11.06.08, 14:47
Temat to może poboczny, ale przecież bardzo ważny w kontekście
spraw opisywanych na tym forum.

W sąsiednim wątku cyklista6 napisał:
> Masz szansę zapracować na ich miłość i pod koniec życia spojrzeć
na siebie
> i powiedzieć że są rzeczy w życiu które Ci wyszły - i jedną z
nich było wychowanie swoich
> dzieci. Aby to zrobić musisz uporządkować swoje relacje z żoną bo
miłości dzieci
> się uczą patrząc na uczucie swoich rodziców.

No właśnie. Jak wychować swoje dzieci na dobrych, szczęśliwych i
otwartych ludzi, którzy nie będą w swoich przyszłych małżeństwach
powielać błędów swoich rodziców?

Ja wychowałem się w domu, w którym seks nie istniał. Nie mówię
tylko o rozmowach, bo w polskich domach raczej się o tym nie
rozmawia. Ja nawet nigdy nie widziałem rodziców śpiących w jednym
łóżku. Biorąc pod uwagę fakt, że ja i siostra jesteśmy na świecie,
jest to niewątpliwy przyczynek do dowodu, że bociany jednak
istnieją :) Odkąd doszedłem do tego, że jest coś takiego jak
erotyka i że to jest dobre i ważne (chwała "Razem" i tamtejszemu
Ars Amandi za edukację mojego pokolenia), obiecałem sobie w
nastoletniej głowie, że nie doprowadzę w moim życiu nigdy do takiej
sytuacji w jakiej się wychowywałem. Nigdy!

Dziś od wielu wielu lat tkwię w wyniszczającym mnie związku,
pozbawionym seksu i bliskości. Świadomie ożeniłem się z kobietą dla
której seks mógłby nie istnieć (całkowicie świadomie - nie było
wersji demo). Odtworzyłem wszystkie schematy zakodowane mi przez
rodziców. Może poza tym, że jednak zwykle śpimy w jednym łóżku choć
szczerze mówiąc wolałbym osobno - byłoby łatwiej. I może poza tym,
że o ile mi wiadomo, ojciec nie zdradzał matki na prawo i lewo.
Przeszedłem swoją krucjatę, którą kiedyś może ku przetrodze tu
opiszę, ale w końcu przegrałem i pewnie już tak pozostanie.

No i wracam do pytania - jak nauczyć nasze dzieci, że seks jest
ważny, dobry, piękny? Że związek go potrzebuje, że bez niego jest
jak żywy trup? Jak oszczędzić im w przyszłości takiego samego
zasranego życia? Jak, skoro na codzień dajemy im przykład czegoś
dokładnie przeciwnego...?
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Dzieci 11.06.08, 15:40
      > Jak, skoro na codzień dajemy im przykład czegoś
      > dokładnie przeciwnego...?

      Moze liczac na srodowisko w ktorym beda sie obracaly?
      Przykre, ale Ty to juz chyba niewiele mozesz zdzialac swoim przykladnym zyciem.
    • glamourous Re: Dzieci 11.06.08, 18:02
      Ja tam uwazam, ze postawa rodzicow w stosunku do seksu (nie liczac
      oczywiscie jakichs skrajnych ekstrem typu matka dewotka dostajaca
      atakow histerii na widok calujacej sie w telewizji pary, czy ojciec -
      skrajny purytanin wpajajacy dzieciom na codzien mantre ze seks to
      straszliwy i brudny grzech) nie ma dla dzieci wiekszego znaczenia.
      Seks to temperament. Ten zas jest wrodzony, to w glownej mierze
      kwestia genow, podobnie jak kolor oczu. Na ogol dzieci niewiele
      wiedza o zyciu seksualnym swoich rodzicow, nie maja bowiem potrzeby
      zagladac im do lozka i dociekac czy miedzy nimi pod tym wzgledem
      uklada sie czy nie. Ja na przyklad, bedac dzieckiem, mialam
      kompletnie w nosie czy rodzice uprawiaja seks czy nie. Spali ze soba
      zawsze w jednym lozku to fakt, ale nie zastanawialam sie co oni tam
      w nocy robia i czy ze soba wspolzyja czy nie. Nie bardzo obchodzilo
      mnie tez czy okazuja sobie milosc i czulosc na codzien. Wystarczyla
      mi swiadomosc, ze mam stabilna rodzine, ze mnie kochaja, i ze mam w
      nich nieograniczone oparcie. Tak wiec, pomimo, ze moi rodzice mieli
      dosc purytanskie podejscie do seksu (takie pokolenie), wyroslam sama
      z siebie na kobiete o duzym temperamencie i takichze potrzebach, dla
      ktorej seks jest w zyciu ogromnie wazny - wbrew temu co usilowali mi
      wpoic rodzice. Nigdy tez w doroslym zyciu nie odczulam wplywow ich
      edukacji w stylu "seks nie jest najwazniejszy".

      Tak wiec, nie jest chyba tak zle... Dzieci niekoniecznie biora
      przyklad z rodzicow i ukladaja sobie zycie na ich obraz i
      podobienstwo. Widze wokol siebie mnostwo przykladow, tak zreszta tez
      twierdza biolodzy ewolucyjni :-) Wiec nie ma co panikowac, ze
      dorosle zycie Twoich dzieci bedzie naznaczone stygmatem waszego
      bezzseksia. Za to pomocne moga sie okazac rozmowy nimi bez tabu. To
      one wlasnie pomoga im (choc nie jest to warunek sine qua non)
      uksztaltowac pozytywny stosunek do seksu, a nie - mowiac umownie -
      odglosy rozkoszy dochodzace z rodzicielskiej sypialni. Bo te raczej
      nie maja tu nic do rzeczy...
      • heterosapiens Re: Dzieci 12.06.08, 13:39
        glamourous napisała:

        > Ja tam uwazam, ze postawa rodzicow w stosunku do seksu (nie
        liczac
        > oczywiscie jakichs skrajnych ekstrem typu matka dewotka dostajaca
        > atakow histerii na widok calujacej sie w telewizji pary, czy
        ojciec -
        > skrajny purytanin wpajajacy dzieciom na codzien mantre ze seks to
        > straszliwy i brudny grzech) nie ma dla dzieci wiekszego
        znaczenia.

        No widzisz, nie do końca się z tym zgadzam.
        Od pewnego czasu, odkąd zacząłem bardziej z dystansem przyglądać
        się sobie, ze zdziwieniem (przerażeniem!) odkrywam jak potwornie
        silne jest pranie mózgu które wynosi się z domu.

        Ale cytując inne wątki:

        > m717 - Ja z podobnym typem kobiety (też dwójka dzieci) męczyłem
        > się przez lata dla dobra dzieci. Nie wiem czy to było takie dla
        > nich dobre, kiedy oglądały ten chłód w domu...

        > tak.siak.owak - Jestem młoda, ładna, a jednak chyba "skażona"
        > od matki (którą nawiasem mówiąc kocham - bez nienawiści,
        > z podziękowaniami za poświęcenie dla rodziny). Moja rodzicielka
        > poza buziakami (!!) zawsze manifestowała brak ochoty na cokolwiek
        > wobec ojca. I z tego co opowiada było tak zawsze. Nigdy
        > nie "chciała". I ja jestem niewiele lepszą Jej kopią.
        > Potrzebuję i tęsknię za czułością, namiętnością, a jednak nie za
        > seksem.

        > prosty_facet - Widać, że to są wzorce z domu rodzinnego. Jeśli to
        > ci przeszkadza w kontaktach z partnerem to po prostu idź do
        > dobrego terapeuty (psychologa - nie seksuologa).
        > Jak poukładasz sobie w głowie jakie kuku zrobił Ci dom rodzinny
        > to reszta też się poprawi ....

        Czyli jednak coś jest na rzeczy :)
        A ja teraz, kiedy już przestałem wierzyć że coś zmenię dla siebie
        (bo jestem dupkiem), to mam silny fokus na to żeby chociaż dzieci
        nie poszły w moje ślady... Stąd pytanie.

        -----
        "Będę czekał, nie zasnę, paluchy w drzwiach przytrzasnę, własne!"
        • juzniekochanka Re: Dzieci 12.06.08, 13:41
          heterosapiens napisał:

          > A ja teraz, kiedy już przestałem wierzyć że coś zmenię dla siebie
          > (bo jestem dupkiem), to mam silny fokus na to żeby chociaż dzieci
          > nie poszły w moje ślady... Stąd pytanie.
          >

          Nie jesteś dupkiem
          • heterosapiens Re: Dzieci 12.06.08, 13:48

            juzniekochanka napisała:
            > Nie jesteś dupkiem

            No dobra - może być tchórzliwy, płaczliwy mięczak :)

            -----
            "Będę czekał, nie zasnę, paluchy w drzwiach przytrzasnę, własne!"
            • juzniekochanka Re: Dzieci 12.06.08, 13:51
              heterosapiens napisał:

              >
              > juzniekochanka napisała:
              > > Nie jesteś dupkiem
              >
              > No dobra - może być tchórzliwy, płaczliwy mięczak :)
              >
              A może wrażliwy, fajny facet;)
              • heterosapiens Re: Dzieci 12.06.08, 14:03

                juzniekochanka napisała:
                > A może wrażliwy, fajny facet;)

                Cytując nieśmiertelne maksymy Gorkiego -
                Jak powiedział pewien skazaniec o kacie
                "Przy bliższym poznaniu traci..."

                Ale zostawmy to, zdanie mam ugruntowane :)
                Ktoś kto jest modelowym bohaterem tego forum, kto próbował
                wszystkiego, tracąc przy tym wiarę, zdrowie, szacunek do siebie, aż
                w końcu spotkał najwspanialszą kobietę na świecie w której spełniły
                się wszystkie jego marzenia (bynajmniej nie tylko seksualne) i
                który uciekł w chwili decyzji jest dupkiem i tyle.

                Ale wątek miał być o dzieciach...

                -----
                "Będę czekał, nie zasnę, paluchy w drzwiach przytrzasnę, własne!"
                • juzniekochanka Re: Dzieci 12.06.08, 14:06
                  heterosapiens napisał:

                  >
                  > juzniekochanka napisała:
                  > > A może wrażliwy, fajny facet;)
                  >
                  > Cytując nieśmiertelne maksymy Gorkiego -
                  > Jak powiedział pewien skazaniec o kacie
                  > "Przy bliższym poznaniu traci..."
                  >
                  > Ale zostawmy to, zdanie mam ugruntowane :)
                  > Ktoś kto jest modelowym bohaterem tego forum, kto próbował
                  > wszystkiego, tracąc przy tym wiarę, zdrowie, szacunek do siebie,

                  > w końcu spotkał najwspanialszą kobietę na świecie w której
                  spełniły
                  > się wszystkie jego marzenia (bynajmniej nie tylko seksualne) i
                  > który uciekł w chwili decyzji jest dupkiem i tyle.
                  >
                  > Ale wątek miał być o dzieciach...

                  I tak nie zmienię zdania o Tobie:)
                  Juz nie będę offtopować:) Sorki
        • zakletawmarmur do heterosapiens 12.06.08, 15:07
          Wydaje mi się że szukasz sobie usprawiedliwienia. Nie miałeś odwagi
          żeby zostawić rodzinę dla kochanki więc może dla dobra dzieci? Jeśli
          o mnie chodzi to mogę cię rozgrzeszyć...

          Wydaje mi się że relacje pomiędzy rodzicami są bardzo ważne, choć
          nie musi oznaczać to, że odwzorujemy dokładnie wszystko.
          Ja pochodzę z rozbitej rodziny. Miałam słaby kontakt z ojcem pomimo
          że mieszkałam z nim do 16 roku życia. Jest trudnym człowiekiem o
          inteligencji interpersonalnej na granicy akutystyka. Napewno ma to
          duży wpływ na moje życie i relacje z mężczyznami.
          "Traktuj swoją żonę tak, jak chciałbyś żeby w przyszłości była
          traktowana twoja córka przez swojego męża". Myślę, że jest w tym
          dużo racji. Kurcze, chyba mam przechlapane:-)
          Poczułam ulgę gdy mój ojciec wyprowadził się z domu, mama cierpiała
          ale w końcu zaczęła się uśmiechać. Zobaczyłam jaka może być
          szczęśliwa, dopiero po rozstaniu z moim ojcem.
          Wielu osobom wydaje się że rozwód rodziców jest najgorszą rzeczą
          jaka może zdarzyć się dziecku. To nie prawda. Gorsze jest
          obserwowanie dwoje nieszczęśliwych rodziców, którzy nawzajem się
          wykańczają. Moi rodzice powinni byli rozstać się dużo wcześniej.

          Ważne jest też w jaki sposób rodzice się rozstają. Ojciec zapewnił
          nam bezpieczeństwo materialne, co wtedy dużo dla nas znaczyło.
          Powinien też zadbać o częste spotkania z dziećmi (co 2 weekend to
          stanowczo za mało) i dobre relacje z żoną (z tym może być trudno).
          Rodzice powinni pokazać dziecku że nadal jest dla nich ważne i nadal
          je kochają. Niestety wiele kobiet stara się ukarać męża utrudniając
          mu kontakty z dziećmi lub opowiadając o szczegółach rozstania.
          • heterosapiens Re: do heterosapiens 12.06.08, 16:16

            zakletawmarmur napisała:
            > Wydaje mi się że szukasz sobie usprawiedliwienia. Nie miałeś
            odwagi
            > żeby zostawić rodzinę dla kochanki więc może dla dobra dzieci?

            Znaczy co, że dla dobra dzieci chciałbym zostawić żonę?
            No aż tak dalece to moja percepcja nie sięga :)

            To z powodu dzieci w dużej mierze nie zostawiłem żony.
            Argumentacja, że dla dziecka jest lepiej jak się rodzice rozejdą
            jest łatwa, przyjemna i zupełnie nieprawdziwa. Z punktu widzenia
            dziecka (może poza skrajnymi przypadkami alkoholizmu, sadyzmu,
            pedofili) rodzina z obojgiem rodziców jest lepsza niż z jednym.
            Kiedy byłem mały to pamiętam że jak ognia bałem się dwóch rzeczy -
            wojny atomowej i rozwodu rodziców. Nie wiem czego bardziej...

            Czytałaś "List do ojca" - teraz w większości księgarni lezy na
            widoku, łatwo znaleźć. Ta książka jeszcze utwierdziła mnie w
            przekonaniu że z punktu widzenia dziecka to wyglada jakby nieco
            inaczej niż z naszego.

            Z drugiej strony twoja historia świadczy jakby o czymś innym. Ale w
            tej sprawie, tak jak w większości spraw nie ma prawdy objawionej.

            Więc wracając do tematu - nie szukam usprawiedliwienia. Szukam
            sposobu jak nie uwarunkować dzieci, jak nauczyć je żeby nie brnąć w
            układ w który rodzice zabrnęli. Nie uważam że rozejście się "dla
            ich dobra" jest jakimkolwiek rozwiązaniem. Jeśli kiedyś odejdę (w
            co wątpię bo jestem dupkiem) to wyłącznie dla siebie.
            • juzniekochanka Re: do heterosapiens 12.06.08, 16:28
              heterosapiens napisał:

              Szukam
              > sposobu jak nie uwarunkować dzieci, jak nauczyć je żeby nie brnąć
              w
              > układ w który rodzice zabrnęli. Nie uważam że rozejście się "dla
              > ich dobra" jest jakimkolwiek rozwiązaniem. Jeśli kiedyś odejdę (w
              > co wątpię bo jestem dupkiem) to wyłącznie dla siebie.
              >

              Matko! Ty dalej swoje;)
              Nie ma takiej recepty. Jeżeli się starasz, ba! jeżeli wogóle myślisz
              o przyszłości emocjonalnej swoich dzieci to już robisz więcej niż
              przeciętny facet.
              Jesteś inteligentnym, czułym i bardzo wrażliwym facetem.
              Zakochałeś się nie w tej osobie, w której powinieneś (lub za późno
              ją poznałeś), teraz cierpisz (ja mam to prawie za sobą, ale jeszcze
              mi bardzo, bardzo ciężko) - dokonałeś jakiegośtamwyboru. Czy
              dobrego - życie pokaże. To oczywiste, że wszystko widzisz teraz w
              czarnych barwach. Ja mam bardzo podobne przeżycia do Twoich i też
              czasami nazywam się szmatą, k.rwą i wiem, że tak mnie postrzegają
              inni (bo też dokonałam złego wyboru). Akurat (!) dziś mam dobry
              dzień, dlatego pisze tak a nie inaczej, i po prostu nie mogę czytać
              tego w jaki sposób o sobie piszesz. Jesooo - znowu OT:/ Ale się do
              Ciebie przyczepiłam (po prostu nie będę czytać Twoich postów);)
            • zakletawmarmur Re: do heterosapiens 13.06.08, 09:58
              To z powodu dzieci w dużej mierze nie zostawiłem żony.
              > Argumentacja, że dla dziecka jest lepiej jak się rodzice rozejdą
              > jest łatwa, przyjemna i zupełnie nieprawdziwa.

              Nie chcę Cię urazić ale napiszę jak ja to widzę...
              Czytam inne twoje wątki i twoje małżeństwo jawi mi się jako totalna
              klęska. Ale nie mogę wiedzieć jak to jest faktycznie. Może tak
              naprawdę jest Ci to na rękę? Masz żonę, która opiekuje się dziećmi i
              domem, tyle kochanek ile chcesz. Chciałbyś się zakochać. Tylko po
              co? Chcesz przeżyć parę chwil uniesień emocjonalnych i wrócić do
              żony... Za jakiś czas będzie następna wielka miłość i następna. Mam
              wrażenie że dzieci to tylko wymówka, żeby nie zaangażować się na
              dłużej w inny związek (który może się znudzić). Jesteś w porządku.
              Dobry ojciec, który poświęca własne szczęście dla dobra dzieci. A
              może chodzi o własne dobro i wygodnictwo? Zauważyłam że zdradzający
              zawsze widzą u swojego partnera więcej wad niż ma naprawdę. Myślę,
              że w ten sposób zwalniają się z poczucia winy. Może wcale nie jest
              Ci tak źle z żoną jak piszesz?
              A teraz zastanów się. Czy chciałbyś żeby twoja córka miała takiego
              męża jak ty? Jakie dajesz jej wzorce. Twoje zdrady kiedyś mogą wyjść
              na jaw. Wiesz co czuje dziecko, którego rodzice zdradzają? Czuje się
              tak samo zdradzone... Jestem jeszcze dość młoda, doskonale pamiętam
              uczucia które towarzyszyły mi w dzieciństwie. Możesz mi wierzyć
              nawet jeśli jesteś super ojcem, córka już zawsze będzie patrzyła na
              Ciebie przez pryzmat zdrad.
              Niestety jeśli np przez 90% czasu nasze wakacje były udane to i tak
              zapamiętujemy te 10% kiedy było okropnie!

              > Kiedy byłem mały to pamiętam że jak ognia bałem się dwóch rzeczy -
              > wojny atomowej i rozwodu rodziców. Nie wiem czego bardziej...

              Jestem młoda a nie pamiętam żebym bała się rozwodu rodziców. Bałam
              się śmierci mamy i rozłąki z nią. Rozwód w czasach gdy byłam
              dzieckiem zdarzał się wśród artystów i ekscentryków. Powiem Ci że
              nigdy się nie wstydziłam tego że rodzice się rozwodzą. Wręcz
              przeciwnie, dodawało mi to orginalności.
              • heterosapiens Re: do heterosapiens 13.06.08, 10:23

                zakletawmarmur napisała:
                > A teraz zastanów się. Czy chciałbyś żeby twoja córka miała
                takiego
                > męża jak ty? Jakie dajesz jej wzorce. Twoje zdrady kiedyś mogą
                wyjść
                > na jaw.

                Oczywiście że nie! Dlatego się miotam.
                Dlatego nawet jak powiedziałem żonie że odchodzę to nie
                powiedziałem że do kogoś.
                Żeby bylo jasne - ja się nie próbuję wybielać.
                Jestem skurwielem a do tego jeszcze dupkiem.
                Ale mimo wszystko dobro moich dzieci jest dla mnie ważne.
                Możesz powiedzieć - to przestań zdradzać zonę i zacznij być
                porządnym mężem. Ok, ale nie potrafię, sorry, mleko się wylało.
                Możesz powiedzieć - no to się rozwiedź. Też nie potrafię. Jak
                przyszło co do czego to okazało się ze może mam jaja do seksu ale
                do trudnych działań już nie.

                Ale mi nie chodzi o ocenianie mojej postawy, zwłaszcza że się z
                tobą w tej ocenie zgadzam :)

                > Wiesz co czuje dziecko, którego rodzice zdradzają?

                Nie wiem.

                > Jestem młoda a nie pamiętam żebym bała się rozwodu rodziców.
                Bałam
                > się śmierci mamy i rozłąki z nią. Rozwód w czasach gdy byłam
                > dzieckiem zdarzał się wśród artystów i ekscentryków. Powiem Ci że
                > nigdy się nie wstydziłam tego że rodzice się rozwodzą. Wręcz
                > przeciwnie, dodawało mi to orginalności.

                No widzisz, każdy ma swoją perspektywę.
                Ja się potwornie bałem ich rozwodu choć wiedziałem że ich
                małzeństwo to porażka. Nic nie wiem o zdradach ojca, ale jakbym się
                dowiedział, to by na pewno urósł w moich oczach.
                • zakletawmarmur Re: do heterosapiens 13.06.08, 10:47
                  > No widzisz, każdy ma swoją perspektywę.
                  > Ja się potwornie bałem ich rozwodu choć wiedziałem że ich
                  > małzeństwo to porażka. Nic nie wiem o zdradach ojca, ale jakbym
                  się
                  > dowiedział, to by na pewno urósł w moich oczach.

                  Czy ty nie dopasowałeś sobie tej perspektywy do własnych potrzeb?

                  > Możesz powiedzieć - no to się rozwiedź. Też nie potrafię. Jak
                  > przyszło co do czego to okazało się ze może mam jaja do seksu ale
                  > do trudnych działań już nie.

                  Nie napiszę Ci żebyś się rozwiódł. Myślę, że tak naprawdę jest Ci za
                  dobrze w tym układzie. Wychodzę z założenie że "chcieć znaczy móc".
                  A to że narzekamy na męża/żonę nie oznacza że jest nam źle:-)
                  • heterosapiens Re: do heterosapiens 13.06.08, 13:43

                    zakletawmarmur napisała:
                    > > Nic nie wiem o zdradach ojca, ale jakbym się
                    > > dowiedział, to by na pewno urósł w moich oczach.
                    >
                    > Czy ty nie dopasowałeś sobie tej perspektywy do własnych potrzeb?

                    Oczywiście że tak.
                    Szkoda mi taty, bo naprawdę fajny z niego gość.
                    I jeśli nie miał nikogo na boku to dużo stracił.
                    Choć może o tym nie wie i dlatego mu jest lepiej niż mi.
                    Życie jest skomplikowane...

                    A co do perspektywy, to jeszcze jeden przykład.
                    Dowiedziałem się właśnie że jeden z moich pracowników zostawił
                    swoją żonę. Zostawił ją z dnia na dzień, z małym dzieckiem i w
                    zagrożonej ciąży. Zostawił dla innej kobiety. Pierwsza myśl
                    noramlnego człowieka? No skurwiel po prostu. Pierwsza myśl moja?
                    Dżizas, stary, jak ja ci zazdroszczę że potrafisz.

                    > Myślę, że tak naprawdę jest Ci za
                    > dobrze w tym układzie.

                    Nie jest mi nawet dobrze.
                    Co dopiero za dobrze.
                    Ale masz prawo do swojego zdania tak jak i ja.
                    Pozdrawiam
                    • zakletawmarmur Re: do heterosapiens 13.06.08, 14:33
                      > > Myślę, że tak naprawdę jest Ci za
                      > > dobrze w tym układzie.
                      >
                      > Nie jest mi nawet dobrze.
                      > Co dopiero za dobrze.
                      > Ale masz prawo do swojego zdania tak jak i ja.

                      Nie dokładnie się wyraziłam. Nie chodziło mi o to że tak wogóle to
                      jest Ci za dobrze (szczerze Ci współczuje, żonie też), tylko za
                      dobrze żeby się rozwieść. Wszyscy egoizm mamy zapisany w genach,
                      nawet jak robimy komuś przyjemność to robimy to dla siebie. Gdyby
                      bilans twojego małżeństwa był poniżej zera to nagle okazałoby się
                      że "masz jaja".
                • ilragazzo Re: do heterosapiens 13.06.08, 16:32
                  > > Wiesz co czuje dziecko, którego rodzice zdradzają?
                  >
                  > Nie wiem.

                  Ale na przykład ja wiem, dlatego mogę potwierdzić to, co pisze
                  zakletawmarmur - rozwód dla dzieci NIE jest dramatem. To mit.
                  Oczywiście, że nie jest to przyjemne, ale prawda jest taka, że jako
                  dziecko wyczuwałem chłód i ciche dni między rodzicami i niepewność
                  jutra, i to oczekiwanie na coś nieokreślonego i przykrego była
                  znacznie gorsza niż rozwód (rodzina nie była patologiczna: nie było
                  alkoholizmu, ekscesów etc). Rozwód przyniósł:
                  - jasność sytuacji
                  - spokój
                  - pewność jutra
                  - dziwne (nawet jako dziecko byłem zaskoczony), ale prawdziwe:
                  wzrost autorytetu wśród rówieśników (choć to pewnie zależy od
                  osobnika).
                  - uśmiech matki.
                  Jak czasami czytam wątki o tych zostających przy niekochanych
                  żonach/mężach z powodu dzieci, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że
                  dzieci są tylko pretekstem. A za tym stoi strach, wygodnictwo,
                  konformizm...
                  • heterosapiens Re: do heterosapiens 13.06.08, 21:44

                    ilragazzo napisał:
                    > Ale na przykład ja wiem, dlatego mogę potwierdzić to, co pisze
                    > zakletawmarmur - rozwód dla dzieci NIE jest dramatem. To mit.

                    No i co ja mogę powiedzieć?
                    Ty to przeszedłeś i wiesz, że tak jest.
                    Ja tego nie przeszedłem, ale zostałem uwarunkowany na myślenie że
                    to najgorsza rzecz na świecie. Nie mam powodów i prawa żeby ci nie
                    wierzyć. W sumie to nie znam nikogo komu by się życie zawaliło z
                    powodu rozwodu rodziców. Poza tym, że chyba dzieci z rozbitych
                    rodzin łatwiej się potem same rozwodzą.
                    Ale uwarunkowanie jest silne........ echh....
                    • zakletawmarmur Re: do heterosapiens 13.06.08, 21:54
                      > powodu rozwodu rodziców. Poza tym, że chyba dzieci z rozbitych
                      > rodzin łatwiej się potem same rozwodzą.

                      Wśród znanych mi rozwodników wszyscy pochodzili z pełnych rodzin.
                      Nie wiem co mówi statystyka ale wiem że można ją interpretować na
                      wiele sposobów i dostosowywać do różnych teorii.
                      • heterosapiens Re: do heterosapiens 13.06.08, 22:36
                        zakletawmarmur napisała:
                        > Wśród znanych mi rozwodników wszyscy pochodzili z pełnych rodzin.

                        No to ja mam doładnie odwrotne obserwacje.

                        > Nie wiem co mówi statystyka ale wiem że można ją interpretować na
                        > wiele sposobów i dostosowywać do różnych teorii.

                        W pełni się zgadzam.
                        Statystyka zawsze jest jak bikini, pokazuje to co oczywiste a
                        zasłania najwazniejsze :)
                    • ilragazzo Re: do heterosapiens 14.06.08, 23:11
                      > powodu rozwodu rodziców. Poza tym, że chyba dzieci z rozbitych
                      > rodzin łatwiej się potem same rozwodzą.

                      Tego nie wiem. Ale mogę publicznie obiecać, że jeśli się rozwiodę poddam mój
                      przypadek analizie forumowiczów ;-)

                      na razie jednak musimy się uzbroić w cierpliwość, bo mojego rozwodu nic nie
                      zapowiada (na szczęście).
      • aandzia43 Re: Dzieci 12.06.08, 23:14
        Wrodzony temperament, czyli stopień pobudliwości na bodźce (cielesne
        i psychiczne) nie stanowi w najmniejszym stopniu o tym, czy ktoś
        będzie miał bujne i szczęśliwe życie erotyczne. To tyllko i
        wyłącznie stopień pobudliwości i nic więcej. Na tej bazie
        restrykcyjne wobec sfery cielesnej systemy wychowują tabuny
        fanatacznych bojowników. Przekuwają w toku wychowywania dzieci ich
        energię erotyczną na zapał do walki o nowy ład i nienawiść do wroga.
        Stara, ciągle powtarzająca się historia. I na tej bazie ciepłe i
        kochające się rodziny wychowują ciepłych i otwartych na sprawy ciała
        i na emocje ludzi. I nie muszą te rodziny prowadzić rozmów o
        orgazmach wielokrotnych przy obiedzie, głosić, że seks jest
        najważniejszy i pozwalać dzieciom słuchać odgłosów sypialnianych.
        Mogą to być rodziny z wierzchu nawet nieco purtyańskie. Z wierzchu.

        Moja matka nieco fukała na przejawy rozerotyzowania współczesnego
        świata, a panie romansujące na boku nazywała kurwiszonami. Co mówiła
        o panach - przemilczę. Wstydziła się też uświadomić mnie dokładnie.
        Ale jej akceptację cielesności i erotyki czuło się przez skórę.
        Stwarzała przyjazny klimat do rozwoju mojej dzięcięcej i
        młodzieńczej seksualnośći i uczuciowości. Tak też i ojciec.
        Zachowywali się dyskretnie i bez ostentacji, ale spojrzenia ich
        zdradzały. Oni się pożądali. Te ich spojrzenia - bezcenne dla
        obserwujących ich dzieci. Co by mi było po mojej cielesnej
        pobudliwości, gdybym nie miała w domu przyjaznego klimatu. Byłabym
        seksualną frustratką, zimną znerwicowaną, gotującą się w środku
        babą. Tyle by mi dał mój wrodzony temperament. To, że sięgałam po
        książki z tej dziedziny, że szukałam rówieśników, z którymi mogłam
        prowadzić rozmowy na te tematy - to też zasługa atmosfery domu.
        Takiej subtelnie i nienachalnie otwartej, z wierzchu natomiast dość
        konwencjonalnej. Może i ty docenisz kiedyś swoich ciepłych i może
        tylko pozornie strasznych mieszczańsko rodziców;) Może wzięłaś od
        nich więcej, niż zauważyłaś, że bierzesz?
    • wawrzyniecpruski Re: Dzieci 11.06.08, 20:04
      Jedyne co możesz zrobić to rozmawiaj z dziecmi jeśli są już na tyle
      duże,podsuwaj książki i co bardzo ważne mów o odpowiedzialności.
      Zbliżamy sie powoli do społeczeństw Zachodu,które traktują seks jako
      zabieg higieniczny albo rodzaj sportu.
      Otwarta rozmowa jest bardzo ważna. Ale jestem spokojny, czytając
      Twoja wypowidz upewniłem sie, że napewno poradzisz sobie z tym
      zadaniem.
      A Twoj problem z żoną jest powszechny. Widziałem kiedys taki gag w
      jakimś filmie: kochanka pyta faceta- kochanie ale Ty jesteś
      napalony, czy nie uprawiasz seksu? Facet na to: nie uprawiam,
      przecież jestem żonaty....
    • krissdevalnor100 Re: Dzieci 11.06.08, 20:04
      Wszystkiego nauczyć sie nie da. Efekt końcowy będzie wypadkową
      wychowania i zwykłego zyciowego "fuksa"- na kogo trafią na początku
      i w późniejszych etapach własnych działań "praktycznych".

      Nie moze to być zimny chów na odległość. Ważny będzie pewnie
      dotyk "nieerotyczny" (no bo jaki inny do dzieci), który nauczy je
      w "niewinny" sposób pozytywnie odbierać doznania fizyczne. Napewno w
      sposób delikatny warto im to poprostu powiedzieć, ze seks jest
      ważny, może być piękny, może łączyć ludzi i dawać im szczęście. Nie
      da się zademonstrować dzieciom, jak to on NAM szczęście daje, ale
      wychowanie w ciepłej rodzinie, bez emocjonalnego szantażu czy
      pruskiego drylu powinno wystarczyć, aby młody człowiek potrafił sie
      otworzyć na emocjonalno-fizyczny związek z drugą osobą.
      • cyklista6 Re: Dzieci 12.06.08, 14:40
        Polecam "Sztukę kochania, witamina M" pani Wisłockiej. To mądra książka.

        Jeżeli przez seks rozumiemy ruchy frykcyjne to oczywiste, że dzieci trzeba trzymać jak najdalej. Ale jeżeli seks to czułość, uściski, przytulanie itp. to dla mnie jest jasne, że dzieci powinny to widzieć i uważać takie okazywanie uczuć za coś normalnego.

        Natomiast jakoś nie bardzo wierzę w skuteczność mitycznej rozmowy - tym razem z dziećmi, myślę że o wiele więcej przekazujemy w warstwie niewerbalnej. Niektórzy (nieliczni) potrafią spojrzeć na siebie wstecz, na swoją rodzinę z której wyszli, zanalizować dobre cechy i spostrzec wady lub niedostatki, a potem skorygować to u siebie. Ale to, niestety, rzadkość. Nasza zależność od rodziców jest dużo większa niż nam się to na pierwszy rzut oka wydaje.

        W pełni zgadzam się z krissdevalnor, że wychowanie w ciepłej rodzinie daje dzieciom ogromną szansę na stworzenie dobrego związku w przyszłości. Naturalnie, nie jest 100% gwarancją tak samo jak wychowanie w rodzinie dysfunkcjonalnej nie przekreśla szansy - jednak nasze rodziny nas bardzo mocno determinują. Co w sumie jest smutne, bo niby wszyscy tak cenią sobie swoją wolność a ona tak naprawdę jest silnie ograniczona już na starcie...
        • selfmademan Re: Dzieci 12.06.08, 16:14
          Jak twoja pociecha zakocha się pierwszy czy drugi raz to i tak
          niewiele będziesz mógł zrobić, ale...:)
          do tego czasu przytulaj, nie szczędź buziaków, "przybijaj piątki",
          słuchaj co ci ma dopowiedzenia, nie wstydź się rozmawiać o
          tym "kiedy ty tato się zakochałeś ?" etc.
          Zapewne jak już pociecha będzie miała dowód osobisty to na pewno
          zauważy różnicę w podejściu obojga rodziców do szeroko rozumianych
          spraw cielesnych - ale jeżeli do tego czasu nie stracisz
          prawdziwego, szczerego kontaktu ze swoim dzieciakiem to na pewno
          masz duże szanse WTEDY szczerze pogadać o tym jaki seks może być
          fajny ("mimo, że mi dziecko niekoniecznie w życiu to wyszło")
    • kaachna1 Re: Dzieci 12.06.08, 16:34
      Dzieci najlepiej wychowuje się na przykładzie,jeśli dzieci od samego początku
      nie widziały jak rodzice się przytulają,całują,śpią razem to obraz już się jakiś
      im wytworzył,ale to nie musi oznaczać,że powielą ten schemat,nie wiem czy
      wychowywanie dzieci przez rodziców którzy tylko ze sobą mieszkają jest dla nich
      dobre,czasami lepsze faktycznie jest rozstanie,ale ty podjąłeś taką a nie inną
      decyzję i szanuję cię za to,ale głęboko współczuję bo dla mnie żyć tyle lat bez
      seksu jest wręcz nie ludzkie i trudno tu mówić o miłości
    • aandzia43 Re: Dzieci 12.06.08, 23:21
      Czy mógłbyś powiedzieć, dlaczego ożeniłeś sie świadomie z kobietą,
      dla której seks mógłby nie istnieć? Przecież byłeś już po różnych
      lekturach i, jak piszesz, miałeś świadomość, że seks jest ważny i
      piękny? Bałeś się kobiet z tempramentem, czy kręciły cię zimne lale,
      jak kobiety z twojego dzieciństwa?
      • heterosapiens Re: Dzieci 13.06.08, 10:12

        aandzia43 napisała:
        > Czy mógłbyś powiedzieć, dlaczego ożeniłeś sie świadomie z
        kobietą,
        > dla której seks mógłby nie istnieć? Przecież byłeś już po różnych
        > lekturach i, jak piszesz, miałeś świadomość, że seks jest ważny i
        > piękny? Bałeś się kobiet z tempramentem, czy kręciły cię zimne
        lale,
        > jak kobiety z twojego dzieciństwa?

        Trudne pytanie.
        Początki mojego rozwoju seksualnego były chyba obiecujące.
        Dużo na ten temat wiedziałem, starałem się dużo o tym czytać (na
        tyle na ile wtedy to było możliwe), rozmawiać z rówiesnikami.
        Pamiętam w ostatnich latach podstawówki mieliśmy taką koedukacyjną
        paczkę, którą spotykaliśmy się popołudniami w sali gimnastycznej i
        rozmawialiśmy godzinami na różne tematy, także na temat seksu.
        Oczywiście to były czysto teoretyczne rozmowy. W małym miasteczku,
        ponad dwadzieścia lat temu w podstawówce się seksu nie uprawiało.

        Zostałem wychowany na idealistę. Wiedziałem że seks jest wazny ale
        też wiedziałem że nie ma się co spieszyć. Że to zbyt powazna zabawa
        żeby się za to brać z byle kim i byle jak. W liceum koledzy i
        koleżanki zaczęli mieć pierwsze nieśmiałe próby, ja też z moją
        dziewczyną spaliśmy nie raz w jednym łóżku. Oboje bylismy bardzo
        rozerotyzowani, pieścilismy się godzinami, ale zawsze bez stosunku.
        Baliśmy się ciąży, uważaliśmy że jeszcze mamy na to czas. Było
        cudownie. Potem ona mnie z dnia na dzień zostawiła... do dziś nie
        wiem czemu (i proszę darujcie sobie złośliwe komentarze :) ).

        Potem gdzies na studiach spotkałem swoją przyszłą żonę. Wspaniała
        kobieta - mądra, dobra, ciepła, wspaniała. W zasadzie wszystko było
        super, poza tym że seks jej nie interesował. Oboje byliśmy w sensie
        technicznym dziewiczy. Czułem że to jest problem, ale myślałem
        sobie (młody niedoświadczony naiwny idealista), że to pewnie z
        czasem się zmieni (bo, jak pisali w książkach, kobiety seksualnie
        rozkwitają znacznie dłużej), myślałem że może potrzebuje
        bezpieczeństwa (czytaj małżeństwa), wierzyłem że powoli ją tego
        nauczę... takie tam. Naprawdę, spotkałem kobietę z którą łączyło
        mnie strasznie dużo, która - byłem pewny - bedzie cudowną żoną,
        matką naszych dzieci, a że nie działał ten cholerny seks? No kurde,
        bez jaj, dla takich pierdół przecież nie mogę jej zostawić.

        Taki był mechanizm - wiara, że to nie jest aż tak ważne i nadzieja
        że z czasem na pewno zmieni się na lepsze. Poza tym nie miałem zbyt
        wielu doświadczeń seksualnych i nie wiedziałem co tracę.

        Dlatego tym trudniej mi dziś mieć do niej pretensje. Bo ona się nie
        zmieniła. Widziały gały co brały. To ja się zmieniłem i zrozumiałem
        gdzie mogę sobie wsadzić te moje młodzieńcze ideały :(
        • kici10 Re: Dzieci 13.06.08, 11:54
          To jeszcze powiedz z jakiego domu pochodzi Twoja żona? Co jej
          przekazano jako kaptał na życie. Jak ją zaprogramowano? Czy dostała
          przekaz, że seks jest piękny, czy że to całe zło świata?
          • kaachna1 Re: Dzieci 13.06.08, 12:42
            Podziwiam cię,że tak długo to znosiłeś,ale jedyne co wam pozostaje to
            terapia,musisz namówić żonę na wizytę w poradni małżeńskiej,może da się z tym
            jeszcze coś zrobić (o ile ty jeszcze jej chcesz),a jeśli nie to najwyższa pora
            zrobić wreszcie coś dla siebie czyli odejść i zacząć wreszcie żyć,myślę,że
            dzieci będą szczęśliwe kiedy zobaczą szczęśliwego ojca to jest najważniejsze,a
            kiedy podrosną na pewno to zrozumieją
          • heterosapiens Re: Dzieci 13.06.08, 13:46

            kici10 napisała:
            > To jeszcze powiedz z jakiego domu pochodzi Twoja żona? Co jej
            > przekazano jako kaptał na życie. Jak ją zaprogramowano? Czy
            dostała
            > przekaz, że seks jest piękny, czy że to całe zło świata?

            Normalny polski małomiasteczkowy dom.
            Przekaz wydaje mi się dostała w tej sprawie zerowy.
            Nic nie wiem o jakichkolwiek traumatycznych albo choćby złych
            doświadczeniach albo wzorcach. Ale w sumie co ja tak naprawdę o
            niej wiem...?
            • kici10 Re: Dzieci 13.06.08, 19:49
              Wcale nie chodziło mi o żadne traumatyczne zdarzenia, a o ogólny
              klimat dla tych spraw w domu.

              Ale w sumie co ja tak naprawdę o
              > niej wiem...?

              No właśnie. Ale wydaje mi się, że wcale wiedzieć nie chcesz.
              I co Cię trzyma jeszcze w tym małżeństwie, oprócz dzieci? Jak duże
              są te dzieci?
              Jeśli boisz się decyzji, to czasem wystarczy dać się przyłapać, a
              sytuacja rozwiąże się sama.
              No więc co Cię trzyma przy tej znielubionej żonie?
              • heterosapiens Re: Dzieci 13.06.08, 21:51

                kici10 napisała:
                > > nie wiem...?
                > No właśnie. Ale wydaje mi się, że wcale wiedzieć nie chcesz.

                Jakbym nie chciał to bym nie rozmawiał.

                > Jeśli boisz się decyzji, to czasem wystarczy dać się przyłapać, a
                > sytuacja rozwiąże się sama.

                No co ja zrobię że jestem perfekcjonistą :)
                Również w ukrywaniu mojego drugiego życia...

                > No więc co Cię trzyma przy tej znielubionej żonie?

                Już pisałem.
                Strach przed wzięciem na siebie odpowiedzialności.
                Strach przed ostracyzmem rodziny i otoczenia.
                Uwarunkowanie wyniesione z domu.
                Obawa o dzieci.

                Jestem tchórzem. Nie szukam sobie tysiąca usprawiedliwień.
                Prawda jest taka że nie mam jaj żeby podjąć trudną decyzję.
                Po prostu...
                • kici10 Re: Dzieci 13.06.08, 23:44
                  Strach przed wzięciem na siebie odpowiedzialności.
                  > Strach przed ostracyzmem rodziny i otoczenia.
                  > Uwarunkowanie wyniesione z domu.
                  > Obawa o dzieci

                  Pierdu, pierdu, jakoś Ci nie wierzę.
                  A czy nie strach przed tym, że może być gorzej niż jest. Że
                  wyśniona, doraźna księżniczka, okaże się codzienną wiedźmą?
                  No i jeszcze ostatnie pytanie. Jak sądzisz, czy Twoja żona jest
                  szczęśliwa w tym małżeństwie? Czy chodzi uśmiechnięta, wyluzowana,
                  zadowolona, bo dostaje wszystko, czego jej trzeba, oraz że nie
                  wymuszasz na niej seksu, w związku z czym może spokojnie
                  pielęgnować swoje niskie libido. Czy też może żyje ze sobą dwoje
                  wku..wionych ludzi, którzy nie mogą znaleźć drogi do siebie. Jak to
                  jest u Ciebie?
                  Co do dzieci, to wychowuje się je własnym przykładem, a nie
                  moralizatorskimi gadkami. Jeśli ojciec pokazuje, że facet to takie
                  flaki z olejem, to córki znajdą sobie takich samych bezjajecznych, a
                  synowie powielą przykład tatusia.
                  Bo tak naprawdę to z Ciebie taki mały krętacz. Tu coś uszczkniesz,
                  tam skorzystasz. Ale za to masz, dla równowagi, wielkie dylematy
                  egzystencjalne. Ty cierpisz i upajasz się swym cierpieniem, zamiast
                  ruszyć dupę i coś zrobić.
                  • heterosapiens Re: Dzieci 14.06.08, 08:53

                    kici10 napisała:
                    > Pierdu, pierdu, jakoś Ci nie wierzę.

                    :)

                    > A czy nie strach przed tym, że może być gorzej niż jest. Że
                    > wyśniona, doraźna księżniczka, okaże się codzienną wiedźmą?

                    Zupełnie szczerze - nie!
                    Nie w tym konkretnym przypadku.
                    Tym razem miałem "taką pewność, o którą wszystkim wam chodzi"...

                    > No i jeszcze ostatnie pytanie. Jak sądzisz, czy Twoja żona jest
                    > szczęśliwa w tym małżeństwie? Czy chodzi uśmiechnięta,
                    wyluzowana,
                    > zadowolona, bo dostaje wszystko, czego jej trzeba,

                    A w życiu!
                    Jest nieszczęśliwa, sfrustrowana, czuje się niedoceniona, samotna.
                    Na mężu nigdy nie może polegać. Mąż się zupełnie nie interesuje jej
                    sprawami, jej problemami. Jest zmęczona życiem z konfabulantem -
                    podać jeszcze parę cytatów z ostatnich dni???

                    > oraz że nie
                    > wymuszasz na niej seksu, w związku z czym może spokojnie
                    > pielęgnować swoje niskie libido.

                    Czuje się zaszczuta, sprowadzona do roli dziury, mąż wpędza ją w
                    poczucie winy stawiając nierealne oczekiwania, podczas gdy
                    wszystkie jej koleżanki uprawiają seks znacznie rzadziej i nikt im
                    nie robi wyrzutów - cytować dalej?

                    > Czy też może żyje ze sobą dwoje
                    > wku..wionych ludzi, którzy nie mogą znaleźć drogi do siebie. Jak
                    to
                    > jest u Ciebie?

                    Dwoje wk..nych ludzi którzy nie mogą znaleźć drogi OD siebie.

                    > Co do dzieci, to wychowuje się je własnym przykładem, a nie
                    > moralizatorskimi gadkami. Jeśli ojciec pokazuje, że facet to
                    takie
                    > flaki z olejem, to córki znajdą sobie takich samych
                    bezjajecznych, a
                    > synowie powielą przykład tatusia.

                    No a po co ja założyłem ten wątek?
                    Jakbym bym super facetem i nie miał wątpliwości że dobrze wychowam
                    dzieci to bym klawiatury nie niszczył...

                    > Bo tak naprawdę to z Ciebie taki mały krętacz. Tu coś
                    uszczkniesz,
                    > tam skorzystasz. Ale za to masz, dla równowagi, wielkie dylematy
                    > egzystencjalne. Ty cierpisz i upajasz się swym cierpieniem,
                    zamiast
                    > ruszyć dupę i coś zrobić.

                    Mocne słowa kici.
                    Ale nawet jeśli masz rację to co?
                    Nie mam prawa tu być i rozmawiać?
                    Zdaje się że to forum nie tylko dla takich superludzi jak ty.
                    • aandzia43 Re: Dzieci 14.06.08, 12:08
                      Wetnę się. Pewnie, że masz prawo tu być i rozmawiać. Ale chyba już
                      ci odpowiedziano na twoje pytnie o dzieci: wychowuje się je własnym
                      przykładem. I odpowiedzialność spoczywa na tobie i twojej żonie. Jak
                      wychowała córkę na taką samą zimną i spękaną w cielesnych kwestiach
                      kobietę, jak ona, to co ty na to możesz poradzić? A co twoja żona
                      poradzi na to, że ty jesteś notorycznie zdradzającym dwulicowym
                      tchórzem (sorry) i dla dzieci stanowisz wzorzeć właśnie takiej
                      męskości? Jak nie znajdziecie z żoną drogi OD siebie i jednocześnie
                      każde z osobna nie odnajdzie SIEBIE , to jak ty sobie wyobrażasz
                      dawanie pozytywnego przykładu dzieciom i jakąkolwiek poprawę w tej
                      kwestii? Możesz sobie ulżyć na forum i pojojczyć trochę, ale ty
                      chyba już dotarłeś do drzwi, które teraz trzeba tylko otworzyć? Nie?

                      A właściwie po jaką cholerę używasz cieleśnie swojej żony? Przecież
                      miewasz fascynujące przygody erotyczne. Nie sądzisz, że to dręczenie
                      nieszczęsnej kobiety? I narażanie jej na zarażenie francą, którą w
                      każdej chwili możesz jej przywlec z tych gościnnych występów.
                      Zaznaczanie terenu? Rozumiem zdradę w sytuacji długotrwałego
                      bezseksia, ale pojąć nei mogę kompulsywnego pchania się we wszystkie
                      możliwe, nawet niesatysfakcjonujące, dziury. A może jesteś
                      seksoholikiem?
                      • kici10 Re: Dzieci 14.06.08, 17:20
                        A właściwie po jaką cholerę używasz cieleśnie swojej żony?

                        Show must go on.
                      • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 10:38

                        aandzia43 napisała:
                        > A właściwie po jaką cholerę używasz cieleśnie swojej żony?
                        > Zaznaczanie terenu? Rozumiem zdradę w sytuacji długotrwałego
                        > bezseksia, ale pojąć nei mogę kompulsywnego pchania się we
                        > wszystkie możliwe, nawet niesatysfakcjonujące, dziury.

                        10 lat bezseksia wystarczy, czy to jeszcze za mało według twoich
                        kryteriów? I dlaczego kiedy w innym wątku ktoś chwali się że
                        wrescie zdradził partnera wszyscy lecą z gratulacjami, a ja niby
                        jestem zły? Bo zdradziłem więcej niż raz? To ile razy można?
                        I gdzie napisałem że dziury były niesatysfakcjonujące i że pcham
                        się we wszystkie? Jak już chcesz obrażać to obrażaj mnie a nie te
                        cudowne kobiety, których nie znasz i o których nic nie wiesz.

                        > A może jesteś seksoholikiem?

                        A co to znaczy?
                        • aandzia43 Re: Dzieci 15.06.08, 13:41
                          Nie odwracaj kota ogonem i nei uderzaj w patetyczny ton. Zapytałam
                          dość wyraźnie. Ale dobra, zrobię to jeszcze raz. Ja się nie pytam,
                          dlaczego zdradziłeś żonę po latach bardzo niesatysfakcjonującego
                          seksu (to dla mnie dość oczywista reakcja zrozpaczonego człowieka),
                          tylko dlaczego, mając kochanki (satysfakcjonujące) pchasz się
                          jeszcze na nią? Dręczysz ją w ten sposób i narażasz na złapanie
                          francy. Po co???
                          • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 13:51

                            aandzia43 napisała:
                            > Nie odwracaj kota ogonem i nei uderzaj w patetyczny ton.
                            Zapytałam
                            > dość wyraźnie. Ale dobra, zrobię to jeszcze raz. Ja się nie
                            pytam,
                            > dlaczego zdradziłeś żonę po latach bardzo niesatysfakcjonującego
                            > seksu (to dla mnie dość oczywista reakcja zrozpaczonego
                            człowieka),
                            > tylko dlaczego, mając kochanki (satysfakcjonujące) pchasz się
                            > jeszcze na nią? Dręczysz ją w ten sposób i narażasz na złapanie
                            > francy. Po co???

                            Aaaa... sorry, dopiero teraz rozumiem pytanie.
                            Dlatego że nadal cholernie mnie pociąga.
                            Dlatego że zamieniłbym wszystkie kochanki za bycie z nią.
                            Proste?

                            A co ty tak obsesyjnie z tą francą?
                            Jakieś złe doświadczenia?
                            • kici10 Re: Dzieci 15.06.08, 14:06
                              Aaaa... sorry, dopiero teraz rozumiem pytanie.
                              > Dlatego że nadal cholernie mnie pociąga.
                              > Dlatego że zamieniłbym wszystkie kochanki za bycie z nią.
                              > Proste?

                              To po kiego grzyba chcesz ją zostawić?
                              • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 14:20

                                kici10 napisała:
                                > > Dlatego że nadal cholernie mnie pociąga.
                                > > Dlatego że zamieniłbym wszystkie kochanki za bycie z nią.
                                > > Proste?
                                >
                                > To po kiego grzyba chcesz ją zostawić?

                                Łomatko!!!
                                Dopiero sama mi to proponowałaś :)

                                Dlatego, że nie wyrabiam w stanie permanentnego fizycznego
                                odrzucenia. Co powoduje że robię się coraz bardziej wredny w
                                codziennnych kontaktach (ponieważ pomysły na naprawę mi się po 15
                                latach skończyły stałem się upierdliwy, cyniczny, zimny i złośliwy)
                                oraz zbudowałem sobie całe skomplikowane drugie życie, z którego
                                bynajmniej nie jestem dumny - wręcz przeciwnie, męczy mnie ono i
                                niszczy. Do tego mam świadomość ciągłej jazdy po bandzie i choć
                                jestem w tym cholernie profesjonalny to w końcu musi się wydać. I
                                wtedy będzie jeszcze bardziej niefajnie...

                                Kici, próbowałem to naprawiać, ale nie umiem!
                                Chciałbym z nią być, nie znajdę nikogo lepszego, ale nie dam rady z
                                własną fizycznością. Nie jestem seksoholikiem, ja tylko nie umiem
                                życ bez seksu. Zacytuję ci moją terapeutkę, która parę dni temu
                                powiedziała mi - "Marny żywot przed panem, jeśli pan czego nie
                                zmieni to wkrótce zafunduje pan sobie zawał, raka albo wypadek..."

                                Czy odpowiedziałem ci na twoje pytanie?
                                • kici10 Re: Dzieci 15.06.08, 16:37
                                  Łomatko!!!
                                  > Dopiero sama mi to proponowałaś :)

                                  Nic takiego nie napisałam. Proponowałam Ci, żebyś ruszył dupę i coś
                                  z tym zrobił. Nie dawałam Ci żadnych prostych rozwiązań. To Ty sam
                                  musisz zadecydować czego chcesz.

                                  Czy odpowiedziałem ci na twoje pytanie?

                                  Tak. Tak podejrzewałam, że jest w tym co piszesz jakieś drugie dno.
                                  Coś mi się nie chciało wierzyć, że po kilkunastu latach męczarni ,
                                  jedyne czego się obawiasz, to ostracyzm społeczny. Podczas, gdy Ty
                                  wcale nie chcesz odchodzić, a chcesz jedynie, żeby ona się zmieniła.
                                  Wygląda na to, żeś kolejny facet, który ma problemy ze zrozumieniem
                                  psychiki i reakcji kobiet. Nie będzie bzykania tam, gdzie są
                                  konflikty i jak to ładnie ująłeś- blokada emocjonalna.
                                  Jeśli chcesz, możemy podyskutować na privie. Mnie też kiedys ktoś na
                                  tym forum wyjaśnił sposób myślenia faceta, o którym nie miałam
                                  pojęcia.
                            • aandzia43 Re: Dzieci 15.06.08, 20:12
                              > Aaaa... sorry, dopiero teraz rozumiem pytanie.
                              > Dlatego że nadal cholernie mnie pociąga.
                              > Dlatego że zamieniłbym wszystkie kochanki za bycie z nią.
                              > Proste?
                              >
                              > A co ty tak obsesyjnie z tą francą?
                              > Jakieś złe doświadczenia?

                              Nie, nie całkiem proste. Przecież spotkałeś jakiś czas temu
                              wspaniałą kobietę, dwa w jednym, do tańca i do różańca. Swoją
                              kochankę, której porzucenie leży ci na wątrobie i którego żałujesz.
                              Pisałeś chyba, że w niej, końcu, seks połączył ci się z miłością. To
                              która z tych dwoch kobeit w końcu jest twoją wielką miłością, i z
                              którą chciałbyś być, gdyby nie dzieci, teściowie i hipotetyczny
                              ostracyzm społeczny? Czy przeżywając ognisty romans i miłość z
                              kochanką dalej zmuszałeś żonę do seksu? A jeśli tak, to po co?
                              Której w końcu pożądasz bardziej?

                              Francy nigdy nie złapałam. Bo od 22 lat sypiam z jednym facetem.
                              Który, jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, jest mi
                              wierny. Dodam jeszcze, że nie traktujemy instytucji małżeństwa z
                              chorobliwą atencją. I nie boimy się panicznie słowa rozwód. Ale
                              jakoś do tej pory się nie rozwiedliśmy. Czasem sama zastanawiam się,
                              jakim cudem;-)
                    • kici10 Re: Dzieci 14.06.08, 17:16
                      Jest nieszczęśliwa, sfrustrowana, czuje się niedoceniona, samotna.
                      > Na mężu nigdy nie może polegać. Mąż się zupełnie nie interesuje
                      jej
                      > sprawami, jej problemami. Jest zmęczona życiem z konfabulantem -
                      > podać jeszcze parę cytatów z ostatnich dni???

                      Czyli nie taka z niej zimna suka, jak ją malujesz. Kołaczą się w
                      niej jakieś ludzkie uczucia. Ciekawe co jej zrobiłeś (lub nie
                      zrobiłeś), że się tak czuje? Swoją drogą nie dziwię się, że z takim
                      nastawieniem do Ciebie, nie bardzo ma ochotę na łóżkowe igraszki z
                      Tobą.

                      Czuje się zaszczuta, sprowadzona do roli dziury, mąż wpędza ją w
                      > poczucie winy stawiając nierealne oczekiwania

                      Czy mógłbyś wyjaśnić, co to są te nierealne oczekiwania?

                      Nie mam prawa tu być i rozmawiać?

                      Toteż siedzimy i rozmawiamy. Ale wcale nie musi to być grzeczna
                      rozmowa.

                      Zdaje się że to forum nie tylko dla takich superludzi jak ty

                      A to już tani chwyt, mający na celu zbicie z pantałyku adwersarza. I
                      co, niby teraz mam Ci udowadniać, że nie jestem superczłowiekiem?
                      Daruj sobie takie zagrywki.
                      • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 10:44

                        kici10 napisała:
                        > Czyli nie taka z niej zimna suka, jak ją malujesz.

                        Tak ją maluję? To chyba nieświadomie...
                        Jest zimna ale na pewno nie suka.
                        To dobra i mądra kobieta, choć emocjonalnie zablokowana tak jak i
                        ja. I myślę że podobnie nieszczęśliwa...

                        > Czy mógłbyś wyjaśnić, co to są te nierealne oczekiwania?

                        Prawo do tego, żeby coś w łóżku zależało ode mnie.

                        > A to już tani chwyt, mający na celu zbicie z pantałyku
                        adwersarza. I
                        > co, niby teraz mam Ci udowadniać, że nie jestem superczłowiekiem?
                        > Daruj sobie takie zagrywki.

                        Przepraszam, poniosło mnie.
                        • kici10 Re: Dzieci 15.06.08, 13:06
                          To dobra i mądra kobieta, choć emocjonalnie zablokowana tak jak i
                          > ja. I myślę że podobnie nieszczęśliwa...

                          I co, myślisz, że ktoś Cię dotknie czarodziejską różdżką i
                          emocjonalnie odblokuje? W nowym związku powielisz wszystkie stare
                          schematy. Nad własnymi blokadami trzeba pracować samemu, albo z
                          psycholem. To ciężka praca, ale tylko tak można coś zmienić.
        • aandzia43 Re: Dzieci 13.06.08, 12:40
          Dziekuję za odpowiedź.

          > Dlatego tym trudniej mi dziś mieć do niej pretensje. Bo ona się
          nie
          > zmieniła. Widziały gały co brały. To ja się zmieniłem i
          zrozumiałem
          > gdzie mogę sobie wsadzić te moje młodzieńcze ideały :(

          To nie były młodzieńcze ideały, to był taki, a nie inny system
          wartości. Niektórzy kultuwują go do końca dni swoich. Ani lepszy,
          ani gorszy od innych. W takim cię wychowano, a ty go powieliłeś. Po
          jakimś czasie zaczął cię uwierać, ale to już inna sprawa. Czy
          pożądałeś swojej żony? Byłeś w niej zakochany, jak w kobiecie? Czy
          tylko przyjaźniłeś się z nią, ceniłes ją i podziwiałeś, jak np.
          siostrę lub przyjaciółkę?

          Pisałeś wcześniej, że w dzieciństwie panicznie bałeś się rozwodu
          rodziców. Teoretycznie bez sensu, bo wychowałeś sie w rodzinie,
          która trwałość i niezmienność traktowała jako dobro najwyższe. I
          nic, najgorszy dyskomfort i poczucie straty i beznadziei nie mogło
          rozerwać więzów małżeńskich między twoimi rodzicami. Ani ja, ani
          moja dorosła teraz córka nie bałyśmy się rozwodu rodziców. Nawet nam
          mysl taka przez umysł dziecięcy nie przeszła. A w wieku nastoletnim
          pożądałyśmy wręcz rozstania kłócących się wiecznie starych, ale to
          już inna sprawa. W naszej rodzinie więzów małżeńskich nie traktuje
          sie jako święte, choć rozwodów jakoś za bardzo nie ma. Zastanawiam
          się, czy brak lęku przed rozstaniem rodziców może być wynikiem
          poczucia bezpieczeństwa, jakie dziecko ma, osadzenia w rodzinie, w
          świecie. A może jest wynikiem tego, że autentyczne ciepło i miłość
          między rodzicami (choć często z burzami i bez sielanki) daje taką
          błogość i poczucie bezpieczeństwa, że problem w ogóle nie istnieje?
          Zrobiłam bardzo szybką ankietę wśród znajomych i wyszło mi, że
          dzieci małżeństw czule kochających się (choć też kłócących się) nie
          miały tego lęku. To oczywiście tylko parę odpowiedzi przypadkowych
          osób, nic poważnego. Ale jest to też jakaś teza, jakiś pomysł.

          A jak to ma się do ciebie i twojego małżeństwa i dzieci? Może tak,
          że dzieci dobrze czują, co tak naprawdę łączy rodziców i skąd mogą
          spodziewać się ciosu. Czułeś chłód w małżeństwie swoich rodziców,
          czułeś, że emocjonalnie niewiele ich łączy, czyli czułeś rozpad. Nie
          łapałeś, że jest coś takiego, jak superego, które nigdy nie pozwoli
          im się rozstać. Ty wiedziałeś, co się dzieje naprawdę w ich intymnym
          światku. Twoje dzieci też czują, co się naprawdę dzieje między wami
          (co by to nie było) i mają takie lęki, na jakie zapracowała sobie
          wasza rodzina. Czy coś na to poradzisz? Zależy ile one mają lat i
          czy ty zmienisz siebie i swoje życie.
    • lunatic_ann Re: Dzieci 15.06.08, 02:18
      ja tez jestem wyjatek od reguly, moi rodzice bardzo stonowani pod tym wzgledem, mama raczej niezbyt, ale podobno tata (z opowiesci mamy) istny wulkan... wszyscy mowia. ze sie w niego wrodzilam.
      nigdy nie bylo miedzy nimi jakis wielkich czulosci, ktore ja bym widziala, rozwodu rodzicow bardzo sie balam, wiec bylam uwazna. Klocili sie czesto i nadal to robia majac nieco pod 60 oboje...
      przelomem bylo przyjscie na swiat mojego brata - jest 17 lat mlodszy. Podobno wypadek przy pracy.
      Ja zawsze daze do tego, zeby byc blisko z czlowiekiem, w ktorego zainwestuje uczucia. Lubie sie przytulac i lubie byc przytulana - bardzo. W domu rodzinnym nigdy nie widzialam ich objetych czy czulych wobec siebie. Ja jestem inna. Bardzo sie "opiekuje". Nie jestem kura domowa - bynajmniej.
      Dzieci, jesli wychowywac na ludzi nie powtarzajacych bledow rodzicow, (moim zdaniem) trzeba miec kontakt z nimi,nie przez prezenty, kupowanie plazmy do ogladania bajek, gry komputerowe - bo to jest na czasie..
      raczej rozmowy, mile chwile, wspolne tematy.
      I nie znaczy to - bycie non stop z dzieckiem, lepiej byc z nim szczesliwym odwiedzxajac czesto, niz ma ono widziec lodowate, acz zewne podejscie mamusi (jaki to tatus jest) lub wykorzystywanie dziecka, zeby tata wrocil. Taki szantaz emocjonalny.
      A z tym dupkiem heterosapiens to grubo przesadzasz, nie badz taki zly dla siebie :):)
      to, ze probujesz byc soba, ze w jakis sposob o to walczysz, choc bez skutku, nie znaczy, ze jestes zly, dupek, skurwiel - jak tam siebie nazwales...
      Jestes wrazliwym, rozumiejacym facetem (bo po co inaczej chciabys rozmawiac o tym wszystkim), ale - moim zdaniem - albo strach, albo Twoja wielka sile skieruj na uszczesliwienie siebie, Tobie tez sie cos od zycia nalezy..
      Strach jest przed zlinczowaniem przez otoczenie (co oni powiedza? zostane potepiony do konca swiata, bo chce sie z kims bzykac a to NIE TYLKO nie interesuje nie zawsze kogos interesuje)
      Jestes troche, bardzo - hipokryta - chcesz byc poprawny, ale zle Ci z tym jak widac - chyba.
      Chcesz byc szczesliwy, ale boisz sie, ze unieszczesliwisz innych przez to.
      Moze kiedys sie odwazysz, zycze Ci tego, zycie moze byc takie fajne. Porzuc te konwenanse, sa sztuczne, jesli zostaniesz - kiedys i tak to peknie i wszystko sie wyda.
      Take care!!!




      • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 10:29

        lunatic_ann napisała:
        > ja tez jestem wyjatek od reguly, moi rodzice bardzo stonowani pod
        tym wzgledem,
        > mama raczej niezbyt, ale podobno tata (z opowiesci mamy) istny
        wulkan... wszys
        > cy mowia. ze sie w niego wrodzilam.

        W sumie to optymistyczne co piszesz ty i parę innych osób w tym
        wątku. Wychodzi na to że wzorce wyniesione z domu mają znaczenie
        ale, pod wrunkiem że nie są jakieś traumatyczne, nie mają aż
        takiego wpływu na rozwoj seksualności dzieci. Chyba rzeczywiście
        nie bardzo można im w tym pomóc, trzeba tylko starać się żeby ich
        nie zablokować. Jeśli wyjdą bez blokad to dalej już zależy to od
        środowiska, szczęścia i przede wszystkim od nich samych. Tak czytam
        to co piszecie - i to optymistyczne.

        Staram się wychowywać moje dzieci na bardzo świadomych i
        samodzielnych ludzi. Staram się, oboje się staramy, trzymać je jak
        najdalej od naszych problemów i dawać im jak najwięcej miłości. Nie
        jakiejś abstrakcyjnej ale takiej prostej, poprzez przytulenie,
        pocałunek, słowa "kocham cię synku, kocham cię tatusiu",
        połaskotanie do łez albo pojedynek na kciuki. Ale to co mnie boli
        to to że nie uczę ich mierzenia się z problemami i rozwiązywania
        ich. Bo sam nie umiem...

        > A z tym dupkiem heterosapiens to grubo przesadzasz, nie badz taki
        > zly dla siebie :):)

        Już dajmy spokój temu ocenianiu mojej postawy.
        Jest żle, ja jestem zły, ale próbuję się ratować.
        Przylazłem tu znowu po latach bo potrzebuję rozmowy.
        Naprawdę nie mam z kim pogadać...
        W realu jestem zawsze uśmiechniętym, bardzo lubianym facetem, który
        nie ma żadnych problemów. A moją rodzinę znajomi stawiają sobie za
        wzór i szczerze nam zazdroszczą że się tak super dobraliśmy i że
        tak nam się w życiu ze wszystkim udało. Bleeee......

        > Chcesz byc szczesliwy, ale boisz sie, ze unieszczesliwisz innych
        > przez to. Moze kiedys sie odwazysz, zycze Ci tego, zycie moze byc
        > takie fajne. Porzuc te konwenanse, sa sztuczne, jesli zostaniesz
        > - kiedys i tak to peknie i wszystko sie wyda.

        Dzięki, trzymaj kciuki. Jak mi się uda w końcu rozwieść to
        zapraszam was wszystkich na imprezę :)

        > Take care!!!

        Hugs!
        • kaachna1 Re: Dzieci 15.06.08, 13:32
          Jesteś dla dzieci wzorem,one cię kochają i ufają tobie pomyśl jak się poczują
          kiedy się dowiedzą o twoich zdradach? myślę,że to będzie dla nich większy
          cios,że żyłeś tyle lat w kłamstwie niż to gdybyś odszedł od żony.Nie zdziwiłabym
          się gdyby potem poszły w twoje ślady skoro tata tak żył...
          • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 13:48

            kaachna1 napisała:
            > Jesteś dla dzieci wzorem,one cię kochają i ufają tobie pomyśl jak
            się poczują
            > kiedy się dowiedzą o twoich zdradach? myślę,że to będzie dla nich
            większy
            > cios,że żyłeś tyle lat w kłamstwie niż to gdybyś odszedł od żony.

            Obie sytuacje będą ciosem.
            Zgadzam się że odkrycie drugiego życia tatusia pewnie większym.
            Kaachna, ja to naprawdę rozumiem. Ale od zrozumienia do działania
            jest kawałek. I tak jak nie działają "kolacyjki przy świecach" tak
            nie działa "to weź i się rozwiedź". To jest pewien proces... Już
            raz się do tego zabrałem po partacku i wyszło fatalnie. Teraz muszę
            najpierw poukładać sobie w głowie, odnaleźć samego siebie a
            działania przyjdą dużo łatwiej. Tak sądzę...

            --
            "Czym się różni to czego nigdy nie będzie od tego czego nigdy nie
            było?"
            • kici10 Re: Dzieci 15.06.08, 13:57
              Hetero, ile Ty masz lat?
              • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 13:58

                kici10 napisała:
                > Hetero, ile Ty masz lat?

                A na ile wyglądam?
                • kici10 Re: Dzieci 15.06.08, 14:07
                  40+
                  • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 14:10

                    kici10 napisała:
                    > 40+

                    40-
                    Stan podgorączkowy...
        • lunatic_ann Re: Dzieci 15.06.08, 16:24
          i co - zadzwoniles do tej swojej bylej Lady? napisz - jesli to nie tajemnica - jestem ciekawa...:):)
          jesli "otworzy przed Toba ramiona" ( nie tylko - he he) bedziesz mial sie komu wygadac. Jesli ona Cie kocha, to Cie zrozumie, doradzi, bedziesz mial w niej wsparcie. Bedziez mial z kim porozmawiac o tym.
          Pewnie jednak lepiej jesli najpierw dojdziesz sam ze soba do ladu.

          Ja zapominam o moim przypadku, musze...
          Wychodzi na to, ze powoli musze szukac nowej pracy, wiec nie mam nawet czasu o nim myslec, za to ciagle czuje...

          Badzmy optymistami, czli zle poinformowanymi realistami :):)
          Nie moze byc caly czas zle, do cholery !!

          Bedzie dobrze - MUSI
          xx
          • heterosapiens Re: Dzieci 15.06.08, 16:47

            lunatic_ann napisała:
            > i co - zadzwoniles do tej swojej bylej Lady? napisz - jesli to
            nie tajemnica -
            > jestem ciekawa...:):)

            Oczywiście że nie.
            Co miałbym jej powiedzieć?
            Widzisz, spartoliłem wszystko, okazałem się większym dupkiem niż
            myślałaś, ale choć się pobzykamy??
            Zadzwonię wtedy, kiedy już będę miał coś konstruktywnego do
            zaproponowania. Ale zadzwonię na pewno :)

            > Nie moze byc caly czas zle, do cholery !!
            > Bedzie dobrze - MUSI

            Nie musi.
            Ale będzie.
            • lunatic_ann Re: Dzieci 15.06.08, 19:22
              sssss :):) rozumiem. Widze, ze jestes bardzo zdolowany. Ja uciekam w prace (szukanie jej) i rzeczy, ktore uwielbiam robic.
              Pozdrawiam


            • kaachna1 Re: Dzieci 15.06.08, 20:06
              Wiesz hetero a mnie się wydaje,że tobie jest dobrze w tym układzie,żona daje
              stabilizację,znajomi uważają,że jesteście świetnym małżeństwem, żona
              wypierze,ugotuje,posprząta, a tłumacząc się brakiem seksu latasz za "świeżym
              mięchem" dobrze kombinujesz tylko pogratulować pomysłu! tylko nie zdziw się że
              kiedy żona dowie się o twoich podbojach będzie miała więcej odwagi i powie ci papa
              • lunatic_ann Re: Dzieci 16.06.08, 00:54
                a moze nie jest, tak jak myslisz, moze wypierze, ugotuje to nie wszystko w zyciu??
                moze mu i dobrze, bo kazdy facet, nawet bardzo o siebie dbajacy potrzebuje troski.
                Co on kombinuje to to, zeby "swieze miecho" pralo mu skarpetki, ale tez dzielilo z nim zycie - cale zycie... Dawalo jakis odcien barw w dniu codziiennym, ktore nigdy nie sa zaklasyfikowane. Nigdy biale nie jest do konca biale, ani czarne.... Maluje wiec wiem cos o tym.
                Kachna! nawet jesli on jest skonczonym idiota, wolno mu to robic, wolno mu byc czlowiekiem jakim chce byc. Z calym szacunkiem dla Ciebie.
                Moze i masz racje, ja pisze tylko swoje zdanie

                • kaachna1 Re: Dzieci 16.06.08, 13:49
                  lunatic-ann,ja wiem,że wypierze,ugotuje nie jest najważniejsze w życiu,to jest
                  jedynie konieczność,którą ktoś musi zrobić,takie uroki wspólnego życia
                  rodzinnego,dlatego nie może tak być,że żona od tych spraw,a inna od bardziej
                  przyjemnych ja mu nie bronię kontaktu z innymi kobietami jak chce to niech się
                  spotyka,jego sprawa,ale on pytał o radę odnośnie dzieci więc uważam,że powinien
                  odejść od żony,a nie stwarzać dzieciom złudnego wrażenia o idealnej
                  rodzinie,kiedy dowiedzą się prawdy jak tatuś przez tyle lat prowadził podwójne
                  życie na pewno nie będą zachwycone i on na pewno sporo straci w ich oczach bo o
                  nich miała być tu mowa
                  • heterosapiens Re: Dzieci 17.06.08, 10:24
                    kaachna1 napisała:
                    > lunatic-ann,ja wiem,że wypierze,ugotuje nie jest najważniejsze w
                    życiu,to jest
                    > jedynie konieczność,którą ktoś musi zrobić,takie uroki wspólnego
                    życia
                    > rodzinnego,dlatego nie może tak być,że żona od tych spraw,a inna
                    od bardziej
                    > przyjemnych

                    No nie aż tak :)
                    Gotuję zwykle ja, dziećmi zajmuję się zwykle ja, robię sobie dobrze
                    sam, sprzatamy conajmniej po równo, tylko z pralką mam kłopoty,
                    jakoś to urządzenie mnie przerasta. Gerenalnie jestem mężem
                    samoobsługowym.

                    > ja mu nie bronię kontaktu z innymi kobietami jak chce to niech się
                    > spotyka,jego sprawa,ale on pytał o radę odnośnie dzieci więc
                    uważam,że powinien
                    > odejść od żony,a nie stwarzać dzieciom złudnego wrażenia o
                    idealnej
                    > rodzinie,kiedy dowiedzą się prawdy jak tatuś przez tyle lat
                    prowadził podwójne
                    > życie na pewno nie będą zachwycone i on na pewno sporo straci w
                    ich oczach bo o
                    > nich miała być tu mowa

                    Zaczyna to do mnie docierać...
              • lunatic_ann Re: Dzieci 16.06.08, 03:20
                a z kolei patrzac z logicznej strony - niech sie pieprzy!!! z tyloma kobietami byl, jednej obiecal cos tam, a pisze, ze zamienilby je wszystkie na swoja zimna zone, bo ona jest najwazniesza.
                Hetero!!
                czego Ty wlasciwie chcesz??
                zeby zona byla inna i bedziesz czekal, az sobie palce prztrzasniesz, wlasne? (nie licz na to)
                czy kogos nowego, z kim sobie ulozysz zycie, aczkolwiek niekoniecznie bedac szczesliwym do konca wspominajac ciage krolowa sniegu?? zakoncz lepiej sprawe ze swoja malzonka, nie mac w glowie innym, to, ze Ty bedziesz do konca zycia nieszczesliwie zakochany w zimnej babie, nie znaczy, ze cala reszta kobiet ma cierpiec, bo dasz im jakas nadzieje...

                • heterosapiens Re: Dzieci 17.06.08, 10:20
                  lunatic_ann napisała:
                  > a z kolei patrzac z logicznej strony - niech sie pieprzy!!!

                  I o to chodzi :)

                  > z tyloma kobietami
                  > byl, jednej obiecal cos tam, a pisze, ze zamienilby je wszystkie
                  na swoja zimna
                  > zone, bo ona jest najwazniesza.

                  Poza tym ostatnim przypadkiem nigdy nawet mi do głowy nie przyszło
                  że mógłbym odejść od żony. To zawsze było coś obok, wypełnienie
                  jakiegoś braku, ale żona zawsze była najważniejsza. Bo ją kochałem
                  i nie wyobrażałem sobie tak naprawdę prawdziwego związku z kimś
                  innym. Dopiero kiedy naprawdę się zakochałem w innej kobiecie
                  zrozumiałem że to nie jest costans, że coś może się zmienić. Inna
                  sprawa że spartoliłem to maksymalnie, zawiodłem kobietę która mi
                  uwierzyła i stchórzyłem. Ale to już wałkowaliśmy...

                  > Hetero!!
                  > czego Ty wlasciwie chcesz??

                  Jakbym wiedział to już by było znacznie lepiej :)

                  > zeby zona byla inna i bedziesz czekal, az sobie palce
                  prztrzasniesz, wlasne?

                  No właśnie po wczorajaszej rozmowie chyba się przekonałem że tylko
                  się niepotrzebnie okłamuję.

                  > zakoncz lepiej sprawe ze swoja malzonka

                  Oj, zaskakująco szybko sprawy zaczęły się toczyć....

                  > , nie mac w glowie innym, to, ze Ty bedziesz do konca zycia nieszc
                  > zesliwie zakochany w zimnej babie, nie znaczy, ze cala reszta
                  kobiet ma cierpie
                  > c, bo dasz im jakas nadzieje...

                  Jak narazie dałem jednej.
                  Jest mi wstyd i więcej tego nie zrobię.
                  Teraz na pewno zachowam właściwą kolejność działań...

                  Jeeezu, jak ja do NIEJ tęsknie!!!

                  --
                  "Czym się różni to czego nigdy nie będzie od tego czego nigdy nie
                  było?"
                  • lunatic_ann Re: Dzieci 17.06.08, 15:16
                    Hetero. Za bardzo "polecialam" na Ciebie. Sory. Bylam pewna, ze mi cos dowalisz w odpowiedzi lub nie odpowiesz wcale.
                    Bardzo podobna jest Twoja sytuacja (chyba), to tej, ktora ja przezylam tyle, ze z tej drugiej strony.
                    Ja jednak nie czekam na zadne info od niego, rozstalismy sie w wielkim gniewie. Mysle, ze na reke bylo mu obwinic mnie o to, ze zona sie dowiedziala. Taki pretekst zeby zerwac kontakt.
                    Stad tyle elektrycznosci :):)

                    Pisz, jak tam Ci sie uklada.

                    Pozdrawiam
    • claudel6 Re: Dzieci 02.07.08, 19:44
      heterosapiens: wiesz, przeczytałam ten watek dopiero teraz - temat bardzo bardzo
      ciekawy i sie do niego jeszcze odniosę, jak sie zbiore, bo mam sporo na do
      powiedzenia ze swojego doświadczenia. ale wcześniej - taka moja osobista uwaga
      do Ciebie - czytając o Twojej decyzji i o tym , jak ja racjonalizujesz miałam
      ciarki na plecach.

      byłam o krok od tego, żeby znaleźć sie w sytuacji tej Twojej drugiej kobiety -
      tej dopasowanej, prawdziwej, upragnionej - ale z niepojętych przyczyn odrzuconej
      (bo one te Twoje zracjonalizowane, wyjaśnione przyczyny dla mnie są niepojęte).
      w imię czego?

      piszesz o dzieciach. może miałam szczęście, ze dzieci nie było. ale mój partner
      był gotowy zmarnować sobie życie u boku swojej aseksualnej ryby, tylko dlatego,
      ze nie miał jaj, by ją zostawić.

      w którymś momencie ja musiałam mieć jaja, ale to już inna historia...
      • zaspana-cieciowa Re: Dzieci 02.07.08, 22:26
        Nie mogę tego czytać...zbyt znajome mi się wydaje
      • heterosapiens Re: Dzieci 03.07.08, 10:01
        claudel6 napisała:

        > heterosapiens: wiesz, przeczytałam ten watek dopiero teraz -
        temat bardzo bardzo ciekawy i sie do niego jeszcze odniosę, jak sie
        zbiore, bo mam sporo na do powiedzenia ze swojego doświadczenia.

        Czekam z niecierpliwością.

        > ale wcześniej - taka moja osobista uwaga
        > do Ciebie - czytając o Twojej decyzji i o tym , jak ja
        > racjonalizujesz miałam ciarki na plecach.
        > byłam o krok od tego, żeby znaleźć sie w sytuacji tej Twojej
        > drugiej kobiety - tej dopasowanej, prawdziwej, upragnionej - ale
        > z niepojętych przyczyn odrzuconej
        > (bo one te Twoje zracjonalizowane, wyjaśnione przyczyny dla mnie
        > są niepojęte). w imię czego?

        Przede wszystkim w imie mojego tchórzostwa.

        > piszesz o dzieciach. może miałam szczęście, ze dzieci nie było.
        > ale mój partner był gotowy zmarnować sobie życie u boku swojej
        > aseksualnej ryby, tylko dlatego, ze nie miał jaj, by ją zostawić.
        > w którymś momencie ja musiałam mieć jaja, ale to już inna
        > historia...

        Opowiedz ...
        • claudel6 Re: Dzieci 03.07.08, 14:37
          'opowiedz, opowiedz' :)

          no dobra, zaczne od dzieci:
          wiadomo, ze kazdy przypadek jest inny - ale naprawde jest cos madrego w tym
          wyswiechtanym banale, ze dla dziecka nie liczy sie to, czy rodzice sa ze soba
          razem, ale to czy sa szczesliwi.
          jestem dzieckiem, jak wiele osob z mojego pokolenia, z rozbitego malzenstwa.
          rozwod i rozstanie moich rodzicow mialo miejsce, gdy bylam bardzo malutka, moja
          mama jakis czas byla sama.
          ale teraz, z tym zyciem jakie mam, z ta rodzina, jaka mam - mysle, ze to bylo
          jedne z najlepszych rzeczy, jaka sie mogla wtedy zdarzyc.
          po pierwsze - nie stracilam ojca. nie odczuwalam jego braku, bo widywalismy sie
          bardzo czesto i regularnie, a w jego domu mialam swoj dom. spedzalam z nim
          wakacje, swieta (po polowie), mialam silny kontakt z dziadkami, wujkami,
          ciotkami, ciotecznym i stryjecznym rodzenstwem.
          stosunki miedzy moimi rodzicami to nie byla zadna tam sielanka, nie - moja mama
          mysle, ze przez pierwsze lata szczerze ojca nienawidzila (ojciec odszedl do
          innej kobiety btw, i ozenil sie z nia, wiec mialam macoche).
          ale dzieki wzajemnie dotrzymywanej umowie, ze ja spedzam z nim czas - wszystko
          dla mnie bylo normalne. niechec mojej mamy w zadnym stopniu nie wplynela na moja
          milosc do ojca, COKOLWIEK ona nie mowila - a mowila czasem straszne rzeczy - ja
          bylam na to impregnowana.
          do tej pory mam bardzo dobry i silny kontakt z ojcem, mieszkajac za granica
          (sic!) widuje sie z nim raz na miesiac-2 miesiace.
          czemu to zawdzieczam? jakiejs madrosci pewnie moich rodzicow, ale tez milosci.
          ich do mnie i milosci dziecka, jakim bylam - do rodzica.
          po drugie - zyskalam wspaniala, cudowna, kochajca sie nowa rodzine. moja mama
          wyszla drugi raz za maz za czlowieka, ktory ja dozgonnie kocha, zapewnia jej
          bezpieczenstwo, opieke i milosc. i ktory stal sie moim drugim ojcem - tym, ktory
          byl w domu i byl na co dzien. tym, na ktorego zawsze moglam liczyc i ktory mnie
          naprawde kocha.
          oboje stworzyli dom, w ktorym po prostu byla milosc. i nie, nie jest tak, ze moi
          rodzice (mama i ojczym) sie nie klocili - moja mama jest straszna cholera - ale
          to nie byly klotnie, ktore mnie i moja siostre przerazaly.
          byl to i jest dom, w ktorym bylam kochana, akceptowana i ktory wobec swiata
          zewnetrznego zawsze stal po mojej stronie.
          teraz sobie zloz te opiowiesci w jedno:
          rozwod rodzicow moze prowadzic do tego, ze damy dziecku nowy dom - dom
          prawdziwej milosci i prawdziwej akceptacji, i dom bardzo istotnych dobrych
          wzorow. dziecko moze straci swoja stara rodzine - ale zyska nowa. czuje sie
          cholernie szczesliwa (w sensie lucky) osoba, ze mialam szczescie wyjsc z takiego
          domu.

          to tyle w temacie tego, ze rozwod jest tragedia.

          w temacie zdrowej seksualnej atmosfery w domu: tez jestem jakims klasycznym
          przykladem - rodzice akurat byli takim typem 'szwedzkim' :) - byli bardzo
          otwarci, swobodni, bezpruderyjni. nie wstydzili sie nagosci, nie robili z sexu
          tematu tabu.
          nie rozmawialismy na ten temat przy sniadaniu, ale nie bez powodu na wierzchu
          lezala Michalina Wislocka i mialam do niej latwy dostep.
          w zyciu doroslym nie mialam zadnych problemow w lozku - jestem bardzo
          rozbudzona, uwielbiam sex i z wlasciwym facetem moge robic to kilka razy dziennie :)
          • zaspana-cieciowa Re: Dzieci 03.07.08, 20:41
            claudel6 napisała:


            A ja sobie myślę że to nie tylko o te dzieci chodzi.W sensie
            nieodchodzenia.To przede wszystkim strach.Wielki, obezwładniający
            strach.Że trzeba od nowa.Że to od nowa nie wyjdzie.Że będzie wstyd i
            nie będzie dokąd pójść.Że boje się trudnych sytuacji, a te będą.Że
            boję się ciężkich, prawdziwych rozmów, a te będą.Że ktoś o mnie
            pomyśli żle.I że może ja o sobie pomyślę że rację miała moja żona,
            jestem myszołówkiem, a chciałbym być kimś więcej.I strach że będę
            musiał być wreszcie szczęśliwy, a przestanę być żałosnym dupkiem...a
            to taka niewymagająca fucha.
            Dzieci to ładnie przykrywają...
            • claudel6 Re: Dzieci 03.07.08, 22:20
              oczywiście, że przykrywka, dlatego ją demaskujemy ;)
              • sylwiamich Re: Dzieci 03.07.08, 22:31
                Nikt tego nie zdemaskuje.Dopóki sam zainteresowany nie będzie
                chciał.On co najwyżej bardziej polubi swoją fuchę, bo szans na
                lepszą nie będzie widział.Mi osobiście szkoda tych kobiet które są
                wokół niego.Żony, kochanki, i innych "wielbicielek"...wystarczy
                poczytać wpisy tutaj.
                Są różne sposoby uwodzenia...na przyzwitego-nieszczęśliwego dupka na
                przykład?
                • aandzia43 Re: Dzieci 03.07.08, 22:56
                  Kobiet może i szkoda, ale jak się dają brać pod włos, to już ich
                  sprawa.

                  > Są różne sposoby uwodzenia...na przyzwitego-nieszczęśliwego dupka

                  ...zwanego inaczej samokrytycznym pozorantem, bądź też pozornym
                  samokrytykiem. Bez różnicy, bo równie bez sensu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka