Dodaj do ulubionych

z innej perspektywy - pierwszy raz

13.10.07, 17:30
Zostawmy moze juz te religie ;-) Zostawmy wplyw wychowania, bo dyskutowalismy
o tym tysiac pincet razy.

Czy i jak wplywaja na nas, nasz stosunek do seksu i nasze obecne pozycie
najwczesniejsze doswiadczenia seksualne? Maja w ogole na was jakis wplyw, czy
wcale? Pozostawiaja trudno usuwalne urazy czy sa zrodlem natchnienia?

Moja inicjacja byla zupelna klapa i wielkim bledem. Faceta nie kochalam i
irytowal mnie swoja slaboscia. On byl juz dlugo po inicjacji, a ja nie, ale to
ja bylam ta bardziej otwarta, spontaniczna i szukajaca w seksie zabawy i
eksperymentow, on zas smiertelnie nudny i powazny. Wowczas bylam przerazona,
bo postrzegalam siebie jako osobe namietna, a tutaj nic, zupelnie nic ten seks
mi nie dawal. Oczywiscie nic wowczas nie wiedzialam o zadnych miesniach Kegla,
o zadnej koniecznosci uczenia sie, nic nie wiedzialam. Wiedzialam tylko, ze
nosze w sobie ogien, ktory tylko ja sama potrafie zaspokoic.

Faceta zostawilam po czterech miesiacach. Nie tylko ze wzgledu na seks, po
prostu nie kochalam go, bylam z nim z litosci, irytowal mnie, zaczynalam sie
nim brzydzic, zaczynalam sie brzydzic soba za pomiatanie nim. Ten wstep w
swiat seksu razem z nim to najgorsze co moglam zrobic - a mimo to nie zrazilo
mnie to na dlugo. Przy nastepnym partnerze, do ktorego palalam uczuciem
szczerym a goracym, bardzo szybko sie ponownie otworzylam.

Zawsze slyszalam i nadal slysze, jak wszyscy wokol mowia, ze ten pierwszy raz
trzeba koniecznie wybrac rozwaznie, bo rzutuje na cale nasze zycie seksualne.
A na moje jakos nie rzutuje. Jak u was? :-)
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 13.10.07, 20:50
      Przez głupotę zwyczajną.Byłam wtedy dzieckiem.Było
      beznadziejnie.Ruchy podczas stosunku rozwalały mnie
      kompletnie...zwierzęce i irytujące.Ryczałam cały wieczór.Ale za pół
      roku było już wspaniale....byłam z nim 7lat.Przeżyłąm wielką
      miłość.Pełną emocji...dobrych i złych.Pasowaliśmy do siebie...jego
      łokieć pasował moje ciało.Jego noga była idealna podporą dla mojej.A
      na jego ręku pasowała się moja głowa.Tego szukam całe życie...
      • nail_enamel Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 12:44
        u mnie pierwszy raz chyba tez nie ma wpływu na życie seksualne
        teraz. bardziej wcześniejsze jakies rozmowy i próby układania sobie
        podejscia do seksu,zanim zaczełam mieć z nim cokolwiek wspólnego.
        jestem troche wstydliwa w tym wszystkim. co prawda upatruje tu winy
        męża, który jakby nie che mnie ośmielic. tzn kiedyś mnie ośmielał,
        ale po ślubie jakoś jakby zaprzestał. a ja nie śmiem się narzucać!
        w każdym razie pierwszy raz był własciwie nijaki, chociaż z
        ukochanym meżczyzną. wcale nie byłam przygotowana ani rozbudzona.
        bolało okropnie. ale traumy nie mam. drugi raz był juz ok. :)
    • aandzia43 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 13:53
      Oj, Eeela, jakie podobieństwa widzę!
      Moja inicjacja też była nijaka i nietrafiona, a nie miała żadnego wpływu na moje
      dalsze życie seksualne.
      Cnotę straciłam z chłopakiem, który mnie strasznie fascynował erotycznie i
      fizycznie. Boziu, jaki był piękny (czyt. męski i silny). Myślałam przez moment,
      że jestem zakochana, a ja po prostu leciałam na niego z siła, której wcześniej
      nie zaznałam w relacji z konkretnym mężczyzną. Miałam 17 lat. On był starszy i
      nie był prawiczkiem. Uwiodłam i zaciągnęłam do łóżka. No i cóż... Ja byłam
      spontaniczna i otwarta. I napalona jak diabli! On też napalony, ale przy tym
      jakiś taki spięty i pełen zahamowań. Jak już się zdeflorowałam przy pomocy
      nieszczęśnika, to tak jak ty, zostałam z ogniem, którego on na pewno nie był w
      stanie zaspokoić. Poszłam sobie w siną dal, bo nie kochałam go, nie szanowałam,
      po prostu pomyliłam pożądanie z miłością.

      Odczekałam trochę i dwa lat później spotkałam miłość swojego życia i swoją
      seksualną połówkę pomarańczy. Od pierwszego razu było zajebiście.

      Myślę, że w nastoletniości seksualnością swoją bardziej przypominałam chłopaka
      niż klasyczną, książkową dziewczynkę. Przejawiałam silny popęd seksualny,
      wiedziałam, czego chcę, znałam nieźle swoje ciało. Wzdychania, trzymania za
      rączkę i wpisy do pamiętniczków też były w cenie, ale dobrze wiedziałam, że to
      tylko miłe dodatki. Gorąca lawa pod szkolnym mundurkiem była gotowa do eksplozji
      i to ona jawiła mi się, jako esencja miłości kobiety i mężczyzny. Nie czytywałam
      Siesickiej (bleee..), tylko "Klaudynę" Colette.

      I może dlatego ten nieszczególnie udany pierwszy raz nie miał na mnie wpływu. Bo
      to ja już wtedy trzymałam w dłoni lejce swojej seksualności. Nie mężczyzna.
      • eeela Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 16:48
        > Oj, Eeela, jakie podobieństwa widzę!

        Nie do konca, Aandziu - mnie ow facet nawet nie pociagal. Poszlam z nim do lozka
        z litosci, dla swietego spokoju i z ciekawosci. Bardzo zle powody do chodzenia z
        kims do lozka, dzis juz to wiem ;-)
    • feuer_und_wasser Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 14:11
      Mój pierwszy raz był cudowny. Ja byłam napalona i zakochana, a on wiedział co robić i jak się "nim" posługiwać. Byliśmy razem prawie 3 lata, z czego 2 tylko dlatego, że nie potrafiłam się wyrzec seksu z nim. Następny znaczący mężczyzna w moim życiu to był mąż. Potrafił znaleźć we mnie opszary, których tamten jeszcze nie rozbudził. Kobiety w moim życiu też od innicjacji wnosiły same dobre rzeczy.
      Chyba miałam farta:) Choć pewnie świadomość swojego ciała i posiadana umiejętność radzenia sobie z nim też miały swoje znaczenie.
    • zelm71 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 14:22
      Wcześniejsze doświadczenia nie mają jakiegoś większego znaczenia.
      Grunt to przemyśleć i robić w seksie na co mamy ochotę - najlepiej
      spontanicznie. Jest tak albo facet ma duże potrzeby jest jak wulkan,
      jak zwierze. Jak wpadnie w trans to zrobi z nią wszystko. Ale są też
      kobiety podobnego temperamentu-jak tygrysica (...olejmy te świeczki
      i gry wstępne-poprostu mnie przeleć, mocno....). Ale są faceci i
      kobiety którzy tego nie czują-jak diesel -nie trybią. Szkoda że taki
      tygrys i tygrysica nie spotykają się na ołtarzu-może ułamek procenta.
      Tygrys i tygrysica, namiętnoiść, miłość, spontaniczność - dlaczego
      zawsze ktoś musi przewodzić w związku - i tu doświadczenia są mało
      istotne. Amok miłości-to podstawa.
    • yoric Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 14:38
      Wydaje mi się, że pierwszy raz w ogóle nie jest "formatywny" - podejrzewam, że
      to raczej mity tworzone przez psychoanalityków :).
      No chyba, że jeśli jest jakiś traumatyczny i to raczej w przypadku dziewczyn.
      Dla większości facetów to coś, co po prostu trzeba zaliczyć, a potem można
      myśleć dokładniej co, jak i z kim ;).

      U mnie było to stosunkowo późno, choć załapałem się jako nastolatek. Cóż, byłem
      nieśmiałym chłopcem ;), a właściwie dopiero teraz odkrywam, jak postępować z
      babkami ;).

      Pozdrawiam
      • eeela Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 16:42
        > Wydaje mi się, że pierwszy raz w ogóle nie jest "formatywny" - podejrzewam, że
        > to raczej mity tworzone przez psychoanalityków :).


        Po wypowiedziach w watku i wlasnych doswiadczeniach, rzeczywiscie jestem w
        stanie w to uwierzyc :-)

        A ja sie, popatrz, na defloracje jako nastolatka nie zlapalam, bo mialam lat
        rowno dwadziescia - az dziw, sadzac po tym, jak sie prowadzilam jako nastolatka ;-)
    • anais_nin666 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 18:10
      Pewne osoby bardzo szybko czują, że ich seksualność nie jest tradycyjna, że
      potrzeby wychodza poza to, co uważa się za normę.
      Juz jako dziecko odczuwałam fascynacje seksualne. Wówczas nie bardzo wiedziałam
      czym jest to dziwne pobudzenie odczuwane w dole brzucha, ale do dziś je
      pamiętam, no i dzis doskonale wiem czym owe stany były. Jakże przyjemne stany:)
      Inicjacja seksualna wbrew dość silnie rozbudzonej seksualności nastąpiła późno,
      przynajmniej jak na dzisiejsze standardy kiedy to 15 latkowie swój pierwszy raz
      często mają dawno za sobą;).
      Pierwszy seks z chłopakiem, którym byłam zauroczona (kawał idioty, no ale to też
      potafię ocenić po latach, a szkoda, hehe) był ... nijaki. Podniecenie totalne,
      umiejętności żadne - i jego, i moje. Wpływ na późniejsze poczynania w seksie?
      Zerowy. Albo inaczej. Pierwszy raz spowodował, że każdy następny raz stawał się
      bardziej "umiejętny". Fajni faceci, których spotykałam na swojej drodze
      pozwalali mi wierzyć, że mam cudowne ciało (miałam kompleks spowodowany swoja
      szczupłością, delikatnością ciała), to zaś rzutowało na mnie motywująco i
      dopingująco. Nie krępowałam się, nie bałam. Ciekawiło mnie odkrywanie coraz
      nowszych podniet, nie mówiłam "nie" nieznanemu. Nie mówię nadal, ciągle szukam,
      zwiedzam nieodkryte obszary i poszukuję tego, co może dodatkowo podniecić.
      Magia i ważność pierwszego seks jest przereklamowana:P
    • mmsadlo Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 18:46
      Piwo, jezioro i pierwszy raz z nieznajomym...
      Czy dla kobiety nie ma znaczenia z kim to robi po raz pierwszy ???
      Czy chodzi o ty by nieć już to za sobą, by powiedzieć koleżankom
      "nie jestem dziewicą"...
      Co jest grane, o co chodzi ?
      • eeela Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 20:11
        Moze rzeczywiscie za pierwszym razem chodzi przede wszystkim o to, zeby to po
        prostu miec za soba? ;-)
    • ika5 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 14.10.07, 19:32
      dawno to bylo...uwazam , ze nie mialo zadnego wplywu na moje zycie
      seksualne....no moze tyle, ze sie nie zrazilam i ochoczo
      podejmowalam nowe proby. Uwazam , ze najwiekszy problem jest wtedy ,
      gdy ktos po tym pierwszym razie.... ma uraz ...czesto trwajacy wiele
      lat i "wychodzacy " na jaw...w malzenstwie
    • trzydziestoletnia wstyd przyznac 15.10.07, 16:53
      Ja to doswiadczylam najpierw wieelu orgazmow (glownie podczas pobudzania oralnego) zanim nastapil ten "wlasciwy" pierwszy raz - i nie byl to seks, ale dobrze zaplanowany akt pozbycia sie przeszkody utrudniajacej pelniejsze doznania seksualne ;) To bylo 14 lat temu i wstyd przyznac, ale dzis ten facet jest moim mezem ;>
      • eeela Re: wstyd przyznac 15.10.07, 16:57
        Jaki wstyd? Bardzo piekna historia :-)
        • dragon_fruit Re: wstyd przyznac 17.10.07, 09:36
          też mam 30lat, mój mąż był tym pierwszym (jesteśmy małżeństwem od 5
          lat, a razem, choć z przerwami od 15)
    • glamourous Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 15.10.07, 17:21
      eeela, bardzo fajny watek. I dobre pytanie :-)

      Ja tam z perspektywy kobiety mysle ze pierwszy raz az tak bardzo nie
      rzutuje na nasze pozniejsze zycie seksualne. Moze byc nawet niezby
      udany - dla kobiety wiazace jest natomiast, czy spotka potem w zyciu
      kogos kto ja rozbudzi, kto jej pokaze jak bardzo seksowny moze byc
      seks :-)
      Moj pierwszy raz byl z moim pierwszym "facetem" - kolega z klasy w
      liceum, po roku bycia razem. Przez ten rok uczylismy sie pilnie
      swoich cial, swoich reakcji, probowalismy wszystkiego, napiecie w
      nas narastalo - az przyszedl taki moment, ze seks oralny uprawiany
      po kilka razy dziennie przestal nam wystarczac. Choc nie obylo sie
      bez problemow - niestety okazalam sie za waska i przez kilka tygodni
      nasze pierwsze proby konczyly sie fiaskiem - nawet przy maksymalnym
      nawilzeniu nie mogl wejsc. Potem jednak jakos poszlo ;-) Bylo fajnie
      w sensie emocjonalnym, gdyz bylismy ze soba bardzo blisko zwiazani
      (choc byla to raczej bliskosc emocjonalna i przyjazn niz wielka
      namietnosc) - przy czym z mojej strony bardziej bylo to zaspokojenie
      ciekawosci oraz potrzeba "konkluzji" niz prawdziwe pozadanie ;-)
      Zreszta tym partnerem oraz seksem z nim bardzo szybko sie potem
      znudzilam. Wkrotce jakos zupelnie przestal mnie krecic - i dopiero
      moj nastepny facet pokazal mi co to jest prawdziwy, niegasnacy
      pomimo uplywu czasu ogien w lozku.
    • yagiennka Bujda na resorach 16.10.07, 00:14
      Tez mnie śmieszą te obiegowe opinie że 1 raz jest taki wazny :) Dla mnie był w
      ogóle nie wazny. Oczywiście coś tam pamietam ale facet był totalnie przypadkowy,
      łaził za mną a ja chciałam mieć to z głowy. Więc chyba go wykorzystałam ;) Nie
      miałam żadnych traumatycznych przeżyć, żadnych urazów - no może uraz do
      kiepskich w łózku facetów bo kilku napotkałam ;) Potem miałam długą przerwę.
      Potem się seksu uczyłam. Ale naprawdę ważne były dla mnie te razy z miłości, z
      osobą która kochałam i to pamietam jak dziś. Teraz stosunek do seksu mam na poły
      zabawowy a na poły jest to dla mnie uzupełnienei związku. Oczywiście nie muszę
      być zakochana ale seks z miłości nie ma porównania z takim bez. To jest zupełnie
      coś innego. Nie wiem czy na moje poglądy miał wpływ 1 raz bez uczuć :) Ciekawe
      co myślą osoby, które zrobiły odwrotnie, 1 raz z wielkiem miłości a później z
      innymi już bez.
      • sylwiamich Re: Bujda na resorach 16.10.07, 07:43
        Poszłam do łózka z wielką miłością...kochałam straszlie jeszcze 7
        lat...odkochiwałam sie kilkanaście:)))A mój stosunek do seksu jest
        identyczny.Może dlatego że sie tak długo odkochiwałam...coś trzeba
        było robić w tym czasie?:)))Ale seks z właściwym facetem i miłością
        nie do przecenienia
        • avide Re: Bujda na resorach 16.10.07, 10:36
          sylwiamich napisała:

          (...)Ale seks z właściwym facetem i miłością
          > nie do przecenienia

          Za cała resztę zapłacisz karta MasterCard :DDDDD

          Pozdrawiam.
          Avide
          PS. Normalnie kocham ten tekst, czyż nie jest uniwersalny i ponad czasowy ???? :))))
    • alta_rica Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 17.10.07, 13:28
      Tradycyjnie zgadzam się z opiniami przedmówców ;-) Czy raczej
      przedmówczyń - pierwszy raz był bez wpływu na dalsze życie
      seksualne.
      Też byłam z tych wcześnie świadomych swojego ciała, swojej
      seksualnosci, też wiedziałam dość wcześnie czego chcę i dlaczego.
      Gdy miałam 17 lat spotkałam mężczyznę starszego o dobrych kilka
      lat, przystojnego i zainteresowanego. Uznałam, że będzie
      dobrym "narzędziem do defloracji" (wcześniej z rówieśnikami tylko
      seks oralny). I faktycznie nadawał się jak rzadko ;-) Czuły,
      wyrozumiały, doświadczony. Byłam szczęśliwa, że wreszcie otwiera
      się przede mną niezmierzona przestrzeń nowych doznań :-))))
      W jednym się tylko pomyliłam - dla mnie on był wstępem do dorosłego
      życia, również seksualnego - natomiast on reprezentował typ
      myślenia którym mnie zmiażdżył kompletnie : uznał mianowicie, że
      musze go kochać do szaleństwa i aż po grób, skoro "podarowałam mu
      swoje dziewictwo" i takie tam inne bzdury.
      Była niezła jazda ;-) ale uszłam ż życiem ;-)

      Reasumując - pierwszy raz - świadomy zabieg z fachowowo dobranym
      partnerem, po wnikliwej lekturze Wisłockiej nieodżałowanej pamięci.
    • osiolek113 A jednak może wpływać 18.10.07, 10:56
      To, co ci psychologowie mówią, żeby pierwszy raz wybierać rozważnie, to nie jest
      wcale taka bzdura. Akurat tutaj podane były pozytywne przykłady, ale uwierzcie -
      zdarza się i tak, że naprawdę nieudany pierwszy raz może spowodować blokadę na
      długie lata.
      To zreztą nie dotyczy jedynie seksu, ten mechanizm działa też np. jeśli chodzi o
      różne rodzaje sportu. Ja tak miałem akurat z nartami - przy pierwszym zjeździe
      nikt mi nie powiedział, żeby jechać zygzakiem, pojechałem "na kreskę" z całego
      zbocza, taranując ludzi w kolejkach na dole i robiąc show na cały wyciąg. Błędem
      było to, że nie spróbowałem zaraz ponownie, zapamiętałbym to jak coś zabawnego,
      ale bez znaczenia. A tak przez całe dzieciństwo panicznie bałem się nart, bo
      kojarzyły mi się tylko z chóralnym rechotem kilkudziesięciu narciarzy nad
      porozbijanym malcem.
      Kiedy człowiek poniesie zawstydzającą porażkę próbując czegoś po raz pierwszy,
      może do zblokować. Oczywiście nie musi, ale może. Prawopodobieństwo rośnie,
      jeśli zostanie z tą porażką sam - nikt go nie podniesie i nie namówi do
      spróbowania ponownie. Dlatego zapewne ci psychologowie tak przekonują do tego,
      żeby ten pierwszy raz był z kimś bliskim - że nawet jak taka katastrofa nastąpi,
      to jeśli partner nie zostawi Cię z tym samego, nic się nie stanie.

      No i właśnie - może nie tyle ten pierwszy raz może wpłynąć na to, jaki będzie
      drugi i kolejne, ile może sprawić, że drugiego dłuuugo nie będzie...
      • p_k_79 Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 11:24
        Tylko, że tu chodzi o zupełnie inną zależność. Nie o wpływ
        pierwszego razu, tylko o to, jak na siebie patrzymy przez jego
        pryzmat (jak i każdego kolejnego zresztą) - czy jesteśmy skłonni do
        surowej oceny siebie, czy raczej do wyciągania z błędów i porażek
        wniosków, by się nie powieliły. W przypadku Osób, które mają
        niezwekle surową samoocenę, nie tylko pierwszy, ale i każdy kolejny
        raz, może być powodem blokady na długo.
      • glamourous Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 11:45
        osiolek113 napisał:


        > No i właśnie - może nie tyle ten pierwszy raz może wpłynąć na to,
        jaki będzie
        > drugi i kolejne, ile może sprawić, że drugiego dłuuugo nie
        będzie...


        Z meskiego punktu widzenia - masz calkowita racje. To mezczyzni
        bardziej maja tendencje do rozpatrywania nieudanych pierwszych razow
        w kategorii "katastrof". Kobiety nie maja bowiem az takiej presji
        na "wykazanie sie", nie maja takiego podejscia wyzwaniowo-
        wyczynowego do seksu jak mezczyzni.
        Zauwaz, ze w tym watku, piszac o malym znaczeniu pierwszego razu
        wypowiadaja sie glownie panie...

        Zgodze sie natomiast, ze dla wrazliwego faceta, ktory zawali swoj
        wyczekany i wyteskniony pierwszy raz - moze to byc odebrane jako
        prawdziwa zyciowa porazka, zwlaszcza ze jest on wtedy w dosc
        newralgicznym wieku - lat nascie - kiedy poddaje sie siebie samego
        bardzo surowej samoocenie i nie bardzo potrafi sie relatywizowac.

        I mysle, ze o ile "sredni" pierwszy raz dla mezczyzny jest pewnie
        zupelnie bez znaczenia, tak pierwszy stosunek zupelnie katastrofalny
        (np. problemy z erekcja) moze odbijac mu sie czkawka przez dlugie
        lata. Kwestia indywidualnej wrazliwosci.

        I zeby nie zostac oskarzona o goloslowie (ze niby "kobitka"
        wypowiada sie o meandrach meskiej duszy) mam akurat taki przypadek w
        bardzo bliskim otoczeniu. Do dzis - czyli po niemal dwudziestu
        latach od tamtego wydarzenia - ta wrazliwa meska istota odczuwa
        reperkusje swojego fatalnego "pierwszego razu".
        • felixs Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 12:00
          Chciałem napisać o tym samym ale pomyślałem sobie, że będzie bardziej wiarygodne
          jeżeli napisze to kobieta...

          Ja również uważam że to mężczyźni są mają większe skłonności do rozpatrywania
          pierwszego razu w dramatycznych kategoriach. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację
          w której dziewczyna naraża się na drwiny wynikające z rozczarowania partnera.

          • sylwiamich Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 12:25
            I wracamy do presji jaką się wywiera na facetów:))))Orgazm, gra
            wstępna, dobry pierwszy raz.Współczucie...
            • felixs Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 12:47
              A dziwisz się?
              Przeczytaj ile kobiet potraktowała pierwszego faceta instrumentalnie jako
              defloratora, spróbuj żyć z taką świadomością <hahaha>
        • aandzia43 Re: A jednak może wpływać 18.10.07, 13:07
          Glam o panach, a ja o paniach.

          Nieszczegónie udany pierwszy raz dla dziewczyny może uwarunkować ją
          negatywnie na przyszłość, jeśli:
          - dziewczyna ma już negatywny, pełen zahamowań i wstydu stosunek do
          płciowości
          - jest nierozbudzona erotycznie, nie zna swojego ciała i jego potrzeb
          - nie ma elementarnej wiedzy na temat ludzkiej seksualności,
          cielesności, fizjologii itd.

          Dla niej to jest "pierwszy raz" w pełnym tego słowa znaczeniu. Dla
          mnie czy innych dziewczyn wypowiadających sie w tym wątku pierwszy
          był tylko stosunek. Całkiem dużo wydarzyło się już wcześniej. Nie
          byłyśmy białymi, niezapisanymi kartami. Jak się ma wiedzę na swój
          temat, pewność siebie w danej materii, odrobinę przynajmniej
          dystansu do świata i swojej osoby, to bez problemu można przejść
          ponad jakimiś niepowodzeniami i rozczarowaniami. Pójść dalej i
          szukać i próbować. Z tym samym chłopakiem, czy z innym.

          Biedne te kobiety w społecznościach odmawiających kobiecie prawa do
          stanowienia o swoim ciele i życiu. Tam, gdzie seksualność kobiety
          jest tabu, utrzymuje się ją w niewiedzy na temat swojego ciała,
          psychiki, potrzeb. Wtedy taka delikwentka przystępując do pożycia ze
          swoim właścicielem (eufemistycznie zwanym mężem) jest CAŁKOWICIE
          zdana na jego dobrą wole, człowieczeństwo, wiedzę. To dopiero
          PIERWSZY RAZ warunkujący całą resztę życia! Brrrr....
    • p_k_79 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 18.10.07, 11:19
      Najmniejszego wpływu. Musiałabym zaniechać praktykowania:)))
      • jakniejatokto Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 18.10.07, 12:36
        Moj pierwszy raz nie mial najmniejszego wplywu na dalsze pozycie
        seksualne. Z kims to trzeba bylo w koncu zrobic, wybralam
        przypadkowo faceta, ktory mnie nie krecil i teoretycznie jakos sie
        tam nadawal. Jako deflorator byl okazal sie jednak beznadziejny :)
        Potem spotkalam mezczyzn, ktorzy mnie krecili, rozpalali ten ogien
        i potrafili seksu nauczyc i bylo juz calkiem sympatycznie :)
        • sunflower30 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 18.10.07, 14:25
          W moim przypadku pierwszy raz miał ogromne znaczenie i jego niejako
          brzemię nosze w sobie po dziś dzień. Pomijając fakt, że uciekłam z
          domu, żeby wyjechać z tym wówczas chłopakiem (potem mężem)pod
          namiot, pierwszy raz był wprost fantastyczny, bajkowy, będę go
          pamiętać, dopóki będę pamietać mojego pierwszego męża. Myślę, że sam
          fakt, że pierwszy raz kochałam sie z wielką miłością mojego życia,
          mężczyzną mojego życia, powoduje, że w każdym kolejnym partnerze
          szukałam właśnie jego, choćby cząstki niego.
          • amoremio7 Re: z innej perspektywy - pierwszy raz 18.10.07, 17:45
            W moim przypadku pierwszy raz to tragedia która wpłynęła na całe moje życie.Jako
            13-latka zaczęłam chodzić z chłopakiem jak to dzieci,spotkanie w szkole
            ,spotkanie po .Nigdy nawet nie myślałam o seksie i niczym podobnym.Będąc na
            wakacjach u rodziny w wieku 14 lat zostałam zgwałcona przez osobę dużo starszą
            znaną mi z widzenia.Nie powiedziałam o tym nikomu za wyjątkiem mojego
            chłopaka.To nas tak do siebie zbliżyło że kiedy osiągneliśmy pełnoletność
            postanowiliśmy się pobrać.W wieku prawie 18 lat kochaliśmy się po raz pierwszy i
            zaraz zaszłam w ciąże nie do końca przemyślaną ale wtedy myślałam że tak będzie
            najlepiej.Przez długi czas miałam problemy,każde zbliżenie było tragedią którą
            przeżywałam od nowa.Dziś po prawie 20 latach jest lepiej ale dobrze nigdy nie
            będzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka