Dodaj do ulubionych

zdrada pomaga...?

20.03.07, 10:12
WItam,
może to co napiszę spotka się z oburzeniem niektórych z Was, ale chciałabym się podzielić z kimś swoją historią.

Jesteśmy małżeństwem od kilku lat. Układało nam się różnie, jeśli chodzi o seks, to byłam raczej niezadowolona. Porównując mojego poprzedniego partnera z obecnym mężem, ten drugi wypadał zdecydowanie blado. Wcześniej mój seks był żywiołowy, dynamiczny, ciągle wymyślałam coś nowego, bawiłam się w jakieś gadżety z sex shopów itp. A mąż? Cóż, demonem seksu, to on nie jest...:) Dla mnie seks 5 razy w tygdniu, to było absolutne minimum, dla niego raz na tydzień zupełnie wystarczało. Z początku tego nie dostrzegałam (z różnych powodów-długa historia)Po jakimś czasie zaczęły się kłopoty, nie tylko łóżkowe. Czułam się niekochana, wydawało mi się, że nie podobam się mężowi, miałam mu za złe, że nie dochodzi między nami do zbliżeń, a jeśli już tak, to są bardzo krótkie, zarzucałam mu traktowanie mnie jak dmuchaną lalkę, na której można się wyładować raz na jakiś czas i tyle.Robiłam mu z tego tytułu ciągłe wyrzuty, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. Na to wszystko nałożyły się poważne problemy i konflikty w codziennym życiu i o mało nie zakończyliśmy tego wszystkiego rozwodem. Coraz częściej myślałam o rozstaniu, ale nie miałam na to odwagi. Po jakimś czasie zwirzyłam się z tego koleżance, z zawodu terapeutce. I wiecie, co ona mi powiedziała? Zastrzegła, że to jest zupełnie nieprofesjonalne z jej strony, bo jej zadaniem jest ratować małżeństwa, ale że czasami jeśli już dojdzie do zdrady, to może to dnieść nawet pozytywny skutek dla małżeństwa. Nie chodzi oczywiście o to, żeby w razie problemów zacząć się zdradzać, bo to napewno pomoże, ale czasami...Nie wiem, czy to pod jej wpływem to zrobiłam, z pewnością nie było to celowe i zamierzone działanie, ale chyba po tym, co ona powiedziała poczułam, że dostałam jakieś "przyzwolenie". Tak się złożyło, że podczas jakiejś imprezy(bez męża) poznałam pewnego mężczyznę...dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko. I wiecie co? Poczułam się jakbym doznała olśnienia. Dotarło do mnie, że mogę stracić coś, co w gruncie rzeczy jest dla mnie ważne, że ja już nie potrzebuję dzikiego, namiętnego seksu co wieczór, że kocham mojego męża, a on kocha mnie i wszystkie problemy powstawały tylko w mojej głowie. Postąpiłam nie fair w stosunku do mojego męża, wiem tym, ale mam też świadomość, że to co się stało na swój sposób uratowało nasz związek. Od tej pory kochamy się częściej, podejrzewam, że to dlatego, że przestałam na niego naciskać i robić mu ciągłe wyrzuty i poskutkowało, a on sam chyba zauważył, że jestem bardziej rozluźniona, odczuwam przyjemność z tego co robimy. A ja już nie tęsknię za wariactwami, tylko doceniam to co mam. Czasem eksperymentujemy, ale bez przymusu, odnaleźliśmy to, czego brakowało nam w łóżku praktycznie od samego początku naszego związku. Ja przestałam traktować seks jako wyzwanie, obowiązek ciągłych zmian i urozmaiceń, a on przestał czuć się jak ktoś, kto musi co chwilę coś udowadniać.

Pisząc tego posta nie mam zamiaru nikogo namawiać do zdrady, bo nie tędy droga. Ja akurat w ten sposób przekonalam się, co jest dla mnie ważne i w czym tkwił problem. Chodzi mi jedynie o to, że jeżeli ciągle zamartwiamy się łóżkowymi problemami, to z czasem one zaczynają powstawać i narastać w naszych głowach i tworzymy w związku zamknięte koło wyrzutów i pretensji, a z tego trudno wybrnąć.
Obserwuj wątek
    • wiktoriada111 Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 10:28
      Nie chcę sie porównywać, ale doskonale Cię rozumiem... u mnie sprawy nie
      posunęły się aż do ...łóżka, ale kilka rzeczy ukrywalam przed mężem, kilka
      spotkań... ale za każdym razem jak wracałam do domu i miałam poczucie, że go
      okłamuję to strasznie się do niego zbliżałam... tak jakby ten przelotny romans
      ( bo tak to można nazwać, może nawet flirt) był dla mnie sprawdzeniem
      atrakcyjności ( że nadal się podobam) podbudowaniem pewności siebie , że na
      swiecie jest jeden mężczyzna dla którego chcę być atrakcyjna...mój mąż. po tym
      całym incydencie zaczęłam bardziej dbać o siebie, o niego, o nasz związek,
      zakochaliśmy się w sobie od nowa...i nie było to zagłuszanie sumienia tylko
      takie uświadomienie sobie od nowa za co go pokochałam, dlaczego z nim jestem,
      że związek zawsze się zmienia, wchodzimy w nowe etapy i że z każdego etapu chcę
      czerpać jak najlepsze rzeczy dla siebie i dla mojego meza :-)
    • nikkka5 Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 10:45
      Odrodzona świadomość naszego wyboru.
      • custom_babe Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 10:51
        Pewnie tak. A dokładniej chodzi o to, że byłam już chyba zmęczna tym brakiem możliwości podjęcia decyzji- rozstanie czy nie? Zdrada dawała dwie możliwości-albo wszystko się rozleci, albo coś do mnie dotrze....dotarło:) Na szczęście.
        • nikkka5 Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 11:13
          Spróbowałaś i uświadomiłaś sobie przez to, że jednak kochasz swojego męża, ze
          chcesz być w tym związku , a nie budować życia z kimś innym.Niestety, takie
          skoki w bok, przeważnie rozbudzają nowe zauroczenia, fascynacje i przyjemne z
          tym emocje, już zapomniane po wieloletnim byciu z jednym partnerem.Wtedy
          zaczyna sie poważny problem i kwestia wyboru. Ciebie raczej to ominęło albo
          miłość do męża, która czujesz, przyćmiła te motylki w brzuchu.Pielęgnuj swój
          związek i nie rób sobie piekiełka w życiu. Budować jest trudno , a zburzyć
          wszystko bardzo łatwo, ale po co?
          • misssaigon Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 12:30
            ciekawa jestem w ilu przypadkach zdrada prowadzi do restauracji zwiazku a w ilu
            do rozpadu? wydaje mi sie, ze znalazłaś sie w tej szczesliwej mniejszości -
            twój przypadek jest ciekawy ale w zaden sposób nie reprezentatywny.
            kiedys przewinął na forum taki watek - "zdrada po latach" - ciekawy czy twój maz
            kiedy by sie dowiedziało twojej zdradzie np po kilku latach - byłby co za nia
            wdzięczny?..tak więc na wszelki wypadek ...ani mru mru...
            • zazulka10 Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 12:48
              To ciekawe co piszecie. Ja jestem w takim miejscu gdzie jeszcze wszystko
              zdarzyć się może. Z mężem jest coraz gorzej pod każdym względem(problemy
              łóżkowe tylko pogłębiają kryzys) a jest ktoś kto powoduje, że się uśmiecham
              mimo wszystko. Boję się trudnych decyzji,ale jednocześnie nie chce trwać w
              nieudanym związku.
    • kici10 Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 13:22
      Przypadek o tyle ciekawy, co nieodosobniony. Jak się okazuje wszystko zależy od
      podejścia. Można sobie nawkręcać rozmaitych braków. A im dalej, tym tych braków
      jest więcej i sa one najważniejsze. Braki mogą byc rzeczywiste lub
      wyimaginowane. I co się okazuje? Jakieś bzykanko na boku uświadamia, że te
      braki wcale nie są tak wielkie. Że zmiana własnego podejścia do tych spraw
      powoduje polepszenie. Dlaczego? A no dlatego, że zostało podjęte ryzyko utraty
      tego co się miało.
      Moim zdaniem autorka postu miała jakieś swoje dylematy. Postanowiła poszukać
      dla siebie ratunku. Znalazła go, po czym oczyszczona, pełna nowych chęci wraca
      na łono rodziny. Dowiedziała się czegos o sobie i o swoim związku.
      Faktem jest, że podjęła ogromne ryzyko.
      Faktem jest, że gdyby romans został ujawniony, to jej post nie byłby tak pełen
      optymizmu i poczucia dobrze wykonanej roboty.
      I faktem jest, że gdyby to wyszło, nie przedstawiałaby zdrady jako sposobu na
      reaktywację związku.
      Tak więc droga autorko, nie znasz wszystkich meandrów zdrady i jej
      konsekwencji. Nie masz pojęcia o jej ciemnej stronie. Nie jest to dobry sposób
      na reaktywację związku. Przynajmniej dla rodziny zdradzającego.
    • lilyrush Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 15:31
      podzielam opinie, choc nie potweirdze historii.
      Zwyczajnei wiem, ze gdybym nie znalazł sobie faceta do óżka to nie
      wytrzymaąłbym z mezem tak dlugo. a nie chce odchodizc bo dziecko jest male. i
      nie mam zadnej pewności, ze znajde na stale kogoś lepszego
      Niesteety znalezienie mądrego partnera do zdrady proste nei jest. to układ
      szczególnie delikatny i trudny. Zwłaszcza, jeśli rodzina ma nie ucierpiec czyli
      nigdy sie nie dowiedzec.
      No i przy dłuższych i mocniejsych zwiazkach trudno o odciecie emocji jednak.
    • your_and Zdrada jak lekarstwo 20.03.07, 16:29
      Temat powracający na to forum ...
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=20313423&a=20313423
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=51596077&a=51619047
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=29620926&a=29736490
      No i warto przypomnieć pewen podsumowujący temat artykuł:
      Zdrada jak lekarstwo
      kobieta.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/zdrada-jak-lekarstwo,427716
    • edmmm Re: zdrada pomaga...? 20.03.07, 20:44
      Ja kiedyś miałem tak że miałem dziewczynę z którą się spotykałem ale nie
      kochałem jej. Jednakże poznałem inną dziewczynę którą pokochałem ale ponieważ
      byłem z tamtą pierwszą to nie chciałem niczego psuć. Ale kiedy ta druga
      dziewczyna przychodziła do mnie to wtedy byłem taki radosny i jak przychodziła
      potem ta pierwsza której nie kochałem to myślałem o tej drugiej a ta pierwsza
      myślała że to z jej powodu... Głupi to był układ, wszystko się pogmatwało a
      potem to już telenowela argentyńska była... Ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka