titta4
23.07.08, 13:01
Witajcie.Moja historia jest dosc smutna- małżeństwo z 10-letnim stażem, 2
dzieci- udane w opinii wszystkich (naszej również...).Seks- na początku
genialny, potem, wiadomo troszke rzedziej-z różna częstotliwościa, ale zawsze
udany.Mąż miał zawsze większe potrzeby niz ja-a ja nie chciałam się zmuszac,
miałam okresy że kochalismy sie naprawdę rzedko - ale one juz minęły, poza tym
nigdy nie zostawiałam go z tym samego- zawsze tłumaczyłam dlaczego, że jest
ok, ale cos tam...zdarzało mi sie go zaspokoić z właśnej inicjatywy.Od roku
około się to unormowało- seks- 1-2 razy w tygodniu, czasem częściej, czasem
rzedziej.Rzadziej- zauważyłam- wtedy, gdy zaczął delikatnie nalegac na anal-
ja nie chciałam.Ale generalnie było ok- moim zdaniem, on równiez nie
sygnalizował jakiegos problemu- no, że chciałby częściej to tak - iczasem tak
bywało. A potem....najpierw szok pierwszy - odkryłam przypadkowo,że ma konto
na portalu erotycznym "Szukam kochanki, tylko seks bez zoobowiązań"Szok-
pytałam, jak to? Czemu nie powiedział, jak mógł?On- że to dla żartów, z
głupoty, że i tak nic by nie zrobił....Uwierzyłam.Po 3 miesiącach-kolejny
szok- zobaczyłam że otwoera inna skrzynkę mailową a w niej....w kontaktach
jakies seksi kasie...no i mail "Może to powtórzymy?Szok podwójny.Wyrzuciłam go
z domu.Przed wyjściem powiedział,że sobie z tym nie radzi.Że to silniejsze od
niego.Po dwóch tygodniach (spał w aucie cały czas, całą wypłatę miał na
współnym koncie, codziebnnie przychodził do dzieci- zmiękłam i pozwoliłam mu
wrócić - ale do osobnych pokoi i z warunkiem że cos z tym zrobi.Nic mu nie
obiecywałam- to ciągle boli jak cholera:(((Wczoraj był u
psychiatry-seksuologa- przepisał mu leki, powiedział tez że koniecznie musi ze
mną porozmawiać.Wcześniej próbowalismy tez sami rozmawiać - ale gdy tylko było
jakies przytulenie to on chciał cos więcej, ale sie powstrzymywał...choc raz
powiedział,że boi sie że już sie nie powstrzyma i zrobi cos na siłę:(((Boję
sie teraz przytulić, brzydzi mnie to jak o tym myśle...Z drugiej strony-
szkoda mi wspólnych lat, dzieci...mężem i ojcem był dobrym....Nie wiem, czy ma
sens w to brnąc...czy skazane jest to na niepowodzenie?Co o tym myślicie?Boję
sie o siebie, że sama będę mieć jakieś blokady...help!