sinner78
16.01.08, 20:58
Od 6 lat trwam w bezseksownym malzenstwie (zgodnie z defninicja mniej niz 10 zblizen w ciagu roku).
Od tego tez czasu z rozna pasja zglebiam ten temat, czytajac artykuly na internecie, eksprymentujac we wlasnym zwiazku, czytajac porad i doswiadczen innych osob, chodzac na terapie malzenska itd.
Ostatnio doszedlem jednak do pewnej konkluzji, ktorej nie widzialem uprzednio, bo poprostu nie chcialem jej dostrzec.
To nie jest moja wina, to nie jest wina tez mojej zony, ani niczyja. Poprostu tak jest. Moja zona nie chce kontaktow fizycznych. I nikt nie jest w stanie na to poradzic. To jak milosc. Co z tego ze ty kogos kochasz jak ten drugi Ciebie nie kocha. Czy mozna tego kogos zmusic by Cie pokochal? NIe. Tak samo jak ja nie moge zmusisz ani sprawidz by moja zona miala ochote na kontakt ze mna. Ani tym bardziej ona sama wplynac na sieie.
To co bedzie dzialo sie pozniej zalezy odemnie. Czy ja bede chcial byc w takim zwiazku czy zdecyduje sie na rozstanie? Tego jeszcze nie wiem. Mam nadzieje ze nie zajmie mi to kolejnych 6 lat.