Dodaj do ulubionych

Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym radzić?

09.10.07, 21:03
Cieszę się, że trafiłem na to forum; z zainteresowaniem czytam je już od
pewnego czasu. Chciałem teraz zadać swoje pytanie, chociaż, jak sądzę, jest
ono skierowane jedynie do części Forumowiczów: Jak radzicie sobie z
ograniczeniami nakładanymi przez katolicką etykę seksualną w zakresie
antykoncepcji?
Pytam dlatego, że sam mam z tym duży problem. Oboje z żoną jesteśmy
katolikami praktykującymi, wliczając w to zagadnienia katolickiej etyki
seksualnej (dalej: KES) - w aspekcie tego wątku należy to czytać: stosujemy
tylko naturalne metody antykoncepcji. Nasze kilkuletnie już obserwacje
prowadzą nas jednak do pesymistycznego wniosku, że KES w żaden sposób nie
pomaga pielęgnować/rozwijać namiętności między małżonkami; działa wręcz
przeciwnie.
W naszym przypadku jest tak: żona ma okres 7-8 dni. Wyczytaliśmy gdzieś, że
plemniki mogą w skrajnych przypadkach przeżyć do 5 dni. Ponieważ żona ma
stresującą pracę związaną również z wyjazdami, dzień owulacji często przesuwa
się. 8+5 daje 13, biorąc więc pod uwagę możliwość przyspieszenia owulacji,
współżycie w pierwszej połowie cyklu nie wchodzi w grę, jako zbyt ryzykowne.
Potem dochodzi kolejne kilka dni na owulację i "bufor bezpieczeństwa" po niej
(a źródła mówią, że czasem po pierwszej owulacji występuje też druga po dwóch
dniach, więc bądź tu człowieku mądry, kiedy to już wreszcie dni płodne się
kończą; metoda objawowa, przynajmniej w naszym przypadku, jest czasem trudna
do stosowania).
Po tych wszystkich "odliczeniach" zostaje raptem około 8 dni, kiedy możemy
czuć się bezpiecznie w sensie niezachodzenia w ciążę. No i teraz dochodzą do
tego czynniki zewnętrzne typu stres, delegacje, brak humoru i inne takie, więc
częstotliwość naszego współżycia jest, delikatnie mówiąc, niska.
W naszym przypadku mój apetyt na seks jest znacznie większy niż żony. Muszę
jednak przyznać, że całkowicie rozumiem jej relatywnie niskie zainteresowanie
współżyciem nawet i w tych wspomnianych ośmiu dniach, bo trudno tu mówić o
spontaniczności, kiedy z góry wiadomo, że właśnie w tym tygodniu ja będę
"atakował". Na dodatek oboje mamy świadomość, że "jeżeli nie teraz, to
następna okazja będzie dopiero za miesiąc", co powoduje u obojga frustracje
(chociaż może z różnych powodów).
Jak więc widzicie, w naszym przypadku stosowanie KES sprowadza seks do
arytmetyki (odliczanie) oraz dyplomatyki i łowów w ostatnim tygodniu cyklu. W
tym aspekcie o romantyczność trudno a o frustracje łatwo.

Czy ktoś z Was boryka się z podobnym problemem i może podzielić się swoim
doświadczeniem w jego rozwiązaniu?

cse
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:16
      I naprawde nie jestescie w stanie wziac pod uwage nieetycznych rozwiazan?
      • cse Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:29
        Nawet nie wiem, ile już razy nad tym się zastanawialiśmy i o tym rozmawialiśmy.
        Rzecz jednak polega na tym, że skoro katolikami jesteśmy, to powinniśmy nimi być
        w całej rozciągłości, inaczej to chyba nie ma sensu. Chociaż dla mnie KES w
        kwestii antykoncepcji jest całkowicie niezrozumiała i się z nią nie zgadzam, to
        jednak dura lex sed lex... :-(

        cse
        • eeela Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:39
          Ja oczywiscie nie moge sie zupelnie wczuc w sytuacje, jako ze nie wyznaje zadnej
          religii i nie podlegam pod ich przepisy. Znam jednak kilka par, ktore sa
          katolikami praktykujacymi i, co wiecej, katolikami refleksyjnymi, to znaczy
          swiadomie rozliczajacymi samych siebie z zasadami swojej wiary, i zadna z tych
          par nie zdecydowala sie na NPR. To znaczy jedna stosowala przez rok, ale to
          dlatego, ze doszli do wniosku, ze sa juz w sytuacji, w ktorej moga sobie
          pozwolic na wpadke.
      • 333a13 Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:36
        też jestem katoliczką... ale niekoniecznie aż tak ortodoksyjną...
        czy naprawdę myślicie, że:
        1.Bóg stworzył człowieka z całym jego potencjałem seksualnym i
        intelektualnym tylko po to, by musiał się tak samobiczować i
        ograniczać???
        2. jak to jest? obecnie Kościół i Papież potępia i zabrania
        stosowania prezerwatyw ale zastanawia się nad ich używaniem w
        określonych przypadkach... czyli jednym słowem teraz jest to
        grzechem... a jak papież i Insytytucja Kościoła zmieni zdanie, to
        nie będzie to grzechem????
        3. Nieprzestrzeganie celibatu wśród księży jest grzechem... ale
        coraz więcej środowisk w Kościele opowiada się za zniesieniem
        celibatu... więc możliwe że za kilka lat... współżycie księdza z
        kobietą grzechem nie będze...
        4. przykładów zmian prawa kościelnego możnaby mnożyć...
        wydaje mi się, iż nie należy literalnie i dosłownie podchodzić do
        wszystkiego co mówią inni... nawet jeśli to organizacja taka
        jak "Kościół", bo to tylko ORGANIZACJA LUDZKA, która jak wskazuje
        doświadczenie choćby w średniowieczu się myliła...
        Bóg jest miłością i pragnie by jego dzieci były szczęśliwe, dlatego:
        1. należy przestrzegać Bożych zasad i np. nie cudzołożyć - zdradzać
        i traktować seksu jak sportu
        2. ale bez przesady... nasza seksualność to dar dany od Boga, to
        nasza natura... i powinniśmy z niego korzystać i się nim cieszyć...
        oczywiście rozważnie... by nie ranić innych, szanować swoje ciało
        itd.
        czy jest coś piękniejszego niż okazanie miłości i oddania się
        drugiej osobie w akcie miłości, bo czyż "kobieta i męszczyzna to nie
        jedno ciało"???
        życzę Wam więcej odwagi w przełamywaniu skostniałych i nieaktualnych
        poglądów i stereotypów oraz tego by Wasza wiara nie była dla Was
        ciężarem, tylko radością

        • cse Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:52
          Żeby była jasność: ja się z KES głęboko nie zgadzam w kwestii antykoncepcji i te
          przepisy uważam za bezsensowne. Mnie również wydaje się, że nie po to zostaliśmy
          obdarzeni takim darem jak seksualność, żeby później stosować takie ograniczenia
          (albo takie ryzyko).

          Mnie również razi to, że zakaz stosowania prezerwatyw to zakaz ustanowiony
          przez człowieka, w dodatku przynajmniej teoretycznie, laika w tych sprawach. Co
          więcej, czytałem, że podczas Soboru Watykańskiego II grupa ekspertów (w tym
          biskupów) stworzyła dokument, który miał zezwolić na stosowanie sztucznej
          antykoncepcji, ale potem Papież, z jakichś powodów, ten dokument zignorował i
          zdecydował inaczej.

          To nie zmienia jednak faktu, że zakaz stosowania sztucznej antykoncepcji
          powinien być dla mnie, jako katolika, zakazem obowiązującym, skoro taki jest
          aktualny stan prawny (w sensie prawa kościelnego), nie ważne jak bym się z tym
          nie zgadzał.

          No i na koniec: skąd wiem, że to ja mam rację w tej kwestii? Chodzi mi tu o
          bardziej generalną sprawę: jeżeli ja w kwestii KES dochodzę do wniosku, że jest
          ona bez sensu, więc mnie nie obowiązuje, to w takim razie Ty możesz dojść do
          podobnego wniosku w kwestii innej części etyki katolickiej. W gruncie rzeczy
          każdy katolik może więc sobie stworzyć swoją etykę katolicką, tylko że one do
          siebie nie będą przystające. Na gruncie niereligijnym dobrą analogią są przepisy
          ruchu drogowego: ja sobie dochodzę do wniosku, że ograniczenia prędkości są bez
          sensu (no bo przecież zostaliśmy obdarzeni czymś tak wspaniałym, jak dwustukonne
          silniki), więc ich nie przestrzegam. Ktoś inny dochodzi do wniosku, że
          sygnalizacja świetlna jest bez sensu i też się do niej nie stosuje...

          KES nie zamierzam w żaden sposób bronić ani uzasadniać. W tym wątku chodzi mi
          raczej o kwestię, czy ktoś ma jakieś pozytywne doświadczenie ze stosowania KES i
          rozwiązania problemów wspomnianych przeze mnie w pierwszym poście. Zanim pójdę
          torem "zdroworozsądkowym" chcę spróbować (raz jeszcze) znaleźć rozwiązanie
          spójne z KES.

          cse
          • plutoniczna Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 23:15
            Przeciez seks to nie tylko sam stosunek.
            A co z seksem oralnym w okresie płodnym?
            A seks w czasie okresu? wtedy nie mozna zjaśc w ciaże w przyczn
            oczywistych.....że nie wspomne o seksie analnym..............
          • eeela Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 00:33
            > To nie zmienia jednak faktu, że zakaz stosowania sztucznej antykoncepcji
            > powinien być dla mnie, jako katolika, zakazem obowiązującym, skoro taki jest
            > aktualny stan prawny (w sensie prawa kościelnego), nie ważne jak bym się z tym
            > nie zgadzał.


            Wiesz, dobiles mnie tym postem. Zdaje sobie sprawe, ze niektorym formalizm jest
            potrzebny, bo zwalnia od samodzielnego myslenia, ale bycie formalista wbrew
            dokonywanemu samodzielnemu mysleniu to juz cos, czego zupelnie nie jestem w
            stanie pojac.

            Powinniscie moze oboje po prostu wyliczyc sobie, co jest dla was wieksza wartoscia:
            - postepowanie dokladnie wedlug regul KK dzis, co zaprocentuje duzo
            powazniejszym zlamaniem tych regul w przyszlosci, np. rozwodem lub trwalym
            rozpadem pozycia i wiezi emocjonalnych ("przysiegam ci milosc")
            - czy lamanie regul w stopniu mniej powaznym, ale zachowanie malzenskiej
            przysiegi, ktora - zwracam uwage - jest sakramentem i zlamanie jej to cos o
            wiele powazniejszego niz uzywanie prezerwatyw.
          • ilragazzo Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 12.10.07, 11:09
            > No i na koniec: skąd wiem, że to ja mam rację w tej kwestii?
            Chodzi mi tu o
            > bardziej generalną sprawę: jeżeli ja w kwestii KES dochodzę do
            wniosku, że jest
            > ona bez sensu, więc mnie nie obowiązuje, to w takim razie Ty
            możesz dojść do
            > podobnego wniosku w kwestii innej części etyki katolickiej. W
            gruncie rzeczy
            > każdy katolik może więc sobie stworzyć swoją etykę katolicką,
            tylko że one do
            > siebie nie będą przystające. Na gruncie niereligijnym dobrą
            analogią są przepis
            > y
            > ruchu drogowego: ja sobie dochodzę do wniosku, że ograniczenia
            prędkości są bez
            > sensu (no bo przecież zostaliśmy obdarzeni czymś tak wspaniałym,
            jak dwustukonn
            > e
            > silniki), więc ich nie przestrzegam. Ktoś inny dochodzi do
            wniosku, że
            > sygnalizacja świetlna jest bez sensu i też się do niej nie
            stosuje...

            CSE: niezupełnie. zasadność większości zasad etyki, czy przepisów
            ruchu drogowego można obiektywnie wytłumaczyć i zrozumieć. Bardzo
            łatwo - widząc ich logikę i cel jakiemu służą - pojąć, że
            przestrzeganie jest w naszym interesie. W przypadku KES (niezależnie
            od światopoglądu) jak sam przyznajesz - logiki czy powodów nie
            umiemy tak łatwo znaleźć.

            Odwracając tok rozumowania, można by usprawiedliwić - ba, powiedzieć
            dura led sed lex - zbrodnie Świętej Inkwizycji (podkreślam
            _zbrodnie_, bo o ile wiem, dobrych rzeczy też coś uczynili). Idea
            (choćby najbardziej szczytna) czy religia nie może zwalniać od
            zdrowego rozsądku, to może być niebezpieczne.

            Przy okazji: podziwiam ludzi, którzy w imię idei są tak dalece
            skłonni do rezygnacji z działań, które pragneliby robić.

            Szacunek, ale też szczere zdziwienie i... strach...
        • glosatorr Rany boskie.... bez przesady 09.10.07, 23:36
          333a13 napisała:

          > też jestem katoliczką... ale niekoniecznie aż tak ortodoksyjną...

          Też jestem katolikiem, bez przedmiotownikowym.

          > czy naprawdę myślicie, że:
          > 1.Bóg stworzył człowieka z całym jego potencjałem seksualnym i
          > intelektualnym tylko po to, by musiał się tak samobiczować i
          > ograniczać???

          Nie - Bóg stworzył człowieka i dał mu rozum, by się nim posługiwał.
          Jeśli coś człowieka ogranicza w jego wierze, to wyłacznie to, co może służyć
          jego potępieniu. Dziesięć przykazań to w sumie dobre rady. A jak ktoś chce się
          chlastać biczem, to jego wybór.

          > 2. jak to jest? obecnie Kościół i Papież potępia i zabrania
          > stosowania prezerwatyw ale zastanawia się nad ich używaniem w
          > określonych przypadkach... czyli jednym słowem teraz jest to
          > grzechem... a jak papież i Insytytucja Kościoła zmieni zdanie, to
          > nie będzie to grzechem????

          Ludzie szafują słowami, których znaczenia lub definicji nie rozumieją. Grzech -
          to czynione zło. Grzech lekki - to zło czynione nieświadomie, grzech ciężki, to
          zło wybrane w 100% świadomie i w 100% dobrowolnie. Jeśli więc Kościół dopuszcza
          stosowanie pewnych środków, to nie mówi, że te środki są cacy, ale mówi, że
          dopuszcza je z jakiegoś względu. Kościół ma tego cholernego pecha, że dostał
          pewną władzę - i jest odpowiedzialny, by nią krzywdy komuś nie zrobić - czy to
          się jednym podoba czy innym nie, to kwestia interpretacji.
          Papież jest nieomylny wyłącznie w kwestiach wiary. Już dyskusyjna jest jego
          nieomylność w kwestiach moralności. Natomiast każdy katolik mając rozum, wiedzę
          i sumienie - ma też psi obowiązek kierować się podstawowym przykazaniem, w
          którym zawarte są wszystkie inne: Kochaj Boga, Bliźniego jak siebie samego.
          Jeśli więc w wzmiankowanym temacie, ktoś ma dylemat - ma wybór - zawsze.


          > 3. Nieprzestrzeganie celibatu wśród księży jest grzechem...

          Nie - jest złamaniem zobowiazania, takim samym jak zdrada małżeńska. Chociaż w
          KK nie wszystkich obowiązuje celibat.

          > ale
          > coraz więcej środowisk w Kościele opowiada się za zniesieniem
          > celibatu...

          I tak jest od wielu wieków, że są środowiska, które za celibatem są i są takie
          (liczniejsze) które przeciwko zniesieniu celibatu również krzyczą. Celibat w KK
          obowiązuje w Polsce na przykład od XIII wieku (a i były rejony, że wprowadzono
          go dopiero w wieku XVI). Ksiądz nawet katolicki, może mieć żonę (warunki opisuje
          KPK). Natomiast bycie księdzem to nie zawód - więc jak ktoś chce być księdzem,
          to musi pamiętać, że w KK ksiądz ma celibat i już.

          >więc możliwe że za kilka lat... współżycie księdza z
          > kobietą grzechem nie będze...

          Współżycie księdza z kobietą grzechem jest i będzie zawsze dopóki jest celibat w
          KK rytu rzymskiego. A zniesienie celibatu, to wcale nie jest łatwa sprawa. Ja
          już widzę, jak Ci co jeżdżą po księżach za to, że mają wypasione fury, plebanie
          i inne takie podniosą raban, że ksiądz ma żone i furę dziatek na utrzymaniu
          parafii. Więc nie tak hop do przodu z tym celibatem. A krytykom trudno dogodzić,
          bo jak dogodzisz jednym to wk...wisz innych.

          > 4. przykładów zmian prawa kościelnego możnaby mnożyć...

          Bo prawo kościelne to prawo administracyjne a nie przykazania boskie.
          Czyli są to prawa stanowione przez hierarchię dla całego danego kościoła (np.
          lokalnego) - a kwestia autora dotyczy zupełnie czegoś innego. Kwestii moralnych.

          > wydaje mi się, iż nie należy literalnie i dosłownie podchodzić do
          > wszystkiego co mówią inni... nawet jeśli to organizacja taka
          > jak "Kościół",

          Moment Katoliczko :-)! Kościół to sacrum i profanum. Ma swój wymiar ludzki
          (hierarchia) i sakralny (gdzie człowiek ma bezpośredni kontakt z Bogiem). I
          nieprawdą jest zdanie, że Kościół "to tylko ORGANIZACJA LUDZKA" - w aspekcie
          czystego profanum - czyli w tym co ludzkie, kościół się potrafił mylić i robić
          debilne rzeczy, ale właśnie po to każdy katolik ma też głowę, by wiedział co
          jest ludzkie a co jest boskie.

          > Bóg jest miłością i pragnie by jego dzieci były szczęśliwe, dlatego:

          I tu się Koleżanko mylicie ;)) Bóg chce, by każdy trafił do nieba, a ziemia jest
          wyłącznie do tego przygotowaniem. Więc można mieć tutaj przedsmak tego nieba
          albo piekła. Czyli dzięki Adaśkowi i Ewie, jesteśmy według porządku wiary tam,
          gdzie Adaś i Ewka chcieli być - poznajemy co jest dobre a co jest złe i każdy
          wierzący ma dokonać wyboru - czy chce żyć dobrze czy źle. W tym momencie
          demonizowanie KK jak i odrzucanie wszystkiego co komuś nie leży - jest takim
          samym przegięciem.

          > 1. należy przestrzegać Bożych zasad i np. nie cudzołożyć - zdradzać
          > i traktować seksu jak sportu
          W małżeństwie obowiązuje ciekawa zasada - Kochaj i czyń co chcesz!
          Bardzo mi się ona podoba, seks dla sportu? To nie namiastka seksu.
          Pojęcie cudzołóstwa nie jest takie proste, więc hola hola! :))

          > 2. ale bez przesady... nasza seksualność to dar dany od Boga, to
          > nasza natura... i powinniśmy z niego korzystać i się nim cieszyć...
          > oczywiście rozważnie... by nie ranić innych, szanować swoje ciało
          > itd.

          I tu pełna zgoda. Człowiek został stworzony i dostał organa płciowe, orgazm, i
          wiele przyjemności, by z nich rozumnie korzystać dla dobra miłości dwojga ludzi.
          To fakt - religia jasno to mówi chociażby w katechiźmie. Ale i to czerpanie
          przyjemnosci czemuś jest podporządkowane - rozumowi i kwestii dobra i zła. I
          możemy sobie tutaj dyskutować co jest dobre a co złe i co się okazuje? Że co
          Polak to inna opinia. Więc w kwestiach oceny moralnej jak napisałem wcześniej,
          poza zasadą wyboru dobra o odrzucaniu zła - trzeba również pamiętać o pewnych
          globalnych rozstrzygnięciach, bo KK to nie sekta, gdzie każdy co raz przeczytał
          Biblię, i może uważniej siedział na lekcjach religii od razu zostaje
          interpretatorem dogamtycznym czy moralnym.

          > czy jest coś piękniejszego niż okazanie miłości i oddania się
          > drugiej osobie w akcie miłości, bo czyż "kobieta i męszczyzna to nie
          > jedno ciało"???
          > życzę Wam więcej odwagi w przełamywaniu skostniałych i nieaktualnych
          > poglądów

          Moment - nie tak szybko ;)))
          • justyna.ada Re: Rany boskie.... bez przesady 10.10.07, 14:46
            Dzięki Gloss...:) mimo iz zwykle trudno jest mi czytać długie
            wypowiedzi, tym razem cieszę się że "coś napisał, napisałeś" bo
            pewnie bym sama nie sformułowała w ten sposób.
            Dobrze gada, dać mu wódki...:-))))))))))))))
      • zelm71 Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 22:21
        Jak chcecie sobie robić w związku problem to słuchajcie księdza.
        Skończy się tym, że będzie kilkoro dzieci, żona będziecie unikać
        sexu aby nie zaliczyć wpadki. I co miesiąc problem: dostanie czy nie
        dostanie. Z tego co wiem to KK toleruje metody antykoncepcyjne tzw.
        nieporonne np: prezeratywa czy tabletki hormonalne. Inna sprawa
        wkładka antykoncepcyjna. Można żyć zgodnie z wiarą i być
        szczęsliwym. Najgorsza jest nadgorliwość, skrajność. Ksiądz nie
        wychowa ci dzieci. A rozwód? Trzeba wypośrodkować. Każdy ma prawo do
        szczęścia zgodnie z jego sumieniem.
        • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 11:46
          zelm71 napisał:

          > Z tego co wiem to KK toleruje metody antykoncepcyjne tzw.
          > nieporonne np: prezeratywa czy tabletki hormonalne. Inna sprawa
          > wkładka antykoncepcyjna.

          To źle wiesz, KK nie toleruje ŻADNYCH metod antykoncepcji z
          wyjątkiem metody naturalnej. Pigułki, wkładka, prezerwatywa =
          wykroczenie przeciw zasadom obowiązującym w KK = grzech.

          > Można żyć zgodnie z wiarą i być szczęsliwym.

          Jak widać nie zawsze można.

          > Najgorsza jest nadgorliwość, skrajność.

          Założyciel wątku nie jest nadgorliwy ani skrajny, próbuje żyć
          zgodnie z przykazaniami kościoła, do którego należy. To, że te
          zasady nijak się nie mają do rzeczywistości to inna sprawa.
          • glosatorr Bardzo proszę.... 10.10.07, 19:30
            errare_humanum_est napisał:

            > zelm71 napisał:
            >
            > > Z tego co wiem to KK toleruje metody antykoncepcyjne tzw.
            > > nieporonne np: prezeratywa czy tabletki hormonalne. Inna sprawa
            > > wkładka antykoncepcyjna.
            >
            > To źle wiesz, KK nie toleruje ŻADNYCH metod antykoncepcji z
            > wyjątkiem metody naturalnej.


            No to Ty też źle wiesz - bo metody naturalne, które są przez katolika stosowane
            by wogóle nie mieć dzieci - są też grzechem :-)
            I co teraz?

            >Pigułki, wkładka, prezerwatywa =
            > wykroczenie przeciw zasadom obowiązującym w KK = grzech.\

            Bardzo proszę, by nie wprowadzać w błąd.
            Pigułka, wkładka, prezerwatywa wcale nie równa się grzech.
            Bo jeśli np. w trakcie umiarawiania owulacji, podaje się kobiecie środki, które
            na jakiś czas zatrzymują jej owulację - to wtedy kobieta grzechu nie popełnia.
            Grzechu nie popełnia, np. kobieta w ciąży, która się leczy i ratując jej
            zdrowie, lekarz poda lek, który spowoduje poronienie - i co? Nie ma grzechu!
            Grzechu nie popełni też kobieta, która zażywa środki hormonalne, bo ją
            systematycznie gwałci pijany mąż - i co Ty na to?
            Tak samo grzechu nie popełnia matka chora na cukrzycę - która zażywa środki
            antykoncepcyjne hormonalne, gdyż dla niej ciąża to dla niej i jej dziecka wyrok
            śmierci.

            Więc bardzo proszę... naprawdę bardzo - jeśli jesteś czegoś pewny, to się
            upewnij jeszcze raz, bo nieprawdą jest to co napisałeś. Są wyjątki - ale te
            wyjątki ustala się z kapłanem, który ma władze daną z góry i dla katolika ta
            władza jest jasna. Jeśli nie jest jasna - proszę o uważną lekturę katechizmu.

            >
            > > Można żyć zgodnie z wiarą i być szczęsliwym.
            >
            > Jak widać nie zawsze można.
            >
            Nie - to nieprawda - można. Tylko trzeba myśleć, rozmawiać, szukać a nie od razu
            się na wszystko obrażać.

            > > Najgorsza jest nadgorliwość, skrajność.
            >
            > Założyciel wątku nie jest nadgorliwy ani skrajny, próbuje żyć
            > zgodnie z przykazaniami kościoła,

            Nie zaznaczyłeś, że niestety nie rozumie wszystkiego, stąd jego dylematy. Ale
            skąd Ty to wiesz?

            > do którego należy. To, że te
            > zasady nijak się nie mają do rzeczywistości to inna sprawa.

            A tu mógłbym polemizować, kto co rozumie - ale myślę, że to nie jest Forum
            dyskusyjne dotyczące dogmatów i moralności katolickiej.
            Mnie jednak zawsze zastanawia jedno - czemu w sprawach wiary, dogmatów i
            moralności katolickiej wypowiadają się ludzie, którzy nie mają na ten temat
            często zielonego pojęcia?
            • errare_humanum_est Re: Bardzo proszę.... 11.10.07, 09:58
              glosatorr napisał:

              > No to Ty też źle wiesz - bo metody naturalne, które są przez
              katolika stosowane
              > by wogóle nie mieć dzieci - są też grzechem :-)

              Dlatego napisałem "toleruje", a nie że "zezwala".

              > Bardzo proszę, by nie wprowadzać w błąd.

              Ja też o to proszę.

              > Pigułka, wkładka, prezerwatywa wcale nie równa się grzech.
              > Bo jeśli np. w trakcie umiarawiania owulacji, podaje się kobiecie
              środki, które
              > na jakiś czas zatrzymują jej owulację - to wtedy kobieta grzechu
              nie popełnia.
              > Grzechu nie popełnia, np. kobieta w ciąży, która się leczy i
              ratując jej
              > zdrowie, lekarz poda lek, który spowoduje poronienie - i co? Nie
              ma grzechu!
              > Grzechu nie popełni też kobieta, która zażywa środki hormonalne,
              bo ją
              > systematycznie gwałci pijany mąż - i co Ty na to?
              > Tak samo grzechu nie popełnia matka chora na cukrzycę - która
              zażywa środki
              > antykoncepcyjne hormonalne, gdyż dla niej ciąża to dla niej i jej
              dziecka wyrok
              > śmierci.
              > Więc bardzo proszę... naprawdę bardzo - jeśli jesteś czegoś pewny,
              to się
              > upewnij jeszcze raz, bo nieprawdą jest to co napisałeś.

              A ja ciebie proszę o trzymanie się tematu wątku i forum. Nie
              rozmawiamy tutaj o leczeniu hormonalnym lub ratującym życie,
              rozmawiamy o środkach antykoncepcyjnych które stosują pary chcące
              zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą i uprawiać dziki,
              nieskrępowany seks ;-) . Czy tutaj też znajdziesz wyjątki?

              > Nie zaznaczyłeś, że niestety nie rozumie wszystkiego, stąd jego
              dylematy. Ale
              > skąd Ty to wiesz?

              A czego założyciel wątku nie zrozumiał z KES?

              > Mnie jednak zawsze zastanawia jedno - czemu w sprawach wiary,
              dogmatów i
              > moralności katolickiej wypowiadają się ludzie, którzy nie mają na
              ten temat
              > często zielonego pojęcia?

              Ty masz?
    • felixs Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:22
      Po prostu skoncentrujcie się na umacnianiu więzi duchowych. Zastanawialiście się
      nad poproszeniem waszego księdza o radę? Myślę że skoro model worowej rodziny
      postępuje według KES to na pewno taka rodzina może liczyć na wsparcie kościoła.
      Z pewnością księża mają gotowe recepty dla małżeństw i potrafią doradzić co
      robić aby wytrwać i umocnić związek, może wystarczy zapytać?
      • cse Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:37
        Mnie się wydaje, że sprawa z księżmi wygląda tak: oni w tych kwestiach siłą
        rzeczy muszą mówić o sprawach dla nich abstrakcyjnych (pomijam wyjątki).
        Dodatkowo, muszą iść zgodnie z linią Kościoła. Siłą rzeczy ich rady będą mało
        wartościowe praktycznie, no bo niby skąd mają tę praktykę znać?
        Mieliśmy też okazję rozmawiać z kilkoma młodszymi księżmi. W tych rozmowach
        "między wierszami" można było wyczytać, że oni sobie zdają sprawę, że KES w
        kwestii antykoncepcji jest przestarzała, ale nie mogą na głos tego powiedzieć.

        Przejrzałem już dziesiątki stron/forów katolickich poświęconych KES, ale poziom
        dyskusji prowadzonych przez tamtejszych "ekspertów" mi nie wystarcza,
        przytaczane argumenty są nieprzekonujące, rad brak. Albo może inaczej: z tego,
        co tam czytam wychodzi, że proponowane tam metody są tak skuteczne, że nie
        trzeba się przejmować wątpliwościami, które wyraziłem na początku tego wątku.
        Obserwacja znajomych par również stosujących KES i mających dzieci nie do końca
        planowane daje zupełnie inne wnioski...

        cse
        • glosatorr Ech... 09.10.07, 23:54
          cse napisał:

          > Siłą rzeczy ich rady będą mało
          > wartościowe praktycznie, no bo niby skąd mają tę praktykę znać?

          Oj znają! Nie tylko z konfesjonału.

          > Mieliśmy też okazję rozmawiać z kilkoma młodszymi księżmi. W tych rozmowach
          > "między wierszami" można było wyczytać, że oni sobie zdają sprawę, że KES w
          > kwestii antykoncepcji jest przestarzała, ale nie mogą na głos tego powiedzieć.
          >
          Ludzie - miejcie trochę rozsądku w tym co tutaj piszecie. Bo tak naprawdę
          zawoalowanie, ale chcecie dobrze, a robicie sami sobie sieczkę.
          KK powiedział jasno - antykoncepcja, która całkowicie odcina seksualność od
          podmiotowości człowieka jest zakazana i uznana za zło.
          Koniec kropka. Ale... i o tym ale należy pamiętać.
          Grzech ciężki, tak - grzech ciężki to nie jest na papierze - ale w sercu
          powstaje człowieka i jest w pełni (a nie gdzieś w jednejczwartej, czy w 80%)
          świadomy i w PEŁNI dobrowolnym wyborem zła.

          Pisałem już o zasadzie wyłaczonego środka więc nie będę jej przypominał. W KK
          obowiązuje zasada, że pewne czynności, działania są z natury złe - np. zabicie
          człowieka. Proste? Proste! To czemu ten sam KK błogosławi żołnierzy jadących na
          wojnę w Afganistanie czy Iraku?
          Bo istnieje właśnie zasada wyłączonego środka albo jak ktoś chce - możliwość
          stosowania środków niegodziwych w celu dobra wyższego.
          I dlatego policjant, który zastrzeli uciekającego gwałciciela - popełnia zło -
          zabija człowieka, ale nie ponosi za to żadnej winy - czyli innymi słowy - nie
          grzeszy.

          I by nie pitolić od metra - to przypominam wielce szanownym Katolikom
          ortodoksyjnym, nieodrtodoskyjnym, katolikom od święta i święcenia jajek,
          katolikom tyczasowym, katolikom od przykazan od 1-4, etc. Że Antykoncepcja jest
          złem, ale są okoliczności, kiedy pewne srodki antykoncepcyjne (nie poronne -
          czyli żadne RU-486, spirale do maciczne. sprężynki, etc) - czyli prezerwatywa,
          globulki dopochowoe, pianki, żele plemnikobójcze i pastylki hormonalne - w
          pewnych okolicznościach i w rozmowie z księdzem, dopuszcza, na zasadzie wyjątków.

          I chociaż zaraz jakiś antyklerykał powie, że księża są tacy czy owacy - to
          będzie miał w jednym rację. Nie ma w tej kwestii jednomyślności, ale jest też
          wbrew różnym sensacjom pewna zasada, której nawet ksiądz musi przestrzegać.
          Mianowicie kwestia dobra związku, zdrowia i życia.
          Czyli innymi słowu - Ksiądz ma zasady, które chronią dobro ludzi - to doczesne i
          wieczne i nie mogą one być sprzeczne z dobrem ludzi faktycznym. I jeśli do
          księdza przychodzi taki petent jak autor tego tematu i mówi: Proszę księdza, no
          mamy już 2 dzieci i nie możemy mieć więcej,m bo się załamiemy, albo - Żona ma
          nieregularne miesiączki i i tyle całe katolickie metody to o d... potłuc można,
          albo właśnie to co kolega napisał i chcemy stosować gumkę i żel, albo pigułę
          hormonalną, bo inaczej ja wpadnę w nerwicę, żona też i za chwile ja będe
          impotentem a żona mnie weźmie dla innego bo już nie dajemy rady - to chyba tylko
          debil powie nie.
          A jeśli traficie na debila, to szukajcie mądrego księdza i w końcu go
          znajdziecie. A jeśli się nie znajdzie - to żaden katolik nie jest betonem i mózg
          mu pracuje. Więc jeśli ma do wyboru - rozwalenie się małżeństwa i bycie wiernym
          zasadom albo sięgnięcie po środki nieporonne i uratowanie małżeństwa, zdrowia i
          wielu innych rzeczy, to wybór jest prosty.

          A byłeś Ty kolego wogóle u jakiegoś księdza w tej sprawie?
          • xapur Głównie do Glosatorra. 11.10.07, 12:47
            glosatorr napisał:

            > Mianowicie kwestia dobra związku, zdrowia i życia.
            > Czyli innymi słowu - Ksiądz ma zasady, które chronią dobro ludzi -
            to doczesne i wieczne i nie mogą one być sprzeczne z dobrem ludzi
            faktycznym. I jeśli do księdza przychodzi taki petent jak autor tego
            tematu i mówi: Proszę księdza, no mamy już 2 dzieci i nie możemy
            mieć więcej,m bo się załamiemy, albo - Żona ma nieregularne
            miesiączki i i tyle całe katolickie metody to o d... potłuc można,
            > albo właśnie to co kolega napisał i chcemy stosować gumkę i żel,
            albo pigułę hormonalną, bo inaczej ja wpadnę w nerwicę, żona też i
            za chwile ja będe impotentem a żona mnie weźmie dla innego bo już
            nie dajemy rady - to chyba tylko debil powie nie.

            OK. Zgoda. Tylko dlaczego w takim razie ksiądz przed ślubem wypełnia
            protokół, w którym są takie pytania (treść nie jest dokładna ale
            oddaje sens):
            1. Czy zgadzacie się wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy
            niezależnie ile go będzie i w jakiej będziecie sytuacji materialnej?
            2. Czy potwierdzacie, że nie będziecie stosować innych metod
            zapobiegania ciąży niż naturalne, a stosunek przerywany jest
            zabroniony?
            3. Do kobiety - czy zgadzasz się poświęcić pracę zawodową na rzecz
            wychowania dzieci?

            Jak mniemam ten protokół jest jakimś standardem, a nie wymysłem
            konkretnego księdza.
            Jakoś mi to nie pasuje do idei "wolnego wyboru" wykładanej przez
            Glosatorra.
            • justyna.ada jaki protokół?? 11.10.07, 13:45
              1. Jak to ksiądz wypełnia protokół? jesli juz to chyba nowożeńcy?

              2. Czyżby sie coś pozmieniało???? Ja brałąm ślub 13 lat temu,
              czyżby weszły nowe zwyczaje? W życiu czegoś takiego na oczy nie
              widziałam, to jakieś wymysły, albo prowokacja.

              ps. coś mi sie wydaje że z formalno-logicznego punktu widzenia nie
              ma to żadnego sensu...
              • ilragazzo Re: jaki protokół?? 12.10.07, 11:13
                > 1. Jak to ksiądz wypełnia protokół? jesli juz to chyba nowożeńcy?

                Ksiądz wypełnia protokół - nowożeńcy są tylko ankietowanymi i
                sygnują protokół. Ja pamiętam na pewno wspomniany punkt pierwszy,
                dwóch pozostałych - nie.
            • glosatorr Re: Głównie do Glosatorra. 11.10.07, 13:52
              xapur napisał:

              > glosatorr napisał:
              > OK. Zgoda. Tylko dlaczego w takim razie ksiądz przed ślubem
              wypełnia
              > protokół, w którym są takie pytania (treść nie jest dokładna ale
              > oddaje sens):
              > 1. Czy zgadzacie się wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy
              > niezależnie ile go będzie i w jakiej będziecie sytuacji
              materialnej?

              Ja takiego dokumentu nie dostawałem i pierwsze słysze, by cos
              takiego komus dawano.

              > 2. Czy potwierdzacie, że nie będziecie stosować innych metod
              > zapobiegania ciąży niż naturalne, a stosunek przerywany jest
              > zabroniony?
              > 3. Do kobiety - czy zgadzasz się poświęcić pracę zawodową na rzecz
              > wychowania dzieci?
              >
              Nie wiem - ślub brałem w latach 90-tych, ale pierwsze słysze, by coś
              takiego ktos musiał podpisywać. Ja bym nie podpisał.

              > Jak mniemam ten protokół jest jakimś standardem, a nie wymysłem
              > konkretnego księdza.

              Nie - prawdopodobnie jest to jednak wymysł jakiegoś nadgorliwego
              księdza.

              > Jakoś mi to nie pasuje do idei "wolnego wyboru" wykładanej przez
              > Glosatorra.

              Mi tez nie pasuje do idei wolnego wyboru. Ale znam już tyle historii
              debilnych decyzji księzy (jak np. odmowa chrztu ze strony księży
              wobec dzieci z tzw,. nieprawego łoża), że wszystko możliwe. Te
              pytania to naruszenie sprawy Sumienia i moim zdaniem można spokojnie
              odmówić podpisania takiego kwestionariusza. Ja bym nawet poszedł
              dalej. Pod punktem 1 dopisałbym,"Tak, jeśli ks. proboszcz podpisując
              i wręczając mi kopię tego dokumentu potwierdzi podpisem, że
              wyłacznie w przypadku, kiedy Ksiądz proboszcz będzie pokrywał 100%
              kosztów związanych z wychowaniem, wykształceniem i wyżywieniem
              takiego dziecka oraz leczeniem żony."

              Jako ad. 2 - Ja bym dopisał "Czy ksiądz ma świadomość, że
              masturbacja osoby duchownej jest złamaniem ślubu czystości? i tez
              jest grzechem?"

              Ad. 3. Dopisałbym odręcznie: " tak, pod warunkiem, że ksiądz
              proboszcz pokryje wszystkie koszty związane z w/w.

              I podpisać. Znając KPK - takie coś jeśli istnieje, łatwo obalić.
              Jeśli takie coś istnieje, to jest to najgłupsza rzecz jaką mozna
              było wymysleć. Nie lecisz w kulki?
              • xapur Ano nie lecę w kulki. 11.10.07, 14:21
                Doświadczenie mam świeże i najwyraźniej naiwnie uznałem, że taki
                papier jest jakimś ogólnym wzorcem, czy dokumentem wymaganym przez
                Kościół. Nie znam się ani trochę na prawie kanonicznym czy jakim tam
                więc przyjąłem, że ksiądz "nie leci sobie w kulki".
                Generalnie pytania były tak sformułowane, by w zawoalowany sposób
                pytać o stosunek do aborcji. Przynajmniej ja to tak odebrałem.
                Oprócz tego było oczywiście sporo innych, ale tylko te wydały mi się
                kotrowersyjne. Zresztą chyba trochę podirytowaliśmy pytającego
                stwierdzeniem, że skończyły się czasy, gdy kobieta może sobie
                pozwolić na luksus siedzenia w domu, bo zarobki męża zwyczajnie nie
                wystarczają.
                Protokół wypełniał ksiądz, ja podpisywałem.
                Żadna ściema. Nigdy nie piszę o czymś, co nie miało miejsca.
                • glosatorr OK 11.10.07, 14:49
                  W takim razie ten ksiądz łamie parę zakazów - a napewno cos takiego
                  jak tajemnica sumienia. Tak więc odmawiając podpisania, nie ma prawa
                  odmówić udzielenia sakramentu małżeństwa.

                  Niestety wiem, że księżom czasami odbija i temu Twojemu odbiło
                  dokładnie mocno. Gdybyś dokonała adnotacji takich jak Ci podałem,
                  ksiądz może by chwilę pomyślał... ale i ja bywam czasami naiwny.

                  Jedno jest pewne, że to co zrobił nie ma żadnej mocy prawnej.
                  Tak więc jeśli zrobiłaś tak jak zrobiłaś, nie masz co sobie robić
                  wyrzutów.

                  Ja się nie daje księżom za nos wodzić i zdarzyło mi się, że na
                  kazaniu przerwałem w srodku słowa księdzu kazanie, jak strzelił
                  takiego byka, że aż mną zatrząsło. Tak więc w mojej byłej parafii to
                  mnie już znali ;)) ale rozumiem, że nie wszyscy tak potrafią.
                  Księdza nalezy czasami wychowywać, bo przychodzą takie teraz czasami
                  niemoty, że traktują bycie księdzem jak zawód. Dla takich jestem
                  bezlitosny.

                  a tak na marginesie, to mi się dobrze dowcip przypomniał, który
                  doskonale ilustruje co się pewnym księzom powinno mówić, jak
                  przeginają.

                  Ksiądz chodzi z tacą po kościele, zbiera pieniądze od parafian.
                  Podchodzi do staruszki, a ona grzebie w portfelu. Ksiądz: Te grubsze
                  babciu, papierowe..
                  Babcia: Aa nie.. te grubsze mam na fryzjera..
                  Ksiądz: babciu, ale Maryja nie chodziła do fryzjera.
                  Babcia: Taak?? A Jezus nie jeździł Mercedesem...
                  • xapur Za mało znam źródła nauki KK,by zadzierać z księdz 11.10.07, 15:15
                    Jakbym trochę poczytał to mógłbym się spierać.
                    Wyrzut mogę mieć innego rodzaju - podpisałem się pod czymś, czego
                    nie popieram. Trudno. Najwyraźniej taki ze mnie katolik jak pisze o
                    sobie "avido". Chociaż w kościele bywam.
                    Co do księdza to przynajmniej wygłosił interesujące kazanie na
                    ślubie, a rzadko spotykam się z sytuacją, by wszystkim się podobało.

                    glosatorr napisał:
                    Gdybyś dokonała adnotacji takich jak Ci podałem,
                    > ksiądz może by chwilę pomyślał... ale i ja bywam czasami naiwny.

                    Tak na marginesie - Xapur jest mężczyzną.
      • 333a13 Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 21:42
        nie rozumiem co ksiądz może wiedzieć o seksie!!! to co Wam powie, to
        tylko jakaś teoria stworzona przez takie osoby jak on sam duchowne.
        Nic oczywiście do tego nie mam, ale uważam że zostaliśmy stworzeni
        na wzór i podobienstwo Boże. Poza tym po coś Bóg dał nam
        seksualność!!! gdyby Bóg nie chciał byśmy używali naszej
        seksualności w innych celach niż prokreacyjne to dlaczego
        rozmnażanie nie miałoby się odbywać jak np. u zwierząt (samica ma
        cieczkę i dni płodne - odbywa się zbliżenie, po tym okresie
        jakiekolwiek potrzeby seksualne zanikają). Ludzie zacznijcie myśleć
        samodzielnie!!!
    • sigrid.storrada Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 22:43
      Kilka wątków temu ktoś pisał o podobnych problemach.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=69349243
      Polecam ten wątek. Ciekawa jest wypowiedź glossatora zaczynająca się od
      "Witam

      Przeczytałem wszystko co napisałeś tutaj i poświęciłem kilka dni, by
      porozmawiac z kilkoma osobami, które podpowiedziały mi rozwiązanie."

      co jeszcze. nie jestem ekspertem od npr, ale słyszałam o urządzeniach, które
      mogą być pomocne w ustalaniu dni płodnych/niepłodnych. Nazywa się to lady comp.
      Są też testy owulacyjne, które pomagają ustalić precyzyjniej dzień owulacji.

      no i to o czym już kilka osób pisało - rozmowa z księdzem, są też katolickie
      poradnie rodzinne.
      I przede wszystkim - rozmowa z Bogiem w modlitwie.
    • gardenersdog Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 09.10.07, 22:46
      Bardzo polecam:
      sporniak.blog.onet.pl/
      tygodnik.onet.pl/1546,1426745,dzial.html
      Historia antykoncepcji w Kościele pokazuje, że jej obecny kształt jest wypadkową
      trzech dążeń:
      - utrzymania nieomylności papieskiej
      - "walki z hedonizmem pożycia małżeńskiego", pod jaką dobrą wiarą nie byłby skrywany
      - troski o zachowanie podmiotowość małżonków w każdym akcie seksualnym - co
      zawsze rozstrzyga się między dwojgiem ludzi i jest absolutnie nie do
      uregulowania prawnego (normatywnego)

      tygodnik.onet.pl/1544,5498,1127255,tematy.htmlPozdrawiam.
      - Chciałbym Cię pokochać taką, jaka jesteś. Jaka jesteś?
      - Nie wiem.
      - Nie utrudniaj...
    • yoric Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 00:09
      Co do sedna to nie mam nic do powiedzenia.

      Ale tytuł sugeruje dużo szerszy temat, np. jak religia wpływa np. na
      kształtowanie zahamowań w sferze seksu. Zastanawiam się, czy tu jest dobre
      miejsce na taką dyskusję, czy dobrze byłoby założyć nowy wątek.

      Pozdrawiam
      • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 00:26
        yoric napisał:

        > Co do sedna to nie mam nic do powiedzenia.
        >
        > Ale tytuł sugeruje dużo szerszy temat, np. jak religia wpływa np. na
        > kształtowanie zahamowań w sferze seksu.

        Nie religia wpływa na zahamowania w sprawach seksu, ale wychowanie i przesądy
        albo brak wiedzy, więc zakłądanie nowego wątku, wywoła wyłacznie burzę.

        >Zastanawiam się, czy tu jest dobre
        > miejsce na taką dyskusję, czy dobrze byłoby założyć nowy wątek.
        >
        To jest dobre miejsce na taką dyskusję, ale to jest na tym Forum na razie
        marginalny temat, by rozpoczynać dyskusję szczególnie jeśli widać, że wiele osób
        dyskutujące niestety opiera się z jednej strony na tzw, wiedzy potocznej a z
        drugiej na oficjalnych dokumentach Kościoła. A prawda i pewne zasady obowiązują
        - ale pomiędzy tymi rzeczami. Dzieją się w ludzkich sumieniach, sercach i
        rozumie i zależą od jednostkowych sytuacji. I tak naprawdę dotyczą kwestii wiary
        i moralności a nie relacji między ludzkich.

        > Pozdrawiam
    • glosatorr Panu CSE - i tak na przyszłość... 10.10.07, 00:23
      Witaj CSE.

      Ja miałem tego farta, że trafiłem na mądrego księdza. Jako katolik miałem
      dylemat - bo Tu Humane Vite z jednej strony a z drugiej dobro małżeństwa, gdzie
      w katechiźmie napisano, że katolicy powinni strzec dobra małżeńskiego, okazywać
      sobie miłość i dbać o potomstwo.

      I tu jest dylemat i będzie - jak pogodzić aż trzy rzeczy: przykazanie nie
      zabijaj, dbanie o Miłość i okazywanie jej także przez seksualność, którą mamy i
      ba! Nawet w Biblii napisano: Niedobrze jest, kiedy mężczyzna jest sam! I Bóg dał
      mu Ewę! Albo w listach apostolskich napisano: że śluby czystości powinni składać
      wyłącznie Ci, którzy mają w sobie silną wiarę i są świadomi powinności zaś Ci co
      mają z tym trudność, niech nie myślą o czystości, ale zakładają małżeństwa!

      Kościoł hierarchiczny stanął w rozkroku - i jak w wielu sprawach, machina
      birokatyczna w KK działa cholernie powoli. Z jednej strony ta sama machina może
      potępić np. Savanorolle a po kilku wiekach zastanawiać się nad jego kanonizowaniem.

      Ale człowiek ma sumienie, rozum i ma się kierować dobrem. Nie tylko swoim, ale i
      dobrem współmałżonka, i dzieci, które jak się nie ma to się może kiedyś pojawią.

      Tak więc jeśli katolik zrobi coś nawet wbrew Kościołowi - jego zasadom ale
      będzie się w tym działaniu kierował dobrem a nie złem - to o jakim wogóle
      grzechu tu mówić!!!!???

      Twoim psim obowiązkiem jako katolika, jest dbać o Twoje małżeństwo i o tym
      wszyscy radzący Ci księża, Forumowicze jakoś nie wspominają.
      Nie powiedzą Ci, że jeśli robisz coś, co rozwala Twoje małżeństwo - to
      popełniasz grzech śmiertelny!

      Grzeszą ciężko małżonkowie, którzy nie dbają o dobro swoich mężów i żon! Ciężko
      grzeszą Ci co nie przytulają, nie cąłują, nie dbają o pełną satysfakcję
      seksualną współmałżonka, bo seksualność człowieka ma służyć jego dobru i dobru
      jego związku. Jeśli więc katolik nie dba o to by okazywać Miłość do
      współmałżonka poprzez seks - to popełnia grzech ciężki. I tak patrzcie z żoną na
      to ilekroć ksiądz Was w konfesjonale zapyta, czy stosujecie jakieś środki.
      Możecie mu powiedzieć - wprost - tak, stosujemy. I nie mamy wyrzutów sumienia,
      że stosujemy bo... jak opisałeś - Twoja żona ma nieregularne okresy owulacji,
      podróżujecie często a kochacie się i chcecie się kochać nadal. I jak ksiądz
      będzie psioczył, to mu powiedz, by pamiętał, że jeśli on swoją decyzją rozwali
      Wasze małżeństwo - to chcesz to na piśmie.

      Ksiądz jest tylko Twoim sługą. Ludzie o tym zapominają. Ma Ci pomóc a nie
      przeszkadzać. Ty nie mówisz księdzu, że nie wolno mu marszczyć kapucyna, a on Ci
      mówi co masz robić w łóżku z żoną.
      Dlatego kieruj się sercem i dobrem Twojej żony.
      Nie możesz stosować środków poronnych - wczesnoporonnych czy tzw, day after. Nie
      możesz stosować spiral. Ale jeśli w okresie, kiedy chcecie się kochać,
      zastosujesz prezerwatywę, albo Twoja żona sięgnie po leki hormonalne choćby po
      to by mieć normalne owulacje - to żadnego grzechu nie popełniasz.
      Bo kierujesz się nie wygodą - nie tym, że fajnie się bzyknąć - ale dobrem Twojej
      żony, własnym i waszego małżeństwa.

      A Kościół już wie, że rpzy takim podejściu, mimo, że dzieje się w sensie prawa
      kościelnego pewne zło, to ani Ty ani Twoja żona nie macie grzechu. Bo nie robisz
      tego w złym celu, ale dobrym i krzywdy żadnej sobie albo innym nie wyrządzacie.
      Jeśli chcesz mieć pewność - że robisz dobrze - po prostu o tym porozmawiaj przy
      okazji spowiedzi albo kolędy. Albo może masz znajomego księdza. Powiedzcie o tym
      dylemacie i bądźcie twardzi.
      I ksiądz wam powiem - o zasadzie wyjątki.
      Antykoncepcja ma swoje moralne uzasadnienie i stosowanie antykoncepcji jako zło
      też ma swoje uzasadnienie.
      Ale jeśli ludzie odpowiedzialni, świadomi, wierzący sięgają po nią bo nie mają
      wyjścia - to o jakim grzechu mowa?
      Grzech to w pełni świadomy i w pełni dobrowolny wybór zła i odrzucenie dobra.
      Więc gdzie grzech, jeśli kierujesz się dobrem waszym, Waszego małżeństwa? Nie ma go.
      I tak podchodź do tej kwestii. Bo co Ci będzie po wierności zasadom, jeśli za
      jakiś czas Twoje małżeństwo się rozwali? Nic. I co, ksiądz pokryje koszty
      rozwodu? Nie.
      Odpowiadasz przed żoną, Bogiem - za to, czy twoje małżeństwo będzie dobre. To
      Twój psi obowiązek, a ksiądz ma Ci w tym pomagać a nie przeszkadzać.
      I na koniec dodam: Nich twoje okazywanie uczuć żonie nie opiera się przede
      wszystkim na stosunku. Można sobie dać wiele radości także pieszczotami. Czyli
      tzw. gra wstępna bez stosunku jest jak najbardziej dopuszczalna a jak się ją
      dobrze stosuje, to daje ona większą przyjemność niż sam stosunek. Więc o tym też
      pomyśl, tym bardziej, że KK mówi wyraźnie - Wszystko co nie zabronione jest
      dozwolone ;)) i o tym pamiętaj. A akurat dobra minetka, pieszczoty oralne przez
      KK nie są zabronione. KK wogóle o tym nic nie mówi :))
      Więc do dzieła i się po prostu kochajcie - tak jak Bóg przykazał dając Wam
      organa płciowe, orgazm, łechtaczkę i wyobraźnię!

      Dobranoc
      • errare_humanum_est Re: Panu CSE - i tak na przyszłość... 11.10.07, 15:27
        glosatorr napisał:

        > Kościoł hierarchiczny stanął w rozkroku - i jak w wielu sprawach,
        machina
        > birokatyczna w KK działa cholernie powoli. Z jednej strony ta sama
        machina może
        > potępić np. Savanorolle a po kilku wiekach zastanawiać się nad
        jego kanonizowaniem.

        Ale niestety, my żyjemy tu i teraz i nadzieja, że za dziesiąt lat
        Kościół złagodzi swoje stanowisko wobec części metod
        antykoncepcyjnych w niczym nam teraz nie pomaga.

        > Tak więc jeśli katolik zrobi coś nawet wbrew Kościołowi - jego
        zasadom ale
        > będzie się w tym działaniu kierował dobrem a nie złem - to o jakim
        wogóle
        > grzechu tu mówić!!!!???

        O tym co jest grzechem lub nie decyduje Kościół (i jak sam
        przyznałeś potrafi zmieniać swoje podejście do wielu rzeczy), a nie
        ja czy ty. Ja mogę jedynie sam siebie przekonywać że to co robię
        jest dobre, ale w mojej sytuacji wewnątrz Kościoła niczego to nie
        zmienia - wykraczam przeciwko temu, czego naucza i czego mam
        przestrzegać.

        > Twoim psim obowiązkiem jako katolika, jest dbać o Twoje małżeństwo
        i o tym
        > wszyscy radzący Ci księża, Forumowicze jakoś nie wspominają.

        Dbać o małżeństwo, ale jednocześnie będąc w zgodzie z nauką Kościoła.

        > Nie powiedzą Ci, że jeśli robisz coś, co rozwala Twoje małżeństwo -
        to
        > popełniasz grzech śmiertelny!

        Tak samo jeżeli to małżeństwo ratuję świadomie łamiąc naukę Kościoła.

        > Grzeszą ciężko małżonkowie, którzy nie dbają o dobro swoich mężów
        i żon! Ciężko
        > grzeszą Ci co nie przytulają, nie cąłują, nie dbają o pełną
        satysfakcję
        > seksualną współmałżonka, bo seksualność człowieka ma służyć jego
        dobru i dobru
        > jego związku. Jeśli więc katolik nie dba o to by okazywać Miłość do
        > współmałżonka poprzez seks - to popełnia grzech ciężki.

        Podpisuję się obiema rękami.

        > I tak patrzcie z żoną na
        > to ilekroć ksiądz Was w konfesjonale zapyta, czy stosujecie jakieś
        środki.
        > Możecie mu powiedzieć - wprost - tak, stosujemy. I nie mamy
        wyrzutów sumienia,
        > że stosujemy bo... jak opisałeś - Twoja żona ma nieregularne
        okresy owulacji,
        > podróżujecie często a kochacie się i chcecie się kochać nadal. I
        jak ksiądz
        > będzie psioczył, to mu powiedz, by pamiętał, że jeśli on swoją
        decyzją rozwali
        > Wasze małżeństwo - to chcesz to na piśmie.

        Naprawdę wierzysz, że gdy przeciętny Polak wyskoczy do przeciętnego
        księdza z takim tekstem, to ten tylko chrząknie, powie "hm, no
        tak..." i przejdzie do porządku dziennego? A zresztą...
        "[małżonkowie] w pełnieniu obowiązku przekazywania życia nie mogą
        oni postępować dowolnie, tak jak gdyby wolno im było na własną rękę
        i w sposób niezależny określać poprawne moralnie metody
        postępowania; przeciwnie, są oni zobowiązani dostosować swoje
        postępowanie do planu Boga-Stwórcy, wyrażonego z jednej strony w
        samej naturze małżeństwa oraz w jego aktach, a z drugiej -
        określonego w stałym nauczaniu Kościoła."

        > Ksiądz jest tylko Twoim sługą. Ludzie o tym zapominają. Ma Ci
        pomóc a nie
        > przeszkadzać. Ty nie mówisz księdzu, że nie wolno mu marszczyć
        kapucyna, a on Ci mówi co masz robić w łóżku z żoną.

        Zgubiłeś słówko "nie" w drugiej części zdania, ew. znak zapytania?

        > możesz stosować spiral. Ale jeśli w okresie, kiedy chcecie się
        kochać,
        > zastosujesz prezerwatywę, albo Twoja żona sięgnie po leki
        hormonalne choćby po
        > to by mieć normalne owulacje - to żadnego grzechu nie popełniasz.

        "Kościół jest zgodny z samym sobą i ze swoją nauką zarówno wtedy,
        gdy uznaje za dozwolone uwzględnianie przez małżonków okresów
        niepłodności, jak i wtedy, gdy potępia, jako zawsze zabronione,
        stosowanie środków bezpośrednio zapobiegających poczęciu, choćby
        nawet ten ostatni sposób postępowania usprawiedliwiano racjami,
        które mogłyby się wydawać uczciwe i poważne"

        > Bo kierujesz się nie wygodą - nie tym, że fajnie się bzyknąć - ale
        dobrem Twojej
        > żony, własnym i waszego małżeństwa.

        "Nie można też dla usprawiedliwienia stosunków małżeńskich z
        rozmysłem pozbawionych płodności odwoływać się do następujących,
        rzekomo przekonywających racji: że mianowicie z dwojga złego należy
        wybierać to, które wydaje się mniejsze"
        "migdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła,
        aby wynikło z niego dobro.Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot
        aktu woli tego, co ze swej istoty narusza ład moralny - a co tym
        samym należy uznać za niegodne człowieka - nawet w wypadku, jeśli
        zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr
        poszczególnych ludzi, rodzin czy społeczeństwa"

        > A Kościół już wie, że rpzy takim podejściu, mimo, że dzieje się w
        > sensie prawa
        > kościelnego pewne zło, to ani Ty ani Twoja żona nie macie grzechu.
        > Bo nie robisz
        > tego w złym celu, ale dobrym i krzywdy żadnej sobie albo innym nie
        wyrządzacie.

        Patrz cytaty wyżej.

        > Jeśli chcesz mieć pewność - że robisz dobrze - po prostu o tym
        porozmawiaj przy
        > okazji spowiedzi albo kolędy. Albo może masz znajomego księdza.
        Powiedzcie o tym dylemacie i bądźcie twardzi.

        Czyli co, mają tak długo szukać księdza aż trafią na takiego co ma
        głowę na karku? To który z nich jest głosem Kościoła, którego mają
        słuchać? Tego, który mówi to co chcą, czy tego który mówi co głosi
        Magisterium?
        > Ale jeśli ludzie odpowiedzialni, świadomi, wierzący sięgają po nią
        bo nie mają
        > wyjścia - to o jakim grzechu mowa?

        Patrz cytaty.

        > Więc gdzie grzech, jeśli kierujesz się dobrem waszym, Waszego
        małżeństwa? Nie ma go.

        Patrz cytaty. Wiesz chyba, skąd je wziąłem i nie powiesz, że jako
        prawowierny katolik mogę sobie z tego tekstu wybierać te
        sformułowania które mi pasują, a to co mi nie pasuje to mogę
        odrzucić, tak jak ty zrobiłeś to w poście na który odpowiadam. Nie,
        tego tekstu nie mogę dzielić, nie mogę interpretować, nie mogę
        odrzucić, muszę w niego wierzyć i stosować w całości.

        Ty w Kościele widzisz rękę wyciągniętą do ludzi z miłością, ja
        dodatkowo widzę drugą, chowającą za plecami bejsbol. Różnica jest
        taka, że ja się nie dziwię, gdy ktoś tym bejsbolem po łbie dostaje.
        • glosatorr Re: Panu CSE - i tak na przyszłość... 11.10.07, 20:35
          errare_humanum_est napisał:

          > glosatorr napisał:
          >

          > Ale niestety, my żyjemy tu i teraz i nadzieja, że za dziesiąt lat
          > Kościół złagodzi swoje stanowisko wobec części metod
          > antykoncepcyjnych w niczym nam teraz nie pomaga.

          Oczywiście, że nie. Gdybym na tym opierał całą dyskusję, to rzeczywiście byłoby
          to nic nie warte.


          > O tym co jest grzechem lub nie decyduje Kościół (i jak sam
          > przyznałeś potrafi zmieniać swoje podejście do wielu rzeczy), a nie
          > ja czy ty.

          Przepraszam - co jest grzechem a co nim nie jest decyduje wiele warunków. Po
          pierwsze co jest złem - jasno określa Objawienie czyli to co zawiera Biblia. Po
          drugie - co jest złem a co nim nie jest określa Kościół swojej doktrynie. Ale
          czy jest grzech czy go nie ma - tutaj decyduje bardzo wiele czynników - od
          ludzkiej świadomości o woli, poprzez sumienie człowieka, aż do wiedzy o tym co
          jest grzechem a co nim nie jest. Nie jest to takie proste. Tu wyrocznią jest
          wyłącznie Bóg, który zna motywy, świadomość i wolę człowieka. Dopiero kiedy
          człowiek zadaje pytanie: czy to co zrobiłem, lub zrobię jest złe - i zapyta o to
          np. księdza - wtedy ksiądz, który jest sługą Kościoła, pasterzem - musi udzielić
          szczerej odpowiedzi na podstawie swojej wiedzy i własnego sumienia. Dlatego tak
          ważną rzeczą, która już się pojawia w całej tej dyskusji, jest zdobywanie wiedzy
          o tym co jest złe czy dobre i czemu jest złe czy dobre.

          > Ja mogę jedynie sam siebie przekonywać że to co robię
          > jest dobre, ale w mojej sytuacji wewnątrz Kościoła niczego to nie
          > zmienia - wykraczam przeciwko temu, czego naucza i czego mam
          > przestrzegać.

          Dlatego Kościół ma wiele wymiarów i w tej dyskusji moim zdaniem mylnie kładzie
          się nacisk na jego wymiar administracyjno-nauczycielski zapominając o wymiarze
          duchowym, opierającym się jak mówi Kościół na relacji człowieka z Bogiem.

          >

          > Dbać o małżeństwo, ale jednocześnie będąc w zgodzie z nauką Kościoła.
          >
          To stan idealny do którego człowiek powinien dążyć :)
          Ale jeśli mu się nie udaje - np. z powodu ograniczeń, słabości - nie jest
          automatycznie odrzucony.


          >
          > Tak samo jeżeli to małżeństwo ratuję świadomie łamiąc naukę Kościoła.
          >
          Poza swiadomością musi być też wola - nie ma tu konfliktu.
          Ale poruszyłeś tu arcyciekawy dylemat - na wielką dyskusję.
          Problem w tym, że dylemat jest pozorny. Dobro jest ponad wszystko. Jeśli więc
          jest wybór pomiędzy dobrem (małżeństwa) a złem złamanie nauki bądź nakazu
          Kościoła (i to też zależy jakiego) - stawia się na szali dobro i ewentualne
          skutki zła.
          Najlepszym przykładem jest zachowanie samego Jezusa w Ewangelii - który w
          świetle Prawa, któremu jako Żyd podlegał, nieustannie powoływał się na zasadę,
          którą dzisiaj się fajnie przedstawia: czy człowiek jest dla Szabatu czy Szabat
          jest dla człowieka.
          I dzisiaj ten konflikt pięknie i prosto się rozwiązuje. Podam to na przykładzie
          takim. Człowiek jest głodny, nie ma pieniędzy, nie ma pracy a ma np. dzieci do
          wykarmienia. I idzie i kradnie dwa bochenki chleba. Mamy przykazanie: Nie
          kradnij. Więc widzimy, że człowiek który ma obowiązek nakarmić swoje dzieci,
          popełnia zło. Kradzież.
          Ale nie ma winy - i proszę o tym pamiętać. Bo kwestia zła, grzechu - to problem
          winy. Czy ktoś jest winny złego czynu czy jest niewinny.
          Drobny niuans a jakie konsekwencje!
          Dlatego możemy dyskutować teoretycznie i proszę mi uwierzyć, że ta dyskusja się
          nie skończy. Ale jeśli ja - jako katolik nieustannie słyszę, że mając (chociaż
          teraz już nie mam) współmałżonkę, moim powołaniem jest zapewnić jej szczęście,
          dbać o całość rodziny i ja za to odpowiadam nie przed Kościołem, ale przed
          Bogiem - to wtedy jeśli jakieś działanie, ma wyrządzić zło - mojej żonie, mojej
          rodzinie - to moim obowiązkiem jest zrobić wszystko by temu złu się
          przeciwstawić, a jeśli nie jestem w stanie (ograniczenie woli - bo co z tego, że
          chcę zrobić coś dobrze, jeśli się nie da dobrze zrobić) mam prawo sięgnąć po
          coś, co może być złe (kradzież, prezerwatywa). Mówimy tutaj o faktycznym
          problemie a nie o pójściu na skróty.
          Są ludzie, którzy w nauczaniu kościoła uważają, że mogą wszystko. I tu Kościół
          mówi, Hola, hola! Ucz się człowieku odpowiedzialności. Najpierw sprawdź, czy to
          się da zrobić dobrze, bez potrzeby sięgania po niegodziwe środki. A jak ludzie
          dzisiaj robią? Nawet się nie zastanawiają, nie znają tych godziwych środków, nie
          wiedzą jak je stosować! Ale z góry je przekreślają. Generalnie ludzie sięgają po
          środki bo im wygodniej - tak, z powodu wygody. To za mała racja do tego, by po
          nie sięgnąć, i Kościół mówi - Nie, bo stoi na straży dobra a nie ludzkiej
          wygody. Można się na niego obrazić - ale KK ma swoje racje. Ale jeśli po ten sam
          srodek sięga kobieta gwałcona, chora na cukrzycę, z śmiertelną wadą serca, z
          powikłaniami ciążowymi - bo kocha kogoś i chce z nim być nie jak brat z siostrą
          ale jak kobieta z mężczyzną, Kościół nikogo nie potępia.
          Więc jeśli już ktoś chce mieć do KK pretensje, to nie z powodu tego, że KK się
          upiera bezsensownie, ale dlatego, że ludzie działają bezsensownie i niestety
          mają wciąż niewiele wiedzy na ten temat, o czym świadczy to Forum.

          > Naprawdę wierzysz, że gdy przeciętny Polak wyskoczy do przeciętnego
          > księdza z takim tekstem, to ten tylko chrząknie, powie "hm, no
          > tak..." i przejdzie do porządku dziennego?

          Powiem wprost, jeśli ktoś nie ma wiedzy, nie wie co może - to lepiej niech tego
          nie robi, dopóki tej wiedzy nie zyska. Ale co broni ludziom wiedzę zdobywać? Są
          książki w sieci, KPK, Biblię - można znaleźć nie wychodząc z domu - w wersji
          elektronicznej. Są szkolenia, są przeróżne grupy wspomagające. Jak ktoś chce -
          to może.
          Ale czemu nie chcą? Wolą powiedzieć: Eeeee to nie dla mnie, ja tam wolę nic nie
          robić. No i mamy to co mamy, że księża czują się jak udzielni Panowie na
          włościach i wiedząc, że naród nie kumaty często ulegają pokusie postawienia się
          ponad swoim parafianinem. A ja nie raz mówiłem księdzu, który z czymś mi
          wyskakiwał: To ksiądz jest mi dany by służyć, a nie ja jestem sługą księdza.
          Trzeba znać swoje prawa :)) Wszędzie, nie tylko w KK :_)

          > A zresztą...
          > "[małżonkowie] przeciwnie, są oni zobowiązani dostosować swoje
          > postępowanie do planu Boga-Stwórcy, wyrażonego z jednej strony w
          > samej naturze małżeństwa oraz w jego aktach, a z drugiej -
          > określonego w stałym nauczaniu Kościoła."

          Myślę, że tę kwestię rozwiązałem wyżej. Jeśli na tym zdaniu się skoncentrujemy -
          to faktycznie - nic, jak tylko stworzyć sobie własny mini kościół, gdzie to i
          to, nam pasuje, a to i tamto nam nie pasuje więc to wykreślamy. Tak powstali
          Świadkowie Jehowy ;))

          >
          > > Ksiądz jest tylko Twoim sługą. Ludzie o tym zapominają. Ma Ci
          > pomóc a nie
          > > przeszkadzać. Ty nie mówisz księdzu, że nie wolno mu marszczyć
          > kapucyna, a on Ci mówi co masz robić w łóżku z żoną.
          >
          > Zgubiłeś słówko "nie" w drugiej części zdania, ew. znak zapytania?

          Niczego nie zgubiłem - wiem co piszę :))

          >

          >
          > " choćby
          > nawet ten ostatni sposób postępowania usprawiedliwiano racjami,
          > które mogłyby się wydawać uczciwe i poważne"

          Widzisz w tym miejscu wątpliwość? Ja widzę - swoje racje trzeba mocno udowodnić.
          Tu kitu się nie da wcisnąć. Ale jak udowodnisz - patrz wyżej.


          >

          > "Nie można też dla usprawiedliwienia stosunków małżeńskich z
          > rozmysłem pozbawionych płodności

          Bardzo bym prosił, abyś sięgając do tego źródła wiedzy - również zastanowił się
          co to znaczy "z rozmysłem" - :-)

          >odwoływać się do następujących,
          > rzekomo przekonywających racji: że mianowicie z dwojga złego należy
          > wybierać to, które wydaje się mniejsze"

          i słusznie - w czym problem?

          > "migdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła,
          > aby wynikło z niego dobro.

          Ocz
          • glosatorr Re: Panu CSE - i tak na przyszłość... 11.10.07, 20:37
            errare_humanum_est napisał:

            > glosatorr napisał:

            > "migdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła,
            > aby wynikło z niego dobro.

            Oczywiście - ale ja też nigdzie tego nie twierdzę.

            Zasada wyłączonego środka - to nie działanie złe w celu uzyskania dobra, ale
            działanie dobre w celu uzyskania dobra, którego NIEPOŻĄDANYM lub NIECHCIANYM LUB
            NIEPRZEWIDZIANYM skutkiem ubocznym może być zło.


            >Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot
            > aktu woli tego, co ze swej istoty narusza ład moralny

            Właśnie - i tu proszę sobie przypomnieć to co pisałem o pełnej woli czynienia
            zła i świadomości pełnej tego zła.
            Pamiętam, jak ktoś powiedział, że najtrudniej popełnić grzech śmiertelny. To prawda!

            >- a co tym
            > samym należy uznać za niegodne człowieka - nawet w wypadku, jeśli
            > zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr
            > poszczególnych ludzi, rodzin czy społeczeństwa"

            Oczywiście, bo cel nie uświęca środków.


            > Patrz cytaty wyżej.
            >
            Ja rozumiem co piszę - wbrew temu co mi sugerujesz. A czy Ty rozumiesz to co
            cytujesz? Bo mi się wydaje, że rzucasz hasła a nie do końca wiesz co one znaczą.


            > Czyli co, mają tak długo szukać księdza aż trafią na takiego co ma
            > głowę na karku?

            Dokładnie. Ja tak zawsze robiłem. Idea stałego Spowiednika - takiego Opiekuna,
            który mnie poznaje z każdą spowiedzią lepiej, który wie już czym się kieruje w
            życiu powoduje, że takie dylematy są rozwiązywane szybciej. A potem ludzie są
            zaskoczeni, że Jego stały spowiednik, nawet o nic się nie pytał! I wszystko
            rozumie? Ludzie mają stałych dentystów, fryzjerów, terapeutów, lekarzy... a jak
            chodzi o spowiednika, "Ojca duchowego" - to idą na chybił trafił i się dziwią,
            że co chwila trafiają na głąba. No są księża wyedukowani i nie. Są dobrzy z
            powołaniem, i tacy bez powołania, którzy odbębniają swoje obowiązki.

            > To który z nich jest głosem Kościoła, którego mają
            > słuchać?

            Tego, który ich słucha i rozumie co mówią, oraz tego, który wie jak mówić byś go
            Ty wysłuchał.

            > Tego, który mówi to co chcą, czy tego który mówi co głosi
            > Magisterium?

            Słuchaj - ja wiem co mówi Magisterium i uwierz, że jak więcej poczytasz,
            porozmawiasz i się wgłębisz, to sam zrozumiesz i ani moje teksty ani słowa
            innych nie będą Ci w niczym potrzebne. :-)


            > Patrz cytaty. Wiesz chyba, skąd je wziąłem i nie powiesz, że jako
            > prawowierny katolik mogę sobie z tego tekstu wybierać te
            > sformułowania które mi pasują, a to co mi nie pasuje to mogę
            > odrzucić, tak jak ty zrobiłeś to w poście na który odpowiadam.

            Co Ty powiesz? Ja muszę skracać te posty - bo inaczej mi i tak wytnie połowę
            system. Tak, wiem skąd są te cytaty. Ale mi one nigdy nie wystarczyły.
            Katechizm, to podstawa a nie wyrocznia, jak Ty ją traktujesz. Natomiast nie
            zarzucaj mi, że ja coś wyjmuję i unikam odpowiedzi. Nie - nie unikam, ja Ci ich
            udzielam.

            > Nie,
            > tego tekstu nie mogę dzielić, nie mogę interpretować, nie mogę
            > odrzucić, muszę w niego wierzyć i stosować w całości.
            >
            Nie - i tu się właśnie mylisz, ale ja się poddaję. Z twardogłowymi niestety
            zawsze wymiękam ;))

            > Ty w Kościele widzisz rękę wyciągniętą do ludzi z miłością,

            Owszem - i korzystam z tego dla swojego dobra.

            > ja
            > dodatkowo widzę drugą, chowającą za plecami bejsbol.

            Widzisz ją - fakt i ja widzę, że widzisz. Nie rozumiesz jednak, że tylko Ty ją
            widzisz i Ci wszyscy, którzy tej kierującej się dobrem nie widzą. Albo nie chcą
            po nią sięgnąć.

            > Różnica jest
            > taka, że ja się nie dziwię, gdy ktoś tym bejsbolem po łbie dostaje.

            Ja nigdy nie dostałem - mimo, żem rozwiedziony :)) i patrząc z boku, łamię
            niektóre zakazy, nakazy i prikazy a nawet przykazania. I wiem, że nie dostanę
            ;)) Ale tutaj musiałbym już mówić więcej, więc możesz mi nie wierzyć. Tak na
            marginesie, kiedyś zdzieliłem księdza w pysk - tak - popełniłem grzech mający w
            konsekwencji natychmiastową ekskomunikę ;)) I wiesz? Nie dostałem jej a wprost
            przeciwnie, ksiądz mi podziękował.

            Trzymaj się.
    • cse Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 07:04
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi w tym wątku! (mam nadzieję, że jeszcze kilka
      wypowiedzi się w nim pojawi)

      Przeczytałem je wszystkie z ogromnym zainteresowaniem.

      Widzę, że muszę jeszcze popracować nad jasnym wyrażaniem własnych myśli: w tym
      wątku chodziło mi bowiem nie o moralne rozważanie sensowności KES ani nie o
      moralne rozważanie wypełniania zakazów i nakazów KK z czy bez refleksji.
      Chodziło mi wyłącznie o to, czy jest tam gdzieś ktoś, kto stosuje KES w zakresie
      antykoncepcji i poradził sobie z problemem opisanym przeze mnie.

      Swoją drogą brak takiej odpowiedzi jest bardzo ciekawą odpowiedzią samą w
      sobie... :-)

      Dziękuję też za wszystkie odpowiedzi rozważające kwestie moralne. Moje
      stanowisko jest takie:
      1. Katolikiem jestem z wyboru
      2. Jeżeli należę do jakiejś organizacji, to powinienem wypełniać jej
      statut/regulamin/zasady/whatever w 100%
      3. Niektóre zakazy/nakazy KKK uważam za bezsensowne, ale w aspekcie 1 i 2
      stawiam lojalność ponad własne osądy.

      Zgadzam się z tymi, którzy wskazują, że machina Kościoła działa powoli i że w
      różnych kwestiach Kościół zmieniał poglądy z jednej skrajności w drugą. Szczerze
      mówiąc przypuszczam, że i w kwestii sztucznej antykoncepcji Kościół poglądy
      zmieni, ale będzie to pewnie za lat 30 albo 50; jak dla mnie trochę zbyt późno. :-)

      Wyżej w wątku widziałem propozycję kontynuacji tej tematyki albo tutaj, albo
      w innym miejscu. Chętnie przyłączę się.

      pozdrawiam

      cse
      • avide Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 08:18
        Chryste Panie...
        Powiedz mi tylko tyle Ty wierzysz w Boga czy w papieża i instytucję kościoła ????
        Ja wierzę w Boga a nie kościół a to całe KSE to wymysł człowieka !!!!

        TO NIE JEST NAKAZ BOSKI ZAPISANY W BIBLII TYLKO LUDZKI !!!!
        podobnie z resztą jak celibat.

        Pokaż mi choć jeden wers w biblii, który mówi że stosowanie prezerwatywy jest
        grzechem ????????????????????
        Czytałeś w ogóle Biblię ???? Ja czytałem, i nic takiego nie znalazłem, bo wierzę
        w Boga i jego zasady (10 przykazań - tam też nie ma nic o antykoncepcji a to
        fundament naszej wiary) a nie w to co w naszych czasach jest akurat na TOP-ie w
        światopoglądzie papieża.
        No chyba że wierzysz w Kościół jako instytucje to wtedy gratuluję sformatowania
        mózgu na amen i cóż ... pociesz się tym, że niektórzy kochają się rzadziej.
        Bądź świadomy tego co wyznajesz, usiądź przeczytaj to na czym wszyscy się
        opieramy czyli biblię i jak będziesz miał wątpliwości wtedy pytaj.

        Ech... łapki opadają i cała reszta też ....
        • justyna.ada jedna uwaga w kwestii Biblii :-) reszta na temat 10.10.07, 10:15
          Avide, jedno małe sprostowanie na temat "czy w Biblii jest coś
          napisane".
          Ani o prezerwatywach, antykoncepcji, ani o samolotach, ani o innych
          wynalazkach nie moglo być napisane :) I teraz można w ten sposób
          udowodnić że "jest tak to a tak, bo Biblia o tym nie mówi." No nie
          mówi bo nie może, a my nie żyjemy nadal w starożytności... Bo
          przecież Biblia ma być jakoś tam ponadczasowa, a nie jest to np.
          instrukcja obsługi projektora multimedialnego, która się przedawni
          wraz z powstaniem nowych modeli.

          (a w temacie: ja akurat stosuję NPR, i sprawdza się. Gdybym miała
          takie problemy jak autor i jego żona - hmmm pewnie bym uciekała w
          stronę doraźnych zabezpieczeń wówczas gdy jest duże ryzyko ciąży, a
          unikanie tego ryzyka szkodzi ich związkowi)

          pozdrawiam :)
          • avide Re: jedna uwaga w kwestii Biblii :-) reszta na t 11.10.07, 07:30
            Niniejszym Justyna potwierdziłaś to co napisałem. Masz niewątpliwie racje. W
            Biblii nie ma słowa ani o samolotach, ani o antykoncepcji itp.
            Zatem, powiedzmy dlaczego kościół jej się tak sprzeciwia skoro nie ma o tym ani
            słowa ??????????
            Samolotami nam nie zabraniają latać a do kawałka gumki na fragmencie męskiego
            ciała maja dla przykładu wielkie obiekcje i rozwodzą się nad tyn... Nie uważasz,
            że to z lekka hipokryzja, bądźmy konsekwentni ????

            Pzdr.
            Avide :-)
        • dosiadpl Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 10:43
          Strzał w samo sedno... Wierzysz w Boga czy w instytucje kościoła? Ja
          6 lat temu wystąpiłam z koscioła katolickiego i wstapilam do
          ewangelickiego. Dobiły mnie ich komenatarze po moim rozwodzie,
          osądzanie ludzi, do którego nie mają moim zdaniem prawa..
          Różnica kolosalna: kosciół ewangelicki opiera sie bowiem tylko i
          wyłącznie na Biblii. Wszystko co jest w Biblii jest niepoważalne, a
          księża, którzy nie żyją w celibacie są traktowani jako pracownicy
          kościoła, jego słudzy, a nie instytucja od nakazów i osądzania.
          Podoba mi się to że srodki antykoncepcyjne są dopuszczalne, rozwody
          są dopuszczalne i również to że na lekcjach religii dla młodzieży
          propaguje się antykoncepcję... nie mowiąc już o aborcji która w
          niektórych przypadkach jest dozwolona, spowiedzi powszechnej itp...
          Czym są nakazy i zakazy jesli nie ma ich w Biblii- wymysłem człowiek
          jedynie w moim mniemaniu.
          Moim zdaniem ludzie żyjący w celibacie nie mają pojęcia o życiu
          codziennym i problemach małżeńskich, nie mają więc prawa nas
          osądzać... ale to zawsze kwestia wychowania oraz własnego podejscia
          do pewnych kwestii no i zdrowego rozsądku. Ja wierzę w Boga, a nie w
          instytucje ...
        • glosatorr No to znalazłem cytaty w Biblii :) 10.10.07, 20:18
          avide napisał:


          Ja napiszę tylko tyle - bo i tak dużo napisałem.


          > TO NIE JEST NAKAZ BOSKI ZAPISANY W BIBLII TYLKO LUDZKI !!!!

          Czyżby to wogóle był jakikolwiek nakaz? Chyba nie. Tu każdy ma wybór:
          1 Kor 7:32-38
          Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o
          sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu.
          Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by
          się przypodobać żonie.
          I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o
          sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za
          mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi.
          Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to,
          byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu.
          Jeżeli ktoś jednak uważa, że nieuczciwość popełnia wobec swej dziewicy, jako że
          przeszły już jej lata i jest przekonany, że tak powinien postąpić, niech czyni,
          co chce: nie grzeszy; niech się pobiorą.
          Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą,
          postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni.
          Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto
          jej nie poślubia.
          (BT)


          > podobnie z resztą jak celibat.

          Mt 19:12
          "Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są
          niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni,
          którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech
          pojmuje!
          (BT)


          >
          > Pokaż mi choć jeden wers w biblii, który mówi że stosowanie prezerwatywy jest
          > grzechem ????????????????????

          Rdz 38:9-10
          "Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego
          brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu. Złe było w oczach
          Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć."
          (BT)

          > Czytałeś w ogóle Biblię ????

          A Ty czytałeś?

          > Ja czytałem, i nic takiego nie znalazłem, bo wierz
          > ę
          > w Boga i jego zasady (10 przykazań - tam też nie ma nic o antykoncepcji a to
          > fundament naszej wiary)

          Cenię Cię Avide, ale obawiam się, że Twoja lektura Biblii była nieuważna:-)

          A pamiętasz to?

          Pnp 7:3-14
          Łono twe, czasza okrągła: niechaj nie zbraknie w niej wina korzennego! Brzuch
          twój jak stos pszenicznego ziarna okolony wiankiem lilii.
          Piersi twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli.
          Szyja twa jak wieża ze słoniowej kości. Oczy twe jak sadzawki w Cheszbonie, u
          bramy Bat-Rabbim. Nos twój jak baszta Libanu, spoglądająca ku Damaszkowi.
          Głowa twa [wznosi się] nad tobą jak Karmel, włosy głowy twej jak królewska
          purpura, splecione w warkocze.
          O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna, umiłowana, pełna rozkoszy!
          Postać twoja wysmukła jak palma, a piersi twe jak grona winne.
          Rzekłem: wespnę się na palmę, pochwycę gałązki jej owocem brzemienne. Tak!
          Piersi twe niech [mi] będą jako grona winne, a tchnienie twe jak zapach jabłek.
          Usta twoje jak wino wyborne, które spływa mi po podniebieniu, zwilżając wargi i
          zęby.
          Jam miłego mego i ku mnie zwraca się jego pożądanie.
          Pójdź, mój miły, powędrujemy w pola, nocujmy po wioskach!
          O świcie pospieszmy do winnic, zobaczyć, czy kwitnie winorośl, czy pączki
          otwarły się, czy w kwieciu są już granaty: tam ci dam miłość moją.
          Mandragory sieją woń, nad drzwiami naszymi wszelki owoc wyborny, świeży i
          zeszłoroczny dla ciebie, miły mój, chowałam.
          (BT)


          >
          > Ech... łapki opadają i cała reszta też ....
          >

          Nie łam się Avide - jak kolega sięgnie wreszcie po Biblie to dojdzie do takiego
          fragmentu:-)

          Jk 2:24
          Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie
          samej tylko wiary. (BT)

          Albo tego:
          Mdr 6:12-20
          Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i
          ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw
          dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi,
          znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać - to szczyt
          roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie: sama bowiem
          obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na drogach i
          wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom. Początkiem jej najprawdziwszym -
          pragnienie nauki, a staranie o naukę - to miłość, miłość zaś - to przestrzeganie
          jej praw, a poszanowanie praw to rękojmia nieśmiertelności, a nieśmiertelność
          przybliża do Boga. Tak więc pragnienie Mądrości wiedzie do królestwa.
          (BT)

          A na koniec dobry cytat jako podsumowanie:

          Łk 11:46
          On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do
          uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.
          (BT)

          Ukłony...
          • avide Re: No to znalazłem cytaty w Biblii :) 11.10.07, 07:44
            glosatorr napisał:

            > avide napisał:
            > > Pokaż mi choć jeden wers w biblii, który mówi że stosowanie prezerwatywy
            > jest
            > > grzechem ????????????????????
            >
            > Rdz 38:9-10
            > "Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego
            brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu. Złe było w oczach
            Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć."
            > (BT)

            Heheh dobry, naprawdę dobry cytat. Odniosę się tylko do tego fragmentu bo on
            niego tak naprawdę się rozchodzi.
            Gloss pytanie za co pokarał Pan onana ???

            "...ilekroć zbliżał się do żony brata swego"

            Z tego co zacytowałeś wynika jasno, że złe było to że zbliżał się do żony swego
            brata a nie że nie chciał dać jej potomstwa. Jasno wiemy jak wiara rzymsko
            katolicka traktuje zbliżanie się do czyjejkolwiek żony, a już w szczególności do
            żony brata swego.
            "Nie cudzołóż",
            "Nie pożądaj żony bliźniego swego",
            znane prawda :))) Ja przynajmniej tak rozumiem ten fragment.

            Cały problem w interpretacji biblii polega na jej wieloznaczności. Każdy tak
            naprawdę znajdzie w niej to co chce znaleźć a nie co faktycznie jest tam
            napisane bo sedno tekstów zazwyczaj poszło do grobu wraz z autorami, czyli
            jakieś 2000 lat temu.

            Hymm aczkolwiek może się mylę bo nie pamiętam całego fragmentu a zacytowałeś
            wycinek, to i do wycinka się odniosłem.

            Pozdrawiam.
            Avide.
            • justyna.ada o żonie brata 11.10.07, 10:04
              A nie nie... tu nie było własnie cudzołóstwa. Bo u starozytnych
              Hebrajczyków było tak, ze jeśli mąż zmarł to jego brat mógł
              poślubić bratową aby przedłużyć linię rodu. To było w tym celu
              właśnie, a skoro rzeczony Onan używał sobie przyjemności z bratową
              a nie chciał wypełnić zadania przedłużania rodu (pewnie nie mial
              pojęcia o płodności więc na wszelki wypadek nie chciał ryzykować) -
              to włąśnie to było jego winą.
            • glosatorr Re: No to znalazłem cytaty w Biblii :) 11.10.07, 13:00
              avide napisał:

              > glosatorr napisał:
              >
              > > Rdz 38:9-10
              > > "Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się
              do żony
              > swego
              > brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu. Złe
              było w oczac
              > h
              > Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć."
              > > (BT)
              >
              > Heheh dobry, naprawdę dobry cytat. Odniosę się tylko do tego
              fragmentu bo on
              > niego tak naprawdę się rozchodzi.
              > Gloss pytanie za co pokarał Pan onana ???
              >
              Już Ci wyjasniam - jak zajrzysz do Biblii do tego fragmentu Księgi
              Rodzaju Biblii, to poznasz historię ;))

              > "...ilekroć zbliżał się do żony brata swego"
              >
              > Z tego co zacytowałeś wynika jasno, że złe było to że zbliżał się
              do żony sweg
              > o
              > brata a nie że nie chciał dać jej potomstwa.

              Nie. W Starym testamencie istniało prawo, że jesli umrze brat i
              zostawi żonę bez potomstwa, to jego brat ma obowiązek dać jej to
              potomstwo (walę z głowy, bo tu nie mam pod ręką Biblii, to bym Ci
              zacytował dokładnie).

              > Jasno wiemy jak wiara rzymsko
              > katolicka traktuje zbliżanie się do czyjejkolwiek żony, a już w
              szczególności d
              > o
              > żony brata swego.
              > "Nie cudzołóż",
              > "Nie pożądaj żony bliźniego swego",
              > znane prawda :)))

              Oczywiście, że jest to znane ale własnie tym cytatem pokazuję Ci, że
              ten porządek, który kiedyś obowiązywał jako Dany Przez Boga ludziom
              na tych samych zasadach co Deklalog - został zastąpiony Nowym
              przymierzem sporządzonym przez Boga z Nowym Ludem Wybranym.
              :-) Powiem więcej - w starym przymierzu (ST) np. poza żoną można
              było mieć nałożnice, i np. jeśli żona nie mogła zajść w ciążę, to
              wtedy nałożnica mogła dać potomka takiemu Panu :-) Avide - pisałeś,
              że czytałeś Biblię?

              > Ja przynajmniej tak rozumiem ten fragment.
              >
              No zamiast rozumieć - proponuję przeczytać całość tego fragmentu
              Księgi Rodzaju - chodzi o rozdział 38 :-)

              > Cały problem w interpretacji biblii polega na jej wieloznaczności.

              Nic bardziej błędnego. Cały problem z interpretacją Biblii wynika z
              tego, że interpretuje ją człowiek żyjący w XXI wieku naszej ery i
              nie znając zwyczajów, kultury ludów Azji III-X przed narodzeniem
              Chrystusa, może naprawdę dostać kociokwiku.
              Dla przykładu - pojęcie "cudzolóstwo" dla Żydów Starego testamentu -
              byłobardzo szerokie. Żona, jego niewolnice, nałożnice - były w łożu
              mężczyzny, jeśli należały do jego Klanu, zaś żona innego mężczyzny,
              jego niewolnice, nałożnice - były nie z "jego łoża".
              Zawsze się zastanawiałem, czemu Panowie optujący za posiadaniem
              wielu kobiet nie czytają Bibli :)_)
              Z drugiej strony rola kobiety w tamtym świecie sprowadzała się
              zwykle do bycia żoną, albo niewolnicą, albo nałożnicą. Żony tak
              naprawdę zarządzały "ogniskiem domowym" czyli rządziły niewolnicami
              i nałożnicami i były takim primum inter pares ;)))

              >Każdy tak
              > naprawdę znajdzie w niej to co chce znaleźć

              Oczywiście - i na tym właśnie polega piękno Biblii, że pokazuje
              wiele prawd - ponadczasowych. I mimo, iż wtórnymi autorami Biblii
              byli prości pasterze z Azji mniejszej, niewolnicy, skrybowie - to
              jednak prawdy tak przekazane o człowieku, Bogu są aktualne do
              dzisiaj w dobie lotów na Księżyc, iPodów i telefonów komórkowych.

              > a nie co faktycznie jest tam
              > napisane

              Dosłowne czytanie Biblii zostało potępione przez KK już dawno
              temu :))

              > bo sedno tekstów zazwyczaj poszło do grobu wraz z autorami, czyli
              > jakieś 2000 lat temu.
              >
              No mam inne zdanie, ale nie jest ono tutaj ważne.

              > Hymm aczkolwiek może się mylę bo nie pamiętam całego fragmentu a
              zacytowałeś
              > wycinek, to i do wycinka się odniosłem.
              >
              Avide - cenię bardzo twoje listy i nawet w tym wątku w wielu
              miejscach mogę się z Tobą zgodzić - ale proszę Cię na przyszlość -
              nim odpiszesz, że czytałeś Biblię i nie znalazłeś cytatu
              potwierdzającego tezę, kiedy Bogu nie jest miła antykoncepcja, to
              sięgnij po wydanie choćby elektroniczne i tam znajdziesz bez trudu
              nie tylko wzmiankowany cytat, ale również historia onana.
              Zresztą od sławnego Onana pochodzi znany termin - onanizm, który w
              seksuologii określa nie masturbację ale właśnie stosunek przerywany
              (coiutus interruptus) :-)

              > Pozdrawiam.
              > Avide.

              Z wielkim szacunkiem
              • avide Re: No to znalazłem cytaty w Biblii :) 11.10.07, 13:37
                Dobra przyznam sie, możecie mnie zlinczować, nie czytałem STAREGO TESTAMENT
                tylko nowy.
                Skulam uszy, powijam ogon i już sie nie wypowiadam.
                Nie wiem czemu ale zawsze do tej pory jak rozmawiałem nawet z księdzami wszelkie
                dyskusje opierały się na Nowym Testamencie.
                Nic to nauczka na przyszłość dla mnie.
                Pozdrawiam.
                Avide

                PS. Swoją droga zawsze jak zostanie poruszony na forum temat około katolicki
                budzi mnóstwo kontrowersji. Ciekawe czemu wiara tak ludzi pobudza do dyskusji ??
                • justyna.ada Re: No to znalazłem cytaty w Biblii :) 11.10.07, 13:57
                  . Ciekawe czemu wiara tak ludzi pobudza do dyskusji ?
                  > ?
                  >
                  My nie rozmawiamy właściwie o wierze tylko o moralności seksualnej
                  a to zawsze budzi kontrowersje. Na forum o wierze, nie byloby
                  takich emocji, bo inna publika. Tu jest forum o seksie, i przy tym
                  wiele osób wypowiadających się na tematy katolickiej etyki
                  seksualnej, nie ma nic wspólnego z katolicyzmem, i np. autorowi
                  wątku nie pomoże ale swoje poglądy na sprawę za to wyraża :-))))
                • glosatorr Re: No to znalazłem cytaty w Biblii :) 11.10.07, 14:19
                  avide napisał:

                  > Dobra przyznam sie, możecie mnie zlinczować, nie czytałem STAREGO
                  TESTAMENT
                  > tylko nowy.

                  Nie mam zamiaru Avide - bo ja jestem też członkiem Twojego fanklubu
                  i sam zasłonę Cię własną klatą, gdyby ktoś Ci chciał krzywdę zrobić!

                  > Skulam uszy, powijam ogon i już sie nie wypowiadam.

                  Oj wypowiadaj się - kurcze, dyskusja jest także po to by czegoś się
                  dowiedzieć. Nobody is perfect :-)

                  > Nie wiem czemu ale zawsze do tej pory jak rozmawiałem nawet z
                  księdzami wszelki
                  > e
                  > dyskusje opierały się na Nowym Testamencie.

                  I słusznie. Ale to nie znaczy, że Stary nie ma znaczenia. Stary - to
                  Stare Objawienie, czyli też zawiera się tam Głos i Wola Boga. Poza
                  tym nie da się zrozumieć Nowego bez Starego. Trzeba tylko nie czytać
                  go jak powieść - tylko jako przypowieść ;)) i będzie ok.

                  > Nic to nauczka na przyszłość dla mnie.
                  > Pozdrawiam.
                  > Avide
                  >
                  > PS. Swoją droga zawsze jak zostanie poruszony na forum temat około
                  katolicki
                  > budzi mnóstwo kontrowersji. Ciekawe czemu wiara tak ludzi pobudza
                  do dyskusji ?

                  Bo w kazdym cżłowieku - w kazdym jest ogromny głód wiary. Ostatnio
                  czytałem doskonały artykuł o tym, że wiarę mamy w genach. Ale kiedy
                  człowiek popatrzy na życie, na to jak ta wiara gdzieś rozwala się,
                  albo rozjeżdża z czynami zaś przykłady sa zwykle antyprzykładami -
                  to gdzieś każdego trafia szlak. Mnie też. Wiara to niezaspokojona
                  potrzeba siedząca bardzo głeboko. Powoduje, że ludzie jej szukają.
                  Mają mase pytań bez odpowiedzi albo ze złymi odpowiedziami. i zawsze
                  się znajdą tacy, co nagle skumają, że moga wiarę wykorzystac w celu
                  posiadania władzy nad ludźmi. Więc wiara zawsze była wielkim orężem
                  w rękach cwaniaków. A ponieważ o władzę się biją, to i wiara jest b
                  dobrym alibi do wojen, mordowania się (przecież w imię Boga zabito
                  tysiące ludzi w Nowym Yorku).

                  Ale na taką wiarę najlepszą "bronią" jest wiedza. Mnie to
                  przynajmniej zafascynowało. I lubię czytac - więc mam pasję a dzięki
                  temu daję sobie radę z księżmi i coraz więcej mogę pomóc znajomym.
                  Więc z tego korzystam :)) Przynajmniej moja wiedza o wierze i wiara
                  u mnie się nie kłócą i nie miałem dylematów Autora wątku.

                  Ale prawda jest taka, że w każdym z nas gdzieś jest sumienie a ono
                  potrafi budzić emocje. Potężne.
                  :-)
                  Pozdrawiam
                  > ?
                  >
      • smok_bazyli Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 10:44
        Cześć,

        odpowiadam precyzyjnie zgodnie z zadanym pytaniem.
        Przez 10 lat stosowalismy z zona KES ze 100% sukcesem i skutecznoscia. Tzn mamy
        dwojke dzieci, ktore poajwily sie dokaldnie w tym momencie, w ktorym
        "zaplanowlaiśmy je".

        Jak to się robi
        a) to co napisales to jakis ekstremalnie pesymistyczny rachunek, stsosując
        nowoczesne metody NRP i poświęcjąca na to trochę czasu po iluś tam latach
        dochodzi sie do "wprawy" i 10 dni w środku cyklu to całkowicie bezpieczny
        margines, na poczatku to powiedzmy 14 dni
        b) oczywiscie wymaga to w maire duzej regularności cyklu u kobiety, ale jezeli
        cykl jest nieregularny to idzie się do ginekologa i probuje regulowac
        c) wiec w praktyce wyglada to tak 2 tygodnie aktywnosci, 2 tygodnie abstynencji
        - taki cykl bardzo dobrze wplywa na budowanie pozadania :)
        d) okres sam w sobie, zwlaszcza 8 dniowy nie musi być przezkoda (nie jest nie z
        pubktu widzenia KES ani medycyny)
        Wiec w praktyce w wiekszosci przypadkow stosujac KES i NRP mozna prowadzic
        aktywne i urozmaicone zycie seksualne (pomijam przypadki chorobowe, sytuacje
        powrotu do wspolzycia po pologu, menopauzy itp, gdzie NRP w zasadze sprowadza
        sie do wstzremiezliwosci)

        No i najwazniejsze dla mnie: KES zakłada zawsze otwarcie na poczecie nowego
        życia - czyli planujemy, ale z otwartymi ramionami przyjmiemy dziecko jeśli się
        pocznie. Przy takim podejsciu wszystko jest ok, nie ma stresu,a ryzyku podwojnej
        owulacji nie staje sie nocnym koszmarem. Jeśli nie jesteś otwarty na nowe
        życie, potencjalne dziecko traktujesz jako tragedie, kare, zlamanie zyciowych
        planów - to juz w tym momencie łamiesz podstawowe reguły KES i to czy "zalozysz
        prezerwatywe", czy nie to kwestia wtórna...

        No i jeszcze jedno - nie da sie stosowac KES nie bedac do niej calkowicie
        przekonanym, tylko dlatego, ze Kosciol tak mowi... Taka postawa skazana jest
        moim zdaniem na porazke. Dlatego sugeruje gruntowne przestudiowanie nauki
        Kosciola w tym zakresie, najlepiej we wspolpracy z madrym ksiedzem (np.
        spowiednikiem). No i nie chce sie wypowiadac tu za teologów - ale bardzo wazne
        tez jest ze sumie okazuje sie, ze KES wcale nie jest tak "niezyciowa" jak sie
        powszechnie uwaza. Kosciol ma pomagac, a nie utrudniac i na szczescie wielu
        ksiezy, zwlaszzca mlodych to rozumie
        • eeela Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 11:59
          > No i najwazniejsze dla mnie: KES zakłada zawsze otwarcie na
          poczecie nowego
          > życia - czyli planujemy, ale z otwartymi ramionami przyjmiemy
          dziecko jeśli się
          > pocznie. Przy takim podejsciu wszystko jest ok, nie ma stresu,a
          ryzyku podwojne
          > j
          > owulacji nie staje sie nocnym koszmarem. Jeśli nie jesteś otwarty
          na nowe
          > życie, potencjalne dziecko traktujesz jako tragedie, kare,
          zlamanie zyciowych
          > planów - to juz w tym momencie łamiesz podstawowe reguły KES i to
          czy "zalozysz
          > prezerwatywe", czy nie to kwestia wtórna...


          Jak to ladnie napisales.
        • mam_to_w_nosie Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 14:49
          smok_bazyli napisał:

          > No i najwazniejsze dla mnie: KES zakłada zawsze otwarcie na
          > poczecie nowego
          > życia - czyli planujemy, ale z otwartymi ramionami przyjmiemy
          > dziecko jeśli się
          > pocznie.

          Właśnie, abstrahując od mojego zdania na temat NPR dlaczego kościół
          twierdzi, że jedynie metody naturalne gwarantują otwarcie na poczęcie?
          Z powodzeniem można zakładać gumkę czy łykać tabletki i być otwartym
          na ewentualne życie. Każdy średnio rozgarnięty człowiek znający statystyki
          (współczynnik Pearla) wie, że 100% skutecznych środków nie ma, a zatem uprawiając
          seks bierze pod uwagę jego konsekwencje. Mam poważne wątpliwości czy
          osoba stosująca NPR z przerażeniem w oczach, wyliczająca wszystko
          z zegarkiem i termometrem w ręku, w której głowie szaleją wizje podwójnej
          owulacji (która nota bene nie istnieje) podejmująca współżycie jedynie
          w okresie pewnym na niezaciążenie, nie grzeszy bardziej niż ta co nałoży
          gumkę ale jak ta pęknie to z miłością przyjmie poczęte dziecko...

          To taka moja luźna refleksja, skoro pojawiło się hasło, że NPR
          zakłada otwartość na życie, zaakceptowanie ewentualnego poczęcia...
          jakiś to dla mnie mocno naciągane.
      • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 19:49
        cse napisał:

        > Dziękuję za wszystkie odpowiedzi w tym wątku! (mam nadzieję, że jeszcze kilka
        > wypowiedzi się w nim pojawi)
        >
        > Przeczytałem je wszystkie z ogromnym zainteresowaniem.

        A czy przeczytałeś je ze zrozumieniem?

        >
        > Widzę, że muszę jeszcze popracować nad jasnym wyrażaniem własnych myśli: w ty
        > m
        > wątku chodziło mi bowiem nie o moralne rozważanie sensowności KES ani nie o
        > moralne rozważanie wypełniania zakazów i nakazów KK z czy bez refleksji.
        > Chodziło mi wyłącznie o to, czy jest tam gdzieś ktoś, kto stosuje KES w zakresi
        > e
        > antykoncepcji i poradził sobie z problemem opisanym przeze mnie.
        >
        Ja jak miałem jeszcze żonę - to stosowałem., Metodę bilingsa. Prosta, jasna i
        bardzo skuteczna. Stosowałem też wszystkie możliwe pieszczoty doprowadzające
        moją byłą żonę do szaleństwa. I wszystko zgodnie z wiarą. Ale po porodzie -
        bardzo trudnym moja żona powiedziała, że nie chce już dziecka, bo bardzo się
        bała bólu (ciężki poród, powikłania, ogromne problemy zdrowotne). Więc poszliśmy
        każde do innego spowiednika z tym dylematem - sex z zabezpieczeniem czy brak
        sexu. I ksiądz powiedział - to i to możecie stosować ale pamiętajcie, to wyjątek
        na okolioczność.
        No i stosowaliśmy i drugiego dziecka nie było. Dlatego bardzo zdziwiony byłem,
        gdy zaszła w ciąże ze swoim kochankiem... ale to już sprawa jej sumienia a nie moja.

        > Swoją drogą brak takiej odpowiedzi jest bardzo ciekawą odpowiedzią samą w
        > sobie... :-)
        >
        Wiesz, po Twojej odpowiedzi zaczynam się zastanawiać, czy Ty do końca te
        odpowiedzi zrozumiałeś.\

        > Dziękuję też za wszystkie odpowiedzi rozważające kwestie moralne. Moje
        > stanowisko jest takie:
        > 1. Katolikiem jestem z wyboru

        Chyba każdy kto dzisiaj jest katolikiem, musi dokonać w końcu wyboru, że będzie
        nim dalej i jakim będzie katolikiem. Z Twojej pierwszej wypowiedzi było widać,
        że nim jesteś.

        > 2. Jeżeli należę do jakiejś organizacji, to powinienem wypełniać jej
        > statut/regulamin/zasady/whatever w 100%

        Nie - tak jest w sektach. W tej organizacji do jakiej należysz, wypełnianie
        "regulaminu" podporządkowane jest rozumowi, woli, świadomości (czyli wiedzy,
        odpowiedzialności i konsekwencjom) czynów, myśli i słów. I właśnie tym zdaniem
        mnie dobiłeś.
        Wiesz czemu? Bo gdybyś w 100% wypełniał ten jak Ty to nazwałeś regulamin to Ci
        powiem co by się stało:
        - wielu przyjaciół od Ciebie by się odwróciło (nie mów fałszywego świadectwa
        przeciw bliźniemu swemu - czasami kłamstwo jest moralnie dobre)
        - zginąłbyś może w wyniku braku ingerencji katolickiego policjanta ((nie
        zabijaj) - kiedy napadłby na Ciebie z nożem np. ateistyczny bandzior. Ty pewnie
        dałbyś się wtedy zabić (przykazanie nie zabijaj). Może zginęłaby też Twoja żona
        i gromadka pociech, jakie też byście stracili, gdybyście trafili na wyjątkowego
        paskudnie psychola.
        - Zbiedniałbyś, gdybyś się trzymał encykliki o lichwie (do dzisiaj obowiązuje i
        grzechem ciężkim jest udzielanie pożyczki na niegodny procent)

        I mógłbym tu wymieniać rzeczy w nieskończoność. Dla przykładu Ci powiem, że św.
        Ignacy Loyola miał nieślubne dziecko (córkę), Św. Boromeusz chodził do kabaretów
        gdzie tańczono kankana, bo kochał muzykę, św. Maria Magdalenia była dziwką a św.
        Mateusz kolaborantem,
        a św. Teresa ze Sieny wyzywała papieża od najgorszych.
        Miej to na uwadze.

        > 3. Niektóre zakazy/nakazy KKK uważam za bezsensowne, ale w aspekcie 1 i 2
        > stawiam lojalność ponad własne osądy.
        >
        A rozum i sumienie gdzie?
        A co jak dwa zakazy są w Twoim przypadku sprzeczne z nakazem podstawowym?

        > Zgadzam się z tymi, którzy wskazują, że machina Kościoła działa powoli i że
        > w
        > różnych kwestiach Kościół zmieniał poglądy z jednej skrajności w drugą. Szczerz
        > e
        > mówiąc przypuszczam, że i w kwestii sztucznej antykoncepcji Kościół poglądy
        > zmieni, ale będzie to pewnie za lat 30 albo 50; jak dla mnie trochę zbyt późno.
        > :-)

        Polecam Ci jednak gorąco abyś chociaż poczytał o tych pracach, wykładniach i
        przede wszystkim porozmawiał z mądrym duchownym - najlepiej uczonym. Polecam
        kościoły seminaryjne albo zakonne domy przy uczelniach katolickich. Znajdziesz
        tam wielu mądrych facetów w koloratkach. I może zrozumiesz, że Twoja postawa
        jest tylko pozornie chwalebna.


        >
        > pozdrawiam
        >
        > cse
        • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 20:39
          Glosss....ludzie dzielą się na takich co poszukują i na takich co
          jużm mają.
          • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 20:52
            sylwiamich napisała:

            > Glosss....ludzie dzielą się na takich co poszukują i na takich co
            > jużm mają.

            Nikt niczego nie ma na wieczność... wiara to dar - jedni ją dostają a inni
            tracą. I chyba o to chodzi, by z powodu d.... jej nie tracili, czyż nie?
            Mi się zawsze podoba scena z Biblii, kiedy Marię Magdalenę chcą ukamienować a
            Jezus sobie robi esy floresy na piasku i mówi: Kto jest bez winy, niech pierwszy
            rzuci kamień... kocham ten fragment...
            Ale to tak na marginesie - się zamyśliłem, czytając ten wątek...
            Na razicho
            • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 21:04
              Ja jako niekatoliczka rozpatruję to w innych kategoriach.Jest taka
              przypowieść o dwóch braciach.Tym marnotrawnym i tym zawsze
              bogobojnym.Jesli się wierzy to nie oczekuje sie za to nagrody, nie
              zazdrości się wyróżnienia.Bo ma się pewność.Tak jak dobre dziecko
              nie odpycha rodzeństwa gdy te zostaje nagrodzone, tak prawdziwa
              wiara jest pokorna.Tak sobie zrozumiałam tą przypowieść.....
              Wiara ludziom myślącym dana jest przez pełną akceptację.Pełna
              akceptacja dana jest przez rozważenie.A rozważenie przez wątpliwości
              • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 21:20
                Sylwio... ale na końcu zawsze jest pewność. I tej pewności wszystkim życzę :))
                • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 22:18
                  Na końcu zawsze jest początek:))
      • ilragazzo Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 12.10.07, 11:21
        > 2. Jeżeli należę do jakiejś organizacji, to powinienem wypełniać
        jej
        > statut/regulamin/zasady/whatever w 100%

        jestem przerażony!!!
    • agak73 Re: jedna z :"metod" 10.10.07, 10:21
      Przede wszystkim - cse - pełen szacunek, jesteś jednym z bardzo
      niewielu konsekwentych rzymsko-katolików! A co do sedna sprawy -
      jedna z moich zaprzyjaźnionych rodzin stosuje stosunek przerywany
      jako sposób na seks małżeński. Mają 15 lat stażu i tylko jedno
      dziecko, ale nie jest to metoda, choć u niektórych - jak widać
      skutkuje.
      Przepraszam, ale nie mogę oprzeć się pewnej refleksji - uważam, że
      wiedząc, iż antykoncepcja jest grzechem - czasami trzeba go unieść,
      bo życie w ciągłym poczuciu niespełnienia, ciągłej utraty czegoś
      istotnego (5 lat celibatu z mężem - więc wiem co mówię) jest też
      grzechem.
      Jest jeszcze jedna metoda - ja ją muszę stosować - czekać. Czekać aż
      przejdzie ochota na partnera, który wciąż jest szalenie ponętny,
      pociągający i seksowny, eeeeeeeeeeeeeech.
      Pozdrawiam.
      • sylwiamich Re: jedna z :"metod" 10.10.07, 10:43
        A mnie rozwalają takie wątki.
        1.Wierzę w Boga, nie wierzę w doktryny kościelne.Rozumiem Boga wg
        swojego doświadczenia.I wtedy
        -wierzę że nie należy stosować antykjoncepcji bo bóg powiedział ze
        ptaszki nie sieja a zbierają.
        -uważam że mogę stosowac antykoncepcję i ja stosuję.
        2.Wierzę w Boga i doktryny kościelne.
        -Przyjmuje wszystko co za tym idzie.W Kościele znajduję pocieszenie
        i w modlitwie.Doskonalę się w Trwaniu i wyrzeczeniach

        A tak w ogóle nie rozumiem terminu antykoncepcja naturalna...to
        takie lekkie ściemnianie...mam rączki na kołderce a robię sobie
        dobrze.Albo antykoncepcja jest zła... wtedy każda.Albo antykoncepcja
        jest dozwolona.I wtedy rozumiem że środki wczesnoporonne są
        niedozwolone...ale hormonalna?Albo prezerwatywa? Albo globulki?
        Weżcie mi wytłumaczcie....
        • z_mazur Re: jedna z :"metod" 11.10.07, 10:18
          > A tak w ogóle nie rozumiem terminu antykoncepcja naturalna...to
          > takie lekkie ściemnianie...mam rączki na kołderce a robię sobie
          > dobrze.Albo antykoncepcja jest zła... wtedy każda.Albo
          antykoncepcja
          > jest dozwolona.I wtedy rozumiem że środki wczesnoporonne są
          > niedozwolone...ale hormonalna?Albo prezerwatywa? Albo globulki?
          > Weżcie mi wytłumaczcie....

          Też tego nigdy nie rozumiałem.
          Przecież Bóg dał nam rozum, który pozwolił nam poznać kwestie
          dotyczące zapłodnienia i zarazem pozwolił opracować sposoby
          pozwalające na uniknięcie tegoż zapłodnienia. Czym rózni się
          świadome powstrzymywanie się od współżycia od współżycia w taki
          sposób by nie dopuścic do zapłodnienia? Czym różni się świadome
          współżycie z prezerwatywą od świadomego współżycia w okresie gdy
          wiadomo, że do zapłodnienia nie może dojść?

          Czym różni się hedonistyczne i niczym nieskrępowane uprawianie seksu
          w okresie bezpołodności od takiego samego uprawiania seksu w
          prezerwatywie?

          Jakoś to wszystko pachnie mi hipokryzją.
          • sylwiamich Re: jedna z :"metod" 11.10.07, 11:42
            z_mazur napisał:
            > Też tego nigdy nie rozumiałem.
            > Przecież Bóg dał nam rozum, który pozwolił nam poznać kwestie
            > dotyczące zapłodnienia i zarazem pozwolił opracować sposoby
            > pozwalające na uniknięcie tegoż zapłodnienia.

            To żaden argument.Wolna wola i rozum...to dostaliśy od Boga.A
            wynalazki to juz nasze dzieło.
            Ja myslę że to tylko kwestia wiary albo jej braku.Jeśli w coś
            wierzysz to to robisz.Jesli nie wierzysz, to masz dylematy czy to
            jest słuszne.
    • loppe Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 11:09
      Rozważyłbym na Waszym miejscu oral oraz inne formy rozkoszowania się
      małżeńskim seksem. Będzie nie tylko bezpiecznie i zgodnie z
      nauczaniem, lecz i fantazyjnie, i z urozmaiceniem.
    • marcin_rz Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 12:03
      Odpowiem krótko - kiedy powstawały założenia religii to nikt nawet nie śnił o antykoncepcji. Religia zwyczajnie jest anachroniczna. Uprawiacie sex - bo się kochacie, bo jest wam dobrze, bo to jest zapisane w genach i nie można walczyć z naturą. A że nie chcecie stada dzieciaków to już wasza osobista sprawa dzisiaj są takie czasy, że wszystko kosztuje, tym bardziej utrzymanie dziecka. Dlatego nie można mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, a najlepiej pogadaj z księdzem, tylko świtałym i trochę mądrzejszym - zresztą taki napewno będzie miał trochę osobistego doświadczenia. Zwyczajnie jestem za oddzielenem sexu od wiary, tak samo jak kościoła od państwa.
      • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 12:20
        marcin_rz napisał:

        > Odpowiem krótko - kiedy powstawały założenia religii to nikt nawet
        nie śnił o a
        > ntykoncepcji. Religia zwyczajnie jest anachroniczna. Uprawiacie
        sex - bo się ko
        > chacie, bo jest wam dobrze, bo to jest zapisane w genach i nie
        można walczyć z
        > naturą. A że nie chcecie stada dzieciaków to już wasza osobista
        sprawa dzisiaj
        > są takie czasy, że wszystko kosztuje, tym bardziej utrzymanie
        dziecka. Dlatego
        > nie można mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, a najlepiej
        pogadaj z księdzem,
        > tylko świtałym i trochę mądrzejszym - zresztą taki napewno będzie
        miał trochę
        > osobistego doświadczenia. Zwyczajnie jestem za oddzielenem sexu od
        wiary, tak s
        > amo jak kościoła od państwa.


        Normalnie mnie rozwalacie.Wiara w Boga zakłada wiarę w jego
        mądrość.Skoro wierzymy w Biblię to przekładamy ją na dzisiejsze
        czasy.I skoro tam nic nie ma napisane o antykoncepcji, to znaczy że
        Bóg nie przewidział antykoncepcji? Czy że nie zajmował się tym jako
        oddzielnym problemie?
        Kidyś dziecko nie kosztowało?
        • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 13:37
          sylwiamich napisała:

          > Normalnie mnie rozwalacie.Wiara w Boga zakłada wiarę w jego
          > mądrość.

          Ale my tutaj nie rozmawiamy o tym, co Bóg nakazuje w dziedzinie
          seksu i antykoncepcji, tylko o tym co nakazuje Kościół katolicki w
          swojej doktrynie. Bycie katolikiem oznacza całowite i 100% poddanie
          się owej doktrynie, bez rozważania czy jest głupia czy mądra.

          > Skoro wierzymy w Biblię to przekładamy ją na dzisiejsze
          > czasy.

          Jedynym i niepodważalnym wykładem Biblii dla katolika jest nauczanie
          Kościoła, a nie to co on sam uważa po przeczytaniu wyżej wymienionej.

          > I skoro tam nic nie ma napisane o antykoncepcji, to znaczy że
          > Bóg nie przewidział antykoncepcji? Czy że nie zajmował się tym
          jako oddzielnym problemie?

          Moim zdaniem nie zajmował się. Zajęła się tym ziemska struktura,
          która poprzez to działanie znalazła doskonały sposób na wpędzanie
          ludzi w pętlę winy, oferując jednocześnie siebie jako jedyny sposób
          na tej winy odkupienie.

          > Kidyś dziecko nie kosztowało?

          Kiedyś nikt nie rozpatrywał posiadania dziecka pod kątem środków
          które trzeba wydać na jego wychowanie i rzeczy, z których trzeba
          rezygnować, w sensie choćby kariery lub wygody życia. Dziecko po
          prostu się pojawiało i trzeba było je wychować, a w tradycyjnie i
          paternalistycznie pojmowanej rodzinie to było jedno z głównych i
          wyłącznych zadań kobiety, więc nie był to problem.
          • marcin_rz Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 14:58
            Różnica w posiadaniu dziecka była taka, że wtedy posiadanie dziecka to był kapitał, a teraz potrzebny jest kapitał, aby mieć dziecko. Nikt nie utrzymywał dzieciaka 18 - 25 lat, żeby ten się usamodzielnił i zdobył właściwe wykształcenie. Zwykle w piątym roku życia musiały już zapracować na swoje utrzymanie.
            Zgodzę się z tobą co do jednego - kościół aby utrzymać wiernych wmawiał im przeróżne winy, jego celem było samobiczowanie wiernych. Nauka Boga to czerpanie radości z życia, a nie wieczne umartwianie się i klęcznie na grochu. Poprzez wpędzenie w winę ludzi kościół miał też profity - ofiary za grzechy - zwykły marketing.
            • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 15:10
              > Zgodzę się z tobą co do jednego - kościół aby utrzymać wiernych
              wmawiał im prze> różne winy,

              Do dziś każda ksiązka o psychologii manipulacji przedstawia
              strategię manipulowania poczuciem winy jako najprostrzą i
              najbardziej niezawodną metodę kontrolowania.
              Ale najpierw trzeba to poczucie winy jakoś wywołać.
        • marcin_rz Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 14:44
          >Normalnie mnie rozwalacie.Wiara w Boga zakłada wiarę w jego
          >mądrość.Skoro wierzymy w Biblię to przekładamy ją na dzisiejsze
          >czasy.I skoro tam nic nie ma napisane o antykoncepcji, to znaczy że
          >Bóg nie przewidział antykoncepcji? Czy że nie zajmował się tym jako
          >oddzielnym problemie?
          >Kidyś dziecko nie kosztowało?

          Wiara w Boga zakłada wiarę w JEGO mądrość, a nie w mądrości kościoła. Przepraszam cię bardzo, ale kościół jest rządzony przez ludzi którzy są omylni podobnie jak ty czy ja. Dlatego nie zakładam nigdy za pewnik ich pojmowania nauki Boskiej za jedyny słuszny. Zwłaszcza, że patrząć na historię wielokrotnie doktryny kościelne ulegały zmianie. Więc dlaczego tak się działo, czyżby Bóg też był zmienny w swoich poglądach? Jest dziesięć przykazań, więc się stosujmy i nie wymyślajmy nic nowego - są na tyle uniwersalne, że są wciąż aktualne. I nie zapominajmy o pierwszym i drugim przykazaniu Chrystusowym.
          • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 15:05
            Rany takie dorosłe sie tu wypowiadaja a taką mają naiwną logikę.
            Mądrzy ksieża, piersze przykazanie, mądrość Boga a nie ludzi - to
            jakieś "widzi misie" a nie nauka KK którego credo co niektórzy
            paplają co niedziela bez zastanowiena do czego sie przyznają.
            Wiara Kościoła Katolickiego to Święta Tradycja, Pismo św. i urząd
            nauczycielski Kościoła - wyłuszczony w Katechiźmie - nie ma dyskusji
            i dowolności - kto sie nie podporzadkowuje hierarchii, zostaje
            zawieszony a potem wylatuje jak dzisiaj betanki.
            Można snuć alternatywne nauki o bożym zamyśle, moralności,
            antykoncepcji ale wciskać komuś kit że to poglądy w ramach KK to
            czysta naiwność albo wyrachowana manipulacja.


            • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 15:21
              your_and napisał:

              > Wiara Kościoła Katolickiego to Święta Tradycja, Pismo św. i urząd
              > nauczycielski Kościoła - wyłuszczony w Katechiźmie - nie ma
              dyskusji
              > i dowolności - kto sie nie podporzadkowuje hierarchii, zostaje
              > zawieszony a potem wylatuje jak dzisiaj betanki.

              Kurczę, byłeś szybszy :-/
              Co więcej, wątpienie w dogmat o nieomylności papieskiej i papieskim
              nauczaniu w dziedzinie wiary i moralności (a czym innym jest
              stwierdzenie "kościołem rządzą ludzie tak samo omylni jak my")
              automatycznie stawia takiego wątpiącego poza nawias Kościoła i nie
              jest tutaj potrzebne żadne orzekanie o ekskomunice. Delikwent z
              takich myśli i czynów powinien się wyspowiadać, prosić o wybaczenie
              i zaniechać takich czynności na przyszłość - proszę, już wpadamy w
              pętlę wina - odkupienie...

              To, jak to się ma do rzeczywistego świata, do naszego odczuwania
              sprawiedliwości, do naszych poglądów "jak dobrze żyć", do naszego
              pojmowania Boga i Bożej miłości nadaje się do osobnego wątku i to
              napewno nie na tym forum.

              > Można snuć alternatywne nauki o bożym zamyśle, moralności,
              > antykoncepcji ale wciskać komuś kit że to poglądy w ramach KK to
              > czysta naiwność albo wyrachowana manipulacja.

              Dokładnie tak. W "czystym" katolicyźmie nie ma bycia katolikiem na
              95%, na 81% albo na 97 koma 5%. Albo jesteś katolikiem albo nie
              jesteś, albo przyjmujesz nauki Kościoła w całości i bezdyskusyjnie
              albo nie - koniec, kropka.

              Rozumiem problemy i rozterki autora wątku, ale szczerze mu ich nie
              zazdroszczę. Mam nadzieję że poradzi sobie z tym wszystkim zgodnie
              ze swoimi przekonaniami, bo chyba tylko robiąc coś w zgodzie z sobą
              można być szczęśliwym.
              • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 16:13
                Ale to wszystko jest oczywiste...pisałam o tym wcześniej.Tyle że
                znowu pojawia się wątek że Bóg nie przewidział że teraz dzieci
                przestaną być kapitałem.Biblia nie daje jednoznacznej odpowiedzi na
                wiele pytań. Daje je KK. I jeśli chcesz mieć gotowe co robić, jak
                żyć to nie wątpij.I nie przesadzajcie z tą ortodoksyjnością
                kościoła.Jestem niewierząca wg KK.Moje dzieci chodzą na religię,
                nikt mi nie zabrania wejśc do kościoła i uczestniczyć we mszy.I nie
                sądzę żeby nie zrobili komuś pogrzebu kościelnego tylko dlatego że
                używa gumek.Ale jesli zdecydowałeś się człowieku żyć wg jakiś
                określonych zasad...to tak żyj.To jest coś za coś.Wyrzeczeni
                za ....coś tam...bo szczerze nie wiem co kieruje ludzi.Nie da się
                mieć cistka i zjeść cistka.Stosowanie się do zasad to nie tylko
                samozadowolenie ale i poświęcenie.Pomóc może Ci tylko miłość do
                Boga, wiara w prawdziwośc i włąsciwość zasad KK i modlitwa w
                cięzkich chwilach.I to jest bardzo proste.A w co kto wierzy...mnie
                nei interesuje.
                • meg303 A ja wiem, ze naturalne metody to fikcja 10.10.07, 16:32
                  Przekonałam sie o tym czternaście lat temu, kiedy to moja córka poczęła się w 5
                  dniu cyklu. To był jedyny sex w owym miesiącu, stąd tak dokładnie znam datę. Aby
                  uprzedzić wszelkie sygestie miesiączkowałam bardzo regularnie co 28 dni.
                  Była i jest bardzo kochanym dzieckiem, ale jak dotąd żaden spec od NMRP mi tego
                  fenomenu sensownie nie wyjaśnił.
                • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 16:43
                  sylwiamich napisała:
                  > I nie przesadzajcie z tą ortodoksyjnością
                  > kościoła.Jestem niewierząca wg KK.Moje dzieci chodzą na religię,
                  > nikt mi nie zabrania wejśc do kościoła i uczestniczyć we mszy.I
                  nie
                  > sądzę żeby nie zrobili komuś pogrzebu kościelnego tylko dlatego że
                  > używa gumek.

                  To tak jak niektórzy uwazają że nie należy przesadzać z
                  ortodoksyjnoscia wierzenia w inne przysiegi, w tym wierności
                  małżeńskiej.
                  • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 16:48
                    I trochę masz racji.Bo cudzołożyć można...dostaniesz rozgrzeszenie
                    od księdza, komunie przyjmiesz.Ale jak się rozwiedziesz z debilem i
                    wyjdziesz drugi raz z miłości za mąż...przesrane.
                    Tak więc ksiądz niedoskonały.A czas na rozrachunki z Bogiem
                    przyjdzie..
              • marcin_rz Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 16:32
                Jak widzę masz swoje bardzo ukierunkowane poglądy i mocno zakorzenione. Nie neguję i nie nakłaniem do ich zmiany - twój wybór. Ale czasami trzeba się zastanowić i spojrzeć ponad wszystko, a nie ślepo brnąć w to co mówi ksiądz na kazaniu - nie na tym polega wiara w powtarzanie i klepanie tych samych regułek w kościele i przy paciorku. Bóg dał nam wolną wolę, pozwolił myślec - uczestniczymy w życiu, nie musimy się decydować na wiele, inne rzeczy odrzucać. Ale nie rozbijajmy się o takie pierdoły, jak wyrzuty sumienia za użycie gumki z osobą którą kochamy. Jeśli Bog będzie innego zdania, to nam ta gumka pęknie i będzie po sprawie - i tak sobie możemy poplanować. Może trochę infantylny przykład ale tak to widzę.
                To co napisałeś o ekskomunice robi z ciebie inkwizytora - dziękuję Bogu że stosy już przestały płonąć. Bycie Papieżem nie robi z niego autorytetu moralnego. Na to musi sobie zasłużyć swoimi naukami, sposobem kierowania kościołem i wieloma innymi czynnikami.
                • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 17:07
                  To nie są moje poglądy - tak wygląda kwestia bycia lub nie bycia
                  prawowiernym katolikiem wg przepisów obowiązującym w Kościele
                  Katolickim i zdanie jednego czy drugiego kapłana nic tu nie zmienia.
                  Albo jesteś w, albo nie jesteś i w tym momencie wypad, masz grzech,
                  tracisz łaskę uświęcającą i tym samym szansę na zbawienie. Wątpienie
                  w nieomylność papieską również się do tych zasad zalicza i - mimo iż
                  kłóci się ze zdrowym rozsądkiem - dyskusji wewnątrz Kościoła nie
                  podlega. Koniec, kropka, Roma locuta, causa finita.
                  To, co ja w tym temacie uważam nie ma znaczenia, tudzież rozmowa jak
                  każdy z naz postrzega te zasady też nie ma sensu, jako że nie
                  dyskutujemy tutaj o tym czy jakiś zakaz kościelny ma sens czy nie.
                  Założyciel wątku ma problem z pożyciem seksualnym zgodnym z
                  katolicką etyką seksualną i jednocześnie chce być w 100% zgodny z
                  nauczaniem kościoła - i tej właśnie sytuacji mu nie zazdroszczę,
                  chociaż jednocześnie życzę aby ją rozwiązał w zgodzie z samym sobą.
                  To, jak ja bym to zrobił - w tej dyskusji nie ma kompletnie żadnego
                  znaczenia.
                  • sylwiamich Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 17:18
                    Jeszcze ra powtarzam że to rozumiem.Ale założyciel watku ma
                    wątpliwości w zasadnośc owej reguły.I w tym tez widzę problem.I nie
                    zgadzam się z uwarunkowaniami historycznymi czy społecznymi.
                    Bo jeśli wierzymy w słowo Boże, to wierzymy że Bibilia jest
                    ponadhistoryczna, ponadspołeczna.Jeli do tego dołożymy wiarę ze KK
                    to jedyne drzwi do zbawienia to bierzemy to z całym dobrodziejstwem
                    inwentaża.
                    • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 17:42
                      sylwiamich napisała:

                      >Jeli do tego dołożymy wiarę ze KK
                      > to jedyne drzwi do zbawienia to bierzemy to z całym
                      dobrodziejstwem inwentaża.

                      No i o to cała sprawa się rozbija. Założyciel wątku wziął ten
                      inwentarz z całą świadomością i chce się wyłącznie w ramach tego
                      inwentarza poruszać, a serwuje mu się posty mówiące o tym że ma iść
                      za swoim rozumem, że wyrzuty sumienia po użyciu gumki z ukochaną
                      osobą to głupstwo albo że takie stanowisko Kościoła jest bez sensu i
                      nie ma się nim przejmować. Otóż dla niego to ma sens i chce się tym
                      przejmować, mimo iż zdaje sobie sprawę z ułomności inwentarza w
                      kilku kwestiach, więc otwieranie mu oczu mija się cokolwiek z celem.

                      To jest świadomy wybór i w takich kategoriach powinny padać rady, a
                      jak na razie takowych nie uświadczyłem. Po prostu ograniczeniem są
                      sztywne ramy kościelnej etyki seksualnej i wszelkie rady
                      wykraczające poza nie wykraczające, choćby nie wiem jak byłyby
                      zgodne ze zdrowym rozsądkiem, znajomością ludzkiej psychiki,
                      mechanizmów pożądania i miłości, czy po prostu zwykłym ludzkim
                      doświadczeniem, są po prostu niestosowalne - nie że głupie,
                      niemoralne, czy bez sensu - po prostu niestosowalne.

                      Zresztą, już się spory OT zrobił, może czas wyciszyć tę gałąź wątku?
                • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 17:10
                  marcin_rz napisał:
                  > To co napisałeś o ekskomunice robi z ciebie inkwizytora -
                  dziękujęBogu że stos
                  > y już przestały płonąć

                  Raczej z Ciebie niezorietowanego.
                  Kto podważa Urząd Nauczycielski Kościoła na jego łonie i powoduje
                  odłączenie jego członków od nauki Urzedu automatycznie podlega
                  ekskomunice jako schizmatyk.
                  Jakieś kiep możesz rozważać to co mówi ksiądz na kazaniu i mamrotać
                  formułki. Jak jesteś wykształcony to masz Katechizm KK.
                  22. WYŁĄCZENIE Z KOŚCIOŁA
                  www.mateusz.pl/ksiazki/es-uwk/es-uwk_i_22.htm
                  pl.wikipedia.org/wiki/Ekskomunika
                  > Bóg dał nam wolną wolę, pozwolił myślec - uczestniczymy w ż
                  > yciu, nie musimy się decydować na wiele, inne rzeczy odrzucać. Ale
                  nie rozbijaj
                  > my się o takie pierdoły, jak wyrzuty sumienia za użycie gumki z
                  osobą którą koc
                  > hamy.

                  Dlatego mamy w Polsce bodajrze 157 kościołow, a nie tylko KK,
                  niektóre z nich uwazają ze należy rozsądzić to we włąsnym sumieniu,
                  ale zmiłuj sie nie KK.
                  • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 17:25
                    Rany ale walę byki jak piszę w pośpiechu...
                    Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...
                  • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 20:49
                    your_and napisał:

                    > marcin_rz napisał:
                    > > To co napisałeś o ekskomunice robi z ciebie inkwizytora -
                    > dziękujęBogu że stos
                    > > y już przestały płonąć
                    >
                    > Raczej z Ciebie niezorietowanego.

                    Oj, oj - tu niestety stanę w obronie kolegi ;)))
                    W Kościele nie ma żadnego automatyzmu! Nie ma czegoś takiego o czym piszesz -
                    tak było w Starym testamencie. W KK obowiązuje przykazanie Miłości a to
                    zaprzecza takiemu podejściu. Wikipedia o której większość ludzi wie, że jest
                    pełna nieścisłości - nie jest tu wykładnią.

                    > Kto podważa Urząd Nauczycielski Kościoła na jego łonie i powoduje
                    > odłączenie jego członków od nauki Urzedu automatycznie podlega
                    > ekskomunice jako schizmatyk.

                    Nie ma czegoś takiego, jak "Automatycznie podlega ekskomunice jako schizmatyk" -
                    najlepszym przykładem jest to, że np. wielu profesorów teologi głosi poglądy
                    sprzeczne z aktualną doktryną (np. w kwestii tzw. casusu piotrowego, prawa
                    naturalnego, kwestiach prezerwatywy) i nie znam ani jednego przypadku, by ktoś
                    za to został ekskomunikowany.
                    Ekskomunia to kara nakładana automatem za parę grzechów - grzechów, a nie
                    poglądy. Dla przykładu proszę zapoznać się z tzw. założycielami teorii
                    wyzwolenia - ekskomunika na niektórych z nich została nałożona nie za ich
                    poglądy, ale za postawę.

                    > Jakieś kiep możesz rozważać to co mówi ksiądz na kazaniu i mamrotać
                    > formułki. Jak jesteś wykształcony to masz Katechizm KK.

                    Oj, oj - Torqumenada przez Kolegę przemówił a nie wiara i mądrość kościoła.
                    Podam przykład - to czemu nie ekskomunikowano ks. Rydzyka za poglądy, które
                    głosi a które stoją w sprzeczności z dokumentami Vaticanum II? Już nie mówiąc,
                    że czasami są sprzeczne z oficjalną wykładnią Kościoła? A przecież Kan. 1369 KPK
                    obowiązuje:
                    Kan. 1369 - Kto w publicznym widowisku, w kazaniu, w rozpowszechnionym piśmie
                    albo w inny sposób przy pomocy środków społecznego przekazu, wypowiada
                    bluźnierstwo, poważnie narusza dobre obyczaje albo znieważa religię lub Kościół
                    bądź wywołuje nienawiść lub pogardę, powinien być ukarany sprawiedliwą karą.


                    Odpowiedź: Bo w KK istnieje pluralizm poglądów?

                    > 22. WYŁĄCZENIE Z KOŚCIOŁA
                    > www.mateusz.pl/ksiazki/es-uwk/es-uwk_i_22.htm
                    > pl.wikipedia.org/wiki/Ekskomunika

                    O ekskomunice ogólnie mówi Kan. 1399 - Poza wypadkami przewidzianymi w tej lub w
                    innych ustawach, zewnętrzne naruszenie prawa Bożego lub kanonicznego, tylko
                    wtedy może być ukarane sprawiedliwa karą, gdy domaga się tego szczególna
                    ciężkość przekroczenia i przynagla konieczność zapobieżenia zgorszeniom lub ich
                    naprawienia.

                    Kanony od 1364-1398 jasno precyzują karę ekskomuniki. Przejrzałem.
                    Jakoś tego co piszesz tam nie ma :)))

                    Kan. 1364 -

                    § 1. Odstępca od wiary, heretyk lub schizmatyk podlega ekskomunice wiążącej mocą
                    samego prawa, przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 2; duchowny może być
                    ponadto ukarany karami, o których w kan. 1336, § 1, n. 1,2 i 3.

                    I tu Kolega nie doczytał w kwestii zachowania kan.194,§ 1 :-)
                    który jasno mówi, iż chodzi wyłącznie o osoby piastujące urzędy kościelne lub
                    funkcje, które zrywają więź z Kościołem ;))
                    Tak więc osoba głosząca swoje poglądy, nawet jeśli stoją w sprzeczności z
                    doktryną - a pozostają w Kościele i stosują się do Prawa KK - nie wpadają w karę
                    ekskomuniki, nawet jeśli mówią coś zupełnie nowego :) Tu ekskomunikę się
                    niestety wymierza i to na podstawie wielu warunków.

                    > Dlatego mamy w Polsce bodajrze 157 kościołow,

                    Nie dlatego mamy tyle kościołów, stowrzyszeń i sekt. Proszę uwierzyć, że nie z
                    powodu gumki, antykoncepcji czy innych rzeczy.
                    A o radzie Ekumenicznej Kolega słyszał?

                    > a nie tylko KK,
                    > niektóre z nich uwazają ze należy rozsądzić to we włąsnym sumieniu,
                    > ale zmiłuj sie nie KK.

                    Sumienie człowieka (czyste, a nie fałszywe) jest wyłącznie przesłanką - ważną,
                    ale nie jedyną. :-) To tak na marginesie.
                    • kawitator Petar2 Jezeli jeszcze tu bywasz oswieć ich ;-) n/t 10.10.07, 20:54
                    • your_and Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 22:25
                      > W Kościele nie ma żadnego automatyzmu! Nie ma czegoś takiego o czym piszesz -
                      > tak było w Starym testamencie. W KK obowiązuje przykazanie Miłości a to
                      > zaprzecza takiemu podejściu.

                      Masz oczywiście racje a ja sie rozpędziłem. Automat jest owszem tylko dla
                      zamieszanych w aborcję. Natomiast chciałem przybliżyć że nie zalatuje to
                      absurdem czasów inkwizycji tak bardzo znowu jak by sie wydawało.

                      > Odpowiedź: Bo w KK istnieje pluralizm poglądów?

                      Istnieje, jasne ale nie w kwestii którą poruszamy.

                      Oczywiście że wiem że sprawa jest złożona i na przykład Watykan cały czas wzywa
                      do porządku od lat episkopat w USA gdzie ta sprawa jest na ostrzu noża. Ale jak
                      dyskusja to dyskusja. Trzeba sie polaryzować. Z nowości w tym temacie:

                      Zakończone niedawno w Baltimore (Maryland) coroczne zebranie Konferencji
                      Biskupów Amerykańskich ukazało po raz kolejny ambiwalentny stosunek biskupów do
                      niektórych kwestii nauki katolickiej, chociaż dostrzegalna jest również pewna
                      poprawa w podejściu do niektórych podstawowych zagadnień.

                      Najbardziej wyraźnym przykładem dystansowania się od nauki katolickiej były
                      zawirowania wokół głosowania nad poprawką do dokumentu o przyjmowniu Eucharystii
                      (Happy Are Those Who Are Called to His Supper: On Preparing to Receive Christ
                      Worthily in the Eucharist), w której jej autor, biskup Salvatore Cordileone z
                      diecezji San Diego (Kalifornia) przypomina wiernym, iż katolickie pary
                      małżeńskie stosujące antykoncepcję, powinny wstrzymać się od przyjmowania
                      Komunii św.
                      Po przedłożeniu wniosku o wpisanie poprawki i o przeprowadzenie imiennego
                      głosowania nad nią, przewodniczący Konferencji biskup William Skylstad - ten
                      sam, który sprawuje pieczę nad zbankrutowaną diecezją Spokane - zmienił
                      głosowanie na elektroniczne i anonimowe, w rezultacie czego poprawka została
                      odrzucona 148-głosami przeciwnymi. Tym samym, tylko 75 biskupów głosowało za
                      wpisaniem do dokumentu tego, czego Kościół naucza – czyli zakazu stosowania
                      środków antykoncepcyjnych. Jak stwierdza korespondent tygodnika katolickiego The
                      Wanderer Paul Likoudis: „Niektórzy zastanawiają się nad zbiorową integralnością
                      biskupów, którzy wypowiadając się publicznie potwierdzają naukę Kościoła, lecz
                      gdy indywidualnie mają okazję do podkreślenia tego w głosowaniu, dwie-trzecie
                      biskupów ignoruje tę Naukę.”

                      Pozdrawiam




                      • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 10.10.07, 23:11
                        your_and napisał:


                        > Masz oczywiście racje a ja sie rozpędziłem. Automat jest owszem tylko dla
                        > zamieszanych w aborcję.

                        Nic się nie stało :-) Po prostu automatyzm nawet w kwestii aborcji nie jest też
                        taki automatyczny... chociaż kategoryczny.

                        > Natomiast chciałem przybliżyć że nie zalatuje to
                        > absurdem czasów inkwizycji tak bardzo znowu jak by sie wydawało.

                        Tym bardziej, że dzisiaj wiele ofiar inkwizycji jest już albo kanonizowanych
                        (chociażby św. Franciszek, Jan Od Krzyża, wspomniany Loyola etc.) albo są na
                        dobrej drodze do uznania za błogosławionych (Sevarolla jeśli dobrze pamiętam
                        jego nazwisko). Kościół powoli się zmienia i będzie zmieniał - bo taki jest w
                        wielu sprawach. Wbrew utartym poglądom osób, które lubią się od razu unosić i
                        sprzeciwiać nie spojrzawszy dokładnie na historię Kościoła, która jest
                        pasjonująca i niesie wiele ciekawych informacji pozwalających patrzec na
                        wszystko bardziej optymistycznie.

                        >
                        > > Odpowiedź: Bo w KK istnieje pluralizm poglądów?
                        >
                        > Istnieje, jasne ale nie w kwestii którą poruszamy.
                        >
                        I tu pozwolę się nie zgodzić. Sorry - ale niestety zgłębiałem ten temat dla
                        swoich potrzeb i swojego spokoju sumienia - tak więc wiem, że tak nie jest.
                        W kwestii antykoncepcji dzisiaj mamy tak naprawdę podział pomiędzy osobami z
                        tzw. Katedry Doktryny i ten podział się powiększa, co wcale nie będzie owocowało
                        podziałem Kościoła ale mocną dyskusją, która kiedyś się skończy. A chodzi o
                        zagrożenie chorobą AiDS w Afryce, gdzie wzmiankowany spór jest coraz gorętszy i
                        gdzie stosowanie prezerwatywy coraz częściej jest dopuszczane właśnie publicznie
                        i to przez z tego co pamiętam, ponad 50% lokalnych biskupów (co nic tak naprawdę
                        nie zmienia, bo demokracji w KK nie ma i nie będzie). To samo dotyczy trwałych
                        związków (podkreślam słowo trwałych) niesakramentalnych, gdy np. osoby są
                        ofiarami zdrady. Już dzisiaj dyskusja jest na tyle nabrzmiała, że w praktyce
                        dopuszcza się na drodze wyjątku uzyskanie w trakcie spowiedzi rozgrzeszenia
                        pomimo tego, iż współżycie w takim związku nie zostaje wstrzymane. I to też by
                        spowodowało, że wielu dogmatyków moralnych w grobie się przewraca, ale Kościół
                        chodź powoli, to jednak zaczyna dostrzegać problemy i dylematy.
                        Tak więc cytowana historia, jest jedna z wielu, jakie w sposób nieunikniony
                        doprowadzą do zmian (nie drastycznych - bo aborcja i stosowanie środków
                        poronnych zawsze będzie zakazana i ma to uzasadnienie w Dekalogu) - ale jeśli
                        chodzi o środki miękkie że tak powiem, to tylko kwestia czasu. Nie zapomnę, jak
                        rozmawiałem w luźnej atmosferze ze znajomym księdzem, który po prostu
                        powiedział: Kościół zbudowano na Skale o d.... się napewno nie rozbije :-)
                        Ukłony
                        • errare_humanum_est Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 11.10.07, 01:12
                          glosatorr napisał:


                          > Kanony od 1364-1398 jasno precyzują karę ekskomuniki. Przejrzałem.
                          > Jakoś tego co piszesz tam nie ma :)))

                          A ja i owszem, chociaż - jak to w prawie kanonicznym - trzeba by dociec co każde
                          słowo oznacza.

                          Zatem po kolei i od tyłu:
                          Kan. 1364 -
                          § 1. Odstępca od wiary, heretyk lub schizmatyk podlega ekskomunice wiążącej mocą
                          samego prawa, przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 2;

                          To oznacza że heretyk podlega ekskomunice, dodatkowo należy zachować przepis
                          kan. 94, § 1, n. 2 który mówi że:
                          Kan. 194 -
                          § 1. Mocą samego prawa zostaje usunięty z urzędu kościelnego:
                          1° kto utracił stan duchowny;
                          2° kto publicznie odstąpił od wiary katolickiej lub wspólnoty z Kościołem;
                          3° duchowny, który usiłował zawrzeć małżeństwo, choćby tylko cywilne.

                          Nic mniej, nic więcej - osoba duchowna, oprócz nałożonej ekskomuniki powinna być
                          złożona z urzędu.

                          Co to oznacza "mocą samego prawa"?
                          Kan. 1314 - Kara jest najczęściej karą wymierzaną wyrokiem, to jest taką, iż nie
                          wiąże winnego, jeśli nie zostanie wymierzona; jest zaś karą wiążącą mocą samego
                          prawa, tak iż wiąże przez sam fakt popełnienia przestępstwa, jeśli to wyraźnie
                          postanawia ustawa lub nakaz.

                          Czyli popełniasz wykroczenie - automatycznie podlegasz karze, nikt nie musi Ci
                          tego ogłaszać, informować czy robić cokolwiek abyś o karze się dowiedział.

                          Kto to jest heretyk?
                          Kan. 751 - Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie
                          jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe
                          powątpiewanie o niej.

                          W co należy wierzyć wiarą boską i katolicką?
                          Kan. 750 - Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko co jest zawarte
                          w słowie Bożym, pisanym lub przekazanym, a więc w jednym depozycie wiary
                          powierzonym Kościołowi i co równocześnie jako przez Boga objawione podaje do
                          wierzenia Nauczycielski Urząd Kościoła, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy też
                          w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu; co mianowicie ujawnia się we wspólnym
                          uznaniu wiernych pod kierownictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego. Wszyscy
                          więc obowiązani są unikać doktryn temu przeciwnych.

                          Tudzież warto zapoznać się z pozostałymi przepisami kan. 747 - 755

                          Dla mnie wymowa tej sekwencji przepisów jest jasna, krótka i węzełkowata: musisz
                          wierzyć we wszystko co Kościół do nauczania podaje, niezależnie czy podaje to
                          Papież w encyklice czy ksiądz w kazaniu. Wątpisz, zaprzeczasz, uważasz inaczej -
                          stawiasz się poza nawias Kościoła i tylko od Kościoła zależy - w sakramencie
                          pokuty - czy wrócisz na jego łono czy też nie. Jeżeli znasz inną wykładnię tych
                          przepisów, chętnie się z nią zapoznam.

                          Oczywiście, to oznacza że znakomita większość ludzkości uprawiając seks przed
                          ślubem, stosując pigułki czy odmawiając papieżowi w sprawach wiary i moralności
                          non stop naraża się na wykluczenie ze wspólnoty wiernych i gdyby wierni o tym
                          wiedzieli, a Kościół stosował Prawo Kanoniczne literalnie i ściśle to w ciągu
                          roku w kościele zostałby papież i może ze dwóch kardynałów. Kościół nie jest
                          głupi - dwa tysiące lat historii zobowiązują - i wie, że z taką surowością
                          daleko nie ujedzie. Stąd wyciąganie ręki w postaci spowiedzi i przymykanie oczu
                          na pewne rzeczy, chociaż to prowadzi również do takich sytuacji jak przytoczona
                          przez Ciebie sprawa z Rydzykiem.

                          A i tak wychodzi na to, że całą sprawą przejmują się nieliczni, znający Prawo
                          Kanoniczne lub chcący stosować wyznawaną przez siebie religię w stopniu
                          szerszym, niż codzienne Ojcze Nasz i niedzielna msza święta. Cała reszta ma te
                          nasze rozterki głęboko w dupie i wali ją co Prawo Kanoniczne mówi o łykaniu
                          pigułek. Kto wie, może to jest zdrowsze - o czym nie wiesz, to cię nie męczy ;-)
                          • glosatorr Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 11.10.07, 08:54
                            errare_humanum_est napisał:

                            > glosatorr napisał:
                            >

                            >
                            > A ja i owszem, chociaż - jak to w prawie kanonicznym - trzeba by
                            dociec co każd
                            > e
                            > słowo oznacza.
                            >
                            > Zatem po kolei i od tyłu:
                            > Kan. 1364 -
                            > § 1. Odstępca od wiary, heretyk lub schizmatyk podlega ekskomunice
                            wiążącej moc
                            > ą
                            > samego prawa, przy zachowaniu przepisu kan. 194, § 1, n. 2;
                            >
                            Owszem, stoi to tam jak byk, problem z tym, że ktoś jeszcze musi
                            stwierdzić, że ktoś inny jest heretykiem, czyż nie?

                            > To oznacza że heretyk podlega ekskomunice,

                            Ale nie żadnej automatycznej. Jak sięgam głęboko w pamięć,
                            nie pamiętam, aby kogoś w KK w czasach współczesnych ogłoszono
                            heretykiem :)
                            Natomiast jak w innym wątku widać, w KK do tzw. "postępu" dochodzi
                            na drodze dyskusji, sporów i odmiennych opinii. Widać to już w
                            Listach Apostolskich, kiedy poklócili się św. Paweł i Piotr na temat
                            tego, czy chrześcijanie nadal mają być wierni zasadom judaizmu.
                            W KK zawsze było tak, że jedna strona tez broniła, a druga ją
                            podważała, spierano się o wiele rzeczy, które dla laika nic nie
                            znaczą. Toczono o takie nic nie znaczące duperele wojny, zabijano
                            się, KK się rozpadał i sklejał. Pojęcie Herezji jest dużo głębsze i
                            dlatego stosowanie pojęcia "heretyk" wobec osób, które np. mają inne
                            zdanie na temat antykoncepcji chociażby jest daleko posuniętym
                            nadużyciem.

                            >
                            > Co to oznacza "mocą samego prawa"?
                            > Kan. 1314 - Kara jest najczęściej karą wymierzaną wyrokiem, to
                            jest taką, iż ni
                            > e
                            > wiąże winnego, jeśli nie zostanie wymierzona; jest zaś karą
                            wiążącą mocą samego
                            > prawa, tak iż wiąże przez sam fakt popełnienia przestępstwa, jeśli
                            to wyraźnie
                            > postanawia ustawa lub nakaz.
                            >
                            > Czyli popełniasz wykroczenie - automatycznie podlegasz karze, nikt
                            nie musi Ci
                            > tego ogłaszać, informować czy robić cokolwiek abyś o karze się
                            dowiedział.

                            No nie jest to prawdą ("jeśli to wyraźnie postanawia ustawa lub
                            nakaz." a wykaz ten jest jednoznacznie opisany w innym miejscu KPK),
                            ale nie ukrywam, że jedyny "automatyzm" jaki jest znany, to
                            ekskomunika za dokonanie aborcji.

                            >
                            > Kto to jest heretyk?
                            > Kan. 751 - >
                            > W co należy wierzyć wiarą boską i katolicką?
                            > Kan. 750 -

                            > Dla mnie wymowa tej sekwencji przepisów jest jasna, krótka i
                            węzełkowata: musisz
                            > wierzyć we wszystko co Kościół do nauczania podaje, niezależnie
                            czy podaje to
                            > Papież w encyklice czy ksiądz w kazaniu.

                            I dlatego, w KK nie ma czegoś takiego jak indywidualna
                            interpretacja, tylko są sądy kurialne, synody, sobory - gdzie tam
                            wyłacznie Kościół się wypowiada autorytarnie.
                            Oczywiście Ty możesz tak wierzyć - ba nawet możesz to głosić. Ale na
                            szczęście ten Twój pogląd nie jest prawdziwy. Papież jest nieomylny
                            wyłacznie wtedy kiedy wypowiada się ex katedra - za pomocą edyktów,
                            encyklik i innych bull. Takie prawo ma jeszcze Sobór. Natomiast
                            ksiądz proboszcz, ksiądz, profesor, zakonnica, i wielu innych żadnej
                            nieomylności nie mają :-)
                            Mało tego - w Kościele jak wspomniałem gdzieś indziej, jeszcze
                            istnieje coś jeszcze - nad papieżem jest jeszcze Chrystus, który
                            jest głową Kościoła. Tak więc Papież także nie może walnąć jakiegoś
                            bubla, bo można go zakwestionować właśnie sięgając do Biblii. I
                            zrobiobono to niejednokrotnie.
                            > Wątpisz, zaprzeczasz, uważasz inaczej
                            > -
                            > stawiasz się poza nawias Kościoła

                            To nie jest prawdą. Jak napisałem wyżej, spory w ramach Kościoła
                            toczą się od pierwszych chwil jego istnienia, czyli już za czasów
                            Apostołów.


                            > Jeżeli znasz inną wykładnię tych
                            > przepisów, chętnie się z nią zapoznam.
                            >
                            No już napisałem. Jest inna wykładnia tych przepisów i to najlepiej
                            zestawić z faktami :-) Jak mówię, KK można stawiać zarzuty, i jak
                            zauważyłem, każdy to robi i jakoś bullą go w głowę nie walą, nie
                            wyrzucają z kościoła, etc. :-)
                            Jeśli ktoś się zapatrzy w KPK - to faktycznie może dojść do Twoich
                            wniosków. Tak jak czytając Biblię, można w niej znaleźć same
                            bezeceństwa zaczynając od zachęcania męża przez żonę, by miał
                            dziecko nie z nią ale z niewolnicą (co było prawem), można tam
                            zobaczyć mordy, mordobicia i inne rzeczy i gdyby ktoś nie rozumiał
                            przesłania, mógłby odnieść wrażenie, że Biblia, to miejscami
                            normalnie masakra. Ba, nawet kiedyś z tego powodu, by ludzie nie
                            rozumiejący zasad interpretacji Biblii, nie znający historii jej
                            powstania, nie znający podstaw biblistyki - nie mogli czytać Biblii.
                            Biblia była na indeksie Ksiąg zakazanych i czytać ją mogli wyłacznie
                            księża wykształceni za zgodą Biskupa. Do dzisiaj zostało to w
                            postaci brewiarza, gdzie ksiądz ma obowiązek pod karą grzechu
                            ciężkiego, jeśli tego nie zrobi - czytać 3 razy a tam są cytaty z
                            Biblii - tzw. rozważania, które właściwie interpretują dany fragment
                            Biblii plus odniesienia do tzw. świąt i wspominek ;))
                            Dlatego bardzo bym prosił, byś nie zachowywał się jak ten, których
                            krytykujesz i nie twierdził, że katolicy mają robić coś co de facto
                            nawet nie wiedzą, że mają robić, gdyż nikt od nich tego wbrew
                            pozorom nie oczekuje ;))
                            Masz rację - Kościół nie jest głupi - przetrwal 2000 lat i ma się
                            dobrze, chociaż nieustannie podlega zmianom. Najlepszym przykładem
                            jest np. to, że Do XVII w. powszechnie obowiązywała zasada
                            dosłownego odczytywania Pisma Świętego i szukania w nim odpowiedzi
                            na pytania będące domeną nauki. Ale jego istota jest niezmienna ;))
                            Wbrew temu co piszesz, nie ma dowolności interpretacji prawd wiary,
                            zasad moralności, etc. Natomiast jest wolność ich stosowania.
                            Nieświadomość nie zwalnia z odpowiedzialności. Z drugiej strony, KK
                            to nie organizacja, gdzie prawo stoi ponad czlowiekiem. Ja
                            przynajmniej jestem pasjonatem Historii KK bo jest to arcyciekawe. I
                            to co mnie zawsze zastanawiało, to fakt, że ludzie, którzy głosili
                            coś nowego na początku rzeczywiście dostawali w tyłek ale potem
                            swoim uporem, swoim przykladem pokazywali, i przekonywali innych, że
                            mają rację.


                            > Stąd wyciąganie ręki w postaci spowiedzi

                            To nie żadne wyciąganie ręki - ale sakrament, w ktorym katolik, po
                            rachunku sumienia, żalu za popełnione grzechy, wyznaniu ich
                            otrzymuje odpuszczenie win i pokutę :)

                            i przymykanie oczu
                            > na pewne rzeczy,

                            KK nie przymyka oczu - natomiast wielu hierarchów ma taką niestety
                            tendencję - ale cóż, glupota ludzka dotyka każdego niezależnie w
                            jakim jest stroju i jakim miejscu hierarchii ;)

                            Natomiast mnie osobiście nie interesuje co robi "reszta", bo kiedy
                            ja stanę przed Bogiem po mojej śmierci - to ja nie będę odpowiadal
                            za to jakie pierdoły robi ktokolwiek, tylko usłyszę proste pytanie
                            czemu ja (a nie kto inny) zrobiłem to czy tamto. Dlatego ja
                            osobiście nie będę powoływał się w swojej argumentacji argumentem w
                            stylu : "A w Grecji też biją". Ok?
                            Miłego dnia
                      • yoric Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 11.10.07, 00:20
                        Hehe

                        prawdopodobnie "integralność" to w oryginale było "integrity" :).

                        Miałem się nie wypowiadać, ale widzę, że debata religijna się przedłuża, więc co
                        mi tam, dorzucę 3 grosze.

                        Moim zdaniem religia - taka, jaką znam - jest wybitnie szkodliwa. Jest szkodliwa
                        ogólnie, a najbardziej w sprawach seksu, ponieważ wbija bezbronnym dzieciom do
                        głowy zahamowania, których bardzo trudno się potem pozbyć. Religia jest
                        odpowiedzialna za skazę psychiczną pod tytułem 'seks jest czymś złym'. Nie
                        mówiąc o innych poglądach sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, nauką i w ogóle
                        jakimkolwiek myśleniem. Przedstawiciele religii domagają się wiary w rzeczy
                        absurdalne i na tej podstawie uzurpują sobie prawo do kierunkowania
                        najważniejszych decyzji życiowych swoich 'wiernych'.

                        Morał jest taki, że jeżeli ktoś traktuje biblię (która twierdzi, że wszystkie
                        gatunki zwierząt zmieściły się na statku, rozstąpiło się morze, itd.) inaczej
                        niż podobne historie np. z baśni braci Grimm, to niech sam kombinuje jak to
                        pogodzić z realnym światem.

                        Pozdrawiam
                        • glosatorr 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 01:26
                          yoric napisał:

                          > Hehe
                          >

                          > Miałem się nie wypowiadać, ale widzę, że debata religijna się przedłuża, więc c
                          > o
                          > mi tam, dorzucę 3 grosze.
                          >
                          OK - a ja się przyjrzę, ile te 3 grosze jest faktycznie warte.

                          > Moim zdaniem religia - taka, jaką znam - jest wybitnie szkodliwa.

                          Czyli niewiele ją znasz. Tak samo mówił niejaki W.I.Lenin, Stalin, Nietzche i
                          paru innych z Polpotem na końcu :)) i wszyscy wiedzą jak się ta teza przełożyła
                          na życie.... spłynęła krwią tych, którzy nie wierzyli w obiecany przez w/w panów
                          raj i wielką szczęśliwość.

                          > Jest szkodliw
                          > a
                          > ogólnie, a najbardziej w sprawach seksu, ponieważ wbija bezbronnym dzieciom do
                          > głowy zahamowania, których bardzo trudno się potem pozbyć.

                          Moment moment - mi ona nie wbiła - zahamowań nie mam żadnych.
                          Natomiast religia uczy szacunku do ludzi, współmałżonków, uczy miłości, jak
                          kochać a seks uważa za wyraz miłości jeden z wielu i nienajważniejszy, chodź
                          ważny, co zresztą jest zrozumiałe dla większości piszących tutaj nie tylko
                          katolików.
                          Zahamowania wbijane są dzieciom przez niedouczonych lub zakompleksiałych
                          rodziców - oraz poprzez błędy wychowawcze (szczególnie poprzez tresurę oraz
                          fałszywy wstyd), już nie wspominając o tych wbijanych później przez osoby
                          dorosłe, spotykane w naszym życiu. Ale cechą charakterystyczną tych osób w/w
                          jest to, że ich edukacja religijna jest delikatnie rzecz ujmując mniej niż
                          skromna. A uważają, że wiedzą wszystko... o religii. Czy wiesz Yoricu, kto
                          wypowiedział zdanie: "Kochaj i rób co chcesz" - i kiedy to zrobił? Podpowiem Ci
                          - był to znany Katolik i nie było to żaden papież.


                          > Religia jest
                          > odpowiedzialna za skazę psychiczną pod tytułem 'seks jest czymś złym'.


                          To nieprawda - i Manicheizm - który to głosił, z tego co pamiętam (nazwę tej
                          herezji mogę teraz o tej porze mylić), a sięgam z głowy - został potępiony jako
                          herezję już w chyba w V wieku naszej ery. Dlatego Yoric - poczytaj historię
                          Kościoła a nie fantazjuj na jej temat.
                          Seks nigdy nie był czymś złym - za to wskazywano od wieków zagrożenia, jakie
                          powoduje nieumiarkowanie i niedojrzałe bawienie się seksem. Tak - tak było, jest
                          i będzie. Seks bowiem jak widelec - może służyć rzeczom pięknym i wielkim jak
                          również rzeczom złym i krzywdzącym innych. Księża nie mieszkają nikomu pod
                          łóżkiem - wbrew twierdzeniu co niektórych panikarzy ;)


                          > Nie
                          > mówiąc o innych poglądach sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, nauką i w ogóle
                          > jakimkolwiek myśleniem.

                          No popisz się jeszcze Yoric jakimś odkryciem?
                          Co takiego np. Kościół głosi co jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem?
                          Albo nauką? Z przyjemnością się tym tematem dla Ciebie specjalnie zajmę i nie
                          będzie Ci lekko ;)))

                          > Przedstawiciele religii domagają się wiary w rzeczy
                          > absurdalne i na tej podstawie uzurpują sobie prawo do kierunkowania
                          > najważniejszych decyzji życiowych swoich 'wiernych'.

                          Nieprawda. W zależności od religi jest różnie.
                          W Kościele katolickim - w aspekcie administracyjnym, prawnym - jest Hierarchia,
                          prawie jak w wojsku a z drugiej strony nie ma lepiej funkcjonującej organizacji,
                          która przetrwałaby 2000 lat - o czym nic się nie mówi :))) Mało tego,
                          najważniejszy facet w tej Hierarchii, jest Sługą Sług - Ponadto pomimo tego, że
                          każdy jest grzesznikiem i potrafi wyrządzić innymi i sobie zło - to Ci co
                          najbardziej narzekają na religię nic nie mają w zamiar do zaproponowania!
                          Ty np. Yoric, wsadzałbyś na wykrywacz kłamstw każdą swoją potencjalną partnerkę,
                          sporządzał intercyzy na wypadek ciąży wstrzelonej przez kogoś z boku i
                          jednocześnie po urodzeniu każdego potomka, narzucałbyś kobietom by Twoim
                          dzieciom wykonały obowiązkowe badania genetyczne.

                          I się dziwisz ludziom, którzy mówią Ci rzeczy, jakich Ty nie rozumiesz ;))

                          I dlatego ja się nie dziwię, że katolicyzm Ci się nie podoba, bo tam Miłość
                          dwojga ludzi jest Największym darem danym od Boga - który jest jedynym źródłem
                          Miłości, zaś tam wszystko opiera się na radości i zaufaniu. Mnie więc nie dziwi
                          Twój stosunek do religi. Bo z tego co piszesz, dla Ciebie Miłość to układ - dla
                          nas to powietrze, bez którego trudno żyć. Nas religia uczy jak kochać.

                          Naprawdę nie dziwi mnie Twoje podejście i niewiedza na temat religii.

                          >
                          > Morał jest taki, że jeżeli ktoś traktuje biblię (która twierdzi, że wszystkie
                          > gatunki zwierząt zmieściły się na statku, rozstąpiło się morze, itd.) inaczej
                          > niż podobne historie np. z baśni braci Grimm, to niech sam kombinuje jak to
                          > pogodzić z realnym światem.

                          Jeśli ktoś uważa, że my katolicy jesteśmy ciemnym ludem, wierzącym w to, że Noe
                          naprawdę zbudował Arkę, i był potop, i był raj z Adamem i Ewą w roli głównej -
                          to jego wiedza o naszej religi - jest niewarta nawet 3 groszy.
                          Bo już w liceum uczy się dzieci, że Opowieść o Adamie i Ewie - to przypowieść,
                          zawierająca tzw. protoewangelię, że historia o Noem, jest parafrazą
                          starobabilońskiej opowieści o Gilgameszu, wskazującą na zasadę tzw. Świętej
                          reszty, która notabene czeka również przyszłe pokolenia, w postaci symbolicznej
                          wizji Jana z Apokalipsy.

                          I wiesz Co Yoric? I gdzie jest ta Twoja wielka wiedza na tematy, na jakie Ty się
                          wypowiadasz? No gdzie jest ten racjonalizm, Twoja mądrość, która nas katolików
                          ma powalić na kolana?
                          Bo ja przynajmniej dostrzegłem w Twojej wypowiedzi ksenofoba, człowieka z
                          totalnym brakiem szacunku, zrozumienia i tolerancji dla wiary i poglądów innych.
                          Pełnym nieufności i zaskakujących teorii, którym poświęcasz czas zaś Ci co je
                          głoszą już dawno nie żyją, albo niedługo umrą nie doczekawszy się uczniów. A
                          miałeś dawać dobry przykład...

                          Nie wsadzaj niczego tam, gdzie może Cię coś chapnąć - gdzie możesz trafić na
                          kogoś, kto Ci wykaże, że nie wiesz o czym mówisz.OK? taka dobra rada na
                          przyszłość. I tak mnie nie czytasz, ale czytają inni
                          :-)))

                          >
                          > Pozdrawiam

                          Ja również i życzę miłego dnia
                          • sunflower30 Re: 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 08:04
                            Wiesz co, Glosatorr?Gdyby hipokryzja miała skrzydła, to byś nic nie
                            napisał, bo byś sie unosił nad klawiaturą! Twoja religia katolicka
                            uczy cie miłości do ludzi? Ale których, bo chyba wszystkich oprócz
                            tych z forum...Ile to było twoich wpisów, gdzie mieszałeś ludzi z
                            błotem?Albo to twoje daganie, jak to cie kk uczy miłości i
                            wybaczania, tylko koledze w jego wątku, jak to go żona zdradziła co
                            radziłeś, wybaczyć?Ty hipokryto? Czy kopnąc ją w d... i wywalic na
                            zbity....(nie chce mi się teraz szukać, zeby zacytować). Tak,
                            rzeczywiście, jesteś typowym katolikiem, z gębą pełną frazesów i z
                            tym "to zależy". Kłamać mozna, bo zależy czy to będzie mniejsze, czy
                            większe zło, antykoncepcję mozna, bo to zależy, wybieram mniejsze
                            zło. Tylko w religii katolickiej jest "zależy", dlatego jest tak
                            elastyczna.
                            Jeszcze jeden twoj wpis, glosator, i przysięgam, piszę do
                            moderatorów, żeby cie wycinali, bo mi nerwy puszczają.
                            Pozdrawiam.
                            • z_mazur Re: 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 10:10
                              Tia a już perełką jest dla mnie stosowanie zasad wiary i kierowanie
                              się "mniejszym złem" w celu uzyskania "większego dobra".

                              Gdy takimi argumentami posługują się osoby nie podpierające się
                              etyką katolicką, to przez katolików jest to nazywane "relatywizmem
                              moralnym".

                              :)))
                              • glosatorr Re: 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 11:02
                                z_mazur napisał:

                                > Tia a już perełką jest dla mnie stosowanie zasad wiary i
                                kierowanie
                                > się "mniejszym złem" w celu uzyskania "większego dobra".


                                Bardzo proszę - jeśli czegoś nie rozumiesz zapytać się.
                                Zasada wyłączonego środka mówi o czymś zupełnie innym.
                                Nigdzie nie napisałem, że jakieś zło prowadzi do dobra - bo to
                                nielogiczność i absurd.
                                Natomiast pisałem, że dopuszcza się wystąpienie złego skutku
                                ubocznego, jeśli celem było dobre działanie i podałem przykład,
                                leczenia kobiety w ciąży i dążenie do jej wyzdrowienia nawet za cenę
                                tego, iż jej dziecko zostanie poronione.
                                Proszę nie przekręcać moich słów i nie wpychać swoich interpretacji
                                w moje usta.

                                >
                                > Gdy takimi argumentami posługują się osoby nie podpierające się
                                > etyką katolicką, to przez katolików jest to nazywane "relatywizmem
                                > moralnym".
                                >
                                Ja nie jestem relatywny moralnie - ale możesz mnie tak nazywać. Nie
                                znasz mnie i z tego co piszesz nie rozumiesz tego co piszę.
                                Polecam więc przeczytać Etykę prof. Ślipki i będzie po problemie.

                                > :)))
                                >
                                • z_mazur Re: 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 11:17
                                  Świadome działanie z założeniem wystąpienia "złego skutku"
                                  oczywiście nie jest złem, bo w sumie cel jest dobry, pytanie tylko
                                  dla kogo dobry?

                                  Znam paru takich co próbowali w ten sposób całą ludzkość
                                  uszczęśliwić.

                                  Bawi mnie taka sofistyka.

                                  > Ja nie jestem relatywny moralnie - ale możesz mnie tak nazywać.
                                  Nie
                                  > znasz mnie i z tego co piszesz nie rozumiesz tego co piszę.

                                  Oczywiście z tym zgodzę się w całej rozciągłości. I problem tkwi w
                                  tym momencie bynajmniej nie w moich zdolnościach poznawczych, tylko
                                  bardziej w tym "co autor ma na myśli". A co do etykietek, to nie mam
                                  zamiaru Cię w jakikolwiek sposób nazywać. Każdy może sobie sam
                                  wyrobić zdanie. :)))

                                  A za podsuniętą lekturę dziękuję, skorzystam przy okazji.
                                  • glosatorr Re: 3 grosze nic nie warte 11.10.07, 11:47
                                    z_mazur napisał:

                                    > Świadome działanie z założeniem wystąpienia "złego skutku"
                                    > oczywiście nie jest złem, bo w sumie cel jest dobry, pytanie tylko
                                    > dla kogo dobry?

                                    Dla osoby, ktorej to dobro dotyczy.
                                    No przykłąd mniej drastyczny a oczywisty w wymowie. Podczas leczenia
                                    raka, stosuje się leki będące truciznami. Zabijają one komórki
                                    człowieka a leczenie polega tak naprawdę na ich odbudowywaniu.
                                    Dlatego wielu ludzi umiera nie na raka, którego dzisiaj dosyć łatwo
                                    się zabija, ale zabija potem chorych utrata odporności, grzybice i
                                    infekcje wirusowe. Dlatego chociaż chory się truje - to jednak
                                    działa dobrze, bo w ten sposób ratuje swoje życie.
                                    To samo dotyczy niewinnego noża. Nożem można człowiekowi życie
                                    uratować i odebrać. Wybór zaś dokonuje ten, kto ma ten nóż.
                                    I to nie jest sofistyka, ale życie...
                                    >
                                    > Znam paru takich co próbowali w ten sposób całą ludzkość
                                    > uszczęśliwić.
                                    >
                                    Ja też znam. Chcieli uczynić raj na ziemi a stworzyli piekło.
                                    Ktoś ładnie stwierdził, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

                                    > Bawi mnie taka sofistyka.
                                    >
                                    Mnie też.

                                    > A co do etykietek, to nie mam
                                    > zamiaru Cię w jakikolwiek sposób nazywać. Każdy może sobie sam
                                    > wyrobić zdanie. :)))
                                    >
                                    No właśnie - każdy może sobie sam wyrobić zdanie.
                                    Ale mi nie przeszkadza stawianie etykietek - dla mnie jak ktoś
                                    etykietki przykleja, to sam sobie wystawia rachunek ;)

                                    > A za podsuniętą lekturę dziękuję, skorzystam przy okazji.

                                    Polecam gorąco, bo to chyba najlepszy book traktujący doskonale o
                                    wielu dylematach moralnych i etycznych, przed którymi stają ludzie.
                                    Mi przynajmniej bardzo pomogł. A tak na marginesie tym razem ja mam
                                    pytanie: czemu do dzisiaj tak trudno jest znaleźć nauczycieli etyki,
                                    którzy by mogli prowadzić zajęcia dla dzieci w szkolach, które nie
                                    chcą uczestniczyć w lekcaach religii?
                                    Jakie Wasze są opinie w tym temacie? Czy to wynik celowej polityki
                                    czy braku etyków?
                                    • xapur Odnośnie etyki w szkole. 11.10.07, 12:24
                                      Moim zdaniem brak etyków jest skutkiem kilku czynników.
                                      Ewentualni przyszli etycy nie mają ochoty marnować czasu i środków
                                      na bardzo niepewne posady. Czemu są niepewne?
                                      1. Istnieje presja w szkołach na rodziców i dzieci, by wszyscy
                                      chodzili na religię. Odszczepieńcy nie są mile widziani. Prosty
                                      mechanizm, który w przypadku dzieci jest szczególnie łatwo widoczny.
                                      2. Presja wynika po części ze strony nastawienia rodziców, a co za
                                      tym idzie ich dzieci, jak również ze strony dyrekcji. Tu działa
                                      mechanizm przypodobania się władzy. Nie wiem jak się to fachowo
                                      nazywa, ale jest coś takiego, że urzędnicy są często nadgorliwi w
                                      przypodobaniu się "górze". Skoro "góra", od której zależy mój los ma
                                      takie, a nie inne poglądy, co głosi wszem i wobec, to może na
                                      wszelki wypadek zrobię coś, by się jej spodobać. Nie musi tego
                                      żądać, prosić itd. Sam na to wpadnę. Tak na wszelki wypadek.
                                      Później wystarczy nie szukać etyka, bo po co? Przecież nie ma
                                      chętnych, a pojedyncze przypadki poradzą sobie same. Na koniec
                                      zawsze można powiedzieć, że etyki nie ma, bo nie ma etyka.
                            • glosatorr No wywal mnie! :-) 11.10.07, 10:59
                              sunflower30 napisała:

                              > Wiesz co, Glosatorr?Gdyby hipokryzja miała skrzydła, to byś nic
                              nie
                              > napisał,

                              No to czemu piszesz? Widzisz drzazgę? Ok - więc ją wskażesz.


                              > bo byś sie unosił nad klawiaturą! Twoja religia katolicka
                              > uczy cie miłości do ludzi? Ale których, bo chyba wszystkich oprócz
                              > tych z forum...

                              Ooooo co Ty powiesz? Do wszystkich, tak? A to ciekawe!

                              A myślisz, że miłość, to takie ciumcianie, głaskanie po główce nawet
                              jak ktoś kogoś kopie w dupę? A Ty masz dzieci? Nie strofujesz ich? A
                              jak masz Przyjaciela, który lezie w przepaść to mu piosenkę śpiewasz
                              słodką zamiast lecieć za nim i krzyczeć: "Patrz idioto gdzie
                              leziesz"? A co myślisz, że za przeproszeniem katolik, to taka ciota
                              co nie ma prawa do własnej opinii, i ma się zachowywać tak, jakby za
                              przeproszeniem każdy mógł go w tylek kopać?
                              Nie!
                              Tak - umiem kochać ludzi i kocham ich chodż nie potrafię wszystkich.
                              Bo nie pokocham głupca, ktory szkodzi innym i sobie. Nie rozczula
                              mnie nikt, kto krzywdzi innych, a wprost przeciwnie. Do roli
                              Chrystusa nie pretenduję - i nie moją winą jest że mam taki a nie
                              inny charakter. Jestem najgorszym z możliwych katolików na jakich
                              trafiłaś Słoneczny Kwiatuszku - bo jestem katolikiem, który mówi i
                              pisze tutaj co myśli, nie obwija w bławatki, ma tubalny głos i nijak
                              nie pasuje on do głosu Ojca Dyrektora i po prostu jestem sobą.
                              Kiedyś najdroższa mi istota w życiu umierała. Tak - na moich rękach.
                              I ja wtedy patrząc, że się poddaje Krzyknąłem: Kurwa nie poddawaj
                              się ale walcz!
                              I co? Teraz Ty rzucisz mi kamieniem w twarz? To rzucaj. Ta osoba
                              dzisiaj żyje. I nadal będę pisal zgodnie z moim sumieniem, czy Ci
                              się forma nie podoba czy Ci się tresć nie podoba. Mam swój rozum -
                              ktory Ci się nie podoba, i wkurza Cię, że nie jestem taki jak inni i
                              jak Ty. Jestem sobą - bo kocham siebie. I tak jak kocham siebie,
                              kocham innych. I uwierz, sam siebie nie oszczędzam.

                              >Ile to było twoich wpisów, gdzie mieszałeś ludzi z
                              > błotem?


                              Z błotem nie mieszałem nikogo. Za to przykopalem by wybić z transu z
                              20-razy. Wrzasnąłem na ewidentną ściemę, z 50% moich wypowiedzi,
                              twardo broniłem swojego zdania co rusz, byłem upierdliwy jak cholera
                              niejednokrotnie, świntuszyłem jak Maria Magdalena nie raz - bo
                              jestem sobą Słoneczny Kwiatuszku. I obruszaj się dalej, bo ja się
                              nie zmienię. Ale pamiętaj o dwóch rzeczach: Bóg czasami się wkurza,
                              strzeli piorunem, Chrystus związał liny i wywalając stoły bankierów
                              i lichwiarzy z Świątyni nie oszczędzał ich. Bił na oślep i wywalał
                              ich z Domu Ojca.

                              A druga rzecz - To Twoja interpretacja Drogi Słoneczny Kwiatuszku.
                              To tylko Twój sąd. Ja Ciebie nie będe sądził - ja nie z tych.

                              >Albo to twoje daganie, jak to cie kk uczy miłości i
                              > wybaczania, tylko koledze w jego wątku, jak to go żona zdradziła
                              co
                              > radziłeś, wybaczyć?

                              Oj ja coś widzę, że koleżanka nie kuma wogóle czaczy.
                              Zawsze w przypadku zdrady mówię, by wywalić zdradzającą osobę.
                              Z niej już partnera nie będzie, zaufanie żadno.
                              Ale ja swojej byłeś zonie wybaczyłem mimo, że to co zrobiła
                              bulwersuje wielu ludzi, którzy znają prawdę.

                              >Ty hipokryto?

                              Dziękuję :)) Ale mylisz się.
                              Ale nadstawiam Tobie drugi policzek - wal!
                              :-)

                              > Czy kopnąc ją w d... i wywalic na
                              > zbity....(nie chce mi się teraz szukać, zeby zacytować).

                              Pysk, wyalić na gołą dupę - tak jest. Tak samo jak mówię moim
                              koleżankom na temat ich mężów - którzy je zdradzają - Wywal ch... na
                              zbity pysk! Z niego już pożytku nie będzie - tak mówię to i będę
                              nieustannie powtarzał - że nie warto się starać, bo jak ktoś Cię
                              zdradził, to już Cię nie kocha, bo jeśli Cię okłamał, to jak będzie
                              musiał to okłamie Cię jeszcze raz! I przepraszam - co to ma
                              wspólnego z hipokryzją? A co - Katolik znaczy święty?
                              Nie - DOBRY KATOLIK TO MARTWY KATOLIK!
                              Po śmierci jest dobry - do tego czasu mając świadomość i wolę - może
                              grzeszyć lub nie, może być głupi lub mądry, może być naiwny, lub
                              rozsądny - Wybór ma!
                              A ja pisząc tutaj zawsze kieruję się troską. I w zależności od
                              sytuacji - raz spuszczę wiadro wody a raz poklepię po pleckach i
                              przytulę ;)))
                              I możesz teraz kopnąć w monitor ze wściekłości i nazwać mnie nawet
                              Wypierdkiem Ojca Rydzyka - mi to wisi. Kto chce czytać moje
                              wypowiedzi, będzie je czytał nawet jak mnie nie lubi, a kto nie
                              chce - wolność Tomku w swoim domku :)))

                              > Tak,
                              > rzeczywiście, jesteś typowym katolikiem, z gębą pełną frazesów i z
                              > tym "to zależy".

                              Zamiast się unosić emocjonalnie, wskaż mi gdzie się mylę - jak
                              będziesz miałą rację, przyznam się. Nie jestem nieomylny.
                              Natomiast nie będę świętojebliwym pseudokatolem, który ma buźkę w
                              ciup i prawi słodkie słóweczka by nikogo nie urazić!
                              Ja taki po prostu nie będę. I jak trzeba to i w pysk walnę.
                              Przyzwyczajaj się, albo jak parę osób, co mnie nie trawią - wsadź
                              mnie do Kill fila! :-)) Czemu tego nie zrobiłaś!

                              > Kłamać mozna, bo zależy czy to będzie mniejsze, czy
                              > większe zło, antykoncepcję mozna, bo to zależy, wybieram mniejsze
                              > zło. Tylko w religii katolickiej jest "zależy", dlatego jest tak
                              > elastyczna.

                              Nie rozumiesz tego co piszę. Tak - powiedz np. swojemu dziecku, za
                              do pólnocy umrze - no idz, powiedz prawdę! Tak, idź i powiedz
                              dziewczynie, której następna ciąża zniszczy życie - nie, nie wolno
                              Ci się bzykać! Albo gwałconej przez pijanego męża żonie - no idz i
                              powiedz, że ma stosować środki naturalne. Rób co chcesz - ale jak
                              napisalem - każdy ma swoje sumienie, każdy sam ze swoich uczynków
                              będzie zdawał rachunek i ja swoje czyny biorę na swoje konto, ok?
                              Nie przerzucam tego ani na jakieś inne osoby ani na pogodę ;)))

                              > Jeszcze jeden twoj wpis, glosator, i przysięgam, piszę do
                              > moderatorów, żeby cie wycinali, bo mi nerwy puszczają.
                              > Pozdrawiam.

                              A za co za przeproszeniem chcesz wprowadzić Cenzurę?
                              No za co? Że jestem sobą? Że nie pisze tego co Ty chcesz?
                              No to idź i donoś ;) Ba - zapraszam, byś zrobiła to od razu.
                              Bo ja się nie zmienię ;)) Jestem stabilny jak skała :-)
                              No... do dzieła - wywalaj mnie!
                              • xapur Odnośnie zdrady. 11.10.07, 12:10
                                glosatorr napisał:
                                > Pysk, wyalić na gołą dupę - tak jest. Tak samo jak mówię moim
                                > koleżankom na temat ich mężów - którzy je zdradzają - Wywal ch...
                                na
                                > zbity pysk! Z niego już pożytku nie będzie - tak mówię to i będę
                                > nieustannie powtarzał - że nie warto się starać, bo jak ktoś Cię
                                > zdradził, to już Cię nie kocha, bo jeśli Cię okłamał, to jak
                                będzie
                                > musiał to okłamie Cię jeszcze raz! I przepraszam - co to ma
                                > wspólnego z hipokryzją? A co - Katolik znaczy święty?

                                Nie, katolik nie równa się święty, ale katolik potrafi wybaczać.
                                Zgodnie z Twoim rozumowaniem jeden błąd przekreśla wszystko.
                                Ciekawym ilu jest takich bezbłędnych.
                                • sylwiamich Re: Odnośnie zdrady. 11.10.07, 12:23
                                  > Nie, katolik nie równa się święty, ale katolik potrafi wybaczać.
                                  > Zgodnie z Twoim rozumowaniem jeden błąd przekreśla wszystko.


                                  Błąd?Hahaha...rozwalają mnie takie teksty.Błąd to ja mogę popełnić
                                  żle inwestując na giełdzie.Błąd w założeniu ma niewinność.Dobre
                                  chęci, zły skutek.Całe jak facet/kobieta idzie do łóżka z innym/ą to
                                  nie jest błąd do cholery.To był świadomy wybór i zdolność założenia
                                  konsekwencji.Czyli wiem że Cie poniżę, zdradzę, oszukam, że mogę cię
                                  stracić.Ale przyjemność czy coś tam...opłaca się.
                                  Są ludzie którzy z tym żyją i dalej chcą z tym kimś być.Oki...ich
                                  wybór.Ze wszystkimi konsekwencjami.I żale pt: "obiecałeś że nigdy
                                  więcej" nie mają tu już racji bytu.Bierzesz ją/go z powrotem.I
                                  pretensje tylko do siebie.
                                  Ale nie nazywajmy tego błędem.To był świadomy wybór.Bo chyba z
                                  debilami nie żyjecie?
                                  Wybaczenie?Oki.Nie mam do Ciebie żalu.I nie musi to wiązać się z
                                  powrotem.
                                  • xapur Może wątek o definicjach używanego słownictwa? 11.10.07, 12:35
                                    Rozumiem, że Twój partner po zdradzie usłyszy good bye baby. Ok,
                                    Twój wybór. Problem w tym, że WASZE dzieci niekoniecznie będą z tego
                                    powodu szczęśliwe. Jak dorosną, na pewno Ci o tym powiedzą.
                                    Teraz o semantyce - znaczy zdrady nie można nazwać błędem tak?
                                    To jak nazwiesz swój "świadomy wybór", którego później
                                    żałujesz? "Niedobry świadomy wybór"? Rozumiem, że nie przejdzie Ci
                                    przez usta "błędny wybór"? Jak chcesz. Szkoda mi czasu na kłótnię o
                                    słowa.
                                    • sylwiamich Re: Może wątek o definicjach używanego słownictwa 11.10.07, 12:47
                                      To co ja powiem swojemu partnerowi to moja sprawa.A co powiedzą moje
                                      dzieci to następny temat.Nie dla dzieci żyję, a one nie dla mnie. I
                                      jeśli zdecyduję się rozejść to zrobię to bo mam prawo żyć po
                                      swojemu.I dawać im tatki przykład jaki uważam za
                                      słuszny.Czyli...jeśli potrafię przejśc nad tym do porządku i moj
                                      partner tego pragnie...możemy spróbować to ratować.Ale jeśli jeden z
                                      tych czynników nie zostanie spełniony...nie dam im żadnego dobrego
                                      wzorca...bo to będzie wielkaaaa ściema.
                                      Można żałować zdrady.Wierzę w to.Tylko czemu się żałuje?Bo bilans
                                      wyszedł niefajny.
                                      A tak naprawdę nie o to mi chodziło.Chodziło mi o to że trzeba się
                                      zmierzyć z tym problemem.I dokonać śwaidomego wyboru opartego na
                                      PRAWDZIWYCH danych.Wtedy nie ma dalszych problemów.Ja byłam ważna w
                                      takim zakresie że dopóścił się zdrady.Oszukał za plecami.Teraz mówi
                                      że zrozumiał że jestem ważniejsza niż przypuszczał wcześniej.Ale
                                      pamiętam że juz raz oszukał.Biorę go z powrotem takim założeniem że
                                      jest kimś innym niz przypuszczałam.I albo go takim pokocham, albo
                                      rozczaruję się jeszcze raz.I do kogo pretensje?
                                      • xapur OK. Jedźmy dalej. 11.10.07, 13:01
                                        sylwiamich napisała:

                                        > Można żałować zdrady.Wierzę w to.Tylko czemu się żałuje?Bo bilans
                                        > wyszedł niefajny.
                                        Nie doceniasz ludzi. Z góry zakładasz, że każdy, zawsze i wszędzie
                                        działa w sposób racjonalny i zaplanowany. Co więcej, zakładasz, że
                                        nie działa coś takiego jak sumienie. Tylko chłodna, praktyczna
                                        kalkulacja.
                                        Ja się z tym nie zgadzam. Ludzie są różni i różne są sytuacje. Nigdy
                                        się nie denerwujesz? Nie ulegasz emocjom? Nie zdarza Ci się
                                        powiedzieć czegoś, czego później żałujesz i to nie dlatego,
                                        że "bilans wyszedł niefajny" tylko dlatego, że jest Ci przykro?

                                        > A tak naprawdę nie o to mi chodziło.Chodziło mi o to że trzeba się
                                        > zmierzyć z tym problemem.I dokonać śwaidomego wyboru opartego na
                                        > PRAWDZIWYCH danych.Wtedy nie ma dalszych problemów.Ja byłam ważna w
                                        > takim zakresie że dopóścił się zdrady.Oszukał za plecami.Teraz
                                        mówi że zrozumiał że jestem ważniejsza niż przypuszczał
                                        wcześniej.Ale pamiętam że juz raz oszukał.Biorę go z powrotem takim
                                        założeniem że jest kimś innym niz przypuszczałam.I albo go takim
                                        pokocham, albo rozczaruję się jeszcze raz.I do kogo pretensje?

                                        Ustalmy: nie zakładasz, że się pomylił. Stwierdzasz, że z pełną
                                        świadomością i premedytacją oszukał, zdradził itd. Po czym cynicznie
                                        przekalkulował sobie, że jednak opłaca mu się przeprosić i wrócić.
                                        Może kochanka nie była taka znowuż wspaniała?
                                        Krótko mówiąc decydujesz się przyjąć takiego cwaniaka
                                        wykorzystującego ludzi mimo pełnej świadomości jego wad. Tu
                                        faktycznie chylę czoła nad dobrodusznością.
                                        • sylwiamich Re: OK. Jedźmy dalej. 11.10.07, 13:13
                                          Nie zdarza Ci się
                                          > powiedzieć czegoś, czego później żałujesz i to nie dlatego,
                                          > że "bilans wyszedł niefajny" tylko dlatego, że jest Ci przykro?


                                          Haha....kochanie jest mi przykro że Cie zdradziłem...dobre.A czemu
                                          jest Ci przykro?
                                          • xapur Przedstawiłem prostą różnicę. 11.10.07, 13:30
                                            Między cynizmem, a błędem. Jeśli jej nie dostrzegasz, to trudno.
                                            Najwyraźniej otaczają Cię wyłącznie tacy ludzie, tudzież Ty ich tak
                                            postrzegasz.
                                            • sylwiamich Re: Przedstawiłem prostą różnicę. 11.10.07, 13:34
                                              Wybieram cynizm...bo ten rodzaj błędu o jakim mówisz to zwykła
                                              ściema...dla siebie i zdradzonego.Takie zniekszałcaczo-ścinacze
                                              kątów.I jeszcze jedno pytanie.Zdradziłbyś/łabyś kogoś, kogo bardzo
                                              kochasz?
                                              • xapur Łatwo jest mówić. 11.10.07, 15:19
                                                sylwiamich napisała:
                                                Zdradziłbyś/łabyś kogoś, kogo bardzo
                                                > kochasz?

                                                Łatwo jest odpowiedzieć - nie. Trudniej słowa dotrzymać. Z pewnością
                                                odpowiem Ci na to pytanie za jakieś 20-30 lat. Wtedy już raczej nie
                                                będę miał możliwości :)
                                                Problem leży jednak gdzie indziej. Mamy inne postrzeganie ludzi i
                                                ich zachowań.
                                        • sylwiamich Re: OK. Jedźmy dalej. 11.10.07, 13:17
                                          > Ustalmy: nie zakładasz, że się pomylił. Stwierdzasz, że z pełną
                                          > świadomością i premedytacją oszukał, zdradził itd. Po czym
                                          cynicznie
                                          > przekalkulował sobie, że jednak opłaca mu się przeprosić i wrócić.
                                          > Może kochanka nie była taka znowuż wspaniała?
                                          > Krótko mówiąc decydujesz się przyjąć takiego cwaniaka
                                          > wykorzystującego ludzi mimo pełnej świadomości jego wad. Tu
                                          > faktycznie chylę czoła nad dobrodusznością.

                                          A dziękuję..Założę że to była pomyłka, że żałuje, że ona go
                                          zaczarowała i wtedy będę halo?
                                    • ilragazzo Re: Może wątek o definicjach używanego słownictwa 12.10.07, 11:38
                                      > Twój partner po zdradzie usłyszy good bye baby. Ok,
                                      > Twój wybór. Problem w tym, że WASZE dzieci niekoniecznie będą z
                                      tego
                                      > powodu szczęśliwe.

                                      Ale mogą być szczęśliwsze żyjąc z jednym z rodziców, niż z dwojgiem
                                      niekochających się.

                                      Jeśli tego nie przezyleś(aś) - nie powielaj powszechnego choć
                                      BŁĘDNEGO sądu.
                                • glosatorr Re: Odnośnie zdrady. 11.10.07, 13:34
                                  xapur napisał:

                                  >
                                  > Nie, katolik nie równa się święty, ale katolik potrafi wybaczać.

                                  Oczywiście, że katolik może przebaczać i powinien - nawet 77 razy.
                                  Ale nie ma nakazu bycia naiwnym. :-)
                                  > Zgodnie z Twoim rozumowaniem jeden błąd przekreśla wszystko.

                                  Zgadza się - bo to nie potrącenie niechcący kogoś przypadkiem,
                                  biodrem np. wchodząc do metra, albo zadrapanie lakieru w samochodzi,
                                  gdzie czasami wystarcza zwykłe przepraszam.
                                  Zdrada to koniec. Są takie sytuacje, gdzie pomimo wybaczenia, trzeba
                                  ponosić konsekwencje własnych działań.
                                  W Kościele jest np. coś takiego jak Separacja. Własnie w przypadku
                                  zdrady, kiedy w osobie skrzywdzonej jest silne poczucie krzywdy -
                                  zaczyna się rodzić poczucie bólu, etc. zaleca się własnie separację.

                                  > Ciekawym ilu jest takich bezbłędnych.
                                  >
                                  Oj nie ma ludzi bezbłędnych - nawet papieże mieli kochanki, nie
                                  umieli czytać, urządzali orgie w pałacach Watykańskich, etc. :-)
                                  Tylko są błędy, za które trzeba zapłacić, gdyż ich skutek jest
                                  nieodwracalny. Papież wybaczył Ali Agcy i spotkał się,
                                  porozmawiali... Ale Agce w końcu zwolnił sąd.
                                  Ludzie czynią krzywdę innym - ale to ofiara ma prawo wybaczyć. Ale
                                  czy ma obowiązek zapomnieć? Albo powiedzieć: Nic to Basieńko... nic
                                  to Michałku?
                                  Nie...
                                  • justyna.ada Re: Odnośnie zdrady. 11.10.07, 13:53
                                    > Zdrada to koniec. Są takie sytuacje, gdzie pomimo wybaczenia,
                                    trzeba
                                    > ponosić konsekwencje własnych działań.
                                    > W Kościele jest np. coś takiego jak Separacja. Własnie w
                                    przypadku
                                    > zdrady, kiedy w osobie skrzywdzonej jest silne poczucie krzywdy -
                                    > zaczyna się rodzić poczucie bólu, etc. zaleca się własnie
                                    separację.

                                    Ja rozumiem, no ale powiedz jak Ty uważasz. Wiem że możesz mówić za
                                    siebie i o swoich przekonaniach. Czy sądzisz np. że w danym związku
                                    (przyjmijmy że to są katolicy) jedna osoba zdradziła, to ten
                                    zdradzony jeśli nie wniesie o separację to jest głupi?

                                    No bo trochę nie kleję. Ja wiem że zdrada to jest nie w kij
                                    dmuchał, ale przecież istnieją związki gdzie ktoś kogoś zdradził, w
                                    końcu się pokajał - czy znaczy to wg Ciebie że to pic na wodę?

                                    Nie chce się z Tobą kłócić, ale tu mi coś nie gra. No bo czy to
                                    oznacza że w innym przypadku można osobie która coś zrobi złego,
                                    dac szansę, a w takim nie należy?


                                    • glosatorr Re: Odnośnie zdrady. 11.10.07, 14:08
                                      justyna.ada napisała:

                                      > Ja rozumiem, no ale powiedz jak Ty uważasz. Wiem że możesz mówić
                                      za
                                      > siebie i o swoich przekonaniach.

                                      Oczywiście, że mogę ;) I odpowiadam. Ja swojej byłej żonie -
                                      wybaczyłem, powiedziałem, że w sumie jestem jej wdzięczny, za to co
                                      zrobiła, bo przejrzałem na oczy, że nie będziemy razem, gdyż nie
                                      jest to możliwe, że współczuję bardzo jej nowemu partnerowi, gdyż
                                      to, ze ona będzie teraz robiła jemu to co ona sprawiała mi - jest
                                      najlepszą satysfakcją etc.

                                      > Czy sądzisz np. że w danym związku
                                      > (przyjmijmy że to są katolicy) jedna osoba zdradziła, to ten
                                      > zdradzony jeśli nie wniesie o separację to jest głupi?

                                      Nie - ja takich sądów nie zamierzam wyrażać.
                                      Natomiast znam życie, wiem, że ludzie trzymają w sobie poczucie
                                      zdrady, nie mogą odpubdować zaufania, etc, etc. i bycie razem jest
                                      czymś, co (lubię ten cytat Missaigon) nazywać mozna: siedzenie w
                                      jednym pomieszczeniu z gnijącym trupem. Przed chrześcijaństwem w
                                      przypadku zdrady była prosta sprawa - wręczano list rozwodowy.
                                      Potem zaproponowano separację.
                                      Z jednej strony rozumiem Jezusa, który mówił o nierozerwalności
                                      małzeństwa, o świadomym i w pełni dobrowolnym wiązaniu się ludzi -
                                      by wymusić na ludziach kategorycznością to, by naprawdę w
                                      przemyslany sposób się żenili lub za mąż wychodzili.
                                      Do dzisiaj np. wiem, że jest ostra dyskusja w KK z powodu tego, że w
                                      przypadku rozstania z powodu zdrady - kat skazuje ofiarę na życie w
                                      celibacie wbrew woli - ten spór trwa od dawna i nawet W pewnym
                                      momencie Ratzinger jeszcze jako prefekt Doktryny - był skłonny
                                      inaczej traktowac ofiary zdrady i zdradzających w przypadku
                                      rozejścia się. Ale to temat rzeka i nie ukrywam, że monotematyczność
                                      tego wątku naprawdę zaraz go zacznie wydymać w kierunku zupełnie
                                      marginalnym. Ja przynajmniej nie czuję tu żadnych dylematów
                                      moralnych, nie mam żadnych wyrzutów sumienia, nawet najmniejszych -
                                      od chwili, kiedy znam cały temat i wszystko przemyślałem, wszystko
                                      zrobiłem i miałem wyłacznie jedno wyjście.

                                      >
                                      > No bo trochę nie kleję. Ja wiem że zdrada to jest nie w kij
                                      > dmuchał, ale przecież istnieją związki gdzie ktoś kogoś zdradził,
                                      w
                                      > końcu się pokajał - czy znaczy to wg Ciebie że to pic na wodę?

                                      Wiesz - musiałbym naprawdę napisac tu sążnisty mail. Mam prośbę - na
                                      temat zdrady obszernie piszę na swojej stronie (link w stopce) -
                                      dużo pisałem tutaj. Dla mnie wybaczanie osobie, która zdradziła - to
                                      pic na wodę i oznaka słabości. Zdrada to koniec związku, zaufania,
                                      miłości czyli tych fundamentalnych zasad, na jakich buduje się
                                      związek.
                                      Ale wiem, że Rumuni tez potrafią żyć na smietniku - więc jak ktoś
                                      potrafi i chce żyć na smietniku (tylko nie wiem w imię czego?!) - to
                                      nikt nie ma mu prawa bronić.

                                      >
                                      > Nie chce się z Tobą kłócić, ale tu mi coś nie gra. No bo czy to
                                      > oznacza że w innym przypadku można osobie która coś zrobi złego,
                                      > dac szansę, a w takim nie należy?

                                      No każdy ma wolność - ma rozum, wolną wolę i może robić tak, siak i
                                      inaczej. Jeśli ktoś się kieruje rozumiem, wiedzą, doświadczeniami
                                      innych, dobrem swoim (bo co chcę przypomnieć - katolik na wyrywki
                                      zna przykazanie: Kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO) i kocha
                                      siebie, to niewiernemu można (można) wybaczyć. Jak ktos chce - niech
                                      wybacza a jak ktoś nie chce, niech nosi urazę do grobu. No wolność
                                      jest. Ale wybaczenie, przebaczenie - to jedno. Ale konsekwencje,
                                      kary, to drugie. Czy teraz coś wyjasniłem?

                                      >
                                      >
    • avide Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 11.10.07, 07:51
      Przyznaję Ci rację w jednym.
      Zapytałaś o to jak sobie poradzili Ci co stosują metodę KES a tutaj Ci wszyscy
      wjeżdżamy na głowę o moralne rozpatrywania twojego postanowienia.. Twój wybór
      Twoja sprawa. Tu masz racje. Sprawy etyczne pozostawy samemu sobie.


      Wg mnie wyjście macie tylko jedno.
      W okresie płodnym pozostaje wam stosunek przerywany, no chyba że to tez jest
      zakazane. Inaczej ... cóż ... przyzwyczajaj się że seks to nie jest akurat ta
      rzecz która będziesz się radował zbyt często.
      Wszystko kwestia wyboru. Wybrałeś wiarę w "instytucję", niech ta wiara zaspokoi
      twoje potrzeby dane przez naturę i fizjologie.
      Stosunek przeywane jako jedyną metodę antykoncepcyjną stosowałem z powodzeniem
      przez chyba 5 lat. Zatem można, tak się uchronić przez masowym rozpłodem :)).
      Musisz jedynie doskonale poznać własne ciało i panować nad sobą w łóżku, ale
      tego akurat można się nauczyć.
      Pzdr.
      Avide.

      PS. W penym, sensie podziwiam, i ciebie i twoją żonę, ja bym tak nie potrafił.
    • avide Pytanie ???? 11.10.07, 08:15
      A teraz wracając do moralnych kwestii waszych postanowień.

      Przyszła mi taka myśl do głowy.
      Zastanówmy si nad czyś takim.
      Skoro Bóg kazał nam się miłować i instytucja kościoła szerzy wiarę w miłość
      jednego bliźniego do drugiego powiedz mi czy zasadnym jest wasze postanowienie w
      świetle tego co napisze poniżej.

      Małżeństwo kochających się ludzi, oboje chcieli by sie cieszyć własną bliskością
      i intymnością bez przerwy. Intymność ta (seks) powoduje że buduję się między
      nimi jedyne w swoim rodzaju uczucie, więź która jest dla nich obojga motorem
      napędowym w nawet najtrudniejszych chwilach. Jak wspomniałem oboje mają spory
      temperament i chce się kochać ale nie chcą co 12 miesięcy mieć kolejnego dziecka
      bo choćby ze względów zdrowotnych taki wysiłek dla kobiety rok po roku jest nie
      wskazany, bo to ją może zwyczajnie zabić.
      i teraz

      A) Stosują się do KES, ale jako świadomi rodzicielstwa jak coś nie wyjdzie nie
      kochają się bo nie chcą się płodzić jak króliki. Rzadkie zaspokajanie potrzeb
      fizycznych powoduje narastanie w nich napięć. To powoduje że zaczynają się
      kłótnie (ZAWSZE SIE w końcu ZACZYNAJĄ !!!!) przez co coraz bardziej się od
      siebie oddalają. W końcu z czasem jedno nie może patrzeć na drugie, bo każde
      zbliżenie lub próba zbliżenia wywołuje frustracje bo dzisiaj nie bo to, a jutro
      bo tamto. Raz delegacja w dni niepłodne, innym razem gorączka, później z kolei
      wizyta teściów i tak dalej... efekt końcowy ??? z czasem tracą ze sobą kontakt i
      zamiast kochającej sie rodziny zmieniają się w parę zgredów, nie umiejących
      wzajemnie okazywać sobie czułości, są kłótnie awantury itp, a wszystko przez
      nierozładowane drzemiące w nich namiętności.

      B) tak samo jak powyżej tylko że ich charaktery były na tyle mocne że potrafili
      zdusić w sobie pożądanie i emocje. Wiesz co się dzieje z człowiekiem który coś
      takiego w sobie uczynił ???? Gaśnie.
      Mają dzieci ale jako że KES spowodował że z czasem liczne frustracje zniechęciły
      ich o seksu w domu mogą nawet przestać okazywać sobie uczucie, miłość,
      pożądanie, bo to wszystko w prawdziwym uczuciu jest nierozerwalne, nierozłączne.
      Efekt, dzieci wychowują się w pozbawionym emocji domu, gdzie rodzice czyli Ci co
      mieli uczynić ich miłości zachowują się jak para przypadkowych ludzi. Lubiących
      się ludzi, szanujących itp. ale grama miłości mężczyzny do kobiety w takim domu
      nie wyczujesz. Mnóstwo jest takich właśnie ortodoksyjnych rodzin, znam osobiście
      jedną taką.

      C) Para wierzy mocno w Boga ale nie stosuje KES za to stosuje antykoncepcje,
      przez co oboje potrafią okazywać sobie miłość, uczucie pożądanie, namiętność,
      ich dzieci widzą i czują jak rodzice się kochają przez ci miłość między ludzka
      jest dla niech czymś naturalnym, czymś co zawsze towarzyszyło im od najmłodszych
      lat, aż do wejścia w dorosłe samodzielne życie gdzie nie będą miały problemów z
      okazaniem uczucie przeszłemu mężowi przyszłej żonie bo jest to dla nich
      naturalne !!!!!!!!

      Jak myślisz jaki model okazywania miłości i przekazywania jej dalej, uczenia jej
      potomstwa w świetle wiary, w świetle tego co jest napisane w biblii, byłbym
      najwłaściwszy ??????????

      Ja wybieram wersje C nawet jeśli bym miał nie dostać rozgrzeszenia w
      konfesjonale, na koniec i tak Bóg a nie człowiek Cię osądzi.

      Pozdrawiam.
      Avide

      PS. I powtórzę się ale co mi tam... Podziwiam was w pewnym sensie, ja bym tak
      nie potrafił.
      • sylwiamich Re: Pytanie ???? 11.10.07, 08:45
        Avide...nie zgadzam się z Tobą.Nie rozumiesz czym powinna być wiara.
        Jak wcześniej ppowiedziałam...są różne poziomy bycia katolikiem.
        Wiara i korzystanie z wytycznych KK porządkuje Ci życie.W momencie
        gdy przyjmujesz na swoje barki tak radykalne zasady jak Autor wątku
        to nie rozumiem jakie może mieć problemy z posiadaniem dzieci od
        Boga danych?Nie przeciwstawia się w tej chwili woli Bożej?Co to za
        wiara?
        Gdyby mieli więcej ufności w Boga, kochaliby się z radością, bez
        stresu.Dyskomfort bierze sie z tego że wiary im raczej brak.A wtedy
        te zasady są tylko zasadami...a te zawsze uwierają.
        • meg303 Re: Pytanie ???? 11.10.07, 09:32
          Przypominam, ze jeszcze kilkadziesiąt lat temu ŻADNE metody regulacji poczęć nie
          były akceptowane przez KK. Naturalne również.
          Myślę, ze po pewnym czasie nauczanie np w sprawie prezerwatyw także się zmieni.
      • misssaigon Re: Pytanie ???? 11.10.07, 11:28
        avide - zasady wiary katolickiej to nie ciasto z rodzynkami, z ktorego wybierasz
        same rodzynki a ciasto zostawiasz innym do zjedzenia
        idac torem twojego rozumowania - nalezaloby przyjac, ze wszystko nt KES jest
        wielka pomylka, a tylko Bog i Ty wiecie jak jest wlasciwie - w zwiazku z tym bez
        obaw udasz sie na spotkanie z Nim na Sadzie Ostatecznym
        • glamourous Re: Pytanie ???? 11.10.07, 12:22
          misssaigon napisała:


          > idac torem twojego rozumowania - nalezaloby przyjac, ze wszystko
          nt KES jest
          > wielka pomylka, a tylko Bog i Ty wiecie jak jest wlasciwie


          No dobrze, ale SKAD wiadomo, co tak naprawde Bog "sądzi" (juz
          pomiajac dyskusje o tym skad mamy pewnosc czy istnieje On naprawde w
          takim surowym biblijnym wydaniu w jakim nauczono nas Go postrzegac)
          o plciowosci czlowieka, a co za tym idzie - o antykoncepcji
          naturalnej, sztucznej, itp. Przeciez tak czy owak stanowisko KK na
          ten temat jest - z powodu braku biblijnych dyrektyw - wykoncypowane
          przez OMYLNYCH LUDZI (i nie piszcie o rzekomej nieomylnosci papieza,
          bo to przeciez tylko doktryna, ROWNIEZ dla wygody KK wymyslona przez
          ludzi).

          Mnie sie wydaje ze zupelnie nielogiczne jest, zeby Stworca,
          wyposazajac czlowieka w dosc specyficzna w stosunku do innych
          zwierzat plciowosc, jednoczesnie kategorycznie zabronil z niej
          korzystac w innym celu niz rozmnazanie. To tak jakby wyposazyl nas w
          struny glosowe twierdzac ze mamy je wykorzystywac wylacznie do
          mowienia, ale spiewac juz nam nie wolno. Zupelnie nielogicznie i
          absurdalne. Wiec skoro w Biblii nie ma nic na temat wykorzystywania
          czy ograniczania plciowej natury czlowieka (poza oczywiscie
          potepieniem wszelkich naduzyc w tej materii i rozpasania, co jest
          zrozumiale) to dlaczego mamy dawac wiare sredniowiecznym LUDZKIM
          doktrynom i ukladac swoje zycie wedlug widzimisie jakiegos papieza
          sprzed kilkuset lat?
          Jest za to w Biblii mowa o tym, ze nie wolno marnowac zadnego
          potencjalu w ktory wyposaza nas Bog. A nasza seksualnosc poniekad
          takim darem i potencjalem jest...
          • kawitator Re: Pytanie ???? 11.10.07, 13:56
            to dlaczego mamy dawac wiare sredniowiecznym LUDZKIM
            doktrynom i ukladac swoje zycie wedlug widzimisie jakiegos papieza
            sprzed kilkuset lat?
            Nikt Ci nie każe ;-) Wychowałaś się jednak tu i teraz Jedyną znaną religia ( w sensie dogmatów ) jest odłam chrześcijaństwa zwany katolicyzmem Ani specjalnie liczna ( są bardziej liczne) ani specjalnie nowoczesna w sensie myśli filozoficznej ot taka sobie religia. Są wyznania które nie operują pojęciem grzechu i potrzeba ciągłego jego wyznawania i odpokutowywania. Są religie w których seks, taniec czy muzyka to formy modlitwy Są religie które zupełnie inaczej określają nasze trwanie przed i po życiu ziemskim Oczywiście wspólne dla nich wszystkich jest poszukiwanie mistycyzmu, transcendencji czy sensu świata i naszej na nim drogi Ponieważ wyrosłaś w kręgu kultury judeochrześcijańskiej zmagasz się z nią a nie na przykład z hinduizmem.
            Naprawdę poznanie głębsze wierzeń i religii innych kultur obdziera nasz wyznanie z palmy pierwszeństwa objawienia czy wyjątkowości, więc jak nie chcesz się zmierzyć ze zwątpieniem nie czytaj za dużo ;-)))))
            Problem autora wątku tez nie jest problemem seksualnym To problem akceptacji swojej wiary a co za tym idzie swojego miejsca i roli we wszechświecie
            • glamourous Re: Pytanie ???? 11.10.07, 15:39

              kawitator napisał:

              > Naprawdę poznanie głębsze wierzeń i religii innych kultur obdziera
              nasz wyznani
              > e z palmy pierwszeństwa objawienia czy wyjątkowości, więc jak nie
              chcesz się z
              > mierzyć ze zwątpieniem nie czytaj za dużo ;-)))))


              Rada niestety z gatunku "musztardy po obiedzie" :-/
              Juz dawno sie naczytalam, a glownie "namyslalam" - i dawno juz
              zmierzylam sie ze zwatpieniem, niestety (a moze stety) na niekorzysc
              katolicyzmu ;-)
              Powiem tylko jedno - poczatkowo nie mialam zamiaru brac udzialu w
              dyskusji w tym watku, poniewaz nie dotyczy mnie ona wcale. Ale im
              dluzej czytalam te wszystkie posty tym bardziej ogarnialo mnie
              zdumienie, ze tylu forumowiczow tak gremialnie deklaruje swoj
              bezkrytyczny katolicyzm. Mieszkajac od X lat za granica odzwyczailam
              sie juz od takiej jednomyslnosci pod tym wzgledem...;-)
              • your_and Re: Pytanie ???? 12.10.07, 11:45
                glamourous napisała:
                > Powiem tylko jedno - poczatkowo nie mialam zamiaru brac udzialu w
                > dyskusji w tym watku, poniewaz nie dotyczy mnie ona wcale. Ale im
                > dluzej czytalam te wszystkie posty tym bardziej ogarnialo mnie
                > zdumienie, ze tylu forumowiczow tak gremialnie deklaruje swoj
                > bezkrytyczny katolicyzm.

                Ja pofdobnie to widzę.
                Uderzyło mnie to że dyskutując o katolickim spojrzeniu wiele osób
                przedstawia takim jaki chciałoby go widzieć, życzeniowo wyciągając
                rodzynki z ciasta (!dzieki Miss!), i robiąc jakieś złudne nadzieje,
                zamiast postawić sprawę jasno i ucziwie: powiedzieć że to, tamto,
                siatomto mi nie odpowiada.
        • avide Re:Misssaigon 11.10.07, 14:03
          Miss niewątpliwe zgadzam się z Twoim punktem postrzegania zasad wiary. Albo
          wierzymy i bierzemy całe dobrodziejstwo inwentarza ale nie róbmy farsy.
          Dlatego właśnie do niedawna byłem jeszcze zupełnie gorliwym katolikiem, (tak mi
          sie przynajmniej wydawało), ale odkąd uświadomiłem sobie wybiórczość mojego
          postrzegania wiary ... cóż w kościele mnie już nie uświadczą.

          Teraz wierzę w 10 przykazań, Boga zbawienie itp, ale po swojemu, i staram się
          żyć tak by być zwyczajnie dobrym człowiekiem.
          Nie czyń bliźniemu co tobie nie miłe itp.
          Przestałem siebie nazywać katolikiem, to tak naprawdę nigdy nim nie byłem, jak
          nimi nie jest 95% wyznawców tej wiary, bo choćby używanie antykoncepcji powoduje
          że grzeszę, a skoro robie to świadomie i z premedytacją jest to grzech ciężki z
          którego nie mam szansy wyjść.

          Będę sie po śmierci gdzieś tam smażył, za te gumki i stosunek przerywany ale
          postaram się przeżyć swoje życie tak by ktoś zapłakał na moim grobie, i z
          uśmiechem oraz łezką w oku mnie wspominał. Jeśli tak będzie uznam, że przeżyłem
          swoje życie słusznie.
          A tak naprawdę w całej tej wierze chodzi o to byśmy sie wzajemnie szanowali,
          kochali i czynili dobro drugiej osobie a wtedy wróci to do nas ze zdwojona siłą.
          I wszyscy będą szczęśliwi. Tego nas uczy wiara, i takie jest jej cel. A czy
          będziemy za to zbawieni, czy zbawienie w ogóle istnieje... cóż przekonamy się o
          tym po śmierci.
          Amen.

          Pozdrawiam.
          Avide

          PS. To jak nam wychodzi wyznawanie nawet własnej wiary zaś to już zupełnie inne
          story.
          • glosatorr Re:Misssaigon 11.10.07, 15:08
            avide napisał:

            >
            > Teraz wierzę w 10 przykazań, Boga zbawienie itp, ale po swojemu, i
            staram się
            > żyć tak by być zwyczajnie dobrym człowiekiem.
            > Nie czyń bliźniemu co tobie nie miłe itp.
            > Przestałem siebie nazywać katolikiem, to tak naprawdę nigdy nim
            nie byłem, jak
            > nimi nie jest 95% wyznawców tej wiary, bo choćby używanie
            antykoncepcji powoduj
            > e
            > że grzeszę, a skoro robie to świadomie i z premedytacją jest to
            grzech ciężki z
            > którego nie mam szansy wyjść.
            >
            Napisałem gdzieś tam: Nie o d.... w tym chodzi.
            Avide, poniżej piszesz tekst, pod którym i ja się podpisze.
            Ale pamiętaj proszę - że jest jeszcze wolna wola.
            Na twoją decyzję wpływa również Twoja słabość w sferze wiary, woli
            więc nie spiesz się tak do tego piekła z tyymi gumkami ;))bo przed
            św. Piotrem kieszeni nie będziesz wywracał ale ...serce ;)


            > Będę sie po śmierci gdzieś tam smażył, za te gumki i stosunek
            przerywany

            Rany, nie tragizuj ;)) bo się okaże, że z powodu gumek, parę
            milionów ludzi do nieba nie trafi ;))) Za przeproszeniem... Onan
            umarł "za karę" anie nie powiedziane jest, że z tego powodu poszedł
            do piekła! Proszę nie histeryzować :-) miły Kolego.

            > ale
            > postaram się przeżyć swoje życie tak by ktoś zapłakał na moim
            grobie, i z
            > uśmiechem oraz łezką w oku mnie wspominał. Jeśli tak będzie uznam,
            że przeżyłem
            > swoje życie słusznie.
            > A tak naprawdę w całej tej wierze chodzi o to byśmy sie wzajemnie
            szanowali,
            > kochali i czynili dobro drugiej osobie a wtedy wróci to do nas ze
            zdwojona siłą
            > .
            > I wszyscy będą szczęśliwi. Tego nas uczy wiara, i takie jest jej
            cel. A czy
            > będziemy za to zbawieni, czy zbawienie w ogóle istnieje... cóż
            przekonamy się o
            > tym po śmierci.
            > Amen.
            >
            Amen - ja się pod tym podpisuję obiema rękami i nogami.
            Jeszcze głębszy ukłon...

            > Pozdrawiam.
            > Avide
            >
            > PS. To jak nam wychodzi wyznawanie nawet własnej wiary zaś to już
            zupełnie inne
            > story.

            Wiesz... wiarę nie wyznaje się słowami, ale czynami. I myślę, że tę
            całą wiarę to się poznaje po owocach, a nie po deklaracjach :-)
            Ukłony
            >
          • glamourous Re:Misssaigon 11.10.07, 15:30
            avide napisał:

            Albo
            > wierzymy i bierzemy całe dobrodziejstwo inwentarza ale nie róbmy
            farsy.

            Mala poprawka : zalezy w CO wierzymy. Tak normalnie, po
            chrzescijansku - w Boga, czy w katolicka instytucje. Bo jezeli
            wierzymy w Boga tak jak przedstawial Go Chrystus to jednak ta wiara
            zaklada spora doze humanizmu. Jezeli zas zdecydowalismy sie slepo
            zaufac instytucji powstalej na dobra sprawe kilkaset lat po
            Chrystusie, to istotnie musimy przyjac "cale dobrodziejstwo
            inwentarza", czyli te wszystkie dogmaty i restrykcje.
            Zaznaczam ze jedno nie wyklucza drugiego. Nie mozna przeciez
            powiedziec, ze skoro ktos nie jest katolikiem to jest ateista - bo
            co moze byc zlego w byciu np. po prostu chrzescijaninem nie
            przynaleznym do zadnej organizacji? Naganne, bo niezgodne z polska
            tradycja i wychowaniem?

            Poza tym zgadzam sie z reszta postu Avide. Tez juz od bardzo dawna
            nie uwazam sie za katoliczke, wierze jednak w Stworce wszechrzeczy -
            i jakos nie wyobrazam sobie, ze jesli istnieje gdzies nad nami ta
            potezna i wszechmocna Istota to jest ona w swym ogromie az tak
            drobiazgowa ze potepi nas po smierci za nasze (nie wyrzadzajace
            przeciez nikomu krzywdy) zuzyte gumki oraz stosunki przerywane ;-)

            Mam szczera nadzieje ze ogolna pozytywna osobista ewolucja kazdego z
            nas oraz bycie tak po prostu dobrym czlowiekiem wystarczy zeby nie
            smazyc sie gdzies tam kiedys w ogniach piekielnych...
            • sunflower30 katolicka etyka seksualna 11.10.07, 16:39
              "Nieba gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie" -Immanuel
              Kant. Tyle w temacie rozważań filozoficzno - moralno- religijnych.
    • cse Re: Katolicka etyka seksualna: jak sobie z tym ra 11.10.07, 22:02
      Witam Wszystkich ponownie i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

      Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że odzew na ten temat będzie aż tak duży.
      Z ogromnym zainteresowaniem czytałem wszystkie teksty; na podstawie niektórych
      odpowiedzi widzę teraz, że mimo dużych starań nie do końca udało mi się
      przedstawić własne stanowisko w sprawie (ale może to i dobrze, bo dzięki temu
      udzielane odpowiedzi uwzględniały różne prawdopodobne wersje mojego stanowiska).

      Jak pisałem w którejś z moich odpowiedzi w tym wątku, mam ogromne problemy ze
      zrozumieniem zasadności KES w zakresie antykoncepcji. Podzielam część uwag
      wygłoszonych na Forum w tym wątku dotyczących niejasnej różnicy między
      współżyciem bez prezerwatywy w dni niepłodne a współżyciem z prezerwatywą (także
      w dni płodne).
      Nie zmienia to jednak faktu, że wykładnia Kościoła jest, jaka jest, czy się z
      nią zgadzam, czy nie.

      Zadając na początku tego wątku pytanie o to, jak sobie poradzić z KES, chodziło
      mi wyłącznie o radzenie sobie _w_ramach_ KKK; na podstawie niektórych odpowiedzi
      widzę, że byłem nie dość dokładny w określeniu tego.

      Odpowiedzi, które otrzymałem dają niesamowicie ciekawy obraz bogactwa i
      różnorodności przemyśleń związanych z etyką seksualną (nie tylko katolicką).
      Czytanie tego wątku otworzyło mi oczy na wiele ciekawych aspektów, o których
      wcześniej nie myślałem.

      Osobom zainteresowanym rozważaniami nad KES mogę polecić wskazany w tym wątku w
      którejś odpowiedzi blog sporniak.blog.onet.pl, który jest ciekawy ze
      względu na poruszaną tematykę.

      Dziękuję jeszcze raz za wszystkie odpowiedzi i proponuję EOT, chyba, że są osoby
      zainteresowane kontynuowaniem wątku.

      pozdrawiam

      cse
    • psotka-karotka zdroworozsądkowo 12.10.07, 11:55
      Jestem buddystką,nalezę do linii Karma Kagyu a moim nauczycilem jest
      (kontrowersyjny dla nawet niektórych buddystów z innych szkół Ole
      Nydahl).
      Otóz nasz nauczyciel radzi nam wyrzucic na smietnik zachowania
      niepraktyczne :) lub podyktowane wiarą a niesprawdzone osobiscie.

      Seks jest zrodłem radosci i wzmacniania więzi . Aborcja jest uwazana
      za zabójstwo.Lama radzi urodzić niechciane dziecko i jezeli nadal
      sie nie chce go wychowywac poszukac dla niego innych rodziców.
      I radzi uzywac antykoncepcji . Pigułek,spirali.Prezerwatyw
      szczególnie gdy sie ma wielu partnerów aby nie przenosić chorób.

      Ludzie powinni byc zesoba tak dlugo jak dlugo są ze soba szczesliwi
      i rozwijają się.Niektóre pary są szczesliwe ze soba jedną noc , inne
      całe zycie.Niektórzy pracują nad zwiazkami inni stawiaja na ilosc.
      Zabezpieczeniem przed "Robta co chceta" sa nauki o nierozbijaniu
      innym zwiazków dopóki one funkcjonują, o niekrzywdzeniu przez seks
      (kazirodztwo,gwałty,manipulacja),o tym czym jest aborcja.Dobrze sie
      bawiac nalezy pamietac ze obok siebie mamy partnera i w pierwszej
      kolejnosci nalzey zadbac o jego szczęscie fizyczne i psychiczne.Jak
      nie mozemy tego zrobic wycofujemy sie z sytuacji.

      Pisze o tym bo nie mamy w tym temacie usztywnień.Ole radzi wybierac
      nam rzeczy które są uzyteczne w zyciu i pomagają nam i
      innym.Wszelkie sytuacje powadzace do frustracji nie są cenne.
      Cierpieniu nie nadaje sie w buddyzmie sczególnej roli.

      Tak widze waszą sytuację:
      Rodzina stanowi dla Was wartosć.Jestescie ze soba długo.Znacie juz
      zalety i wady metod naturalnych.Podniescie sobie komfort związku i
      spróbujcie tabletek antykoncepcyjnych albo prezerwatyw.Chociaz na
      miesiąc :) Jak sie bedziecie z tym zle czuli to zrezygnujecie.
      A ten maly "grzech" antykoncepcyjny moze wam dac tyle radosci i
      rozluźnienia ze uznacie ze dzieki temu tyle dobra,ze to dobro moze
      promieniowac na innych - powstaje ze bilans jest dodatni :)

      Mozna by jeszcze przeprowadzic analizę dlaczego Kościół przedstawia
      takie nauki o seksie.Trzeba pamiętać ze Kosciól buduje je na naukach
      Jezusa.Jezus był żydem i mimo ze jak na tamte czasy i swoje
      pochodzenie miał wyjatkowo liberalne podejscie do kobiet i
      seksualnosci - nie mógł ,nie chciał dać więcej wolnosci w tym
      zakresie.Naród Zydowski był narodem pustyni aby mogł przetrwać
      społeczeństwo musialo byc jak wojsko.Stąd dyscyplina
      moralna,seksualna,sądownicza,w sprawach kultu i dotykajaca takich
      zwykłych spraw jak jedzenie:).

      Mysle ze to pierwszy powód kształtu katolickiej etyki seksualnej -
      ciagłość historyczna.
      Drugi powód to okres rozwoju w Europie - łatwiej jest kontrolowac
      ludzi którzy maja wiele dzieci i dobrze jest mieć wielu członków
      społecznosci -wtedy Kosció był siłą polityczną.
      Trzeci powod- czasu współczesne - nauki JP II - o szacunku do
      drugiej osoby i wartosci małżeństwa.Stanowisko Kosciola sie
      rozluźnilo ale nie na tyle na ile czasy wymagają (zabranianie
      prezerwatyw w Afryce to skazywanie kobiet i dzieci na straszny
      los,przymykanie oczu na misjach na wycinanie dziewczetom
      łechtaczek,brak reform społecznych tam gdzie kosciół ma dostęp do
      ludzi)












      • psotka-karotka Re: zdroworozsądkowo-o spirali 12.10.07, 12:15
        Psotka-Karotka napisała:

        "Aborcja jest uwazana za zabójstwo.Lama radzi urodzić niechciane
        dziecko i jezeli nadal sie nie chce go wychowywac poszukac dla niego
        innych rodziców. I radzi uzywac antykoncepcji . Pigułek,spirali"

        Jak zauwazyliscie aborcja uwazana jest za zabójstwo ale nauczyciel
        dopuszcza spiralę.
        O dzialaniu spirali mozecie poczytac w necie.
        Wiadomo ze jednym z działan wspólczesnej spirali (minimalnym ale
        istniejacym) jest niedopuszczenie do zagnieżdzenia zygoty w scianie
        macicy.
        Wiele dyskusji pojaiwło sie na ten temat.Ja uzywam tylko tabletek
        włąsnie z powodu tej niepewnosci czy kogos nie zabijam.Ale skoro bez
        zadnych srodków antykoncepcyjnych ok.30% zygot ulega wydaleniu
        naturalnie,byc moze chodzi o to ze cierpienie na poziomie zygoty z
        powodu niemoznosci zagniezdzenia sie w macicy nie jest tak
        dramatyczne jak cierpienie usuwanego z niej mechanicznie dziecka w
        późniejszym etapie rozwoju.I dla matki tak samo - inaczej sie
        przezywa noszenie spirali a inaczej pójscie na aborcję.

        Uwazamy ze swiadomosc łaczy sie z ciałem w momencie zapłodnienia.
        Swiadomosc nie jest wyprodukowana "na nowo" czy stworzona przez
        Boga.To jest swiadomosc istoty która zmarła jakis czas temu i teraz
        szuka nowej podpórki fizycznej.Istota ta widzi co sie dzieje
        (np.widzi kochajacych sie rodziców ludzkich ,zwierzęta)i przezywa to
        co widzi .Niestety potem nie pamiętamy czasu bez ciała ,w łonie ani
        mawet do ok.3 roku zycia :)) Dlatego uwazamy ze tego nie było :)).

        Jako ciekawostke podam ze niektórzy wymedytowanie Lamowie swiadomie
        przechodza przez te etapy,pamiętają czas zycia plodowego i twierdzą
        ze to nic przyjemnego - ciasno,ciemno i nudno:) I bardzo przykre
        doswiadczenie narodzenia się- oslepiajace swiatło,huk,przejmujace
        zimno i poczucie ze jest sie ocieranym papierem sciernym (tak
        delkatne sa zmysły noworodka).










Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka