Dodaj do ulubionych

11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci...

21.02.08, 03:42
Sam nie wierzę, że tu piszę.
Dwoje wspaniałych dzieci dom firma, z boku to wszystko wygląda świetnie, ale…
Chyba ja to zauważyłem wcześniej, kilka lat temu.
Próbowałem rozmawiać z nią, ze coś zaczyna się dziać nie tak miedzy nami.
Ona 7 lat młodsza.
Pierwsze kilka lat układało się całkiem fajnie, chyba byliśmy zbyt zajęci
urządzaniem się.
Ja zapracowany, ona siedziała w domu sporadycznie pomagała mi w pracy.
Budowa domu itd, to wszystko sprawiało nam dużą przyjemność.
Problem narastał stopniowo.
Na początku byliśmy sobą bardzo zainteresowani.
Potem gdzieś zaczęły znikać, te jej wpatrzone spojrzenia we mnie, ja jakoś
zacząłem tracić zainteresowanie nią.
Chyba jestem zwykłym prostym samcem.
Uwielbiałem, to że jej imponuję, że potrafię tyle spraw załatwić itd.
Teraz czuje się jak oczywisty czynnik który tylko zapewnia byt.
Kiedyś była mną zainteresowana, to mi dawało kopa, mogłem dla niej zrobić
wszystko.
Jak próbuje z nią o tym rozmawiać, zaprzecza praktycznie każdemu mojemu słowu.
Nie poznaje jej jakby to była zupełnie inna osoba.
Kiedyś mogliśmy najmniejszą drobnostkę omówić i znaleźć jakiś kompromis.
Teraz to jest nierealne.
Z czymkolwiek przyjdę, co dotyczy naszych relacji, ona ma na to tysiąc
odpowiedzi, w stylu że wydaje mi się, albo że jest kompletnie odwrotnie.
Bystra jest i inteligentna, tylko teraz wykorzystuje to przeciwko mnie .
Próbuje mi zamykać usta.
W dodatku jest osoba z dużym temperamentem, taką ja poznałem.
W tedy wiedziałem, że nigdy nie wykorzysta go negatywnie w stosunku do mnie,
myliłem się.
W dodatku ja tez szybko się denerwuję, nie mogę dosłownie uwierzyć w to, że
ona zaczyna ze mną po prostu walczyć, dlaczego ze mną? Przecież wszedłem w to
całym sercem...
Poznała mnie na wylot, wie wszystko o mnie.
Dużo razem przeszliśmy.
Myślałem, że takie wspólne doświadczenia cementują związek i nabieramy do
siebie coraz większego szacunku.
Tutaj jest wykorzystywanie sekretów do walki słownej.
Po wieczornej kłótni, ja nie mogę się pozbierać, długo nie mogę zasnąć, myślę
o przyszłości czy to ma dalej sens.
Ona rano jak gdyby nic się nie stało, jest w stanie oznajmić, tylko że
potrzebuje pieniądze na coś tam.
Kiedy próbuje porozmawiać o tej kłótni, wyjaśnić, bardzo często dochodzi do
następnej.
Bardzo angażuje się natomiast w sprawy mojej firmy.
Zresztą sama kiedyś powiedziała, że bardzo by chciała uczestniczyć, we
wszystkim co robie.
Więc żeby miała jakieś zajęcie poprosiłem ja o wykonywanie kilku czynności
związanych z firmą.
Kiedy tylko podejmuję temat jakichś problemów w firmie, zawsze jest chętna do
dyskusji i nigdy się nie kłócimy w tych sprawach.
Fakt bardzo wydoroślała, kiedy ja poznałem wydawała mi sie taka dziecinna, ale
przez to urocza.
Ja juz miałem jasno wytyczone cele których trzymam się do dziś.
Ona powoli staje się mistrzynią podważania moich zdań, tylko pytam się po co
to wszystko.
Kobieta, która ze mną walczy przestaje być dla mnie atrakcyjna seksualnie, nie
umiem sie na niej skupić działa to na mnie odpychająco .Ona wtedy, znów mówi,
że się nią nie interesuję należycie.
Zaczyna się dziać jakieś błędne koło.
Brakuje ciepłej atmosfery w domu.
Czuje ze znikam, wydaje mi się że mógłbym się tylko pojawić, kiedy trzeba
opłaty porobić.
Pewnie jest w tym dużo mojej winy przyznaje się w ciemno, nie wiem o co chodzi.
Ale mam takie wrażenie, że ona pozjadała wszystkie rozumy, nie mam już z nią
żadnej intymnej relacji, zrozumienia.
Ona przyzwyczaiła się, że po każdej kłótni i tak wszystko wraca do normy.
Jak już praktycznie, za każdym razem powtarzam sobie, że tym razem koniec.
Ale jednak zawsze próbowałem się znów angażować, bardzo mi zależy na domowej
atmosferze, rozbawianych dzieciach, planach na przyszłość.
Nigdy nie chciałem z tego rezygnować.
Ale ta huśtawka już mocno daje .
Kiedyś coś dla niej znaczyłem.
Ostatnio wylądowaliśmy oddzielnie na imprezie, na której powinniśmy być razem.
Wcześniej powiedziałem jej, że chyba powinniśmy zakończyć nasz związek.
Słała mi smsy, że mnie kocha i smutno jej beze mnie.
Znów w to wpadłem znów pełne zaangażowanie, ale co z tego.
Potem mi dała popalić, że zwątpiłem w snucie planów na życie, związanych z jej
osobą.
Teraz ona jeszcze chyba nie wie, może się domyśla, ale we mnie już coś pękło,
zaczynam już podświadomie układać dalsze swoje życie.
Oczami wyobraźni zaczynam widzieć jakieś inne kobiece twarze.
Szukam we wspomnieniach Tych namiętnych spojrzeń.
Widzę, że mój organizm, jakby sam automatycznie zaczyna wchodzić na inną
ścieżkę, pomijając Ją. Ona chyba nie dopuszcza myśli, że nasz związek może się
rozpaść.
Wydaje jej się chyba, że jestem zbyt mocno uwikłany w sprawy firmowe
utrzymanie domu i kilku nowych inwestycji, czuje się czasami jak jej ojciec.
Ja jednak jestem jak zawieszony w próżni, nie posuwam się nawet o krok do przodu.
Brak miłości wiąże mi skrzydła, nic więcej nie zrobię.
Wpadam po uszy w dość kosztowne hobby, uciekam od tej sytuacji jak się da.
Ale jednak myślę też o przyszłości swoich dzieci.
Więc będę musiał chyba to zakończyć, żeby chociaż dzieci w przyszłości miały
ode mnie jakąś pomoc.
Bo życie w takiej relacji, chyba doprowadzi do totalnego rozpadu na każdej linii.
Musiałem się wygadać, bo naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać.
Może jakaś kobieta by mi wytłumaczyła, co źle robię, zależy mi na ratowaniu
tego związku. Ale z drugiej strony, sam siebie się już boje, widzę że gdzieś
się już oddaliłem.
Czy to ma jeszcze jakiś sens?


Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 11:15
      nie koniec jesli zaakceptujesz, ze twoja zona jest dorosła, chce sie czuc
      partnerka w zyciu prywatnym i zawodowym, chce miec swoje niezalezne opinie...

      jesli potrzebujesz niemej adoratorki, to poszukaj sobie znowu jakiegos
      maloletniego dziewczecia i wychowaj je wg kanonu...dopoki ono tez nie
      wydorosleje :))
      • prawdziwy_kot Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 14:59
        No właśnie, świetnie to ujęłaś, gdybym jeszcze mógł tą wypowiedź dopasować do mojej sytuacji, to okazałoby się że trafiłaś w sedno.
        Tylko co mam myśleć, od samego początku małżeństwa starałem się Ją traktować właśnie jako partnerkę,.
        Wspólne pieniądze, wspólnie podejmowane decyzje, powiedziała na początku małżeństwa, ze rzuciłem ja na głęboką wodę , ale widać było ze sprawia jej to przyjemność i satysfakcję.
        Ma swoje zdanie, owszem tylko dlaczego z taka zaciekłością godną najgorszego wroga stawia na swoim.
        Czasami myślę, że najlepiej byłoby się w ogóle nie odzywać jeśli cos leży mi na sercu dla świętego spokoju.
        Ale przecież nie o to chodzi.
        Nie jesteśmy już w stanie osiągnąć kompromisu.
        Coś na zasadzie, że przychodzę do niej i mówię ze boli mnie głowa, a ona że to raczej niemożliwe i tak nie jest, no po prostu krew mnie zalewa.
        Daleki jestem od tego żeby komuś cos narzucać ,czy sterować.
        Właśnie brakuje mi normalnych rozmów, teraz wypadałoby nie podejmować żadnych tematów dotyczących tego co ja czuję, istnieją tylko tematy dotyczące jej spraw.
        Czy dorosłość ma się tak objawiać?
        Po co kobieta dąży do osiągnięcia takiego stanu, że mężczyzna czuje że potrzebny jest tylko do utrzymania domu, a jak ma jakiś problem to poświęcę tyle zapału i energii żeby za wszelką cenę wybić mu to z głowy.
        Nie wiem, pewnie jestem w błędzie bo to widać, nie układa się dobrze.
        Może ona potrzebuje po prostu odpowiedniego faceta, albo potrzebuje stracić tego którego ma.
        Dlaczego potrafi być tak miła, życzliwa do obcych osób?
        A w domu…
        Okropnie czarno to widzę, wypaliłem się.
        Chyba jej miłość wygasła do mnie, tylko Jej chyba jest tak wygodnie żyć na razie
        Tylko żebym się za dużo nie odzywał
        Jak podejmowałem temat ewentualnego rozwodu to nie chciała
        .Jeden z jej argumentów to gdzie ja będę mieszkać?
        Ale nic o nas.
        • dorotaju Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 16:16
          Mam wrażenie że jesteśmy w podonym momencie zwiazku albo sie
          rozpadnie albo się odrodzi (jedno i drugie wyjście jest lepsze niż
          takie niewiadomoco). Może Twoja żona poprostu nie wyobraża sobie
          życia bez Ciebie czyli Twojego domu, Twojej pracy i Ciebie w
          czynnościach codzinnych. A może ona sama nie wie. Drastycznym
          aczkolwiek z mojego doświadczenia skutecznym rozwiązaniem jest
          zrobienie czegoś żeby ona zrozumiała że nie straszysz jej a
          odchodzisz od niej na poważnie. Może zastanowi się czego chce. Może
          jej to też jest potrzebne. Może powinniście odetchnąć od siebie.
          Chyba jest pewnien moment kiedy już na siłę nic się nie da i trzeba
          odpuścić żeby nie stłamścić drugiej strony. Jakoś w Twojej
          wypowiedzi nie poczułam czy jest coś wspólnego (oprócz firmy) między
          Wami, jakies wspólne zainteresowania coś co obydwojgu sprawia
          radość ?? A może ona czuje się niedoceniana i niekochana bo przecież
          gdyby była szczęśliwa to nie zachowywałaby się tak. Nie oczekuj tez
          że ona powi Ci wprost o swoich potrzebach to jest kobieta :) nie
          facet :)
    • krissdevalnor100 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 18:14
      Po mojemu, to trochę tak, jakbyś wział do domu puchatego szczeniaka
      i po odpowiednim czasie szlag Cie trafił, że szczeniak nie jest już
      szczeniakiem i że przestał być puszysty
      :P
      Zmiany charakteru, "doroślenie" albo kryzysy osobowości partnera
      trzeba na stałe wpisać w harmonogram zwiazku. Dziś jest taka, za 5
      lat będzie już zupełnie inna a za 15- kto to wie?
      A Ty się zastanów, czy trzymało Cie przy niej coś więcej, niż
      przeglądanie sie w jej zachwyconych oczkach i satysfakcjonujące
      wsłuchiwanie się w pełne zachwytu westchnięcia. Miłe, ale bez tego z
      pewnościa takze znasz swoja wartość a i powinienieś znać wartość
      związku.
      IMO jej sie znudziło granie słodkiej koteczki i chce robić cos
      ważnego i zobaczyć czasem błysk głębokiegi podziwu w Twoich oczach.
      Ni etylko na widok nowego stanika, ale również dla jej kompetencji,
      pomysłowości, odpowiedzialności. Kobieta moze wykazywac te cechy i
      być seksowna, nie przejmuj się.

      No chyba, ze się odkochała i cześć, to wtedy rady żadnej niet.

      BTW, 11 lat po slubie to standardowy okresd kryzysowy, full ludzi
      sie rozwodzi bo wychodzą problemy i nieraz na nich polegną:/

      • zlosnica100 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 18:51
        Moment, ale chyba rzecz jest nie tyle w samodzielnosci zony ile w tym ze reaguje
        agresja slowna na wszelkie proby rozmowy ?To raczej niedojrzałosc.
        • zlosnica100 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 18:55
          To chyba jest tak ze jej prawdziwy charakter wyszedl na wierzch.Zawsze taka byla
          tylko ze kiedy byla zalezna od Ciebie nie pokazywala pazurkow.Teraz sama moze
          dysponowac soba, zapewne sie utrzymac i kierowac swoim zyciem, zmienila sie
          perspektywa i wyrownaly role.
          Pytanie czy wypracujecie kompromis, czy ty zgodzisz sie na partnerstwo a ona
          nauczy sie dyplomacji.
          • murakami2 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 19:05
            Oni, zdaje się, nie mogą tego kompromisu wypracować. Co by sugerowało, aby
            przestać się rzucać na lewo i prawo i postawić sprawę na ostrzu noża - kompromis
            lub rozwód.
            Kocie, pomyśl o adwokacie dobrym, bo jeśli żona taka przedsiębiorcza, to
            zostaniesz bez grosza. Żaden sąd nie weźmie poważnie Twoich wątpliwości typu
            "ona mnie nie słucha" lub "ona stała się pyskata".
        • krissdevalnor100 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 19:28
          No jasne, metod "komunikacji" żony nie zamierzam brobić;) ale faktem
          jest, że człowiek bardzo niezadowolony ze swojego związku,
          (szczególnie, jeśli nie od razu docierało do niego, ze mu układ nie
          pasuje) niejednokrotnie reaguje dość histerycznie. Patrzmy chociażby
          na elementy postu Kota, jak to się wypalił, coś mu pękło i wszystkie
          swoje myśli przestawia już na inne tory a życie planuje bez tej
          pani. Kocie, moze się mylę, ale poza nieporadnymi próbami
          rozmawiania i jednym całkiem udanym szantażem nie zrobiłeś wiele
          (nic?), żeby zmienić sytuację, natomiast plany już snujesz
          konkretne. A moze to poprostu przeciażone nerwy i poczucie
          bezradności plus złość?
          Chcesz sie z nią dogadać czy chcesz, żeby się stała miła i słodka?;)
          • misssaigon Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 21.02.08, 22:01
            amoze by sie kot zastanowił jak wyglada jego przekaz do zony?
            zeby przeanalizowal nie to co mowi, ale jak, jakim tonem np.
            Moze po prostu nie zdaje sobie sprawy, ze ja tym irytuje?

            Przypomina to troche wydostawanie sie spod kurateli rodzica i kwestionowanie
            jego pogladów i polecen, jego autorytetu.
            Jesli milosc sie skonczyla a na jej miejsce nie weszla przyjazn? to coz
            pozostało? sentyment, wygoda, przyzwyczajenie...
            • prawdziwy_kot Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 00:00
              Dziękuje bardzo za komentarze, w każdym z nich jest trochę prawdy, muszę troszkę
              się opanować i spokojnie pomyśleć, z trudem mi to przychodzi.
              Może trochę wyidealizowałem sobie obraz rodziny.
              Zawsze wyobrażałem sobie ciepła atmosferę, pełne zaufanie, itd.
              Sfera sexu, kaplica, w związku z tymi ciśnieniami, mnie po prostu nosi.
              Mam duże potrzeby, ona o tym wie ale, pewnie gdyby jej było ze mną dobrze, może
              inaczej by się do mnie odnosiła.
              Jest lekko pulchna ma kompleksy w związku z tym.
              Wielokrotnie powtarzałem Jej, że taka mi się podoba, że jest piękna i mnie pociąga.
              Jednak nie ma mowy o jakimś ciekawszym seksie, zawsze musi być przygaszone światło.
              O realizacji jakichś fantazji w tym momencie, to już jakby ręce mi opadają.
              Nie lubi za bardzo rozmawiać o tym, próbuje szybko kończyć temat.
              Ja natomiast chętnie bym pogadał i rozwinął temat ale…

              Dorotaju
              Ona pewnie się czuje niedoceniana i może niekochana, ale ja naprawdę
              wielokrotnie się starałem, żeby jak najlepiej ja traktować. Ale czuję, że czym
              bardziej się staram tym jest gorzej.
              Można powiedzieć, ze nie mamy wspólnych zainteresowań.
              Ona mi kibicuje trochę w moich, ale i tak mi to wykrzyczała nieraz.
              Dobrze że mi przypomniałaś, że to jest kobieta, poważnie, może postaram się
              jakoś uruchomić, te moje samcze komórki mózgowe i coś wymyślę.

              Krissdevalnor100
              To co napisałeś to chyba najbliższe prawdy, co ja sobie wyobrażałem że sielanka
              będzie wiecznie.
              Czy nie można przeżyć życia jednak w tej sielance? Niepoprawny optymizm, tak, na
              co ja liczyłem.
              Bez sensu takie życie, co parę lat zmiany, ale żeby one były pozytywne
              wzmacniające związek.
              Właśnie dzięki tym zachwyconym ślicznym oczkom miałem cały napęd do życia.
              Chyba Ona teraz ode mnie potrzebuje więcej tych zachwytów.
              Krissdevalnor100, ja w takim razie muszę się wszystkiego uczyć od nowa.
              Ale jeśli mnie nie kocha to…

              Zlosnica100
              To że się zmieniła to pewne, ja Jej nie poznaję i chyba to w niej siedziało,
              tylko na początku była zbyt nieśmiała, stąpała po nieznanym jeszcze terenie.
              Jak się poznaliśmy, właśnie zainteresował mnie jej spokój i jednocześnie
              wiedziała czego chce.
              Konkretnie chciała być ze mną.
              Teraz wszystko ma w jednym palcu, ale ta wiedza jest przez nią dziwnie
              wykorzystywana.
              Przeważnie żeby mi dopiec.
              To partnerstwo pewnie by to jakoś wyszło, tylko strasznie brakuje tej czułości.
              Tak mi zależało, żeby moje dzieci mogły obserwować, jak rodzice traktują się z
              szacunkiem, te pozytywne relacje by się im udzielały.
              Dzieci wszystko zauważają, jak tak dalej będzie to wyjdą z domu uzbrojone po
              zęby w negatywne wspomnienia.

              Murakami2
              autentycznie zacząłem się trochę bać, bo widzę do czego jest zdolna. Jeszcze
              dochodzi jej bardzo bliska wieź z matką, czasami kilka razy w tygodniu musi ją
              odwiedzić, niedaleko mieszka. Nie przeszkadzało mi to, bo rozumiem że to jej
              matka i ją kocha. Ale dowiedziałem się, że potrafi nieźle obsmarować mi dupę,
              jakieś takie głupoty też jej opowiada, że np. późno wstałem z łóżka. Myślałem że
              takie sprawy, to raczej intymność, nie musi jej matki obchodzić dlaczego akurat
              wstałem później, paranoja.

              Krissdevalnor100
              No tak, to chyba faktycznie ponad moje nerwy, wydawało mi się że robiłem dużo,
              żeby to jakoś ratować. Ale to chyba jednak za mało. Chce się z nią dogadać i
              żeby była miła i słodka:-) Na poważnie, to właśnie piszę, że te próby z mojej
              strony to trwają już kilka lat. Stały się już prawie stałym elementem naszego
              życia. Tylko wypala się człowiek.

              misssaigon
              Zawsze zaczynam rozmowę spokojnie, tylko teraz jest gorzej, bo znam już
              scenariusz, jak będzie, zawsze stanie kantem, wiec irytuję się. W zasadzie to
              coraz gorzej mi to wychodzi.
              Dokładnie tak to czuję jak napisałaś, czuje się jak jej tatuś, jak z
              dojrzewającą nastolatką, jakiś bunt czy co. Ona nie jest moją przyjaciółką,
              jeśli rozumiem co to znaczy przyjaciel.

              Naprawdę dziękuje wam za sugestie, jesteście świetni, właśnie za taką wymianą
              zdań tęsknię, u nas tego już niema.
              Trochę mi się umysł otworzył, ale widzę, że to jest trudna sprawa, nie jestem w
              stanie jeszcze nic zdecydować. Najgorsze jest to, że moja samoocena trochę
              podupadła. Zaczynam się rozglądać za dziewczynami, co wcześniej nie miało
              miejsca w taki nasileniu. Zaczynam myśleć rozporkiem, seks u nas praktycznie nie
              istnieje, sporadycznie. Patrząc na jakąś dziewczynę, zastanawiam się czy ona,
              też by taka była, i nie wieżę w to, wierzę że byłaby kochana. Widzę, że jakiś
              diabeł mnie pcha, do tego żeby to sprawdzić. Aczkolwiek nigdy wcześniej takich
              dylematów nie miałem. Chciałbym z kimś naprawdę przeżyci życie, cieszyć się nim.
              Bo nie uwierzę, że tak ma być, miedzy kobietą, a mężczyzną.
              Nawet nie wiecie, jak było mi potrzebne podzielenie się z kimś tym.
              Dosłownie uspokoiłem się wewnętrznie.
              Co robić? Jeszcze nie wiem.
            • romulus11 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 00:09
              Wtracam sie jako facet,gdyz jakos mi rady pań nie bardzo
              odpowiadaja.Tez mam podobnie.Chce
              partnerstwa,czulosci,adoracji,zainteresowania,wzajemnej
              fascynacji,milosci uwielbienia.Standard,kto tego nie chce.Zeby
              dostac trzeba dawac.Probuje,tak daje,chce.Co
              dostaje.Roznie.Sinusoida.
              I co wtedy gdy jest dolek? Sie wsciekam,ignoruje,olewam,nie
              rozmawiam.
              I wiesz,pomaga,natychmiast.Zmiana o 180stopni.Czyli zamordyzm
              pomaga.Niestety pomaga.Na taka trafiles jak i ja.Wiem ze posypia sie
              gromy,ale co ryzykujesz?Mam sie rozwiesc z tym calym koszmarem.
              A tak mam kilka tygodni kochajaca grzeczna zone.Sa panie ktore musza
              miec macho,pana i wladce i wtedy czuja sie ok.
              I wiem ze bedzie mi wierna,posluszna i mysle ze szczesliwa.
              Bo nie blokuje jej odejscia.tez mam firme,wspolny majatek,mialaby za
              co zyc i sie bawic do smierci.A nie chce.Dlaczego?
              Ma wiec swoja rojke raz na jakis czas,wtedy mowie ostro stop i
              natychmiast przygasa.
              Mysle ze ma zbyt komfortowo.Nie pracuje,kasy ma ile
              zechce,realizowac tez nie chce,bo biznesik zalozyc jej nie
              problem,lub postarac sie o posadke.
              Nie rozczulaj sie nad soba tylko badz facetem,kobieta musi cie czuc.
              • prawdziwy_kot Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 00:26
                No właśnie, niestety muszę się z tobą zgodzić, bo najlepszy efekt przyniosło kiedy postraszyłem ja rozwodem, była milutka i przyjazna, do czasu.
                Może ona jest masochistką?:-)
                • misssaigon Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 08:37
                  wszyscy tacy jestesmy, kobiety i mezczyzni - dobrobyt demoralizuje...
                • aandzia43 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 10:28
                  Jaki efekt, w dodatku najlepszy? Zagrała taką słodka i naiwną, jaką
                  była dawniej? Satysfakcjonuje cię to?
                  Za którymś razem nie przestraszy się perspektywy rozwodu, tylko
                  zgodzi się skwapliwie na takie rozwiązanie i jeszcze grzecznie
                  podsunie pozew. Tak się stanie, kiedy już straci nadzieję na to, że
                  zaczniesz traktować ją w sposób dający jej szczęście i spełnienie.
                  Albo kiedy będzie już umiała wyobrazić sobie życie bez ciebie na
                  codzień, samotnie. Albo kiedy znajdzie sobie kogoś.

                  Jeśli nie zrobicie czegoś wcześniej ze swoim układem, to się
                  niechybnie rozleci. Nie licz na to, że żona powróci do dawnego stanu
                  umysłowego. Może miec jeszcze od czasu do czasu flashbacki, ale to
                  już końcówka. Bogu dzięki ludzie dojrzewają i nie mamy tłumów
                  infantylnych dziewczątek w średnim wieku.

                  I jeszcze jedno. Ludzie dają bliskim z siebie różne rzeczy. I bardzo
                  płaczą, kiedy jest to niedoceniane, a czasem wręcz niecierpliwie
                  odtrącane. Forumowy przykład to gospodarna pani pucująca chałupę do
                  połysku i skacząca wokół pana, który i tak na nią nie leci, a w
                  dodatku jej nie szanuje. Pani jest rozżalona i współczujemy jej
                  oczywiście, bo cierpi biedaczka. Ale rozumiemy pana, którego ISTOTNE
                  potrzeby nie są zaspokajane, a któremu wcisa się coś, czego wcale
                  tak bardzo nie potrzebuje. Pomyśl, czy to co ty dajesz swojej żonie
                  jest tym, czego ona naprawdę potrzebuje? Czy dajesz to, bo
                  realizujesz przy jej pomocy swoją potrzebę dawania tego, co według
                  ciebie mężczyzna kobiecie dawać powinien?

                  Można zmienić żonę na nowszy model (w tym przypadku na dawny słodki
                  model w zapewne młodszym ciele). Ale można też zmienić swoje
                  potrzeby, wyewoluować. To się da zrobić. Pytanie tylko: czy chcesz
                  TEJ kobiety, czy powrotu do stanu umysłu i świadomości z młodości?
      • eeela Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 20:18
        > BTW, 11 lat po slubie to standardowy okresd kryzysowy, full ludzi
        > sie rozwodzi bo wychodzą problemy i nieraz na nich polegną:/


        Tak samo full ludzi rozwodzi się w standardowym okresie kryzysowym po latach
        trzech, pięciu, siedmiu, dziewięciu, dwunasty, trzynastu, piętnastu, dwudziestu,
        dwudzestu pięciu i tak dalej, i tak dalej ;-)
      • birbantkaa Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 17:44
        Wiesz robaczku - kobieta tak samo jak wiekszosc facetow - lubi byc
        podmiotem a nie przedmiotem. Zastanow sie, kim ona dla ciebie jest.
        Bo chyba nie podmiotem? Dlaczego ona ma sie zmieniac w swoich
        uczuciach - skoro ty sie zmieniles? Ona w ciebie wierzy - ty w nia
        juz nie. Zatem odpowiedz sobie na pytanie - co robic? Moze walczyc o
        jej milosc?
    • leo-07 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 22.02.08, 12:08
      zwiazki sa do budowania tak jak domy z ta różnica że z domem jest o
      wiele łatwiej z drugim człowiekiem może to trawć całe życie Jak to
      zrobić? polecam stronę "Charakterów" do poczytania
      www.charaktery.com.pl
    • flourish komu potrzebna jest pomoc? 22.02.08, 13:40
      właśnie...
      mam kilka uwag do autora. Pomoc drogi autorze potrzebna jest Tobie najlepiej
      profesjonalna i życzliwa. Takiej nie znajdziesz u żony.
      Dlatego udaj się do profesjonalisty czyli poradni psychologicznej. Lubisz mówić
      więc mów tam do bezstronnej i życzliwej osoby a poczujesz ulgę.
      Tak więc stawiając ten pierwszy krok uniezależnisz się od bezproduktywnych
      dyskusji i zaczniesz szukać co tak naprawdę jest Twoim problemem.
      Po drugie moim zdaniem udział małżonki w firmie jest jedną z przyczyn Twoich
      kłopotów. Dokonaj separacji w tej dziedzinie zachęcając ją aby zajęła się
      własną pracą. Moim zdaniem małżonka ma fałszywe pojęcie co to jest praca na
      własny rachunek bo nigdy jej nie robiła.
      Po trzecie zacznij mówić o własnych uczuciach. Ni robisz tego. Zastosuj metodę
      zdartej płyty. Małżonka np. mówi daj mi 2 tysiące na spa bo muszę jechać a Ty
      jestem rozczarowany i smutny bo czuję się osamotniony w tym związku.

      W przeciwnym razie za kilka miesięcy lub lat będziesz zaczynać z o wiele
      gorszego miejsca swoje nowe życie

      :)
      • katarynka42 Re: komu potrzebna jest pomoc? 22.02.08, 15:47
        Znajdz sobie przyjaciolke ,ktora w pelni Cie dowartosciuje:):)
        • aandzia43 Re: komu potrzebna jest pomoc? 22.02.08, 19:25
          katarynka42 napisała:

          > Znajdz sobie przyjaciolke ,ktora w pelni Cie dowartosciuje:):)

          Czy ma to być etatowa pocieszycielka żonatych facetów - egzaltowana, infantylna
          dzidzia piernik, co zęby (i nie tylko,hi,hi) zjadła na romansach? Czy może
          równie głupia, ale w tym przypadku to wybaczalne, bo młoda, adeptka sztuki
          dogadzania nadwątlonemu ego żonatych panów z problemami małżeńskimi?
          A może by tak ludzi namawiać do rozwiązywania istotnych problemów życiowych, nie
          do odurzania się? Ale przecież taaaaki(a) jestem nieszczęśliwy(a), NALEZY mi się
          pociecha w bardziej przyjaznych (cóż na złudzenie!) ramionach i wciągnę w swoją
          historię trzecią osobę, będzie nas więcej, będę mniej samotny(a)? Hę?
          • romulus11 Re: komu potrzebna jest pomoc? 22.02.08, 21:41
            Mysle Aandziu43 iz troche marnujesz swoj talent na tym forum.Lepszym
            rozwiazaniem byloby zalozenie gabinetu psychologicznego do ktorego
            walili by drzwiami i oknami faceci ktorzy nie potrafia zrozumiec
            dojrzewania kobiet ich potrzeb oczekiwan oraz marzen.
            Mysle ze ani mnie ani naszego Autora nie przekonasz do tezy,iz mamy
            wsluchiwac sie w potrzeby kobiety i o nie dbac i je czuc,bo to jest
            nazbyt oczywiste.Problemem jest ,ze to wlasnie one nie czuja,nie
            mysla,a zadaja zachowujac sie w zwiazku lekkomyslnie i tu zadne Twe
            rady na to nie pomoga.
            • misssaigon romulus 22.02.08, 21:58
              autor listu napisal, ze ma problem z zona a wkonsekwencji powatpiewa w sens
              swojego zwiazku...
              odpowiedzi forumowiczow sa wyjatkowo zgodne
              autorke anosnow towarzyskich i kwasnych jablek pomijamy milczeniem

              komentowanie z perspektywy mizogyna na pewno nie polepszy relacji autora watku z
              zona, poza wywołaniem zwykle bezsensownej dyskusji o oczywistych wadach obydwu plci

              woreczek zolciowy ci doskwiera?
              • aandzia43 Re: romulus 22.02.08, 22:54
                Romulus, do wyczerpującej właściwie wypowiedzi Miss dorzucę tylko jedno. Nikt
                nikogo nie namawia do podjęcia właśnie tej, a nie innej decyzji. Wskazana jest
                natomiast próba rzetelnego dogadania się najpierw ze sobą, określenia swoich
                potrzeb, potem dopiero dokonywanie wyboru drogi. I konsekwentne trzymanie się
                tej wybranej drogi.

                Nasz autor może znaleźć sobie nową kobietę według swoich starych, i jak na razie
                stałych, gustów. Może też próbować podążyć za małżonką. Jego wybór. Ale dla jego
                własnego zdrowia psychicznego byłoby dobrze, gdyby przestał żyć marzeniami o
                tym, że można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Bogu dzięki nie można, bo
                dzięki temu, że wszystko płynie zeszliśmy z drzewa, jako gatunek i schodzimy z
                niego pracowicie, każdy z osobna, przez całe swoje życie.
                Życie mrzonkami i kurczowe trzymanie się starych, sztywnych schematów skutkuje
                nieustającą frustracją, niespełnieniem, rozgoryczeniem, mizantropią, w przypadku
                mężczyzn mizoginią, i na koniec - pieprzeniem głupot. A tego byś chyba naszemu
                autorowi nie życzył? Prawda?
              • romulus11 Re: romulus 22.02.08, 23:00
                Z woreczkiem na szczescie problemow nie mam.Napisalem wczesniej iz u
                mnie podobny problem rozwiazuje za pomoca walki płci.Jakos to
                dziala,funkcjonuje i obie strony sa zadowolone.Autor przyznal iz
                probowal rowniez tego,zadzialalo pozytywnie.Natomiast inne metody
                zawiodly.Natomiast Aandzia...straszy,iz zona odejdzie.No to co?
                Niech odejdzie.Znajdzie sobie kogos lepszego.Czy trzeba na sile
                ludzi i swiat uszczesliwiac.Warto myslec tez o sobie.Jak slysze iz
                partner zebrze o seks pol roku,lub dluzej.a druga strona nic.
                Gdzie tu sens i logika?Zyjemy w szybkim tempie,czas ucieka.
                Chyba warto cos z tego zycia wziasc,skosztowac i rowniez drugiej
                osobie cos dac od siebie.A gdy jest mur sciana,brak kontaktu.
                Oczywiscie jest mnostwo problemow,dzieci,rodzina,sprawy bytowe.
                Ale kogo uszczesliwimy wlasnym nieszczesciem?
                Nasz Autor juz wszystkiego sprobowal,ma juz dosyc,patrzy na zewnatrz
                widzi dziewczyny,kobiety,nadal patrzy,patrzy.I chyba widzi juz inny
                swiat,innymi oczyma.A mysle ze to wlasnie Jego zona pozostala sama
                we wlasnej niedojrzalosci,kompleksach.Oczywiscie trudno kogokolwiek
                namawiac do rozstania,ale wydaje mi sie ze czas nadszedl
                przynajmniej na terapie szokowa,ktora powinna zdecydowanie zmusic
                obie strony do okreslenia swoich oczekiwan tzw punktow brzegowych na
                ktorych oparty jest zwiazek.I prosta odpowiedz,ciagniemy ten
                wozek,albo juz sie zmeczylismy.
    • flourish a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 10:30
      których znaczenia nie rozumie i poszła na jakiś kurs uczący empatii.
      bo z myślenia że zawsze winny rozpadowi związku jest facet nic tej osoby nie wyleczy

      • prawdziwy_kot Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 12:47
        Muszę wam napisać co się stało, może najpierw podziękuję za wasze rady, jakże
        emocjonalne w niektórych przypadkach. Wiele rzeczy mi przypomnieliście.
        Zastanowiłem się jeszcze raz co jest dla mnie najważniejsze i czego Ona by
        chciała. Ostatnio nie widzieliśmy się kilka dni, w ogóle relacja miedzy nami to
        była katastrofa. Ale zaproponowałem spotkanie jednak i chęć porozmawiania o nas.
        Poprosiłem ją czy mogłaby powiedzieć co jej nie pasuje, co się dzieje itd.
        Zaczęła wymieniać jakieś uwagi, potem następne, i jeszcze więcej. W sumie to w
        pewnym momencie już przestało to do mnie docierać. W zasadzie to mógłbym się z
        Nią nie zgodzić w większości jej zarzutów, i pewnie skończyłoby się to ostrą
        awanturą. Przerwałem Jej na chwilę, ten jej monolog i po prostu powiedziałem, że
        Ją kocham, kocham, że jest dla mnie najważniejsza. Nagle mocno mnie uściskała,
        rozpłakała się, powiedziała że też mnie bardzo kocha. Nagle zrozumieliśmy, że te
        wszystkie awantury to kompletny bezsens. Naprawdę poczuliśmy się jak na początku
        związku, było świetnie. Powiedziała, że bardzo jej tego było potrzeba, i że
        nigdy nie wątpiła że ja kocham. Nie wiem jak to się dalej potoczy, ale
        optymistycznie patrzę już:-)
        • zlosnica100 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 13:30
          Bo agreska rodzi agreske a ty zatrzymales to jednym słowem.I dobrze

          A nie mysleliscie by napisac do siebie nawzajem list?Co sie dzieje co czujecie ?
          czasem to pomaga, nie rozmowa ale list do bliskiej osoby.
        • zlosnica100 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 13:30
          agresja mialo byc:)
          • romulus11 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 15:32
            Kocie!! Super!!! Gratuluje!!!Oby tak dalej.Jest dobrze.Wszystkiego
            najlepszego!!!
        • krissdevalnor100 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 15:55
          Kocie, trzymam kciuki:)
        • rolexzbankoku Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 16:24
          Prawdziwy Kocie...Pisze do Ciebie "Prawdziwy Lew", tak, ze staraj
          sie tego nie zlekcewazyc, a raczej postaraj sie to docenic...;) Mimo
          wrodzonego lenistwa, musze Tobie skrobnac slow pare, zebys nie
          myslal, ze wszystko jest tak cacy...


          Przeczytalem Twoj post, poczytalem sobie odpowiedzi na
          niego...najczesciej kobiety pisza....hmmm...

          Te odpowiedzi, to wszystko bajki z mchu i paproci
          sa...ale...Poniewaz nie czuje sie na silach tobie doradzac w
          sprawach sercowych, a jako stary wyga wiem, ze w takich sprawach
          jest bez sensu komukolwiek cokolwiek doradzac, ogranicze sie do
          rzeczy istotnych i waznych....

          Moje zdanie jest nastepujace: Twoja Malzonka albo: poczula wiatr w
          zagle, i chce sama przytulic firme dla siebie, a Ty jestes jej juz
          praktycznie do niczego niepotrzebny...albo ma na boku jakiegos
          dobiegacza...i w tym wypadku tez jej nie jestes juz do niczego
          niepotrzebny, a raczej dzialasz jej na nerwy...Normalka i klasyka...

          To wzruszajace spotkanie, te lzy, ten wylewny przyplyw uczuc...Pani
          nagle widzi, ze zarty sie skonczyly, a zaczynaja sie
          schody...Trzeba troszke teatru zrobic, zeby sobie nie pomyslal jakis
          glupot...Malzonek jest na granicy wytrzymalosci, i moze sie skonczyc
          slodkie dolce vita...

          Jako stary wyga dam ci jedna rade, bezplatnie...NIGDY NIE WIERZ LZOM
          KOBIETY,NIGDY!!To wszystko teatr Przyjacielu jest...Sam piszesz, ze
          jest inteligentna bestyjka....

          Nie bede sie rozwodzil w sprawach prywatnych waszego zycia.Nie
          potrafie i nie chce...Ale jedna sprawe musze poruszyc...

          Nie wazne, jak to sie zakonczy...moze dobrze, moze zle dla was...Ale
          jednej rzeczy przypilnuj kochanienki....!

          Firma i wszystkie sprawy finansowe musza podlegac Tobie, i przy
          Tobie zostac.PODSTAWA!Ty musisz miec w kazdej chwili stery w reku, i
          Ty musisz byc gotowym w kazdej chwili byc niezaleznym finansowo!
          Dobry adwokat na pewno pomoze...obojetnie, ile by to kosztowalo...

          To moze bolesne dla Ciebie, ze tak pisze....Ale dlaczego to pisze?...

          Mialem i mam dziesiatki kolegow i kumpli, ktorzy swoje polowice
          bardzo kochali. Zarli sie miedzy soba i przy swiecach , winie i
          lzach godzili...W finale kobitki zyskiwaly firmy, kase i mlodszego
          dupka, a kumple zostawali z niczym i bez dachu nad glowa, i bez
          prawa widzenia wlasnych dzieci + niezle alimenty do placenia....

          Dlatego powtarzam: Kloccie sie, godzcie, spotykajcie sie i placzcie
          sobie wylewnie w ramionach....Ale o jednym NIGDY nie zapominaj:
          MEMENTO - KASA!!

          Byc moze, Prawdziwy Kocie, nie spodobalo sie Tobie to, co
          napisalem...Ale; takie jest dzisiaj zycie, i trzeba byc bardzo
          czujnym, zeby sie nie dac wyrolowac i nie skonczyc pod mostem.A jak
          juz tam bedziesz, to nikt nawet o Tobie nie wspomni, jestes poza
          gra...Cest la vie'....

          Pozdrawiam Ciebie serdecznie, zycze , zebym sie stokrotnie mylil...i
          za Twoje, a nawet, co mi tam...za Wasze zdrowie wypije australijskie
          Cabernet Sauvignon....rocznik...aaa, niewazne..., wazne ze pyszne:)

          Pozdrawiam - Prawdziwy Lew.../...gdzie te wszystkie moje Lwice sie
          podzialy?...pewno w Tesco na zakupach;)/
          • zlosnica100 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 16:30
            Rolex ma troche racji, pozmieniaj PIN-y ;)
            Dla wszej relacji byloby lepiej zeby to tylko ty prowadzil firme a ona niech
            sobie znajdzie prace.
            • romulus11 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 16:47
              No i czy to forum nie jest ptrzebne?Taż to skarbnica wiedzy,porad i
              mądrośći.Dzieki niej nasz Autor nie skończy pod mostem,cieszył się
              bedzie swoim biznesem,poszanowaniem aż wreszcie trafi do galerii
              mędrcow jak nasz ukochany wielki Rodak Noblista Lech W.
              • rolexzbankoku Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 17:03
                Nigdy nie dyskutuj z idiota....Najpierw sprowadzi Ciebie do swojego
                poziomu, a potem pokona doswiadczeniem....

                To moje motto....
          • pom Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 23.02.08, 16:48
            Kocie, słuchaj Rolexa.
            Kochaj żonę, walcz o związek ale pamiętaj o finansach. Daję sobie
            może nie rekę, ale palec uciąć, że Twoja małżonka o nich pamięta
            doskonale. I ma plan B, w razie czego.
            Kobieta Ci to mówi.
      • kachna79 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 13.02.09, 07:27
        Pudło:) Poczytaj chwilę to forum to zobaczysz, że Andzia nie stoi na
        czele antymęskiej krucjaty...
        • markos28mr Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 10:57
          Stoi i to zawsze , w każdym wątku tego forum . Róznica jest taka ,że raz robi to otwarcie , a innym razem kamufluje się, ale zawsze przeciw mężczyznom. Jest chyba nieszczęśliwa w swoim zwiazku , ale boi się go zakończyć , no bo co później?
          • markos28mr Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 12:56
            Źle się wyraziłem , powinno być nie jest szczęśliwa w swoim związku ,zamiast jest nieszczęśliwa. To jest chyba bliższe prawdy.
            • aandzia43 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 15:42
              Oooooo, doprawdy, mój polepszacz nastroju:-))))))))))
              Markosie, ilekroc czytam takie, jak twój, posty, ryczę z radości.
              Twoje zajadła i ślepa niechęc do mojej osoby utweirdza mnie w
              przekonaniu, że ciągle trzymam pion. Że nie zbaczam z właściwej
              drogi. Dodam może jeszcze dla porządku, w razie gdybyś się nie
              domyślił: drogi, na której spotykam dużo szczęścia. Gdybyś się ze
              mną zgadzał i reagował entuzjastycznie na posty, znaczyłoby, że
              pierniczę głupoty.
              • markos28mr Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 19:04
                Nie mam żadnej niechęci do Ciebie, ani ślepej , ani zajadłej. Jesteś po prostu normalną kobietą ( napewno nie zakochaną , bo takie kobiety inaczej odbierają ten świat , a w nim mężczyzn ), która tłumaczy wszystko na swój kobiecy punkt widzenia i tyle . Ja po prostu wszystko tłumaczę na swój męski punkt widzenia i dlatego się nie zgadzamy i tyle.
                • aandzia43 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 20:36
                  Jesteś po prostu
                  > normalną kobietą ( napewno nie zakochaną , bo takie kobiety
                  inaczej odbierają t
                  > en świat , a w nim mężczyzn ), która tłumaczy wszystko na swój
                  kobiecy punkt wi
                  > dzenia i tyle .

                  Uuuurzekłeś mię wprost znajomością duszy kobiecej;-/ Powlające.
                  Chyba się muszę odkochac, bo najwyraźniej rachunki ci się nie
                  zgadzają.


                  Ja po prostu wszystko tłumaczę na swój męski punkt widzenia i d
                  > latego się nie zgadzamy i tyle.

                  Nie czaruj i nie pochlebiaj sobie. Nie zauważyłam okasków ze strony
                  męskiej częsci forum pod twoimi postami. Nie utożsamiaj swojego
                  punktu widzenia z jakimś mitycznym, ogólnomęskim punktem widzenia.
                  To, co sobie myslisz na jakiś temat i co wypisujesz, to jest
                  wyłącznie TWÓJE zdanie. Facetów w to nie mieszaj.
                  • markos28mr Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 14.02.09, 20:50
                    Widzę ,że się myliłem . Nie jesteś normalną kobietą , jesteś fałszywą ,wredną i mściwą babą . To ,że możesz być zakochaną, możesz nie przeczę , ale tylko w sobie.I tyle na dzisiaj i na zawsze , bo dyskusja z Tobą jest pusta , tak samo jak ty jesteś pusta i taka jak wyżej napisałem.Bez pozdrowień. Na koniec dodam,że nie mam żadnego problemu w kontaktach z kobietami ,natomiast nie cierpię takich babsztyli jak ty.
                    • aandzia43 Re: a ja sobie życzę aby andzia nie używała słow 15.02.09, 22:52
                      >Na koniec dodam,ż
                      > e nie mam żadnego problemu w kontaktach z kobietami

                      Ależ ja niczego takiego nigdzie nie sugerowałam;-)(W przeciwieństwie
                      do ciebie nie jestem prorokiem, wizjonerem, ani nawet tak wytrawnym
                      znawcą dusz ludzkich) Skąd te gorące zapewnienia? I po co? hi, hi;-)

    • flourish kasa 23.02.08, 17:09
      po tylu radach trudno o dalsze równie błyskotliwe ale...
      szczególnie przemówiła do mnie pom i zgadzam się że małżonka ma na pewno plan B
      a że takie plany rodzą się zawsze w gronie doradców warto ich poznać ;)
      ja bym na twoim miejscu zagrał na temacie "firma" w domyśle kasa.
      przejęcie kontroli jest świetnym momentem aby zorientować sie do kogo małżonka
      pojedzie lub zadzwoni po rozmowie na ten temat.
      Może faktycznie będzie to "dobiegacz" którego jeszcze nie widać i wcale nie musi
      to być facet
    • angels-devil Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 29.02.08, 19:18
      Tak Cię czytam i uprzytomniłam sobie dzięki Tobie ile złego kobieta może uczynić
      swemu partnerowi,jak bardzo sprowadza go do funkcji robota zarabiającego na
      rodzinę i jak bardzo sie tego na co dzień nie docenia.Ja mam też kryzys jeden z
      wiekszych w związku ,też jesteśmy 11 lat po ślubie i mamy pięknych
      synów.Przeszliśmy wiele.I dopiero tyeraz kiedy nastał tenże kryzys zaczęliśmy
      rozmawiać.Co prawda pierwsze rozmowy kończyły się kłótniami.Tyle,że nie
      potrafimy oboje następnego dnia przejść do normalności ot tak jak gdyby nic sie
      nie stało.To potrzebuje nastepnych rozmów,rozejmów.
      Przy każdej rozmowie wychodziły moje żale..w sumie obarczałam go wszystkim co
      dzieje się źle w naszym związku.Jakis czas temu do tego dojrzałam i
      spostrzegłam,że nie słusznie i niesprawiedliwie traktuje go jak wroga.Pewnie
      duzo przed nami,może po jakims czasie się jednak nie dogadamy ale mam nadzieję.
      A póki jest nadzieja,wiara i się kocha prawdziwie to myślę,że jakoś to
      pójdzie.Tylko tego muszą chcieć oboje.Razem.
      Czasem trzeba tej drugiej osobie dać odpocząć albo popalić,dać za sobą
      potęsknić.Kiedy jest juz wszystko na ostrzu noża to w moim przynajmniej
      przypadku analizuję to co było,i to kogo moge stracić.Bo to już nie wróci.
      Po pewnych słowach,czynach coś pęka i juz się nie da inaczej.
      Ale do takiego stadium trzeba wiele.
      Życzę ci wytrwałości,może oboju samotności i zastanowienia sie dogłębnego nad
      tym z kim sie jeste,i co sie razem stworzyło.
      Pozdrawiam.
      • prawdziwy_kot Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 06:26
        O jej, odświeżę ten temat, niestety nie optymistycznym akcentem, ale niech tam, niech inni się uczą na błędach, może do czegoś to się przyda.
        Kaplica rozstaliśmy się jednak 3 dni temu.
        Była totalna awantura.
        W końcu nie wytrzymałem powiedziałem, że nie chcę dalej z nią żyć. Ale nie gniewam się, bo ona chyba też miała po prostu trudne dzieciństwo i nie wie co robi.
        Wyprowadziła się do matki, ma tam duży dom, zabrała nasze córki jedna 12 lat druga 5 lat.
        Słuchajcie no koszmar co robić, ja tak kocham te córeczki.
        Ona z drugiej strony jest tak dla mnie wrogo nastawiona , starałem się jak najlepiej.
        Zawsze jakieś wyjścia w sobotę, niedzielę zaangażowanie.
        Jakaś paranoja, potem po tych masakrycznych awanturach ona mnie przeprasza i mówi że faktycznie przegięła.
        Ja już nie wyrabiam, daję ile tylko mogę od siebie, a potem ona mnie tym tłucze jak nawiedzona.(słowami)
        Tak się złożyło, że nie mam z kim o tym pogadać.
        W domu bez dzieci, teraz taka cisza i jak siedzę sam to czuję się jak jakiś wyrzutek bez celu, mimo tego że materialnie jestem zabezpieczony.
        Może podam jeden przykład z ostatniej kłótni, która miała miejsce.
        Moja starsza córka trenuje taniec towarzyski na profesjonalnym poziomie.
        Okazuje się, że są to nie lada wydatki i obowiązki, sukienki jazdy samochodem na treningi zawody.
        Ale, na szczęście stać jest mnie na to i jestem jej wielkim fanem i pomagam jej w tym sporcie zawzięcie.
        Jak to tatuś swojej córeczki.
        Ostatnio dowiedziałem się, że ta młodsza 5 lat, tez chce się zapisać na taniec towarzyski.
        Sama mi to powiedziała
        Tatusiu chce się zapisać na zajecia taneczne.
        Bardzo sie ucieszyłem.
        Żona o tym wiedziała, ale nic mi o tym nie mówiła, ale ok.
        Jednak jako odpowiedzialny rodzic, mniej więcej zacząłem obliczać sobie jak to wyjdzie, finansowo, czy mnie będzie na to stać.
        Generalnie założyłem, ze tak i da radę także bardzo pozytywnie podszedłem do tematu.
        Gdzie zaznaczam, zwykła sukienka dla starszej, startowa potrafi kosztować 1500 zł, w wakacje obozy treningowe zwykle po około 1600.
        Teraz te wydatki trzeba pomnożyć razy dwa.
        Ale, jeszcze jakoś pozytywnie do tego jestem nastawiony i wiedziałem że dam radę tej młodszej, tez zapewnić możliwość uprwaiania tego sportu.
        Trzy dni temu,jako że ona nie pracuje ja mam luz bo firma jakoś tam sama na siebie zarabia.
        Przy kawie rano, jak już dzieci były w szkole i przedszkolu.
        Chciałem po prostu porozmawiać o tej młodszej, że chce też zapisać się na zajęcia i tak po prostu na luzie porozmawiać jakie czekają nas obowiązki, wydatki i takie tam w związku z tym.
        Tak żeby tym dzieciom było dobrze i my żebyśmy obydwoje sobie wspólnie coś ustalili.
        Normalnie nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób moja żonka zmanipulowała ta rozmowę w taki sposób, że ja nie równo traktuję córki i pewnie bronię tej młodszej tych tańców.
        Normalnie paranoja naskoczyła na mnie jak dzika.
        Przez następne pół godziny albo i lepiej tłumaczyłem się, że nie naprawdę nie to miałem na myśli i tak dalej.
        Ze chcę ją zapisać i w ogóle tylko chciałem po prostu o tym, pogadać.
        Słuchajcie jak nigdy po prostu się wkurwiłem w końcu na maksa.
        Przychodzę jak głupi dupek z sercem na dłoni, a ona robi ze mnie jakiegoś wroga własnych dzieci.
        Ja już nie wiem czy ze mną jest coś nie tak.
        Mam po prostu się nie odzywać czy jak.
        Sory, że wam zawracam gitarę, ale takie to mniej więcej akcje są.
        No i w końcu z ciężkim sercem pożegnałem ją zabrała córki do matki wielce obrażona.
        Czyli finisz, bo już nie chcę jej z powrotem.
        Tylko najgorsza jest ta pustka w domu, no dopiero minęły dwa dni a ja już bez dzieci szaleję.
        Co robić z jednej strony jej już nie chcę, nie kocham jej już raczej, ale dzieci to jest masakra.
        Jak nigdy nie piję tak teraz jak pojechała cały czas się znieczulam gorzałą żeby nie myśleć.
        Tak się zachowuje, jak gdyby mnie nawet nie lubiła, z drugiej strony mówi że mnie kocha, paranoja.
        Mam nadzieje, że dobrze zrobiłem, nie wiem co dalej będzie, na razie gorzała mnie ratuje, w każdym bądź razie chyba od poniedziałku trzeba się wziąć za siebie i zacząć jakoś żyć tak?
        • jusspy Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 07:11
          Witam, ja tez dzisiaj siedze na forum od drugiej w nocy a ty tez widze nie
          mozesz spac. Sluchaj, cokolwiek bedziesz robil nie tykaj alkoholu bo to twoj
          wrog i wcale ci nie pomoze a bedzie jeszcze kolejnym argumentem dla twojej zony.
          Odpocznji nie szalej. Daj sobie czas. Wiem jak to boli.
          Sproboj odnalezc siebie, Daj sobie
          czas by ochlonac, nabrac sil. Dzieci zawsze beda twoimi dziecmi i nikt ci ich
          nie odbierze. Ale alkohol moze to zrobic. Spokojnie. Nic wiecej nie musisz robic
          tylko
          oddychaj. Bedzie dobrze. Oddychaj.
        • avide Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 07:53
          Ok, poszła sobie.
          Lepiej tak niż jakby miała robić dalej awantury.

          Tylko powiedz mi Prawdziwy kocie, bo nie rozumiem, wytłumacz jak pięciolatkowi. Piszesz że kochasz swoje córki, że bardzo Ci ich brakuje itd. Zatem jakim prawem i dlaczego na to pozwoliłeś by zabrała córki z domu ?

          Dopóki sąd nie zdecyduje inaczej córki powinny być w domu, ICH domu a nie domu Twojej teściowej. Żona ? Chce iść niech sobie idzie i na koniec świata, ale dzieci mają pozostać w domu.
          Jakby mi kobieta tak chciała zrobić wyrzucił bym ją z domu wedle jej życzenia a dzieci pozostałby ze mną. W swoim domu. To w końcu ONA odeszła z domu. Każdą noc dalej spędzały by w swoich łóżkach. Jakby żona nie miała dzieci przy sobie szybciutko zmiękła by jej "rura" jak to się mówi ;-)). Dla mnie to zwykły szantaż. Jakby żonka sobie tak poszła i jeszcze kurek z kasą się zamkną to w ogóle byłoby juz wesoło i może wtedy by znalazła ochotę do rozmowy.
          Zgadzam się z jednym przedmówcą. Czasami na kobietę działa prosty zwyczajny zamordyzm.

          Ale wracając do sprawy dzieci. No chyba że prawdziwy kocie (i tutaj zmierzam do sedna wypowiedzi) tak naprawdę to kolejna Twoje idealistyczna wizja. Bo wiesz córki sa facje cudowne i kochane, ale nimi się trzeba na co dzień zająć. NIe tylko wyłożyć kasę, ale zrobić jeść, zaprowadzić do szkoły, przedszkola itp.

          Większość kobiet samotnie wychowujących dzieci spokojnie sobie radzi z tą rolą jednocześnie pracując. Dałbyś radę ?

          Zatem może problem zarówno Twojego małżeństwa jak i wszystkiego dookoła ciebie polega na tym że nie tyle żona powinna dorosnąć ile ty zmierzyć się z prawdziwym życiem ?

          Prowadzenie firmy chwalebna rzecz, ale myślę że prowadzenie domu to wyzwanie nie mniejsze. Próbowałaś kiedyś wcielić się w rolę ojca 24h/dobę a nie tylko tatusia co kasę daje ?
          • anais_nin666 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 11:06
            avide napisał
            > Ok, poszła sobie.
            > Lepiej tak niż jakby miała robić dalej awantury.>
            > Tylko powiedz mi Prawdziwy kocie, bo nie rozumiem, wytłumacz jak
            pięciolatkowi. Piszesz że kochasz swoje córki, że bardzo Ci ich brakuje itd.
            Zatem jakim prawem i dlaczego na to pozwoliłeś by zabrała córki z domu ?

            Avide
            Kot mówi żonie, że nie chce z nią żyć i pewnie tym razem żona uświadamia sobie,
            że ten mówi serio. Co ma zrobic? Tupnąć nogą i wyjsc nadąsana do drugiego
            pokoju? To nie ten film. Życie im się kompletnie wymknęło spod kontroli, coś się
            kończy.
            Poza tym z tego co zrozumialam Kot sporo pracuje, żona zdaje się nie. Kto miałby
            zostawać z dziećmi w domu? Wspomnienie ojca? Matka miałaby dochodzic?
            Tu ego wkłada sie do kieszeni i robi to, co najlepsze dla dzieci. Trudno
            wymajmowac opiekunke skoro matka w domu, prawda?
            Akcja "skrzywdziłeś mnie i teraz poniesiesz karę" niestety jest częstą formą
            rewanżu współmałżonka, ale sądzę, że Kot zna żonę na tyle, by jakoś jej
            wyperswadować walkę poprzez dzieci, bo to mówiąc delikatne ohydne.
        • jedenon Buduj 13.02.09, 09:57
          Witaj Prawdziwy Kocie -) widzę że Twoje życie wpadło na rafę. Oj ciężko będzie
          to wszystko posklejać. Zdaje się że trochę za późno się za to wziąłeś. Jeśli
          porównam to do mojego życia to jakoś tak za późno o dwa lata. Chm narazie
          najważniejsze są dzieci ktoś napisał że powinny zostać w domu no może i powinny
          ale najgorsze dla nich to jak rodzice między sobą "rozszarpują " dzieci. To nie
          meble ty będziesz stał tu a ty tu. Po pierwsze widujesz się z dziećmi? Jeśli tak
          to porozmawiaj z nimi na bardzo spokojnie gdzie chciały by mieszkać? postaraj
          się wytłumaczyć co się stało trochę zakoloruj nie chodzi o szczegóły ale chodzi
          o to żeby wiedziały co się wokół nich dzieje podkreśl że nie jest to ich wina
          żeby nie miały takich pomysłów dzieci często obwiniają się o takie sytuacje. Na
          razie dzieci należą się Tobie to żona odeszła więc dzieci powinny pozostać w
          domu ale jesli nie będą chciały wrócić to nie rób niczego na siłę. Po za tym
          przemyśl czy podołasz w firmie penie masz dużo pracy a zajmowanie się domem to
          druga wcale nie łatwiejsza praca, przemyśl to. Oki drugi punkt Kilka dni przerwy
          dobrze wam zrobi po kilku dniach siadacie do rozmowy z żoną pierwsze pytanie
          które trzeba zadać to czy się kochacie (lub macie szansę na powrót miłości) czy
          zależy wam na sobie? Czy chcecie podjąć wyzwanie jakim jest powrót do normalnego
          życia i zapomnienie o urazach. Wypisz sobie na kartce zarzuty w stosunku do
          niej co Ci się nie podoba ? o co masz żal? Czego pragniesz? Ona niech zrobi to
          samo wymieńcie się kartkami? Czemu kartka ? Bo wtedy masz temat wypisany kiedy
          będziecie zbaczać łatwiej wrócić do tematu. Porównaj te kartki może się okazać
          że są podobne lub jedno wynika z drugiego. Musicie porozmawiać szczerze
          wszystkie karty na stół przeprowadźcie trzy takie rozmowy po nich będziesz
          wiedział co dalej robić. Jeśli postanowicie wrócić do siebie wyjedźcie na
          tydzień najlepiej sami bez dzieci. Musicie uciec od codzienności od szarości być
          może wtedy ona odnajdzie Ciebie a Ty Ją.
          Mam nadzieję że się uda -) wierzę że się uda tylko pamiętaj to tylko pierwszy
          krok będzie wiele kolejnych i wcale nie będą łatwiejsze.
          Odstaw alkohol on w niczym nie pomaga nawet w zapominaniu a może zrujnować Ci
          życie Tobie Twoim dzieciom i być może żonie.
          Walcz Prawdziwy Kocie będzie dobrze -) Powodzenia i pamiętaj nie Jesteś sam
          • anula36 Re: Buduj 13.02.09, 10:53
            prawdziwy kocie mam wrazenie ze refleksja nt swojego zwiazku ogarnia cie tylko w stanach ostrego kryzysu, a poza tym byle jakos lecialo, zkorzyscia dla ciebie. Co zrobiles przez ten rok zeby poprawic wasze relacje?
            Zona mam z kolei wrazenie, uduszona kiszeniem sie w malej wspolnej przestrzeni wszystko wspolne dom,firma- czemuz u licha nie zacznie pracowac, skoro mlodsza corkajest w przedszkolu? Nic dziwnego,ze ja temperament rozsadza, a frustracja wybucha w twoim kierunku - bo nie ma innego ujscia.
            Pobadzcie troche osobno,moze wam sie w glowach rozjasni. Swoja droga nie wyobrazam sobie odrywania 5 i 12 letniego dziecka od rodzica, z ktorym do tej pory spedzaly wiekszosc czasu, jesli nie dopuscil sie razacych zaniedban. Genialne jest zwlaszcza pytanie 5 latki gdzie by chciala mieszkac z mamusia czy tatusiem. Gratuluje pomyslu.
            • jedenon Re: Buduj 13.02.09, 11:28
              Ja myślę że się mylisz. Po pierwsze co zrobił żeby poprawić relacje chciał
              rozmawiać ale się nie dało. Ja wiem jak to jest trwać w związku gdzie początek
              był w porządku a po urodzeniu dziecka stałeś się meblem z biegiem czasu
              niepotrzebnym. Każdy kij ma dwa końce (wyjątek proca -))) ) jeśli facet widzi że
              kobieta go olewa to chcąc nie chcą odbija to w drugą stronę i kółko się zamyka.
              To kółko może przerwać tylko rozmowa muszą się obudzić i dostrzec siebie jako
              partnerów takich jakimi byli wcześniej. Tylko jak rozmawiać kiedy nie ma z kim?
              Tu nie ma genialnych pytań i rozwiązań. Ja nie wiem jak wyglądają relacje w domu
              a może dziecko bardziej przywiązane jest do taty? A może potrzebuje być po
              prostu u siebie w domu w końcu do tej pory to było dla dzieci schronienie z
              którego zostały wyrwane? Prawda jest taka że im dłużej będą z Matką i Teściową
              jeśli będą przez nie nastawiane przeciwko ojcu to może się okazać że już nigdy
              do niego nie wrócą. Po za tym może dzieci mają 5 i 12 lat ale stoją przed
              problemem dorosłych i należy je traktować w sposób bardziej dorosły.
              Przynajmniej takie jest moje zdanie można się z tym zgodzić lub nie.
              • anula36 Re: Buduj 13.02.09, 11:48
                pozwole sobie pozostac przy swoim zdaniu :)

                1.dzieciom nalezy zapewnic oparcie a nie obciazac ich problemami malzenskimi od tego sa terapeuci,mediatorzy,sady itp Chyba nie wyplakujesz sie swoim dzieciom ze ich mamusia cie zle traktujei co nie daje, w ramach traktowania ich dorosle?

                2. dzieci to nie koty ( niestety) sa zwiazane z rodzicami ,wlasne legowisko bez matki im poczucia bezpieczenstwa nie zapewni.

                3. jesli nie ma z kim rozmawiac to czas sie rozstac,jesli nie wiadomo jak rozmawiac- sa od tego specjalisci. Trwanie w stanie marnego constans jest strata czasu.

                4. siedzenie w domu jest dla mnie usprawiedliwone tylko jesli kobieta jest chora/niepelnosprawna lub wychowuje chore dziecko,kazda inna powinna cos robic i zarabiac na wlasna reke- niekoniecznie w firmie meza.
                • jedenon Re: Buduj 13.02.09, 15:24
                  no i słusznie masz prawo do własnego zdania -)

                  a ja prawo do swojego choć być może się mylę przecież nie wiem wszystkiego -)
                  ale..
                  1)Jak chcesz zapewnić dzieciom oparcie kiedy rodzice się rozstają dzieci z mamą
                  uciekają do innego domu? Problem małżeński zmierza narazie do rozwodu. A czym
                  jest rozwód dla dzieci? No tak sąd jest najlepszym oparciem dla dziecka.
                  Najlepiej udawać że wszystko jest dobrze. Nie można tak dzieje się źle one to
                  wiedzą ale nie bardzo rozumieją i trzeba z nimi porozmawiać jak to już inna
                  sprawa ale trzeba.

                  2)Rodzice to mama i tata a dom to bezpieczne miejsce. Bezpieczeństwa nie zapewni
                  im tym bardziej ucieczka do innego domu i bez taty. Ważne jest to żeby
                  odpowiedzieć sobie szczerze do kogo dzieci są bardziej przywiązane z kim im
                  będzie lepiej (nazwijmy to bezpieczniej).

                  3)Czas się rozstać tak najprościej a autor chce (i słusznie) spróbować powalczyć
                  czasem się udaje. Każda osoba ma takie "tylne drzwi" jeśli uda się nimi wejść
                  można pomału wrócić do normalności tylko trzeba je znaleźć i postępować na tyle
                  dyskretnie żeby udało się dotrzeć do tej osoby to ale jest trudne, bardzo trudne
                  ale nie niemożliwe.
                  Dlaczego warto ? Po pierwsze bo masz dzieci oczywiście nie chodzi o sztuczne
                  utrzymywanie związku ale jeśli uda się dojść do normalności i przeżyć to to
                  będzie oczywiście kompromis ale z korzyścią dla wszystkich chyba największą dla
                  dzieci.

                  5) wiesz jeśli faktycznie mówimy o dużym bogactwie (zero problemów z pieniędzmi)
                  no to można zrobić taki podział mąż zarabia kobieta wychowuje dzieci ale tu
                  chyba aż tak kolorowo nie jest tzn pieniądze są ale nie olbrzymie (kalkulacja
                  zajęć młodszej córki) więc w takim wypadku jeśli miałaby jakieś ambicje to
                  wydaje mi się że wzięła by się do pracy ale wygląda na to że tak jej wygodnie.
                  • anula36 Re: Buduj 13.02.09, 16:00
                    jak we wszystkich postach tutaj wiemy tylko to co byc moze lekko wstawiony glowny bohater wyplul w odruchu ostatecznej desperacji,bonie mialbiedak z kim pogadac:)
                    Co do pracy kobiety -nie wnikam w jej aspiracje tylko kwestie praktyczne - trzeba miec w zyciu jakies wlasne zaplecze poza mezem, bo zycie bywa przewotne i czesto okrutne.Zeby potem nie wyladowac jak dziewczyna szamana z innego watku z grzacym sie z nowa panna eksem za sciana.

                    Nie mam czasu na wnikliwa polemike,zreszta nie czuje tez potrzeby-kazdy ma swoje zycie i niech z nim walczy,na wlasnej rodziny przykladzie, czy raczej moich rodzicow ( ktorzy po takim chwilowym fizycznym rozejsciu poszli po rozum do glowy i wlasnie swietowali 38 rocznice slubu) wiem ze czasem dzieciom lepiej z jednym rodzicem ktory bedac chwilowo bez wspolmazonka ma szanse sie wyciszyc i spojrzec realnie na zwiazek i dalsze zycie wspolne lub nie.z dziecmi ojciec moze sie codziennie spotykac- na boga matka nie wywiozla ich do Australii tylko w znane ojcu miejsce ! czemu sie z nimi nie spotka tylko tlucze sie jak potepiona po chalupie i pije???
                    Tak czy inaczej zycze naszemu bohaterowi jak najlepiej razem czy osobno z zona,bo ojcem zawsze bedzie dobrym dlaswoich kobietek:)
                    BTW tu niby chce naprawiac tu widzi twarze innych kobiet? Niechze sie wreszcie zdecyduje czego chce,a nie grze gopcha urazona ambicja.
                    • jedenon Re: Buduj 13.02.09, 16:38
                      no tak wstawiony gość nie ma z kim pogadać więc sobie pisze. A może jest inaczej
                      ? Może gość chce coś zmienić szuka pomocy może mu zależy?
                      Czasem żeby coś takiego napisać trzeba naprawdę sporo siły w sobie zebrać. Nie
                      wrzucaj wszystkich do jednego worka.
                      Po to jest takie forum żeby pomagać w trudnych chwilach i dobrze że są różne
                      spojrzenia na jedną sprawę bo autor może to dopasować do swojej sytuacji.
                      Widzisz Ty wychodzisz z założenia biedna dziewczyna ma pracować tylko dla tego
                      bo jak facet ją zostawi to nie będzie miała z czego żyć. Super podejście to może
                      od razu wybrać wszystkie pieniądze z konta bo później nie będzie. A nowa panna
                      jak to ujęłaś nie bierze się z kosmosu Jest tam z jakiegoś powodu który
                      całkowicie pomijasz.
                      Dzieci są niedaleko może i są ale czy mogą spokojnie rozmawiać bawić się? Może
                      są nastawiane przeciwko ojcu? Dlaczego ona je zabrała ze sobą nie miała do tego
                      prawa rozumiesz? Dzieci są ich wspólne to nie telewizor zabieram i już. Pewnie
                      Ty byłabyś niesamowicie szczęśliwa gdyby Twój facet wyprowadził się i zabrał
                      dzieci do osoby którą podejrzewasz że jest tobie przeciwna. Jak byś się czuła?
                      Luzik?
                      Problem polega na tym że mówimy o dzieciach i mnie można z nimi postępować jak z
                      "telewizorem" wchodzisz odbierasz i sprawa załatwiona jeśli ci na nich zależy
                      musisz się zastanowić co będzie dla nich najlepsze (lub mniej złe).
                      Myślę że nie wiesz o czym prawdziwy kot wogóle pisał i dlatego masz takie
                      podejście jakie masz.
                      A jeszcze jedno czemu pije ? bo ma problem z którym nie wie jak sobie poradzić
                      generalnie najgorszy z możliwych wybór ale niestety dość częsty, nigdy nie
                      prowadzi do czegoś dobrego.
                      • anula36 Re: Buduj 13.02.09, 17:24
                        w trudnych chwilach jesli czlowiek niepomoze sobie sam to mu najlepsze forumnie pomoze.
                        Pozdrawiam.
                        Ps,nie wszystkie kobiety graja z mezem dziecmi, cosczuje ze twojej sie to zdarza.
                        • jedenon Re: Buduj 13.02.09, 17:33
                          to co piszesz jest prawdziwe ale nie uniwersalne każdy człowiek jest inny i
                          każdy czego innego potrzebuje czasem takie forum może być impulsem do działania
                          czasem pomocą w podjęciu decyzji czasem po prostu miejscem w którym można się
                          wygadać.

                          Ja wiem że nie wszystkie tak postępują i nigdzie tak nie twierdzę ale takie
                          sytuacje się zdarzają i powinno się je wziąć pod uwagę. Zawsze trzeba starać się
                          widzieć dwie strony a nie tylko jedną.
                          Nie, z moją żoną na szczęście nie mamy takich problemów choć fakt wszystko
                          pędziło w tym samym kierunku, dobrze że wcześniej udało się to dostrzec i choć
                          trochę naprawić -)
                          Pozdrawiam -)
                          • anula36 Re: Buduj 13.02.09, 17:40
                            wlasnie kazdy czlowiek jest inny wiec nie wrzucaj wszystkich babeczek do worka "manipulantki i nastawiaczki dzieci przeciw ojcom" czyli nie rob tego co mnie zarzucasz:)
                            Ja nikomu nie kaze co ma robic - dziele sie swoimi przemysleniami jak kazdy na forum. a czy ktos z tego cos wezmie dla siebie, wysnuje swoja wlasna refleksje do swojej sytuacji - tojego wygrana;)
                            Wychodze z zalozenia ze kazdy jest swoim wlasnym guru:) I tego sie trzymam takze we wlasnym zyciu.Co nie znaczy ze kiedys tam nie mialam okresu mesjanskiego:P
                            • jedenon Re: Buduj 13.02.09, 17:52
                              anula ja nigdzie nie powiedziałem że wszystkie ale ta sytuacja trochę tak
                              wygląda autor napisał że zona często biegała do swojej mamy która była
                              nastawiona anty tak? i jak to poetycko ujął smarowała mu dupę. A teraz w tym
                              domu są jego dzieci tak? Ja nie mówię że nastawiają dzieci przeciw niemu ale
                              jest taka opcja.
                              Nigdy nie lubię wrzucania do jednego worka i tym razem tak nie czynię.
                              Przynajmniej nie zamierzałem -)

                              O to chodzi w taki miejscu żeby dzielić się swoimi przemyśleniami ,być może
                              znajdzie się coś co pomoże poradzić sobie z kłopotami Ale fakt jest jeden to on
                              sam musi sobie z nimi radzić nikt za niego tego nie zrobi.
        • aandzia43 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 14:46
          A tak konkretnie, to co się działo w waszym małżeństwie przez ostatni rok? Może
          też powiesz nam, jakie są oczekiwania twojej żony w stosunku do ciebie. Nie ma
          takiej możliwości, zeby nigdy, w żadnej rozmowie, czy kłótni nie zgłaszała
          jakichś zażaleń, próśb, czy potrzeb. Zapamiętujesz takie rzeczy, czy wyrzucasz
          je z pamięci od razu? Czy ty potrafisz sprecyzować swoje względem niej
          oczekiwania. Tak konkretnie. A potem te poszczególne oczxekiwania zebrać do kupy
          i zastanowić się, czy spełnienie jednych nie wyklucza spełnienia drugich. I czxy
          gdyby zostały spełnione, ty być sie potrafił w tym nowym świecie odnaleźć.
          Mam wrażenie, że kręcisz się w kółko i niczego nie uczysz.
    • kici10 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.02.09, 15:48
      Chyba ja to zauważyłem wcześniej, kilka lat temu.
      > Próbowałem rozmawiać z nią, ze coś zaczyna się dziać nie tak
      miedzy nami.

      Czyli kilka lat tem przestało Ci pasować i zacząłeś mieć pretensje.
      Powiedziałeś jej, że brakuje Ci jej dawnego błysku w oku, bez
      którego nie możesz żyć? Czy powiedziałeś, że stała się marudna,
      kłótliwa, niezainteresowana? Jeśli to drugie, to nie dziw się, że
      przyjęła strategię obronną.

      Z czymkolwiek przyjdę, co dotyczy naszych relacji, ona ma na to
      tysiąc
      > odpowiedzi, w stylu że wydaje mi się, albo że jest kompletnie
      odwrotnie.

      I pewnie tak jest w istocie. To jej prawda, której Ty z kolei nie
      przyjmujesz do wiadomości. Nie napisałeś ani jednego słowa o
      zastrzeżenia Twojej żony, a tylko o własnych odczuciach. Nie podałeś
      ani jednego konkretu. Więc trudno się do tego odnieść.

      W dodatku ja tez szybko się denerwuję, nie mogę dosłownie uwierzyć
      w to, że
      > ona zaczyna ze mną po prostu walczyć, dlaczego ze mną? Przecież
      wszedłem w to
      > całym sercem...

      W kłótni biorą udział dwie strony. Czasami gówno można rozdmuchać do
      niebotycznych rozmiarów, kiedy dwie strony okopią się na swoich
      pozycjach i żadna nie próbuje zrozumieć drugiej strony, tylko widzi
      swoje urażone JA.

      Bardzo angażuje się natomiast w sprawy mojej firmy.

      To znaczy, że ma dość bycia kurą domową. Czy to jest wasza wspólna
      decyzja? Może też potrzebuje docenienia, które daje praca zawodowa.

      Kobieta, która ze mną walczy przestaje być dla mnie atrakcyjna
      seksualnie, nie
      > umiem sie na niej skupić działa to na mnie odpychająco .Ona wtedy,
      znów mówi,
      > że się nią nie interesuję należycie.

      Czyli, krótko mówiąc nie bzykasz jej należycie? To co się dziwisz,
      że kłótliwa, jak ją "kaśka" swędzi?

      Więc będę musiał chyba to zakończyć, żeby chociaż dzieci w
      przyszłości miały
      > ode mnie jakąś pomoc.

      No to zakończyłeś. O to Ci chodziło? Myślę, że parę dni bez siebie,
      pomoże przemyśleć pewne sprawy.
      Kocie prawdziwy, jeśli chcesz porady, to napisz co Twoja partnerka
      do Ciebie mówiła, może pomożemy Ci zrozumieć jej słowa. Swoje sam
      doskonale rozumiesz.
      Kryzys zdarza się w każdym związku. Jest to nieuniknione. Problem
      tylko w tym, jak go rozwiązać. Z Twojego postu przebija, że wcale
      nie chcesz się z nią rozstawać, że dalej Ci na niej zależy. Chcesz
      tylko zachwytu w jej oczach. Czy tak?
      • prawdziwy_kot Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 00:57
        Jusspy
        jutro trzeźwieję i nie tykam więcej alkoholu, chyba jednak mięczak jestem pierwszy ból próbowałem znieczulić.
        Dzięki za słowa otuchy.
        Avide,
        że zabrała dzieci to jakiś taki spontan był ja w ogóle jakoś przestałem myśleć.
        Dopiero teraz powoli mi się układa, może ja rzeczywiście się skupiłem tylko na tej roli pana utrzymującego dom nie wiem teraz już.
        Bardzo wam dziękuję za te bezinteresowne wypowiedzi, porady czegoś się nauczyłem, dowiedziałem.
        Tyle wypowiedzi już mam niezły mętlik w głowie.
        Już jej mówiłem, że to jest ohydne manipulowanie używając dzieci, ale to jakby bezwiednie jej wychodzi czy jak, ażżż to jest wszystko do dupy.
        Jedenon
        „widzę że Twoje życie wpadło na rafę” hm, nawet nie wiesz jak trafne jest to określenie dziękuję Ci za komentarz i miłe słowa.
        Anula36 zabijasz mnie, tak trafne są twoje wypowiedzi ja to muszę sobie jeszcze wszystko poukładać.
        Ale starałem się jak mogłem, żeby jakoś budować te relacje jak mogłem najlepiej.
        Bardzo mi się podoba porada kici10, dzięki fajnie rozpracowałaś po swojemu te moje wypowiedzi, ale niestety pasuje mi tylko już to zdanie: „ no to zakończyłeś”
        Już wiem teraz, że nie chcę z nią dalej żyć, koniec kropka.
        Jak dalej to rozwiązać to jeszcze zielony jestem, ale sprawy dzieci numer jeden.
        Co to jest? Kocham ją, ale nie sposób z nią wytrzymać.
        To znaczy, że może jednak nie kocham jej na tyle mocno, albo mięczak jestem.
        Nie wiem.
        Wiem, że po prostu świat mi teraz podpowiada żeby to skończyć, i tak zrobię.
        Czuje, że jeszcze mnie coś czeka w życiu innego, przeczucie jakieś.
        Chcę żyć ze sobą w zgodzie i jeszcze jednak szukać tego czegoś.
        Jeszcze raz dziękuję z wspaniałe wypowiedzi.
        • kici10 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 09:17
          O matko. Następny "atrakcyjny Kazimierz".
          Pomijasz milczeniem pytania o zarzuty partnerki względem Ciebie. Z
          tego wniosek, że są dla Ciebie nieistotne. Ważne, że czujesz, że coś
          cię jeszcze w życiu czeka dobrego, ale bez swojej rodziny. Czyli
          jest ci w tym przeszkodą. Czyli należy się jej pozbyć. Obyś miał
          rację.
          Dziewczyny, nigdy nie rezygnujcie z pracy zawodowej dla faceta. Bo
          jeśli stracicie błysk w oku, to lądujecie bez środków do życia, z
          marnymi szansami na karierę zawodową. A do tego z dziećmi na
          utrzymaniu, które weekendowy tatuś czasami zabierze, jak mu nowa
          partnerka na to pozwoli.
          • songo3000 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 13:09
            kici10 napisała:

            > Dziewczyny, nigdy nie rezygnujcie z pracy zawodowej dla faceta. Bo
            > jeśli stracicie błysk w oku, to lądujecie bez środków do życia, z
            > marnymi szansami na karierę zawodową. A do tego z dziećmi na
            > utrzymaniu, które weekendowy tatuś czasami zabierze, jak mu nowa
            > partnerka na to pozwoli.
            Bardzo słuszny alpel, tylko że NIJAK Kiculo jedna ma się to tego wątku :D
            • kici10 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 13:13
              Myślę, że jesteś elastyczny facet i taki off topic przeżyjesz.
          • aandzia43 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 15:51
            kici10 napisała:

            > O matko. Następny "atrakcyjny Kazimierz".
            > Pomijasz milczeniem pytania o zarzuty partnerki względem Ciebie. Z
            > tego wniosek, że są dla Ciebie nieistotne. Ważne, że czujesz, że
            coś
            > cię jeszcze w życiu czeka dobrego, ale bez swojej rodziny. Czyli
            > jest ci w tym przeszkodą. Czyli należy się jej pozbyć. Obyś miał
            > rację.


            Hi, hi, pytania te były i w twoim i w moim poście. Olał.
            Jest jak Kakulive- Niepoprawna Katarynka z sąsiedniego wątku. Tylko
            że Kakulive to postac nie istniejąca, twór kilku robiących sobie
            jaja kobitek. Kot Wiecznie Goniący Swój Ogon to postac rzeczywista.
            Niestety.
        • markos28mr Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 11:15
          Powiem tylko tyle , wszystkie problemy biorą się z tego ,że JESTEŚ MIĘCZAK w stosunku do kobiet.
    • julka1800 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 14.02.09, 17:00
      Nie wiem co inni co doradzili, nie czytalam, ale jedna refleksja
      ktora nasuwa mi sie po przeczytaniu Twojego postu: na wspaniales
      glebie (sobie) wyhodowales piekna rośline (zone). Sam napisales, ze
      jest bystra i inteligentna, jesli do tego dolozymy przyklad jaki
      brala z Ciebie, to teraz po latach stala sie dojrzala kobieta, ktora
      potrzebuje partnera. Dzieci juz odchowane, dom zagospodarowany, nic
      tylko zacząc tworzyc cos nowego.
      A ty pewnie chcialbys by cale zycie byla dziecinna kobietka.
      zajmujaca sie zaciszem domowym (taka przeciez ja poznales).
      Ludzie sie zmieniaja, zycie sie zmienia, jesli tego nie
      zaakceptujesz... Mysle, ze ona pojdzie swoja droga, moze zalozy
      wlasna firme?

      Twoja ucieczka nic tu nie da. Musisz stawic czoło zmianom.
    • mnop2 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 16.02.09, 11:38
      Przeczytałam tę historię z autentycznym zainteresowaniem. Może być
      tak, że będziecie jeszcze kilka razy do siebie wracać i rozstawać.
      Jeśli Twoja żona nie pracuje i nie potrafi sama zapewnić sobie i
      córeczkom życia na poziomie, to możesz być tego pewny, ewentualnie
      zacznie walczyć o kasę. Te wszystkie jazdy w trakcie awantur i
      robienie z Ciebie rodzica, który nierówno traktuje dzieci i in. to
      projekcje i przeniesienia, najprawdopodobniej z własnego
      dzieciństwa. Żal mi Was obojga, bo czeka Was trudny czas.
      Najważniejsze jest bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne Waszych
      córeczek. Choćby nie wiem co się dzialo, nie mówcie o sobie nawzajem
      źle dzieciom. Powodzenia, w którąkolwiek stronę by się nie ułożyło!
    • iwonka-misiek Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 11.01.10, 16:04
      WITAM CIĘ BARDZO SERDECZNIE!!! TRUDNĄ MASZ SYTUACJĘ, ALE
      POCIESZENIEM POWINNO BYĆ TO ŻE MAM TAKĄ SAMĄ TYLKO MÓJ MĄŻ SIĘ TAK
      ZACHOWUJE JAKBY ZJADŁ WSZYSTKIE ROZUMY. PO KŁÓTNI TO JA ZAWSZE
      PIERWSZA WYCIĄGAM DŁOŃ NA ZGODĘ, I WIECZNIE SŁYSZĘ ŻE JESTEM
      DAREMNA, POMIMO TEGO ŻE SIĘ STARAM MAM NA UTRZYMANIU SYNA
      MIESZKANIE, BO JEGO CAŁY TYDZIEŃ NIE MA W DOMU, CZUJĘ SIĘ JAKBY
      PRZYJEŻDŻAŁ DO HOTELU, ZUPEŁNIE MI W NICZYM NIE POMAGA.ZAWSZE MA
      JAKIEŚ WYTYCZNE. JA NIE JESTEM ŚWIETA, BO POTRAFIE ZAJŚĆ ZA SKÓRĘ,
      ALE NIE MAM Z JEGO STRONY ŻADNEGO WSPARCIA, ZROZUMIENIA,
      POCIESZENIA. DENERWUJE MNIE TA SYTUACJA I TEŻ ZASTANAWIAM SIĘ NAD
      ROZSTANIEM, BO WIEM ŻE TO NIE MA SENSU. JESTEŚMY ZE SOBĄ 8 LAT PO
      ŚLUBIE. ALE PROBLEM POLEGA NA TYM,ŻE JESTEM OD NIEGO UZALEŻNIONA
      FINANSOWO, A POZA TYM NIE MAM Z KIM DZIECKA ZOSTAWIĆ. BOJĘ SIĘ ŻE
      SAMA SOBIE NIE PORADZĘ, I NIGDY W ŻYCIU MNIE JUZ SZCZĘŚCIE NIE
      DOPADNIE. POMÓZCIE, CZY TAK ZAWSZE MUSI BYC, ŻE KTOŚ KOGOŚ MUSI
      KRZYWDZIĆ. JA WIELE NIE OCZEKUJĘ CHCĘ ODROBINĘ NORMALNOŚCI, POCZUCIA
      BEZPIECZEŃSTWA, I MILOŚCI.
    • buzkashi uczen przerosl mistrza 11.01.10, 19:17
      a wlasciwie uczennica. ty,zamiast byc z tego dumny, robisz tragedie.
      tak sie dzieje z facetami, ktorzy musza byc podziwiani przez swoje
      kobiety. tak,jestes prymitywnym samcem, gdybys nie
      byl,zaakceptowalbys jej zmiane.przeciez nie zmienila sie na gorsze
      tylko na lepsze! czas rozejrzec sie za nastepna uczennica,
      nieprawdaz?
    • mini_kosmos Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 12.01.10, 11:06
      wiesz co, ja to podsumuje krótko. z perspektywy kobiety i tak jak ja
      to widzę z tego co napisałeś - ona traktuje Cię jak nastolatka
      rodziców: są wkurzający, ale jest gdzie mieszkać, jest kieszonkowe,
      jest dobrze. I nie ma tu miejsca na miłość namiętną, czy choćby
      partnerstwo. Byłam przez jakiś czas w podobnym związku. Przestałam
      faceta kochać, odechciało mi się z nim wszystkiego, ale nie
      mogłam/chciałam odejść, bo mi bylo zbyt wygodnie (wynajmnowanie
      mieszkania, życie za moją pensję na niższej stopie zyciowej,
      rachunki, problemy, itp. itd.). Miałam faceta, który to wszytsko
      załatwił.
      Mam wrażenie, że ona wie, że Tobie zależy, a czuje się na tyle
      pewnie, że wie, że nie musi się o nic starać bo i tak to dostanie.
      Może to przykre, co piszę, ale często kobieta wybiera spokój i
      wygodę zamiast porywów serca...
      • efi-efi Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 12.01.10, 11:47
        Ale rzecz miała miejsce rok temu...
        • dziokonda Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 12.01.10, 16:13
          Tak, rzecz miała miejsce rok temu, ale ja właśnie teraz natknęłam się na wątek i napiszę, co myślę.
          Kocie, Twoja żona jest niedojrzała i ma problemy ze sobą.
          Przyjrzyj się temu związkowi z matką, czy nie jest przesadny? Czy to nie jest zależność?
          Człowiek silny i samodzielny wie, że kieruje sam własnym życiem, do siebie tylko może mieć pretensję.
          Człowiek słaby i zależny ma pretensję o wszystko do całego świata.
          Czy żona nie była tak wychowywana przez matkę, by być osobą słabą, niesamodzielną i zależną, by "zależność" była jedyną jej znaną formą bliskości?
          Ktoś taki będzie pielęgnował swoją słabość i zależność, bo podświadomie myśli, że coś na tym zyska (zyska uczucie drugiej osoby). Nie tylko nie będzie zarabiać na siebie, ale może nawet nie nauczy się włączać bezpiecznika, albo prowadzić samochodu czy obsługiwać komputera. Może sobie wymyśli jakieś choroby.
          Szuka silnego partnera, przy którym czuje się jak dziecko.
          Jednak cała ta sytuacja jest dla niej psychicznie również nie do zniesienia, więc trakutje go jak wroga, wybucha, krzyczy. Jest pełna agresji i pretensji, które w gruncie rzeczy należą się jej destrukcyjmej matce.
          Partner takiej kobiety to ktoś pozornie silny, człowiek sukcesu. A jednak tylko pozornie: szuka słabej kobiety, bo może nad nią dominować (choćby przez bycie opiekuńczym), bo sam jest niepewny siebie albo również nie umie być blisko z nikim, więc szuka "zależności". Z obojgiem nie jest dobrze, pretensje żony są w części uzasadnione.
          Nie będzie łatwo, nie dojdziesz tak zwyczajnie z żoną do porozumienia. Jeśli znajdziesz inną kobietę, też będą problemy. Na siebie samego mamy jeszcze jakiś wpływ, więc może zacznij od własnej terapii, spotkaj się z kilkoma terapeutami, żeby wybrać dobrego.
          Twoja żona pewnie jest bardzo znerwicowana i nieszczęśliwa.
          Przepraszam, że niezbyt składnie skreśliłam naprędce te pare zdań.
        • claudel6 Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 12.01.10, 20:12
          nawet dwa...:)
          • dziokonda Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 12.01.10, 22:06
            I co z tego, że minęły 2 lata. Pewno nic się nie zmieniło.
    • babaa-jaga Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.01.10, 10:20
      Myślę, że najlepiej gdyby przeczytała co napisałeś, wyślij jej to na emila,
      jeśli jej zależy na Tobie to będzie się starała żebyście Wasze problemy
      rozwiązali jakoś, jeżeli Cie zlekceważy to nie masz się nad czym zastanawiać i
      szukaj kobiety wartej Ciebie.
      • babaa-jaga Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.01.10, 10:38
        ps. dokładnie chodziło mi o to co napisałeś zakładając wątek

        • babaa-jaga Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 13.01.10, 22:40
          oj przepraszam bardzo, teraz doczytałam do końca i widzę, że się wygłupiłam ze
          swoimi postami
    • mloda-ja Re: 11lat małżeństwa, chyba koniec miłosci... 04.06.17, 16:52
      Jestem kobietą, 10 lat młodszą od męża. Jesteśmy 12 lat po ślubie. Powiem jak ja to widzę.
      1. Żona tego kalibru potrzebuje wyzwań - musi mieć pole do udowodnienia, że nie jest słodką i niedojrzałą idiotką, ale godną partnerką.
      2. Totalny błąd, że próbuje się realizować w twojej firmie. To powinna być Twoja strefa, do której nie ma wglądu, bo to teraz wygląda tak: kiedyś w jej oczach byłeś maczo, który ogarnia firmę, buduje dom i świetnie sobie radzi (to było sexi), a teraz Ona weszła w tajniki firmy, ogarnęła to z twoją pomocą i zobaczyła, że to banał i że nie jesteś takim maczo, za jakiego Cię miała, bp ona robi to równie dobrze.
      3. Niech realizuje się w swojej własnej pracy - zdała od Ciebie. Nie możesz odkrywać wszystkich kart - przestajesz być atrakcyjny w jej oczach.
      4. Błąd, błąd i jeszcze raz błąd - teściowa ! Gdyby nie stanowczość mojego męża co do zbyt bliskich kontaktów z moimi rodzicami, to nasze małżeństwo już by nie istniało. Ogranicz wizyty żony u matki do jednych w miesiącu i to krótkich - no chyba że zachoruje, to wtedy trzeba pomóc, ale też w granicach zdrowego rozsądku.
      5. Ogranicz swobodne wydawanie pieniędzy przez żonę. Najlepiej gdybyś skłamał, że firma ma problemy i zobaczysz jak zareaguje. Czy awanturą, czy weźmie się do innej pracy żeby Ci pomóc.
      6. Nie bądź taki ugodowy - kobiety lubią dominujących mężczyzn (z jakiegoś powodu wybrała starszego od siebie). W małżeństwie zawsze jedno goni, a drugie jest gonionym - pora żeby to znowu ona goniła Ciebie.
      Bądź bardziej oschły, wyjdź z kumplami i nie mów jej gdzie byłeś i z kim, zadbaj o siebie, zmień coś w swoim wyglądzie żeby zaczęła się zastanawiać o co chodzi i nie czuła się taka pewna twojej miłości.
      7. Miej tajemnice.
      8. Najgorsze co robisz, to to że ciągle ją zapewniasz jak strasznie ją kochasz i że nie chcesz jej stracić - ma dzięki temu nad tobą pełną kontrolę.

      Zaufaj mi - wiem co mówię z własnego doświadczenia. BYŁAM GONIONA, A TERAZ TO JA GONIĘ ZA MĘŻEM!
      Ps. Powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka