Dodaj do ulubionych

Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy'

24.03.06, 09:52
Nie wiemco robić, więc postanowiłam 'poddać się' Waszej opini...
Mam 23 lata, męża od 2,5 roku (znamy się trochę ponad 3), mamy malutką
córeczkę gwoli wprowadzenia:)
Mój mąż zaraz po ślubie zaczął przejawiać zainteresowanie paniami z internetu
(czaty, gg, maile)... denerwowało mnie to z początku, potem zaczęło boleć.
Nie podobało mi się że do obcych kobiet zwraca się używając słodkich słów o
jakie ja mogłam się tylko prosić...
Oczywiście jako wredna żonka zrobiłam mu wiele, wiele awantur o to co robi,
czemu i po co mu to?? On obiecywał ze już nigdy, że to się nie powtórzy, ale
oczywiście robił swoje... więc postanowiłam Go sprawdzić (bo jak już pisałam
wredna jestem, wścibska itp) i zaczęłam z nim flirtować za pomocą mailii..
Założyłam nowe konto i czego się dowiedziałam, że mojemu męzowi wcale nie
chodzi o jak to mówił 'zwyczajną rozmowe z innymi ludzmi', wystarczyły 2maile
żeby mi zaczął opisywać co i jak lubi jeśli chodzi o seks. A teraz po ok.20
mailach zaproponował mi spotkanie i seks, bo chce zaszaleć i przecież
jest 'łowcą':( Nie rozumię tego, nie potrafię z tym żyć... facet ma ponad 30
lat a takie gówniarskie podejście do życia:(
Jak myślicie co powinnam zrobić?? Myslałam o tym by się z nim spotkać i
rzucić mu przed nos wydruki mailii a potem...
Co Wy byście zrobiły na moim miejscu?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 09:58
      a moze urzeczywistnic te jego lowce marzenia w waszym zwiazku?
      Jesli mu udowodnisz ze go szpiegowalas bedzie sie tylko lepiej maskowal.
      • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:08
        no tak ale ja chce mu tylko dać wydruki z jego poczty, mam hasło,
        wyszłoby więc że nie znam tamtej 'pani'...
    • afka28 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:08
      Witaj! Myślę, że skoro już podjęłaś się drogi szpiegostwa to powinnaś zapytać go
      w tych mailach m. in. czy ma rodzinę, czy jest szczęśliwy...a jeśli już rozmowa
      doszła do spraw seksu to podpytaj go czy czuje się usatysfajcjowany wspólnym
      pożyciem, czego mu brakuje jeśli chce zaszalać itd. może faktycznie coś wspólnie
      przeoczyliście. Inna sprawa jeśli on się nie przyzna, że ma rodzinę.......
      • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:11
        że ma rodzinę przyznał się w drugim mailu! napisał że kocha córkę, z żoną mu
        dobrze(!??), że w seksie mu nie brakuje niczego (bo ja otwarta w tych sprawach
        jestem) ale żelubi 'łowić' nowe kobiety, potrzeba mu tej adrenaliny...
        U nas w małżeństwie to ja jestem prowodyrem seksu, to mnie go brakuje!!!
        mój mąż mógłby się niekochać i z pół roku, za to w mailach do obcych kobiet
        piszę co i jak chciałby z nimi robić (paradoks)
        tu chyba tylko o kwestie nowości chodzi...świieżości...:(
        • afka28 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:18
          <tu chyba tylko o kwestie nowości chodzi...świieżości...:(>

          Tak czy inaczej przed pokazaniem tych maili radziłabym szczerą rozmowę. Skoro
          może wytrzymać bez seksu nawet pól roku (zakładając, że jest wierny), to może to
          tylko erotoman-gawędziarz. Mimo wszystko porozmawiajcie szczerze! Pozdrawiam!
          • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:23
            albo chce zrobic cos o co sie boi poprosic zone.
          • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:24
            rozmawialiśmy szczerze juz z milion razy...
            żartuję z nim się nie da szczerze rozmawiac bo on
            tego nie umie, nie lubi...nie wiem
            juz tyle razy próbowałam że nie mam siły na kolejny
            monolog pt.porozmawiajmy szczerze...
            monolog bo kończy się na tym że aby podtrzymac rozmowę,
            zadaję mu pytania a on (jeśli wogóle) odpowiada po kilku
            minutach ciszy: tak tudziez nie:(
            beznadzieja, jak z nim hcę szczerze pogadać to mi wyskakuje
            o nieumytych garkach, albo że pranie za późno zrobiłam...
            ile byś tak mogła rozmawiać??
            ps. a gawędziarz erotoman chyba tylko gada a nie umawia się na spotkania co??
            • afka28 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:27
              <a gawędziarz erotoman chyba tylko gada a nie umawia się na spotkania co??>
              Tak erotoman - gawędziarz to facet, ktory dużo mówi, a mało robi, ot poprostu
              pogadać sobie lubi...
              • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:29
                i poczuc sie macho:)
                na spotkanie by przyszedl pewnie tylko zlustrowac c w necie wyrwal... choc kto
                wie:)
                • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:41
                  heh i co tu robic?
                  • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:44
                    drogie panie - a ja naprawde nie rozumiem o co tutaj chodzi. temat powtarza sie
                    ciagle jak zle nagrana plyta. czy do was nie dociera, ze tak jak wy tylko i
                    wylacznie "az do grobowej deski tego jednego", tak jeszcze zaden kot sie przy
                    tylko jednej mysiej dziurze nie pozywil.
                    • niebieska_sukienka Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 17:43
                      to po co zgodził sie na ślub,chyba go nie ciągnęła na siłę, małżeństwo wymaga
                      poświęceń, pierniczysz stary chciałbyś żeby Twoja żona karmiła cudze koty?
                  • tkacziluzji Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:48
                    Rob to co on :P. Tak naprawde nie wiesz czy juz sie gdzies nie zrealizowal :P.
                    i nigdy pewnie sie nie dowiesz :P. Moze tak latwo mu sie umawiac bo juz
                    inicjacje ma za soba :P. Skieruj go na badania bo jeszcze cos przywlecze :P.
                    Wiesz jakie sa okropne te kobiety z netu :P. Tylko dupy im w glowie :P.
                • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:50
                  Z tego co napisałaś wynika, że nie wymieniliście się zdjęciami a mimo to chce
                  się spotkać? Wyglada na zdesperowanego ...
                  Miał duże doświadczenia z kobietami przed Tobą?
                  Bo raczej wygląda na trochę zakompleksionego w tym wzgledzie, stąd próby
                  potwierdzenia swojej wartości.
                  Jest przy tym zamknięty, nie tak łatwo uruchomić z nim "szczerą rozmowę",
                  przynajmniej tak jak to sobie kobiety wyobrażają. Trzeba do niego dotrzeć
                  inaczej, nie na zasadzie pytań wprost i stawiania pod ścianą. Wtedy zacina się
                  i zamyka jeszcze bardziej.

                  Jesli umówisz się z nim o dkryjesz karty, upokorzysz go bardzo. Może załagodzi
                  sytuację, będzie wyjaśniał i prosił o wybaczenie ale tak naprawdę schowa to
                  upokorzenie głęboko.
                  Nie mówiąc już o tym że prowokacja sama z siebie jest mocno niemoralna
                  delikatnie mówiąc.

                  Odpuść tą prowokację i obserwuj. Może musi się trochę wyszumieć i da spokój.
                  Spróbuj go zrozumieć, podbudować jego wiarę w siebie.
                  • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:55
                    Nie mówiąc już o tym że prowokacja sama z siebie jest mocno niemoralna
                    > delikatnie mówiąc.
                    >


                    jakos nei moge sie przekonac do tego ze bardziej moralne jest umawianie sie z
                    innymi kobietami za plecami zony ...
                    • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:05
                      > jakos nei moge sie przekonac do tego ze bardziej moralne jest umawianie sie z
                      > innymi kobietami za plecami zony ...

                      Prowokacja stosowana w policji rzadko i tylko w uzasadnionych przypadkach.
                      Ale nie w tym rzecz.

                      Jeśli facet ma tylko ciągoty do flirtów w sieci, prowokacja może udowodnić coś
                      czego nie było.
                      • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:09
                        A jeśli już coś było?
                        Ja jednak stoję na stanowisku, że należy w takim wypadku zrobić dym.
                        Domniemywanie opamietania się jakoś mnie nie przekonuje... Po za tym co ma do
                        stracenia? Jeśli zacznie ją zdradzać i rozpadnie się jej małżeństwo to będzie
                        sobie wyrzucać do końca życia, że nie spróbowała terapii szokowej...
                        • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:26
                          Napisałem co ma do stracenia. Choć jeśli facet rozwodnik i z wcześniejszymi
                          doświadczeniami to trudniejszy przypadek niż wyglądało na początku.
                    • 0123ola racja 15.06.06, 17:30
                      masz absolutną rację!!!!
                      ja tak samo zrobiłam i co, wyszło, że miałąm rację. co z tego, że listów
                      cudzych, komórek i mailii się nie czyta. nie czytałam póki wiedziałąm, że ktoś
                      i mnie poważnie traktuje. jak tą wiarę straciłam nie cułam wyrzytów sumienia.
                      wiem, że postąpiłam obrze. tym bardziej, że gdy pytałam, kłamał.
                  • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:59
                    No niestety nie zgodzę się z tym... Ja bym radził sie umówić z nim i zrobić taki
                    dym, że hohoho... Zagroziłbym rozwodem itd.
                    Jest takie powiedzenie "od rzemyczka do koniczka" i tak się niestety dzieje.
                    tylko dowodów więcej bym pozbierał!!!
            • very_pretty_girl Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:28
              zapytaj się go w tych mailach czy już robił podobne rzeczy. Postaraj się
              dowiedzieć czy wczesniej dochodziło do takich spotkań, czy kończyło się na
              pikantnych mailach. Wtedy dowiesz się czy to tylko gawędziasz czy niestety...
              zdradzający facet.
    • gonia64 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:51
      Ja bym się z nim umówiła i rzuciła wydrukami w twarz. Pewnie podziałałoby to
      jak zimny prysznic. Pokazałabyś jaki z niego dupek. Chociaż prawdopodobnie by
      zaczął się wypierać iż wiedział że to Ty.
      Taki prysznic na jakiś czas by podziałał. Na jak długo? Nie wiadomo. Może by
      zmienił taktykę podrywów i prawdopodobnie był ostrożniejszy. Na pewno nie
      możesz ufać...
      • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 10:59
        Zimny prysznic podziała na pewnien czas. Upokorzenie i odbicie tego na związku
        przetrwa znacznie dłuższy okres. Nikt nie lubi być upokorzony.

        A wyciąganie armaty w tym wypadku przenosi problem na inny poziom. Skoro żona
        już wie, że niegrzeczny ze mnie chłopczyk i ponoszę tego konsekwencje (wstyd,
        upokorzenie, pogarda w jej oczach) to niech ja będę z tego coś miał.
        • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:03
          Słuchaj - to chyba nie chodzi o to by głaskac facia po główce i zastanawiać się
          nad tym jaki on jest biedny... Owszem znać powody. Ale moim zdaniem tylko
          wstrząs tu może pomóc. Inaczej będzie się utwierdzał w swojej próżności. Trochę
          pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziło!!!
          • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:04
            Pokory ktorej uczy Archaniol dixia z mieczem plonacym:P
            • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:06
              Nie archanioł jeno serfin!!! Ten od kółek rolniczych zresztą :o)))
          • kici10 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 17:28
            Zgadzam sie z Dixią. Wolisz go upokorzyć, czy funkcjonować jako niczego
            nieświadoma kretynka w jego oczach. Bezkarność rozzuchwala. Moim zdaniem
            rozpierducha, siwy dym, czy trzęsienie ziemii są jak najbardziej pożądane.
            Przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz. A jak będziesz wiedziała, to
            możesz zadecydować co dalej. Ale będzie to Twoja świadoma decyzja, a nie
            poddawanie się losowi i czekanie na rozwój wypadków.
      • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:08
        cha sęk w tym że wie jak wyglądam... no powiedzmy że wie...
        wysłałam mu pierwsze lepsze zdjęcie z google, jakies tam dziewczyny...
        ps. ciekawe ze niomoralnym nazywa się szpiegowanie kogoś, ale niesty
        nie bierze się pod uwagę tego że niepojawiło się ono bez powodu...
        Czy moralne jest to co robi mój mąż?? No jasne zawsze można wychodzic z
        założenia
        że 'czego czy nie widzą tego sercu nie żal' ale czy to ma sens??
        A co doilosci kobiet mojego Męża to z tego co mi wiadomo miał jakieś
        4-5 kobietek przede mna w tym JEDNĄ ŻONĘ! Wychodząc z założenia że może to jest
        powodem jego działań to ja, dla której mąż był tym pierswszym, powinnam już
        dawno zacząć szukać nowych wrażeń...
        • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:09
          skoro ma taki dobry przerob zon- moze szuka trzeciej?
        • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:14
          Więc rozwodnik z pewnym doświadczeniem.
          Czyli bardziej wygląda na uzależnienie od nowych doznań.
          Mimo wszystko odradzam odsłanianie prowokacji, raczej zdecydowane postawienie
          sprawy, że ma skończyć z gadaniem w sieci z rzuceniem przechwyconych maili.

          Nie pisałem o szpiegowaniu lecz prowokacji którą zastosowałaś.
          Jest niemoralna nawet jeśli zastosowana w dobrej sprawie. Poza tym może dać
          niewłaściwy efekt - ulegnie jej ktoś słaby ale niemający wcześniej złych
          zamiarów.
      • niezapominajka333 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:41
        Jeśli nie da się rozmawiac, to napisz list. Napisz mu o wszystkim, dołącz
        wydruki, powiedz, żeby dał sobie spokój z udawaniem, że wiedział, że to ty.
        Napisz, że gdybyś wiedziała, że jego podejście do małżeństwa tak bardzo różni
        się od twojego, to nie zdecydowałabyś sie na ślub. Że skoro już jesteście
        małżeństwem, to trzeba znaleźc jakieś rozwiazanie.
        Po pierwsze zwrócisz mu wolnośc, bo najwyraźniej bycie wiecznym łowcą jest dla
        niego ważniejsze od zobowiązań wobec kobiety, którą - jak sam napisał - kocha
        (a dla ciebie miłośc to troszczenie się o drugą osobę w związku, a nie ranienie
        jej) . Jeśli chce byc wiecznym łowcą niech będzie WOLNYM wiecznym łowcą i bez
        zobowiązań zarzuca sieci, bo dla ciebie sprawa wierności i uczciwości w związku
        jest sprawą fundamentalną. Za rozstaniem przemawia też fakt, ze nie ma wielkiej
        ochoty na seks z tobą, a potrzebuje go z innymi. Proponujesz wiec rozwód, póki
        dziecko jest małe i nie przeżyje zbyt mocno waszego rozstania.
        Jest i inna ewentualnośc, mianowicie, że spróbujecie byc razem, ale
        rezygnujecie z prawa na wyłącznośc. On swobodnie łowi, ty nawiązujesz nowe
        znajomości i kazde z was realizuje swoje potrzeby i marzenia seksualne we
        własnym zakresie i w gronie własnych znajomych. Oczywiście na próbę, bo nie
        wiesz, czy taki układ będzie ci pasowac. Żeby się o tym przekonac wysłałaś już
        kilka maili do interesujących męzczyzn, którzy mogliby ci urozmaicic życie
        erotyczne, tak przez niego zaniedbywane.
        Byłaby też trzecia możliwośc, czyli terapia, ale wątpisz, czy odniosłaby
        skutek, gdyż ów syndrom wiecznego łowcy wydaje sie byc w nim zbyt głęboko
        zakorzeniony, by nawet miłośc do ciebie mogła go zagłuszyc.
        Daj mu kilka dni na przemyślenie, jeśli mozesz, to wyjedź na ten czas z
        dzieckiem. Niech się dobrze zastanowi, niech spróbuje się dopasowac do każdej
        sytuacji, bo macie przed sobą ważną decyzję do podjęcia.
        • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:44
          Bardzo mądry głos w sprawie. Cofam swoje poprzednie propozycje zrobienia dymu.
          Przekonałas mnie!!!
    • afka28 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:04
      I ta dyskusja właśnie dowodzi, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus...;)
      • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:05
        Tyle, że dixia to facet...
        • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:07
          zauwazylysmy to juz :) Nie musisz publikowac aktu na forum:P
          • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:12
            Ale to nie dowodzi, że wszystkie kobiałki myślą tak samo ani tego, ze faceci to
            świnie... Prawda?
        • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:10
          dixia poprawiłeś mi humor! dzięki wielkie:))))
    • mpingo Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:08
      To będzie brutalne stwierdzenie ale mam smutne wrażenie że miałaś
      nieszczęście zadać się w życiu ze zwyczajnym bydlęciem pozbawionym -
      jak to bydlę śladów uczuć wyższych. Coraz mniej zaczynam rozumieć
      motywacje ludzkie, takich sytuacji jak opisana przez ciebie pojawia
      się, mam wrażenie, coraz więcej :(
      Cóż, skoro ludzkość doszła już do wiekopomnego stwierdzenia, że
      podstawa udanego związku to seks, to właściwie taki rezultat jest
      nieunikniony.
      Weryfikuje to też w sposób kompromitujący wszelkie pseudoteoryjki
      o "poznawaniu się" i "sprawdzaniu" przed ślubem - bo co niby poznajemy
      i czego się o sobie dowiadujemy ?
      Wybacz proszę bezpośredniość, ale co skłoniło cię do zawarcia
      małżeństwa z... nim ? Po co to w ogóle, na co ? Jaka czeka taki
      "związek" przyszłość ?
      • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:10
        jak by wszyscy wchodzacy w ziazek malzenski wiedzieli co ich czeka po slubie
        zaniknelaby juz dawno ta instytucja.
        • ptysiu_z_kremem Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:12
          dokładnie anula
          • mpingo Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:24
            Jasna sprawa, tyle że ja zaczynam odnosić wrażenie, że ludzie sami pakują
            się w klopoty, na własne życzenie (to uwaga ogolna, nie wywołana tym
            przypadkiem). Biorę z nim ślub, bo wygląda jak Brad Pitt i pieprzy się
            dużo i rewelacyjnie. A później okazuje się że pieprzy się jeszcze więcej
            niż zonie się zdaje.
            To są jakieś takie dziecięce małżeństwa.
            Zaś w tym przypadku stara, zramolała i moherowa ciotka powiedziałaby
            - nie wychodź za rozwodnika ! I co najsmieszniejsza, miałaby rację.
            • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:26
              mysle ze po jakichs 5 najpozniej 10 latach malzenstwa bedziesz mial wiele
              okazji zeby zweryfikowac swoje poglady.
            • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:35
              No tak - bo jeśli ktoś jest stary, zramolały i o zgrozo ma moherowy beret - to
              rację ma tylko jak sie pomyli...
              • mpingo Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:48
                Ano, tak - jak się pomyli, a mysli się bez ustanku.
                Taki jest teraz "trynd" a kto twierdzi inaczej jest %$#@&*@ !
              • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:52
                > No tak - bo jeśli ktoś jest stary, zramolały i o zgrozo ma moherowy beret - to
                > rację ma tylko jak sie pomyli...

                Dawniej ludzie starsi byli otaczani szacunkiem, ich odświadczenie życiowe
                powodowało, że młodsi przynajmniej spokojnie wysłuchiwali rad nawet jeśli nie
                stosowali się do nich.

                Co się zmieniło w życiu społecznym, że można wypowiadać się ironicznie i
                lekceważąco?
                To że nie umieją założyć konta pocztowego czy wysłać sms'a?
                • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:00
                  Odpowiedź jest prosta - starość nie jest trendy. Promuje się młodość i piekno.
                  Wszystko co nie pasuje do tego wzorca jest be...
                  Co do ironicznej wypowiedzi to nie wiem czy do mnie była skierowana uwag - ale
                  tak ją traktuję. Sądzę, że ironizując niektóre wypowiedzi można sprowokować
                  niektórych ludzi do innego spojrzenia na sprawę. A jeśli nie - to nie są na tyle
                  lotni by zobaczyć również inną stronę medalu...
                  • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:27
                    Uwaga co do ironicznej wypowiedzi nie do Ciebie, tak ogólnie.

                    A sprawa nie tak prosta. Starość nie jest trendy, owszem. Ale przyczyna
                    głębsza, wiekszość ludzi dała się uwieść ułudzie modernizmu. Uwierzyli, że
                    jesli świat dookoła tak szybko się zmienia to również relacje społeczne
                    zmieniają się szybko. Wobec tego starsi nie nadążają i ich doświadczenia są nic
                    niewarte.
                    Tymczasem schematy, wzorce społeczne zmieniają się bardzo wolno, młodzi z
                    czasem się o tym przekonują, często boleśnie jak widać i po tym forum.
                    • dixia Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:35
                      Zgadza się. Nie od dziś powiadają: gdyby młodość wiedziała a starość mogła...
      • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:21
        > To będzie brutalne stwierdzenie ale mam smutne wrażenie że miałaś
        > nieszczęście zadać się w życiu ze zwyczajnym bydlęciem pozbawionym -
        > jak to bydlę śladów uczuć wyższych.

        Nie ma to jak poznać kogoś z uczuciami wyższymi.
        U Ciebie z tych wyższych to dominuje agresja czy tylko warczenie?

    • sutra Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:13
      1. możesz się z tym pogodzić (ale wtedy sprawdź, czy on się rzeczywiście z tymi
      babami nie spotyka, bo może ci coś brzydkiego do domu przynieść)
      2. możesz się rozwieść z winy męża

      On będzie tak dalej robił, niezależnie od awantury, bo prawdopodobnie jest to
      od niego silniejsze. Może przestać na jakiś czas, ale potem znów wróci do
      swojego zachowania. Być moze pomogłaby mu psychoterapia.
    • misssaigon Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:36
      ptysiu..a moze twój mąz to jest własnie taki model, który ma we krwi "uganianie
      sie" za kobitkami ..a po dwóch małżenstwach doszedł do wniosku ze zamaist zenic
      sie i rozwodzic, taniej i łatwiej bedzie uprawiac te rozrywke na boku.
      Niektórzy tak maja, ze musza gonic tego króliczka - bo to daje im podniecenie,
      adrenaline a satysfakcja z seksu to pewnie sprawa drugorzedna - najwazniejsze
      sa podchody.
      Sadze, ze jeżeli udowodnisz mu zamiar zdrady to uniesie sie swietym
      oburzeniem, ze go szpiegujesz, naruszasz swieta tajemnice korespondencji, i ze
      to wszystko to twoja wina. A potem zmieni metode i miejsce dzialania (zamiast
      domowego kompa - kafejka internetowa, wyjazdy sluzbowe i szkolenia).
      Dlaczego tak wieszcze??? Bo jakos nie widze skruchy w jego postawie - nie
      mówiac juz o poczuciu ze zwyczajnie robi zle.....
      • morbius1 dlaczego zabraniacie mu jego praw podstawowych? 24.03.06, 11:39
        • dixia Re: dlaczego zabraniacie mu jego praw podstawowyc 24.03.06, 11:41
          tzn jakich? do bzykania na boku?
        • anula36 Re: dlaczego zabraniacie mu jego praw podstawowyc 24.03.06, 11:41
          bo nie wiemy jeszcze czy zna podstawy bezpiecznego seksu:)
          • morbius1 Re: dlaczego zabraniacie mu jego praw podstawowyc 24.03.06, 11:47
            nie szlyszalem o przypadku zarazenia aidsem przez lacze internetowe.
      • anula36 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:41
        no trzeba przyznac uczciwy chlopak jest - od razu uswiadomil ze ma zone (
        fajna ) i rodzine wiec niech domniemana ukochana nie liczy na wiecej niz
        niezobowiazujacy numerek.
        obawiam sie misssaigon ze masz duzo racji.
        • misssaigon Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 11:47
          bo znam ten typ z autopsji :-((
          • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:02
            misssaigon napisała:

            > bo znam ten typ z autopsji :-((


            byly te doswiadczenia ciekawe?? :-))
            • misssaigon Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:23
              nadzwyczaj - jak tylko wydam pamietniki to wysle ci jeden egzemplarz - nauki
              nigdy dosc...
              • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 12:29

                "nauki nigdy dosc..." - to swiata prawda, problemy zaczynaja sie dopiero przy
                interpretacji faktow. kazdy chce widziec swoja rzeczywistosc. :-)
                • charade Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 13:06
                  A po co taki się żenił ? Oto jest pytanie. Pewnie chciał mieć rodzinkę i
                  ciepełko, a na boku małe rżniątka.
                  • petar2 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 13:11
                    > A po co taki się żenił ? Oto jest pytanie. Pewnie chciał mieć rodzinkę i
                    > ciepełko, a na boku małe rżniątka.

                    Przenikliwość kobiet czasem mnie przeraża ... ;-)
                    • charade Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 13:17
                      Taaak, to przecież takie oczywiste. Szkoda, że mąż autorki nie powiedział jej
                      tego, zanim się z nią ożenił.


                      petar2 napisał:

                      > > A po co taki się żenił ? Oto jest pytanie. Pewnie chciał mieć rodzinkę i
                      > > ciepełko, a na boku małe rżniątka.
                      >
                      > Przenikliwość kobiet czasem mnie przeraża ... ;-)
                      • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 13:31
                        jednym z najwiekszych bledow popelnianych przez rodzicow jest nie uprzedzanie
                        swoich pociech jak wyglada zycie malzenskie od podszewki, do czego daza kobiety,
                        czego oczekuja faceci itd. - z ta wiedza mozna by wielu rzeczy uniknac
                        (oczywiscie pod warunkiem, ze chce sie ja zaakceptowac).
                        • charade Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 13:59
                          Po co uprzedzać, jak widać, że generalnie jest kiepsko ? Oczywiście nie zawsze
                          tak kiepsko, jak w tym przypadku.

                          morbius1 napisał:

                          > jednym z najwiekszych bledow popelnianych przez rodzicow jest nie uprzedzanie
                          > swoich pociech jak wyglada zycie malzenskie od podszewki, do czego daza
                          kobiety
                          > ,
                          > czego oczekuja faceci itd. - z ta wiedza mozna by wielu rzeczy uniknac
                          > (oczywiscie pod warunkiem, ze chce sie ja zaakceptowac).
                        • your_and Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 14:16
                          > jednym z najwiekszych bledow popelnianych przez rodzicow jest nie uprzedzanie
                          > swoich pociech jak wyglada zycie malzenskie od podszewki, do czego daza kobiety

                          A ja uważam odwrotnie że właśnie przekazują sprzywiony obraz własnych niepowodzeń.

                          • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 14:21
                            your_and napisał:

                            > A ja uważam odwrotnie że właśnie przekazują sprzywiony obraz własnych niepowodz
                            > eń.
                            >

                            skrzywiony obraz wlasnych niepowodzen - zdadza sie, tylko, ze jest to efekt
                            wtorny. wpierw nalezy zadac pytanie jak do tych niepowodzen doszlo tym bardziej,
                            ze obraz jest ten sam od wiekow a wiec nie mozna zwalic winy na brak materialu
                            porownawczego.
                      • aanka7 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 14:08

                        W tym przypadku zastosowałabym metodę klinową.
                        Musisz zacząć być aktywna w internecie ,wychodzić z domu i przestać inicjować
                        seks z mężem.
                        Tak młoda dziewczyna przecież może być łakomym kąskiem dla innych męzczyzn,może
                        mąż już o tym zapomniał.
                        I też uważam że pokazywanie wydruków mija się z celem ,zejdzie do podziemia i
                        będzie ci jeszcze trudniej rozpoznać sytuacje.Ale można trzymać ten argument na
                        wypadek gdyby to on robił ci wyrzuty.
                        A jeszcze odnośnie zarzutów o garnki ,czy zawsze myjesz je Ty?
    • drak02 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 16:04
      Gdybym był na twoim miejscu , prowadziłbym tę zabawę dalej, zachęcałbym go do
      wynurzeń - mogłabyś się wiele ciekwaych rzeczy dowiedzieć o nim i o sobie.
      Następnie umówiłbym się z nim na spotkanie w domu jakieś twojej znajomej .
      Znajoma ta powinna oczywiście wiedzieć o twojej intrydze:).
      Dodatkowo powinnas meża przekonac do tego aby odpowiednio się przygotował do
      spotkania. Napisz mu np. ze lubisz jeżeli kochanek ma ubrane stringi i stanik.
      I że tylko wtedy przreżywasz orgazm, kiedy oprócz was w łóżku znajduje sie
      jeszcze jakiś duży pluszak - miś albo zajączek. bez pluszaka wogóle nie jesteś
      zainteresowana ewentualnym skonsumowaniem waszej znajomości.
      Wyobraź sobie jak twój maż w stringach, staniku i z dupnym misiem pod pachą
      zjawia sie u twojej znajomej - ty tam też oczywiscie jesteś. I wtedy
      wygarniesz mu całą prwadę.
      • morbius1 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 16:37
        drak - ty zdrajco meskiej rasy :-)
      • very_pretty_girl Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 17:13
        dobre :)
    • niebieska_sukienka O matko co za jołop 24.03.06, 17:37
      Koszmarek, umówiłabym się z nim, rzuciłabym mu to w twarz i zobaczyła jaka ma
      minę. Następnie kazała chodzić do seksuologa bo to chamskie tak zdradzać jakby
      to nie pomogło to kopnęłabym go w dupę i odeszła z dzieckiem! Mam pytanko, jak
      zaczęłaś z mailami, przecież mógł się domyślić,że to Ty. Pytam bo coś mi w
      głowie zaświtało,że mój też czasem siedzi na czacie,co więcej nie wiem bo ciągle
      pracuje po godzinach. Pomysł na sprawdzanko chyba dobry, zarzeka sie ,że nie
      zdradza,pliz, proszę o odpowiedź, pozdrawiam.
    • beapud Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 21:15
      Umów sie w publicznym miejscu, jakimś markecie, pełno tam knajp. Wybierz sie o
      tej samej porze na zakupy ( jako żona) i spotkaj go przypadkiem, dosiądx się i
      gadaj pijąc kawe. Mąż powinien spanokować :) Za kilka dni ( jako internetowa
      laska) napisz mu mejla że byłas w umówionym miejscu ale zobaczyłas go z inna
      kobieta i odeszłaś...
      • niebieska_sukienka Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 21:39
        dobry pomysł też bym tak zrobiła
        • kurka_wodna2 Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 24.03.06, 22:26


          do drak02:
          To super....
          Dodam jeszcze,że należy zaopatrzyć psiapsiółkę w aparat fotograficzny ustawiony
          na szybkie ruchy.
          Przewiduję ruch przez okno z ramami lub drzwi z futryną.
          Masz do czynienia z malutkim człowieczkiem ganiającym za każdą iskierką nadziei,
          że jeszcze dziś,teraz jeszcze jest coś wart.
          On nie dorasta Ci do pięt, po co ratować coś-co nie istnieje a jest niezbędne
          dla związku.
          3maj się.
          • lider_60 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 25.03.06, 00:02
            Nie tylko "maluczkim" człowieczkiem, ale zakompleksionym, niepewnym swojej
            wartości, chce błyszczeć w oczach innych kobiet i to go dowartościowywuje.
            To go rajcuje, taki człowiek raczej się już nie zmieni. Wybór należy do Ciebie,
            różne kobiety mają odmienne granice tolerancji, zastanów się, gdzie przebiega
            Twoja cienka czerwona linia.
    • ambx Idź na całość Ptysiu! 26.03.06, 14:46
      Terapia szokowa! Przygotuj to starannie. Zorganizuj kogoś do dziecka. Kup
      ciekawe perfumy i seksy bieliznę. Pisz, ze czeka go niespodzianka, bo wysłałaś
      nie swoje zdjęcie, ale że zrobisz wszystko, żeby nie żałował. Poproś, żeby
      wynajął pokój w motelu, albo ty wynajmij, ubierz sie tak jak ostra suka z jego
      mokrych snów i gdy zapuka w umówiony sposób powiedz proooszę... Oczywiście miej
      ze sabą całą dokumentację, ale pokaż ją dopiero po ostrym rżnięciu jak z
      pornoli. Jak nie będzie chciał, to do rączki, do buzi itp itd. Poprostu go
      zgwałć!!! A potem - przedstaw mu mądre rozwiązania z listu Niezapominajki. Może
      taka "terapia szokowa" coś pomoże?
      • ptysiu_z_kremem Re: Idź na całość Ptysiu! 26.03.06, 18:51
        No tak a ja nie wytrzymałam!!!
        Wczoraj siedzieliśmy sobie jak gdyby nigdy nic ja przed TV a on przed
        komputerem. Ponieważ odległość u nas w domku od jednego do drugiego nie jest
        wielka, zerkając mimochodem na komputer, zobaczyłam że mój m. sprawdza sobie
        pocztę. Oczywiście abym niczego nie podejrzewała, miał włączoną jeszcze inną
        stonkę. Niestety nie mógł się długo powstrzymać przed zajrzeniem czy aby
        przypadkiem jego znajoma nie przysłała mu wiadomości. Niestety nie przysłała,
        ale ja niewiele myśląc wystrzeliłam: „A od kogo to wiadomości” (miał 3 ostatnie
        maile, jeszcze nie skasował) on na to że od nikogo i szybko wyłączył pocztę. Ja
        oczywiście dalej drążyłam: „Ale od kogo, powiedz, przecież widziałam adres”. Na
        to już mój mąż nie wytrzymał i wyskoczył wściekły że Go szpieguję i w ogóle to
        się leczyć powinnam, że ciągle czegoś szukam, że tak być nie może itp… Ja mu na
        to że gdyby mi nie dawał powodów do podejrzeń to bym Go nie szpiegowała, a sam
        wie że już wiedziałam o kilku innych paniach, że ciągle coś przede mną ukrywa,
        że nawet dotknąć jego telefonu nie mogę bo zaraz na mnie wrzeszczy a to
        normalne nie jest. On mi że z nikim nie gadali ze sobie tylko sama stwarzam
        problemy. JA mu z kolei na to że wiem bo widziałam maile od tej ‘pani’. A on
        dalej w zaparte! No tego już nie zdzierżyłam i zaczęłam mu cytować co do niej
        pisał itd. Wówczas z wojującego buntownika zamienił się potulnego baranka który
        tylko słuchał. Powiedziałam mu że się na nim zawiodłam, że nie wiedziałam ze
        trzydziesto-paro letni facet może się tak gówniarsko zachowywać, być tak nie
        odpowiedzialny itp. że mógł mi powiedzieć przed ślubem że dla niego małżeństwo
        i rodzina nie stanowią żadnej wartości, że nie wie co to szczerość i szacunek
        dla uczuć drugiej osoby…
        Po moim monologu, zapytałam Go jak on to widzi na co odpowiedział, że to tylko
        takie tam rozmowy były tylko… ja że przecież się chciał spotykać i „zapomnieć
        się’ a on mi na to że tylko tak napisał… zapytałam Go więc: ’i co pojechałbyś
        na spotkanie?’ a on że tak. Zaskoczona zapytałam ‘a niby po co?’,
        odpowiedział ‘żeby pogadać’ Ręce mi opadły:(
        Zapytałam czy jemu nie przeszkadzałoby gdybym ja tak się z kimś spotykała z
        sieci, on że nie gdybym tylko rozmawiała. A ja: ‘nawet po takich rozmowach
        jakie Ty prowadziłeś?’ Nie odpowiedział. Pod koniec powiedziałam mu że są takie
        rozwiązania według mnie:
        1. zwracam mu wolność, rozstajemy się póki córeczka jeszcze mała, i może sobie
        łowić do woli, bo ja nie mam zamiaru na to zezwalać i dla mnie widocznie z goła
        odmienne wartości są w życiu ważne itp.
        2. spróbujemy byc razem, idziemy na terapię i walczymy o naszą rodzinę.
        Jak się spodziewałam wybrał opcję drugą ‘bo cię kocham’ i ‘już nie będę pisał z
        innymi kobietami’…Powiedziałam mu że niestety musi się liczyć z tym że moje
        zaufanie do niego sięgnęło już dna, a nawet już powolutku zaczęło się dokopywać
        do drugiego dna o ile to możliwe;) Że nie ma już jak on to określił żarcików z
        koleżankami
        pt.’wyliżę ci to i tamto’. Ze jestem człowiekiem z uczuciami a nie zabawką
        którą można odłożyć na półkę bo się już znudziła… że wymagam od niego szacunku
        itp. I na koniec żeby wiedział że kolejna jego taka zabawa albo nie daj Boże
        skok w bok oznacza rozwód…
        PS. Dziękuję za wszystkie rady, przepraszam że nie odpisywałam ale byłam na
        Uczelni
        Pozdrawiam

        • niebieska_sukienka Re: Idź na całość Ptysiu! 26.03.06, 21:23
          o Qrde,ale hardcor. Czy napiszesz do niego,żeby sprawdzić,że z tym skończył(jako
          tamta)? Te słowa: "szpieguję i w ogóle to się leczyć powinnam, że ciągle czegoś
          szukam, że tak być nie może" to coś co słyszę często od mojego męża, w dodatku
          pieniądze poprostu znikają z jego konta(nie daje na jedzenie bo twierdzi,że już
          niema a zarabia dobrze). Zaczynam mieć schizę zdradzanej żony. Ponawiam pytanko,
          jak zaczęłaś z mailami,że niby skąd wzięłaś jego namiary?/?
          • ptysiu_z_kremem Re: Idź na całość Ptysiu! 27.03.06, 09:16
            Jak juz pisałam przez przypadek znalazłam hasło do Jego poczty, a tam poza
            zdjęciami od jakies pani, było hasło do osobnego gg i potwierdzenie rejestracji
            w... Sympatii. Napisałam więc mężowi że znalazłam Jego stronę na tymże portalu
            i tak się zaczęło... Gdyby mąż troszkę pomyślał, to wiedziałby że to niemożliwe
            żebym miała jego bezpośredni adres, a nie xxx.sympatia.pl. Ale mąż nie
            pomyślał;) Tak tez zaczęła się cała intryga... Wczoraj napisałam do Niego maila
            jako tamta, narazie nie odpisał... Nie mogę tak nagle, bez odzewu przestać, bo
            by wpadł że to ja byłam, a utrzymuję że tylko znalazłam maile od tej 'PAni'.
            Pozdrawiam
            • niebieska_sukienka Re: Idź na całość Ptysiu! 27.03.06, 16:12
              dzieki za odpowiedź,pozdrawiam...:)
              • ptysiu_z_kremem Re: Idź na całość Ptysiu! 28.03.06, 00:05
                Ja pierd.lę odpisał mi że ma burzę w domu! i podał nowy adres +...
                numer tel komórkowego, ten związek nie ma jednak szans...:( O naiwności!!!
                • ambx Teraz już tylko umów się na tą randkę w motelu.. 28.03.06, 09:09
                  ...Upoluj "myśliwego". Poużalaj się nad jego problemami i namów na randkę.
                  Przebież się za seksowną sukę i taka dla niego bądź. Żadnych wściekłych
                  krzyków. Zrób wszystko, żeby nakłonić go do seksu i daj mu koncert albo nawet -
                  symfonię erotyczną, żeby zapamiętał na resztę życia to wasze ostatnie
                  zbliżenie. Po tym - mie ma odwrotu. Tylko rozwód. Jest niereformowalnym kłamcą.
                  • cyganeczka4 Re: Teraz już tylko umów się na tą randkę w motel 28.03.06, 10:07
                    co za ch*j pier*ony.. sorry ale inaczej nie mozna go nazwac
                    • ptysiu_z_kremem Re: Teraz już tylko umów się na tą randkę w motel 28.03.06, 10:27
                      no niestety, nie można:(
                      buuu czemu to ja musiałam na kogos takiego trafić??
                      • misssaigon Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 11:14
                        jw
                        • petar2 Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 11:51
                          No tak, według Ciebie sukces w związku zależy od szczęścia, farta w losowaniu.
                          To wygodne usprawiedliwienie.
                          • misssaigon Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 13:53
                            niestety , w przewazajacym stopniu od tego zalezy - mamy tak znikome mozliwosci
                            poznania i sprawdzenia wczesniej z kim sie zwiazujemy, ze naprawde trzeba
                            liczyc na łut szczescia..zreszta...czytasz posty systematycznie...i jest
                            mnostwo listow od zasoczonych zdzwionych ludzi, ktorzy nie spodziewali sie po
                            swoich partnerach roznych zachowan.
                            • petar2 Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 14:19
                              > niestety, w przewazajacym stopniu od tego zalezy - mamy tak znikome mozliwosci
                              > poznania i sprawdzenia wczesniej z kim sie zwiazujemy, ze naprawde trzeba
                              > liczyc na łut szczescia

                              Jeśli mamy znikome możliwości poznania szczególnie gdy wypada to w okresie
                              zauroczenia nie sprzyjającym obiektywnej ocenie to dobrze próbować zwiekszyć te
                              możliwości: wysłuchanie porad starszych czy patrzących z boku, poznanie rodziny
                              partnera/ki, "zmuszenie się" do przyglądania się zachowaniu drugiej strony itd.

                              Ale nie w tym rzecz, związek to nie tylko złączenie charakterów dwojga osób, to
                              coś nowego, coś co się wypracowuje. Pisałem o tym, nie chcę się powtarzać.

                              W tym przypadku myślę, że facet uzależnił się od rajcującej rozrywki
                              typu "flirt, podrywanie i zobaczymy co dalej". Robi to nieporadnie, od takich
                              anonsów "łowców" roją się serwisy randkowe, na paru takich "goierów" przypada
                              jedna kobieta i to z reguły szukająca kandydata na męża a nie niewyżytego
                              żonkosia.
                              Więc jak łyknął przynętę z prowokacją to uwierzył że złapał pana Boga za nogi i
                              tak trudno było mu zrezygnować z taaaaakiej okazji.

                              Moim zdaniem zastanów sie co może być przyczyną tych jego tęsknot, zapewne
                              jakieś kompleksy ale może coś jeszcze. Spróbuj spojrzeć na wasz związek jego
                              oczami.
                              A potem terapia i "leczenie" jak z uzależnień.

                              Oczywiście jesli przypadek nieuleczalny nie ma sensu tkwić w tym. Tylko trzeba
                              się najpierw o tym przekonać.
                              • misssaigon Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 14:57
                                ja tez juz wczesniej w tym watku pisalam o nieszczesnym "zonkosiu" kladac
                                nacisk na jed imperatyw "lowienia" -
                                pytanie z czego on wynika- moze wlasnie z kompleksow , o ktorych wspominasz - z
                                koniecznosci permanentnego potwierdzania swojej atrakcyjnosci seksualnej u
                                kolejnych samiczek.
                                Można by oczywiscie zaraz wysnuć nastepny wniosek - ze zona go za malo
                                dowartosciowywala - ale z moich obserwacji wynika ze poczucie niskiej samoceny
                                pojawia sie gdzies gleboko w dziecinstwie lub okresie dojrzewania i potem juz
                                tylko bruzdzi w zyciu.
                                Mysle ze "nalezy", "wypada" sprobowac terapii - chcoiaz jakos trudno mi
                                uwierzyc w powodzenie tego typu dzialan akurat w tym przypadku.
                                • petar2 Re: statystycznie ci sie trafil 28.03.06, 15:02
                                  Przyczyny mogą tkwić w dzieciństwie, domu rodzinnym, o tym precyzyjniej może
                                  napisać coś Your_and.
                                  Ale mogą być pogłębiane brakiem satysfakcji zawodowej, celu w życiu,
                                  umiejętności spędzania wlnego czasu, brakiem otwartości i kompleksami.
                                  Żona może również przyczyniać się do tego.
                                  Dlatego powinna spojrzseć na to z innej perspektywy. My mamy za mało informacji
                                  by coś sugerować.
                • niebieska_sukienka Re: Idź na całość Ptysiu! 28.03.06, 13:10
                  No to już masz pewność,że teraz tylko się będzie lepiej pilnował. Zdemaskowanie
                  go i rzucenie mu w ryj tych listów nic nie pomoże, na przyszłość będzie
                  ostrożniejszy. Jednak umówiłabym się z nim gdzieś (gdzie nie zobaczy Cię jak
                  wchodzisz bo może zwiać), pokazałabym mu te listy zwłaszcza ten z nowymi
                  namiarami a na koniec spotkania wręczyłabym pozew rozwodowy. Szkoda własnego
                  życia na debila, a nie jedna kobieta samotnie wychowuje dziecko i żyje! Będac z
                  nim staniesz sie kłębkiem nerwów i uschniesz jak niteczka a jeszcze nie wiadomo
                  jakie choróbsko do domu przywlecze. Serdecznie Ci współczuję i pocieszę,że mój
                  też wiernością nie grzeszy i myślę,że to tylko kwestia czasu zanim będe rozwódką
                  z dzieckiem, pozdrawiam..
                  • ptysiu_z_kremem :( 28.03.06, 13:47
                    A może jeszcze spróbować pójść na terapię małżeńską?
                    Myślicie że to coś daje? Ma ktoś z was jakieś doświadczenie w tej kwestii?
                    Nie chcę tak szybciutko skreślac tego małżeństwa... chcę miec świadomość że
                    zrobiłam wszystko, WSZYSTKO by ratować moja rodzinę:(
                    • misssaigon Re: :( 28.03.06, 13:56
                      chyba ze go wykastrujesz.....jakia moze miec lepsza motywacje do wiernosci niz
                      teraz ?
                    • morbius1 Re: :( 28.03.06, 14:25
                      ptysiu, powinnas byc zadowolona i szczesliwa. po tym wszystkim o czy pisalas,
                      moge stwierdzic jednoznacznie, ze twoj maz jest psychicznie absolutnie calkiem
                      zdrowym normalnym facetem, zaden homo albo cos w tym rodzaju. podpada pod 90%
                      standartu plci meskiej. tak nas natura stworzyla, takimi bylismy, takimi
                      jestesmy, takimi zostaniemy - I DOBRZE NAM Z TYM !!
                      • petar2 Re: :( 28.03.06, 14:34
                        Morbius, mylisz fantazje, pragnienia z ich realizacją w rzeczywistości. Nie
                        chodzi o to, że facet ma takie fantazje ale o to że próbuje, fakt że
                        nieporadnie, to zrealizować.
                        • morbius1 Re: :( 28.03.06, 14:39
                          coz mi z fantazji, ktore "koszmaruja" mnie po nocach - trzeba je przezyc :-)
                          • petar2 Re: :( 28.03.06, 14:46
                            A co zostaje człowiekowi jak zrealizuje swoje fantazje?
                            Niektóre fantazje realizujemy, dla innych znajdujemy zastępniki a część
                            zostawiamy czerpiąc satysakcję że nie jesteśmy ich niewolnikami :-)
                            • morbius1 Re: :( 28.03.06, 14:51
                              no coz, jak do tej pory, pomimo moich 50+, nie zabraklo mnie fantazji, ktorych
                              chcialem przezyc a te od niewolnictwa (:-))) wysylalem do afryki.
                              • petar2 Re: :( 28.03.06, 14:58
                                Z reguły ilość jest w konflikcie z jakością więc jeśli ich tak dużo to może
                                marne? Spowszechniały i nie są już fantazjami tylko codzienną potrzebą, co?
                                • morbius1 Re: :( 28.03.06, 15:03
                                  z ta codzienna potrzeba to bym sie zgodzil, ze spowszednieniem nie. na jakosc
                                  mozemy miec wplyw sami. :-)
                                  • petar2 Re: :( 28.03.06, 15:06
                                    Ja nie mówię o jakości "technicznej", to bardzo indywidualna sprawa.
                                    Coś co jest "codziennie" automatycznie przestaje być fantazją, jest
                                    przyzwyczajeniem a może uzależnieniem.
                                    • morbius1 Re: :( 28.03.06, 15:17
                                      to, ze jestesmy uzaleznieni od seksu, a przynajmniej wiekszosc z nas, to dowodzi
                                      np. to forum. jezeli chodzi o "automatyczna codziennosc" to znowu musze
                                      zaprzeczyc. z KAZDA kobieta jest troche inaczej i na co innego mozna sobie
                                      pozwolic - a przynajmniej nalezy zawsze zachowac zdrowy rozsadek przy wyborze i
                                      szukac tego co nam odpowiada a nie zaliczac nastepna.

                                      • niezapominajka333 Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 16:55
                                        Prawie w każdym wątku, gdzie omawia się temat zdrady, pojawiasz sie ze swoimi
                                        wywodami, że to przecież normalne, ze każdy ma prawo do swojego szczęscia, ze
                                        mężczyźni już tacy są. I dorzucasz radę typu zrób to samo.
                                        Przypomnij sobie, że swoją drogę ratowania małżeństwa wybraliście RAZEM z żoną,
                                        że najpierw próbowaliście różnych sposobów na poprawienie sytuacji, że dopiero
                                        jak one zawiodły, porozmawialiście szczerze i wspólnie doszliście do wniosku,
                                        że brakuje wam kontaktów z innymi. Wam obojgu.
                                        Śmiem twierdzic, że gdyby twoja żona samodzielnie zaczęła realizowac swoje
                                        fantazje uwodzenia i romansowania z innymi, to zanim doszedłbyś do obecnego
                                        stanu oświecenia i akceptacji, nie obyłoby się bez awantury, może nawet
                                        rozwodu, o pogonieniu rywala nie wspomnę.
                                        Ten wieczny łowca, o którym tu mowa, chyba dobrze już poznał swoje potrzeby,
                                        ale stosuje właśnie moralnośc Kalego. Kalemu wolno podrywac i umawiac się na
                                        seks, ale żonie Kali musi wystarczyc.
                                        Nie wiem, dlaczego zdecydowali się na ślub, ale facet po kilku związkach już
                                        powinien zrozumiec, że związek z monogamistką nie jest dla niego.
                                        Mówisz - realizowac fantazje. Ale jakim kosztem? Kosztem zadawania cierpienia
                                        najblizszej osobie? No, chyba,że wysłac żonę na terapię do psychologa, bo ma
                                        nieprawidłowe reakcje? Przeciaż nie powinna ją bolec zdrada męża, bo wszyscy
                                        mają ochotę na urozmaicenia w seksie.
                                        Związek z drugim człowiekiem to nie tylko przyjemności, ale i ograniczenia.
                                        Takie jest życie. Coś za coś. Realizujesz bez ograniczeń swoje fantazje, ale
                                        czymś innym za to płacisz.
                                        A nasz Wieczny Łowca chciałby miec ciepły dom, rodzinę, wierną żonę i tak
                                        wyrozumiałą, żeby bez przeszkód realizowac swoje podboje.
                                        Nie lubi ograniczeń, więc niech poszuka sobie tak tolerancyjnej kobiety, albo
                                        niech liczy się z końcem tego związku.
                                        • morbius1 Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 17:07
                                          niezapominajka333 napisała:

                                          >Związek z drugim człowiekiem to nie tylko przyjemności, ale i ograniczenia.

                                          to nie sa ani przyjemnosci ani ograniczenia. to MY SAMI je sobie stwarzamy i
                                          katujemy sie sami soba "na dobre i zle".
                                          odpowiedz mnie na pytanie: dlaczego skoro to kobiety chca (biologicznie
                                          uzasadnione) monogami to my sie mamy podpozadkowac bo to dobre i piekne?
                                          dlaczego w dobie, kiedy to panie maja rownouprawnienie (to oznacza nie tylko
                                          prawa ale rowniez obowiazki) panie nie chce zaakceptowac, ze faceci beda zawsze
                                          chcieli zdobywac inne (tez biologicznie uzasadnione) i ze to tez jest dobre i
                                          piekne?
                                          • kawitator Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 17:22
                                            Twoje pytanie troszke ogranicza ale postaram, sie odpowiedzieć szerzej bowiem
                                            twoje pytania dotyczą wszystkich niezaleznie od płci.
                                            Dlatego,że żyjemy w świecie wyobrażeń stworzonych przez kulturę i społeczeństwo.
                                            Dlatego ze prawa to chcemy a obowiązków nie . Dlatego że to ja chcę jest miłe
                                            przyjemne naturalene i zgodne z prawami ludzkimi i boskimi w przeciwieństwie
                                            oczywiście do nieuzasdnionych bzdurnych potrzeb innych. A rzeczywistość
                                            niestety skrzeczy.
                                            • morbius1 Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 17:41
                                              kawitator - dziekuje, ale ja to, tak naprawde, dobrze wiem i WLASNIE dlatego mam
                                              takie zdanie a nie inne. mnie chodzilo o odpowiedz od niezapominajki lub jakiejs
                                              innej damy, ktore tak chetnie nami dysponuja a same co innego mysla, co innego
                                              robia i co innego mowia zas w przypadkach juz w naprawde niewygodnych sytuacjach
                                              robia sie na slodkie bostwo i usiluja wycofac sie "kobiecym wdziekiem".
                                          • niezapominajka333 Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 18:06
                                            Morbius, sam się zaplątałeś. Po pierwsze, nie tylko kobiety chcą monogamii.
                                            Pokaż mi faceta, po którym zdrada żony spłynęłaby jak woda po kaczce. Skoro
                                            taki z ciebie poligamista, to powiedz, czy byłoby ci obojętne, czy twoja
                                            dziewczyna, narzeczona a w końcu żona miałaby kogoś na boku, czy nie. Nie
                                            wtedy, kiedy namiętnośc w waszym związku już się wypaliła, ale wtedy, gdy
                                            jeszcze było bardzo dobrze.
                                            Kto powiedział, ze kobiety chcą monogamii. Jest mnóstwo kobiet, które mają
                                            ochotę na zdradę. Wiele z nich zdradza - w końcu z kimś realizujesz swoje
                                            fantazje, prawda? W końcu jacyś panowie urozmaicają życie erotyczne twojej
                                            żonie (o ile jeszcze jesteście razem). Znalazła by się niejedna, która z
                                            przyjemnością trzymałaby dla swoich potrzeb męski harem.
                                            Skąd wiesz, że dochowywanie wierności to dla wszystkich katowanie się sobą
                                            nawzajem. Nie oceniaj innych według siebie. Ludzie nie są jednakowi. Ich
                                            postępowanie determinowane jest przez predyspozycje genetyczne i wychowanie.
                                            Zachowujesz się jak ktoś , kto odkrył lekarstwo, które pomogło jemu, zauważył,
                                            ze bywa skuteczne w niektórych wypadkach, więc ogłasza swoje odkrycie jako
                                            panaceum na wszystkie dolegliwości.
                                            Nie próbuj swoim odkryciem uszczęśliwiac innych na siłę.
                                            To, że faceci zawsze będa chcieli zdobywac inne nie znaczy, że wszyscy będą to
                                            robic i to równie chętnie.
                                            Niedawno czytałam o wpływie genu, bodajze D3 na wiernośc w związku. Osoby z
                                            dłuższą formą genu chętniej nawiązują nowe znajomości, nawet jak są w stałym
                                            związku. Nie potrafia się oprzec pokusie przeżycia romansu, w odróżnieniu od
                                            posiadaczy krótkiej formy genu, którzy są bardziej szczęśliwi z jednym
                                            partnerem.
                                            Faceci, którzy, jak piszesz, będą zawsze chcieli zdobywac inne, muszą się też
                                            liczyc z tym, że ich partnerki również będa zdobywane i uwodzone przez innych
                                            facetów, którzy (biologicznie uzasadnione) też chcą rozsiewac swoje geny. Im
                                            zaś atrakcyjniejsza partnerka, tym większe grono chętnych rozsiewaczy i tym
                                            większe prawdopodobieństwo, że potomstwo, które dany łowca wychowuje, nie z
                                            jego rozsiewania niestety. Można zakładac wiele związków - jeśli dla danego
                                            faceta kontakt z własnymi dziecmi jest mniej ważny niż rozsiewanie to proszę
                                            bardzo - jego sprawa. Jeśli mu obojętne, czyje dziecko on wychowuje, lub wlicza
                                            to w koszty "swobodnego łowienia" to niech mu będzie na zdrowie.
                                            Ale jeśli ktoś woli uprawiac własny ogródek, to nie wmawiaj mu, ze będzie
                                            szczęśliwszy zaglądając do innych, bo tobie to akurat dobrze robi.
                                            A co do ograniczeń, to są w każdej dziedzinie życia. Gdy ktoś lubi dobrze i
                                            duzo zjeśc, niech się nie zdziwi, ze zapłaci za to np. problemami zdrowotnymi.
                                            Nie wszyscy i nie w jednakowym stopniu, ale niewielu jest takich, którym
                                            realizowanie wszystkich pragnień posłuży.

                                            • petar2 Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 18:46
                                              Jak zwykle logicznie, spójnie, treściwie i merytorycznie. Miło poczytać :-)
                                              Dodam jeszcze, że istotny jest staż związku. Na pewne rzeczy można sobie
                                              pozwolić w związkach ze stażem +15, 20+ lat gdy partnerzy znają się jak "łyse
                                              konie". Te eksperymenty czy rozwiazania dla młodych par bywają dużo bardziej
                                              ryzykowne i mniej potrzebne bo łatwiej innymi metodami ożywić związek.

                                              Morbius nie dostrzegasz tego w ogóle waląc swoją mantrę przy każdej nadażajacej
                                              się okazji.
                                            • morbius1 Re: Morbius wyluzuj trochę 28.03.06, 19:33
                                              no to dostalem wyklad. musialem ze swoja ograniczona inteligencja trzy razy
                                              czytac aby zrozumiec.

                                              1)> powiedz, czy byłoby ci obojętne, czy twoja
                                              > dziewczyna, narzeczona a w końcu żona miałaby kogoś na boku, czy nie. Nie
                                              > wtedy, kiedy namiętnośc w waszym związku już się wypaliła, ale wtedy, gdy
                                              > jeszcze było bardzo dobrze.

                                              nie, nie byloby mi obojetne i nie bedzie mnie obojetne dzisiaj, jezeli wdadza
                                              sie tutaj jakies glebsze emocje. w tym forum jednak melduja sie ci, ktorym juz
                                              nie jest "bardzo dobrze", rozowe okulary juz spadly a brutalne zycie kopie w d...

                                              2)> Kto powiedział, ze kobiety chcą monogamii. Jest mnóstwo kobiet, które mają
                                              > ochotę na zdradę. Wiele z nich zdradza - w końcu z kimś realizujesz swoje
                                              > fantazje, prawda? W końcu jacyś panowie urozmaicają życie erotyczne twojej
                                              > żonie (o ile jeszcze jesteście razem). Znalazła by się niejedna, która z
                                              > przyjemnością trzymałaby dla swoich potrzeb męski harem.

                                              zgadza sie.

                                              3)> Skąd wiesz, że dochowywanie wierności to dla wszystkich katowanie się sobą
                                              > nawzajem.
                                              na 100% nie dla wszystkich. dla okolo 10% jest to przyjemnoscia. w szczesciu i
                                              zadowoleniu trzymaja sie za rece do konca swojego zywota.
                                              50% w dazeniu do tego idealu rozwodzi sie a pozostalych 40% jest tak wczepionych
                                              w siebie, ze albo godza sie istniejacym stanem rzeczy albo robia sobie pieklo z
                                              zycia. tych pierwszych na tym forum nie zobaczycz, ci drudzy maja juz to poza
                                              soba a ci trzeci miotaja sie tutaj usilujac nagiac swiat do wlasnego "widzi mi sie".

                                              4)>Nie oceniaj innych według siebie. Ludzie nie są jednakowi. Ich
                                              > postępowanie determinowane jest przez predyspozycje genetyczne i wychowanie.

                                              jestem bardzo daleki od tego aby oceniac innych wg siebie (jestem w koncu
                                              niepowtarzalny :-)) a to, ze biologia i srodowisko nas ksztaltuje to niestety
                                              stara prawda -> powinnismy przynajmniej sprobowac z tym walczyc aby osiagnac to
                                              co nam a nie biologii lub srodowisku odpowiada (uprzedzajac ev. zarzuty nie
                                              toleruje morderstw, kradziezy, pedofilii itd, itd)

                                              5)> Zachowujesz się jak ktoś , kto odkrył lekarstwo, które pomogło jemu, zauważył,
                                              > ze bywa skuteczne w niektórych wypadkach, więc ogłasza swoje odkrycie jako
                                              > panaceum na wszystkie dolegliwości.
                                              > Nie próbuj swoim odkryciem uszczęśliwiac innych na siłę.

                                              nie ja (szkoda :-)) jestem tutaj odkrywca a o uszczesliwianiu na sile juz w
                                              ogole mowy nie ma. co, ciagne kogos za reke, chodz to zrobi ci dobrze. jest to
                                              alternatywa, ktora tez powinna byc brana pod uwage. kazdy ma swoj wybor.

                                              6)> To, że faceci zawsze będa chcieli zdobywac inne nie znaczy, że wszyscy będą to
                                              > robic i to równie chętnie.

                                              cale szczescie, innaczej konkurencja bylaby zbyt duza.

                                              7)> Niedawno czytałam o wpływie genu, bodajze D3 na wiernośc w związku. Osoby z
                                              > dłuższą formą genu chętniej nawiązują nowe znajomości, nawet jak są w stałym
                                              > związku. Nie potrafia się oprzec pokusie przeżycia romansu, w odróżnieniu od
                                              > posiadaczy krótkiej formy genu, którzy są bardziej szczęśliwi z jednym
                                              > partnerem.

                                              nie bede zabieral glosu, nie znam tematu.

                                              8)> Faceci, którzy, jak piszesz, będą zawsze chcieli zdobywac inne, muszą się też
                                              > liczyc z tym, że ich partnerki również będa zdobywane i uwodzone przez innych
                                              > facetów, którzy (biologicznie uzasadnione) też chcą rozsiewac swoje geny. Im
                                              > zaś atrakcyjniejsza partnerka, tym większe grono chętnych rozsiewaczy i tym
                                              > większe prawdopodobieństwo, że potomstwo, które dany łowca wychowuje, nie z
                                              > jego rozsiewania niestety.

                                              gdzie drwa rabia, tam wiory leca. jak szukasz d.... to nie trac glowy. itd.
                                              nigdy nie bylem zwolennikiem brania co leci. nawet tacy niemoralni jak ja maja
                                              swoje wymagania.

                                              9)>Można zakładac wiele związków - jeśli dla danego
                                              > faceta kontakt z własnymi dziecmi jest mniej ważny niż rozsiewanie to proszę
                                              > bardzo - jego sprawa.

                                              chwileczke, chyba mieszamy dwie zupelnie odrebne rzeczy. co ma kontakt z
                                              wlasnymi dziecmi z "rozsiewaniem" wspolnego. facet, ktory ma chciane dzieci i
                                              sie nimi nie interesuje to nie facet tylko kawal ch... a to, ze mamusia czuje
                                              sie ev. zagrozona w swojej pozycji lub ma urazona ambicje to zupelnie inna para
                                              kaloszy i nie pochwalam rowniez wykorzystywania dzieci jako srodka szantazu na
                                              druga osobe.

                                              10)> Ale jeśli ktoś woli uprawiac własny ogródek, to nie wmawiaj mu, ze będzie
                                              > szczęśliwszy zaglądając do innych, bo tobie to akurat dobrze robi.

                                              jezeli ktos lubi uprawiac swoj wlasny ogrodek to "szczesc mu boze" ale tylko
                                              dotad, dopoki nie zaczyna na sile przekonywac partnera (patrz punkt 5), ze
                                              jedynie zdrowe nowalijki to tylko w tym ogrodku.
                                              • niezapominajka333 Re: Morbius wyluzuj trochę 29.03.06, 12:31
                                                Chciałabym napisac prościej, zebyś nie musiał się męczyc ze zrozumieniem mojego
                                                wywodu, ale po prostu nie umiem. Mea culpa.
                                                Zapytałam cię o twoje odczucia dlatego, ze teraz patrzysz na seks z innymi jak
                                                na fajne i konieczne urozmaicenie, gwarantujące przetrwanie waszego małżeństwa.
                                                Rozumiem, ze zanim zdecydowaliście się na taka wolnośc, byliście sobie wierni,
                                                a ewentualna zdrada twojej zony po prostu by cię zraniła. W konsekwencji
                                                straciłbyś do niej zaufanie, a wasz związek mógłby się rozpaśc.
                                                Świadomośc tego, że obcy facet właśnie z twoja żoną postanowił zrealizowac
                                                swoje fantazje (jak najbardziej biologicznie usprawiedliwione), których mu
                                                brakowało do szczęścia, nie budziłaby wtedy tak dużego entuzjazmu, ani
                                                zrozumienia, jaki prezentujesz teraz.
                                                Wiem, że na forum są głównie ludzie z problemami, ale ty prezentujesz
                                                specyficzne podejście i próbujesz wszystkim wcisnąc jednakowe rozwiązanie
                                                poparte twoim odkrywczym uzasadnieniem.
                                                Problemy w związkach będą zawsze. Bardzo mało prawdopodobne jest to, ze ktoś
                                                ich uniknie bez większego zaangażowania ze swojej i partnera strony.
                                                Im lepszy dobór na poczatku, im większa porcja rozsądku nad ślepym
                                                zakochaniem, tym lepsze rokowania. Im wieksza świadomośc, ze o uczucie trzeba
                                                dbac, im więcej chęci do tego dbania, im mądrzej partnerzy do tego podchodzą,
                                                tym większa szansa, ze będzie dobrze. Ale gwarancji nie ma.

                                                Dla ciebie, zdrada i problemy z seksem są konsekwencją tego, ze mężczyźni,
                                                którzy są łowcami i mają w genach zdobywanie, zostali wtłoczeni w ramy
                                                bezsensownej (jeśli chodzi o wymóg wierności) instytucji zwanej małżeństwem.
                                                I w ramach tej instytucji zostali zobligowani do sprzecznego z ich naturą
                                                obowiązku wierności.
                                                Małżeństwo oparte na takich zasadach z założenia nie moze funkcjonowac dobrze,
                                                ponieważ pozbawienie mężczyzn możliwości zdobywania nowych kobiet będzie
                                                powodowało problemy w zwiazku i wcześniej czy później doprowadzi do jego
                                                rozpadu.
                                                Prawo do posiadania wielu partnerek seksualnych mężczyźni powinni miec
                                                zagwarantowane, a zdrada nie jest nie jest niczym złym, to tylko genetycznie i
                                                ewolucyjnie uzasadnione realizowanie przez mężczyznę prawa do szczęścia.
                                                Kobieta zdradzana powinna jak najszybciej to zrozumiec i zaakceptowac, a wtedy
                                                jest szansa, że w związku będzie dobrze. Mężczyzna został tak ukształtowany
                                                przez naturę, że nie moze znieśc ograniczeń, jakie narzuca mu obecny kształt
                                                małżeństwa.
                                                Wiesz, czasem się zastanawiam, czy ty nie manifestujesz na siłę
                                                usprawiedliwienia dla tego, co robisz. Każdą zdradę usprawiedliwiasz w jeden
                                                sposób, a przecież tak naprawdę nie wiadomo, jakie były przyczyny.
                                                Ty miałeś wybór. Razem z żoną zgodziliście się na takie rozwiązanie. Większośc
                                                osób piszących o zdradzie została po prostu oszukana, a romans partnera na boku
                                                nie wpłynął dodatnio na ich związek, wręcz odwrotnie.
                                                Dlaczego dochowywanie wierności ma byc łatwe. Ograniczenia nie są łatwe, ale po
                                                coś są. Widocznie dla większości jest to istotne, skoro zdrada potrafi tak
                                                zranic. Ja wiem, czym jest wiernośc dla mnie, wiem, czym jest dla mojego męża.
                                                W życiu stosuję zasadę nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. I to się sprawdza.

                                                Wcale nie jestem zwolenniczką realizowania swojego prawa do szczęścia kosztem
                                                innych, a już szczególnie tych, których kocham.
                                                Mam sąsiada, który ma pewne specyficzne podejście do problemów, jakie mu
                                                narzuca posiadanie rodziny. On też realizuje swoje potrzeby, bo to jego dom i
                                                jego życie, więc nie będzie się ograniczał. Facet bardzo dużo pali, a ma syna
                                                chorego na astmę. Małe mieszkanie, zima, żona go prosi - wyjdź na schody, nie
                                                pal przy dziecku, widzisz, ze się dusi. Na to mąż i głowa rodziny odpowiada
                                                zdecydowanym głosem:
                                                -Paliłem, palę i będę palił. To mój dom i będę robił co mi się podoba, a nikomu
                                                nic do tego.
                                                Czemu ma sobie odmawiac papierosa w domu, przecież to jego prawo, jego dom.
                                                Czemu ma palic na schodach i czuc się ograniczany w swojej wolności? Tylko
                                                dlatego, że się dziecko dusi? Ze coraz częściej przebywa w szpitalu? Taki
                                                chorowitek, ale tatuś go kocha nad życie.
                                                Biologiczne uzasadnienie dla jego postępowania też by się znalazło. Czyż
                                                eliminowanie słabego i chorego potomstwa nie jest zgodne z naturą?
                                                Dla jednych drań i dupek, dla drugich prawdziwy facet, który nie pozwoli, żeby
                                                mu baba weszła na głowę.
                                                • ptysiu_z_kremem Niezapominajko jestem Twoją fanką! 29.03.06, 13:50
                                                  albo jakby to nietórzy powiedzieli 'a nawet idolką!';)
                                                  masz całkowitą rację, zgadzam się z każdym Twoim słowem...
                                                  wolność wolnością, potrzeby biologiczne potrzebami biologicznymi,
                                                  ale szacunek dla drugiej osoby to podstawa!
                                                  Qrcze skoro faceci są takimi strasznymi łowcami (a przynajmniej ich
                                                  większa część) to ok, niech sobie łowią ile wlezie, ale w takim razie niech nie
                                                  pieprzą o chęci posiadania rodziny, bo po cóż im ona? Po to aby miało co ich
                                                  ograniczać? Aby mieli z czym walczyć? Może się mylę, ale tu chyba nie o to
                                                  chodzi, nieprawdaż? Rodzina i małżeństwo to 'rzeczy' dla dojrzałych ludzi a nie
                                                  maluczkich głupoli którzy swoje niepochamowane instynkty usprawiedliwiają
                                                  biologią.
                                                  Ps. Gdyby tak wszystko oprzeć na biologii i wyjść z założenia że nie można jej
                                                  (czyt. biologii) niczym ograniczać, to czemuż na ten przykład szukają toalety
                                                  gdy im się zachce siku tudzież kupki w hipermarkecie, zamiast walić klocka na
                                                  środku sklepu?
                                                  AAAaaa... przepraszam nie mogłam się powstrzymać;)
                                                  • blackdevil Re: Niezapominajko jestem Twoją fanką! 29.03.06, 13:56
                                                    czemu ?? to normalne bo sie ograniczaja, powstrzymuja ;))
                                                    w malzenstwie tak samo sie ograniczaja i powstrzymuja ;))
                                                  • ptysiu_z_kremem Re: Niezapominajko jestem Twoją fanką! 29.03.06, 14:06
                                                    tylko coś niektórym nie wychodzi...;)
                                                    czyżby biegunka?;))
                                                  • blackdevil Re: Niezapominajko jestem Twoją fanką! 29.03.06, 16:10
                                                    brak treningu - w koncu to trening czyni mistrza
                                                • morbius1 Re: Morbius wyluzuj trochę 29.03.06, 14:25
                                                  ojojojjjjj, nazbieralo sie, nie jestem az tak elokwentny jak niezapominajka,
                                                  ktora w bardzo piekny sposob prezentuje swoje stanowisko.
                                                  poniewaz bedac owym prymitywnym facetem z biologia i checia fajdania na srodku
                                                  sklepu proponuje wam lekture obydwu stron (ale prosze, czytajcie wszystko a nie
                                                  tylko to co pasuje do waszych wartosci).

                                                  kobieta.interia.pl/seks/know_how/news?inf=640369
                                                  facet.interia.pl/news?inf=640373
                                                  • niezapominajka333 Re: Morbius wyluzuj trochę 29.03.06, 15:51
                                                    Natura tak steruje organizmem kobiety, że tuż przed owulacją jej libido
                                                    wzrasta i czuje się ona wygłodniała seksualnie.

                                                    Pytanie tylko, co z nim zrobi, gdy poczuje dreszczyk pożądania? John Money,
                                                    neuroendokrynolog z uniwersytetu w Baltimore, stwierdził, że główny organ
                                                    seksualny znajduje się u obu płci... między uszami. To umysł decyduje o tym, w
                                                    jakim stopniu zachowaniami ludzi będzie rządzić libido. Jak wysokie (lub
                                                    niskie) by to ono nie było. Koniec cytatu.

                                                    Przeczytałam. To był gen D4.
                                                    Wiesz morbius, to, ze mamy predyspozycje do pewnych zachowań nie znaczy, ze
                                                    koniecznie musimy tak postępowac. Każdy sam podejmuje decyzje, ale zwróc uwagę,
                                                    ze jak czegoś chcemy, to bardzo łatwo znajdujemy odpowiednie uzasadnienie.

                                                    Może humorystycznie, ale wspomnę tu o tesciu mojej koleżanki. Człowiek ów nie
                                                    jada pomidorów. Całe życie. Koleżanka chciała go przekonac, zeby jadł, bo
                                                    pomidory są zdrowe i dobre. W odpowiedzi usłyszała, że ...wiesz dziecko, ja to
                                                    gdzieś słyszałem, czy czytałem, a może w telewizji o tym mówili, że pomidory to
                                                    są rakotwórcze....
                                                    Teśc palił przy tym papierosy, a na uwagę, ze przecież papierosy są rakotwórcze
                                                    odparł....no wiesz, ale co mnie tam już staremu zostało, tyle mam radości z
                                                    życia, co sobie zapalę, a poza tym na coś trzeba umrzec...
                                                    Uczciwa odpowiedź to taka, że pomidorów nie lubię, a papierosy to nałóg, z
                                                    którym nie dam rady zerwac.
                                                    Od naszego Wiecznego Łowcy też oczekiwałabym uczciwości. Jeśli on nie potrafi
                                                    tego zrobic, jego żona powinna sama wyciągnąc wnioski.
                                                    Facet jaki jest każdy widzi. Nie potrafi wyrzec się romansów, ale chce byc z
                                                    żoną, dla której wiernośc jest ważna. Jeśli on tego nie potrafi, a nie chce się
                                                    z nią rozstac to czeka go zycie pełne kłamstwa i ciągłego kręcenia. Ją czeka
                                                    życie pełne podejrzeń, pretensji, cierpienia i braku seksu. Byc może brak seksu
                                                    wynika z zafascynowania wirtualnymi znajomosciami.
                                                    Czas będzie płynął i niestety na jej niekorzyśc. Dziecko będzie rosło, coraz
                                                    trudniej będzie zdecydowac się na odejscie.
                                                    Pozostaje znaleźc kompromis lub się rozstac. Gdy ona postawi na swoim, on
                                                    będzie nieszczęśliwy dochowujac wierności.
                                                    Ja spróbowałabym jeszcze pokazania mu, jak wygląda z drugiej strony takie
                                                    flirtowanie. Często facet ogląda "wesołe stronki" w necie, ściąga filmy a
                                                    jedyne wytłumaczenie dla żony jest takie, ze wszyscy faceci tak robią. Ale gdy
                                                    żona zrobi sobie katalog z przystojnymi panami to nagle sie okazuje, ze ogląda
                                                    świństwa i jak tak może. I ze takie hobby wcale nie jest przyjemne dla drugiej
                                                    strony.
                                                    Pomysł z terapią bez naprawdę realnego zagrożenia rozpadu związku chyba nie da
                                                    rezultatu.
                                                    Skoro facet nie chce szczerze pogadac, to kiepsko im prognozuję. Inna sprawa,
                                                    że trudno szczerze mówic o swoich problemach, gdy z drugiej strony tylko
                                                    potepienie i oburzenie. Ptysiu - chcesz szczerze porozmawiac to naprawdę
                                                    słuchaj. Wysłuchaj, zanim potępisz. Potem zastanów sie, jak chcesz dalej zyc.



                                                  • morbius1 Re: Morbius wyluzuj trochę 29.03.06, 16:25
                                                    "główny organ seksualny znajduje się u obu płci... między uszami."

                                                    niezapominajko ja nie usiluje, jak mnie to zarzucilas na sile przekonac do
                                                    mojego rozwiazania. prawda jest jednak taka, ze jestesmy inni (K/M). pragniemy
                                                    co prawda tego samego ale werbalizacja jest bardzo rozna. naturalnie, szare
                                                    komorki usiluja nam podpowiadac rozsadne rozwiazania, ale z drugiej strony
                                                    pracuja jak piata kolumna dezorganizujac "chuciami" logike. co bedzie silniejsze
                                                    wygrywa.
                                                    prawda jest rowniez taka, ze jezeli partnerzy nie dograli sie na poczatku
                                                    (zblokowani wychowaniem albo jakos to bedzie albo....) to pozostaje im niewiele
                                                    mozliwosci. ktoras ze stron bedzie zawsze przegrana.
                                                    w tych calych dyskusjach nie walcze o rozpowszechnienie swingu czy zdrady
                                                    malzenskiej. chcialbym jednak aby do wiekszosci pan (ty to juz dobrze wiesz)
                                                    dotarlo, ze stosowanie kobiecej logiki i oczekiwan do meskich zachowan nie
                                                    prowadzi do niczego poza rozzaleniem i bolem.
                                                    kobieta, ktora wiedzac o juz wielokrotnych podbojach drugiej polowy stwierdza,
                                                    ze ze mna bedzie inaczej a potem nie wie co ma zrobic, jest sama sobie winna.
                                                    niestety nie brak pan, ktore stwierdzaja, ze one sa lepsze od innych. lowca nie
                                                    zmieni swojego nastawienia do zycia chyba tylko na zasadzie szoku (wg. mnie male
                                                    szanse).
                                                    ptys powinien sie powaznie zastanowic czego oczekuje.
                                                    1) dla zachowania rodziny bedzie cierpic i tolerowac niechciane zachowania meza.
                                                    2) na sile wymusi na nim (i bedze kontrolowac), ze zadnych podbojow juz nie
                                                    bedzie. tu on bedzie nieszczesliwy z biegem czasu bedzie sie coraz bardziej oddalal.
                                                    3) pojdzie sama w tango i zakomunikuje mezowi ze ona tez odkryla w sobie ta chec
                                                    do lowienia. moze wowczas on spasuje (nie na dlugo) i albo beda w dwojke lowic
                                                    albo sie rozejda.
                                                    ja innych rozwiazan nie widze. niezapominajka, ty nalezysz do inteligentnych
                                                    kobiet, ktore CHCA myslec, wiekszosc niestety nalezy do gatunku "tak ma byc" bez
                                                    wnikania dlaczego.




                                                    niezapominajka333 napisała:

                                                    > Natura tak steruje organizmem kobiety, że tuż przed owulacją jej libido
                                                    > wzrasta i czuje się ona wygłodniała seksualnie.
                                                    >
                                                    > Pytanie tylko, co z nim zrobi, gdy poczuje dreszczyk pożądania? John Money,
                                                    > neuroendokrynolog z uniwersytetu w Baltimore, stwierdził, że główny organ
                                                    > seksualny znajduje się u obu płci... między uszami. To umysł decyduje o tym, w
                                                    > jakim stopniu zachowaniami ludzi będzie rządzić libido. Jak wysokie (lub
                                                    > niskie) by to ono nie było. Koniec cytatu.
                                                    >
                                                    > Przeczytałam. To był gen D4.
                                                    > Wiesz morbius, to, ze mamy predyspozycje do pewnych zachowań nie znaczy, ze
                                                    > koniecznie musimy tak postępowac. Każdy sam podejmuje decyzje, ale zwróc uwagę,
                                                    >
                                                    > ze jak czegoś chcemy, to bardzo łatwo znajdujemy odpowiednie uzasadnienie.
                                                    >
                                                    > Może humorystycznie, ale wspomnę tu o tesciu mojej koleżanki. Człowiek ów nie
                                                    > jada pomidorów. Całe życie. Koleżanka chciała go przekonac, zeby jadł, bo
                                                    > pomidory są zdrowe i dobre. W odpowiedzi usłyszała, że ...wiesz dziecko, ja to
                                                    > gdzieś słyszałem, czy czytałem, a może w telewizji o tym mówili, że pomidory to
                                                    >
                                                    > są rakotwórcze....
                                                    > Teśc palił przy tym papierosy, a na uwagę, ze przecież papierosy są rakotwórcze
                                                    >
                                                    > odparł....no wiesz, ale co mnie tam już staremu zostało, tyle mam radości z
                                                    > życia, co sobie zapalę, a poza tym na coś trzeba umrzec...
                                                    > Uczciwa odpowiedź to taka, że pomidorów nie lubię, a papierosy to nałóg, z
                                                    > którym nie dam rady zerwac.
                                                    > Od naszego Wiecznego Łowcy też oczekiwałabym uczciwości. Jeśli on nie potrafi
                                                    > tego zrobic, jego żona powinna sama wyciągnąc wnioski.
                                                    > Facet jaki jest każdy widzi. Nie potrafi wyrzec się romansów, ale chce byc z
                                                    > żoną, dla której wiernośc jest ważna. Jeśli on tego nie potrafi, a nie chce się
                                                    >
                                                    > z nią rozstac to czeka go zycie pełne kłamstwa i ciągłego kręcenia. Ją czeka
                                                    > życie pełne podejrzeń, pretensji, cierpienia i braku seksu. Byc może brak seksu
                                                    >
                                                    > wynika z zafascynowania wirtualnymi znajomosciami.
                                                    > Czas będzie płynął i niestety na jej niekorzyśc. Dziecko będzie rosło, coraz
                                                    > trudniej będzie zdecydowac się na odejscie.
                                                    > Pozostaje znaleźc kompromis lub się rozstac. Gdy ona postawi na swoim, on
                                                    > będzie nieszczęśliwy dochowujac wierności.
                                                    > Ja spróbowałabym jeszcze pokazania mu, jak wygląda z drugiej strony takie
                                                    > flirtowanie. Często facet ogląda "wesołe stronki" w necie, ściąga filmy a
                                                    > jedyne wytłumaczenie dla żony jest takie, ze wszyscy faceci tak robią. Ale gdy
                                                    > żona zrobi sobie katalog z przystojnymi panami to nagle sie okazuje, ze ogląda
                                                    > świństwa i jak tak może. I ze takie hobby wcale nie jest przyjemne dla drugiej
                                                    > strony.
                                                    > Pomysł z terapią bez naprawdę realnego zagrożenia rozpadu związku chyba nie da
                                                    > rezultatu.
                                                    > Skoro facet nie chce szczerze pogadac, to kiepsko im prognozuję. Inna sprawa,
                                                    > że trudno szczerze mówic o swoich problemach, gdy z drugiej strony tylko
                                                    > potepienie i oburzenie. Ptysiu - chcesz szczerze porozmawiac to naprawdę
                                                    > słuchaj. Wysłuchaj, zanim potępisz. Potem zastanów sie, jak chcesz dalej zyc.
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                  • zoe3 ogladanie pornoli 29.03.06, 18:43

                                                    zona pyta meza: - dlaczego kochanie tak wlasciwie to robisz?
                                                    - ja to tak wlasciwie szukam filmow ...pieknych... pelnych subtelnej erotyki
                                                    a dlaczego wiec ogladasz zwyczajne hard-core?
                                                    - bo jakos nie udaje mi sie znalezc....
                                                    ale tak wlasciwie, to wyjasnij mi prosze o co tutaj chodzi...bo przeciez nie
                                                    podniecasz sie samym aktem , lecz paniami wystepujacymi w okreslonej roli...
                                                    - alez kochanie...bo to ja wlasnie doszukuje sie Ciebie w kazdej z nich,
                                                    szukam Twoich cech i widze Ciebie....

                                                    hmmm. no to dlaczego nie nakreciasz filmu ze mna?
                                                    - .............swietny pomysl...dlaczego do tej pory na to nie wpadlem..
    • zdecydowany4 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 04.04.06, 10:23
      Trochę trywializując. Daj mu dobrze dupy to Wam się poprawi. Myślisz, że
      dlaczego on szuka innych kobiet? Brak seksu to odpowiedź!! Kup sobie ładne
      pończochy, zrób mu loda na dzień dobry i dobranoc i najważniejsze MÓW , MÓW I
      JESZCZE RAZ MÓW o co Ci chodzi. Nam facetom trzeba łopatologicznie. Nie będę się
      domyślał o co chodzi i na pewno mogę robić coś źle, ale nie będę żył z poczuciem
      winy, że o czymś nie wiedziałem. Proste rozwiązanie powiedz mu o co Ci
      chodzi!!!!!!!!!

      ptysiu_z_kremem napisała:

      > Nie wiemco robić, więc postanowiłam 'poddać się' Waszej opini...
      > Mam 23 lata, męża od 2,5 roku (znamy się trochę ponad 3), mamy malutką
      > córeczkę gwoli wprowadzenia:)
      > Mój mąż zaraz po ślubie zaczął przejawiać zainteresowanie paniami z internetu
      > (czaty, gg, maile)... denerwowało mnie to z początku, potem zaczęło boleć.
      > Nie podobało mi się że do obcych kobiet zwraca się używając słodkich słów o
      > jakie ja mogłam się tylko prosić...
      > Oczywiście jako wredna żonka zrobiłam mu wiele, wiele awantur o to co robi,
      > czemu i po co mu to?? On obiecywał ze już nigdy, że to się nie powtórzy, ale
      > oczywiście robił swoje... więc postanowiłam Go sprawdzić (bo jak już pisałam
      > wredna jestem, wścibska itp) i zaczęłam z nim flirtować za pomocą mailii..
      > Założyłam nowe konto i czego się dowiedziałam, że mojemu męzowi wcale nie
      > chodzi o jak to mówił 'zwyczajną rozmowe z innymi ludzmi', wystarczyły 2maile
      > żeby mi zaczął opisywać co i jak lubi jeśli chodzi o seks. A teraz po ok.20
      > mailach zaproponował mi spotkanie i seks, bo chce zaszaleć i przecież
      > jest 'łowcą':( Nie rozumię tego, nie potrafię z tym żyć... facet ma ponad 30
      > lat a takie gówniarskie podejście do życia:(
      > Jak myślicie co powinnam zrobić?? Myslałam o tym by się z nim spotkać i
      > rzucić mu przed nos wydruki mailii a potem...
      > Co Wy byście zrobiły na moim miejscu?
      • woman-in-love Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 04.04.06, 12:53
        zastanawiałam sie Zdecydowany, czy nie wyciąć Twojej prymitywnej
        wypowiedzi :"daj mu dobrze..."etc. Jednak po zastanowieniu się doszłam do
        wniosku,że reprezentujesz bardzo powszechny schemat. Więc odpowiem Ci: mało
        który facet potrafi dobrze wziąć. Choćby miał w łóżku super delicje, będzie
        zachowywał się jak cham. Poczytaj:"Mąż beznadziejny w łóżku".
        • morbius1 i w tym caly jest ambaras aby dwoje umialo na raz. 04.04.06, 13:02
        • zdecydowany4 Do Woman- in- love 04.04.06, 13:43
          Witam,

          Od razu na wstępie parę faktów. Odnosząc się do sformułowania "prymitywną
          wypowiedź" niestety muszę stwierdzić, że twoja "siła" leży wyłącznie w fakcie
          posiadania mocy sprawczej w dziedzinie cenzury. Określanie poglądów nie zgodnych
          ze swoimi "prymitywnymi" jest typowe dla brzydkich zakompleksionych osobników o
          bardzo niskim poczuciu własnej wartości typu wąsaty policjant z drogówki.

          Wasza jedyna moc, zakompleksionych osobników z kompleksem niższości to, że można
          komuś wyciąć wątek lub przez 5 minut być panem sytuacji i zgnoić na drodze
          inteligenta bo jest się "służbowo" i to jedyne na co was stać.

          Po lekturze twoich mądrości życiowych i równej "mądrości" policjanta z drogówki
          stwierdzam, że jeseście na jednym poziomie. Żenada w każdym calu.

          Już raz zetknąłem się z Tobą na jakimś forum, które cenzurujesz i ograniczyło
          się to tylko do usuwania moich tekstów w których szukałem znudzonej pani do
          wiadomych celów. Reprezentujesz typ malutkiego człowieczka o mentalności cenzora
          i to jedyne na co Cię stać. Teraz prawda w oczy kole i najlepiej określić ją
          mianem prymitywnej wypowiedzi i odesłać do wątku beznadziejny w łóżku.

          Na szczęscie nigdy nie dowiesz się jaki jestem w łóżku bo takie teksty o
          mężczyźnie to najlepsze "zamiast" także ani trochę nie dziwię się, że zamiast
          mieć udane życie seksualne musisz szukać substytutów na forum. Żałosne.

          Jesteś beznadziejna i teraz wcale się nie dziwię, że musisz udzielać się na
          forach internetowych bo w realu żaden normalny mężczyzna po zamienieniu z tobą
          10 zdań nie chciał by Cię znać. Możesz sobie od razu to wyciąć, ale bardziej Ci
          współczuję niż potępiam.
          • woman-in-love Re: Do Woman- in- love 04.04.06, 15:50
            Dziękuje za uznanie. Cały post biorę za komplement.
            • ptysiu_z_kremem bla bla 06.04.06, 23:14
              Ale Ty tępy jesteś! Myślisz że tu o jak to poetycko określiłeś "danie dupy"
              chodzi?? O braku seksu to w tym małżeństwie moge mówić tylko i wyłacznie ja!!!!
              Bo to mam ochotę się kochać dwa razy dziennie a mojemu mężowi mogłoby
              wystarczyć raz na miesiąc!!! Baaaa, co ja piszę nawet mieliśmy przerwę 7
              miesięczną, a o jej zakończenie postarałam się tylko ja!!! Kupuję seksowną
              bieliznę, dbam o siebie ale mam z tego jedyniejedno wielkie Gówn.!
              A tzw.loda to miałabym ochotę robic mu i kilka razy dziennie gdyby tylko
              chciał!!! No ale on wiecznie zmęczony jest więc nie da rady...;)
              Mam już dość nasze małżeństwo wygląda jakby trwało z 15 lat, a to dopiero dwa
              lata! O seks musze prosić, o pieszczoty,nawet o uśmiech!
              Ps. A do rozmów z "PANIĄ" wrócił ponownie...:(
              H.j nie facet! Przepraszam ale jestem wściekła, musiałam się wyżyć!
              Mam 23lata i brak perspektyw na polepszenie sytuacji!
              Ps.2. Jeśli już dochodzi między nami do zbliżeń to są one najzupełniej przeze
              mnie wymuszone, ot co, nie ma jak się płaszczyć o seksik, miodzio, o tym zawsze
              marzyłam...;)
              • zdecydowany4 Re: bla bla 07.04.06, 09:47
                Ale zazdroszczę twojemu mężowi!!!!!! Ja bym chciał dwa razy dziennie, a żona od
                miesięcy każe się zdobywać i wynik wiadomy ZERO SEKSU!!!!!!!
                • tomek_abc Re: bla bla 07.04.06, 09:54
                  > Ale zazdroszczę twojemu mężowi!!!!!! Ja bym chciał dwa razy dziennie, a żona
                  od miesięcy każe się zdobywać i wynik wiadomy ZERO SEKSU!!!!!!!

                  czyli trywializując (jakie fajne slowo) "nie daje dobrze dupy"?
              • niezapominajka333 Re: bla bla 07.04.06, 13:54
                I tak oto zdecydowany znalazł płaszczyznę porozumienia z ptysiem. Zrozumienie
                dla braku seksu.
                A na poważnie.
                Ptysiu, co z tych rozmów (jakie prowadzisz jako "ta Trzecia" ze swoim mężem)
                wynika? Zastosowałaś prowokację, to przynajmniej zdobądź jakieś informacje,
                których nie możesz uzyskac jako żona.
                Jak teraz twój mąż zachowuje się w stosunku do ciebie? Udaje, ze wszystko w
                porządku?
                Jak wygląda wasza codziennośc? Proponowałaś terapię. Czy coś działacie w tym
                kierunku?
                Jak duże jest dziecko i czy nie podjęliście decyzji o ślubie właśnie z powodu
                ciąży. Przynajmniej on.
                Małżeństwo to nie klatka, z której nie da się uciec, a partner nie jest kopią
                nas samych.
                Widzisz, z wiernością jest tak samo, jak ze wszystkim innym w życiu.

                Wiemy co dla nas dobre i korzystne, ale rzecz w tym, żebyśmy potrafili się do
                tego stosowac. To samo ograniczenie jednym nie sprawia trudności, drudzy jakos
                sobie z nim radzą, a inni, mimo najszczerszych chęci nie potrafią się wyrzec
                jakiejś przyjemności.
                Problem w tym, że ci pierwsi nie potrafią zrozumiec tych ostatnich.

                Ta zasada tyczy się prawie każdej sfery naszego życia, nie tylko zobowiązań
                wobec małżonka.
                Wszyscy dążymy do przyjemności i wygody. Wszyscy staramy się unikac cierpienia.
                Może chwilowo porzucmy kwestię wierności, bo jesteś bardzo emocjonalnie do niej
                nastawiona. Sięgnijmy po przykład z innej półki.
                Może tak oczywista wartośc jak zdrowie. Zalecenia lekarzy i dietetyków prawie
                każdy z nas uznaje za korzystne. Ale pojawia się problem z ich stosowaniem.

                Oczywisty jest fakt, że jako gatunek częściej byliśmy skazani na niedobór
                pożywienia, niż na jego nadmiar. W związku z tym większośc z nas ma taką
                przemianę materii, aby odkładac zapasy w postaci tłuszczu. A zatem jesteśmy w
                olbrzymiej większości genetycznie uwarunkowani do otyłości.
                Do stosunkowo niedawnego czasu warunki życia zmuszały nas do znacznego wysiłku
                fizycznego, tak że spalanie zbędnych kalorii mieliśmy niejako przymusowo
                zapewnione.
                Teraz musimy sobie radzic z dwoma problemami. Jak ograniczyc jedzenie i jak
                zwiększyc spalanie do takiego poziomu, żeby utrzymac sylwetkę uważaną za
                atrakcyjną w dzisiejszych czasach.
                Jak spośród tego bogactwa pożywienia wybrac nie tylko to, co jest
                najsmaczniejsze, ale i najkorzystniejsze dla naszego zdrowia, gdy kusi nas tyle
                kalorycznych i niezdrowych przysmaków.
                Jak wobec tylu sposobów spędzania wolnego czasu wybrac ten, który zapewni nam
                nie tylko relaks, ale i potrzebną porcję ruchu ( tak, wiem - seks to świetny
                przykład, ale nie o to mi teraz chodzi).
                Chcemy byc zdrowi, chcemy miec atrakcyjne, silne i sprawne ciało, ale
                najlepiej, żeby to nas nic nie kosztowało, bo nie lubimy byc ograniczani w
                swojej wolności.
                Ten luksus dany jest niewielu.
                Pozostali wiedzą, co powinni robic, ale stosują tę wiedzę w sposób wybiórczy.
                Czyli jak ktoś nie lubi słodyczy, a lubi piwo, to bez problemu zrezygnuje z
                ciasta, ale nie tak łatwo wyrzeknie się drugiej, czy trzeciej puszki piwa. I
                będzie mu trudno zrozumiec kogoś, kto nie może się oprzec pokusie zjedzenia
                słodyczy. Czy warto się zatem ograniczac? Może potrzeba nam więcej tolerancji
                dla miłośników jedzenia.
                W Stanach widac, jak w atmosferze tolerancji rozwinął się pięknie problem
                otyłości.
                Mam znajomą, która rozwiodła się z mężem alkoholikiem wiele lat temu, ale
                zdarzało jej się czasem wspominac dawne czasy.
                Kiedyś, w trakcie rozmowy stwierdziła:
                -Ja to nie rozumiem, co człowiekowi z tego picia. Ile to pieniędzy człowiek
                przepije, ile zdrowia straci, ile awantur w rodzinie, dzieci cierpią, płaczą.
                Zamiast pic, to przecież wolałabym sobie coś kupic, dzieciom kupic, nie na
                wódkę wyrzucac.
                -Ja też tego nie rozumiem - powiedziałam - tak samo, jak nie rozumiem, jak
                można palic po dwie paczki papierosów dziennie, tak jak pani. Nie lepiej
                rzucic, więcej pieniędzy, lepsze zdrowie...
                -Żeby to się tak dało.... - odparła moja znajoma, ale temat się skończył.
                Swoje grzeszki mierzymy inna miarką.
                Sama wiedza o tym, że jesteśmy do czegoś uwarunkowani, niewiele daje. Ważne,
                jak ją wykorzystamy. Czy podejmiemy wysiłek, żeby uniknąc problemów, czy
                wykorzystamy ją jako usprawiedliwienie dla naszego postępowania.

                Gdy wiotka i śliczne dziewczyna z którą facet się żeni, przytyje po dzieciach
                30 kilo, może nie byc już dla swojego męża tak atrakcyjna jak kiedyś.

                Co zrobi w tej sytuacji? Czy powie taka juz jestem, moja babcia była gruba,
                moja mama jest gruba, ja też jestem gruba, bo to genetyczne. Lubię jeśc i nie
                mogę się oprzec żadnej okazji. Kocham jeśc, a mój mąż powinien mnie kochac i
                pożądac taką jaką jestem, bo to nie moja wina. Powinien rozumiec, że taką mam
                przemianę materii odziedziczoną po przodkach. Ta cecha, która w trudnych
                czasach umożliwiła przetrwanie naszego gatunku, teraz obraca się przeciwko nam,
                ale ja na to nie mam wpływu. To geny. To ewolucja. Dlaczego ja mam katowac się
                dietą. Niech on się dostosuje.

                Można też inaczej wykorzystac tę wiedzę.
                Można podejśc do tego tak:
                Wiem, ze jestem zagrożona otyłościa. Kobiety w mojej rodzinie są grube. Nie
                chcę taka byc. Muszę kontrolowac apetyt, muszę zmienic pewne przyzwyczajenia,
                które mogłyby mnie doprowadzic do takiej otyłości. Dlaczego mam sobie odmawiac
                tej przyjemności, jaką daje jedzenie?
                I tu pojawia się problem motywacji. Po co się tak zmuszac? Po co walczyc z
                genami?
                Zastanawiające, że faceci świetnie potrafią wykazac jak 30-to kilogramowa
                nadwaga obniża atrakcyjnośc kobiety w oczach mężczyzny, ale ciężko im uwierzyc,
                że zdrada (aczkolwiek uzasadniona ewolucyjnie i genetycznie) moze negatywnie
                wpływac na uczucia partnerki.
                Żeby wprowadzic jakieś zmiany, potrzebna jest motywacja.
                Dla jednych motywacją jest to, że będzie lepiej. Inni przede wszystkim unikają
                cierpienia. Najlepiej jest połączyc oba rodzaje. Miec swiadomośc nie tylko
                tego, co można zyskac, ale i tego, co mozna stracic.
                Nie chcesz rezygnowac z tego związku, przynajmniej nie pochopnie. Jesteś w tej
                korzystnej sytuacji, ze kontrolujesz "romans" męża. Nie baw się w żandarma
                egzekwującego przysięgę małżeńską. Zastraszeniem nic nie zmienisz. Będzie się
                lepiej kamuflował. Ale bez świadomości tego co może stracic, niewiele uzyskasz.
                Potrzebna jest konkurencja, żeby dac poczucie zagrożenia i potrzebę ponownego
                zdobycia.









                • ptysiu_z_kremem Re: bla bla 07.04.06, 22:09
                  Masz rację! Trzeba się starać, trzebnba pracowac nad związakiem, trzeba
                  rozmawiać... ja to wszystko wiem! Staram się dbać o siebie, fakt w ciąży
                  przytyłam 26kilo ale schudłam prwie 30, wygladam super i wiem o tym!
                  Kupuję seksowną bieliznę, staram się jak moge byc dobra zoną i matką, ale
                  naprawdę mam takie dni, gdy wątpię w cały ten mój wysilek... bo po co żeby
                  usłuszeć:"daj mi spokój, zmęczony jestem, Ty to nic nie rozumiesz,może mi wróci
                  chęć na seks w wakacje"(!!??) A mój maż nie ma ciężkiej pracy, powiem tak,
                  zajmuje się czymś zawodowo (20h w tygodniu) co inni uznali by za wypoczynek...
                  A ja już nie mam siły.. nie daję rady, ostatnio łapię się na tym że spoglądam
                  łaskawym oczkiem na co przystojniejszech facetów! Ja! Dziewczyna dla której
                  małżeństwo to rzecz święta!
                  Jeśli chodzi o moje z nim rozmowy przez net to cięzko mi, coraz trudniej,
                  uwierz, nie wybuchnąć płacem po kolejnym jego przesyconym erotyzmem mailu:( Bo
                  myślę sobie, czemu tak do mnie nie mówi, albo przynajminiej czemu tego nie
                  robi??;)Mój mąz udaje ze wszystko jest ok, nawet jak zadam mu jakieś pytaanko
                  naten temat (czy aby na pewno zakończył te rozmowy) mówi mi że chora jestem że
                  jasne że tak itp. Jest wobec mnie obojętny. Mówi ze kocha ale nie ma ochoty na
                  seks i przytulanie... Proponowałam mu wcześniej terapię ale powiedział że on
                  nie potrzebuje i że to i tak nic nie zmieni. On mi mówi że nie będzie tego
                  robił i ja mam uwierzyć- tak stwierdził.
                  Powodem ślubu fakt była ciąża, ale to on chciał dziecka, bo "jesteś idealna,
                  taka słodka, kochająca, ciepła, a przy tym seksowna itp itd". Namawiał mnie na
                  dziecko, a po fakcie, powiedział z triumfem "jesteś moja"- wtedy myślałam "ale
                  fajnie, trafiłam na tego jedynego". Kochaliśmy się z trzy, cztery razy dziennie
                  teraz się śmieję i mówię mu nawet wprost ze to była chyba promocja:)

                  Eee nie wiem co robić???
                  Pozdrawiam



                  • niezapominajka333 Re: bla bla 08.04.06, 10:21
                    Witaj Ptysiu
                    Trochę namieszałam w swoim poście. Tak to bywa, gdy piszę, a rodzina dopomina
                    sie o dostęp do komputera.
                    Widzisz, trzeba się starac, ale mądrze. Czasem lepsze efekty osiągniesz
                    odrobiną sprytu niż poświęceniem.
                    Ale po kolei.
                    Dlaczego podałam przykład ze zdrowiem? Ponieważ jest ono wartością, której
                    stanowczo nie doceniamy, kiedy jest. Traktujemy ją jako stan naturalny, należny
                    naszej osobie, nie wymagający naszych starań, dopóki wszystko jest dobrze.
                    Co prawda wiemy, że istnieje coś takiego jak profilaktyka, ale jest ona
                    kłopotliwa, wymaga wysiłku i często rezygnacji z tego co przyjemne, na rzecz
                    tego, co korzystne.
                    Kto z nas myśli o zapobieganiu chorobom, gdy nie ma kłopotów ze zdrowiem.
                    Wszyscy chcemy byc zdrowi, ale mało komu chce się o to dbac, zanim pojawi się
                    choroba.

                    Zapalajac kolejnego papierosa nie myślimy o tym ostrzeżeniu, które ministerstwo
                    zdrowia kazało wydrukowac na paczkach papierosów. Zjadając kolejną porcję
                    ciasta nie zastanawiamy się nad ryzykiem chorób związanych z otyłością. A
                    przecież chcemy byc zdrowi.
                    Wiemy, ze to nam nie służy, że kiedyś za to zapłacimy, ale robimy to, bo nie
                    umiemy się powstrzymac. Bo rezygnacja z przyjemności w imię zdrowia, gdy
                    jeszcze nie mamy z nim problemów, wydaje nam się niemożliwa. Żeby zagłuszyc
                    sumienie rzucamy sobie obietnice, których realizację przewidujemy w jakiejś
                    bliżej nieokreślonej przyszłości.
                    "Trzeba będzie rzucic te papierosy..., człowiek się z kominem nie
                    urodził...", "Od jutra przechodzę na dietę "...." Muszę zacząc cwiczyc,
                    człowiek się zrobił taki ociężały, nie ma ruchu, tak...moze kupię rower, albo
                    zapiszę sie na jakąs siłownię..."

                    Dopóki nie pojawią się problemy, obietnice zostaja bez pokrycia.
                    Na swoje zaniedbania znajdziemy sobie tysiace usprawiedliwień.
                    Powołujemy się na predyspozycje genetyczne, na brak czasu, na tempo zycia,
                    przytaczamy przykłady tych, co dbali o siebie, a zachorowali, albo już nie
                    żyją, podczas gdy inni dożyli setki pijąc, paląc i lekceważąc wszelkie
                    zalecenia lekarzy.

                    Mobilizuje nas choroba, a raczej te jej objawy, które stają się zbyt
                    dokuczliwe, zeby je ignorowac. Mobilizuje nas poważne zagrożenie życia lub
                    zdrowia. Wtedy i papierosy da się rzucic i dietę utrzymac i ruch polubic. No,
                    ale mądry Polak po szkodzie....
                    Rozejrzyj się dookoła, przecież wszyscy tak postępujemy, nie tylko ze zdrowiem.
                    Są takie dziedziny, w których idzie nam lepiej, ale głównie dlatego, ze nie
                    mamy większych problemów z dbaniem o tę sferę życia. W innych radzimy sobie
                    lepiej lub gorzej, a w niektórych balansujemy na granicy ryzyka.

                    Nad związkiem też trzeba pracowac, ale jak to wygląda w praktyce wszyscy wiemy.

                    Mamy tysiace ważniejszych rzeczy niż praca nad trudną sztuką komunikacji, nad
                    budowaniem więzi, nad dbaniem o partnera.
                    Czy naprawdę nie potrafimy tego zrobic, czy nie mamy motywacji?
                    Potrafimy, ale dopiero wtedy, gdy nas odpowiednio zaboli. Zaniedbywanie
                    partnera prowadzi nie tylko do tego, że będzie cierpiał, ze będzie miał do nas
                    pretensje, ale w końcu do tego, ze swoje potrzeby zacznie realizowac poza
                    związkiem.
                    Zdrada boli, ale często jest dopiero pierwszym objawem tego, ze było źle.
                    Dopiero zdrada, albo groźba rozstania zmusza do tego, co wydawało nam się
                    niemożliwe do zrobienia.
                    Natura, na którą się tak często powołujemy, nie znosi próżni. Gdy pozbawiamy
                    drugiej osoby miłości, troski, uwagi, seksu, to po pewnym czasie pojawi się
                    ktoś, kto te potrzeby zaspokoi. Przysięga wierności daje pewną odpornośc, ale
                    ile można cierpiec?
                    Tylko o tym Wieczni Łowcy nie chcą wiedziec, szczególnie, jeśli są przez
                    współmałżonka zapewniani o uczuciu i wierności. Zwykle nie ceni się tego, co
                    się ma, dopóki się tego nie straci.
                    Na szczęście małżeństwo to nie klatka, w której jedna strona dyktuje warunki, a
                    druga nie może odejśc.
                    Oddech konkurencji na plecach zmobilizował już niejedną żonę, której seksu do
                    szczęścia nie brakowało. I niejeden wieczny łowca nauczył się pilnowac własnego
                    podwórka widząc rywali w zasięgu wzroku.

                    Gdy kobieta radośnie przybiera na wadze zmieniając się w wieloryba, może
                    powoływac się na predyspozycje genetyczne utrwalone przez ewolucję, ale powinna
                    pamiętac, że mężczyźni są wzrokowcami i po pewnym czasie przestanie byc
                    atrakcyjna dla swojego męża. Może on rozumiec jakie podłoże ma jej problem, ale
                    mimo to stwierdzi, że gdyby tylko przestała sie tak opychac i zaczęła się
                    więcej ruszac, to i geny nie miałyby zbyt wiele do powiedzenia.

                    Gdy facet realizuje swoje podboje, musi się liczyc z tym, że raniąc swoją żonę
                    osłabia jej uczucie i w końcu moze ona od niego odejśc, choc będzie mówił, ze
                    tylko ją kocha, a tamte kobiety nic dla niego nie znaczą, ot - naiwne dupeczki
                    do seksu.
                    Co może zrobic facet z syndromem wiecznego łowcy? Czy tylko konsekwentnie
                    realizowac to, do czego ukształtowała go natura i ewolucja, nie liczac się z
                    uczuciami drugiej strony? Jeśli jest fantastą ignorujacym realia życia, to nie
                    dostrzega, lub nie chce widziec zagrożenia.
                    Co moze zrobic kobieta takiego łowcy znając jego naturę?
                    Wykorzystac jego skłonności. Jeśli on nie moze się obyc bez zdobywania, to
                    niech zdobywa ją. Ale najpierw musi zauważyc, że zdobycz wymyka mu się z rąk.

                    Poczytaj to forum, Ptysiu. Często takim momentem jest powrót kobiety do pracy.
                    Po pierwsze niezależnośc finansowa urealnia mozliwośc odejścia. Po drugie
                    przebywanie w towarzystwie innych mężczyzn stwarza zagrożenie konkurencją.
                    Nie wiem, jaka jest twoja sytuacja, ale doradzałabym zmianę frontu. Przestań
                    zabiegac o jego względy, nie zwracaj uwagi na jego podboje, tak, jakby ci
                    przestało na nim zależec. Zmniejszenie presji na seks czasem bardzo dobrze
                    działa.
                    Zacznij się zachowywac tak, jakbyś poznała kogoś interesujacego. Skoro mąż ma
                    dużo czasu, więc niech przebywa trochę z dzieckiem. Ty umów się np. z
                    koleżanką, przed wyjściem zrób sie na bóstwo, jestem pewna, że wymyślisz wiele
                    sztuczek, aby zasiac niepokój u swojego Łowcy.
                    Oczywiście nie rób tego demonstracyjnie, ale tak, jakbyś miała coś do ukrycia.
                    Mimochodem w rozmowie wtrąc imię jakiegos faceta, okaż trochę podziwu dla jego
                    np. pasji, osiągnięc itp. Z mężem rozmawiaj tak, jakbyś była roztargniona,
                    jakbyś myślała o czymś zupełnie innym.
                    Dostawaj sms-y, które czytaj z tajemniczym uśmiechem, zamykaj sie w łazience,
                    żeby napisac odpowiedz, niech ktoś do ciebie dzwoni, a ty koniecznie wychodz do
                    drugiego pokoju, żeby porozmawiac. Odbieraj pierwsza telefon, tak, jakbyś sie
                    bała, że on odbierze. Gdy jestes na mieście wykonuj z budki głuche telefony do
                    domu i odkładaj słuchawkę, gdy mąż odbierze.
                    Przestań robic mężowi wymówki i kontrolowac go, czy nie podrywa kogoś w sieci.
                    Sama odbieraj swoja pocztę ukradkiem, jakbyś miała coś do ukrycia i od razu
                    kasuj maile. Słowem stwórz dobre pozory tego, ze przestaje ci na nim zalezec,
                    bo zafascynował cie ktoś inny. Powodzenia.
                    • kici10 Re: bla bla 08.04.06, 14:42
                      Jeden z mądrzejszych tekstów jakie ostatnio czytałam. Gratuluję
                      niezapominajko333.
                      • drak02 Re: bla bla 10.04.06, 10:13
                        Niezapominajka dobrze pisze. Zamiast "latać" za swoim mężęm warto sprawić aby
                        to on zaczął si niepokoić. Zazdrosny i niepewny facet powinien bardzo szybko
                        zajać się tobą.
                        • kotekramotek Re: bla bla 10.04.06, 12:31
                          Moze i niezapominajka dobrze pisze i z pewnoscia ta "strategia" zadziala na
                          tego faceta, zacznie znowu zdobywac swoja zone, tylko czy Ptys ma tak grac cale
                          zycie, udawac romanse zeby dostac odrobine zainteresowania ze storny meza??
                          przeciez gdy wszystko sie unormuje ,gdy facet poczuje sie znow bezpiecznie to
                          znowu poczuje zew natury, glod adrenaliny zwiazanej z "polowaniem":-( Ptysiu
                          odejdz od tego bubka i nie ponizaj sie zachowaniem ktore jest w jego stylu. Ten
                          czlowiek sie nigdy nie zmieni, jestes jeszcze bardzo mloda osoba, znajdziesz
                          swoje szczescie.
                          • drak02 Re: bla bla 10.04.06, 13:06
                            kotekramotek napisała:

                            > Moze i niezapominajka dobrze pisze i z pewnoscia ta "strategia" zadziala na
                            > tego faceta, zacznie znowu zdobywac swoja zone, tylko czy Ptys ma tak grac
                            cale
                            >
                            > zycie, udawac romanse zeby dostac odrobine zainteresowania ze storny meza??
                            > przeciez gdy wszystko sie unormuje ,gdy facet poczuje sie znow bezpiecznie to
                            > znowu poczuje zew natury, glod adrenaliny zwiazanej z "polowaniem":-( Ptysiu
                            > odejdz od tego bubka i nie ponizaj sie zachowaniem ktore jest w jego stylu.
                            Ten
                            >
                            > czlowiek sie nigdy nie zmieni, jestes jeszcze bardzo mloda osoba, znajdziesz
                            > swoje szczescie.

                            Ty też dobrze piszesz. Ale gdyby każde małżeństwo przezywajace kryzys rozpadało
                            się po kilku latach , to instytucja taka kompletnie nie ma sensu.
                            Z tego co zrozumiałem autorka postu nie planuje jakis radykalnych kroków.
                            A odejść zawsze można.
                  • thistle pytanie 10.04.06, 15:28

                    Jeśli niedyskretne,to przepraszam
                    Czy on jest nauczycielem?
                    Jeśli tak ( a na to wskazuje godzinówka) to od jak dawna?
                    • ptysiu_z_kremem Re: pytanie 11.04.06, 22:39
                      tak, jest nauczycielem... od bodajże 10 lat.
                      A o czym ma to świadczyć?:)
                      • ptysiu_z_kremem Re: pytanie 13.04.06, 21:32
                        up
    • tadeuszx Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 15.04.06, 09:56
      ... skoro Twój mąż, jest taki "myśliwy", to może warto by pomyśleć o tym, jak
      traktuje "swoją zdobycz". Krótko - czy jest zazdrosny? To, że ma takie
      skłonności, nie jest niczym nadzwyczajnym. Atawistyczna potrzeba samca do
      "zagospodarowania" jak największej ilości samic. Kłania się świat zwierząt. Z
      powodu takich skłonności męża, związek wcale nie musi się rozpadać!? Wystarczy
      mu dać dokładnie do zrozumienia, że to co "posiadł" trwałego, to co jest
      najważniejsze w jego życiu, czyli Ciebie, dziecko, rodzinę - może łatwo utracić
      na rzecz innego "samca";) Tylko nie wolno Ci "przeholować"! Dając mu do
      zrozumienia, że ma konkurencję, realną - jednocześnie trzeba okazać, że JESZCZE
      do niczego nie doszło. Jeszcze... ale dojść może! Więc, kochany mężuniu, nie
      uganiaj się za innymi, tylko pilnuj swego! Trzeba dbać o siebie, trochę
      tajemnicy (przed nim, też w sieci, niech on Ciebie namierza). A wszystko to musi
      być rozegrane sprytnie, finezyjnie, lekko. Żadnej przesady! Bo może dojść do
      katastrofy! Żadnej histerii z Twojej strony, pokaż mu, że Ty się cenisz i że
      cenią Cię inni. I swobodnie, na luzie, z poczuciem humoru, z lekkim
      "przymrużaniem oczka" na te jego wybryki, dając delikatnie do zrozumienia, że Ty
      sama też nie musisz być świętą. Tylko, tylko... to musi być gra na poziomie
      najwyższej półki aktorskiej! Tak naturalna, że nawet Ty powinnaś w to uwierzyć.
      Jeśli nie potrafisz, to nawet nie zaczynaj, bo przyspieszysz rozkład waszego
      związku. Jak dobrze rozegrasz - on Twój na wieki.:)))
      Pozdro, zrobisz jak zechcesz, oby nie za późno. Poluzujesz za bardzo, to do
      końca związku będzie tak robił. Wiem co mówię, zapewniam:)
      • woman-in-love Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 15.04.06, 20:36
        Tadeszu, sprytnie kierujesz piłke pod bramke Kobiety. Jeśli cos nie wyjdzie -
        niech wie, że była za mało "finezyjna", nie zagrała z klasa. A może by tak
        wicej wymagań postawić Panu Mężowi?
        • kawitator Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 16.04.06, 07:34
          Wypowiedzi Tadeusza i Niezapominajki to jest dokładnie to samo w sensie treści
          oczywiście. Różnica wynika z języka stosowanego przez obie osoby więc powinnas
          albo przywalic się do obu , dac sobie spokój, zwrócic uwagę na forme a nie na
          treśc. Idzie wiosna Wyluzuj się , usmiechnij, święta to jesze tylko dawa dni a
          potem mozesz odpocząc w pracy ;-)))))))))))))))))))
          • niezapominajka333 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 17.04.06, 10:39
            Ptysiu!
            Podciągnęłaś wątek, jak więc rozumiem sytuacja u ciebie nie zmieniła się na
            korzyśc. Pewnie dalej podtrzymujesz korespondencję mailową z mężem.

            Wiem, że nie jest to łatwe, ale uspokój na chwilę emocje związane z
            działaniami twojego męża i spójrz na swój zwiazek z pewnego dystansu.
            Postaram się trochę uporządkowac informacje, jakie tu przedstawiłaś, dorzucę
            kilka pytań, na które spróbujesz sobie sama ew. na forum odpowiedziec.
            Ty masz 23 lata, on jest po trzydziestce. Możemy przyjąc, różnica wieku między
            wami wynosi ok. 10 lat.
            Wasz związek trwa 3 lata, czyli jak się poznaliście ty miałaś 20 lat, a on 30.
            (10 lat różnicy to całkiem sporo)
            On jest nauczycielem, ty chyba jeszcze studiujesz. Poznałaś go na uczelni,
            byłas jego studentką?
            Czy jak się poznaliście był z kimś związany?
            Znaliście sie pół roku, zaszłaś w ciążę (był szczęśliwy, bo byłaś idealną
            kandydatką na żonę - młoda, atrakcyjna, słodka, kochająca, ciepła seksowna,
            lubiąca urozmaicenia w seksie, a przy tym wierna) i mógł tryumfalnie
            obwieścic "jesteś moja".
            Ale po ślubie nie bardzo miał ochotę zrezygnowac z miłej rozrywki, jaką jest
            rozmawianie w necie z innymi kobietami. Robiłas awantury, ale sytuacja się
            powtarzała, mimo, ze obiecywał poprawę. W jakim stopniu wpłynęło to na więź
            między wami?
            Czy przed ślubem mieszkaliście razem? Czy naprawdę nic nie wiesz o jego
            poprzednich związkach? Może rozpadły się właśnie z tego powodu.
            Ty byłas w ciąży. Zdobyta, usidlona, zapłodniona. Jak znosiłaś ciążę? Jak mąż
            się do ciebie odnosił? Stracił zainteresowanie seksem, nie okazywał uczuc, nie
            mówił miłych słów? Jak było po porodzie. Jak wyglądał podział obowiązków w
            domu? Opieka nad dzieckiem? Jakim jest ojcem? Jak w ogóle wyglada u was sprawa
            komunikacji na codzień? O czym rozmawiacie, co was łączy? Widzisz, różnica
            wieku między wami mogła sprawic, ze twoje poglądy i sposób widzenia świata
            wydają mu się trochę niedojrzałe. Gdy ludzie zamieszkują razem, może się
            okazac, ze to, co ich tak bardzo zafascynowało w drugiej osobie, nie jest aż
            tak bardzo atrakcyjne, gdy są ze soba przez 24 godz na dobę. Przyjrzyj się tak
            uczciwie tej stronie waszego związku. Czy przypadkiem nie ma w nim po prostu
            nudy?

            Postanowiłaś sprawdzic, jak niewinne są te "rozmowy" i wymyśliłaś prowokację.
            Założyłaś konto, napisałaś list i wysłałaś zdjęcie. Zaczęłaś z nim flirtowac.
            Jakie było to zdjęcie? Naprawdę przypadkowe, pierwsze lepsze przeciętnej
            kobiety, czy może "przypadkowo" fotka pięknej, seksownej dziewczyny, która
            akurat w twoim mężu dostrzegła wyjątkowego faceta.
            Wykonałaś pierwszy ruch i nadałas wstępnie charakter waszej korespondencji.
            Jakie były twoje listy? Sugerowałaś, że masz ochotę na flirt i nie wykluczasz
            spotkania w wiadomym celu. Ile lat sobie dałaś, jaki status? Kto w waszej
            korespondencji był stroną zachęcającą?
            On napisał, ze ma rodzinę, a wiec nie zgrywał wolnego łowcy. Przyznał, że
            poszukuje nowych wrażeń, opisał swoje fascynacje seksualne, ale pamiętaj, ze
            nawet najśmielsze deklaracje w listach nie zawsze przekładaja sie na
            rzeczywiste działania.
            Nie oczekuj, ze on powie ci o swoim uzależnieniu w szczerej rozmowie. O żadnym
            uzależnieniu nie jest łatwo rozmawiac, a o takim szczególnie, jeszcze w
            dodatku z zoną, dla której małżeństwo to świętośc, a wiernośc nie jest rzeczą
            trudną.
            Twoja prowokacja to nie tylko okazja do pokazania mu później czarno na białym,
            jaki z niego łajdak. Niech będzie dla ciebie źródłem wiedzy, która ci pomoze
            znaleźc rozwiązanie.
            Czy jest o co walczyc i jak to zrobic? Czy naprawdę go jeszcze kochasz? Czy
            naprawdę chcesz z nim byc? Zrób sobie mały bilans wszystkich aspektów waszego
            zwiazku.
            Teraz uczucia na bok i chłodna kalkulacja.
            Dla ciebie małżeństwo to ważna sprawa, ale rozwodu nie wykluczasz. Jakich zmian
            oczekujesz od męża? Że kochajac ciebie przestanie dostrzegac inne kobiety?
            Nierealne.
            Że przestanie łowic i zacznie bardziej odpowiedzialnie podchodzic do
            małżeństwa?
            Trudne, ale nie niemożliwe.
            Z tego co piszesz, wynika, ze nie chcesz się poddac bez walki. Ale jakoś
            odnoszę wrażenie, ze najbardziej masz ochotę zebrac odpowiednio mocne dowody i
            pokazac mu, jaki z niego łajdak, machnąc pozwem rozwodowym żeby się opamiętał i
            nie robił tak na przyszłośc.
            Wcześniej były awantury, ostatnio juz postawiłaś mu ultimatum. Powiedziałaś,
            ze kolejna jego taka zabawa albo skok w bok oznacza rozwód. Dlaczego
            zlekceważył ostrzeżenie? Może to nie pierwsze przywoływanie do porządku, w
            którym nie liczy sie z konsekwencjami, bo nie wierzy w ich realizację? Może
            sądzi, że się o niczym nie dowiesz, a nawet jak sie dowiesz, to skończy się tak
            jak zwykle, czyli awanturą.
            Czy naprawdę jesteś gotowa na rozwód i odejście, czy to tylko takie straszenie.
            Musisz wiedziec, jakie masz karty przetargowe i czy możesz ich użyc, czy to
            tylko blef.
            Pierwsze wyjście - stawiasz wszystko na jedna kartę. Zaczynasz od najmniejszego
            kalibru. Mówisz lub piszesz o swoich podejrzeniach, o sytuacji, jaka jest
            między wami. Możesz na razie nie wspominac, ze to ty stoisz za tym wirtualnym
            flirtem, ale na podstawie przechwyconych listów wnioskujesz, że jego skłonnośc
            do flirtowania jest uzależnieniem, że ty tak nie mozesz życ, ze nie masz
            poczucia bezpieczeństwa, że doskonale wiesz, ze jego brak ochoty na seks to nie
            wynik zmęczenia, tylko fakt, ze nie jesteś już dla niego atrakcyjna, ze ma
            ochote na inne kobiety, ale tobie taki układ nie odpowiada. Albo pracujecie nad
            związkiem, czyli terapia małżeńska ew. inne formy pomocy, albo koniec
            małżeństwa. Ponieważ jak na razie wygłaszasz monologi, a on słucha jak besztany
            uczniak i myśli o tym, jak przeczekac kolejna burzę, proponuję napisac mu taki
            list na pocztę. Tylko postaraj się, żeby ton twojego listu był inny, niz zwykłe
            awantury. Nie odwołuj sie do obowiązków wynikajacych z małżeństwa, do tego, ze
            nie dorósł itp, ale mów o swoich uczuciach, o tym, jak ciebie to rani, jak się
            czujesz, gdy on woli inne, a wymiguje sie od seksu z tobą.
            Jest mała szansa na to, ze sie otworzy i podejmie próbę poprawy sytuacji, ale
            raczej wszystkiemu zaprzeczy. Zawsze jednak słowo pisane ma inna wartośc, nie
            trzeba natychmiast odpowiedziec, więc jest trochę czasu na przemyslenie.
            Następnie możesz chwilę odczekac, zeby mu dac czas na podjecie decyzji i
            obserwacje kierunku, w jakim zmierza jego netowa znajomosc. Jeśli jak zwykle
            zaprzeczy możesz zastosowac terapię szokową.
            Wyciagasz całą dostępna korespondencję z flirtu, sprawdzasz jego komórkę( juz
            nie musisz zachowywac pozorów i nie obchodzi cię, jak na to zareaguje).
            Pakujesz siebie z dzieckiem i wyprowadzasz sie z domu. Zostawiasz pozew
            rozwodowy i list, w którym piszesz, że ze swojej strony wyczerpałas juz
            wszystkie możliwości naprawy związku i lepiej będzie, jak sie rozstaniecie.
            Wyprowadzasz się do rodziców( do przyjaciółki, wynajmujesz mieszkanie).
            Zważywszy na to, ze studiujesz i chyba nie pracujesz, ta opcja będzie trudna do
            utrzymania przez dłuższy czas. Może wtedy instynkt łowcy weźmie w nim górę i
            będzie chciał odzyskac to, co utracił, a moze przyzna ci rację (w końcu jeden
            rozwód ma juz za sobą). Czy jesteś gotowa na taka alternatywę? Dasz sobie radę
            w razie czego?
            Możesz też zmierzac w kierunku szeroko pojmowanej swobody w małżeństwie,
            szczególnie w kwestii wiernosci. Tu też możesz zacząc od napisania tego, co cie
            boli, ale nie grozic rozwodem, tylko uświadomic, ze taki stan waszego związku
            nie moze trwac dłuzej, ze ty też możesz poszukac sobie interesujacych mężczyzn,
            zamiast wyrzekac sie ochoty do flirtowania. Jeśli będzie się wypierał,
            przedstawic dowody i zapowiedziec, ze od tej pory przysięga wiernosci nie
            obowiązuje, a ty masz prawo do swobodnego łowienia tak jak on. Nie tracisz
            statusu, możesz sie spokojnie przygotowac do odejścia, a przy okazji dasz mu
            trochę okazji do zazdrości i byc moze swoj
            • niezapominajka333 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 17.04.06, 10:44
              Nie tracisz statusu, możesz sie spokojnie przygotowac do odejścia, a przy
              okazji dasz mu trochę okazji do zazdrości i byc moze swoj instynkt ograniczy do
              obrony własnego terytorium.
              No i trzecie wyjście - nie zdradzac, że wiesz coś o jego tajemnym flircie, bo w
              ten sposób masz pewną kontrolę, czy twoje działania przynoszą jakiś skutek. Ale
              mozesz, tak jak pisał Tadeusz pokazac myśliwemu, ze zdobycz mu sie wymyka. To
              musi byc gra z wyczuciem. Zbyt jawne demonstracje zostana rozszyfrowane, a w
              razie ewentualnego rozwodu sama dasz mu broń do ręki.

              Powodzenia.
              • tadeuszx Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 17.04.06, 23:00
                Ooooo;) Niezapominajka... ufff, jestem pod wrażeniem, szczególnie tego
                poprzedniego postu. Autentycznie, bez ściemy. Dogłębna analiza sytuacji, kurcze,
                Ty psycholog jesteś? Sporo dobrej pracy włożyłaś...no wiesz, ja trochę leń
                jestem... ale doceniam i myślę, że inni również. Pozdro.
    • remicius Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 02.06.06, 15:37
      Umow sie i spotkaj. Nigdy nie bedzie sie juz czul bezpieczny w sieci (choc nie
      wiadomosc o wtedy wymysli).
      Ja osobiscie do kobiety podobnie postepujacej dawno bym juz uciekl. Trzeba
      sobie upraszczac zycie
      • czekajac.na.milosc Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 16.06.06, 16:35
        Niezapominajko,
        mam to forum od dawna w ulubionych i czytam Twoje wypowiedzi bardzo
        wnikliwie... Jesteś bardzo mądrą osóbką ;)
        Może i mi kiedyś coś doradzisz...

        A co do Syndromu wiecznego łowcy...
        Byłam na portalach towarzyskich szukając tam MMŻ. Jest tam wielu popaprańców...
        niestety panowie często angażując sie w nową znajomość nie potrafią zamknąć
        drzwi za sobą... Zostają na portalu, zmieniają nicki... Wydaje im sie, że
        znajdą lepszą... Bo czują się troche tak jak w supermarkecie...
        Przykre, ale prawdziwe...
    • netka6666 Re: Mąż z syndromem 'wiecznego łowcy' 19.06.06, 13:52
      Myślę, że nie zmienisz swojego męża. Niektóre typy tak mają. Nie szukaj też
      winy u siebie, poza tym mąż wyraźnie stwierdził, iż pożycie z Tobą jest OK.
      Masz chyba dwa wyjścia. 1. Przestań go sprawdzać i wmów sobie, że dalej by sie
      Twój stary nie posunął i do spotkania by nie doszło. Że to faktycznie erotoman -
      gawędziasz. Jeśli potrafisz tak żyć i łudzić się dalej - masz rozwiązanie. 2.
      Drugie wyjście - nie pal listów i nie kasuj ich ze skrzynki. Przydadzą sie
      jeszcze smsy. Spraw sobie potajemnie jakiegoś Tak-Taka. Załóż sprawe o rozwód a
      powyższe listy i smsy mogą być teraz dowodem w sprawie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka