Dodaj do ulubionych

Brak seksu...

07.12.05, 11:31
Czy to nie jest tak że szukając przyszłych żon i mężów oczekujemy od nich
miłości, opiekuńczości, zaradnosci...itp a mniej zwracamy uwagę na sferę
zycia erotykę i seks (od czasu do czasu jakieś zblizenie bez fajerwerków).
Póżniej gdy juz są naszymi żonami i meżami, jesteśmy w dobrym czy mniej
udanym zwiazku z dziećmi zycie staje się monotonne i odzywaja się w nas
demony seksu i erotyki. Nie umiemy juz (amoze nawet wczesniej nie umielismy)
rozmawiać o naszych potrzebach erotycznych i seksualnych.
W końcu przed wejściem w zwiazek nie chcielismy sie dać poznac jako osoby dla
których seks miał duze znaczenie, i skrywalismy tą drugą osobowość ?
Obserwuj wątek
    • wiesia42 Re: Brak seksu... 07.12.05, 11:35
      bo z reguły pobieramy się przed 30, a po budzą się żądze hehehe
    • anais_nin666 Re: Brak seksu... 07.12.05, 12:40
      Nigdy nie szukałam męża. Tak się złożyło, że spotkałam kogoś wartego grzechu na
      swej drodze i postanowiłam z nim żyć. Dopiero po długim czasie
      zalegalizowaliśmy związek.
      Zwracając na niego uwagę patrzyłam na niego jak na człowieka, interesującego
      człowieka, a nie jak na kandydata na męża;) Może to był mój błąd;)
      Od poczatku dałam mu się poznać jako namiętna osoba, nigdy tego nie ukrywałam,
      wiedział, że wiąże się z dośc napaloną kobietą i się na to godził, więc w moim
      przypadku nie mogło byc z jego strony zaskoczenia. Z mojej było, bo to jemu w
      trakcie się odechciało tak często;)
      Piszesz, ze wchodzac w zwiazek nie chcemy dac sie poznac jako osoby, dla kt.
      seks jest wazny. Moze i sa takie osoby, ale nie rozumiem takiego nastawienia
      (jaki jest sens w odgrywaniu kogos kim sie nie jest? zabawa w pozory?
      grzeczna/niegrzeczna?).
      Namiętność ogrania nas z reguły w początkowej fazie znajomości, mało znam
      przypadków (czy w ogóle?) osób, które nagle po latach odkryły w sobie jakąś
      nieznaną dotąd namiętność w stosunku do parntera, z którym żyją od lat. Byłoby
      to urocze, ale czy realne...? Z czasem można się bardziej otworzyc przed
      parnterem, pokazac jakas częśc siebie, wczesniej malo znana, wysilic sie na
      szczerosc i wyjawić wyuzdane potrzeby byc moze drzemiące gdzieś do tej pory,
      ale demon sexu po latach? Hmm, chciałabym w mężu obudzić demona:)))
      Rozmowa o seksie chyba faktycznie z czasem staje sie trudniejsza. Znamy sie
      dobrze, wiemy co nas rani, co porusza ego;) Poza tym ta zażyłośc, która się z
      czasem rodzi, zazylosc czesto iscie bratersko-siostrzana nieco hamuje szczerosc
      wypowiedzi. Bo jak powiedziec mezowi:"kochanie, czuje sie z Tobą "w łóżku" jak
      z bratem...";) Mozna wprost, ale którego faceta taki tekst nie obruszy? Nie
      mowiac natomiast wprost, a jedynie sugerujac mozna sie spodziewac, ze facet nie
      pojmie w czym rzecz i tez nie bedzie dobrze, bo bedzie czul, ze nie jest
      dobrze, ale nie bedzie rozumial na czym polega problem;(
      • tomek_abc Re: Brak seksu... 07.12.05, 13:00
        Na początku znajomości prawie zawsze jest namietnie.
        Czasami nieporadnie, ale w końcu nie oczekujemy od przyszłej
        żony/męża wielkiego doświadczenia (byłoby to nawet źle widziane).
        Myslimy, że nawet jesli partner/ka nie chce sie kochać 2 X dziennie, to my-tacy
        wspaniali rozbudzimy go i będzie super.
        Jak pokazuje wiekszośc wpisów na forum, problemy pojawiają sie po 2-3-10 latach.
        Po tym jak pojawiają się codzienne problemy, zmęczenie (zyciem we dwoje?),
        ciąża, dziecko....
        Teraz jako facet juz nie 20letni;) prawdopodobnie miałbym bardziej trzeźwe
        spojrzenie, choć nie wiem czy nie wybrałbym tak samo...
        Jak popatrze wstecz, na te lata co minęły to nie ma tam tylko "braku seksu",
        ale jest też miłość, przyjaźń, rodzina, dzieci, 1000ce przegadanych godzin...
    • misssaigon Re: Brak seksu... 07.12.05, 13:26
      uważam że na początku zwykle się zakochujemy - problemy bagatelizujemy a
      partnera idealizujemy - a kiedy spadna różowe okulary i trzeba popracować nad
      sobą , nad związkiem. Kiedy okazuje sie , że w małżeństwie nie wystarczy tylko
      być - pojawiają się rozczarowania, "odechciewa się" dbania o jakoś wzajemnych
      relacji - w tym tych łóżkowych. jakoś trudno mi uwierzyć, że komus chiałby się
      stwarzać aż takie pozory w okresie narzeczeństwa żeby "ucapić " kogoś. Mysle że
      jest to raczej efekt niezrozumienia mechanizmów małżenstwa - że po pierwszym
      okresie kiedy samo z sibie jest wspaniale i cudownie i w łożku i w życiu -
      trzeba przejśc na drugi etap i pracować nad związkiem - po to żeby było jeśli
      nie ekscytująco jak na poczatku to dobrze i satysfakcjonująco....
      • margarita17 Re: Brak seksu... 07.12.05, 14:49
        O tak. Zgadzam się w caleś pełni z missaigon, tylko obie osoby muszą wiedziec
        to ze nad związkiem trzeba pracować, a jak jedna wie, albo zdaje sobie z tego
        sprawę a druga myśli że to nie to, nie tak to sobie wszystko wyobrażała, ze nie
        ma juz namiętności, to już po sprawie....

        Ps, wiedzieć a pracować nad związkiem to tez 2 rózne sprawy....
      • orales73 Re: Brak seksu... 07.12.05, 21:57
        znam przypadek udawania, a potem psychicznego i fizycznego znęcania się...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka