aralit
18.02.05, 00:17
znaki zapytania bo nie wiem sama jaki dać "tytuł". Czytam forum Marcina od
samiutkiego początku, a teraz wreszcie postanowiłam sama napisać. Nie wiem po
co, chyba żeby się wygadać.
Oczywiście problem typowy jak na to forum. Nie sypiam z mężem. W tym roku w
maju będzie 2 lata jak ostatni raz uprawialiśmy sex...W codzienności staram
się o tym zupełnie nie mysleć bo to przecież chora sytuacja.
Znamy się bardzo długo. Na początku było inaczej - gdy go poznałam to
oszalałam na jego punkcie, kochaliśmy się często, no poprostu "świat przez
rózowe okulary" Lubiłam sex, był dla mnie b.ważny, zawsze miałam ochotę, no
i "byłam dobra w te klocki". To wszystko jest w czsie przeszłym, bo dużo się
zmieniło. Mąż miał coraz rzadziej ochotę na sex. Rany co ja przeszłam:
rozmowy, płacz, prośby, grożby. Dla niego nie było problemu. On stwierdził ze
nie potrzebuje, a to ze ja potrzebuję to mój problem...Nie potrzebuje również
przytulania, wogóle "kontaktu cielesnego" ani ze mną ani z nikim innym-taki
już jest.Oczywiście nagabywałam go, napraszałam się żeby tylko zechciał się
ze mną kochać. A on najczęciej odsuwał mnie (dosłownie)mówiąc nie... Potem
jeszcze przyszło coś co zmieniło zupełnie mnie, moje życie i mój pogląd na
sens małżeństwa-za długo by tu o tym pisać.Byłam na krawędzi.Ale odtąd
przestało mi zależeć czy jemu się chce czy nie kochać ze mną.
Tylko czasem jak myślę o swoim życiu to tak strasznie mi szkoda (staram się
za często nie myśleć). Teraz jestem oziębła no bo jak wytłumaczyć 2 lata bez
sexu. Nie czuję się jak kobieta (pod względem seksualnym) tylko jak jakiś
sprzęt domowy, np. taboret-zero sexapilu,pożądania, no nie?
Gdybym spotkała kogoś kogo bym pożądała nie miałabym żadnych zachamowań aby
sobie zrobić dobrze.Ale nie jest to zbyt realne-wydaje mi się że to moje
małżeńswtwo wypaliło mnie zupełnie, że ten sex i pożądanie ulotniły się
gdzieś ze mnie na zawsze. Dziś nawet gdyby mąż chciał, powiedziałabym "nie",
poprostu pod tym względem nic do niego nie czuję. Niestety do nikogo innego
też nie choć bardzo chciałabym aby było inaczej.
Pewnie znakomita większość powiedziałaby że to małżeństwo bez sensu ale
oprócz tego nieszczęsnego sexu jest jeszcze parę innych rzeczy. Poza sexem
jest ono(małżeństwo) bardzo dla mnie wygodne i wcale bym go nie zmieniała.
Kiedyś idea skoków w boki była dla mnie nie do pojęcia, przyjęcia i wogóle
okropna a teraz wiem że bym to zrobiła. Gdyby tylko coś we mnie zostało
oprócz tej pustki...