Dodaj do ulubionych

jak zaczynać kolejny dzień...

11.07.08, 18:24
...gdy nie ma się siły na nic a przede wszystkim nie ma dla kogo...

Pierwszy raz piszę na forum, ale czytam Was już od jakiegoś czasu. Może
pomożecie mi spojrzeć na moją sytuację trochę trzeźwiej bo w obecnym stanie
nie myślę, a nawet nie jestem pewna czy docierają do mnie jakieś bodźce.

Moja historia jest długa i skomplikowana, ale postaram się Was nie zanudzać.
Kocham mężczyznę, który jest dla mnie wszystkim, jest najważniejszą osobą i
nigdy to się nie zmieni. Od 4 lat jesteśmy razem, wspólny wyjazd na zarobek,
wspólne mieszkanie, mały interes no i plany na przyszłość. Za 2 m-ce miał
odbyć się nasz ślub.
Od pewnego czasu nie mogliśmy dojść do porozumienia i to w błahych sprawach.
Mój partner ma ogromne problemy z okazywaniem uczuć, dawaniem uczucia a przede
wszystkim z rozmową na temat problemów.
Zaakceptowałam, że nie jest romantykiem, wystarczy że ja jestem i tyle. Ja
natomiast należę do osób, które muszą rozmawiać. Gdy o coś się
posprzeczaliśmy, potrafił się do mnie nie odzywać kilka dni, milczeć, siedzieć
i gapić się w sufit nie wypowiadając żadnego słowa. Starałam się go zmusić do
rozmowy na różne sposoby, prośby, krzyki, płacz, zwracanie się i tłumaczenie
mu pewnych spraw jak dziecku...no i nic. Zaczął sięgać po alkohol i siedział i
pił, były to różne ilości no i zawsze w domu. Z początku rozmawiałam z nim w
różnych stanach po alkoholu bo myślałam, że jest mu łatwiej rozmawiać. Ale
padały tylko słowa, że jest nieszczęśliwy...nie argumentując to niczym. W
styczniu wspomniał o ślubie, więc zaczęłam pełną parą przygotowania, chciał
pomóc, ale stał obok. Jeździliśmy wszędzie razem, ale to zawsze była moja
inicjatywa. Jedynie co sam zrobił to poszedł na nauki przedmałżeńskie. Dodam ,
że jego rodzina mnie nie akceptuje i z jej powodu często między nami iskrzyło.
2 m-ce temu zaczął dużo więcej pić, niż zwykle, zarzucać mi wszystko,że za
często sprzątam,że nie mam zajęć (a razem pracowaliśmy), że o wszystko się
czepiam, że mu zakazuje wyjść z kolegami. Więc przestałam sprzątać, starałam
się o nic go nie czepiać, no i zaczął wychodzić , kiedy chciał i z kim
chciał...straciłam go z oczu.Zaczął traktować dom jak hotel. Ja stałam sie
niewidoczna, nie działało nic: mój płacz, nowa bielizna, mój dotyk, nic...
Poszłam do psychologa, nie radziłam sobie z moimi uczuciami, z myślą o ślubie
(jego lekceważącym podejściem do tego), moje poczucie wartości było i jest
żadne. Psycholog zaproponował mi terapię dla osób współuzależnionych od
alkoholu, jak mu o tym powiedziałam wściekł się na mnie i stwierdził, że chce
z niego zrobić alkoholika a on przecież pije i tak się zachowuje bo ma już
mnie dość. Zaczął zawalać pracę, stwierdziłam, że porozmawiam z jego mamą może
coś mi doradzi i jakoś mi pomoże.
Jej pomoc wyglądała tak, że oświadczyła mi, że na ślub się nie zgadza, że nie
pasuję do ich rodziny no i czy na pewno jestem szczera u psychologa bo u nich
w rodzinie nikt nie ma problemu z alkoholem. Porozmawiała z moim narzeczonym i
stwierdziła,że musimy od siebie odpocząć i go zabrała. Nigdy nie spodziewałam
się, że osoba, którą kocham całą sobą i która miała stać przy mnie do końca
życia wyjdzie bez słowa pożegnania z mamą. Jedyne co usłyszałam od niego to,
że w tym związku szczęścia nie ma.
Wyprowadził się w poniedziałek...nie odezwał się. Z dnia na dzień straciłam
wszystko, miłość, nadzieję, pracę...marzenia.
Nie wiem co mam myśleć, jak żyć, na co się jeszcze przygotować....Czy to jest
możliwe aby tak mnie znienawidził, ale po co dał mi nadzieję ze ślubem, po co?
Teraz siedzę z w czterech ścianach i nie ma minuty abym nie pomyślała o jego
słowach...marzę aby wrócił i mnie przytulił
Obserwuj wątek
    • maker6 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 11.07.08, 19:24
      To wszystko co mówisz o tej sytuacji i jaki jest twój stosunek
      śwaidczy, że zupełnie straciłaś kontrole nad sobą i swoim życiem.
      Oddałaś swoje życie w czyjeś ręce bo dla ciebie nic się nie liczy
      tylko on. Nie masz nic swojego bo cała jesteś jego. Twoje myśli,
      słowa czyny były związane z jednym człowiekiem i kiedy go nie ma
      wpadłaś w nicość. Skoro jego nie ma to nie ma i ciebie, on to całe
      twoje życie. I to wszytko jest chore i to bardzo. Nie masz siebie
      dla siebie, nie żyjesz dla siebie tylko dla niego wszystko
      podporządkowałaś temu by spędzić życie z człowiekiem, który jeszcze
      mniej panuje nad swoim życiem niż ty i to jest chore podwójnie.
      Tobie nie da się poradzić ot taką pogawędką na forum... Ciebie czeka
      długa terapia z psychologiem.. Będziesz musiała znaleźć sens życia
      bez niego, bo jego już nie ma i najpewniej nie będzie. Musisz
      zrozumieć, że on cię olał zostawił - porzucił i najpewniej zapomi w
      najbliższym czasie bo tego będzie oczekiwała jego mamusia która ma
      na niego największy wpływ.
      Znajdz w sobie siłę by chodzić na terapię znajdziesz tam właściwą
      pomoc dla siebie, bo jak dla mnie sama jesteś chyba za słaba by
      wyrwać się z tego błędnego koła..
      • kachna501gazeta.pl Re: jak zaczynać kolejny dzień... 13.07.08, 15:02
        jedynym ratunkiem jest dla Ciebie rozpoczęcie nowego życia, ciężkie są tylko
        początki. Zacznij od poszukiwań nowej pracy, dbaj o siebie, spotykaj się z
        ludźmi. Trafiłaś na niedojrzałego, niestabilnego emocjonalnie człowieka, który z
        pewnością zniszczyłby Ci życie. Miałaś przecież namiastkę raju z nim, pijaństwo,
        problemy, kłótnie, drażliwość. On nie dorósł do związku z dorosłą kobietą. On
        potrzebuje opieki mamusi, ona go wesprze, uczyni z Ciebie tą najgorszą,
        przewinie pieluszkę i ukocha. Otrząśnij się kobieto i zacznij żyć normalnie. Jak
        zaczynać kolejny dzień? Dziękując Bogu, że zabrał go z Twojego życia.
    • ktoj-akto Któż to śpiewał? 11.07.08, 19:31
      "A ty mnie precz wygnałeś

      i inną pokochałeś

      to po co całowałeś

      mnie wteeeedy tak!"
      • ktoj-akto Re: Któż to śpiewał? 11.07.08, 19:37
        Poprzedza to tekst: "mówiłam ci jak dziecku, po rusku, po niemiecku -
        nie po to jest perfuma byś ja pił, pił, pił..."
        • kawitator Re: Któż to śpiewał? 11.07.08, 21:52

          Śpiewała orginał Sława Przybylska

          Piosenka Agnieszki Osieckiej Okularnicy

          koncowa zwrotka to
          Przytyłeś mi - ty łotrze,
          Ty jesteś kawał drania,
          to nie do wytrzymania,
          na diabła mi potrzebny
          taki chłop, chłop, chłop?
          Wystawię ci rachunek
          za wikt i opierunek,
          za każdy pocałunek - zapłać!
          Albo wróć. Wróć.
          Rzeczywiście oddają psychike naszej autorki
          Ps Kawi stary jak wszechświat ma prawo pamietać i nucić a ty szczawiu skąd znasz ?
          • grazyna510 Re: Któż to śpiewał? 11.07.08, 22:05
            widac On ...nie taki "szczaw" na jakiego pozuje !
            Ja niestety tez znam ten tekst.
            :(
            • kawitator Re: Któż to śpiewał? 11.07.08, 22:31
              Moze mu babcia spiewała dprzy usypianiu > ;-)
              Wracając do ad remu
              Dziecko "daj se" na luz On nie wróci Jak facet mamusię prosi na pomoc i się nią podpiera w układach ze swoja kobitką to czym wcześniej skończysz tym lepiej.
              Kolejny facio wykastrowany przez mamuśkę, wychowaczynie, nauczycielki i prawdopodobnie sędzinę z rodzinnego.
              To kobitki kobitkom zgotowały ten los Ale nie martw się będziesz miał synka to dopiero dasz w dupę tej zołzie która bedzie próbowała ci go odebrać. Tak to się przenosi poparanie kobitek przez pokolenia.
          • ktoj-akto Re: Któż to śpiewał? 12.07.08, 01:46
            Na pewno Przybylska? A znam z wykopalisk! Mily dziadku!
            • kawitator Re: Któż to śpiewał? 12.07.08, 11:36
              Na pewno

              Ps Przestań już tak męczyć starego Imanuela
              O wolności w różnych jej aspektach rozmyslał a potem pisał Hegel Georg Wilhelm Friedrich zresztą To jest takie strywializowanie jego poglądów dotyczacych wolności metafizycznej w jej rozdzielniu a wolnośc ducha i wolność materii
              Samo sformułowanie to od takiego filozofa (epigona Hegla) niejakiego niesławnej pamięci Engelsa

              Imanuel Kant to od - Der bestirnte Himmel über mir, und das moralische Gesetz in mir.
              czyli Niebo gwiaździste nademną a prawo moralne we mnie

              jeżeli już pozstajemy na poziomie takich pierdułkowatych cytatów
    • dzika_monika Re: jak zaczynać kolejny dzień... 11.07.08, 20:21
      nie rozumiem, nie rozumiem

      no chyba że Twój tata pił i bił i musisz teraz byc ofiarą


      piszesz, że straciłas wszystko?
      NIE!!
      Odzyskałaś życie, pieprzyć interesy itp.
      Trzymaj się
    • 24marta24 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 11.07.08, 21:39
      rany, dla mnie to proste, zwiń jego manele i mu oddaj i zacznij Żyć!!
    • romulus11 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 11.07.08, 23:11
      Daj sobie luz.I tyle w temacie.
    • lunatic_ann Re: jak zaczynać kolejny dzień... 12.07.08, 00:48
      Rozumiem Cie bardzo dobrze, mam te glupia "maniere" czasem, ze jak sie w cos angazuje, to na calosc.
      Nie raz bylo mi bardzo zle, nie raz uwazalam, ze swiat sie juz skonczyl i pewnie na drugi dzien budzac sie, zastane tylko zgliszcza... Bylo zupelnie odwrotnie..
      Wiem, ze jest trudno, poswiecic sie komus, a on tego nie docenia, ma Cie dokladnie gdzies..
      Na nic udawanie, ze jest troche lepiej, na nic robienie dobrych min do zlej gdy. Nie oszukuj sie, dojdz do chlodnych faktow, do dna (no nie takiego konkretnego, ale zdaj sobie sprawe, kim dla niego bylas (ludzie Ci dobrze tu tlumacza) a kim jestes - dla siebie) jesli Ty sobie nie pomozesz, nikt tego nie zrobi, nikt o Ciebie nie zadba, jak Ty sama..
      Badz dobra dla siebie, nie oczekuj, ze przejdzie Ci jak pstrykniecie palcami..
      Pewnego dnia obudzisz sie i znow zobaczysz, ze zycie nie warte jest nawet wspomnienia o tym facecie, przyslowiowego, kolokwialnego spluniecia..:)
      Ze jest super slonce, ktos posprzatal trawnik, chce Ci sie zalozyc swoja ulubiona kiecke, czujesz zapach swoich ulubionych perfum, a w radiu leci Twoja ulubiona piosenka (tylko nie rzewna - prosze!)
      Potrzebujesz czasu, nie probuj powrotow, moim zdaniem, nie maja one sensu (w tym przypadku)
      Cen siebie, swoj czas i uczucia.
      Zobacz, co jest za zakretem, nie badz pasywna (bo kochal, bo przytulal i bylo fajnie i wspomnienia i plany - NIE! juz nie i pogodz sie z tym) proponuje jakies hobby, badz ciezka prace, ktora Cie zaabsorbuje i sama sie zdziwisz, jake efekty przyniesie :))
      Piszesz, ze firma, ze umiesz wziac sie za wiele spraw i je zorganizowac - rob to - z weselem daj sobie spokoj.
      Docen to doswiadczenie, odrob lekcje i bierz sie dalej za zycie, bo jest za krotkie i fajne, zeby przepieprzyc je na takie osobistosci, jaka ci sie trafila.
      Niech sie w swoim sosie sami ugotuja, ciesz sie, ze bylo to przed ewentualnym slubem niz po.. i jeszcze z dziecmi..
      Ale Ci nagadalam !!!
      Sama sie ostro stosuje jw, coraz czesciej wychodzi na dobre, choc czesto watpie... i pokaleczona jestem, jak bolid, ktory wypadl z F1- trzymaj sie!!
      i zebys miala ryczec - wychodz do ludzi!
      psy szczekaja, a karawana idzie dalej rozgwiazdko 13!
    • murakami2 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 12.07.08, 01:16
      Cierpienie minie.
      Pewnie miał on jakieś cechy, które zaspokajały Twoją potrzebę emocjonalnych
      doznań. Ale spójrz na to z innej strony. Z tego, co piszesz, wynika:
      1. Facet już od dawna był nieszczęśliwy, ale niezbyt chciał Ci to wyznać.
      2. Facet, który milczy wtedy, gdy trzeba gadać, nie jest to najlepszy gość do
      związku - bo związek to konfrontacje i dyskusje.
      3. O mamie nie wspomnę, bo już przedmówcy powiedzieli, ale może ma rację w
      jednym - rzeczywiście nie pasujesz do rodziny i nie odbieraj tego jako
      złośliwość - czasem trudno nam spojrzeć na siebie z dystansu i stwierdzić, czy
      gdzieś pasujemy.
      4. Masz nauczkę, by na przyszłość mieć własne życie, a nie jednego facia w domu,
      pracy, na wakacjach. No ileż można razem być.
      • ktoj-akto Murakami 12.07.08, 01:54
        Związek, to konfrontacje i dyskusje - piszesz? Chyba zawodowy masz na myśli???
        • murakami2 Re: Murakami 13.07.08, 14:00
          Zawodowy też :) No ludzie muszą się porozumiewać, bez gadania nawet o pierdołach
          nie ma związku. Gadanie ważniejsze niż seks nawet (zaryzykuję).
          • megg2003 Re: Murakami 16.07.08, 11:01
            Na starość seks zniknie, a gadanie pozostanie :-)
          • megg2003 Re: Murakami 16.07.08, 11:05
            Dlatego trzeba dbać o umiejętność rozmawiania. To właśnie m.in. tworzy bliskość
            emocjonalną. Bez tego chyba żadna z par nie doczeka szczęśliwej starości.
      • rozgwiazdka_13 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 12.07.08, 20:57
        Dziś się z NIM widziałam, umówiliśmy się w publicznym miejscu. Rozmawialiśmy
        oczywiście głównie ja mówiłam a raczej błagałam. Powiedział, że nie był przy
        mnie normalny, teraz zrozumiał, że przez 4 lata udawał, był spięty i
        zestresowany. Chce wyjechać bo na niczym mu nie zależy. Płakałam a ON siedział i
        nic, chciałam go przytulić, dotknąć a ON się odsuwał.
        Wiele razy czułam się jak zabawka, którą się pobawił i odłożył na półkę ale
        teraz to po prostu mnie wywalił do śmieci.
        Chcę go znienawidzić - aby mniej bolało...
        • lunatic_ann Re: jak zaczynać kolejny dzień... 12.07.08, 21:52
          nienawisc spwowduje meczarnie i cierpienie, zawsze boli osobe, ktora nienawidzi
          - nienawidzona zwykle nawet o tym nie wie..
          ja bym byla za opcja, zeby Ci ZOBOJETNIAL
        • murakami2 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 13.07.08, 14:07
          Nie wywalił. Nie poniżaj się. Zrobił potworny błąd wiążąc się z kobietą, która
          nie spełniała jego oczekiwań co do przyszłości. Ale nie traktował Cię jak
          zabawkę, bo zabawką nie jesteś. Jesteś kobietą, która zakochała się w
          niewłaściwym facecie, wyszła z tego spodziewana tragedia, to wszystko. A nie
          chcesz w to uwierzyć, bo to właśnie ty byłaś bardziej zaangażowana, niż
          potrzeba. Może ci pomoże myślenie o nim, jako o świni teraz, więc sobie tak
          myśl. Ale ponieważ w niczym na przyszłość ci to korzyści nie przyniesie, pomyśl
          sobie o tym, jak tu, do cholery, wrócić jak najszybciej do równowagi i
          racjonalizować rzeczywistość, a nie wbijać sobie sztylety. (bo myśląc, że
          traktował cię jak zabawkę mówisz - ja się tak zaangażowałam i oczekiwałam, że on
          teraz przejmie inicjatywę pozytywną, a on mną pomiatał - no nie można tak myśleć
          o sobie, bądź kobitą dumną)
        • megg2003 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 16.07.08, 10:35
          Może nie od razu nienawiść ze śmiercią w oczach ale złość, taki porządny wkurw
          na pewno sie przyda. Zobojętnienie przyjdzie z czasem, kiedy zrozumiesz, że nie
          tylko on był nieszczęśliwy, ale i Ty pewnie nie spełniłabyś się w tym związku.
          Jak można budować bliskość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, kiedy partner z
          nami nie rozmawia?? Nie mówię o plotkowaniu i ciągłym gadulstwie. Takie rzeczy
          mogą Ci dać koleżanki, znajomi. Facet jest od tego, by Cię wspierać. Ale też od
          tego, by w pewnych granicach oczywiście, zaspokajać Twoje potrzeby.
          Zadaj sobie parę pytań. W jakim stopniu on zaspokajał Twoje potrzeby, a w jakim
          Ty jego? Bycie razem to dawanie i branie odpowiedzialności za związek po równo.
          50% dajesz i bierzesz Ty, 50% daje i bierze on. Ile on dał, a ile Ty? Jak bardzo
          on się angażował, by naprawiać, kiedy coś się psuło, a jak Ty się angażowałaś.
          Prosty przykład - Wasz ślub. Tak naprawdę to Ty go zorganizowałaś. On sie tylko
          przyglądał, bez zaangażowania fizycznego, emocjonalnego chyba jednak też.
          Polecam Ci z całego serca książkę "Toksyczną miłość i jak się z niej wyzwolić",
          autorka Pia Mellody. Tam są szczegółowo opisani nałogowcy kochania i nałogowcy
          unikania bliskości i jak często dobierają się w pary. Życie wtedy bardzo często
          jest cierpieniem dla obydwojga. Ale można się z tego wyzwolić. Zrób to dla
          Twojej przyszłej relacji partnerskiej, prawdopodobnie już z innym mężczyzną,
          jeśli ten zrezygnował. Znajdź też dobrego terapeutę. Pomyśl o terapii
          współuzależnienia. To może okazać się strzałem w dziesiątke, naprawdę.
    • caline-czka78 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 12.07.08, 22:03
      czas leczy rany,ja radze dac sobie spokoj,chcesz sie tak upokarzac??jesli on
      chce odpoczynku od was,jesli cos do ciebie czuje to daj mu czas i wolna
      reke,wroci do ciebie jak zrozumie.a ty przez ten czas zajmij sie
      praca(czymkolwiek),szukaj nowych znajomosci.zycze wytrwalosci!!
    • notting_hill Re: jak zaczynać kolejny dzień... 13.07.08, 14:41
      A ja myślę, że powinnaś dziękować losowi, że za Ciebie podjął
      decyzję... Dzięki temu uniknęłaś losu współuzależnionej żony
      alkoholika, która po nastu latach obudzi się na zgliszczach swojego
      życia (jeśli będzie miała szczęście). Nie mówiąc o ewentualnych
      dzieciach.

      Umknęło uwadze przedpiszących, że psycholog radził Ci terapię dla
      współuzależnionych. Nie lekceważ tego, bo za chwilę przyciągniesz
      kolejnego popaprańca, ale będziesz miała mniej szczęścia, bo on nie
      będzie miał strzegącej go mamusi i władujesz się w długoletni
      związek z emocjonalnie martwym gościem.

      Współuzależnienie jest w Tobie, będziesz to niosła w życie jak
      pochodnię i Twoje związki nie będą satysfakcjonujące i zdrowe, jeśli
      czegoś z tym nie zrobisz.
      Nie piszę tego, żeby Ci dowalić, bo rozumiem, że cierpisz. Straciłaś
      coś, co było dla Ciebie bardzo ważne. Sęk właśnie w tym, że osoba o
      zdrowym poczuciu własnej wartości nie przyssa się emocjonalnie w
      taki sposób do gościa, od którego obiektywnie wcale nic nie
      dostawała (emocjonalny chłód, lekceważenie, niedbanie o Twoje
      potrzeby). Oczywiście, nie ma w tym Twojej winy, tak zostałaś
      ukształtowana w swojej rodzinie, więc nie czuj się gorsza, tylko
      ZRÓB COŚ Z TYM. Będzie niełatwo, ale jeśli będziesz chciała, da się.
      Pozdrawiam.
    • krissdevalnor100 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 15.07.08, 18:15
      Dobrze, ze zapukałaś do psychologa i dobrze, ze wiesz, ze Twoje
      poczucie własnej wartości nie istnieje. Faktycznie- nie istnieje.
      Ocenę własnej osoby CAŁKOWICIE opierasz na czyjejś (jego, ale to bez
      znaczenia czyjej) akceptacji lub jej braku. Pewnie masz dużo dobrych
      chęci, ale wypada STRASZNIE HISTERYCZNIE.
      Dramat. Nie jesteś samodzielna a to, co nazywasz miłością, to
      choroba i uzależnenie. Na dodatek tarzasz się w tym uzależnieniu, w
      bólu, jakiego sie wreszcie doczekałaś. Bez pracy się nie obejdzie.
      Nie ma dobrego zwiazku, jeśli zaangażowane osoby nie potrafiłyby być
      same. Ktoś, kto 200% swoich oczekiwań i potrzeb ładuje w związek
      zawsze ten związek w końcu rozwali. Nabierz dystansu, usamodzielnij
      sie psychicznie.
      Z tego kolesia- dupka i maminsynka- i tak nici, dobrze, ze znika.
      Naprawdę, uwierz: to dobrze dla Ciebie. Pozbieraj się, zeby mieć
      szanse stworzyć dobrze poukładany związek w przyszłości. Powodzenia.
    • zaniedbywany_maz0 Re: jak zaczynać kolejny dzień... 16.07.08, 09:44
      Ja tak sobie mysle, ze dobrze , ze za niego nie wyszlas!! I ze nie
      masz z nim dziecka! Postaraj znalesc sobie jakies zajecie i o nim
      nie myslec, bo zwariujesz! Przetnij ten wezel i juz! Zacznij dzien
      od 0 !! Wiem,ze to nie latwe, ale chociaz podejmij walke!
      Odpusc sobie go, jak woli byc z Mamusia to niech sobie bedzie!
      Pozr i zycze wszystkiego dobrego!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka