avide
15.01.07, 09:29
Chylę czoła przed kobiecą comiesięczna gehenną.
Jak widzę zwijająca się z bólu żonę, gdy faszeruje się najmocniejszymi
pigułami przeciwbólowymi serce mi się kraja.
Ale siedzę sobie tak ostatnio i sobie myślę... Ja w sumie mam nie lepiej.
Codziennie o poranku, jak wstaje i czuje jak mi mało nie eksploduje
najważniejsza część męskiego ciała. Nieustanny (no bez drobnych wyjątków)
niezaspokojony poranny wzwód. Skręca mnie z podniecenia w podbrzuszu, mało jej
nie zgawałcę w tym łóżku, a nawet jak pójdę do łazienki to załatwić się nie ma
jak bo z takim sterczącym drągiem nie chcąc ochlapać wszystkiego dookoła to
nie lada wyczyn, zwłaszcza gdy jest się półprzytomnym. Chociaż przynajmniej
tabletek jakichś łykać nie muszę. Ale lekko nie jest.
Tak więc drogie panie, miejcie trochę zrozumienia dla waszych mężczyzn, gdyż
nie tylko wy cierpicie.
Ot taka refleksja na początek tygodnia....
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.
Avide