dziewczyna-szamana-04
28.01.09, 23:09
latem ubiegłego roku pisałam tutaj o mojej sytuacji:
5 letnim, letnim związku bez seksu i o facecie, który pojawił się
nagle w moim życiu i przypomniał jak to jest kogoś pragnąć i kochać.
dużo wtedy pisaliście o szukaniu graala, podążaniem za głosem serca,
walczeniu o szczęście. Wszystko to piękne i wzniosłe.
Życie chyba jednak jest o wiele bardziej prozaiczne.
Pół roku później mój były już partner ma nową kobietę, z którą
planuje dzieci, ślub, wysiudanie mnie z naszego wspólnego domu. Tak
jak przewidywaliście- pocieszył się znacznie szybciej niż myślałam.
I nawet nie chodzi o to, że mam mu to za złe, że zazdroszczę. Mam
nadzieję, że im się uda i będą szczęśliwi. Nawet jeśli teraz
upokarzają mnie kochając się w pokoju za ścianą.
Tamten facet miotał się i kręcił coraz bardziej, kilkakrotnie
przymierzał się do zerwania ze swą partnerką mówiąc mi, że zrobi to
jutro, pojutrze, w najbliższy weekend. Gdy coraz częściej
przyłapywałam go jak już gubi się we własnych kłamstwach i
krętactwach. Pożegnaliśmy się dość ozięble a on pojechał ze swą
kobietą w tę nieszczęsną podróż. Gdy wrócił próbował do mnie dzwonić
i się spotkać, ale wiedziałam, że wciąż z nią jest więc nie
widziałam w tym najmniejszego sensu. Ciągle widzę w statystykach, że
włazi na moją internetową galerię i gapi się na moje zdjęcia. Ale
straciłam do niego resztki szacunku i nie chcę go na oczy widzieć.
A ja...? No cóż. Czuję, że coraz bardziej się zapadam. Czuję, że
przegrałam.
Z weekendu na weekend coraz bardziej przeraża mnie jak pogłębia się
moja depresja. Są dni, kiedy nie dam rady wstać z łóżka. Bo po co?
Są dni, kiedy przerażają mnie myśli, które przychodzą mi do głowy.
Nie chcę czuć na sobie litościwego spojrzenia mojego byłego, jego
nowej, znajomych z pracy.
Więc coraz bardziej zapadam się w sobie. I nawet gdy próbuję
wyciągnąć rękę, to okazuje się, że nie mam do kogo. A im bardziej
przeraża mnie ta samotność tym bardziej dobija myśl, że gdyby się
całkiem zapadła, zniknęła, to nikt by nawet nie zauważył.
Nie miałam pojęcia, że tak strasznie obezwładniające i osłabiające
to może być. Nie miałam pojęcia, że ja mogę się tak czuć, bo zawsze
wydawało mi się, że jestem silna. Wydaje mi się, że ludzie widzą co
się ze mną dzieje i dlatego ode mnie stronią.
Boję się o siebie, bo boję się, że ten stan się nie zmieni, bo się
pogarsza. Boję się, że stracę pracę, dach nad głową, ale nie mam
siły zebrać się i wstać z łóżka. Od wtorku przeraża i paraliżuje
mnie myśl o samotnym weekendzie w pustym domu. Tym, i setkom
kolejnych weekendów.
A miało być tak pięknie.
Coraz częściej łapię się na myślach, że może jednak popełniłam błąd.
Że może ten mój związek nie był jednak na tyle zły by go zakończyć.
Że może zaślepiło mnie blaskiem nowego. Że może nie da się po prostu
mieć wszystkiego i zawsze trzeba coś poświęcić. Że ten mój były to
przecież taki dobry chłopak był. I że przecież nie było nam razem
tak źle.
Zamiast próbować patrzeć na przód- patrzę w tył. Choć odwrotu już
nie ma, bo on ma teraz nowe i ciekawsze na talerzu. No i seks po
kilka razy dziennie. A nawet gdy spędza ze mną trochę czasu to
pewnie bardziej ze strachu, i wyrzutów sumienia, że coś sobie
zrobię.
Wiem, że to wszystko pewnie brzmi jak bezsensowne użalanie się. Może
niektórzy z Was uważają, że mam na co zasłużyłam. Wszystko to pewnie
prawda. Może myślałam, że będzie to trochę jak przestroga, że chcąc
mieć więcej można stracić wszystko.