surrrykatka
06.12.08, 06:37
Podczytuję Was od dawna, wproszę się na kocią łapę, bo mężatką nie jestem :)
Kłopot mam dość nietypowy: lat 35+, związków przerobiłam koło 10, z czego
najdłuższy 4-letni, ale większość rozpadała się z hukiem średnio po roku,
czyli akurat wtedy, kiedy nadciągała wizja tzw. stabilizacji. Przepadam za
podchodami, chrabąszczami w brzuchu i głowie, odkrywaniem i oswajaniem
partnera, angażuję się naprawdę na całego (przeprowadzki o setki i tysiące
kilometrów, nieprzespane noce i mnóstwo innych fantastycznych głupstw), a
kiedy już na poważnie zaczyna się „bycie razem”, to zonk, zmiana płyty. Chodzi
o całkiem przyziemne rzeczy: nie chcę ani nie potrafię „zgrywać” z partnerem
rozkładu dnia (mam wolny zawód, śpię i pracuję w porach nieprzewidywalnych),
potrzebuję bardzo dużo czasu tylko dla siebie (często np. tygodnia czy paru
zupełnej samotności), mam silne poczucie „mojego terenu”, unikam wspólnego
mieszkania (tylko trzy razy zaryzykowałam, rekord to niecały rok), a jeśli
już, to natychmiast wydzielam w nim niemal drutem kolczastym strefę wyłącznie
moją, minimum gabinet typu „nie wchodzić bez pukania”. Nawet w dzieciństwie
nie pociągały mnie pełnometrażowe wizje zgranej podstawowej komórki
społecznej, dzieci też nigdy mieć nie chciałam i nadal nie chcę. Im jestem
starsza, tym prędzej informuję partnerów o tych drobiazgach, wcześniej
kilkakrotnie usiłowałam się na siłę reformować (z opłakanym skutkiem –
narastające rozdrażnienie, jak w klatce), teraz mówię od razu i wyraźnie
zaznaczam, że to nie kokieteria. Oczywiście za każdym razem zakochuję się do
grobowej deski, na bij zabij, amen itd., ale na tyle dobrze znam już siebie,
żeby nie obiecywać rzeczy niemożliwych, jeśli rozumiecie, co chcę przez to
powiedzieć. To był wstęp.
Teraz problem: 3-4 lata temu sfilistrzyłam się: własna firma, własne
mieszkanie, ugruntowana w końcu (i coraz bardziej absorbująca) pozycja
zawodowa, przeprowadzka do kolejnego miasta, długi remont, krótko mówiąc rok z
życia wyjęty. Dopiero po roku (!!!) połapałam się, że znienacka zniknął mi
gdzieś temat seksu. Wcześniej libido miałam nie żeby jakieś wściekłe, ale
stałe i odczuwalne, i od 18-tego roku życia pamiętam tylko jedną długą przerwę
(półroczną, podczas baaardzo długich podchodów, kiedy byłam tak zakochana, że
nikt inny mnie nie interesował). Między stałymi-niestałymi partnerami (a
czasem i w trakcie, pod koniec, kiedy i tak już zbierałam się do rozstania)
zdarzały mi się krótkie albo i jednorazowe romanse, nic emocjonalnego, po
prostu fajny chłopak na chwilę, bywało zaskakująco i parę razy nawet
wyciągnęło mnie to jednym ruchem z wizji życia zamkniętego już na wieki :D
Strasznym Problemem z obecnym/byłym. Nie liczyłam tych historii, pewnie było
ich koło 20, ale rzecz w tym, że zdarzały w miarę stale w czasach posuchy,
wynikały same z siebie, kiedy coś z łóżkiem było nie tak, czułam potrzebę, a
tu niespodzianka: rok bez seksu i zero chodzenia po ścianach.
Zaniepokoiło mnie to, bo w wieku jestem takim, że wypadałoby raczej rozkwitać
i ociekać seksualnie niż usychać. Z rozsądku (!) i, jakkolwiek nieładnie to
zabrzmi, dla higieny, zaczęłam w miarę regularnie (średnio raz na dwa
tygodnie) sypiać z dwoma moimi daaaawnymi przyjaciółmi, z którymi od
kilkunastu lat mieliśmy całkiem inne układy; jest miło, ale bez fajerwerków –
właściwie czuję się jakbym utknęła podczas przesiadki na jakiejś stacji
kolejowej. Wiecie, stacja jest sympatyczna, ale fakt faktem: utknęłam.
Co się dzieje? Właśnie wpadł mi w oko fajny facet i znienacka zwątpiłam, czy
podołam. Po raz pierwszy od czterech lat czuję, że chyba znowu się zakochuję
(hurra!), ale też po raz pierwszy myślę, że nie jestem już
dwudziestoparoletnią dziewczyną, białą kartą do odkrycia, która uaktywni się
za pierwszym dotknięciem. Może moje libido naprawdę zdechło i po paru
tygodniach/miesiącach uczty zejdziemy do ogryzków (ja zejdę)?
Bardzo nie chcę serwować absztyfikantowi lewej „wersji demo”, bo to nie fair,
ale szczerze też przecież nie pogadam, bo niby jak: „Wiesz, kochanie, w
ostatnich latach moje libido ustatkowało się na poziomie raz na dwa tygodnie w
wykonaniu dwu obojętnych mi emocjonalnie facetów, z Tobą planuję non stop, sam
sobie wyciągnij realną średnią”.
Help.