eeela
01.06.08, 22:02
> Ja byłam akurat na rozdrożu (3 lata po rozwodzie) i z pomiędzy 3
> wielbicieli wybrałam właśnie jego. Tamci pozostali byli
> mało "przyszłościowi", choć wspaniali w łóżku i towarzysko. Nie
> mogłam się spotykać z trzema, a on proponował stały, pełen miłości
> związek. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego i chyba tak było.
Czego byśmy nie mówili, ten temat wraca i wraca. 'On mnie kochał, był cudowny,
opiekuńczy, dba o rodzinę, dobrze się z nim rozumiem, myślałam, że z czasem
się wyrobi/myślałam, że z czasem się do niego przekonam, jak o niego walczyć,
co zrobić, żebyśmy mieli świetny seks' - etc., etc. Jedne panie lekceważą
przesłanki do tego, że facet jest generalnie mało zainteresowany seksem. Inne
panie lekceważą przesłanki, że one same do seksu z danym facetem muszą się
zmuszać. A wszystko to w pogoni za stabilizacją.
Przez setki lat młodszym układali małżeństwa starsi tak, aby młodsi wchodzili
w życie ustabilizowani. Nikt wtedy nie rozprawiał o motylkach w brzuchu.
Motylki, jak śpiewali okcytańscy trubadurzy, to była kwestia pozamałżeńska.
Dopiero w ciągu ostatnich dwustu lat zaczyna się forsować motylki jako
najlepszą przyczynę do zawierania związków - i jak widać, dobrze na tym nie
wychodzimy, bo wchodzimy w związki nie umiejąc dobrze ocenić ich
perspektywiczności, raz pakując się w patologię za sprawą prawdziwych
motylków, innym razem oczekując prawdziwych motylków, kiedy tak naprawdę
głównym motywem jest osiągnięcie stabilizacji.
Lepiej by było, gdybyśmy my, kobiety, potrafiły trochę bardziej obiektywnie
spojrzeć na same siebie i bardziej uczciwie w stosunku do samych siebie
postępowały. Przedkładasz stabilizację ponad dobry seks? Wolisz być żoną
doktora niż kochanką artysty? Świetnie, ja nie widzę w tym nic złego. Ale nie
oczekuj, że znajdziesz wszystkie jabłuszka w jednym koszyku. Jeśli idzie się
za doktorem, rezygnując w pełni świadomie z artysty, należy się godzić z
konsekwencjami swoich wyborów.
(Przepraszam, Moniko, wybralam cytat z twojej wypowiedzi jako zobrazowanie
ogolnej tendencji, nie po to, aby specjalnie cię krytykować.