prawdziwy_kot
21.02.08, 03:42
Sam nie wierzę, że tu piszę.
Dwoje wspaniałych dzieci dom firma, z boku to wszystko wygląda świetnie, ale…
Chyba ja to zauważyłem wcześniej, kilka lat temu.
Próbowałem rozmawiać z nią, ze coś zaczyna się dziać nie tak miedzy nami.
Ona 7 lat młodsza.
Pierwsze kilka lat układało się całkiem fajnie, chyba byliśmy zbyt zajęci
urządzaniem się.
Ja zapracowany, ona siedziała w domu sporadycznie pomagała mi w pracy.
Budowa domu itd, to wszystko sprawiało nam dużą przyjemność.
Problem narastał stopniowo.
Na początku byliśmy sobą bardzo zainteresowani.
Potem gdzieś zaczęły znikać, te jej wpatrzone spojrzenia we mnie, ja jakoś
zacząłem tracić zainteresowanie nią.
Chyba jestem zwykłym prostym samcem.
Uwielbiałem, to że jej imponuję, że potrafię tyle spraw załatwić itd.
Teraz czuje się jak oczywisty czynnik który tylko zapewnia byt.
Kiedyś była mną zainteresowana, to mi dawało kopa, mogłem dla niej zrobić
wszystko.
Jak próbuje z nią o tym rozmawiać, zaprzecza praktycznie każdemu mojemu słowu.
Nie poznaje jej jakby to była zupełnie inna osoba.
Kiedyś mogliśmy najmniejszą drobnostkę omówić i znaleźć jakiś kompromis.
Teraz to jest nierealne.
Z czymkolwiek przyjdę, co dotyczy naszych relacji, ona ma na to tysiąc
odpowiedzi, w stylu że wydaje mi się, albo że jest kompletnie odwrotnie.
Bystra jest i inteligentna, tylko teraz wykorzystuje to przeciwko mnie .
Próbuje mi zamykać usta.
W dodatku jest osoba z dużym temperamentem, taką ja poznałem.
W tedy wiedziałem, że nigdy nie wykorzysta go negatywnie w stosunku do mnie,
myliłem się.
W dodatku ja tez szybko się denerwuję, nie mogę dosłownie uwierzyć w to, że
ona zaczyna ze mną po prostu walczyć, dlaczego ze mną? Przecież wszedłem w to
całym sercem...
Poznała mnie na wylot, wie wszystko o mnie.
Dużo razem przeszliśmy.
Myślałem, że takie wspólne doświadczenia cementują związek i nabieramy do
siebie coraz większego szacunku.
Tutaj jest wykorzystywanie sekretów do walki słownej.
Po wieczornej kłótni, ja nie mogę się pozbierać, długo nie mogę zasnąć, myślę
o przyszłości czy to ma dalej sens.
Ona rano jak gdyby nic się nie stało, jest w stanie oznajmić, tylko że
potrzebuje pieniądze na coś tam.
Kiedy próbuje porozmawiać o tej kłótni, wyjaśnić, bardzo często dochodzi do
następnej.
Bardzo angażuje się natomiast w sprawy mojej firmy.
Zresztą sama kiedyś powiedziała, że bardzo by chciała uczestniczyć, we
wszystkim co robie.
Więc żeby miała jakieś zajęcie poprosiłem ja o wykonywanie kilku czynności
związanych z firmą.
Kiedy tylko podejmuję temat jakichś problemów w firmie, zawsze jest chętna do
dyskusji i nigdy się nie kłócimy w tych sprawach.
Fakt bardzo wydoroślała, kiedy ja poznałem wydawała mi sie taka dziecinna, ale
przez to urocza.
Ja juz miałem jasno wytyczone cele których trzymam się do dziś.
Ona powoli staje się mistrzynią podważania moich zdań, tylko pytam się po co
to wszystko.
Kobieta, która ze mną walczy przestaje być dla mnie atrakcyjna seksualnie, nie
umiem sie na niej skupić działa to na mnie odpychająco .Ona wtedy, znów mówi,
że się nią nie interesuję należycie.
Zaczyna się dziać jakieś błędne koło.
Brakuje ciepłej atmosfery w domu.
Czuje ze znikam, wydaje mi się że mógłbym się tylko pojawić, kiedy trzeba
opłaty porobić.
Pewnie jest w tym dużo mojej winy przyznaje się w ciemno, nie wiem o co chodzi.
Ale mam takie wrażenie, że ona pozjadała wszystkie rozumy, nie mam już z nią
żadnej intymnej relacji, zrozumienia.
Ona przyzwyczaiła się, że po każdej kłótni i tak wszystko wraca do normy.
Jak już praktycznie, za każdym razem powtarzam sobie, że tym razem koniec.
Ale jednak zawsze próbowałem się znów angażować, bardzo mi zależy na domowej
atmosferze, rozbawianych dzieciach, planach na przyszłość.
Nigdy nie chciałem z tego rezygnować.
Ale ta huśtawka już mocno daje .
Kiedyś coś dla niej znaczyłem.
Ostatnio wylądowaliśmy oddzielnie na imprezie, na której powinniśmy być razem.
Wcześniej powiedziałem jej, że chyba powinniśmy zakończyć nasz związek.
Słała mi smsy, że mnie kocha i smutno jej beze mnie.
Znów w to wpadłem znów pełne zaangażowanie, ale co z tego.
Potem mi dała popalić, że zwątpiłem w snucie planów na życie, związanych z jej
osobą.
Teraz ona jeszcze chyba nie wie, może się domyśla, ale we mnie już coś pękło,
zaczynam już podświadomie układać dalsze swoje życie.
Oczami wyobraźni zaczynam widzieć jakieś inne kobiece twarze.
Szukam we wspomnieniach Tych namiętnych spojrzeń.
Widzę, że mój organizm, jakby sam automatycznie zaczyna wchodzić na inną
ścieżkę, pomijając Ją. Ona chyba nie dopuszcza myśli, że nasz związek może się
rozpaść.
Wydaje jej się chyba, że jestem zbyt mocno uwikłany w sprawy firmowe
utrzymanie domu i kilku nowych inwestycji, czuje się czasami jak jej ojciec.
Ja jednak jestem jak zawieszony w próżni, nie posuwam się nawet o krok do przodu.
Brak miłości wiąże mi skrzydła, nic więcej nie zrobię.
Wpadam po uszy w dość kosztowne hobby, uciekam od tej sytuacji jak się da.
Ale jednak myślę też o przyszłości swoich dzieci.
Więc będę musiał chyba to zakończyć, żeby chociaż dzieci w przyszłości miały
ode mnie jakąś pomoc.
Bo życie w takiej relacji, chyba doprowadzi do totalnego rozpadu na każdej linii.
Musiałem się wygadać, bo naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać.
Może jakaś kobieta by mi wytłumaczyła, co źle robię, zależy mi na ratowaniu
tego związku. Ale z drugiej strony, sam siebie się już boje, widzę że gdzieś
się już oddaliłem.
Czy to ma jeszcze jakiś sens?