Dodaj do ulubionych

Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy

03.04.07, 10:11
Sytuacja wygląda tak: jesteśmy razem od grudnia, od lutego mieszkamy razem.
Bardzo szybko, ale nie do końca z wyboru - poniekąd sytuacja nas do tego
zmusiła, więc postanowiliśmy zaryzykować i zamieszkać. Nasze pierwsze
spotkania w łóżku były całkiem udane (w styczniu). Bez fajerwerków, ale ok. Z
czasem zaczęło być coraz gorzej. Od półtora miesiąca zdarza się, że podczas
stosunku on traci wzwód. Pytałam kilka razy, próbowaliśmy rozmawiać. Najpierw
poprosił o trochę czasu. Później, przycisnięty do muru, powiedział, że są we
mnie rzeczy, które mu nie odpowiadają: że za rzadko to ja wychodzę z
inicjatywą, jeśli chodzi o seks, że zamykam się. Zabolało, ale próbowałam coś
z tym zrobić: to ja zaczęłam inicjować seks, pozwoliłam sobie na odważniejsze
zachowania, starałam się otworzyć. Nic to nie dało. Wczoraj sytuacja znowu
się powtórzyła, tym razem pod prysznicem i nie wytrzymałam. On twierdzi, że
chce się ze mną kochać, że nie jest tak, że go nie pociągam. Ale, że ma
wrażenie, że wszystko w łóżku robimy w poprzek, że zupełnie się nie czujemy,
że kochając się, nie jesteśmy jednym. Że on cały czas musi myśleć co robić, a
nie o to w tym chodzi przecież. Zupełnie nie wiem co o tym myśleć. Za każdym
razem, gdy pytałam go o przyczynę tego wszystkiego, podawał różne wersje, ale
mam wrażenie, że sam szuka odpowiedzi. Dodam, że poza łóżkiem, w życiu, jest
nam naprawdę dobrze, często myślimy dokładnie to samo, zaczynamy zdania tymi
samymy słowami, rozumiemy się, choć sytuacja w jakiej jesteśmy nie jest
najłatwiejsza (jestem w trakcie rozwodu i sama nie mogę się pozbierać
emocjonalnie, a do tego jeszcze te problemy z seksem). Musiałam to z siebie
wyrzucić. Mam nadzieję, że to dobre miejsce.... Napiszcie proszę, co o tym
myślicie.
Obserwuj wątek
    • elrusek Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 11:05
      Myślę, że On potrzebuje miłości do kochania. Inaczej nie potrafi. U Was jest
      bliskość, ale to chyba nie miłość. Nie piszesz o miłości,zresztą zbyt krótko i
      zbyt szybko to wszystko nastąpiło. Może powinnaś pomysleć o tym, aby jednak
      zamieszkać osobno, ale utrzymywać tę znajomość. Może narodzi się prawdziwe
      uczucie, w sposób niewymuszony przez sytuację.
      • malaika7 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 11:13
        Myślałam o tym, w pewnym sensie nadal myślę, ale kiedy to zaproponowałam,
        powiedział, że takie coś chyba nie ma sensu, bo i tak nie poznamy się bardziej
        tylko się spotykając, a nie mieszkając razem. Ja się strasznie szarpię
        emocjonalnie... Zapytałam go nawet w akcie desperacji o to, czy na pewno chce
        być ze mną. Bo może nie chce, a sytuacja jest jaka jest, i nie umie się
        wycofać. Odpowiedział, że nie. Że to nie jest emocjonalny problem. I że nawet
        przez sekundę nie wątpił w ten związek.
    • sagittka Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 11:35
      > Nasze pierwsze
      > spotkania w łóżku były całkiem udane (w styczniu). Bez fajerwerków, ale ok. Z
      > czasem zaczęło być coraz gorzej.

      Z czasem? Jakim czasem? Zabrzmiało to jak po latach związku, a wy przecież
      sypiacie ze sobą od 3 miesięcy. Parą jesteście od 4, więc to powinien być okres
      najdzikszej namiętności, zakochania, nawet zaślepienia.

      Wasz seks jest zimny ("wszystko w łóżku robimy w poprzek, że zupełnie się nie
      czujemy, że kochając się, nie jesteśmy jednym. Że on cały czas musi myśleć co
      robić").

      Wygląda to na związek "z rozsądku", nie miłości.
      • malaika7 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 11:50
        No właśnie próbuję napisać, że związek jest jak najbardziej z prawdziwych
        emocji i uczuć. Że uwielbiam go, on mnie i mówimy to sobie. Że naprawdę nam na
        sobie zależy i że nie ma żadnych powodów, żebyśmy byli razem z rozsądku :)
        Pisząc, że z czasem było coraz gorzej miałam na myśli to, że na początku seks
        był ok, a problemy zaczęły się półtora miesiąca temu. Zakochanie? Owszem. Ale
        mamy też już na tym etapie, wspólną codzienność. Jest w łóżku jakaś blokada.
        Nie wiem czy jego, czy moja.
        • eeela Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 12:43
          > No właśnie próbuję napisać, że związek jest jak najbardziej z prawdziwych
          > emocji i uczuć. Że uwielbiam go, on mnie i mówimy to sobie. Że naprawdę nam na
          > sobie zależy i że nie ma żadnych powodów, żebyśmy byli razem z rozsądku :)
          > Pisząc, że z czasem było coraz gorzej miałam na myśli to, że na początku seks
          > był ok, a problemy zaczęły się półtora miesiąca temu. Zakochanie? Owszem. Ale
          > mamy też już na tym etapie, wspólną codzienność. Jest w łóżku jakaś blokada.
          > Nie wiem czy jego, czy moja.


          Moze ja przesadzam z wiara w to, jak dalece seks jest odzwerciedleniem
          nieuswiadomionych problemow, niedopasowania i wszelkich innych takich. Ale
          zaobserwowalam to na sobie. Przez cztery lata uporczywie i wbrew wszystkiemu
          trwalam w zwiazku, ktory byl tak naprawde kiepski, a w seksie mialam szereg
          zahamowan - ale ze nie mialam wczesniej wielkich doswiadczen, wydawalo mi sie,
          ze tak juz mam, i odrzucalam wszelkie sygnaly, ze zle sie dzieje. Kiedy
          spotkalam mezczyzne, z ktorym jestesmy dobrze dopasowani i biologicznie, i
          charakterologicznie, nie mam zadnych problemow i zadnych blokad. Od tej pory,
          gdy sobie uswiadomilam u siebie te zaleznosc, szczerze wyznaje zasade - facet
          nie pasuje ci w lozku = znak ostrzegawczy, ze cos nie tak dziala. I nie chodzi
          mi tu o penisa ;-)
      • avide Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 12:22
        sagittka napisała:
        ....
        > Wygląda to na związek "z rozsądku", nie miłości.

        Ależ sagitatko po co zaraz takie mocne słowa.
        Seksualność człowieka to cholernie skomplikowana sprawa. Ja tam wierzę że oni
        naprawdę się kochają tylko ... może zwyczajnie nie pasują do siebie w łóżku.
        Ludzie często nie wiedzą lub też nie chcą dopuścić do świadomości że tak jak
        każdy z nas posiada swój charakter tak samo posiadamy swoją indywidualna
        seksualność która pomimo porozumienia charakterologicznego niekoniecznie musi
        być również do siebie dopasowana. I tutaj właśnie rodzą się problemy.

        Ludzie dla których seks nie stanowi jednego z głównych elementów życia poradzą
        sobie z odmiennością seksualna partnera. Albo inaczej. Nie będzie to stanowiło
        dla nich takiego wielkiego problemu.
        Zaś dla tych których popęd jest na tyle duży że determinuje ich działania, ich
        codzienność, rozbieżność w łóżku może stanowić barierę nie do przeskoczenia.
        Tacy ludzie będą w stanie zaakceptować inne przywary partnera których nie byłby
        w stanie zaakceptować partner z drugiej kategorii o której wspomniałem, w
        zamian za zaspokojenie seksualne.

        Życie to sztuka kompromisu. ZAWSZE trzeba z czegoś zrezygnować na rzecz czegoś
        innego. Pytanie tylko czy łącząc się w pary w stosunkowo młodym wieku potrafimy
        określić co jest dla nas samych w życiu najważniejsze. Jest to zadanie bardzo
        trudne, często chybione i dlatego później mamy tyle kłopotów.
        Ale na koniec powtórzę. To że mają jakiś problem w łóżku nie znaczy że się nie
        kochają. Przyczyn może być wiele. Na ich miejscu bym próbował, ... tego,
        tamtego... i wierzył że w końcu się uda.. :))).

        Pozdrawiam.
        Avide

        • glamourous Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:15
          avide napisał:

          > każdy z nas posiada swój charakter tak samo posiadamy swoją indywidualna
          > seksualność która pomimo porozumienia charakterologicznego niekoniecznie musi
          > być również do siebie dopasowana.

          Avidku, w tym malym szczegole wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. Bo indywidualna
          seksualnosc to nie jest jakis czynnik staly, tylko czynnik zmienny i wlasnie
          zalezacy od tego z kim aktualnie dzielimy lozko.

          Np. ja, z natury goraca kobieta, mialam juz swoim niespelna trzydziestoletnim
          zyciu kilku partnerow przy ktorych bylam wlasciwie zimną rybą. Nie krecili mnie
          po prostu, i choc wyczyniali ze mna w lozku cuda i technicznie wcale nie byli
          kiepscy, to niestety, niewiele mnie to ruszalo.

          Z doborem krecacego nas seksualnego partnera to troche tak jak ze strzelaniem do
          tarczy. Ludzie z ktorymi sie wiazemy roznie trafiaja w nasze podswiadome
          erotyczne centrum. Czasami dana osoba trafia w sam srodek naszej seksualnej
          tarczy, w sama dziesiatke, i wtedy niesamowicie nas kreci, ale moze trafic sie
          nam "dwojka" czy "trojka" i wtedy jest srednio. Albo co gorsza trafia nam sie
          zupelne pudlo. Nie mamy zadnego wplywu na to jak w danym przypadku trafimy.
          Czasami dobieramy sie z kims swietnie charakterologicznie, rozumiemy sie bez
          slow i dobrze nam ze soba ale chemii do niego nie czujemy za grosz. To znak ze
          ta osoba to dobry material na przyjaciela a nie na kochanka/e. Porozumienie
          duchowe to wcale nie zadna gwarancja, ze bedzie nam z tym czlowiekiem dobrze
          rowniez w lozku. Chemia niestety nie zawsze idzie w parze z sercem i z rozumem.
          To jest cos czego nie da sie zdefiniowac, co nie ma wiekszego zwiazku ani z
          wygladem, ani z przymiotami ducha, i co albo jest albo tego nie ma, jakkolwiek
          bysmy sie nie starali.

          A juz najsmutniej jest kiedy trafimy na kogos kto dla nas jest "dziesiatka" i
          nieziemsko nas kreci, chcielibysmy sie z nim kochac ciagle, a my dla niego
          jestesmy zaledwie marna "trojka". Wtedy pojawia sie niedopasowanie. I mowiac o
          niedopasowaniu ja raczej rozgraniczylabym naturalne, indywidualne libido kazdego
          z nas z kreceniem "ad personam". Bo moze byc tak, ze "libido wlasne" jest spore
          a pociag do tego konkretnego partnera bardzo niski. Znam faceta o calkiem sporym
          libido onanizujacym sie codziennie przed kompem, a unikajacym swojej kobiety, bo
          go juz nie kreci - przytylo jej sie sporo po dziecku, niestety ;-/
          To z kolei dowodzi, ze dla dodatkowego utrudnienia te juz z zalozenia zmienne
          wartosci wzajemnego "krecenia sie" w zwiazku tez potrafia ewoluowac. Bywa tak,
          ze ktos kto jest dla nas dziesiatka na samym poczatku, podnieca nas jak diabli,
          swiata za nim nie widzimy, a po kilku latach (i kilku kilogramach wiecej ;-)
          degraduje sie do rangi trojki, dwojki czy pudla... Moim zdaniem 70 procent
          naszych forumowiczow to ofiary wlasnie takiego przewartosciowania po latach
          trwania w zwiazku, 20 procent to ofiary niedopasowania juz "na starcie" o ktorym
          pisalam wczesniej - ze "dziesiatka" spotyka "trojke" i od poczatku jest problem.
          Pozostale dziesiec procent to inne, bardziej specyficzne przypadki.

          I tak to ogolnie wyglada z mojego punktu widzenia. A autorce watku doradzam
          stanowcza rozmowe z partnerem. Nie dac sie zbyc jakimis wykretami, tylko
          przycisnac faceta do muru niech powie co jest grane, niech nie chowa glowy w
          piasek tylko sie zdeklaruje jak mezczyzna, zeby wspolnie znalezc przyczyne i
          jakos sie wzajemnie "dotrzec".
          • malaika7 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:40
            Glam, on nie unika rozmów - pytam, on siedzi, myśli, po chwili odpowiada.
            Zaczęło się ładnych parę tygodni temu od mojego pytania: "dlaczego tak rzadko
            się kochamy? (raz w tygodniu). On powiedział, że już tak ma, A. też go o to
            pytała (była kobieta). I też jej to nie odpowiadało. I w tym momencie, jak za
            dotknięciem różczki, wszystko się posypało. Od tego momentu jest naprawdę
            gorzej. Od tego momentu on traci wzwód.
            • glamourous Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 23:31
              Skoro wylapalas poczatek tego stanu to juz jest niezle. Bo przynajmniej wiesz od
              czego konkretnie sie zaczelo, co bylo czynnikiem zaplonowym - a tym samym masz
              juz wlasciwie klucz do problemu. Meska eksualnosc to jest bardzo delikatna
              materia i nie cierpi gadania o wlasnych niedostatkach, wadach, nienawidzi
              wypominania, porownywania, deprecjonowania. Facet, zeby spelniac sie w lozku
              musi czuc sie jak kogut stroszacy piorka, musi czuc sie dumny ze swoich walorow,
              ze swoich wyczynow (jakiekolwiek by nie byly!), a nie jak niepewna siebie zmokla
              kura - gdzie jego seksualnosc brana jest pod lupe i analizowana pod kontem ze
              cos jest nie tak. Twoj chlop ma najprawdopodobniej uraz - pewnie byla panna go
              zdeprecjonowala, byc moze ordynarnie go obsmiala na koniec zwiazku (mowiac na
              przyklad ze z tym seksem raz na tydzien to moze go geriatry niech pojdzie po
              porade, albo cos w jeszcze mniej wyszukanego) a teraz facet o zgrozo slyszy od
              Ciebie ta sama spiewke. Czyli w jego odczuciu koszmar z ulicy wiazow powrocil
              ;-) Koszmar niezadowolonej partnerki. A dla faceta to moze byc duza porazka. Nic
              dziwnego ze zdestabilizowalo to jego ego (z co za tym idzie i seksualnosc),
              odezwal sie jego stary uraz, byc moze ZNOW czuje sie kiepski i beznadziejny i
              objawia sie to u niego wlasnie problemem ze wzwodem. Niektorzy wrazliwi faceci
              tak maja. A to mi wyglada na typowy problem psychologiczny, na szczescie chyba
              dosc latwy do pokonania.

              Moja rada : nie walkuj tematu, on sie juz byc moze nasluchal od swojej bylej i
              ta rana byc moze jeszcze go boli. Pozwol mu sie pozbierac. Bron boze nie
              naciskaj. Nie graj roli seksualnego wampa, nie prowokuj, badz po prostu ciepla i
              "normalna". Pozwol mu sie odrobinke seksualnie przeglodzic - jezeli apetyt
              bedzie wiekszy to moze "zapomni" o problemie ze wzwodem ;-) Mow mu mile rzeczy,
              chwal go, najlepiej opowiedz mu zmyslona historyjke o jednym ze swoich eks ktory
              nie dosc ze byl straaaasznie kiepski w lozku to jeszcze mial duuuuuzo mniejszego
              niz on ;-))))) Niech sie poczuje znow OK na tle kogos kto byl tragicznie kiepski
              ;-)). Pochuchaj i podmuchaj na jego ego, moze powstanie do pionu. A wraz z nim
              rowniez jego penis ;-)
              Pozdrawiam i cierpliwosci zycze.
          • zdzichu-nr1 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 04.04.07, 00:56
            glamourous b. podoba mi się to co piszesz, mam analogiczne poglądy na temat
            dopasowania seksualnego.

            Z mojego męskiego punktu widzenia mogę powiedzieć to samo - miałem partnerki,
            przy których czułem się jakby mi ktoś w gabinecie lekarskim odciągał spermę na
            zasadzie zabiegu upuszczania krwi. Zamiast orgazmu ledwie poczucie ulgi, a sam
            stosunek beznamiętny i mechaniczny. Dziewczyna mogła przy tym wizualnie kręcić
            jak cholera i być chętna na wszelkie techniki, ale mnie to w łóżku niewiele
            ruszało. I w zasadzie już pierwszy stosunek mówił wszystko, jak było kiepsko, to
            się potem nie poprawiało.

            > Chemia niestety nie zawsze idzie w parze z sercem i z rozumem.
            > To jest cos czego nie da sie zdefiniowac, co nie ma wiekszego zwiazku ani z
            > wygladem, ani z przymiotami ducha, i co albo jest albo tego nie ma, jakkolwiek
            > bysmy sie nie starali.

            Dokładnie tak. Do wyliczanki możliwych kombinacji o których dalej piszesz, dodam
            jeszcze taką, kiedy dzieli absolutnie wszystko, a seks jest nieziemski. To jest
            prawdziwy dramat! Zwłaszcza gdy całymi latami usiłuje się wyjść z takiego
            toksycznego związku, a seks nie pozwala. I jak gdyby na przekór kłótniom i
            awanturom jest coraz lepszy i lepszy. A potem mimo wszystko następuje rozbrat,
            spotyka się wreszcie charakterologiczny i wizualny ideał, z którym seks to
            jednak tylko smętna "dwójka"... I co robić? Żyć wspomnieniami o boskim seksie
            przeplatanym ciągłymi awanturami?

            Czasami myślę, że najszczęśliwsi są ci, którzy niewiele przeżyli, mają od zawsze
            jednego partnera i w zasadzie nic nie wiedzą, czy im jest bardzo dobrze, średnio
            dobrze, czy może źle w tych sprawach. Po prostu są ze sobą, jakoś tam obojgu
            jest, skali porównawczej nie znają i tyle.
            • glamourous Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 04.04.07, 21:05
              zdzichu-nr1 napisał:

              > Czasami myślę, że najszczęśliwsi są ci, którzy niewiele przeżyli, mają od zawsz
              > e
              > jednego partnera i w zasadzie nic nie wiedzą, czy im jest bardzo dobrze, średni
              > o
              > dobrze, czy może źle w tych sprawach. Po prostu są ze sobą, jakoś tam obojgu
              > jest, skali porównawczej nie znają i tyle.

              Ot i bingo, zdzichu. Trafnie to ujales. Bo i jak potem jechac na takim marnym,
              "dwojkowym" seksie, skoro zakosztowalo sie juz w zyciu zmyslowych uniesien
              wykraczajacych poza dziesieciostopniowa skale?

              Ale z drugiej strony boski seks okraszony codziennym ganianiem sie z siekiera po
              podworku tez szczescia nie daje ;-/

              Z tego wszystkiego wylania sie niezwykle madra zyciowa maksyma : "albo rybka
              albo pipka" ;-/ Chociaz zastanawiam sie czasem czy naprawde nigdzie nie istnieje
              polaczenie jednego i drugiego...
              • zdzichu-nr1 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 05.04.07, 20:21
                glamourous napisała:

                > Chociaz zastanawiam sie czasem czy naprawde nigdzie nie istnieje
                > polaczenie jednego i drugiego...

                Trudno powiedzieć... ja się nie spotkałem:-/ Może...

    • avide Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 12:00
      Hymm w pewnym sensie Twoja sytuacja to taka forumowa klasyka.
      To co mnie w takich historiach zawsze najbardziej zastanawia to fakt że facetowi
      nie staje, albo ma jakiś problem ze wzwodem a rozwiązania szuka kobieta.
      Tyle ogólnych rozważań a teraz do sedna

      Z moich "obserwacji" wynika jasne że facet który "zawsze" może, nie ma żadnych
      problemów z tym że coś partnerka robi nie tak. Po prostu testosteron buzujący w
      organiźmie powoduje że penis wręcz sam wstaje na najmniejsze zawołanie. Dlatego
      też tak tytułem wstępu mozna pokusić się o wnioskowanie iż wulkan namietności Ci
      się nie trafił. Nie jest to bez znaczenia w przypadku kiedy pojawia się ... hymm
      nawijmy go "czynnik alternatywny" któy powoduje że w głowie powstaje jakaś
      blokada natury psychicznej. Jego problem może być zarówno w jego głowie ale i
      zwyczajnie może "hydraulika" szwankuje. Najlepiej było by gdyby facet wybrał sie
      na rozmowę do Seksualoga ale zaproponowanie mu tego to prawie jak byś postawiła
      go na równie z impotentem. Istnieje ryzyko że problem się pogłębi. Niestety
      "męskość" ta w spodniach to bardzo ważny element mężczyzny. W przypadku
      jakichkolwiek problemów zaczynają się wątpliwości i nieodpowiednia reakcja
      kobiety może je tylko pogłębić.
      Co poza tym ..
      On mówi że TY robisz coś nie tak ...
      Na pierwszy rzut oka wygląda to na że facet sie spina niepotrzebie. Zamiast
      cieszyć sie ze zbliżenia może traktuje to jako element sprawdzenia się. Może
      jestes wymagająca kochanką i boi się że nie zaspokoi się co przy tak krótkim
      związku wcale nie jest bez znaczenia. Ludzie w długoletnich związkach nie
      potrafia rozmawiac o potrzebach łóżkowych i sposobach ich zaspokajania.
      Dlatego może kombinuje, że może tak albo tak, Ty wprost (ale delikatnie) nie
      powiedziałaś mu jak lubisz i co Cie zaspokaja.
      No własnie a potrafisz określić sposoby osiągania przez Ciebie satysfakcji
      seksualnej, czyli mówiąc wprost tego jakie pieszczoty i zabiegi partnera
      powodują twoje zaspokojenie ??? Jeśłi tak powiedz mu. Powiedz, pokaż ... ale
      podkreślam delikatnie i taktownie. Powiedz że tak lubisz, to Ci się podoba itp.
      Podobnie ON niech określi i jasno wyartykyłuje co lubi a co go irytuje, co go
      podnieca, jakie pieszczoty, a co powoduje że wzwód cofa się. Cholernie ciężkie
      jest takie wzajemne przedstawianie swoich potrzeb, ale może wam się uda.

      Piszesz jeszcze że podczas stosunku on się irytuje. Powiedz mu żeby nie myślał
      negatywnie. O co chodzi ??? Ano o to by myślał np. o Twoich piersich i sposobie
      w jaki lubie je pieścić najbardziej i robił to. O tyłku i o czymkolwiek co mu
      sie w Tobie podoba i co go podnieca. Faceci patrza obiektowo. Lubia np. piersi,
      inni tyłki, inny nogi. Patrzenie, dotykanie, myślenie o nich powoduje
      podniecenie. Zaś jeśli podczas takiech pieszczot pojawi się irytacja to i wzwód
      się cofa. A irytacja się pojawia bo np. o myśli o tym że chciał byś obróciła sie
      w lewo a ty odruchowo obruciłas się w prawo, jak gość niecierpliwy to powód
      irytacji gotowy. Gdyby myślał o tym jak cholernie podnieca go pieszczenie twoich
      piersi to cała resta nie maiła by znaczenia. Ciężkie to wszytko i by wprowadzić
      to co pisze w praktykę trzeba niewątpliwie treningu ale tak to działa,
      przynajmniej u niektórych.
      Kiedyś zastanawiałem się jak to sie dzieje że mi zawsze jest dobrze z kobietą i
      czuje podniecenie a np. zona już niekoniecznie. I właśnie uświadomiłem sobie że
      ja myślę w taki sposób jak to opisałem powyżej. Patrzę na nią, koncentruję się
      na przyjemnościach i jest ok. Kilka razy, gdy miałem gorszy dzień, byłem z tego
      czy innego powodu zwyczajnie zły i kochaliśmy się też właśnie np. zahaczenie
      zębami podczas fellatio spowodowało we mnie taką irytację że efekt ... :))))
      prawie całkowite ustąpienie wzwodu. Negatywne nastawienie psychiczne od samego
      początku i wystarczyło jeden element który zazwyczaj jest pomijalny bo niestety
      nie raz się zdarzyło mimo moich uwag, że podczas fellatio zrobi coś nie tak. Ale
      wtedy to właśnie starczyło bo odechciało mi się wszystkiego. Innym razem jak od
      samego początku skupiałem się właśnie na poszczególnych elementach ciała i na
      PRZYJEMNOŚCIACH to nawet takie "fo-pa" nie jest mnie w stanie wytracić z rytmu.

      No nic.. sprawa ciężka ale może zwyczajnie potrzebujecie czasu na wzajemnie
      oswojenie swojej seksualności. Powodzenia życzę. A taka rozmowa o której
      wspomniałem powyżej nawet jeśli nie rozwiąże problemu to na pewno bardzo się
      przyda w późniejszych wzajemnych stosunkach.

      Pozdrawiam



      • olga_stawarczyk Avide 03.04.07, 12:38
        On dobrze wie, co lubię i kiedy już się kochamy, robi to tak, jak lubię i
        sprawia mi przyjemność. Ja mu to zwyczajnie pokazałam, on zrozumiał, jest ok.
        Gorzej w drugą stronę. Gdy go zapytałam co lubi, tylko uśmiechnął się i mnie
        pocałował. Innym razem, gdy powiedziałam, że zawsze kochamy się tak, jak ja
        chcę, więc teraz chcę to zrobić, tak jak on lubi, powiedział, że "fisiuję" i
        znowu stracił wzwód.... tak jakby go to peszyło? Coś tam kiedyś przebąkiwał o
        kryzysie męskości w ogóle... Ale to sprzeczność, bo gdy chcę, by to on przejął
        stery, on się zamyka. Gdy ja przejmuję, stwierdza, że to nie kochanie się,
        tylko bzykanie. Tak sobie myślę, że może nie bez znaczenia jest fakt, że w
        poprzednim związku też mu sie to zdarzało (6 lat z kobietą, ona odeszła), mówi,
        że zarzucała mu podobne rzeczy... Gubię się.
        • avide Re: Avide 03.04.07, 14:13
          Z tego co napisałaś jasno wynika że facet ma jakiś poważny problem.
          Nawet bardzo poważny. Jeśli naprawdę Ci na nim zależy to próbowałbym zaciągnąć
          go do seksuologa.
          To co on mówi że "fiziujesz" to oznacza że jest coś na rzeczy.
          Mam dwie takie wersje.
          1) kręci go jakis rodzaj perwersji który w jego mniemaniu jest na tyle
          onieśmielający że nawet nie próbuje Ci powiedzieć żebyś nie pomyślała sobie o
          nim jak o zboczeńcu. Z tym że widzisz wszystko zalezy od śrdowoiska w jakim się
          wychował, bo np. klaps w tyłek dla jednych jest seksownie pobudzający a dla
          innych jest przejawem upodlenia kochanki bo można myśleć że klapsy daje się
          dziwką których sie nie szanuje itp. Bzdet totalny. Moja żona kiedyś miała taki
          podobny "syndrom kelnereczki". Jak jej dawałem klapsa w tyłek to mało z
          paznokciami na mnie nie szła. Mówiła że nie jest jakąś kelenrka któą mozna
          poklpywać po tyłku. Chyba z rok zajęło mi wbicie jej do głowy że ja zwyczajnie
          lubię jej tyłek i dlatego czasami daje jej klapsy a nie dlatego że jej nie szanuje.
          Albo np. oral z połykiem. Toż to klasyka poleimki. Dla jednych zboczenie dla
          innych dowód pełnego pożądania i otwartości.

          natomiast
          2) problem natury psychiczno-emocjonalnej. Może on ma tak że po potrzebuje
          ciągle nowych bodźców, podniet. A w połaczeniu z zachamownaiami w
          wyartykułowaniu własnych potrzeb powoduje takie a nie inne problemy.

          Ja bym go na twoim miejscy "przycisnął" by w końcu powiedział jak ma ochotę cię
          kochać, ale do skutku. Aż się wygada. Może zacznij sama sugerować. Włącznie z
          tymi niestandardowymi sposobami na zabawę w łóżku. Może w końcu się złamie i
          będziesz wiedziała na czym stoisz.
          Jeśli to nie odniesie skutku spróbowałbym seksuologa.
          A jeśli i to nie pomoże ... zadaj sobie fundamentalne pytanie czym jest dla
          ciebie seks w związku, seks dla ciebie samej jako kobiety. Czy jest to miły
          dodatek bez którego w razie konieczności da się żyć, czy też jest dla Ciebie
          nierozerwalnym elementem bycia z drugim człowiekiem, elementem utwierdzającym
          Cię w Twojej kobiecości, czymś czego zwyczajnie potrzebujesz do życia jak wody.
          W przypadku nr 2 ... trudna decyzja.
          Jedno jest pewne jeśli facet coś ze sobą nie zrobi .... będziesz w przyszłości
          płakać, stracisz pozytywną samoocenę, stany depresyjne itp. Moze nawet zdradzisz.

          Choć zwykle jestem przeciwny krótkim i prostym odpowiedziom na trudne i
          skomplikowane tematy to poczytaj jeszcze raz co Ci powyżej napisała Eeela.
          Jest w tym wiele prawdy. Sam gdybym teraz miał jeszcze raz dokonywać wyboru
          partnerki na "całe" życie, wiedząc to co wiem ... mocno i dłuuuugo bym się
          zastanawiał. Kilka lat temu wszystko było dla mnie takie jasne, takie proste,
          .... teraz wiem jak mało wiedziałem o życiu. :))). Obecnie wiem odrobinkę więcej
          i dlatego piszę Ci jak piszę.
          Pozdrawiam.


          ___________________


          olga_stawarczyk napisała:

          > On dobrze wie, co lubię i kiedy już się kochamy, robi to tak, jak lubię i
          > sprawia mi przyjemność. Ja mu to zwyczajnie pokazałam, on zrozumiał, jest ok.
          > Gorzej w drugą stronę. Gdy go zapytałam co lubi, tylko uśmiechnął się i mnie
          > pocałował. Innym razem, gdy powiedziałam, że zawsze kochamy się tak, jak ja
          > chcę, więc teraz chcę to zrobić, tak jak on lubi, powiedział, że "fisiuję" i
          > znowu stracił wzwód.... tak jakby go to peszyło? Coś tam kiedyś przebąkiwał o
          > kryzysie męskości w ogóle... Ale to sprzeczność, bo gdy chcę, by to on przejął
          > stery, on się zamyka. Gdy ja przejmuję, stwierdza, że to nie kochanie się,
          > tylko bzykanie. Tak sobie myślę, że może nie bez znaczenia jest fakt, że w
          > poprzednim związku też mu sie to zdarzało (6 lat z kobietą, ona odeszła), mówi,
          >
          > że zarzucała mu podobne rzeczy... Gubię się.
          • malaika7 Re: Avide 03.04.07, 15:35
            Ja cały czas mam takie wrażenie sprzeczności w tym wszystkim: piszesz o silnych
            bodźcach - był taki czas, że byłam prawie pewna, że on lubi robić to "na
            ostro", bo sam się przyznał, że potrzebuje silniejszych bodźców, żeby się
            podniecić. Ale gdy chce zrobić coś bardziej..hmmm... ostrego właśnie, on się
            zamyka bo "to tylko bzykanie". A on nie chce się ze mną bzykać. On nie lubi
            seksu. On chce się kochać. Pytałam go kilka razy o prawdę - mówi: nie wiem jaka
            jest przyczyna. Pytałam, czy z poprzednią kobietą myśleli o pójściu do
            seksuologa. Odpowiedział, że nie, ale milczał, gdy zapytałam dlaczego. Wczoraj
            naprawdę miałam wszystkiego dość i powiedziałam, że zamiast seksu pod
            prysznicem, może powinniśmy się tylko kąpać, żeby chociaż na tyle być blisko
            bez tego okropnego poczucia rozczarowania. W odpowiedzi usłyszałam, że nie
            możemy od tego uciekać i że musimy próbować... Kiedyś poprosił mnie też, żebym
            zastanowiła się warto wiązać się z nim skoro ta sytuacja jest taka... Wymiękam.
            • ewulka202 Re: malaika7 05.04.07, 23:14
              Po przeczytaniu Twoich wszystkich wypowiedzi to mam wrazenie ze piszemy o tym
              samym typie osobowosci:( dokladnie to samo zachowanie faceta, tez plakalam,
              wybuchalam nawet mu rykiem w twarz, mowilam o sexuologu:( nie mam pojecia co
              robic.. powoli godze sie z tym ze musze od niego odejsc a szkoda mi strasznie
              tego co razem przezylismy przez 2 lata...
    • loppe Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 13:06
      od razu podejrzewałem że to z facetem jest cos nie tak
    • gomory Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 14:32
      Niekoniecznie kazda milosc musi zaczynac sie fajerwerkami. Ponoc mezczyzne sie poznaje po tym jak konczy, a nie jak zaczyna ;). Na, do konca zwiazku to chyba jeszcze troszke macie. Skoro twierdzi, ze jest pewien co do swoich uczuc, to poki co tej wersji sie trzymaj. Ofiaruj mu kredyt zaufania jesli uwazasz, ze jest tego godzien.
      Problemy ze wzwodem, najczesciej mijaja z czasem. Wcale nie trzeba od razu ganiac do lekarza - korzystanie z pomocy seksuologa jest konieczne gdy taki stan utrzymuje sie pernamentnie i dlugo.
      To co opowiadal o inicjatywie itd. to moglo tez byc takie podswiadome pozbycie sie ciezaru kiepskiego kochanka jaki byc moze go obarczal. Nie powinnas tego brac do siebie! Spokojnie, nie uwazaj np. ze to Twoja wina, nie rob sobie przytykow co do atrakcyjnosci bo to komplikuje tylko sytuacje. Zaloz, ze sie spina bo siebie jeszcze dobrze nie znacie, a jesli jest zdrowym facetem to z czasem wszystko sie "wyprostuje" to co jest w poprzek. Macie rozne nawyki, przyzwyczajenia, okaz zrozumienie i pozwol byscie sie siebie nauczyli :).
      • loppe Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 14:34
        no tak, lecz Ona PÓŹNIEJ dopisała w watku że On miał już podobne problemy w
        związku z inna kobietą wcześniej...
        • gomory Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:19
          Wiec to normalne, ze wystapily one rowniez w tym. No i chyba ma jakies wlasne doswiadczenie ktore pozwala mu miec wiare, ze z czasem problem zniknie. Nie chce robic za hurraoptymiste, bo nie znam dokladnie wersji obu stron.
          Ale forumowicze to czesto zbyt wielcy fatalisci, piszacy przez pryzmat swoich wieloletnich klopotow seksualnych. W takim nastroju latwo wszedzie weszyc problemy ktorych nie ma lub sa blahe.
          Jesli facetowi przydarzyla sie lozkowa niemoc, albo wybral wieczorem mecz zamiast milosnych karesow to nie znaczy, ze jest seksualna miernota. Analogicznie kobieta nie majaca codziennie ochoty na cala game pieszczot zakonczonych wielokrotnymi orgazmami nie jest lozkowa kloda.
          • loppe Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:24
            Mam tu przede wszystkim na uwadze że - pierwszy post - Ona gotowa jest po
            swojej stronie szukac przyczyn a i on jej w tym pomaga, niestety...
    • loppe Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:48
      być może ta pierwsza wpędziła go w niewiarę we własną męskość, a on teraz
      Ciebie niechcący wpędzi w niewiarę we własną kobiecosć
      • malaika7 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 15:53
        Miałam takie kilka dni, że wychodziłam z siebie, ryczałam, nie jadłam. Czułam
        się fatalnie z tego powodu. Zanosząc się łzami wyłam, że nasz seks już zawsze
        będzie kulejący. Że widząc atrakcyjne kobiety, będę się zastanwiać jak byłoby
        mu z nimi... On jest większym optymistą... Chcę dac nam szansę, bo długą drogę
        przeszłam, by być z nim w tym miejscu. Na razie mam w sobie chyba tyle siły,
        żeby nie rzutowało to bardzo na moje poczucie własnej wartości.
    • pszczolkalodz Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 22:08
      wiesz nie czytam tych odpowiedzi, chce Ci cos powiedziec i nie urazic, ale
      mysle ze on jest gejem. Takim nieuswiadomionym, niezdajacym sobie sprawy z
      tego. Wez go do klubu gejowskiego i obserwuj. Znam takie malzenstwo. Oboje sa
      cudownym malzenstwem... oprocz seksu. On jest swietnym przyjacielem, pomaga w
      domu, gotuje, kupuje jej ubrania ... i kocha, ale jesli chodzi o seks to ....
      lepszy jest facet. Koniecznie to sprawdz, bo jesli tego sam nie wie to Cie
      nieswiadomie klamie. W tym malzenstwienprzez wiele lat lat byly podobne
      argumenty, jeszcze gorsze a ona... umierala. Trzymaj sie
      • romek123 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 03.04.07, 23:45
        Sprawa jest bardzo prosta.Poziom testosteronu za niski.Tak faceci maja.Dlatego i
        jest to forum.Zmierz mu poziom testosteronu i sie przekonasz.A wtedy wiej gdzie
        pieprz rosnie chyba ze wolisz ryczec reszte zycia albo miec faceta na
        boku.Brutalne ale prawdziwe.I zadne tam zahamowania trele morele.Hydraulika
        nawala i nawalac bedzie z roku na rok gorzej.Pozdrawiam zycze wlasciwych wyborow
        • kaja9926 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 05.04.07, 21:22
          uciekaj
          • tomek_abc Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 05.04.07, 23:00
            facet ma ewidentnie problem ze wzwodem, problem fizjologiczny, a reszta to takie
            pitu pitu..."chce kochania, a nie bzykania", " za mało inicjujesz"....

            Jesli mu zależy to powinien iść do lekarza , a nie Cię czarować i szukać winy w
            Tobie.
            • ewulka202 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 05.04.07, 23:05
              Ja mam podobny problem;/ tylko u nas juz praktycznie w ogole nie dochodzi do
              zblizenia i jest ta sama gadka co u Ciebie, ze oczywiscie go podniecam itd
              tylko dziwnym trafem on w ogole prawie nie ma na to ochoty. ciagle inicjuje sex
              ale on nawet na to nie idzie..a probowalam juz wielu rzeczy. najgorsze jest to
              ze nigdzie nie jest napisane co w takich sytuacjach sie robi, bo to zazwyczaj
              kobieta nie chce sie kochac. Tez jestem zdruzgotana z tego powodu
    • malaika7 Re: Poddaję się! Potrzebuję Waszej pomocy 10.04.07, 11:02
      Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi, zwłaszcza Avide i Gomory :) Samo
      przeczytanie Waszych wypowiedzi nasunęło mi kilka myśli... Ta sytuacja wymaga
      od nas całkowitego zresetowania seksualnej pamięci :) ale (odpukać) udaje
      się! :) Mamy za sobą kilka prób od czasu napisania przez mnie pierwszego posta.
      Wszystkie udane :) Wyluzowaliśmy się zupełnie, wyłączyliśmy myślenie. To nie
      kwestia fizjologii, ale jakiegoś takiego... ciepła między ludźmi, którzy się
      kochają. Dużo dużo miłości i czułości, zero presji. Wina leży pewnie gdzieś
      pośrodku, w każdym razie nie wyobrażam sobie nie wziać odpowiedzialności za
      nasze wspólne łóżkowe problemy. Nie mam zamiaru uciekać, bo myślę, że damy
      sobie radę :) Pozdrawiam Was ciepło i baaaaardzo optymistycznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka