Dodaj do ulubionych

Jak powiedziec zonie o zdradzie?

15.06.07, 12:57
Witam. Zaczne od poczatku. Mam 33 lata i jestem wlascicielem dosc dobrze
rozwijajacej sie firmy. Pomimo, ze na brak funduszy nigdy nazekekac nie
musialem to w zyciu mialem tylko jedna partnerke, i byla nia wlasnie moja
obecna zona. W zyciu bym jej nie zdradzil. jestsemy razem od 10la a
malzenstwem od lat 7. Niedawno wyjechalem na delegacje razem z sekretarka,
gdzie pod wplywem alkoholu troche zaszalalem, w zyciu bym tego nie zrobil.
Stalo sie, zdradzilem zone, kobiete - ktorej obiecalem wiernosc malzenska:(
Niesamowicie zle sie z tym czuje, nie moge patrzec w lustro, brzydze sie
soba. Postanowilem, ze jak dzis wroce do domu to o wszystkim jej
powiem...musi znac prawde, ja dluzej nie wytrzymam. Pomozcie, jest jakis
sposob, abym powiedzial jej to tak, zeby jak najmniej cierpiala?
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 13:02
      Postanowilem, ze jak dzis wroce do domu to o wszystkim jej
      > powiem...musi znac prawde, ja dluzej nie wytrzymam. Pomozcie, jest jakis
      > sposob, abym powiedzial jej to tak, zeby jak najmniej cierpiala?

      Nie mowic.
      Postapisz egoistycznie, mowiac. Chcesz po prostu zrzucic z siebie ciezar i
      przerzucic go czesciowo na jej barki. Jesli zalujesz i nie chcesz procederu
      powtarzac, mowienie o tym zonie jest glupota i egoizmem.
    • misssaigon a sio!!! 15.06.07, 13:03
      nie wiem czy to "podpucha" ale...wez kilka kostek lodu z lodówki i bardzo mocno
      ugryz sie w jezyk...

      wystaczajaca kara - a moze nie? - dla ciebie sa wyrzuty sumienia...a za co
      chcesz karac swoja zone?...

      swoim wyznaniem zrzucisz z siebie cięzar..prosto na nia...

      mecz sie sam do cholery a- nie wciagaj w to niewinnej kobiety..idz do ksiedza,
      upij sie i wygadaj przed barmanem...ale nie zwierzaj zonie!
    • malinavelblacha Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 13:06
      O sekretarke sie nie martwisz, ze za dziure robila?
      Jak firma dobrze proseruje to przepisz 45% na zone drugie 45% na sekretarke.
      A 10% zostaw sobie i zapros wszystkie na kolacje.
      Wyznaj prawde-od razu sie lepiej poczujesz.
      Zwykly dupek jestes i tego nie zrobisz
      • a_nonim Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 13:29
        Mówią że wódkę pije się z rozumem a nie z kiełbasą !

        A w temacie to dokładnie jak przedmówcy - hipokryzja wychodzi z Ciebie i tyle ,
        reasumując = zamknij dobrze usta w tym temacie , a ha , przy następnym
        wyjeździe dobrze zamknij... rozporek !
    • a.b1 NIC NIE MÓWIĆ 15.06.07, 13:24
      a w ramach pokuty, być jak najlepszym mężem...
      faceci mają swoje małe/większe głupoty, ale dlaczego od razu rujnować świat
      kobiety?
      Jeśli szczerze żałujesz i wiesz, ze jest Ci z tym źle to staraj się to jakoś
      sensownie naprawić, ale na Boga nie rozwalaj jej świata
    • garava Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 13:54
      Nie mów!!! Powiedzenie jej tego to byłaby dopiero głupota!!!
      Z punktu widzenia Twojej żony a byłam kiedyś w takiej samej sytuacji uwierz mi -
      wolałabym o niczym nie wiedzieć i żyć w błogiej nieświadomości!!!
    • amarene Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 13:54
      Ani się waż mówić!!!
      Ja mogłabym się pogodzić ze zdradą męża, gdybym jakoś sama przypadkowo o tym
      się dowiedziała,
      Ale nigdy nie darowałabym tego, że mi o tym powiedział.
      Tym bardziej że twój wygląda na alkohlowy jednorazowy wyskok, a nie związek
      podszyty uczuciem.
      To egoistyczno-sadystyczne zachowanie..... każdy psycholog tak ci powie.
    • gossie Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:00
      posluchaj tych madrych kobiet i siedz cicho!
      • belabula Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:28
        Moje zdanie jest takie samo jak wszystkich poprzednio wypowiadajacych sie. Sama
        kiedys bylam w takiej sytuacji i duzo bym dala za to, zeby jednak nigdy sie nie
        dowiedziec. Jesli naprawde zalujesz i nie chcesz robic tego nigdy wiecej, to
        uporaj sie sam ze soba i wynagradzaj jej na codzien. Faceci, co z wami jest?
        Przeczytalam tu na forum kiedys, ze, jak ktos jest porzadnym czlowiekiem i ma
        swoje zasady, to i pod wplywem alkoholu ich nie zlamie. To sie nazywa rownanie
        do dolu. Zdrada, to zdrada, motywy moga byc rozne, owszem, ale zawsze boli tak
        samo. Buc z Ciebie i tyle.
        • herbatka.jasminowa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:39
          Ale ale, mamy jeszcze trzecią osobę dramatu. Owa pani sekretarka. Kto jest pewien czy ta kobieta, kiedyś w jakimś momencie (np.żalu do szefa, bo będzie się chciał jej pozbyć z firmy) nie opowie o wszystkim żonie?
          Kobiety bywaja strasznie wredne, jak chcą jedna drugiej "dokopoać" bywają okrutnie szczere (również na tematy mężów - a może i przede wszystkim).

          Trzebabyło się dobrze zastanowić, zanim w ogóle ją dotknąłeś, a nie teraz płakać. Nie szkoda mi takich facetów, niech się gryzą z własnym sumieniem.
    • cheyenne20 Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:31
      Powiedz, że Ttwoja sekretarka to jakaś k..rew musi być bo cię uwiodła.
      Obiecaj, że zatrudnisz w jej miejsce jakąś z Oazy.
    • be_lata1 Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:47
      Nie ma takiego sposobu na powiadomienie o zdradzie. Ja nie chciałabym wiedzieć
      i wolałabym być oszukiwana do końca. Stracisz zaufanie i być może żonę nie ma
      bowiem pewności, że Ci wybaczy. A jak się spakuje i zostawi wiarołomnego męża?
      A zastanawiałeś się czy sekretarka nie zechce powiedzieć. Myślisz o swojej
      żonie ale ta druga kobieta może sobie po takiej nocy układać z tobą życie i
      będziesz miał problem.
      • jagodowa-mama Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:52
        nic tyko pogratulować
        bo niby alkohol?
        no pięknie tacy mężczyźni tylko podbudowują na duchu :/
        mój mąż też dużo wyjeżdża to co mam dla bezpieczeństwa zafundowac
        mu "wszywkę"???
        • gomory Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 17:26
          Nie przejmuj sie tak bardzo. Ten list to wymysl kogos robiacego jaja, liczacego ze sie jakies kobietki zagotuja. Wiec nie daj mu tej satysfakcji ;).
          • eeela Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 19:29
            Mam nadzieje, ze jest tak jak mowisz :-)
    • libressa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 14:48
      ...powiedz jej, niech wie za jakiego k*tasa wyszła, przecież w małżenstwie
      powinna panowac szczerość.

      Libressa
    • lancelotte Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 15:48
      Masz dwa wyjścia.
      1)powiedzieć prawdę i odkupić winy,jeśli jest niezależna to da Ci szansę jeśli
      jest zależna to nie odejdzie
      2)po prostu spakować się,pomieszkać z sekretarką po miesiącu na widok kapci i
      szlafroka tudzież wałków na głowie u swojej nowej misi zaczniesz od nowa
      zabiegać o względy swojej byłej.
      3)trzecie wyjście jest radykalne.Zawiązać na przyrodzeniu supełek i potrzymać
      celibat dopóki nie zaczniesz kontrolować swoich odruchów.
      Pozdro
    • miedzianakonefka Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 19:14
      Samobójca. Lepiej zasznuruj buzię zapomnij i bądz miły dla ślubnej. Dobrze Ci
      radzę...

      Alleluja i do przodu...
      • libressa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 19:17
        ...Hipokryci,to tak bardziej ogólnie,jak to u Libressy :)))

        No przecież jak kocha, to wybaczy.

        Pozdrawiam
        Libressa
        • miedzianakonefka Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 19:35
          To tylko rada, każdy może zrobić jak uważa i wtedy zobaczy co się stanie :P
          Minimalizacja szkód to termin który nie został wymyślony wczoraj.

          Alleluja i do przodu...
          • libressa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 20:58
            ...to zależy jaka zastosujesz taktykę z teorii gier ;)

            Libressa
            • miedzianakonefka Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 21:26
              Nie znam teorii gier. Najbardziej skuteczne rozwiązania podpowiada mi zdrowy
              rozsądek. Oczywiście często postępuję wbrew niemu, ale przeważnie później liżę
              rany ;)

              Alleluja i do przodu...
              • libressa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 15.06.07, 21:33
                ...można przyjąć strategię "wszystko albo nic" ;)
                Troszke hazardu, nigdy nie zaszkodzi, nie ma ryzyka,nie ma zabawy :)))

                Libressa
                • miedzianakonefka Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 16.06.07, 00:12
                  Zdarza się że też mnie to nachodzi :P Między innymi dlatego mam problem ze
                  zginaniem palców w prawej ręce i twarzowego sińca na jednej stronie szanownej
                  twarzy. Ryzyko było, hazard też i zabawa przednia :) Szczególnie jak
                  przyszedłem z takim wyglądem do roboty i zobaczyłem wyraz twarzy mojego
                  kierownika... Chyba jednak trzeba się zastanowić kiedy taką strategię można
                  stosować a kiedy jest niewskazana :)

                  Alleluja i do przodu...
                  • libressa Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 16.06.07, 06:42
                    ...zycie, to hazard, dlatego rózne strategie nalezy stosowac przemiennie:)))

                    Może jeszcze inaczej, przez zycie mozna "przejść" jako gołąb, lub jastrząb.
                    Wybór nalezy do nas,jak bardzo chcemy byc skuteczni, czy chcemy osiągnać
                    wspolnie sukces, czy podporzadkowac "przeciwnika".

                    Co jest bardziej racjonalne,co przynosi mniejsze straty,ale i mniejszy zysk.

                    Ja odrzucam matematykę,działam intuicyjnie, ale to wynika bardziej z definicji
                    kobiety :)))

                    Pozdrawiam
                    Libressa
    • elein powiedz tak 15.06.07, 20:03
      powiedz tak , zeby nie słyszała.:)
    • gacusia1 Palant! 15.06.07, 20:53
      Z jakiej racji teraz ona ma cierpiec za Twoja glupote???Zostan sam ze swoimi
      wyrzutami sumienia i zone oszczedz.Co to da TWOJEJ ZONIE,ze powiesz prawde???
      Myslisz,ze Cie poglaska i powie "nic nie szkodzi,kochanie ale nie rob tego
      wiecej" ? Jesu,ze tez tacy bezduszni chodza po ziemi...
    • volator o moralizatorstwie słów kilka 16.06.07, 00:56
      Witaj, nieszczęsny kolego,
      okrutnie się podłożyłeś w tym wątku: wszyscy nagle zrobili się niesłychanie
      moralni i każdy wyczuł wspaniałą okazję, żeby się etycznie wywyższyć poprzez
      napomnienie etycznie niższego "wiarołomcy". Widzę, że lektura Biblii się kłania
      i że epizod o rzucaniu pierwszego kamienia – choć daj Boże zdrowie przypowieść
      ma już 2 tysiące lat – nie wszedł jeszcze do świadomości powszechnej. Tyle o
      moralizatorach, a co do Ciebie: oczywiście słuszność mają ci, którzy radzą Ci
      nic nie mówić żonie. Skoro umiałeś zachować się jak świnia, czyli jak normalny
      zdrowy facet, to umiej też udźwignąć ciężar winy, bo w przeciwnym razie będziesz
      tylko niepełną małą świnką. Przypuszczalnie wyobrażasz sobie sielankowy epilog,
      w którym żona wybacza Ci wszystko a Ty pozbywasz się ciężaru. Tymczasem
      informowanie żony o zdradzie może zniszczyć ją psychicznie i rozwalić związek.
      Wybaczyłaby Ci może doświadczona kobieta z barwną przeszłością, a ja jakoś
      sądzę, że w tym wypadku nie zachodzi taka sytuacja. Uleganie winie i pokusie
      przerzucenia ciężaru na żonę dowodzi słabości – zrozumiałej jako pokusa,
      niewybaczalnej jako czyn. Stań przed lustrem jeszcze raz i pomyśl, że miliony
      mężczyzn i kobiet od zarania świata popełniały cudzołóstwo (ech, co za słowo!) i
      żyły z tym dalej. Zapewniam Cię, że po latach zamieni się to w miłe wspomnienie,
      które będziesz traktował jako wzbogacające przeżycie. I gratuluję Ci, że w wieku
      33 lat nareszcie puknąłeś inną babkę. To uczyni Cię lepszym człowiekiem,
      wyrozumialszym również wobec cudzych słabościi potknięć. A skoro w dodatku nadal
      kochasz żonę, to wszystko będzie cacy.
    • fiat501 Re: kiepska i drewniana podpucha 16.06.07, 01:47
      nie mogłeś wydumać czegoś lepszego, na tym świecie ludzie się naprawdę
      zdrzdają, a ty piszesz jakieś oklepane teksty o sekretarce, która z tobą
      jeździ na delegacje.
      • volator Re: kiepska i drewniana podpucha 16.06.07, 14:38
        Bez znaczenia, jeśli to nawet podpucha. Nijak to nie ujmuje autentyczności
        komentarzom. Ciekawe są wypowiedzi forumowiczów, a nie czyjaś tam powtarzalna
        historia.
    • libressa Epilog wg Libressy... 16.06.07, 06:27
      ...Mimo wszystkich opinii userów,jednak podjałeś decyzję,zeby powiedzieć żonie.
      Zebrałes wszystkie "za i przeciw" i opowiadasz całe zajście ( no, to co
      pamietasz)ona z kamienną twarzą wysłuchuje twojej opowieści, po czym całkiem
      spokojnie wyznaje o swoim długoletnim romansie z kolegą z lat szkolnych
      (pierwszej niespełnionej miłosći)

      Zrzucacie wzajemnie brzemię,które wam doskwiera...

      Jesteś w stanie przewidzieć swoją reakcje? Zwłaszcza,że jej relacja obfituje w
      bardzo pikantne szczegóły.

      Zaczynasz w myslach obliczać ile lat maja wasze dzieci i dopasowujesz do
      "wieloletniego romansu" żony.

      Prawda zdaje sie być bardzo okrutna, tym bardziej,że znasz tego szkolnego
      kolegę, zdarza sie,że oglądacie wspólnie mecze przy piwie. Co więcej
      opowiedziałes mu pewnego razu, "przygode z sekratarką" :)))

      A teraz mysl z Konfucjusza...idąc przez zycie potykamy sie o małe kamyczki, a
      nie gory...u schyłku zycia okazuje się,ze z tych małych kamyczków "urosła"
      ogromna góra...którą szczęsliwe pokonaliśmy...

      Przed toba i żoną jeszcze bardzo duzo kamyczków...

      Pozdrawiam
      Libressa
    • nikita366 Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 16.06.07, 08:14
      Czym prędzej znajdz sekretarce lepsza prace i nigdy ,ale to nigdy nie mow zonie.
      Policz głosy-statystyka to madra nauka.
    • artemisia_gentileschi Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 16.06.07, 08:24
      W przeciwienstwie do szanownej wiekszosci uwazam, ze powinien zdobyc sie na
      odwage cywilna i powiedziec. Z dwoch conajmniej powodow.
      1. Sekretarka mogla miec syfa, ktorym nastepnie nasz bohater zarazi nieswiadoma
      niczego malzonke;
      2. Zona ma prawo wiedziec, z kim sie zadaje. Amen.
      • volator odpowiedzialność 16.06.07, 14:36
        artemisia_gentileschi napisała:
        > W przeciwienstwie do szanownej wiekszosci uwazam, ze powinien zdobyc sie na
        > odwage cywilna i powiedziec. Z dwoch conajmniej powodow.
        > 1. Sekretarka mogla miec syfa, ktorym nastepnie nasz bohater zarazi
        nieswiadoma niczego malzonke;
        > 2. Zona ma prawo wiedziec, z kim sie zadaje. Amen.

        Artemisio, w drugim punkcie przemawia przez Ciebie inkwizytor (złowróżbne Amen
        na końcu wzmacnia to wrażenie). Co to znaczy, że żona ma wiedzieć, z kim się
        zadaje? Czy Ty wiesz, z kim się zadajesz? Albo kim jest autor wątku? Albo kim
        jesteś sama? Może nie znalazłaś się nigdy w sytuacji , w której Twoja wierność
        zostałaby poddana przemożnej pokusie? Jakże łatwo osądzasz człowieka, któremu
        zdarzyło się potknięcie, i w swoim uproszczonym, czarno-białym podziale
        rzeczywistości stawiasz go po stronie „złych”. A przecież autor wątku nie jest
        żadnym cynikiem, który ciupcia sekretarki na boku i cieszy się z naiwności żony.
        Uległ słabości, teraz od długiego czasu dręczy go sumienie. Kocha żonę. A Ty
        beztrosko każesz mu ulec drugiej słabości i zwalić jej na głowę taką wiedzę. I
        cóż niby ta kobieta miałaby z tą wiedzą począć? Gdyby jeszcze miał ciągnący się
        romans, sytuacja byłaby inna - oszukiwałby ją. Ale nic go z sekretarką nie
        łączy. Czy jesteś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za możliwe następstwa
        swojej rady? Bo następstwa mojej rady - milczeć - są przynajmniej znane. Autor
        wątku musi z nimi poradzić sobie sam.
        Za to Twój punkt 1 jest bardzo istotny, ciekawe, że nikt go dotąd nie poruszył.
        Oczywiście, powinien się dokładnie przebadać (test HIV i zwykłe weneryczne)
        zanim znów dotknie żonę. A do czasu wyników - prezerwatywka.

        • artemisia_gentileschi Re: odpowiedzialność 17.06.07, 08:22
          volator napisał:

          > artemisia_gentileschi napisała:
          > > W przeciwienstwie do szanownej wiekszosci uwazam, ze powinien zdobyc sie
          > na
          > > odwage cywilna i powiedziec. Z dwoch conajmniej powodow.
          > > 1. Sekretarka mogla miec syfa, ktorym nastepnie nasz bohater zarazi
          > nieswiadoma niczego malzonke;
          > > 2. Zona ma prawo wiedziec, z kim sie zadaje. Amen.
          >
          > Artemisio, w drugim punkcie przemawia przez Ciebie inkwizytor (złowróżbne Amen
          > na końcu wzmacnia to wrażenie). Co to znaczy, że żona ma wiedzieć, z kim się
          > zadaje?

          Ano tyle mniej wiecej, ze tak zwana uczciwosc malzenska do czegos IMO
          zobowiazuje. Mniejsza o moje inkwizytorskie zapedy:)

          Czy Ty wiesz, z kim się zadajesz?

          Otoz to, gdyby moj eks przed slubem mnie nie oklamywal, tzn, pardon, nie
          wzialby ciezaru swoich win na siebie i nie przemilczalby pewnych rzeczy "dla
          mojego dobra" ofkors, teraz nie musialabym sie rozwodzic i mialabym swiety
          spokoj.

          Albo kim jest autor wątku? Albo kim
          > jesteś sama? Może nie znalazłaś się nigdy w sytuacji , w której Twoja wierność
          > zostałaby poddana przemożnej pokusie?

          A moze sie znalazlam, tylko sie nie puscilam?

          Jakże łatwo osądzasz człowieka, któremu
          > zdarzyło się potknięcie, i w swoim uproszczonym, czarno-białym podziale
          > rzeczywistości stawiasz go po stronie „złych”.

          Nic takiego nie pisalam, czytaj ze zrozumieniem.

          A przecież autor wąt
          > ku nie jest
          > żadnym cynikiem, który ciupcia sekretarki na boku i cieszy się z naiwności
          żony
          > .
          > Uległ słabości, teraz od długiego czasu dręczy go sumienie. Kocha żonę. A Ty
          > beztrosko każesz mu ulec drugiej słabości i zwalić jej na głowę taką wiedzę. I
          > cóż niby ta kobieta miałaby z tą wiedzą począć?

          Daje jej to mozliwosc wyboru, czy chce byc z tym czlowiekiem czy nie. I ma do
          takiego wyboru prawo. Traktujesz ja jak osobe ubezwlasnowolniona, ktorej lepiej
          pewnych rzeczy nie mowic i odmawiasz jej prawa do podjecia decyzji w bardzo
          istotnej kwestii.

          Gdyby jeszcze miał ciągnący się
          > romans, sytuacja byłaby inna - oszukiwałby ją. Ale nic go z sekretarką nie
          > łączy. Czy jesteś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za możliwe
          następstwa
          > swojej rady? Bo następstwa mojej rady - milczeć - są przynajmniej znane. Autor
          > wątku musi z nimi poradzić sobie sam.
          > Za to Twój punkt 1 jest bardzo istotny, ciekawe, że nikt go dotąd nie
          poruszył.
          > Oczywiście, powinien się dokładnie przebadać (test HIV i zwykłe weneryczne)
          > zanim znów dotknie żonę. A do czasu wyników - prezerwatywka.

          I jak to wytlumaczy zonie, jesli do tej pory prezerwatyw nie uzywal???
          • volator Re: odpowiedzialność 18.06.07, 03:58
            Witaj, Artemisio
            "gdyby moj eks przed slubem mnie nie oklamywal, tzn, pardon, nie
            wzialby ciezaru swoich win na siebie i nie przemilczalby pewnych rzeczy "dla
            mojego dobra" ofkors, teraz nie musialabym sie rozwodzic i mialabym swiety
            spokoj."
            Hmm, czy nie jest więc tak, że rozciągasz swoją sytuację na inne osoby?
            "Daje jej to mozliwosc wyboru, czy chce byc z tym czlowiekiem czy nie. I ma do
            takiego wyboru prawo. Traktujesz ja jak osobe ubezwlasnowolniona, ktorej lepiej
            pewnych rzeczy nie mowic i odmawiasz jej prawa do podjecia decyzji w bardzo
            istotnej kwestii."
            Niegłupio to sformułowałaś, pryznaję. Ale weź pod uwagę, że sprawa nie jest taka
            prosta, że nie każda osoba jest tak silna jak Ty, i że nie znając żony autora
            powinniśmy raczej kierować się zasadą mniejszego zła i ostrożności a nie
            domniemanego jej heroizmu.
            "> I jak to wytlumaczy zonie, jesli do tej pory prezerwatyw nie uzywal???"
            Techniczny szczegół. Boli go siusiak i w ogóle nie może się kochać.

            A tak w ogóle to zdaje się rzeczywiście była podpucha i sprzeczamy się o nic :-)
            pozdr.
            V.
            • artemisia_gentileschi Re: odpowiedzialność 18.06.07, 09:03
              volator napisał:

              > Witaj, Artemisio
              > "gdyby moj eks przed slubem mnie nie oklamywal, tzn, pardon, nie
              > wzialby ciezaru swoich win na siebie i nie przemilczalby pewnych rzeczy "dla
              > mojego dobra" ofkors, teraz nie musialabym sie rozwodzic i mialabym swiety
              > spokoj."
              > Hmm, czy nie jest więc tak, że rozciągasz swoją sytuację na inne osoby?

              Moze, z tym ze generalnie uwazam, ze szczerosc i uczciwosc wzgledem siebie to
              podstawa udanego zwiazku i z oklamywania partnera nic dobrego nie wynika.

              > "Daje jej to mozliwosc wyboru, czy chce byc z tym czlowiekiem czy nie. I ma do
              > takiego wyboru prawo. Traktujesz ja jak osobe ubezwlasnowolniona, ktorej
              lepiej
              > pewnych rzeczy nie mowic i odmawiasz jej prawa do podjecia decyzji w bardzo
              > istotnej kwestii."
              > Niegłupio to sformułowałaś, pryznaję. Ale weź pod uwagę, że sprawa nie jest
              tak
              > a
              > prosta, że nie każda osoba jest tak silna jak Ty, i że nie znając żony autora
              > powinniśmy raczej kierować się zasadą mniejszego zła i ostrożności a nie
              > domniemanego jej heroizmu.

              Alez to nie jest kwestia heroizmu, moze zareagowac roznie i moze podjac w
              zwiazku z tym rozmaite decyzje. I jak juz pisalam, ma do tego prawo, to dorosla
              osoba, nie traktujmy jej jak dziecka.

              > "> I jak to wytlumaczy zonie, jesli do tej pory prezerwatyw nie uzywal???"
              > Techniczny szczegół. Boli go siusiak i w ogóle nie może się kochać.

              A ona mu powie: Pocaluje to bol przejdzie:P
              > A tak w ogóle to zdaje się rzeczywiście była podpucha i sprzeczamy się o
              nic :-
              > )
              > pozdr.
              • artemisia_gentileschi Za wczesnie wyslalam 18.06.07, 09:05
                A podpucha jest ewidentna, za to dyskusja ciekawa:)
                Pozdrawiam rowniez.
    • torkadiusz Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 17.06.07, 04:07
      Z milczenia autora wątku wynika ponury domysł, że wbrew waszym dobrym radom
      opowiedział żonie o wszystkim, a ona go zaciukała.
    • frida781 TO ŻART 17.06.07, 08:21
      Kochani, "szczenięta" robią sobie żarty... a Wy wysilacie się nad mądrymi
      odpowiedziami :))
      • eeela Re: TO ŻART 17.06.07, 12:24
        Juz napisalam, ze jesli to zart, to ja sie bede tylko cieszyc :-)
        • woman-in-love Re: TO ŻART 17.06.07, 15:46
          Może i żart, ale przeczytaja wątek i tacy, dla których to nie żart. I ja dołączę
          do chóru: morda w kubeł!
          • frida781 Re: TO ŻART 23.06.07, 15:39
            Hej "woman" wyluzuj troche... Po piewsze morde to może masz Ty, po drugie
            głownego zinteresowanego jakoś tu nie widać ( co przesądza fakt, ŻART ), po
            trzecie, gdzie Twoja kultura osobista... mordeczko??? :))
    • karo_78 Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 19.06.07, 23:19
      Nic nie mów bo wszystko zepsujesz.
      Po takiej wiadomości nigdy nie będzie tak samo. Zreszta nigdy nie wiadomo jaka
      będzie reakcja drugiej strony. Lepiej przemilczeć.
      Pozdro
    • avide Re: Jak powiedziec zonie o zdradzie? 20.06.07, 17:18
      masz teraz tylko jedna rade ....
      szybko zrób to drui i trzeci i kolejny raz, a żonie NIGDY o tym nie mów.
      Po kilku razach powinno Ci przejść na dobre i wyrzuty sumienia zamienią się w
      cynizm. Następnie zapomnij o wszystkim i znowu staraj się być cudownym męzem,
      ojcem i kochankiem, ( ale żony )

      Powiedzenie jej o twojej zdradzie to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić.
      Miałeś "jaja" żeby to zrobić miej "jaja" żeby unieść brzemię.

      Ku...a mać jak ja nie trawię mięczaków ..... wryyyy
      Weź sie chłopie w garść.

      PS. Przeczytałem tylko post autora bo reszty mi sie nie chciało więc gdyby były
      jakieś w między czasie wyjaśnienia sorki :)) potraktujcie moją wypowiedź jak nr2
      w wątku :)))))
      Pzdr.
      • paper_mate volator przedstawil unikalny punkt widzenia... 21.06.07, 04:45
        Volator przedstawil unikalny punkt widzenia, jest w tym tylko jeden problem.

        Ludzie zyja w spoleczenstwie kierujac sie pewnymi normami spolecznymi. Dla
        jednych sa to normy religijne dla innych jakis swiecki schemat filozoficzny a
        czasem tylko niezrozumiana tradycja. Kazdy jednak musi miec moralny kompas
        ktory pokazuje mu droge.

        Volator jednak woli walczyc z "przestarzalymi" schematami niz przyznac ze
        zdradzenie wspolmalzonka jest godne potepienia w kazdym znanym mi schemacie
        spolecznym.

        Problem polega na tym ze w dzisiejszych czasach nie potepiamy bledow zeby ich
        uniknac tylko staramy sie je wybielic zeby mozna bylo z nimi zyc.
        • volator chyba nie aż taki unikalny... 23.06.07, 03:10
          Witaj, paper_mate. Wcale niegłupio to sformułowałeś. Rzecz wymaga jednak kilku
          sprostowań. Ja ani nie "walczę" ze schematami, ani nie staram się
          usprawiedliwiać zdrady. Bez ogródek twierdzę, że w związku (jeśli nie jest on
          fikcyjny) popełnienie zdrady jest świństwem, a normy wypracowane systemowo
          (religia, filozofia) mają głęboki sens. Problem w tym, że cały nasz system
          moralno-obyczajowy zawiera w sobie pewien błąd. Może nie ma lepszego systemu,
          ale i ten jest niedoskonały i wszyscy ponoszą tego konsekwencje. Jedną z nich
          jest olbrzymia powszechność frustracji seksualnych a także zdrad - te ostatnie
          są często rozpaczliwą ucieczką od frustracji. Nie wiem ile osób je popełnia, ale
          nie ma wątpliwości, że jest ich mnóstwo. Powiedzieć, że np. 35% dorosłej
          populacji Europy to świnie oznacza – w kontekście rozwiązania problemu - tyle ,
          co nic nie powiedzieć. Ktoś mógłby stwierdzić, że chronologicznie wcześniej
          świństwo popełniają partnerzy, którzy wpędzają swoich współmałżonków w
          frustrację. (Niekoniecznie jest to mój pogląd, raczej chodzi mi o ukazanie
          zawiłości problemu). Dlaczego uprawianie seksu na boku miałoby być czymś
          etycznie niższym, niż powstrzymywanie się od tego w związku? Każdy, kto
          świadomie wpędza partnera w frustrację, musi liczyć się z następstwami – a chyba
          nie ma osób, które czyniłyby to nieświadomie. Nie widzę też powodu, dla którego
          należałoby wybiórczo potępiać ulegnięcie fascynacji erotycznej, a gloryfikować
          szkodliwą cechę zazdrości, która choć doprowadziła do wielu nieszczęść, przez
          setki lat była w nas utrwalana przez prawodawstwo, literaturę i teatr. Sens
          wspomnianych przez Ciebie norm widzę w nadaniu pewnej ramy: jest wprawdzie zbyt
          sztywna (dlatego tak często przekrczana), ale zarazem potrzebna dla uniknięcia
          totalnego rozpasania – dzięki niej człowiek ma świadomość, że przekracza zasady.
          W sumie nie chodzi mi więc o wybielanie itd. , nie mam nic przeciwko
          stwierdzeniu, że zdradzając popełniam rzeczywiście coś złego (choć tak naprawdę
          krzywda stanie się dopiero, kiedy będę na tyle głupi, żeby opowiedzieć partnerce
          o zdradzie) – chcę tylko wykazać, że cała ta sprawa jest o wiele bardziej
          złożona, niż może się to wydać komuś, kto patrzy na nią głównie przez pryzmat
          własnych doświadczeń.
          • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 11:38
            Ja nie chciałem tego pisać ale... Z własnych obserwacji wielu osób spotykanych
            na gruncie prywatnym i zawodowym, min.spotkania biznesowe, integracyjne i
            koncerty z grupą muzyków w różnych dużych miastach mógłbym spokojne wysnuć
            prosty wniosek. Jakby ludziom od zdrady rosły rogi to standartowe drzwi musiały
            by mieć przydajmniej ze trzydzieści metrów wysokości. I z pełną
            odpowiedzalnością mogę powiedzieć że nie jest to tylko domena mężczyzn.
            Dlatego mój pogląd na tą sprawę nie jest taki prosty i oczywisty. Z jednej
            strony mamy zasady a z drugiej widziałem co ludzie nagminnie robią. Zasady
            zasadami ale wydaje mi się że one mają sie nijak do rzeczywistości a MHO
            przepisy oderwane od rzeczywistości nie mają żadnej wartości. No chyba że
            zastosujemy tekst starożytnych ;) indian pt. "oszukujmy sie dalej..."

            Allaluja i do przodu...
            • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 13:50
              miedzianakonefka napisał:
              Zasady
              > zasadami ale wydaje mi się że one mają sie nijak do rzeczywistości a MHO
              > przepisy oderwane od rzeczywistości nie mają żadnej wartości. No chyba że
              > zastosujemy tekst starożytnych ;) indian pt. "oszukujmy sie dalej..."

              ...jednym z takich przepisów jest "przysiega małzenska",nijak sie ma do
              rzeczywistości. Wiele osob składa ją, doskonale wiedząc,że jej nie dotrzyma.

              Libressa
              • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 19:24
                I w tym leży problem. Ludzie przysięgają bo na dzień dzisiejszy są przekonani
                że tak będzie, ale po kilkunastu latach okazuje się że nie jest tak jak w dniu
                ślubu i przysięga zaczyna uwierać jak gatki z których się wyrosło. Na temat
                dylematów moralnych związanych z przysięgą daną w dobrej wierze w określonych
                warunkach które potem się zmieniły napisano tony książek i nakręcono setki
                filmów. A choćby przyrzeczenie komunijne o nie używaniu używek. Jak popatrzę
                na osiedlowe ławki to widzę jak jest dotrzymywane. Czasem się zastanawiam po co
                jest to zaklinanie wiatru.

                Alleluja i do przodu...
                • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 19:37
                  nieraz jest dotrzymywana i to ma sens że jest a kto ją łamie jego sprawa


                  MODLITWA ŚW. TOMASZA

                  Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, ze muszę coś powiedzieć na
                  każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć
                  prostowania każdemu jego ścieżek.
                  • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:22
                    Oczywiście że to sprawa wyboru każdego człowieka. Ja nie neguję istnienia zasad
                    tylko zastanawiam się nad celowością utrzymywania takich które są nagminnie
                    łamane. Wiele można poczytać prawniczych dyskusji na temat celowości
                    wprowadzania czy utrzymywania martwych przepisów. Podobno powodują ośmieszanie
                    prawa i państwowych instytucji. Takie sobie moje dywagacje :)
                    A ten tomasz miałby sens jakby go chociaż hierarchowie kościelni posłuchali bo
                    o szeregowych księżach nie wspominam . Tu sobie sam strzeliłeś w stopę ;)

                    Alleluja i do przodu...
                    • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:26
                      yes,yes,yes,pierwszy raz się z Tobą zgadzam i to w całym poście
                    • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:36
                      miedzianakonefka napisał:

                      <Tu sobie sam strzeliłeś w stopę>

                      Ten Tomasz to tycz się wyłącznie mojej osoby,zbyt dużo komentuje i z tego
                      czasami wychodzą nieporozumienia
                • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:45
                  miedzianakonefka napisał:

                  Czasem się zastanawiam po co
                  >
                  > jest to zaklinanie wiatru.

                  czasem dla kawałka metalu na palcu,dla celebry,dla zabezpieczenia spraw
                  majatkowych, żeby dziecko nie było bekartem, czasem z miłości...

                  Generalnie jestem przeciwna instytucji małżeństwa. W chwili obecnej konkubinat
                  jest bardzo dobrą formą i umowa cywilno-prawna :)

                  Pozdrawiam
                  Libressa
                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:49
                    libressa napisała:

                    czasem z miłości...

                    może właśnie z miłości seks bez miłości może istnieć,a miłość bez seksu,chyb by
                    to było głupie
                    • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 20:58
                      ..."białe małżeństwo" :))))

                      Libressa
                      • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 21:35
                        libressa napisała:

                        "białe małżeństwo"

                        nie bardzo kojarzę to określenie
                        • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 21:54
                          Białe małżeństwo to takie małżeństwo w którym partnerzy wspólnie decydują się
                          na nie konsumowanie ;) związku. Czyli mówiąc po ludzku umawiają sie że biorą
                          ślub ale seksu w nim nie będzie.

                          Alleluja i do przodu...
                          • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:03
                            e to chyba musi być nudno
                            • metalin Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:17
                              Nie musi,przecież można się kłócić ;)
                              • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:20
                                można tylko co to da?
                                • metalin Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:29
                                  zawsze trochę mniej nudno będzie...
                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:34
                                    i głośniej kłótnia wypełni ciszę no i znów będą rozmawiać,przynajmniej tak
                                    zawsze to jakaś rozmowa,lepsza niż dwa tygodnie ciszy
                                    • metalin Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:42
                                      hmm, a po burzliwej kłótni , a co daj Boże, rękoczynach , może do całkiem
                                      udanego seksu dojść....obserwowałam swego czasu takie zjawisko przyrodnicze u
                                      przyjaciół ;)
                                      • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:45
                                        widocznie była u nich jeszcze mała iskierka miłości bo co innego wpakowałoby ich
                                        do łoża
                                        • metalin Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:52
                                          bo to nie było z założenia białe małżeństwo
                                          • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 22:55
                                            a jaki sens ma takie małżeństwo czy wtedy łatwiej wybaczyć zdradę
                                            • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:04
                                              Tu nie chodzi o kłótnie, seks po awanturach czy zdradę. Tak samo jak ksiadz
                                              teoretycznie się wyrzeka seksu, tak samo są osoby których to nie cieszy (lub z
                                              jakichś powodów nie mogą), podejmują z partnerem taką WSPÓLNĄ decyzję. Należy
                                              zwrócić uwagę że oprócz seksu małżeństwo zawiera w sobie jeszcze wiele innych
                                              czasami nawet ważniejszych spraw.

                                              Alleluja i do przodu...
                                              • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:06
                                                miedzianakonefka napisał:

                                                >(...) Należy
                                                > zwrócić uwagę że oprócz seksu małżeństwo zawiera w sobie jeszcze wiele innych
                                                > czasami nawet ważniejszych spraw.

                                                wspólne opodatkowanie,ewentualnie kredyt :))))

                                                Pozdrawiam
                                                Libressa
                                                • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:29
                                                  Między innymi. Ale nie tak do końca. Białe małżeństwo wynika z wiary, kościół
                                                  próbuje stworzyć alternatywę dla rozwalonych związków tzn chodzi im o to że mąż
                                                  pijak zostawił babę z dzieciami ona ma drugiego chłopa który razem z nią
                                                  mieszka i pomaga w ich wychowaniu i żeby mogli przystępować do komunii to mogą
                                                  zostać białym małżeństwem. Czyli jak zwykle panowie w habitach prezentują
                                                  zupełne oderwanie od życia :) Ale we wcześniejszych wiekach to działało i nawet
                                                  królowie sie poddawali.

                                                  Alleluja i do przodu...
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:43
                                                    ...tak każdy argument jest dobry co by nie stracic władzy nad duszyczkami :)))

                                                    Libressa
                                              • miedzianakonefka Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:13
                                                Ups... :( Zapomniałem dodać że obecnie białe małżeństwa to raczej margines.

                                                Alleluja i do przodu...
                                                • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:19
                                                  ...to wbrew naturze ;)

                                                  Libressa
                                            • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:05
                                              ...wtedy nie ma zdrady :)))

                                              Libressa
                                              • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:09
                                                brawo libressa jestem z Tobą
                                                • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:10
                                                  ...uważaj,bo to może być flirt :)))

                                                  Libressa
                                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:13
                                                    bałem się użyć tego słowa no bo jak bym o tym powiedział mojej połowicy
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:22
                                                    ...założ wątek, otrzymasz "miliony, a nawet tysiące" porad,przy okazji dowiesz
                                                    się, kim naprawdę jesteś :)))

                                                    Pozdrawiam
                                                    Libressa
                                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:25
                                                    ja tak próbuję dowiedzieć się ładnych kilka latek i co trafiłem na forum i nic
                                                    dobrze że ludzie mili i nic złego nie piszą,a co z tym flirtem
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:39
                                                    ...flirt, to wspaniałe "narzędzie",niezwykle rzadko wykorzystywane w stałych
                                                    związkach między partnerami,oczywiście.

                                                    To sztuka,która potrafi podtrzymac odpowiednią temperature związku.

                                                    Libressa
                                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:44
                                                    żona uwodzi męża,kusi,mruży oczka,da całus czy to to, no i chyba nie od razu do
                                                    łóżka tylko jeszcze,krem,psikadło, depilacja,kocham te zabiegi przed łóżkowe
                                                    lubię to czekanie
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:51
                                                    ...a mąż leży i czeka, a może też pouwodził by ?

                                                    Flirtujesz z żoną?

                                                    Libressa
                                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:55
                                                    tak,tak tylko jak,rozmarzyłem się,ach co za życie,ale czy flirt jest zdradą,czy
                                                    na forum może dojść do zdrady
                                                    Flirtujesz z żoną? chyba tak to jest miłe a i jej jest miło być uwodzoną
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 25.06.07, 00:14
                                                    ...dobry flirt, to finał w sypialni :)))
                                                    więc...chyba musze napisać,to "okropne" słowo_zdrada...:)))

                                                    Bardzo miłe, byc uwodzoną i uwodzić, ale bez prowokacji :)))

                                                    Libressa
                                                  • te1109 Re: chyba nie aż taki unikalny... 25.06.07, 00:20
                                                    myślę że coś zrozumiałem i że nie prowokuje a tym bardziej flirtuję ale czy
                                                    naprawdę wszystko musi zakończyć się w łóżku
                                                    czy Ty lubisz być uwodzona bo chyba jest to przyjemne
                                                  • libressa Re: chyba nie aż taki unikalny... 25.06.07, 06:08
                                                    ...powinno, moim zdaniem nie ma nic gorszego dla kobiety,jak "meska
                                                    koleżanka",zresztą tak samo mnie smieszy, "kobieta koleżanka" w ustach mezczyzny.

                                                    Niezliczone posty w necie, na temat przyjaźni mesko-damskiej,opowieści niezwykłe.
                                                    Moim zdaniem jeśli kobieta, czy meżczyzna staje się kolegą,nie jest to "zdrowe".

                                                    W małzeństwie "koleżanka małzonka", to ktoś juz obcy,nawet za "kolegą z wojska" :)))

                                                    Pozdrawiam
                                                    Libressa
                                            • metalin Re: chyba nie aż taki unikalny... 24.06.07, 23:06
                                              może i zdrada w takim wypadku ma jakąś określoną barwę???

                                              To chyba jednak już poważniejsza sprawa, nie mnie dziś się nad czymś takim
                                              zastanawiać! Póki co idę zobaczyć jaką barwę ma moje małżeństwo,
                                              dobranoc
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka