Dodaj do ulubionych

help! szukam jakiejs rady

09.01.07, 12:14
zostalam wykopana z innego watku wiec zaloze wlasny.
problem dot zaangazowania seksualnego mojego partnera. a ja nie wiem o co w
tym chodzi.. ja chce, a on nie. zwiazek swiezy,
razem od maja. z tym, ze widujemy sie co 1.5 miesiaca na ok.7 dni. przeciez
ten czas moglibysmy jakos fajnie wykorzystac. ja-25 lat, on-28. wydawaloby
sie, ze w sile wieku. a tu ja prowokuje, dotykam, prosze, raczej z lepszym
skutkiem, ale wyobrazcie sobie jak ja sie czuje.. ponizajace. czasem z taka
łaską, ze mi sie wszystkiego odechciewa. nie wiem z czego to moze wynikac;
lenistwo, zmeczenie, humor nie taki jak byc powinien, akurat przesadzil z
alkoholem (to w nocy) lub ma kaca (to rano)-lubimy sobie poimprezowac:) moze
juz mu sie znudzilam czy co, chociaz w to powatpiewam bo tak malo czasu
spedzamy razem. ale kto wie. jestem otwarta na nowosci, w lozku nie jestem
egoistka-wrecz przeciwnie-swoje potrzeby calkiem odsuwam na bok, ale on nie
potrafi tego docenic.juz nie mowiac o tym, ze nie zauwaza nowej bielizny.
probowalam rozmawiac, az sie rozkleilam, wiec przepraszal, ale potem ja
mialam wrazenie, ze sie zmusza bo ja chce!
nie daje mi to spokoju...
powiedzcie mi jak ja mam to dalej rozegrac? co robic? niektorzy z Was maja za
soba lata doswiadczen..moze nastepnym razem bede wiedziala jak powinnam sie
zachowac, zeby cos zmienic.
pozdr
Obserwuj wątek
    • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:21
      razem od maja i widujecie się co 1.5 m-ca a facet nic w tym wieku ????? Coś
      musi być z nim nie tak. Jeśli go nie pociągasz to może lepiej nie brnij dalej w
      ten związek.
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:31
        hmmm, jeszcze bede walczyc, bo zbyt wiele dla mnie znaczy,on zreszta juz tworzy
        jakies wspolne plany na przyszlosc, wiec jestem skolowana. poza tym, wydaje mi
        sie jednak ze go pociagam, samo to jak ostre bywaja nasze rozmowy telefoniczne
        lub smsowe. chociaz ostatnio troche przystopowal z tymi podniecajacymi
        tekstami, wiec moze rzeczywiscie juz nie pociagam..:((
        • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:45
          ostre rozmowy telefoniczne i sms-owe to niestety nie wystarczy, nie uważasz???
          • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:56
            no wlasnie wiem.. ale to mnie nakreca i daje nadzieje ze jest jeszcze szansa.
            myslisz, ze nie powinnam do tego juz wracac? probowac dokopac sie do jakiejs
            przyczyny? nie wiem czy powie prawde..
    • senslov Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:28
      gossie - Czy aż tak pociągajacy jest ten obiekt - może warto zmienić na inny który dostarczy pełnię zadowolenia - rozbudzi ukryte jeszcze potrzeby i zaspokoii je.
      Zastanów się jak powinno wyglądać TWOJE ŻYCIE . Czy chcesz być szczęśliwa??? i Jak?
    • europa63 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 12:54
      gossie napisała:

      > zostalam wykopana z innego watku wiec zaloze wlasny
      No widzisz, od razu ci piszą:)

      Jedno pytanie: czy on jest wolny?
      Czy te jego przyjazdy raz na miesiąc na tydzień to delegacje, a on u ciebie
      szuka tylko towarzystwa, a nie seksu?

      Tak tylko pytam...:)
      pozdrawiam
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:02
        wiem, pisza, dzieki:)

        jest wolny, to na 100% czasem ja do niego jezdze i pomieszkuje. ale tam jest
        duzo lepiej i humor lepszy i sex.. dlatego jestem taka skolowana. co ja takiego
        robie zle:(
        • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:14
          ale z rodzicami juz nie pomieszkujesz :_) ?
          • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:20
            no juz nie...wiec to nie rodzice go stresuja:)
            • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:23
              no to chyba warto się zastanowić czy tracić czas bo go szkoda a nie on jeden na
              świecie.
    • exekutor41 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:20
      moim zdaniem sprawa jest prosta albo ma zastępstwo ;) albo coś mu dolego co
      oczywiscie wukluczam....po 1,5 mc to ja osobiscie na sama myąl wchodzę na orbitę
      po 10 latach małżenstwa.....
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 13:32
        nie rozumim :?
    • avide Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:07
      Powiem Ci tyle. Jeśli facet w tym wieku nic to masz takie 95% że i po ślubie
      lepiej nie będzię. Chcesz to o niego walcz. Wyjdź za niego. A następnie wykup
      kartę stałego sfrustrowanego forumowicza. Jesteście ze sobą krótko. Poczekaj
      jeszcze tak do max 0,5 roku. Jesli nic sie nie zmieni znaczy bedziesz miała
      problem całe zycie. Bo wyglądasz na osobe dla korej sex jest wazny. Dla niego
      niekoniecznie.
      Same problemy widzę na przyszłość. Coć te 5% może np. oznaczać że może go
      oniesmielasz i z czasem się rozkręci. Jednak ja tam byz obstawał przy tych 6
      miesiącach próby. Jeśli się nic nie zmieni UCIEKAJ. Tego kwiatu jest pół światu
      chce się rzec. Jeśli jesteś nie brzydka i miałaś do tej pory powodzenie na pewno
      kogoś znajdziesz. Ten gość może być swietnym przyjacielem, niekoniecznie
      kochankiem. A w związku musi wszystko grać żeby było oki. SEX też (ja bym nawet
      rzekł przede wszystkim). Gedyby wiedział to co wiem teraz 3-5 lat temu chyba
      byłbym jeszcze kawaler :(((. A tak mam nadzieje że jakoś to będzie. Pewnie jak
      większość forumowiczów. Choć kto wie może jeszcze będzie pięknie.
      Pozdarwiam.
      • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:09
        Gossie posłuchaj Avide ma 100% racji !!!
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:22
        i tak tez zrobie! dziekuje Wam baaardzo. pozyjemy - zobaczymy, ale daje mu (i
        sobie) max 0.5 roku, oczywiscie;)
        • mreck Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:25
          ja tam obstawiam, że ma kretki blade i własnie je leczy.
          • europa63 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:26
            pesymista....

            czy realista?
    • sagittka Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 14:49
      Jesteś dla niego interesująca, wiąże z tobą plany na przyszłość, ale nie ma dla
      ciebie miejsca w jego świecie seksu. Albo dlatego, że ten świat jest bardzo
      wąski i ubogi (małe potrzeby), albo dlatego, że akurat do tego świata nie
      pasujesz (lepiej pasuje kochanka, prostytutka, dwie prostytutki, kochanek, itp).
      Natomiast facet chce założyć rodzinę, mieć towarzyszkę życia, więc cię wybrał.
      Problem w tym, że ty (jak większość z nas) chcesz dzielić cały jego świat,
      chcesz od niego także seksu. Czy jest szansa, że dostaniesz? Zanim zwiążesz sie
      na poważnie, sprawdź to dobrze, i jeśli seks jest dla ciebie ważny, to nie
      oszukuj siebie, ze on jest dobry, mądry, piękny i bogaty. Na dłuższą metę to nie
      wystarczy.
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 15:03
        fakt jest zdrowy, dobry, madry i piekny, nie bogaty, ale pracowity. jest
        cudownym czlowiekiem, a ja marze by byc jego towarzyszka i kochanka. dlatego
        nie zrezygnuje tak latwo, ale moja cierpliwosc moze sie skonczyc i tego sie
        boje, tak samo jak boje sie ze to on moze mnie zostawic. ma duzo wieksze
        doswiadczenie seksualne, wiec moze to ja jestem za slaba i nie dorownuje jego
        potrzebom..? staram sie jednak jak moge, i mimo, ze przekraczam pewne granice
        raz pierwszy jestem otwarta i odwarzna. ale moze to to go zniecheca.
        sama nie wiem.. bez rozmowy sie nie obejdzie, bo nie lubie pozostawiac
        niedopowiedzianych spraw.
        • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 15:09
          A może powiedz mu to wprost, że wspólna przyszłość to też sex? Rozmawialiście
          już na ten temat dlaczego jest taka sytuacja?
          • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 16:06
            probowalam, ale on uwaza ze wszystko jest jest ok, ze nic sie nie zmienilo, ze
            mnie kocha, ze to tylko stres.. no a ja sie rozklejam (wiem ze faceci tego nie
            lubia i boja sie placzacych bab, ale jakos wyszlo) no i taka to rozmowa. Ale
            bardzo podoba mi sie tekst 'wspólna przyszłość to też sex'. wykorzystam, z
            pewnoscia.
            • xibit9 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 16:12
              Jeśli naprawdę mu zależy to przejrzy na oczy i zauważy, że związek tworzą dwie
              osoby a nie tylko jedna i powinien brać pod uwagę również Twoje potrzeby.
              Powodzenia !!!
              • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 16:20
                wielki cmooooook xibit9
    • kajetanb52 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 15:05
      Hmm skoro u niego jest dobrze a u ciebie na miejscówie kiepsko to może masz
      jakąś żyłę wodną pod łózkiem ?
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 16:21
        hihi, dobre! ale nie wierze w takie rzeczy..
    • bomba44 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 16:54
      Gossie napisała:

      > powiedzcie mi jak ja mam to dalej rozegrac? co robic?

      Co Ty chcesz rozgrywać? Z tego co piszesz wynika, że:

      Jesteście ze sobą BARDZO krótko.
      Spędzacie ze sobą BARDZO mało czasu.
      Seks dla Ciebie nie jest zadowalający.
      Rozmowy wam nie wychodzą.

      Nie rozumiem więc, co Ty z tym człowiekiem chcesz osiągnąć. Jak to wygląda z
      perspektywy lat doświadczeń? Raczej nie łudź się, że po ślubie coś zmieni się
      na lepsze. Pogódź się z tym, że po prostu do siebie nie pasujecie.
      Szczególnie niepokojący jest brak umiejętności rozmowy. Tak przynajmniej
      wygląda to z Twojego opisu. Chyba, że jest coś, o czym nie wiem, co zmienia tę
      sytuację.

      Dlatego proszę napisz:

      Czy było tak źle zawsze, czy może jest od pewnego czasu?
      Co pozwala Ci sądzić, że do siebie pasujecie?
      Dlaczego myślisz, że byłabyś z nim szczęśliwa?
      Dlaczego myślisz, że on byłby z Tobą szczęśliwy?

      Pozdrawiam,
      • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 20:37
        'Pogódź się z tym, że po prostu do siebie nie pasujecie.'

        przepraszam, ale czy to troche nie jest zbyt odwazne stwierdzenie? to boli. nie
        bede sie godzila, dopoki nie sprawdze wszystkich mozliwosci jak poprawic obecna
        sytuacje. dlatego tu sie znalazlam i szukam jakiejs wskazowki.

        wolalabym nie odpowiadac na te pytania, ale jezeli Pani/Pan moze w jakis sposob
        mi pomoc, to chyba nie mam nic do stracenia.
        Nie, nie zawsze tak bylo i nie zawsze tak jest. Ale to pozostaje w pamieci i
        czasami nie daje spokoju jak sie przypomni.
        Jest mnostwo czynnikow, ktore skladaja sie na to, ze do siebie pasujemy.
        obydwoje jestesmy balaganiarzami nie z tej ziemi, hehe. a tak na powaznie.. nie
        chce sypac banalami, ale on mnie fascynuje, podoba mi sie jako czlowiek i jako
        mezczyzna. szanuje go i to czym sie zajmuje. wyjatkowo sie z nim czuje,
        potrafimy sie razem wspaniale bawic, godzinami rozmawiac i nudzic sie. jest dla
        mnie wsparciem jakiego nikt wczesniej mi nie dal. podbudowuje mnie, dodaje
        otuchy i checi do nauki, do pracy i do zycia. przy nim czerpie energie i
        odpoczywam. wprowadzil mnie w swoje towarzystwo, rodzine - z tymi ludzmi
        rowniez czuje sie bardzo dobrze i bezpiecznie. Przy nim miekne, przy nim jestem
        wrazliwsza, spokojniejsza, bardziej kobieca. dla mnie to nie jest 'bardzo'
        krotko, dla niego tez nie. fakt, spedzamy ze soba niewiele czasu, ale byl tez
        czas kiedy mieszkalismy ze soba ponad miesiac i wspominam ten okres jako
        najpiekniejszy w moim zyciu.
        Nie moge powiedziec ze seks nie jest dla mnie niezadowalajacy. wlasnie jest,
        dlatego moze tak agresywnie do niego daze. boje sie ze to dla niego nie jest i
        dlatego go unika.. chyba ja nie potrafie rozmawiac na temat seksu, bo nie mam
        zbyt duzego doswiadczenia i moze jestem troche oniesmielona. sama nie wiem, ale
        z jego strony tej potrzeby tez nie widze.

        Co chce z nim osiagnac.. chce stworzyc dom. chce, zeby sie mna opiekowal i
        zebym jak sie nim opiekowala. chce, zeby byl szczesliwy.

        nie boje sie wyzwan. boje sie tylko odrzucenia i moze dlatego zaczynam
        panikowac.

        wysylam, ale pewnie zaraz bede zalowala.
        pa pa


        jestem twarda dziewczyna, ale przy nim miekne.
        • bomba44 Re: help! szukam jakiejs rady 09.01.07, 21:12
          Gossie:

          Moje stwierdzenie mogło wyglądać dla Ciebie zbyt odważnie, ale oparte było na
          Twojej poprzedniej wypowiedzi, która była nasycona negatywnymi informacjami.
          Moim zdaniem czasami w takiej sytuacji warto zrobić sobie bilans plusów i
          minusów, albo przypomnieć sobie gdzie były te plusy. Stąd moje pytania. Dla
          czytelników forum, myślę że to też użyteczna informacja, bo (przynajmniej ja) z
          Twojego pierwotnego postu mogli dojść do wniosku, że cała sytuacja jest do bani.

          Z całej Twojej wypowiedzi wnioskuję, że jesteście do siebie bardzo dopasowani,
          poza seksem. Nadal byłbym ostrożny, bo moim zdaniem znacie się BARDZO krótko,
          tym bardziej, że nie widujecie się na co dzień. Wierz mi, wiele par ma za sobą
          naprawdę wiele lat praktyki, przy widzeniu się niemal codziennym. Tak się
          rodzi zażyłość, tak się ludzie poznają. Trochę mnie by niepokoiło, że Wasza
          miłość jest tak naprawdę trochę korespondencyjna. Ty nie wiesz, jak ten
          człowiek zachowuje się na co dzień w swoim środowisku. Czy są jakieś szanse,
          żeby to zmienić? I nie mam na myśli kolejnego miesięcznego okresu mieszkania
          razem. To nadal takie przedłużone święto. Ja mam na myśli wspólne sprawy,
          wspólne życie, wspólnych znajomych na co dzień.

          Druga sprawa jaką bym poruszył to to, że najwyraźniej nie umiecie rozmawiać o
          seksie. W innym miejscu piszesz, że potraficie wspaniale godzinami rozmawiać.
          O czym rozmawiacie, jeśli nie o sprawach, które Cię naprawdę nurtują?
          Radziłbym jeszcze raz poruszyć ten problem wykorzystując okazję jednej z
          Waszych wspaniałych rozmów godzinami.

          Piszesz, że nie zawsze tak było. Czyli kiedyś było lepiej? Czy źle rozumiem
          Twoją odpowiedź.

          Nie bardzo też rozumiem Twoją niechęć do odpowiedzi na te pytania. Jeśli nie
          chcesz się z nami podzielić swoim problemem, to czego od nas oczekujesz?
          Diagnozy i lekarstwa na podstawie wybranych przez Ciebie symptomów? I czego
          się obawiasz? Czy tego, że sama się przestraszysz tego co napiszesz? Nie
          rozumiem, dlaczego miałabyś żałować, tego, że wysłałaś. Może tak samo jest w
          Twoich rozmowach z nim. Może on w ogóle nie wie, że Tobie coś nie pasuje, bo
          boisz mu się powiedzieć. Nie rozumiem Twojego lęku. Możesz coś jeszcze o tym
          napisać?

          Na koniec chciałbym Cię pocieszyć. Pięknie opisałaś Wasz związek. W Twoim
          ostatnim poscie jest dużo więcej pozytywnych informacji, niż w tym pierwszym.
          Pewnie nie miałem racji, i będziecie świetną parą. Być może musisz tylko
          przełamać barierę otwartej komunikacji z partnerem.

          Pozdrawiam,
          • gossie Re: help! szukam jakiejs rady 12.01.07, 11:48
            Panie bomba44 dziekuje za powazne potraktowanie mojego apelu oraz za tak
            wnikliwa analize mojego zachowanie i zwiazku. Odnosze wrazenie, ze mam
            przyjemnosc rozmawiac ze specjalista lub z kims kto ma zadatki na dobrego
            psychologa:) musze przyznac, ze otworzyl mi Pan oczy i troche uspokoil.
            Swiadomosc, ze szczera rozmowa moge wiele zdzialac daje mi nadzieje na sensowne
            wyjscie z tej sytuacji. Powoli zbieram sie w sobie i caly czas obserwuje
            zachowanie mojego lubego (niestety wciaz na odleglosc).

            Zdaje sobie sprawe, ze gdybysmy mieszkali blizej siebie i widywali sie niemal
            codziennie sprawa wygladalaby zupelnie inaczej, ale tak nie jest, a ja nie chce
            jednak narzekac. ciesze sie z kazdego naszego "przedluzonego swieta", i wiem,
            ze kiedys przyjdzie moment podjecia tej meskiej decyzji.. albo ja tam albo on
            tu. poki co, nie masz szans abysmy mogli spedzic ze soba pol roku non-stop.

            Pyta Pan czy bylo lepiej.. chyba bylo. bylo bardziej namietnie,spontanicznie.
            nie musialam o to zabiegac az tak bardzo. albo moze nie zwracalam na to takiej
            uwagi. jednego jestem pewna. inaczej, lepiej On czuje sie u siebie, w swoim
            srodowisku, a to analogicznie przeklada sie na nasze lozkowe pozycie.

            po tych Pana pytaniach, potrzebowalam dwoch dni aby sobie to wszystko
            poukladac.. moje wnioski? nie potrafie otwarcie rozmawiac, nie lubie sie
            uzewnetrzniac. boje sie jakiegokolwiek planowania przyszlosci, powaznych
            decyzji, nie chce zamykac etapu studiowania (koncze jedne, rozpoczęłam kolejne)
            boje sie podjac normalna prace - wcale tego nie potrzebuje. musze czuc, ze w
            kazdej chwili moge sobie poprostu wyjsc albo nie przyjsc wcale. na pieniadzach
            mi prawie nie zalezy, potrzebuje na studia, na telefon, podstawowe potrzeby:)
            boje sie odpowiedzialnosci. chce byc wolna i jednoczenie szukam jakichs ram,
            punktow zaczepienia. szukam akceptacji wsrod ludzi, a z drugiej strony nic mnie
            nie obchodzi co sobie o mnie mysla. Boze, ja jestem nienormalna.
            Chyba dlatego tak bardzo lgne do tego, aby byl On przy mnie. moze mnie nie
            rozumie, ale jest i slucha, podrzuca nowe pomysly, mowi jak bardzo jest ze mnie
            dumny. tego mi trzeba. a to lozko..to moze ja przesadzam. ale porozmawiam z nim
            napewno, musze jeszcze dac sobie troche czasu.

            dziekuje i pozdrawiam
            gossie


            • bomba44 Re: help! szukam jakiejs rady 12.01.07, 22:44
              Gossie:

              Chwilowo cierpię na dotkliwy brak czasu, więc odpowiedź będzie krótsza, niż bym
              chciał.

              Piszesz:

              > Odnosze wrazenie, ze mam
              > przyjemnosc rozmawiac ze specjalista lub z kims kto ma zadatki na dobrego
              > psychologa:) musze przyznac, ze otworzyl mi Pan oczy i troche uspokoil.

              Bardzo to miłe dla mnie słowa, dziękuję. Specjalistą rzeczywiście jestem, choć
              z wykształcenia i zawodu nie w tej dziedzinie. Ale najbardziej cieszy mnie, że
              moja wypowiedź odniosła u Ciebie pozytywny skutek.

              > Pyta Pan czy bylo lepiej.. chyba bylo. bylo bardziej namietnie,spontanicznie.
              > nie musialam o to zabiegac az tak bardzo.

              To jest bardzo ważna informacja. Jeśli kiedyś było lepiej, to następne dwa
              pytania, na które musisz sobie odpowiedzieć (a jeszcze lepiej byłoby, gdybyście
              sobie razem na to odpowiedzieli) to:

              1. Kiedy (jak najdokładniej) sytuacja zmieniła się na gorsze?
              2. Co innego wydarzyło się w tym czasie?

              Odpowiedź na te dwa pytania może Wam pomóc znaleźć przyczynę zmiany, i może ją
              wyeliminować. Proszę, koniecznie napisz, jeśli znajdziesz (lub znajdziecie)
              odpowiedź na te dwa pytania.

              > Boze, ja jestem nienormalna.

              Nie, nie jesteś nienormalna. Jesteś jak najbardziej normalna. Jesteś na jak
              najlepszej drodze żeby poznać samą siebie i swojego partnera. Proszę, nie
              oceniaj siebie ani jego. Postaraj się poznać, zrozumieć, ale nie oceniaj. Po
              tym wszystkim co napisałaś, ja wcale nie uważam, że jesteś nienormalna. Wręcz
              przeciwnie, uważam, że jesteś jak najbardziej normalną, sympatyczną, mądrą
              dziewczyną, na dobrej drodze do szczęścia i do dawania szczęścia innym. Jedyne
              co mnie niepokoi, to ta Twoja samoocena. Czy myślisz, że "normalni" ludzie nie
              mają wątpliwości i rozterek. Mają! I całe szczęście, że Ty też je masz. To
              dużo lepiej, niż być biernym, zimnym, obojętnym, a po wielu latach stać się
              zgorzkniałym i niezadowolonym.

              Tak że głowa do góry. Dbaj o siebie, dbaj o niego, daj mu znać, że coś Cię
              dręczy, a zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.

              I przede wszystkim: bądź sobą. Zaakceptuj, że masz potrzeby, i się ich nie
              wstydź. Raczej się nimi ciesz.

              Pozdrawiam,
        • misssaigon ale.. 09.01.07, 21:14
          rada avide pt - dajcie sobie pol roku ma sens wtedy kiedy stworzycie razem
          warunki dogodne do wspolnego zycia - czytaj najbardziej zblizone do malzenskiego
          - czy masz mozliwosc na te pol roku przeprowadzic sie do niego?
          jesli nie to ten okres probacji zapewne niewiele zmieni - bo niby czemu mialby
          skoro twoj partner uwaza ze jest w porzadku
          moi przedmowcy wymienili wszystkie sensowne powody - dlaczego jest tak jak jest
          - czy czas odkryje jaki jest prawdziwy powód takiej sytuacji?
          zobaczymy - moja rada - nie przyzwyczajaj sie tak mocno do mysli, ze ten tylko
          ten "ci przeznaczony" itd bo taki poczatek nie wrozy dlugiego i
          satysfakcjonujacego OBYDWIE strony pozycia - sorry ..taka true
          • senslov Re: ale.. 10.01.07, 11:40
            PISAŁEM:
            " gossie - Czy aż tak pociągajacy jest ten obiekt - może warto zmienić na inny który dostarczy pełnię zadowolenia - rozbudzi ukryte jeszcze potrzeby i zaspokoii je.Zastanów się jak powinno wyglądać TWOJE ŻYCIE . Czy chcesz być szczęśliwa??? i Jak? "
            Po przeczytaniu kolejnych wypowiedzi widzę, że wiesz czego chcesz i to mozesz osiągnąć.
            Z mojego skromnego męskiego doswiadczenia widzę, ze jeżeli jestem zbyt przepracowany (a tak było prze prawie dziewięć miesiecy pracowałem po 16-18 godzin) wtedy na igraszki erotyczne brakowało checi.
            Zapewniając środki partnerka mieła pretensje, że nie mam dla niej czasu (sama była bezrobotną, nie dokształcajacą się osobą), jak przeznaczałam większość czasu dla niej zmieniła się pretensja - TOBIE CIĄGLA SIĘ CHCE.
            To przelało puchar goryczy - rozstaliśmy się (NIE MIAŁEM NIGDY W NIEJ OPARCIA EMOCJONALNEGO w swoich działaniach).
            • xibit9 Re: ale.. 10.01.07, 11:45
              Tak to chyba niesety jest. Jak pracowałem całymi dniami i już wieczorem
              marzyłem tylko o poduszce to słyszałem pretensje, że ją zaniedbuje. Jak
              zmieniłem prace i miałem już czas i chęć role się odmieniły bo zawsze było coś
              innego.... i tak czasami dalej jest, ale na szczęście już troszeczkę lepiej.
              • europa63 Re: ale.. 10.01.07, 12:29
                xibit9 napisał:

                > Jak pracowałem całymi dniami i już wieczorem marzyłem tylko o poduszce to
                słyszałem pretensje, że ją zaniedbuje.

                Ja tak misłam prawie dwa lata, aż powiedziałam DOŚĆ!

                Co ja komu zrobiłam, za co tak mam pracować?
                Dałam sobie spokój z pracą...
                Żeby dojść do siebie, odnaleść się, zajęło mi to 3 miesiące...
                I teraz - modelowo wręcz - mąż wraca z pracy, ja uśmiechnięta, obiadek na stół,
                wieczorkiem też chęć jest...
                A mąż też tylko jeden etat...
                Mamy czas dla siebie...
                pozdrawiam:)

                • mreck Re: ale.. 10.01.07, 12:34
                  i wystarcza?

                  pogratulować etatu.
                  • europa63 Re: ale.. 10.01.07, 12:49
                    Witam,
                    a owszem, dziękuję!

                    może ja oszczędna jestem? albo co...

                    pozdrawiam gorąco:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka