victta
18.11.07, 21:02
Przyjrzałam sie mojemu małżeństwu z boku ,mam nadzieje chłodnym okiem.
Podsumowałam oczekiwanie męża względem mnie i są to:
1.Seks
2.Dobry humor(ale taki znikąd ,mam być po prostu miła i uśmiechnięta)
3.Nie obarczania go moimi potrzebami i pragnieniami ( chce świętego spokoju)
I teraz uwaga-gdy wszystkie jego oczekiwania zaspakajam ,staję sie dla niego
niewidoczna.Mąż przestaje na mnie zwracać uwagę.Nasz wieczór w 99% przypadków
wygląda tak:mąż przychodzi z pracy,włącza internet,robi sobie w miedzy czasie
parę herbat,robiąc też mi ( o super),o godz 12 żąda( tak właśnie-żąda) sexu,bo
lubi spać po orgaźmie,o 1 idzie spać.Gdy seksu nie ma ,bo np już śpie -robi to
przed kompem, gdy nie śpie-ale nie mam ochoty( nie jest to normą) obraża
sie(wynosi sie spać do drugiego pokoju,nie odzywa sie) lub obraża
mnie(usłyszałam juz sto razy,że jestem oziębła).
I tak wygląda nasz wieczór.Koszmar,marazm i zgnilizna.
Co zyskuje zaspakajajac jego potrzeby? Zadowolonego męża,brak hustawek
emocjonalnych,względny spokój.Co tracę? Poczucie własnej wartości i
atrakcyjności ( czuję sie jak gumowa lala z otworem).
Nie mam pojęcia dlaczego dałam sie uwikłać w taki związek,nawet trudno mi
ocenić czy taki związek to norma i czy nie mam zbyt
wygórowanych,idealistycznych potrzeb? Czy może to ja prowokuje takie
zachowanie,na które później narzekam.Sama nie wiem.
Mam sex( byle jaki, ale jest),mąż mi pomaga w domu,nie włóczy po
nocach,pracuje.Podzielcie sie oceną tej sytuacji,bo ja już nie umiem
stwierdzić co dobre ,a co złe.