heterosapiens
11.06.08, 14:47
Temat to może poboczny, ale przecież bardzo ważny w kontekście
spraw opisywanych na tym forum.
W sąsiednim wątku cyklista6 napisał:
> Masz szansę zapracować na ich miłość i pod koniec życia spojrzeć
na siebie
> i powiedzieć że są rzeczy w życiu które Ci wyszły - i jedną z
nich było wychowanie swoich
> dzieci. Aby to zrobić musisz uporządkować swoje relacje z żoną bo
miłości dzieci
> się uczą patrząc na uczucie swoich rodziców.
No właśnie. Jak wychować swoje dzieci na dobrych, szczęśliwych i
otwartych ludzi, którzy nie będą w swoich przyszłych małżeństwach
powielać błędów swoich rodziców?
Ja wychowałem się w domu, w którym seks nie istniał. Nie mówię
tylko o rozmowach, bo w polskich domach raczej się o tym nie
rozmawia. Ja nawet nigdy nie widziałem rodziców śpiących w jednym
łóżku. Biorąc pod uwagę fakt, że ja i siostra jesteśmy na świecie,
jest to niewątpliwy przyczynek do dowodu, że bociany jednak
istnieją :) Odkąd doszedłem do tego, że jest coś takiego jak
erotyka i że to jest dobre i ważne (chwała "Razem" i tamtejszemu
Ars Amandi za edukację mojego pokolenia), obiecałem sobie w
nastoletniej głowie, że nie doprowadzę w moim życiu nigdy do takiej
sytuacji w jakiej się wychowywałem. Nigdy!
Dziś od wielu wielu lat tkwię w wyniszczającym mnie związku,
pozbawionym seksu i bliskości. Świadomie ożeniłem się z kobietą dla
której seks mógłby nie istnieć (całkowicie świadomie - nie było
wersji demo). Odtworzyłem wszystkie schematy zakodowane mi przez
rodziców. Może poza tym, że jednak zwykle śpimy w jednym łóżku choć
szczerze mówiąc wolałbym osobno - byłoby łatwiej. I może poza tym,
że o ile mi wiadomo, ojciec nie zdradzał matki na prawo i lewo.
Przeszedłem swoją krucjatę, którą kiedyś może ku przetrodze tu
opiszę, ale w końcu przegrałem i pewnie już tak pozostanie.
No i wracam do pytania - jak nauczyć nasze dzieci, że seks jest
ważny, dobry, piękny? Że związek go potrzebuje, że bez niego jest
jak żywy trup? Jak oszczędzić im w przyszłości takiego samego
zasranego życia? Jak, skoro na codzień dajemy im przykład czegoś
dokładnie przeciwnego...?