Dodaj do ulubionych

Kochankowie mojej żony

18.12.07, 16:38
Będzie kontrowersyjnie, ale nurtuje mnie myśl, czy nasz przypadek jest
odosobniony, czy są inne pary, które w ten sposób radzą sobie z małżeńską rutyną.

Jestem mężem cudownej kobiety. Nasz związek trwa 12 lat ufamy sobie i nie
wahamy się mówić o naszych uczuciach. Kilka miesięcy temu moja żona zmieniła
pracę, a niedawno przyznała, jeden z nowych kolegów okazuje jej sporo
zainteresowania. Nie wiem, czy jestem jedynym takim mężem na świecie, ale
fakt, że moja żona podoba się innym mężczyznom jest dla mnie ekscytująca. Moja
druga połówka nagle zaczęła nieco więcej czasu spędzać na porannym makijażu,
spódniczki niemal zupełnie wyparły tak znienawidzone przez męską płeć spodnie.
Jednym słowem w krótkim czasie moja, żona przemieniła się z cichej myszki w
piękną, dojrzałą kobietę.

W końcu w jednej z łóżkowych rozmów odważyła się opowiedzieć o swojej fantazji
jaką jest romans z kolegą z biura. Nazwijcie mnie szalonym, ale zamiast być
wściekłym i zamknąć temat, postanowiłem o tym z nią porozmawiać. Moja żona
oprócz mnie nie miała żadnych partnerów i chciałaby wiedzieć jak to jest z
innym. Ja postanowiłem warunek, że musi być ze mną szczera i gotowa na
przerwanie zwiążku jeśli nasze małżeństwo znajdzie się w niebezpieczeństwie.

Jednocześnie nie myślcie, że moja żona jest rozpusticą i moralnie zepsutą
osobą. Wręcz przeciwnie jest to romantyczna, miła, spokojna katoliczka.
Wyobraźcie sobie zupełne przeciwieństwo Dody.

Tak więc w ten weekend w końcu to się stało. W piątek po świątecznej firmowej
imprezie wrócili razem do jego mieszkania. Były pocałunki, dotykanie się, ale
jednocześnie w żonie obudziły się wątpliwości i zatrzymała go u wrót
rozkoszy. Gdy wróciła do domu mieliśmy cudowny seks i po raz kolejny
zapewniłem ją, że nie mam nic przeciwko, aby poszła na całość. W niedzielę w
końcu to się stało. Moja ukochana była w łóżku innego mężczyzny.

Nie sposób opisać wodospadu uczuć, z jednaj strony zazdrość o uczucia
ukochanej kobiety, z durgiej strony widok szczęśliwej radosnej żony. I jeszcze
jedno nasze życie erotyczne nigdy nie było lepsze. Pewnie, że można sobie
wyobrazić czekające za zakrętem niebezpieczeństwa. Jak będziemy w stanie
panować nad uczuciami. Jak ona będzie radziła sobie z oddzieleniem miłości do
mnie i namiętności do niego. Jak znaleźć złoty środek, który będzie optymalny
dla wszystkich zaangażowanych.

Z pewnością to co stało się naszym udziałem nie jest dla wszystkich, ale jest
to jakaś alternatywa dla dwóch znacznie gorszych według mnie alternatyw:
zdrady oraz małżeńskiej rutyny, gdzie nasze pasje i marzenia i fantazje
ulatują wraz z upływem lat.
Obserwuj wątek
    • m717 Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 17:07
      Kuriozalne jest Twoje wyznanie...kim Ty jesteś ? Mężczyzną? Nie masz
      w sobie ani krzty honoru, czy poczucia godności osobistej?
      Kręcisz sobie niezły bat na samego siebie...zobaczysz, oj
      zobaczysz...jeszcze Cię będzie bolało...
      • zelm71 Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 17:16
        Rozumiem wyrozumiałość ale mówiąc jej "... nie mam nic przeciwko
        abyś poszła na całość..." przekroczyłeś pewną granicę.
        Z biegiem czasu zaczną się wymówki, kłótnie, wypominanie.
        Przypuszczam, że wasz związek padnie za jakiś czas.
        Zazdrość się pojawi - a to straszna trucizna i rak który drąży.
        Może będzie Ok ale wątpię.
        • sunflower30 Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 17:41
          Podczas czytania tego wątku musiałam upewnić się, że jestem na BSwM
          a nie na forum fantasy.
          Twoja wyrozumiałość, miłość !!!!! jest godna nie podziwu, ale
          pożałowania.
          Dziwi mnie, że tam z nimi do tej sypialni nie wszedłeś, miałbyś
          wtedy pełną kontrolę. Mało tego, mógłbyś odpowiednio żonę
          instruować, żeby ci wstydu nie przyniosła.
          A jak do sypialni nie wszedłeś, to może chociaż fotki żona
          zrobiła??? Mogłaby pokazać ci podczas upojnego seksu małżeńskiego,
          jak to się przed tamtym wypinała, nogi rozkładała, jak mu loda
          robiła, a ty mógłbyś ocenić, czy dobrze żonkę wyszkoliłeś !!!!!!!!!

          Czasami, jak czytam takie rzeczy, to się zastanawiam, czy to się
          dzieje naprawdę, czy tylko ludzi fantazja ponosi. Ale co do tego
          nigdy nie ma pewności.

          Swoją drogą, gdyby mi maz powiedział, że mogę sie bzyknąc z innym i
          mam na to jego przyzwolenie , to byłby mój ostatni dzień z tym
          człowiekiem.

          Nie pozdrawiam.
          • woman-in-love Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 17:46
            coś mi tu trollem zajeżdża...
            • mex33mex Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 18:08
              A był w tej bajce smok?
              Kolega Beata nas "testuje".

              mex33
    • gomory Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 19:21
      Nie do konca jestem przekonany co do prawdziwosci tej histori.
      W temacie: mniej niz 10% ludzi jest w stanie uczestniczycc w tzw. zdradzie kontrolowanej czerpiac z tego podniecenie i nie odczuwajac przy tym zazdrosci. Wiec ta mniejszosc dla ponad 90% procent spoleczenstwa jawi sie jako <robie z palcow "pistolet" i przystawiam go do skroni>.
      Proby przeszczepiania niekonwencjonalnych rozwiazan dla ogolu, sa z gory skazane na niepowodzenie ;). Lepiej gdy te procenty sie nie mieszaja ze soba, a udzielanie sobie nawzajem rad to zupelna katastrofa.
      • herbatka.jasminowa Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 20:17
        znów troll?


        "Jednocześnie nie myślcie, że moja żona jest rozpusticą i moralnie zepsutą
        osobą. Wręcz przeciwnie jest to romantyczna, miła, spokojna katoliczka.
        Wyobraźcie sobie zupełne przeciwieństwo Dody."

        buhahahahahahahahahah -
      • kalina1970 Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 20:27
        A ja niestety jestem w takiej samej sytuacji,mojego meza wlasnie
        kreci to samo co autora watku.I moze ta opisana historyjka,nie
        wydarzyla sie naprawde,ale sa faceci,ktorych to podnieca.Ja wlasnie
        jestem w tej wiekszosci spoleczenstwa Gomory,moj maz w tych 10% i to
        jest dopiero dramat.Z pewnej siebie,atrakcyjnej kobiety staje sie
        powoli rozpita,paskudna baba.Chodze do psycholga,tego juz
        sprawdzilam i efektow zadnych.Wszystkich przestrzegam,nie tedy droga
        do walki z rutyna w zwiazku.
        • gomory Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 21:29
          Moje wyrazy wspolczucia. Dla Ciebie szczegolne, ale i Twojemu mezowi rowniez sie naleza wszak rowniez jest niespelniony.
          Jesli jest faktycznie, tak jak piszesz to uwazam, ze wasz zwiazek nie ma absolutnie zadnej przyszlosci. Skoro wasze potrzeby sie wykluczaja, to nie ma mowy by kiedykolwiek nastapila poprawa.
          No chyba, ze Ty nie wykluczasz takiej ewentualnosci, albo dla niego to nie jest koniecznosc osiagniecia pelnej satysfakcji. Przemysl to dobrze pod tym katem. Rozbieznej seksualnosci po prostu nijak nie da sie pogodzic.
          • kalina1970 Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 21:39
            Ja wykluczam takie"ewentualnosci",dla niego to niby nie jest
            koniecznosc,zeby miec satysfakcje...ale kazdy seks konczy sie
            szeptanymi w moje ucho jego fantazjami.Rzyg,jeden wielki rzyg,ale
            nie potrafie powiedziec dosc...Boje sie byc sama,boje sie wychowywac
            sama chore dziecko,boje sie juz wszystkiego
            • driadea Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 09:45
              I tak będziesz sama, z nim czy bez niego, jeśli tak dalej pójdzie. A pomyśl
              tylko, że nikt nie będzie Ci szeptał o tym, jak byłoby uroczo gdyby Cię ktoś
              obcy zerżnął...
              Samotne macierzyństwo to pikuś w porównaniu z tłumieniem w sobie... no właśnie -
              WSZYSTKIEGO.
              Najlepiej po prostu powiedz, żeby nie gadał. i już.
    • iberia.pl Re: Kochankowie mojej żony 18.12.07, 23:29
      takie sa skutki jak sie czlowiek wiaze na wiekszosc zycia z
      pierwszym partnerem....
    • loppe Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 09:59

      To jakieś zaburzenie, trudno powiedzieć jakie, od biedy mozna by to
      przecież nawet zdiagnoowac jako psychozę komunistyczną
    • zlosnica100 Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 10:54
      Konfabulacja.Podniecił sie Pan/i? p.s.to rodzaj zaburzenia.
    • beata20006 Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 11:02
      Proszę, jak na razie prawie wszystkie odpowiedzi nie pozostawiają na naszej
      decyzji suchej nitki. Chore, niemoralne, zboczone. Skoro tak jest to dlaczego
      takie . Czy po prostu nasza decyzja to stawienie czoła problemowi wierności
      małżeńskiej. Czytając forum BSwM zauważyłem, że zdrada jest o wiele częstszym
      zjawiskiem niż wielu chciałoby przyznać. Zwykle jednak jest to robione po
      kryjomu, w tajemnicy i na koniec zwykle ktoś zostaje zraniony. Dla przykładu
      kilka wątków na tym forum dotyczących zdrady:
      Większość żonatych zdradza:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=73397798
      Kochanka: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=71373401
      Mam kochanke i nie umiem wybrać:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=72617309
      Młodzuitkie mężatki i ....:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12264&w=52869686
      Zanim rzucicie kamień przyjrzyjcie się waszemu związkowi. Nie chodzi mi o okres
      zaraz po ślubie, ale 10-20 lat wspólnego pożycia.
      • zlosnica100 Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 11:22
        Mi osobiscie jest wszystko jedno co robisz ze swoja zona.Ani nie
        potepiam ani nie pochwalam- bo jestescie mi obojetni całkowicie.

        Czy opisujac ta pseudo historie szukasz "dalszych" kochankow dla
        żony...tu na forum gdzie wielu panow cierpi na brak seksu? No tak
        danie ogloszenia w rubryce towarzyskiej troche kosztuje.
      • gomory Re: Kochankowie mojej żony 19.12.07, 12:23
        To co opisales jest nietypowa erotyczna gra, ktora trudno porownywac ze zdrada w klasycznym ujeciu. Porownywanie tego wydaje mi sie byc pozbawione sensu.
        Jak juz wspomnialem 90% ludzi cierpialoby nie majac seksualnej wylacznosci na partnera. Wiekszosc z nich to nie masochisci mogacy czerpiac z tego satysfakcje ;).
        Zestawienie odczuc takiej osoby z kims kogo te uklady podniecaja nie ma zadnego sensu. Przeciez to diametralnie rozne podejscie do seksu! To tak jakby fetyszysta bielizny mi wmawial, ze wachanie majtek zony bardziej mnie na nia nakreci ;).
        Mylne jest takze mniemanie, ze dzielenie sie w lozku partnerem czy poszerzanie ukladow wyklucza zdrady. Osoby swingujace rowniez bywaja wobec siebie wiarolomne. Ale moga tez zachowywac sie lojalnie w ramach odpowiadajacego im modelu zachowan - to tak dla wiadomosci "kamieniarzy" ;).
    • ewa-31 Re: Kochankowie mojej żony 20.12.07, 10:52
      Jesteśmy szczęsliwym małzęństwem od 8 lat znamy sie do 13 i choc w naszym
      przypadku było trochę inaczej (swingowaliśmy prze jakiś okres)to wiem dokładnie
      o czym piszesz i niektórzy tego nie potrafią zrozumieć ze taka "gra" małżonków
      zbliża do siebie. Warunkiem jest pełne zaufanie partnerów i poczucie
      bezpieczeństwa jakie daje wzajemna miłośc
      POZdrawiam
      • ciszaprzedburza Re: Kochankowie mojej żony 20.12.07, 11:24
        ewa-31 napisała:

        > Jesteśmy szczęsliwym małzęństwem od 8 lat znamy sie do 13 i choc w naszym
        > przypadku było trochę inaczej (swingowaliśmy prze jakiś okres)to wiem dokładnie
        > o czym piszesz i niektórzy tego nie potrafią zrozumieć ze taka "gra" małżonków
        > zbliża do siebie. Warunkiem jest pełne zaufanie partnerów i poczucie
        > bezpieczeństwa jakie daje wzajemna miłośc
        > POZdrawiam

        Słuchaj, ja jestem właśnie taką osobą, która tego nie rozumie. I żeby nie było
        nieporozumień - absolutnie nie oceniam takiego zachowania. Jeśli dwoje dorosłych
        ludzi się na taką opcję decyduje - nic mi do tego. I o ile zdaję sobie sprawę,
        że niektóre osoby takie działania podniecają, to zaintrygowałaś mnie z tym
        zbliżaniem. Na jakiej zasadzie dzielenie się partnerem i pozwalanie mu, a nawet
        zachęcanie go do współżycia z osobami trzecimi zbliża do siebie małżonków?
        Pytam z czystej ciekawości.
        • gomory Re: Kochankowie mojej żony 20.12.07, 12:23
          > Na jakiej zasadzie dzielenie się partnerem i pozwalanie mu, a nawet
          > zachęcanie go do współżycia z osobami trzecimi zbliża do siebie małżonków?

          Pozwole sobie wtracic sie mimo, ze nie do mnie bylo adresowane pytanie. Ewa byc moze napisze cos innego od siebie ;).
          Bez watpienia jest "cos" czym sie nie chwalisz zonie. To, ze w czasie ostatniego bzykanka wyobrazales sobie np. dekolt kolezanki, albo o pewnej przygodzie z Jola czy tez, ze czasem zerkales na lesbijskie porno zdjecia. Po co niepotrzebnie malzonce robic jakies wkrety - podniecajace bylo to dla Ciebie, dla niej nie bedzie.
          Ale gdyby ja te zwierzenia podniecaly, to czyz nie poczulbys sie bardziej rozumiany?
          Druga kwestia: wyobraz sobie, ze jestes kolekcjonerem znaczkow. Srednio popularne hobby, ale spotykane. Nie jest to latwe, ale wreszcie spotykasz kobiete ktora rowniez to bawi. Dostrzegasz jak bardzo to was moze do siebie zblizyc? Partnerka pokazuje Tobie, ze wcale nie jestes odosobnionym dziwadlem. Zyskujesz Ty, a i ona jawi sie jako niezwykla kobieta. Normalnie bialy kruk :P.
          Teraz zamien filatetlistyke na swing i voila - masz wytlumaczenie jak dzielenie moze zblizac ;).
          • ciszaprzedburza Re: Kochankowie mojej żony 20.12.07, 12:58

            Gomory, druga teoria przemawia do mnie znacznie bardziej :)
            Może ja jakaś dziwna jestem, ale nigdy nie czułam głębokiej potrzeby dzielenia
            się moimi fantazjami seksualnymi dotyczącymi innych mężczyzn (a raczej tych
            "konkretnych" - znajomych itp.) z moim mężczyzną. Ani w trakcie, ani po. Coś mi
            się wydaje, że są inne rzeczy, które mój mężczyzna woli słyszeć w łóżku ;) Ale
            cóż, o gustach się nie dyskutuje ;)
          • lilith.b Re: Kochankowie mojej żony 22.12.07, 23:51
            gomory napisał:


            > Pozwole sobie wtracic sie mimo, ze nie do mnie bylo adresowane pytanie. Ewa byc
            > moze napisze cos innego od siebie ;).
            > Bez watpienia jest "cos" czym sie nie chwalisz zonie. To, ze w czasie ostatnieg
            > o bzykanka wyobrazales sobie np. dekolt kolezanki, albo o pewnej przygodzie z J
            > ola czy tez, ze czasem zerkales na lesbijskie porno zdjecia. Po co niepotrzebni
            > e malzonce robic jakies wkrety - podniecajace bylo to dla Ciebie, dla niej nie
            > bedzie.
            > Ale gdyby ja te zwierzenia podniecaly, to czyz nie poczulbys sie bardziej rozum
            > iany?

            A mnie mój facet wszystkie takie rzeczy opowiada własnie, oboje sie wkręcamy i
            nie przeszkadza mi to. Jemu nieprzeszkadza, że gdy sie kochamy to ja sobie
            fantazjuję o kims innym - nawet często muszę mu opowiadać co w mojej głowie siedzi
      • al9 beata, ewa 31 i zbliżenie 20.12.07, 14:45
        taka "gra" małżonków
        > zbliża do siebie. Warunkiem jest pełne zaufanie partnerów i
        poczucie
        > bezpieczeństwa jakie daje wzajemna miłośc
        -------------------

        Ewa - nie mnie oceniać działania założyciela wątku czy Twoje...
        jeśli jest akceptacja obu stron...

        natomiast takie pojmowanie wzajemnej bliskości prowadzi do
        destrukcji...
        bo tak naprawdę szansa że oboje w pełni akceptujecie takie
        eksperymenty równa się zeru.. dla którejś ze stron to jest bolesne...
        i jak minie podniecenie sytuacją.... pozostanie uraz...
        Powtórzę - nie potępiam... ale współczuję bo to jest jazda po
        bandzie bez trzymanki...
        pozdr
        al
        • bomba44 Do Al9 21.12.07, 23:56
          al9 napisał:

          > natomiast takie pojmowanie wzajemnej bliskości prowadzi do
          > destrukcji...

          Bzdura.

          > bo tak naprawdę szansa że oboje w pełni akceptujecie takie
          > eksperymenty równa się zeru..

          Bzdrua. Piszesz tak tylko dlatego, że Tobie się to nie przytrafiło.

          > dla którejś ze stron to jest bolesne...

          Może dla Ciebie by było, ale są pary dla których to nie jest bolesne.

          > i jak minie podniecenie sytuacją.... pozostanie uraz...

          Wierz mi, podniecenie sytuacją minęła, i nie pozostał żaden uraz. Wręcz przeciwnie, wielka bliskość wynikająca z totalnej akceptacji. To, że Tobie się to nie mieści w głowie nie znaczy, że jest to niemożliwe.

          Pozdrawiam,
    • anais_nin666 Re: Kochankowie mojej żony 20.12.07, 19:07
      Myślę, że sa takie pary, ale nie sądzę, by podobne zabawy sprawdzały sie jako
      remedium na nudę związku. Czasem ktos poznaje fajniejszego partnera i to
      takiego, który się nie chce nami dzielic i się okazuje, że to jednak bardziej
      bawi niż podniecanie sie swiadomością, że przed chwilą bał nas inny facet.
      W ludziach jest potrzeba wyłączności i takie oficjalne dzielenie się myslę, że
      nie wróży dobrze związkowi. Początkowa euforia, z czasem może przerodzić się w
      niesmak.
      Niemniej życzę powodzenia i umocnienia miłości, choc nadal uważam, że nie tędy
      droga. Ale dla każdego coś miłego;)
    • niemozliwa_krystyna Re: Kochankowie mojej żony 21.12.07, 01:05
      No i poszło za wcześnie.
      Beato tak jak Gomory napisał, róbcie jak uważacie, wszystko jest dla nas, ale
      nie opisujcie tego na forum, bo ludzie "gadają".
      Bo za bardzo wszystkiego się boją. Oni nie rozumieją, że można iść z
      przyjacielem do łóżka i po tym wszystko nadal jest ok.

      Powodzenia Beato, kimkolwiek jesteś.
      Mnie pewnie zaraz też nazwą trollem, bo czytam forum i nie piszę.
      Ale róbcie tak, żeby Wam było dobrze :)
      • al9 niemozliwa krystyna 21.12.07, 09:53
        ludzie gadają...
        za bardzo się boją...

        ?
        bez przesady..
        jesli czytasz, to wiesz, że duża część bywalców tego forum ma za
        sobą różne doświadczenia...
        a jeśli ostrzegamy - to dlatego że się boimy (fakt)- że
        nieroztropność może spowodować ból..
        ale decyzje podejmuje każdy sam
        i sam poniesie później ich konsekwencje...
        Pozdr
        al
    • bomba44 bliskość,szczerość,zaufanie,toler ancja-nie tutaj 22.12.07, 00:22
      Beata20006 i Ewa-31:

      W moim małżeństwie mieliśmy podobne doświadczenia, choć nie identyczne do Waszych. Pisałem już o tym ma forum, więc nie będę się powtarzał. Oto odnośniki do tego, co już napisałem:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=66528295&a=66743084
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=55792732&a=55985004
      Nie jesteście wcale białymi krukami, choć to prawda, że takie zachowanie nie jest powszechne.
      I wbrew temu, co przepowiada tutaj większość "bojaźliwych" i "troszczących się o przyszłość Waszych małżeństw" forumowiczów, wiele lat minęło, a moje małżeństwo ma się świetnie. I oparte jest to na niesamowitym poczuciu bliskości, szczerości i zaufania. Pewnie dlatego jest to niezrozumiałe dla większości bywalców tego forum, dla których standardowym, akceptowanym a nawet zalecanym zachowaniem jest udawanie orgazmu, negatywna postawa w sprawie masturbacji partnera czy kłamanie w sprawie swojego przedmałżeńskiego doświadczenia seksualnego (spójrz np. na wątki o ilości partnerów kobiet). Dla mnie takie postawy są niebywałe, i dlatego nie dziwi mnie, że ludzie tak nieszczerzy i nietolerancyjni wobec najbliższych sobie osób nie są w stanie zrozumieć, że partnerowi można zaufać aż tak, i pozwolić na tak wiele jak my, i że nie ma to negatywnych konsekwencji, a wręcz przeciwnie.

      Pozdrawiam,
      • gomory Re: bliskość,szczerość,zaufanie,toler ancja-nie t 22.12.07, 09:53
        Piszesz, ze niebywala dla Ciebie jest postawa w ktorej partnerka oklamuje meza. Zwaz jednak na to, ze jesli Ty bylbys oszukiwany to nie mialbys o tym pojecia. Moglbys nawet sie dziwic w stosunku do innych "jak tak mozna". To dopiero jest przewrotnosc nieprawdaz?
        Mocno to zakcentuje: NIE TWIERDZE, ze zona kiedykolwiek byla nieszczera wobec Ciebie. Po prostu tak samo jak Ty nie moge tego wiedziec ;).
        • bomba44 do Gmory 03.01.08, 17:32
          Gmory:

          Dzięki za rzeczową polemikę. Zdaję sobie sprawę, że jeśli ja byłbym oszukiwany
          to nie miałbym o tym pojęcia. WIEM TEŻ, że były sytuacje, kiedy żona była
          nieszczera wobec mnie. Nie jestem aż tak naiwny, żeby wierzyć, że żona jest ze
          mną szczera w stu procentach zawsze i wszędzie.

          Piszę tylko, że dla nas bardzo komfortowa jest sytuacja, że nie musimy się
          nawzajem oszukiwać. Miło jest mieć kogoś aż tak bliskiego, że nie musi się go
          oszukiwać. Jeśli musiałbym uważać przed swoją żoną co mówię, żeby przypadkiem
          nie dowiedziała się moich sekretów, to nie uważałbym, że jest ona najbliższą mi
          osobą.

          Pozdrawiam,
      • al9 bomba prowokator, niestety malutki 27.12.07, 12:13
        I wbrew temu, co przepowiada tutaj większość "bojaźliwych"
        i "troszczących się o przyszłość Waszych małżeństw" forumowiczów,
        wiele lat minęło, a moje małżeństwo ma się świetnie. I oparte jest
        to na niesamowitym poczuciu bliskości, szczerości i zaufania. Pewnie
        dlatego jest to niezrozumiałe dla większości bywalców tego forum,
        dla których standardowym, akceptowanym a nawet zalecanym zachowaniem
        jest udawanie orgazmu,
        -------------------------
        ty już masz zdanie
        i określoną opinię o forumowiczach
        twoje prawo
        ale jesli wklejasz tu swoją śmieszną historyjkę
        to licz się z komentarzami

        mógłbym sie też odnieść to chamskiej polemiki z moim zastrzeżeniem -
        kierowanym nie do ciebie... zastrzegłem i powtórzę - jesli relacja
        jest akceptowana przez obie strony - wszytsko ok
        z góry jednak wiem, ze o całkowitą akceptację OBOJGA - bardzo
        trudno...
        przedstawiasz tu opis sytuacji skrajnej
        bawi cie to
        świetnie
        prowokujesz
        baw się dalej
        ale nie licz na poważną dyskusję, zwłaszcza po tym jak obażasz..
        są święta więc wybaczam
        eot
        al
        • bomba44 do Al 03.01.08, 17:50
          Al napisał:
          > ty już masz zdanie
          > i określoną opinię o forumowiczach

          Nie, to nie miała być ocena forumowiczów. Jeśli tak zabrzmiało, to przepraszam.

          Pisząc o powszechnej na forum postawie, że nieszczerość wobec partnera jest
          wręcz zalecana, chciałem tylko pokazać Beacie, dlaczego większość ludzi tutaj
          zupełnie go nie zrozumie i nie zaakceptuje. Od postawy "za nic na świecie nie
          przyznaj się, ile miałaś partnerów" czy "nie dziel się z partnerem swoimi
          fantazjami" itp. rzeczywiście bardzo daleko do postawy "podziel się z nim swoimi
          fantazjami" czy "jeśli to ją tak bardzo kręci i ona tego tak bardzo pragnie to
          jej na to pozwolę".

          > mógłbym sie też odnieść to chamskiej polemiki z moim zastrzeżeniem
          > kierowanym nie do ciebie...

          Jeśli polemika zabrzmiała chamsko, to przepraszam, nie taki był mój zamiar.
          Twoje stwierdzenia brzmiały kategorycznie i popełniłeś błąd uogólniania na
          podstawie swoich doświadczeń. Ja tylko chciałem Ci pokazać, że uogólnianie było
          błędem, bo są tacy, którzy mają inne doświadczenia w tym względzie. W swojej
          ostatniej wypowiedzi stonowałeś swoje uogólnienia i jest OK.

          Na koniec chciałem zaprzeczyć Twojemu twierdzeniu, że to prowokacja. Gdyby
          tutaj wszyscy rozpisywali się, że ziemia jest okrągła, to bym nic nie napisał,
          bo nic nowego by to do dyskusji nie wniosło. Jeśli natomiast wszyscy jednym
          głosem (na podstawie uczuć, a nie faktów) piszą Beacie, że jest idiotą, nie wie
          o co w życiu chodzi i na sto procent rujnuje sobie związek i życie, a ja na
          podstawie własnego doświadczenie mam opinię inną od większości tu
          prezentowanych, to czuję, że mam prawo (a może nawet obowiązek) mu o tym
          napisać. Gdzie tu prowokacja?

          Pozdrawiam,
    • mmsadlo Re: Kochankowie mojej żony 23.12.07, 13:47
      No szkoda że tego murzyna co HIVa roznosił już zamknęli, jakie to by
      było bomba dla ciebie przeżycie - żona się puściła z murzynem ale
      wróciła do mnie a HIV umacnia nasze małżeństwo...
      Nie pisz bomba do mnie bo to co o tobie myślę w słowniuku języka
      polskiego nie istnieje
      • bomba44 Do Mmsadlo 03.01.08, 18:08
        Mmsadło:

        Odpowiadam, bo chyba skierowane do mnie. Masz rację, lęk przed HIV jest
        rzeczywiście potężnym inhibitorem takich zachowań, nie jedynym zresztą.

        Ale podobnie lęk przed spadnięciem w lawinie, czy lęk przed śmiercią przez
        zamarznięcie powstrzymuje większość ludzi na przykład przed himalaizmem.
        Rozumiem większość ludzi, którzy powstrzymywani tym lękiem w Himalaje nie pójdą,
        ale rozumiem też himalaistów, którzy pomimo olbrzymiego ryzyka tam idą. I
        ciągną ich tam doznania nie do wyobrażenia dla ludzi, którzy tego nie
        doświadczyli. Każdy sam przeprowadza kalkulację potencjalnego zysku i ryzyka.

        Tak przy okazji ryzyka, to jeżdżenie samochodem jest jeszcze bardziej ryzykowne
        (przy ilości wypadków na polskich drogach) a mimo to ludzie pchają się na drogi
        jak owieczki na rzeź.
    • glamourous Re: Kochankowie mojej żony 23.12.07, 21:12
      Byłam kiedyś w sytuacji, kiedy żeby podniecić mojego faceta musiałam - na jego
      prośbę - opowiadać mu zmyślone historie o seksie z jego bliskim kolegą.
      Z jedna małą różnicą - nasz związek już wtedy ledwie zipał i to były naprawdę
      ostatnie "konwulsje" naszego uczucia tuz przed rozstaniem.

      Innej opcji sobie nie wyobrażam. No chyba ze facet jest masochista i lubi być
      upokarzany. Albo nie ma za grosz wyobraźni.
    • czytalski Re: Kochankowie mojej żony 26.12.07, 16:32
      człowieku musisz się leczyć albo zmień wiarę
      albo wy... żonę z domu
      takie zachowania u moich znajomych zakończyły ich związek - małżeństwo
      jednak z drugiej strony zazdroszczę odwagi
    • blondyneczka69 Re: Kochankowie mojej żony 26.12.07, 23:28
      a ja wiem, ze ona teraz jest jeszcze bardziej szczesliwa z Toba, bo wie ze nie
      ma lepszego od Ciebie :) pozdrawiam!
      • niemozliwa_krystyna Re: Kochankowie mojej żony 27.12.07, 00:32
        Masz rację Blondyneczko.
        • niezapominajka333 Re: Kochankowie mojej żony 28.12.07, 07:02
          Pisywał tu pewien czas temu jakiś facet zachwalając zalety
          swingowania. Pisał pod kilkoma nickami.
          Tłumaczył, jak naturalną rzeczą jest poligamia, zdrada, że oboje z
          żoną biorą udział w takich spotkaniach, że to uratowało jego
          małżeństwo ...
          Tak się złożyło, ze poznałam jego żonę.
          Oto jej podsumowanie:

          "...NIGDY nie bralam udzialu w seksie grupowym, NIGDY
          nie zdradzilam swojego meza, NIGDY nie bylo takiej inicjatywy
          z mojej strony,NIGDY nie bylo TAKIEGO rozwiazania naszych
          problemow.
          A najwiekszym dranstwem jest to co wowczas napisal:

          "...ale co mam powiedziec synowi - spierdalaj, nie mam pieniedzy,
          bo twojej mamie nie wystarcza dawanie dupy tylko mnie ...."

          Prawda jest, ze usilowal stosowac wobec mnie terror psychiczny
          - BEZ zadnych efektow. Chcial mnie zmusic roznymi metodami, abym
          zaakceptowala OFICJALNIE - bez rozwodu jego nieograniczone PRAWO
          do swobody seksualnej.
          Moj sprzciw przyjal jak smarkacz pozbawiony ukochanej zabawki
          przez mamusie - tupaniem nozkami (a wazy 140 kg) i wrzaskiem:
          " ja musze miec nowe kobiety bo dostane amoku"

          Dowiedzialam sie, ze jestem egoistka, jestem nieodpowiedzialna
          i niszcze rodzine. Jestem psychiczna i powinnam sie leczyc.

          Był w ośrodku leczenia uzależnień.
          Tam rowniez usilowal przekonywac psycho-
          terapeute, iz ma genetycznie u mezczyzn zakodowane prawo do
          nieograniczonej swobody seksualnej a co za tym idzie - zdrady.
          Wydawalo mu sie rowniez, iz wlasnie psychoterapeuta PRZEKONA
          MNIE iz on ma do tego prawo.
          Jestem w trakcie przygotowan do rozwodu. Do czasu zalatwienia spraw
          finansowo-bytowych jestem zmuszona do przebywania z nim pod
          jednym dachem "

          Właściwie bez komentarza, za to do refleksji...
          Pozdrawiam :)
          • al9 Re: Kochankowie mojej żony 28.12.07, 10:35
            no własnie...
            niezapominajka trafiła w samo sedno...
            mozliwość że OBOJE zaakceptują postawę prezentowaną przez bombę jest
            bliska zeru... Nie twierdzę że niemożliwa, ale obliczenie
            prawdopodobieństwa wymaga wyższej matematyki...
            :-(
            al
            • your_and Re: Kochankowie mojej żony 28.12.07, 11:24
              > bliska zeru... Nie twierdzę że niemożliwa, ale obliczenie
              > prawdopodobieństwa wymaga wyższej matematyki...

              Jeżeli statystyka zalicza się do wyższej matematyki to właśnie tak
              jest.
              Wg oficjalnych danych realnie swingujące pary w Polsce to około 2% :)
              Porównując do 15% które kiedykolwiek spróbowały seksu oralnego
              (wiekszośc u prostytutki nie z partnerką) i 7% analnego (też
              wiekszość u prostytutki) który na tym forum to przecież nic
              wielkiego, ale w skali Polski masy ludzi niewykształconych i
              mieszkających na prowincji to ciągle ewenement.
              • al9 statystyka musi operować na danych 28.12.07, 13:05
                wg oficjalnych danych 2 % SWINGUJĄCYCH...
                a moze link do tych danych mogę prosić...

                w niczym to nie zmienia sytuacji, że spośród tych - załóżmy ze 2% -
                prawdopodobieństwo że OBOJE w 100% akceptują taki model związku -
                jest niewielkie...
                Któraś ze strona narzuca taki pomysł, druga to akceptuje mniej lub
                bardziej NIEZADOWOLONA...
                Tak czy siak - w 99% procentach prowadzi do destrukcji związku...

                al
                • your_and Re: statystyka musi operować na danych 28.12.07, 13:20
                  al9 napisał:
                  > wg oficjalnych danych 2 % SWINGUJĄCYCH...
                  > a moze link do tych danych mogę prosić...

                  Jak już pisze konkrety to tak trudno to wpisać w google? Co prawda
                  te co wyskakuja na pierwszym miejscu nie są aktualne bo z 2003, ale
                  myślisz że pamietam wszystkie źródłą informacji?

                  2% Polaków uprawiało seks grupowy (czyli z więcej niż jednym
                  partnerem)

                  8% miało więcej niż jednego partnera seksualnego jednocześnie

                  (źródło: Raport o seksualności Polaków - Pfizer 2002 r.)

                  2% kobiet śniło o orgiach

                  7% kobiet fantazjuje o seksie grupowym podczas współżycia ze swoim
                  partnerem

                  źródło: badania Zbigniewa Lwa Starowicza w: Zbigniew Lew Starowicz,
                  Seks nietypowy, Łódź, 2003 r.
                  • justyna.ada Re: statystyka musi operować na danych 28.12.07, 13:29
                    >
                    > 2% Polaków uprawiało seks grupowy (czyli z więcej niż jednym
                    > partnerem)
                    >
                    > 8% miało więcej niż jednego partnera seksualnego jednocześnie
                    >
                    > (źródło: Raport o seksualności Polaków - Pfizer 2002 r.)
                    >

                    Nie mogę dotrzeć jakoś do samego tego raportu (może źle szukam) ale
                    gdzie tam jest powiedziene że 2% MAŁŻEŃSTW swinguje?

                    piszesz że 2 % (lub 8%) Polaków miało na koncie seks grupowy - a to
                    całkiem co innego :-))
                • your_and Re: statystyka musi operować na danych 28.12.07, 13:34
                  al9 napisał:
                  > Tak czy siak - w 99% procentach prowadzi do destrukcji związku...

                  Ja tam z kazań pamiętam mantrę to do destrukcji związku przede
                  wszystkim doprowadza antykoncepcja, prezerwatywy i w ogóle seks w
                  oderwaniu od wzniosłej misji powoływania na świat dzieci.
                  Myślę że równie łatwe do udowodnienia indukcyjne rozumowanie...
                  • al9 your_and 28.12.07, 13:47
                    twoja ironia trafia w próżnię...
                    bomba załozył watek wyłacznie w celu prowokacji - udsłonił sie
                    puentując czyjąś wypowiedź i jasno wyjaśnił co mysli o
                    forumowiczach..
                    Nie będę zatem dalej prowadził dyskusji....
                    Uważam że postawa akceptująca sex z innymi partnerami - jesli
                    akceptowana - nie jest naganna. Zwracam uwagę, że - podkreślę - moim
                    zdaniem - prowadzi do destrukcji związku. ty uważasz że inaczej -
                    Twoje prawo. Nie będę polemizował...
                    Nie musisz natomiast wpadac w złosliwość.
                    Szcęśliwego Nowego Roku!
                    al
                    • your_and Re: your_and 28.12.07, 14:07
                      Dlatego nie odpowiadam enigmatycznej bombie tylko Tobie jak piszesz
                      że szansa na zakceptowanie jest bliska zeru i prowadzi to na 99% do
                      rozpadu.
                      Masz jakieś argumenty poza jednostkowymi przykładami z forum (o
                      problemach w seksie)? Bo pisanie jako o oczywistej oczywistości
                      przypomina mi właśnie ton z kazań "specjalistów".
                      • al9 Re: your_and 28.12.07, 15:46
                        you - ja nie przeprowadzam przed Tobą obrony pracy doktorskiej
                        nie prosiłem Cie o recenzję....
                        twoje zdanie i twoje opinie sa tak samo dobre jak moje
                        zakończmy
                        al
                        • your_and Re: your_and 28.12.07, 16:20
                          > twoje zdanie i twoje opinie sa tak samo dobre jak moje
                          > zakończmy

                          Pewnie. I gdybym nie był ich ciekaw to bym tu nie zaglądał ani Tobie
                          nie odpowiadał :)

                    • bomba44 Jeszcze raz do Al 03.01.08, 18:20
                      Al:

                      Przepraszam, jeśli znowu zabrzmi to dla Ciebie chamsko, ale nie mogę Twoich
                      nieprawdziwych wypowiedzi na mój temat zostawić bez komentarza.

                      Napisałeś:
                      > twoja ironia trafia w próżnię...

                      Ty tak uważasz. Ja dla odmiany uważam, że polemika Your_and jest jak
                      najbardziej uzasadniona. Z niemal równą Tobie swadą jeszcze niedawno
                      udowadniano (a niektórzy do tej pory twierdzą) że seks przedmałżeński,
                      masturbacja, seksualność kobiet, nienaturalna antykoncepcja itp. prowadzą do
                      niechybnego upadku. I co z tego?

                      > bomba załozył watek wyłacznie w celu prowokacji

                      Bzdura. Napisałem już odpowiedź na ten zarzut powyżej więc nie będę się powtarzał.

                      > wyjaśnił co mysli o forumowiczach..

                      Nie zrobiłem tego, ale mogę zrobić to teraz. Myślę, że na forum jest wiele
                      inteligentnych i mających wiele interesujących rzeczy do powiedzenia ludzi.
                      Wiele się z ich wypowiedzi dowiedziałem i nauczyłem. Dlatego czytam to forum.
                      To było wyjaśnienie, co myślę o forumowiczach.

                      Pozdrawiam,
                • glosatorr Re: statystyka musi operować na danych 28.12.07, 13:58
                  Dodam jeszcze od siebie (chociaż obiecywałem sobie, że w tym watku
                  się nie wypowiem, bo co mi do tego, że ktoś tam sobie wpadł na taki
                  pomysł), że większość par swingujących przynajmniej na zachodzie, to
                  są bardzo nietrwałe związki utrzymujące się tylko i wyłacznie z tego
                  powodu, że ich taka forma zachowań seksualnych pociąga.

                  Poza tym w innym wątku o marzeniach napisałem to co teraz powtórzę:
                  - Miłość wyklucza zdradę a takie niezobowiązujące skoki w bok, są po
                  prostu sprzeczne z miłością. Czasami ludzie realizują swoje
                  marzenia, bo ich realizacja jest wazniejsza od dobra związku.
                  Podejmują to ryzyko a związek jest wyłacznie luźną znajomością,
                  którą nazywa się miłością. Dla kogoś związek sadysty z masochistą
                  byłby związkiem idealnym - mogliby to nawet nazwać Miłością. Ale czy
                  to jest Miłość? Widok zakrwawionej kobiety, bitej z rozkoszą przez
                  męża i cieszącą się z tego - dla kogoś z boku będzie totalną
                  aberacją i formą przemocy rodzinnej, ale dla sadysty i masochistki
                  będzie to najlepszym z możliwych rozwiązań. Tylko czy to jest Miłość?
                  Nie - to jest po prostu związek oparty na tym, że wzajemne potrzeby,
                  zboczone wręcz - są istotą takiego związku. Nazywanie to Miłością
                  uważam za przynajmniej niezręczne. Nawet jeśli mąż Sadysta i żona
                  masochistka są z tego układu szczęśliwi.

                  Ale prosze takiego układu - jak swingujące każde z kazdym innym
                  małżeństwo nie nazywać normą a łączące ich namiętności - nie nazywać
                  Miłością. To tak w kwestii jasności pojęć... i przepraszam, że się
                  wtrącam w ten mało interesujący wątek.
                  • misssaigon Re: statystyka musi operować na danych 28.12.07, 22:30
                    a kto powiedzial, ze małzenstwo musi realizowac jedna potrzebe - miłosc? Zyjemy
                    ze soba z mnostwa, czesto dla innych irracjonalnych powodow:D
                  • bomba44 Do Gloss 03.01.08, 18:42
                    Gloss:

                    Dzięki za wypowiedź, mimo Twojej niechęci. Bardzo ją sobie cenię.

                    Uwaga pierwsza: Ani Beata, ani Ewa, ani ja nie piszemy o swingowaniu.
                    Porównywanie do swingowania jest więc merytorycznie nie trafione. Mimo to
                    ustosunkuję się do Twojego stwierdzenia, że
                    > większość par swingujących przynajmniej na zachodzie, to
                    > są bardzo nietrwałe związki

                    Być może. Muszę Ci tylko powiedzieć, że gdyby mój związek był nietrwały, to by
                    się już dawno rozpadł. Myślę że przeciętne małżeństwo nie byłoby w stanie
                    podołać temu, co my.

                    Dalej piszesz o miłości. Patrząc na sprawę z Twojej perspektywy trzeba by było
                    najpierw zdefiniować pojęcie miłości, a to jest bardzo trudne i trudno by było
                    uzyskać konsensus. W słowniku języka polskiego znalazłem takie definicje:

                    miłość:
                    1. «głębokie uczucie do drugiej osoby, któremu zwykle towarzyszy pożądanie»
                    2. «silna więź, jaka łączy ludzi sobie bliskich»
                    3. «poczucie silnej więzi z czymś, co jest dla kogoś wielką wartością»
                    4. «głębokie zainteresowanie czymś, znajdowanie w czymś przyjemności»
                    5. «obiekt czyichś uczuć i pragnień»
                    6. «pożycie seksualne»

                    Żeby zjawisko mogło być nazwane miłością wystarczy, że spełni jedną z tych
                    definicji. Muszę Ci powiedzieć, że to co jest między moją żoną a mną spełnia
                    wszystkie sześć. I co?

                    Więc może należałoby uzupełnić definicję w słowniku o Twoje rozumienie miłości.

                    Zresztą ja też muszę z rozczarowaniem stwierdzić, że nie ma w słowniku definicji
                    miłości, jaką ja wyznaję. Dla mnie miłość to pragnienie szczęścia dla kochanej
                    osoby. No i znowu muszę stwierdzić, że moją definicję miłości moje małżeństwo
                    również spełnia.

                    Jeśli chodzi o czysto teoretyczny przykład sadystów, masochistów i swingujących
                    to się nie wypowiem, bo doświadczeń nie mam.

                    Pozdrawiam,
            • gomory Re: Kochankowie mojej żony 28.12.07, 13:55
              Zauwaz, ze w dobie internetu mniejszosci moga sie w miare latwo znajdowac, co niebywale podnosi prawdopodobienstwo spotkania sie.
              Niezapominajka opisala historie smutnego zwiazku. Maz w nim mial problemy z samym soba i wygladal na takiego co ma niezle zaburzone postrzeganie rzeczywistosci. Mi wrecz trudno go powaznie traktowac i na jego przykladzie udowadniac cokolwiek. No moze poza tym, jakimi to chorymi fantazjami czlowiek moze swoj swiat zabudowac ;).
          • bomba44 Do Niezapominajki 03.01.08, 18:49
            No cóż, Niezapominajko, to co opisujesz jest po prostu makabryczne. Facet
            uzależniony, stosujący wobec swoich bliskich terror psychiczny... Nie życzę
            tego nikomu. Tylko mam nadzieję, że sama rozumiesz, że ta sytuacja jest daleka
            od tej, którą opisuje Beata, Ewa, czy ja.

            Pozdrawiam,
    • sortis24 Re: Kochankowie mojej żony 02.04.08, 19:04
      Beata, nie jesteś sama. Polecam forum www.rogacz.pev.pl/

      nie dla wszystkich są takie zabawy i nie każdy to zrozumie.

      Ja rozumiem że można tego nie zrozumieć :)

      Moja dziewczyna nie rozumie na przykład jak za płytę zespołu można dać 200 zł
      skoro można ją ściągnąć z Internetu... taki mały przykład.

      A czy z dwóch stron jest możliwość ochoty na coś takiego. uwierzcie mi jest.

      Seks w naszej kulturze jest traktowany w pewien sposób i tego nie zmienimy.

      Pozdrawiam nie pozdrawiających
    • stellasole Re: Kochankowie mojej żony 04.04.08, 13:35
      Szkoda mi słów na to co przeczytałam , ten artykuł jest tak żałosny że w głowie mi się nie może zmieścić . jak można napisać że ta kobieta jest katoliczką , ona jest zerem i niczym więcej
      • alicja_z Re: Kochankowie mojej żony 04.04.08, 14:02
        stellasole napisała:

        > Szkoda mi słów na to co przeczytałam , ten artykuł jest tak
        żałosny że w głowie
        > mi się nie może zmieścić . jak można napisać że ta kobieta jest
        katoliczką , o
        > na jest zerem i niczym więcej

        To, że czegoś nie rozumiesz nie oznacza, że masz kogoś przyrównywać
        do zera. A może głowę masz za małą ? - vide "w głowie mi się nie
        mieści"

        Dla mnie, podana sytuacja mieści się w zbiorze dopuszczalnych do
        zaakceptowania. Ale ja trochę zboczona jestem...;-)
        • crazyh Re: Kochankowie mojej żony 04.04.08, 14:22
          Z ciekawościa przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Jestem w podobnej
          sytuacji jak autor, tylko z pozycji kobiety. Doskonale go rozumiem.
          Zapewne takich jest mniejszość ale potwierdzam, że można tak myśleć
          i żyć. To mnie ekscytuje i podnieca. Dodatkowo - u nas to działa w
          obie strony.

          Pewnie kogoś zdenerwuję, ale nie znam trwalszego i lepszego związku
          niż nasz.
    • fajnyfacet170 Re: Kochankowie mojej żony 17.07.15, 10:43
      Wypowiem sie i ja w tej sprawie
      Otoz tak sie sklada, ze nie potrafie seksualnie dogodzic mojej zonie. Ptaszek za maly i za dlugo nie moze... Zona natomiast batrdzo seksowna kobieta ktora tez zasluguje na to aby przezywac wspaniale orgazmy. Ja uwielbiam kiedy ona je ma. Najczesciej kiedy sama sie onanizuje przy pomocy roznych zabawek.
      Dlatego pozwolilem jej oficjalnie na kochanka. Zaraz moherowe berety krzykna tu na mnie glosno, ze swinia jestem, ze to grzech itd. Wiecie co - w nosie te wasze wrzaski mam. Liczy sie to aby mojej zone tez bylo w lozku dobrze.
      Pozdrawiam - Dobry maz :-)
      • hello-kitty2 Re: Kochankowie mojej żony 17.07.15, 11:15
        fajnyfacet170 napisał(a):

        > Wypowiem sie i ja w tej sprawie
        > Otoz tak sie sklada, ze nie potrafie seksualnie dogodzic mojej zonie. Ptaszek z
        > a maly i za dlugo nie moze... Zona natomiast batrdzo seksowna kobieta ktora tez
        > zasluguje na to aby przezywac wspaniale orgazmy. Ja uwielbiam kiedy ona je ma.
        > Najczesciej kiedy sama sie onanizuje przy pomocy roznych zabawek.
        > Dlatego pozwolilem jej oficjalnie na kochanka. Zaraz moherowe berety krzykna tu
        > na mnie glosno, ze swinia jestem, ze to grzech itd. Wiecie co - w nosie te was
        > ze wrzaski mam. Liczy sie to aby mojej zone tez bylo w lozku dobrze.
        > Pozdrawiam - Dobry maz :-)

        Alez maly ptaszku, skad, jak, berety latem, w lipcu, 30 stopni? No co Ty ;-)
        • prosty_facet Re: Kochankowie mojej żony 18.07.15, 01:16
          hello-kitty2 napisała:

          > fajnyfacet170 napisał(a):

          > > Pozdrawiam - Dobry maz :-)
          >
          > Alez maly ptaszku, skad, jak, berety latem, w lipcu, 30 stopni? No co Ty ;-)

          Fajnie, ze wyciagneliscie ten watek - z zacikawieniem przeczytalem.
      • zawle Re: Kochankowie mojej żony 18.07.15, 08:15
        fajnyfacet170 napisał(a): Zaraz moherowe berety krzykna tu
        > na mnie glosno, ze swinia jestem, ze to grzech itd. Wiecie co - w nosie te was
        > ze wrzaski mam.

        Tu główny bohater zrywa teatralnym gestem ze swojej głowy beret, a tłum w beretach zdziwiony idzie dalej......haha...scena jak z Monty Python:)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka