Dodaj do ulubionych

maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazku?

10.07.08, 09:43
moj problem jest juz chyba dosc powazny. moj maz sie dosc czesto masturbuje i
kilkakrotnie go na tym przylapalam. najpierw to troche ignorowalam, pomimo, ze
bylo to dla mnie ponizajace, ale od 2 lat zamiast sie kochac ze mna, robi
sobie dobrze przy komputerze itp. Ostatnio przyszlam wczesniej do domu, nasza
roczna coreczka plakala w salonie, bo jej sie nudzilo a moj maz siedzial w
lazience i robil co robil.. takze doszlo juz do tego, ze zaniedbuje rodzine.
mysle, ze jest uzalezniony. wyrzucilam go z domu i powiedzialam, ze musi sie
leczyc inaczej nie pozwole ,zeby mial kontakt z dzieckiem ani ze mna.
jestem teraz strasznie rozdarta. nie wiem co robic. kocham go, ale to chyba
definitywny koniec. dajcie mi prosze sile, rade, zeby jakos wyjsc z tej
sytuacji. jkestem zrozpaczona. i samotna ( mieszkam za granica...)
Obserwuj wątek
    • cyklista6 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 09:59
      Kurcze blade, czy mąż masturbujący się przestaje być ojcem? A kim Ty jesteś,
      żeby mu ograniczać jego prawa - to jego dziecko i ma prawo oraz obowiązek
      uczestniczyć w jego wychowaniu?

      A może to Ty jesteś porąbaną neurotyczką i biedny facet woli oglądać jakieś
      głupoty na ekranie aby zluzować napięcie? Z Twojego postu raczej wyłania się
      obraz jakiegoś niewydarzonego sierżanta wokół którego wszystko musi być zgodnie
      z regulaminem, eins, zwei, drei...

      Naprawdę, to nie o masturbację tu chodzi tylko raczej o władzę.
      • zonaty19791 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:03
        Ciekawe, co go do tego popchnęło - może sex raz na "ruski rok", a
        może jakość sexu jest dla niego za niska. Powodów jest masa!
        • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:10
          niestety. nie byl miedzy nami zaden problem w kwestii seksualnej.. zawsze
          bylismy zgrani. po prostu on codziennie oglada porno..
          ani nie jestem oziebla, ani brzydka ( chyba wprost przeciwnie) i zawsze to jego
          potrzeby spelnialam ( o moich nikt nie pamietal)
          • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:28
            sisi321 napisała:

            > niestety. nie byl miedzy nami zaden problem w kwestii seksualnej.. zawsze
            > bylismy zgrani. po prostu on codziennie oglada porno..
            > ani nie jestem oziebla, ani brzydka ( chyba wprost przeciwnie) i zawsze to jego
            > potrzeby spelnialam ( o moich nikt nie pamietal)

            A po co chłopu taka kobieta, która spełnia jego zachcianki a o swoje się nie
            upomni? Nic dziwnego, że woli własną rękę, ona przynajmniej nie robi mu potem
            wyrzutów, że znowu myślał tylko o sobie.
            Zdominować faceta to można w sensie seksualnym, ale jak to się dzieje w życiu
            codziennym, to on ucieka. I chyba nie dziwne..?
            • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:32
              ja mu nigdy nie robilam zadnych wyrzutow... on masturbowal sie przed nazym
              zwiazkiem na poczatku to tolerowalam, bo myslalam, ze lepiej ze sam sobie zrobi
              niz zeby mnie zdradzil. ale to sie przekszatlcilo w chorobe? czy jezeli bym
              pisala , ze jest uzalezniony od alkoholu to inaczej byscie patrzyi na wszystko,
              czy moze to tez bylaby moja wina? nie jestem zadna panienka
              • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:38
                Twój stan cywilny nie ma tu żadnego znaczenia.
                Gdybyś napisała, że jest uzależniony od alkoholu, to byśmy Cię skierowali na
                odpowiednie forum. Ale napisałaś co innego i o tym, zdaje się, jest dyskusja..?
                A gdzie miłość, gdzie zrozumienie, empatia, chęć pomocy, wyrozumiałość,
                cierpliwość, gdzie to wszystko?
                Masz postawę roszczeniową, która najwyraźniej nie odpowiada (już) Twojemu
                partnerowi. Woli własną rękę i panienki w komputerze niż żywą, niebrzydką i
                nieoziębłą kobietę. Ciekawe dlaczego, prawda..?
                • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:45
                  ciekawe dlaczego, jezeli przez kilka lat bylam wyrozumiala , oferowalam pomoc,
                  rozmowe, wizyty u lekarza. peklam dopiero jak okazalo sie ze nie moze sie
                  opanowac nawet wtedy kiedy ma sie opiekowac dzieckiem... ciekawe prawda??
      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:08
        po pierwsze jestem matka, ktora nie pozwoli, zeby ojciec-maz robil sobie dobrze
        pozostawiajac malutkie dziecko bez opieki. po drugie atrakcyjna, wyrozumiala
        zona-partnerka, ktorej zwiazek cierpi ze wzgledu na zachcianki meza... kim
        jestes aby mnie tak twardo osadzac? nie umiesz sobie wyobrazic dramatu zony,
        ktorej maz- tylko z lenistwa i uzaleznienia od pornografii- stwierdzonej przez
        lekarza niszczy zycie. a co jak corka go przylapie na tym za kilka lat- to
        obrzydliwe...
        • el_kommendante4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:34
          1 - jak mozna w ogóle wywalić męża z domu. To tylko Twój dom?
          2 - jak on w ogóle dał się wywalić?
          3 - jesli woli z ręką tzn że to dla niego bardziej atrakcyjne z
          jakiegoś powodu niż seks z tobą. Pogódź siez tym lub odejdź.
          Wyrzucanie kogoś z domu za takie "przewinienie" świadczy raczej że
          problem jest w Tobie.
          wejdz na ten wątek i sobie poczytaj:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81862657
          • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:43
            ten watek przeczytalam zanim zalozylam nowy. z tamtego wynika, ze facet jest
            oblesnym leniem, ktoremu sie nic nie chce i ktorego trzeba obslugiwac, zeby nie
            byl przypadkiem niezasokojony. to chore, a gdzie partnerstwo, zwiazek,
            milosc???? bo jemu sie nie chce "meczyc" to sobie sam zrobi? a moze powinnam
            zrobic sobie skosne oczy, bo mezus masturbuje sie przy zdjeciach azjatek??!!
            czy przeczytaliscie, ze zrobil to prawie przed dzieckiem??!! to co z tego ze nie
            jest swiadome, przeciez to chore i obrzydliwe!! on jest chory? a niestety im
            dluzej nad tymmysle, to pornografia niestety zabija zwiazek ...
            a faceci, w pewnym wieku robia sie leniami, ktorym nic sie nie chce. piszecie o
            tym jak to "panienki" sie zmieniaja po slubie, ze sie nie chca kochac itp>?
            ludzie gdzie macie oczy? To faceci tyja, zarastaja brudem i olewaja wszystko. I
            wola sobie samemu zrobic, bo sie meczyc nie trzeba. Zwalacie wszystko na kobiety
            bo tak anjlatwiej.
            takze z mojego punktu widzenia masturbacja = lenistwo.

            p.s. wyrzucialam go z domu, bo za niego place. moj maz zamiast pracowac
            wieczoraami na kompie- jak sam twierdzi- onanizuje sie. a zamiast pilnowac
            dziecka- tez sie onaniuje i ja nie jestem w stanie pracowac. A on co prawda
            chodzi do pracy, ale .. a to obojetne
            • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:47
              Jesteś rozgoryczona, to zrozumiałe, ale spomiędzy Twoich wierszy nieśmiało
              wystawia głowę terroryzm, zrzucanie odpowiedzialności, obarczanie winą...

              Wierz mi, nikt z tutaj obecnych nie twierdzi, że Twój mąż nie masturbuje się
              codziennie. Chodzi o to, dlaczego to robi.
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 10:51
                moze to co napisalam tak brzmi. ale terrorystka nie jestem. jestem parnterka, na
                ktora zawsze mozna liczyc. moj maz mnie oszukuje. i nie moga mu ufac, bo pewnego
                dnia moze ucierpiec na tym moje dziecko...

                ja nie jestem jakas domina, co sobie usidlila faceta w domu. on jest dla mnie
                calym swiatem, ale sam wszystko niszczy i nie zwraca uwagi na nic...
                • ktoj-akto Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:24
                  W Twoich postach jest słowo-klucz: OBRZYDLIWE! Rozlewające się na całą sylwetkę męża, na Wasze pożycie i całe życie - jak mniemam. Zwalanie winy wyłącznie na niego jest nieporozumieniem (że użyję eufemizmu). U podłoża KAŻDEGO nałogu, uzależnienia zwykle coś tkwi.
                  Często jest to karykaturalna postawa partnera(-ki). Na temat rozbudzania napisałem w wątku debila. On ma szanse. U Was jest to
                  znacznie trudniejsze - te zaszłości wytworzyły twardą skorupę, której
                  bez pomocy specjalisty nie da się przebić. Do tego jeszcze Twój "uroczy" charakterek może wykluczać osiągnięcie sukcesu. Ale próbować
                  trzeba...
                  • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:33
                    masz racje. u podnoza kazdego nalogu tkwi cos. w tym przypadku chodzi o dostep
                    do internetu i zbyt czesta masturbacja od 16 roku zycia. co do mojego
                    charakterku- posluszna niewolnica meza nie jestem. jestem silna kobieta, ale moj
                    maz wie, ze w glebi duszy jestem delikatna i latwo mnie skrzywdzic. 2 lata temu
                    po rozmowie z mezem umowilam nas ze specjalsta. moj maz to olal. caly czas
                    opowiada jak chce sie zmienic, bo SAM przyznaje, ze ma problem. moj maz jest
                    uparty, zawsze wszystko robi po swojemu, nawet jak sie umowimy, to tak czy
                    inaczej zrobi wszystko tak jak chce. naprawde jestem zla? naprawde mam taki
                    charakterek? dla meza porzucilam kraj, rodzine, pozwlalam sie ponizac jego
                    rodzicom. strasznie duzo poswiecenia ( nigdy nie robilam z tego powodu wymowek).

                    to co robi jest obrzydliwe. nie widzieliscie jego oczu, sa tak fanatyczne ( nie
                    takie jak wtedy kiedy sie kochamY0, sa fanatyczne, chore.
                    • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:50
                      > 2 lata temu po rozmowie z mezem umowilam nas ze specjalsta.
                      > moj maz to olal.

                      Napisałaś, że nałóg zdiagnozował lekarz. Jaki lekarz? Ten specjalista, u którego
                      nie był?
                      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:55
                        wczoraj, po tym jak opuscil dom byl u psychiatry- seksuologa. on to stwierdzil.
                        • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 14:53
                          sisi321 napisała:

                          > wczoraj, po tym jak opuscil dom byl u psychiatry- seksuologa. on to stwierdzil.

                          Po jednej wizycie? bez rozmowy z Tobą?
                          Gratuluję lekarza.
                          No albo ktoś ściemnia (Ty albo mąż).
                  • aandzia43 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:39
                    W każdym nałogu jest coś obrzydliwego i odstręczającego. Tym czymś
                    jest słabość, gnuśność i powolna śmierć człowieczeństwa. Nie
                    wytaczaj ciężkiej artylerii - Sisi nie kierowała słowa OBRZYDLIWE w
                    stroną seksu, męża, czy ich związku. Uleganie nałogom (wszystkim)
                    jest OBRZYDLIWE.
                    Masz rację, u podłoża każdego nałogu coś tkwi. Ale tego podłoża
                    należy zazwyczaj szukać w okresie życia wcześniejszym niż wiek
                    wchodzenia w związek. Trudno zrzucać winę za nałóg na
                    współmałżonka/kę. Oni nas nie kształtowali, onio nas dostali już
                    uformowanych.
                    • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:42
                      dzieki aandzia43 chyba jedyna zrozumialas o co mi chodzi..
                      moj zwiazek umiera( mam 26 lat) i ostatnie miesiace pracowalam nad jego poprawa,
                      niestety sama, ale nie o to chodzi.. chodzi o to , ze mam dziecko i uzaleznienie
                      meza zaczyna byc probleme, boje sie, ze potembedzie gorzej..

                      a po przeczytaniu wszystkich postow to efekt jest taki, ze zaczynam sie o
                      wszystko obwiniac.
                    • swinia_i_cham jezeli "nalog" powstal wczesniej, to wiedziala 11.07.08, 15:28
                      co brala i ma co wybrala, proste, nie?

                      Moze trzeba sie bylo zabrac za zabawe z nim - puscic sobie razem pornoska, poswintuszyc razem? Moze oglada tam rzeczy na ktore nigdy sobie z Toba nie pozwolilby, zeby nie zostac wyrzuconym z domu (jak to mowisz) ?
                      • sisi321 Re: jezeli "nalog" powstal wczesniej, to wiedzial 11.07.08, 15:32
                        az taka purytanka nie jestem..

                        a brala bo wierzyla, ze mu moze pomoc i tak bardzo kochala, ze nie wiedziala, ze
                        problem jest az tak duzy.
                • aandzia43 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:41
                  > ja nie jestem jakas domina, co sobie usidlila faceta w domu. on
                  jest dla mnie
                  > calym swiatem, ale sam wszystko niszczy i nie zwraca uwagi na
                  nic...

                  To fatalnie, że jest dla ciebie całym światem. Po co? Po co ma się
                  liczyć z tobą, jeśli nie musi, bo i tak jesteś jego?
                  • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 11:51
                    aandzia43 napisała:

                    > > ja nie jestem jakas domina, co sobie usidlila faceta w domu. on
                    > jest dla mnie
                    > > calym swiatem, ale sam wszystko niszczy i nie zwraca uwagi na
                    > nic...
                    >
                    > To fatalnie, że jest dla ciebie całym światem. Po co? Po co ma się
                    > liczyć z tobą, jeśli nie musi, bo i tak jesteś jego?


                    Otóż to! I jeszcze cała masa poświęceń: dla niego porzuciłam kraj, dla niego to,
                    dla niego tamto - zrób coś dla siebie, z myślą o sobie, coś, co pozwoli
                    zauważyć, że oto jesteś, sobą, osobną istotą, a nie zrzędzącym poświęcaczem się
                    w imię dobrego (lub nie) widzimisię pana i władcy.
                    Nie wierzę, że to on sam wszystko niszczy, robicie to razem. I razem możecie to
                    naprawić. Ale nie wzajemnymi przepychankami, na Boga!
                    • aandzia43 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:03
                      > Nie wierzę, że to on sam wszystko niszczy, robicie to razem. I
                      razem możecie to
                      > naprawić. Ale nie wzajemnymi przepychankami, na Boga!

                      Leczenie uzależnień zaczyna się zazwyczaj od kopa w dupę. Jak na
                      razie facet nie ma żadnej motywacji. Co by nie zrobił i tak status
                      quo będzie zachowane. Nawet, jak się zacznie onanizować w salonie
                      przy obiedzie, ona trochę powarczy, zbije dwa talerze i ... dalej
                      będzie panował stary, dobrze znany porządek.

                      To ON ma się naprawić, bo to jego problem. Potem mogą próbować dalej
                      być razem, ale to już inny proces. W tym procesie od niej zależeć
                      będzie tyleż, co i od niego. Ale uzależnienie to jest JEGO brocha.
                      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:15
                        aandzia43 masz racje. dokladnie tak robilam, przez dluzszy czas, ale teraz - ze
                        wzgledu na dziecko- zrobilam dosc ostry krok. niby sa efekty, ale o tym, zeby
                        sie zmienil watpie ( w glebi serca wierza, ze wszystko bedzie ok, ale chyba juz
                        nie..)

                        nie ufam mu
                • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:30
                  sisi321 napisała:

                  > moze to co napisalam tak brzmi. ale terrorystka nie jestem. jestem parnterka, n
                  > a
                  > ktora zawsze mozna liczyc. moj maz mnie oszukuje. i nie moga mu ufac, bo pewneg
                  > o
                  > dnia moze ucierpiec na tym moje dziecko...

                  ^^^^^^^^^^^^^^^^^^ sic!

              • eeela Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:38
                > Jesteś rozgoryczona, to zrozumiałe, ale spomiędzy Twoich wierszy
                nieśmiało
                > wystawia głowę terroryzm, zrzucanie odpowiedzialności, obarczanie
                winą...


                Ja tam nie bylabym sklonna tak z gory opierdzielac autorki watku.
                Zgadzam sie, ze widac 'silna reke' i brak obiektywizmu (ja jestem
                piekna, staram sie, dobra zona, dobra matka, chodzacy ideal, a tylko
                on zly), ale jezeli jest tak, jak ona pisze, ze facet zostawia
                kilkuletnie dziecko same, zeby isc sie bawic wackiem, nie zarabia, a
                zamiast szukac pracy lub pracowac, oglada pornosy w necie - to ja
                tez bym takiego wywalila. Facet ma jaja nie tylko po to, zeby
                plemniki produkowac, ale zeby byc facetem z jajami. Po co mi bylby
                facet, ktory ani nie pracuje, ani dzieckiem sie porzadnie nie
                zaopiekuje, bo musi kilka razy dziennie siurka ciagac?
                • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:42
                  ze widac 'silna reke' i brak obiektywizmu (ja jestem
                  > piekna, staram sie, dobra zona, dobra matka, chodzacy ideal, a tylko
                  > on zly),

                  ja nie probowalam z siebie robic zadnego idealu. padaly tu oskarzenia, ze
                  jestem brzydka ( nieatrakcyjna dla meza, wiec woli sobie porno poogladac),
                  niedbajaca o meza zona... to byla tylko odpowiedz na te zarzuty. nie uwazam sie
                  za chodzacy ideal. meza kocham, jest w nim duzo dobra, ale niestety nie panuje
                  nad soba...
            • el_kommendante4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:04
              chciałaś opinię faceta to masz. Nie obrażaj sie na życie. Takie ono
              jest. Zamiast go obwiniać zrób cos żeby wolał robić to z Tobą. Bo
              drugi etap (jak mu sie znudzi graba) to będzie szukanie laski w
              necie.

              _______
              najlepsza baba to własna graba
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:10
                ja sie na zycie nie obrazilam. w pewnym momencie tez juz bylam bierna, ale
                zaczelaz znowu chodzic na silownie, doprowadzilam wszystko do porzadku, mam
                nanie, wiec zapraszalam go na randki.on to nie robi dlatego, ze ja mu sie nie
                podobam, albo ze cos miedzy nami nie jest tak. on sie nie moze powstrzymac i
                robil to zawsze, ale w ostatnim czasie to juz jest olbrzymi problem. wczesniej
                sie zloscilam , ppokrzyczalam, pogrozilam i nic. tym razem, ze wzgledu na mala
                zrobilam jak zrobilam. jest efekt- wczoraj poszedl do lekarza. zacznie terapie,
                ale on jest leniwy, uparty i ja wiem ze sie nic nie zmieni.
                ja jestem totalnie skolowana. jego problem naprawde przeszkadza w normalnym zyciu...
                • aandzia43 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:19
                  jest efekt- wczoraj poszedl do lekarza. zacznie terapie,
                  > ale on jest leniwy, uparty i ja wiem ze sie nic nie zmieni.
                  > ja jestem totalnie skolowana. jego problem naprawde przeszkadza w
                  normalnym zyc
                  > iu...

                  Dlaczego zakładasz, że się nic nie zmieni? Jeszcze nic konkretnego
                  nie zostało zrobione w tym kierunku. Na razie były tylko twoje
                  pogróżki i jego mętne obietnice (czyli właśnie NIC). Bądź
                  konsekwentna wobec siebie (nie ulegaj złudzeniom co do jego osoby) i
                  wobec niego. Ale nie kracz jak czarna wrona! Ręce opadają, jak się
                  ma obok siebie takiego czarnowidz.
                • cyklista6 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:27
                  > a po przeczytaniu wszystkich postow to efekt jest taki, ze zaczynam sie o
                  wszystko obwiniac.

                  No tak, ja pierwszy zaatakowałem, przepraszam jeżeli odebrałaś to jako atak na
                  siebie - chodziło mi bardziej o to, że to co napisałaś było bardzo lakoniczne i
                  nie dawało prawa do drastycznej konkluzji. Zatem, po pierwsze - nie obwiniaj się
                  o nic, tu nie chodzi o winę tylko o to co dalej z tym pasztetem.

                  Zapewne większość z nas się zgodzi, że masturbacja u faceta od czasu do czasu
                  nie jest jakimś wielkim problemem dopóki nie zaczyna rzutować na inne etapy
                  związku. Panie tego w większości nie rozumieją nawet jeżeli akceptują, panowie
                  natomiast podchodzą dużo bardziej tolerancyjnie - bo rozumieją ten mechanizm.
                  Mogą być dwie strony medalu:
                  - sytuacje kiedy panowie nie chcą przyznać, że ten nawyk zaczyna być kłopotem
                  albo wręcz problemem dla związku; np. niezaspokojona żona bo mąż już nie może bo
                  sobie dogadzał godzinkę temu przy komputerze - albo facet gorzej się sprawuje w
                  łóżku bo zaczyna mieć nabyty zespół odruchów.
                  - na odwrót - kobieta traktuje takie zachowanie jako równoważne zdradzie, co
                  jest kompletnie bezsensu. Jeżeli facet dobrze sprawuje swoje obowiązki to nie ma
                  co robić wielkiego halo o taką drobnostkę. Jednak bywa, że kobieta w takiej
                  sytuacji zaczyna na siłę szukać problemów i wiązać je z takim zachowaniem
                  faceta, obciążając go winą. Wtedy zazwyczaj nie chodzi o masturbację faceta,
                  tylko o kontrolę i władzę.

                  Z Twoich postów wynika, że masz do męża mnóstwo zastrzeżeń (kiepski seks, jego
                  rodzice źle Cię traktują, Ty dla niego porzuciłaś kraj a on tak odpłaca że woli
                  gołe laski w internecie).

                  Nikt z nas Ci nie powie, czy to co piszesz jest problemem czy tylko symptomem
                  innego, głębszego problemu. Większość z nas chciałaby Ci pomóc (to forum jest
                  naprawdę życzliwe, mimo że bywa uszczypliwe). Jednak nie będziemy w stanie podać
                  Ci rozwiązania na tacy, ale możemy Ci podsunąć pomysły - Twoja (Wasza) sprawa
                  czy i jak zapragniecie z nich skorzystać.

                  Z Twoich postów wyłania się obraz Ciebie jako osoby dość zdecydowanej i raczej
                  nieskłonnej zmienić wydany przez Ciebie werdykt. Np. taki ciąg rozumowania:
                  dziecko płacze - mąż w toalecie - na pewno się masturbował - nie dba o dziecko -
                  nie kocha nas - do wyrzucenia. Np. na rzecz tej drugiej możliwości z
                  wymienionych wyżej przemawia Twoja uwaga o 'zbyt częstej masturbacji od 16 roku
                  życia', co świadczy o Twojej raczej słabej znajomości wewnętrznych mechanizmów u
                  faceta.

                  Z drugiej strony, absolutnie możliwa jest sytuacja że Twój mąż ma problem
                  medyczny, że konieczność przeżycia orgazmu działa jak narkotyk, jak nałóg i
                  prowadzi do zniszczenia kolejnych pól normalnej ludzkiej aktywności. Wspominasz,
                  że ten nałóg był stwierdzony przez lekarza, czyli jednak coś może być na rzeczy.

                  Ja bym sugerował oderwać się od problemu masturbacji i spojrzeć na całokształt
                  Waszych relacji. Jeżeli one są w porządku, to terapia antymasturbacyjna jest
                  raczej łatwa, można dość szybko przestawić bodźce z ręki na kobietę. Ale gorzej,
                  jeżeli problemy w Waszym małżeństwie są głębiej o ujawnienie się nałogu męża
                  (czy może jego powrót) jest tylko ich symptomem. Wszak alkoholik czasami wraca
                  do nałogu w wyniku spiętrzenia innych problemów w swoim życiu...

                  Raczej bez konkluzji - Ty jesteś zdecydowana że masz 100% racji, nie znamy
                  relacji Twojego męża, szansy na to abyście sami 'usiedli, porozmawiali,
                  poszukali razem wyjścia' chyba nie widać. Pozostaje Wam dobry specjalista...

                  Pozdrawiam!
            • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:51
              > czy przeczytaliscie, ze zrobil to prawie przed dzieckiem??!!

              Co Ty w ogóle piszesz? Prawie przed dzieckiem = za zamkniętymi drzwiami łazienki?!
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:54
                ja nie napisalam, ze drzwi byly zamkniete.. mamy male mieszkanie a dziecko juz
                chodzi
            • swinia_i_cham Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:26
              > czy przeczytaliscie, ze zrobil to prawie przed dzieckiem??!! to co z tego ze ni
              > e
              > jest swiadome, przeciez to chore i obrzydliwe!

              lecz sie, dziewczyno :D

              > Zwalacie wszystko na kobiety
              > bo tak anjlatwiej.

              a ktos ci go wybral, czy sobie sama wybralas?? Twoje potrzeby zaczal ignorowac dopiero dlugo po slubie, czy zawsze byl problem?

              Wybralas co wybralas i masz co wybralas. Im wiecej sie bedziesz strzepic tym bardziej g... z tego bedzie. Zamiast drzec twarz trzeba bylo siasc z nim przy ulubionym pornosie i pobawic sie razem, zamiast zgrywac zakonnice
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:34
                sam sie lecz swinio_i_chamie.

                tu nie chodzi o to, ze on jest niewyzyty seksualnie.on musi to robic sam, nie
                kontroluje tego.
    • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:18
      sisi321 napisała:

      > moj problem jest juz chyba dosc powazny. moj maz sie dosc czesto masturbuje i
      > kilkakrotnie go na tym przylapalam. najpierw to troche ignorowalam, pomimo, ze
      > bylo to dla mnie ponizajace, ale od 2 lat zamiast sie kochac ze mna, robi
      > sobie dobrze przy komputerze itp. Ostatnio przyszlam wczesniej do domu, nasza
      > roczna coreczka plakala w salonie, bo jej sie nudzilo a moj maz siedzial w
      > lazience i robil co robil.

      A nie mogłaś wejść do tej łazienki i zrobić mu laskę?
      A jeśli Cię taka wizja zbulwersowała to już nie mam więcej pytań.
      pzdr.
      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:22
        zamiast robic laske, wzielam rozplaczone, cale czerwone dziecko na rece i
        probowalam uspokoic.... to chyba jest wazniejsze, prawda?
        • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:32
          sisi321 napisała:

          > zamiast robic laske, wzielam rozplaczone, cale czerwone dziecko na rece i
          > probowalam uspokoic.... to chyba jest wazniejsze, prawda?

          A jakby robił kupę to tez miałabyś do niego pretensje że "zaniedbuje dziecko"?
          To ile, przepraszam, walił tego konia w łazience? godzinę?
          Bo kilka minut płaczu żadnemu rocznemu dziecku jeszcze nie zaszkodziło (mam
          trójkę więc wiem).
          • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:35
            szkoda mi twoich dzieci z takim podejsciem do zycia...
            rocznego dziecka nie mozna spuscic z oczu ani na 3 minuty, bo wymysla
            niesamowite rzeczy. zwlaszcza jak placze to oznacza, ze sygnalizuje jakis problem..
            • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:40
              sisi321 napisała:

              > szkoda mi twoich dzieci z takim podejsciem do zycia...
              > rocznego dziecka nie mozna spuscic z oczu ani na 3 minuty, bo wymysla
              > niesamowite rzeczy. zwlaszcza jak placze to oznacza, ze sygnalizuje jakis probl
              > em..

              Tiaaa, już wszystko rozumiem.
              Oprócz wypomnianej już wyżej Twojej postawy roszczeniowej, widzę, że również
              nastawiona jesteś na konfrontację.
              Wszystko byłoby OK, gdyby otoczenie spełniało Twoje (niepodważalne) wymagania.
              etc. etc.
              (Dobrze że chłop nie rozpił się, bo alkoholizm degraduje mózg, a od mastrurbacji
              co najwyżej zwichnąć sobie można nadgarstek.)
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:48
                nie bede z ttoba polemizowac, bo to nie ma sensu. nie terroryzuje nikogo. a to
                czego oczekuje od meza to milosci, szczerosci i partnerstwa ( to chyba nie sa
                jakies olbrzymie wymagania) no i przede wszystkim odpowiedzialnosci za dziecko w
                czasie mojej nieobecnosci.

                to az ak nienormalne?
                • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:30
                  sisi321 napisała:

                  > nie bede z ttoba polemizowac, bo to nie ma sensu. nie terroryzuje nikogo. a to
                  > czego oczekuje od meza to milosci, szczerosci i partnerstwa ( to chyba nie sa
                  > jakies olbrzymie wymagania) no i przede wszystkim odpowiedzialnosci za dziecko
                  > w
                  > czasie mojej nieobecnosci.
                  >
                  > to az ak nienormalne?

                  Na "polemizowanie" ze mną, to trzeba sobie zasłużyć :P
                  Twój mąż (a raczej już "były mąż") może mieć kliniczną "nerwicę", być może jakąś
                  formę zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. W każdym razie mają one podłoże lękowe.

                  • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:38
                    nie jestem pewna czy "byly". ja go bardzo kocham. poza tym nie chce rozbijac
                    rodziny i nie wyobrazam sobie zycia z kims innym.

                    co do nerwicy to nie wiem. nie jestem psychologiem. ja mysle, ze on sobie w
                    wieku dojrzewania jakos zakodowal w glowie, ze przy porno sie odprezy i zrobi
                    dobrze. i jakos sie tak do tego przyzwyczail i mu to odpowiada ( jest troche
                    leniwy ). tylko ostatnio juz tego nie kontroluje.
            • cyklista6 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:44
              no właśnie sisi - nie dopuszczasz do siebie myśli, że Ty możesz mieć problem.
              Czy masz 100% pewności że to właśnie nałóg masturbacyjny był wtedy powodem dla
              którego mąż był w łazience? Wydałaś werdykt i już - a bardziej wygląda to na
              chęć przywalenia mężowi za to że dziecko płakało.

              Dzieci czasami płaczą bo dorośli słusznie nie chcą spełnić ich zachcianek -
              akurat maluchy 1-2 latka są mistrzami w wymuszaniu poprzez płacz. Tak, że tego
              argumentu nie uznaję - co oczywiście nie znaczy, że nie mogło dojść do sytuacji
              że mąż nie jest w stanie się nawet minimalnie kontrolować i MUSI pójść do
              łazienki co parę godzin aby sobie zwalić konia.

              A może spróbuj go w ramach dowcipu pozaskakiwać? Np. wsadź dziecko do łóżeczka i
              daj zabawkę, masz pięć minut, zaciągasz męża do łazienki i to Ty go ręcznie
              zaspokajasz. I tak trzy razy dziennie - zobaczymy, co on na to, ile wytrzyma :-)
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:51
                nie jestem schizofrenikiem. onanizowal sie. sam to przyznal. powiedzial, ze olal
                placz dziecka bo nie mogl sie powstrzymac. ja niczego nie wymyslilam. sam
                przyznal, ze ma z tym olbrzymi problem i to utrudnia mu zycie.

                ja sie tylko zastanawiam czy z tego wyjdzie czy nie. czy mam od niego odejsc
                czy nie.

                p.s. dlaczego to ja mam caly czas zaspokajac jego zachcianki? jemu robic dobrze?
                dlaczego on nie postanowi byc 3 razy dziennie dobry dla zony i jej zrobic
                przyjemnosc. takie proby podejmowalam, efektu brak...
        • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:51
          > zamiast robic laske, wzielam rozplaczone, cale czerwone dziecko na
          > rece i probowalam uspokoic.... to chyba jest wazniejsze, prawda?

          Jeśli w Twojej rodzinie dziecko jest ważniejsze od męża, to nic dziwnego, że
          macie kłopoty.
          • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 12:53
            nie chodzi o to. oboje sa wazni. ale dziecko jest istota bezbronna i w
            poczatkowym etapie zycia to jemu nalezy poswiecac max. uwagi. nie oznacza to, ze
            olalam meza. Wprost przeciwnie, staralam sie, abynic sie nie zmienilo, zeby nie
            poczul sie odepchniety na drugi tor.
            tak czy inaczej POTRZEBY dziecka sa najwazniejsze...
            • el_kommendante4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:01
              hej kobieto, popatrz na odpowiedzi na Twoj problem. Poza jedną,
              obiektywne grono męsko/damskie stwierdziło ze delikatnie mówiąc
              problem jest po środku a nie tylko po stronie męża. Wyciągnij jakies
              wnioski z tego i nie szukaj tylko potwierdzenia swojej tezy bo chyba
              nie po to tu pisałaś.
              • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:07
                el_kommendante4 napisał:

                > hej kobieto, popatrz na odpowiedzi na Twoj problem. Poza jedną,
                > obiektywne grono męsko/damskie stwierdziło ze delikatnie mówiąc
                > problem jest po środku a nie tylko po stronie męża. Wyciągnij jakies
                > wnioski z tego i nie szukaj tylko potwierdzenia swojej tezy bo chyba
                > nie po to tu pisałaś.

                Tyle, że ona nie szuka obiektywności, ona szuka bata na męża.
                Na forum chce poskarżyć się, a nie znaleźć jakieś rozwiązanie. Rozwiązanie już
                znalazła tylko szuka jeszcze wsparcia.
              • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:09
                napisalam tu, wierzac, ze kos powie, ze z tego mozna wyjsc, ze ma moze takie
                doswiadczenie. wiem jak moj zwiazek wyglada, wiem, ze wg polowy opinii jego
                problem jest po czesci z mojej winy. nie jest- istnial juz wczeniej.

                ja probowalam pomoc, walczyc, ale po ostatniej "akcji" juz nie mam sily.
                zaczynam sie znowu obwiniac ze wszystkiego, tak jak wczesniej ( mnie to
                strasznie zniszczylo psychicznie, dopiero jakis czas temu zaczelam sobie z tym
                radzic). tylko, ze ofiara niestety ( wiem co mowie, jest to przemyslane) jestem
                ja i nasza rodzina..
                • audwork Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:17
                  sisi321 napisała:

                  > napisalam tu, wierzac, ze kos powie, ze z tego mozna wyjsc, ze ma moze takie
                  > doswiadczenie. wiem jak moj zwiazek wyglada, wiem, ze wg polowy opinii jego
                  > problem jest po czesci z mojej winy. nie jest- istnial juz wczeniej.

                  problem ma ewidentnie Twoj maz, a kilku *sympatycznych* Panow wypowiadajacych
                  sie w tym watku usiluje Ci zrobic wode z mozgu.

                  Dobrze ze zaczelas na te anormalne zachowania meza reagowac.
                  • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:23
                    > problem ma ewidentnie Twoj maz, a kilku *sympatycznych* Panow
                    > wypowiadajacych sie w tym watku usiluje Ci zrobic wode z mozgu.

                    Bo ci panowie starają się znaleźć PRZYCZYNĘ problemu, która wcale nie musi być
                    niezależna od wątkotwórczyni.
                  • urquhart Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:37
                    audwork napisał:
                    > problem ma ewidentnie Twoj maz, a kilku *sympatycznych* Panow wypowiadajacych
                    > sie w tym watku usiluje Ci zrobic wode z mozgu.

                    No jasne! Od kiedy pierwszy raz na religii usłyszałem o masturbacji, ksiądz
                    zawsze wpajał nam że to zawsze kto to robi ma wielki problem!
                    A wszyscy inni perwersji którzy twierdzą innaczej robią tylko wodę z mózgu...
                    • audwork Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:40
                      urquhart napisał:

                      > No jasne! Od kiedy pierwszy raz na religii usłyszałem o masturbacji, ksiądz
                      > zawsze wpajał nam że to zawsze kto to robi ma wielki problem!
                      > A wszyscy inni perwersji którzy twierdzą innaczej robią tylko wodę z mózgu...

                      ...napisz jeszcze, ze jestem moherem:))
          • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:49
            nie no pojechałeś... Tak płaczące dziecko jest ważniejsze od
            masturbującego się męża!!!
            • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:57
              > Tak płaczące dziecko jest ważniejsze od masturbującego się męża!!!

              Ja napisałem generalnie... Generalnie mąż jest ważniejszy od dziecka. Zawsze...
              A że baby tego nie ogarniają, to potem się dziwią, że mąż zdradza...
              • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:01
                nie generalizuj piszemy o konkretnej sytuacji...
                • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:16
                  > nie generalizuj piszemy o konkretnej sytuacji...

                  Co do tej sytuacji masz tylko bardzo skąpy jej obraz, w dodatku raczej
                  nieobiektywny. Resztę (np. przyczyny) możemy sobie tylko dopowiadać, a tu warto
                  sięgnąć do generalizowania.
                  • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:23
                    Przyczyny to może zasugerować doświadczony fachowiec, a nie "pożal
                    się boże kółko dyskusyje".
                    Jakie masz przesłanki - warunki wstępne, do stosowania uogólnień?
                    Własne złe doświadczenia w stylu "bo kobieta zawsze... bo one już
                    takie są..."? - przecież to jeszcze mniej obiektywne niż przytoczony
                    przez autorkę wątku obraz.
                    • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 00:36
                      kachna79 napisała:

                      > Przyczyny to może zasugerować doświadczony fachowiec, a nie "pożal
                      > się boże kółko dyskusyje".

                      Jak Ci nie pasuje to kółko to je zmień.
                      Jakoś to forum radziło sobie bez Ciebie.
                      Dowidzenia.

                      • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 08:03
                        Siebie też zaliczam do tego grona "pożal sie..." i nie jest to jakaś
                        obelga (jeśli Cię uraziłam to przepraszam). Chciałam tylko
                        podkreślić, że nie mamy kwalifikacji, by iść tak daleko w naszych
                        domysłach i diagnozach.
              • audwork Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:11
                krzysztof-lis napisał:


                > Ja napisałem generalnie... Generalnie mąż jest ważniejszy od dziecka. Zawsze...
                > A że baby tego nie ogarniają, to potem się dziwią, że mąż zdradza...

                urocze:)))
                • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:12
                  Właśnie. Dziecko nigdy nie zdradzi, więc można je zepchnąć na plan dalszy. A jak! ;)
                  • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:22

                    > Właśnie. Dziecko nigdy nie zdradzi, więc można je zepchnąć na plan
                    > dalszy. A jak! ;)

                    A dlaczego można tam zepchnąć męża, bo ja tego nie rozumiem...
                    • glamourous Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:42
                      Nie moglam sie w tym watku nie wypowiedziec ;-)

                      No wiec, jako mloda mezatka z podobnym problemem (tyle tylko, ze
                      jeszcze nie urodzilam mezowi dziecka) widze, ze uzaleznienie to raz -
                      a dwa, ze on najprawdopodobniej przyzwyczail sie wlasnie TAK
                      odreagowywac sytuacje stresowe.

                      Taki kompulsywny onanizm (a tak mozna wywnioskowac na podstawie
                      Twojego opisu) to jest odruch nabyty i czesto ma za zadanie
                      odreagowac mniejszy lub wiekszy stres - podobnie jak ssanie kciuka u
                      dzieci w sytuacji znudzenia, napiecia czy stresu uspokaja je i
                      przywraca poczucie bezpieczenstwa.

                      Byc moze fakt zostania w domu sam na sam z rocznym potomkiem w jakis
                      sposob go stresuje, drazni lub nudzi... I w zwiazku z tym ma ochote
                      na male co-nieco sam na sam w lazience. Taka mala ucieczka od
                      placzacej w sasiednim pokoju rzeczywistosci ;-))
                      Nie sugeruje tu bynajmniej, ze on dziecka nie kocha, nic z tych
                      rzeczy - to po prostu kwestia sytuacji : poczul sie rozdrazniony - i
                      poszedl do lazienki po znajoma, przywracajaca mu rownowage dawke
                      endorfin ;-)

                      A to, ze SAM potem pobiegl do specjalisty (miejmy nadzieje, ze nie
                      sciemnil) bardzo dobrze swiadczy o jego uczuciach do Ciebie. Oby
                      starczylo mu motywacji na dluzsza mete, bo widze, ze on chyba chce
                      utrzymac ten zwiazek, chce ratowac sytuacje. A to dobry znak.

                      Pozdrawiam :-)
                      • glamourous :-) 10.07.08, 14:46
                        Moj powyzszy post skierowany jest oczywiscie do autorki watku, nie
                        do Krzysztofa ;-) Zle mi sie podpielo ;-)
                        • krzysztof-lis Re: :-) 10.07.08, 15:45
                          > Moj powyzszy post skierowany jest oczywiscie do autorki watku, nie
                          > do Krzysztofa ;-) Zle mi sie podpielo ;-)

                          Cała przyjemność po mojej stronie. :)
                      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:15
                        nigdy nie myslalam o tym jako o formie odreagowania stresu :/
                        moze masz racje.. moj maz uchodzi za osobe wyrownana, wesola , uparta i leniwa.
                        nigdy nie myslalam, ze moze stres odreagowuje w ten sposob. niemniej jednak
                        dziecko nie jest dla niego sytuacjja stresujaca. opiekuje sie nim od poczatku-
                        oboje pracujemy..
                        • glamourous Sissi 10.07.08, 16:59
                          Wiesz, stres to nie tylko to co potocznie przez to slowo rozumiemy
                          czyli silne negatywne emocje - nerwy, strach, gniew itp.
                          To moze tez byc zwykle zniecierpliwienie czy rozdraznienie,
                          spowodowane np tym ze ukochane dziecko placze i nie mozna go
                          uspokoic...
                    • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 15:30
                      krzysztof-lis napisał:

                      >
                      > > Właśnie. Dziecko nigdy nie zdradzi, więc można je zepchnąć na plan
                      > > dalszy. A jak! ;)
                      >
                      > A dlaczego można tam zepchnąć męża, bo ja tego nie rozumiem...

                      Nie można. Właśnie o to chodzi, że nie można nikogo nigdzie spychać.
                      • urquhart Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 15:38
                        driadea napisała:
                        > Nie można. Właśnie o to chodzi, że nie można nikogo nigdzie spychać.

                        Temat spychania na dalszy plan zaczyna najczęściej dopiero jawić się matce jako
                        problem przy drugim dziecku i następnych kiedy nowe dziecko będąc
                        "najważniejsze" ma zepchnąć nie tylko męża ale i to poprzednie.
                    • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:13
                      ja nikogo nie zepchnelam. i bardzi dbalam o to, zeby do takiej sytuacji nie
                      doszlo. mysle, ze masz jakies zle doswiadczenie ze swojego zwiazku...
              • eeela Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:43
                > Ja napisałem generalnie... Generalnie mąż jest ważniejszy od
                dziecka.

                A to na jakiej podstawie?
                Nie powinno byc miejsca na rozpatrywanie, kto jest wazniejszy, a kto
                mniej wazny. W rodzinie wszyscy powinni byc rownie wazni, bez
                zadnych glupich licytacji.
        • ktoj-akto W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:01
          PRAWDA. Ale są też INNE MOMENTY. I sporo zależy od ich wykorzystania.
          Ludzi, którzy brnąc Twoim śladem, określają uzależnienia jako OBRZYDLIWE, mam ochotę rozstrzeliwać. Każdy nałóg jest chorobą - zgoda. W ŻADNYM RAZIE nie może być obrzydliwy dla kochającego partnera(-ki). Niemożliwe jest żebyś ukryła przed nim swoje oceny, swoje nastawienie. Ocenę masturbacji od 16 roku życia (swoją drogą jak Ty to od niego wyciągnęłaś?), swojego "poświęcenia" dla niego(?),
          itd. itp. Dokładasz jeszcze brak wiary w to, że się upora z trudnym
          problemem! Chciałbym mieć taką "pozytywnie myślącą" żonę. Po rozwodzie. Amen.
          • sisi321 Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:04
            gdybym nie byla pozytywnie myslaca osoba, bylabym juz 4 lata po rozwodzie, a w
            zasadzie w ogole nie wyszlabym za maz.. obrzydliwe jest to, ze jest na tyle
            slaby, ze zadna sytuacja mu nie zabroni w realizacji potrzeby... czlowiek jest
            slaby, ja wiem. sama tez jestem, ale on w ogole nie ma checi nad soba pracowac.
            zawsze naobiecuje i na tym sie skonczy..
            • el_kommendante4 Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:08
              a Ty go na loterii wylosowałaś czy ktos Ci go kazał brać? Jak zawsze
              taki był to o co cho?
              • sisi321 Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:10
                jak jestes w kims bezgranicznie zakochany, wierzysz mu. za kazdym razem wierzysz
                jak mowi, ze sie zmieni. a twoja milosc daje ci wiare, ze tak bedzie. Ze pod
                wplywem uczucia, ciepla sie zmieni.

                jednak chyba nie w tej sferze ;/
                • swinia_i_cham Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 11.07.08, 15:36
                  > jak jestes w kims bezgranicznie zakochany, wierzysz mu. za kazdym razem wierzys
                  > z
                  > jak mowi, ze sie zmieni. a twoja milosc daje ci wiare, ze tak bedzie. Ze pod
                  > wplywem uczucia, ciepla sie zmieni.
                  >
                  > jednak chyba nie w tej sferze ;/

                  ale pierdzielenie...
                  • sisi321 Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 11.07.08, 15:43
                    ty chyba musisz miec bardzo smutne zycie... pozbawione prawdziwego uczucia,
                    jezeli to co napisalam to "pierdzielenie"

                    smutne..
            • ktoj-akto Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:24
              Aleś Ty uparta! Jedziesz po wyznaczonych przez siebie torach jak stara lokomotywa. "Żadna sytuacja mu nie zabroni" napisałaś tym razem
              Sytuacje stwarzane przez Ciebie tylko go pogrążają. JEGO TRZEBA LECZYĆ, a nie stwarzać sytuacje. I - jeśli go kochasz, w co wątpię -
              powinnaś mu pomóc, jak pomaga się bliskiemu choremu. Trochę też popracować nad własnym charakterem, widzeniem świata. Bo Twoje wyobrażenia, że za parę lat on będzie się masturbować przy dziecku -
              świadczą o TWOICH patologicznych cechach. A przynajmniej niedojrzałości. Zapewniam Cię o swojej życzliwości mimo dość surowej
              recenzji. Próbuję Ci tylko wskazać popełniane błędy.
              • driadea Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:28
                ktoj-akto napisał:

                > Aleś Ty uparta! Jedziesz po wyznaczonych przez siebie torach jak stara lokomoty
                > wa. "Żadna sytuacja mu nie zabroni" napisałaś tym razem
                > Sytuacje stwarzane przez Ciebie tylko go pogrążają. JEGO TRZEBA LECZYĆ, a nie s
                > twarzać sytuacje. I - jeśli go kochasz, w co wątpię -
                > powinnaś mu pomóc, jak pomaga się bliskiemu choremu. Trochę też popracować nad
                > własnym charakterem, widzeniem świata. Bo Twoje wyobrażenia, że za parę lat on
                > będzie się masturbować przy dziecku -
                > świadczą o TWOICH patologicznych cechach. A przynajmniej niedojrzałości. Zapewn
                > iam Cię o swojej życzliwości mimo dość surowej
                > recenzji. Próbuję Ci tylko wskazać popełniane błędy.

                Ano właśnie, stąd zapytanie, gdzie miłość, chęć pomocy (a tam chęć - potrzeba!),
                empatia, wyrozumiałość etc. Jak kochana osoba jest chora (nieważne, do cholery,
                na co!), to się na nią nie obrażamy, że zachorowała, tylko staramy się jej ulżyć
                w cierpieniu, pomóc wyzdrowieć a potem dojść do siebie. Czy się mylę?
                • sisi321 Re: W tym momencie dziecko ważniejsze 10.07.08, 13:33
                  ale ja sie z wami zgadzam w 100%, probowalam mu pomoc, ale to nie dawalo efektu.
                  na mojego meza jest jedyny sposob, musi dostac kopniaka i dopiero zaczyna
                  myslec. motywowanie go, prosby, wspolczucie, okazywanie milosci nie przynioslo
                  rezultatow.

                  czytam co mi radzicie, wiem, ze sa to dobre rady. ale probowalam wszystkiego a
                  efekt byl taki, ze sie za to obwinialam i pograzalam jeszcze bardziej.

                  a propos dziecka to ja nie powiedzialam, ze bedzie to robil przed nim- dewiantem
                  nie jest. ale ona moze go kiedys na tym przylapac ( ja wiem teraz sie zacznie,
                  ze wy tez rodzicow przylapaloscie na uprawianiu seksu itp., ale to chyba inny
                  obrazem od tatusia masturbujacego sie przed kompem)
    • new.one odnośnie masturbacji... 10.07.08, 13:10
      Jakiś rok temu na tym forum, był tego typu wątek, bo jest to temat
      często opisywany przez zdradzane "w ten sposób" żony.
      (dziwne, że prawie niegdy dla faceta onanizm ślubnej nie
      przeszkadza - raczej na odwrót) Pani skarżyła się podobnie jak ma to
      miejsce tutaj, że już tego nie wytrzymuje, że jest zaniedbywana
      mimo, że jak na statystyki forum sex to dość częśto (3-4 na
      tydzień), ale co się najbardziej rzucało w oczy to solidarność
      jajników. Panie wręcz natychmiast radziły odejść od męża, spakować
      mu walizki i cieszyć się spokojem i wolnością a co z brakiem sexu
      tej pani po odejściu męża już tych pań to nie interesowało....
      Co do panów radzili jednak się zastanowić nad przyczyną tego
      zachowania męża i porozmawiać, posty facetów były bardzo stonowane.
      Oczywiście do czasu, kiedy ktoś wpadł na pomysł, że przy kolejnej
      pani która zwróci się z prośbą o pomoc w tej sprawie beda doradzać
      tylko i wyłącznie rozstanie. Dlaczego a no po to by pani zasiliła
      szeregi niezaspokojonych żon, czyli przyszłych potencjalnych
      kochanek na czym im przecież zależało. Po pewnym czasie posty
      masturbacyjne ucichły...
      Obecnie widzę obiektywne i wyważone posty zarówno ze strony panów
      jak i pań.., ale ja oczywiście nadal doradzam w takiej sytuacji
      natychmiastowe rozstanie...;))))))))))))))))))))))))))))))
      • sisi321 Re: odnośnie masturbacji... 10.07.08, 13:12
        ;-D dobry powod sie zawsze znajdzie
    • wuwek1 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:15
      Myślę że nie dajesz mu czegoś w sferze sexu i on w ten wynaturzony sposób
      apeluje o otwartość małżeńską w tych sprawach. Ale mogę się mylić
      • el_kommendante4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:31
        a jakie pornole ogląda?
        • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:34
          azjatki :D
          i brunetki ( jestem blondynka, nawet przez jakis czas mialam wlosy pofarbowane
          na ciemno, bo myslalam, ze moze tego potrzebuje... skosnych oczu to raczej sobie
          nie zrobie ;-) )
          • swinia_i_cham to pusc film z azjatkami 11.07.08, 15:38
            i seksijcie sie razem przy nim. Probowalas?
            • sisi321 Re: to pusc film z azjatkami 11.07.08, 15:45
              kiedys tak, ale teraz czuje sie jak taka zona alkoholika, ktora patrzac co
              alkohol powoduje z mezem nie moze go nawet czuc :/

              jak widze azjatke to mi sie czasami noz wkieszeni otwiera :-D :-D ( tylko prosze
              bez analizy psychologicznej , bo to zart.)
    • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:45
      Uważam, że dobrze postąpiłaś. Sama jestem mamą dwóch malutkich
      dziewczynek i taka sytuacja w głowie mi się nie mieści. Skoro on nie
      reaguje na płacz córki to znaczy, że już nad sobą nie panuje. Albo
      Twoja postawa da mu kopa żeby coś zmienić albo trzeba się rozstać i
      tyle.
      Jeśli dla ciebie pornografia i masturbacja są niedopuszczalne (a on
      nie widzi problemu) to masz prawo zastosować ostateczne cięcie.
      Nie daj sobie też wmówić, że ta sytuacja to Twoja wina, bo "nie
      zaspokajasz pana i władcy". Uzależnienia zwykle są skutkiem
      problemów we wczesnej młodości. Zresztą nie jesteś dmuchaną lalą do
      rozładowywania emocji...
      Natomist co do niektówych wypowiedzi zwolenników masturbacji - po
      prostu je olej! To naprawdę nie jest tak, że przyjemność fizyczna
      wszystko usprawiedliwia!!!
      • krzysztof-lis Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 13:53
        > Skoro on nie reaguje na płacz córki to znaczy, że już nad sobą nie
        > panuje.

        Albo, o czym wspomniał ktoś już tutaj, mógł ignorować płacz córki celowo, bo nie
        chciał spełnić jej zachcianki.

        > Jeśli dla ciebie pornografia i masturbacja są niedopuszczalne (a on
        > nie widzi problemu) to masz prawo zastosować ostateczne cięcie.

        To jest bzdura.

        No chyba, że masz na myśli związek, w którym mężczyzna jest własnością kobiety.

        Jeśli ma to być związek partnerski, trzeba wypracować kompromis albo się rozstać.
        • kachna79 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:00
          taaak - masturbacja w momencie gdy ROCZNA córka płacze to element
          jego przemyślanej strategii wychowawczej. Zlituj się:)
          • el_kommendante4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 14:15
            Proponuję żeby na tym forum wypowiedział sie też małzonek. ciekawe
            co miałby do powiedzenia.
          • markos28mr Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 23.07.08, 21:23
            Jesteś modliszka, masz już dzieci więc mąż to balast, potrzebny do
            zarabiania pieniędzy. Jesteś chora i powinnaś do końca życia
            pozostać sama (bez dzieci), bo jak będziesz z nimi to twój chory
            instynkt macieżyński zrujnuje im życie .
      • ktoj-akto Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 14:26
        uprawianej przez KOBIETY. Żeby przekonać się jak powszechne to zjawisko, wystarczy zajrzeć do sex-shopu. Nagromadzenie gadżetów do
        użytku przez damy(!) jest oszołamiające. Dziesiątki penisów, kulki gejszy, które utrzymują podniecenie przez cały dzień, a nawet doprowadzają do orgazmu, czy wiele innych stymulatorów świadczą o popularności onanizmu wśród pań. Bo przecież właściciele sex-shopów
        nie trzymają tego towaru, żeby pleśniał - ma olbrzymie wzięcie! Więc
        jeśli masturbacja jest obrzydliwa, to ile "obrzydliwych" kobiet mijamy codziennie na ulicy, w sklepie, w pracy...

        Ciekaw jestem Księżniczko Sisi czy Ty dotarłaś do któregoś z nich i
        użyłaś? Stawiam złotego krugeranda przeciw grosikowi - że nie. Bo dla
        Ciebie - w odróżnieniu milionów NORMALNYCH KOBIET - to obrzydliwe.
        • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 14:33
          ktoj-akto napisał:

          Nagromadzenie gadżetów do
          > użytku przez damy(!) jest oszołamiające. Dziesiątki penisów, kulki gejszy, któr
          > e utrzymują podniecenie przez cały dzień, a nawet doprowadzają do orgazmu, czy
          > wiele innych stymulatorów świadczą o popularności onanizmu wśród pań. Bo przeci
          > eż właściciele sex-shopów
          > nie trzymają tego towaru, żeby pleśniał - ma olbrzymie wzięcie! Więc
          > jeśli masturbacja jest obrzydliwa, to ile "obrzydliwych" kobiet mijamy codzienn
          > ie na ulicy, w sklepie, w pracy...

          > Ciekaw jestem Księżniczko Sisi czy Ty dotarłaś do któregoś z nich i
          > użyłaś? Stawiam złotego krugeranda przeciw grosikowi - że nie. Bo dla
          > Ciebie - w odróżnieniu milionów NORMALNYCH KOBIET - to obrzydliwe.

          ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
          juz jakas norma?
          • kachna79 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 14:35
            nie wierzę - głos rozsądku?!
            • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 14:38
              ...eh...to tylko glosik *babski*:)))
          • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 22:29
            audwork napisał:

            > ktoj-akto napisał:
            >
            > dzienn

            >
            > > Ciekaw jestem Księżniczko Sisi czy Ty dotarłaś do któregoś z nich i
            > > użyłaś? Stawiam złotego krugeranda przeciw grosikowi - że nie. Bo dla
            > > Ciebie - w odróżnieniu milionów NORMALNYCH KOBIET - to obrzydliwe.
            >
            > ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
            > juz jakas norma?

            W zasadzie jest to norma.
            Różny jest poziom akceptowalności picia, palenia i zażywania, ale jest stałym i
            powszechnym elementem kultury. A to że są to "szkodliwe" zjawiska to nic nie
            szkodzi.
            Tzw. niezdrowe jedzenie też jest niezdrowe, a nikt się nie ośmieli nazwać
            jedzenia czipsów per "nienormalne".
            pzdr.
            • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 23:01
              nie, to nie jest jeszcze norma:)

              Nie chce Cie absolutnie pouczac, ale sprawdz z laski swojej co dokladnie znaczy
              slowo *norma* np. w internetowym slowniku j.polskiego.




              • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 00:26
                audwork napisał:

                > nie, to nie jest jeszcze norma:)
                >
                > Nie chce Cie absolutnie pouczac, ale sprawdz z laski swojej co dokladnie znaczy
                > slowo *norma* np. w internetowym slowniku j.polskiego.
                >

                Ależ byłbym zaszczycony pouczeniam.
                Sprawdzam.
                "norma 1. «ustalona, ogólnie przyjęta zasada»"
                I co z tego wynika?
                Nic.
                Bo dalej nie wiemy co znaczy "ogólnie przyjęta" (przez kogo? w jaki sposób
                przyjęta? ect.)
                Definicja słownikowa więc do bani.
                Pozostaje bazować więc na intuicji i na obserwacji.
                Np. jeśli większość osób pali papierosy to jest to normalne zachowanie. Jeśli
                większość wpieprza (niezdrowe) czipsy i popija piwem (szkodliwym), to też jest
                to normalne.
                Jeśli niemal z każdej gazety, filmu, reklamy zionie seksualnością a nawet
                pornografią to też należy uznać to za normalne. Aczkolwiek 50 lat temu nie było
                by to normalne.


                • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 12:35
                  druginudziarz napisał;
                  Np. jeśli większość osób pali papierosy to jest to normalne zachowanie. Jeśli
                  > większość wpieprza (niezdrowe) czipsy i popija piwem (szkodliwym), to też jest
                  > to normalne.
                  Jeśli ktoś je czipsy od czasu do czasu to owszem jest to norma,ale jeśli ktoś je
                  czipsy na śniadanie,obiad i kolację to chyba nie jest to już normą,gdyby twoje
                  dziecko chciało by się w ten sposób odżywiać uznał byś to za normę?
                  • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 12:49
                    kaachna1 napisała:

                    > druginudziarz napisał;
                    > Np. jeśli większość osób pali papierosy to jest to normalne zachowanie. Jeśli
                    > > większość wpieprza (niezdrowe) czipsy i popija piwem (szkodliwym), to też
                    > jest
                    > > to normalne.
                    > Jeśli ktoś je czipsy od czasu do czasu to owszem jest to norma,ale jeśli ktoś j
                    > e
                    > czipsy na śniadanie,obiad i kolację to chyba nie jest to już normą,gdyby twoje
                    > dziecko chciało by się w ten sposób odżywiać uznał byś to za normę?

                    Ale czipsy to "produkt spożywczy", dlaczego by dziecku odmawiać produktu
                    spożywczego skoro go chce?
                    Gdzie jest napisane/ustalone że to nie jest normalne?
                    Zresztą co za różnica czy je same czipsy, czy też dietę czipsową urozmaica
                    frytkami i hamburgerem popijanym kolą?
                    Zresztą to już kompletny offtopic, chodziło mi tylko o podważenie pewności
                    siebie w ferowaniu wyroków "to nienormalne".
                    • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 13:36
                      ja chciałam tylko zwrócić uwagę,że są jednak granice normalności przyjęte przez ogół
                      • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 14:17
                        kaachna1 napisała:

                        > ja chciałam tylko zwrócić uwagę,że są jednak granice normalności przyjęte przez
                        > ogół

                        Gdzie? mogłabyś np. to podlinkować?
                        • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 14:31
                          Nie widzę powodu dla którego miałabym to podlinkować,dokładnie wiesz o co chodzi
                          • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 14:54
                            kaachna1 napisała:

                            > Nie widzę powodu dla którego miałabym to podlinkować,dokładnie wiesz o co chodz
                            > i

                            Ja wiem, Ty nie wiesz ;)
                            • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:12
                              druginudziarz napisał:
                              > Ja wiem, Ty nie wiesz ;)
                              no jeśli w taki sposób rozmawiasz ze swoją żoną to szczerze jej
                              współczuję,zresztą skończmy się łapać za słówka,bo to w niczym nie pomoże
                              sisi,to nie miejsce na tego typu rozmowy,ja mam swoje zdanie ty swoje a co z tym
                              zrobi sisi jej wybór
                              • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:28
                                kaachna1 napisała:

                                > druginudziarz napisał:
                                > > Ja wiem, Ty nie wiesz ;)
                                > no jeśli w taki sposób rozmawiasz ze swoją żoną to szczerze jej
                                > współczuję,zresztą skończmy się łapać za słówka,bo to w niczym nie pomoże
                                > sisi,to nie miejsce na tego typu rozmowy,ja mam swoje zdanie ty swoje a co z ty
                                > m
                                > zrobi sisi jej wybór

                                Widzę że bardzo Cię rajcują uwagi ad persona. Ale wcale mi to nie przeszkadza.
                                Jeśli chodzi o moją żonę to wprawdzie ma wiele słabości, ale nie jest taka
                                małostkowa jak Ty :P
                                Nie przyszłoby jej też do głowy udowadniać że jestem "nienormalny".
                                Mam więc ten komfort której nie ma mąż sisi i jak sądzę nie ma (lub nie będzie
                                miał) Twój małżonek.
                                pzdr.
                                • sisi321 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:37
                                  mysle, ze nie masz absolutnie prawa mnie w taki sposob oceniac. nie jestem
                                  malostkowa i nie probuje na sile udowadniac, ze ktos jest nienormalny. jego
                                  zachowanie nie jest juz normalne. jezeli nie widzisz, ze problem naprawde
                                  istnieje, to albo naprawde cierpisz na podobny, albo nie czytales uwaznie co
                                  pisalam...
                                  • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:48
                                    sisi321 napisała:

                                    > mysle, ze nie masz absolutnie prawa mnie w taki sposob oceniac. nie jestem
                                    > malostkowa i nie probuje na sile udowadniac, ze ktos jest nienormalny. jego
                                    > zachowanie nie jest juz normalne. jezeli nie widzisz, ze problem naprawde
                                    > istnieje, to albo naprawde cierpisz na podobny, albo nie czytales uwaznie co
                                    > pisalam...

                                    Droga sisi, trafiasz kulą w płot.
                                    Ale żeby o tym się przekonać musiałabyś prześledzić tą gałązkę od początku.
                                    Inna sprawa, że absolutnie żaden poważny psycholog czy psychiatra nie nazwie
                                    pacjenta per "nienormalny". Może o tylko zabieg semantyczny ale widocznie ma
                                    znaczenia.
                                • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 16:00
                                  wybierasz z tekstu tylko to co tobie odpowiada nie chciałam udawadniać czy ty
                                  jesteś "normalny" czy nie tylko mówiłam,że pewne rzeczy przez ogół są uważane za
                                  normalne bądź nie nie przeinaczaj moich słów,a gdyby faktycznie tak było jak
                                  mówisz z twoją żoną to byś nie siedział na tym forum,być może jestem
                                  małostkowa,ale jak widać nie przeszkadza to mojemu mężowi bo jak ostatnio
                                  powiedział nie mógł lepiej trafić i cieszy się,że mnie ma
                                  • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 16:02
                                    już się pogubiłam nie wiem czy to było do mnie czy do sisi,ale na jedno wychodzi
                                  • songo3000 PRZEPRASZAM ale pierniczysz 11.07.08, 23:52
                                    Nie ma czegoś takiego jak 'ogół', ogół nic nie może 'twierdzić'. Normy stają się normami jak są zatwierdzone przez organizacje typu ISO czy IEEE :) wcześniej mogą być np.: best practices only.

                                    Im większa grupa społeczna tym granice tej Twojej 'normy' są bardziej rozmyte (przybliż sobie pojęcie logiki rozmytej - pomoże). Nawet dla społeczności ograniczonej do jednego osobnika granice 'normy' nie zawsze są jednoznaczne!

                                    Dla ścisłości trzeba dodać, że te granice ulegają sporej dynamice w czasie a i nakładają się na siebie...

                                    Tak więc powtarzam, jeżeli dla CIEBIE coś jest normą to fajnie. Jeśli twierdzisz, że jest też norma kilkorga Twoich znajomych, jest to już podejrzane. Jeśli mówisz o normie ogółu, społeczeństwa to pierniczysz.
                                    • audwork Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 02:47

                                      podyskutowalabym na ten temat chetnie, ale absolutnie nie odpowiada mi Twoj
                                      sposob traktowania dyskutanta - z przykroscia swierdzam, ze jestes arogancki i
                                      chamski(zreszta to juz nie pierwsza w takiej formie Twoja wypowiedz).
                                      Anonimowosc nikogo nie zwalnia od zachowania pewnych zasad kultury podczas
                                      prowadzenia dyskusji z osoba, ktorej poglady sa rozne od naszych.
                                      Kolejny raz poslugujesz sie argumentami ktore juz na wejscu sa przesiakniete
                                      agresywnym nastawieniem do adwersarza.
                                      To kompletnie zniecheca do prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji z Toba.

                                      Z mojej strony EOT.
                                      • druginudziarz Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 12:49
                                        audwork napisał:

                                        >
                                        > podyskutowalabym na ten temat chetnie, ale absolutnie nie odpowiada mi Twoj
                                        > sposob traktowania dyskutanta - z przykroscia swierdzam, ze jestes arogancki i
                                        > chamski(zreszta to juz nie pierwsza w takiej formie Twoja wypowiedz).
                                        > Anonimowosc nikogo nie zwalnia od zachowania pewnych zasad kultury podczas
                                        > prowadzenia dyskusji z osoba, ktorej poglady sa rozne od naszych.
                                        > Kolejny raz poslugujesz sie argumentami ktore juz na wejscu sa przesiakniete
                                        > agresywnym nastawieniem do adwersarza.
                                        > To kompletnie zniecheca do prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji z Toba.
                                        >
                                        > Z mojej strony EOT.

                                        Jesteś przewrażliwioną osobą.
                                        Nie ma tu żadnego chamstwa, to Twoje imaginacje.
                                        Dyskusja nie dotyczy poglądów tylko faktów, jeśli masz jakiś pomysł na to co
                                        jest normalne a co nie to napisz "takie jest moje zdanie", a nie upieraj się że
                                        stoi za tym jakaś "definicja".
                                        • audwork Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 15:19
                                          podejmowanie dyskusji z osoba z ktorej wypowiedzia chce sie polemizowac od
                                          zatytulowania swojego postu
                                          w chamski sposob vide *Przepraszam ale pierniczysz* jest *przewrazliwieniem* ?

                                          Jesli bronisz takich zachowan, to ja dziekuje i wiecej pytan nie mam.
                                          • druginudziarz Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 22:11
                                            audwork napisał:

                                            > podejmowanie dyskusji z osoba z ktorej wypowiedzia chce sie polemizowac od
                                            > zatytulowania swojego postu
                                            > w chamski sposob vide *Przepraszam ale pierniczysz* jest *przewrazliwieniem* ?

                                            Żaden normalny człowiek którego znam nie nazwie tej odzywki "chamską."

                                            > Jesli bronisz takich zachowan, to ja dziekuje i wiecej pytan nie mam.

                                            I chwała Ci za to.
                                    • kaachna1 Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 15:34
                                      może i według ciebie piernicze,ale to twoje zdanie i masz do niego prawo,ogół to
                                      oczywiście pojęcie względne tak samo jak norma czy normalne/y jednak ja użyłam
                                      tego słowa do konkretnego przypadku,a mianowicie chodziło mi o to czy według
                                      drugiegonudziarza byłoby normalne gdyby jego dziecko zamiast
                                      "normalnych"posiłków jadło czipsy jest to temat woda i można by długo
                                      polemizować na ten temat,jednak nie na tym powinniśmy się skupić tylko na tym
                                      jak można by pomóc sisi bo zwróciła się do nas z konkretnym pytaniem.I jeszcze
                                      jedno uważam,że skoro alkoholik może być trzeźwy przez 10 lat(znam takiego) to
                                      myślę,że można również wyleczyć się z nałogowej masturbacji,czego życzę mężowi sisi
                                      • druginudziarz Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 12.07.08, 22:17
                                        kaachna1 napisała:

                                        > może i według ciebie piernicze,ale to twoje zdanie i masz do niego prawo,ogół t
                                        > o
                                        > oczywiście pojęcie względne tak samo jak norma czy normalne/y jednak ja użyłam
                                        > tego słowa do konkretnego przypadku,a mianowicie chodziło mi o to czy według
                                        > drugiegonudziarza byłoby normalne gdyby jego dziecko zamiast
                                        > "normalnych"posiłków jadło czipsy jest to temat woda i można by długo
                                        > polemizować na ten temat,jednak nie na tym powinniśmy się skupić tylko na tym
                                        > jak można by pomóc sisi bo zwróciła się do nas z konkretnym pytaniem.I jeszcze
                                        > jedno uważam,że skoro alkoholik może być trzeźwy przez 10 lat(znam takiego) to
                                        > myślę,że można również wyleczyć się z nałogowej masturbacji,czego życzę mężowi
                                        > sisi

                                        Droga kaachno! Prowadzenie w necie (i w realu) dłuższych dyskusji wymaga pewnej
                                        skrupulatności i uwagi. A to w celu by panować nad tym o czym sie dyskutuje i co
                                        się z czego wzięło.
                                        A dyskusje o "normalności" wzięły sie z tych słów:
                                        [cytat]
                                        > Ciekaw jestem Księżniczko Sisi czy Ty dotarłaś do któregoś z nich i
                                        > użyłaś? Stawiam złotego krugeranda przeciw grosikowi - że nie. Bo dla
                                        > Ciebie - w odróżnieniu milionów NORMALNYCH KOBIET - to obrzydliwe.

                                        ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
                                        juz jakas norma?
                                        [/cytat]

                                        Kto to powiedział to już sobie sama poszukaj ( podpowiem, ze nie ja i nie Ty).
                                        pzdr.
                                      • songo3000 Re: PRZEPRASZAM ale pierniczysz 13.07.08, 12:42
                                        kaachna1 napisała:

                                        > może i według ciebie piernicze,ale to twoje zdanie i masz do niego > prawo,
                                        Owszem mam, jak każdy na tym forum.

                                        > ogół to
                                        > oczywiście pojęcie względne tak samo jak norma czy normalne/y
                                        > jednak ja użyłam
                                        > tego słowa do konkretnego przypadku,a mianowicie chodziło mi o to
                                        No cóż, to przeczytaj swój post (na który odpowiedziałem) raz jeszcze. Mówisz w nim o 'ogóle' nie odnosząc się do nieczego konkretnego i to właśnie oprotestowałem :)
              • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:57
                Normy moga byc rozne: statystyczne, obyczajowe, przystosowawcze,
                kulturowe, prawne. W odniesieniu do takich zjawisk jak masturbacja
                czy palenie papierosow, zastosowanie winny miec: norma statystyczna
                i norma obyczajowa. Masturbacja i palenie papierosow mieszcza sie w
                obydwu definicjach.

                Norma statystyczna:
                "Za normalne uważa się to, co częste, najbardziej powszechne w danej
                populacji. Norma taka wynika z pomiaru występowania danej cechy."

                Norma obyczajowa:
                "Nawyki zachowania się, rytuały czy sposoby ubierania się uznane w
                danej zbiorowości. Normy obyczajowe to reguły postępowania ludzi,
                które kształtowały się w ich świadomości pod wpływem nawyku, w
                wyniku wielokrotnego powtarzania w określonych okolicznościach tych
                samych zachowań."
                • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:18
                  eeela napisała:

                  > Norma obyczajowa:
                  > "Nawyki zachowania się, rytuały czy sposoby ubierania się uznane w
                  > danej zbiorowości. Normy obyczajowe to reguły postępowania ludzi,
                  > które kształtowały się w ich świadomości pod wpływem nawyku, w
                  > wyniku wielokrotnego powtarzania w określonych okolicznościach tych
                  > samych zachowań."

                  ....ponizej wklejam dalsza czesc tekstu ktory zamiescilas:

                  *Normy obyczajowe nie oceniają zachowań ani ich nie wartościują. Określają
                  raczej co wypada lub czego nie wypada robić. Obyczaje kształtują się we
                  wszystkich sferach życia. Najczęściej mają zasięg lokalny.*

                  ...skoro maja zasieg lokalny, tzn. ze jednak moga nie byc akceptowane przez
                  spolecznosci ktore maja inne normy obyczajowe - i na to wlasnie chcialam zwrocic
                  uwage w moim poscie ktory byl odpowiedzia na nastepujacy zarzut pod adresem
                  sisi, cytuje:

                  > Ciekaw jestem Księżniczko Sisi czy Ty dotarłaś do któregoś z nich i
                  > użyłaś? Stawiam złotego krugeranda przeciw grosikowi - że nie. Bo dla
                  > Ciebie - w odróżnieniu milionów NORMALNYCH KOBIET - to obrzydliwe.
                  • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:23
                    Ależ oczywiście. Picie alkoholu na przykład nie jest normą w społecznościach
                    islamskich, a używanie wibratorów nie jest normą wśród mormonów. W swoich
                    wywodach odnosiłam się do naszej, europejskiej rzeczywistości obyczajowej, w
                    której palenie trawy czy używanie zabawek w sypialni jest zjawiskiem częstym,
                    ergo NORMALNYM.
          • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:50
            > ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
            > juz jakas norma?


            Tak, jesli jakies zachowanie jest bardzo rozpowszechnione, to staje
            sie norma. Zachowanie normalne to takie, ktore jest powszechne, w
            przeciwienstwie do zachowan marginalnych.

            Ja na przyklad pale papierosy, pije alkohol, pale jointy i sie
            masturbuje. I jestem w tym wszystkim normalna :-)
            • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:54
              eeela napisała:

              > > ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
              > > juz jakas norma?
              >
              >
              > Tak, jesli jakies zachowanie jest bardzo rozpowszechnione, to staje
              > sie norma. Zachowanie normalne to takie, ktore jest powszechne, w
              > przeciwienstwie do zachowan marginalnych.
              >
              > Ja na przyklad pale papierosy, pije alkohol, pale jointy i sie
              > masturbuje. I jestem w tym wszystkim normalna :-)
              >

              O qrna, to się nazywało wejście z klasą :))
              Jesteś wyjątkowo obleśna ;)
              • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 15:59
                > O qrna, to się nazywało wejście z klasą :))
                > Jesteś wyjątkowo obleśna ;)

                Nie szkodzi. Mimo wszystko wciaz normalna ;-)
            • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 16:37
              eeela napisała:

              > > ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
              > > juz jakas norma?

              > Tak, jesli jakies zachowanie jest bardzo rozpowszechnione, to staje
              > sie norma. Zachowanie normalne to takie, ktore jest powszechne, w
              > przeciwienstwie do zachowan marginalnych.

              ...norma sie staje tylko wowczas jesli jest spolecznie usankcjonowane
              (np. regulowane prawnie).
              Picie, palenie i zazywanie narkotykow (czy uzywanie wibratorow i innych zabawek
              w seks-shopa(ch)- a moja wypowiedz odnosila sie konkretnie do takiego
              twierdzenia zamieszczonego przez jednego z uczestnikow dyskusji w tym watku i
              prosze nie wycinac jej z calego kontekstu, bo mi to pachnie manipulacja) - nie
              jest zachowaniem powszechnym ktore jest akceptowane przez ogol spoleczenstwa,
              wiec zadna norma nie jest, tylko pewnym wytworem kulturowym akceptowanym spolecznie.


              > Ja na przyklad pale papierosy, pije alkohol, pale jointy i sie
              > masturbuje. I jestem w tym wszystkim normalna :-)

              ...no i na zdrowie:)
              • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:13
                audwork napisał:

                > eeela napisała:
                >
                > > > ...setki ludzi pali, pije i zazywa narkotyki....czy to tez jest
                > > > juz jakas norma?
                >
                > > Tak, jesli jakies zachowanie jest bardzo rozpowszechnione, to staje
                > > sie norma. Zachowanie normalne to takie, ktore jest powszechne, w
                > > przeciwienstwie do zachowan marginalnych.
                >
                > ...norma sie staje tylko wowczas jesli jest spolecznie usankcjonowane
                > (np. regulowane prawnie).

                A w jakiż sposób można coś "społecznie usankcjonować"?

                Regulacje prawne jeszcze niczego nie czynią "normalnym", te kategorie mają sie
                nijak do siebie. Z jednej strony prawo dopuszcza(ło) rzeczy nienormalne a z
                drugiej strony pennalizuje rzeczy normalne.


                > Picie, palenie i zazywanie narkotykow (czy uzywanie wibratorow i innych zabawek
                > w seks-shopa(ch)- a moja wypowiedz odnosila sie konkretnie do takiego
                > twierdzenia zamieszczonego przez jednego z uczestnikow dyskusji w tym watku i
                > prosze nie wycinac jej z calego kontekstu, bo mi to pachnie manipulacja) - nie
                > jest zachowaniem powszechnym ktore jest akceptowane przez ogol spoleczenstwa,
                > wiec zadna norma nie jest, tylko pewnym wytworem kulturowym akceptowanym spolec
                > znie.

                Ponawiam pytanie: na czym polega "zaakceptowanie społeczne"? Bo wszystkie
                argumenty dotąd były na zasadzie "bo mi się tak wydaje". Z wyjątkiem chorego
                pomysłu, że kwestię normalności reguluje prawo.
              • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:18

                > ...norma sie staje tylko wowczas jesli jest spolecznie usankcjonowane
                > (np. regulowane prawnie).

                Norma regulowana prawnie to norma prawna, a nie społeczna.
                Wyżej w wątku podałam definicję normy statystycznej i obyczajowej, które jak
                najbardziej odnoszą się do spożywania różnego rodzaju używek i odbywania zabaw
                seksualnych.
                • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:42
                  eeela napisała:

                  > Norma regulowana prawnie to norma prawna, a nie społeczna.
                  > Wyżej w wątku podałam definicję normy statystycznej i obyczajowej, które jak
                  > najbardziej odnoszą się do spożywania różnego rodzaju używek i odbywania zabaw
                  > seksualnych.

                  ...normy ogolno_spoleczne ktore sa regulowane prawnie sa oparte na
                  ogolnospolecznym porozumieniu. Normy obyczajowe sa akceptowane tylko lokalnie i
                  moga byc tylko tolerowane w mniejszym lub wiekszym zakresie, albo zupelnie
                  odrzucane.
                  • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 17:51
                    Ciekawi mnie, jak zatem rozróżniasz i definiujesz normy ogólnospołeczne i normy
                    lokalne/obyczajowe. Te pierwsze obejmują cały świat, a te drugie poszczególne
                    regiony? Norma obyczajowa nie może być ogólnospołeczna? Gdzie widzisz w
                    sformułowaniu 'norma obyczajowa' definicję zakresu geograficznego? I jaki ma być
                    ten zakres? Czy norma europejska to już jest norma ogólnospołeczna twoim
                    zdaniem, czy jeszcze obyczajowa?

                    Plączesz się w tych definicjach bardzo nieprecyzyjnie. Norma obyczajowa jest jak
                    najbardziej normą społeczną - dla danej społeczności. Norma społeczna może
                    zawierać w sobie akceptowany w danej społeczności obyczaj. Tworzysz sztuczne
                    granice i rozróżnienia tam, gdzie dla tych rozróżnień miejsca nie ma. Norma
                    społeczna jest po prostu pojęciem szerszym, w którym pojęcie normy obyczajowej
                    się mieści.
                    • audwork Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 18:04
                      eeela napisała:

                      > Ciekawi mnie, jak zatem rozróżniasz i definiujesz normy ogólnospołeczne i normy
                      > lokalne/obyczajowe. Te pierwsze obejmują cały świat, a te drugie poszczególne
                      > regiony? Norma obyczajowa nie może być ogólnospołeczna? Gdzie widzisz w
                      > sformułowaniu 'norma obyczajowa' definicję zakresu geograficznego? I jaki ma by
                      > ć
                      > ten zakres? Czy norma europejska to już jest norma ogólnospołeczna twoim
                      > zdaniem, czy jeszcze obyczajowa?

                      ..pojecie normy europejskiej, sama wprowadzilas w jednym ze swoich postow, a nie
                      ja. Na definicje normy obyczajowej rowniez Ty sie powolalas, ale nie zacytowalas
                      calej, wiec ja tylko uzupelnilam wklejajc jej dalsza czesc, ktora dokladniej
                      precyzuje to pojecie.

                      > Plączesz się w tych definicjach bardzo nieprecyzyjnie. Norma obyczajowa jest ja
                      > k
                      > najbardziej normą społeczną - dla danej społeczności. Norma społeczna może
                      > zawierać w sobie akceptowany w danej społeczności obyczaj.

                      ...ja sie placze, czy to Ty masz problem ze zrozumieniem definicji
                      na ktore sie sama powolujesz?

                      Tworzysz sztuczne
                      > granice i rozróżnienia tam, gdzie dla tych rozróżnień miejsca nie ma.

                      sorry.....przypominam jeszce raz ze to wlasnie Ty pierwsza zaczelas tutaj pisac
                      o granicach czyli *normach europejskich* :)

                      Norma
                      > społeczna jest po prostu pojęciem szerszym, w którym pojęcie normy obyczajowej
                      > się mieści.

                      ....no wlasnie, ale norma obyczajowa jest pojeciem wezszym:)
                      • eeela Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 20:10
                        > ..pojecie normy europejskiej, sama wprowadzilas w jednym ze swoich postow, a ni
                        > e
                        > ja.

                        Ja nie wprowadzałam żadnego pojęcia. Ja zaledwie zgodziłam się z tobą, że
                        istnieją normy właściwe tylko dla danej społeczności lub kilku społeczności, nie
                        zaś dla wszystkich w obrębie gatunku ludzkiego. Na przykład picie alkoholu.
                        Natomiast na przykład norma 'nie zabijaj' w odniesieniu do przedstawicieli
                        gatunku ludzkiego w takiej czy innej formie jest odnajdywana we wszystkich
                        społecznościach i jest normą społeczną, W TYM normą obyczajową, kulturową,
                        prawną i moralną.

                        Na definicje normy obyczajowej rowniez Ty sie powolalas, ale nie zacytowala
                        > s
                        > calej, wiec ja tylko uzupelnilam wklejajc jej dalsza czesc, ktora dokladniej
                        > precyzuje to pojecie.
                        >

                        Właśnie dlatego nie zacytowałam jej całej, ponieważ uznaję, że jej dalszy ciąg
                        jest dyskusyjny i źle sformułowany. Zamiast informacji, że norma obyczajowa ma
                        'zasięg lokalny' powinno być 'jest właściwa dla danej społeczności' - takie
                        sformułowanie nie wyklucza możliwości, że rożne grupy społeczne mogą mieć
                        podobne normy obyczajowe (patrz: 'nie zabijaj').

                        > ....no wlasnie, ale norma obyczajowa jest pojeciem wezszym:)


                        Wężzym, ale nie w znaczeniu geograficznym!
          • misssaigon norma 23.07.08, 23:34
            norma w zwiazku to takie zachowanie , które obydwie strony akceptuja...jesli
            czegos nie akceptuje, nie znosze, brzydzi mnie, to moj partner ma obowiazek to
            uszanowac

            taka postawa wynika z milosci, dojrzalosci i szacunku

            jesli brzydzi mnie onanizm mojego meza i wyraznie mu to komunikuje - to powienie
            od tego odstapic..szczegolnie, ze nie jest to tlen potrzebny do zycia a seks
            malzenski generalnie daje satysfakcje..jesli zas nie odstepuje to znaczy ze
            brakuje tego co powyzej.

            wg mnie problem lezy gdzie indziej

            autorka ma pretensje do meza za:

            - postawe w konflikcie z tesciami
            -wyrwanie jej ze środowiska naturalnego czyli kraju
            - fakt, ze pomimo tego, ze on byl inicjatorem wyjazdu to radzi sobie gorzej od
            nej i to ona ciagnie ten wózek...

            sadze, ze dla sissi maz sie nie sprawdził jako mezczyzna w danej sytuacji i
            roli...on to doskonale wyczuwa i odreagowuje - na zlosc popadajac coraz bardziej
            nalóg...

            bo nalog jest niewatpliwy - a kazdy nałóg prowadzi do erozji wiezi i rodzinnych
            i spolecznych i nie ma co deliberowac czy masturbacja to oczywisty przywilej
            kazdego faceta czy nie.. w momencie kiedy jest kompulsywna nadaje sie wylacznie
            tylko do leczenia a nie bagatelizowania
            • eeela Re: norma 28.07.08, 13:54

              > jesli brzydzi mnie onanizm mojego meza i wyraznie mu to komunikuje - to powieni
              > e
              > od tego odstapic.

              Powinien nie robić tego przy tobie, a nie zarzucać całkowicie. Jakim prawem
              żądasz od mężczyzny, aby zmieniał tę część swojej seksualności, która jego
              partnerki NIE DOTYCZY? A jeśli będą brzydzić cię długie paznokcie u rąk, a twój
              partner zażyczy sobie zostać gitarzystą, to też mu zabronisz? Jeśli zechce
              zapuścić długie włosy, a tobie się to nie podoba, też mu zabronisz?
        • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 14:39
          Twój mąż ma bez wątpienia problem,tym bardziej,że sam przyznał,że nie może nad
          tym zapanować uzależnienie poznaje się po tym,że robi się to nie dlatego,że się
          chce tylko dlatego,że się musi,dobrze,że zdaje sobie sprawę z problemu,jest duża
          szansa na terapię,ale łatwo nie będzie.Nie daj sobie wmówić,że to z tobą jest
          coś nie tak,to twój mąż ma problem nie ty!Sami sobie z tym nie
          poradzicie,potrzebny jest specjalista i jeszcze jedno z nałogowcem czasami
          trzeba postępować drastycznie aby uświadomił sobie,że nie będziesz
          pobłażała.To,że wywaliłaś go z domu było wielkim krokiem i na pewno trudnym dla
          ciebie bo jak wspomniałaś kochasz męża i chcesz z nim być,na terapię musicie
          chodzić oboje żeby odniosła skutek, musisz wiedzieć jak masz postępować w
          stosunku do męża i będzie mu bardzo potrzebne twoje wsparcie
          • krzysztof-lis Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 15:55
            > Nie daj sobie wmówić,że to z tobą jest coś nie tak,to twój mąż ma
            > problem nie ty!

            Bzdura!

            W związku problem jednej osoby = problem obu osób!
            A źródłem problemów męża mogą być zachowania żony.
            • sisi321 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 16:12
              wiesz dosc czesto problem jednej osoby dotyka drugiej i dlatego to jest wspolna
              rzecz. napisalam juz chyba wyraznie, ze to wszystko zaczelo sie juz wczesniej.
              nie wiem, moze ty masz jakas traume.. i efekt halo..
            • aandzia43 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 17:50
              > W związku problem jednej osoby = problem obu osób!
              > A źródłem problemów męża mogą być zachowania żony.

              Tak, w związku uzależnienie jednej osoby jest bardzo poważnym
              problemem DLA drugiej. Ale nie jest jej problemem. Problemem tej
              drugiej może być współuzależnienie, a na pewno problemem są skutki
              nałogu partnera.

              Czy źródłem nałogu męża mogą być zachowania żony? Pewnie tak, jak
              źródłem alkoholizmu męża jest nudna, marudna, brzydka, leniwa, nei
              grająca na bandżo, lubiąca marynowane grzybki żona. Bez sensu, nie?
              Albo równie bez sensu: źródłem zakupoholizmu żony jest mało
              okazujący jej uczucia mąż, a hazardzista zwali winę na stresującą
              teściową. Źródła nałogów ludzi, z którymi wiążemy się w ich wieku
              dorosłym nie wiążą się z jakąś naszą winą.

              Jakżesz denerwująca jest ta powszechna tendencja do obarczania winą
              partnerów za nasze wady i, tym samym, próba przerzucenia
              odpowiedzialności za nie. Tendencja ta ma się doskonale i nie
              zamierza zbyt szybko sczeznąć. Aż by się chciało napisać:
              Symbiotyczna osobowość naszych czasów;-)
              • kaachna1 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 18:06
                Widzę aandzia43,że chociaż ty kumasz o co chodzi
              • druginudziarz Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 11.07.08, 01:00
                aandzia43 napisała:

                > > W związku problem jednej osoby = problem obu osób!
                > > A źródłem problemów męża mogą być zachowania żony.
                >
                > Tak, w związku uzależnienie jednej osoby jest bardzo poważnym
                > problemem DLA drugiej. Ale nie jest jej problemem. Problemem tej
                > drugiej może być współuzależnienie, a na pewno problemem są skutki
                > nałogu partnera.
                >
                > Czy źródłem nałogu męża mogą być zachowania żony? Pewnie tak, jak
                > źródłem alkoholizmu męża jest nudna, marudna, brzydka, leniwa, nei
                > grająca na bandżo, lubiąca marynowane grzybki żona. Bez sensu, nie?
                > Albo równie bez sensu: źródłem zakupoholizmu żony jest mało
                > okazujący jej uczucia mąż, a hazardzista zwali winę na stresującą
                > teściową. Źródła nałogów ludzi, z którymi wiążemy się w ich wieku
                > dorosłym nie wiążą się z jakąś naszą winą.

                Andziu, źródłem nałogów, zwłaszcza tych prawdziwych i kompulsywnych są lęki.
                Wykonywanie pewnych "zrytualizowanych" czynności niweluje lęk.
                Źródłem lęku jest na pewno w dużej mierze struktura osobowości, ale też tzw.
                okoliczności czyli to co niesie z sobą życie.
                Jeśli wiążę się z partnerem, który ma stany lękowe i nie potrafię mu pomóc, a
                nawet generuję kolejne sytuacje lekowe, to niestety przyczyniam się to rozwoju
                jego nałogu.
                Może Ci się to niepodobać ale tak jest.
                Piszesz o słabościach.
                Owszem.
                Ale czy miłość nie zobowiązuje do kochania całości, z dobrodziejstwem inwentarza?
                A już zupełnie kiepską sytuacją jest gdy widzimy słabości w partnerze, a sami
                nie mamy sobie nic do zarzucenia. Czyli jestem chodzącą świętością a mam takiego
                niedojdę za męża (żonę).
                Ja w to nie wierzę, a nawet stawiam już dziesięć worków orzechów, że jeśli
                problem nie jest dokładnie pośrodku to w każdym razie gdzieś w jego pobliżu.

                pzdr.


                • aandzia43 Nałogi 11.07.08, 11:19
                  > Jeśli wiążę się z partnerem, który ma stany lękowe i nie potrafię
                  mu pomóc, a
                  > nawet generuję kolejne sytuacje lekowe, to niestety przyczyniam
                  się to rozwoju
                  > jego nałogu.
                  > Może Ci się to niepodobać ale tak jest.

                  Pewnie, że tak. Bo życie samo w sobie jest stresujące, bo życie w
                  związku to konflikty, kompromisy, awantury, przemiany, przekraczanie
                  samego siebie. Zawsze będę źródłem stresów dla mojego męża, a on dla
                  mnie. Ale to, jak on na nie będzie reagował, to już jest zupełnie
                  inna sprawa. Moze to robić na niezliczoną ilość sposobów. Zdrowych i
                  chorych. Sposoby te ustaliły się dawno temu, zanim się poznaliśmy i
                  nie ja ponoszę za nie odpowiedzialność.

                  Pomóc, powiadasz? Trzeba, tylko jak? Branie na klatę, obwinianie się
                  za coś, za co nie ponosimy winy, taplanie się razem z uzależnionym w
                  jego nieszczęściu to NIE JEST POMOC, TO JEST WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
                  Pomoc to głębokie zrozumienie tematu, wiedza, dystans do chorego
                  (nawet, jeśli jest najbliższy naszemu sercu), dystan do siebie,
                  twarde warunki i konsekwencja przy ich realizacji. To jest pomoc.

                  Jeśli ponosimy winę za nałogi naszych bliskich, to tylko taką, że
                  żyjąc z nimi, kochając ich, ale i posiadając własne przywary, dajemy
                  się nieświadomie wkręcac w pomoc w uprawianie nałogu. Początkiem
                  zmazywania tej winy jest właśnie twarde: basta! dość!

                  > A już zupełnie kiepską sytuacją jest gdy widzimy słabości w
                  partnerze, a sami
                  > nie mamy sobie nic do zarzucenia. Czyli jestem chodzącą świętością
                  a mam takieg
                  > o
                  > niedojdę za męża (żonę).

                  Słusznie. Trzeba pokory i dystansu do siebie. A Sisi, w jej
                  nieszczęściu i zacietrzewieniu zdaje się tego brakować. Słyszysz
                  Sisi:-)? Nie jesteś źródłem nałogu swojego męża, nie ponosisz za to
                  odpowiedzialności, ale możesz mu pomóc. Nie jazgotem, obwinianiem go
                  za wszystkie swoje i całej rodziny nieszczęścia, nie czarnowidztwem,
                  brakiem wiary w niego i w was, jako zwiazek. I nie tolerowaniem jego
                  zachowań (bo to w gruncie rzeczy cały czas robisz). Poczytaj trochę
                  fachowych rzeczy o uzależnieniu i współuzależnieniu, postaraj się w
                  tym wszystkim zobaczyć siebie i męża. I wyluzuj się, kobieto-biorąca-
                  odpowiedzialność-za-wszystko, filarze rodziny, czarnowidzu i "pani
                  Barbaro-wiecznie zmartwienie":-)

                  Powodzenia
                  • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 12:15
                    aandzia43 napisała:

                    > > Jeśli wiążę się z partnerem, który ma stany lękowe i nie potrafię
                    > mu pomóc, a
                    > > nawet generuję kolejne sytuacje lekowe, to niestety przyczyniam
                    > się to rozwoju
                    > > jego nałogu.
                    > > Może Ci się to niepodobać ale tak jest.
                    >
                    > Pewnie, że tak. Bo życie samo w sobie jest stresujące, bo życie w
                    > związku to konflikty, kompromisy, awantury, przemiany, przekraczanie
                    > samego siebie. Zawsze będę źródłem stresów dla mojego męża, a on dla
                    > mnie. Ale to, jak on na nie będzie reagował, to już jest zupełnie
                    > inna sprawa. Moze to robić na niezliczoną ilość sposobów. Zdrowych i
                    > chorych. Sposoby te ustaliły się dawno temu, zanim się poznaliśmy i
                    > nie ja ponoszę za nie odpowiedzialność.
                    >
                    > Pomóc, powiadasz? Trzeba, tylko jak? Branie na klatę, obwinianie się
                    > za coś, za co nie ponosimy winy, taplanie się razem z uzależnionym w
                    > jego nieszczęściu to NIE JEST POMOC, TO JEST WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
                    > Pomoc to głębokie zrozumienie tematu, wiedza, dystans do chorego
                    > (nawet, jeśli jest najbliższy naszemu sercu), dystan do siebie,
                    > twarde warunki i konsekwencja przy ich realizacji. To jest pomoc.
                    >
                    > Jeśli ponosimy winę za nałogi naszych bliskich, to tylko taką, że
                    > żyjąc z nimi, kochając ich, ale i posiadając własne przywary, dajemy
                    > się nieświadomie wkręcac w pomoc w uprawianie nałogu. Początkiem
                    > zmazywania tej winy jest właśnie twarde: basta! dość!

                    Co do sposobów postępowania z osobami chorymi/uzależnionymi to jednak nie to
                    forum. Ale co mi tam, ponudzę trochę, nick zobowiązuje.
                    Ogólnie nie ma "cudownych recept" i "sprawdzonych metod" jedyne co wiadomo to to
                    czego robić nie wolno.
                    Nie wolno na przykład traktować nałogu jako złośliwości czy przejawu "złej woli".
                    Nie wolno z tego powodu szantażować emocjonalnie w stylu: skoro taki jesteś to
                    ja Cię już nie kocham i wynocha.
                    Nie wolno wolno naciskać że "wychodzisz z nałogu wolniej niżby chciała", albo
                    "znów Ci się nie udało".
                    etc. etc.
                    To jest szkodliwe wywieranie presji psychicznej, która generuje kolejne lęki. Bo
                    w chwilach "otrzeźwienia" nałogowiec gryzie się, że "znów nie sprostał
                    oczekiwaniom otoczenia".
                    Trzeba wiedzieć/nauczyć się ile można oczekiwać od osoby walczącej z nałogiem.
                    To nie jest łatwe, powiedziałbym że to trudne jest, szczególnie dla osób
                    młodych, a przez to niecierpliwych.
                    Jeśli nie ma motywacji by wychodzić wspólnie z nałogu to już lepiej odejść.
                    Przy czym szansa na nowy satysfakcjonujący związek jest minimalna.
                    • aandzia43 Re: Nałogi 11.07.08, 12:56
                      > Ogólnie nie ma "cudownych recept" i "sprawdzonych metod"

                      Ale są ogólne wytyczne


                      jedyne co wiadomo to t
                      > o
                      > czego robić nie wolno.
                      > Nie wolno na przykład traktować nałogu jako złośliwości czy
                      przejawu "złej woli
                      > ".
                      > Nie wolno z tego powodu szantażować emocjonalnie w stylu: skoro
                      taki jesteś to
                      > ja Cię już nie kocham i wynocha.
                      > Nie wolno wolno naciskać że "wychodzisz z nałogu wolniej niżby
                      chciała", albo
                      > "znów Ci się nie udało".
                      > etc. etc.
                      > To jest szkodliwe wywieranie presji psychicznej, która generuje
                      kolejne lęki. B
                      > o
                      > w chwilach "otrzeźwienia" nałogowiec gryzie się, że "znów nie
                      sprostał
                      > oczekiwaniom otoczenia".
                      > Trzeba wiedzieć/nauczyć się ile można oczekiwać od osoby walczącej
                      z nałogiem.


                      Też tak sądzę.


                      > To nie jest łatwe, powiedziałbym że to trudne jest, szczególnie
                      dla osób
                      > młodych, a przez to niecierpliwych.
                      > Jeśli nie ma motywacji by wychodzić wspólnie z nałogu to już
                      lepiej odejść.
                      > Przy czym szansa na nowy satysfakcjonujący związek jest minimalna.

                      Czasem lepiej odejść.
                  • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 12:42
                    aandzia43 napisała:

                    > Jeśli ponosimy winę za nałogi naszych bliskich, to tylko taką, że
                    > żyjąc z nimi, kochając ich, ale i posiadając własne przywary, dajemy
                    > się nieświadomie wkręcac w pomoc w uprawianie nałogu. Początkiem
                    > zmazywania tej winy jest właśnie twarde: basta! dość!

                    Acha! Oczywiście nie może być mowy o "pomaganiu" w nałogu.
                    Masz rację Andziu, że jest takie ryzyku, dobrze to widać przy alkoholizmie.
                    Maż na kacu nie jest w stanie jechać do pracy to zona dzwoni, do pracodawcy i
                    tłumaczy że ma grypę i 40 st. gorączki.
                    Przychodzi zarzygany, no to go umyję bo przecież jest taki biedny, śmierdzący.
                    etc.
                    W takie wmanewrowanie jest sie łatwo dać wrobić, ale właśnie dlatego napisałem,
                    że z nałogiem trzeba umieć walczyć, mieć motywacje i wsparcie, inaczej to kupa.

                    I jeszcze uwaga nt. "twardego basta!".
                    Otóż To "twarde basta" nie może wychodzić od partnera, a w każdym razie nie
                    tylko od niego.
                    Już mi się nie chce rozpisywać, ale oprócz tego, ze będzie generować dodatkowe
                    lęki to dość szybko dojdzie kolejny mechanizm typu "stara znowu się czepia"
                    (zaczyna działać cały wachlarz mechanizmów obronnych osobowości: wyparcie,
                    zaprzeczenie, projekcja i in. w zależności od struktury osobowości). I wtedy
                    partnerzy zamiast walczyć z nałogiem zaczynają walkę pomiędzy sobą.
                    pzdr.
                    • aandzia43 Re: Nałogi 11.07.08, 13:06
                      > I jeszcze uwaga nt. "twardego basta!".
                      > Otóż To "twarde basta" nie może wychodzić od partnera, a w każdym
                      razie nie
                      > tylko od niego.
                      > Już mi się nie chce rozpisywać, ale oprócz tego, ze będzie
                      generować dodatkowe
                      > lęki to dość szybko dojdzie kolejny mechanizm typu "stara znowu
                      się czepia"
                      > (zaczyna działać cały wachlarz mechanizmów obronnych osobowości:
                      wyparcie,
                      > zaprzeczenie, projekcja i in. w zależności od struktury
                      osobowości). I wtedy
                      > partnerzy zamiast walczyć z nałogiem zaczynają walkę pomiędzy sobą.
                      > pzdr.

                      A od kogo ma wyjść? Od uzależnionego? Nie żartuj? On się na to nie
                      zdobędzie. Mała szansa.

                      Mechanizmy obronne działają cały czas, więc nei włączają się nagle,
                      gdy partner pierwszy raz, w końcu, postawi wyraźne granice. One się
                      dopiero wtedy o ten mur mają szanse boleśnie rozbijać. I dopiero
                      wtedy partnerzy mogą przestać walczyć ze sobą i może się rozpocząć
                      proces walki uzależnionego ze swoim wrogiem i wsparcie ze strony
                      partnera (już coraz mniej współuzależnionego) w tej walce. Bo tak
                      naprawdę ze swoimi demonami walczymy solo.

                      Pozdrawiam
                      • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 13:38
                        aandzia43 napisała:

                        > > I jeszcze uwaga nt. "twardego basta!".
                        > > Otóż To "twarde basta" nie może wychodzić od partnera, a w każdym
                        > razie nie
                        > > tylko od niego.
                        > > Już mi się nie chce rozpisywać, ale oprócz tego, ze będzie
                        > generować dodatkowe
                        > > lęki to dość szybko dojdzie kolejny mechanizm typu "stara znowu
                        > się czepia"
                        > > (zaczyna działać cały wachlarz mechanizmów obronnych osobowości:
                        > wyparcie,
                        > > zaprzeczenie, projekcja i in. w zależności od struktury
                        > osobowości). I wtedy
                        > > partnerzy zamiast walczyć z nałogiem zaczynają walkę pomiędzy sobą.
                        > > pzdr.
                        >
                        > A od kogo ma wyjść? Od uzależnionego? Nie żartuj? On się na to nie
                        > zdobędzie. Mała szansa.

                        Ale jak mniemam, mówimy wyłącznie o chorych którzy chcą sie leczyć.
                        To jest podstawa.
                        Nie ma możliwości leczenia kogoś, kto nie chce się leczyć, to oczywista oczywistość.

                        > Mechanizmy obronne działają cały czas, więc nei włączają się nagle,

                        Nie, ale ciągle pracują czyniąc życie w ogóle możliwym do zniesienia ;)
                        W dolegliwościach psychicznych ważne jest by chory dostawał spójne komunikaty w
                        różnych źródeł, gdzie jest świat realny a gdzie już nie.
                        Jeśli to będzie i żona i rodzina, i praca i jeszcze jakaś grupa wsparcia oraz
                        psychoterapeuta top trudniej będzie utracić wgląd w siebie.
                        Jeśli to będzie tylko pyszcząca żona to wgląd ucieka bardzo szybko.

                        Jeszcze raz podkreślę, mam świadomość że to wszystko jest cholernie trudna i
                        pojawia się gdzieś na horyzoncie pytanie "ale czy to ma sens? czy to nie za
                        drogo kosztuje?"
                        Ale z drugiej strony jest tyle przykładów walki o zdrowie/życie np. w przypadku
                        beznadziejnych nowotworów, że trzeba z przyzwoitości zapytać: dlaczego tak
                        szybko odwracamy się od bliskich w przypadku dolegliwości psychicznych?

                        > gdy partner pierwszy raz, w końcu, postawi wyraźne granice. One się
                        > dopiero wtedy o ten mur mają szanse boleśnie rozbijać. I dopiero
                        > wtedy partnerzy mogą przestać walczyć ze sobą i może się rozpocząć
                        > proces walki uzależnionego ze swoim wrogiem i wsparcie ze strony
                        > partnera (już coraz mniej współuzależnionego) w tej walce. Bo tak
                        > naprawdę ze swoimi demonami walczymy solo.

                        Tak, terapeuci zgodnie podkreślają że trzeba twardo określić pewne granice.
                        Prowadziłeś po pijanemu i straciłeś prawo jazdy to zasuwaj teraz autobusem, nie
                        będę Cię podwozić.
                        Zawaliłeś w pracy, trudno, nie będę Cię usprawiedliwiać, nie będzie premii i
                        wczasów których tak chciałeś.

                        Widzisz, tylko zazwyczaj tu właśnie następuje pierwsza a przez to ostatnia
                        porażka partnera, który miał wspierać.
                        Nie potrafimy utrzymać tej granicy bo jesteśmy miętcy, bo kombinujemy
                        egoistycznie i krótkoterminowo (no ale straci pracę, to i sama nie pojadę na te
                        wakacje, bo sąsiedzi się dowiedzą etc. etc), bo sami nie lubimy jak ktoś nam
                        wyznacza granice, bo ogólnie jesteśmy słabo zorganizowani.
                        pzdr.
                        P.S. I zobacz, akurat w trójce leci Outsider Dżemu...
                        • aandzia43 Re: Nałogi 11.07.08, 13:48
                          > Ale jak mniemam, mówimy wyłącznie o chorych którzy chcą sie leczyć.
                          > To jest podstawa.
                          > Nie ma możliwości leczenia kogoś, kto nie chce się leczyć, to
                          oczywista oczywis
                          > tość.
                          >
                          Nie ma. Ale można umożliwić mu podjęcie decyzji stwarzając takie
                          niesprzyjące do kontynuowania nałogu warunki, że się biedaczek w te
                          pędy uda na terapię;-)

                          I co do całej reszty święta prawda:-)

                          Pozdrawiam
                          • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 14:12
                            aandzia43 napisała:

                            > > Ale jak mniemam, mówimy wyłącznie o chorych którzy chcą sie leczyć.
                            > > To jest podstawa.
                            > > Nie ma możliwości leczenia kogoś, kto nie chce się leczyć, to
                            > oczywista oczywis
                            > > tość.
                            > >
                            > Nie ma. Ale można umożliwić mu podjęcie decyzji stwarzając takie
                            > niesprzyjące do kontynuowania nałogu warunki, że się biedaczek w te
                            > pędy uda na terapię;-)

                            Tu już nie zabieram głosu, czy tak się da.
                            Brak mi w tej materii odpowiedniej "bazy empirycznej".

                            Podejrzewam że to może być proces bardzo długotrwały i w przypadku problemów
                            rozkładających (ale obiektywnie!!!) życie rodzinne, może po prostu tego czasu
                            nie być.
                            Skąd te wykrzykniki. Otóż często do rangi problemu urastają błahe obiektywnie
                            sprawy. I okazuje się że tak naprawdę to obie osoby wymagają terapii (=korekty
                            zachowań).

                            Dam przykład.
                            Może sie będziesz śmiać, ale jednym z leków jaki miała moja żona to to że
                            "lodówka pusta". To nic, że już psują się dwa stare obiady (przez bałagan w
                            lodówce nie było ich widać) trzeba zrobić zakupy i ugotować zupę. Ja znów mam
                            wrodzony lęk przed wyrzucaniem jedzenia.
                            Sytuacja dla nas obojga była bardzo frustrująca, dla żony "bo niema nic do
                            jedzenia" a dla mnie " bo marnuje się trudno zarabiane pieniądze". Jakoś z tego
                            wyszliśmy, sami, ale trzeba było wielu wielu lat. Ja przestałem zaglądać do
                            lodówki i kontrolować, żona ma mniej czasu na zakupy i gotowanie więc mniej tego
                            wszystkiego produkuje.

                            > I co do całej reszty święta prawda:-)

                      • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 13:56
                        aandzia43 napisała:

                        > Mechanizmy obronne działają cały czas, więc nei włączają się nagle,
                        > gdy partner pierwszy raz, w końcu, postawi wyraźne granice. One się
                        > dopiero wtedy o ten mur mają szanse boleśnie rozbijać. I dopiero
                        > wtedy partnerzy mogą przestać walczyć ze sobą i może się rozpocząć
                        > proces walki uzależnionego ze swoim wrogiem i wsparcie ze strony
                        > partnera (już coraz mniej współuzależnionego) w tej walce. Bo tak
                        > naprawdę ze swoimi demonami walczymy solo.

                        1.
                        "Trudno mi i strasznie się boję, gdy przychodzisz pijany i awanturujesz się.
                        Boję się o _nasze_ dzieci, o to że możesz być nieobliczalny, że komuś stanie się
                        krzywda. Pamiętasz co ustaliśmy na spotkaniu u psychologa? Że jak będę się bała
                        to mam wezwać policję. I wiedz, że to zrobię dla naszego dobra."

                        2.
                        "Zobaczysz, doigrasz się, jak znów przyjdziesz schlany, to wzywam policję i
                        niech cie wezmą do wariatkowa, tam się awanturuj. Nie będziesz mi tu po nocach
                        straszył moich dzieci."

                        Widzisz różnice pomiędzy tymi dwoma podejściami?
                        A i tu i tu wytyczone zostały twarde granice.

                        I jeszcze jedno. W ostrych stanach (klinicznych) nie ma możliwości wyjścia z
                        nałogu samemu. Chyba nie doceniasz tych demonów.

                        pzdr.
                        • aandzia43 Re: Nałogi 11.07.08, 14:51
                          > 2.
                          > "Zobaczysz, doigrasz się, jak znów przyjdziesz schlany, to wzywam
                          policję i
                          > niech cie wezmą do wariatkowa, tam się awanturuj. Nie będziesz mi
                          tu po nocach
                          > straszył moich dzieci."

                          To mają być granice?! To nie są granice, to są jakieś smętne
                          pogróżki. Można ją sobie wsadzić w buty w każdej sytuacji.


                          1.
                          > "Trudno mi i strasznie się boję, gdy przychodzisz pijany i
                          awanturujesz się.
                          > Boję się o _nasze_ dzieci, o to że możesz być nieobliczalny, że
                          komuś stanie si
                          > ę
                          > krzywda. Pamiętasz co ustaliśmy na spotkaniu u psychologa? Że jak
                          będę się bała
                          > to mam wezwać policję. I wiedz, że to zrobię dla naszego dobra."
                          >

                          Ta kwestia, jeśli zostanie wygłoszona w momencie, gdy delikwent jest
                          zalany, jest jeszcze bardziej smętną pogóżką niż poprzednia. Też
                          można ją sobie wsadzić w buty.
                          Jeśli zostanie wygłoszona twardym i spokojnym tonem w momencie, gdy
                          pan się skręca i szykuje do skoku na flaszkę, a wezwanie policji
                          miało juz kiedyś miejsce, to pan czuje, że pani nie traci czasu na
                          czcze gadanie, tak, jak nie traciła już kiedyś, gdy tę policje
                          wzywała. Czysty behawioryzm, Pawłow;-)

                          Jeśli chodzi o leki, to jak najbardziej doceniam ich rangę.
                          • druginudziarz Re: Nałogi 11.07.08, 15:12
                            Andziu, ale piszesz o rzeczach których nie miałem na myśli i nawet ich nie
                            zasugerowałem.
                            Z alkoholikiem "po" już się nie dyskutuje, to jasne i dla Ciebie i dla mnie.
                            Jeśli alkoholika "skręca" to potrzebuje wsparcia farmakologicznego, bo wsparcie
                            emocjonalne nic na tym etapie nie da.
                            Granice są przydatne na etapie tworzenia jakiś zasad a nie w stanach ostrych.
                            Chodzi o to by nie prowokować pewnych "okazji", wiec jeśli ktoś upijał się w
                            czasie oglądania z kumplami meczów to musi sie pojawić zakaz takich spotkań, z
                            całą tego konsekwencją.

                            Behawioryzm?
                            A, tak, były czasy gdy schizofrenią i in. leczono prądem lub lodowatymi kąpielami.

                            Może jestem w błędzie, ale ihmo metody oparte na konfrontacji są nieskuteczne, a
                            mam wrażenie, że właśnie takie techniki preferujesz.

                            No, ale oberwało na się już kilka postów niżej wiec EOT.

                            pzdr. serdecznie


                            • aandzia43 Re: Nałogi 11.07.08, 15:30
                              Tak, chyba się przez chwilę nei zrozumieliśmy:-)

                              Z tym behawioryzmem to oczywiście ponury żart;-)

                              Metody oparte na konfrontacji czasem skutkują, czasem nie.

                              Oberwało się?
                              Gdzie drwa rąbią, tam karawana i tak jedzie dalej i pozdrawaim:-)
        • sisi321 Re: Jestem zagorzałym entuzjastą masturbacji... 10.07.08, 16:18
          ksiezniczka Sisi nie powiedziala, ze masturbacja jest obrzydliwa.. obrzydliwa
          yla sytuacja w jakiej znalazlam meza. smutna jest jego slabosc i nalog.
          ja nie jestem naiwna idiotka, ktora nie wie, ze mezczyzna czasami musi sobie sam
          ullzyc. niestety jezeli robi to juz nieswiadomie to chyba istnieje jakis
          problem!!!!!
      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:21
        dziekuje za twoje slowa. ja nawet tak nie szukam potwierdzenia tego czy dobrze
        zrobilam wyrzucajac go. wiem ze w tym momencie byla to dobra decyzja i ze taki
        "kopniak" jak napisalas da mu do myslenia..
        musze brac pod uwage sytuacje dziecka w tym wszystkim. ja nie mowie nie
        masturbacji czy pornografii ( chociaz jest faktem, ze jej nadmiar zabija
        zwiazki). chodzi o umiar i o forme relaksu a nie przymus, nalog...

        jeszcze raz dziekuje.
        • kamcia884 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:50
          Nie powiem CI, czy dobrze zrobiłas , czy nie.To jest Twoja psychika
          i Twoje zycie osobiste. Powiem Ci tylko , ze byłam w podobnej
          sytuacji i wywaliłam faceta z domu , całe szczescie ze slubu nie
          mielismy. Najgorsze było to , ze on sie do tego , nie przyznawał ,
          płakał bezszelnie i mowił , ze to nie prawda . Należe do tych ludzi
          ktorzy , nie posądzają innych o cokolwiek ,dopuki nie udowodnią to
          sobie na 110%. Nie załuje tego. Smierdziało mi w łazience łłłeee,
          mam wstręt do facetow, nie wiem na jak długo. To jest okropne.
          • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 00:44
            kamcia884 napisał:

            > Nie powiem CI, czy dobrze zrobiłas , czy nie.To jest Twoja psychika
            > i Twoje zycie osobiste. Powiem Ci tylko , ze byłam w podobnej
            > sytuacji i wywaliłam faceta z domu , całe szczescie ze slubu nie
            > mielismy. Najgorsze było to , ze on sie do tego , nie przyznawał ,
            > płakał bezszelnie i mowił , ze to nie prawda . Należe do tych ludzi
            > ktorzy , nie posądzają innych o cokolwiek ,dopuki nie udowodnią to
            > sobie na 110%. Nie załuje tego. Smierdziało mi w łazience łłłeee,
            > mam wstręt do facetow, nie wiem na jak długo. To jest okropne.

            No, skoro nie lubisz panów to dobrze że jesteś sama.
        • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 00:47
          sisi321 napisała:

          > dziekuje za twoje slowa. ja nawet tak nie szukam potwierdzenia tego czy dobrze
          > zrobilam wyrzucajac go. wiem ze w tym momencie byla to dobra decyzja i ze taki
          > "kopniak" jak napisalas da mu do myslenia..
          > musze brac pod uwage sytuacje dziecka w tym wszystkim. ja nie mowie nie
          > masturbacji czy pornografii ( chociaz jest faktem, ze jej nadmiar zabija
          > zwiazki). chodzi o umiar i o forme relaksu a nie przymus, nalog...
          >

          Prawdopodobnie nie do końca rozumiesz czym jest nałóg.
          Wydaje Ci się że nałóg to coś co można sobie zabrać z półki a potem ewentualnie
          na nią z powrotem odłożyć.
          • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 06:39
            nie. nie wydaje mi sie!

            ale ty prawdopodobnie nie wiesz jaki to dramat kochac kogos a przy tym byc non
            stop oszukiwanym. gdybym go nie kochala juz dawno bysmy sie rozstali. jestem z
            nim tylko dlatego, ze wierze, ze cos sie moze zmienic. chociaz moze to bezsensu,
            bo jak pisales tak latwo sie tego nie pozbedzie. a ja nie pozwole, zeby dziecko
            bylo w jakikolwiek sposob zagrozone.
    • driadea Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:43
      Sisi, a może niepotrzebnie stworzyłaś taką presję? Wiadomo przecież, że to
      zakazany owoc smakuje najlepiej, ba, niektórzy twierdzą, że tylko taki owoc w
      ogóle się liczy. Twój mąż, utwierdzany w przekonaniu, że robi coś niedobrego,
      niewłaściwego, nieporządanego, wgryza się w najdojrzalszy, najbardziej soczysty
      owoc na globie. A gdyby tak sprawić, by jego codzienna masturbacja była na
      porządku dziennym. Gdyby tak poprosić go o namiary/tytuły jakichś naprawdę
      godnych polecenia filmików (i to nie raz, nie dwa, ale ciągle się tego
      domagać)..? Historia cywilizacji pokazuje, że to, co staje się legalne,
      przestaje mieć wzięcie. Może z tej strony to ugryźć (o, ironio!)..?
      • sisi321 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 16:49
        najsmutniejsze jest to, ze tego tez probowalam. powiedzialam mu, ze jezeli
        bedzie mial ochote cos zobaczyc, albo sie zrelaksowac to chetnie mu pomoge.
        niestety zadnych efektow nie bylo. Ja mysle, ze tu nie chodzi o jakis zakazany
        owoc, ale chyba raczej zakodowal sobie w glowei taka forme
        odreagowanai/zaspokojenia/osiagniecia orgazmu.

        juz sama nie wiem. jestem cholernie w tym wszystkim pogubiona...
        • kaachna1 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 17:20
          Padły tutaj słowa,że twój mąż jest chory,tak nałóg to jest choroba!ale zupełnie
          inaczej postępuje się z osobą np.chorą na raka a inaczej z uzależnioną!Myślę,że
          twój mąż też cierpi,bo nie chce tego robić,ale musi i to jest ta
          różnica!Tłumaczenia typu,że to przez stres jest najlepsze bo każdy może tak
          powiedzieć,przecież praktycznie każdy z nas przeżywa jakieś stresy,a nie jest
          alkoholikiem czy narkomanem stają się nimi ludzie bardziej podatni i ci którzy
          przestali nad tym panować,ludzie uzależnieni od czegokolwiek mają swoje
          racje,ale cierpią wszyscy ich bliscy,jeśli tego nie rozumiecie tzn.że nigdy nie
          mieliście do czynienia z osobą uzależnioną,oczywiście nic się nie dzieje bez
          przyczyny,ale to wcale nie musi oznaczać,że sisi321 przyczyniła się do tego to
          się mogło dziać bez jej udziału,obwinianie jej tutaj nie ma sensu bo tylko
          pogłębia jej bezradność,a ona musi mieć dużo siły żeby mu pomóc,to nie jest
          normalne,że ojciec ogląda porno przy dziecku,ja nie mam nic przeciwko bo sama
          lubię sobie czasem pooglądać,ale nigdy bym nie włączyła gdyby dziecko latało
          obok mnie
          • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 01:18
            kaachna1 napisała:

            > Padły tutaj słowa,że twój mąż jest chory,tak nałóg to jest choroba!ale zupełnie
            > inaczej postępuje się z osobą np.chorą na raka a inaczej z uzależnioną!Myślę,że
            > twój mąż też cierpi,bo nie chce tego robić,ale musi i to jest ta
            > różnica!Tłumaczenia typu,że to przez stres jest najlepsze bo każdy może tak
            > powiedzieć,przecież praktycznie każdy z nas przeżywa jakieś stresy,a nie jest
            > alkoholikiem czy narkomanem stają się nimi ludzie bardziej podatni i ci którzy
            > przestali nad tym panować,ludzie uzależnieni od czegokolwiek mają swoje
            > racje,ale cierpią wszyscy ich bliscy,jeśli tego nie rozumiecie tzn.że nigdy nie
            > mieliście do czynienia z osobą uzależnioną,oczywiście nic się nie dzieje bez
            > przyczyny,ale to wcale nie musi oznaczać,że sisi321 przyczyniła się do tego to
            > się mogło dziać bez jej udziału,obwinianie jej tutaj nie ma sensu bo tylko
            > pogłębia jej bezradność,a ona musi mieć dużo siły żeby mu pomóc,to nie jest
            > normalne,że ojciec ogląda porno przy dziecku,ja nie mam nic przeciwko bo sama
            > lubię sobie czasem pooglądać,ale nigdy bym nie włączyła gdyby dziecko latało
            > obok mnie

            Łżesz.
            Pokaż kto ją obwinia?
            Jak na razie to próbuje się pokazać, że są różne perspektywy ich problemu, a nie
            tylko ta jedna którą sisi patrzy.
            Nałóg.
            Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, że nałóg to konkretne, nieomal
            namacalne, fizyczne przeoranie w mózgu.
            To fizyczny defekt! (w branży nazywa się to "zmiany organiczne").
            Czy jeśli mąż będzie miał np. wadę serca też go wykopiesz z domu bo "nie jest w
            stanie zajmować dzieckiem"?

            • kaachna1 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 14:13
              druginudziarz napisał;
              Czy jeśli mąż będzie miał np. wadę serca też go wykopiesz z domu bo "nie jest w
              > stanie zajmować dzieckiem"?
              widzę,że nie rozumiesz zasadniczej różnicy,oczywiście,że nie wykopię męża gdy
              będzie miał wadę serca,ale gdyby był alkoholikiem lub narkomanem to na pewno nie
              zostawiła bym go samego z dzieckiem,bo wiem co się dzieje z człowiekiem na
              "głodzie" po prostu nie panuje nad tym więc nie dziwię się,że sisi boi się
              zostawić dziecko z mężem bo podczas gdy on będzie się masturbował dziecko może
              wypaść przez okno,oblać się gorącym rosołem itp.tak samo jak nie zostawiłabym
              dziecka z osobą chorą psychicznie bo jest nieobliczalna tak samo jak każdy inny
              nałogowiec,jej mąż sam przyznał,że widzi problem i bardzo chciałby z tym
              skończyć,ale nie potrafi!Sam napisałeś,że nałóg to "przeoranie w mózgu" a więc w
              pewnych momentach potrafią być naprawdę niebezpieczni,a może ty masz podobny
              problem i jesteś na etapie szukania usprawiedliwienia,ale pewnego dnia może być
              tak,że to nie będzie już przyjemnością tylko koniecznością
              • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 14:42
                kaachna1 napisała:

                > druginudziarz napisał;
                > Czy jeśli mąż będzie miał np. wadę serca też go wykopiesz z domu bo "nie jest w
                > > stanie zajmować dzieckiem"?
                > widzę,że nie rozumiesz zasadniczej różnicy,oczywiście,że nie wykopię męża gdy
                > będzie miał wadę serca,ale gdyby był alkoholikiem lub narkomanem to na pewno ni
                > e
                > zostawiła bym go samego z dzieckiem,bo wiem co się dzieje z człowiekiem na
                > "głodzie" po prostu nie panuje nad tym więc nie dziwię się,że sisi boi się
                > zostawić dziecko z mężem

                Ale zostawiła.

                > bo podczas gdy on będzie się masturbował dziecko może
                > wypaść przez okno,oblać się gorącym rosołem itp.tak samo jak nie

                Może też piorun wpaść przez komin.


                > dziecka z osobą chorą psychicznie bo jest nieobliczalna tak samo jak każdy inny
                > nałogowiec,

                Każdy cżłowieka jest nieobliczalny. Wbrew temu co piszesz, i co się
                "powszechnie" uważa, dolegliwości psychiczne, wcale nie generują
                "nieobliczalnosci". Np. znałem cyklofrenika (zdiagnozowanego), który sam się
                zgłaszał do szpitala gdy wiedział na jakim etapie swojej choroby jest i co się
                zbliża.

                I powiem Ci, że najbardziej boję się nieobliczalności tzw. "normalnych ludzi".

                > jej mąż sam przyznał,że widzi problem i bardzo chciałby z tym
                > skończyć,ale nie potrafi!Sam napisałeś,że nałóg to "przeoranie w mózgu" a więc
                > w
                > pewnych momentach potrafią być naprawdę niebezpieczni

                Prosiłbym abyś podała na czym opierasz powyższą opinię.
                Bo ja wiem, że osoba o skłonnościach kompulsywnych kierują agresję do wnętrza,
                więc jest niebezpieczny ale dla siebie samego.

                > a może ty masz podobny
                > problem i jesteś na etapie szukania usprawiedliwienia,ale pewnego dnia może być
                > tak,że to nie będzie już przyjemnością tylko koniecznością

                A może Ty masz taki problem, i nie chcesz przyjąć do świadomości, że trzeba też
                pogrzebać przy samym sobie i popracować nad sobą, a nie upatrywać wszystkiego
                źródła całego zła i niepowodzeń w tych "onych".
                (BTW, płaskie to było.)
                • kaachna1 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:06
                  druginudziarz napisał:
                  A może Ty masz taki problem, i nie chcesz przyjąć do świadomości, że trzeba też
                  > pogrzebać przy samym sobie i popracować nad sobą, a nie upatrywać wszystkiego
                  > źródła całego zła i niepowodzeń w tych "onych".
                  że niby co sugerujesz,że jaki ja niby mam problem???
                  • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 11.07.08, 15:15
                    kaachna1 napisała:

                    > druginudziarz napisał:
                    > A może Ty masz taki problem, i nie chcesz przyjąć do świadomości, że trzeba też
                    > > pogrzebać przy samym sobie i popracować nad sobą, a nie upatrywać wszystk
                    > iego
                    > > źródła całego zła i niepowodzeń w tych "onych".
                    > że niby co sugerujesz,że jaki ja niby mam problem???

                    Nic nie sugeruję. Przepisałem, ubarwiając nieco, Twoje własne, adresowane do
                    mnie, słowa ;)
                    A teraz pozwól, że pożegnam się uprzejmie.
                    pzdr.
    • cyklista6 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 18:20
      Sisi,

      Zajrzyj tutaj:

      www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=6052&alt=91
      www.zdrowemiasto.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=6047&alt=91
      Może Ci trochę pomoże, że podobne problemy nie są rzadkością.

      Pozdrawiam i życzę nieco dystansu do samej siebie.
    • onyx.4 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 10.07.08, 23:22
      Czytam bo tytuł brzmi niepokojąco i czego się dowiedziałam?
      Panowie-bronią masturbanta
      -bo żona brzydka
      -bo niewyrozumiała
      -go zaniedbuje ...i takie tam.
      Panie-potępiają faceta
      -jak mógł przy dziecku
      -zaniedbuje żonę
      -niszczy związek
      -egoista!
      ten przypadek rzeczywiście trudny...ale nasuwa mi się pewien
      wniosek,może przestroga dla przyszłych żon.Jeżeli on to robi przed
      ślubem to zwiewaj kobieto i zostaw ich razem (jego i rączkę )a
      poszukaj innego faceta !
      • renebenay historia warta smiechu 11.07.08, 00:22
        Patrzac film w telewizji bardzo czesto cos jemy i pijemy bo sceny filmu nam to
        sugeruja,podobnie reaguja mezszczyzni w czasie ogladania czy tez po ogladnieciu
        filmu porno.Niestety panie tez nie sa lepsze w tej dziedzinie bo wg seksuologow
        jest ich o wiele wiecej anizeli mezszczyzn.Najlepsze sa niektore wypowiedzi na
        temat masturbacji,np zboczenie,nalog,choroba,uzaleznienie itd i niestety nikt
        nie wspomina o samej seksualnosci kazdego z nas.Kazdy czlowiek ma swoja
        seksualnosc i niestety w relacji z partnerem czy partnerka roznie
        funkcjonoje.Zachodni psycholodzy i seksuolodzy twierdza ze,onanizm jest
        potrzebny do rozladowania gwaltownej emocji i jako taki w zadnym wypadku nie
        jest zagrozeniem dla malzenstwa,zwiazku czy pary.Masturbacja w zadnym wypadku
        nie jest choroba czy uzaleznieniem i nalezy wylacznie do intymnego zycia osob
        ktore ja praktykuja,problem polega w braku akceptacji pomimo ze,tak czesto
        glosno i pieknie sie mowi;"ja cie kocham i akceptuje takim jaki jestes"-jaka
        piekna i czysta hipokryzja.
        • sisi321 Re: historia warta smiechu 11.07.08, 06:34
          nie odnosze wrazenia, ze moja historia jest warta smiechu. Masz racje
          masturbacja jest sprawa intymna. jezeli jednak zaczyna przeszkadzac w normalnym
          zyciu, maz zamiast zajac sie dzieckiem wyskoczy sobie na chwile do samoobslugi,
          bo nie umie sie kontrolowac to chyba jest tu jakis problem?! piszesz o milosci,
          zwiazku , tolerancji pomiedzy ludzmi. ok. takze mam akcepowac bez zastrzezen
          fakt, ze moj maz olal placz dziecka? co jezeli w tym czasie staloby sie cos
          groznego.

          Ktos tu napisal, ze bachor czasami musi poplakac. pewnie tak, ale zawsze trzeba
          go miec na oku w takiej sytuacji, zwlaszcza tak male bezbronne malenstwo.
          przykro mi, ze sytuacja w jakiej znalazla sie moja rodzina jest smiechu warta...
          • renebenay Re: historia warta smiechu 11.07.08, 07:42
          • renebenay Re: historia warta smiechu 11.07.08, 08:20
            Jestem przekonany ze,troche przesadzasz z dzieckiem i nie wierze aby bylo przez
            cos zagrozone w momencie masturbacji meza.Twoja dosc ostra reakcja jest wynikiem
            przekonan i pewnych wartosci kulturalnych,z drugiej strony macie w waszym
            zwiazku problem komunikacji w wspolnym zyciu intymnym.Tu nie chodzi o rozmowy
            czy dyskusje bo to jest trucizna ale wlasnie o mowe cial wtedy kiedy sie
            kochacie czy piescicie,wlasnie w tych chwilach kochankowie doskonale odczuwaja
            potrzeby i fantazje swoich partnerow czy partnerek.Dlaczego od czasu do czasu
            nie ogladnac wspolnie jakis film porno,przeciez mozna wspolnie sie zabawic i
            jednoczesnie rozladowac nadpobudliwosc seksualna meza.Tu chodzi glownie aby
            stopniowo jego fantazje,wrazenia czy tez urojenia coraz czesciej laczyl z
            Toba,mozesz byc spokojna bo mezszczyzni lubiacy onanizm w zadnym wypadku nie
            zdradza fizycznie swoja partnerke.Mozna przy odrobinie taktu i dyplomacji wiele
            zrobic ale pod warunkiem ze,zostana zachowane i nie przekroczone pewne
            indywidualne granice ktore sobie sami wytyczamy.
        • kachna79 Re: historia warta smiechu 11.07.08, 08:13
          Sama masturbacja jako czynność nie jest nałogiem. Natomiast fakt, że
          nie panujemy nad sobą już wskazuje, że pojawił się problem, który
          może mieć formę nałogu.
          • ktoj-akto S I S I !!! 11.07.08, 14:23
            Uciekaj stąd, bo Ci "dyskutanci" zrobią wodę z mózgu. Już - poza małymi wyjątkami - dostrzegam bełkocik będący wynikiem nieuważnego czytania poprzedników, albo w ogóle tylko chęci popisania się swoja
            wiedzą. Parokrotnie podkreślałaś, że Twoje próby nie dały oczekiwanego rezultatu. I tak będzie nadal. Bo Ty - nolens volens -
            jesteś w środku, jesteś jednym z elementów tego uzależnienia. Zważ ile opasłych tomów napisano nt. walki z nałogami, jakie długie studia
            i praktykę odbywają specjaliści. A Ty przylepiłaś się do garści dyletantów podskakujących wyżej swoich tyłków. Najkrócej: zdobądź rzetelną wiedzę na ten temat, bo inaczej będziesz tkwiła w swoich
            nietrafnych przekonaniach i ponosiła wyłącznie klęski. Pozdrawiam.
            • sisi321 Re: S I S I !!! 11.07.08, 14:34
              :-D no wlasnie zaczelam czytac te wszystkie dygresje na temat nalogu i mam
              metlik w glowie... dziekuje wszystkim za rady slowa pocieszenia , ale i krytyki.
              moj maz ma problem. my oboje to wiemy. nie wiem czy terapia odniesie sukces. mam
              nadzieje, ze tak, bo go kocham.
              jestem strasznie pogubiona ( i na dodatek mam takiego dola, ze sie w glowie nie
              miesci ;/). najgorsze, ze nawet nie mam sie komu wygadac, bo to tak intymne
              sprawy ( takze juz chociazby w ten sposob mi bardzo pomogliscie).
              w kazdym badz razie wiem, ze chwilowe "wyrzucenie " go z domu odnioslo skutek.
              troche pomyslal, no i rozpoczal terapie.. reszta chyba najbardziej zalezy od niego.
              pozdrawiam serdecznie i dziekuje
              • songo3000 Re: S I S I !!! 12.07.08, 00:26
                Cieszę się, że pomogło Ci 'wygadanie się' na tym forum. Pamiętaj, że większość (?) pań które klepią Cię po plecach tym sposobem wylewa swoje frustracje facetami (o osobach sączących jad nie wspominam, bo to oczywiste :)

                Wydaje mi się, że przeczytałem dostyć uważnie Twoje wypowiedzi i z przykrością widzę, że 'merytorycznie' to nic nie skorzystałaś :/
                Twierdzisz dokładnie to samo co na wstępnie: Wstrętny, słaby mąż, nałogowiec obrzydliwej masturbacji. ON ma problem i powienien się leczyć. Przecież za chwilę szlag trafi dziecko.

                Mimo usilnych starań jedynym problemem jaku tu widzę to fakt, że mąż ma własną (niezależną i RÓŻNĄ od Ciebie) seksulność. I to Cię boli, bo trzecież wyraźnie mu zabroniłaś a on swoje.
                Piszesz, że jego zabawy fatalnie wpływają na całą RODZINĘ. Tyle, że cały czas wałkowny jest JEDEN przykład z płaczącym dzieckiem. A gdzie raszta? Jak to w końcu jest??? Bo śmiem twierdzić, że 'reszta' to Twoje niezadowolenie...

                Swoją drogą, to na Twoim miejscu bym wywalił mężusia za siedzenie na dupie i przejadanie forsy :)
                • druginudziarz Re: S I S I !!! 12.07.08, 12:30
                  songo3000 napisał:

                  > Cieszę się, że pomogło Ci 'wygadanie się' na tym forum. Pamiętaj, że większość
                  > (?) pań które klepią Cię po plecach tym sposobem wylewa swoje frustracje faceta
                  > mi (o osobach sączących jad nie wspominam, bo to oczywiste :)
                  >
                  > Wydaje mi się, że przeczytałem dostyć uważnie Twoje wypowiedzi i z przykrością
                  > widzę, że 'merytorycznie' to nic nie skorzystałaś :/
                  > Twierdzisz dokładnie to samo co na wstępnie: Wstrętny, słaby mąż, nałogowiec ob
                  > rzydliwej masturbacji. ON ma problem i powienien się leczyć.

                  Również to zauważyłem, stąd moje przekonanie, że nie sisi szuka na forum pomocy
                  (pomijam fakt czy wogóle jest to możliwe) tylko bata na męża. Szczerze mówiąc
                  myślałem na początku, że to troll a historia zmyślona, ale konsekwentny upór,
                  brak konkretów, wracająca mantra "to nie normalne, powinien się leczyć" etc.
                  przekonuje mnie o jej autentyczności. Również ta zmyślona historia o
                  zdiagnozowanym nałogu męża (po jednej wizycie!).
                  pzdr.
                  • sisi321 Re: S I S I !!! 12.07.08, 13:01
                    historia o diagnozie nie jest zmyslona. Napisalam to co powiedzial mi moj maz.
                    Nie potrzebuje wymyslac argumentow. MOj maz przyszedl z zaswiadczeniem o wizycie
                    lekarskiej ( poprosilam go o to) i powiedzial mi, ze psychiatra stwierdzil, ze
                    ma problem, ze prawdopodobnie jest to uzalenienie ( mowil tez cos o mozliwej
                    predyspozycji meza do czestego zmieniania partnerek i w ze ten sposob on to
                    odreagowuje itd.). Pisze, ze maz jest uzalezniony, poniewaz on sam rowniez tak
                    twierdzi. mmowi, ze nie panuje tnad tym ( to chyba jest juz uzaleznienie..).

                    ja chyba naprawde wierzylam , ze ktos tu poda mi jakis cudowny przepis na
                    wyjscie z calej sytuacji albo przekona mnie do opdjecia konkretnej decyzji.

                    opisalam jedno zdarzenie, ktore mnanaprawde wstrzasnelo. inne przyklady:

                    2 razy przylapalam meza w biurze na masturbacji, w niedziele (twierdzil, ze ma
                    baaaardzo pilna prace), caly czas w biurze ( jak jeszcze prowadzil wlasna firme)
                    przegladal strony z pornografia.
                    jak juz wspominalam wieczorami zamiast pracowac( twierdzi, ze musi) to sie
                    onanizuje. wierzcie mi, ze ja go nie kontroluje. o wszystkich tych rzeczach
                    dowiedzialam sie przypadkiem. potem zaczelam go troche kontrolowac przez jakis
                    czas az "uspil" moja czujnosc i znowu sie zaczelo...
                    • druginudziarz Re: S I S I !!! 12.07.08, 22:09
                      sisi321 napisała:

                      > historia o diagnozie nie jest zmyslona. Napisalam to co powiedzial mi moj maz.
                      > Nie potrzebuje wymyslac argumentow. MOj maz przyszedl z zaswiadczeniem o wizyci
                      > e
                      > lekarskiej ( poprosilam go o to)

                      To wg mnie poniżające wysyłać męża do psychiatry w żądaniem zaświadczenia o
                      wizycie. Powinniście iść razem.

                      > powiedzial mi, ze psychiatra stwierdzil, ze
                      > ma problem, ze prawdopodobnie jest to uzalenienie ( mowil tez cos o mozliwej
                      > predyspozycji meza do czestego zmieniania partnerek i w ze ten sposob on to
                      > odreagowuje itd.). Pisze, ze maz jest uzalezniony, poniewaz on sam rowniez tak
                      > twierdzi. mmowi, ze nie panuje tnad tym ( to chyba jest juz uzaleznienie..).



                      > ja chyba naprawde wierzylam , ze ktos tu poda mi jakis cudowny przepis na
                      > wyjscie z calej sytuacji albo przekona mnie do opdjecia konkretnej decyzji.
                      >
                      > opisalam jedno zdarzenie, ktore mnanaprawde wstrzasnelo. inne przyklady:
                      >
                      > 2 razy przylapalam meza w biurze na masturbacji

                      Pewien prezydent usa też uprawiał seks z biurze, też nie ze swoją żoną.
                      Ja nie widzę większego problemu, chyba że robił to przy innych pracownikach.

                      > w niedziele (twierdzil, ze ma
                      > baaaardzo pilna prace), caly czas w biurze ( jak jeszcze prowadzil wlasna firme
                      > przegladal strony z pornografia.
                      > jak juz wspominalam wieczorami zamiast pracowac( twierdzi, ze musi) to sie
                      > onanizuje. wierzcie mi, ze ja go nie kontroluje. o wszystkich tych rzeczach
                      > dowiedzialam sie przypadkiem. potem zaczelam go troche kontrolowac przez jakis
                      > czas az "uspil" moja czujnosc i znowu sie zaczelo...

                      Skoro nie może pracować przy komputerze z internetem to niech nie pracuje!
                      Niech idzie rowy kopać przez 12 godzin dziennie to mu testosteron troszkę
                      spadnie, a i kesz z tego będzie bo w budowlance nieźle się teraz zarabia.
                      Usuń z domu komputer, albo uczyń go niezdatnym do pokus (filtry, hasła itp.).
                      Spędzajcie więcej czasu ze sobą, wychodźcie gdzieś razem. Ideałem były by jakieś
                      wspólne upodobania jeśli chodzi o hobby czy jakiś czynny wypoczynek (sport?
                      turystyka?)
                      Wiesz, można sobie tak rzucać w ciemno radami, ale większość z nich nie będzie
                      trafiona, bo tak naprawdę to nie wiadomo jak to jest miedzy wami.
                      W każdym razie utrzymuję tezę, że onanizm męża nie jest Waszym jedynym problemem.
                      pzdr.
                    • songo3000 Re: S I S I !!! 13.07.08, 12:33
                      sisi321 napisała:

                      > lekarskiej ( poprosilam go o to) i powiedzial mi, ze psychiatra
                      > stwierdzil, ze
                      > ma problem, ze prawdopodobnie jest to uzalenienie ( mowil tez cos > o mozliwej
                      > predyspozycji meza do czestego zmieniania partnerek i w ze ten
                      > sposob on to
                      > odreagowuje itd.). Pisze, ze maz jest uzalezniony, poniewaz on sam
                      No proszę, JEDNA wizyta, 'prawdopodobnie'... 'możliwie'... Przepraszam, ale cały czas przedstawiałaś tą kwestję bardziej jednoznacznie , znaczy tak jak sama ją chciałaś widzieć - bardzo nieładnie.

                      > ja chyba naprawde wierzylam , ze ktos tu poda mi jakis cudowny
                      > przepis na
                      > wyjscie z calej sytuacji albo przekona mnie do opdjecia konkretnej > decyzji.
                      Ci, którzy tu przychodzą z żalami właśnie tego oczekują :) więc wpisujesz się w lokalną 'normę', ergo jesteś 'normalna' :)))

                      > opisalam jedno zdarzenie, ktore mnanaprawde wstrzasnelo. inne przyklady:
                      >
                      > 2 razy przylapalam meza w biurze na masturbacji, w niedziele
                      > (twierdzil, ze ma
                      > baaaardzo pilna prace), caly czas w biurze ( jak jeszcze prowadzil > wlasna firme przegladal strony z pornografia.
                      A teraz odpowiedz szczerze CO tak Tobą wstrząsnęło. To że onanizował się w biurze. Czy to, że w ogóle się onanizował skoro TY mu wyraźnie i konkretnie zabrobiłaś.
                      Kobieto, a gdzie miał sobie trzepać. W domu? tu urządzasz awantury. W szalecie miejskim? W parku?

                      BTW. Odnoszę wrażenie, że byłabyś szczęśliwsza jakby chodził na prostytutki do agencji... Nie zawala pracy, dzidzia bezpieczna, nie siedzi nocami. Acha, i mogłabyś być wiecznie niezadowolona bo dziwkarz jest.

                      > jak juz wspominalam wieczorami zamiast pracowac( twierdzi, ze
                      > musi) to sie
                      Okłamuje Cię, bo ciosasz mu kołoki na głowie. Przecież nie jest samobujcą.

                      > onanizuje. wierzcie mi, ze ja go nie kontroluje. o wszystkich tych > rzeczach dowiedzialam sie przypadkiem. potem zaczelam go troche
                      > kontrolowac przez jakis
                      > czas az "uspil" moja czujnosc i znowu sie zaczelo...
                      Sam sobie przeczysz 'silna kobieto'.
              • isooo Re: S I S I !!! 12.07.08, 11:04
                nie chce dawac Ci rad, bo to Twoje zycie, ale jak znajdziesz chwile przeczytaj
                prosze moja wypowiedz:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81960503&a=82050519
                - moja kolezanka miala podobny problem i nie wiedziala co robic, czula sie
                naprawde strasznie, w koncu poszlysmy do psychologa spytac go o to co powinna
                zrobic, niestety PSYCHOLOG POWIEDZIAL ZE TAKA OSOBA SIE NIE ZMIENI JUZ, MOZE TO
                OGRANICZYC PRZY SYSTEMATYCZNEJ TERAPII, ALE NIGDY NIE WYKLUCZY TEGO CALKOWICIE :(

                sama mam mala coreczke, tez bym odeszla, wiem ze samemu jest ciezko, ale zyc w
                takim ukladzie i ciagle myslec (a na pewno bedziesz myslec) ze on to robi ( a
                bedzie robil jak tylko znajdzie okazje i bedzie klamal ze tego nie robi) to
                naprawde mozna sie psychicznie wykonczyc.
                Twoja coreczka chce miec szczesliwa mame i chce by w jej i twom zyciu panowal
                spokoj, nigdy nie bedziesz czula wewnetrznego spokoju jak z nim zostaniesz,
                strach zawsze bedzie :(

                ja bez wahania na Twoim miejscu bym po prostu odeszla i nie przyjela go mimo ze
                by sie zarzekal ze sie zmieni... moze sie zmienic "przyczaic" na jakis czas, a z
                czasem po kryjomu nadal bedzie to robil...

                nie daj se prosze wmówic ze to normalne, bo to nie jest normalne, masz prawo
                czuc sie ponizona, a nawet w pewnym sensie zdradzana - ja bym sie czula
                dokladnie tak samo... kto tego nie przezyl nie zrozumie tego...
                ZDECYDUJ CO JEST NAJWAZNIEJSZE DLA CIEBIE I TWOJEJ CORKI - NA PEWNO ONA NIE CHCE
                MIESZKAC W JEDNYM DOMU ZE ZBOCZENCEM KTORY ZAMIAST SIE NIA ZAJAC MASTURBUJE SIE
                PATRZAC NA JAKIES DZIWKI.
    • i_jeszcze Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 12.07.08, 00:43
      wiesz, patrzę na to z nieco innej strony. bo w moim 'domu' to ja
      najczęściej nie mam ochoty na S.. A jeśli już ją mam to albo razem,
      albo też baardzo fajnie osobno. Każdy człowiek na swój sposób się
      zadowala, być może cos mu brakowało, być może przeoczyliście moment
      aby dojść do wspólnego frontu w sprawach S..
      • songo3000 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 12.07.08, 01:24
        Co to takiego jest S. i dlaczego nie może Ci przejść przez gardło?
    • isooo FACET SIE NIE ZMIENI - LEPIEJ ODEJSC 12.07.08, 10:52
      sisi321 napisała:

      > moj problem jest juz chyba dosc powazny. moj maz sie dosc czesto masturbuje i
      > kilkakrotnie go na tym przylapalam. najpierw to troche ignorowalam, pomimo, ze
      > bylo to dla mnie ponizajace, ale od 2 lat zamiast sie kochac ze mna, robi
      > sobie dobrze przy komputerze itp. Ostatnio przyszlam wczesniej do domu, nasza
      > roczna coreczka plakala w salonie, bo jej sie nudzilo a moj maz siedzial w
      > lazience i robil co robil.. takze doszlo juz do tego, ze zaniedbuje rodzine.
      > mysle, ze jest uzalezniony. wyrzucilam go z domu i powiedzialam, ze musi sie
      > leczyc inaczej nie pozwole ,zeby mial kontakt z dzieckiem ani ze mna.
      > jestem teraz strasznie rozdarta. nie wiem co robic. kocham go, ale to chyba
      > definitywny koniec. dajcie mi prosze sile, rade, zeby jakos wyjsc z tej
      > sytuacji. jkestem zrozpaczona. i samotna ( mieszkam za granica...)


      DOSKONALE CIE ROZUMIEM, NAPRAWDE I ZROBILABYM DOKLADNIE TO SAMO GDYBY MEZA NA
      TYM ZLAPALA (NIE WAZNE CZY BY NAM SIE WCZESNIEJ DOBRZE CZY ZLE UKLADALO W ZWIAZKU)

      UWAZAM ZE TO JEST NAPRAWDE PONIZAJACE DLA KOBIETY!

      NIE ZLAPALAM SWOJEGO MEZA CO PRAWDA NA TYM, ALE TEZ GO NIE RAZ O TO PODEJRZEWALAM!


      JESLI CI KTOS BEDZIE MOWIL ZE JESTES PRZEWRALIWIONA TO NIE SLUCHAJ - MASZ
      PRAWO TAK REAGOWAC!

      kolezanka bedac kilka lat po slubie (a jest naprawde ladna i zadbana)
      zlapala meza pare razy w nocy na ogladaniu pornografii w sieci - jak spala to robil.

      naprawde bardzo to przezyla, nie potrafila sie w tym odnalezc a najbardziej
      bolalo ją to ze te dziewczyny byly zupelnie inne z wygladu niz ona - ona byla
      szczupla brunetka z biustem B a tamte blondynki z ogromnymi cyckami, probowala
      sie jakos z tym pogodzic, udawac ze nie widzi, ale to sie powtarzalo, ona czula
      do niego wstret i obrzydzenie i podejrzewala go na kazdym kroku ze znowu to
      robi, tak zle sie czula w tej sytuacji ze zaczala go sprawdzac - mial w tel
      komórkowym porno gry na tel, filiki z masturbujacymi sie dziewczynami i inne
      porno filmy z seksem, to samo na emailu, porejestrowal sie na stronkach z
      takimi filmami i usuwal historie stron na jakie wchodzil w net, pilnowal by go
      nie zlapala, ale ona go nakryla, wkoncu wyrzucila go z domu, przepralaka pare
      miesiecy bo naprawde bylo jej ciezko, zostala sama z dziecmi,ale jakos se
      poradzila i mowi, ze nie zniosla by dalej takiego zycia i bycia z nim, bo
      podejrzewala by go ze bedzie to robil, jak zasnie, wyjdzie z domu, czy w kazdej
      sytuacji innej.

      POSZLYSMY RAZEM DO PSYCHOLOGA, BO ONA CHCIALA WIEDZIEC CZY TO CHOROBA , NIESTETY
      LEKARZ POWIEDZIAL ZE TAKA OSOBA SIE NIE ZMIENI JUZ, SYSTEMATYCZNA TERAPIA MOZE
      TO OGRANICZAC ALE NIE WYKLUCZY WCALE I JESLI ONA CZUJE SIE PRZEZ TO PONIZONA I
      TAK TO WYGLADA TO NAJLEPIEJ SIE ROZEJSC I TAK TEZ ZROBILA.

      • ktoj-akto Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 15:09
        i doradzałem ucieczkę z tego forum (11.07. g. 14.23). I utwierdziłem się w słuszności tego dezyderatu. Te elaboraty o normach przekonały mnie, że najpowszechniejszą normą jest... głupota (Korwin-Mikke widzi
        95 % ludzi głupich). Koszmar. Żałuję czasu poświęconego na czytanie tych idiotyzmów. Ty też sobie odpuść. Bo nie uzyskasz NIC.
        Nudziarzowi polecam lekturę np. LĘKU prof. Antoniego Kępińskiego w celu uzupełnienia wiedzy na temat. Bo słyszałeś dzwonienie, tylko
        nie bardzo rozróżniasz kościoły. I tak dobrze. Idź RAZEM do psychiatry - Ty jesteś w to wplątana! NIE DO SĄDU PO ROZWÓD. Zważ, że
        są drogocenne naczynia, których po rozstrzaskaniu nie da się skleić.
        Najlepsze życzenia odniesienia sukcesu w RACJONALNEJ walce.
        • kaachna1 Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 15:49
          Wszystkim mądralińskim,którzy tak zawzięcie bronią masturbacji powtarzam,że
          owszem masturbacja jest dobrym sposobem na rozładowanie napięcia(sama też to
          czasami praktykuję),ale tutaj mąż sisi sam jej powiedział,że nie czuje się z tym
          dobrze i widzi problem!!!!chciałby z tym skończyć bo już przestaje się
          kontrolować,ale nie potrafi i tutaj tkwi cały problem!Czy wy naprawdę tego nie
          rozumiecie??? Sisi zacznij chodzić z mężem na terapię bo jesteś
          współuzależniona,to też powoli staje się twoją obsesją,dłużej nie widzę sensu w
          prowadzeniu tutaj dyskusji. Pozdrawiam wszystkich
        • nomistake Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 15:58
          Zgadzam się SISI, uciekaj z tego forum, za dużo tu frustratów.
          Zauważam tez pewną asymetrię poglądów. Gdy o onanizmie swojego męża
          pisała atrakcyjna i namiętna Glam, wszyscy jej współczuli (zresztą w
          jej wypadku IMO problem był wydumany), natomiast kiedy piszesz Ty,
          nieznana dziewczyna, nagle to na Ciebie posypały sie baty, bo o
          zgrozo poruszyłaś temat nieodpowiedzialności męża w stosunku do
          dziecka. Większość facetów którzy tu na Ciebie napadli sami mają
          problem z własnymi kobietami, kto wie, może właśnie dlatego, że w
          oczach swoich kobiet nie grzeszą odpowiedzialnością, może właśnie
          poprzez brak zrozumienia tej więzi matka- dziecko. Bo na tym forum
          kobieta, która na pierwszym miejscu stawia dziecko, jest moherem,
          najważniejsze to zadowalać męża, pana i władcę, mieć zawsze chęci,
          nie odmawiać, szczycić sie wieloma kochankami w przeszłości,
          zaskakiwać wyuzdanymi pozycjami nawet jeśli padasz na twarz ze
          zmęczenia. Broń Boże nie przyznawaj się tu , że dziecku poświęcasz
          całą uwagę, inaczej wiadomo, że to Ty będziesz winna onanizmowi
          męża, bo przecież on jest biednym chłopcem, który został zepchnięty
          na bok przez małego rywala. Mam nadzieję, że Twój mąż wydorośleje i
          dojrzeje do roli partnera i ojca, że razem uda się Wam przezwyciężyć
          problem. Pozdrawiam.

          • eeela Re: Ostrzegałem Cię, SISI 14.07.08, 00:15
            Pieprzysz, dziecko, głupoty.

            Glam tez się oberwało za wyolbrzymianie, a Sisi też spotkała się momentami ze
            zrozumieniem. Pomysł, że mąż jest ważniejszy od dziecka, nie spotkał się w tym
            wątku z ogólną akceptacją. A 'moher' to moim zdaniem nie tyle zbiór określonych
            poglądów, co raczej stan umysłu - niereformowalny, nieprzekonywalny, upatrujący
            wszędzie przeciwników i spisek, tak jak to na przykład jest doskonale
            zobrazowane przez twoją wypowiedź - coś mi nie pasuje, więc huzia na Józia,
            obrzućmy błotem całe forum, tę jaskinię rozpusty, nędzy duchowej i afirmacji
            obleśnych zachowań.
            • nomistake Re: Ostrzegałem Cię, SISI 14.07.08, 16:39
              eeela napisała:

              > Pieprzysz, dziecko, głupoty.
              >
              > Glam tez się oberwało za wyolbrzymianie, a Sisi też spotkała się
              momentami ze
              > zrozumieniem. Pomysł, że mąż jest ważniejszy od dziecka, nie
              spotkał się w tym
              > wątku z ogólną akceptacją. A 'moher' to moim zdaniem nie tyle
              zbiór określonych
              > poglądów, co raczej stan umysłu - niereformowalny,
              nieprzekonywalny, upatrujący
              > wszędzie przeciwników i spisek, tak jak to na przykład jest
              doskonale
              > zobrazowane przez twoją wypowiedź - coś mi nie pasuje, więc huzia
              na Józia,
              > obrzućmy błotem całe forum, tę jaskinię rozpusty, nędzy duchowej i
              afirmacji
              > obleśnych zachowań.
              >
              >

              Hamuj się dziewczyno i nie obrażaj mnie. Rozumiem że Twój aż
              dwuletni staż w związku upoważnia Ciebie do odnoszenia się z
              wyższością do innych. Nigdzie nie pisałam o obleśnych zachowaniach i
              o jaskini rozpusty. Może gdy będziesz w związku kilkanaście lat i
              urodzisz w ogóle dziecko, to zrozumiesz o czym piszę i o co chodzi
              Sisi. Bo jak na razie to rozmowa jak ze ślepym o kolorach.
              • eeela Re: Ostrzegałem Cię, SISI 14.07.08, 19:54
                Rozumiem że Twój aż
                > dwuletni staż w związku upoważnia Ciebie do odnoszenia się z
                > wyższością do innych.

                Co ma dwuletni staż związkowy do rozumienia słowa pisanego? Najwyraźniej nie
                zrozumiałaś, lub celowo nie zauważyłaś, sporej ilości treści zawartych zarówno w
                wątku Glam, jak i Sis. To nie ma nic wspólnego ze stażem w związku, natomiast
                dużo z umiejętnością czytania i rozumienia, w którym to punkcie czuję się w
                prawie pouczać cię, jako że udało mi się zauważyć szereg rzeczy w obu wątkach,
                które uszły twojej uwadze.
        • druginudziarz Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 19:58
          ktoj-akto napisał:

          > i doradzałem ucieczkę z tego forum (11.07. g. 14.23). I utwierdziłem się w słus
          > zności tego dezyderatu.

          Jak widać Twoje rady są niewiele warte.

          > Te elaboraty o normach przekonały mnie, że najpowszechn
          > iejszą normą jest... głupota (Korwin-Mikke widzi
          > 95 % ludzi głupich).

          JK-M jest przykładem sfrustrowanego ekstremisty.
          Przyznaję że był idolem moje młodości, ale najwyraźniej nie zna się na ludziach
          tak jak mu się to wydaje. I dlatego musiał zgolić brodę.
          Osoba która chce wykonywać jakiś zawód, a nie jest zdolna do opanowania reguł w
          nich rządzących niestety zawód musi zmienić lub skazuje się właśnie na frustracje.

          > Koszmar. Żałuję czasu poświęconego na czytanie tych idioty
          > zmów. Ty też sobie odpuść. Bo nie uzyskasz NIC.

          Tu akurat się zgodzę z Tobą. Choć nie do końca.
          Sisi wyniosła z tej dyskusji coś, mianowicie zostało naruszone jej poczucie
          nieomylności i pewności siebie. Pewności że wie się wszystko i we wszystkim ma
          się racje. Inna sprawa czy coś z tym zrobi, na mojego nosa to nie.

          > Nudziarzowi polecam lekturę np. LĘKU prof. Antoniego Kępińskiego w celu uzupełn
          > ienia wiedzy na temat. Bo słyszałeś dzwonienie, tylko
          > nie bardzo rozróżniasz kościoły.

          No ale o Kępińskim chcesz dyskutować na tym forum?
          No to chociaż powiedz (z podaniem strony i nr. wydania) gdzie byłem sprzecznym z
          Kępińskim.

          > I tak dobrze. Idź RAZEM do psychiatry - Ty jes
          > teś w to wplątana! NIE DO SĄDU PO ROZWÓD. Zważ, że
          > są drogocenne naczynia, których po rozstrzaskaniu nie da się skleić.
          > Najlepsze życzenia odniesienia sukcesu w RACJONALNEJ walce.

          No to się pochwal, jak wg Ciebie miałaby wyglądać ta racjonalna walka.
          • ktoj-akto Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 22:24
            "Jak widać (?) Twoje rady sa niewiele warte" - cytat z Twojego wywodu
            Oczywizda! Tylko Twoje rady są cenne. Kontynuuj. A JK-M do pięt nie dorastasz. Doradzam leczenie.
            • aandzia43 Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 23:07
              Komu doradzasz leczenie: Drugiemu czy JK-M? Ja tam bym Drugiego
              zstawiła w spokoju - gada rozsądnie. Co do JK-M zaś... no cóż...
            • druginudziarz Re: Ostrzegałem Cię, SISI 13.07.08, 23:55
              ktoj-akto napisał:

              > "Jak widać (?) Twoje rady sa niewiele warte" - cytat z Twojego wywodu
              > Oczywizda! Tylko Twoje rady są cenne. Kontynuuj. A JK-M do pięt nie dorastasz.

              Nawet nie zamierzam, wyrosłem jakiś czas temu z młodzieńczej abnegacji.
              Co co JK-M. Wyobraź sobie autobus wypełniony pasażerami. Różni to ludzie, ale
              raczej kultura, zajęci swoimi sprawami, jeden uważa, żeby dobrze wysiąść inny
              czyta gazetę itp. Nagle okazuje się, że w autobusie zaczyna śmierdzieć. Część
              myśli sobie: o kurwa, jak śmierdzi, inni: cholera, smród, ale to pewnie z pola,
              ktoś: fu, ale zapach, dobrze że zaraz wysiadam, etc. etc. Ogólnie jakoś trzeba
              żyć więc podniecenia nie ma, cóż, życie jest życiem i to oczywiste, że nie sra
              się fiołkami. Choć nie do końca życie wróciło do normy, jeden z pasażerów
              krzyczy: Proszę państwa, proszę o uwagę, proszę nie rozmawiać, ktoś z was puścił
              bąka! i ja to udowodnię!! czy wy rozumiecie co do was się mówi? no banda z was
              idiotów, doprawdy, jak możecie żyć w takim smrodzie.
              Licząc na Twoją inteligencję, jednak, na tym poprzestanę. Bez puenty.


              • eeela Re: Ostrzegałem Cię, SISI 14.07.08, 00:11
                Jaka świetna ilustracja :-)
              • ktoj-akto Re: Ostrzegałem Cię, SISI 14.07.08, 10:46
                Licząc na Twoją inteligencję, Drugi (przecież nie odmawiam Ci jej doszczętnie), przypomnę stary wic: Podczas lekcji Jasio krąży po korytarzu i mamrocze "no gdzie tu logika, gdzie?". Spotyka go dyrektor i zagaduje. "Co tu robisz, co ty wygadujesz?" - "Puściłem
                bąka i pani kazała mi wyjść. Wyszedłem, a smród został, więc gdzie
                logika?..."
      • krzysztof-lis Re: FACET SIE NIE ZMIENI - LEPIEJ ODEJSC 14.07.08, 14:09
        > POSZLYSMY RAZEM DO PSYCHOLOGA, BO ONA CHCIALA WIEDZIEC CZY TO CHOROBA
        > , NIESTETY LEKARZ POWIEDZIAL ZE TAKA OSOBA SIE NIE ZMIENI JUZ,
        > SYSTEMATYCZNA TERAPIA MOZE TO OGRANICZAC ALE NIE WYKLUCZY WCALE I
        > JESLI ONA CZUJE SIE PRZEZ TO PONIZONA I TAK TO WYGLADA TO NAJLEPIEJ
        > SIE ROZEJSC I TAK TEZ ZROBILA.

        Lekarz miał na myśli Twoją koleżankę?
        Że jej patologiczne poglądy na seks i masturbację są nieuleczalne i można je
        jedynie tłumić?
        • kachna79 Nie lepiej tylko łatwiej... 24.07.08, 07:43
          j.w.
    • gomory SiSi musze to przyznac - rozwalilas mnie 14.07.08, 13:50
      Ze tez chce Ci sie tlumaczyc w kolko swoja ocene konkretnej
      sytuacji. Musisz miec diablo duzo samozaparcia i odpornosci do
      uzerania sie.
    • druginudziarz Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 15.07.08, 10:22
      Nie mam już nic do powiedzenia, ale ten post będzie dwusetnym w wątku :))
      • eeela Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 15.07.08, 11:19
        Ha ha! A ja popsułam okrągłą liczbę ;-)
        • ktoj-akto Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 15.07.08, 13:44
          Dobrze, że nie powietrze...
          • eeela Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 15.07.08, 14:13
            Brawo, cóż za błyskotliwa uwaga :-)
            • aandzia43 Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 15.07.08, 22:42
              eeela napisała:

              > Brawo, cóż za błyskotliwa uwaga :-)

              I nie pierwsza taka błyskotliwa;-)
            • ktoj-akto Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 24.07.08, 14:13
              Gdybym silił się na PRAWDZIWĄ błyskotliwość, to napisałbym: "Wiecie, a ja piszę post dwieście drugi". Wtedy byłoby cacy?

              Wolność, to uświadomiona konieczność. (Immanuel Kant)
              • eeela Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 28.07.08, 13:56
                Nie, wtedy to byłby niewinny żart.
                Nie to, żebym była świętoszką, przy której nie można sprośnie pożartować - ale
                wtedy przydaje się trochę fantazji i polotu, inaczej sprośny żart jest po prostu
                prostacki. I na to zwróciłam ci właśnie uwagę.
    • obecna Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 18.07.08, 19:47
      Eh te baby... jak ja bym przyuważyła, że mój mąż się masturbuje, to cichutko
      podeszłabym do niego, wzięłam do buzi (przepraszam za wyrażenie:)... i tak
      sprowokowałabym sytuacje, że doszło by do dzikiego sexu między nami.... o
      facetów trzeba dbać, bo szybką się nudzą. A prawdziwa kobieta to nie taka co
      jest tylko ładna, ale taka, która zna mnóstwo sposobów na męską nudę;)
      • ciszaprzedburza Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 18.07.08, 20:19
        tia...
    • chcacy Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 19.07.08, 00:43
      Masz 15 lat? Tak myślę.
      • obecna Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 23.07.08, 18:58
        Kto ma 15 lat? Ty? Bo ja na pewno nie :)
        • ciszaprzedburza Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 23.07.08, 19:03
          To może, tak dla odmiany, najpierw poczytaj trochę to forum, a potem wypisuj
          dyrdymały o prawdziwych kobietach i prowokowaniu dzikiego seksu.
        • chcacy Re: maz uzalezniony od masturbacji- koniec zwiazk 27.07.08, 01:11
          obecna napisała:

          > Kto ma 15 lat? Ty? Bo ja na pewno nie :)

          Pisałem do autorki wątku. Twoje podejście akurat mi sie podoba. A ile w tym prawdy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka