Dodaj do ulubionych

nie chcę mi się

28.12.05, 13:32
sexu z mężem. Od jakiegoś czasu drażni mnie wszystko co dotyczy zbliżenia.
Denerwują mnie jego próby zbliżenia. Każdy dotyk czy pocałunek. Po prostu nie
mam na to żadnej ochoty. On twierdzi że jestem oziębła itd. Ale ja nie mam
ochoty i już. Czy dlatego że on chce ja mam się zmuszać do sexu? Wcale nie
sprawia mi to radości, jest jakby zaspokojeniem jego potrzeb fizycznych.
Mówię, że nie mam zamiaru się zmuszać. Drażni mnie to że on ciągle kombnuje
jakby tu namówić czy sprowokować mnie do sexu. Jego wkurza że mi się nie chce.
I tak jest w kółko. Czasem się zmuszam dla świętego spokoju, ale on to odbiera
jako zachtę na kolejnz raz. Mam dość tego ciągłego napięcia i zgrzytów.
Obserwuj wątek
    • yetideszcz6 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:39
      moze zaproponuj mu wspólne pieszcztoy tzw peting ale jesli i to nie pomoze to
      moze tylko przytulenie zwykłe najzwylkejsze nie koniecznie nagiego ciał
      poczunie bicia sreca drugiej osoby jej siły i kruchości jemu pewnie trudno
      zakceptowac nowa sytuacje ale jesli jest iteligentny i zalezy mu na tobie to
      przzwyczai sie i zrozumie ale napewno nie zrezygnuje tylko bedzie czekał na
      odpowiedzni moment.niechwalczy o ciebie jak na początku
      • kowal_ska Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:47
        Same prztulenie to dla niego za mało, on chce sexu. Gdy chcę się tylko przytulić
        on traktuje to jako zachętę do dalszej części. gdy odmawiam wkurza się. Nawet
        nie chce nam się o tzm już rozmawiać...
        • yetideszcz6 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:54
          częściwo go rozumiem bo jestem chłopakiem ale wiem jedno ze jeżeli sie kogoś
          napawde kocha to zrobi sie dla niej wszystko i nawet sam kontakt niekoniecznie
          fizyczny ale psychiczny, wspólne odczuwanie szcześcia moze wiecej niz najlepszy
          stosunek.
          • tomek_abc Re: nie chcę mi się 28.12.05, 14:41
            > częściwo go rozumiem bo jestem chłopakiem ale wiem jedno ze jeżeli sie kogoś
            > napawde kocha to zrobi sie dla niej wszystko i nawet sam kontakt
            niekoniecznie fizyczny ale psychiczny, wspólne odczuwanie szcześcia moze wiecej
            niz najlepszy stosunek.

            zakładając ze to wszystko nie oznacza wielo(miesięcznej/letniej) abstynencji.
            Poza tym stwerdzenie "jeżeli sie kogoś napawde kocha to zrobi sie dla niej
            wszystko" działa w dwie strony !!!
        • petar2 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 14:08
          Znaczy mało inteligentny. Zrób mu test IQ.
          • yetideszcz6 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 14:12
            moze nie o taką inteligencje mi chodzi,
            porostu zwykłe rozumienie partnera jego potrzeb dostosowenia sie do mowej
            sytacji.przecierz cos nyło miedzy wami na pocztku trzeba to tylko "odkurzyc"
    • ewolwenta Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:44
      A dlaczego Cię seks nie cieszy? Kiedyś cieszyło, bo piszesz, że przestało od
      jakiegoś czesu, więc czemu tak się stało?
      Na dłuższą metę życie w takim stadle stanie się nieznośne dla Ciebie i męża.
      Załęży Ci na tym związku?
      • kowal_ska Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:52
        Chyba wpłynęlo na to zbyt dużo spraw. Drażni mnie nadmiar obowiązków związanych
        z domem i dziećmi, praca itd. Chyba nie umiem już tak spontanicznie cieszyć się
        mężem i naszą bliskością.
        • ewolwenta Re: nie chcę mi się 28.12.05, 13:58
          Więc problemem jest wyłączenie się (odsunięcie myśli) od tych spraw w czasie
          zbliżeń?

          A jak wygląda podział obowiązków u Was w domu? Czy za Twoją niechęcią nie kryje
          się żal że Ty wkładasz więcej wysiłku w codzienność?
          • kawitator Re: nie chcę mi się 28.12.05, 15:28
            Dlaczego zaraz doszukujecie sie jakiś przyczyn psychicznych głębokich mrocznych
            i trudnych do pojęcia
            Podeprę się tutaj autorytetem znanego seksuologa Andrzeja Depko który w jednym z
            wywiadów powiedział:
            Często słyszę w gabinecie, że mężczyzna ma pretensję bo kobieta na studiach
            często i chętnie podejmowała współżycie co on bardzo u niej lubił, a teraz po
            ślubie maja dziecko i ona juz nie chce współżyć okazuje się ,że nigdy nie lubiła
            seksu i traktowała go jako narzędzie do realizacji swoich zamiarów Była aktywna,
            żeby się podobać i zdobyć męża. Grała a teraz gdy zrealizowała cel przestało ja
            interesować współżycie
            koniec cytatu
            Kłania się wyklęta pseudo nauka burżuazyjna niezgodna z postępowymi ideami
            „socjobologia”
            Po co tu owijać w bawełnę, po co dorabiać pseudo psychologiczny bełkot.
            Zrealizowała cel biologiczny i nie ma zamiaru się dalej poświęcać
            Jedyna rada dla jej męża Niech bryknie z domu, niech przestanie prosić i pokaże
            że w każdej chwili może zapłodnić inna dzierlatkę i w związku z tym ilość
            środków które do tej pory przeznaczał na utrzymanie żony i dziecka może się
            drastycznie zmniejszyć Wtedy ochota na seks z mężem wróci Oczywiście nawet
            przed sobą nie przyzna się dlaczego zaraz dorobi piękną teorie o pokrewieństwie
            dusz, magicznych fluidach, odnowieniu uczuć i tym podobne bełkoty często do
            spotkania na forum.
            Jesteśmy bardziej zwierzęcy i nieświadomi jak ludzcy i świadomi tylko ciężko sie
            do tego przyznać
            Ps W drugą stronę to też działa niestety ;-PPPPP
            • dosia.samosia Re: nie chcę mi się 28.12.05, 15:41
              Ależ nie zawsze działa (w drugą stronę). Spójrz pliz na mój wątek wyżej,
              właśnie rozpoczęłam.;)
            • ewolwenta Re: nie chcę mi się 28.12.05, 16:17
              ależ Kawi
              Ja się raczej nie oderwę od samej siebie. Patrzę przez pryzmat swoich
              doświadczeń i potrzeb. I mnie gasi tylko (?) wściekłość. Dlatego o nią pytam. A
              co do łapania faceta na seks, no cóż obce mi to.
              • kawitator Re: nie chcę mi się 28.12.05, 17:23
                Doceniam Twoją wiedze i obycie ale chyba się mylisz To znaczy świadomie tego
                nie robisz .
                Nie wiem czy się przypadkiem nie wygłupie próbując pisać prawdy powszechnie
                znane ale cóż facet w moim wieku juz tyle razy był śmieszny tyle razy się
                wygłupił że juz nie musi się tego obawiać Nie musi juz nic nikomu udowadniać i
                każdego dnia przybywa osób które mogą go pocałować w dupę

                Oczywiści cytat i absolutnie nie odnoszący się do naszej srogiej adminki poza
                oczywiście małym słówkiem które tu z uporem godnym lepszej sprawy wstawiłem ;-P

                Socjobiologia nie jest oczywiście ogólna teorią wszystkiego ale w bardzo prosty
                i przekonywujący sposób tłumaczy wiele zachowań ludzkich a nawet wiele elementów
                kultury. Ogólnie tłumaczy je czy uzasadnia działaniem takich małych
                skurczybyków naszych genów które w wyniku ewolucji premiują zachowania lepiej
                sprzyjające ich rozprzestrzenieniu W strywializowanej formie niektóre elementy
                tych teorii zyskały popularność
                Co do tematu naszej dyskusji Przedmiotem badań socjobiologi jest między innymi
                rola jaka pełni seks w uzyskiwaniu szans na sukces prokreacyjny dla obu płaci
                oczywiście. Skąd wynika zjawisko genschoping i dlaczego kobiety są płcią
                narzucająca restrykcje w dostępie do seksu Ogólnie temat szeroki i radze
                poczytać Są to problemy odrzucane wewnętrznie przez kobiety ale ty jako człek
                techniczny powinnaś zrozumieć
                W interpretacji socjobiologi seks nie związany z prokreacja powstał jako
                mechanizm pozwalający
                utrzymać kobiecie przy sobie faceta przez okres potrzebny do odchowania
                potomstwa. W społeczeństwach prymitywnych bez rozwiniętych więzi społecznych
                lub z więziami zniszczonymi przez warunki zewnętrzne okres ten trwa około 5 lat.
                Czy to ci przypadkiem nie nasuwa skojarzenia z okresem tak zwanej miłości
                romantycznej w mówiąc prozaicznie z okresem w którym wzajemne działanie
                feromonów wprowadza parę w stan wzajemnego narkotycznego przywiązania
                • anais_nin666 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 18:40
                  Czyli w myśl tej zasady Dosia , Ewolwenta i ja stanowimy wynaturzenie:))) Chcemy
                  seksu nawet po 5 latach wspolnie spedzonych z 1 facetem. A reproduktory
                  nawalają. Bu:(
                • ewolwenta Re: nie chcę mi się 28.12.05, 19:09
                  Po pierwsze proszę mnie nie brać pod włos
                  Po drugie temat już tyle razy przewałkowany, że prawdę mówiąc nie bardzo już mi
                  się chce podnosić rękawicę.
                  No dobra.
                  Zgoda, że tak jest. Ale... Jak by na to nie patrzeć, warunki naszego życia
                  nieco odbiegają od tych z epoki kiedy cykl reprodukcyjny trwał 5 lat. Większe
                  bezpieczeństwo fizyczne równoważy więcej innego stresu do walki, z którym nie
                  jesteśmy biologicznie wyposażeni. Dlatego powstało, coś takiego jak
                  społeczeństwo ze swoimi normami. Wtłoczone w procesie wychowania postawy,
                  które każą nam w określony sposób traktować potrzeby bliskich.
                  Rozumiem, że atawizmy się odzywają i w niektórych silniej a w innych mocniej.
                  Ale czy to reguła? Nie podejmuję się dyskutować.
                  • jatzek30 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 19:45
                    no ale gadzi mozdzek w kazdym z nas pozostal. Wiele naszych zachowan kulturowych
                    o ktorych sadzimy ze sa bardzo dalekie od zachowan seksualnych w rzeczywistosci
                    ma bardzo silne podloze biologiczne. Potrzeby biologiczne nami rzadza, sa ukryte
                    w naszym id, naszej podswiadomosci, skad tocza nieustanny boj z naszym sumieniem
                    czyli zinternalizowanymi normami spolecznymi, a posrodku tego wszystkiego
                    znajduje sie nasza jazn, ktora jest lawiruje miedzy tymi dwoma wrogimi obozami.
                    A podswiadomosc realnie wplywa na nasze zachowania i rzeczywiscie, kobieta
                    wychodzi za maz, ma dzieci - swoj biologiczny sens istnienia osiagnela, ustaja
                    popedy, seks nie musi istniec, a mezczyzna jest przez geny uwarunkowany do
                    nieustannego, do konca swego zycia zapladniania jak najwiekszej ilosci kobiet,
                    stad seks dla niego jest caly czas bardzo wazny. Imperatywy seksualne caly czas
                    w jego przypadku dzialaja z pelnia sil. Nawet w budowie mozgow sie roznimi, stad
                    kobiety sa z Wenus a faceci z Marsa
                    • ewolwenta Re: nie chcę mi się 28.12.05, 20:09
                      ja jestem z Ziemi
                      A co do ustania potrzeb po urodzeniu dziecka to pogadaj z Dosią, Ja dzieci nie
                      mam więc nie czuję się kompetentna.
                      • dosia.samosia Re: nie chcę mi się 28.12.05, 20:54
                        Bardzo ciekawa teoria. Zgodnie z nią po urodzeniu pierwszego dziecka potrzeby
                        seksualne kobiety powinny zanikać, bo prokreacyjnie się spełniła.
                        Otóż nie zanikają, przynajmniej u wielu kobiet, które znam nie zanikły. U mnie
                        również. Przed, po i w trakcie ciąży libido constans na poziomie wysokim. Parę
                        tygodni po porodzie był dyskomfort ale chęci u mnie to nie zmniejszało.

                        Seksuolog był uprzejmy mi powiedzieć, że seks jest czynnikiem więziotwórczym.
                        Jak seksu z jednej strony brakuje to więź emocjonalna rozluźnia się a z czasem
                        zanika.
                        • koralik00 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 23:57
                          Jakos nie chce mi sie werzyc w teorie ze kobieta przestaje wykazywac aktywnosc
                          seksualna w momencie gdy osiagnie cel prokreacyjny, tak samo jak nie chce mi
                          sie wierzyc w to ze w poczatkowym stadium zwiazku udaje i gra "namietna istote"
                          aby zatrzymac przy sobie mezczyzne. Widac jednak ze takie hipotezy stawiaja
                          glownie mezczyzni co tym bardziej wskazuje ze nie maja pelnego pojecia o
                          kobiecej seksualnosci. Wiec drodzy Panowie kobieca seksualnosc zaczyna sie od
                          codziennosci w ktorej my kobiety obserwujemy naszego mezczyzne. To jak bardzo
                          pragne tego mezczyzne zalezy od jego postawy zyciowej. Pragne "wojownika",
                          ktory nie obawia sie zycia, ktory nie kryje sie za mna ale wrecz przeciwnie to
                          on mnie ochrania. Tylko przez chwile zgodze sie z "biologicznym" podejsciem do
                          sprawy, mowiac ze gdzies w podswiadomosci wiem ze skoro jest silnym osobnikiem
                          jego geny beda jak najbardziej odpowiednie dla mojego potomstwa - na tym jednak
                          koniec podobienst. Sprawa jest o wiele bardziej zlozona bo owszem zaczynamy na
                          obserwacji ale jezeli mezczyzna nie dysponuje "odpowiednimi warunkami" to nawet
                          postawa "wojownika" niewiele w tym wypadku pomoze. W koncu nasza seksulnosc
                          zaczyna sie owszem w psychice ale i tak konczy sie w naszym ciele. Uwierzcie
                          Panowie ze szukanie wytlumaczenia w socjobiologii i innych naukach to tylko
                          proba usparwiedliwenia sie w momencie gdy nie mozecie dac
                          kobiecie "kosmicznego" orgazmu. Bo tak naprawde na tym prymitywnym odczuciu
                          sprawa sie konczy. Jest to niczym kropka nad "i". Kobieta ktora nie zaznala
                          prawdziwego orgazmu od swojego mezczyzny predzej czy pozniej bedzie obojetniala
                          na niego a wrecz zacznie odczuwac do niego wstret. Ta natomiast ktora zaznala
                          tej przyjemnosci jest w pewnym sensie "uzalezniona i zniewolona" przez swojego
                          mezczyzne bez wzledu na przemijajacy czas. Oczywiscie byloby
                          niesprawiedliwoscia spychania odpowiedzialnosci jedynie na mezczyzn. Kobiety w
                          tym przypadku same sa sobie winne ze najpierw czynia swojego
                          mezczyzne "zniewiescialym" (oby takich jak najmniej) a potem pragna miec
                          wspanialego kochanka w lozku. Jedno drugie wyklucza gdyz normalna kobieta nie
                          potrzebuje drugiej "kobiety" w lozku tylko mezczyzny z krwi i kosci. Tymczasem
                          wiekszosc Panow potracilo juz dawno meskie cechy i nie sa w stanie ich
                          odzyskac. Stad cale zamieszanie i jaki z tego wniosek? Kobiety pozwolmy sobie
                          zostac kobietami a naszym mezczyznom mezczyznami z wszystkimi ich wadami
                          zaletami. Klucz do naszej spelnionej seksualnosci tkwi bowiem w naszej meskiej
                          i zenskiej odmiennosci!
                          • borisvallejo Re: nie chcę mi się 29.12.05, 01:55
                            Witaj Koraliku,

                            Jakkolwiek dochodzisz do wspaniałej konkluzji - postulat ze wszechmiar
                            uzasadniony i piękny (cokolwiek to dla kogokolwiek oznacza)- to nie żart ani
                            cynizm, to ścieżka którą podążałaś oraz logiczna spójność Twojego wywodu
                            pozostawia wątpliwości.
                            Czy można zaryzykować twierdzenie, że równie dobrze konkluzja mogłaby brzmieć
                            inaczej ?

                            Stąd poniższe (pytania?polemika?):
                            1. nie sądzę aby Wasza seksualność również i nasza zaczynała się w psychice
                            2. wszystko co napisałaś potwierdza (jakże kontrowersyjne dla niektórych w
                            przekazie - nie każdemu się chce bawić słowami) - opinie Kawitatora.
                            Powiem więcej dopełniłaś je swoją refleksją dot orgazmu.
                            3. jeśli używasz określenia "kosmiczny orgazm", to pozwól, że ja użyję
                            określenia (bez rozwijania wątku) równie nieadekwatnego do tematu np :
                            "matka ziemia", "kosmiczna dziwka", "boskie nasienie", aż wreszcie "kosmiczne
                            jaja" ...
                            W historii cywilizacji zagadnienie prokreacji, zachowania gatunku raczej nie
                            ogranicza się do intensywności przeżywania orgazmu, lecz wynika z różnego
                            rodzaju (w ogromnym uproszczeniu) form dominacji i władzy. Uwaga :
                            uwzględniając oddziaływania, o
                            których wspominasz - ale to ma charakter w t ó r n y. Orgazm to radość,
                            która prowokuje do w ogóle
                            jakichkolwiek zachowań, które stanowią dość pokażny wydatek energetyczny.
                            Orgazm to spontaniczna reakcja na pozytywnie zweryfikowanego partnera,
                            bowiem taki "piękny?", "błyskotliwy?", "romantyczny?", "silny?", "bogaty?",
                            "obdarzony ?" - tzn zapewniający sukces prokreacyjny.
                            Jakże zmienne są kryteria weryfikacji . Jakże inne są te
                            kryteria w przestrzeni geograficznej, czasowej (tej dłuższej i krótszej -
                            patrz autorka wątku). Aż w końcu kryteria weryfikacji są inne u Ciebie i u
                            mnie (bo trzeba Ci wiedzieć, że ja również weryfikuję ("jako mąż i nie-
                            mąż"))- czemu dajesz wyraz w swojej konkluzji. Pozostaje pytanie : co
                            kształtuje te kryteria w taki a nie inny sposób ?
                            Chcesz mieć orgazm bo weryfikacja przebiegła pozytywnie. Ale pytanie
                            brzmi :"po co chcieć mieć
                            orgazm?" - to wyczerpujące, osłabia czujność (patrz: temat wątku). To
                            pytanie retoryczne.
                            To, jak to określasz jest metaforą i miarą Twojego wysublimowania i poetyki
                            (nota bene - nie krytukuję), a więc sposobu nazywania "rzeczy tych samych".
                            4. Tak z ciekawości : jak definiujesz "męskiego" mężczyznę :
                            - czy to ten, który da Ci "kosmiczny orgazm" ?
                            - czy to ten, który da Wam "kosmiczne orgazmy" ?
                            - czy to ten, który zlikwiduje (przy użyciu siły, intelektu)
                            powyższego "dawacza" po to, aby zapłodnić Cię bez dawania "kosmicznego
                            orgazmu" a "Pozostałych Pań" nie zapłodnić ale dać "kosmiczny orgazm"?
                            - itp itd ...
                            5. Co to są "odpowiednie warunki"?

                            Pozdrawiam
                            • koralik00 Re: nie chcę mi się 29.12.05, 19:36
                              Drogi Borisvallejo
                              Jakkolwiek nie mam nic wobec uzasadnionej i inteligentnej krytyki, nie moge
                              jednak w zaden sposob zgodzic sie z twoimi refleksjami. Oczywiscie chyle czolo
                              przed twoim retorycznym ujeciem sprawy, ale tak naprawde albo nie chciales
                              zrozumiec mojego toku rozumowania albo go nie zroumiales.
                              Po pierwsze nie rozumiem w jaki sposob potwierdzilam teorie Kawitatora, owszem
                              zgadzam sie z opinia ze nasza seksualnosc jest bardzo instynktowna i zwierzeca,
                              ale w zaden sposob nie moge zgodzic sie na opinie ze kobieta chce seksu dopoki
                              nie zostanie spelniony czynnik prokreacji.
                              Po drugie wyrazenia "kosmiczny orgazm" uzylam w celu zobrazowania a wiec
                              przyblizenia tego co w moim mniemaniu jest rzeczywiscie nieziemska
                              przyjemnoscia i tym bardziej nie rozumiem dlaczego tak bardzo Cie to
                              zirytowalo. Zapewniam Cie bowiem ze kobieta jest zdolna przezyc "kosmiczny
                              orgazm"(moglabym jeszcze uzyc innego wyrazenia - pozagalaktyczny - ale nie chce
                              Cie juz draznic :))
                              Po trzecie bardzo ladnie piszesz o orgazmie jako "spontanicznej reakcji na
                              pozytywnie zweryfikowanego partnera", tylko ze moim zdaniem szukasz przyczyn
                              udanego zycia seksualnego w niewlasciwym miejscu. Dla mnie temat prokreacji
                              jako takiej nie jest istotny ani w aspekcie historii naszej cywilizacji ani tym
                              bardziej w pojeciach przestrzenno-geograficznych. W moim mniemaniu piszesz na
                              zupelnie inny temat, poniewaz ja skupiam sie na warunkach zdrowej seksualnosci
                              ty natomiast zglebiasz zawile przyczyny orgazmu. Dla mnie sprawa jest bardzo
                              prosta - mam udane zycie seksulane nie dlatego ze w podswiadomosci chce aby
                              mezczyzna mnie zaplodnil (dla mnie to stwierdzenie jest - bez obrazy-
                              idiotyczne), ale dlatego ze imponuje mi jako silna istota, jakze odmienna ode
                              mnie. To poczucie miesza sie z czysto zmyslowymi doznaniami jakimi sa miedzy
                              innymi jego silne ramiona i rece, meski zarost, specyficzny zapach skory (tak
                              na marginesie to sa wedlug mnie "odpowiednie warunki") . Ta mieszanka jest
                              wystarczajacym powodem dla ktorego pragne sie z nim kochac i jedynym powodem
                              dla ktorego mam orgazm.
                              Zadajesz pytanie "po co chciec miec orgazm?" pomimo ze jest to zdanie
                              retoryczne odpowiem na nie - aby czuc sie nie tylko spelnionym emocjonalnie ale
                              rowniez fizycznym. Orgazm to wedlug mnie najwyzsza forma zaspokojenia naszego
                              ciala. Tym bardziej wiec dziwi mnie takie pytanie ze strony mezczyzny.
                              Jesli chodzi natomiast o to jak definiuje "meskiego" mezczyzne, to mysle ze
                              jesno opisalam go powyzej, a twoje przypuszczenie o tzw "dawaczu" sa wrecz
                              smieszne, rownie dobrze siebie tez moglabym okreslic "dawaczka", bo przeciez ja
                              tez daje orgazm :))
                              Konczac - jakkolwiek potoczy sie wymiana naszych zdan bardzo prosze abys juz
                              wiecej nie wspominala o haslach typu (zaplodnienie, prokreacja) bo uwierz mi
                              one nie maja wiele wspolnego z udanym zyciem seksualnym, a wrecz trącą jakims
                              akademickiem podrecznikiem napisanym przez zapomnianego profesora, ktory
                              prawdopodobnie poswieciwszy swoje zycie nauce zapomnial o swojej wlasnej
                              seksualnosci.
                              Pozdrawiam serdecznie!!!
                              --
                              • borisvallejo Re: nie chcę mi się 30.12.05, 05:14
                                Witaj Koraliku,

                                Jaka jest chronologia ? To co "wyłuskałem" z przebiegu tego forum :
                                Autorka wątku w sposób dość lapidarny, bezwzględny zdefiniowała swoją sytuację -
                                uwaga : nie problem - taki jest wydżwięk jej pierwszej wypowiedzi . Rozpoczął
                                się zatem ciąg reakcji łańcuchowej, w której między innymi Kawitator w sposób
                                dla siebie charakterystyczny, równie lapidarnie i jak widzę prowokująco,
                                potraktował temat.

                                Co "gorsza" przytoczył tezy, z którymi "niestety" nie trudno się nie zgodzić,
                                i to na dodatek opcjonalnie, osłabiając swój wywód. A istotą ich jak sądzę nie
                                jest absolutnie "rozstrząsanie" wyrwanego z kontekstu tematu pięcioletniego
                                okresu "tlenia" się tzw. "iskry borzej".

                                Po pierwsze : w dalszym ciągu nie zaprzeczasz teorii Kawitatora - to co piszesz
                                o ramionach swojego partnera oraz zmysłowości waszych relacji. Nie widzę sensu
                                powielania mojej poprzedniej wypowiedzi.

                                Po drugie : orgazm czy to kosmiczny, czy spazmatyczny, czy też podwodny
                                pozostaje orgazmem (za wyjatkiem np orgazmów rytualnych :-))) i odwoływanie się
                                do jego intensywności - odlotowości, kosmiczności - w dalszym ciągu uważam za
                                nieadekwatne do tematu. Zaciemnia i komplikuje możliwość analizy (przede
                                wszystkim Twojej), jest subiektywne. Daleki jestem od rozdrażnienia, aczkolwiek
                                przyznaję że zawsze czuję (eufemistycznie rzecz ujmując) dyskomfort nie mogąc
                                zawsze dać pełnej satysfakcji swojej partnerce.

                                Po trzecie : Brawo ! W sposób "przepiękny" wyrwałaś z kontekstu parę słów.
                                Nie będę polemizował, a w zamian przeproszę Cię za to, że sprowokowałem Cię do
                                tego.

                                Kończąc : Gdzie Ty wyczytałaś w mojej wypowiedzi że "hasla typu (zaplodnienie,
                                prokreacja) maja wiele wspolnego z udanym zyciem seksualnym"? I dalej - być
                                może na wyrost : często mają niewiele wspólnego ale jakoś rozmnażamy się.

                                PS
                                Ktoś w tym watku madrze wspomniał o świadomości swoich ocen i poczynań.
                                Ogólna znajomość dotycząca metabolizmu żołądka (patrz tablice anatomiczne,
                                modele, wzory reakcji chemicznych) nie przeszkadza mi cieszyć się 12-sto letnim
                                Czarnym Jasiem i przyglądać się jakie zmiany zachodzą w moich trzewiach,
                                mózgownicy - szczególnie w towarzystwie pięknej kobiety.
                                Rzeczy te same mają wiele oblicz - jest taka przypowieść o słoniu ...
                                Spróbuj "wykadrować" całego słonia a nie osobno jego trąbę, grzbiet i ogon.

                                Pozdrawiam
                                • kawitator Re: nie chcę mi się 30.12.05, 12:10
                                  aka jest chronologia ? To co "wyłuskałem" z przebiegu tego forum :
                                  Autorka wątku w sposób dość lapidarny, bezwzględny zdefiniowała swoją sytuację -
                                  uwaga : nie problem - taki jest wydżwięk jej pierwszej wypowiedzi . Rozpoczął
                                  się zatem ciąg reakcji łańcuchowej, w której między innymi Kawitator w sposób
                                  dla siebie charakterystyczny, równie lapidarnie i jak widzę prowokująco,
                                  potraktował temat.
                                  Podbudowany jestem. Zaszczycony jestem. W podzięce wstawiłem na pulpit taką
                                  grafikę pełnych kształtów dziewczyny w pancerny nacycniku ( biustonoszem tego
                                  nazwać nie wypada) z podpisem Boris Vallejo Verga the Vengefu
                                  Aby wyrwać Twoja Wielce szanowną rozmówczynię z kolein jej myśli postaram się
                                  zadać jej kilka prostych pytań
                                  To jacy jesteśmy jest w dużej mierze uwarunkowane genami które przekazali na
                                  nasi przodkowie Może nawet w większej niż się uważa powszechnie. W sposób
                                  bezwzględny premiowane były te zestawy genów które dawały większą szansę na
                                  dalsze soje powielanie w następnych pokoleniach
                                  Inaczej w sposób bezwzględny eliminowane zostały te zestawy które takiej szansy
                                  nie dawały
                                  Wobec tego może odpowiesz sobie na te pytania
                                  1 dlaczego człowiek decyduje się na uprawianie seksu
                                  2 do czego służy orgazm
                                  3 czy intensywność lub długość orgazmu ma znaczenie i czy jest zawsze elementem
                                  pozytywnym w sensie przekazywania dalej swoich genów
                                  4 Dlaczego kobiety ograniczają dostępność seksu dla facetów
                                  Istnieje na to jedna prawidłowa odpowiedź : bo to dotychczas było korzystne dla
                                  takich małych skurwysynów w ich trwaniu i podróży w czasie z wykorzystaniem
                                  kolejnych nosicieli.
                                  Czy dalej będzie to tak wyglądało zobaczymy w lub nie zobaczymy bo skonczy się
                                  nasza indywidualna droga, w przyszłości
                                  Możemy sobie pogdybać
                                  Czy inteligencja i wrażliwość kobiet będzie sie rozpowszechniać jako cecha
                                  pożądana.
                                  W naszym pięknym niewątpliwie kraju co bardziej rozwinięta umysłowo kobieta
                                  kończy studia i zaczyna karierę zawodową. Niestety prawie zawsze łączy się to
                                  z dużo zmniejszoną dzietnością takiej dziewczyny. Wynika z tego że szanse na
                                  przekazanie genów „mądrej baby” są znacznie mniejsze niż szanse na przekazanie
                                  genów „baby głupszej” lub inaczej mówiąc „baby domowej”
                                  Więc „baba mądra” jest ślepym wyskokiem ewolucji tak samo jak pedały będzie
                                  Występować zawsze ale bez szans na szersze rozpowszechnienie na czym boleje
                                  bowiem takie lubię najbardziej dokładniej Taką lubię najbardziej
                                  Jednocześnie wszystkie panie żalące się że one takie mądre wyzwolone,
                                  inteligentne piękne a na dodatek świetnie zarabiają a faceci ich nie chcą (
                                  boją sie ich hi hi) i wybierają całkowicie nieatrakcyjne głupie kury domowe.
                                  Inwestycja w mądrą babę jest nie racjonalna genetycznie więc zarówno mądre
                                  baby jak i chłopy je lubiące nie maja przyszłości. CBDO
                                  • ewolwenta Re: nie chcę mi się 30.12.05, 19:17
                                    ja to gdzieś czytałam!?!
                                    • kawitator Re: nie chcę mi się 31.12.05, 09:40
                                      Tu było pierwsze ale przeniosłem do waleni cytując sam siebie
                                      Wesołej zbawy i aby syndrom dnia drugiego był jak najbardzaiej zasłuzony
                                  • koralik00 Re: Do Kawitatora 30.12.05, 19:24
                                    Nie wiem, moze sie myle ale te pytania zawarte w twojej wypowiedzi chyba dotcza
                                    mojej osoby. Szczerze mowiac nie chce mi sie na nie odpowiadac bo nie o tym
                                    pisalam zarowno w mojej pierwszej wypowiedzi jak i w pozostalych. Wogole nie
                                    pruszalam tematu genetyki i uwarunkowan prokreacji, wiec tym bardziej dziwi
                                    mnie te pytania o wyjasniania czegos z czym wogole nie mam nic wspolnego.
                                    Gdybym nabila sobie glowke ksiazkami z socjobiologi i traktowaniem czlowieka w
                                    kategoriach przetrwania gatunku i rozmnazania z pewnoscia byloby mi latwiej z
                                    Toba polemizowac. Niestety moje zdanie dotyczy tylko tego co sprawia ze kobieta
                                    chce sie kochac z mezczyzna i czerpie z tego przyjemnosc - ja nie rozpatruje
                                    czlowieka w kategoriach zachowan uwarunkowanych genetycznie, bo i po co? Czy to
                                    ze na to w ten sposob patrzysz pozwala Ci miec lepszy seks, albo zrozumiec
                                    swoja partnerke dlaczego kiedys chciala bradziej seksu a teraz go nie chce
                                    (zaznaczam ze pisze o tym czysto abstarkcyjnie bo nie mam pojecia o twoim zyciu
                                    intymnym)? Dla mnie zastanawianie sie dlaczego czerpie przyjemnosc z bliskosci
                                    z mezczyzna pod wzgledem genetycznym obdarlo by ten akt z czegos absolutnie
                                    niepowtarzalnego i magicznego, a moja sypialnia zamienilaby sie w pokoj badan
                                    naukowych nad zachwoaniem seksualnym "wyzszej formy zwierzat". Pozwol wiec ze
                                    bede pisala na swoj temat a Ty bedziesz pisala na swoj - w ten sposob unikniemy
                                    obydwoje jalowej konwersacjii:)
                                    Pozdrawiam
                                • koralik00 Re: nie chcę mi się 30.12.05, 18:53
                                  Drogi Borisvallejo
                                  Poddaje sie, nie mam juz sily ani tzw. meskiego zaciecia aby dalej bronic
                                  swojej opinii. Pomijam juz fakt ze znowu mam poczucie ze nie piszemy o ty
                                  samym, albo ze uzyte przez nas zdania nie przekazuja tego co maja przekazac.
                                  Kto wie moze mamy nawet to samo zdanie na ten temat tylko nasz jezyk jest tak
                                  ulomny lub zbyt zawily ze nie potrafii tego oddac. Zreszta uwazaj jak
                                  chcesz :)) Ja ze swojej strony wyczerpujaco przedstawilam co wedlug mnie jest
                                  mechanizmem ktory popycha kobiete w ramiona mezczyzny i co jest przyczyna dla
                                  ktorego odczuwa ona pelna satysfakcje w seksie. Mam jednak wrazenie ze pomimo
                                  iz krytykujesz i analizujesz moja teorie sam wcale nie masz okreslonego zdania
                                  na ten temat i opierasz sie glownie w swoich wypowiedziach na tym co ja czy tez
                                  ktos inny napisal. Zreszta moze sie myle, a moze niezbyt wnikliwie przeczytalam
                                  twoja odpowiedz. Tak czy inaczej nadal upieram sie ze nie popieram opinii
                                  Kawitatora, chyba ze nie dostrzegasz roznicy miedzy nami, kiedy on twierdzi ze
                                  kobiety pragna seksu badz graja namietne do momentu az nie zostanie spelniony
                                  warunek prokreacji, ja natomiast jak najbardziej sie z tym zdaniem nie
                                  zgadzam!!! Stwierdzenie przez Ciebie podobienstwa opinii miedzy mna a
                                  Kawitatorem jest prawdopodobnie wynikiem tego ze obydwoje uwazamy seksualnosc
                                  za cos instynktownego - zaznaczam ze na tym podobienstwa sie koncza! W kazdym
                                  razie jakkolwiek sadzisz, bylo mi milo wymienic z Toba tych kilka zdan :)
                                  Pozdrawiam
                                  • borisvallejo Re: nie chcę mi się 31.12.05, 01:47
                                    I vice versa(che!) ...

                                    Szampańskiej zabawy i Szczęśliwszego Nowego Roku
                                    • malina755 Re:do borisvallejo 31.12.05, 03:53
                                      troche zbaczam z tematu chcialam tylko nadmienic ze podnieca mnie twoja
                                      inteligencja mialam ju ta przyjemnosc polemizowac z toba grrr...
                                    • koralik00 Re: nie chcę mi się 31.12.05, 20:26
                                      Ja rowniez zycze Szczesliwego i Radosnego Nowego Roku a przedtem udanego
                                      Sylwestra :))
                        • yogi.net Re: nie chcę mi się 29.12.05, 07:37
                          > Seksuolog był uprzejmy mi powiedzieć, że seks jest czynnikiem więziotwórczym.
                          > Jak seksu z jednej strony brakuje to więź emocjonalna rozluźnia się a z czasem
                          > zanika.

                          Święte słowa. Tylko przekonaj do tego kogoś kto nie ma ochoty na seks a na
                          dodatek jest uparty i .... .
                          Po prostu partner o orientacji aseksualnej. I nie wiem ile by rozmawiać,
                          tłumaczyć zabiegać i inne pierdoły .... zawsze będzie twarde, kategoryczne NIE.
                          Po prostu szkoda słów.
                          Pozdr.
                    • anais_nin666 Re: nie chcę mi się 28.12.05, 23:51
                      Ostatnie badania dowodzą, że i kobiety i mężyczyźni w budowie mózgu są tak
                      zbliżeni, że ten Mars i ta Wenus to tylko stereotypy, wzorce kulturowe, a nie
                      rzeczywiste różnice.
                      • xy66 Re: nie chcę mi się 29.12.05, 00:44
                        witam tu wszystkich...
                        Fascynujaca dyskusja - powoli potrzeba tu powoli studiow biolgiczno-historyczno-
                        socjologiczno-medycznych.
                        Jako mezczyzna przed 40 potwierdza sie tu moj swiat i swiat moich znajomych:
                        - rozczarowanie wspolnym zyciem, brak seksu, milosci itd. => Konsekwencja
                        masowe kryzysy stadne z rozwodami i zdradami wlacznie.
                        Moje zdanie:
                        Panie nie rozumieja i NIE CHCA zrozumiec panow (ze ich zycie obraca sie
                        najpierw wokol "dupy" potem dopiero w okol slonca...), a panowie NIE POTRAFIA
                        zrozumiec pan.

                        Co zrobic? Nie wiem!
                        Poniewac ale czuje sie podobnie do opisywanego bohatera (meza Anais), ktorego
                        zona nie dopuszcza powoli do seksu doszedlem niedawno do tego samego wniosku co
                        kawiator z wypowiedzi o 15:38 (najlepszy text tutaj z punkzu widzenia
                        mezczyzny!)- bede szukal czegos poza moim zwiazkiem.
                        Bez wiedzy zony, dzieci itd. bo w sumie nie chce rozbijac rodziny - tak zle nie
                        jest. Ale jezeli nie ma seksu z zona to pozostaje jedeynie:
                        - masturbacja
                        - zdrada
                        - kastracja
                        Ja spobuje Pkt 2.
                        I dopoki panie tego nie zrozumiecie, ze mezczyzna MUSI miec regularnie seks (i
                        wiezcie mi, ze go na pewno ma!!!) to nic sie nie zmieni...
                        Natury nie da sie oszukac.
                        I mozna jeszcze dlugo tak sie tutaj wyglupic w naukowy wywody...

                        A moze by tak sobie jedna lub druga pani zobaczyla seksmisje? Szczegolnie
                        polecam kreacje Stuhra...

                        • anais_nin666 Re: nie chcę mi się 01.01.06, 17:50
                          Poniewac ale czuje sie podobnie do opisywanego bohatera (meza Anais), ktorego
                          zona nie dopuszcza powoli do seksu
                          Hmm, jest tu jeszcze jakaś Anais oprócz mnie? Coś mnie ominęło;)?
                      • borisvallejo Re: nie chcę mi się 29.12.05, 01:58
                        Witam,

                        Małe pytanie : jakie badania ?

                        Pozdrawiam

                        • kawitator Re: nie chcę mi się 29.12.05, 06:08
                          Ř Witam,
                          >
                          > Małe pytanie : jakie badania ?
                          >
                          > Pozdrawiam
                          >
                          Myślę ze to są podstawowe założenia gender nukawczyń ( forma nie przypadkowa)
                          Mają taka tezę i starają się ją udowodnić Jeszcze nie maja potwierdzenia ale
                          poważne publikacje już są i robią metlik w głowach co bardziej podatnych
                          na .....
                          Drogie panie
                          Wróciłem właśnie nad ranem przyholowany przez moja dziewczynę Ponieważ
                          doszedłem do wniosku że za wcześnie jest aby kłaść się spać, postanowiłem wam
                          odpowiedzieć Myślę ze przyjdzie mi tym łatwiej ze wchłonięta dawka ulubionej
                          metaxy wyłączyła cześć moich obwodów logicznych.
                          Znam podstawy fizyki więc wiem dlaczego zachodzące słońce nad horyzontem
                          zmienia barwę, Wiem dlaczego fale maja taki kształt co je powoduje i zmienia.
                          Znam rozkłady sił działające na żagiel i kadłub podczas żeglugi. Nie
                          przeszkadza mi to cieszyć się jak dziecko podczas żeglugi w kierunku
                          zachodzącego słońca, kiedy wiatr świszcze w wantach a jacht pracuje na fali .
                          Mogę to nazwać nawet zmysłowa przyjemnością kiedy czuję stojąc na sterze jak
                          jacht precyzyjnie reaguje na każdy ruch ręki. Jest super może nie jest to seks
                          w sensie intensywności ale trwa dłużej znacznie dłużej i przynosi spokój Poza
                          tym jachtowi nie musze przynosić kwiatów ani prawic komplementów . ;-PPPPPP.
                          Wystarczy jak o niego zadbam w sensie materialnym.
                          Kiedy planuję rejs i chcę dopłynąć do portu a nie ugrzęznąć na mieliźnie czy
                          dać się zutylizować rybkom to nie biorę pod uwagę zachodów słońca, tylko
                          warunki meteorologiczne Nie myślę o pięknych grzywach fal tylko siadam do
                          locji i patrzę jak się tam pływa i co może mnie spotkać. Im poważniej traktuję
                          swoje zadanie tym bliżej mi szkiełka mędrca i oko niż emocje związane z
                          żaglami. Życie to jest śmiertelnie poważna sprawa ( w tej chwili będąc pod
                          wpływem wcale tak nie uważam ale wiem że za kilka godzin wróci to z całą mocą)
                          dlatego chcąc nim kierować, chcąc dopłynąć do portu który jest moim aktualnym
                          celem muszę brać pod uwagę przede wszystkim rozum a nie emocje.
                          Znanie mechanizmów nie powoduje działania zawsze rozsądnego ale kiedy mię
                          sponiewiera to chcę żeby to było na wskutek mojej samodzielnej decyzji a nie
                          głupoty. Wiem co mi grozi i wychodzę na takiej łupince w sztorm. Podejmuje
                          ryzyko znam je i się z nim godzę. Nie rozumiem ludzi którzy nie chcą przyjąć
                          do wiadomości spraw niezgodnych z ich emocjami. Co prawda nie zamierzam ich
                          zmieniać ani na siłę tłumaczyć
                          Czyli w myśl tej zasady Dosia , Ewolwenta i ja stanowimy wynaturzenie:))) Chcemy
                          seksu nawet po 5 latach wspolnie spedzonych z 1 facetem. A reproduktory
                          nawalają. Bu:(
                          Ręce i majtki opadają. Co ma piernik do wiatraka Wyrobiłem sobie zdanie a może
                          mam tylko taką nadzieję że nie jesteście bytami jedno lub nawet trzy
                          wymiarowymi. Może się mylę ale dla spokoju sumienia muszę założyć że działań i
                          emocji waszych nie opisujemy prostym równaniem. Że bardziej tu odpowiedni byłby
                          rachunek macierzowy o bardzo duuuuużej macierzy. Wobec tego proszę nie
                          interpretować mojej ogólnej wypowiedzi w ten sposób chyba, że dla jaj Wtedy
                          rozumiem.
                          A socjobiologia nauka jak każda, jest tylko uproszczoną ludzką próbą
                          zrozumienia świata Próbą stworzenia modelu logicznego tłumaczącego nam nas
                          samych i otaczający nas świat.
                          Ale dobrze tłumaczy.

                          • pat761 odpocząć 29.12.05, 08:29
                            Jeżeli mogę coś dodać tak mniej naukowo, proponuję odpoczynek przede wszystkim -
                            bo czasmi codzienność przytłacza i po prostu ma się dość. A później sama
                            wyreżyseruj jak to będzie. Najpierw Mocna kawa, żeby ci się spać niechciało,
                            następnie długa kąpiel - i wtedy myśl intensywnie bardzo jak chcesz, co chcesz-
                            może flamastrem namaluj serduszko na brzuchu, może zrób makijaż, depilację -
                            trochę odważniejszą niż zawsze. Rozbudź w sobie ochotę. Poproś męża żeby
                            spełnił jakąś twoją fantazję. To działa. Po prostu uwierz,że masz ochotę tylko
                            zmywanie, prasowanie, i cała reszta bzdur zabijają w tobie ochotę. To nie jest
                            wina męża!!!
                            • kowal_ska Re: odpocząć 29.12.05, 13:06
                              Witaj.
                              Twoja odpowiedź szczególnie mnie podbudowała. Ja winy szukam raczej w sobie, ze
                              mi się nie chce. Nie zwalam na męża, bo wiadomo facet ma swoje fizyczne potrzeby
                              i ja to rozumiem. Ale żeby od razu szukać sobie partnerki poza domem (jak ktoś
                              na forum sugerował)?
                              To prawda, że trzebaby było odpocząć trochę od codzienności. Tylko wątpię że
                              akurat to w moim przypadku pomoże, a przynajmniej nie na długo...
                              • pat761 Re: odpocząć 29.12.05, 14:17
                                Sądzę, że jak znów wpadniecie w rytm to będzie tylko lepiej. Może pomyśl o
                                wysłaniu gdzieś dzieci i zorganizuj coś fajnego - nowa bielizna np. albo
                                koszula męża zamiast bielizny właśnie. Zaplanuj wszystko -samo planowanie, co
                                założysz albo jakiego wina się napijecie, o co go poprosisz w trakcie np.
                                spowoduje, że ochota zacznie wracać! Wiesz łatwo dawać rady ale mój związek też
                                jest baaaaaaaaardzo daleki od ideału. Także głowa do góry!
                              • your_and Odpoczynek może nie wystarczyć... To może coś wię 30.12.05, 12:41
                                >Od jakiegoś czasu drażni mnie wszystko co dotyczy zbliżenia.
                                >Denerwują mnie jego próby zbliżenia. Każdy dotyk czy pocałunek. Po prostu nie
                                >mam na to żadnej ochoty. On twierdzi że jestem oziębła itd.

                                Nie chce nikogo denerwować ale wpisuje sie to w pewien schemat, i samo
                                przezwyciężenie domowych trudności może być za mało. W skrajnych przypadkach
                                seksuolodzy uważaja że takie przypadki zmiany zachowań seksualnych po urodzeniu
                                dziecka trzeba leczyć bo innaczej ... odbije sie to na związku

                                W klinice seksuologicznej często spotyka się sfrustrowanych mężczyzn, którzy nie
                                są w stanie zrozumieć zmiany zachowania kobiety po urodzeniu dziecka, a często
                                już po poczęciu. Zmiana ta polega na tym, że wcześniej partnerka była otwarta i
                                przychylnie nastawiona do współżycia seksualnego. Często „chodziła do łóżka”,
                                chętnie zmieniała pozycje współżycia, byłą otwarta na różne, czasem bardzo
                                wyrafinowane, pieszczoty, włączając w to różnego rodzaju gadżety erotyczne, czy
                                wykorzystanie pornografii. Teraz po zajściu w ciążę jej zachowanie oraz postawa
                                wobec partnera i współżycia ulega diametralnej zmianie. Kobieta taka nie ma
                                potrzeby więzi uczuciowej i seksualnej, jest negatywnie nastawiona wobec
                                partnera, drażni ją jego dotyk, a często już sama jego obecność, nie ma mowy o
                                jakichkolwiek stosunkach seksualnych. Zachowanie takie klasyfikowane jest w
                                seksuologii jako „zespół modliszki” i dotyczy kobiet, które mają negatywne
                                uczucia wobec mężczyzn. Postawa taka wyniesiona jest z dzieciństwa, kiedy to
                                były wychowywane przez dominujące i oziębłe seksualne matki, w atmosferze
                                negacji i lekceważenia świata męskiego.
                                www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1502&alt=56
                                (ten wątek że po urodzeniu dziecka nawet dotyk partnera denerwuje a co dopiero
                                wraca na to forum jak bumerang)
                                • prawydolewego Re: Odpoczynek może nie wystarczyć... To może coś 03.01.06, 23:21
                                  Z tym zespołem modliszki to niestety prawda i sam jestem przykładem takiego
                                  sfrustrowanego faceta. Zdobywałem ją długo i cierpliwie, choć była piękna
                                  odrzucała facetów. Zaryzykowałem wszystko a ona wynagrodziła mi te starania.
                                  Potem parę lat małżeństwa byliśmy uważani idealną parę obydwoje mieliśmy gorący
                                  temperament i pomysły na seks szokowaliśmy wręcz znajomych. A tu nieplanowana
                                  ciąża. Niby się cieszyła a przepłakała ją prawie cała. Chyba te hormony. I od
                                  tego czasu koniec z ochotą na seks. Niby kochaliśmy się, ale ona była drętwa,
                                  myślami gdzie indziej wiec coraz rzadziej. Znajomi niemający dzieci także
                                  przestali dla niej istnieć. Mały jest teraz w przedszkolu a miedzy nami rośnie
                                  obcość i wzajemne żale, nie chce go zostawić nikomu i wyrwać się. Rozmowy tu nie
                                  pomagają, wszystko się popieprzyło, wspólne interesy sie posypały, ostatnie
                                  święta były tragiczne.
                                  Właśnie jak w opisie ma wpojoną przez matkę nienawiść do ojca który ich
                                  zostawił. Po prostu po urodzeniu dziecka odkochała się i tyle.
                                  Umawialiśmy się na terapię, ale ona rozmyśliła się w ostatniej chwili(wpływ
                                  dzieciatych przyjaciółek) że niby jestem niedojrzały i taka jest rola mężczyzny
                                  jak jest dziecko. Tylko ja nie potrafię jedynie żyć miłością do dziecka z
                                  odmienioną niegdyś najbliższą osobą, każdy dzień jest gorszy.
                                  • your_and Re: Odpoczynek może nie wystarczyć... To może coś 04.01.06, 13:22
                                    Kobiety poszukują w relacjach z mężczyzną bliskości. Mówi się że mężczyzna płaci
                                    bliskością za seks, a kobieta ofiarowuje seks żeby otrzymać bliskość. Po
                                    urodzeniu dziecka bliskość z dzieckiem zaspokaja głód bliskości na długo i może
                                    wydawać się bardzie idealna niż ta którą mogą doświadczyć z partnerem, zwłaszcza
                                    jeśli w tle są niezabliźnione rany i skrzywienia relacji z dzieciństwa. I to
                                    dotyczy chyba wielu wątków na tym forum.

                                    Aby rozwiązać taki konflikt chyba obie strony muszą chcieć i umieć komunikować.
                                    Albo zwrócić się o pomoc specjalisty. Nam jakoś chyba udało się z tym poradzić.

                                    Ciekawie napisane o tym jak się rozjeżdżają potrzeby po urodzeniu dziecka i jak
                                    to wpływa na seks i uczucia:
                                    kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=87
                          • anais_nin666 Re: nie chcę mi się 01.01.06, 17:46
                            Czyli w myśl tej zasady Dosia , Ewolwenta i ja stanowimy wynaturzenie:))) Chcemy
                            seksu nawet po 5 latach wspolnie spedzonych z 1 facetem. A reproduktory
                            nawalają. Bu:(
                            Ręce i majtki opadają. Co ma piernik do wiatraka Wyrobiłem sobie zdanie a może
                            mam tylko taką nadzieję że nie jesteście bytami jedno lub nawet trzy
                            wymiarowymi.
                            Kawi - czy TY wszystko czytasz wprost, nigdy z przymrużeniem oka?
                        • anais_nin666 Re: nie chcę mi się 01.01.06, 17:56
                          Małe pytanie : jakie badania ?
                          W Wyborczej (a może POlityce?) był artykuł, w kt. m.in. pisano o budowie mozgu
                          kobiet i mezczyzn, jak znajdę chwilę to wyszperam i wkleję link.
    • jatez1 Re: nie chcę mi się 29.12.05, 14:18
      malzenstwo to jest Ty i ON.
      Mowiac, ze nie masz ochoty patrzysz tylko ze swojej strony, a co on ma zrobic
      jezeli tego potrzebuje?
      Takimi sa niestety mezczyzni, nie ich wina. Odmawiasz mu, a jakbys sie
      zachowala, gdyby sasiadka powiedziala Ci, ze zdradzil cie z jakas prostytutka.
      Kogos bys winila, bo ja Ciebie
      • gosiaolszewska Re: nie chcę mi się 29.12.05, 23:09
        nie mów tak, czy to jej wina że nie ma ochoty? może to jakiś niewidiczny dla oka
        głębszy problem? może nawet leży po stronie męża? nie wiem tego, ale nie można
        myśleć w ten sposób że jeśli mąż ją zdradzi to będzie jej wina. przez taką
        opinię tylko się będzie zmuszać i popadnie w jeszcze gorsze zniechęcenie....
        • to.ja.kas Re: nie chcę mi się 01.01.06, 15:29
          Ale dlaczego Gosiu? Mąż ma byc wyrozumiały i cierpiwie czekać na entuzjazm
          kobiety w łóżku? Ile czasu? Ona nie napisała, że mąż jest niedobry tylko, że on
          chce sexu a ją to denerwuje. Jakby mój partner stracił mną zainteresowanie,
          zaniedbywał mnie i mówił o tym i o mnie jak autorka wątku o mężu to posłałabym
          go w diabły a sama poszukała kogoś kto mnie pragnie, kocha i kogoś kogo nie
          denerwuje bliskość ze mną.
          • nitroff Re: nie chcę mi się 01.01.06, 16:40
            cześć
            fantastyczna wymiana opinii,
            czytałem to dziś z otwartymi ustami, samo życie.
            byłem kiedyś z fajną dziewczyną, obydwoje dużo pracowaliśmy, obwiązki, mało
            czasu dla siebie, z czasem więc coraz mniej rozmawialiśmy i współżyliśmy.
            Czuliśmy się obydwoje odrzucenie przez drugą stronę, z tym, że ja jako
            mężczyzna bardziej odczuwałem jej "fizyczne odrzucenie", na co reagowałem
            brakiem ochoty do rozmawiania z nią. Skutek był łatwy do przewidzenia - nie
            jesteśmy już razem, choć wciąż o niej myślę i bardzo żałuję, że tak się stało.
            W tej chwili wiem, że poświęciłbym dużo, żeby cofnąć czas i walczyć o nasze
            uczucia.
            Moja rada, o ile ozywiście masz na to ochotę - zgadzam się z wcześniejszymi
            opiniami, dzieci na dwa dni do rodziny, ciepła, relaksująca kąpiel, extra
            bielizna i trochę "chciejstwa".
            Powalcz o męża i o "swój orgazm", zobaczysz jak on to doceni
            zgadzam się z kawitatorem - w jakimś stopniu jesteśmy bardzo prości, choć
            często dorabiamy do naszych zachowań ideologię.

            pozdrawiam wszystkich w Nowym 2006 roku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka