melancholijnie_nastawiony
21.05.17, 00:32
Witajcie,
Sytuacja moja (męska) jest taka oto - dość klasyczna (ale pytania bedą mniej typowe):
1. kilkunastoletni staż małżeński
2. małe dzieci na pokładzie
3. brak seksu od 3 lat
4. żona powiedziała mi kiedyś wprost, że jej nie pociągam, że jestem (tylko) jak przyjaciel, no i ojciec dzieci po prostu
5. jestem dobrym, inteligentnym facetem, nie super przystojniakiem, ale interesującym człowiekiem (i dla siebie i tych, z kim jest mi po drodze; można ze mna pogadać, napić się i powygłupiać; mam apetyt na życie)
6. była mała zdrada ze strony żony, kryzys - a potem standard: była grana terapia małżeńska, seksuologiczna, indywidualna terapia żony; i wzajemne przeciaganie liny
7. po terapii pożycie ogólnie się poprawiło, ale seksu brak i widoków też na niego poki co brak
8. żona nie chce się ze mną bzykać, nie chce robić loda, wycofała się (ma 100 róznych powodów, aby unikać sytuacji intymnych; jest nie rozbudzona; przyznaje jednak ze miewa erotyczne myśli i to czasem nawet intensywne)
9. kilka prób stosunków było, "na nerwowo": przypłaciłem je albo przedwczesnymi wytryskami albo brakiem wzwodu (ogólnie mówiąc, czuję się niekochany, lub może inaczej: średnio kochany - i trudno mi nad tym przejść do porządku dziennego, ciągle mam to przeświadczenie w głowie)
10. zauważyłem, że teraz mnie z kolei żona chyba przestaje pociągać; piszę "chyba" bo już sam nie wiem...; jest w niej tyle negatywnego nastawienia: tak mi się przestaje kojarzyć z łóżkiem i w ogóle godną uwagi osobą, ze jakoś zaczynam ją negować; wcześniej zawsze chciałem ją posiąść, doświadczyć intymnych uniesień, pobyć z nią, a teraz przestaję dążyć do zbliżeń; przestało mi na seksie z nią zależeć...; jeżeli już coś ma się wydarzyć to jest takie wysilone, wymodlone, wyżebrane, że się wszystkiego zwyczajnie odechciewa
I teraz dochodzę do sedna mojego przypadku. Mam czterdzieści kilka lat. Dobrze zarabiam. W sensei społecznym powiodło mi się. Chcę życ pełną piersią. Ale... Pozycie seksualne nie układa mi sie w ogóle, nie chodze na dziwki, nie mam kochanki, dzieci nie chcę zostawić. Jakos przestałem wierzyć, ze z zona się nam ułozy.
Pytania mam takie. Czy ktoś ma doświadczenia z reaktywacji pożycia seskualnego ? Jak to jest? Czy bedę obumierał powoli i juz raczej sie nie odbuduję? Czy moze jest na to szansa, ale pod jakimi warunkami? Obecnie stawiam sobie fundamentalne pytanie: Czy jeżeli rozwiodę sie za 10 lat bedę sie jeszcze jako mężczyzna do czegokolwiek nadawał? Czy będę zdolny mieć wzwód? Czy w ogole w tym okresie życia w jakim się znajduję (40+) powinieniem dopuszczac do takich seksualnych przestojów. Może powinienem pojśc na dziwki (ale wydaje mi się to takie ohydne, nie chcę kojarzyć seksu z płatnym seksem...), albo znaleźć kochankę (wydaje się to dosyc łatwe, ale te kłamswta, intrygi, oszustwa - wydaje mi się to tak samo prymitywne jak zdrada), a może powinienem sie juz rozwieść (to pytanie akurat zadaję sobie od kilku lat, no ale dzieci - kocham je). Wiem, nie można mieć wszystkiego... Poczytałem też trochę i to forum. Dlatego chciałbym się ograniczyc tutaj tylko do pytania, jak to jest z przestojem aktywnosci w łózku? Jakie są jego skutki? I jak człowiek z tego wychodzi?
Drodzy teoretycy, nie wypowiadajcie się - jestem w miarę oczytany ;-) Proszę o zdanie praktyków, wiem, ze o takowe trudno bedzie, ale tym bardziej cenna bedzie dla mnie kazda wypowiedź. Nie oczekuję porad, ale studium przypadku. Bedę wdzieczny za dopuszczenie mnie do intymnego skrawka zycia - poanalizuję, pomyślę, będę mógł podjąć bardziej przemyślane decyzje.
Panowie, liczę na Was, pomóżcie; z góry Wam dziękuję.
Jeżeli któraś z Pań miałaby coś do powiedzenia, bedzie mi podwojnie miło ;-)
Pozdrawiam!