieci, oc > zekiwa > > łabym, że ojciec będzie się w jakimś stopniu wywiązywał,bo to są też jego > dziec > > i. A on przestał już w trakcie trwania związku. > > To nie niepisana umowa między wami tylko obowiązki każdego z was wobec dzieci. > Sprawa regulowana prawem polskim. Kiedy szarpniesz gościa o alimenty? Siłaczkom > będem? Przypominam, że ze szkodą dla dzieci. Dzieci potrzebują kasy, a ta im s > ię należy od ojca jak psu buda. > >tak jest. O alimenty się postaraj czym prędzej.< Mam to w planach, tylko muszę zarobić na adwokata ;) Bo z tego, co wiem, on łatwo nie odpuści i nie popuści, to taka cwańsza sztuka z niego, chociaż ja chciałabym bez wywlekania brudów i w miarę kulturalnie zakończyć sprawę i liczę na to, że będzie to możliwe. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:06 > ieci. > > Sprawa regulowana prawem polskim. Kiedy szarpniesz gościa o alimenty? Sił > aczkom > > będem? Przypominam, że ze szkodą dla dzieci. Dzieci potrzebują kasy, a ta > im s > > ię należy od ojca jak psu buda. > > > >tak jest. O alimenty się postaraj czym prędzej.< > > Mam to w planach, tylko muszę zarobić na adwokata ;) Bo z tego, co wiem, on łat > wo nie odpuści i nie popuści, to taka cwańsza sztuka z niego, chociaż ja chciał > abym bez wywlekania brudów i w miarę kulturalnie zakończyć sprawę i liczę na to > , że będzie to możliwe. O alimenty złóż już teraz, jak najszybciej. Rozwód to oddzielna sprawa. Idź na forum rozwodowe np., tam ci poradzą. A poradę prawną da się uzyskać czasem za darmo. Taką na początek, zanim znajdziesz sobie adwokata za kasę. Jak masz zamiar zarobić na adwokata pracując sama na dwoje dzieci i wynajęcie kąta do mieszkania? No dobra, nie wtrącam się :-) Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:20 aandzia 43 napisała >O alimenty złóż już teraz, jak najszybciej. Rozwód to oddzielna sprawa. Idź na forum rozwodowe np., tam ci poradzą. A poradę prawną da się uzyskać czasem za darmo. Taką na początek, zanim znajdziesz sobie adwokata za kasę. Jak masz zamiar zarobić na adwokata pracując sama na dwoje dzieci i wynajęcie kąta do mieszkania? No dobra, nie wtrącam się :-)< Pocieszyła mnie znajoma ( z forum), która sama przeprowadziła swoją sprawę rozwodową i już na pierwszej rozprawie uzyskała rozwód za porozumieniem stron. Adwokat napisał jej tylko w sposób profesjonalny pozew, a resztą zajęła się ona, no i wszystko było odbyło się po jej myśli - bez pomocy adwokata uzyskała rozwód, alimenty na dziecko i spokój przede wszystkim. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:28 aandzia43 napisała: > O alimenty złóż już teraz, jak najszybciej. Rozwód to oddzielna sprawa. Idź na > forum rozwodowe np., tam ci poradzą. A poradę prawną da się uzyskać czasem za d > armo. Taką na początek, zanim znajdziesz sobie adwokata za kasę. Jak masz zamia > r zarobić na adwokata pracując sama na dwoje dzieci i wynajęcie kąta do mieszka > nia? No dobra, nie wtrącam się :-) Mogę pomóc. Poza tym lepiej alimenty ząłatwiać oddzielnie- krótsze terminy Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 21:56 zawle napisała >aandzia43 napisała: > O alimenty złóż już teraz, jak najszybciej. Rozwód to oddzielna sprawa. Idź na > forum rozwodowe np., tam ci poradzą. A poradę prawną da się uzyskać czasem za d > armo. Taką na początek, zanim znajdziesz sobie adwokata za kasę. Jak masz zamia > r zarobić na adwokata pracując sama na dwoje dzieci i wynajęcie kąta do mieszka > nia? No dobra, nie wtrącam się :-) >Mogę pomóc. Poza tym lepiej alimenty ząłatwiać oddzielnie- krótsze terminy< Zawle, jak zawsze uderz w stół.. ;)Ale Aandzi to chyba pomoc już niepotrzebna, bo od jakiegoś czasu szczęśliwie rozwiedziona? ;) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:02 ninek04 napisała: > zawle napisała > >aandzia43 napisała: > O alimenty złóż już teraz, jak najszybciej. Rozw > ód to oddzielna sprawa. Idź na > > forum rozwodowe np., tam ci poradzą. A poradę prawną da się uzyskać czase > m za d > > armo. Taką na początek, zanim znajdziesz sobie adwokata za kasę. Jak masz > zamia > > r zarobić na adwokata pracując sama na dwoje dzieci i wynajęcie kąta do m > ieszka > > nia? No dobra, nie wtrącam się :-) > > >Mogę pomóc. Poza tym lepiej alimenty ząłatwiać oddzielnie- krótsze terminy > < > > Zawle, jak zawsze uderz w stół.. ;)Ale Aandzi to chyba pomoc już niepotrzebna, > bo od jakiegoś czasu szczęśliwie rozwiedziona? ;) Ale Zawle pomoc proponowała tobie :-) Ja mam dorosłe od dawna dziecko, o czym Zawle wie i alimenty to nie mój problem. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 22:25 ninek04 napisała: > Zawle, jak zawsze uderz w stół.. ;)Ale Aandzi to chyba pomoc już niepotrzebna, > bo od jakiegoś czasu szczęśliwie rozwiedziona? ;) Tobie ninek proponowałam pomoc. Rozwiodłam się sama, alimentacyjną z alimentami wstecznymi też sama. Składałam skutecznie wnioski o alimenty z ustaleniem ojcostwa. Czasami pozew wraca z sądu do uzupełnienia,ale na razie mam wysoką skuteczność. Poza tym orientuję się w tym temacie, bo jestem pracownikiem sądu. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 23:09 zawle napisała >Tobie ninek proponowałam pomoc. Rozwiodłam się sama, alimentacyjną z alimentami wstecznymi też sama. Składałam skutecznie wnioski o alimenty z ustaleniem ojcostwa. Czasami pozew wraca z sądu do uzupełnienia,ale na razie mam wysoką skuteczność. Poza tym orientuję się w tym temacie, bo jestem pracownikiem sądu.< Dziękuję Zawle. To już zawsze coś, że ktoś znający się i kompetentny może podpowiedzieć, jak ugryźć temat.Fajnie, że otwarłaś furtkę, jeśli mogę to chętnie zapytam o kilka kwestii. Odpowiedz Link
zawle Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 13.02.17, 09:09 ninek04 napisała: > Dziękuję Zawle. To już zawsze coś, że ktoś znający się i kompetentny może podpo > wiedzieć, jak ugryźć temat.Fajnie, że otwarłaś furtkę, jeśli mogę to chętnie za > pytam o kilka kwestii. Dawaj na priv, jeśli masz pytania Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:44 ninek04 napisała: > No o tym cały czas piszę. Oficjalny papierek nic nie zmienił, to tylko taka umo > wna data i zmiana nazwy-od tej pory to się nazywało, że jesteśmy w związku małż > eńskim, a przedtem mając już dzieci żyliśmy w konkubinacie. Konkubinat nie daje takich praw jak zwiazek malzenski. Gdyby dawal, to nikt by zwiazkow malzenskich nie zawieral, bo i po co. Nie wiedzialas i znowu rzniesz glupa ? I oczywiście, że ch > odzi mi o umowę niepisaną, w momencie pojawienia się wspólnych dzieci, oczekiwa > łabym, że ojciec będzie się w jakimś stopniu wywiązywał,bo to są też jego dziec > i. A on przestał już w trakcie trwania związku. Tyle razy już pisałam, że ja od > niego nic nie chcę dla siebie i nigdy nie będę chcieć. Nie interesują mnie tak > ie rzeczy, jak domaganie się czegoś dla siebie, bez względu na to, czy papierek > był, czy go nie było. Trudno Ninek, jak sama powiedzialas, jak baba nie potrafi sie zabezpieczyc przed ciaza, to teraz musi ponosic konsekwencje, a nie kazac sie chlopu poczuwac. To Twoje slowa, juz zapomnialas co sama napisalas? Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:57 mabelle 2000 napisała >Konkubinat nie daje takich praw jak zwiazek malzenski. Gdyby dawal, to nikt by zwiazkow malzenskich nie zawieral, bo i po co. Nie wiedzialas i znowu rzniesz glupa ? < Wyłuszcz mi o jakie prawa Ci chodzi, bo mnie nie chodzi o żadne prawa, które wynikają z podpisania papierka, który to fakt był dla mnie zwykłą formalnościa jedynie,a nie nabyciem prawa do jakichś praw, o których piszesz i piszesz bez przerwy. Nie dociera do Ciebie, specjalnie nie czytasz, co piszę, bo naprawdę nie wiem jak inaczej mam mówić.?Więc po co mi piszesz, że znowu konkubinat nie daje praw - jakich praw? Skoro się żadnych praw nie domagam?? Nie roszczę sobie żadnych praw wynikających z zawarcia małżeństwa z wyjątkiem prawa do wspoluczestnicwa ojca w wychowywaniu i pomocy ( również finansowej) dla dzieci. Odpowiedz Link
sabat3 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 13:11 mabelle2000 napisała: > Przeciez Ci odpowiedzialam. Dla mnie papierek mial znczenie, wiec umowa obowiaz > ywala obie strony, zarowno w zakresie praw jak i obowiazkow. Mysle ze Ninek ma na mysli umowe niepisana, tj. wspolne posiadanie i wychowanie dzieci. Zeby Ci ulatwic zrozumienie, Mabelle, pozwol, ze wyluszcze prostymi slowami: Ninek wyniosla sie od meza, ktory zostal sam na wlosciach i od tego momentu sie do niczego "nie poczuwa". Tzn Ninek finansuje calkowicie siebie i dzieci, a jej "jeszcze maz" ma na nich (ja i dzieci) wyjebane. Chociaz, o ile mi wiadomo, byloby go stac, zeby sie poczuwac. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 05:37 sabat3 napisał: Zeby Ci ulatwic zrozumienie, Mabelle, pozwol, ze wyluszcze prostymi slowami: > Ninek wyniosla sie od meza, ktory zostal sam na wlosciach i od tego momentu sie > do niczego "nie poczuwa". Tzn Ninek finansuje calkowicie siebie i dzieci, a je > j "jeszcze maz" ma na nich (ja i dzieci) wyjebane. Chociaz, o ile mi wiadomo, b > yloby go stac, zeby sie poczuwac. Ja bym mu oddala jedno dziecko 'bierz sobie i sobie je wychowuj i jestesmy rozliczeni'. Wtedy jest sprawiedliwe. Nie musi nic dawac, nie musi sie wtracac. Kazdy z jednym dzieckiem idzie w swoja strone, ne potrzeba sie sadzic o alimenty. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 06:53 hello-kitty2 napisała: > Ja bym mu oddala jedno dziecko 'bierz sobie i sobie je wychowuj i jestesmy rozl > iczeni'. Wtedy jest sprawiedliwe. Nie musi nic dawac, nie musi sie wtracac. Kaz > dy z jednym dzieckiem idzie w swoja strone, ne potrzeba sie sadzic o alimenty. Dobra myśl. A jak to jest parka, to można każde dziecko przerąbać wzdłuż na pół i tymi połówkami się podzielić. Każde ze skonfliktowanych małżonków będzie mieć pół chłopaczka i pół dziewczynki. Odpowiedz Link
ninek04 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 07:04 hello -kitty2 napisała >Ja bym mu oddala jedno dziecko 'bierz sobie i sobie je wychowuj i jestesmy rozliczeni'. Wtedy jest sprawiedliwe. Nie musi nic dawac, nie musi sie wtracac. Kazdy z jednym dzieckiem idzie w swoja strone, ne potrzeba sie sadzic o alimenty.< Żartujesz , bo chyba nie na poważnie to mówisz? Dzieci jako element " majątku ", porozdzielane w ramach sprawiedliwego podziału i rozliczenia kosztów między rodzicami? I wszystko gra? No tak to się nie da. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 08:17 ninek04 napisała: > Żartujesz , bo chyba nie na poważnie to mówisz? Dzieci jako element " majątku " > , porozdzielane w ramach sprawiedliwego podziału i rozliczenia kosztów między r > odzicami? I wszystko gra? No tak to się nie da. NIe element wspolnego majatku, tylko element wspolnej odpowiedzialnosci, o ktora walczysz/zamierzasz walczyc. Jezeli chlop po rozstaniu uznal, ze 'nie ma dzieci', no to niech ma. Nie rozumiem dlaczego to kobieta musi ponosic odpowiedzialnosc za dzieci, to ona musi cos zrobic zeby sobie poradzic. Skad taki model/stereotyp, ze dzieci sa jej. Od razu sie zalacza: glupia, ze w ogole rodzila, glupia, ze sie nie wyskrobala przy drugim, bo przy jednym by jej bylo lzej. Czy to nie jest tak, jak z tym sprzataniem u Kag: dlaczego mowi sie, ze chlop ma pomagac babce przy sprzataniu? A czy to jest JEJ sprzatanie? A wez ty sobie i posprzataj sam, to twoj balagan i analogicznie: a wez ty sobie i wychowuj sam, to twoj 'balagan'. Odpowiedz Link
urquhart Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 09:08 hello-kitty2 napisała: > NIe element wspolnego majatku, tylko element wspolnej odpowiedzialnosci, o ktor > a walczysz/zamierzasz walczyc. Jezeli chlop po rozstaniu uznal, ze 'nie ma dzie > ci', no to niech ma. Nie rozumiem dlaczego to kobieta musi ponosic odpowiedzi > nosc za dzieci, to ona musi cos zrobic zeby sobie poradzic. Skad taki model/ste > reotyp, ze dzieci sa jej. Od razu sie zalacza: glupia, ze w ogole rodzila, glup Ty Kitty nie bardzo potrafisz się wczuć w estrogenowe koleżanki z jednej płci nic a nic. Dla tych co ich celem małżeństwa jest mieć dzieci i środki na ich utrzymanie. Wtedy podział rodzeństwa jest podziałem majątku, doroblu i celu ich małżeńśtwa, a nie odpowiedzialności. W USA, Kanadzie gdzie naprzemienna opieka czy podział sądowy rodzeństwa jest normą, piszą wprost że celem takiego orzecznictwa to że w tych miejscach jest najmniej rozwodów i konfliktów małżeńskich i skłania to rodziców do innego nastawienia, większych kompromisów i zaangażowania, naprawiania związku (czytaj głównie kobiety bo one najwięcej tracą bo bardziej zależy im na bliskości z dziećmi) na takim a dobrem narządzanym jest żeby dzieci wychowywały się z obojgiem rodziców. Wypisz wymaluj sytacja Sabata. U nas dobrem nadrzędnym jest żeby nie rozdzielać rodzeństwa, ale kolega z pracy co miał taką sprawę i ma podzielony podział opieki, opowiadał że zdarza się czasem jak u niego że córka wini matkę za rozpad i staje po stronie ojca, syn identyfikuje sie z matką i w takich przypadkach w Polsce też sądy orzekają podział opieki nad rodzeństwem. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 09:32 My tu gadu gadu a u Sabata może się odbywa jakiś straszliwy dramat. W kwestii dzieci nie przypominam sobie, żeby Sabat rozważał wzięcie jednego, dwojga, czy naprzemienna opiekę. Poruszał kwestię kasy na dzieci i zubożenia. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 11:59 marek.zak1 napisał: > My tu gadu gadu a u Sabata może się odbywa jakiś straszliwy dramat. > W kwestii dzieci nie przypominam sobie, żeby Sabat rozważał wzięcie jednego, dw > ojga, czy naprzemienna opiekę. Poruszał kwestię kasy na dzieci i zubożenia. Nie odbywa się, bo żona rano odchorowała coś i biegała do WC, a przed 9 poszła do pracy :P Poza tym to nie jest dobry dzień, jak wspomniano. Mam pomysł co jej (i sobie) zaproponować: Zanim się rozwiedziemy, przez 2-3 miesiące możemy zrobić sobie taką quasi separację. Przekonamy się oboje jak sobie radzimy z problemami codzienności, żyjąc każde na własną rękę. Bez żadnych formalnych konsekwencji na razie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 12:18 Wroc, glupi pomysl. Przeciez ona moze to potraktowac jako probe naprawy czegos, co juz sie rozpadlo. Ja tego nie chce. Nonsens. Musi byc woz albo przewoz. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 12:20 Wszystko przez moj brak odwagi. Kurwa, trzeba sie zdecydowac :( Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 13:17 " Nonsens. Musi byc woz albo przewoz. " No jasne, że tak. Żadne tam środki przejściowe. Ona nie może myśleć, że znowu se pogadasz, pogadasz i rozejdzie się po kościach. Znajdź moment w ciągu dnia, gdy akurat nikt się nie śpieszy do WC lub do pracy i spokojnie , ale wyraźnie powiedz, że zamierzasz wnieść pozew o rozwód i że w związku z tym chciałbyś porozmawiać o kwestiach organizacyjnych. Tyle na początek, bo co potem, to zależy od reakcji drugiej strony. PS. Oczywiście to wszystko pod warunkiem, że faktycznie jesteś zdecydowany. Bo wiesz, jak powiesz A, to może się okazać, że żona dopowie resztę alfabetu w tempie, które Cię zaskoczy i odwrotu nie będzie. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 12:20 sabat3 napisał: > Mam pomysł co jej (i sobie) zaproponować: > Zanim się rozwiedziemy, przez 2-3 miesiące możemy zrobić sobie taką quasi separację. Przekonamy się oboje jak sobie radzimy z problemami codzienności, żyjąc każde na własną rękę. > Bez żadnych formalnych konsekwencji na razie. ----------------------------------- Sabat, jak ona Ci odpowiedziala? Zdecyduj sie na cos. Nie mozna rozwodzic sie na probe, bez zadnych konsekwencji, na razie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 12:37 marek.zak1 napisał: > Sabat, jak ona Ci odpowiedziala? Zdecyduj sie na cos. Nie mozna rozwodzic sie n > a probe, bez zadnych konsekwencji, na razie. Masz racje, trzeba byc mezczyzna. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:15 Są ludzie świetni w konceptualizacji zagadnień dobrych związków, którym wszakże nie idzie w praktyce. Są tacy na odwrót. I są jeszcze całkiem inne konfiguracje - pamiętajmy że zawsze ktoś musi znaleźć się na topie drabinki, więc nawet wśród debili ktoś zostanie mistrzem świata. Można mieć duże szczęście i małe szczęście. Sabatowi życzę szczęścia dziś. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:20 Pozdrawiam również inne wielkie osobowości forum. Pozdrawiam Bitch! Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 19:32 ludlo napisał(a): > Pozdrawiam również inne wielkie osobowości forum. Pozdrawiam Bitch! Również pozdrawiam, choć przyznam, że nie rozwijam drzewka i nie śledzę tej dyskusji. Rozumiem że zostałam zaliczona do jakiegoś grona, nie wiem czy w kontekście szyderczym jest wzmiankowana ta "wielkość", czy zamysł był pochlebny? Ciężko mi się do tego odnieść rozumicie. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 23:42 Wszystko w porządku!, intencje szlachetne, szyderstwa niecenione. Po prostu czytałem Cię w różnych wątkach ostatnio i czasem mi się bardzo podobało:) Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 16.02.17, 11:59 ludlo napisał(a): > Wszystko w porządku!, intencje szlachetne, szyderstwa niecenione. > Po prostu czytałem Cię w różnych wątkach ostatnio i czasem mi się bardzo podoba > ło:) Powiedz jeszcze o tej wielkości. To mój ulubiony fragment. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 16.02.17, 12:16 that.bitch.is.sick napisała: > ludlo napisał(a): > > > Wszystko w porządku!, intencje szlachetne, szyderstwa niecenione. > > Po prostu czytałem Cię w różnych wątkach ostatnio i czasem mi się bardzo > podoba > > ło:) > > Powiedz jeszcze o tej wielkości. To mój ulubiony fragment. Ja lubię widzieć cudaków, oryginałów, indywidualistów na forach, im więcej tym lepiej, lubię czytać teksty których nie spodziewałbym się w sensie właśnie ich oryginalności w zestawieniu z mainstreamem świata. Tomasz Stańko - warto posłuchać licznych wywiadów z nim na YouTube bo to wartościowy umysł - mawia że lubi desperados. Jeśli chodzi o jakąś Twoją specyfikę w tym towarzystwie oryginałów to jest właśnie wielka i wydaje mi się, jeśli chciałabyś wiedzieć, że ewoluuje w dobrym kierunku, takiej rosnącej dojrzałości, bo tego kierunku potrzeba oryginałom bardziej niż eskalacji oryginalności. Hej!:) Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 16.02.17, 12:42 ludlo napisał(a): > that.bitch.is.sick napisała: > > > > > Ja lubię widzieć cudaków, oryginałów, indywidualistów na forach, im więcej tym > lepiej, lubię czytać teksty których nie spodziewałbym się w sensie właśnie ich > oryginalności w zestawieniu z mainstreamem świata. Tomasz Stańko - warto posłuc > hać licznych wywiadów z nim na YouTube bo to wartościowy umysł - mawia że lubi > desperados. Jeśli chodzi o jakąś Twoją specyfikę w tym towarzystwie oryginałów > to jest właśnie wielka i wydaje mi się, jeśli chciałabyś wiedzieć, że ewoluuje > w dobrym kierunku, takiej rosnącej dojrzałości, bo tego kierunku potrzeba orygi > nałom bardziej niż eskalacji oryginalności. Hej!:) Miało być o wielkości a skończyło na cudaczności. Wyczuwam tu zamiary wychowawcze. Bezrobotny nauczyciel z zerówki przed emeryturą? Wychowasz nas w stronę dojrzalszego mainstreamu? Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 16.02.17, 12:56 that.bitch.is.sick napisała: > > Miało być o wielkości a skończyło na cudaczności. Wyczuwam tu zamiary wychowawc > ze. Bezrobotny nauczyciel z zerówki przed emeryturą? Wychowasz nas w stronę doj > rzalszego mainstreamu? Oh my goodness! Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 16.02.17, 13:29 ludlo napisał(a): > Oh my goodness! ...or, perhaps, "oh her badness, herself" ;) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:24 ludlo napisał(a): > Są ludzie świetni w konceptualizacji zagadnień dobrych związków, którym wszakże nie idzie w praktyce. -------------------- Ważne jest też szkolenie i wiedza. Obecnie zastanawiam się nad wyborem kursu. mam kilka możliwości: Coaching for peak performance, Leadership o people, Leading teams. Negotiation skills, Dzisiaj moja żona mi powiedziała, że jakość naszego związku w ostatnich latach bardzo wzrosła. Wiążę to z kursami, w dziedzinie zarządzania jakie ukończyłem i z wiedzą, jaką posiadłem. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:34 marek.zak1 napisał: > ludlo napisał(a): > > > Są ludzie świetni w konceptualizacji zagadnień dobrych związków, którym w > szakże nie idzie w praktyce. > -------------------- > Ważne jest też szkolenie i wiedza. Obecnie zastanawiam się nad wyborem kursu. m > am kilka możliwości: > Coaching for peak performance, > Leadership o people, > Leading teams. > Negotiation skills, > > Dzisiaj moja żona mi powiedziała, że jakość naszego związku w ostatnich latach > bardzo wzrosła. Wiążę to z kursami, w dziedzinie zarządzania jakie ukończyłem i > z wiedzą, jaką posiadłem. > Jestem zdania, że o ile sama praca zawodowa - kariera może często negatywnie wpłynąć na związek małżeński, choćby ze względu na napięcia w ogólnym budżecie uwagi, cierpliwości i odporności na przykrości i stres człowieka, to sama wiedza i doświadczenie z kariery przywódczej w instytucjach innych niż małżeńska absolutnie pomaga błyszczeć w związku! Pomaga rzekłem, nie gwarantuje. Generalnie chodzi o poznanie siebie, rozwinięcie swoich talentów i unikanie aktywności w których talentu nam brakuje. Jest to trudne z wielu powodów. Ale wykonalne. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:40 Wracając na chwilę do teoretyki forów czy for - najlepiej być na forach gdzie jest wiele, podkreślam wiele, indywidualności ciekawych i wartościowych, aktywnych, piszących często, ponieważ tylko na takim forum w pewien sposób wybitny autor nie będzie się nadmiernie wyróżniał, a nadmierne wyróżnianie się na jakimkolwiek forum grozi nękaniem przez średnią forum - za niską. Czyli tylko fora o wysokiej średniej cech pożądanych. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:47 ludlo napisał(a): > Jestem zdania, że o ile sama praca zawodowa - kariera może często negatywnie wpłynąć na związek małżeński, choćby ze względu na napięcia w ogólnym budżecie uwagi, cierpliwości i odporności na przykrości i stres człowieka, to sama wiedza i doświadczenie z kariery przywódczej w instytucjach innych niż małżeńska absolutnie pomaga błyszczeć w związku! Pomaga rzekłem, nie gwarantuje. Generalnie chodzi o poznanie siebie, rozwinięcie swoich talentów i unikanie aktywności w których talentu nam brakuje. Jest to trudne z wielu powodów. Ale wykonalne. ---------------------- Zgadzam się, ale tu nie chodzi i zbędne błyszczenie. Widzę zalety w skuteczności i realizacji zamierzeń, planów. W przypadku trudnej sytuacji Sabata, wydaje mi się, że wiedza z dziedziny negocjacji byłaby bardzo pomocna w rozmowach z żoną. Takie profesjonalne podejście. Rodzina jest teamem, a zarządzanie teamem nie jest proste. Tu potrzebna jest wiedza, której w szkołach nie uczą. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:54 Masz rację, wyrazu błyszczeć użyłem jakby zbyt dwuznacznie niestety, ale nie chodziło mi o blichtr powierzchowności, chodziło mi o światło wydobywające się z istoty sprawy... Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:01 Ale, ale - ważniejsza rzecz. Czyli piszesz, że do nirwany związkowej zbliżyliście się w ocenie żony ostatnio, a więc po wielu dekadach rozwoju wspólnoty. I może to jest - teraz czerpię ze swoich doświadczeń - ważny element układanki. Nie chcę bardzo anal-izować, ale zwykle mamy model: dobrze lub b. dobrze na początku - gorzej w środku trwania związku - dobrze lub b. dobrze w ostatniej fazie. I teraz związki które zaczęły się od b. dobrze, a nie przetrzymały fazy gorzej, nigdy nie dotrwały do zebrania słodkich owoców wytrwałości, która w każdym rozsądnie wybranym przedsięwzięciu popłaci (w nierozsądnie to wprost przeciwnie). Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:09 ludlo napisał(a): > Ale, ale - ważniejsza rzecz. Czyli piszesz, że do nirwany związkowej zbliżyliście się w ocenie żony ostatnio, a więc po wielu dekadach rozwoju wspólnoty. I może to jest - teraz czerpię ze swoich doświadczeń - ważny element układanki. Nie chcę bardzo anal-izować, ale zwykle mamy model: dobrze lub b. dobrze na początku - gorzej w środku trwania związku - dobrze lub b. dobrze w ostatniej fazie. ------- Ta pierwsza faza, i trzecia też, to jakby wakacje a ta w środku z dziećmi, wychowaniem, zapieprzem to tzw hard work. a mało kto to lubi i wielu nie przetrzymuje. Rola managera w fazie wakacyjnej też jest inna niż w fazie drugiej, bo tam sa określone cele i trzeba członków teamu motywować do ich osiągania. Tu potrzebna jest ta wiedza managerska albo duży talent. Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:21 marek.zak1 napisał: > ludlo napisał(a): > > > Ale, ale - ważniejsza rzecz. Czyli piszesz, że do nirwany związkowej zbli > żyliście się w ocenie żony ostatnio, a więc po wielu dekadach rozwoju wspólnoty > . I może to jest - teraz czerpię ze swoich doświadczeń - ważny element układank > i. Nie chcę bardzo anal-izować, ale zwykle mamy model: dobrze lub b. dobrze na > początku - gorzej w środku trwania związku - dobrze lub b. dobrze w ostatniej > fazie. > ------- > Ta pierwsza faza, i trzecia też, to jakby wakacje a ta w środku z dziećmi, wych > owaniem, zapieprzem to tzw hard work. a mało kto to lubi i wielu nie przetrzymu > je. > Rola managera w fazie wakacyjnej też jest inna niż w fazie drugiej, bo tam sa o > kreślone cele i trzeba członków teamu motywować do ich osiągania. Tu potrzebna > jest ta wiedza managerska albo duży talent. Ha ha! Podoba mi się ja opisałeś fazy - tak!. Pamiętam jak ożeniwszy się popadłem w pesymizm (co do fazy środkowej oczywiście, a o końcowej jeszcze nie myślałem) i wyznałem najlepszemu przyjacielowi, że nie jestem dobrej myśli ponieważ wydaje mi się że nadaję się świetnie na chłopaka, nie na męża ha ha. I miałem jakoś statystycznie rację patrząc teraz, czułem siebie, swoją nieadekwatność małżeńską wg reguł czasu i miejsca. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 14:17 > Zanim się rozwiedziemy, przez 2-3 miesiące IMO - słuchaj koleżanek. Zbierz forsę i papiery. Zabezpiecz dach nad głowa. Potem z najlepszym kumplem/kumpela ktorzy mieli doświadczenia w paskudnych rozwodach przećwicz warianty. Wypytaj Zawle, skoro sie zna. Dopiero pozniej zaczynaj "musimy porozmawiac". Od momentu "musimy porozmawiac" czas zaczyna zapierdalac jak w Matrixie, rozmowa nigdy nie układa sie jak planowałes, 15 minut po rozpoczęciu mozesz juz mieć do czynienia z innym trybem Sabacicy. I nie ma juz pozniej "cofnij" ani "na próbę". Jezeli lubisz fabuły to porównanie z "czarnymi oceanami" Dukaja. Główny bohater wie, ze za moment zaczną do niego strzelać. Ma taka techniczna opcje, zeby sobie wrzucić skrypt (Barysznikow) ktory w krytycznym momencie zautomatyzuje mu ruchy tak zeby dotrzeć na z góry upatrzoną pozycje. To na wypadek, jakby sie zakrztusił, potknął, załzawił, urwało mu rączkę czy nóżkę. Moment "0", rusza biegiem i bierze udział w sytuacji niemal jak widz. Z góry przygotowane zasoby i scenariusze dają Ci tego typu przewagę w trudnej rozmowie, kontrolujesz sytuacje. Jezeli wybór momentu rozpoczęcia tez jest w Twoich rękach - masz miażdżącą przewagę. Z mojego doświadczenia nawet taki drobiazg jak wybór czy robić to przy kawie czy przy piwie czy po dużym posiłku moze popchnąć rozmowę w kompletnie innym kierunku. Efekt motyla :) To oczywiscie z kącika paranoika, miej na uwadze. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 14:28 proteinowy.na.chwile napisał: > Dopiero pozniej zaczynaj "musimy porozmawiac". Od momentu "musimy porozmawiac" czas zaczyna zapierdalac jak w Matrixie, rozmowa nigdy nie układa sie jak planowałes, 15 minut po rozpoczęciu mozesz juz mieć do czynienia z innym trybem Sabacicy. --------------------- Tak jest, tryb ,,zalatwie drania". Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 14:49 sabat 3 napisał >Mam pomysł co jej (i sobie) zaproponować: Zanim się rozwiedziemy, przez 2-3 miesiące możemy zrobić sobie taką quasi separację. Przekonamy się oboje jak sobie radzimy z problemami codzienności, żyjąc każde na własną rękę. Bez żadnych formalnych konsekwencji na razie.< Nie, to głupi pomysł, jak sam zauważyłeś wcześniej.Najważniejsza kwestia to Twoje wewnętrzne przekonanie i zdecydowanie, że chcesz to zrobić, że chcesz się rozstać, że nie ma sensu ciągnąć tego wózka we dwoje. Jeśli nie masz w sobie tego przekonania, bo obawa, strach, niepewność co do skutków bierze górę, to nie ma co wychodzić z propozycją rozstania czy rozwodu. Bo to nic nie da Tobie, a jej da dodatkowe karty do rozdawania już tylko przez nią. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:40 Tak mysle, ze rzecz nie jest w rozmowach, tylko wlozeniu takiej pracy, by osiagnac stan, kiedy rozmowy stana sie zwykla formalnoscia. Powinienem sjupic sie na podbiesieniu mojego statusu materialnego, bo wszystko o to sie rozbija. Nie prowadzic rozmow o niczym, tylko zaczac inrensywny trening. Skoro wchodzi w rachube w zasadzie tylko wyjazd za granice, to moze osiagniecie takich kompetencji jezykowych, ktore umozliwia swobodna rozmowe? Myslalem, ze moge polaczyc przyjemne z pozytecznym i sprobowac pisania moich opowiadan po angielsku. W razie czego mozecie korygowac (sporo tego bedzie) bo moj anfielski to "kali chciec banana". Ale trening czyni mistrza. Ja wierze bardziej w prace niz zawracanie Wisly kijem. Tak jak z odchudzaniem - udalo mi sie, to uda sie i z jezykiem. A potem szukac pracy przez siec i wyjechac. Osiagnac to np. w ciagu jednego roku. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:54 Sorry za literowki, pisze na przerwie w pracy ;) Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:32 Beata rozwiodła się po 50-tce. Tutaj wywiad dla telewizji amerykańskiej - wywiad rozkręca się od 7. minuty www.youtube.com/watch?v=QEp9aO_THjo Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:37 Ciekawa obserwacja psychosocjologiczna w tym wywiadzie Beaty - pod koniec ona mówi że ta piosenka wywołuje zawsze wielki odzew na koncertach nie w Polsce tylko w Ameryce: www.youtube.com/watch?v=ecrRmpsHFsA Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 19:51 Już nie przesadzaj, że tylko posiadając artstokratyczny akcent będziesz w stanie znaleźć pracę za granicą, ilu ludzi wyjechało z mierną albo zerową prawie znajomością języka i doskonale sobie radzą. Więc nie ma co się za bardzo spinać w tym temacie. Trzeba w miarę poukładać sobie wszystko w głowie, być świadomym, że decydując się na zmiany nie będzie lekko, że pod pewnymi względami będzie gorzej, trudniej,chujowo wręcz, mniej komfortowo, mniej wygodniej i pewniej, ale to nie znaczy, że nie warto,że się nie da, nie uda. Bo warto, cholernie nawet warto. Jak nie spróbujesz, to będziesz dreptał w miejscu i wyklinał w duchu na swój los. A nie tędy droga. Zauważ też, że jeśli dzieci zostają z matką, to ojciec z automatu zyskuje o niebo więcej wolnego czasu, niż dotychczas i jeśli tylko jest się zdrowym, sprawnym, no i odpowiedzialnym ( ha ha) to czas ten można spożytkować na znalezienie dodatkowej pracy i podreperowanie finansów, no niestety nikt nie mówił, że wolność nic nie kosztuje i uda się ją wywalczyć całkiem bezboleśnie. No nie da się, ale próbować trzeba. Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:05 ninek04 napisała: > Już nie przesadzaj, że tylko posiadając artstokratyczny akcent będziesz w stani > e znaleźć pracę za granicą, ilu ludzi wyjechało z mierną albo zerową prawie zna > jomością języka i doskonale sobie radzą. Więc nie ma co się za bardzo spinać w > tym temacie. > Trzeba w miarę poukładać sobie wszystko w głowie, być świadomym, że decydując s > ię na zmiany nie będzie lekko, że pod pewnymi względami będzie gorzej, trudnie > j,chujowo wręcz, mniej komfortowo, mniej wygodniej i pewniej, ale to nie znaczy > , że nie warto,że się nie da, nie uda. Bo warto, cholernie nawet warto. Jak nie > spróbujesz, to będziesz dreptał w miejscu i wyklinał w duchu na swój los. A ni > e tędy droga. Z tym że roczne zawiasy są:)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:30 zawle napisała >Z tym że roczne zawiasy są:))< Może jak się ma znajomości w sądzie to udałoby się uniknąć ;)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:18 zawle napisała: > Z tym że roczne zawiasy są:)) A za co? Od kiedy rozwod to przestepstwo? Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:20 Od kiedy można odroczyć karę:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:22 zawle napisała: > Od kiedy można odroczyć karę:)) Acha, o to chodzi. Powiem ci, ze ja juz mam taki stan umyslu, ze za chwile bede lecial przed siebie, nie patrzac gdzie. Az ludzie w pracy pytaja co sie ze mna dzieje... Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:02 sabat3 napisał: > Acha, o to chodzi. Powiem ci, ze ja juz mam taki stan umyslu, ze za chwile bede > lecial przed siebie, nie patrzac gdzie. Az ludzie w pracy pytaja co sie ze mna > dzieje... Sabat..ty się najpierw całkiem serio zastanów czy chcesz się rozwodzić. Po drugie zastanów się jak mogłaby wyglądać najlepsza opcja z tym co masz. Nie że pojedziesz do anglii ( bilety kosztują różnie...w mało uczęszczanych sezonach koło 130 zł w jedną). Tylko z tym co masz. Czyli opcja realna na dzisiaj. Co do rozwodu....czasami czeka się latami, aż przychodzi drobnostka i wiesz że już kurwa więcej nie zniesiesz. Nikt Cię tu nie pogania. Tylko nie gadaj że się nie da. Da się. W tej chwili się da. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:16 zawle napisała: Po drug > ie zastanów się jak mogłaby wyglądać najlepsza opcja z tym co masz. Nie że poje > dziesz do anglii ( bilety kosztują różnie...w mało uczęszczanych sezonach koło > 130 zł w jedną). Tylko z tym co masz. > Czyli opcja realna na dzisiaj. Nie rozumiem. Masz na mysli dochod i majatek? Nie wiem do czego to odniesc, mozesz jasniej? > Co do rozwodu....czasami czeka się latami, aż przychodzi drobnostka i wiesz że > już kurwa więcej nie zniesiesz. Nikt Cię tu nie pogania. Tylko nie gadaj że się > nie da. Da się. W tej chwili się da. No pewnie, wszystko sie da. Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:36 sabat3 napisał: > Nie rozumiem. Masz na mysli dochod i majatek? Nie wiem do czego to odniesc, moz > esz jasniej? Do tego czym dysponujesz dzisiaj. Dzisiaj masz stałą pracę i wspólne z żoną mieszkanie. Chcesz tam zostać, czy stać Cię na to, żeby się wyprowadzić? Ile możesz płacić alimentów? W jakim zakresie podzielicie opiekę nad dziećmi. Jeśli będziecie się nimi zajmować w miarę równo, wtedy masz obowiązek w połowie zabezpieczyć ich finanse ( drugą połowę żona). Chcesz płacić jak dotąd rachunki, czy dzielicie się po połowie? Kiedy masz mieć wolne, kiedy ona będzie mogła wychodzić. Warto skupić się na szczegółach, dopracować je a nie "jakoś to będzie". Zostaw jej furtkę, nie stawiaj pod ścianą. Rozmawialiście o rozwodzie- czas chyba wrócić do tematu. Nie że podjąłeś decyzję. I nigdy, przenigdy nie przyznawaj się do żadnych romansów. Ja na twoim miejscu do czasu uzyskania rozwodu zawiesiłabym randkowanie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:39 zawle napisała: > Ja na twoim miejscu do czasu uzyskania rozwodu zawiesiłabym > randkowanie. A to dlaczego? Nonsens. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:51 sabat3 napisał: > zawle napisała: > > > Ja na twoim miejscu do czasu uzyskania rozwodu zawiesiłabym randkowanie. > > A to dlaczego? Nonsens. ------------ Dokładnie. Randkuj się nie rozwódź. Enjoy life. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:04 marek.zak1 napisał: > Enjoy life. ... as long as you can ;) Oddac sprawiedliwosci - rady Zawle sa dobre, ale troche niedostosowane do konkretnej sytuacji. Niezly schemat, ale tu nie zadziala. To bez znaczenia ile mi zasadza alimentow, na kogo i jak sad orzeknie o winie. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:19 "To bez znaczenia ile mi zasadza alimentow, na kogo i jak sad orzeknie o winie" Przepraszam, ale jak to nie ma znaczenia? No chyba ma zasadnicze? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:25 > Oddac sprawiedliwosci - rady Zawle sa dobre, ale troche niedostosowane do konkr > etnej sytuacji. Niezly schemat, ale tu nie zadziala. > To bez znaczenia ile mi zasadza alimentow, na kogo i jak sad orzeknie o winie. Oczywiście wiesz, że pierdolisz? ;-) Nie.żebym cię.nie.rozumiała - mam w sobie niezmierzone pokłady autodestrukcji i uporczywie, cyklicznie i jeżąc włos na głowach postronnych strzelam sobie w kolano. Czasem nawet dość widowiskowo. No to sobie postrzelajmy ;-) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:33 aandzia43 napisała: > Oczywiście wiesz, że pierdolisz? ;-) Nie. W wypadku niewypłacalności wielkość długu jest bez znaczenia. Może być nawet milion. Co to zmienia? Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:44 "Nie. W wypadku niewypłacalności wielkość długu jest bez znaczenia. Może być nawet milion. Co to zmienia? " Ty to jesteś taki człowiek, co nie widzi myszy, tylko jej olbrzymi cień na ścianie... Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:55 rekreativa napisała: > Ty to jesteś taki człowiek, co nie widzi myszy, tylko jej olbrzymi cień na ścia > nie... Spróbuj przeprowadzić obliczenia. To proste. Bo stawiać bezpodstawne zarzuty jest łatwo. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:25 A ile kosztuje bilet z Anglii do Polski i z powrotem? Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:50 sabat 3 napisał >A ile kosztuje bilet z Anglii do Polski i z powrotem?< A nie lepiej na Cypr? Urqu pewnie się orientuje ;) A do Anglii, im wcześniej zabukujesz tym taniej, jak utrafisz w promocję to nie są to duże kwoty. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:56 Poza tym Anglia w czasach Brexitu to chyba nie za dobry kierunek. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:58 ninek04 napisała: > Poza tym Anglia w czasach Brexitu to chyba nie za dobry kierunek. True ;) Odpowiedz Link
ludlo Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 22:03 sabat3 14.02.17, 21:58 ninek04 napisała: > Poza tym Anglia w czasach Brexitu to chyba nie za dobry kierunek. True ;) _______________________________________________ Dzień dobry, słyszałem że u państwa Brexit, ale moja przyszła żona mieszka w Brytanii, więc nie mam wyboru:)) Poza tym - byle w Europie imho, do Ameryki tacy 100% Europejczycy jak Ty się na ogół nie nadają. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:57 ninek04 napisała: > A nie lepiej na Cypr? Urqu pewnie się orientuje ;) > A do Anglii, im wcześniej zabukujesz tym taniej, jak utrafisz w promocję to nie > są to duże kwoty. Na Cypr to by mnie nie wpuscili chyba ;) Z ta Anglia to orientacyjnie, przeciez Brexit jest. Jak juz to bym do Irlandii jechal, bo legalnie robote mozna znalezc i przebywac. A u Angoli cos czuje, ze za niedlugo nie bedzie juz sie dalo i beda wykopywac polish vermin. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 08:49 sabat3 napisał: Skoro wchodzi w rachu > be w zasadzie tylko wyjazd za granice, to moze osiagniecie takich kompetencji j > ezykowych, ktore umozliwia swobodna rozmowe? Myslalem, ze moge polaczyc przyjem > ne z pozytecznym i sprobowac pisania moich opowiadan po angielsku. W razie czeg > o mozecie korygowac (sporo tego bedzie) bo moj anfielski to "kali chciec banana > ". Ale trening czyni mistrza. Z opowiadaniami po angielsku to dalabym sobie spokoj, to jest awykonalne z poziomu 'kali chciec banana'. Ale skoro mowisz o umiejenosciach umozliwiajacych rozmowe, to tu pisz (mozesz wrzycac po polsku i ponizej po angielsku, jak Ci sie chce i nie chcesz nikogo wyaczac z rozmowy). Bedziesz mial wtedy zaledwie delikatny przedsmak jak to jest na obczyznie, gdy wszyscy sluchaja i sa zadni komunikacji tu i teraz ;) Tu i teraz mi pod wszystko pasuje. Zawsze sie zastanawiam czy krogowac innych czy nie. Moja najlepsza kumpela pasjami mawia do szefa 'Can we go TO home?'. Juz rok tego slucham i nie mam odwagi jej zwrocic uwagi. Z drugiej strony chcialabym bardzo zeby mnie poprawiano. Dotychczas poprawiaja mi wymowe ale nie jestem w stanie powtorzyc poprawnie niektorych glosek = nie da sie naprawic ;) Moze my tez skorzystamy, moze ja tez sie bede musiala wkrotce uczyc jezykow od podstaw. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 15:27 Taki offtopic jezykowy? Kurde, na portalu sa ludzie po filologii, a sporo osob klika z zagranicy. Wysypalbym sie jak kredki z tornistra pierwszoklasisty :) Z tymi opowiadaniami to faktycznie szalony pomysl, z rok bym musial z nosem w ksiazkach spedzic. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 16:59 "Wysypalbym sie jak kredki z tornistra pierwszoklasisty smile" Ale w jakim temacie miałbyś się wysypać? Przecież nie udajesz, że znasz biegle język. Mówisz wprost, że nie umiesz. A właśnie dlatego, że są tu ludzie, co znają i umieją i jeszcze wykazują ochotę, by Ci pomóc, to warto skorzystać. Na początek spróbuj posta skleić, ze słówników internetowych polecam bab.la Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 15:01 Urquhart napisał >U nas dobrem nadrzędnym jest żeby nie rozdzielać rodzeństwa, ale kolega z pracy co miał taką sprawę i ma podzielony podział opieki, opowiadał że zdarza się czasem jak u niego że córka wini matkę za rozpad i staje po stronie ojca, syn identyfikuje sie z matką i w takich przypadkach w Polsce też sądy orzekają podział opieki nad rodzeństwem.< A jak rodzeństwo jest ze sobą związane i więcej byłoby szkody z ich rozdzielenia, niż pożytku? To też opieka naprzemienna jest lepszą opcją? Już widzę to nastawianie dzieci przeciwko drugiemu rodzicowi, jeśli rozstanie nie było całkiem pokojowe, gdy rodzice już w trakcie trwania związku nie znosili się,stąd nie wierzę, że taki rodzic nie będzie umniejszał tego drugiego rodzica w oczach dziecka, z którym mieszka. Poza tym ilu jest takich ojców, którzy zdecydowaliby się na opiekę naprzemienną, w teorii to może ładnie wyglądać, ale po fakcie okazuje się, że wolność ( w tym od dzieci) bardzo im służy. Ty byś się zdecydował na taką formę opieki, albo Twoja żona, no pomyśl, czy aby na pewno? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 16:07 > A jak rodzeństwo jest ze sobą związane i więcej byłoby szkody z ich rozdzieleni > a, niż pożytku? To też opieka naprzemienna jest lepszą opcją? Już widzę to na > stawianie dzieci przeciwko drugiemu rodzicowi, jeśli rozstanie nie było całkiem > pokojowe, gdy rodzice już w trakcie trwania związku nie znosili się,stąd nie w > ierzę, że taki rodzic nie będzie umniejszał tego drugiego rodzica w oczach dzie > cka, z którym mieszka. Poza tym ilu jest takich ojców, którzy zdecydowaliby się > na opiekę naprzemienną, w teorii to może ładnie wyglądać, ale po fakcie okazuj > e się, że wolność ( w tym od dzieci) bardzo im służy. Ty byś się zdecydował na > taką formę opieki, albo Twoja żona, no pomyśl, czy aby na pewno? Rola rodzeństwa w budowaniu poczucia bezpieczeńtwa i tożsamości została doceniona już kilkadziesiąt lat temu. Nie rozdziela się rodzeństw (do pewnego wieku) jeśli nie ma ważnych powodów. Na pewno nie z powodu złośliwości wobec ojców ;-) U moich znajomych było tak: starzy im się rozwiedli jak dzieciaki miały trochę ponad 10 lat. Ojcec zamieszkał z synem, córka z matką, ale ponieważ wszyscy mieszkali w jednym mieście i rodzice byli w miarę normalni na umyśle to dzieciaki krążyły między domami, wyjeżdżały na wakacje to z jednym, to z drugim rodzicem. Spoko rozwiązanie. Ale rozdzielać związane ze sobą przedszkolaki na zawsze to zbrodnia. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:18 Urquhart nawiąże >Ty Kitty nie bardzo potrafisz się wczuć w estrogenowe koleżanki z jednej płci nic a nic. Dla tych co ich celem małżeństwa jest mieć dzieci i środki na ich utrzymanie. Wtedy podział rodzeństwa jest podziałem majątku, doroblu i celu ich małżeńśtwa, a nie odpowiedzialności.< I jeszcze raz nawiążę, bo już nie mogę słuchać o tych estrogenowo -testosteronowych podziałach i gloryfikowaniu jednych, oskarżaniu za wszystko co złe drugich i śpiewaniu ciągle na jedną nutę, że jedynym celem kobiety jest mieć męża, dzieci i naciąganie go na koszty( podkreślam - koszty współuczestnicwa ojców w utrzymaniu ich własnych dzieci, nie matek, ale dzieci). Wracając już do mnie - wcale mnie nie piliło, żeby mieć dzieci, to on mnie namawiał, wcale nie zależało mi, żeby oficjalnie zawrzeć związek małżeński - to on nalegał, nie zależy mi na tym, żeby go oskubać i wydrzeć od niego nie wiadomo jakie pieniądze. Gdybym zarabiała kokosy i była ustawiona materialnie to w dupie bym miała środki na utrzymanie dzieci dawane przez niego. Rozumiesz? W dupie! jak dla mnie mógłby spierdolić na Cypr, czy gdzie indziej,i bawić się w lowelasa, byle bym go więcej nie musiała oglądać i słuchać. Ale realia są inne, dzieci są wspólne, to może podpowiedz mi skąd mam wziąć środki na utrzymanie dzieci, skoro tak gardłujesz, że to w zasadzie to jedyny mój cel, pazerstwo i jakaś chora żądza by dokopać temu biednemu, pokrzywdzonemu mężczyznie? Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 20:38 ninek04 napisała: skoro tak gardłujesz, że > to w zasadzie to jedyny mój cel, pazerstwo i jakaś chora żądza by dokopać temu > biednemu, pokrzywdzonemu mężczyznie? On ma takie nastawienie do siebie jako ojca/faceta/męża. Nie zabraniaj mu, nic to nie da. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:09 Gdybym zar > abiała kokosy i była ustawiona materialnie to w dupie bym miała środki na utrzy > manie dzieci dawane przez niego. Rozumiesz? W dupie! jak dla mnie mógłby spier > dolić na Cypr, czy gdzie indziej,i bawić się w lowelasa, byle bym go więcej nie > musiała oglądać i słuchać. Ale realia są inne, dzieci są wspólne, to może podp > owiedz mi skąd mam wziąć środki na utrzymanie dzieci, skoro tak gardłujesz, że > to w zasadzie to jedyny mój cel, pazerstwo i jakaś chora żądza by dokopać temu > biednemu, pokrzywdzonemu mężczyznie? Urqu ci powie żebyś się "zajęła swoją kariera zamiast koncentrować się.na złośliwym ściganiu faceta o kasę". Dobrze ci to zrobi na finanse i kobiecość, ty podla feministko. I abircjonistko ;-) Aaa, dzieci.. Oddaj dziadkom, wyslij do szkoły wojskowej z internatem, zresztą zrób z nimi co chcesz. Odpowiedz Link
zawle Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:18 Zakop w lesie:)) A najlepiej podstaw pod drzwi byłemu mężowi i udowodnij że masz jaja:)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:40 aandzia 43 napisała >Urqu ci powie żebyś się "zajęła swoją kariera zamiast koncentrować się.na złośliwym ściganiu faceta o kasę". Dobrze ci to zrobi na finanse i kobiecość, ty podla feministko. I abircjonistko ;-)< Tak, tak. W końcu brzuch jest mój i roszczę sobie prawa do decydowania, czy chcę go nosić, czy nie, to nie mogę potem wymagać od chłopa, żeby poczuwał się do odpowiedzialności za nie swój brzuch. Chronić poczęte bezbronne -to najwyższa odpowiedzalność! Późniejsza współuczestnicwo w wychowywaniu i utrzymaniu -to zwyczajna opresja i żądza pieniądza! ;) >iAaa, dzieci.. Oddaj dziadkom, wyslij do szkoły wojskowej z internatem, zresztą zrób z nimi co chcesz.< Wcześniej nie omieszkam rozdzielić, rzucę może monetą, albo zrobię wyliczankę - raz, dwa, trzy, wyjeżdżasz ty. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 21:20 ninek04 napisała: > Gdybym zar > abiała kokosy i była ustawiona materialnie to w dupie bym miała środki na utrzy > manie dzieci dawane przez niego. Rozumiesz? W dupie! jak dla mnie mógłby spier > dolić na Cypr, czy gdzie indziej,i bawić się w lowelasa, byle bym go więcej nie > musiała oglądać i słuchać. Ale realia są inne, dzieci są wspólne, to może podp > owiedz mi skąd mam wziąć środki na utrzymanie dzieci, skoro tak gardłujesz, że > to w zasadzie to jedyny mój cel, pazerstwo i jakaś chora żądza by dokopać temu > biednemu, pokrzywdzonemu mężczyznie? Moja zona moglaby napisac to samo... Moze bedzie mogla... :( Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:17 "Moja zona moglaby napisac to samo... Moze bedzie mogla... " Więc może tak rób, żeby nie musiała. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:28 rekreativa napisała: > "Moja zona moglaby napisac to samo... Moze bedzie mogla... " > > Więc może tak rób, żeby nie musiała. To co, nie rozwodzić się? :D Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:39 "To co, nie rozwodzić się?" Mnie to nie bawi. Mój stary spierdolił za granicę, a na dzieci płacił, jak mu się nostalgia włączała, czyli miedzy jedną a drugą babą, czyli rzadko. Dzisiaj żadne z jego pięciorga dorosłych dzieci nie ma ochoty go oglądać. Ja Cię lubię, wiesz o tym i życzę Ci dobrze, ale jak słyszę, że facet włącza tryb alijmenciarza, to mi się zaczyna żółć przelewać. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 14.02.17, 23:52 rekreativa napisała: > "To co, nie rozwodzić się?" > > Mnie to nie bawi. Mnie też nie. Mój stary spierdolił za granicę, a na dzieci płacił, jak mu s > ię nostalgia włączała, czyli miedzy jedną a drugą babą, czyli rzadko. Pytanie, dlaczego spierdolił? Dzisiaj ż > adne z jego pięciorga dorosłych dzieci nie ma ochoty go oglądać. Moi synowie też by nie chcieli mnie znać. Pewnie to czy bym płacił czy nie, miałoby marginalne znaczenie pod tym względem. Winny jest zawsze ten nieobecny. > Ja Cię lubię, wiesz o tym i życzę Ci dobrze, ale jak słyszę, że facet włącza tr > yb alijmenciarza, to mi się zaczyna żółć przelewać. Ale tak to jest skonstruowane! Co ja na to poradzę, że każdy mężczyzna jest potencjalnym alimenciarzem? Każdy jeden! Zmień wyroki sądów, niech mężczyźni biorą dzieci po rozwodzie, to kobiety będą tymi chujowymi alimenciarami. Myślisz, że by się w czymkolwiek różniły od mężczyzn? To jest system. Co Ty myślisz, że ci wszyscy faceci, którzy nie płacą robią to, bo tego chcą? Uparli się, pojebane chuje, żeby nie płacić? Narobili dzieci, a nie było ich stać, stąd brak forsy. Proste. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 00:11 Najzabawniejsze w tym wszystkim jak teraz Sabat z Ninkiem stoja na przeciwleglych koncach. Az sie nie chce tego wirujacego, wszechogarniajacego seksu, a Ninek-matka wysusza ja cholera. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 00:15 sabat 3 napisał >Narobili dzieci, a nie było ich stać, stąd brak forsy. Proste.< Nie zawsze jest takie proste. Bo są tacy, których byłoby stać ( i nie mam na myśli bogaczy), ale odmawiając płacenia chcą dalej sprawować kontrolę nad kobietą, z którą byli, a ścislej mówiąc - upokarzać i pokazywać jej miejsce w szeregu. I mają z tego satysfakcję, że są tacy cwani. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 00:25 "Pytanie, dlaczego spierdolił?" Bo miał taką ochotę. Nie, nie, żaden sąd, komornik i diabeł go nie gonił, bo moja matka nie wystąpiła oficjalnie o alimenty. Była umowa, że będzie przysyłał pieniądze. Matka uwierzyła na słowo, bo akurat ojciec nigdy skąpy nie był i jak z nami mieszkał, to pieniadze zarobione kladł na stół. No ale mu się odwidziało. "Co Ty myślisz, że ci wszyscy faceci, którzy nie płacą robią to, bo tego chcą? Uparli się, pojebane chuje, żeby nie płacić? " Nie, nie wszyscy, ale wielu nie płaci, bo nie chce, a nie, bo nie może. Mój przyjaciel przechodzi teraz przez rozwód jak z sennych koszmarów facetów z forum. I już mu się zaczyna ulewać i już napomina, że chuj, że przestanie płacić alimenty. Ja go przekonuję, żeby był w porządku w tej sprawie, ale nie wiem, czy mi się uda. W każdym razie jeśli on przestanie płacić, to z rozgoryczenia, z gniewu, z bezsilności, a nie dlatego, że go nie stać. Acha, mojego ojca też było stać. Tylko wolał wydawać na kochanki i podróże. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 00:32 sabat 3 napisał >Co Ty myślisz, że ci wszyscy faceci, którzy nie płacą robią to, bo tego chcą? Uparli się, pojebane chuje, żeby nie płacić? < Zawsze się można dogadać i zawsze będę wychodzić z założenia, że jest to możliwe, pod warunkiem że obie strony wykazują chęć rozmowy, porozumienia, dojścia do konsensusu.Bo tu nie chodzi o zrobienie z faceta gołodupca, nie wiem, jak można tego chcieć zresztą. Ale jak po jednej stronie masz betonową ścianę, głuchą na wszelkie próby rozmowy, złośliwą i zaciętą, do której kompletnie nic nie dociera, to jak się z kimś takim dogadać? Na jakiej płaszczyźnie szukać porozumienia, do kogo wychodzić z dobrymi intencjami, jak druga strona jest niezainteresowana? Odpowiedz Link
urquhart Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 08:07 > sabat 3 napisał > >Co Ty myślisz, że ci wszyscy faceci, którzy nie płacą robią to, bo tego ch > cą? Uparli się, pojebane chuje, żeby nie płacić? Przy okazji Kijowskiego który nie płaci była dyskusja publiczna w mediach że ma zasądzone typowe (mediana) Polskie alimenty 350 pln na dziecko czyli 700 na dwójkę. Typowa polska pensja to 1800 na rękę. Czyli jak jeszcze komornik potrąci za egzekucje zostaje mniej niż 1000 na życie i zapłacenie rachunków co nie wystarczy na życie w pojedynkę a sąd ma radę żeby wziąć następne etaty dla pojebanych "dłużników". (Ale wystarczy płacić jak lider cokolwiek symbolicznie żeby nie było można było go posadzić .) W UE i UK gdzie 90% facetów płaci są tabele lub procentowe, 15% netto na jedno dziecko 20% na dwa i więcej. I tryb im się nie załącza. Widzicie różnicę? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 10:36 urquhart napisał: > W UE i UK gdzie 90% facetów płaci są tabele lub procentowe, 15% netto na jedno > dziecko 20% na dwa i więcej. I tryb im się nie załącza. > Widzicie różnicę? Nooo...porównajmy. W UK płacą nieomal dokładnie tyle samo co w Polsce. Tyle że w funtach. Moja córa wynajmuje pokój w akademickim mieście za 300, je za 100 ( weganka). Powiedzmy że dorosłej osobie potrzeba 500 funtów 1300 zostaje. Odwrotne proporcje niż w Polsce. Dalej będziemy porównywać rzeczy których nie da się porównać? Urgu...ile "kosztuje" 1 sztuka Twojego dziecka? Ile na nie wydajecie? No i ten nieszczęsny Kijowski. Oszust, alimenciarz. Jednak dostał kredyt zaufania od wyborców. Jacy wyborcy takie oczekiwania. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 10:57 zawle napisała: > Powiedzmy że dorosłej osobie potrzeba 500 funtów 1300 zostaje. Ile? Jak pracowałem w banku, przyjeżdżali ludzie z brytyjskimi umowami, żeby brać kredyty. To był 2009-2010 rok. Zwykle widziałem na tych umowach kwoty poniżej 1000 funtów. Chociaż fakt, może Polacy tyle zarabiali, a Angole to inna kategoria jednak. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:05 urquhart napisał: > Przy okazji Kijowskiego który nie płaci była dyskusja publiczna w mediach że ma > zasądzone typowe (mediana) Polskie alimenty 350 pln na dziecko czyli 700 na dw > ójkę. Typowa polska pensja to 1800 na rękę. Czyli jak jeszcze komornik potrąci > za egzekucje zostaje mniej niż 1000 na życie i zapłacenie rachunków co nie wyst > arczy na życie w pojedynkę a sąd ma radę żeby wziąć następne etaty dla pojebany > ch "dłużników". To płacić zanim wejdzie komornik, nie będzie kosztów egzekucji. Może wystarczy na życie, jeśli przeprowadzisz się do przytułka dla bezdomnych? Albo zredukujesz oczekiwania i wynajmiesz pokój razem ze studentami, tak jak by trzeba zrobić w Londynie :) Lepiej z polskimi imprezowiczami niż z jakimiś pakisami w Lądku. Nie żebym rasizm siał, culture clashes, rozumisz ;D > (Ale wystarczy płacić jak lider cokolwiek symbolicznie żeby nie było można było > go posadzić .) Posadzić nie można, ale na pensje wejść - owszem. Wtedy płaci tak czy owak. > W UE i UK gdzie 90% facetów płaci są tabele lub procentowe, 15% netto na jedno > dziecko 20% na dwa i więcej. I tryb im się nie załącza. > Widzicie różnicę? Kitty mówiła o kwocie 1500 euro alimentów w Holandii? Czy źle pamiętam? Jesteś pewny tych danych, Urqu, czy to kolejny "cytat z Einsteina"? Chyba że koleś zarabiał 10k Euro miesięcznie, wtedy ok. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:12 Mieszkaj nadal w domu na dotychczasowych zasadach. Możesz też poszukać sobie następnej sabacicy z którą zamieszkasz. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:28 zawle napisała: > Mieszkaj nadal w domu na dotychczasowych zasadach. Możesz też poszukać sobie następnej sabacicy z którą zamieszkasz. --------------------- Dokladnie. Po co opuszczac cieply dom? Jak jakas nowa Sabacica sie zjawi i bedzie chetna, wtedy sie przeprowadzisz. Teraz niczego nie kombinuj. Wychodzisz i nie tlumacz sie dokad. Organizacyjnie podajesz godzine powrotu. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:31 marek.zak1 napisał: Wychodzisz i n > ie tlumacz sie dokad. Organizacyjnie podajesz godzine powrotu. Potem żona dowiaduje się o zdradzie, składa pozew z orzekaniem o winie, wywala w awanturze sabata- zdrajcę z domu. Cała rodzina i dzieci przeciwko. W życiu nie pójdę na kurs z zarządzania;) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:37 zawle napisała: > Potem żona dowiaduje się o zdradzie, składa pozew z orzekaniem o winie, wywala > w awanturze sabata- zdrajcę z domu. Cała rodzina i dzieci przeciwko. W życiu ni > e pójdę na kurs z zarządzania;) A to że moja zdrada była wywołana dekadą jej totalnego wyjebania na wspólne pożycie to przysłowiowy pies? Jak sąd usłyszy jak wyglądało w tym małżeństwie życie seksualne, to będzie miał niezły ubaw. Rodzina też usłyszy. Jak wojna atomowa, to wojna. I moje próby naprawiania, ględzenia, proszenia, łażenie z prośbami o terapię małżeńską, po których było trzaśnięcie drzwiami, poprzedzone prychnięciem kota? No i wtedy o rozwodzie kościelnym może zapomnieć. Zrobię wszystko, żeby go nie dostała. Nie mam zamiaru wywoływać wojny, ale jak do niej przyjdzie, to będę gryzł i drapał. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:40 sabat3 napisał: > A to że moja zdrada była wywołana dekadą jej totalnego wyjebania na wspólne poż > ycie to przysłowiowy pies? Jak sąd usłyszy jak wyglądało w tym małżeństwie życi > e seksualne, to będzie miał niezły ubaw. Rodzina też usłyszy. Jak wojna atomowa > , to wojna. I moje próby naprawiania, ględzenia, proszenia, łażenie z prośbami > o terapię małżeńską, po których było trzaśnięcie drzwiami, poprzedzone prychnię > ciem kota? Dokładnie pies. Miałam taki rozwód i milion innych argumentów poza "nie chciał mi dawać dupy". Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:44 zawle napisała: > Dokładnie pies. Miałam taki rozwód i milion innych argumentów poza "nie chciał > mi dawać dupy". Sąd orzekł o Twojej winie?? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:52 sabat3 napisał: > Sąd orzekł o Twojej winie?? Nie, mój mąż siedział cicho, bo wiedział że mam asa w rękawie. Mogłam go wsadzić do więzienia ujawniając jego przekręty ( w stosunku do mnie). Dla całej rodziny jego i mojej zostałam zdrajczynią. Mam to głęboko w dupie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:59 zawle napisała: > Nie, mój mąż siedział cicho, bo wiedział że mam asa w rękawie. Mogłam go wsadzi > ć do więzienia ujawniając jego przekręty ( w stosunku do mnie). Dla całej rodzi > ny jego i mojej zostałam zdrajczynią. Mam to głęboko w dupie. Aaaaa. E, to powiem Ci, że ja też mam - moim zdaniem asa w rękawie - ona chce rozwodu kościelnego, żeby mogła szukać "dobrego chrześcijanina" i moja współpraca mogłaby tu wydatnie pomóc. I boi się mówić głośno o "swoich prywatnych sprawach". Zapominasz że to "chrześcijanka" dbająca o wizerunek. Myślę, że wolałaby proces bez orzekania o winie, nawet gdyby moja zdrada się wydała. Mogę się mylić, ale wątpię. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:43 > Potem żona dowiaduje się o zdradzie, składa pozew z orzekaniem o winie, wywala > w awanturze sabata- zdrajcę z domu. Jakby sabat miał świadków ze robi awantury o brak pozycia fizycznego to przynamiej byłaby obopólna w orzeczeniu ... Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:49 zawle napisała: > marek.zak1 napisał: > Wychodzisz i n > > ie tlumacz sie dokad. Organizacyjnie podajesz godzine powrotu. > > Potem żona dowiaduje się o zdradzie, składa pozew z orzekaniem o winie, wywala w awanturze sabata- zdrajcę z domu. Cała rodzina i dzieci przeciwko. W życiu nie pójdę na kurs z zarządzania;). ---------------------------------- To Ci pomoge. Analiza: 1. Cel/priorytey 2. Sily i srodki, (analiza SWOT - strenghts, weaknessess, opportunities, threats) 3. Czas realizacji, 4. Zyski / Straty 5. Decyzja: tak / nie. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:31 zawle napisała: > Mieszkaj nadal w domu na dotychczasowych zasadach. Możesz też poszukać sobie na > stępnej sabacicy z którą zamieszkasz. Omawialiśmy to, żona stwierdziła, że nie będzie ze mną po rozmowie mieszkać jak "patologia" i prędzej sama się wyprowadzi, zabierając dzieci. Odpowiedziałem, że się nie zgadzam, by dzieci w takiej sytuacji szły na poniewierkę, mają swój pokój, łóżko piętrowe, które sami sobie wybrali, to jest ich miejsce zamieszkania. Ja bym mógł tak mieszkać, ale ona się unosi "honorem". Więc to ja musiałbym się wyprowadzić. Jak to sobie wyobrażasz, że ja się tłukę po pustych 50 metrach, a moje dzieci cisną się w jakiejś zimnej klitce z prusakami? Nie zniósłbym tej świadomości. No i moja rodzina by mnie zadziobała za takie kurewstwo. Oni mają tutaj swój dom, a jeśli matka zostaje przy nich, to niestety, ale to ja muszę wypierdalać. Tak to jest urządzone. I pewnie sąd miałby podobne zdanie. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:34 Ale skoro żona ma gdzie się wyprowadzić- niech idzie. Ty wynajmij te swoje 50 metrów, będziesz miał na alimenty. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:43 zawle napisała: > Ale skoro żona ma gdzie się wyprowadzić- niech idzie. Ty wynajmij te swoje 50 m > etrów, będziesz miał na alimenty. Mam wynająć własne mieszkanie, po to żeby wynająć mieszkanie od kogoś innego? Jaki to ma sens? Poza tym, do wynajmu potrzebny byłby jej podpis, o ile się nie mylę. Jest współwłaścicielem. Ewentualnie oboje możemy je wynająć i dzielić się zyskiem na pół. Ale - jeśli przyszły najemca przestanie płacić, to będziemy finansowo w dupie oboje, a jak będzie miał małe dziecko, to nikt go z lokalu nie wykurzy :) Mało to cwaniaków tak robi? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:50 Sabat, gdybyś był w 10% tak kreatywny w wymyślaniu co możesz zrobić, jak jesteś w wymyślani czego nie możesz zrobić to wierzyłabym w twój sukces. Daj se spokój. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:55 zawle napisała: > Sabat, gdybyś był w 10% tak kreatywny w wymyślaniu co możesz zrobić, jak jesteś > w wymyślani czego nie możesz zrobić to wierzyłabym w twój sukces. Daj se spokó > j. Ale ja potrzebuje konkretów, a nie "daj se spokój". Psychologii "weźmy wszyscy się za ręce, aby każdy sprzedał więcej" miałem wystarczająco w banku. Patrzę praktycznie, może coś mi umyka, więc potrzebuję podpowiedzi. Nikt mnie nie rozumie :( Wszyscy mówią o moim defetyzmie, a przecież ja jestem optymistą, lubię działanie, tylko że pragmatyczne, poparte jakimś konkretem. Można mnóstwo osiągnąć, ale mając sprecyzowane cele. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:14 "Wszyscy mówią o moim defetyzmie," Bo jesteś defetystą, kurczę, no. Chcesz konkretów, to masz: wynajmowałyśmy mieszkanie po babci przez 20 lat. Był samotny facet po rozwodzie, była pielegniarka z mężem, były dwie studentki, było małżeństwo z dzieckiem w wieku szkolnym. Żadnych dziwnych przypadków i sytuacji nie było, a wynajmowałyśmy bez kontraktu. Znam jeszcze dwie osoby, które wynajmują komuś własne lokale, też żadnych spektakularnych sytuacji rodem z telewizji. Ilu ludzi wynajmuje lokale, sabat? A ile się zdarza przyapdków telewizyjnych? Proporcje, sabat. Dlaczego Ty zakładasz, że Tobie się właśnie przytrafią wszystkie te rzeczy, które są najmniej prawdopodobne? Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:40 rekreativa napisała: > Bo jesteś defetystą, kurczę, no. > Chcesz konkretów, to masz: wynajmowałyśmy mieszkanie po babci przez 20 lat. Był > samotny facet po rozwodzie, była pielegniarka z mężem, były dwie studentki, by > ło małżeństwo z dzieckiem w wieku szkolnym. Żadnych dziwnych przypadków i sytua > cji nie było, a wynajmowałyśmy bez kontraktu. > Znam jeszcze dwie osoby, które wynajmują komuś własne lokale, też żadnych spekt > akularnych sytuacji rodem z telewizji. > Ilu ludzi wynajmuje lokale, sabat? A ile się zdarza przyapdków telewizyjnych? P > roporcje, sabat. > Dlaczego Ty zakładasz, że Tobie się właśnie przytrafią wszystkie te rzeczy, któ > re są najmniej prawdopodobne? Moja matka była parę lat pośrednikiem nieruchomości, nasłuchałem się o najmach. Pośrednicy generalnie unikają ich jak ognia, bo te umowy mają tendencję do robienia problemów. Równie bardzo jak mój defetyzm Tobie, mnie nie podoba mi się Twoje "u nic się nie stało, więc pewnie u Ciebie też nie będzie problemów". To tak nie działa. Najlepiej być z tym gdzieś po środku - nakręcać się do działania, ale mieć świadomość ryzyka. To jak z samochodem - ej, kupuj, przecież sprzedający mówi Ci, że nim tylko dziadek do kościoła jeździł, igła stan, ech - gupi sabat, nie wierzy na słowo. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 13:00 "Najlepiej być z tym gdzieś po środku - nakręcać się do działania, ale mieć świadomość ryzyka. " Ale Ty nie jestes pośrodku. Ty jesteś od razu tam, gdzie komornik, więzienie, klitka dzielona z pakolami na obczyźnie albo przytułek. Tymczasem prawdopodobny środek to jest taki, że się z zoną jednak uda dogadać i załatwić sprawy polubownie. Jak sam piszesz, fakt, że ona ceni sobie dyskrecje, że dba o pozory przed rodziną może zadziałać na Twoją korzyść. A co do mieszkania, to Ty decydujesz, komu wynajmiesz. To Ty się z tymi ludźmi spotkasz, porozmawiasz, to Ty ich ocenisz. Nikt Ci lokatora siłą wciskał nie będzie. Nikt Ci nie każe wynajmować somalijskim studentom, albo małżeństwom z trójką małych bachorów. Do tego dochodzi umowa, żeby się jeszcze bardziej zabezpieczyć. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:37 Rany, nie każdy musi być właścicielem i panem / panią na wlosciach. Różnie w życiu się układa, po prostu czasem trzeba założyć, że wynajmowanie i wiążąca się z tym "wędrówka ludów" jest najlepszą opcją z możliwych. A że niepewną i nie daną raz na zawsze - no to co w tym dziwnego? Akurat w danym momencie życia taki obrót sytuacji jest możliwy i konieczny i trzeba się cieszyć, że tak się ułożyło, a nie skuczeć, że to poniżej oczekiwań. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:23 > Mam wynająć własne mieszkanie, po to żeby wynająć mieszkanie od kogoś innego? Jaki to ma sens? < Ja tak robię teraz. Tak mi sie najbardziej opłaca. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:20 Dodam odnośnie tych "kolejnych etatów". Ciekawe jak ktoś, kto rozkłada palety w magazynie czy kopie rowy ma wziąć "dodatkowy etat". To może zrobić dziennikarz, działacz, umysłowy z pracą na akord, a nie osoba, która zapierdala fizycznie w robocie tak, że mu pot po jajach ścieka ciurkiem. Druga sprawa to czas. Ile można pracować w ciągu doby i jaki pracodawca zgodzi się dostosowywać grafik z jednej pracy do drugiej? Obecnie pracuję albo od 5 rano do 13, albo od 13 do 21. Jak zmieścić kolejny "etat" w coś takiego? A dojazdy z jednej roboty do drugiej? Widzę teoretycznie potencjał na dodatkowe pół etatu, ale nie mam bladego pojęcia jak tu coś wepchnąć, jakiej natury miałaby to być praca? Kasjer w McDonalds? Nie wiem czy na pół etatu dorobi się te 700 PLN. Dla niektórych to podstawowy dochód, bo są zatrudnieni na niepełne etaty, (jakieś sprzątaczki, techniczni, kasjerki) a w praktyce siedzą po 10-12 godzin i nikt im za to nie zapłaci. Pracując w banku regułą było zostawanie po godzinach 1,5-2h żeby wyrobić telefony, tylko trzeba było się wylogować z systemu informatycznego, zrobić końcowy wydruk transakcji i pod żadnym pozorem nie mogło być śladu Twojej obecności w nadgodzinach. Tak wyglądała praca dzień w dzień. No i jeszcze kwestia, skąd ten etat wziąć - w zeszłym roku przez cztery miesiące szukałem bezskutecznie pracy. Praca niby jest, ale w praktyce to wygląda tak, że idziesz na rozmowę to warunki są takie: otwierasz działalność, opłacasz sobie składki i łowisz nam klientów, a my Ci za to płacimy połowę z zysku. Opłaty za benzynę i telefon we własnym zakresie ;) To ma być praca? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:28 Z Tobą sabat jak z dzieckiem. A dorosłe życie sobie. Chcesz mieć wolność? To się rozwiedź. Chcesz żeby Ci nie spadł standard? To weź dodatkowy etat. Na każdą wygodę trzeba zarobić lub zrezygnować z innej. To jest dorosłe życie. Inni nie mają lepiej- nikt im nie daje za darmo. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:49 A mnie się wydaje, że jeśli jest taka potrzeba, to o zorganizowanie pracy trzeba się postarać i można i zawsze są jakieś możliwości. Gdyby w tym momencie nie ograniczały mnie dzieci to jestem chętna i gotowa do pracy po.12 godzin na dobę, czy więcej i krzywda by mi się nie działa. Co więcej, chwile na seks, relaks i swój czas wolny również by się znalazły w takim rozkładzie dni. W tym momencie mogę sobie pozwolić na wzięcie nadgodzin w niepełnym wymiarze godzin, ale jeśli tylko mam okazję, to biorę chętnie i bez narzekań, że jest mi ciężko,bo czasu wolnego zostaje tyle co na lekarstwo. Cieszę się, że idę w inne, nowe miejsce, gdzie mogę nabywać świeżych doświadczeń,mieć kontakt z zupełnie nowymi ludźmi i uczyć się czegoś nowego. I nie mówię, że jest łatwo, lekko i przyjemnie, bo też się muszę nachodzić i nalatać przez cały dzień,ale nie narzekam, wszystko da się pogodzić, poustawiać i przy okazji zarobić parę groszy więcej. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:07 ninek04 napisała: > A mnie się wydaje, że jeśli jest taka potrzeba, to o zorganizowanie pracy trzeb > a się postarać i można i zawsze są jakieś możliwości. Gdyby w tym momencie nie > ograniczały mnie dzieci to jestem chętna i gotowa do pracy po.12 godzin na dobę > , czy więcej i krzywda by mi się nie działa. Co więcej, chwile na seks, relaks > i swój czas wolny również by się znalazły w takim rozkładzie dni. W tym momenci > e mogę sobie pozwolić na wzięcie nadgodzin w niepełnym wymiarze godzin, ale jeś > li tylko mam okazję, to biorę chętnie i bez narzekań, że jest mi ciężko,bo czas > u wolnego zostaje tyle co na lekarstwo. Cieszę się, że idę w inne, nowe miejsce > , gdzie mogę nabywać świeżych doświadczeń,mieć kontakt z zupełnie nowymi ludźmi > i uczyć się czegoś nowego. I nie mówię, że jest łatwo, lekko i przyjemnie, bo > też się muszę nachodzić i nalatać przez cały dzień,ale nie narzekam, wszystko d > a się pogodzić, poustawiać i przy okazji zarobić parę groszy więcej. Ale ja nie narzekam, ze jest mi ciezko, tylko ze nie wiem gdzie szukac tej dodatkowej roboty. Wiem, niezaradny jestem. Przeciez podstawowego etatu szukalem cztery miesiace, ale jakos cwokow w okolicach czterdziestki co maja gole zarzadzanie nikt do roboty nie chce. Zmowa, kurde. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:43 sabat 3 napisał >Ale ja nie narzekam, ze jest mi ciezko, tylko ze nie wiem gdzie szukac tej dodatkowej roboty. Wiem, niezaradny jestem. >Przeciez podstawowego etatu szukalem cztery miesiace, ale jakos cwokow w okolicach czterdziestki co maja gole zarzadzanie nikt do roboty nie chce. Zmowa, kurde.< Nie piję do Ciebie konkretnie, tylko mówię o pewnego rodzaju nastawieniu i determinacji, że jak jest potrzeba, to musi się dać,bo człowiek wychodzi z siebie, żeby się dało, skoro potrzeba chwili ( często dłuższej) tego wymaga. Wiem, że w niektórych branżach może być łatwiej, w innych niekoniecznie, ale na początek warto imać się czegokolwiek, gdzie tylko okazja się nadarzy, nie przejmując się zbytnio brakiem czasu dla siebie, dla bliskich, niewyspaniem, byciem ciągle w biegu. Jak tak patrzę na siebie, to jestem teraz na etapie zaraz po skończeniu studiów, gdzie pracowałam na dwa etaty, by się trochę odkuć i dorobić. Jak widać na niewiele się to zdało, bo po kilkunastu latach powtarzam poprzedni etap, ale mrzonki dorobienia się są już daleko poza mną i nie tego chcę ;).Tu też taka refleksja się nasuwa, że nie można chcieć poprawy naszej sytuacji, przy jednoczesnym komforcie uniknięcia zmiany i wyzbycia się lęków. No nie da się.Poza tym człowiek w pewnym sensie zachowuje się jakby nie żył, tylko dopiero miał żyć, stąd to odwlekanie nieprzyjemnych spraw na później, nie teraz, tylko na kiedyś tam. A czy to kiedyś nastąpi i kiedy?Wiadomo to? Dlatego najważniejsze jest tu i teraz i życie chwilą i nic się w tej kwestii nie zmieni dla mnie :) Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:03 > Przeciez podstawowego etatu szukalem cztery miesiace, ale jakos cwokow w okolicach czterdziestki co maja gole zarzadzanie nikt do roboty nie chce. Zmowa, kurde. < Nie wiem czy Cie to pocieszy: jeden z moich lepszych kumpli w Polsce próbuje zwinąć firmę i sie zaczepić gdzies na etat - i kompletna klapa. Oprócz "zarządzania" firma czai DTP, 3D (modelowanie/animacja), web serwisy. Jedna z wielu firemek, ktora nigdy nie oderwała sie od ziemi. Czuje Twoj dół. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:25 proteinowy.na.chwile napisał: > Nie wiem czy Cie to pocieszy: jeden z moich lepszych kumpli w Polsce próbuje zw > inąć firmę i sie zaczepić gdzies na etat - i kompletna klapa. Oprócz "zarządzan > ia" firma czai DTP, 3D (modelowanie/animacja), web serwisy. Jedna z wielu firem > ek, ktora nigdy nie oderwała sie od ziemi. > > Czuje Twoj dół. Nie pociesza, ale ostatecznie przyczyna jest to, ze Polska lezy miedzy dwoma kolami mlynskimi - Niemcami i Rosja - jak to okreslil Rydz Smigly, od lat pelnilismy role ziarna. Jestesmy biedni i nie mamy na to wplywu jako kraj. Przynajmniej nie krotkofalowego wplywu - bo ta zmiana dokonac moglaby sie w przeciagu kilku pokolen. Moim zdaniem nie dokona sie, bo nastapi rozpad EU i wrocimy w orbite wplywow rosyjskich przy fatalnej sytuacji geopolitycznej. Ale mam nadzieje, ze chociaz strzelac za bardzo nie beda. Tak to juz jest. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:33 O UK konkretnie: Stawki zasadnicze Jesli twoj dochod netto przekracza 200 funtow tygodniowo, kwota alimentow jest wyliczana wedlug stawek zasadniczych. Wynosza one : 15 % twojego dochodu netto w przypadku jednego dziecka, 20 % - dla dwojga i 25 % - dla trojga dzieci. Jesli jednak w twojej nowej rodzinie dzieci mieszkaja z toba, kwota alimentow ulega obnizeniu : o 15% w przypadku jednego dziecka, o 20 % w przypadku dwojga i o 25 % w przypadku trojga dzieci. Wiedz, ze w pewnych okolicznosciach kwota alimentow moze zostac zmniejszona. Moze to nastapic, jesli splacasz kredyt hipoteczny zaciagniety na kupno domu, w ktorym mieszkaja twoje dzieci z ich matka, jesli placisz za szkole dzieci albo jesli przed r.1993 przekazales bylej zonie zasoby finansowe lub nieruchomosc w ramach ugody mowiacej o ustaniu wzajemnych roszczen. Ponadto, jesli dzieci nocuja u ciebie w ciagu tygodnia, kwota alimentow ulegnie obnizeniu. W przypadku jednego noclegu co tydzien bedzie to obnizka o 1/7 i moze ona rosnac az do polowy ustalonej kwoty, jesli dziecko mieszka przez polowe roku u ciebie. Stawki obnizone Mozesz osiagac tygodniowy dochod netto w wysokosci ponizej 200 funtow, ale wciaz powyzej 100 funtow. To kwalifikuje cie do wyliczenia alimentow wedlug obnizonych stawek. Wyliczenia moga byc dosc zlozone, ale sprowadzaja sie do kwoty 5 funtow tygodniowo plus okreslonej procentowo czesci twojego dochodu powyzej 100 funtow. Stawka zryczaltowana Jesli zarabiasz mniej niz 100 funtow tygodniowo albo utrzymujesz sie z zasilkow, bedziesz placil alimenty w kwocie zryczaltowanej w wysokosci 5 funtow tygodniowo na jedno dziecko ( co moze byc potracane z pobieranych przez ciebie zasilkow ). Rowniez jesli zamieszkujesz z osoba, ktora pobiera zasilki Income Support lub Jobseeker's Allowance, bedziesz placil alimenty w kwocie zryczaltowanej. polishcs.co.uk/index.php?option=com_content&view=article&id=84%3Aplacenie&catid=34%3Atata-w-szkocji&Itemid=60&lang=pl Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:39 Napisałeś się że hoho.....a jak to się ma do tematu? Że w UK utrzymasz dzieci za takie pieniądze + socjal a w Polsce nie. Tam gdzie pracuję dzieciaki płacą tylko za wsad do kotła. Bez robocizny, gazu, urządzeń. Zwykłe, zbilansowane jedzenie. Stawka to 11.50 co daje na samo jedzenie 350 zł przy żywieniu masowym ( taniej). To jedynie 70 funtów miesięcznie. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 11:56 > nie. Stawka to 11.50 co daje na samo jedzenie 350 zł przy żywieniu masowym ( ta > niej). To jedynie 70 funtów miesi Znajomy od firmy budowlanej narzekał ze nikt i niego nie chce robic legalnie z tychco nie wyjechali bo komornik zabiera od razu 3/5 i wyrzuca to tych ludzi na margines i wola nic nie robić. Jaki to ma sens? Chyba czasem zadstanawiasz sie nad motywowaniem tych z ktorymi pracujesz? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:00 A to do czego? Pytanie jak zmotywować alimenciarza żeby poszedł do dodatkowej pracy i nadal alimentów nie płacił? Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:06 Co domotywacji Zawle. Jak maja nowa babe to im sie chce robic na konkubine a a jak sam Przypomne co sama pisałaś: ...kobiety dla faceta są tym co dla kobiety dzieci....dla nich przeniosą góry. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:08 Wiem urgu. Nigdy w ten sposób o facetach nie myślałam wcześniej. Niestety tego w szkole nie uczą- kim jest mężczyzna. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 14:58 zawle napisała: > Wiem urgu. Nigdy w ten sposób o facetach nie myślałam wcześniej. Niestety tego > w szkole nie uczą- kim jest mężczyzna. Ani nie ucza kim jest kobieta jak juz przenosi te góry dla dzieci . Dlatego to Twoje podsumowanie nadaje sie na stopke żeby przypominac. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 16:55 urquhart napisał: > Ani nie ucza kim jest kobieta jak juz przenosi te góry dla dzieci . No tu się różnimy. Jak biorę psa, kota, dziecko do swojego domu to przysięgam mu opiekować się nim na dobre i na złe- bo słabe jest i rady sobie beze mnie nie da. Więc góry przeniosę żeby się z tego wywiązać. Ale nie wszystkie. I nie wszyscy faceci są tacy jak Ty. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 17:07 zawle napisała: > urquhart napisał: > > Ani nie ucza kim jest kobieta jak juz przenosi te góry dla dzieci . > > No tu się różnimy. Jak biorę psa, kota, dziecko do swojego domu to przysięgam m > u opiekować się nim na dobre i na złe- bo słabe jest i rady sobie beze mnie nie > da. Więc góry przeniosę żeby się z tego wywiązać. Ale nie wszystkie. I nie wsz > yscy faceci są tacy jak Ty. A to mniej więcej tak jak ja. Do konca. Nawet kota, który sika po kątach, robi raban w kociej społeczności i jest brzydki jak kupa jeża nie wyrzuciłam, bo kiedyś przyjęłam go pod swój dach, a poza mną nikt by go nie chciał. W ramach tej odpowiedzialności skłonna jestem usunąć ciążę, jeśli mam pewność lub poważne podejrzenia, że nie podołam (psychicznie, fizycznie czy jakkolwiek). Niektórzy tak mają, i kobiety, i mężczyźni. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 17:13 aandzia43 napisała: > A to mniej więcej tak jak ja. Do konca. Nawet kota, który sika po kątach, robi > raban w kociej społeczności i jest brzydki jak kupa jeża nie wyrzuciłam, bo kie > dyś przyjęłam go pod swój dach, a poza mną nikt by go nie chciał. W ramach tej > odpowiedzialności skłonna jestem usunąć ciążę, jeśli mam pewność lub poważne po > dejrzenia, że nie podołam (psychicznie, fizycznie czy jakkolwiek). Niektórzy ta > k mają, i kobiety, i mężczyźni. Takimi ludźmi się otaczam. Niewielu ich. Ale warto ich znaleźć. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 17:23 zawle napis > No tu się różnimy. Jak biorę psa, kota, dziecko do swojego domu to przysięgam m > u opiekować się nim na dobre i na złe- bo słabe jest i rady sobie beze mnie nie > da. Więc góry przeniosę żeby się z tego wywiązać. Ale nie wszystkie. I nie wsz > yscy faceci są tacy jak Roznimy się. Bo powtarzam tak działa nawet samica kury o ptasim mozdzku na macierzynkich hormonach i nie ma to u niej nic wspolnego z przysięgami czy odpowiedzialnością. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 17:28 urquhart napisał: > Roznimy się. Bo powtarzam tak działa nawet samica kury o ptasim mozdzku na maci > erzynkich hormonach i nie ma to u niej nic wspolnego z przysięgami czy odpowied > zialnością. Na serio? W Twoim świecie kury mają pod opieką psy?:))) Bo że samce gamma wkupują się w łaski żeby zamoczyć, podczas gdy do alfy samice same przychodzą bo oni troszczą się o stado to wiem:)) Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:12 > Na serio? W Twoim świecie kury mają pod opieką psy I koty nawet www.youtube.com/watch?v=0G1ouDxCIgo > ją się w łaski żeby zamoczyć, podczas gdy do alfy samice same przychodzą bo oni > troszczą się o stado to wiem:)) U samców instynkt ochrony stada generalnie pietnuje się jako rasizm, nacjonalizm i szowinizm Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:20 urquhart napisał: > > Na serio? W Twoim świecie kury mają pod opieką psy > > I koty nawet Ludzie z zapamiętaniem wstawiają takie filmiki na fb. Pokazała swój ciężarny brzuch szympansicy, foka bawi się z dzieckiem i tysiące innych. Uważają że zwierzęta są podobne do nas...takie ludzkie. Po czym mają w dupie swoje własne dzieci, mordują się na potęgę, zakładają psom foliówki na głowę i wrzucają do śmieci. To jak to jest urgu? Kim jesteśmy? > U samców instynkt ochrony stada generalnie pietnuje się jako rasizm, nacjonali > zm i szowinizm Znowu coś Ci się zlepiło. > > troszczą się o stado to wiem:)) > > U samców instynkt ochrony stada generalnie pietnuje się jako rasizm, nacjonali > zm i szowinizm Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:49 > Ludzie z zapamiętaniem wstawiają takie filmiki na fb. Pokazała swój ciężarny br > zuch szympansicy, foka bawi się z dzieckiem i tysiące innych. Uważają że zwierz Ludzie nie chca słyszeć że hormony determinuja ich zachowanie jak samic do opieki a samcow do agresji, co latwo badac i zauważyć u najdurniejszych zwierząt . Irytuje mnie wmawianie sobie i innym z wyższością ze to jakas mądrość czy większa odpowiedzialność Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:56 urquhart napisał: > > Ludzie z zapamiętaniem wstawiają takie filmiki na fb. Pokazała swój cięża > rny br > > zuch szympansicy, foka bawi się z dzieckiem i tysiące innych. Uważają że > zwierz > > Ludzie nie chca słyszeć że hormony determinuja ich zachowanie jak samic do opie > ki a samcow do agresji, co latwo badac i zauważyć u najdurniejszych zwierząt . > Irytuje mnie wmawianie sobie i innym z wyższością ze to jakas mądrość czy więks > za odpowiedzialność A o sublimacji popędów słyszał? Czy nie chcesz słyszeć o takim zjawisku podnoszącym człowieka płci żeńskiej ponad poziom gniazdującej kury, a męskiej ponad poziom napierdalającego każdego wymalowanego w inne plemienne wzorki? Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:42 Urquhart napisał >U samców instynkt ochrony stada generalnie pietnuje się jako rasizm, nacjonalizm i szowinizm< No i jesteśmy w domu. Więcej nie musisz tłumaczyć, wiadomo o co chodzi. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 17:38 urquhart napisał: > zawle napis > > No tu się różnimy. Jak biorę psa, kota, dziecko do swojego domu to przysi > ęgam m > > u opiekować się nim na dobre i na złe- bo słabe jest i rady sobie beze mn > ie nie > > da. Więc góry przeniosę żeby się z tego wywiązać. Ale nie wszystkie. I ni > e wsz > > yscy faceci są tacy jak > > Roznimy się. Bo powtarzam tak działa nawet samica kury o ptasim mozdzku na maci > erzynkich hormonach i nie ma to u niej nic wspolnego z przysięgami czy odpowied > zialnością. Umniejszasz, przemilczasz to, co istotne i usiłujesz sprowadzić do parteru to, co niewygodnie burzy ci obraz kobiety jako jednostki niezdolnej do czegoś poza odpieluszkowym zapaleniem mózgu. I ja, i Zawle mówimy o ODPOWIEDZIALNOŚCI, czy cię się to podoba czy nie. Za stado, za grupę, za Rodzinę. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 18:54 zawle napisała >No tu się różnimy. Jak biorę psa, kota, dziecko do swojego domu to przysięgam mu opiekować się nim na dobre i na złe- bo słabe jest i rady sobie beze mnie nie da. Więc góry przeniosę żeby się z tego wywiązać. Ale nie wszystkie. I nie wszyscy faceci są tacy jak Ty.> No też mi się tak wydaje. Zależne, słabsze, niesamodzielne istoty, które wzięłam pod swój dach ( w przypadku zwierząt), czy dzieci, na które się zdecydowałam będą mieć moją opiekę, troskę i zaangażowanie dopóki starczy mi sił. To jest ludzkie, wydaje mi się, a nie kobiece, czy ( niemęskie) akurat. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:09 > No też mi się tak wydaje. Zależne, słabsze, niesamodzielne istoty, które wzięła > m pod swój dach ( w przypadku zwierząt), czy dzieci, na które się zdecydowałam > będą mieć moją opiekę, troskę i zaangażowanie dopóki starczy mi sił. To jest l > udzkie, wydaje mi się, a nie kobiece, czy ( niemęskie) akurat. Wydaje się . Samice zwierzat wszelakich na prolaktynie adoptuja wszystko co nieporadne jak leci jezeli tylko zaakceptuja na początku co ludzie wrzucaja na yutuba jako "mądrosc" zwierzat. Co ma przeciez także swoją ciemną stronę jako pielegnowanie tej nieporadnosci która gratyfikuje gadzi mózg u samicy. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:23 Urquhart napisał >Co ma przeciez także swoją ciemną stronę jako pielegnowanie tej nieporadnosci która gratyfikuje gadzi mózg u samicy.< No chyba nie o to chodzi. Dzieci są nieporadne do pewnego etapu i jeśli tę nieporadność i zależność się w nich zaszczepia, pielęgnuje, podając wszystko na tacy, chroniąc, drżąc o ich każdy przejaw samodzielności, nie zachęcając do samodzielności, nie odkrywając ciekawości świata, życia, bycia gotowym do wyznań,ale i równocześnie zaznajamiac z niebezpieczeństwami to daremny trud i troska - wtedy jest ryzyko, że dzieci nie odkleją się od nas do końca życia. A tego bym nie chciała jako matka -chcę wspierać i być blisko w sensie emocjonalnym, ale nie chciałabym trzymać je na pasku ciągłej zależności, czy nieporadnosci. Na to się na pewno nie piszę. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:36 > dy jest ryzyko, że dzieci nie odkleją się od nas do końca życia. A tego bym nie > chciała jako matka -chcę wspierać i być blisko w sensie emocjonalnym, ale nie > chciałabym trzymać je na pasku ciągłej zależności, czy nieporadnosci. Na to się > na pewno nie piszę. Ninek, Urqu nie chce zajarzyć, że kobiety czasem wskakują na wyższy level sublimując popędy czy wręcz czerpiąc z instynktów innych niż opiekuńcze. Świat by mu się zawalil ;-) Swoją drogą nie byłoby dla mnie większej klęski niż niesamodzielne dziecko, które nigdy nie odejdzie z domu. Chore fizycznie czy psychicznie. Lubię wysyłać w świat. Zwierzęta też :-) Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:41 aandzia43 napisała: > Swoją drogą nie byłoby dla mnie większej klęski niż niesamodzielne dziecko, któ > re nigdy nie odejdzie z domu. Chore fizycznie czy psychicznie. To tragedia a nie klęska. Z tym też czasami trzeba się zmierzyć. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:31 urquhart napisał: > Wydaje się . > Samice zwierzat wszelakich na prolaktynie adoptuja wszystko co nieporadne jak l > eci jezeli tylko zaakceptuja na początku co ludzie wrzucaja na yutuba jako "mąd > rosc" zwierzat. > Co ma przeciez także swoją ciemną stronę jako pielegnowanie tej nieporadnosci k > tóra gratyfikuje gadzi mózg u samicy. Nie wszystkie kobiety są jak twoja żona urgu. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:40 Czyzby? A twoj syn to przypadkiem nie wykazuje deficytu odpowiedzialnosci wrabiajac cię w rolę babci? Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:53 urquhart napisał: > Czyzby? A twoj syn to przypadkiem nie wykazuje deficytu odpowiedzialnosci wrabi > ajac cię w rolę babci? Nikt nie ma takiej mocy sprawczej żeby mnie w coś wrobić. Tego zdajesz się nie łapać. I jak dotąd nawet moim przełożonym nigdy się to nie udało. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:44 urquhart napisał: > Co domotywacji Zawle. Jak maja nowa babe to im sie chce robic na konkubine a a > jak sam Czasem tak, czasem nie, bo jak chłop po przejściach ma trochę rozumu to nie bierze sobie na garb kobity która nie umie zarobić na siebie. Bez względu na jego stosunek do potomstwa z poprzedniego związku. Niestety, ludzie gupie som. I jeszcze jedno: mam wrażenie, że recydywa w głupocie, olewanie swoich dzieci i pchanie kasy w nową kobietę (i czasem w jej dzieci) jest jedną z przyczyn kiepskiej sytuacji starych mężczyzn. Biedy, bezdomności, braku wsparcia ze strony rodziny. Bo jaką oni mają rodzinę? Dzieci nie chcąz nimi gadaća tym bardziej pomagać (dokąd sąd nie nakaże), nowe związki czasem wypalą czasem nie, dzieci konkubin zazwyczaj mają przydupasów mamusi głęboko w dupi. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:52 aandzia43 napisała: > Czasem tak, czasem nie, bo jak chłop po przejściach ma trochę rozumu to nie bie > rze sobie na garb kobity która nie umie zarobić na siebie. Bez względu na jeg > o stosunek do potomstwa z poprzedniego związku. Niestety, ludzie gupie som. > I jeszcze jedno: mam wrażenie, że recydywa w głupocie, olewanie swoich dzieci i > pchanie kasy w nową kobietę (i czasem w jej dzieci) jest jedną z przyczyn kiep > skiej sytuacji starych mężczyzn. Biedy, bezdomności, braku wsparcia ze strony r > odziny. Bo jaką oni mają rodzinę? Dzieci nie chcąz nimi gadaća tym bardziej pom > agać (dokąd sąd nie nakaże), nowe związki czasem wypalą czasem nie, dzieci konk > ubin zazwyczaj mają przydupasów mamusi głęboko w dupi. Dlatego nie uważam, żeby było rozsądne odchodzenie "do kogoś". Odejść trzeba dla samego siebie. Nikogo więcej swoją biedą i nędzą nie obarczać. A temat związków, konkubinatu traktować na odległość. Nie angażować się finansowo czy lokalowo. Jest - to jest, nie ma - to nie ma. Najgłupsze co można zrobić, to uwierzyć, że znowu wyjdzie. To jakby się pośliznąć dwa razy na tej samej skórce od banana. Dziś jest, jutro może nie być. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 13:53 > Najgłupsze co można zrobić, to uwierzyć, że znowu wyjdzie. To jakby się poślizn > ąć dwa razy na tej samej skórce od banana. Dziś jest, jutro może nie być. A jednak specjaliści piszą co nie raz tu dyskutowalismy ze drugie zwiazki sa statystycznie bardziej harmonijnie i satysfakcjonujące wiec warto uwierzyć uczac się na bledach własnych i innych Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 14:32 urquhart napisał: > A jednak specjaliści piszą co nie raz tu dyskutowalismy ze drugie zwiazki sa st > atystycznie bardziej harmonijnie i satysfakcjonujące wiec warto uwierzyć uczac > się na bledach własnych i innych Albo zrozumiec, ze sie do tego nie nadajesz i nic z tego nie bedzie. To tez rodzaj nauki na bledach. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 14:42 "Albo zrozumiec, ze sie do tego nie nadajesz i nic z tego nie bedzie. " Tyle że Ty jesteś już w innym momencie zycia. Nie będziesz już zakładał rodziny, dzieci robił, slubów brał. Jedynym jakimś objawem większego zaangazowania z Twej strony może byc wspólne zamieszkanie z nową kobietą, ale i to nie jest konieczne. Naprawdę, taki związek to jest co innego niż ciagnięcie wozu z dziecmi, kredytem i obiadkami u teściowej. Do czego się nie nadajesz, to do małżeństwa bez seksu, a nie do związku jako takiego. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 14:49 rekreativa napisała: > Tyle że Ty jesteś już w innym momencie zycia. Nie będziesz już zakładał rodziny > , dzieci robił, slubów brał. Mysle, ze wiele kobiet wlasnie tak rozumie slowo "zwiazek". Jedynym jakimś objawem większego zaangazowania z T > wej strony może byc wspólne zamieszkanie z nową kobietą, ale i to nie jest koni > eczne. > Naprawdę, taki związek to jest co innego niż ciagnięcie wozu z dziecmi, kredyte > m i obiadkami u teściowej. > Do czego się nie nadajesz, to do małżeństwa bez seksu, a nie do związku jako ta > kiego. No tak, ale to juz takie "chodzenie ze soba". Do tego to sie kazdy nadaje, chyba ze ma zupelnie nierowno pod sufitem. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 15:02 sabat3 napisał: > rekreativa napisała: > > Tyle że Ty jesteś już w innym momencie zycia. Nie będziesz już zakładał r > odziny > > , dzieci robił, slubów brał. > > Mysle, ze wiele kobiet wlasnie tak rozumie slowo "zwiazek". Tak, na przykład bezdzietne młódki. Więc je omijaj z daleka. Kobietom czterdziestoletnim z własnym przychówkiem nie przychodzą do głowy brewerie w postaci kolejnych dzidziusiów czy ślubów, więc trzeba szukać w tej grupie. > > Jedynym jakimś objawem większego zaangazowania z T > > wej strony może byc wspólne zamieszkanie z nową kobietą, ale i to nie jes > t koni > > eczne. > > Naprawdę, taki związek to jest co innego niż ciagnięcie wozu z dziecmi, k > redyte > > m i obiadkami u teściowej. > > Do czego się nie nadajesz, to do małżeństwa bez seksu, a nie do związku j > ako ta > > kiego. > > No tak, ale to juz takie "chodzenie ze soba". Do tego to sie kazdy nadaje, chyb > a ze ma zupelnie nierowno pod sufitem. Co ty dzielisz skórę na niedźwiedziu, o tym czy się nadajesz czy nie przekonasz się po kilku latach bycia samemu i całej drodze przebytej w tym czasie. Wtedy będziesz więcej wiedział na swój temat. Wielu dorosłym, spełnionym rodzinnie po kokardkę, kobietom odpowiada "chodzenie ze sobą". Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 15:14 "Mysle, ze wiele kobiet wlasnie tak rozumie slowo "zwiazek". " Kobiet w Twoim wieku? No chyba jednak w tym przedziale ochota do ślubów i rodzenia nieco spada? Szczególnie, gdy pani tez jest po związku, z własnym przychówkiem na stanie. "No tak, ale to juz takie "chodzenie ze soba"" Dla mnie to też jest forma związku. Jak najbardziej na miejscu dla ludzi dojrzałych, po przejściach, którzy chcą się jeszcze nacieszyć trochę seksem i bliskością z drugą osobą, ale niekoniecznie chcą urządzać wspólnie gospodarstwo. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:28 rekreativa napisała >Dla mnie to też jest forma związku. Jak najbardziej na miejscu dla ludzi dojrzałych, po przejściach, którzy chcą się jeszcze nacieszyć trochę seksem i bliskością z drugą osobą, ale niekoniecznie chcą urządzać wspólnie gospodarstwo. < Podpisuję się rękami i nogami :) Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:34 Ale sabat do końca swoich dni będzie się wił że się nie da, że myśli logicznie, że ma najgorzej. Dzięki Bogu że nie znam swoich facetów tak dobrze jak tutejszych:))) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:10 zawle napisała: > Ale sabat do końca swoich dni będzie się wił że się nie da, że myśli logicznie, > że ma najgorzej. Dzięki Bogu że nie znam swoich facetów tak dobrze jak tutejsz > ych:))) Nie bedzie. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 13:59 > > Dlatego nie uważam, żeby było rozsądne odchodzenie "do kogoś". Odejść trzeba dl > a samego siebie. Nikogo więcej swoją biedą i nędzą nie obarczać. A temat związk > ów, konkubinatu traktować na odległość. Nie angażować się finansowo czy lokalow > o Z wielu powodów dobrze jest odchodzić w pustkę, nie do konkretnej osoby i z jej powodu. Wyjść na prostą samemu, na własny rachunek i dopiero potem wiązać się z kimś organizacyjnie (finanse, lokal, plany, logistyka). Również uczuciowo lepiej, ale cóż... ;-) > Najgłupsze co można zrobić, to uwierzyć, że znowu wyjdzie. To jakby się poślizn > ąć dwa razy na tej samej skórce od banana. Dziś jest, jutro może nie być. Tak, uwierzyć że znowu wyjdzie na ciepłych jeszcze gruzach poprzedniego związku to chyba głupota. A na pewno ryzyko. Za to potem, jak się skórkę posprzątasz, może być jeszcze fajnie :-) Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 14:07 Tyle że się jest już pisklęciem które opuściło gniazdo. Trzeba sobie więc poradzić. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:10 sabat 3 napisał >Dlatego nie uważam, żeby było rozsądne odchodzenie "do kogoś". Odejść trzeba dla samego siebie. < Oczywiście że tak. Odchodzi się dla siebie, żeby móc odrodzić się na nowo i zacząć być sobą,zacząć być i żyć tak naprawdę. I dopiero wtedy przychodzi pora, ochota, zastanawianie się nad całą resztą. Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 19:22 > Oczywiście że tak. Odchodzi się dla siebie, żeby móc odrodzić się na nowo i zac > ząć być sobą,zacząć być i żyć tak naprawdę. I dopiero wtedy przychodzi pora, oc > hota, zastanawianie się nad całą resztą. No ale człowieka aktywizują ikieruja emocje a nie taka chlodna logika. A najsilniesze emocje to zakochanie, Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:07 Urquhart napisał >No ale człowieka aktywizują ikieruja emocje a nie taka chlodna logika. A najsilniesze emocje to zakochanie,< Ale to też generalizacja. Mnie ostatecznie zaktywizowały negatywne emocje przeżywane w wypalonym, toksycznym związku, a za tym poszło konkretne postępowanie i kroki w kierunku wyjścia z totalnego impasu, by w jakimś stopniu ocalić siebie i poczuć radość z odrodzenia się na nowo. -- Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:01 ") Polskie alimenty 350 pln na dziecko czyli 700 na dw > ójkę. Typowa polska pensja to 1800 na rę 350 na dziecko to sorry, ale chyba nie chcecie mi wmówić, że to jakaś zawyzona horrendalna kwota jest. A że się zarabia kiepsko, to chyba nie jest wina ani waszych żon ani tym bardziej dzieci? " Albo zredukujesz oczekiwania i wynajmiesz pokój razem ze studentami, " No ale tak w zyciu bywa, sabat. Mało jest ludzi, którym wszystko przychodzi. Większość, żeby zyskać jedno, musi stracić drugie. Przecież te babki, które się porozwodziły, też musiały z niejednego zrezygnować i obniżyć standardy - nasze dziewczyny forumowe, przeciez to nie są bogaczki jakieś, znasz ich historie, to co, łatwo miały? Łatwiej niż Ty byś miał? Natomiast teksty o przytułkach to trochę na wyrost. Masz rodzinę w końcu i chyba jakichś przyjaciół również. Co, każdy z nich by Ci drzwi przed nosem zamknął? Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:12 rekreativa napisała: > Masz rodzinę w końcu i chyb > a jakichś przyjaciół również. Co, każdy z nich by Ci drzwi przed nosem zamknął? Rodzinę? Nie mam. Oni są dobrzy do pielęgnowania swojego wizerunku. Póki na zewnątrz jest fajnie, to cieszą miski. Wolałbym mieszkać w piekle. Ty byś poszła zamieszkać ze swoim "tatusiem"? Co do przyjaciół - uwiesić się na kimś to nie jest dobra filozofia na życie, może na jedną noc - ale mnie z domu nikt siłą nie wyrzuca. Lepiej już wynająć ten pokój, serio. Nawet nie wiem ile w Polsce kosztuje wynajem pokoju i czy starym ludziom wynajmują. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 12:20 "Oni są dobrzy do pielęgnowania swojego wizerunku. Póki na zewnątrz jest fajnie, to cieszą miski. Wolałbym mieszkać w piekle. " A to sorry, coś mi się pomyliło, że Ty masz normalnych rodziców. Odpowiedz Link
ludlo Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 23:43 Ślązaczki fajne dziewczyny z charakteru www.youtube.com/watch?v=YOrewUidwQE Odpowiedz Link
ludlo Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 23:44 Sabat tam nie miał chyba trudno poznać wartościową partnerkę Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 07:15 Na Slasku rodowite Slazaczki stanowia mniejszosc. Wiekszosc stanowi ludnosc naplywowa. I wszystko jest tak przemieszane, ze regionalna specyfika ma znaczenie marginalne. Odpowiedz Link
ludlo Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 08:17 sabat3 napisał: > Na Slasku rodowite Slazaczki stanowia mniejszosc. Wiekszosc stanowi ludnosc nap > lywowa. I wszystko jest tak przemieszane, ze regionalna specyfika ma znaczenie > marginalne. Nie czuje się Śląska na Śląsku? Hm. Pół roku temu poznałem na Starówce parę która jak się okazało przyjechała na weekend z Gliwic i oni mi przy piwie wyjaśnili że węgiel to już nie stanowi w gospodarce i zatrudnieniu, że w Gliwicach powstało wiele ponowoczesnych firm i to duże miasto jakby rozkwitło w 21 wieku (a nie zwiędło z powodu spadku znaczenia węgla, hut etc.) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 09:19 ludlo napisał > Nie czuje się Śląska na Śląsku? Hm. Pół roku temu poznałem na Starówce parę któ > ra jak się okazało przyjechała na weekend z Gliwic i oni mi przy piwie wyjaśnil > i że węgiel to już nie stanowi w gospodarce i zatrudnieniu, że w Gliwicach pows > tało wiele ponowoczesnych firm i to duże miasto jakby rozkwitło w 21 wieku (a n > ie zwiędło z powodu spadku znaczenia węgla, hut etc.) Pozdrawiam! Czuje sie, ale dziewczyny silnie nacechowane kultura regionu stanowia mniejszosc, 20-30% powiedzmy, a na stopie sluzbowej zwykle zachowuja sie tak samo jak inne. Takie typowe Slazaczki - energiczne, otwarte, ale i impulsywne, tez sa. Podobne do goralek. Moze i mi sie podobaja, ale ich do mnie nie ciagnie. One wybieraja typ "mocny", mezczyzn ostrych, postawnych, prostych, gruboskornych, z ciezka piescia. Rozumiesz? Nie "dywagacje", "ambiwalencja", "narracja" tylko "chodz tu, kurwo, targaj chuja na kolanach" :) Moze troche przesadzam, ale tylko troche. Wiec przykro mi, ale nie trafiles z domyslami ;) Odpowiedz Link
ludlo Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 09:36 sabat3 napisał: > > tało wiele ponowoczesnych firm i to duże miasto jakby rozkwitło w 21 wiek > u (a n > > ie zwiędło z powodu spadku znaczenia węgla, hut etc.) Pozdrawiam! > > Czuje sie, ale dziewczyny silnie nacechowane kultura regionu stanowia mniejszos > c, 20-30% powiedzmy, a na stopie sluzbowej zwykle zachowuja sie tak samo jak in > ne. Takie typowe Slazaczki - energiczne, otwarte, ale i impulsywne, tez sa. Pod > obne do goralek. Moze i mi sie podobaja, ale ich do mnie nie ciagnie. One wybie > raja typ "mocny", mezczyzn ostrych, postawnych, prostych, gruboskornych, z ciez > ka piescia. > Rozumiesz? Nie "dywagacje", "ambiwalencja", "narracja" tylko "chodz tu, kurwo, > targaj chuja na kolanach" :) > Moze troche przesadzam, ale tylko troche. > > Wiec przykro mi, ale nie trafiles z domyslami ;) Tto dobrze że choć prawie 1/3. Jakbyś się kiedy napił to może byś bardziej do nich trafiał wg tego opisu?:). Nie wiem, oczywiście nie potrzebujesz. Kiedyś pracowałem miesiąc w Czechosłowacji, mieszkaliśmy grupa mazowiecka i śląska w jednym baraku:)). W połowie turnusu byłem już mocno rozbawiony, a przyjechała nowa grupa ze Śląska i witam z kolegą, rozmawiamy z nowo przybyłymi i ja pytam - Dziewczyny, a będzie można się do was przytulić? I dwie skinęły głową tak poważnie. Na Mazowszu nie uzyskiwało się wtedy tego typu odpowiedzi ha ha Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:27 rekreativa napisała: Przecież te babki, które się p > orozwodziły, też musiały z niejednego zrezygnować i obniżyć standardy - nasze d > ziewczyny forumowe, przeciez to nie są bogaczki jakieś, znasz ich historie, to > co, łatwo miały? Łatwiej niż Ty byś miał? OOps 'dziewczyny forumowe' to chyba nie jest najlepszy przyklad ;-) To sa wlasnie 'bogaczki jakies' jak na polskie warunki kochana, a historie jak to historie, rzewne w chuj. Nie ma co do Sabata porownywac. Niech Ci 'historie' nie zaciemniaja obrazu. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:32 Rzewniejszej niż sabat wymyślił to chyba tu nie ma. Poza ciężką, śmiertelną chorobą spadkiem spotkało go już chyba wszystko:))) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:35 zawle napisała: > Rzewniejszej niż sabat wymyślił to chyba tu nie ma. Poza ciężką, śmiertelną cho > robą spadkiem spotkało go już chyba wszystko:))) Wiesz co? Odpierdol sie. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:38 sabat3 napisał: > Wiesz co? Odpierdol sie. Nie da rady...mi tu bardzo dobrze:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:43 zawle napisała: > sabat3 napisał: > > Wiesz co? Odpierdol sie. > > Nie da rady...mi tu bardzo dobrze:)) Mnie nie. Najpierw sama ostrzegasz, zebym dobrze przemyslal rozwod w mojej sytuacji, a potem szydzisz z mojej niemocy. Jak mam to okreslic? To podlosc. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:50 sabat3 napisał: > Mnie nie. Najpierw sama ostrzegasz, zebym dobrze przemyslal rozwod w mojej sytu > acji, a potem szydzisz z mojej niemocy. Jak mam to okreslic? To podlosc. Sama kiedyś miałam tak jak Ty. Nic kurwa się nie dało zrobić. Przecież nie mogłam się wyprowadzić od męża, bo dokąd miałam pójść? No mogłabym zamieszkać z matką. Ale przecież nie mogłam zamieszkać z matką bo tam pokój z kuchnią i dzieci nie miałyby swojego kąta. No trudno. No ale ja pracy bym nie miała tam. To dojeżdżałabyś do pracy. No jak bym dojeżdżała, w co z dziećmi? I tak w kółko Macieju. I dało się. Stalo się to wszystko co dla mnie było niemożliwym końcem świata, ale świat się tym nie przejął. A ja żyję po swojemu, dla siebie i zadowolona ( a czasami nawet szczęśliwa). A pomyśleć czy chcesz sie rozwieść powinieneś. A nie niemocą się zakrywać jak kołderką. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:09 zawle napisała: > Sama kiedyś miałam tak jak Ty. Nic kurwa się nie dało zrobić. Przecież nie mogł > am się wyprowadzić od męża, bo dokąd miałam pójść? No mogłabym zamieszkać z mat > ką. Ale przecież nie mogłam zamieszkać z matką bo tam pokój z kuchnią i dzieci > nie miałyby swojego kąta. No trudno. No ale ja pracy bym nie miała tam. To doje > żdżałabyś do pracy. No jak bym dojeżdżała, w co z dziećmi? I tak w kółko Maciej > u. I dało się. Stalo się to wszystko co dla mnie było niemożliwym końcem świata > , ale świat się tym nie przejął. A ja żyję po swojemu, dla siebie i zadowolona > ( a czasami nawet szczęśliwa). > A pomyśleć czy chcesz sie rozwieść powinieneś. A nie niemocą się zakrywać jak k > ołderką. Ale ja nie mowie ze sie nie da! Kobieto, moj dziadek wycinal tajge na mrozie i pracowal w kopalni na Workucie. Odmrozil sobie nogi i powyjmowal zeby palcami ze szkorbutu. Tego nie doswiadcze, chyba ze zacznie sie kolejna wojna swiatowa. Wiec nie mam tak zle jak on i cale to pokolenie. Nie strzelaja do mnie. Przypuszczam, ze daloby sie przezyc zupelnie nie pracujac. Jak bym poszedl na dworzec i chodzil osrany z broda do pasa to i tak mialbym lepiej niz pokolenie wojenne. Da sie! Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:38 sabat 3 napisał > Przypuszczam, ze daloby sie przezyc zupelnie nie pracujac. Jak bym poszedl na dworzec i chodzil osrany z broda do pasa to i tak mialbym lepiej niz pokolenie wojenne. Da sie!< Przewidujesz wszystko co najgorsze- to jak na tym coś budować, w sensie siły do rozmów, czy negocjacji z żoną? Jedno drugie wyklucza chyba jednak. Popatrz tak trochę z boku -masz stałą pracę, jesteś współwłaścicielem mieszkania, w perspektywie ( jakiejś, ale jednak) zostaniesz jedynym spadkobiercą "majątku" rodziców, bo sam o tym pisałeś, nie ma co się specjalnie krygować, że to nierealne, skoro to kiedyś przecież nastąpi. To są fakty, realia, które mogą służyć za punkt wyjścia( o ile tego chcesz dla siebie) i nie są wcale takie najbeznadziejniejsze z beznadziejnych. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:00 ninek04 napisała: > Przewidujesz wszystko co najgorsze- to jak na tym coś budować, w sensie siły do > rozmów, czy negocjacji z żoną? Jedno drugie wyklucza chyba jednak. Popatrz tak > trochę z boku -masz stałą pracę, jesteś współwłaścicielem mieszkania, w perspe > ktywie ( jakiejś, ale jednak) zostaniesz jedynym spadkobiercą "majątku" rodz > iców, bo sam o tym pisałeś, nie ma co się specjalnie krygować, że to nierealne, > skoro to kiedyś przecież nastąpi. To są fakty, realia, które mogą służyć za pu > nkt wyjścia( o ile tego chcesz dla siebie) i nie są wcale takie najbeznadziejn > iejsze z beznadziejnych. Gdybym przewidywał wszystko co najgorsze, to nigdy bym nie zdradził żony, bo bym siedział jak mysz pod miotłą, bojąc się jej gniewu. Moim zdaniem zaryzykowałem i jestem z tego faktu zadowolony. Spotkałem fantastyczną kobietę, spotkania z nią są jak tlen, dodają sił. Owszem - kiedyś prawdopodobnie odziedziczę majątek rodziców. Za jakieś 10-15 lat, licząc realistycznie. Dzieci będą już pewnie dorosłe, tak czy owak, to może być przełomowy moment, niezależnie od sytuacji i tego co wydarzy się wcześniej. Nie mówię, że jest beznadziejnie. Beznadziejnie to by było, jakbym właśnie leżał pod kroplówką w hospicjum i konał na raka z rozległymi przerzutami. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:31 zawle napisała: > Sama kiedyś miałam tak jak Ty. Nic kurwa się nie dało zrobić. Przecież nie mogł > am się wyprowadzić od męża, bo dokąd miałam pójść? No mogłabym zamieszkać z mat > ką. Ale przecież nie mogłam zamieszkać z matką bo tam pokój z kuchnią i dzieci > nie miałyby swojego kąta. No trudno. No ale ja pracy bym nie miała tam. To doje > żdżałabyś do pracy. No jak bym dojeżdżała, w co z dziećmi? I tak w kółko Maciej > u. I dało się. Stalo się to wszystko co dla mnie było niemożliwym końcem świata > , ale świat się tym nie przejął. A ja żyję po swojemu, dla siebie i zadowolona > ( a czasami nawet szczęśliwa). > A pomyśleć czy chcesz sie rozwieść powinieneś. A nie niemocą się zakrywać jak k > ołderką. Ale Ty mialas pomoc matki, a on nie ma (o ile dobrze rozumiem). Co ma te pomoc wymusic? Swoja droga na chuj tacy rodzice, co nie mozna na nich liczyc, a opiekowc sie trzeba? Sila rodzin. Nie wierze w zadne rodzenstwa ani w zadne wiezy rodzinne. U mnie w rodzinie tez. Rodzice zmarli, zostal dorosly syn i drugi syn - dziecko. Dorosly syn nie adoptowal brata na wychowanie wiec moja matka go przysposobila zeby dziecko nie poszlo do domu dziecka, sad zabezpieczyl majatek na rzecz dziecka, to starszy brat sie wlamywal i okradal modszego, tak go nekal, ze mlodszy zmarl w wieku 30 lat, brat na legalu przejal majatek, jakie piekne mowy byly na pogrzebie. Swoja droga majatek po moich dziadkach. Przypomnialo mi sie po wpisie Proteinowego. Brat bratu wilkiem. A rodzice maja w dupie Sabata. Tyle warta jest rodzina, a rodzenstwo w szczegolnosci. Kazdy ciagnie w swoja strone, a kolderka za krotka. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:41 hello-kitty2 napisała: > Ale Ty mialas pomoc matki, a on nie ma (o ile dobrze rozumiem). Co ma te pomoc > wymusic? Swoja droga na chuj tacy rodzice, co nie mozna na nich liczyc, a opiek > owc sie trzeba? Sila rodzin. Taką samą miałam jak Ty czy on. Nie inną. Nie czas i miejsce na licytowanie się kto na więcej może liczyć. Pojechałam i zostałam. Nie miałam gdzie. Matka pod niebiosa nie skakała. Nie wierze w zadne rodzenstwa ani w zadne wiezy ro > dzinne. U mnie w rodzinie tez. Rodzice zmarli, zostal dorosly syn i drugi syn - > dziecko. Dorosly syn nie adoptowal brata na wychowanie wiec moja matka go przy > sposobila zeby dziecko nie poszlo do domu dziecka, sad zabezpieczyl majatek na > rzecz dziecka, to starszy brat sie wlamywal i okradal modszego, tak go nekal, z > e mlodszy zmarl w wieku 30 lat, brat na legalu przejal majatek, jakie piekne mo > wy byly na pogrzebie. Swoja droga majatek po moich dziadkach. Przypomnialo mi s > ie po wpisie Proteinowego. Brat bratu wilkiem. A rodzice maja w dupie Sabata. T > yle warta jest rodzina, a rodzenstwo w szczegolnosci. Kazdy ciagnie w swoja str > one, a kolderka za krotka. Straszne historie. A moja matka rodzeństwa przyrodniego nie oddała do domu dziecka. Nigdy nie żałowała, chociaż dobrego słowa za to nie dostała. Może nie o więzy jednak chodzi, ale o to że tak zwyczajnie trzeba. Moja najbliższa przyjaciółka wychowuje dwójkę nastolatków z dalekiej rodziny. Nikt ich nie chciał, wzięła 27 latka. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:04 zawle napisała: > Taką samą miałam jak Ty czy on. Nie inną. Nie czas i miejsce na licytowanie się > kto na więcej może liczyć. Pojechałam i zostałam. Nie miałam gdzie. Matka pod > niebiosa nie skakała. Czyli sugerujesz zeby pomoc dla siebie wymusil ;-) Tylko Ty wiozlas argument w postaci malych dzieci, a on co? Agrument w postaci seksu z Taka Jedna? ;-) > Straszne historie. A moja matka rodzeństwa przyrodniego nie oddała do domu dzie > cka. Nigdy nie żałowała, chociaż dobrego słowa za to nie dostała. Może nie o wi > ęzy jednak chodzi, ale o to że tak zwyczajnie trzeba. Moja najbliższa przyjació > łka wychowuje dwójkę nastolatków z dalekiej rodziny. Nikt ich nie chciał, wzięł > a 27 latka. Ale wlasnie chodzi o to ze my sobie wyobrazamy, ze tak zwyczajnie trzeba, a potem okazuje sie, ze wlasnie nie trzeba. Takie fiku miku. Ludzie sie rozmnazaja zeby mial rodzenstwo, zeby nie byl sam na tym swiecie, a potem tylko zarcie sie i walka o majatek jak starych juz zabraknie. Zawsze chujnia zreszta rowniez jedynakom, ktorzy traca w oczach swoich starych na rzecz wnukow. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:11 hello-kitty2 napisała: > Czyli sugerujesz zeby pomoc dla siebie wymusil ;-) Tylko Ty wiozlas argument w > postaci malych dzieci, a on co? Agrument w postaci seksu z Taka Jedna? ;-) Sugeruję że nie miałam lepiej i to że z dziećmi to żaden argument. > Ale wlasnie chodzi o to ze my sobie wyobrazamy, ze tak zwyczajnie trzeba, a pot > em okazuje sie, ze wlasnie nie trzeba. Takie fiku miku. Ludzie sie rozmnazaja z > eby mial rodzenstwo, zeby nie byl sam na tym swiecie, a potem tylko zarcie sie > i walka o majatek jak starych juz zabraknie. Zawsze chujnia zreszta rowniez jed > ynakom, ktorzy traca w oczach swoich starych na rzecz wnukow. Po tylu dniach choroby to ma w chuj dekadencji. Trzeba, żeby robić coś innego w życiu niż żreć i się ruchać. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:44 zawle napisała: > hello-kitty2 napisała: > Czyli sugerujesz zeby pomoc dla siebie wymusil ;-) > Tylko Ty wiozlas argument w > > postaci malych dzieci, a on co? Agrument w postaci seksu z Taka Jedna? ;- > ) > > Sugeruję że nie miałam lepiej i to że z dziećmi to żaden argument. Mialas, mialas, tylko ne chcesz sie przyznac, bo Ci jest tak wygodnie i cieplutko. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:53 hello-kitty2 napisała: > Mialas, mialas, tylko ne chcesz sie przyznac, bo Ci jest tak wygodnie i cieplut > ko. No pewnie że miałam:)) 1400 na rękę. Do pracy 2 godziny pociągiem i godzinę autobusem. Pomogła mi dziewczyna z roboty- powiedziała- możesz u mnie mieszkać jak będziesz w warszawie. Zero alimentów. I moja chora na raka matka której odpierdalało gdy zostawiałam z nią dzieciaki. Miałam cieplutko i wygodnie. Teraz kolej na argument: Co z Ciebie za matka:))) Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 15.02.17, 22:58 zawle napisała: > No pewnie że miałam:)) 1400 na rękę. Do pracy 2 godziny pociągiem i godzinę aut > obusem. Pomogła mi dziewczyna z roboty- powiedziała- możesz u mnie mieszkać jak > będziesz w warszawie. Zero alimentów. I moja chora na raka matka której odpier > dalało gdy zostawiałam z nią dzieciaki. Miałam cieplutko i wygodnie. Teraz kole > j na argument: Co z Ciebie za matka:))) Co z Ciebie za matka!!! A tak na serio - nie uważam, żebyś miała lepiej niż ja. Ale ja nie jestem Tobą, tutaj jest główna różnica ;) Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 10:15 sabat3 napisał: > A tak na serio - nie uważam, żebyś miała lepiej niż ja. Ale ja nie jestem Tobą, > tutaj jest główna różnica ;) Dlatego twoje tłumaczenia są dla mnie niewiarygodne. Zwyczajnie wybrałeś "nie rozwodzę się". I bardzo dobrze- Twoje prawo. Tylko zostaw okoliczności zewnętrzne w spokoju. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 10:31 zawle napisała: > Dlatego twoje tłumaczenia są dla mnie niewiarygodne. Zwyczajnie wybrałeś "nie r > ozwodzę się". I bardzo dobrze- Twoje prawo. Tylko zostaw okoliczności zewnętrzn > e w spokoju. Chwila. Oprocz zewnetrznych, sa jeszcze "okolicznosci wewnetrzne". Sila psychiczna czlowieka, jego hart ducha, nieustepliwosc. Ty Zawle jestes w moim mniemaniu charakterologicznie skrzyzowaniem bullteriera z nosorozcem. Mega trudne dziecinstwo dalo Ci duzy poziom odpornosci na warunki bytowania, na co nadpisal sie twardy i trudny charakter z natury. Postrzegam Cie tak, ze jakbys miala srac do wiadra to bys srala, a jakby zabraklo wiadra to sralabys w kacie, nie czujac dyskomfortu zyciowego. Jak by psychol z gory halasowal, to poszlabys pietro wyzej, wyjebala mu z misia i zrobila mu na szyi hiszpanski kolnierzyk z drzwi. Jak bys chciala miodu, to zaczniesz zuc pszczole. Masz wedlug mnie sile przebicia taranu i wrazliwosc betoniarki. Ale nie kazdy jest taki jak Ty. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 10:59 sabat3 napisał: > Chwila. Oprocz zewnetrznych, sa jeszcze "okolicznosci wewnetrzne". Sila psychic > zna czlowieka, jego hart ducha, nieustepliwosc. Ty Zawle jestes w moim mniemani > u charakterologicznie skrzyzowaniem bullteriera z nosorozcem. Mega trudne dziec > instwo dalo Ci duzy poziom odpornosci na warunki bytowania, na co nadpisal sie > twardy i trudny charakter z natury. Postrzegam Cie tak, ze jakbys miala srac do > wiadra to bys srala, a jakby zabraklo wiadra to sralabys w kacie, nie czujac d > yskomfortu zyciowego. Jak by psychol z gory halasowal, to poszlabys pietro wyze > j, wyjebala mu z misia i zrobila mu na szyi hiszpanski kolnierzyk z drzwi. Jak > bys chciala miodu, to zaczniesz zuc pszczole. Masz wedlug mnie sile przebicia t > aranu i wrazliwosc betoniarki. Ale nie kazdy jest taki jak Ty. Podoba mi się ten opis...zwłaszcza ten moment z pszczołą:)) Zachowam ten opis, gdybyś miał kiedyś zostać pisarzem. "Wybieram to co jest bardziej bezbronne" jak powiedział Stuhr w "Historiach miłosnych". ninateka.pl/film/historie-milosne-jerzy-stuhr Odpowiedz Link
ludlo Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:04 Sabat, moim zdaniem Zawle ma oprócz tej twardości, wytrzymałości, hartu - tego życiowego "Damy radę" - dobre serce... I właśnie takie połączenie jest mega... Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:12 ludlo napisał(a): > Sabat, moim zdaniem Zawle ma oprócz tej twardości, wytrzymałości, hartu - tego > życiowego "Damy radę" - dobre serce... I właśnie takie połączenie jest mega... Nadinterpretujesz. Raczej - niski poziom potrzeb spolecznych plus bardzo niska neurotycznosc. Mozliwe - niska socjalizacja. Moze byc akceptowalne w kobiecym skrypcie, wydaje sie takie "harde". Jej meski odpowiednik nie bylby juz taki fajny w oczach forum. Nie mialby problemow z bswm, bo chodzilby na kurwy i bil tych, ktorzy mu podskocza, lacznie z zona. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:19 sabat3 napisał: > Nadinterpretujesz. Raczej - niski poziom potrzeb spolecznych plus bardzo niska > neurotycznosc. Mozliwe - niska socjalizacja > Moze byc akceptowalne w kobiecym skrypcie, wydaje sie takie "harde". > Jej meski odpowiednik nie bylby juz taki fajny w oczach forum. Nie mialby probl > emow z bswm, bo chodzilby na kurwy i bil tych, ktorzy mu podskocza, lacznie z z > ona. Już rozesłałam po najbliższych znajomych żeby się zmierzyć z prawdą o sobie:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:38 zawle napisała: > Już rozesłałam po najbliższych znajomych żeby się zmierzyć z prawdą o sobie:)) Znajomi jako zrodlo prawdy? ;p szczegolnie "o sobie". To moje domniemania. Nie wiadomo co by bylo, gdyby taki uklad nerwowy jak Twoj zalac testosteronem i nauczyc typowo "meskich" skryptow. Ja stawiam, ze rozwiazaniem bylby samiec do kwadratu, z wszystkimi wadami, niestety. Przebojowy ale brutalny, nieokrzesany i mega agresywny. Zeby Cie pocieszyc - uwazam, ze ja mam psychike "seryjnego" ;) Kilka klepek przestawionych w inna strone, inna suma zyciowych doswiadczen i bylbym "chwastem" na zdrowej tkance spolecznej. W sumie to juz jestem chwastem, ale nie tak niebezpiecznym. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:45 sabat3 napisał: Zeby Cie pocieszyc - uwazam, ze ja mam psychike "seryjnego" ;) Kilka klepek przestawionych w inna strone, inna suma zyciowych doswiadczen i bylbym "chwastem" na zdrowej tkance spolecznej. > W sumie to juz jestem chwastem, ale nie tak niebezpiecznym. -------------- Sabat, co Ty p.... Masz rodzinę, pracujesz, i jesteś pozytywna postacią. Teraz rozwiązałeś problem BSWM więc dowiodłeś swojej skuteczności. Odpowiedz Link
ludlo Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:53 marek.zak1 napisał: > -------------- > Sabat, co Ty p.... Masz rodzinę, pracujesz, i jesteś pozytywna postacią. Teraz > rozwiązałeś problem BSWM więc dowiodłeś swojej skuteczności. Po prostu późno rozwija się w tym obszarze praktycznego ruchania, mocny w konceptualizacji od dzieciństwa, z reguły tak jest że mózg przechyla człowieka wybitnie uzdolnionego w jednej sferze. Ok. 40-tki przechył w mózgu zaczyna być korygowany - Carl Jung to genialnie jak dla mnie przedstawił i ja też coś takiego zapamiętałem, ale na innej osi Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:09 > Zeby Cie pocieszyc - uwazam, ze ja mam psychike "seryjnego" ;) Kilka klepek prz > estawionych w inna strone, inna suma zyciowych doswiadczen i bylbym "chwastem" > na zdrowej tkance spolecznej. > W sumie to juz jestem chwastem, ale nie tak niebezpiecznym. Skoro już mowa o ciemnej stronie to ja w (nie)sprzyjajacych warunkach mogłabym zostać morderczynią doskonałą ;-) Mam implusywną naturę pięknie przykrytą (ale i zmodyfikowaną) solidną trzeba przyznać warstwą zenspokoju i socjalizcji. Czując się bardzo skrzywdzona i nie widząc drogi ucieczki z opresji mogłabym zaciukać krzywdziciela i dalej spokojnie byż sobie chodzącą niewinnością i życzliwością. Dzięki Bogu jak już uwalniam się w cywilizowany sposób (bo ma superego Europejczyka XXI wieku ;-)) z tych drobnych opresji, których przyszło mi doznać w mym bezpiecznym w sumie życiu, nie pałam zbyt długo żądzą zemsty. Nie mam też paranoi i nie mnożę "krzywdzicieli". Ale w innych czasach i miejscach... Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:21 aandzia43 napisała: > Skoro już mowa o ciemnej stronie to ja w (nie)sprzyjajacych warunkach mogłabym zostać morderczynią doskonałą ;-) ----------------- Moja żona dużo czyta o seryjnych mordercach. Tacy zwyczajni, co zabili jedną, czy dwie osoby, jej nie interesują. Myślisz,. że ma w sobie jakieś skłonności, jak Ty? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 13:00 marek.zak1 napisał: > aandzia43 napisała: > > > > Skoro już mowa o ciemnej stronie to ja w (nie)sprzyjajacych warunkach mog > łabym zostać morderczynią doskonałą ;-) > ----------------- > Moja żona dużo czyta o seryjnych mordercach. Tacy zwyczajni, co zabili jedną, c > zy dwie osoby, jej nie interesują. Myślisz,. że ma w sobie jakieś skłonności, > jak Ty? Ja nie mam skłonności do bycia seryjną morderczynią, bo mnie zabijanie i znęcanie się nie kręci, nie jestem też socjopatką. O czym innym pisałam. A o twojej żonie nic nie wiem, samo interesowanie się tematem o niczym nie świadczy. Ty powinieneś znać ją najlepiej ;-) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 14:03 aandzia43 napisała: > marek.zak1 napisał: > > > aandzia43 napisała: > > > > > > > Skoro już mowa o ciemnej stronie to ja w (nie)sprzyjajacych warunkach mog > > łabym zostać morderczynią doskonałą ;-) > > ----------------- > > Moja żona dużo czyta o seryjnych mordercach. Tacy zwyczajni, co zabili jedną, czy dwie osoby, jej nie interesują. Myślisz,. że ma w sobie jakieś skłonności, jak Ty? > > Ja nie mam skłonności do bycia seryjną morderczynią, bo mnie zabijanie i znęcanie się nie kręci, nie jestem też socjopatką. O czym innym pisałam. A o twojej żonie nic nie wiem, samo interesowanie się tematem o niczym nie świadczy. Ty powinieneś znać ją najlepiej ;-). -------------------- Rzeczywiście, pisałaś że tylko w (nie) sprzyjających okolicznościach, a to nie jest żadna deklaracja, bo wielu ludzi tak mówi. Zabójstwo jest w dekalogu, z kolei nie zalicza się do grzechów głównych, w przeciwieństwie do ,,nieumiarkowania w jedzeniu i piciu". > Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:17 sabat3 napisał: > Znajomi jako zrodlo prawdy? ;p szczegolnie "o sobie". Dokładnie...starannie wybrani i wyselekcjonowani. Tacy którzy walą prawdę między oczy bo bardziej zależy im na mnie niż na "przyjaźni". > To moje domniemania. Nie wiadomo co by bylo, gdyby taki uklad nerwowy jak Twoj > zalac testosteronem i nauczyc typowo "meskich" skryptow. Ja stawiam, ze rozwiaz > aniem bylby samiec do kwadratu, z wszystkimi wadami, niestety. > Przebojowy ale brutalny, nieokrzesany i mega agresywny. Tyle że to nie ma nic do rzeczy, te twoje domniemania. Ważne jest tu i teraz. > Zeby Cie pocieszyc - uwazam, ze ja mam psychike "seryjnego" ;) Kilka klepek prz > estawionych w inna strone, inna suma zyciowych doswiadczen i bylbym "chwastem" > na zdrowej tkance spolecznej. > W sumie to juz jestem chwastem, ale nie tak niebezpiecznym. To też ma dla mnie małą wartość informacyjną i średnio nie zajmuje szukanie wspólnego pojeba w nas;) Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:22 zawle napisała: > Dokładnie...starannie wybrani i wyselekcjonowani. Tacy którzy walą prawdę międz > y oczy bo bardziej zależy im na mnie niż na "przyjaźni". No coz, ja tez napisalem "moja prawde" :) tak jak to widze. Liczac sie z konsekwencjami. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:33 sabat3 napisał: > No coz, ja tez napisalem "moja prawde" :) tak jak to widze. Liczac sie z konsek > wencjami. A czy ja się na Ciebie obrażę? Dużo w tym prawdy. Właśnie o tym gadałam z koleżanką która twierdzi że jej ostatni facet zrył jej psychikę. Wysłałam jej to co mi napisałeś i stwierdziła że go przebiłeś:)) A ja się cieszę za prawdę którą znalazłam pomiędzy Twoimi słowami. Reszty nie kupuję. Ale kładę to na karb Twojej niewiedzy- przecież nie możesz wiedzieć jaka jestem, bo nie miałeś szansy mnie poznać poza forum. Mam się za to obrazić? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:39 zawle napisała: > A czy ja się na Ciebie obrażę? Dużo w tym prawdy. Właśnie o tym gadałam z koleż > anką która twierdzi że jej ostatni facet zrył jej psychikę. Wysłałam jej to co > mi napisałeś i stwierdziła że go przebiłeś:)) A ja się cieszę za prawdę którą z > nalazłam pomiędzy Twoimi słowami. Reszty nie kupuję. Ale kładę to na karb Twoje > j niewiedzy- przecież nie możesz wiedzieć jaka jestem, bo nie miałeś szansy mni > e poznać poza forum. Mam się za to obrazić? Nie - napisalem to w okreslonym kontekscie, bez antypatii. Poza tym cechy ktore podalem nie musza byc rozumiane jako cos negatywnego. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:42 sabat3 napisał: > Nie - napisalem to w okreslonym kontekscie, bez antypatii. Poza tym cechy ktore > podalem nie musza byc rozumiane jako cos negatywnego. I tak to odebrałam z wielkim plusem za szczerość:)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:20 sabat3 napisał >bylbym "chwastem" na zdrowej tkance spolecznej. W sumie to juz jestem chwastem, ale nie tak niebezpiecznym>< Sabat, to Ty masz chyba mocno spaczone postrzeganie swojego potencjału;). Koło chwasta to Ty w życiu nie rosłeś i nie będziesz rósł i dobrze o tym wiesz. A tylko nakręcasz się niepotrzebnie w umniejszaniu siebie. Odpowiedz Link
ludlo Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:19 sabat3 napisał: > ludlo napisał(a): > > > Sabat, moim zdaniem Zawle ma oprócz tej twardości, wytrzymałości, hartu - > tego > > życiowego "Damy radę" - dobre serce... I właśnie takie połączenie jest m > ega... > > Nadinterpretujesz. Raczej - niski poziom potrzeb spolecznych plus bardzo niska > neurotycznosc. Mozliwe - niska socjalizacja. > Moze byc akceptowalne w kobiecym skrypcie, wydaje sie takie "harde". > Jej meski odpowiednik nie bylby juz taki fajny w oczach forum. Nie mialby probl > emow z bswm, bo chodzilby na kurwy i bil tych, ktorzy mu podskocza, lacznie z z > ona. Interesujące Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:05 To z pszczola zaslyszane przeciez. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:07 No to ja nie słyszałam:)) Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:59 zawle napisała: > No to ja nie słyszałam:)) Ja słyszałam w wersji "Prawdziwy mężczyzna nie je miodu, prawdziwy mężczyzna żuje pszczoły" :) Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 11:56 "Podoba mi się ten opis...zwłaszcza ten moment z pszczołąsmile) Zachowam ten opis, gdybyś miał kiedyś zostać pisarzem" Oprócz tej "wrażliwości betoniarki" - tu się nie zgadzam - to też tak postrzegam zawle. I zazdroszczę takiego charakteru. To zresztą jedyna rzecz, jakiej tez zazdrościłam ojcu - on się, kurde, niczego nie bał, nic mu nie było straszne, żadne przeciwności, żadna praca, żadne warunki. No i nawet odrobiny tego nie odziedziczyłam. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:02 rekreativa napisała: > To zresztą jedyna rzecz, jakiej tez zazdrościłam ojcu - on się, kurde, niczego > nie bał, nic mu nie było straszne, żadne przeciwności, żadna praca, żadne warun > ki. > No i nawet odrobiny tego nie odziedziczyłam. Bo nie przejmowal sie innymi to raz. Mial spaczone postrzeganie swojego potencjalu to dwa. Zakladam ze tak bylo na podstawie Twoich opisow. Stary Urqu musial miec podobnie... Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 15:29 "Bo nie przejmowal sie innymi to raz. Mial spaczone postrzeganie swojego potencjalu to dwa. Zakladam ze tak bylo na podstawie Twoich opisow. " Tu masz rację. Ja podejrzewam, że mój ojciec miał jakieś zaburzenia osobowości, trochę socjopata, trochę narcyz. Nie rozumiał np. w ogóle czegos takiego jak zasady życia społecznego, że coś wypada, coś nie wypada, czegoś nie wolno... Od zwykłego przemocowca róznił się tym, że ten pierwszy ogranicza się zazwyczaj do czterech ścian swego domu i rodziny, a mój stary potrafił dyrektorowi szkoły, w której pracował urządzić awanturę z rzucaniem krzesłami. Całkowicie zaburzoną miał kontrolę agresji. Potrafił też do sąsiada po jakiś tam klucz francuski pójść tak jak chodził w domu, czyli w samych gaciach. I owszem, postrzeganie miał spaczone. Tak jak Ciebie tu pół żartem nazywamy "nie da się", tak u mojego ojca odwrotnie: wszystko się dało. Co niestety skutkowało czasem sytuacjami typu wyjebanie korków w całym pionie bloku, bo mój tatuś coś tam z kabelkami kombinował, bo według niego "da się". Tak że może niekoniecznie chciałabym być socjopatką jak mój tatuś, ale w mniejszej ilości tych cech to bym była jak moja siostra czy brat, czyli bardzo do przodu i successful :) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 16:53 rekreativa napisała >Nie rozumiał np. w ogóle czegos takiego jak zasady życia społecznego, że coś wypada, coś nie wypada, czegoś nie wolno... Od zwykłego przemocowca róznił się tym, że ten pierwszy ogranicza się zazwyczaj do czterech ścian swego domu i rodziny, a mój stary potrafił dyrektorowi szkoły, w której pracował urządzić awanturę z rzucaniem krzesłami. Całkowicie zaburzoną miał kontrolę agresji. Potrafił też do sąsiada po jakiś tam klucz francuski pójść tak jak chodził w domu, czyli w samych gaciach. < I owszem, postrzeganie miał spaczone< Oni wszyscy chyba mają spaczone pojęcie zasad i norm społecznych, zwyczajnie mają na to wyjebane i zwisa im, co ludzie pomyślą. Mój mąż też miał takie zagrywki - wchodził do urzędu i gdy słyszał od urzędniczki, że czegoś tam brakuje w papierach i musi przyjść jeszcze raz to potrafił przy wszystkich skląć ją i zwyzywać od najgorszych,po czym trzasnąć drzwiami,wyjść i za chwilę już nie pamiętać o całej sprawie, nie czując, że zachował się jak cham. Przecież nic się nie stało. Podobnie na drodze - mimo że sam ( mając uprawnienia instruktorskie) nie używał kierunkowskazów, to gdy stwierdził, że ktoś " niepoprawnie " jeździ, czy zaparkował, to w ramach odwetu albo sam zajeżdał mu drogę, albo blokował przejazd, z wiązanką przekleństw na ustach, no w byciu złośliwym nie miał sobie równych. No i to wyslugiwanie się innymi - wołał kuzyna, żeby mu pomógł z ogrodzeniem, czy czymś podobnym, po czym jak dostał telefon, że jakaś dodatkowa praca akurat w tej chwili się trafiła, to sam się zmywał, a kuzyna zostawiał samego z robotą, jak gdyby nigdy nic. Zero jakiegokolwiek poczucia obciachu. Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 18:06 "No i to wyslugiwanie się innymi " Mój stary miał tak samo. Wszyscy mieli być na jego zawołanie i do usług. Nieważne, czy dzieci, czy zona, czy sąsiad, czy pani w sklepie. Po prostu jak tatuś czegoś chciał, to żądał już natychmiast i należało lecieć i załatwiać. Przy czym nigdy mu nie przychodziło nawet do głowy, że ktoś może miec inny plan i swoje sprawy, bo tatusia sprawy zawsze były te najpilniejsze i najważniejsze. A jak ktoś nie miał ochoty skakać koło niego, to trafiał na czarną listę "debili i głuptaków". No właśnie - poczucie wyższości i własnej zajebistości też było. Wszyscy inni byli głupi, pokraki, dwie lewe ręce, tylko tatuś był och i ach. Wiesz jak mój ojciec się przedstawiał? "Magister inżynier taki i taki". Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:22 To pewnie na nagrobku każe sobie to wyryć, żeby każdy wiedział, kim on to nie był. Tak smutne, że aż śmieszne. U mojego wysługiwanie się było notoryczne - nawet w sobotę wieczorem potrafił kogoś zawołać, bo mu się właśnie coś zepsuło i tamten miał lecieć w te pędy i naprawiać. Tak samo wpraszał się wszędzie, nawet do dalszych znajomych na krzywy ryj, nie dbając o to, że tamtym zwyczajnie może nie pasować i z grzeczności nie odmawiają, nigdy też nie myślał o tym, że jadąc do kogoś może by pasowało coś zabrać w ramach rewanżu za gościnę - na co i po co, to niepotrzebne przecież. To wokół niego mieli skakać, żywić go, zapewniać atrakcje, zabierać w atrakcyjne miejsca. Bo on był gość. W towarzystwie -uśmiechnięty, dowcipny, tryskający humorem, taki brat łata, do rany przyłóż.A w domu zimny, pozbawiony empatii cyborg,zaopatrzony wyłącznie w siebie. Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:35 ".A w domu zimny, pozbawiony empatii cyborg,zaopatrzony wyłącznie w siebie. " A skąd Ty go, ninek, wzięłaś? Bo moja mamusia po prostu wpadę zaliczyła i w strachu przed swoją gderliwą, apodyktyczną mamą, czyli moją babcią poleciała ślub brać, żeby dziecko ojca miało. Jak pożałowała swej decyzji, to już drugie było w drodze... Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:45 rekreativa napisała >A skąd Ty go, ninek, wzięłaś?< Z miłości ( ha,ha,ha) ;). Najpierw mieszkaliśmy w moim ( wynajmowanym) mieszkaniu, bo ja z racji pracy m.in nie chciałam się przenieść do niego, potem gdy już przeprowadziliśmy się do niego to stopniowo zaczął pokazywać swoje drugie oblicze. Tak na poważnie zaczęło się psuć po drugim dziecku- a potem już równia pochyła i całkowity zjazd w dół. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:34 ninek04 napisała: Tak na poważnie zaczęło się psuć po drugim dziecku- a potem już równia po > chyła i całkowity zjazd w dół. To ciekawe, bo moja kumpela, ktora sie rozwodzi twierdzi dokladnie to samo. Jakby to drugie dziecko bylo jakims FATUM. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 22:49 > To ciekawe, bo moja kumpela, ktora sie rozwodzi twierdzi dokladnie to samo. Jak > by to drugie dziecko bylo jakims FATUM. Zadne fatum tylko ostateczne rozjechanie priorytetow i oczekiwań. Faceci jak ja kiedys myślą naiwnie ze jak spełnią marzenia oczekiwania macierzynskie kobiet to one na zasadzie wzajemności spełnią ich oczekiwania i oczekuja wiecej . Kobiety zaś uważają że tym bardziej mniej maja czasu i ochoty bo teraz maja dwójkę dla ktorych oboje rodzice powinni przenisic góry i musa zrezygnować z wlasnych oczekiwań. Obie strony sie polaryzuja ze jest gorzej niz bylo. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 01:25 > Faceci jak ja kiedys myślą naiwnie ze jak spełnią marzenia oczekiwania macierzynskie kobiet to one na zasadzie wzajemności spełnią ich oczekiwania i oczekuja wiecej. < Powaznie, ktoś po pierwszym dziecku łudzi się, że będzie lepiej przy dwóch? Jak dla mnie kanały oczekiwań, wsparcia i wdzięczności rozkładają się jak między rodzicami i dziećmi - są jednokierunkowe. Dziecko jest jak czarna dziura zasysająca energie wszystkich dookoła. W pierwszych miesiącach/latach matka ma najbardziej przejebane i potrzebuje bezwarunkowej pomocy. Bezwarunkowej = bez poczucia, że się musi później odwdzięczać. Przemnożyć to przez "wszyscy chcą mieć karierę" a to przez "wszedzie jest pełno pedofili, więc trzeba dziecku helikopterować 24/7" a to przez "nie ma babć i cioć a koleżanki też wolą robić karierę (o kolegach nawet nie wspominam) i wychodzi na kilka lat czystej chujni. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 08:46 > Jak dla mnie kanały oczekiwań, wsparcia i wdzięczności rozkładają się jak międz > y rodzicami i dziećmi - są jednokierunkowe. Dziecko jest jak czarna dziura zasy > sająca energie wszystkich dookoła. Z męskiego (mózgu) puntu widzenia. No przecież te zwierzeta kwoki i inne samice adoptując wszysyko co male i nieeporadne nie robią tego z altruizmu czy jak twierdza zawle i andzia z odpowidzialnosci tylko dlatego ze je to mocno GRATYFIKUJE. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 08:50 urquhart napisał: > Z męskiego (mózgu) puntu widzenia. No przecież te zwierzeta kwoki i inne samice > adoptując wszysyko co male i nieeporadne nie robią tego z altruizmu czy jak tw > ierdza zawle i andzia z odpowidzialnosci tylko dlatego ze je to mocno GRATYFIKU > JE. Czyli mezczyzna opiekujacy sie psem ma umysl kwoki? Bo samiec alfa by tego psa zezarl? Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 10:15 > Czyli mezczyzna opiekujacy sie psem ma umysl kwoki? Bo samiec alfa by tego psa > zezarl? Kontrola gratyfikuje tez samcow, władza. Dla psa jest przewodnikiem stada i ma bezwarunkowe uznanie i podziw. Nawet kontrolowanie samochodu gratyfikuje tych na testosteronie . U ludzi oczywiście to masz pomieszane z uczuciami wyższymi i społeczna racjonalizacja u prosyych zwierząt bada się czyste dzialanie neuroprzekaźnikow na gratyfikacje i przrzyus zachowań przecież. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 10:23 urquhart napisał: > Kontrola gratyfikuje tez samcow, władza. Kiedys twierdziles, ze psychopatow. Pomylka? A moze... nie? Czy osobowosc, ktora przedstawiasz jako "samiec alfa" nie jest czasem przedstawieniem cech psychopatycznych? Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:07 sabat3 napisał: > Kiedys twierdziles, ze psychopatow. Pomylka? A moze... nie? Czy osobowosc, ktor > a przedstawiasz jako "samiec alfa" nie jest czasem przedstawieniem cech psychop > atycznych? Nie. Tak są wszystkie nowo wyćwiczone cechy urgu:)) Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:04 urquhart napisał: > Z męskiego (mózgu) puntu widzenia. No przecież te zwierzeta kwoki i inne samice > adoptując wszysyko co male i nieeporadne nie robią tego z altruizmu czy jak tw > ierdza zawle i andzia z odpowidzialnosci tylko dlatego ze je to mocno GRATYFIKU > JE. hehe...ogrom generalizacji. Masz w domu psa i kota? Ja sobie nie wyobrażam jak można dzieci wychowywać w domu pozbawionym czegoś czym dziecko może się opiekować, bo słabsze, bardziej bezbronne i zależne od niego. Dlatego może moje dzieciaki zgarniały do domu wszystko co potrzebowało pomocy, zamiast "po męsku" rzucać kamieniami w psy i wkładać pod płyty chodnikowe koty. Odpowiedzialność natomiast zaczyna się w momencie otwarcia drzwi mojego domu. Co do dzieci...zawsze sama decydowałam czy je chcę. Gdybym nie chciała, usunęłabym bez wyrzutu sumienia. Moment decyzyjny był bardzo ważny. Wraz z nim podejmowałam decyzję o doprowadzeniu sprawy do końca. Nigdy nie bawiłam się lalkami, nie wyprowadzałam dzieci sąsiadów na spacery, nie zachwycałam się zaślinionymi niemowlętami. Gdybym nie zaliczyła wpadówki, nie zostałabym matką. I wtedy nastąpił ten moment- zdecydowałam. Do szkoły od pierwszej klasy chodziły same ( przez las). Śniadanie robiły sobie same jako kilkulatki ( chleb i wędlina pokrojona w sklepie), od lat gotują sobie same ( czasami mi). Polaryzujesz ludzi bo to zwalnia Cię z myślenia. Bezpieczniej jest myśleć i być "otwartym" w temacie energii, emanacji i innych takich tam. Nie bój się urgu. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:35 Ja ci nie wciskam ze ty akurat masz żeńska prolaktynową opiekuńczość. Ale ty mi nie generslizuj ze opiekunczosc ma źródło w odpowiedzialnośći bo to czysta ignorancja faktów. Co otwarcia to czytałaś wspomnienia corki Sendlerowej ktora uratowala tysiace zydowskich dzieci? Córka wspomina ze sie tulala, zyla w stracu czy wroci, za pomoc grozila smierc rodzinie calej, do tego dla niej nie miala czasu ani bliskosci. Cos zawsze jest kosztem czegoś i konflikt interesów. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:35 Ja ci nie wciskam ze ty akurat masz żeńska prolaktynową opiekuńczość. Ale ty mi nie generslizuj ze opiekunczosc ma źródło w odpowiedzialnośći bo to czysta ignorancja faktów. Co otwarcia to czytałaś wspomnienia corki Sendlerowej ktora uratowala tysiace zydowskich dzieci? Córka wspomina ze sie tulala, zyla w stracu czy wroci, za pomoc grozila smierc rodzinie calej, do tego dla niej nie miala czasu ani bliskosci. Cos zawsze jest kosztem czegoś i konflikt interesów. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:45 Aleś pogmatwał jeszcze bardziej- z tą córką Sendlerowej:))) Jaki widzisz konflikt interesów w płaceniu alimentów na własne dzieci? Poza Ukrainką na Cyprze? ( chujowy ten przykład z Sendlerową, no chyba że wmawiasz sobie że ratujesz Ukraiński naród:) Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 11:48 zawle napisała: > no chyba że wmawiasz sobie że ratujesz Ukrai > ński naród O, a mezczyzna latajacy do burdelu moglby miec misje finansowego wspierania bidulek z trudnych domow :) Inaczej te biedne dziewczeta nie mialyby co do gara wlozyc :)) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 16:04 urquhart napisał: > Ja ci nie wciskam ze ty akurat masz żeńska prolaktynową opiekuńczość. > Ale ty mi nie generslizuj ze opiekunczosc ma źródło w odpowiedzialnośći bo to c > zysta ignorancja faktów. A ktoś ci wciska? My twierdzimy, że odpowiedzialność ma źródło w posiadaniu pod kośćmi czaszki czegoś ponad gadzi mózg. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 14:52 zawle napisała: > urquhart napisał: > > Z męskiego (mózgu) puntu widzenia. No przecież te zwierzeta kwoki i inne > samice > > adoptując wszysyko co male i nieeporadne nie robią tego z altruizmu czy j > ak tw > > ierdza zawle i andzia z odpowidzialnosci tylko dlatego ze je to mocno GRA > TYFIKU > > JE. > > hehe...ogrom generalizacji. > Masz w domu psa i kota? Ja sobie nie wyobrażam jak można dzieci wychowywać w do > mu pozbawionym czegoś czym dziecko może się opiekować, bo słabsze, bardziej bez > bronne i zależne od niego. Dlatego może moje dzieciaki zgarniały do domu wszyst > ko co potrzebowało pomocy, zamiast "po męsku" rzucać kamieniami w psy i wkładać > pod płyty chodnikowe koty. Odpowiedzialność natomiast zaczyna się w momencie o > twarcia drzwi mojego domu. > Co do dzieci...zawsze sama decydowałam czy je chcę. Gdybym nie chciała, usunęła > bym bez wyrzutu sumienia. Moment decyzyjny był bardzo ważny. Wraz z nim podejmo > wałam decyzję o doprowadzeniu sprawy do końca. > Nigdy nie bawiłam się lalkami, nie wyprowadzałam dzieci sąsiadów na spacery, ni > e zachwycałam się zaślinionymi niemowlętami. Gdybym nie zaliczyła wpadówki, nie > zostałabym matką. I wtedy nastąpił ten moment- zdecydowałam. Hehe, to tak jak ja :-D Kompletny brak zainteresowania dziećmi, wpadka i decyzja (u mnie akurat blyskawiczna): będę matką. Choć się wszyscy dziwili, że nie usuwam. Macierzystwo wiązało się z wielką rewolucją, spuszczaniem z tonu, przelykaniem żab, lekko nie było. DECYZJA. I wzięcie odpowiedzialności. Wiedziałam, że akurat teraz, w tym temacie, moc jest ze mną, więc dam radę. Inaczej usunęłabym. Pierdoły o byciu matką od chwili poczęcia nie przemawiały do mnie ani wtedy, ani teraz. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 15:05 U mnie z tą decyzją to było tak że los zdecydował za mnie- w 4 miesiącu postawiono mi inną niż dotychczas diagnozę- kompletny brak owulacji zamieniono na ciążę:)) Ale zawsze mogłam zostawić dziecko po porodzie. Podobnie z moją wnusią- nikt mnie nie obarczyłby żadną odpowiedzialnością, po synu jej nie przejęłam. Zwyczajnie zostałam babcią:)) I daję z siebie tyle ile uważam za słuszne. Małą wychowuje mama- dziś najcudowniejsza 17 letnia,piękna dziewczyna która jak każda matka ma jej serdecznie dość- ale kocha :)) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 15:16 urquhart napisał: > > Jak dla mnie kanały oczekiwań, wsparcia i wdzięczności rozkładają się jak > międz > > y rodzicami i dziećmi - są jednokierunkowe. Dziecko jest jak czarna dziur > a zasy > > sająca energie wszystkich dookoła. > > Z męskiego (mózgu) puntu widzenia. Z mojego też. No przecież te zwierzeta kwoki i inne samice > adoptując wszysyko co male i nieeporadne nie robią tego z altruizmu czy jak tw > ierdza zawle i andzia z odpowidzialnosci tylko dlatego ze je to mocno GRATYFIKU > JE. Czy ktoś tu twierdzi, że kocha się kotki z altruizmu? Znowu zmyślasz. Opiekuje się tym, co się kiedyś wzięło pod opiekę. Z poczucia odpowiadzialności, choć przyczyny wzięcia pod opiekę mogą być różne. Nawet jak jest stare, śmierdzi i już bezpośrednio nie gratyfikuje. Tak samo z dziećmi. Nawet jak się okaże, że nie gratyfikują. Albo znajduje się im lepsza rodzinę/płaci się kasę/inne rozwiązania. Już pisałam: u podłoża, na najniższym poziomie są instynkty, ale one nie tworzą jeszcze człowieka. Sublimacja popędów i cała reszta. Jak jej zabraknie mamy socjopatę lub coś koło tego. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 21:17 Mnie macierzyństwo nie gratyfikuje i właściwie od początku nie gratyfikowało, zupełnie nie. Dzieci mam z wpadki, oczywiście nie całkiem kontrolowanej, bo po odstawieniu tabletek jako metodę antykoncepcyjną stosowaliśmy stosunek przerywany, więc można się było spodziewać, że prędzej czy później się stanie. Zresztą to mąż miał parcie na dzieci, a ja mu uległam - błąd, trzeba było zastosować metodę konfrontacji ;) Okres niemowlęctwa wspominam jako najnudniejszy czas w moim życiu - to bycie na baczność, totalne niewyspanie, kłopoty z karmieniem, konieczność ciągłej aktywizacji i dostarczania im bodźców rozwojowych, wymyślanie zabaw, bawienie się z nimi, które mnie tak nudziło, że przy najbliższej okazji próbowałam się cichcem wycofywać - to było straszne, a nie gratyfikujące. Cieszę się, że są już odchowane i mają coraz więcej swoich spraw, że nie są już ze mną sklejone, jak w niemowlęctwie. I mimo, że zawsze powtarzałam, że w drugim życiu prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na posiadanie dzieci, to w sytuacji gdy podjęłam decyzję, by je mieć ( mimo braku gratyfikacji) wzięłam pełną odpowiedzialność za ich wychowanie i wypuszczenie później w świat jako niezależnych, samodzielnych już ludzi. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej i że chciałabym móc się przykładowo wymigać z opieki nad nimi. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 21:29 ninek04 napisała: I mimo, że zawsze powtarzałam, że w drugim życiu prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na posiadanie dzieci, --------------- To już zostało omówione w filmie ,,Peggy Sue wyszła za mąż". Gdybyśmy mieli jeszcze raz przeżyć nasze życia, postępowalibyśmy prawdopodobnie tak samo. Czy wolałabyś mieć wygodniejsze życie i nie mieć swoich dzieci? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 22:31 marek.zak1 napisał: > To już zostało omówione w filmie ,,Peggy Sue wyszła za mąż". Gdybyśmy mieli jes > zcze raz przeżyć nasze życia, postępowalibyśmy prawdopodobnie tak samo. Czy wol > ałabyś mieć wygodniejsze życie i nie mieć swoich dzieci? No a czy w przypadku Ninek TERAZ dziećmi opiekuje się ten, który je chciał, czy Ta, która deklaruje, że ich nie chciała? Marek, można nie chcieć, ale przyjąć odpowiedzialność, poczuć bliskość z czasem. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 22:45 sabat3 napisał: > No a czy w przypadku Ninek TERAZ dziećmi opiekuje się ten, który je chciał, czy Ta, która deklaruje, że ich nie chciała? Marek, można nie chcieć, ale przyjąć odpowiedzialność, poczuć bliskość z czasem. ---------- Z opisów czytam, że Ninek wzięła dzieci ze soba. Nie wiem, czy on tego chciał, czy nie. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 06:58 marek. żak 1 napisał >Gdybyśmy mieli jeszcze raz przeżyć nasze życia, postępowalibyśmy prawdopodobnie tak samo. Czy wolałabyś mieć wygodniejsze życie i nie mieć swoich dzieci?< Nie wiem, skąd ten wniosek? To tak, jakby założyć, że ludzie nie decydujący się na dzieci robią to wyłącznie dla własnej wygody, egoiści jednym słowem. Powodów, dla których nie odczuwa się potrzeby posiadania dziecka może być mnóstwo,a wygoda wcale nie musi być tym głównym. I bez dzieci można czuć się szczęśliwym, spełnionym człowiekiem, bez poczucia żalu,czy straty,że coś nam w życiu umknęło.I stąd właśnie, gdybym miała ponownie zaczynać życie, to potrafię sobie wyobrazić, że brak dzieci nie umniejszył by mi radości z jego przeżywania. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 07:37 A ja bym sobie zrobiła. Chociaż to trud i znój. Ale czy życie jest po to, żeby je przeżyć miło i spokojnie? Co warte byłyby chwile szczęścia, gdyby nie było trudnych? Bycie matką uczy. ( Tylko poród bym sobie darowała:)))) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 08:48 ninek04 napisała: .I stąd właśnie, gdybym miała ponownie zaczynać życie, to potrafię sobie wyobrazić, że brak dzieci nie umniejszył by mi radości z jego przeżywania. -------------- Nie chodzi o wyobrażenie, tylko o konkretny twój wybór: masz te dzieci, które masz, czy przez inne decyzje wolałabyś ich nie mieć? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 09:26 marek.zak1 napisał: > Nie chodzi o wyobrażenie, tylko o konkretny twój wybór: masz te dzieci, które m > asz, czy przez inne decyzje wolałabyś ich nie mieć? Czlowiek rzadko ma druga szanse, by sie o tym przekonac. I nikomu takiej tragedii jak utrata dziecka nie zycze. Kiedy zastanawiam sie w tej kwestii nad moim zyciem, musze przyznac, ze mam mieszane uczucia. Samo posiadanie dzieci mi obecnie nie przeszkadza. Przeciwnie - nie chcialem ich miec nie ze wzgledu na to, ze jakos organicznie nienawidze dzieci - ale ze wzgledu na odpowiedzialnosc, ktorej sie balem i ciezary jakie niosa. Podstawowym problemem jest to, ze dzieci sa powaznym zobowiazaniem, ktore trzeba dzwigac i to, ze silnie zwiazuja z drugim rodzicem, w ten czy inny sposob. Dzieci sa fajne. Lubie sie z nimi posilowac na zarty, zagrac z nimi w pilke, ogladac ksiazeczki i tlumaczyc rozne rzeczy. Teraz miedzy nami jest coraz wiecej interakcji. Bo faktycznie - takie bujanie niemowlaka az hepnie i zmienianie mu pieluch bylo mega nudnym i obciazajacym okresem. Ale przejsciowym. Widze tez dzieki nim jakis cien sensu w tym bezsensownym zyciu. Kiedy bede zdychac, bedzie tez jakas mglista nadzieja, ze czesc moich genow blaka sie po swiecie. Nie uniesmiertelnia mbie moje grafomanskie wyczyny, a zrobi to w jakis sposob zwyczajna, przyziemna reprodukcja. Powrot do korzeni :) Natomiast ze zlych stron - znam siebie i mam przeswiadczenie, ze zadna kobieta na dluzsza mete nie bylaby sklonna mnie akceptowac na stanowisku meza. Jestem odlegly od tego, co baby postrzegaja jako atrakcyjne na tej pozycji. Slabo zorganizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. Lubie sie zaszyc i wykonywac jakas czynnosc w samotnosci, czasem nawet kilka godzin bez przerwy. Mam dosc swobodny stosunek do porzadku ;) chociaz nie lubie brudu i braku czystosci. Jestem na drugim biegunie tego co reprezentuje "perfekcyjna pani domu". Ponadto nie sprostalem wyscigowi chomiczych kolowrotkow i nie osiagnalem wymiernego sukcesu w zyciu zawodowym. Mysle ze dla schematu kobieta-matka taki mezczyzna jak ja zawsze bedzie rozczarowaniem. Na dlusza mete zawsze wyladuje w czarnej dupie BSWM. Dlatego nie powinienem miec dzieci, bo nie utrzymam zwiazku, w ktorym one by sie urodzily. Nie jestem atrakcyjny matrymonialnie ;) a w kazdym razie nie jestem typem rzutkiego, energicznego zyciowego przedsiebiorcy, ktory realizuje sie przez dzialanie. Krotko mowiac - nie dzwigam roli nowoczesnego patriarchy, nie stac mnie na luksus posiadania potomstwa. Zawsze ponioslby konsekwencje tego luksusu, w postaci alimentow, wkurwu bylej zony i dlugoletniej agresji za to, ze rozczarowalem. Proba realizacji schematu maz prawie zawsze skonczy sie rozmowa bohatera i zony z "dnia swira". Za to kochankiem moglby byc z sukcesami - luzne zwiazki nie generuja tyle oczekiwan. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 09:40 sabat3 napisał: > Dzieci sa fajne. Lubie sie z nimi posilowac na zarty, zagrac z nimi w pilke, ogladac ksiazeczki i tlumaczyc rozne rzeczy. Teraz miedzy nami jest coraz wiecej interakcji. Bo faktycznie - takie bujanie niemowlaka az hepnie i zmienianie mu pieluch bylo mega nudnym i obciazajacym okresem. Ale przejsciowym. ---------------------- Masz ten upierdliwy okres za sobą, Teraz będzie tylko lepiej. ---------------------------- > Natomiast ze zlych stron - znam siebie i mam przeswiadczenie, ze zadna kobieta na dluzsza mete nie bylaby sklonna mnie akceptowac na stanowisku meza. Jestem odlegly od tego, co baby postrzegaja jako atrakcyjne na tej pozycji. Slabo zorganizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. ------------------------ Ten pakiet jest całkiem atrakcyjny dla wielu. Przenosisz ją do innego świata. Ponadto nie sprostalem wyscigowi chomiczych kolowrotkow i nie osiagnalem wymiernego sukcesu w zyciu zawodowym. ------------------------------- Przesadzasz. Robisz swoje i koniec. -------------------------------------- > Mysle ze dla schematu kobieta-matka taki mezczyzna jak ja zawsze bedzie rozczarowaniem. --------------------- To już Twoje stałe punkty. Bez sensu ale jeśli je powtarzasz, to uwierzysz. --------------------------------------- Nie jestem atrakcyjny matrymonialnie ;) a w kazdym razie nie jestem typem rzutkiego, > energicznego zyciowego przedsiebiorcy, ktory realizuje sie przez dzialanie. ----------------------------- Dobrze, że sam sie z tego śmiejesz. Pamiętaj co napisał Schopenhauer,: Jasny umysł, ciekawa osobowość i zdrowe ciało to moje największe skarby". Jak ktoś oczekuje więcej od Ciebie, to jego / jej problem. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 09:53 sabat 3 napisał >Widze tez dzieki nim jakis cien sensu w tym bezsensownym zyciu. Kiedy bede zdychac, bedzie tez jakas mglista nadzieja, ze czesc moich genow blaka sie po swiecie. Nie uniesmiertelnia mbie moje grafomanskie wyczyny, a zrobi to w jakis sposob zwyczajna, przyziemna reprodukcja. Powrot do korzeni :)< Mnie to zawsze w jakiś sposób zastanawia,skąd ta potrzeba, czy pragnienie zostawienia czegoś po sobie, unieśmiertelnienia się w oczach potomnych? Ja mam zupełnie odwrotnie - kompletnie nie mam potrzeby, czy oczekiwań, zarówno w temacie dalszego przekazywania genów ( brak wnuków mnie nie przeraża i spokojnie mogę sobie wyobrazić, że ich nie będzie), jak i pozostawienia czegokolwiek innego po sobie.Nawet grób byłby mi niepotrzebny z tą całą celebracją pamięci raz, czy dwa razy do roku. Wystarczyłoby rozrzucenie spopielonych prochów gdzieś w przestrzeń i tyle. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 10:06 ninek04 napisała: > Mnie to zawsze w jakiś sposób zastanawia,skąd ta potrzeba, czy pragnienie zosta > wienia czegoś po sobie, unieśmiertelnienia się w oczach potomnych? Racjonalizacja strachu przed smiercia. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 10:10 sabat3 napisał: > Natomiast ze zlych stron - znam siebie i mam przeswiadczenie, ze zadna kobieta > na dluzsza mete nie bylaby sklonna mnie akceptowac na stanowisku meza. Jestem o > dlegly od tego, co baby postrzegaja jako atrakcyjne na tej pozycji. Slabo zorga > nizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. Lubie sie zaszyc i wykonywac jakas > czynnosc w samotnosci, czasem nawet kilka godzin bez przerwy. Mam dosc swobodny > stosunek do porzadku ;) chociaz nie lubie brudu i braku czystosci. No bo to jest problem. Wszyscy zgadzamy się że dzieci czy porządki są koniecznie ale różna jest skala postrzegania standardów, dla jednych jest to jeden z wielu życiowych celów, dla innych cel który przyćmiewa wszystko inne, zabiera wszystkie zasoby i życiową energię. Pracuję z dziewczynami inżynierami i managerami o krótkim wskazującym palcu które mają dzieci i nie mają na tym punkcie fiksacji, porządki też traktują ambiwalentnei, jedna ma cały czas otwartą strone FB hujowa pani domu. Ta inna chemia mózgu jak na tym forum. Mało na Walentynki inne dzieciate chwaliły się zdjęciami z zajęć sportowych seksy dance inna burleski jaki szykują szopki dla wybranków. Czyli coś co Bitch podkreśliła jako nierealistyczne męskie oczekiwania od partnerek "tańców w peniuarach". :) Więc pewno dla takiej części kobiet wcale nie byłbyś rozczarowujący jako partner. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 10:45 sabat 3 napisał >Slabo zorganizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. Lubie sie zaszyc i wykonywac jakas czynnosc w samotnosci, czasem nawet kilka godzin bez przerwy. Mam dosc swobodny stosunek do porzadku ;) chociaz nie lubie brudu i braku czystosci. Jestem na drugim biegunie tego co reprezentuje "perfekcyjna pani domu"< To są akurat zalety, a nie wady :) Przesada w drugą stronę jest jeszcze gorsza - żyłam z takim porządnickim pucusiem, któremu byle pyłek przeszkadzał i ile ja się nasłuchałam, co ze mnie za syfiara i flejtuch ;) >Za to kochankiem moglby byc z sukcesami - luzne zwiazki nie generuja tyle oczekiwan.< Bo jak się ma za sobą nieciekawe doświadczenia i rozczarowania to nie wchodzi się beztrosko dwa razy do tej samej wody, z formalnymi deklaracjami, zakładaniem nowej rodziny, kolejnymi obietnicami, itd.Zresztą ponowne ładowanie się w kierat rodzinnych obowiązków jak dla mnie jest niezbyt ciekawą wizją. Stąd też myślę, że w luźnych związkach też udaje się stworzyć więzy,bliskość, intymność, niekoniecznie potwierdzając je mieszkaniem na stałe ze sobą. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 11:40 sabat3 napisał: Slabo zorga > nizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. Lubie sie zaszyc i wykonywac jakas > czynnosc w samotnosci, czasem nawet kilka godzin bez przerwy. Mam dosc swobodny > stosunek do porzadku ;) chociaz nie lubie brudu i braku czystosci. Jestem na d > rugim biegunie tego co reprezentuje "perfekcyjna pani domu". Ponadto nie sprost > alem wyscigowi chomiczych kolowrotkow i nie osiagnalem wymiernego sukcesu w zyc > iu zawodowym. Myślę sabat że nie mylisz. Wyobrażam sobie że życie z Tobą na dłuższą metę byłoby uciążliwe nie z tego powodu że jesteś chujową panią domu, tylko z tego że jesteś chujowym facetem. Zwyczajnie byłoby smutno, ciągle pod górę z marudzeniem i niemożnością w tle. Na dłuższą metę nie do udźwignięcia i nie do popchania. > Mysle ze dla schematu kobieta-matka taki mezczyzna jak ja zawsze bedzie rozczar > owaniem. Kobieta matka to może i by dała radę. Zwyczajnie zaopiekowałaby się Tobą. Ale fakt- seksu z tego by nie było. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 12:00 zawle napisała: > Myślę sabat że nie mylisz. Wyobrażam sobie że życie z Tobą na dłuższą metę było > by uciążliwe nie z tego powodu że jesteś chujową panią domu, tylko z tego że je > steś chujowym facetem. Zwyczajnie byłoby smutno, ciągle pod górę z marudzeniem > i niemożnością w tle. Na dłuższą metę nie do udźwignięcia i nie do popchania. > > > Mysle ze dla schematu kobieta-matka taki mezczyzna jak ja zawsze bedzie r > ozczar > > owaniem. > > Kobieta matka to może i by dała radę. Zwyczajnie zaopiekowałaby się Tobą. Ale f > akt- seksu z tego by nie było. O tym mowie. Mam wystarczajaco duzo doswiadczen, by stwierdzic ze to sie na dluzsza mete nie uda. I dlatego dzieci w moim wypadku sa przeszkoda i zawsze by byly. Po czasie kiedy kobiecie minie pierwsza fascynacja i zaczna sie schody musialbym zabierac dupe w troki. To daje mi szanse na fajne, kilkuletnie zwiazki, ale nie na wspolne toczenie pod gore kulki zuczka gnojarza. Trudno, carpe diem. Moj umysl podpowiada optymalna taktyke postepowania przy moich predyspozycjach, nie zrobie sobie przeszczepu mozgu. Taki sie kurwa urodzilem i taki zdechne, co poradze? Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 12:58 sabat3 napisał: > Dzieci sa fajne. Lubie sie z nimi posilowac na zarty, zagrac z nimi w pilke, og > ladac ksiazeczki i tlumaczyc rozne rzeczy. Teraz miedzy nami jest coraz wiecej > interakcji. Widze tez dzieki nim jakis cien sensu w tym bezsensownym zyciu. Kiedy bede zdyc > hac, bedzie tez jakas mglista nadzieja, ze czesc moich genow blaka sie po swiec > ie. Nie uniesmiertelnia mbie moje grafomanskie wyczyny, a zrobi to w jakis spos > ob zwyczajna, przyziemna reprodukcja. Powrot do korzeni :) > Natomiast ze zlych stron - znam siebie i mam przeswiadczenie, ze zadna kobieta > na dluzsza mete nie bylaby sklonna mnie akceptowac na stanowisku meza. Jestem o > dlegly od tego, co baby postrzegaja jako atrakcyjne na tej pozycji. Slabo zorga > nizowany, z nosem w chmurach, zapominalski. Lubie sie zaszyc i wykonywac jakas > czynnosc w samotnosci, czasem nawet kilka godzin bez przerwy. Mam dosc swobodny > stosunek do porzadku ;) chociaz nie lubie brudu i braku czystosci. Ponadto nie sprost > alem wyscigowi chomiczych kolowrotkow i nie osiagnalem wymiernego sukcesu w zyc > iu zawodowym. > Krotko mowiac - nie dzwigam roli nowoczesnego patriarchy, nie stac mnie na luks > us posiadania potomstwa. Zawsze ponioslby konsekwencje tego luksusu, w postaci > alimentow, wkurwu bylej zony i dlugoletniej agresji za to, ze rozczarowalem. > Za to kochankiem moglby byc z sukcesami - luzne zwiazki nie generuja tyle oczekiwan. podejrzewałam cie zawsze o to że nie możesz być aż takim ignorantem emocjonalnym i "ofiarą";) niezależnie od tego co ci się tam akurat za tryb włączył;) brak możliwości "spełniania oczekiwań", to jest problem. Z dzieciakami jest tak, ze one nie mają zbyt dużo oczekiwań wbrew pozorom, chcą żeby je lubić, chcą być kochani, chcą się rozwijać w tych bezpiecznych warunkach wsparcia ale i kontroli. Zmień ludzi dorosłych na takich, których oczekiwania spełniasz, resztę akceptuj, toleruj, współdziałaj gdy trzeba. Cały sukces;) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 13:47 > brak możliwości "spełniania oczekiwań", to jest problem. Z dzieciakami jest tak, ze > one nie mają zbyt dużo oczekiwań wbrew pozorom, chcą żeby je lubić, chcą być ko > chani, chcą się rozwijać w tych bezpiecznych warunkach wsparcia ale i kontroli. Ale spełnić te oczekiwania, wywiązać się z tych obowiązków to nie jest pan pikus i że z palcem w nosie nie ruszając się ze swojej wygodnej niszy. Dla niektóruych to przedsięwzięcie wymagające dużego wysiłku, pracy nad sobą i przebudowania życia. > Zmień ludzi dorosłych na takich, których oczekiwania spełniasz, resztę akceptu > j, toleruj, współdziałaj gdy trzeba. Cały sukces;) Tak. Z dorosłymi, świadomymi potrzeb i wyjściowo niezależnymi od nas łatwiej. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 14:21 aandzia43 napisała: > > > brak możliwości "spełniania oczekiwań", to jest problem. Z dzieciakami je > st tak, ze > > one nie mają zbyt dużo oczekiwań wbrew pozorom, chcą żeby je lubić, chcą > być ko > > chani, chcą się rozwijać w tych bezpiecznych warunkach wsparcia ale i kon > troli. > > Ale spełnić te oczekiwania, wywiązać się z tych obowiązków to nie jest pan piku > s i że z palcem w nosie nie ruszając się ze swojej wygodnej niszy. Dla niektóru > ych to przedsięwzięcie wymagające dużego wysiłku, pracy nad sobą i przebudowani > a życia. > trza się przebudzić, trza przebudować;) ale przebudowa niech się nie kojarzy z jakimś wielkim wysiłkiem. To spojrzenie na ludzi wokół i nadanie im cech osobowych. Maja prawo do swoich wad, oczekiwań i rozmijania się z nami i z całą pewnoscią marzą o spełnianiu swoich własnych potrzeb i oczekiwać;) co zrobić? taki świat, niech maja, a my robimy swoje. Trzeba to zaakceptować że "oni" są inni. Dbamy o nich jeśli to przyjaciele, jeśli nie, to ustalamy granice. Granice leżą tam gdzie je postawimy. Po co poświęcać temu czas i energię? Tylko szaleni walczą ciągle z wiatrakiem i marnotrawią swój czas i energie, tracą siły witalne. Porażkę trzeba zaakceptować- zaakceptować własne frajerstwo, przyjać z otwartymi ramionami konsekwencje własnej głupoty;)) to nie będzie nasz pierwszy i ostatni raz ;) ale za każdym razem człowiek wychodzi mądrzejszy. Nikt z nas z pistoletem przy skroniach nie podejnował decyzji;) za marzenia, schizy, neurozy odpowiadamy sami. "Oni" też') ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potrzebe bezpieczeństwa Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 14:48 > ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potrzebe b > ezpieczeństwa No ja własnie o dzieciach, że dla dzieci trza wysiłku :-) Przebudować, przeformułować, przejść przyspieszone dojrzewanie. Po to, by dac dziecku elementarne rzeczy. Np. poczucie bezpieczeństwa. Relacje z dorosłymi to przy tym luzik. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 14:57 aandzia43 napisała: > > > ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potr > zebe b > > ezpieczeństwa > > No ja własnie o dzieciach, że dla dzieci trza wysiłku :-) Przebudować, przeform > ułować, przejść przyspieszone dojrzewanie. Po to, by dac dziecku elementarne rz > eczy. Np. poczucie bezpieczeństwa. > Relacje z dorosłymi to przy tym luzik. > ;)) wiem;) ale mi się uruchomił jakiś "syndrom walki" ;) rozumiesz? zboczenia prywatne;)) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 19:04 bgz 0702 napisała aandzia 43 napisała >ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potrzebe b > ezpieczeństwa >No ja własnie o dzieciach, że dla dzieci trza wysiłku :-) Przebudować, przeformułować, przejść przyspieszone dojrzewanie. Po to, by dac dziecku elementarne rzeczy. Np. poczucie bezpieczeństwa. Relacje z dorosłymi to przy tym luzik.< To kwestia ustawienia sobie priorytetów. Dzieci są ważne, wiadomo, zwłaszcza gdy postanowiłaś przebudować swoje życie biorąc pod uwagę tzw.ich dobro. Ale nie oznacza to z automatu, że masz się stać cierpiętnicą, wycofaną, skupioną wyłącznie na nich i zapominającą o swoich pragnieniach i potrzebach. Bo taka postawa prędzej czy później też może się zemścić, albo odbić rykoszetem. Wszystko to kwestia proporcji i wyważenia racji. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 21:43 ninek04 napisała: > bgz 0702 napisała > aandzia 43 napisała > >ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potrz > ebe b > > ezpieczeństwa > > >No ja własnie o dzieciach, że dla dzieci trza wysiłku :-) Przebudować, prz > eformułować, przejść przyspieszone dojrzewanie. Po to, by dac dziecku elementar > ne rzeczy. Np. poczucie bezpieczeństwa. > Relacje z dorosłymi to przy tym luzik.< > > To kwestia ustawienia sobie priorytetów. Dzieci są ważne, wiadomo, zwłaszcza gd > y postanowiłaś przebudować swoje życie biorąc pod uwagę tzw.ich dobro. Ale nie > oznacza to z automatu, że masz się stać cierpiętnicą, wycofaną, skupioną wyłą > cznie na nich i zapominającą o swoich pragnieniach i potrzebach. Bo taka postaw > a prędzej czy później też może się zemścić, albo odbić rykoszetem. Wszystko to > kwestia proporcji i wyważenia racji. Słusznie. Ale ja nie jestem cierpiętnicą :-) Za cienką mam skórę i w ogóle jestem za cienka by cierpienie (nadmierny wysiłek, silny dyskomfort) mogło.stanowic przedmiot rozgrywek (np.terroryzowania otoczenia). Uciekam od zbędnego cierpienia, nie.rżnę twardziela. Moja mama powtarzała "nikt ci za to pomnika nie.postawi" mając na myśli bezsensowne dostarczanie sobie bólu czy pracy. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 21:49 ninek04 napisała: > bgz 0702 napisała > aandzia 43 napisała > >ale dzieci trzeba traktować na innych warunkach. Mają mieć spełnioną potrz > ebe b > > ezpieczeństwa > > >No ja własnie o dzieciach, że dla dzieci trza wysiłku :-) Przebudować, prz > eformułować, przejść przyspieszone dojrzewanie. Po to, by dac dziecku elementar > ne rzeczy. Np. poczucie bezpieczeństwa. > Relacje z dorosłymi to przy tym luzik.< > > To kwestia ustawienia sobie priorytetów. Dzieci są ważne, wiadomo, zwłaszcza gd > y postanowiłaś przebudować swoje życie biorąc pod uwagę tzw.ich dobro. Ale nie > oznacza to z automatu, że masz się stać cierpiętnicą, wycofaną, skupioną wyłą > cznie na nich i zapominającą o swoich pragnieniach i potrzebach. Bo taka postaw > a prędzej czy później też może się zemścić, albo odbić rykoszetem. Wszystko to > kwestia proporcji i wyważenia racji. ale... oczywiście, to nie o tym mowa że trzeba zostać "cierpiętnicą". Raczej nie jestem typem cierpiącym, w życiu sabata bym na to nie namówiła, chyba ze jakimś cudem by się dał namówić;)) ale to już nie mi...;) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 22:09 bgz 0702 napisała >ale... oczywiście, to nie o tym mowa że trzeba zostać "cierpiętnicą". Raczej nie jestem typem cierpiącym, w życiu sabata bym na to nie namówiła, chyba ze jakimś cudem by się dał namówić;)) ale to już nie mi...;)< No w życiu nie dać się zaprząść w tryb cierpiętnicy matki Polki. Życie ma za wiele odcieni, by poświęcić się tylko temu jednemu i nie myśleć o całej reszcie. Zwłaszcza, że wiosna wraz z jej urokami tuż tuż. Nie ma to jak wciąż zachłystywać się jej pięknem :-) Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 22:22 Ło jezuu..jaki ten świat jest groźny...na każdym kroku ktoś z chomątem... Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 09:32 marek. żak 1 napisał >Nie chodzi o wyobrażenie, tylko o konkretny twój wybór: masz te dzieci, które masz, czy przez inne decyzje wolałabyś ich nie mieć?< Wyboru dokonałam z chwilą podjęcia decyzji, że urodzę i będę je wychowywać, uczyć, kochać, iść z nimi przez życie, więc tu nie chodzi o gdybanie, że byłoby mi lepiej, gdyby ich nie było.One są, będą, jesteśmy razem i cieszymy się, że mamy siebie. Ale z racji przeżycia doświadczeń macierzyńskich mogę właśnie stwierdzić, że jeślibym dzieci nie miała, to również mogłabym się czuć spełnioną kobietą( już abstrahując od tego, czy w związku, czy nie). Sam fakt posiadania dzieci nie jest dla mnie wyznacznikiem i miarą szczęścia, czy spełnienia życiowego. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 09:44 ninek04 napisała: > Wyboru dokonałam z chwilą podjęcia decyzji, że urodzę i będę je wychowywać, uczyć, kochać, iść z nimi przez życie, więc tu nie chodzi o gdybanie, że byłoby mi lepiej, gdyby ich nie było.One są, będą, jesteśmy razem i cieszymy się, że mam y siebie. Ale z racji przeżycia doświadczeń macierzyńskich mogę właśnie stwierdzić, że jeślibym dzieci nie miała, to również mogłabym się czuć spełnioną kobietą. ------------------------ No niestety tego nie wiesz. Może by tak było, a może właśnie nie. Miałabyś inne życie pełne innych problemów. Jakich? Nie wiadomo. Ale czy łatwiejsze życie zrekompensowałoby brak Twoich dzieci? Osobiście myślę, że nie. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 10:15 marek. żak. 1 napisał >No niestety tego nie wiesz. Może by tak było, a może właśnie nie. Miałabyś inne życie pełne innych problemów. Jakich? Nie wiadomo. Ale czy łatwiejsze życie zrekompensowałoby brak Twoich dzieci? Osobiście myślę, że nie.< Nie odnoś tego, o czym pisałam do tych konkretnych dzieci. Mówię ogólnie i w ogóle nie zakładam, że brak dzieci wiązałby się z łatwiejszym życiem przez sam fakt ich nieposiadania. I gdyby były problemy, to by były, ale przez głowę by mi nie przeszło pomyśleć, że dzieci mogą mi cokolwiek zrekompensować. Odpowiedz Link
urquhart wybierają życie bez dzieci 18.02.17, 10:39 > Nie odnoś tego, o czym pisałam do tych konkretnych dzieci. Mówię ogólnie i w og > óle nie zakładam, że brak dzieci wiązałby się z łatwiejszym życiem przez sam fa > kt ich nieposiadania. I gdyby były problemy, to by były, ale przez głowę by mi > nie przeszło pomyśleć, że dzieci mogą mi cokolwiek zrekompensować. No ale to się dzieje. Ludzie w starej Europie śrubują niebotycznie standardy opieki i inwestowania w dzieci po czym ... wybierają życie bez dzieci . Wystarczy poczytać o demografii rdzennej ludności szczególnie jaskrawo Skadynawii i o rodzicach helikopterach. Tam mężczyźni są najbardziej ulegli wobec agresyjnej socjotechniki. Statystykę ratują napływowi muzułmanie którzy mają typowo po 6 dzieci i więcej że wychodzi na zero w skali globalnej. Oni się nie integrują, mają gdzieś kulturę i wyśrubowane wymagania opieki nad dziećmi. Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 10:52 nek04 napisała: > Nie odnoś tego, o czym pisałam do tych konkretnych dzieci. Mówię ogólnie i w og > óle nie zakładam, że brak dzieci wiązałby się z łatwiejszym życiem przez sam fa > kt ich nieposiadania. I podobnie rzadko spotykam się z jakimiś zdecydowanymi deklaracjami mężczyzn że nie chcą mieć dzieci z przekonania, czy ciąć sobie w tym celu nasieniowody, widzą to jako jeden z wielu celów w życiu, ale nie taki pochłania automatycznie całą resztę. Ale inny temat że są przerażeni co dzieje się z typowymi kobietami po urodzeniu dziecka i tego się boją. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 11:15 Urquhart napisał >I podobnie rzadko spotykam się z jakimiś zdecydowanymi deklaracjami mężczyzn że nie chcą mieć dzieci z przekonania, czy ciąć sobie w tym celu nasieniowody, widzą to jako jeden z wielu celów w życiu, ale nie taki pochłania automatycznie całą resztę. Ale inny temat że są przerażeni co dzieje się z typowymi kobietami po urodzeniu dziecka i tego się boją.< Ale z racji biologii w tych pierwszych miesiącach po urodzeniu no nie da się za bardzo zrobić tak,żeby dzieci nie pochłaniały większości czasu. No jak to sobie wyobrażasz - nie karmić, nie przewijać, nie wychodzić na spacer, nie wstawać w nocy? Te pierwsze miesiące są nie do przeskoczenia, ale to stan przejściowy, który mija niepostrzeżenie. I potem można skupić się na innych celach, na rozwijaniu siebie, związku, pasji, spełnianiu się zawodowo itp.a niekoniecznie być w 100% uwiązaną przy dzieciach, sprzątaniu, gotowaniu i olewaniu potrzeb męża - to byłoby dopiero nudne i udupiające. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 11:42 ninek04 napisała: > marek. żak. 1 napisał > >No niestety tego nie wiesz. Może by tak było, a może właśnie nie. Miałabyś inne życie pełne innych problemów. Jakich? Nie wiadomo. Ale czy łatwiejsze życie zrekompensowałoby brak Twoich dzieci? Osobiście myślę, że nie.< > > Nie odnoś tego, o czym pisałam do tych konkretnych dzieci. Mówię ogólnie i w ogóle nie zakładam, że brak dzieci wiązałby się z łatwiejszym życiem przez sam fakt ich nieposiadania. ---------------------- Własnie trzeba mówić i konkretach. Wybierasz między tymi konkretnymi dziećmi i z tym konkretnym facetem a: - brakiem dzieci z tym samym facetem, - życiem z innym facetem, bez dzieci, - życiem samotnym. Który wariant i który jest lepszy? Nie znasz ciemnych stron tego innego życia. Gdzie nas nie ma trawa jest bardziej zielona. Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 11:50 marek.zak1 napisał: > Nie znasz ciemnych stron tego innego życia. Gdzie nas nie ma trawa jest bardzie > j zielona. Wystarczy wyznawac zasade " teraz kurwa ja" i juz nawet wlasne dzieci nie sa do szczescia potrzebne. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 12:36 mabelle2000 napisała: > marek.zak1 napisał: > > > Nie znasz ciemnych stron tego innego życia. Gdzie nas nie ma trawa jest b > ardzie > > j zielona. > > Wystarczy wyznawac zasade " teraz kurwa ja" i juz nawet wlasne dzieci nie sa do > szczescia potrzebne. Wystarczy skrypt zyciowy "rodzica krytykujacego" by poczuc sie fajnie na forum internetowym :))) Takiemu nigdy nie dogodzisz, bo realizuje sie przez podszczypywanie innych ;) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 12:42 sabat3 n > Wystarczy skrypt zyciowy "rodzica krytykujacego" by poczuc sie fajnie na forum > internetowym :))) > Takiemu nigdy nie dogodzisz, bo realizuje sie przez podszczypywanie innych ;) Jak Ci sie marzy kolko wzajemnej adoracji, to sie nie pchaj na forum dyskusyjne :-) Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 12:57 > Wystarczy skrypt zyciowy "rodzica krytykujacego" by poczuc sie fajnie na forum > internetowym :))) > Takiemu nigdy nie dogodzisz, bo realizuje sie przez podszczypywanie innych ;) Kijowski też zaczynał karierę lidera od ojców walczących o dzieci Prezydent Stowarzyszenia no co ty Tato :) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 16:06 marek. żak 1 napisał >Własnie trzeba mówić i konkretach. Wybierasz między tymi konkretnymi dziećmi i z tym konkretnym facetem a: - brakiem dzieci z tym samym facetem, - życiem z innym facetem, bez dzieci, - życiem samotnym. Który wariant i który jest lepszy?< Nie umiem odpowiedzieć na te pytania i myślę, że nie o to chodzi, tak w gruncie rzeczy. To, co się stało, już się nie odstanie, więc nie tędy droga, żeby gdybać, czy lepiej by było z tym, czy z tamtym, czy z dziećmi, czy bez dzieci,czy samotnie. Jedno, co wiem, to to, że posiadanie dzieci nie jest warunkiem koniecznym do poczucia bycia szczęśliwym człowiekiem. Myślę, że przy moim charakterze i niedoskonałej psychice lepiej byłoby, gdybym dzieci nie miała. Zresztą, jak spotykam się ze swoją matką,czy z nią rozmawiam, to ona ciągle mi powtarza, że powinnam się zastanowić nad sobą, jako matka i dojrzała osoba, bo w tym wieku i posiadając dzieci to już wiadomo na czym trzeba się skupić, a do mnie nic nie dociera i mi to zwyczajnie lotto koło uszu ;) Odpowiedz Link
mabelle2000 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 18.02.17, 11:38 ninek04 napisała: > Sam fakt posiadania dziec > i nie jest dla mnie wyznacznikiem i miarą szczęścia, czy spełnienia życiowego. Dlatego Twoje madrosci mozna o kant dupy rozbic, poniewaz miara szczescia wlasnie jest moc kogos kochac, bedac przez ta osobe kochanym. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:27 rekreativa napisała: > Oprócz tej "wrażliwości betoniarki" - tu się nie zgadzam - to też tak postrzega > m zawle. I zazdroszczę takiego charakteru. > To zresztą jedyna rzecz, jakiej tez zazdrościłam ojcu - on się, kurde, niczego > nie bał, nic mu nie było straszne, żadne przeciwności, żadna praca, żadne warun > ki. > No i nawet odrobiny tego nie odziedziczyłam. Ja się wielu rzeczy boję, wielu sytuacji. No może nie warunków, nie pracy i nie przeciwności:) Ale byłam sama z dwójką dzieciaków i umierającą matką i za nich odpowiadałam. Brandzlowanie się swoimi strachami ciągnęłoby mnie na dno, wiązało ręce i żadnego pożytku by z tego nie było. Więc takie zabawy zostawiałam sobie jako luksus. Czasami zalewały mnie niecierpliwą falą. Wtedy poddawałam się na chwilę żeby nabrać sił i móc dalej iść. Raz się udało, drugi raz i pojawiło się poczucie że to dobra droga- droga na wyjście z gówna. Tym się teraz w życiu kieruję- iść, trochę odpocząć i iść. Gdybym nie miała wiadra to bym je sobie ulepiła. W norze miałabym porządek i dom. Bo tego nikt mi nie dał i nikt mi odebrać nie może. Poza tym widziałam wielu zniszczonych współczuciem i głaskaniem po głowie dzieciaków. Nikt im nie powiedział że to się skończy dokładnie tego dnia gdy uzyskają pełnoletność. Nikogo nie będzie już obchodzić że mają najgorzej bo nie mają markowych ubrań, bo taka pije. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:35 zawle napisała: > Nikogo nie będzie już obchodzić że mają najgorzej bo nie mają m > arkowych ubrań, bo taka pije. Deprecjonujesz. Nie mowimy o sytuacjach, gdy ktos nie ma dostepu do markowych ubran, raczej o takich, gdy ktos doslownie nie ma gdzie sie umyc, wysrac i polozyc spac. I dopiero ten poziom smieszny nie jest, te "markowe ubrania" to rozumiem taka pogardliwa metafora delikatnosci? Bo ja 80%ubran mam z second handu, co mi nie raz zarzucano na tym forum. Sorry, nosze sie jak szmaciarz, nie przeszkadza mi to. Na inne oznaki statusu tez nie mam i nie mialem parcia. Wiec nie wiem - to przytyk do forum, ogolnie? Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 12:41 Starałam się wrócił uwagę na fakt że to co w innych wywołuje współczucie, nijak się ma do realnego życia. Co potwierdziłeś słowami o szmateksie. A jeśli chodzi o ciuchy...dla mnie szczytem bezguścia jest najmodniejsze ubranie. Tak modne że chodzą w tym wszyscy a za rok trzeba wywalić żeby kupić modniejsze:)) Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 15:15 "Brandzlowanie się swoimi strachami ciągnęłoby mnie na dno, wiązało ręce i żadnego pożytku by z tego nie było. Więc takie zabawy zostawiałam sobie jako luksus. Czasami zalewały mnie niecierpliwą falą. Wtedy poddawałam się na chwilę żeby nabrać sił i móc dalej iść. " Widzisz, u mnie jest tak, że ja mimo strachów w sytuacjach podbramkowych potrafię się spiąć i zachować z zimną krwią wręcz. Za to potem, już w okresie spokoju jest zjazd. Przykład podam: nie ruszyła mnie diagnoza, że mam chłoniaka, nie ruszyły mnie biopsje szpiku, chemie, niezliczone badania, szpital, obecność ludzi chorych bardziej ode mnie, których widziałam dwa razy, a trzeci już nie... Natomiast jak mi lekarz oświadczył, że super, jest remisja, to mnie nerwica tak pierdolnęła, że zaczęłam mieć ataki paniki, gdy wychodziłam z mieszkania śmieci wyrzucić. Tak uroda mojej głowy. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 15:38 Rekreativa, to świeża sprawa, o której piszesz? Jeśli tak, to dużo zdrowia i spokoju przede wszystkim. Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 16:02 "Rekreativa, to świeża sprawa, o której piszesz? Jeśli tak, to dużo zdrowia i spokoju przede wszystkim." Leczenie przeszłam 3 lata temu, ale to jest typ chłoniaka, który się uznaje za chorobę przewlekłą, tak że badania i kontrole co 3-5 miechów aż do kolejnego nawrotu, który może se nastąpić za rok, dwa, 10, albo chuj wie kiedy. Taka bombeczka zegarowa. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 16:32 No tak..To spokój i bycie dobrej myśli tym bardziej wskazane w takim razie. Tego życzę :) Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 17:59 "To spokój i bycie dobrej myśli tym bardziej wskazane w takim razie. Tego życzę" dziękuję, ninku :) Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 23:08 rekreativa napisała: > > > Leczenie przeszłam 3 lata temu, ale to jest typ chłoniaka, który się uznaje za > chorobę przewlekłą, tak że badania i kontrole co 3-5 miechów aż do kolejnego n > awrotu, który może se nastąpić za rok, dwa, 10, albo chuj wie kiedy. > Taka bombeczka zegarowa. > Witaj w klubie zombiaków;). Odpowiedz Link
rekreativa Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 00:40 "Witaj w klubie zombiakówwink. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:10 rekreativa napisała: > Widzisz, u mnie jest tak, że ja mimo strachów w sytuacjach podbramkowych potraf > ię się spiąć i zachować z zimną krwią wręcz. Za to potem, już w okresie spokoju > jest zjazd. Ja mam zjazd gdy nie mam na co spożytkować adrenaliny. Wiem że będzie ciężko, a okazuje się że nie było. > Przykład podam: nie ruszyła mnie diagnoza, że mam chłoniaka, nie ruszyły mnie b > iopsje szpiku, chemie, niezliczone badania, szpital, obecność ludzi chorych bar > dziej ode mnie, których widziałam dwa razy, a trzeci już nie... > Natomiast jak mi lekarz oświadczył, że super, jest remisja, to mnie nerwica ta > k pierdolnęła, że zaczęłam mieć ataki paniki, gdy wychodziłam z mieszkania śmie > ci wyrzucić. > Tak uroda mojej głowy. Ale dajesz radę w tym momencie w którym najpotrzebniej. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:30 sabat3 napisał: > zawle napisała: > > No pewnie że miałam:)) 1400 na rękę. Do pracy 2 godziny pociągiem i godzi > nę aut > > obusem. Pomogła mi dziewczyna z roboty- powiedziała- możesz u mnie mieszk > ać jak > > będziesz w warszawie. Zero alimentów. I moja chora na raka matka której > odpier > > dalało gdy zostawiałam z nią dzieciaki. Miałam cieplutko i wygodnie. Tera > z kole > > j na argument: Co z Ciebie za matka:))) > > Co z Ciebie za matka!!! > > A tak na serio - nie uważam, żebyś miała lepiej niż ja. Ale ja nie jestem Tobą, > tutaj jest główna różnica ;) Jak nie miala latwiej? Miala dwie osoby (matke i te kolezanke), ktore jej chcialy pomoc = zapewnic lokum czyli to, o co jest najtrudniej (co tez generuje najwieksze koszty) w razie opuszczenia dotychczasowego miejsca pobytu: gdzie bede mieszkac? Ile osob chce pomoc Tobie Sabat? NIKT. Kto chce Ciebie przyjac do swojego domu? NIKT. Nawet Twoja wlasna matka nie chce. To jest ta roznica: miec czyjas realna pomoc na poczatku, a nie miec. Dlatego sie zapytala co Ci sugeruje powolujac sie na swoj przyklad: wymuszenie pomocy na rodzicach? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 19:50 hello-kitty2 napisała: > Jak nie miala latwiej? Miala dwie osoby (matke i te kolezanke), ktore jej chcia > ly pomoc = zapewnic lokum czyli to, o co jest najtrudniej (co tez generuje najw > ieksze koszty) w razie opuszczenia dotychczasowego miejsca pobytu: gdzie bede m > ieszkac? Ile osob chce pomoc Tobie Sabat? NIKT. Kto chce Ciebie przyjac do swoj > ego domu? NIKT. Nawet Twoja wlasna matka nie chce. To jest ta roznica: miec czy > jas realna pomoc na poczatku, a nie miec. > > Dlatego sie zapytala co Ci sugeruje powolujac sie na swoj przyklad: wymuszenie > pomocy na rodzicach? To jest tak: przypuszczam, ze rodzice by mnie ostatecznie nie wyrzucili, pozwoliliby jakis czas zamieszkac. Ale to ja bym wolal w takim wariancie mieszkac z obcymi ludzmi, bo to "mieszkanie u rodzicow" wygladaloby tak, jakbym wsadzil gola dupe w gniazdo os. W ich swiecie wartosci seks znaczy niewiele, bylbym winny rozpadu zwiazku i nieszczescia dzieci. Nie wiem czy ktos Cie kiedys przesladowal psychicznie, ale moj ojciec to jest taka menda, ze jak ma powod, to wbije szpile nawet przechodzac po kielbase do lodówki. Na kazdym kroku. Matka tez potrafi taka byc. Wiec takie mieszkanie to ja pierdole, z tymi studentami czy pakisami w Ladku lepsza wizja. Daloby sie chyba wymusic tymczasowe lokum, ale nie byliby po mojej stronie - a wrecz przeciwnie. Nie wsparliby tylko zaatakowali. Zreszta - moja matka czesto wspierala zone w roznych atakach na mnie, bo chciala jej wejsc w dupe. Teraz juz tak nie robi, bo aktualnie jak moja stara do nas przychodzi, to zona idzie sie ostentacyjnie kapac, udaje sie na drzemke czy akurat pilnie musi wyjsc do sklepu :p Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:07 sabat3 napisał: Wiec takie mieszkanie to ja > pierdole, z tymi studentami czy pakisami w Ladku lepsza wizja. Tylko troche do kochanki daleko zwazywszy, ze rozstanie z zona mialo pierwotnie na celu zwiekszenie z nia liczby spotkan ;) Daloby sie chyb > a wymusic tymczasowe lokum, ale nie byliby po mojej stronie - a wrecz przeciwni > e. Nie wsparliby tylko zaatakowali. Twoj wybor w spawie (liczenia/nie liczenia na pomoc) rodzicow, a nie 'moja perspektywa'. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:17 hello-kitty2 napisała: > Tylko troche do kochanki daleko zwazywszy, ze rozstanie z zona mialo pierwotnie > na celu zwiekszenie z nia liczby spotkan ;) Bystra Kitty :) Samo "bycie wolnym" i "honor" jest srednio przekonujace w wypadku, gdy od kochanki dzieli pare tysiecy kilometrow, a warunki egzystencji obiektywnie znacznie gorsze. To sie ordynarnie nie oplaca :p Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 20:13 hello-kitty2 napisała: > Jak nie miala latwiej? Miala dwie osoby (matke i te kolezanke), ktore jej chcia > ly pomoc = zapewnic lokum czyli to, o co jest najtrudniej (co tez generuje najw > ieksze koszty) w razie opuszczenia dotychczasowego miejsca pobytu: gdzie bede m > ieszkac? Ile osob chce pomoc Tobie Sabat? NIKT. Kto chce Ciebie przyjac do swoj > ego domu? NIKT. Nawet Twoja wlasna matka nie chce. To jest ta roznica: miec czy > jas realna pomoc na poczatku, a nie miec. > > Dlatego sie zapytala co Ci sugeruje powolujac sie na swoj przyklad: wymuszenie > pomocy na rodzicach? Bo gdy się podejmuje decyzje to się okazuje kogo ma się wokół siebie:) I okazało się że świat mi sprzyja, sam do mnie wyciąga rękę. Dom w którym mieszkała moja matka był moim domem rodzinnym. Być może twoje doświadczenia rodzinne są inne, ale już ktoś mądry Ci radził żebyś wszystkich i wszystkiego nie oceniała przez pryzmat swojej perspektywy. Decyzja jednak była pierwsza. Podjęta. Gdyby nie to, wymyśliłabym coś innego. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 20:22 zawle napisała: > Decyzja jednak była pierwsza. Podjęta. Gdyby nie to, wymyśliłabym coś innego. Poczucie pelnej sprawczosci. To mi sie u Ciebie podoba, Zawle. Zawsze cos sie wymysli. Taka sytuacja - odchodzisz z malymi i po miesiacu diagnozuja u Ciebie nowotwor zlosliwy z przerzutami. Damy rade? :) Co bys zrobila? Odpowiedz Link
urquhart Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 20:45 > Poczucie pelnej sprawczosci. To mi sie u Ciebie podoba, Zawle. Zawsze cos sie w > ymysli. > Taka sytuacja - odchodzisz z malymi i po miesiacu diagnozuja u Ciebie nowotwor > zlosliwy z przerzutami. Damy rade? :) > Co bys zrobila? Nie czytałeś jak buddyści leczą z sukcesem raka nastawieniem i medytacją ? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:13 urquhart napisał: > Nie czytałeś jak buddyści leczą z sukcesem raka nastawieniem i medytacją ? Chrzescijanie tez. A naukowcy chirurgia i chemioterapia. Odpowiedz Link
proteinowy.na.chwile Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 00:35 sabat3 napisał: > urquhart napisał: > > Nie czytałeś jak buddyści leczą z sukcesem raka nastawieniem i medytacją > ? > > Chrzescijanie tez. > A naukowcy chirurgia i chemioterapia. Czasem leczą do spóły. Wtedy w razie sukcesu Jezus czy Budda (czy L. Ron Hubbard) zgarniają śmietankę, w razie zgonu: to jest dowód na chujnię medycyny oraz niedoskonałość nastawienia pacjenta, czyli konieczności pełniejszego zwrócenia się do Jezusa/Buddy/Hubbarda jako dostarczycieli drugiej szansy. Czy się obrócisz w prawo czy w lewo i tak dupa z tyłu. Albo cycki z przodu... ;] Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 20:51 sabat3 napisał: > Taka sytuacja - odchodzisz z malymi i po miesiacu diagnozuja u Ciebie nowotwor > zlosliwy z przerzutami. Damy rade? :) > Co bys zrobila? hehe..nie planuje sobie każdej katastrofy która może/nie może mnie spotkać. Skupiam się na rozwiązywaniu problemów dnia dzisiejszego a nie na tworzeniu czarnej przyszłości. Tym niech się zajmują podobnie Tobie. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 20:55 zawle napisała: > Bo gdy się podejmuje decyzje to się okazuje kogo ma się wokół siebie:) I okazał > o się że świat mi sprzyja, sam do mnie wyciąga rękę. Dom w którym mieszkała moj > a matka był moim domem rodzinnym. Być może twoje doświadczenia rodzinne są inne > , ale już ktoś mądry Ci radził żebyś wszystkich i wszystkiego nie oceniała prze > z pryzmat swojej perspektywy. > Decyzja jednak była pierwsza. Podjęta. Gdyby nie to, wymyśliłabym coś innego. Jaka MOJA perspektywa? Czy nikt nie czyta co o swoich rodzicach pisze Sabat? Moja perspektywa? Ciekawe. Ja mam oddana matke, ktora jest na kazde moje skinienie. Gdybym chciala do niej uciekac nawet nie musialabym wczesniej zadzwonic ani porozmawiac, wystarczy, ze stanelabym w drzwiach. Zreszta ona zawsze dba zebym miala do domu aktualne klucze. W sprawach finansowych ufam jej w stu procentach, tak jak i ona mnie. Mam dostep do jej konta i znam jej nr pinu do karty. Ja z kolei zabezpieczylam ja finansowo, przepisalam na nia notarialnie czesc nieruchoma spadku po ojcu, finansuje jej remonty, oplacam przyjazdy i pobyty u mnie dbajac by w tym okresie jej sie emerytury odkladaly nienaruszone na koncie. Nawet wpisalam ja do swojego testamentu, ze gdybym umarla przede nia to bedzie otrzymywala comiesieczna 'pensje' do dnia smierci zeby jej nigdy nie zabraklo gotowki. Ostatnio kupilam jej nawet telewizor, bo jej padl. Wiec nie bardzo rozumiem jaka 'moja perspektywa' w sprawie sabatowych rodzicow? ;-) Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:05 To powinnaś wziąć poprawkę na sabata..on już planuje raka z przerzutami:)) Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:07 zawle napisała: > To powinnaś wziąć poprawkę na sabata..on już planuje raka z przerzutami:)) To byl przyklad, kurde :/ Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:14 zawle napisała: > To powinnaś wziąć poprawkę na sabata..on już planuje raka z przerzutami:)) Biore poprawke. Po prostu oceniam, ze jeszcze go nie przyparlo i prawdopodobnie nigdy nie przyprze. Charakterologicznie tez ma to dmuchanie na zimne non stop zalaczone. Pamietam jak opisywal swoj dyskomfort w grupie, z ludzmi, na kursach plywania czy koloniach, dyskomfort wynikajacy ze wspoluzywania toalet i takie tam. To nie jest czlowiek przygod i ryzyka. Zreszta Wont mu slusznie radzil. Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:24 hello-kitty2 napisała: > Biore poprawke. Po prostu oceniam, ze jeszcze go nie przyparlo i prawdopodobnie > nigdy nie przyprze. Charakterologicznie tez ma to dmuchanie na zimne non stop > zalaczone. Pamietam jak opisywal swoj dyskomfort w grupie, z ludzmi, na kursach > plywania czy koloniach, dyskomfort wynikajacy ze wspoluzywania toalet i takie > tam. To nie jest czlowiek przygod i ryzyka. Zreszta Wont mu slusznie radzil. Kiedy nie ma wyjscia, potrafie dzialac i ryzykowac. Sadze ze rozwod nastapi, ale przy najblizszej zmianie warunkow gry (przykladowo dziedziczenie z jej/mojej strony) lub kiedy wyjdzie na jaw moja "niewiernosc". Mam wrazenie, ze to drugie ma chyba w glebokim powazaniu, stawiam na pierwsze. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 22:47 sabat3 napisał: > Kiedy nie ma wyjscia, potrafie dzialac i ryzykowac. Sadze ze rozwod nastapi, al > e przy najblizszej zmianie warunkow gry (przykladowo dziedziczenie z jej/mojej > strony) lub kiedy wyjdzie na jaw moja "niewiernosc". Mam wrazenie, ze to drugie > ma chyba w glebokim powazaniu, stawiam na pierwsze. I o to sabta chodzi. Zostajesz bo chcesz, a nie dlatego że nie da się. Tyle że chujowo teraz marudzić, nie? Odpowiedz Link
sabat3 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 23:34 zawle napisała: > I o to sabta chodzi. Zostajesz bo chcesz, a nie dlatego że nie da się. Tyle że > chujowo teraz marudzić, nie? Na ten moment i tę sytuację jest to chyba najbardziej racjonalne rozwiązanie. Trochę ostatnio przelicytowałem emocjonalnie po pytaniu Kitty o "wariant B". Co przyniesie czas - zobaczymy. Sytuacja może zmienić się za dwa tygodnie, dwa miesiące, dwa lata albo i nigdy. Póki co - carpe diem, baby :) Czuję się trochę jak Nikodem Dyzma na posadzie u Kunickiego. Byle jeszcze trochę pociągnąć to wszystko do przodu... Bo kiedy się z NIĄ spotykam, to jest pięknie. Tu i teraz (wink Kitty). Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 05:51 sabat3 napisał: > Na ten moment i tę sytuację jest to chyba najbardziej racjonalne rozwiązanie. > Trochę ostatnio przelicytowałem emocjonalnie po pytaniu Kitty o "wariant B". > Co przyniesie czas - zobaczymy. > Sytuacja może zmienić się za dwa tygodnie, dwa miesiące, dwa lata albo i nigdy. > > Póki co - carpe diem, baby :) > Czuję się trochę jak Nikodem Dyzma na posadzie u Kunickiego. Byle jeszcze troch > ę pociągnąć to wszystko do przodu... Bo kiedy się z NIĄ spotykam, to jest piękn > ie. Tu i teraz (wink Kitty). Nastrój widzę mniej dramatyczny;) I o to chodziło. Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 06:20 zawle napisała: > sabat3 napisał: > > Na ten moment i tę sytuację jest to chyba najbardziej racjonalne rozwiąza > nie. > > Trochę ostatnio przelicytowałem emocjonalnie po pytaniu Kitty o "wariant > B". > > Co przyniesie czas - zobaczymy. > > Sytuacja może zmienić się za dwa tygodnie, dwa miesiące, dwa lata albo i > nigdy. > > > > Póki co - carpe diem, baby :) > > Czuję się trochę jak Nikodem Dyzma na posadzie u Kunickiego. Byle jeszcze > troch > > ę pociągnąć to wszystko do przodu... Bo kiedy się z NIĄ spotykam, to jest > piękn > > ie. Tu i teraz (wink Kitty). > > Nastrój widzę mniej dramatyczny;) I o to chodziło. ;) Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:14 hello -kitty2 napisała >To jest ta roznica: miec czyjas realna pomoc na poczatku, a nie miec.< Ale czasem nie ma wyboru, nie ma realnej pomocy i trzeba zdać się na siebie. Nie sądzę, żeby to były odosobnione przypadki osób, które nie mają żadnego praktycznie zaplecza w postaci pomocy,takiej rzeczywiście związanej z przyziemnymi sprawami. Ja nie miałam i nie mam ( no wsparcie emocjonalne mam, na odległość wprawdzie, co jest ważne, ale to jednak co innego ).Gdy znalazłam lokum, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy ( moje, nie jego) i odjechałam z dziećmi. Rodzice są 200km stąd, siostra za granicą na stałe, najbliżsi przyjaciele też w innym mieście,opiekunki nie mam, ani nikogo do przypilnowania. I muszę( i chcę) sobie radzić, dzieci przeżywają przyspieszony kurs dorosłości, dużo czasu przebywają same ( wyrodna matka), jeżdżą same na różne zajęcia, robią drobne zakupy, przygotowują sobie jedzenie. Tak, wiem, że tak nie powinno być i w przyszłości mogą mieć żal do mnie, ale nie miałam wyboru. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:26 ninek04 napisała: > Ale czasem nie ma wyboru, nie ma realnej pomocy i trzeba zdać się na siebie. Ni > e sądzę, żeby to były odosobnione przypadki osób, które nie mają żadnego prakty > cznie zaplecza w postaci pomocy,takiej rzeczywiście związanej z przyziemnymi sp > rawami. Ja nie miałam i nie mam ( no wsparcie emocjonalne mam, na odległość wpr > awdzie, co jest ważne, ale to jednak co innego ).Gdy znalazłam lokum, zabrałam > najpotrzebniejsze rzeczy ( moje, nie jego) i odjechałam z dziećmi. Rodzice są > 200km stąd, siostra za granicą na stałe, najbliżsi przyjaciele też w innym mieś > cie,opiekunki nie mam, ani nikogo do przypilnowania. I > muszę( i chcę) sobie radzić, dzieci przeżywają przyspieszony kurs dorosłości, > dużo czasu przebywają same ( wyrodna matka), jeżdżą same na różne zajęcia, rob > ią drobne zakupy, przygotowują sobie jedzenie. Tak, wiem, że tak nie powinno b > yć i w przyszłości mogą mieć żal do mnie, ale nie miałam wyboru. Ale Ciebie na to lokum i utrzymanie oddzielne od meza najwyrazniej stac, a Sabata nie stac. No naprawde mamy wejsc w analize roznic w pensji kogos po farmacji pracujacego w zawodzie, a pensji rozladowywacza palet? Inna sprawa, ze on tylko chcialby sie spotykac czesciej z kochanka na seks, a nie uwolnic od przemocowca. Zupenie inna motywacja i emocje. Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 21:45 hello - kitty 2 napisała >Ale Ciebie na to lokum i utrzymanie oddzielne od meza najwyrazniej stac, a Sabata nie stac. No naprawde mamy wejsc w analize roznic w pensji kogos po farmacji pracujacego w zawodzie, a pensji rozladowywacza palet?< Ale tego jak długo mnie jeszcze będzie stać to ja nie wiem.Nie opływam w luksusy, na bardzo wiele rzeczy mnie nie stać, żyję praktycznie od wypłaty do wypłaty, bo gros wydatków idzie właśnie na wynajem i opłaty. Więc może być różnie. I wtedy co? No coś się wymyśli - powiedziała wieczna pesymistka ;)Tak, teraz już w ten sposób do pewnych rzeczy podchodzę,zmieniłam nastawienie, co jeszcze jakiś czas temu nie było w ogóle możliwe w moim przypadku. A teraz no coś się musi dać wymyśleć i będzie dobrze, albo chociaż jako tako ;) Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 22:45 Bo tak to działa...musi być do przodu. A sama nie tak dawno byłaś "nie da się", "mi nie potrzeba". Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 22:40 ninek04 napisała: dzieci przeżywają przyspieszony kurs dorosłości, > dużo czasu przebywają same ( wyrodna matka), jeżdżą same na różne zajęcia, rob > ią drobne zakupy, przygotowują sobie jedzenie. Tak, wiem, że tak nie powinno b > yć i w przyszłości mogą mieć żal do mnie, ale nie miałam wyboru. ile lat mają twoje dzieci? ja mam w domu 10 latka i 13latke, od nie pamiętam kiedy są już same w domu, albo ganiają na różne zajęcia choć najpierw ich przeszkoliłam rzecz jasna. Och, nie powiem, że jak któreś tel nie odbiera po kolejnym razie to mi się panika nie włącza, albo że bóli serca też nie miałam jak musiałam od nich wymagać kiedy byli mali, standard;( wszystkie tak miałyśmy. Powiem ci w tajemnicy bo za to kryminał... ale moja 7letnia córka odbierała 4latka z przedszkola po porozumieniu oczywiście ostro po bandzie z panią wychowawczynią, bo mamusia nauczycielka więc jakby po znajomości, ale po bandzie przysługa to była. Nie lubiły nigdy opiekunek, to był dla mnie zawsze problem że ich zostawiam z jakaś babą, a oni nie chcą z nią być, wiec baby były skreślone. Mniej więcej wtedy się zaczęło moje wymaganie od nich na ostro ale też i pozwalanie im na wiele, choć przyznaję łapę trzymam na pulsie, mała wtopa i po "pozwalaniu". Ale, żeby mnie jakoś bardzo zawiedli w sensie, ze "rozumku brak" to nie. Oby tak dalej i żadne wredne chuje nie próbowały im nic złego zrobić. Nie martw się;) dzieci muszą dorosnąć, nie trzeba im sprzedawać swojego poczucia winy bo na serio uwierzą że jesteś winna czemuś;) Ze nie wspomnę że robią się odpowiedzialni Odpowiedz Link
ninek04 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 00:19 Bgz - moje też mają 10 i 13- córka jest tą starszą ;). I jak to dziewczynka jest bardziej ogarnięta i odpowiedzialna od syna,choć on też daje radę. Najbardziej mnie boli, że za mało czasu mam dla nich, bo rano jak wychodzę( chyba że mam na późniejszą zmianę) , to zdążę je tylko obudzić i już mnie nie ma, one się szykują same do szkoły, potem wracają autobusem i czekają (dłuuugo) na mnie.W niektóre dni mają swoje zajęcia to przynajmniej jadą tam i nie są same. Na zakupy chodzą kilka razy dziennie, również wieczorami ( w ogóle się nie boją i nie czują oporów, że to wieczór, a do sklepu jest kawałek-)Radzą sobie w każdym bądź razie z samodzielnością całkiem nieźle. Czasami wychodzą różne zabawne('albo mało zabawne,zależy jak spojrzeć) sytuacje - syn wracając ze szkoły autobusem miał sobie kupić bilet w automacie, ale gdzieś zapodział pieniądze i stał i grzebał w plecaku, no i wygrzebał, ale nie całą kwotę. I jakaś pani w końcu podeszła i spytała ile mu brakuje i mu dołożyła resztę - no biedne dziecko, nawet mu w domu na bilet nie dali, pewnie taki był odbiór. Ale co tam, przynajmniej będzie co wspominać kiedyś ;) Odpowiedz Link
bgz0702 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 17.02.17, 06:22 ninek04 napisała: > Bgz - moje też mają 10 i 13- córka jest tą starszą ;). I jak to dziewczynka jes > t bardziej ogarnięta i odpowiedzialna od syna,choć on też daje radę. Najbardzie > j mnie boli, że za mało czasu mam dla nich, bo rano jak wychodzę( chyba że mam > na późniejszą zmianę) , to zdążę je tylko obudzić i już mnie nie ma, one się sz > ykują same do szkoły, potem wracają autobusem i czekają (dłuuugo) na mnie.W nie > które dni mają swoje zajęcia to przynajmniej jadą tam i nie są same. Na zakupy > chodzą kilka razy dziennie, również wieczorami ( w ogóle się nie boją i nie cz > ują oporów, że to wieczór, a do sklepu jest kawałek-)Radzą sobie w każdym bądź > razie z samodzielnością całkiem nieźle. Czasami wychodzą różne zabawne('albo ma > ło zabawne,zależy jak spojrzeć) sytuacje - syn wracając ze szkoły autobusem mia > ł sobie kupić bilet w automacie, ale gdzieś zapodział pieniądze i stał i grzeba > ł w plecaku, no i wygrzebał, ale nie całą kwotę. I jakaś pani w końcu podeszła > i spytała ile mu brakuje i mu dołożyła resztę - no biedne dziecko, nawet mu w d > omu na bilet nie dali, pewnie taki był odbiór. Ale co tam, przynajmniej będzie > co wspominać kiedyś ;) damy radę;) fajne dzieciaki, całus Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 15.02.17, 23:06 zawle napisała: > No pewnie że miałam:)) 1400 na rękę. Do pracy 2 godziny pociągiem i godzinę aut > obusem. Pomogła mi dziewczyna z roboty- powiedziała- możesz u mnie mieszkać jak > będziesz w warszawie. Zero alimentów. I moja chora na raka matka której odpier > dalało gdy zostawiałam z nią dzieciaki. Miałam cieplutko i wygodnie. Teraz kole > j na argument: Co z Ciebie za matka:))) To moze napisz Sabatowi jako to jest zarabiac dziesiatki tysiecy PLN i nie placic alimentow. Moze to bedzie pozyteczna info z tej historii. Odpowiedz Link
zawle Re: hello-kitty2 napisała: > zTryb Alimenci 16.02.17, 10:16 hello-kitty2 napisała: > To moze napisz Sabatowi jako to jest zarabiac dziesiatki tysiecy PLN i nie plac > ic alimentow. Moze to bedzie pozyteczna info z tej historii. Na chuj taka wolność gdy się dla niej nic nie jest w stanie poświęcić? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:34 Zawsze chujnia zreszta rowniez jed > ynakom, ktorzy traca w oczach swoich starych na rzecz wnukow. > Jak to? Nie rozumiem. Ocipienie dziadków na punkcie wnuków to normalna sprawa. Nie jestem zazdrosna o miłość moich rodziców do mojej córki. Zawsze chciałam dla niej jak najwięcej ludzi którzy będą ją kochać i rozpieszczac. Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:39 aandzia43 napisała: > Jak to? Nie rozumiem. Ocipienie dziadków na punkcie wnuków to normalna sprawa. > Nie jestem zazdrosna o miłość moich rodziców do mojej córki. Zawsze chciałam dl > a niej jak najwięcej ludzi którzy będą ją kochać i rozpieszczac. Wręcz dowód na miłość do dziecka:)) Dzisiaj przyszedł fotelik. Z moją 3 letnią potworzycą jedziemy na dwa tygodnie wakacji:)) A w sobotę przychodzi spać z babcią. Najpierw klocki, potem konik a potem tydzień jęczenia że kręgosłup boli:)) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:47 zawle napisała: > Wręcz dowód na miłość do dziecka:)) Dzisiaj przyszedł fotelik. Z moją 3 letnią potworzycą jedziemy na dwa tygodnie wakacji:)) A w sobotę przychodzi spać z babcią. Najpierw klocki, potem konik a potem tydzień jęczenia że kręgosłup boli:)) ---------------- No i super. Ja z moją spędziłem wiele wakacji. Jesteśmy na ,,ty" a jak jej koleżanki pytały, kim jest dla ciebie ten pan, ona odpowiadała:,,to mój opiekun" :). Odpowiedz Link
zawle Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:49 A moja w sklepie zaczepia ludzi w kolejce i z dumą mówi- to jest moja babcia. Zjadłabym ją. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:56 zawle napisała: > A moja w sklepie zaczepia ludzi w kolejce i z dumą mówi- to jest moja babcia. Z jadłabym ją. ------------- Ja do niej Mela, a ona do mnie Marek. Nikt nie wie, co nas łączy. bardzo się kochamy :). Ona już jest piekną laską. Odpowiedz Link
ludlo Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 08:22 Magda Zawadzka-Holoubek w najnowszym ŻnaG bardzo ciekawie mówi, że myślała że już się nakochała w życiu, a tu niedawno pojawiła się pierwsza wnuczka i... szaleństwo, eureka!:) Odpowiedz Link
urquhart Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 08:36 ludlo napisał(a): > Magda Zawadzka-Holoubek w najnowszym ŻnaG bardzo ciekawie mówi, że myślała że j > uż się nakochała w życiu, a tu niedawno pojawiła się pierwsza wnuczka i... szal > eństwo, eureka!:) No i masz poliamorie (wersja prolaktynowa) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 09:24 marek.zak1 napisał: > zawle napisała: > > > Wręcz dowód na miłość do dziecka:)) Dzisiaj przyszedł fotelik. Z moją 3 l > etnią potworzycą jedziemy na dwa tygodnie wakacji:)) A w sobotę przychodzi spać > z babcią. Najpierw klocki, potem konik a potem tydzień jęczenia że kręgosłup b > oli:)) > ---------------- > No i super. Ja z moją spędziłem wiele wakacji. Jesteśmy na ,,ty" a jak jej kole > żanki pytały, kim jest dla ciebie ten pan, ona odpowiadała:,,to mój opiekun" :) > . Wesołe jest życie staruszka, czyli babci i dziadka. Bez obrazy, sama jestem juz starszą panią ;-) Zazdraszczam :-) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 09:34 aandzia43 napisała: Wesołe jest życie staruszka, czyli babci i dziadka. Bez obrazy, sama jestem juz starszą panią ;-) Zazdraszczam :-). --------------------- Posiadanie wnuków jest fajne, a Mela to jakby nasza trzecia córka. Połowę życia z nami mieszkała. A czy masz dzieci, wnuki to i tak masz tyle samo lat, jak gdybyś nie miała. I my i moje dzieci zaczęliśmy się rozmnażać bardzo wcześnie. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:51 aandzia43 napisała: > Zawsze chujnia zreszta rowniez jed > > ynakom, ktorzy traca w oczach swoich starych na rzecz wnukow. > > > Jak to? Nie rozumiem. Ocipienie dziadków na punkcie wnuków to normalna sprawa. > Nie jestem zazdrosna o miłość moich rodziców do mojej córki. Zawsze chciałam dl > a niej jak najwięcej ludzi którzy będą ją kochać i rozpieszczac. No, no tylko nie Twoim kosztem. Bo u Sabata to jest niestety kosztem jego ale kogo to obchodzi zeby sie wczuc jak jest u Sabata jak mozna sie napierdolic jak to jest u mnie ;) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 23:08 > No, no tylko nie Twoim kosztem. Bo u Sabata to jest niestety kosztem jego ale k > ogo to obchodzi zeby sie wczuc jak jest u Sabata jak mozna sie napierdolic jak > to jest u mnie ;) > Sorry, nie.wiem jak jest u Sabata. Nie wiem też o jakim koszcie mowa. Wiem.za to, że wiele działań mojej mamy było i jest nakierowanych na dobro mojej córki z pewnym pominięciem mojej osoby. Może kocha ją bardziej niż mnie, może nie - jest na tyle delikatna, że nie mówi pewnych rzeczy ;-) Ja kocham je obie i cieszę się, że mają siebie. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:21 hello - kitty 2 napisała >Ale Ty mialas pomoc matki, a on nie ma (o ile dobrze rozumiem). Co ma te pomoc wymusic? Swoja droga na chuj tacy rodzice, co nie mozna na nich liczyc, a opiekowc sie trzeba? Sila rodzin< Trochę przesadzasz. Przecież rodzice ( Sabata) w różnych sytuacjach opiekują się wnukami, dają im swój czas i zaangażowanie, a to już jest dużo, to jest właśnie realna pomoc, w pewnym zakresie przynajmniej .Jakby nie chcieli, to z samego obowiązku pewnie by się nie angażowali, nikogo nie da się zmusić chyba. Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:31 ninek04 napisała: > Trochę przesadzasz. Przecież rodzice ( Sabata) w różnych sytuacjach opiekują s > ię wnukami, dają im swój czas i zaangażowanie, a to już jest dużo, to jest właś > nie realna pomoc, w pewnym zakresie przynajmniej .Jakby nie chcieli, to z sameg > o obowiązku pewnie by się nie angażowali, nikogo nie da się zmusić chyba. Zdecydowanie kochają wnuki. Matka sama powiedziała, że kocha ich bardziej niż mnie. Dlatego nigdy by mi nie wybaczyli, że mogłem im "coś takiego" zrobić... i to z tak błahego powodu. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:52 sabat 3 napisał >Zdecydowanie kochają wnuki. Matka sama powiedziała, że kocha ich bardziej niż mnie. Dlatego nigdy by mi nie wybaczyli, że mogłem im "coś takiego" zrobić... i to z tak błahego powodu.< No którzy dziadkowie nie kochają i nie szaleją za wnukami? :) Natomiast wtrącanie się, czy krytyka życia dorosłych dzieci, albo narzucanie im swoich rozwiązań, czy też oburzenie z powodów wizerunkowych - bo co ludzie powiedzą,że syn / córka prowadzą się w ten, czy inny sposób to już jest coś, czym nie należy się za bardzo przejmować, albo zbytnio brać do siebie. W końcu każdy jest dorosły, ma swoje życie, sam podejmuje decyzje, dokonuje wyborów i w tę sferę macki rodziców nie powinny już sięgać, mimo że pewnie są przekonani, że kierują się troską o dobro dzieci. No ale nie na tym ta troska ma polegać, bo w pewnym momencie zaczyna wkurwiać i działać na nerwy, zwłaszcza jak rodzice są z tych ględzących. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 23:14 sabat 3 napisał >Dlatego nigdy by mi nie wybaczyli, że mogłem im "coś takiego" zrobić... i to z tak błahego powodu.< Czyli skończyłaby się miłość do wnuków, a Ty zostałbyś wyklęty jako zakała rodziny i nie chcieli by Cię widzieć na oczy? - tak by miał wyglądać brak wybaczenia, czy raczej chodziłoby o trucie, że jak mogłeś, jak ty się nie wstydzisz, Boga w sercu nie masz itd? Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 23:31 ninek04 napisała: > Czyli skończyłaby się miłość do wnuków, a Ty zostałbyś wyklęty jako zakała rodz > iny i nie chcieli by Cię widzieć na oczy? - tak by miał wyglądać brak wybaczeni > a, czy raczej chodziłoby o trucie, że jak mogłeś, jak ty się nie wstydzisz, Bog > a w sercu nie masz itd? Ciężko mi powiedzieć, bo nikt z rodziny tak nie postąpił. Jakaś mieszanina jednego i drugiego. Jedyny znany mi przypadek rozwodu jest u dalekiej rodziny, gdzie facet zwiał do USA. No i jest tym złym. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 09:29 sabat 3 napisał >Ciężko mi powiedzieć, bo nikt z rodziny tak nie postąpił. Jakaś mieszanina jednego i drugiego. Jedyny znany mi przypadek rozwodu jest u dalekiej rodziny, gdzie facet zwiał do USA. No i jest tym złym< No ale to jednak przypadek w dalekiej rodzinie, a nie dotyczący ich własnej najbliższej rodziny , jedynego syna w dodatku ( zakładając hipotetycznie, że sprawa się wyda i dojdzie do rozstania). Dlatego uważam, że nie można z góry przesądzać, że w danej, konkretnej sytuacji ( nawet jeśli " wina byłaby Twoja) zostałbyś bez ich wsparcia, choćby emocjonalnego, bo mieliby i mają Cię gdzieś - tego właśnie nie wiesz, co by było. Dlatego nie zgadzam się z Kitty, że nie możesz i nie mógłbyś na nich liczyć, bo mają Cię gdzieś i Twój los im zwisa. A rzeczywiście mają? Bo dywagować, co by było gdyby? to sobie można, a rzeczywistość może mocno zaskoczyć, zarówno na plus jak i na minus. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 20:27 ninek04 napisała: Dlatego nie zgadzam się z Kitty, że nie możesz i > nie mógłbyś na nich liczyć, bo mają Cię gdzieś i Twój los im zwisa. A rzeczywi > ście mają? Hola, hola, a co ja znam jego starych? To on ich tak przedstawia, a nie ja. Ja tylko zakladam, ze nie klamie. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 22:42 ninek04 napisała: > hello - kitty 2 napisała > >Ale Ty mialas pomoc matki, a on nie ma (o ile dobrze rozumiem). Co ma te p > omoc wymusic? Swoja droga na chuj tacy rodzice, co nie mozna na nich liczyc, a > opiekowc sie trzeba? Sila rodzin< > > Trochę przesadzasz. Przecież rodzice ( Sabata) w różnych sytuacjach opiekują s > ię wnukami, dają im swój czas i zaangażowanie, a to już jest dużo, to jest właś > nie realna pomoc, w pewnym zakresie przynajmniej .Jakby nie chcieli, to z sameg > o obowiązku pewnie by się nie angażowali, nikogo nie da się zmusić chyba. O to jest wlasnie przyklad jak nie umiesz sluchac. Wkurwiajace to jest. Gdybym byla mezczyzna, to zadna Twoja cipa by mi nie wynagrodzila Twojego braku lotnosci. Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: Tryb Alimenciarza? 16.02.17, 08:32 hello-kitty2 napisała: > Nie wierze w zadne rodzenstwa ani w zadne wiezy ro > dzinne. U mnie w rodzinie tez. To dość zrozumiałe, że nie wierzysz, patrząc na całą otaczajacą cię rzeczywistość przez pryzmat swoich nieciekawych doświadczeń osobistych. Jest jednak na tę niewiarę rada - zamiast wierzyć lub nie wierzyć postaraj się oceniać rzeczywistość na podstawie wiedzy o szerszym świecie, a nie tylko o małym wycinku, który cię otacza. Pamiętaj tylko, żeby tej wiedzy o szerszym świecie nie budować jedynie z "klocków", które pasują do twojej niewiary tylko z wielu różnych elementów, bo świat nie jest zbudowany z jedego rodzaju "cegły". Odpowiedz Link
sabat3 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:38 hello-kitty2 napisała: > rekreativa napisała: > > Przecież te babki, które się p > > orozwodziły, też musiały z niejednego zrezygnować i obniżyć standardy - n > asze d > > ziewczyny forumowe, przeciez to nie są bogaczki jakieś, znasz ich histori > e, to > > co, łatwo miały? Łatwiej niż Ty byś miał? > > OOps 'dziewczyny forumowe' to chyba nie jest najlepszy przyklad ;-) To sa wlasn > ie 'bogaczki jakies' jak na polskie warunki kochana, a historie jak to historie > , rzewne w chuj. Nie ma co do Sabata porownywac. Niech Ci 'historie' nie zaciem > niaja obrazu. Wolalbym pozytywny przyklad faceta, ktory zdecydowal sie na rozwod w sytuacji podobnej do mojej. Panowie milcza, laski nawijaja. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 20:57 sabat 3 napisał >Wolalbym pozytywny przyklad faceta, ktory zdecydowal sie na rozwod w sytuacji podobnej do mojej. Panowie milcza, laski nawijaja.< Bo wszyscy ( prawie) panowie żyją w szczęściem i miodem,i seksem płynących związkach.To paniom jak widać, nie styka i nie dogodzisz im ni chuja, więc się same wymiksowują i radzą sobie jak mogą;) Odpowiedz Link
wont2 Re: Tryb Alimenciarza? 15.02.17, 21:02 sabat3 napisał: > Wolalbym pozytywny przyklad faceta, ktory zdecydowal sie na rozwod w sytuacji p > odobnej do mojej. Panowie milcza, laski nawijaja. -------- Ja już ci napisałem parę miesięcy temu, że uważam, że rozwód w twojej aktualnej sytuacji byłby błędem. Nie znam pozytywnego przykładu faceta, który zdecydował się na rozwód w sytuacji podobnej do twojej. Moi kumple, którzy tkwią w sytuacji nieco lepszej niż twoja (lepszej głównie z uwagi na większą kasę) nie rozwodzą się w moim mniemaniu bo (a) boją się, że stracą dzieci, (b) ożenili się najczęściej z cwanymi gapami z dwoma lewymi rękami i rozwód nic nie zmieni bo dalej będą chcąc nie chcąc utrzymywać ten cały burdel, tyle że na odległość i w gorszych warunkach, (c) te, które są finansowo zależne od mężczyzn dają chyba od czasu do czasu dupy (nie daje jedna niezależna, rodzynek), (d) boją się chyba żyć zupełnie samemu (presja społeczna, jakiś lęk przed samotnością, pewnie by się zapili), (e) last but not least chyba nie mają jaj. Odpowiedz Link
ninek04 Re: Podział opieki nad rodzeństwem? 15.02.17, 01:04 sabat 3 napisał >Moja zona moglaby napisac to samo... Moze bedzie mogla... :(< Tylko, że Ty nie jesteś taki jak mój mąż. Zresztą nie poznałam jak dotąd mężczyzny, który z zachowania choćby i w małym ułamku go przypominał. Dlatego pisząc to wszystko, nie tylko teraz, ale i wcześniej nie chodzi mi o wrzucenie wszystkich facetów do jednego worka i jękolenie , jacy to oni podli i źli.Bo piszę kierując się własnymi przeżyciami z tym człowiekiem i stosunkiem do niego, który nie może być inny, po tym co z nim przeszłam. Poza tym, na tyle wątków, które tu się przewinęły o zdradzie nie przypominam sobie, by któraś z pań nie pisała, że owszem z kochankiem to było pięknie i cudownie, ale to mąż jest wciąż tym jedynym, czułym, bliskim i fajnym mężczyzną i że wciąż go kochają. Ja pisałam zawsze coś odwrotnego,i nie wykrzesam z siebie choćby małej iskierki sympatii do męża i nie zmienię stosunku do niego, bo nie mam skąd jej wziąć, wypaliło się we mnie do cna,jeśli chodzi o niego. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 21:25 ninek04 napisała: > > No też nie wiem tak w zasadzie. Bo kiedyś podpisało się jakiś mało ważny papier > ek? Który ma sankcjonować właściwość, słuszność i nieomylność wyboru aż po grób > ? Nie wiem, czemu właściwie, włożenie kutasa w cipę inną( albo nadstawienie ci > py kutasowi) , niż zakontraktowana- która/y już zresztą nie jest zainteresowany > tamtą /ym rodzi aż takie kontrowersje. Nie chodzi o sam mechaniczny fakt spusz > czenia z krzyża w tym wszystkim, ale jeśli ludziom jest dobrze w innych układac > h, to o co te wrzaski i oskarżanie o zdradę, gdy zdrady tam tyle co na lekarstw > o. O jezusku kochany, patrzcie! Ktoś się trafił! Może nie z takiej relacji ale z takim nastawieniem :) Jupi! Tak myślałam że to będzie osoba "ze stażem" Odpowiedz Link
lybbla Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 20:11 stary.dziadyga napisała: > Ok, dobra to może zadam inne pytanie, skoro na forum poliamoryków brak. Tylko nasz nestor Gogol by spełniał to kryterium, ale też nie do końca bo żona nic nie wie. Skoro tak ważna jest jednoczasowość to na siłę dam się upchnąć nawet i w to. Choć z perspektywy czasu to właściwiej byłoby mówić o miłości na zakładkę. > Czy ktoś z Was wszedł już na taki etap związku z partnerem, że darzy go szacunk > iem i bliskością, czułością, ale też nie jest już o nią/niego zazdrosny? Miłość i zazdrość to sprzeczność. O te które kocham nie jestem zasdrosny. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:31 lybbla napisał: > Miłość i zazdrość to sprzeczność. Bo ja wiem czy sprzeczność? Kochamy ludzi, a nie ich cipki, czy fiuty, a raczej tak powinniśmy. Obejmowanie miłością też części materialnej człowieka nie jest prawdziwą miłością, bo to miłość do mojego, mojej własności i dlatego w przypadku gdy partner użyczy tego ciała komuś innemu, boli tak jakbyśmy luksusowe auto utracili. Okradzeni się czujemy mimo, że uczucie do nas u partnera nie uległo zmianie, a wręcz się umocniło, bo ten partner chce nam powetować domniemane krzywdy. Na dowód słuszności tego co piszę niech każdy przeanalizuje częste przypadki tzw. wymian na nowszy model, czy zwykłe odstawienie od łoża. Czy to co łączyło, łączy tych ludzi to była, jest miłość? Dupa tam, to zwykła mieszanina dumy własnej i starowności o moje. A zazdrość? Tu dalej trzeba przypomnieć, że kocha się ludzi, ich jestestwa, a nie dupy. Czyli > O te które kocham nie jestem zasdrosny. o kogoś kto nas kocha i my go kochamy, zazdrośni nie jesteśmy. Że ciała szaleją, niech szaleją, my nic nie tracimy, sfera intymna nie została naruszona bo ciała szaleją w sferze relaksacyjno-rozrywkowej naszego życia. Inaczej jest, gdy naruszona zostaje sfera intymna, sfera uczuć wyższych. Przykładowo, dowiadujemy się, że partner ma nas w dupie i patrzeć na nas nie może. Tu zazdrość jest zasadna, naturalna (bo my kochamy) i stawia nas na rozdrożu. Uda się naprawić szkody w sferze intymnej, związek nadal ma szansę kwitnąć, nie uda się, to koniec związku i miłości. Ci co w takich okolicznościach przyrody jeszcze kochają i biadolą, mają fiu bździu w głowach. Przypominam, kiedyś pisałem o batonikach. Czyli rzeczywisty batonik to mąka, cukier, tłuszcz. Produkty bez których batonik by nie istniał i to każdy batonik. Czyli niezjadliwy. A co daje walory temu batonikowi by był zjadliwy? Dodatki. Coś czego być nie musi, ale w dużej różnorodności jest po to by batonik był zjadliwy. Dlaczego to piszę? Piszę bo my tez jesteśmy jak te batoniki. Cudów sobą, swoja fizycznością, nie reprezentujemy, ale mamy coś czym batoniki nie dysponują. Batonik ma mąkę, cukier i tłuszcz plus dodatki, a my prócz tych trzech składników i dodatków, mamy serca i mózgi i jeśli kochamy prawdziwą miłością, to kochamy to, co znajduje się w sercu i mózgu oblubieńca, a pozostały materiał bazowy, mamy do obrabiana. No bo coś trza obrabiać, czyż nie? Jeszcze o związkach polimorycznych. Nie da się. Hipisi już to przerobili i doświadczyli. Za duża ingerencja w sfery intymne i w kwestie materialne. Wniosek. Wszystko można, lecz z ostrożna. Nic na chama i w nadmiarze. Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 11.02.17, 22:50 potwor_z_piccadilly napisał: Ładnie i na temat. Dziękuję Odpowiedz Link
ewanoga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 10.01.21, 14:39 Z tą zazdrością to jest tak, że jest wolność normalna: potrzeba porobienia swoich rzeczy, własnego hobby, spędzenia czasu sam na sam z córką z pierwszego małżeństwa etc. Np. A jest wolność wywołująca złe emocje. To np. pomoc w remoncie u bardzo atrakcyjnej koleżanki. Co wtedy robię ja? Pomagamy razem :) I jeśli widzę wtedy w jej oku zawód to wiem, o co jej chodziło bo mężowi ufam, że ma po prostu szlachetne serce. A tak defacto to są osoby, które budzą zaufanie i takie które nie budzą. I to się jakoś od razu wie i czuje. To jest tak silna potrzeba soędzania czasu razem i wzajemny brak zauważania innych poniżej linii oczu. To ogień duszy jest, nie ciała. Mówi się też, że dowieraj ale prowieraj, ale moim zdaniem o wiele lepszym sposobem jest dyplomacja. To znaczy zabudowanie czasu. Dzieci, remont w domu, potrzeby moich rodziców, jego rodziców, rozwój intelektualny, zawodowy, lekarze, zajęcia dodatkowe etc. Dobę można tak zabudować miłą prośbą o pomoc, że na nadmierne zaangażowanie na boku czasu nie starczy. To sznurek na szyi założony tak taktownie i miło, że osoba, która jemu podlega nawet nie zauważy tego całego procesu. I tak naprawdę wzajemnie to wobec siebie stosujemy przecież. Żeby jakaś rzeczywiście zagrażająca małżeństwo relacja miała szansę się rozwinąć to musi być w nią zainwestowany czas i uwaga. Nie da się, jeśli jesteśmy zajęci a te wszystkie sprawy są wazne i nie da się ich odłożyć. O wiele częściej zdradzają niezaangażowani logistycznie męzowie, którzy zostawiają logistykę domu i dzieci na głowie kobiety. Ale obecnie prawie już takich nie ma. I jeszcze na koniec - po zaniedbanych łatwiej sięgnąć. Nie wierzę, żeby mąż na którego szcześciu się skupiam, miał jakikolwiek interes spojrzeć na jakąś inną kobietę poniżej linii oczu. Zapas sił witalnych, tych łóżkowych mamy w końcu tylko jeden ;) Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 17:26 stary.dziadyga napisała: > Takie pytanko mi się nasunęło. > > Nie wsydźcie się, dziadyga Was chętnie wysłucha. Mogę powiedzieć tyle: to działa, gdy ktoś nie próbuje naśladować związków monogamicznych organizacyjnie i w kwestii poziomu zaangażowania. Luźne związki, na odległość. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 12.02.17, 19:24 that.bitch.is.sick napisała: > to działa, gdy ktoś nie próbuje naśladować związków monog > amicznych organizacyjnie i w kwestii poziomu zaangażowania. Luźne związki, na o > dległość. Nie da rady, a jeśli coś takiego istnieje, to są to układy, a nie związki.W dodatku dość irytujące układy. Dlaczego irytujące? Bo związek, by trwał usytuowany się równi wznoszącej, dzielimy na trzy sfery razem ze sobą harmonijnie się splatające: 1 - Obowiązki 2 - Relaks, rozrywka i odnowa 3 - Uczucia i intymność No i pytanie. Do której z tych sfer włączysz związek luźny na odległość? I czy w ogóle w takim związku da się stworzyć wymienione sfery? Ja nie sądzę. Owszem, życie pokazuje, że ludzie potrafią, ale czy to związki oparte na sferze nr 3? Też nie sądzę. I dlatego optuję, ja osobiście, za związkiem pełnym, a optuję tak, bo nie lubię się spinać w sferach 2 i 3. Wystarczy, że spinam się w sferze nr 1. Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 12:23 potwor_z_piccadilly napisał: > Nie da rady, a jeśli coś takiego istnieje, to są to układy, a nie związki.W dod > atku dość irytujące układy. > Dlaczego irytujące? Bo związek, by trwał usytuowany się równi wznoszącej, dziel > imy na trzy sfery razem ze sobą harmonijnie się splatające: > 1 - Obowiązki > 2 - Relaks, rozrywka i odnowa > 3 - Uczucia i intymność > No i pytanie. Do której z tych sfer włączysz związek luźny na odległość? I czy > w ogóle w takim związku da się stworzyć wymienione sfery? > Ja nie sądzę. Jak zwał tak zwał. W sumie mało mnie obchodzi nazewnictwo. Nie widzę konieczności, żeby włączać związek z mężczyzną we wszystkie sfery życia, jeśli podnosisz argument trwania -nikt nie powiedział że to musi trwać w nieskończoność dyskomfort rozstania równoważy właśnie brak kłopotu z dzielenia problematycznych sfer, może większość ludzi nie umie dać bezinteresownie odrobiny zaangażowania nie oczekując niewolnictwa w zamian? Występuje logika wszystko albo nic. Nienawidzę żądzy posiadania udającej miłość. Tej całej menażerii, gospodarstwa domowego z systemem hierarchii uprawnień i zasad. Nie potrzebuję tego. Nie muszę się zrastać jak bliźnięta syjamskie tym bardziej że nie istnieje człowiek kompatybilny we wszystkich sferach. > Owszem, życie pokazuje, że ludzie potrafią, ale czy to związki oparte na sferze > nr 3? Też nie sądzę. I dlatego optuję, ja osobiście, za związkiem pełnym, a op > tuję tak, bo nie lubię się spinać w sferach 2 i 3. Wystarczy, że spinam się w s > ferze nr 1. > To kwestia wyobrażeń o tym jak się przejawia sfera nr 3. Czasem swoboda oznacza pełniejszą bliskość, a pozostawienie komuś odpowiedzialności za własne problemy - paradoksalnie większe wsparcie ( danie wędki). Nie lubię swingu. Oni nakręcają się manifestowaniem sobie czegoś jak na tacy. Ja tego nie potrzebuję. Wystarczy świadomość takiej możliwości. "Ostatnie Tango w Paryżu"? Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 17:13 I jak wrażenia? Powiesz coś wiecej? Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 18:28 Mentalnie - nowy wymiar. Każdy układ jest inny, z innych powodów i na innych zasadach. Ale sama świadomość takiej wolności jest oszałamiająca Odpowiedz Link
stary.dziadyga Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 14.02.17, 20:18 Ale wpis na podlinkowanym blogu to satyra na takie związki Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 14:24 Nie, nie do końca. Wszystko zależy od powodu takiej decyzji. W blogu opisana jest sytuacja w której pewne elementy związku (akceptacja) przeważają o tym że pozostać razem, natomiast inne elementy przyczyniają się do otwarcia związku. Oczywiście są sytuacje kiedy taki układ jest zawarty czysto na podłożu fetyszystycznym, ale cześciej jest to decyzja z jakiegoś powodu - czegoś brakuje, czegoś jest za mało, coś jest nie takie jak powinno - ale jednocześnie nie jest to powód do rozwodu. W najprostszym przykładzie - brakuje w związku zainteresowania seksem, ale wszystko inne jest idealne, więc dlaczego się rozstawać z powodu 'błahego' seksu skoro można ten brak zaspokoić obok i nadal napawać się przyjemnością wszystkich innych aspektów związku. Tak jak pisałem, każdy przypadek jest inny. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 14:40 g0d_h1mself napisał: > W najprostszym przykładzie - brakuje w związku zainteresowania seksem, ale wszystko inne jest idealne, więc dlaczego się rozstawać z powodu 'błahego' seksu skoro można ten brak zaspokoić obok i nadal napawać się przyjemnością wszystkich innych aspektów związku. ------- Zwiazek to fizycznosc, emocje i intelekt. Tylko te trzy razem tworza zwiazek kobiety i mezczyzny, ktory rokuje. Wszystko inne bez seksu / fizycznosci jest g...warte. Brak seksu -> brak zwiazku Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 14:47 Fizyczność - a seks bez fizyczności jest możliwy? Emocje - jak najbardziej, w przeciwnym wypadku taki seks nazywa się powszechnie gwałtem :) Narazie nie widzę tutaj żadnej filozofii... Ale wyjasnij mi proszę co ma intelekt do seksu? Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 15:15 g0d_h1mself napisał: W najprostszym przykładzie - brakuje w związku zainteresowania seksem, ale wszystko inne jest idealne, więc dlaczego się rozstawać z powodu 'błahego' seksu skoro można ten brak zaspokoić obok i nadal napawać się przyjemnością wszystkich innych aspektów związku. ------------------------------------- Bez seksu wszystko inne aspekty zwiazku to zero, nul, nic. Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 15:41 Ależ przeca mówię że seks jest ino z innym partnerem :) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 15:47 g0d_h1mself napisał: > Ależ przeca mówię że seks jest ino z innym partnerem :). --------------- Zwiazek z jednym, seks z drugim. Tak wiec nie jest to zwiazek, ale wspollokatorstwo, firma itp. Jeszcze raz, zwiazek bez seksu NIE jest zwiazkiem. Uzywaj innego okreslenia. > Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 17:18 marek.zak1 napisał: > Jeszcze raz, zwiazek bez seksu NIE jest zwiazkiem. Uzywaj innego okreslenia. Związek bez seksu też jest związkiem, bo to dość szerokie pojęcie. Dla ciebie może nie być związkiem, ale twoje podejście nie wyznacza normy obowiązujacej wszystkich ludzi. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 17:35 stokrotka_a napisała: > marek.zak1 napisał: > > > Jeszcze raz, zwiazek bez seksu NIE jest zwiazkiem. Uzywaj innego okreslenia. > > Związek bez seksu też jest związkiem, bo to dość szerokie pojęcie. Dla ciebie może nie być związkiem, ale twoje podejście nie wyznacza normy obowiązujacej wszystkich ludzi. ---------------------------- Samochód bez silnika też jest samochodem, tylko, ze nie jeździ. Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 17:47 Bardziej chodzi o rower bez błotników... ale tak można w nieskończoność ;-) Odpowiedz Link
stokrotka_a Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 21:02 marek.zak1 napisał: > Samochód bez silnika też jest samochodem, tylko, ze nie jeździ. Tu nie ma analogii - związek to nie urządzenie mechaniczne. Związek to umowa pomiędzy dwiema (najczęściej) osobami, której warunki mogą być przeróżne. Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 17:46 Szanuję twoją opinię i zdaję sobie sprawę że taki układ jest niedopuszczalny w wielu grupach społecznych czy subkulturach, tak więc rozumiem twoje przekonanie że związek bez seksu nie jest związkiem. Peace! Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 17:49 g0d_h1mself napisał: > Szanuję twoją opinię i zdaję sobie sprawę że taki układ jest niedopuszczalny w wielu grupach społecznych czy subkulturach, tak więc rozumiem twoje przekonanie że związek bez seksu nie jest związkiem. ------------- Na ten temat było tu wiele dyskusji i dlatego wprowadzono nazwę na taki ,,związek:" sublokatorstwo. Odpowiedz Link
g0d_h1mself Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 18:55 marek.zak1 napisał: > Na ten temat było tu wiele dyskusji ... a prowadzili je ci co nie mają w temacie ani żadnego pojęcia ani doświadczenia, więc mogła to być jedynie wymiana indywidualnych opinii a nie dyskusja. Odpowiedz Link
aandzia43 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 19:06 g0d_h1mself napisał: > marek.zak1 napisał: > > Na ten temat było tu wiele dyskusji > > ... a prowadzili je ci co nie mają w temacie ani żadnego pojęcia ani doświadcze > nia, więc mogła to być jedynie wymiana indywidualnych opinii a nie dyskusja. > Otóż to :-) Dla porządku dodam, że generalizacja Marka na wszystkich uczestników forum jest nadużyciem. Sporo osób tutaj jest w stanie wyobrazić sobie czy zaobserwować przypadki związkówmiędzy ludźmi o innej strukturze i potrzebach. I powiedzieć "dla mnie związek bez erotyki nie istnieje, ale są ludzie dla których tak". Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 19:23 aandzia43 napisała: > Otóż to :-) Dla porządku dodam, że generalizacja Marka na wszystkich uczestników forum jest nadużyciem. Sporo osób tutaj jest w stanie wyobrazić sobie czy zaobserwować przypadki związkówmiędzy ludźmi o innej strukturze i potrzebach. I powiedzieć "dla mnie związek bez erotyki nie istnieje, ale są ludzie dla których tak". --------------------------- Jest to pewne uproszczenie, ale jeśli ktoś mówi, czy ogłasza na FB, że ,,jest w związku z.. "przyjmuje się, że jest to związek o charakterze miłosnym / erotycznym, a nie przyjacielskim. Odpowiedz Link
wont2 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 20:45 marek.zak1 napisał: > Jest to pewne uproszczenie, ale jeśli ktoś mówi, czy ogłasza na FB, że ,,jest w > związku z.. "przyjmuje się, że jest to związek o charakterze miłosnym / erotyc > znym, a nie przyjacielskim. -------- Hmmm, aż wyguglałem... Niedawno napisałeś, cytuję: "Chyba że jest to związek idealny, taki jak mój z Sową :).Ale i wtedy miłość nie wystarczy, bo trzeba jeszcze dać jej jeść i chodzić na spacery. Nie ma lekko :)." Nie, że krytykuję. Jeżeli psiakowi to się podoba, to ja nie wnoszę żadnych ciemnogrodzkich zastrzeżeń :) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: czy ktoś tu jest/był w związku polimorycznym? 15.02.17, 21:39 wont2 napisał: > Niedawno napisałeś, cytuję: > "Chyba że jest to związek idealny, taki jak mój z Sową :).Ale i wtedy miłość nie wystarczy, bo trzeba jeszcze dać jej jeść i chodzić na spacery. Nie ma lekko :)." > > Nie, że krytykuję. Jeżeli psiakowi to się podoba, to ja nie wnoszę żadnych ciemnogrodzkich zastrzeżeń :) . -------- To była odpowiedź na coś, czego nie pamiętam. Związek z sową nie podlega regułom :) www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.406806132780423/1115806625213700/?type=3&theater > Odpowiedz Link