przemek.plywak
02.07.07, 11:18
Ten problem pojawił się między nami niedawno. Żona ma rózne opory wobec
seksu. Ostatno jednak powiedziała mi, że dla niej najważniejsze jest to, że
ona... się wstydzi. Wstydzi się mnie! Swojego męża. Niby, że za gruba, że
brzydka... Kiedy ją jednak przekonuję, że podoba mi się i podnieca mnie
własnie taka, czy raczej kocham ją niezlaeznie od tego, jaka jest, to mi nie
wierzy, płacze. Nie pozwala patrzeć na siebie, gdy sie przebiera, nie mówiąc
o tym, że od miesięcy nie widziałem jej nagiej, seks - jak już jest - po
ciemku. Nigdy tego nie było. Nigdy nie wstydziła się mnie, to znaczy, odkąd
odkryliśmy swoje ciała, bo gdzieś tam na początku był naturalny wstyd. To, że
nie chce patrzeć na mnie nagiego, rozumiem, mogę jej się nie podobać. Toteż
staram się nie eksponować swojego ciała. No ale jej wstyd jest absurdalny!
Parę razy podczas imprez zdarzyło mi się uczestniczyć w jej rozmowach z
koleżankami. I mam wrażenie, że te wstydliwe kobiety są kompletnie bezwstydne
w narzekaniu na swoich mężów i w nakręcaniu się wzajemnym przeciw nim. To, co
one o nas opowiadają, to czysty szowinizm i seksizm. Niechby sobie gadały,
ale niestety w przypadku kobiet, które mają jakieś (trudne do sprecyzowania)
problemy, to powoduje, że one te problemy wyolbrzymiają, nagle sobie coś
wymyślają, coś nowego zaczyna je męczyć, a koleżaneczki z satysfakcją jeszcze
to podkręcają.