malaika7
03.04.07, 10:11
Sytuacja wygląda tak: jesteśmy razem od grudnia, od lutego mieszkamy razem.
Bardzo szybko, ale nie do końca z wyboru - poniekąd sytuacja nas do tego
zmusiła, więc postanowiliśmy zaryzykować i zamieszkać. Nasze pierwsze
spotkania w łóżku były całkiem udane (w styczniu). Bez fajerwerków, ale ok. Z
czasem zaczęło być coraz gorzej. Od półtora miesiąca zdarza się, że podczas
stosunku on traci wzwód. Pytałam kilka razy, próbowaliśmy rozmawiać. Najpierw
poprosił o trochę czasu. Później, przycisnięty do muru, powiedział, że są we
mnie rzeczy, które mu nie odpowiadają: że za rzadko to ja wychodzę z
inicjatywą, jeśli chodzi o seks, że zamykam się. Zabolało, ale próbowałam coś
z tym zrobić: to ja zaczęłam inicjować seks, pozwoliłam sobie na odważniejsze
zachowania, starałam się otworzyć. Nic to nie dało. Wczoraj sytuacja znowu
się powtórzyła, tym razem pod prysznicem i nie wytrzymałam. On twierdzi, że
chce się ze mną kochać, że nie jest tak, że go nie pociągam. Ale, że ma
wrażenie, że wszystko w łóżku robimy w poprzek, że zupełnie się nie czujemy,
że kochając się, nie jesteśmy jednym. Że on cały czas musi myśleć co robić, a
nie o to w tym chodzi przecież. Zupełnie nie wiem co o tym myśleć. Za każdym
razem, gdy pytałam go o przyczynę tego wszystkiego, podawał różne wersje, ale
mam wrażenie, że sam szuka odpowiedzi. Dodam, że poza łóżkiem, w życiu, jest
nam naprawdę dobrze, często myślimy dokładnie to samo, zaczynamy zdania tymi
samymy słowami, rozumiemy się, choć sytuacja w jakiej jesteśmy nie jest
najłatwiejsza (jestem w trakcie rozwodu i sama nie mogę się pozbierać
emocjonalnie, a do tego jeszcze te problemy z seksem). Musiałam to z siebie
wyrzucić. Mam nadzieję, że to dobre miejsce.... Napiszcie proszę, co o tym
myślicie.