Dodaj do ulubionych

po zdradzie

26.08.07, 23:37
niedawno dowiedzialam sie, ze mnie zdradzil. przyszedl i powiedzial
nie kocham cie. bylam... zdziwiona. tego samego dnia mnie przytulal
i mowil jak bardzo kocha, przez telefon dwie godziny wczesniej
gadalismy o swojej przyszlosci. nie uwierzylam. ciagle sie
usmiechalam, bo to bylo takie nierealne.
ale to byla prawda. wiem, ze jest ta druga.
najpierw ryczalam jak bobr i myslalam ze koniec swiata nastapil, a
potem dostalam sily - do tej pory nie wiem skad i kazalam mu
wybierac. zostal. i jest ze mna. ale ja jakos nie potrafie sie
pozbierac do kupy. to tak jakby ta silniejsza Ja powiedziala tamte
slowa, a teraz miota sie ta slabsza. najgorsze jest to ze, jest
dobrze.... a ja sie miotam. wiem, ze wybaczenie a zapomnienie to
dwie inne sprawy, ale jednak jest mi strasznie ciezko...
Obserwuj wątek
    • miedzianakonefka Re: po zdradzie 26.08.07, 23:52
      Niezły kolo. Najpierw mówi że zdradził. Potem że nie kocha, chwilę
      potem już kocha i wybiera Ciebie a Ty sobie popłakujesz cichutko w
      kąciku szczęśliwa że tylko na tym się skończyło. Ciekawe co będzie
      dalej. Zdrada w dni parzyste a w nieparzyste czas dla Ciebie ? Ale
      jaja. Nie żartuję. Tak jak mały człowiek wypróbowuje cierpliwość
      rodziców i dokąd może się posunąć, tak samo część osób w związku
      sprawdza co można a co już nie. Im bardziej ta granica jest jak z
      gumy tym bardziej można ją próbować naciągać.

      Alleluja i do przodu...
      • miedzianakonefka Zapomniałem o diagnozie 26.08.07, 23:58
        Psychicznie jesteś bardzo niedorosła i nie potrafisz odnaleźć
        własnej wartości i pokazać jej innym. Tyle.

        Alleluja i do przodu...
        • lezaza Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 00:14
          halo halo, nie przeginaj
          nie jestem slaba osoba i nigdy za taka sie nie uwazalam wiec nie
          folguj sobie za bardzo
          ja po prostu dalam mu do wyboru: albo wyp.... albo zostajesz ale
          konczysz z tym co jest.
          moj problem, to jest teraz, czy potrafie sobie z tym poradzic
          • miedzianakonefka Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 00:58
            No właśnie. Niby dajesz wybór a gryźć się będziesz potem... Dziwna
            taktyka. MHO w momencie kiedy człowiek się decyduje dać szansę to
            już powinien dokonać wyboru i nie zastanawiać się nad tym dalej. Bo
            inaczej to taką szansę to można potłuc o kant... Niby zapominamy o
            tym co było a dalej to rozkminiamy przez lata. Ja takiej szansy
            okraszonej wypominkami przez następne dekady podczas których
            partnerka próbuje sobie radzić z tym problemem bym nie chciał.
            Bardzo dziękuję.

            Alleluja i do przodu...
        • lezaza Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 00:17
          i jeszcze jedno
          swoja wartosc znam bardzo dobrze, ale tak samo wiem co znaczy dla
          mnie moj zwiazek i moje malzenstwo. to nie jest pstryk-myk i minelo.
          tak sie nie da, nawet pomimo mojego podejscia. to ze kocham, jest mi
          ciezko co jest faktem, nawet przez chwile nie umniejsza mojej
          wartosci jaka odczuawam sama w stosunku do siebie
          • konto.w.koncie Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 01:09
            myślisz że on się tym twoim ultimatum przejął? nie bądź śmieszna. przytaknął ci
            bo mu było tak wygodnie. dałaś mu szansę, a co za tym idzie wybaczyłaś. prędzej
            czy później ponownie wykorzysta twoją naiwność, potem znów powie że kocha, itd.
          • miedzianakonefka Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 01:10
            Fajnie że kochasz, wybaczasz i wogóle w swoim mniemaniu znasz swoją
            wrtość. Tyle że to nie chodzi o patrzenie w lustro i mówienie sobie
            O! Jestem Kimś! Własna ocena jest subiektywna. Swoją wartość można
            ocenić tylko po tym jak inni ludzie Cię widzą, piszą i traktują, a
            tu w domu cieniutko. Inna sprawa że w chacie gorzej coś udowodnić
            niż obcemu/znajomemu.

            Alleluja i do przodu...
            • iguana1978 Re: Zapomniałem o diagnozie 27.08.07, 14:19
              miedzianakonefka napisał:

              >Tyle że to nie chodzi o patrzenie w lustro i mówienie sobie
              > O! Jestem Kimś! Własna ocena jest subiektywna. Swoją wartość można
              > ocenić tylko po tym jak inni ludzie Cię widzą, piszą i traktują, a
              > tu w domu cieniutko. Inna sprawa że w chacie gorzej coś udowodnić
              > niż obcemu/znajomemu.
              >

              A po co komukolwiek cokolwiek udawadniać :)?
              sorry a to co czytam Miedzianakonefko to jakieś nieporozumienie???
              Najważniejsza jest miłość własna! Do siebie samego - to podstawa a
              stać przed lustrem i powiedzieć "O! jestem kimś" to nielada
              wyzwanie! Zapewniam, że nie jeden by sobie z tym nie poradził i nie
              uważam by był to narcyzm to zwyczajna akceptacja własnej osoby
              Po zdradzie zawsze jest niepewność... ale jedna rzecz jaką musisz
              teraz zrobić to zadać sobie pytanie "czy jestem w stanie wybaczyć i
              na nowo zaufać?" "Czy kocham go i chce z nim na nowo życie
              budować?"... bo to, że stre życie runęło w gruzach to jest pewne...
              no i czy on tego tez chce?

              pozdrawiam cieplutko :)
    • aandzia43 Re: po zdradzie 27.08.07, 09:19
      Tak, Lezaza, jesteś silną kobieta. Nawet niestety: silną za dwoje.
      Siną, wojowniczą, nieokazującą słabości. Sama załatwiasz wszystkie swoje sprawy
      i jeszcze cudze na dodatek.

      I dlatego czepiają sie ciebie chwiejni mężczyźni. Zachowanie twojego mężczyzny
      świadczyłoby o tym, że jest właśnie takim słabeuszem (nie o samą zdradę mi
      chodzi, ale o zachowanie po niej).

      Czasem prawdziwa siła polega na tym, żeby sobie odpuścić i nie brać sobie na
      garb skutków postępowania chwiejnych i niepewnych ludzi z otoczenia. Nie
      matkować chłopczykom!

      P.S. Dla mnie jak chłop raz powiedział, że nie kocha, to znaczy że nie kocha.
      Nawet jak potem odszczekał. Mężczyźni, nawet ci niekoniecznie bardzo silni,
      posiadają zazwyczaj pewną cechę (powszechnie uważaną zresztą za męską): każde
      słowo na wagę złota. Zazwyczaj nie wyduszą z siebie tego, co należałoby wydusić,
      ale jak już wyduszą (szczególnie bolesne wyznanie takiej wagi), to można temu
      wierzyć. Nie mówię tu o głupotach wyrzucanych z siebie podczas awantury, gdy
      poniosą emocje.
      • metalin Re: po zdradzie 27.08.07, 10:28
        Jakby kontynuując ....a może zdradził , ponieważ pragnął kobiety nieco mniej
        silnej , takiej , przy której mógłby poczuć się pełnowartościowym facetem, może
        ciążyła mu już ta pewność siebie jego żony?
        Został , bo może to być wygodne z różnych punktów widzenia, np. ekonomicznego.
        ~~nic nie dzieje się bez przyczyny...
        • pilotka12 Re: po zdradzie 27.08.07, 11:03
          A ja nie sądzę,żeby dziewczyna potrzebowała teraz dociekania, co w
          zwjącku było nie tak. na to moze sobie odpowiedziec sama. Nie róbcie
          z niej supermenki, bo jak znam życie jest w potwornej matni i czeka
          rac zej na komoentarze,że może się czasem udaćpo takiej traumie. Nie
          chcę sie moądrzyć, ale zdarzaja się faceci,którym taka sytuacja da
          kopoa do dojrzenia. Pamieętam jednego kolege, który zdradzał żonę.
          Zdrawad na nie wypłyneła, ale on się gryzie, boi się, że mo,że
          kiedyś zona się dowie, i TERGO WSZYSTKI ZDRADZAJĄCYM ŻYCZĘ, nIE
          OPISYŁA TU NGDY SWOJJhistorii, bo jest tak babalna, ze aż nie to
          brzydz, Zostałam zdradzona, najpirew dziwkami, potem pojawiła si,ę
          wielka miłoś. CO MIAŁA ROBIĆ??? tYM BARDZIEJ CZŁOWIEK JEST ŚREDNIO
          ZDOLNY dO LOGICZNEGOP ŚLENIA. PO KLKU MIESIĄACH WIZĘKROCZKI DO
          NAPRAWIENIA WZYTKIO JAGO STRONY, JENAK COŚ SIĘ WYPALIŁO.M
    • misssaigon ok, ale... 27.08.07, 11:16
      co to ma wspólnego z tematyka naszego forum? moze lepiej rozwiń swój problem na
      forum "zdrada" - mysle, że otrzymasz więcej zrozumienia:))
      • pilotka12 Re: ok, ale... 27.08.07, 12:57
        Przepraszam, za mojego poprzedniego posta. Nie spałam cała noc i
        pisząc zasnęłam na klawiaturze.
    • glosatorr Nie sztuką być naiwnym przed zdradą, sztuką być po 27.08.07, 15:50
      lezaza napisała:

      > niedawno dowiedzialam sie, ze mnie zdradzil.

      No ja tak czytam i sobie coś takiego pomyslałem.
      Powiedzmy, że na o Forum trafia okradziny człowiek i zaczyna pisac
      tak:

      "Mój Przyjaciel mnie oszukał i okradał przez jakiś czas. Ale ja mu
      wybaczyłem" - jak byś to nazwała?
      Ja to nazywam naiwnością.

      > przyszedl i powiedzial
      > nie kocham cie.

      No własnie - zdradził, bo Cię nie kochał.

      > bylam... zdziwiona. tego samego dnia mnie przytulal
      > i mowil jak bardzo kocha, przez telefon dwie godziny wczesniej
      > gadalismy o swojej przyszlosci. nie uwierzylam. ciagle sie
      > usmiechalam, bo to bylo takie nierealne.

      No tak czasami jest, że ten, który zawinił, popełnił przestępstwo,
      zdradził np. swój kraj - do czasu skazania nawet przed sądem nie
      przyznaje się do winy. No bo czym tu się chwalić? Czy ktoś to
      pochwali? Nie - więc się kłamie w zaparte.

      > ale to byla prawda. wiem, ze jest ta druga.

      No jak się zdradza, to zwykle z tą drugą (lub drugim, bo to dotyczy
      wszystkich)

      > najpierw ryczalam jak bobr i myslalam ze koniec swiata nastapil,

      No na początku wszyscy zdradzeni tak myślą. No bo jak inaczej?
      Tu mówi, że kocha, czasami prztuli, bo ma poczucie winy, myśli przy
      tym "Co ja robię?" ale dalej udaje kochającego partnera bo wstyd się
      przyznać: "Moja droga, ja się bzykam ile wlezie z jakąś pindą i mi z
      nią a nie z Tobą jest dobrze, a Ty mnie tak kochasz!"

      > a
      > potem dostalam sily - do tej pory nie wiem skad i kazalam mu
      > wybierac. zostal. i jest ze mna.

      I tu Droga Autorko - powiem Ci, że Ty się sama okłamujesz.
      Silni ludzie, to biorą takiego fajfusa za ryj, otwierają drzwi i
      wielkim kopem wywalaja takiego gamonia za drzwi.
      Tylko słabe osoby stawiają przed złodziejem, zdrajcą taką
      alternatywę:
      Zostajesz lub spadaj.
      A wiesz czemu? Bo silny i mądry człowiek wie, że zdardy SIĘ NIE
      ZAPOMINA. ŻE ZAUFANIA się nie da odbudować, że zawsze będą
      wątpliwości a sielanki już nigdy nie będzie. Silny czlowiek wie, że
      takie pocieszanie w stylu: "Może się Wam jeszcze ułoży" - to wielka
      iluzja. Żaden zdradzony nie zapomni bólu zdrady. Choćby leżał
      krzyżem w kościele - choćby był Matką Teresą - kiedy przyjdzie
      kiedykolwiek później, kiedy będzie coś kręcił, kiedy poczujesz od
      niego woń kobiecych perfum - zawsze będziesz pamiętać.
      Wiesz czemu w krajach, gdzie grasują zwierzęta, które czasami
      potrafią zjeść człowieka, np. w Afryce - lwy, kiedy odkryją, że ktoś
      z tubylców został przez takiego lwa skonsumowany, to się skrzykują i
      tak dlugo szukają tego lwa ludobójcę aż go nie dopadną i nie zatłuką?
      Bo wiedzą to, czego Ty nie wiesz albo nie chcesz wiedzieć - że jak
      lew raz spróbuje zakazanego mięsa, mięsa człowieka, to w nim
      zasmakuje. Bo wiedzą, że jak go nie zabiją, to po jakimś czasie,
      kiedy ludożerca znowu będzie głodny i zobaczy człowieka, to nie
      ucieknie przed nim, ale na człowieka zapoluje. Tak długo jak taki
      lew wie, że człowiek jest większym drapieżnikiem od niego i należy
      go unikac - tak długo ludzie, tubylcy, dzieci i kobiety są
      bezpieczni.
      Inaczej - nikt nie zna dnia ani godziny.
      I Ty zamiast takiego "lwa" wyrwać jak chwasta, Ty jeszcze mu dajesz
      możliwość by z Tobą był - to nie jest to oznaka siły. To oznaka
      słabości, naiwności i pobożnego myslenia.

      > ale ja jakos nie potrafie sie
      > pozbierac do kupy.

      A ja Ci wcale nie współczuję. I nie pozbierasz się do kupy, tak
      długo jak nie zdasz sobie sprawy, że to co zrobilaś, to wielka
      głupota. To oznaka złabości, to założenie apriori, że on - ten Twój
      wiarołomny facet, już nigdy Cię nie zdradzi. I nawet jeśli nie
      zdradzi (co można wsadzić między bajki) to Ty swoją postawa,
      pamięcią o zdradzie jakiej sobie żyletką nie wyrzezasz, nie
      zapomnisz, będziesz codziennie jego wyrzutem sumienia. Będziesz przy
      każdej kłotni wypominać mu, że Cię zdradzil. Ilekroć będzie Ci
      wypominał, że mu nie ufasz, że masz podejrzenia - będzie żałował, że
      nie wybrał tamtej drugiej, tylko musi się męczyć z żoną, która
      ciągle pamięta, że zdradził. I znowu Cię zdradzi - wcześniej czy
      później, bo owoc zakazany smakuje najlepiej. A Ty się męczysz - bo
      rozum mówi coś zupelnie innego a Ty uważasz, że go kochasz.
      Ty pewnie tak - ale już mu nie ufasz (chociaż zaraz będziesz się
      zaklinała, że ufasz mu jak Zawiszy). Że przykro Ci, bo tu Ci raz
      powiedział, że Cię kocha co mu nie przeszkadzało się bzykac z jakąś
      pindą. Nie przyjmiesz do wiadomości, że kochasz glupią miłością
      gościa, ktory Ciebie nie kocha i jest z Tobą wyłacznie dlatego, że
      ma wyrzuty sumienia. A jak mu one przejdą, a przejdą - to będzie Ci
      się przyglądał... do nastepnej okazji.

      > to tak jakby ta silniejsza Ja powiedziala tamte
      > slowa, a teraz miota sie ta slabsza.

      Nie jesteś silna. Jesteś słaba.

      > najgorsze jest to ze, jest
      > dobrze....

      Co jest dobrze? On Cię przytula? Mówi, że kocha? A Ty mu wierzysz
      calym sercem? To czemu tu piszesz i się użalasz? Jak się kogoś kocha
      i jest się silnym, to po prostu wycina się epizod ze zdradą z życia
      i nawet jest cudowniej jak bylo! Bo ten co zdradził stara się
      udowodnić, że jest godny zaufania.
      Ale to można pomiędzy bajki włożyć - tak nie ma. Bo kobiety
      szczególnie, MAJĄ CHOLERNIE DOBRĄ PAMIĘĆ - i Ty nigdy mu tego nie
      zapomnisz. I będziesz chlipac, i nie będziesz ufna.
      I nie mów, że kochasz - BO PODSTAWĄ MIŁOŚCI JEST ZAUFANIE.
      Jak nie ma zaufania - nie ma Miłości.
      Ty czujesz się zraniona, Ty nosisz w sobie pretensję, żal i poczucie
      przegranej, że jakaś pinda była lepsza, że dla niej Twoj mąż
      zaryzykowął cały Twój związek. Bo gdybyś była silna, to byś go na
      zbity pysk wywaliła. A nie dawała mu wybór. Wybór dają Ci, co
      naiwnie wierzą, że będąc wybranymi ponownie, wszystko będzie jak
      dawniej.
      NIe - nie będzie. To co było dawniej skończyło się - umarło z
      chwilą, kiedy Twój mąż bzykal inną a Ty się o tym dowiedziałaś.
      Nie ma przeszłości.

      >a ja sie miotam. wiem, ze wybaczenie a zapomnienie to
      > dwie inne sprawy,

      Nie - nie ma wybaczenia, bez zapomnienia. Jeśli cierpisz, jeśli
      pamiętasz - to znaczy, że mu naprawdę nie wybaczyłaś. I nie
      wybaczysz mu - mogę się z Tobą zalożyć - bo to jest silniejsze od
      Ciebie - urażona duma kobieca nie zapomina. Tylko krew zdrajcy
      pozwala kobiecie poczuć ulge. Tylko widok zdrajcy przegranego, daje
      lekką satysfakcję. Tylko świadomość, że on dostał kopa w d.... Da Ci
      odrobinę odpocznienia.
      Czujesz się słaba - bo jesteś słaba. I możesz się nawet na mnie
      obrazić. Obrażaj się - ja taką głupotę raz przećwiczylem. I wiem co
      mówię.

      > ale jednak jest mi strasznie ciezko...

      I będzie Ci już zqwsze ciężko, dopóki Twój mąż nie dostanie od
      Ciebie więcej bólu niż Ty dostałaś od niego.
      I takie jest życie - więc cierpl chlipaj sobie - bo tego sama chcesz.
      A ponieważ to twoja decyzja - to ja Ci wcale nie współczuję.
      Każdy ma to, co sam chce. Ty teraz cierpisz, bo chcesz cierpieć.
      Powodzenia...
      • be_lata1 Re: Nie sztuką być naiwnym przed zdradą, sztuką b 28.08.07, 14:30
        Jesteś jak bokser na ringu, oddajesz każdy cios, trzeba walczyć, być
        silnym. Wybaczanie, druga szansa to oznaka słabości, fanaberie lub
        urojone pomysły słabeuszy. Gdyby tak było nie istniałyby przykłady
        ludzi, którzy potrafili wykorzystać drugą szansę.
        Zdrada to rzecz bolesna ale miłości nie da się zresetować nawet
        kiedy spada na głowę taki cios. Ja kocham mocno i głęboko a z tego
        źródła nie płynie zemsta czy przekleństwa ale przebaczenie. I nie
        odczuwam tego jako słabości, poniżania się. Dla mnie zemsta to
        płaski odruch człowieka słabego, trzeba siły żeby dać człowiekowi
        drugą szansę.
        Jeżeli wybaczam to wybaczam naprawdę bez wypominań, sprawdzania i
        kłótni o to co było. Nazwiesz to naiwnością a ja miłością. Nie
        wszystkie kobiety są pamiętliwe i chcą krwi. Ja nie potrzebuję
        niczyjej krwi, bo zemsta jest dla mnie niskim instynktem. Zaś
        pamięci nie wykorzystuję do dręczenia czy wykazywania jaki kiedyś
        był podły. Prawdziwe wybaczenie nie obejmuje tej opcji.Nie widzę w
        tym naiwności, bo znam prawdę i wiem na co się decyduję. Poprostu
        kocham a to uczucie mieści w sobie więcej niż to co zwykle myślimy
        na ten temat.
        Oczywiście nic nie da się zdziałać na siłę a druga strona musi
        chcieć drugiej szansy. Ale tu nic nie jest czarne i białe, nie
        wszystko jest proste. Miłość nic nie zdziała w pojedynkę.
        Masz swoje przekonania i ja je szanuję choć nie we wszystkim się
        zgadzam. Mój punkt widzenia jest inny, choć może dla ciebie naiwny i
        nie do przyjęcia. A definicję siły i słabości mamy różną. Mimo to z
        ciekawością przeczytałam twój komentarz.
    • loppe Re: po zdradzie 27.08.07, 16:12
      mniejsza o zdradę, mamy tu większy problem: partner który jednego
      dnia przychodzi i mówi kocham cie oraz przychodzi i mówi nie kocham
      cię - to b. poważny problem
      • aandzia43 Re: po zdradzie 27.08.07, 16:36
        Zgadza się Loppe, to jakiś bardzo podejrzany egzemplarz bez jaj i kręgosłupa. I
        abstrahując od zdrady - gość nie rokuje.
        • loppe Re: po zdradzie 27.08.07, 16:51
          tak, facet nie zdradził dla jaj tylko z braku kręgosłupa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka