biegam-boso
05.12.08, 09:38
Po 10 latach małżeństwa zdradziłem żonę. Zdradziłem dlatego że żyliśmy obok siebie - nie razem...brak wspólnych zainteresowań, brak tematów do rozmów, kiepski seks...nuda...
2 lata temu próbowałem wyciągnąć nas z tego marazmu...ale ona twierdziła że się wygłupiam...że przecież wszystko między nami jest ok. Po roku dałem za wygraną.
Pojawiła się w moim życiu inna kobieta...zakochałem się w niej a ona we mnie. Spotkania...szczere rozmowy o wszystkim...śmiech...czasem smutek...cudowny seks...wszystko cudowne.
Żona dowiedziała się...chyba chciałem żeby się dowiedziała...nawet tego przed nią specjalnie nie ukrywałem. Chciałem odejść od niej...byłem na to zdecydowany. Chciałem zostawić ją, dziecko i cała resztę.
Chciałem...ale po prostu wymiękłem...Prosiła żebym został...tłumaczyła...płakała...obiecywała...wciągnęła w to nasze dziecko i moich rodziców. Zostałem...nie wiem jak długo wytrzymam...
Nie wierzę w cudowną przemianę małżonki...nie wierzę że nagle znajdą się wspólne tematy...że ona zapomni o tym co jej zrobiłem...że nagle stanie się boginią seksu...nie wierzę w jej obietnice.
Dziękuję za uwagę.