Dodaj do ulubionych

Zmysł słuchu

23.04.07, 10:13
Witajcie.
Niesamowite jak niektóre bodźce potrafią oddziaływać na człowieka. Jak
zadziała "to coś" to nie ma zmiłuj. To tak tytułem wstępu.
Po raz kolejny życie pokazało mi, że rozum i zmysły nie koniecznie zawsze
muszą iść w parze. Zastanawiam się czy słuchacie czasami tego "wewnętrznego
głosu", intuicji, tego co podpowiadają zmysły ??. O co chodzi ?? Już tłumaczę.

W ciągu ostatniego roku w moim życiu miały miejsce dwa zdarzenia, które
spowodowały, że raz mocniej zadrżało mi serce, a drugim razem byłem obiektem
drżenia serca, burzy zmysłów innej kobiety. Nie było by w tym nic dziwnego
(zdarza się :)) niektórym nawet często) gdyby nie fakt, że oba zdarzenia były
bezpośrednio związane z ... telefonem, w obu przypadkach wszystko odbywało sie
na odległość i w obu przypadkach bezpośrednią przyczyną szybszego krążenia
krwi były tylko i wyłącznie zmysł słuchu i wyobraźnia. Choć bardziej bym
zwrócił uwagę na to pierwsze. To drugie dopełniło jedynie całości.

Praca bo wszystko wiąże sie z pracą. hhehe :)) No i telefon.
Telefon w mojej pracy jest jak pióro dla ucznia na lekcjach. Absolutna
podstawa, przez którą załatwiam większość interesów. W związku z tym często,
"poznaję" osoby w ten sposób. Przy czym 90% tak poznanych osób pozostaje dla
mnie tylko i wyłącznie "głosem".
Mniej więcej rok temu przy okazji realizacji kolejnego kontraktu
współpracowałem z pewną kobietą. To miał być kolejny zwykły telefon pod
tytułem "Dzień dobry nazywam się tak i tak pracuje w takie a takiej firmie i
dzwonie w sprawie takiego to projektu, który będziemy mieli przyjemność razem
realizować" To co usłyszałem w odpowiedzi ... powaliło mnie na kolana. Od
pierwszego telefonu jak ją usłyszałem to, aż mi ciarki przeszły po plecach.
Nie bardzo wiedziałem o co chodzi ale ton jej głosu, barwa, sposób mówienia,
brzmienie wszystko dosłownie powodowało, że jeszcze z dobre pół godziny po
każdym telefonie delektowałem sie wręcz tym co usłyszałem, co zostawało mi w
głowie po tym jak się rozłączyliśmy. Nie widziałem jej na oczy, nie wiedziałem
czy jest wysoka czy niska, szczupła czy tęga, blondynka czy brunetka itd. Moja
podświadomość ciągnęła mnie do niej, tylko po to by jej słuchać i słuchać.
Jednocześnie czułem jej fizyczną atrakcyjność, podpowiadało mi to coś wewnątrz
mnie. W drugą stroną było podobnie choć jestem pewien, że jej nie wzięło tak
jak mnie. Kontrakt się skończył, telefony pozostały. Intensywność utrzymała
się .... przez jakieś 8 miesięcy czyli tylne mniej więcej ile trwa klasyczne
zauroczenie. Spotkaliśmy się ... raz. Nie było to proste zważywszy na
odległość między naszymi miejscami zamieszkania ok 500km. Okazaliśmy sie
wzajemnie atrakcyjni dla siebie ale poza buziakiem w policzek na przywitanie i
pożegnanie oraz kilkugodzinnej "kawy" okraszonej interesującą konwersacją w
świetnym towarzystwie do niczego nie doszło. Oboje tego nie chcieliśmy. Było
nam dobrze, tak przez telefon. Nie mniej moje zmysły mnie nie zawiodły. nie
była to może jakaś piękność rodem z reklamy bielizny na bilbordzie ale
emanowała wręcz seksapilem. Przynajmniej jak dla mnie. Do niczego nie doszło
bo mieliśmy czas by ochłonąć z emocji, gdyby do wszystkiego doszło wcześniej w
fazie maksymalnej ekscytacji ... nie wiem jak by się to skończyło. I rozum
niewiele miałby tutaj do powiedzenia, bo ona kochająca mężatka z małym
dzieckiem a jak żonaty. Przeżyłem swego rodzaju "romans przez telefon", o ile
coś takiego w ogóle istnieje. ;))). Nigdy wcześniej ani później to mi się nie
przytrafiło. Owszem zdarzało się, że czyjś głos brzmiał mniej lub bardziej
przyjemnie ale nie powodowało to na mnie większego wrażenia. Potrafiliśmy
powstrzymać żądze. Może gdyby spotkanie nastąpiło zaraz po poznaniu .... ale
po co gdybać, na szczęście doszło do niego po prawie sześciu miesiącach. Z
resztą było to świadome działanie "opóźniające" z mojej strony bo sam
obawiałem sie swojej reakcji. Do dziś, choć emocje, ekscytacja i cała reszta
dawno opadła czasem jak do siebie zadzwonimy i pogadamy jej głos działa na
moje zmysły jak balsam,, taki cudownie kojący. No i zyskałem świetną
przyjaciółkę :))).

Druga sytuacja, która dała mi również do myślenia, miała miejsce z kolei w
druga stronę jakieś dwa miesiące temu. Kobieta po jednym dosłownie telefonie
tym razem w reakcji na brzmienie mojego głosu w jednej chwili miała jak to
sama określiła "miękko w kolanach i nie tylko" :))). Jak rozmawialiśmy czasami
wręcz głos jej drżał z emocji, ekscytacji, podniecenia. żebyście wiedzieli
jakie ona do mnie mejle pisała. Pełne pasji, zaangażowania, uczuć,
namiętności. Tak może pisać tylko i wyłącznie osoba co najmniej bardzo mocno
zauroczona. A wszystko pod wpływem głosu i zmysłu słuchu. Resztę załatwiała
podświadomość i wyobraźnia bo nie widzieliśmy się w realu ani nawet na
zdjęciach. Nawet jak jej tłumaczyłem że przecież nawet mnie na oczy nie
widziała odpowiadała, że to zupełnie nie istotne, że chce mnie słuchać, i
słuchać i słuchać. Dodam że to szczęśliwa mężatka, która nigdy nie zdradziła
swojego męża ale jak to mi powiedziała pod wpływem mojego głosu, tego jak i co
mówię przeżyła coś, o czym już dawno zapomniała. Tak jakby nagle dwa kawałki
puzzle zaczęły do siebie pasować, przynajmniej przez telefon ;)). To
niesamowite drżenia serca i podekscytowanie, takie tajemnicze podniecenie na
samą myśl o kolejnej rozmowie. No połechtała mnie po moim męskim "ego" że hej
:)))). Tym razem jednak druga strona była mi zupełnie obojętna. Było miło,
sympatycznie ale ... mój zmysł słuchu nie przekazał mi żadnego bodźca, który
spowodował by choć w połowie uczucie, jakie przeżyłem w przypadku nr 1.
Tak czy inaczej było minęło pozostały miłe wspomnienia.

Przypomniało mi się ostatnio obie sytuacje. I dlatego mam pytanie.
Czy perzydarzyła wam się kiedyś podobna historia że czyjś głos powodował
wyżysze ciśnienie krwi do tego stopnia że przechodziło to wręcz w zauroczenie ?

Czy w takiej sytuacji słuchaliście swoich odczuć i jeśli mieliście okazję do
konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością to jakie były wrażenia. ??

Co w ogóle o tym sadzicie ???.

Powinienem sie "wstydzić" bo jednak po głowie chodziła mi inna kobieta mimo iż
do niczego nie doszło (fizycznie) ????

Pozdrawiam
Avide.
Obserwuj wątek
    • wiktoriada111 Re: Zmysł słuchu 23.04.07, 10:26
      Avide... bingo!
      Myślałam, że to ja jestem jakaś naiwna i czułam się jak podlotek z liceum
      marzący o nieosiągalnym aktorze z plakatu, czułam się jak głupolek, który
      wzdycha do telefonu, a okazuje się po raz kolejny, że nie ma powodu... Mam w
      pracy taki głos... powala mnie na kolana, ciepły, spokojny, męski... rozmowa o
      szczegółach kontraktu przemienia się w mojej w wyobraźni w jak najczulsze
      wyznania miłosne, ręce mi się pocą, drżą i brak mi słów... najchętniej to bym
      nic nie mówiła, tylko słuchała, słuchała i słuchała....
    • justyna.ada Re: Zmysł słuchu 23.04.07, 11:28
      Nie wiem jaki masz głos, Avide :-) ale potrafisz opisywać :-)))

      W temacie wątku - o tak, jak najbardziej, słuchowcem jestem, i bardzo dobrze...
      Niestety zdarzają sie rozczarowania i właściciel aksamitnego głosu okazuje się
      brzydalem. Ale faktem jest, że działa nawet nie tylko sam głos, ale również
      dykcja, modulacja, sposób wypowiadania słów - jak gdyby tylko do mnie, dla
      mnie - i to jest coś, co przybliża, przyciąga do takiego faceta. Jeśli się doda
      do tego inteligencję, poczucie humoru, płaszczyznę porozumienia, to zdechł
      pies... Kiedy ktoś do mnie tak mówi, to mam ochotę go dotknąć :-)

      I trzeba się więc nieraz pilnować...
    • acti1 Re: Zmysł słuchu 23.04.07, 11:30
      popieram, sa takie "glosy", mimo ,ze to podobno raczej K reaguja na nasz glos czesciej to i mi sie to zdarzylo. Ciekawe ze moja dziewczyna sluchawszy (odsunalem sluchawke od ucha) jej wypowiedzi zauwazyla, ze to glos typowej k-wy i ze jest specjalnie stylizowany...Ja uznalem (uznalem tylko dla siebie), ze glos ten:
      -zawiera duza skale
      -jest troche rasowany w swych "przegieciach", tak jakby osoba go uzywajaca miala duza swiadomosc jego odzialywania
      -dodatkowo powiem, ze dziewczyna lubi muzyke (te melodyjna), jest zywiolowa i troche nieodpowiedzialna, jest inteligientna, ale z wygladu troche "knusowata"...(prosze nie pluc na mnie za to)
    • lilyrush Re: Zmysł słuchu 23.04.07, 15:36
      Oj zdarzyło, zdarzyło
      Na szczeście prywatnie- tzn zakochałam sie w głosie dobrego znajomego, kiedy
      pierwszy raz kiedys daawno do mnie zadzwonił. Mam to szczescie, że dzwoni
      nadal. Jego "DZień dobry" naprawdę sprawia, ze sie uśmiecham i robi mi sie
      cieplej. Seksu z tego nie będize, wielkiego romansidla tez nie, ale mogę
      zasłuchac sie na śmierć :-)
    • caisis Re: Zmysł słuchu 23.04.07, 19:25
      Jesli chodzi o mnie to jestem wzrokowcem, ale tak naprawdę to mam głebię
      słuchu.Avide, to czego Ty doświadczyłeś ja doświadczam na codzień.Tak, to
      prawda,często rozum nie idzie w parze z uczuciami.Ale to , co się z nami wtedy
      dzieje nie jest wypadkową przpadku.To działa nasza podświadomość,którą w pewnym
      momencie,nawet nie świadomie, zaprogramowaliśmy na takie działanie.I to jest
      piękne.Każdy mój dzień to głębia słuchu.Jestem bardzo wrażliwa na muzykę i
      codziennie słucham Radia RMF FM.Tylko słuchając muzyki a zwłaszcza polskich
      piosenek wyłapuję z ich treści mądrość życia.Te piosenki są moim drogowskazem
      jak mam iść przez życie.Dzięki polskim piosenkom znalazłam miłość życia i
      codzień dodają mi one otuchy,nadzieji,wiary w szczęście, a w trudnych chwilach
      pomagają przetrwać.Jest gro ludzi,którzy śmieją się z takich jak my.Mówią,że
      mamy loty,schizy,że jesteśmy walnięci,nierozsądni.A mi takich ludzi jest
      żal.Ale szanuję ich jako ludzi i po prostu z takimi się nie zadaję.To są ślepcy
      z otwartymi oczami.Ale to ich wybór.Bo każdy jeśli tylko zechce może się
      otworzyć , a wtedy patrzą na świat jak w piosence:"uczę się ciebie na pamięć
      niecierpliwymi palcami,rozpaczliwie na pamięć,szeroko zamkniętymi oczami".
      I każdy człowiek ma to w sobie.Tylko trzeba się "obudzić".Mnie obudziły lata
      upokorzeń,smutku,udawania samej siebie."To co cię nie zabije,to cię wzmocni".
      I ja nazywam ten dar "oczy duszy" albo jak kto woli iskrą bożą.
      • lena2505 Re: Zmysł słuchu 23.05.07, 14:06
        No i mnie się też coś takiego zdarzyło, również w obie strony.
        Bardzo lubię rozmawiać przez telefon, skajpa...

        Miałam kiedyś takiego znajomego, którego głos wywyływał "motyle w brzuchu", był poprostu niesamowity, miał też strasznie miły śmiech.

        Ja natomiast podobno dobrze akcentuję i mówie melodyjnie. Muszę się kiedyś nagrać i posłuchać. Aha i podobno zawsze słychać kiedy się uśmiecham. A uśmichać i śmiać się lubię bardzo...
        Pewnie coś w tym musi być, bo takie opinie słyszę nie tylko od panów.

        Czyli zmysł słuchu to potęga...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka