alterna
09.08.05, 23:53
Potrzebuję Waszych rad.
Oto jak wygląda sytuacja.
Jestem z TŻ'em 2 lata. Pierwsze miesiące - szaleństwo łózkowe, ciągłe
pożądanie i świetny sex. Szczerze mówiąc, z mojej strony - trochę na pokaz.
Wabiłam go, trzeba się przyznać:( Nigdy nie miałam jakiegoś wielkiego libido,
ale że partner był nowy i bardzo go pragnęłam, to przez pierwsze miesiące
kochaliśmy się co dzień, czasem po 2 razy nawet.
Kolejny etap - po około pół roku od startu znajomości. TŻ już kochał mnie na
zabój i przystopowałam z seksem. Przestałam mieć ciągle ochotę, juz nie
musiałam udawać seksbomby:/ Kochaliśmy się 2/3 razy w tygodniu. TŻ'owi było
za mało. Martwił się, że coraz mniej mnie podnieca, że mi się znudził. Nie
dał się przekonać że ja już tak mam i że dalej go kocham i pożądam.
Etap trzeci - piekiełko. TŻ zmuszał mnie psychicznie do seksu. Gdy nie
chciałam, były awantury, obrażał się, krzyczał że z kimś kiedyś miałam ochotę
a z nim nie, więc on jest widocznie gorszy. Nabawił się wielkich kompleksów,
a ja żyłam w takim stresie, że nabawiłam się pochwicy.
I etap czwarty - nie mogę już się kochać. Stosunki są bolesne, mięśnie
skurczone, przypadek chyba podręcznikowy. TŻ szaleje. Przepełniają go
kompleksy (jego wieczne: "ze swoim ex to mogłaś a ze mną nie"), spadło jego
poczucie własnej wartości, do tego męczy go poczucie winy za to, co mi
zrobił. Oczywiście staram się "kochać" z nim bez penetracji, dajemy sobie
radę bez tego. Ale on dobrze wie, że moje pożądanie i ta "iskra" już
zniknęła, że czasami pewnie się zmuszam. A ja czuję że musze to robić, nawet
udawać, bo wystarczy kilka dni "suchych", czyli bez kontaktu, i TŻ'ta
dopadają kompleksy, dołuje się i na ogół wywołuje wielkie kłótnie.
Boję się, że nasz związek się rozpadnie przez ten cholerny sex.
Może macie jakiś pomysł co z tym fantem zrobić? TŻ oczekuje ode mnie że pójdę
do seksuologa/psychologa i "coś z tym zrobię". A ja nie chcę, boję się, że
gdy się wyleczę, wszystko zacznie się od nowa i TŻ znów mnie wpędzi w tą samą
chorobę...
Ratunku:(