Dodaj do ulubionych

moja historia?

17.04.07, 22:03
Witam wszystkich serdecznie
Czytuje Was od czasu do czasu, ale nigdy sie nie odzywalem. Temat forum
jednak niestety mnie dotyczy. Boje sie tylko ze wyjdzie dlugo i nikt nie
dotrwa do konca ;)
Ja, lat 30 i moja zimna zona :/
Jak myslicie, ile mozna wytrzymac bez seksu? Piszecie ze miesiac, dwa, a moze
i piec? A co powiecie na dwa lata. Dwa lata! mniej wiecej, bo nie chce mi sie
dokladnie teraz liczyc.
Oczywiscie na poczatku bylo wszystki suuuper, bylismy dorosli, oboje po
jakichs zwiazkach, wiedzielismy co i jak smakuje. Mieszkalismy razem w
wynajetym mieszkaniu... no raj. Po roku wzielismy slub, wszystko extra.
kupilismy mieszkanie i zaczelismy zyc jak kazda przecietna para w tym
pieprzonym kraju. Praca, splata kredytu, wakacje bla bla bla. Mielismy takie
szczescie ze szybko po slubie Ona zaszla w ciaze. Gadka byla taka, ze
odstawia tabletki, a po nich to roznie bywa, ludzie dlugo sie staraja, no my
dziecko chcemy, to po co czekac az nam stuknie czterdziestka. A tu trzy
miesiace i bingo! Miod plynie dalej szeroki strumieniem, niczego nam nie
brakuje, kasy jakos starcza do pierwszego, prace mamy, bedzie dzidzia, ech...
Juz na poczatku ciazy Onej troche chcialo sie mniej czulosci. No dobra, mysle
sobie, normalnie jest, kazda kobieta reaguje inaczej. Jeszcze na poczatku
udalo mi sie cos tam zawalczyc i na tym koniec. Wyc mi sie chcialo, bo dla
mnie w ciazy wygladala nieziemsko pociagajaco. Wiadomo, pare kilo przybylo,
tyleczek i piersi urosly, ale to bylo extra bo Ona jest szczupla wiec zaczela
wygladac naprawde sexy. Ale szlaban na calego. Wymowek nawet nie bede
przytaczal, wszyscy je tu znacie ;( Czas mijal, a sexu zero. Zero czulosci,
zero bliskoci, nic. Brat i siostra w lozku.
Nie przedluzajac, dziecko ma juz 1,5 roku, jest slodkie, kochane i wszystkim
dla mnie na tym swiecie, ale ja chce sexu!!!
Stalem sie nerwowy i drazliwy. Ile mozna wytrzymac? No ile? Oczywiscie, byly
prosby, skomlenia, tlumaczenia. Byly potem i klotnie i awantury. Przeciez ja
nie slubowalem zycia w celibacie, ludzie! Ile normalny 30 latek wytzyma?
Oczywiscie wymowek bylo tysiace, oddalalismy sie na dobre z dnia na dzien.
Najbardziej boli mnie to, ze ona jest osoba inteligentna i musi rozumiec ze
ludziem maja potrzeby. A odpowiedzi "przestan, to nie najwazniejsze" jeszcze
bardziej czlowieka wbija w podloge. Nic juz nas nie laczy, poza domem,
dzieckiem itp.
Prosilem, blagalem, grozilem. ooo byly klotnie i awantury a jakze, w koncu
gdzies te napiecia musza miec ujscie. Tlumaczylem, prosilem, pojdzmy do
specjalisty. Nic, gowno ja to obchodzi. Kompletnie sie zaniedbala, stala sie
oschla i obojetna. Zrobila tak, ze dziecko spi z nami w lozku, po prostu
porazka na calej linii. Nie chce Was tak zanudzac, ale w koncu pomyslalem ze
sobie popisze a co mi tam ;) Teraz to juz nawet awantur nie ma, zadnej ze
stron sie chyba nie chce ;) CZasem wymienimy "uprzejmosci; i tyle.

Wiecie jak sie czuje po tych 2 latach? Jak w metrze czy autobusie widze
piekna kobiete to lapie sie na tym ze gapie sie jak jakich napalony
nastolatek. Uwierzcie mi, jak stoje obok takiej w tloku i czuje ten zapach,
to normalnie zaraz nie wytrzymam i pocaluje ja w szyje. Przeczytacie o tym w
gaziecie, to bede ja. Zachowuje sie jak kretyn i slinie sie na widok kobiet.
Do tego mam syndrom jakiejs starej baby po menopauzie i draznia mnie w tv
sceny jak ludzie sie kochaja... Jak w gazetach ktore ona kupuje czytam te
bzdety ze kobiety w ciazy to demony seksu... pfff. Ze dojzala kobieta to
dopiero jest to, wie czego w lozku chce, uuuu. Wszystko mnie to wnerwia, bo
ja wiem ze obok takie zycie jest. To nienormalne, ja juz nie pamietam jak to
jest!!! A dla niej nie ma problemu. Ludzie, ile ja bym dal, zeby poczuc to
jeszcze raz. Przeciez nie pojade na tirowki, nie jestem kretynem. Ile tak
mozna wytrzymac, przyzwyczaje sie? A na dodatek przychodzi najgorszy okres w
roku, kobiety odslaniaja coraz wiecej, a ty cierp. Zeby bylo jasne, nie o sam
seks chodzi. Ja chce czuc kobiete, jej zapach, dotyk, cieplo. Sprawiac jej
przyjemnosc, wiedziec ze jestem choc troche wazny. Czemu tak wszytko sie
pojebalo? Ja wiem ze bez winy nie jestem. OK, te klotnie mogly ja bolec, ale
tlumaczylem o co chodzi. Nawet teraz Ona uwaza ze ja jestem debilem i "o co
mi chodzi' Wiecie co, zaczyna mi chyba odbijac i mysle ze chodzilo tylko o
dziecko, No bo jak tylko zaszla w ciaze, zwrot o 180 stopni.
Mialem kiedys watpliwa przyjemnosc poznac jej bylego. On mial wielki zal i
tak na poczatku warczelismy na siebie, ale jak cisnienie opadlo, zaczelismy
gadac. I wiecie co gosc powiedzial? (nie wiedzac nic o mojej obecnej
sytuacji) Ze po jakims czasie Ona zaczela byc oschla i jakas zimna, nic jej
sie nie chcialo, tylko by spala, byla wiecznie ospala, i ze on juz nie
wyrabial i sie o to klocili a ona nie widziala w tym problemu. Zajebiscie co?

Ja postanowilem ze sie tak nie stocze. Wbrew temu co jest, staram sie dbac o
siebie. Wiem ze najgorszy nie jestem, oczywiscie nie jestem jakims amantem,
ale z kobietami zawsze mialem dobre stosunki, lubily mnie i "scian nie
podpieralem" Nie chce rozbijac rodziny, tracic dziecka, ktore bardzo kocham.
Mamy dom i wszystko co nam potrzeba, z zewnatrz wyglada wszystko na OK. Ja
chce jakos to naprawic, ale wale ciagle w mur obojetnosci. Co mam robic?
Oczywiscie przeczytam glupie rady rzuc ja i znajdz inna, ale ja nie chce
rozwalac rodziny. Ja po prostu wyje bo tak bardzo chcialbym byc blisko
kobiety. Co, kochanke mam sobie znalezc? raz zrobic skoczek na boczek? Ba,
myslalem juz o tym, jeszcze troche czasu to pewnie mi tak odbije. Smutne to.
Jest mi zle. Wiem ze i we mnie duzo winy, nie chce tutaj robic z siebie
pokrzywdzonego. Ale nawet jesli kiedys Ją obrazilem, no to przeciez czy kara
to 2 lata bez zadnego dotyku? W tym jest jakis glebszy sens.
Pewnie niektorzy z Was mnie rozumieja, inni sie smieja, no trudno. W koncu
sie odwazylem i napisalem.
Przepraszam ze tak pisze chaotycznie, przepraszam za ewentualne bledy.
Pozdrawiam wszyskich, szczegolnie tych, ktorzy tak bardzo jak ja chcieliby
poczuc bliskosc dlugiej osoby i jeszcze poczuc ta magie.

ps. sorry za kretynski login ;) wszystko jest zajete to bylo wolne ;D takie
troche kobiece, ale...
Obserwuj wątek
    • eeela Re: moja historia? 17.04.07, 22:29
      Te historie, tak podobne do siebie, budza czasem moj powazny niepokoj.
      Bardzo chce miec dziecko. Ale tez strasznie nie chcialabym stracic radosci z
      bliskosci i seksu. Czy taka nagla ozieblosc jest spowodowana hormonami? Czy da
      sie to jakos regulowac, zeby tak nie bylo?
      • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 22:43
        Nie, nie uwazam ze to sprawa hormonow. Czego? dokladnie nie wiem. Wiele osob ma
        dzieci i dalej czerpie radosc z seksu. Inni nie maja dzieci a przestaja sie
        kochac. Na podstawie cudzych historii nie planuj swojej. A co do dziecka, to
        cudowna sprawa, po to w koncu zyjemy, i po to jest seks ;)
        Powodzenia zycze!
        • breakloose Re: moja historia? 17.04.07, 22:49
          mam podobny stan ducha :(- tylko ze z drugiej strony. Podziwiam, wspieram i
          życzę żeby sie odmieniło.
          • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 22:56
            Podziwiam to tutaj najmniej pasuje :/
            A tak przy okazji, kiedys smieszylo mnie okreslenie w stylu "spuszczony ze
            smyczy" ze niby faceci, glownie zonaci, bez zony obok zachowuja sie jak
            napalone malolaty. Ech, zawsze sobie myslalem ze to zalosne, takie bez sensu.
            Ju mnie nie smieszy.
            Jak ktos kiedys zalozy jakies biuro kojarzace ludzi ktorym brak bliskosci,
            zarobi kokosy.

            pozdrawiam
            • breakloose Re: moja historia? 17.04.07, 23:05
              mnie też już nie śmieszy "syndrom szczeniaka" (co sie łasi do wszystkich):(. I
              tak .. o . Podobno na początek trzeba wierzyć że coś sie zmieni, walczyć o to.
              Tylko ze jakoś też przestało to do mnie trafiać. Bo niby jak to zrobić.
              Poczekajmy na rady może kogoś komu sie udało :). Pozdrawiam
              • kwiatpolny Re: moja historia? 17.04.07, 23:16
                Pewnie otrzymasz kilka madrych odpowiedzi od bardziej doswiadczonych
                forumowiczów , ale pierwsze co mi przyszlo na myśl to czy ona jest o Ciebie
                zazdrosna?Bo wygląda to tak jakby ona myślała,że ma co chciała i zakończyła swój
                taniec godowy.Wypowiedź byłego chłopaka też jest niepokojąca,niby każdy w
                związku ma okresy kiedy mniej sie stara,czy też jest w gorszej formie...ale
                chyba nie do tego stopnia.
                • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 23:27
                  Nie. Mysle ze nie jest zazdrosna ani troche. Troche sobie strzela samobuja, bo
                  jak pisalem, nigdy nie mialem specjalnych problemow z kobietami. Tez po wielu
                  miesiacach przemysliwan doszedlem do wniosku ze chodzilo o dziecko, czyli misja
                  skonczona. Wypowiedz bylego troche splycilem. Przerazilo mnie to, ze facet jak
                  juz przstal palac checia zabicia mnie i zaczal ze mna gadac, po prostu
                  opowiedzial mi historie gdzie zamiast mnie wstawil siebie, od tego momentu w
                  zasadzie wszystko stalo sie dla mnie jasne.
                  ja wiem ze beda rady zebym ja olal, i ze jestem frajer. Wiem ze niektorym latwo
                  oceniac, a prawda nie jest taka prosta. Ale jakos przezyje takie oceny
                  W zasadzie chcialem podzielic sie swoja historia bo czytam wasze ;)
                  • trusia29 a może jednak hormony? 19.04.07, 21:48
                    widzisz, trudno mi uwierzyć że jakakolwiek kobieta udawałaby kilka lat ponetna
                    kochanke a potem tak nagle oziebla bez powodu. Tak może wygladać z twojego
                    punktu widzenia, ale żona powinna zrobic badania poziomu testosteronu (jego
                    brak powodyje oziębłość, takze u kobiet) i prolaktyny (z kolei jej nadmiar jest
                    przyczynz impotencji). I wiem co mówie, bo mialam problem z prolaktyną, w
                    podobny sposób jak piszesz zaczęło sie sypać moje pierwsze malżeństwo...
              • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 23:20
                W moim przypadku nie wierze ze cos sie zmieni. Zrozumialem ze mojej zonie nie
                jestem potrzebny do niczego poza przynoszeniem kasy. Prosze mnie zle nie
                zrozumiec. To nie jest zadna szowinistyczna uwaga. Widze ze jej jest dobrze jak
                jest teraz. Kazda gadka o seksie wywolywala awanture. Jesli po prostu jestem i
                sie o nic nie czepiam (w kazdym temacie, nawet najbardziej blachym) to jest OK.
                I zyjemy sobie "normalnie". Jak podskakuje, to trzeba mi przypomniec co o tym
                mysli i tyle. I tak jak pisalem, ja nie chce zeby to wygladalo ze ja jestem
                niewinny. Ja po prostu nie godze sie ze jej pasuje takie takie gowniane zycie.
                Ale nie jestem na szczescie frajerem. Nie oleje siebie, nie zaniedbam sie.
                Kocham moje dziecko, bede realizowal sie na innych polach. Moze kiedys mi sie
                poszczesci?
                Jak pisalem, juz nawet awanturowac mi sie nie chce. Wszyscy sie tylko denerwuja
                a to przeciez nic nie wnosi. Ma co chce, podoba sie jej OK. Ja mam prace, ktora
                na szczescie lubie, jako takie perspektywy, w wolnym czasie mam swoje hobby,
                jezdze na rowerze i plywam, troche dla kondycji, troche dla psychiki (sport
                rozladowuje stres)
                Tylko tak bardzo chcialbym jeszcze czuc bliskosc kobiety. Kobiety ktorej na
                mnie zalezy, nie platnej panienki. Moze sie uda.

                Pozdrawiam!
                • eeela Re: moja historia? 17.04.07, 23:30
                  Sadzisz, ze jej bliskosc juz w ogole nie jest potrzebna? Bo mnie trudno w to
                  uwierzyc.
                  • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 23:43
                    Wiem ze to glupie, ale tak, tak mysle. Albo inaczej. MOJA bliskosc nie jest jej
                    juz potrzebna. Ale z tego jak sie zachowuje wnosze ze zadna bliskosc. Wiem ze
                    brzmi to kretynsko. wiesz co, chciala psa. Bardzo bardzo chcial pieska,
                    slodziutkiego kochanego pieseczka. Na pewno chcesz? tak. I wiesz ile to
                    wyrzeczen i obowiazkow? Oczywiscie, chce pieseczka. To ja glupi pozyczonym
                    samochodem jechalem 300 km w jedna strone po pieseczka. Och, jaka to byla
                    milosc na poczatku, luuudzie. Mozna by krecic w domu telenowele. Obecnie pies
                    dla niej nie istnieje. Nie wychodzi z nim wcalem, zero spacerow, nie karmi.
                    Pies rasy wymagajacej. Jak wstaje, karmie go, wychodze na spacerek. W wolnych
                    chwilach dlugie spacery, aportowanie pileczek i patyczkow. Kapiele ktore pies
                    kocha itd. Tylko ja kupuje karme dla psa itd itp. Jak kilka razy powiedzialem
                    ze olewa psa, nie wychodzi z nim i ze jej sie po prostu znudzil, uslyszalem "co
                    ja pieprze"
                    Efekt jest taki, ze JA mam najwspanialszego najukochanszego psa pod sloncem,
                    jakiego zawsze chcialem miec, wiernego i cudownego. Slucha mnie, chodzi ze mna
                    bez smyczy. ONA ma psa z ktorym wychodzi na minute na siku i ktory ja ciagnie
                    na smyczy.
                    Rozumiesz co mam na mysli?

                    Pozdrawiam!
                    • eeela Re: moja historia? 17.04.07, 23:50
                      No jesli to prawda, to historyjka z psem obrazuje, ze wziales sobie wieczne
                      dziecko, niedojrzale emocjonalnie. Mam nadzieje, ze instynkt macierzynski nie
                      pozwoli, aby i dziecko spotkal podobny los.
                      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 00:04
                        Akurat dzieko nie podzielilo losu psa i jest oczkiem w glowie. Akurat zlego
                        slowa nigdy nie powiem na temat jak wychowuje dziecko, Kocha je, i jest dla
                        niej bardzo wazne. Naprawde jest troskliwa matka i dla dziecka robi wszystko co
                        dobre.
                        A z psem chcialem pokazac jak zapala sie do roznych spraw i jak pozniej jej to
                        wychodzi. Nie jest to dla mnie akurat strasznie meczace, bo mam naprawde
                        najwspanialszego psa pod sloncem, ale inny czlowiek na moim miejscu juz by go
                        oddal do schroniska pewnie :/
                        Inna rzecz: Ja jezdze na rowerze, Nie jak jakis hardkorowy maniak, ale jak mam
                        czas to lubie bardzo. Bede z toba jezdzila. Na pewno? tak tak. No to jadziem do
                        sklepu, kupujemy fajny rower. Rower stoi i zbiera kurz. Zrobila moze z 50 km
                        wszystkiego ;) ja przez ten czas co najmniej 2000 km
                        • avide Re: moja historia? 20.04.07, 12:19
                          bocznica napisał:

                          > Akurat dzieko nie podzielilo losu psa i jest oczkiem w glowie. Akurat zlego
                          > slowa nigdy nie powiem na temat jak wychowuje dziecko, Kocha je, i jest dla
                          > niej bardzo wazne. Naprawde jest troskliwa matka i dla dziecka robi wszystko co
                          > dobre.

                          A mi to co piszesz wygląda na totalną nadopiekuńczość. Żona jest cienka,
                          kochanką nie jest wcale a w dodatku podejrzewam że jak tak dalej pójdzie i matką
                          okaże się beznadziejną. Czyli totalna porażka. To że jest troskliwa, opiekuje
                          sie chucha, dmucha na nie itp nie świadczy o tym, że jest dobra matką. Dziecku
                          czasami trzeba dać się "sparzyć". Żeby poznało co jest dobre a co złe. Taka
                          osoba, która całe życie była pod parasolem mamuśki, żyła pod kloszem to koszmar.
                          Jest w pewnym sensie upośledzona. Upośledzona miłością matczyną i nie odcięta
                          pępowiną. Wiem, że poszedłem teraz mocno w przód jeśli chodzi o bieg wydarzeń
                          ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że osoba która ma kompletnie w dupie potrzeby
                          drugiego człowieka z których "chciała" dzielić życie, krótko mówiąc EGOISTKA!!
                          będzie chciała słuchać co dobre dla jej dziecka. Tak,... JEJ dziecka, bo to
                          będzie jej ambicja. Nie będzie ważne co dobre dla dziecka obiektywnie tylko co
                          ona z jej subiektywnego punktu widzenia uważa za słuszne. Już współczuje
                          dzieciakowi.
                          Znałem kilka takich właśnie osób. W szkole średniej dopóki były pod kloszem
                          jeszcze jakoś ciągnęły i realizowały marzenia matki. Ale wystarczyło pójście na
                          studia, zmiana miasta, odcięcie się od pępowiny i gubiły się bo nie umiały żyć,
                          funkcjonować w społeczeństwie. Koszmar.
                          Dobra, narazie to tyle .... :)) lecę czytać dalej bo póki co dotarłem jedynie do
                          postu powyżej :)).
                        • martawolpia Re: moja historia? 09.03.09, 21:48
                          Jezeli pozwala Waszemu dziecku spac w Waszym luzku- to nie jest
                          dobra matka.
                • fasolka3 Re: moja historia? 17.04.07, 23:40
                  A co twoja zona robi, pracuje? Zajmuje sie tylko dzieckiem? Dobrze wyglada?
                  Moze ma kompleksy, bo siedzi w domu ma poczucie, ze skretyniala, zbrzydla,
                  utyla, ma rozstepy.

                  A ty sie masz swietnie, jestes w swiecie, masz hobby, dobrze wygladasz, w ciazy
                  nie przytyles, piersi cie nie bola, kregoslup cie nie boli, dziecko jest swietne
                  i slodkie, bo je widzisz 3 godziny na dobe, twoja zona byc moze 24 i moze ma go
                  powoli dosyc, calego swojego zycia i Ciebie na dokladke.

                  Moze porod byl bolesny i na mysl o kolejnej ciazy twoja zona wpada w panike.
                  Moze karmi piersia, karmienie pieria zaspakaja seksualnie
                  Moze powinniscie sie postarac o opiekunke na wieczor i isc do kina, na spacer.

                  Cholera wie...

                  Zapytaj jej czy jest szczesliwa, z tym, jak teraz jest. Moze ci wtedy powie,
                  czego jej brakuje.

                  Z tego co zauwazylam, faceci czesto nie zdaja sobie sprawy z uczuc innych.
                  Moj maz nigdy nie wie, dlaczego nasze dzieci sa np. smutne, ba on nawet czesto
                  tego nie widzi! A ja widze, i umiejetnie z nich wyciagam.

                  Moze ona po prostu nie jest szczesliwa...
                  • eeela Re: moja historia? 17.04.07, 23:49
                    > Moze ma kompleksy, bo siedzi w domu ma poczucie, ze skretyniala, zbrzydla,
                    > utyla, ma rozstepy.
                    >
                    > A ty sie masz swietnie, jestes w swiecie, masz hobby, dobrze wygladasz, w ciazy
                    > nie przytyles, piersi cie nie bola, kregoslup cie nie boli, dziecko jest swietn
                    > e
                    > i slodkie, bo je widzisz 3 godziny na dobe, twoja zona byc moze 24 i moze ma go
                    > powoli dosyc, calego swojego zycia i Ciebie na dokladke.
                    >

                    Szczescie kazdy nosi przede wszystkim w sobie. Szczescie i umiejetnosc cieszenia
                    sie zyciem.
                    Co on moze poradzic na to wszystko? Zaciagnie ja za kudly do pracy? Wynajdzie
                    jej hobby? Wyreczy ja w odchudzaniu? Nie! Jedyne, jak mozna w takich sytuacjach
                    pomoc partnerowi, to wspierac na duchu swoja obecnoscia, zainteresowaniem,
                    checia pomocy, jesli zostanie zgloszona potrzeba, bliskoscia wlasnie, ktorej ona
                    nie chce i od ktorej sie wykreca.
                  • bocznica Re: moja historia? 17.04.07, 23:54
                    Fasolko, juz Ci odpowiadam:
                    ONA pracuje, ma jej zdaniem ciekawa prace, robi to co lubi, Moze sama firma nie
                    jest szczytem jej marzen, ale lubi prace i jest ona zgodna z jej
                    wyksztalceniem. Krotko mowiac robi to co chciala.
                    W domu wiec nie siedzi ( w ciagu dnia z dzieckiem jest babcia) nie zbrzydla, po
                    ciazy wrocila bardzo szybko do swojej figury, jest szczupla. Rozstepow tez nie
                    ma.
                    Porod byl pewnie bolesny, jak dla kazdej kobiety. Bardzo mi przykro, jako facet
                    moge jedynie domyslac sie ze to bol dla kobiety, ale nic od normy nie
                    odbiegalo. Ja przy porodzie bylem.
                    Piersia juz dawno nie karmi.
                    Co do wieczornych wyjsc. Nie chce na nia zwalac ciagle winy, ale jej sie
                    wiecznie nie chce. Nejlepiej to isc spac o 20 i tyle.
                    Szczesliwa to pewnie nie jest, tak jak i ja, ale wiele tez nie robi zeby miedzy
                    nami poprawic
                    Jest do tego stopnia "sprawiedliwa" ze kladziemy wieczorem dziecko na zmiane.
                    Raz ja, raz ona. Wiadomo, male dziecko wymaga wieczorem sporo zajecia. Nie chce
                    robic z siebie super taty, ale naprawde z dzieckiem daje sobie rade, wsystko
                    potrafie zrobic, nie jestem typem goscia co to siedzi przed tv a zona wychowuje
                    placzace bachory ;) W zasadzie wszystkie czynnosci domowe wykonujemy po polowie.
                    nie wiem czy ta odpowiedz cos wniosla, ale mam nadzieje ze choc troche tak.
                    Przyczyna RACZEJ nie lezy w tym, ze Ona charuje przy dziecku a ja pase sie na
                    kanapie i ogladam seriale.

                    pozdrawiam
                    • fasolka3 Re: moja historia? 18.04.07, 00:17
                      Ojej, to faktycznie kiepsko...
                      Wiesz, mysle, ze powinienes jej szczerze powiedziec, jak bardzo zdesperowany i
                      nieszczesliwy jestes. Oczywiscie bez krzykow, moze napisz jej list...
                      Jedyne co mi przychodzi do glowy, to fakt, ze ty tak mocno chcesz bliskosci, ze
                      ja, jezeli nie ma ochoty na seks, to odstrasza. Pewnie ona unika twojej
                      bliskosci, bo sie boi, ze kazde zblizenie, pocalunek, wziecie w ramiona skonczy
                      sie w lozku.

                      Nie potrafie uwierzyc w istnienie czlowieka, ktory nie chce bliskosci drugiego
                      czlowieka.

                      My tez jestesmy para niedobrana temparamentami (ale w druga strone), ale po
                      latach walki i tysiacu kompromisach jakos sie dogadujemy. A najlepiej podzialalo
                      na nas rozstanie. Dopiero wtedy dotarlo do nas jak bardzo siebie potrzebujemy.
                      Kretynskie nie?

                      FFF
                      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 00:24
                        > Wiesz, mysle, ze powinienes jej szczerze powiedziec, jak bardzo zdesperowany i
                        > nieszczesliwy jestes. Oczywiscie bez krzykow, moze napisz jej list...

                        bylo juz i na spokojnie, byly tez i awantury prawdziwe, nie pomaga ;) teraz
                        jest juz etap "lepiej o tym nie gadac"

                        > Nie potrafie uwierzyc w istnienie czlowieka, ktory nie chce bliskosci drugiego
                        > czlowieka.

                        Ja tez nie potrafie, dlatego ciagle mnie to gryzie i m.in. tutaj pisze.

                        pozdrawiam!
                    • ma-lwina Re: moja historia? 08.03.08, 00:11
                      Skoro ona nie chce uczynić Cię szczęśliwym, to albo wcale Cię nie kocha, albo
                      może ma depresję, czy coś... Albo choroba psychiczna albo nie kocha. Innej opcji
                      nie ma.
                  • kwiatpolny Re: moja historia? 17.04.07, 23:57
                    Cóż...z doświadczenia powiem,że rozmowy o sexie czy tez awantury niczego u mnie
                    dobrego nie wniosły.Mówię to z pozycji tej która ma mniejszy temperament.Czułam
                    tylko presję.Zawsze mężowi za to powtarzam, "Ty mi nie mów że chcesz sexu,Ty
                    zrób tak żeby i mi się chciało";)
                    A wracając do tej zazdrości, bo mnie to zaniepokoiło.Każda partnerka jest
                    troszkę zazdrosna.Ja mimo swojej wielkiej tolerancji też mam czasem lekkie
                    igiełki,tym bardziej,że mąż dba o siebie jest przystojny i dowcipny.Kobiety do
                    niego lgną co mnie czasem przebudza z mojego letargu;)Może jakieś Twoje
                    działania w tym kierunku przyniosłyby efekt?Nie mam na myśli umawiania się z
                    kimś bo to mogłoby doprowadzić do awantury,ale np opowiadanie o jakiejś nowej
                    stażystce z pracy itp.Jeśli to głupi pomysł to mnie poprawcie:)))
                    • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 00:11
                      Dobra, OK, moze i troche jest zazdrosna, ja na pewno tego nie widze. Zasadniczo
                      obstaje ze nie jest ;)
                      czytalem juz kiedys takie rady i nawet sobie myslalem ze moze i tak zrobie, ze
                      pogadam o kolezankach fajnych z pracy, o kims nowym itp. Ale kurde, ja naprawde
                      nie chce jej ranic ani wymyslac bzdurnych historii. Wyroslem z takich podchodow
                      chyba :/ Zreszta, czy mi byloby milo sluchac ze fajnego kolege w pracy z
                      ktorym "rozumie sie bez slow"? chyba nie.
                      Jedyne czego mi brak, to bliskosci kobiety, jej ciepla, zapachu i czulosci. I
                      tego wszystko co moge dac jej ja i co moge wziac od niej. Naprawde kiedys
                      strzeli mi do glowy glupi pomysl, a tego nie chce bardzo. Wytrzymajcie po takim
                      okresie postu bliskosc pieknej kobiety. Ile mozna?
                      pozdrawiam
                      • kwiatpolny Re: moja historia? 18.04.07, 00:18
                        Pisząc to miałam na uwadze swoje doświadczenia.Mi coś takiego uświadamia,że nie
                        mam męża że tak powiem na własność...on zresztą dobrze wie dlaczego mi to
                        mówi.I nie chodzi o wymyslanie bzdurnych historii.Możesz przeciez powiedzieć
                        prawdę, o tym jak ktoś pieknie pachnie itp.Mnie by coś trafiło na miejscu:)
                        Myślę,że zanim Ci strzeli głupi pomysł warto spróbować mniejszego kalibru:)
                        pozdrawiam i dobranoc

                • adsa_21 Re: moja historia? 18.04.07, 09:30
                  po tym co napisales stwierdzam, ze Twoja zona Cie nie kocha.nie moze kochac
                  skoro Twoje potrzeby ignoruje i wysmiewa
                • emipress Re: moja historia? 26.04.07, 14:55
                  Witaj! Podczas czytania Twojego listu doszłam do wniosku, że to tak jakbym
                  czytała historię mojego przyjaciela i jego byłej żony. Objawy takie same ,
                  zachowanie itp. Piszesz "Zrozumialem ze mojej zonie nie jestem potrzebny do
                  niczego poza przynoszeniem kasy". Mój przyjaciel niestety tez został
                  sprowadzony tylko do takiej roli. sytuacja działa sie kilkanaście lat temu i
                  kiedy jeszcze miał swój biznes i dobrze mu się powodziło - nie szczęził kasy
                  ani na dzieci, ani na żone , ani na dom. Niestety i jego dotknęlo bezrobocie -
                  a żonka ciagle oczekwiała tylko pieniędzy - dzieci wtedy juz były większe więc
                  mamusia im mówiła, że tatus ma pieniążki tylko nie chce dawać. Że woli wydawac
                  na siebie - a on naprawdę nie miał. Jeśli chodzi o seks - to do urodzenia
                  pierwszego dziecka wszystko było ok. W trakcie ciąży - zero, po dziecku także
                  prawie zero. Na nic próśby, przekonywania, błagania .Dopiero po prawie 3
                  latach - jakiś przypadkowy seks (a może z jej strony przemyślany - bo chyba
                  chciała mieć jeszcze jedno dziecko) no i efekt osiagniety - drugie dziecko. Po
                  drugim dziecku - zero seksu kompletnie. facet sprowadzony tylko do roli banku.
                  Niby jego żona to inteligenta kobieta, wykształcona - ale robiła wszystko żeby
                  faceta odsunąc jak najdalej- żeby nim rządzić, żeby było zawsze tak, jak ona
                  chce. Mój Przyjaciel - przez kilka ładnych lat - walczył, o żone, dzieci -
                  rodzinę. Niesttey żona traktowała go tylko jak bank i jak coś było trzeba
                  zrobic, pojechac, załatwic - oczywiście nigdy żadnego dziękuję, ani nic w tym
                  rodzaju. Czas płynął a u nich sie ni polepaszało - wręcz przeciwnie . Ni edośc
                  tego, jak pisałam mój przyjaciel pzrez długi czas nie miał pracy - a zónka
                  oczekiwała dalej zycia na takim samym poziomie - jako argumnetów uzywając
                  dzieci - że biedne, że to że tamto (tak na marginesie dzieciom nic nie
                  brakowało, dobre ciuchy, dodatkowe lekcje, korepetycje)- więc mój Przyjaciel
                  zapozyczał się gdzi esię tylko dało - żeby sprostać wymaganiom, żebey dziecom
                  niczego nie brakowąło (efekty tych działań odczuwa do dziś (długi były spore)-
                  mimo, ze obecnie ma dobra pracę - ). A ona nic - ciągle tylko było, źle, i żle -
                  o seksie mógł zupełnie zapomnieć. I po kilku latach nie wytrzymał - najpierw
                  jeden skok, w bok potem drugi - pewnie powinien wziąc rozwód- ale bardzo kochał
                  dzieci i jak mówi - wiedział że gdyby odeszedł ona by mu nie pozowliła dzieci
                  odwiedzac, nastawiła by je przeciwko niemu (a wiadomo, ze ojcowie w tym kraju
                  maja małe prawa). No i tak tkwił w tym wszystkim - samotny, opuszczony ,
                  niezrozumiały ponad 20 lat. dziś jest w nowym związku, chyba jest szczęśliwy -
                  chociaż nie jest lekko. Ma sporo problemów, także finansowych 0- bo była żona
                  przeciaga podział majątku. Mój Przyjaciel teraz żaluje, że nie zakończyl tej
                  całej farsy wcześniej - bo jak twierdzi zmarnował te 20 lat - na ciągłych
                  kłotniach, i stresie. jedynymi promykami w jego histori sa dwie córki - któe
                  niestety - odziedziczyły po mamusi podejscie do facetów (nad czym mój partner
                  bardzo ubolewa )

                  Na pewno nie jest Ci łatwo - trudno Ci poradzić cos mądrego - chcesz walczyc o
                  rodzine - może w Twoim przypadku osiągniesz cel . Może Twoja żona zrozumie, że
                  nie powinna tak postępować. Spróbuj dac wam jeszcze jedną szansę - może uda Ci
                  się ja skłonnić do szczerej rozmowy, takiej od serca . A może po prostu zapytaj
                  ją czy ona Cię jeszcze kocha. Bo chyba miłość jest
                  najważniejsza....Powodzenia:)))
      • glamourous Re: moja historia? 18.04.07, 13:37
        eeela, dokladnie. Przerazaja mnie te wsyztskie historie zwiazkow w ktorych
        sielanka, seks, pozadanie i bliskosc skoczyly sie wraz z pojawieniem sie
        dziecka. I choc jestem w fazie reprodukcyjnej (kilka miesiecy po slubie,
        kochajacy maz i zblizajaca sie "magiczna" trzydziestka) decyzje o zajsciu w
        ciaze odkladam i odkladam. Boje sie ze albo maz straci do mnie pozadanie, albo
        mi cos odwali :-/ Z tego co tu widze na forum to naprawde jest jak rosyjska
        ruletka - tak na oko tylko jakies 50% par wychodzi z testu ciaza-porod-dziecko
        bez wiekszego szwanku.

        Zastanawim sie caly czas jak bedzie w naszym przypadku i choc zegar biologiczny
        tyka, autentycznie boje sie zajsc w ciaze.
        • your_and Re: moja historia? 18.04.07, 13:44
          glamourous napisała:
          > ciaze odkladam i odkladam. Boje sie ze albo maz straci do mnie pozadanie, albo
          > mi cos odwali :-/ Z tego co tu widze na forum to naprawde jest jak rosyjska
          > ruletka - tak na oko tylko jakies 50% par wychodzi z testu ciaza-porod-dziecko
          > bez wiekszego szwanku.

          Skąd to przekonanie że mężowi może odwalić? Siebie tak jesteś pewna? Przecież w
          wiekszości związków to kobieta przechodzi przemianę
          fizyczno/hormonalno/emocjonalną, a mężczyzna ja określają "nie dorósł" czyli
          nie potrafi sie do tej przemiany dopasować.
          • lava71 Re: moja historia? 18.04.07, 13:55
            brawo:)))) nie ma to jak dokładne czytanie i rozumienie:))))
            • wolfinka Re: moja historia? 19.04.07, 20:10
              Oj bocznica, odpowiedz masz we własnym nicku.Odstaw ją na boczny tor.Ten typ
              nie rokuje żadnych nadziei i po co się chłopie trudzisz,mordujesz i
              łudzisz.Postaw sprawę po męsku,rozwód,papa.Wcale mnie to nie zdwiwi jak nawet i
              to na nią nie podziała,bo ten typ tak ma.Zero uczuć,twardośc serca i baaardzo
              miękka dupa.I zapewniam Cie że i tak spadnie na cztery łapy jak kot.A cierpiał
              będziesz najbardziej Ty, bo jestes facet czuły,wrażliwy,cieły tylko nawet Twoje
              ciepło nie roztopi jej zimnego serca.Zmarzlina.
              A jak chcesz trwac w tym chorym związku, to przygotuj się na różne
              niespodzianki jakie może zafundować Ci własny organizm.Tylko,że tego Ci
              naprawdę nie życzę.Zyczę Ci odwagi i dużej siły psychicznej,której widzę już
              teraz Ci brakuje.Ratuj więc chłopie samego siebie, bo ona prędzej Cię dobije
              niz pomoże.
              • magnetic_storm Re: moja historia? 03.04.08, 15:13
                podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami
          • glamourous Re: moja historia? 18.04.07, 20:52
            your_and napisał:
            > Skąd to przekonanie że mężowi może odwalić? Siebie tak jesteś pewna?

            Hehe, You_and, sory za przytyk, ale chyba pomylily Ci sie zaimki ;-))))
            Napisalam przeciez wyraznie "mi" a nie "mu".

            > glamourous napisała:

            >Boje sie ze albo maz straci do mnie pozadanie,
            > albo
            > > mi cos odwali :-/

        • milaczek-k1 Re: moja historia? 18.04.07, 14:45
          glamourous napisała:> eeela, dokładnie. Przerażają mnie te wszystkie historie
          związków w których sielanka, seks, pożądanie i bliskość skończyły się wraz z
          pojawieniem się dziecka....<
          E chyba przesadzacie! To forum obejmuje około 300 piszących. Drugie, trzecie
          tyle czytających. Jaki to procent ogółu? Dlaczego uważacie, ze tysięczny ułamek
          procenta zdarzeń tu opisywanych przytrafi się właśnie Wam .A nawet gdyby ,to na
          podstawie Waszych wypowiedzi na tym forum wierzę, co ja mówię wiem ,że
          potrafiłybyście sobie z tym problemem poradzić.Pzdr.
          • your_and Re: moja historia? 18.04.07, 15:00
            milaczek-k1 napisał:
            > E chyba przesadzacie! To forum obejmuje około 300 piszących. Drugie, trzecie
            > tyle czytających. Jaki to procent ogółu? Dlaczego uważacie, ze tysięcznyułamek
            > procenta zdarzeń tu opisywanych przytrafi się właśnie Wam

            Polecam szersze naukowe ujęcie tematu jeśli uważasz że to dotyczy tysiecznego
            ułamka procenta zdarzeń:

            www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=&news_id=16683&layout=2&page=text

            • milaczek-k1 Re: moja historia? 18.04.07, 15:31
              your_and napisał:>
              > Polecam szersze naukowe ujęcie tematu jeśli uważasz że to dotyczy tysiecznego
              ułamka procenta zdarzeń:...< Przeczytałem. Dziękuję. Podtrzymuję zdanie o
              wyrywkowości.( dr Kuryś zbadała 50 par małżeńskich z dziećmi od 4 miesiąca do
              drugiego roku życia !!!! Aż 50? )
              Podtrzymuję. Naszym paniom w świetle ich wypowiedzi na forum nic złego w
              związku z macierzyństwem przydarzyć się nie może.:)))
              • avide Re: moja historia? 20.04.07, 13:04
                Milaczku zauważ ze wszelkie badania przeprowadzane są na losowej próbie
                kilkudziesięciu lub kilkuset osób (OBOP CEBOS - nie ważne) i mają onej jakieś
                odzwierciedlenie.
                Zatem biorąc przypadek ok 300 piszących są to pokaźne dane dające całkiem nieźle
                odzwierciedlanie ogółu.
                Sam się czasem zastanawiam jak obraz forum może sie mieć do całości społeczeństwa.
                Przecież pisze tutaj "ledwo" kilkaset osób albo i mniej. Jednak zobacz ile osób
                ma dostęp do internetu. Raptem kilka milionów naszych rodaków a jest na prawie
                40 milionów, później zawęź to do korzystających z portalu Gazeta.pl i teraz do
                odsetka tych co się udzielają. Wydaje mi sie że jednak jakieś odzwierciedlenie
                tematu jest. Może na ślepo bym nie patrzył tak do końca na to co tu piszą ale
                wnioski można sobie jakieś wysnuć.
                Powiem Ci, że po tym co tu przeczytam jak rozmawiam z ludźmi z poza forum :)) w
                realu oni mówią bardzo podobnie. I zarówno co do seksu i małżeństwa i dzieci.
                Widzisz wszyscy jesteśmy ludźmi i na swój sposób jesteśmy jednak podobni w
                zachowaniach w poszczególnych sytuacjach.
                Gdyby tak nie było nie powstała by nauka pod tytułem psychologia gdyż każdy
                człowiek jako odmieniec nie pozwoliłby na wysnucie chocby jednej teorii :)))
                Pozdrawiam.
          • glamourous Re: moja historia? 18.04.07, 20:44
            Drogi Milaczku. Znam osobiscie Z. L. Starowicza i dopoki nie wyprowadzilam sie z
            Warszawy zdarzalo nam sie czasem dyskutowac na temat, ze sie tak wyraze jego
            branzy ;-)) I to wlasnie ON przestrzegal mnie zebym raczej nie ciagnela meza na
            porodowke. Mowil mi ze od tysiecy lat porody byly babska domena i faceci byli
            instynktownie przez kobiety przeganiani kiedy sie "zaczynalo". No i to on mnie
            uczulil (moze nawet za bardzo) na fakt ze mozna dobrze trafic albo zle, bo okolo
            50 procent mezczyzn traci pozadanie do zony po urodzeniu dziecka. Czasami jest
            to czysta biologia, niektorzy mezczyzni podswiadomie odbieraja kobiete ktora
            urodzila im dziecko jako juz "wyeksploatowana biologicznie samiczke" i przestaja
            sie nia interesowac erotycznie. Czasami wchodzi w gre blokada spowodowana
            uczestnictwem w porodzie ( i to wcale nie chodzi o to ze facet jest mieczakiem
            czy boi sie krwi - po prostu widok porodu w wykonaniu zony wywoluje takie a nie
            inne zmiany w podswiadomosci i nic sie na to nie da poradzic, a pozadanie to
            niezwykle delikatna sfera. Czasami jest to slynny syndrom madonny i ladacznicy.
            Roznie bywa. Ale te 50% mowi samo za siebie. I potem pary lataja do seksuologa
            na terapie, a podswiadome blokady raz nabyte sa ciezkie do usuniecia.
            Do tego dochodza jescze kobiece zmiany hormonalne i rozne przeniesienia
            emocjonalne wystepujace (tez zazwyczaj podswiadomie) po porodzie. Czyli dochodzi
            kolejny jakis tam procent mozliwych poporodowych problemow
            Wiec dlatego mowie o rosyjskiej ruletce. Mozna miec szczescie i nic takiego sie
            nie wydarzy, zycie seksualne po porodzie bedzie nadal kwitlo, i mozna miec pecha
            - i zasilic rzesze par z problemami. A najgorsze jest to, ze na ogol nie
            jestesmy w stanie przewidziec czy i jakiego figla moze nam splatac nasza
            podswiadomosc...
            • milaczek-k1 Re: moja historia? 18.04.07, 22:05
              glamourous napisała:> Drogi Milaczku. Znam osobiscie Z. L. Starowicza.....<
              Nie mniej droga Glam .Tradycyjnie już,nie zgadzam się z Tobą.Chętnie bym moje
              zdanie udokumentował ,gdyby nie kłopoty z siecią.(pojawia się i znika i tak mam
              od 16) Może jutro będzie lepiej?Pzdr.Może zaskoczy?
              • glamourous Re: moja historia? 19.04.07, 11:05
                Czekam z niecierpliwoscia, jak tez, Milaczku, obalisz moje wieloletnie
                obserwacje znanych mi par, oraz kilkudziesiecioletnie gabinetowe doswiadczenie
                pana Z.L-S.
            • artemisia_gentileschi Re: moja historia? 07.05.07, 21:21
              Mojemu eksowi ochota na seks po wspolnym porodzie wcale nie przeszla, wrecz
              przeciwnie:)
              A facet przy porodzie bardzo sie przydaje, inaczej personel medyczny wyprawia z
              kobieta rozne dziwne rzeczy i nie ma nad tym kontroli.
            • blue_lena Re: moja historia? 08.03.08, 13:13
              glamourous napisała:

              > Drogi Milaczku. Znam osobiscie Z. L. Starowicza i dopoki nie
              wyprowadzilam sie
              > z
              > Warszawy zdarzalo nam sie czasem dyskutowac na temat, ze sie tak
              wyraze jego
              > branzy ;-)) I to wlasnie ON przestrzegal mnie zebym raczej nie
              ciagnela meza na
              > porodowke. Mowil mi ze od tysiecy lat porody byly babska domena i
              faceci byli
              > instynktownie przez kobiety przeganiani kiedy sie "zaczynalo". No
              i to on mnie
              > uczulil (moze nawet za bardzo) na fakt ze mozna dobrze trafic albo
              zle, bo okol
              > o
              > 50 procent mezczyzn traci pozadanie do zony po urodzeniu dziecka.
              Czasami jest
              > to czysta biologia, niektorzy mezczyzni podswiadomie odbieraja
              kobiete ktora
              > urodzila im dziecko jako juz "wyeksploatowana biologicznie
              samiczke" i przestaj
              > a
              > sie nia interesowac erotycznie. Czasami wchodzi w gre blokada
              spowodowana
              > uczestnictwem w porodzie ( i to wcale nie chodzi o to ze facet
              jest mieczakiem
              > czy boi sie krwi - po prostu widok porodu w wykonaniu zony
              wywoluje takie a nie
              > inne zmiany w podswiadomosci i nic sie na to nie da poradzic, a
              pozadanie to
              > niezwykle delikatna sfera. Czasami jest to slynny syndrom madonny
              i ladacznicy.
              > Roznie bywa. Ale te 50% mowi samo za siebie. I potem pary lataja
              do seksuologa
              > na terapie, a podswiadome blokady raz nabyte sa ciezkie do
              usuniecia.
              > Do tego dochodza jescze kobiece zmiany hormonalne i rozne
              przeniesienia
              > emocjonalne wystepujace (tez zazwyczaj podswiadomie) po porodzie.
              Czyli dochodz
              > i
              > kolejny jakis tam procent mozliwych poporodowych problemow
              > Wiec dlatego mowie o rosyjskiej ruletce. Mozna miec szczescie i
              nic takiego sie
              > nie wydarzy, zycie seksualne po porodzie bedzie nadal kwitlo, i
              mozna miec pech
              > a
              > - i zasilic rzesze par z problemami. A najgorsze jest to, ze na
              ogol nie
              > jestesmy w stanie przewidziec czy i jakiego figla moze nam splatac
              nasza
              > podswiadomosc...

              zgadzam się.
        • trzydziestoletnia Re: moja historia? 20.04.07, 12:27
          glamourous napisała:
          > (..)Przerazaja mnie te wsyztskie historie zwiazkow w ktorych
          > sielanka, seks, pozadanie i bliskosc skoczyly sie wraz z pojawieniem sie
          > dziecka. (...)

          Moj eM czyta takie historie od lat i zawsze byl to mocny argument przeciwko powiekszeniu rodziny... Dziecka nie ma, i dobrze tez nie jest.
          • eeela Re: moja historia? 04.03.09, 00:33

            > Moj eM czyta takie historie od lat i zawsze byl to mocny argument przeciwko pow
            > iekszeniu rodziny... Dziecka nie ma, i dobrze tez nie jest

            Moje zdanie na ten temat jest takie, że dziecko może spowodować posypanie się
            związku, ale brak dziecka spowoduje je niechybnie. Jesteśmy zaprojektowani przez
            naturę do łączenia się w pary w konkretnym celu (rozmnażania się). Jeśli tego
            celu brakuje, związek się wypala i przestaje mieć rację bytu. Niewielu jest
            ludzi, którzy potrafią przejść ponad te ograniczenia naszej natury.
            • songo3000 Re: moja historia? 04.03.09, 01:21
              Już chciałem zapałać słusznym gniewem i świętym oburzeniem ale ... pewnie w większości przypadków masz rację. Dla przypomnienia jestem z połowicą BzW i zawsze wiedziałem, że wybijam się z szarej masy ;)

              Przy okazji, są może jakieś zniżki przy rozliczeniu PIT-u dla takiej elity? Bo jak na razie to dzieciaci mnie tylko okradają z podatków...
              :DDDD

              PS. Ale żeś wątek odgrzebała, już myślałem, że Bocznica w końcu napisał o swojej nowej kochance, czy co ;)
        • avide Re: moja historia? 20.04.07, 12:51
          Ech dziewczyny ... życie.
          Pamiętam, po tym jak oswoiłem sie z dziećmi poprzez siostrzenice, którą
          początkowo musieli mi wciskać na ręce a dziś sam jak tylko mam okazję lecę się z
          nią bawić (kochane dziecko ;))), tak niesamowicie odezwały się w mnie instynkty
          ojcowskie, że latałem jak pies z wywalonym jęzorem za żoną.
          Na szczęćie/nieszczęcie (sam nie wiem) żona była i jest hamulcowym przeciwko
          macierzyństwu w naszym związku bo praca, kariera i jeszcze kilka innych
          bzdurnych powodów. No więc wstrzymaliśmy się.
          Później trafiłem na to forum ... i ... hehehe .
          Teraz jak czytam historie jak ta to jak pomyślę tylko o dziecku (a zdarza się i
          to często ... natury zabić w sobie się nie da :) ) zanim cokolwiek zrobię czy
          powiem lecę pod prysznic wsadzam głowę pod zinmą wodę i powracam do snau
          "normalności". Krótko mówiąc odwlekam moment jak tylko sie da.
          Moja obecność na tym forum świadczy, że sielnanki seksualnej nie mam ale w
          porówaniu z autorem to mam seksualne eldorado, a mam dziwne wrażenie, że wraz z
          pojawieniem się dziecka nasz małrzeńska intymnośc zupełnie pryśnie jak bańka
          mydlana.
          Dużo o tym rozmawiamy, teraz, gdy jeszcze dziecka nie ma i non stop dostaję
          zapewnienia, że nic się na gorzej nie zmieni jednak .....
          również uważam że z seksem po ciąży jest jak z rosyjską ruletką .....
          a szkoda bo macierzyństwo to taki piękny okres w życiu człowieka ...:))).
          Pozdrawiam
    • nilima Re: moja historia? 17.04.07, 23:58
      Wspólczuję Ci. Ja mam to samo. Ciągłe rozmowy i nic. Tylko że to facet nawala :
      ( a nie ma dziecka Całym sercem jestem z Tobą i z uwagą czekam na rady tych,
      którym się udało przełamać lodową górę. Ja też nie moge patrzeć na sceny
      miłosne :( Jakby co to napisz do mnie na skrzynkę w gazecie. Popłaczemy sobie :(
    • renebenay Re: moja historia? 18.04.07, 05:03
      Nie widze aby bylo co ratowac,osobiscie juz dawno bym mial jakas kochanke i
      dodatkowo bym sie wogole nawet nie kryl.Jezeli Twoja zona nie chce z toba
      wspolzyc to poprostu powiedz jej aby oddala Tobie wolnosc,to proste bo
      notoryczny brak seksu podwaza calkowicie istnienia malzenstwa.
      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 21:38
        > Nie widze aby bylo co ratowac,osobiscie juz dawno bym mial jakas kochanke i
        > dodatkowo bym sie wogole nawet nie kryl.

        Nie wiem czy mowisz to z doswiadczenia? zrobiles tak? Zostawila by mnie i
        odeszla z dzieckiem, kazdy sad w Polsce odda dziecko matce, taka jest prawda.
        Kto wygra te batalie? Ona. Zostawi meza co sie jej wiecznie czepia i kloci,
        dziecko zabierze i jeszcze dostanie kase. Slabe rozwiazanie. Poza tym nie
        czytales dokladnie. Pisalem ze ja_nie_chce_rozbijac_rodziny.
        pozdrawiam
        • misssaigon czyzby? 19.04.07, 11:51
          czy naprawde uwazasz ze tworzysz ze swoja zona rodzine? czy fakt posiadania
          wspolnego dziecka kwalifikuje dwoje ludzi do miana rodziny (plus kilak dokumetow
          z urzedowymi pieczeciami)? czy za 20 lat jak dziecko dorosnie i załozy własna
          rodzine - postawi ci pomnik albo ufunduje w podziekowaniu rejs dookola swiata za
          to ze zostales z jego matka wylacznie dla niego?.

          hmm...oczywiscie mozna postawic teze ze dysfunkcyjna rodzina jest lepsza niz
          rozwod...ale dla kogo?
          • your_and Re: czyzby? 19.04.07, 14:59
            misssaigon napisała:
            > hmm...oczywiscie mozna postawic teze ze dysfunkcyjna rodzina jest lepsza niz
            > rozwod...ale dla kogo?

            Dokładnie Miss, wszak co to dobro dziecka? Ekonomiczne? do 16 lat i szlus?
            Przeciez to dopiero początek życia człowieka który powinen dociagnąc gdzieś do
            70tki, a wzorce miłości , empatii, radości, ciepła wyniesione z domu zaważą o
            jego życiu i życiu innych osób które może spaprać.
            A nadrobić braki tych wzorców najtrudniej.
            Chyba przy każdej okazji przypominają specjaliści że lepiej żeby dziecko
            dorastało i widziało jak rodzice kochaja i ciepło odnoszą do nowych partnerów
            życiowych niż sucho i z goryczą nienawiścią do siebie i byli razem stwarzając
            pozory miłości - to oszutwo które nie przejdzie i się mści.
            • acti1 moja byla miala wlasnie tak, jej rodzice udawali 19.04.07, 19:38
              moja "byla" miala wlasnie tak jak hipotetycznie zakladasz, jej rodzice udawali - przez cale jej studia - ze nadal sa sobie bliscy, gdy tymczasem rozwod byl zafiksowany, odkladano go "dla dobra" psychicznego ukochanej corki...Nie majac "normalnych" obserwacji w domu dziewczyna nie byla w stanie nauczyc sie empatii pomiedzy plciami, pozostala zimna emocjinalnie na meski swiat wrazliwosci, seksualnie byla mechaniczna...jesli chodzi o maciezynstwo, to "oczywiscie" nic tylko ten cel przed oczami i to jeszcze zakladany przez nia jako glowny dla obojga rodzicow i nic "wiecej" w wyobrazni...na szczescie nie zwiazalem sie z nia (i chyba dobrze bo jej malzenstwo po roku sie rozlecialo, na szczescie nie ze mna)...
    • zygzak60 Re: moja historia? 18.04.07, 07:58
      to nie jest do Ciebie bocznico bezposrednio
      ale przyczyny są zawsze, więc jesli je trudno dostrzec
      to koniecznie trzeba zmienic punkt widzenia

      moi znajomi własnie przezyli katastrofe małżeńską
      po około 20 latach bycia razem,
      facet czuje sie nieszczęsliwy, nic nie rozumie, nie wie dlaczego
      natomiast ja, bardzo, bardzo powoli uświadamiałem sobie,
      że właśnie on był cichym motorem nieszczęścia:

      - tak bardzo zaradny że az przeraźliwie skąpy,
      - tak bardzo zorganizowany , że całe ich zycie było jak w koszarach,
      - do tego jak sie okazało cholernie drazliwy, ale przy ludziach zawsze usmiechnięty,
      - facet, który zawsze wszystko wie i nie wysłuchuje nikogo do końca,
      - facet, który na wszystko ma gotowa odpowiedź itd.itd.

      i co najciekawsze, wszyscy wspólni znajomi (nie znając szczegółów z ich zycia)
      oceniaja faceta bardzo pozytywnie a jego żonę jako znerwicowaną jędzę

      dziwny jest ten świat (i ma ukryte dna)
      • bakoma1 Re: moja historia? 18.04.07, 08:13
        drogi autorze wątku,
        pewnie oburzą się czytelnicy forum ale trudno- napiszę co myślę: otóż TAK, masz
        znaleźc sobie kochankę. szlag mnie trafia jak czytam twoją historię. niegdy
        przenigdy nie zrozumiem jak mozna tak po prostu zostawic mężczyznę.Jest to
        niestety częste kiedy pojawia się dziecko. Przykro mi to pisac ale
        doswiadczenie mi mowi (a pare latek mam), ze ona po prostu cię olała. znając
        cię, wie, ze nie odejdziesz od niej i od dziecka (nawet o tym nie napisales ze
        rozważasz odejscie)więc po prostu to olewa. jak odejdziesz (a odejdziesz
        kochany bo tak się zyc nie da i spotkanie kogos innego to tylko kwestia czasu),
        będzie larum ze cham i świnia, że ją z dzieckiem zostawia. znam takie sytuacje
        ale ze strony moich kolegów (bo jakoś z facetami lepiej mi się gada). uwierz
        mi, wszyscy potem współczują kobiecie, nikt się nie zastanawia że ci modzi
        mężczyczni zostali po prostu opuszczeni w związku, nie mieli czułości i
        bliskości więc odeszli. Widac z Twojego listu ze jestes wrażliwym inteligentnym
        facetem, więc wierzę ci ze chodzi o poczucie bliskosci. ja tej bliskosci nie
        mialam z moim mężem i skonczylo się romansem. Romans skonczył sie rozwodem i
        teraz z moim romansem mam syna i nigdy tej decyzji nie żałowałam. jesli
        proponowałeś juz wszytsko - nawet wizyte u specjalisty (brawo), olej ją po
        prostu człowieku. masz 30 lat, całe zycie przed Tobą. Nie przestaniesz przeceiz
        kochac swojego dziecka tylko dlaetgo ze zakochasz się w innej kobiecie. Nie
        zapominaj nigdy o swoim dziecku. myślę i mam nadzieję, ze szybko znajdziesz
        szczęście z kimś kto na ciebie zasługuje. decyzja o rozstaniu przy dziecku jest
        chyba najtrudniejszą zyciową decyzją, tutaj się nie wypowiem. ale kochanka sama
        się znajdzie. patrzenie na kobiety w metrze nie wystarczy na następne dwa lata.
        z prostytutką bliskości miec nie będziesz więc naprawdę otwórz się na mozliwosc
        zakochania w innej kobiecie. zyj i smakuj życie. trzymam kciuki. jesli chcesz
        pisz na priva - przezylam takie odtrącenie i dobrze wiem o czym piszesz.
        pozdrawiam
        marianna
        • minsi Re: moja historia? 18.04.07, 09:54
          ja sie z bakomą zgadzam, lepiej będzie jak znajdziesz sobie lepszy model. Choć
          to oczywiście Twoje zycie i twoja decyzja.
          Powiem Ci, gdzie popełniłeś błąd. Po roku znajomości wzieliscie ślub, to
          stanowczo za krótko, dopiero po 2 latach ludzie pokazują swoją prawdziwą naturę.
          Nie wiem dlaczego, ale tak jakoś jest w zwiazkach. Laska po prostu od początku
          traktowała Cie przedmiotowo, potrzebowała być matką i mieć dziecko, a Ty byłeś
          samcem zdolnym ją zapłodnić. Bardzo częsty schemat, założę się że jej matka
          (znaczy niby twoja tesciowa) jest po rozwodzie i ze twoja zona wychowywana była
          tylko przez matkę.
          Dochodzi kilka innych rzeczy, m.in. to ty jestes w zwiazku tą stroną która
          więcej z siebie daje i mniej wymaga (jest cała teoria na ten temat), no ale to
          powiedzmy inna historia.
          pzdr
          • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 21:10
            > Powiem Ci, gdzie popełniłeś błąd. Po roku znajomości wzieliscie ślub, to
            > stanowczo za krótko, dopiero po 2 latach ludzie pokazują swoją prawdziwą
            naturę

            Nie napisalem dokladnie. Slub po roku wspolnego mieszkania, znamy sie
            oczywiscie dluzej
      • de.bill Re: moja historia? 17.03.08, 20:46
        jestem zaradny - ale zonie nie skapie.
        I to ona mowi, ze TO (bajerancki fryzjer, odlotowy salon spa, super ciuch itp itd) drogo kosztuje.
        Na co jej odpowiadam, ze wole miec zadowolona/ladnie wygladajaca/ itp itd zone niz kupke papierkow przed soba.

        Tak, organizuje zycie zonie.
        Nie cale, ale jesli ja umawiam na np. wyjscie do spa, to ona mowi ze moze za duzo na nia wydaje (?), ze poczekajmy az przyjda pieniadze z kontraktu , albo wymysla jakis inny 'problem'.
        I gdybym sie nie ruszyl i JEDNAK nie zamowil jej fryzjera/spa itp itd to ona do us*anej smierci siedzialaby w domu i debatowala czy pojsc do tego spa czy nie.
        Zeby nie bylo niejasnosci - po fryzjerze/spa itp itd zawsze szczesliwa i zadowolona ze poszla.
        Ale zawsze tez pytam czy chcialaby, tak samo jak WSPOLNIE ustalamy co robimy w weekend czy w wakacje.
        i sie nie wtracam gdzie idzie z kolezankami

        moze i jestem drazliwy - musisz mnie poznac i sprawdzic ;)

        jak juz to zona sie wcina i nie daje mi dokonczyc - przy czy standardowo wymysla mozliwie najczarniejszy scenariusz ...

        i nie, nie mam odp na wszystko

        natomiast z uwaga przeczytalem post bocznicy bo mam podobny problem.
        z zona i dzieckiem - psa nie mamy.

        taa, swiat jest dziwny

        pozdrawiam
        ps. zona albo zapomina o moich rocznicach, albo qpuje mi kolejne kretynskie koszulki czy inne smieci.
        doszlo do tego ze mowie jej ze chce sobie kupic to czy tamto, i niech bedzie ze to jej 'prezent' dla mnie na urodziny czy pod choinke.
        ale czy to moja wina ze ona nie ma pojecia o fotografii czy alpinizmie (moje ulubione hobby)
    • your_and katalizator urazów z przeszłości 18.04.07, 08:07
      Niestety jak już Ci tu napisali sytuacja taka jest częsta na tym forum.
      Proponuję wpisać w okienko powyżej > Szukaj na tym forum słowa: po urodzeniu
      dziecka, poczytasz wątki jak sobie inni radzą z taka sytuacją.

      Ja jeszcze podkreślę że niezależnie od emocjonalnych i hormonalnych huśtawek,
      problemów z bliskością w całości zaspokajanej przez dziecko, moment ten jest
      katalizatorem urazów z przeszłości nad którymi absolutnie kobiety nie panują.
      Typowe odrzucenie mężczyzny po dziecku to efekt wpływu dominującej matki
      deprecjonującej mężczyzn, jak również wpływ rodziny dysfunkcyjnej. Wtedy żadne
      rozmowy nie pomogą.
    • misssaigon Re: moja historia? 18.04.07, 08:10
      tak sobie od wczoraj myslalm nt twojej historii i niestety nasuwa mi sie
      wytlumaczeni nastepujace:-twoja zona szukala li tylko kandydata na ojca swojego
      dziecka, dala sie zaplodnic, urodzila, pilnuje abys wypelnial nalezne ci funkcje
      ojcowskie - reszta jej zainteresowania nalezy tylko i wylacznie do dziecka...

      czy to sie da zmienic? powatpiewam - mysle ze to typ kobiety ktora bez skrupułów
      i ogladania sie za siebie realizuje wytyczony cel - warto by bylo sie przyjrzec
      relacjom w jej rodzinnym domu, jaki wzorzec rodziny stamtad wyniosla...

      ponadto - sa osoby, ktore zwyczajnie nie potrzebuja zwiazku emocjonalnego z
      druga osoba- realizuja sie niezaleznie, u kobiet te relacje zwykle zastepuje
      chorobliwa milosc do dziecka...

      takie wytlumaczenie to oczywiste uproszczenie - ale coz ...mozna jeszcze gdybac,
      czy zona ma no dobrze zakamuflowanego kochanka lub kochanke - moze jest w silnym
      zwiazku emocjonalnym z inna kobieta ? (nie spominasz nic o rodzinie i znajomych)

      rozwiazanie? - znalezc sie inna kobiete ...niestety...nie namawiam cie na
      rozwod, sama wiem jaka to jest trauma...aczkolwiek w dalszym rozrachunku
      korzysci przewazaja nad szkodami....
      • sid50 Re: moja historia? 18.04.07, 09:49
        Z pełnym szacunkiem dla wierzących w możliwą odmianę w tym związku.Rokowania są
        nijakie.Ta kobieta się nigdy nie zmieni.
        Sam trwam w takim związku.Czas walki o poprawę sie skończył,bo stwierdziłem ,że
        szkoda czasu,co nie znaczy,że zrezygnowałem z tej sfery życia,wręcz
        przeciwnie:) i albo znajdziesz rozwiązanie problemu ,albo zwariujesz,to
        pierwsze jest zdecydowanie przyjemniejsze,co nie znaczy,że musisz przestac
        kochac żonę.Jak w domu nie ma obiadu,to trzeba coś zjeść na mieście
        • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 21:19
          > Sam trwam w takim związku.Czas walki o poprawę sie skończył,bo
          stwierdziłem ,że
          > szkoda czasu,co nie znaczy,że zrezygnowałem z tej sfery życia,wręcz
          > przeciwnie:)

          Sid50, mozesz rozwinac te mysl?
          pozdrawiam
    • lava71 Re: moja historia? 18.04.07, 09:55
      Miałem podobnie. Trafiłem na typowa modliszkę, która gdy tylko dowiedziała się,
      że jest w ciąży zapomniała o reszcie świata. No bo po co facet takiej kobiecie?
      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 21:49
        > Miałem podobnie. Trafiłem na typowa modliszkę, która gdy tylko dowiedziała
        się,
        > że jest w ciąży zapomniała o reszcie świata. No bo po co facet takiej
        kobiecie?

        Jak sie potoczyla dalej historia. Mozesz napisac?

        pozdrawiam
        • druginudziarz Re: moja historia? 29.05.07, 14:16
          bocznica napisał:

          > > Miałem podobnie. Trafiłem na typowa modliszkę, która gdy tylko dowiedział
          > a
          > się,
          > > że jest w ciąży zapomniała o reszcie świata. No bo po co facet takiej
          > kobiecie?
          >
          > Jak sie potoczyla dalej historia. Mozesz napisac?

          Już nie napisze bo odgryzła mu głowę :))
          >
          > pozdrawiam
    • nico_priv Re: moja historia? 18.04.07, 09:56
      tak sobie czytam co napisałeś i w zasadzie mógłbym zrobić copy-paste i byłoby o
      mnie. Ale ja mam kilka swoich przemyśleń i napiszę o nich (nie twierdzę, że tak
      jest u Ciebie, ale może znajdziesz jakieś podobieństwo).

      eeela napisała:
      "No jesli to prawda, to historyjka z psem obrazuje, ze wziales sobie wieczne
      dziecko, niedojrzale emocjonalnie. Mam nadzieje, ze instynkt macierzynski nie
      pozwoli, aby i dziecko spotkal podobny los."

      Ja jakiś czas temu analizując moją (jakże podobną) sytuację, rozmawiająć z
      wieloma mądrymi ludźmi i przeczytawszy kilka (może niekonieniecznie takich
      mądrych) poradników o życiu odkryłem, że moja żona ma wszelkie cechy osoby
      mentalnie na poziomie 18 - 20 letniej "córusi tatusia". Dlaczego 18-20 lat? Bo
      nie rozumie, że zwiazek małżeński to partnerswto, wspólne działanie dla
      wspólnego dobra. Ona chce, żeby się domyślać, dawać itp. Dlaczego 18-20 lat? Bo
      odszczekuje się jak gówniara, zamiast argumentować (coś wspomniałeś, że Twoja
      używa słów "pieprzszysz" itp - u mnie tak samo. Jak tak można? To jest niemalże
      nienaprawialne. Ja takich słów nie używałem wobec ludzi od wielu lat).

      W naszym konkretnym wypadku najbardziej to się krystalizuje w seksie: jak jej
      się nie chce, to ma w dupie co z Tobą się dzieje. W zasadzie to dotyczy
      wszystkiego - robimy tylko to, na co akurat ma ochotę. Jak nie ma, to nie ma
      tematu (czyli cały świat ma czekać i słuchać, kiedy spełniać zachcianki, tak
      jak kiedyś tatuś). Jak kiedyś tatuś: zadbaj żeby wszystko było, działało,
      pochwal, dopieść ale Tobie nie należy się nic. Przecież taty nie trzeba było
      chwalić, to naturalne, że dorośli pewne rzeczy mają, umieją i już.

      I dzieckiem zajmuje się wspaniale. Tu instynkt zadziałał należycie. Tylko co z
      tego.

      Pozdrawiam bardzo smutno, bo na to nie ma rady. Im więcej dasz, tym będzie jej
      lepiej i tym mniej będzie od siebie wymagała.

      :-(((
      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 21:54
        Nico_priv, robisz cos zeby to zmienic? pogodziles sie czy szarpiesz sie dalej?
        Mozesz napisac?

        pozdrawiam
        • nico_priv Re: moja historia? 19.04.07, 10:05
          Hm, milo ze pytasz (bo to wyglada, jakbym cos madrego napisal), niestety
          kiepsko z dalszym ciagiem.
          Ja uznalem, ze charakteru opartego na mentalnosci zachciankowej dziecka nie da
          sie zmienic. Zachowania takich osob nie sa oparte na zlej woli. Nie zdaja sobie
          sprawy wprost z tego, ze tak nie mozna. Dla nich oczywiste jest, ze swiat ma
          byc na ich uslugi i koniec. Jak nie zapewnisz tego, to zachowauja sie tak jak
          znasz z autopsji. Jak zapewnisz, to tylko utwierdzisz w przekonaniu, ze
          postepuja slusznie. Kwadratura kola.

          Ja odpuscilem sobie starania o poprawe, zajalem sie soba (przez 5 lat
          zajmowalem sie tylko jej potrzebami). Oczywiscie nadal bardzo aktywnie zajmuje
          sie domem, dzieckiem itp. Ale: doksztalcam sie podyplomowo, moze bede sie
          doktoryzowal, powoli realizuje kilka projektow zawodowych o ktorych marzylem od
          dawna, a nie bylo czasu (teraz mam wiele godzin wieczorami), zabralem starszego
          syna na sport i sam wrocilem dzieki temu do sportu, zakrecilem kurek z
          pieniedzmi, czyli daje na dom wiecej niz srednia krajowa, ale nie ma mowy o
          corocznych wyjazdach zagranicznych, tonach ubran, restauracjach. Pieniadze
          ktore kiedys sie rozplywaly inwestuje.

          I czekam, az to wszystko sie domknie, dzieci dorosna. I niech wtedy kobieta
          robi, co chce. Mnie to juz nie bedzie interesowalo.

          Smutno pozdrawiam.
    • s.grzybowski Re: a tak to wygląda ze strony kobiety 18.04.07, 10:07
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=60879666
      jak czytałem to aż się dziwiłem, jak tak może być.
      • your_and Re: a tak to wygląda ze strony kobiety 18.04.07, 10:37
        Dobre pokazanie drugiej strony medalu. Trzeba i im pokazać tą drugą stronę.

        Myślę że rzadko dociera do ludzi prosty fakt że kryzys pierwszego dziecka to
        statystycznie najglębszy i najbardziej destrukcyjny kryzys w związku.
        A tymczasem massmedia i ludowa mądrość wmawiają szczególnie kobietom że wtedy
        dopiero czeka je rodzinna sielanka.
      • bocznica Re: a tak to wygląda ze strony kobiety 18.04.07, 21:15
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=60879666
        > jak czytałem to aż się dziwiłem, jak tak może być.

        bardzo dziekuje za link. Zapoznalem sie i humoru mi to wcale nie poprawilo

        pozdrawiam
    • roksana.e Re: moja historia? 18.04.07, 10:21
      Witam
      Czytając twoja historie w pewnym sensie zazdrościłam twojej żonie że nie docenia tego co ma w zasięgu ręki, spytacie dlaczego ,otóż jestem kobietą któta mimo 30 lat i dwójki dzieci nadal lubi sex.
      to błedny osąd że wszystkie kobiety po porodzie tracą ochotę na przyjemności, gorzej jeżeli partner ciągle nie ma nastroju.
      Mój mąż jest fajnym facetem kochanym ojcem ,tylko z temperamentem troche gorzej a mi czasami brakuje już sił na czekanie na te okruchy czułości i tłumaczenia,
      doskonale rozumiem co czujesz, nie każdy w tej sytuacji dałby rade bez zdrady,
      TYLKO ŻYCIE TAK SZYBKO PŁYNIE
      pozdrawiam
    • a.b1 Re: moja historia? 18.04.07, 10:44
      bez psychoterapeuty sobie nie poradzicie!!!
      opowiem Ci z mojego doświadczenia, może cos pomoże (4 lata bez seksu)
      Najpierw spokojna ale stanowcza rozmowa, nawet jeśli miałbyś to powtórzyc poraz
      setny powiedz dokładnie o co chodzi, wytłumacz, ze taki stan doprowadza Cię do
      depresji, poproś SPOKOJNIE żeby wytłumaczyła Ci jej punkt widzenia, jeśli
      będzie powtarzać, ze nie ma problemu, stanowczo powiedz, że problem jest i
      jedynym ratunkiem jest pomoc kogoś z zewnątrz.....i teraz są dwie możliwości
      albo sie zgodzi (tego Ci życzę) ....albo nie (mój były mąż wybrał rozwiązanie
      nr dwa, juz nie jesteśmy razem, nie mieliśmy dzieci, było łatwiej)
    • kazekkazek Re: moja historia? 18.04.07, 15:24
      dwa lata, to bardzo długi czas. Musisz sie zabrać do tej naprawy sam. Pamietaj
      że gra wstepna dla kobiety zaczyna sie poza sypialnią. Pomagaj jej w pracach
      domowych więcej czasu poświęcaj dziecku, a ona w tym czasie niech odpocznie.
      Pamiętaj, że po całym dniu obowiązków domowych ostatnią rzeczą o której kobieta
      mysli to spełnianie obowiązków małżeńskich. Przykłada głowę do poduszki i
      zasypia.To normalne. Uważam że jest przemęczona i niewyspana. Powodzenia!
      • matylda_n Re: moja historia? 18.04.07, 22:00
        A ja myslę, że jednak brak jej dojrzałości i nie chodzi tu o zmęczenie ale o nieumiejetność dostrzegania tego co jest w życiu ważne, piękne. Cos jak księżniczka na ziarnku grochu. Całe dotychczasowe zycie układa sie tak gładko i bezproblemowo, że w tym całym bądź co bądź szczęciu zaczyna się cierpieć z różnych powodów nudy, przewidywalności...
        Bocznica, a jak wyglada życie w domu twoich tesciów ? Wiesz, często jest tak, że mimowolnie powielamy zachowania wyniesione z domu, kopiujemy związek rodziców.
      • glamourous Re: moja historia? 19.04.07, 12:44
        kazekkazek napisała:

        Pomagaj jej w pracach
        > domowych więcej czasu poświęcaj dziecku, a ona w tym czasie niech odpocznie.
        > Pamiętaj, że po całym dniu obowiązków domowych ostatnią rzeczą o której
        kobieta
        >
        > mysli to spełnianie obowiązków małżeńskich. Przykłada głowę do poduszki i
        > zasypia.To normalne. Uważam że jest przemęczona i niewyspana.

        Naiwne jest takie wyrokowanie "uwazam ze jest przemeczona i niewyspana". Akurat
        przemeczenie i niewyspanie to dobre wymowki dla ludzi, ktorych pozadanie do
        partnera zwyczajnie sie wypalilo. Czasami partner z jakiegos powodu przestaje
        nas krecic i wtedy zaczyna sie mydlenie oczu takimi wlasnie wymowkami. W
        zdrowym zwiazku na ogol zas jest tak, ze ochota na seks potrafi przebic sie
        przez nawet najgrubsza skorupe zmeczenia czy niewyspania. Nawet chroniczne
        przepracowanie i stres przegrywaja w starciu z hormonami pozadania, oczywiscie
        pod warunkiem, ze partner nas nadal KRECI. Wiem z wlasnego doswiadczenia.
        Dziecka wprawdzie nie mam, ale byl taki czas w moim zyciu kiedy bylam
        starszliwie zapracowana - konczylam studia (wiadomo, kucie po nocach do
        egzaminow, pisanie pracy, obrona itp), pracowalam intesywnie na pol etatu i
        jednoczesnie prowadzilam prywatna szkole jezykowa (zajecia dzienw dzien od 12
        do 21 po poltorej godziny kazda, bez jakiejkolwiek przerwy chocby na herbate -
        grupy wchodzily i wychodzily a ja sie produkowalam). Mozecie sobie wyobrazic
        jak bylam skonana wieczorem po calym dniu takiej pracy. A mimo to mialam ochote
        na seks z moim owczesnym, wieloletnim partnerem - moja seksualnosc
        funkcjonowala bez zarzutu, bo on bardzo mnie krecil. Kiedy mnie dotykal, moje
        hormony byly w stanie mnie zreanimowac nawet po najciezszym dniu pracy i
        nieprzespanych kilku nocach z rzedu.

        Warunek jest jeden - partner musi na nas "dzialac", a wtedy nawet zmeczenie nie
        zgasi w nas checi zeby go "schrupac".




        • your_and Re: moja historia? 19.04.07, 13:07
          glamourous napisała:
          > Naiwne jest takie wyrokowanie "uwazam ze jest przemeczona i niewyspana".
          > przemeczenie i niewyspanie to dobre wymowki dla ludzi, ktorych pozadanie do
          > partnera zwyczajnie sie wypalilo. Czasami partner z jakiegos powodu przestaje
          > nas krecic i wtedy zaczyna sie mydlenie oczu takimi wlasnie wymowkami.

          Dobrze że to napisałaś jako kobieta. Bo powtarzające sie jak mantra tłumaczenie
          nie na seksu bo: na pewno za mało pomagasz: przy dziecku / zmywaniu /
          porządkach jest dziecięco naiwne.
          Nikt nikogo przecież nie porządał za wspaniałe zmywanie, porządki, zajmowanie
          sie dziećmi. Pachnie to raczej prostytucją młażeńską.
          • anula36 Re: moja historia? 19.04.07, 14:13
            jeszcze trzeba chciec byc pozadanym:)
        • psottka Re: moja historia? 19.04.07, 19:56
          glamourous napisała:
          > Akurat przemeczenie i niewyspanie to dobre wymowki dla ludzi,
          > ktorych pozadanie do partnera zwyczajnie sie wypalilo.
          > Czasami partner z jakiegos powodu przestaje nas krecic
          > i wtedy zaczyna sie mydlenie oczu takimi wlasnie wymowkami.
          > W zdrowym zwiazku na ogol zas jest tak, ze ochota na seks potrafi przebic sie
          > przez nawet najgrubsza skorupe zmeczenia czy niewyspania. Nawet chroniczne
          > przepracowanie i stres przegrywaja w starciu z hormonami pozadania,
          > oczywiscie pod warunkiem, ze partner nas nadal KRECI.
          > Wiem z wlasnego doswiadczenia. Dziecka wprawdzie nie mam....

          Oj glam... pisz w swoim imieniu i nie generalizuj tak jak Ci wygodnie
          Po urodzeniu dziecka wpadłam w wir obowiązków i z dnia na dzień coraz bardziej
          wykańczałam się fizycznie i psychicznie.. wpadłam w depresję
          i tu nie było mowy o tym że partner 'przestał mnie kręcić'
          mnie całe moje życie nie kręciło
          _______
          Psottka
          • glamourous Re: moja historia? 19.04.07, 22:11
            Ale Psottko, depresja poporodowa to zupelnie inna para kaloszy niz zwykle
            codzienne zmeczenie przy poltorarocznym juz (jak w przypadku bocznicy) dziecku.

            Ja w moim poscie mowie o normalnej sytuacji, a nie o przypadkach gdzie szwankuje
            zdrowie, czy tez w gre wchodza jakiekolwiek dysfunkcje (psychiczne czy fizyczne)
            u ktoregos z partnerow.
          • avide Re: moja historia? 20.04.07, 13:49
            Psotko pozwolisz że napiszę ci kawałem mojej historii.
            Po tym jak trafiłem na to forum wypróbowałem na zonie wszystkie sztuczki, które
            średnio podziałały zrezygnowany postanowiłem, że "zapracuję na śmierć" swoje
            pożądanie. Zacząłem prace od świtu do nocy. Bywało, że wstawałem o 5 kładłem się
            o 24 i później. Byłem padnięty. Ochota na seks przeszła .... na jakieś 1,5
            tygodnia no może max 2. Po tym czasie mój organizm przyzwyczaił się do nowych
            warunków, do takiego a nie innego trybu i .... powróciły poranne wzwody i
            podniecenie w pracy, w aucie, non stop chciałem się kochac, pieprzyc, rżnąć.
            Byłem wściekły, że skoro nie mogę wzbudzić pożądania żony na poziomie dla mnie
            akceptowalnym to nawet próba zduszenia swojego popędu zakończyła się fiaskiem.
            Chciałem przestać myśleć o seksie, mieć "spokojną" głowę, od czasu do czasu
            spiąć się jak by się nagle żonie zachciało odbębnić swoje i cześć.
            Przecież innych przemęczenie tak pięknie asekualnie nastrajało. Mi nic nie dało.
            Ciągle jak tylko wieczorem przytuliłem sie do żony poczułem jej zapach, kutas
            natychmiast reagował. I co miałem począć ??/ ... nie tędy droga. Natury nie da
            sie oszukać. Kręciła mnie i kręci cholernie i mam na nią nieustająca ochotę.
            Widzisz dlatego właśnie uważam że wszystko zależy od naszej indywidualnej
            seksualności. Jeśli partnerka mnie kręci to nie ma takiego zmęczenia, które na
            dłużej zabiłoby moje pożądanie.
            Jak jestem zmęczony ciało potzrebuje się zrelaksować, a mnie ze wszystkich
            rzeczy sen i sex relaksuje najbardziej. I uważam, że tutaj jest właśnie sedno
            problemu. Osoby dla których seks jest relaksem, odprężeniem, a nie obowiązkiem
            nawet w chwili złości i przemęczenia będą do niego dążyli bo będą chcieli
            "odpocząć" przyjemnie niezwykle z resztą :)). Ci którzy lubią seks i czerpią z
            niego przyjemność ale wymaga od niech wysiłku w chwili zmęczenia zapragną raczej
            snu niż seksu. Zatem ..indywidualna fizjologia. A tacy co w ogóle seksu nie
            lubią to czy będą zmęczenie czy nie ... sama wiesz co .

            Ludzie odprzężający się podczas seksu to wąska grupa ale są takie zarówno i
            kobiety jak i mężczyźni choc odnoszę wrażanie, że faceci z racji natury częściej
            zasilaja szeregi tej grupy.
            Pozdrawiam.
            • psottka Re: moja historia?... 20.04.07, 18:43
              avide napisał:
              > Widzisz dlatego właśnie uważam że wszystko zależy od naszej indywidualnej
              > seksualności. Jeśli partnerka mnie kręci to nie ma takiego zmęczenia, które na
              > dłużej zabiłoby moje pożądanie.
              > Jak jestem zmęczony ciało potzrebuje się zrelaksować, a mnie ze wszystkich
              > rzeczy sen i sex relaksuje najbardziej. I uważam, że tutaj jest właśnie sedno
              > problemu. Osoby dla których seks jest relaksem, odprężeniem, a nie obowiązkiem
              > nawet w chwili złości i przemęczenia będą do niego dążyli bo będą chcieli
              > "odpocząć"

              avide... wszystko pięknie tylko piszesz jednak z pozycji faceta :D
              ja, kobieta, nie podniecam się na widok idealnego męskiego ciała... podniecenie buduje się w głowie.. to mieszanka uśmiechów, gestów, troskliwości, siły, przekory, ciepła, wsparcia, bezbronności....
              przystojny facet niewiele zdziała... ot taka drobna różnica między zmęczonym facetem gotowym przelecieć ładny kawałek babki a zdołowaną kobietą która czuje chłód i brak wsparcia ze strony niegdyś ukochanego mężczyzny...

              _______
              Psottka
      • mauupa Re: moja historia? 27.04.07, 01:05
        przepraszam, ale opowiadasz bzdury. Pracuje zawodowo, prowadzę dom, mam dziecko
        i zawsze mi sie chce. To on nie ma ochoty, albo bardzo zmeczony, albo siedzi i
        tłucze gierki na kompie, aż robi sie tak późno, że przykłada głowę do poduszki i
        usypia w minutę. Jak zaczynam go prowokować, to przytula mnie mocno i mruczy: oj
        misiu. Jak zaczynam innym razem rozmowę, to zawsze ma jakieś wytłumaczenie. Już
        przestałam popiskiwać,bo to upokarzające dla mnie. Usypiam w jego ramionach i
        żyję wspomnieniami naszego nieziemskiego całonocnego, maratońskiego seksu
        kiedyś. Może powinnam być cierpliwa, może sie coś zmieni. Ja czekam
      • druginudziarz Re: moja historia? 29.05.07, 14:23
        kazekkazek napisała:

        > dwa lata, to bardzo długi czas. Musisz sie zabrać do tej naprawy sam. Pamietaj
        > że gra wstepna dla kobiety zaczyna sie poza sypialnią. Pomagaj jej w pracach
        > domowych więcej czasu poświęcaj dziecku, a ona w tym czasie niech odpocznie.
        > Pamiętaj, że po całym dniu obowiązków domowych ostatnią rzeczą o której kobieta
        >
        > mysli to spełnianie obowiązków małżeńskich. Przykłada głowę do poduszki i
        > zasypia.To normalne. Uważam że jest przemęczona i niewyspana. Powodzenia!

        No bez jaj, przez dwa lata chodzi niewyspana?
    • psottka Re: moja historia? 18.04.07, 22:20
      A ja mam takie niemiłe wrażenie że bocznica już podjął decyzję i cała ta dyskusja na forum jest niczym innym tylko próbą usprawiedliwienia...
      kochanka na boku bo żona jest już bee

      ta powtarzająca się mantra ... chciałbym czułości, bliskości, dotyku....
      ok super... tylko że Ty chłopie już jej nie kochasz... znudziła się, opatrzyła... co gorsza zajmuje się jedynie dzieckiem i w dodatku zrzędzi.... dramat.. szalenie Ci współczuję.. sama byłam w takim układzie tylko że to ja byłam tą niedobrą kobietą..
      zdradzę pewien sekret... bardzo pragnęłam bliskości ale nie ze strony faceta który patrzył na mnie z pogardą!! nie chciałam być samobieżną lalką, która wieczorem zaspakaja potrzeby fizjologiczne pana i władcy... ja też chciałam być szczęśliwa tylko że w tym konkretnym związku się nie dało!

      Zaliczyłam rok walki z depresją, wyszłam z tego ale w międzyczasie on znalazł sobie kochankę... jesteśmy już po rozwodzie i mimo że jest mi ciężko to cieszę się że nie jestem już z kimś kto dba tylko o swoje przyjemności...
      Dopiero teraz widzę że zupełnie się nie dopasowaliśmy.. i nie chodzi o łóżko tylko o życie, podejście do codziennych spraw.
      Myślę że Twoja żona się męczy i nie potrafi walczyć, poddaje się... ta smutna historia z psem.... najprawdopodobniej powinna pójść do specjalisty - psychologa, psychiatry... ale Ty jej do tego nie namówisz; to musiałby zrobić ktoś inny...
      jakoś się to wszystko ułoży... a czy się rozstaniecie czy będziedzie trwać w fikcji - tak czy siak najbardziej ucierpi dziecko

      _______
      Psottka
      • anais_nin666 Re: moja historia? 18.04.07, 22:26
        Psotko, Bocznica w poście wyraźnie napisał, że kochanka mu nie w smak, bo chce
        seksu i bliskości od zony i z żoną, a nie od kochanki... Może mysli co innego,
        ale jego posty tego nie zdradzają...
      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 22:33
        > A ja mam takie niemiłe wrażenie że bocznica już podjął decyzję i cała ta
        dyskus ja na forum jest niczym innym tylko próbą usprawiedliwienia...
        > kochanka na boku bo żona jest już bee

        kompletnie sie myslisz, ale internet nie jest miejscem gdzie Cie przekonam. Ty
        mozesz mi nie wierzyc, ja moge pisac prawde albo i nie. Natomiast podtrzymuje
        swoje zdanie za absolutnie takiej decyzji nie podjalem, ale plakac nie bede jak
        mi ktos zarzuci ze jest inaczej.

        Myślę że Twoja żona się męczy i nie potrafi walczyć, poddaje się... ta smutna h
        > istoria z psem.... najprawdopodobniej powinna pójść do specjalisty -
        psychologa
        > , psychiatry... ale Ty jej do tego nie namówisz; to musiałby zrobić ktoś
        inny..

        OK, meczy sie. To czemu nie chce nic zmienic. Albo prznajmniej udaje ze nie
        chce. Jesli nie ja ja przekonam do wizyty u specjalisty to kto? kolezanki?
        ludzie z forum?

        > jakoś się to wszystko ułoży... a czy się rozstaniecie czy będziedzie trwać w
        fi
        > kcji - tak czy siak najbardziej ucierpi dziecko

        I tego bardzo sie boje, ze dziecko ucierpi, dlatego szukam jakiegos
        rozwiazanis. Moze zle szukam, przeciez nikt idealny nie jest. Nie pisalem tez
        tutaj aby znalezc jedyna sluszna droge, bo wiem ze mi nikt na tacy rozwiazania
        nie poda.
        Starasz sie ocenic mnie na podstawie swojego zwiazku. Przykro mi ze tak sie to
        skonczylo. Jesli chcesz rzeczowo porozmawiac na forum, przyjmij ze ktos pisze
        prawde. Inaczej to kazdemu mozna zarzucic ze klamie. Rownie dobrze moge byc
        kobieta, albo dziennikarzem ktory pisze artykol o was, tak?
        Przeczytaj raz jeszcze moje posty ale nie z pkt widzenia porzuconej kobiety po
        depresji, ale po prostu czlowieka. I jesli masz cos do powiedzenia, pisz.

        pozdrawiam
        • psottka Re: moja historia? 18.04.07, 22:47
          bocznica napisał:
          > Przeczytaj raz jeszcze moje posty ale nie z pkt
          > widzenia porzuconej kobiety po depresji, ale po prostu czlowieka.

          Widzisz.. nie jestem porzuconą kobietą, jestem kobietą która dojrzała w momencie pojawienia się dziecka... przykre że nie dało się tego zrobić wcześniej ale widać to dopiero bycie matką otworzyło mi oczy na pewne fakty.

          _______
          Psottka
          • trzydziestoletnia Re: moja historia? 20.04.07, 13:08
            psottka napisała:

            > (..)jestem kobietą która dojrzała w momencie pojawienia się dziecka... przykre że nie dało się tego zrobić wcześniej ale w
            > idać to dopiero bycie matką otworzyło mi oczy na pewne fakty.

            Psottko, mozesz to rozwinac? Co takiego zobaczylas gdy zostalas mama? Moze to jest ta sama strona medalu, co to czesto opisywane "wypalenie" po urodzeniu dziecka? Czy cos innego?
            • psottka Re: moja historia? 20.04.07, 18:55
              trzydziestoletnia napisała:
              > Psottko, mozesz to rozwinac? Co takiego zobaczylas gdy zostalas mama?
              > Moze to jest ta sama strona medalu, co to czesto opisywane "wypalenie"
              > po urodzeniu dziecka? Czy cos innego?

              co ja zobaczyłam po urodzeniu dziecka?
              dotarło do mnie że facet którego wybrałam na męża i ojca nie dorósł do tych ról... co gorsza nie chciał pracować nad sobą bo był przekonany o swojej cudowności ;-) (np. podsunięcie fachowej literatury na temat wychowania dzieci kończyło się lekceważącym prychnięciem)
              Przed urodzeniem dziecka miałam na oczach różowe okulary i naiwnie wierzyłam że skoro on zdecydował się ze mną być to znaczy że mnie kocha.. a skoro kocha to szanuje mnie i moje zdanie.. ech.. wiem wiem, naiwna, głupia :D
              Pojawienie się dziecka zmusiło mnie bym dorosła i z dziewczyny stała się kobietą... niestety ex nie zamienił się w mężczyznę a nasze drogi z dnia na dzień się rozchodziły
              ot cała tajemnica...

              _______
              Psottka
    • anais_nin666 Re: moja historia? 18.04.07, 22:23
      Bocznico...
      Żeby było dobrze problem muszą dostrzec dwie strony. U Ciebie problem widzi
      tylko jedna osoba - Ty. Twoja żona nie, bo jest jej prawdopodobnie dobrze.
      Wspominałeś, że nie wiesz czy jest szczęśliwa. Sądzę, że bywa szczęśliwsza od
      Ciebie, bo ma to na czym jej zależało najbardziej - dziecko, a reszta, czyli Ty
      to jedynie margines.
      Póki jestes i wspólnie dbacie o dziecko, dodatkowo wyczuwa Twoje zaangażowanie,
      Twa dbałośc o Was - czuje sie pewnie spełniona.
      Seks? Być może był jedynie elementem niezbędnym do tego, by uwieść, a po
      złapaniu Bocznicy w sidła dać się zapłodnić i zrezygnować z być może niezbyt
      przyejmnego obowiązku jakim jest obcowanie płciowe;)
      Czy gdy sie kochaliście czułeś, że żona przezywa autentyczną rozkosz? Czy
      inicjowała seks, a jesli to robiła to faktycznie z potrzeby tegoż czy raczej, by
      Ci coś tam wynagrodzić (seks jak forma nagradzania, karania, niestety dośc
      często występuje taki element szantazu u kobiet, brrr)?
      Przemyśl to. Niczego to teraz nie zmieni, ale być może rozświetli sytuację.
      Będziesz wiedział, że nie z Tobą jest coś nie w porządku, a raczej z żoną, która
      być może zabawiła się Twoim kosztem.
      Oczywiście przyczyn może być masa. Niewiele piszesz o sobie, jesli juz to w taki
      sposób, że wychodzisz na faceta, którego ze świeca szukać:) Wady ma jednak
      każdy, może Twoje są na tyle irytujące, że żona zwyczajnie nie ma chęci z Tobą
      dzielic łoża inaczej niż w opcji bratersko-siostrzanej?
      Tak, wiem. Żadne to pocieszenie, ale tez nie widze w tym co napisałeś rokowań na
      zmainy na lepsze...
      Każda z osób piszących na tym forum z powodu braku seksu ma z tym problemem do
      czynienia na co dzien. Niektorzy od wielu, wielu lat (jak ja). I z autopsji
      wiem, że czas niczego na lepsze nie zmienia. Jedyne co się zmienia to
      nastawienie do problemu. Ale seks jak był w zaniku tak i jest.
      • bocznica Re: moja historia? 18.04.07, 22:46
        > Oczywiście przyczyn może być masa. Niewiele piszesz o sobie, jesli juz to w
        tak i sposób, że wychodzisz na faceta, którego ze świeca szukać:) Wady ma jednak
        > każdy, może Twoje są na tyle irytujące, że żona zwyczajnie nie ma chęci z Tobą
        > dzielic łoża inaczej niż w opcji bratersko-siostrzanej?

        No wlasnie tego sie balem, zreszta o tym pisalem. Nie chce pisac o sobie jako o
        bohaterze i czlowieku idealnym, bo takich nie ma. Przeciez mam wady jak kazdy i
        pewnie wiele z nich jest wkurzajacych. Niestety z przeczym technicznych mozecie
        przeczytac sprawozdanie tylko jednej ze stron. Gdyby Ona tutaj cos napisala,
        moze okazaloby sie ze jestem skonczonym palantem i jest bardzo nieszczesliwa. A
        tak czytacie moje wypociny.
        Jesli jednak jestesmy juz rodzina, chcialbym zeby postarala sie cos zmienic.
        Przeciez mnie chciala na dobre i zle tak? ja tez, dlatego nie uciekam w ramiona
        pierwszej lepszej kobitki ktora mnie zechce. Byly rozmowy i klotnie, byly tez
        awantury. Mowilem zebysmy poszli do specjalisty, nie chciala. Mi NAPRAWDE
        zalezy na pozytywnym rezultacie a nie daje ogloszenia "napalony_30 zaspokoi
        kazda chetna, wyglad obojetny" Kocham dziecko, chce miec rodzine, boli mnie ze
        laczy nas tylko dom, finanse, dziecko i inne sprawy materialne. I o tym caly
        czas pisalem.
        Ktos mu tu zarzuca, ze to banalne, ze kazdy tak pieknie pisze ze chce
        bliskosci, czulosci... a tak naprawde rozchodzi sie o dupe (przepraszam). No
        sorry jesli powielam teksty innych, pisalem co czuje. Przeciez nie udowodnie ze
        pisze prawde.
        Po raz ostatni zeby bylo jasne: wiem ze wina jest i po mojej stronie. Wiem ze
        wiele razy moglem ja zranic i obrazic. Ale taki chlod od 2 lat nie moze byc
        spowodowany tylko tym. Przeciez wiem ze tutaj nie znajde rozwiazania, czasami
        czlowiek chce po prostu sie "wygadac"

        pozdrawiam
        • victta Re: moja historia? 19.04.07, 01:10
          Hmmm tak sie glosno zastanawiam Bocznico:
          1. Czy wiesz o czym Twoja zona marzy,
          2. Czy wiesz czego sie boi,
          3. Czy jest szczesliwa,spelniona,a jesli nie dlaczego,
          4. Co lubi
          5. Czy ma jakies pasje,czy moze chcialaby cos robic ,ale nie wie co

          Czy Ty ,Bocznico jako najblizszy jej czlowiek,starasz sie ja poznac?Czy jestes
          nia zainteresowany? Czy potrafilaby odpowiedziec na powyzsze pytania? Czy Ona
          zna odpowiedzi ,tylko z Toba nie chce sie z nimi dzielic czy przeciwnie nigdy
          sie nad soba nie zastanawiala.
          Zapiekles sie w swoim bolu i zalu,byc moze slusznym,tylko,ze to nie posuwa Cie w
          strone znalezienia rozwiazania.
          Ty potrzebujesz bliskosci fizycznej i emcjonalnej.A moze Ona potrzebuje
          bliskosci duchowej,ktorej od Ciebie nie dostaje.Kto wie? Moze nikt w zyciu nie
          nauczyl ja byc blisko sama z soba,wiec jak mialaby by byc blisko z innym
          czlowiekiem.Moze trzeba jej zwyczajnie pomoc.
          Gdy czytam jej opis stworzony przez Ciebie,nie widze wstretnej
          modliszki,zerujacej na Tobie.Widze kobiete ,kochajaca dziecko,swoja prace ,a
          jednak nieszczesliwa,nie potrafiaca znalezc sobie miejsca w zyciu.Czlowiek
          nieszczesliwy albo szuka zapomnienia w sexie albo przeciwnie unika go jak ognia.
          Oczywiscie ,ze to nie Ty jestes odpowiedzialny za jej poczucie spelnienia i
          szczescie,kazdy musi sam do tego dojrzec.Ale skoro tkwisz w postanowieniu,ze nie
          opuszczasz jej i dziecka, moze dobrze Ci i Wam zrobilo, gdybys spojrzal na nia z
          empatia ,wspolczuciem i z checia poznania jej wnetrza.

          • your_and Re: moja historia? 19.04.07, 07:33
            victta napisała:
            > Czy Ty ,Bocznico jako najblizszy jej czlowiek,starasz sie ja poznac?Czy jestes
            > nia zainteresowany? Czy potrafilaby odpowiedziec na powyzsze pytania? Czy Ona
            > zna odpowiedzi ,tylko z Toba nie chce sie z nimi dzielic czy przeciwnie nigdy
            > sie nad soba nie zastanawiala.(...)
            > Wam zrobilo, gdybys spojrzal na nia z
            > empatia ,wspolczuciem i z checia poznania jej wnetrza.

            Jaki to ma sens jeśli ją nie interesują takie pytania względem jego?
            Trudno okazywac empatię kiedy druga strona w związku ignoruje twoje potrzeby, w
            dodatku których nie trzeba sie domyślać tylko które są zasygnalizowane.
            • victta Re: moja historia? 19.04.07, 10:15
              your_and napisał:
              > Jaki to ma sens jeśli ją nie interesują takie pytania względem jego?
              Skad wiesz,ze nie interesua, moze nigdy ich nie zadal?

              > Trudno okazywac empatię kiedy druga strona w związku ignoruje twoje potrzeby, w
              > dodatku których nie trzeba sie domyślać tylko które są zasygnalizowane.
              Ok,tylko zauwaz ,ze byc moze ,ona mogla by to samo napisac o Bocznicy.

              Trudno ocenic sytuacje na podstawie relacji jednej ze stron.


            • kici10 Re: moja historia? 19.04.07, 13:47
              Jaki to ma sens jeśli ją nie interesują takie pytania względem jego?
              > Trudno okazywac empatię kiedy druga strona w związku ignoruje twoje potrzeby,
              w
              > dodatku których nie trzeba sie domyślać tylko które są zasygnalizowa

              No tak, ja nie zacznę, bo ty nie zaczniesz. I tak w koło Macieju. Jak tu
              wypracować kompromis, jeśli nikt nie chce zacząć?
              Toż właśnie Bocznica mówi, że mu to przeszkadza, szuka rozwiązań, chce
              naprawiać relacje, to chyba powinien zacząć jakąś poważną rozmowę. Rozmowę, a
              nie obwinianie.
              W całym tym wątku nie przeczytałam ani jednego słowa, w jaki sposób Twoja żona
              reagowała na Twoje ataki. Co mówiła? Czym tłumaczyła swoją niechęć? Co Ci
              zarzucała? Nie wierzę, że tylko milczała i mówiła "pieprzysz".Zastanów się nad
              jej słowami. Być może jest tak, że ona coś do Ciebie mówi, a Ty nie przyjmujesz
              tego do wiadomości, lub inaczej interpretujesz. Kobiety bardzo często mówią
              przenośniami. Nie wprost. Może zapytaj innych kobitek, co to znaczy.
              Ponadto rozmowy. Czy zadałeś jej proste pytanie "dlaczego od dwóch lat nie
              uprawiamy seksu"? Posłuchaj odpowiedzi.
              Myślę, że nie jest modliszką, ponieważ chcesz z nią być, podobnie jak poprzedni
              partner. Czyli jednak coś z tego związku dostajesz. Coś, co Cię przy niej
              trzyma i nie pozwala na znalezienie kochanki.
              Chcesz, żeby się zmieniła. Tylko, że wymagać zmiany można tylko od siebie. Nie
              możesz nikogo zmusić do zmiany. Małżeństwo to naczynia połączone. Zmiana
              jednego elementu pociąga za sobą zmianę drugiego elementu. Tak więc zmiany
              możesz wymagać tylko od siebie. W następstwie, żona też będzie musiała
              dostosować się do nowej sytuacji. Na ile jesteś gotów do zmiany?
              Piszesz, że nie jesteś ideałem. Możesz to rozwinąć? Może tu jest klucz do
              Twoich problemów. Kobitki pamiętają bardzo długo wszystkie zranienia.
              Nie wierzę w takie rzeczy, że wszystko jest znakomicie, tylko seksu brak.
              I wcale nie twierdzę, że jesteś złym, zimnym człowiekiem. Może jesteś zbyt
              dobry? Może chcesz zagłaskać kota na śmierć? Może tak kochasz, że zakładasz
              pętlę na szyję? Spróbuj rzeczywiście posłuchać co mówi do Ciebie Twoja żona, a
              nie tego co Ci się wydaje, że mówi. Jeśli masz wątpliwości, po prostu zapytaj,
              czy to co mówi, znaczy to, co zrozumiałeś.
              Każdy ma swoje wewnętrzne fuj, którego nie przyjmuje do wiadomości, ponieważ
              wygodniej wskazać palcem "to wszystko jej wina". Możemy bowiem wtedy pozostać w
              swoich oczach nieskalani jako te lelije.
              • your_and co w końcu z tą modliszką? 19.04.07, 14:47
                kici10 napisała:
                > Myślę, że nie jest modliszką, ponieważ chcesz z nią być, podobnie jakpoprzedni
                > partner. Czyli jednak coś z tego związku dostajesz. Coś, co Cię przy niej
                > trzyma i nie pozwala na znalezienie kochanki.

                Ludzie mniej lub badziej poważnie podchodza w życiu do danego słowa i podjetych
                zobowiazań. Więc samo to że nie szuka kochanki nie bedzie miało związku z tym
                czy ona jest modliszką czy nie.
                A tak przy okazji co to w ogóle znaczy: modliszka?
                Jeśli według przytoczonego opisu partnerka nie jest modliszką to kto w końcu
                nią jest?

                Zespół modliszki
                Postawa kobiety wobec mężczyzny polegająca na przewadze lub wyłącznym istnieniu
                uczuć negatywnych, a po urodzeniu dziecka braku potrzeby więzi uczuciowej oraz
                seksualnej z partnerem. Najczęściej dotyczy kobiet wychowywanych przez
                dominujące i oziębłe płciowo matki, w atmosferze negacji wobec męskiego świata.

                Co charakterystyczne jednak wyróżnia się i klasyfikuje sie taki zespół zachowań
                jako zaburzenie emocjonalne i maja w tym przypadku wpływ na te zabudzenia nie
                tyle uchybienia partnera (kochał za dużo - zagłaskał : kochał za mało nie
                pomagał przy dziecku) a skazy z przeszłości które tkwia głęboko w
                podświadomości.
                • m717 Syndrom pokrzywdzenia... 19.04.07, 15:36
                  Bardzo dobrze ujęłaś ten problem. Mówię to jako facet, który ma
                  taką "modliszkę" w domu, tyle tylko, że już przez 8 lat nie ma z Nią żadnej
                  bliskości , nie mówiąc o seksie. Zgodzę się, że tu wpływ ma dom rodzinny, matka
                  oziębła i pewien "styl" podejścia do facetów traktowanych jak leci jako
                  sk...synów. Łączy się to z syndromem wiecznego pokrzywdzenia czy pecha w życiu.
                  Mnie to rozwaliło moje życie i dla uczciwego, kochającego faceta jest to dramat
                  bez dobrego rozwiązania...
                  Te gadki o tym co On mógłby jeszcze zrobić są w tym kontekście
                  żenujące...sądzę, że mimo wszystko powinien zakończyć ten związek i poszukać
                  normalnej kobiety, bo w innym przypadku stanie zmarnuje sobie życie.
                  Rozwiązanie w postaci kochanki na boku będzie dla Niego rozwiązaniem
                  połowicznym jako dla faceta, który potrzebuje trwałego uczucia a nie tylko
                  przelotnego związku...
                  • kici10 Re: Syndrom pokrzywdzenia... 19.04.07, 16:09
                    Zgodzę się, że dom rodzinny ma wpływ na relacje z partnerami. Ale to raczej
                    ojciec decyduje o tym jak córka będzie postrzegała facetów. Ojciec w życiu
                    córki jest pierwszym facetem, który jej pokazuje, czy można im ufać, czy nie.
                    Jeśli ojciec był sk..synem, to córka myśli, że wszyscy tacy są. Jeśli ojciec
                    zapewniał bezpieczeństwo, to jest przekonana, że wszyscy faceci to robią. To
                    nie matka decyduje, to ojciec.
                    Nikt tu nigdy nie napisał, jak to ojcowie wmawiają swoim córkom, że wszyscy
                    faceci czychają na ich cnotę (czytaj chcą je skrzywdzić), jak bronią tej cnoty,
                    jak jej pilnują, jak niechętni są każdemu pojawiającemu się chłopakowi. Kto ma
                    córki, ten wie. Szanowni wypowiadający się tutaj panowie, czy wasi teściowie
                    przyjęli was z otwartymi ramionami, czy wykazywali dużą dozę nieufności. Jeśli
                    byli nieufni, to, to właśnie zaszczepili swym córkom
                    • avide Re: Syndrom pokrzywdzenia... 20.04.07, 14:21
                      Heheh wiesz co kici10 a propos teściów ..bo zapytałaś :))
                      Mój teśc przyją mnie z otwartymi ramionami. Badał mnie, obserwował kilka razy
                      "sobie pogadaliśmy" niby o zyciu itp ale wiedziałem, że sprawdza mnie jakim
                      jestem człwoiekiem czy w głowie mam próżnię czy jednak cos jestem wart. Egzamin
                      zdałem celująco. Zdaję do zresztą celująco do dzis bo z teściami na 10 razy
                      lepszy kontakt niż z własnymi rodzicami. A dla teściowej to juz jestem oczko w
                      głowie :)))) śmieszne to wszystko ale prawdziwe. Muszę jednak przyznać że
                      podziwiam ich za sposób w jaki z nami egzystują.
                      Od pierwszych dni naszego związku nie wchodzili z butami między nas. Nawet jak
                      juz cos to co najwyżej sugerowlai albo jak ksiądz w kościle hjistorie z morałem
                      opowiadali licząc że złapiemy puentę. Lapaliśmy :)).
                      Nie mniej pod wzgledem edukacji seksualnej .... średniowiecze i to głębokie -
                      Oboje :(( szkoda bo przez to mam teraz troche problemów małżeńskich które jednak
                      sestematycznie eliminuję.
                      Eliminuję je bo żona słucha co do niej mówię, myśli i kontrargumentuje a nie jak
                      żona autora stwierdza że "pieprzę" Gdyby mi tak mówiła ........... byłbym już
                      dawno kawaler z odzysku.
                      pozdrawiam
                      PS Miało byc o teściach .. ten ostatni akapit bo się rozpisałem :)))
                      • kici10 Re: Syndrom pokrzywdzenia... 20.04.07, 22:35
                        Jesteś szczęściarzem.
                • kici10 Re: co w końcu z tą modliszką? 19.04.07, 15:59
                  Nie mnie decydować, czy jest modliszką, czy nie. Znamy opowieść tylko z jednej
                  strony. Autor nie pofatygował sie opisać reakcji żony, jej słów, tłumaczeń itd.
                  Tak jakby je wogóle ignorował. Uznawał za nieistotne, czy tzw. "gówno prawdę".
                  Widzi tylko swoją prawadę. Dlatego ta opowieść nie może być pełna. Nawet nie
                  próbuje stawiać się w jej butach. Ludzie najczęściej się wybielają, nie widzą
                  swojego wkładu w to co się dzieje w małżeństwie. Opowiadają jak bardzo są
                  nieszczęśliwi, jak wszystko robią, wszystko dają, tylko ta druga połówka to
                  jakaś niedorobiona. Jak się tak przyjrzeć bliżej, to okazuje się, że to jest
                  zupełnie inaczej. Nie wierzę w takie bajki, że jeden to święty, a drugi to
                  diabeł. W każdym z nas trochę świętości, a trochę diabelstwa. Oczywiście w
                  różnych proporcjach.
                  Widzisz, według mnie, chcesz rozwiązać problem - zacznij od siebie.
                  Może tak osaczył żonę swoją miłością, dobrocią, zaangażowaniem, że nie dał jej
                  możliwości na bycie sobą? Kto wie. To on sam powinien zdiagnozować swój
                  problem. Zaczynając od siebie. Uczciwie. Inaczej będzie się memłać z tym
                  kolejne dwa lata, albo 20.
                  Żona nie chce iść do psychologa. A jemu samemu kto broni iść? Niech najpierw
                  pójdzie sam. Może się czego nowego dowie.
                  Ponadto, pomimo, że na mnie zaraz nakrzyczycie, będę z uporem maniaka
                  twierdzić, że unika się seksu wtedy, kiedy nie przynosi on przyjemności. A
                  resztę niech każdy sobie dopowie.
                  • m717 Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:13
                    W tym problemie Pana "na bocznicy" najbardziej przykre jest to, co ja znam też
                    z autopsji a chodzi o negowanie przez Żonę istnienia problemu. Takie kobiety
                    uważają, że brak czułości do męża i brak seksu nie jest żadnym problemem...i są
                    nawet zdziwione stawianiem sprawy jako problemu...
                    • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:30
                      Gadał dziad do obrazu. Podyskutujcie sobie dalej z panem Bocznicą, napewno
                      dojdziecie do jakichś konstruktywnych wniosków. Popłaczecie sobie w rękaw i
                      wrócicie do swoich piekiełek. Co tam będziecie słuchać jakichś bab. Przecież to
                      modliszki. Gratuluję siły argumentacji.
                      • m717 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:39
                        ależ nie "kici" ja bardzo lubię słuchać kobiet...nie wiem jak Pan bocznica, ale
                        ja sobie jakoś z problemem poradziłem i w żaden rękaw nie płaczę a Ty jeśli
                        masz konstruktywne propozycje dla Niego to przedstaw je. Dobijanie go jednak
                        hasłem, że "to przez Ciebie" nie jest chyba najlepsze...
                        • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:57
                          Niestety nakładam sobie autocenzurę, ponieważ moja druga połówka podczytuje
                          moje wypociny. Daleka jestem od dokopywania autorowi. Wcale mi o to nie chodzi.
                          Proponuję mu jedynie, by przyjrzał się uczciwie najpierw sobie. Co z tego, że
                          wszyscy tu naskoczymy na jego żonę i autorytatywnie stwierdzimy, że to wredna
                          suka. Pomoże mu to w czymś? Guzik, utwierdzi się w mniemaniu, że jest wporzo
                          facet i nic nie musi robić. Mówię tylko o tym, że zmiany należy zaczynać od
                          siebie. Np. jeśli za dużo nad nią skakał, to tylko on może przestać skakać.
                          Jeśli ja ignorował, to tylko on może przestać ignorować. Itd. Każda zmiana
                          zachowania wymusza zmianę zachowania partnera. Nie wiem czy mu się uda, czy
                          nie, ale przynajmniej nie zarzuci sobie, że nic nie robił, tylko siedział i
                          płakał. Sam musi się wziąć za bary ze swoim problemem. Jeśli nie może zrozumieć
                          psychiki kobiet, niech gada z kobietami, a nie z facetami, którzy myślą, że
                          wiedzą co kobiety myślą. O konkretach, a nie o dupie Maryni.
                          • babilon11 Re: Zdziwienie modliszki:) 09.03.08, 08:37

                            bocznico ..a moze daj zonie poczytac ten watek??? moze wyczyta to
                            czego nie umiesz powiedzieć???
                            jezeli nie pomoże to odpuśc sobie a mówi Ci to facet 59 lat...który
                            kiedys nie ..odpuscił
                    • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:47
                      kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,78524,4007084.html
                      • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 16:59
                        I dla równowagi
                        kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,78524,4007124.html
                        • m717 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 17:16
                          cieszę się, że zachowujesz równowagę...a czemu Twoja druga połowa podczytuje
                          Twoje posty?
                          • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 22:36
                            Bo lubi wiedzieć co w trawie piszczy. He, he...
                      • m717 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 17:03
                        Dziękuję pięknie za materiały edukacyjne...to dla mnie czy dla bocznicy? Ale ja
                        nie mam problemu z satysfakcją kobiety z kontaktów ze mną;)
                        • kici10 Re: Zdziwienie modliszki:) 19.04.07, 22:39
                          To dla rozluźnienia atmosfery
                  • misssaigon a moze jednak jest jak jest? 19.04.07, 18:33
                    pytanie, czy musimy sie doszukiwac drugiego dna tam gdzie go moze nie byc...

                    moze rzeczywiscie sytuacja wyglada tak jak ja przedstawil bocznica?

                    ma on prawo do domniemania niewinnosci...


                    to nie jest sala sadowa i nie usłyszymy relacji drugiej strony, nie bedzie
                    przewodu sadowego z powolywaniem swiadkow i przedstawianiem dowod - i słusznie -
                    bo nikogo tu nie sadzimy... po prostu wspolnie zastanawiamy sie co z tym fantem
                    zrobic, co w tej trudnej sytuacji byłoby najlepsze, najwlasciwsze.....
                    • kici10 Re: a moze jednak jest jak jest? 19.04.07, 22:49
                      To może Bocznica rozwinie własne stwierdzenie - "nie jestem ideałem". Co to
                      znaczy? Czy nie opuszcza klapy od sedesu, czy może wali pięścią między oczy?
                      Ma tutaj całe spektrum postaw. Jedni mówią rzuć modliszkę, a inni, przyjrzyj
                      się najpierw sobie. Dywagujemy sobie tylko na podstawie niepełnych i z
                      pewnością tendencyjnych danych przedstawionych przez autora. Weźmie sobie stąd
                      co zechce. Jego małpy, jego cyrk.
                      • ewulka202 Re: a moze jednak jest jak jest? 20.04.07, 21:40
                        jejku, nie naskakujcie na biednego faceta. Skoro byly tej dziewczyny mial z nia
                        podobny problem tzn ze to z kobieta jest cos nie tak.
                    • kici10 Re: a moze jednak jest jak jest? 19.04.07, 22:50
                      A zresztą, szukanie drugiego dna i dzielenie włosa na czworo to nasza kobieca
                      specjalność. Niech ma małą próbkę.
                  • druginudziarz Re: co w końcu z tą modliszką? 29.05.07, 14:29
                    kici10 napisała:
                    > Żona nie chce iść do psychologa. A jemu samemu kto broni iść? Niech najpierw
                    > pójdzie sam. Może się czego nowego dowie.

                    Każdy poważny psycholog w tej sytuacji uśmiechnie się i poprosi o
                    przyprowadzenie żony.
                    Tak jak każdy poważny psycholog "od dzieci" będzie próbował również stosować
                    terapię wobec rodziców ("problemy z dzieckiem skończą się gdy nie będziecie
                    mieli państwo problemów w waszych relacjach")

                    > Ponadto, pomimo, że na mnie zaraz nakrzyczycie, będę z uporem maniaka
                    > twierdzić, że unika się seksu wtedy, kiedy nie przynosi on przyjemności. A
                    > resztę niech każdy sobie dopowie.

                    No i w błędzie jesteś i w błędzie żyć będziesz ;)
                • kici10 Re: co w końcu z tą modliszką? 19.04.07, 16:15
                  A co do pytania czy jest modliszką, to przeczytaj sobie wypowiedź zygzak60 w
                  tym wątku. Czasami modliszką jest nie ten kto się na pierwszy rzut oka wydaje.
          • matylda_n Re: moja historia? 19.04.07, 11:35
            Victta ładnie to ujęłaś. Miałam podobne przemyślenia. Miało być jak w bajce i żyli długo i szczęśliwie, tylko nikt nigdzie nie napisał czym to szczęście jest.
            • anula36 Re: moja historia? 19.04.07, 12:22
              a w zasadzie czemu nie moglbys pokazac zonie tego watku i poprosic o komentarz
              z jej strony. Juz sie tak zdarzalo na forum.
              Jesli odmowi zainteresowania sie to tez o czyms swiadczy.
              Moznaby duzo o tym pisac co i jak u mnie, a u innych i ja sie to skonczylo,
              ale to TWOJE I TYLKO TWOJE zycie, albo zostaniesz zgorzknialym wyposzczonym
              mezem,im dalej w lata tym bardziej, albo znajdziesz kochanke i narobisz sobie
              problemow emocjonalnych extra, bo jak dla mnie za bardzo jestes uczuciowy na
              bezrefleksyjnego puszczajacego sie na boku.Cuda sie nie zdarzaja, w nagla
              przemiane ozieblej zony w wampa i demona seksu nie wierze, zreszta taka
              wymeczona, wywalkowana przemiane to o d ...rozbic.
              W kazdym razie powodzenia.
              p.s. naleze do grona szczesliwych ktorzy odeszli i zaczeli od nowa, staz
              bezseksia mialam dluzszy i teraz widze ze to byl zmarnowany czas, a od obijania
              sie od obojetnej lampy tylko poparzylam sobie skrzydelka.
            • your_and Re: moja historia? 19.04.07, 12:41
              matylda_n napisała:
              > Victta ładnie to ujęłaś. Miałam podobne przemyślenia. Miało być jak w bajce i
              > żyli długo i szczęśliwie, tylko nikt nigdzie nie napisał czym to szczęściejest

              Satysfakcjonujący czyli szczęścliwy związek wymaga otwierania się wzajemnego na
              oczekiwania i pragnienia. Sygnalizowanie ich moze być różne. Ostatecznie można
              błagać lub nalegać na wizyte u specjalisty jak to było opisane w tym związku.

              W przyrodzie tak już jest że wiele gatunków potrzebuje do życia innych. Te
              potrzeby realizują na zasadzie wzajemnej symbiozy (obopólne korzyści) lub
              pasożytnictwa (jedna strona tylko ma korzyści).
              • victta Re: moja historia? 19.04.07, 16:38
                Zona Bocznicy neguje problem,zgadza sie,ale pytanie jest dlaczego?
                Czy dlatego,ze jest wredna,zimna ,wyrachowana suka,cieszaca sie po cichu z
                cierpien meza i zacierajaca lapki,ze go wykiwala wciagajac w malzenstwo i dziecko.
                Czy dlatego,ze jest nieszczesliwa,sama nie wie co sie dzieje,woli sie przytulic
                w nocy do dziecka ,a nie do meza. Moze sie zgubila,gdzies tam w trakcie zycia.
                My na to nie odpowiemy znajac, relacje jednej strony.Ja obstawiam drugi wariant.
                Czy Bocznica zaproponowal jej wizyte u psychologa w slowach - To wszystko Twoja
                wina,w glowie Ci sie poprzewracalo,jak tak dalej pojdzie znajde sobie
                kochanke,moze bys poszla do psychologa wariatko.
                Czy raczej -Kochanie ,widze,ze sie meczysz i ja sie mecze,sami sobie nie
                poradzimy,uwazam ,ze jedyny sposob to pojscie do specjalisty,przemysl to prosze.
                Tysiace slow,znaczen,emocji-nie mozna osadzac nie poznawszy co ma do powiedzenia
                "winny" calemu zajsciu.
                Uwazam ,ze powinnienes zaczac od tego Bocznico,by zona przeczytala watek.
                Pozdrawiam
                • victta Re: moja historia? 19.04.07, 17:14
                  Jeszcze jedno.
                  Moj maz za dwa lata napisze identycznego posta jak Ty.A wiesz czemu? Bo on chce
                  sexu,a ja dobrego sexu.I tym sie roznimy.Mam dosc sexu pt. walenie zboza w
                  mlockarni.I co? Nic.On nie widzi problemu,bo ja mam na tyle duze libido,ze nie
                  potrafie odmowic mu nawet tak beznadziejnego sexu.Nie potrafie uciec w porzadki
                  czy dziecko i ciagle mnie to gryzie.Ale moze... gdybym mogla, dostrzegl by
                  wreszcie we mnie czlowieka ze swoimi potrzebami.
                  Coz,jest nadzieja...
                  • m717 Re: moja historia? 19.04.07, 17:18
                    To o czym piszesz to zupełnie inna bajka i inna historia...nie mieszaj
                    problemów wynikających z zupełnie innych przyczyn.
                    • victta Re: moja historia? 19.04.07, 17:23
                      Skad wiesz?
                      • m717 Re: moja historia? 19.04.07, 17:32
                        Czytałem uważnie to co On napisał i Ty i te historie mają inną genezę...
                        • victta Re: moja historia? 19.04.07, 18:20
                          Masz racje.
                          Chcialam tylko na wlasnym przykladzie pokazac ,ze przyczyny odmowy sexu moga byc
                          rozne i nie zawsze wynikac z egoizmu partnera.
          • m125 Re: moja historia? 21.03.08, 12:34
            ladnie powiedziane.
            czlowiek nieszczesliwy potrafi unikac seksu.
            nie jestem tutaj dobrym przykladem, ale wiem, ze mimo iz bylam i
            jestem (po urodzeniu dziecka, ktore wlasnie ma poltora roku)
            wulkanem seksu, w chwilach desperacji (ktora czuje, bo mimo ze mam
            powody do szczescia, nie jestem w pelni szczesliwa) mam blokade
            seksualna, nawet jesli mam ochote na seks.
      • walhala re;do bocznicy 12.03.08, 05:27
        Nie obraz sie ,ale twoja zona to jest przypadek beznadziejny.Na nic
        posty ze [moze ja nie rozumiesz]ze zapracowana.Bzdury.Ona jest po
        prostu chora.Nie ma tych potrzeb.To tak jakbys ''umarlego uczyl
        chodzic.''Musisz sie z tym pogodzic i patrzec na siebie.Znajdz sobie
        kochanke.A jak sie sprawy potocza?zycie pokaze.Masz tylko jedno
        zycie i nie warto go tak zmarnowac.Twoja zona to
        egoistka ''nazarta''i ma w d.... ze ty jastes ''glodny.''Zycze
        powodzenia.Nie wpedzaj sie w poczucie winy.W tym przypadku to i
        rozwod koscielny bys dostal.
    • czarnant Re: moja historia? 19.04.07, 15:21
      bocznica, jestem kobieta mam męza od 10 lat, nie mam takich problemów ale
      różnie bywało, ale jako kobieta i matka troche ci poradze
      1.jeśli jest jak jest nie możesz pokazywac jej serca na dłoni, ona jest pewna i
      jej zazdrosc jest uspana
      2. kasa, kasa jest ważna, bardzo ważna, przejmij nad nią kontrole bez niej
      odrazu zpotulnieje, ty jej dawaj kase nie na odwrót, to bedzie atrybut męskości,
      3. dziecko obsolutnie wywal do własnego pokoju, mam córke nigdy z nami nie
      spała, wytłumacz żonie że to nie zdrowe dla dziecka bo zrobi sie mało
      samodzielne.
      4.na początek poznaj kobietke np. na gg pogadac zawsze można miec koleżanki, to
      nie zdrada, troche spojrzysz inaczej na siebie, a gdy żona zapyta z kim gadasz
      powiedz uczciwie z koleżanka zobaczysz jej mine
      pozdrawiam
      • diabollo69 Re: moja historia? 19.04.07, 22:41
        bardzo dobry pomysł.Przestań sie kajać przed nią i jej ustępować.Wiesz jakie mam
        wyobrażenie o niej? Takie wielkie łoże na środku pokoju, w nim ONA z dzieckiem a
        Ty biegający jak ten wasz piesek a ona niełaskawym spojrzeniem ogarnia Ciebie i
        psa tak samo ...
        Tupnij noga i pokaz jej że TY też jesteś w tym domu i dziecko jest Też TWOJĄ
        sprawą i dzięki Tobie ono jest, dzięki temu że kiedyś było między wami normalnie.
        Rzeczywiście zacznij jej dawać drobne powody do zastanowienia, bo nie wierzę że
        taka "terapia wstrząsowa" nie przyniesie efektu.Może zastanowi sie czy ktoś nie
        wchodzi na ten jej bezpieczny rewir i może sie otrząśnie??Bo przecież kocha Cię
        nadal prawda??...
        Jak chcesz to dam Ci swój nr GG i poklikamy czasem, ja lubię gadać a obawiać sie
        nie masz czego, jestem mężatką :))
        Człowieku Ty w końcu wybuchniesz jak jakaś sie przypadkiem przed Tobą
        pochyli....a wtedy reakcja łańcuchowa i koniec...
    • roksana.e Re: moja historia? 19.04.07, 19:58
      czarnant zgodzam się z twoimi pomysłami na wzbudzenie zainteresowania
      czasami lepiej pokazać tą drugą twarz ,
      bocznica nic nie stracisz a może zyskasz
    • palolinkaa Re: moja historia? 19.04.07, 22:57
      moglabym napisac-witaj w klubie.nie jestes sam.duzo nas takich i to po obu
      stronach ale po co to??czy to cos zmieni??ty np masz 30stke na karku i
      cierpiszale juz zdazyles swego pouzywac-ja mam 23na karku i juz prawie zyje w
      celibacie z facetem z ktorym staje sie coraz bardziej nieszczesliwa w zwiazku w
      lozku.kochamy sie baaaaardzo sporadycznie a wtedy jest to szybki numerek a ja
      nie czuje sie jak kochana zona tylko jak worek ktory jest dymany bo za cwilke
      albo idzie spac,albo ubiera sie...chore,chore chore.zalosne i smutne przykre i
      porabane ale prawdziwe..niestety...jestem nieszzczesliwa.mamy synka i ze
      wzgledu na niego jeszcze nie zrobilam skoku w bok,ale juz nie wytrzymuje..brak
      mi czulosci,brak mi pieszczot i rekazji z jego strony ze jestem nadal ladna i
      atrakcyjna kobieta...tez byly klotnie,tlumaczenia,awantury,bylam zla i
      agresywan wobec niego,bylam nerwowa wsciekla,czasami skrycie nienawidze go za
      to jak mnie traktuje i co z tego??wszystko nadal sie pierniczy i brne dalej w
      te bagno...nie wiem albo calkiem zeswiruje albo moze kiedys znajde bratnia
      dusze w lozku... ale z drugiej str nie chcialabym rozpadu malzenstwa ze wzgledu
      na dziecko..dlaczego te nasze zycie jest takie trudne i pogmatwane..pomocy
    • kici10 Re: moja historia? 19.04.07, 23:06
      A Bocznica dał nogę.
      • bocznica Re: moja historia? 20.04.07, 10:32
        Witam
        Nie, nogi nie dalem ;)
        Po prostu obowiazki nie pozwalaja mi caly czas siedziec na forum
        Wszystkie wypowiedzi przeczytalem, bardzo dziekuje Wam za dyskusje.
        WIeczorem pewnie bede mial czas, to odpowiem.
        Na razie niestety sa inne obowiazki ;/
        Pozdrawiam wszystkich!
    • czarnant Re: moja historia? 20.04.07, 11:54
      ktoś napisał że wpłym matki był na nią zgubny ponieważ uważała wszystkich
      facetów za sku...synów, ja też mam taką matkę i zatruwała mnie ta nienawiścią
      ale ja nie stop nie bede jej słuchac bo chce byc szczęsliwa, dogadałam sie z
      miom meżem, a reszta niech sie odwali. U bocnicy jest ten problem że brak
      diologu miedzy nimi, a co najważniejsze ona musi chciec tego dialogu, bo ona
      nauczyła sie życ sama, jest jej wygodnie i komfortowo, mąż piesek to co si
      bedzie wysilac, dlatego musi pokazac że to on będzie dyktowac warunki, jeżeli
      ta metoda nie podziała, dopiero mozna sie rozwodzic, i wtedy bede go gorąca do
      tego namawiac, szkoda zycia!!!!!!!!!!!!!!!
      • your_and Re: moja historia? 20.04.07, 12:21
        czarnant napisała:
        > ktoś napisał że wpłym matki był na nią zgubny ponieważ uważała wszystkich
        > facetów za sku...synów, ja też mam taką matkę i zatruwała mnie ta nienawiścią
        > ale ja nie stop nie bede jej słuchac bo chce byc szczęsliwa, dogadałam sie z
        > miom meżem, a reszta niech sie odwali.

        Generalnie to warto podkreślić że to podręcznikowe zaburzenie emocjonalne, a w
        sieci można poczytać co na ten temat pisze dość znany seksuolog i psycholog, a
        mimo to wiekszość wypowiadających kobiet jest przekonana że wina takich
        absolutnie zachowań jest po stonie partnera i dlatego neguje problem
        jako "wydumany" z założenia.
        Kobieta modliszka
        www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1502&alt=56
        Seks po porodzie
        www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=378&alt=59
        • your_and karmienie a przyjemność seksualna 20.04.07, 12:35
          nie sądzicie też że jest duży związek z obserwacjami Ślósarza a pewnym
          sąsiednium forum gdzie generalnie kobitki przaśnie odnoszą sie do seksu z
          mężami za to nie mogą oderwać sie od kamienia?
          długie karmienie piersią
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21000
          cyt:
          natomiast te spośród nich, które karmiły podawały, że poziom napięcia
          seksualnego był u nich znacznie wyższy, niż w okresie przed ciążowym. Karmienie
          powodowało u nich wzrost napięcia seksualnego do tego stopnia, że czasem
          przeżywały orgazm.
          • misssaigon za bardzo 20.04.07, 14:03
            Kochani, nie zwalajmy jednakowoz wszytkiego na matki, kazdy z nas swój rozumek
            ma i jesli jest w nim sklonnosc do autorefleksji i uczciwy stounek do wlasnej
            osoby to szybko sie zorientuje kiedy zaczyna wdrazac w zycie "matczyny
            swiatopogląd".

            Wierze, ze z cala swiadomoscia mozan sie przed tym uchronic...Zeby doszlo do
            sytuacji w jakiej znalzł sie bocznica muis nastapic zbieg kilku elementów.

            Oprocz wzorcow wyniesionych z domu - szanowna małzonka okazuje sie byc wg
            relacji bocznicy osoba niedojrzała emocjonalnie, nastawiona roszczeniowo do
            ludzi, socjopatką...Ponadto bocznica jest factem który kocha "za bardzo" i za
            bardzo pozwala swojej małżonce kreowac relacje w malzenstwie wg jej widzimisie.

            Prawda jest taka, ze każdego mozna "rozpuscic" jak dziadowski bicz - nie tylko
            dziecko...wale to juz refleksje post factum
    • roksana.e Re: moja historia? 20.04.07, 14:15
      Poruszacie się tu w klimatach że winny czasami jest obraz jaki wynosimy z domu
      naszego ojca,matki i póżniej to nieświadomie powielamy.
      Jestem zdania że każdy jest kowalem własnego losu,
      u mnie ojciec był facetem który ciągle zdradzał moją matke
      do tego wyciągał łapy, delikatnie mówiąc drań
      Idąc waszym tropem powinnam w każdym facecie widzieć
      mojego ojca, gdyby tak było z żadnym bym się nie związała
      Fakt że teraz nam się w związku trochę coś popsuło
      i pisząc to przed oczyma widze moich teściów,
      małżeństwo z dużym stażem ale co mówią głośno
      od dawna z zerowym seksem
      Mam nadzieje że mój mąż nie wprowadza tego nieświadomie w nasze życie
      Może faktycznie coś w tym jest
      Bocznica może faktycznie ona powiela rodzinne stereotypy?
      Jacy są jej rodzice?
      Może mamy rozwiązanie naszych problemów?
      Tylko co z tym dalej robić?
    • forestka1 Re: moja historia? 20.04.07, 19:50
      Witam wszystkich Forumowiczów.
      Jestem na tym forum pierwszy raz i urzekła mnie Twoja historia, Bocznica.
      I jest mi przykro, bo wydaje mi się że jesteś dobrym człowiekiem i kochasz swoją
      rodzinę. To super i trzymaj tak dalej.
      Nie chcę opisywać tutaj własnych doświadczeń ale to trochę tak, jakbym czytała o
      swoim związku. I teraz wiem że muszę nad tym popracować, dać coś wreszcie od
      siebie....
      Myślę że Twoja żona bardzo potrzebuje Twojej bliskości, tak jak Ty Jej.....Bez
      seksu nie da się żyć, o ile sprawia nam frajdę.
      Po urodzeniu dziecka, wiadomo, wiecej uwagi poświecamy Maleństwu, ale to właśnie
      Wy faceci musicie nas , kobiety wspierać. Nam nie zawsze wydaje się że nadal
      jesteśmy atrakcyjne dla Was.

      Proponuję walczyć.Piszesz że żonę masz inteligentną.Postaraj się ją zaskakiwać.
      Kiedy ostatni raz podarowałeś jej prezent???Kiedy przygotowałeś dla niej kolację
      przy świecach, po zaśnięciu dziecka????Wiesz jakie filmy lubi ogladać?
      Wypozyczyłeś dla niej taki , który chętnie obejrzy?
      A kwiaty??......Rozumiem że dostawała bez okazji.
      Te i inne rzeczy sprawią że może coś się zmieni. Tego Wam mocno życzę.

      pozdrawiam i przepraszam jeśli zbyt chaotycznie napisałam.
      • lowyy Bocznica podajmy sobie dłonie 20.04.07, 20:56
        Nie czytałam wszystkich odpowiedzi
        moj syn ma 10 m-cy,w ciąży zero seksu bo mąż sie bał
        teraz dalej zero seksu
        nie wiem dlaczego
        fakt zostalo mi pare kg ale nie jestem gruba,moze troche okraglejsza
        nie wiem czy juz go nie pociągam czy fakt ze był przy porodzie spowodowało chec seksu
        ja mam 30 lat on 34
        i nie moge uweirzyc ze nie ma ochoty
        wiem tez ze nie ma nikogo
        dramat,jeszcze mam taka prace ze mam kontakty z facetami i co poniektorzy jakby mogli to by sie na mnie rzucili
        zupełnie nie wiem o co chodzi z moim mężem
        • bocznica Re: Bocznica podajmy sobie dłonie 20.04.07, 21:27
          No widze ze co osoba, to osobny przypadek kliniczny :(

          > moj syn ma 10 m-cy,w ciąży zero seksu bo mąż sie bał

          U mnie bylo odwrotnie. Ona nie chciala, a dla mnie byla hiper sexy z tymi
          kraglosciami i brzuszkiem, jak sobie przypomne, ech...

          > nie wiem czy juz go nie pociągam czy fakt ze był przy porodzie spowodowało
          chec > seksu

          Ja tez bylem przy porodzie i bylo to dla mnie absolutnie fascynujace doznanie.
          Zrozumialem jaki to cud narodziny dziecka, ile bolu kosztuje to kobiete i choc
          troszke pozwolilo mi to zrozumiec kobiete. Wiem ze nigdy nie odebralem tego jak
          Ona, ale choc troszke. Ale rozumiem ze sa faceci dla ktorych to jest negatywne
          doznanie.

          > wiem tez ze nie ma nikogo

          Jak poczytasz forum, to okazuje sie ze niczego pewnym byc nie mozemy

          > dramat,jeszcze mam taka prace ze mam kontakty z facetami i co poniektorzy
          jakby mogli to by sie na mnie rzucili

          Rozumiem twoj bol, tyle ze w druga strone :/

          > zupełnie nie wiem o co chodzi z moim mężem

          A ja z moja Z. Powodzenia, mam nadzieje ze Ci sie wyprostuje


          • lowyy a zeby było zabawniej 20.04.07, 21:37
            to jestem lek.ginekologiem i wizyta u jakiegokolwiek specjalisty odpada bo by zaraz całe srodowisko o tym wiedziało
            a jak wiadomo to dosc hermetyczne srodowisko
            • bocznica Re: a zeby było zabawniej 20.04.07, 21:41
              No chyba nie az tak. Gdybys poszla prywatnie do jakiegos speca, to moze by sie
              nie rozeszlo? Czy wszyscy Cie znaja? Chociaz nie wiem, moze zawsze trzeba podac
              pelne dane? Nie bylem, bo Ona nie dala sie namowic :/
              Lowyy, na pocieszenie powiem Ci ze sprawdzilem iz 2 lata da sie wytrzymac.
              Troche odbija, ale sie da. Ile wiecej nie wiem, moge informowac :/

              pzdr
              • misssaigon cnotliwi 20.04.07, 22:12
                to moze założmy stowarzyszenie osób, które bedą sie ćwiczyły w cnocie
                wstrzemięzliwości..jakze to szlachetne i ma takie starozytne konotacje...cos
                wspaniałego...tylko co komu po tym?

                jest sie naprawde czym licytowac?
                • bocznica Re: cnotliwi 20.04.07, 22:27
                  Nie licytujemy. Rozmawiamy.
                  Jesli ten temat Cie irytuje, nie musisz brac udzialu, tak?
                  Ludzie maja rozne problemy i roznie je opisuja
                  pozdrwiam
                  • lowyy powli sie łamie 20.04.07, 22:47
                    zapisałm nas do psychologa za 2 tyg
                    maz niby sie zgodził,chce isc choc uwaza ze nie ma po co,bo brak seksu jest pwowdem jego zmeczenia i stresujacej pracy
                    zobaczymy co nam ow terapeuta powie
                    nie zamierzam czekac dłuzej bo obwiam sie ze nie skonczy sie to dobrze,zwazywszy ze mam pewnego adoratora ktory nie kryje juz swoich zamiarów
                    a ja coz...jeste, tylko człowkiem...
                    • bocznica Re: powli sie łamie 20.04.07, 22:52
                      > zapisałm nas do psychologa za 2 tyg maz niby sie zgodził,chce isc choc uwaza
                      ze nie ma po co,bo brak seksu jest pwowdem jego zmeczenia i stresujacej pracy
                      > zobaczymy co nam ow terapeuta powie

                      Gratuluje. Mam nadzieje ze specjalista cos zaradzi. Mi sie nie udalo zaciagnac
                      nas do speca. Wymoki ze stresem i zmeczeniem znam ;( Kiepskie sa... Uwazam ze
                      seks po calym dniu meczacej pracy jest super, rozluznia itd itp, ale... rozni
                      ludzie sa

                      > nie zamierzam czekac dłuzej bo obwiam sie ze nie skonczy sie to
                      dobrze,zwazywsz y ze mam pewnego adoratora ktory nie kryje juz swoich zamiarów
                      > a ja coz...jeste, tylko człowkiem...


                      Hm, z adoratorem to juz nic Ci nie poradze. kazdy idzie swoja droga. Mam
                      nadzieje ze wybierzesz dobrze.
                      Pozdrawiam
                      • lowyy a jeszcze smieszy mnie 20.04.07, 22:55
                        to ze mąż jest zazdrosny,złosci sie jak sie maluje,
                        ingeruje w moj ubior,pt za duzy dekolt,za krotka spódnica,spodnie zbyt obcisłe,podłuchuje moje rozmowy tel...
                        nic z tego nie rozumiem
                        • bocznica Re: a jeszcze smieszy mnie 20.04.07, 23:02
                          > to ze mąż jest zazdrosny,złosci sie jak sie maluje,
                          > ingeruje w moj ubior,pt za duzy dekolt,za krotka spódnica,spodnie zbyt
                          obcisłe,
                          > podłuchuje moje rozmowy tel...
                          > nic z tego nie rozumiem

                          To faktycznie dziwne, sam odsunal sie od Ciebie a jednoczesnie chce zebys
                          zamienila sie w zaniedbana babe bez krztyny seksu? Nie znam sie, sam tu szukam
                          porady, ale moze ma jakis powazny problem, boi sie ze cie straci?
                          Moze uwaza ze po urodzeniu dziecka powinnas chodzic w pokutnym worze i na dobre
                          poswiecic sie wychowywaniu dziecka. Swoja role spelnilas, urodzilas i zapomnij
                          o cielesnych radochach :/
                          Twoj maz pasowalby do mojej zony :) chciaz musialby ja przekonac do
                          niemalowania sie i fajnego stroju, ale reszte ma juz zapewniona (sorry za glupi
                          zart ;))
                          • lowyy Re: a jeszcze smieszy mnie 20.04.07, 23:08
                            jakie to wszystko jest dzienw
                            nikt z naszych znajomych nie pomyslalby ze takie dziwo jest miedzy nami
                            jak gdziesz jestesmy razem mąż jest cały czas przy mnie,obejmuje mnie,trzyma za reke,zawsze podkresla gestem badz słowe ze jestesmy razem..
                            a w domu...totalnie osobno
                            odezwał się do mnie ostatnio moj były chłopak,z ktorym rozstalam sie przez mojego męża
                            i na koncu jego tekst.."mam nadzieje ze dobrze wybrałas"
                            jakie to zycie popieprzone...jak pudełko czekoladek...
                            • bocznica Re: a jeszcze smieszy mnie 20.04.07, 23:16
                              > jak gdziesz jestesmy razem mąż jest cały czas przy mnie,obejmuje mnie,trzyma
                              za reke,zawsze podkresla gestem badz słowe ze jestesmy razem..

                              U mnie juz tak nie ma ;( Nawet miedzy ludzmi Ona jest z dala ode mnie, zero
                              kontaktu. Widac twoj maz jeszcze udaje...
                              • lowyy sorry za pytanie 20.04.07, 23:19
                                a jestes pewny ze nie ma zona nikogo?
                                • bocznica Re: sorry za pytanie 20.04.07, 23:24
                                  > a jestes pewny ze nie ma zona nikogo?


                                  Jestem PRAWIE pewny ;) a PRAWIE robi wielka roznice.
                                  Jak analizuje co sie dzieje to nie wierze ze kogos ma, jest zbyt leniwa, nie
                                  wychodzi, nie wykonuje dziwnych rochow...
                                  No ale nie wykluczam ze kogos poznala i cos tam paczkuje, w koncu swoje zycie
                                  prywatne tez ma. Moze za jakis czas sie dowiem, coz...

                                  ps. sprawdz poczte

                                  pozdrawiam
                                  • lowyy Re: sorry za pytanie 20.04.07, 23:33
                                    odpisałam ,tez sprawdz poczte
                  • misssaigon Re: cnotliwi 23.04.07, 09:43
                    bocznica - tu nie ma "swoich " watków - to jest forum publiczne z jego zaletami
                    i wadami - z czego wynika jedno - autor głownego postu nie wybiera sobie
                    interlokutorów....

                    pozdrawiam przy okazji:))
                    • ambx Długoweekendowa terapia szokowa? 26.04.07, 18:43
                      Twoja rodzina jest już tylko rodziną - nie małżeństwem. Naczelne, nie tylko
                      homo ledwo sapiens, odkryły, że seks poza prokreacją służy również budowaniu
                      więzi, wyrażaniu dominacji czy uległości i jest po prostu przyjemny. Odkryły to
                      np. szympansy bonobo a i Paparatzi coś o tym sensownego napisał w encyklice.
                      Matka twojego dziecka zatrzymała się seksualnuie na etapie niższych organizmów.
                      Jak modliszka potrzebuje od samca tylko nasienia i pożywienia. Nic z tego nie
                      będzie. Jak długa będzie żyła wasza córka i jej potomstwo - bedziecie członkami
                      jednej rodziny. Małżeństwem nie jesteście od dwóch lat. Wypinając się na
                      ciebie, twoje potrzeby oraz miłość i uczciwość małżeńską, pozbawiła się prawa
                      do twojej wierności. Spróbuj jej to uświadomić w ten długi weekend. Zniknij na
                      kilka dni, zostawiając kartkę "wracam...." Kup sobie seks - komercyjny lub
                      zorganizuj koleżeński, jak to możliwe. Wyłącz telefon - korzystaj tylko z pre-
                      paidu. Pies powinien przeżyć, choć ciężko mu będzie. Gdy wpadnie w amok po
                      twoim powrocie, powiedz że nie czujesz się już jej mężem. Daj jej do wyboru:
                      Rozwód, sprzedaż mieszkania, alimenty (płacę i wymagam) lub wyprowadzenie
                      twoich męskich potrzeb poza waszą rodzinę (bo to małżeństwo to już tylko
                      świstek papieru). Po prostu - mieszkacie razem, partycypujesz w kosztach
                      utrzymania, uchodzicie za małżeństwo, ale nie ma prawa zapytać cię z kim
                      spędzasz noce, weekendy i urlopy. Na to raczej się nie zgodzi, więc ratuj
                      resztę swego życia. I nigdy nie daj się zaciągnąć do jej łóżka, bo znaczy to,
                      że chce mieć z tobą drugie dziecko. Lepiej, jak twoja córka będzie miała
                      przyrodnie rodzeństwo.
                      • woman-in-love Re: Długoweekendowa terapia szokowa? 26.04.07, 19:55
                        Już widzę, jak bocznica "nie daje wciągnąć się do łóżka"! A swoja droga wciąż
                        poruszaja mnie do żywego takie historie. Małżeństwo to cholerna loteria.
                        • mojanoga Bocznica-czytam i prawie płaczę:(( 27.04.07, 04:21
                          Ja jestem z tej drugies strony-nie mam wielkiej ochoty na sex,jestem wiecznie
                          zmęczona i nic mi isę nie chce...Dziecko ma ponad 2 lata.
                          I chce mi sie wyć,bo chcialbym być "napaloną trzydziestką",ale nie potrafię:((
                          Nie ma co prawda celibatu,ale ochotę na sex mam średnio raz w miesiącu.
                          Przeczytalam dokladnie co czujesz i plakać mi ise zachciało-mój mąż pewnie
                          czuje sie podobnie,a ja nie potrafie temu zaradzic:((Ech,durne życie:((
                          Po dlugim weekendzie idę zrobić badania krwi-moze to jakieś niedobory???
                          • misssaigon Re: Bocznica-czytam i prawie płaczę:(( 27.04.07, 07:59
                            owszem, niedobór innego faceta...
    • bea569 Re: moja historia? 27.04.07, 12:22
      Przeczytalam Twoja wypowiedz i nasowa mi sie pytanie czy ona czasem nie ma
      deprechy poporodowej.Sama jestem z mezem od 8 lat i mamy synka2 latka.Na
      poczatku jak urodzilam,to przez jakies 3 miesiace tez nie mialam ochoty na
      sex.Bo myslalam,ze jestem dla niego malo atrakcyjna,przybylo mi co nieco
      cialka.Zawsze bylam wrecz chudziutka i ciezko mi bylo paradowac przed nim na
      nago,a co dopiero kochac sie.Ale dwa lata to naprawde dlugo.Moze obowiazki przy
      dziecku przytloczyly ja.A dziecko czas najwyzszy wyeksmitowac z waszego loza!Im
      pozniej tym trudniej!Powiedz jej,ze kochasz Wasze dziecko,ale Ty tez masz
      uczucia.Dzieciak dorosnie a Wy bedziecie sami,wiec trzeba dbac o siebie.Wiesz
      czsem my kobity zapominamy o bozym swiecie,kiedy mamy dziecko.Za duzo sie teraz
      od nas wymaga i pisze sie totalne bzdury w gazetach dla kobiet.Porozmawiaj z
      nia spokojnie i zapytaj czy kocha Cie jeszcze.
      Jesli tak,to moze dobrze Wam zrobi maly wypad gdzies ale bez dziecka.Mam
      pytanie?Czy nawet pieszczoty nie wchodza w gre?Nie dotyka cie wcale?A to co
      powiedzial jej byly,wcale nie mosi byc prawda.Po prostu mogl byc
      zlosliwy.Zastanow sie nad tym skokiem w bok.Oczywiste jest ,ze i tak dlugo
      wytrzymaes,Ja sama bym chyba swira dostala!Moze ona jest troche znudzona tym co
      robiliscie do tej pory?Napisz cos jeszcze.Pozdrawiam.
      • bocznica Re: moja historia? 29.04.07, 21:46
        Bea569, tak jak pisalem nie jest to na pewno sprawa fizycznego wygladu, w
        sensie jakichs kompleksow. Zaraz po ciazy wrocila do swojej sylwetki
        (szczuplej) zero problemow, zero rozstepow, celulitow i tym podobnych kobiecych
        spraw ;) Poza tym na depresje poporodowa tez nie cierpiala, raz ze nie trwa to
        przeciez 2 lata, dwa od poczatku super zajmowala sie dzieckiem.
        Jak pisalem, matka jest swietna, nie moge zlego slowa powiedziec, to nie tak ze
        ja chce ja oczerniac i pokazac w zlym swietle. Jest bardzo dobra matka, po
        prostu od ciazy przestala kompletnie potrzebowac zblizenia i jakiejkolwiek
        bliskosci.
        O wyprowadzeniu dziecka od nas z sypialni oczywiscie rozmawialismy tysiac razy,
        cos sie niby ruszylo w tym temacie, ale zawsze ma wymowke, ze za kilka dni
        zaczniemy probowac albo jeszcze cos innego.
        Ze skokiem w bok chyba mnie zle zrozumialas, ja pisalem ze nie chce tego robic,
        ale czasami sa momenty ze wydaje mi sie ze tylko to mi zostaje. W kolo tyle
        pieknych kobiet a ja jestem po prostu najzwyczajniej w swiecie wyposzczony.
        Pisalem ze rodziny nie chce rozbijac i nie szukam sobie kochanki ani nowej zony
        ani nawet dziewczyny, Szukam rozwiazania tego co jest a nie zmian na nowa.
        Czy jest znudzona tym co robilismy? Nie sadzie, ale ona oczywiscie moze uwazac
        inaczej, musialaby to sama tutaj napisac.
        Wczesniej bylo super fajnie i nic nie wskazywalo zmian. Zmiana nastapila po
        ciazy. Oczywiscie wychodzimy tez z domu, wyjezdzamy na wakacje, weekendy itd
        itp. wiec tez RACZEJ nie chodzi o to ze siedzimy w domu przed tv.
        Przepraszam ze tak powoli teraz odpowiadam, ale mam jeszcze inne obowiazki a
        temat rozwinal sie na tyle odpowiedzi ze ciezko mi zapanowac nad tym i wyluskac
        nowe wpisy.
        Pozdrawiam wszystkich
        • ambx Nikt za ciebie nie "przełoży wajchy"... 30.04.07, 14:53
          ...żebyś wrócił na główny tor męskiego życia. Jak nic nie zrobisz -
          pozostaniesz na "bocznicy", a do kopulacji zostaniesz dopuszczony, gdy twoja
          samica uzna, że trzeba majstrować drugą dzidzię. Potrzebujesz być mężem, a nie
          braciszkiem wpuszczonym w "tacierzyństwo". Zanim zacznisz rozważać alternatywy
          daj jej ostatnią sznsę. Po męsku, p.......ij pięścią w stół i powiedz, że dalej
          tak nie będzie. W końcu nie wytrzymasz i odejdziesz do normalnej kobiety. Niech
          więc najpierw usłyszy, że już niedługo tatą będziesz w weekendy, a przysłowiowy
          cieknący kran - będzie wymagał wezwania hydraulika.
    • gabi967 Re: moja historia? 27.04.07, 12:24
      http:forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=15128&w=32516074//forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=32516074
    • gabi967 Re: moja historia? 27.04.07, 12:54
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=32516074
      • acti1 dzieki za link , choc to z 1godz czytania, ale nie 27.04.07, 14:43
        dzieki za link , choc to z 1godz czytania, ale niezłe.....dla mnie (1 raz łezka i 1-na kawka). jeszcze raz polecam ...
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=32516074&v=2&s=0
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka