Dodaj do ulubionych

Jak zmusić żeby pił? :)

28.02.09, 19:09
Konia można na siłę doprowadzić do wodopoju, ale nie da się go zmusić aby pił.


Uff ... zdecydowałam się napisać. Może być długie, ale postaram się, żeby było
logiczne.

Jesteśmy małżeństwem z ponad 10-letnim stażem, obydwoje w wieku trzydzieści-kilka.
Przeszliśmy razem sporo, rozumiemy sie świetnie, w wielu dziedzinach żyje nam
się ponadprzeciętnie dobrze. Lubimy razem robić naprawdę sporo rzeczy: długie
rozmowy o życiu, podróżowanie, gotowanie etc. Mamy swoje hobby, mamy też
(każde z nas) pewne sfery prywatne, które obydwoje szanujemy i w które sobie
nawzajem nie ingerujemy (czyt. wyjścia na piwo ze znajomymi, potrzeba
obgadania pewnych spraw z kimś innym niż mąż / żona).
Od jakiegoś czasu mam jednak nieodparte wrażenie, że związek ten zaczyna
przypominać coraz bardziej związek przyjacielski.
Co kuleje? Ano seks ...
Moje potrzeby wyraźnie zwiększyły się po przekroczeniu trzydziestki – chyba w
miarę normalne zjawisko u kobiet. Problem nie leży w niewspółmierności
potrzeb – te są raczej wyrównane. A jednak seksu nie ma tak często jakbyśmy
sobie tego życzyli.
Kuleje chyba jakość i ogólny klimat.
Podczytuje Wasze forum od jakiegoś czasu i powoli zaczynam rozumieć, co
konkretnie nie gra i dlaczego. Nadal jednak nie mam pomysłu, jak to naprawić.
Wielokrotnie pisaliście, że kobieta jest istotą, dla której gra wstępna
zaczyna się o poranku. No właśnie – i jak tu wieczorem iść do łóżka z kimś, od
kogo usłyszało się kilka niefajnych rzeczy w ciągu dnia. Ewentualnie, kto nie
dostrzega związku między mówieniem tych rzeczy, a moim brakiem ochoty (przy
czym potrzeba fizyczna jest, niestety kłóci się ona z jakimiś odczuciami
siedzącymi w głowie).
Druga kwestia związana z jakością to taki seks na łapu-capu. Przyznaję, że
tutaj w dużym stopniu mogłam być katalizatorem:
a) kiedy zwiększyły mi się potrzeby często dochodziłam do wniosku, że nawet
jeśli jestem zmęczona to seks jednak by się przydał -> wychodził nam z tego
wtedy właśnie taki szybki numerek na łapu-capu. Z czasem zaczęło to
przypominać seks częstszy, ale „byle-jakszy”. Dziś już wiem, że to był błąd,
który spowoowal wpanięcie w koleiny bylejakości.
b) jestem typem takiej troche kobiety z „jajami” – zdecydowana, wiedząca czego
chce, z tendencją do dominacji (również w łóżku), lubiąca z życia czerpać
garściami nawet jeśli wiąże się to z jakimś ryzykiem ... Na co dzień czuję
się trochę jak taki „menedżer ogniska domowego”. Na szczęście moj mąż potrafi
sobie świetnie z tą cechą charakteru radzić, pod pantofel nigdy nie wpadł i
nie sądzę, żeby mu to groziło, zachował bardzo duży stopień własnej
niezależności w tym związku – co zresztą bardzo sobie cenię.

Pewnie was zastanawia, co sie stało, że w ogóle problem zauważyłam i zaczęłam
nad nim główkować.
Ano poznałam kilka miesięcy temu pewnego człowieka, z którym świetnie mi się
rozmawia (na tematy intymne również) i który ma nieco inne podejście do
stosunków damsko-męskich: prawie w każdej kobiecie widzi kobietę a nie kumpla
do piwa. Prawie każdą potrafi się zachwycać. Tak – między nami też iskrzy, też
pojawia się chyba czasem w obydwu głowach pomysł „a jakby było z nim / z
nią?”. Słowem: gość był chyba takim papierkiem lakmusowym, który pokazał mi
jak na dłoni, co nie gra w mojej sypialni:
- że można być dżentelmenem
- że fajnie, jak czasem facet bierze wszystko w swoje ręce
- że dużo lepsze efekty osiąga się mówiąc kobiecie komplementy
- że pewnych rzeczy się nie mówi, nawet jeśli się je myśli, bo mogą w głowie
partnera zostać na zawsze
- że o jakość seksu trzeba dbać, bo to całkiem fajna rzecz.

Podsumowując:
Wiem co nie gra.

Gdzie leży problem:
1) nie wiem, jak zrobić żeby grało
Oczywiście rozwiązanie najprostsze to zgłosić się po seks tam gdzie iskrzy,
skoro wiem, że byłoby fajnie, ale nie zrobię tego z kilku powodów:
- obydwoje mamy rodziny i myślę że ani on ani ja nie chcielibyśmy sobie
nawzajem w życiu rodzinnym namieszać
- rozumiemy się dobrze, ale też różnic charakteru jest tyle, że tak naprawdę
byłaby to relacja oparata jedynie na dobrym seksie i pogadankach o życiu czyli
bardzo konsumpcyjna, a myślę też że co za tym idzie - krótkotrwała. Chyba
zatem nie warto: można zniszczyc zarówno relacje z meżem jak i z przyjacielem.
- to rozwiązanie to chyba pojście po najmniejszej linii oporu – jakoś mierzi
mnie idea, żeby tak poddać własny związek bez walki. Potem to chyba byłoby już
tylko gorzej – nie mam racji?
2) chyba tylko ja chcę coś z tym zrobić
- i tutaj pojawia się tytułowy koń u wodopoju – zaproponowałam mężowi, żeby
poczytał trochę to forum, ewentualnie próbowałam podsunąć mu jakieś inne
lektury, które chociaz trochę problem mu unaocznią. Co ułyszałam? „Ja wolę
żebyś ty poczytała, a potem mi opowiesz”. Hmmm .. deklaratywna jedynie wola
naprawy czegokolwiek?
(Oczywiście pewnie nie muszę dodawać, że z seksu tego dnia były nici, bo jakoś
ostudziło to moje zapały – nie wiem – może ja jakaś nadwrażliwa jestem).

I tutaj pojawiaja się dwa pytania do was:
- jak zrobić żeby grało?
- czy ci sposród was, którzy problemy z seksem małżeńskim mają próbowali
kiedyś podsuwać partnerowi jakieś lektury, żeby unaocznić problem. A jeśli tak
to z jakim skutkiem (o to czy probowaliście rozmawiać nie pytam – to oczywiste
– przy czym u mnie rozmowy juz chyba byly).


Aha Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale co do samego seksu:
- lubię próbować nowych rzeczy i raczej nie mam żadnych oporów
- umiejętności raczej powyżej średniej, przy czym partnerów życiowych było
raczej kilku niż kilkudziesięciu.
I wszystko byloby dobrze, gdyby nie to uczucie wpadnięcia w jakieś koleiny ...
Obserwuj wątek
    • romulus11 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 28.02.09, 21:19
      Jak dla mnie jestes osoba zbyt wladcza.Przepraszam za okreslenie
      babochlop.Tak wyglada mi z Twojego opisu.Taki troche Dulski ten Twoj
      chlop.Wydaje Ci sie ze nie,ale tak to wyglada,Takich kobiet faceci
      sie boja.Jak ognia.A ci ktorzy w to wejda po pewnym czasie mysla,co
      ja sobie zrobilem,kurcze.
      I albo mamy Dulskiego,albo w pewnym momencie facet powie...dziekuje
      bez wzgledu na zlota klatke w ktorej jest.A macie sie dobrze i
      pewnie rowniez dzieki Tobie.
      Potrzebujesz faceta ktory by Cie zdominowal i wtedy bedzie ok.A
      tak,i Ty i Twoj wybranek troche sie dusicie w tym sosie i nie bardzo
      wiecie jak z tego wybrnac? Ja tez nie odpowiem,choc chcialbym.
      • mantis_after_dinner Re: Jak zmusić żeby pił? :) 28.02.09, 22:02
        > Takich kobiet faceci sie boja.Jak ognia.

        No zgadza sie. Glownie chyba to mi zawsze mowia faceci, ktorym zdarzylo sie byc
        ze mna blisko: dopoki sie nie znamy to maja wrazenie, ze "bez kija nie
        podchodz", przy blizszym poznaniu natomiast zyskuje, bo okazuje sie ze jest
        drugie dno - takie czasem bezbronne i wymagajace opieki, ale generalnie nie za
        bardzo chcace pokazac to swiatu.

        > A macie sie dobrze i pewnie rowniez dzieki Tobie.

        Bingo! Skad wiedziales?

        Co do faceta? Nie, chyba jednak nie Dulski (ale moze mi sie wydaje). Raczej taki
        fajny koles, ktory wypracowal sobie przy mnie swoja przestrzen zyciowa, na ktora
        nie daje mi wejsc - i calkiem dobrze mu to wychodzi ;) Inna kwestia, ze ja wcale
        nie chce tej przestrzeni zajmowac (ale geny czasem silniejsze).
        • romulus11 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 28.02.09, 23:18
          No wlasnie,te geny.Jestes wspaniala osoba o niezwykle silnej
          osobowosci,ktora widac i czuc.Do tego stopnia iz zauwaz,ze nie masz
          do Ciebie nawet chetnych interlokutorow.
          Dlatego silniejszy mezczyzna zalatwilby sprawe i bylabys potulna jak
          kotka.A tak,troche sie w tym wszystkim nie umiecie znalezc i stad
          Twoja wizyta na forum.
          A ze macie sie dobrze dzieki Tobie?? He,he,tez to czuc...
      • aandzia43 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 13:58
        romulus11 napisał:

        > Jak dla mnie jestes osoba zbyt wladcza.Przepraszam za okreslenie
        > babochlop.Tak wyglada mi z Twojego opisu.Taki troche Dulski ten
        Twoj
        > chlop.Wydaje Ci sie ze nie,ale tak to wyglada,Takich kobiet faceci
        > sie boja.Jak ognia.

        Nie włdczą, co świadomą swoich potrzeb i usiłujacą znalezc sposób na
        ich zaspokojenie. Ta cecha (swiadomośc siebie i gotowośc do
        realizacji) to przejaw siły, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn.
        Poniewaz sporej części meżczyzn siła kobiety kojarzy sie tylko z
        własna niemoca, zrozumiałe, ze unikaja oni takich, jak ognia.
        Niechęc do zdawania egzaminów, do bycia weryfikowanym, do
        podnoszenai kwalifikacji - niektórzy tak mają. W związku i w łóżku
        też.

        --"To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
        jako los"
    • felicia.3 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 00:12
      Szczerze? To co piszesz brzmi milo,gladko i rzeczowo,ale tez okropnie
      odpychajaco.Jako kobieta nie wydajesz mi sie fajna.Brak ciepla!!!Taka zimna i
      wyrachowana.Nawet stategie seksu z tzw.pozal sie boze kumplem ustalilas.Ja
      rozumiem komunikowanie uczuc,potrzeb.Ale to musi miec swoja aure.Trudno to
      wytlumaczyc.Cos jest albo tego nie ma.MAGIA!!! Nie sodze,ze jestes to w stanie
      osiagnac,bo dzialasz strategicznie.Fuj;(
      • avide Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 16:59
        Felicja widzisz, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Znasz co nie ?

        Jak przeczytałem post otwierający wątek pomyślałem mniej więcej tak:
        "Kurcze jaka fajna, rzeczowa, konkretna, wiedząca czego chce kobieta. Lubię takie."
        I gdybym miał wybierać między sympatią a antypatią do autorki po przeczytaniu
        tylko tego postu na pewno wybrał bym to pierwsze.

        To co dla Ciebie jest gładkie i miłe i jest raczej odpychające, dla mnie działa
        prawie jak afrodyzjak. Lubię i zawsze lubiłem u kobiet świadomość własnej
        wartości i umiejętność określenia i nazwania potrzeb, pragnień etc. i
        nieprzyzwolenie na bylejakość.

        Czy takie kobiety są zimne i wyrachowane ? Powierzchownie może i tak. Tak to
        wygląda. Bez kija nie podchodź ;-))) hehe. Jednak jak je poznać bliżej okazuje
        się, że nierzadko mają w sobie ciepło, wrażliwość i namiętność. Trzeba się tylko
        umieć przebić przez pancerz a często do łatwych zadań to nie należy ;-). Jednak
        jak Ci się uda, nagroda zazwyczaj jest warta swej ceny ;-).

        Gustuję w takich kobietach więc wiem co piszę. Tak bez większego zastanowienia
        mogę powiedzieć że znam co najmniej 4 takie, w tym jedna to moja żona ;-).

        Jak to u nich z ciepłem, kokieterią, kobiecością i namiętnością ?
        Różnie. Ciepło i emocjonalność mają w sobie 3 z nich. Dwie to prawdziwe
        kokietki, jak się już przebijesz przez skorupę zimnej damy. Namiętność znam
        tylko jednej ;-), tej najbliższej memu sercu. Myślę jednak że żądzą się takimi
        samymi prawidłami jak każda inna kobieta.

        To co je cechuje to chęć kontroli, często nieumiejętność puszczenia się na fali
        wydarzeń i łapania chwili tylko analizowanie sytuacji oraz ... potrzeba silnego
        emocjonalnie partnera, który mimo ich uporu nie odpuści i nie pozwoli sobie
        wejść na głowę. Jeśli dzieje się tak tylko w życiu codziennym to pół biedy.
        Gorzej jeśli zaczynają przenosić takie zachowania do łóżka. To się niestety
        czasami zdarza. Zaczynają dominować i .... wygrywają tę walkę o wpływy. Biada
        takiemu związkowi w większości przypadków.

        Przyznaję jedno. Faceci, choć nie wszyscy, boją się takich kobiet. Czemu ?
        Andzia to fajnie opisała. Dodam tylko... To co jest postrzegane jako zagrożenie
        przez jednych, inni widzą jako wyzwanie. ;-). I dobrze.

        Dlatego z tą jednoznaczną oceną "fuj, czy nie, fuj" wiesz ... to nie jest takie
        proste.

        Pozdrawiam.
        Avide.
        • mantis_after_dinner I co ja moge na to powiedziec? 01.03.09, 17:26
          GRATULUJE ANALIZY!!!!

          Lubię i zawsze lubiłem u kobiet świadomość własnej
          > wartości i umiejętność określenia i nazwania potrzeb, pragnień etc. i
          nieprzyzwolenie na bylejakość.

          ___ no zgadza sie - fajne to jest, z jednym wyjatkiem: swiadomosci, ze mozna
          NIGDY nie znalezc kogos kto te pragnienia zadowoli (mimo ze ma sie odwage
          szukac). A ta swiadomosc boli ... taka odwieczna tesknota, ze gosciem, ktory
          okielzna ;)


          > Czy takie kobiety są zimne i wyrachowane ? Powierzchownie może i tak. Tak to
          wygląda. Bez kija nie podchodź ;-))) hehe. Jednak jak je poznać bliżej okazuje
          się, że nierzadko mają w sobie ciepło, wrażliwość i namiętność.
          -
        • felicia.3 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 02.03.09, 00:43
          Oczywiscie masz racje Avide:)oj jak chcialabym miec taka lekkosc piora polaczona
          z celnoscia wypowiedzi.zazdroszcze:)no a ja taka wredna,ze nie potrafie
          slodzic,tylko wale prosto z mostu.tez jestem kobieta,rozumiem swoje potrzeby,nie
          tylko seksualne.ale rozwazam to wszystko w kontekscie calosci relacji z
          mezem.dlatego irytuja mnie kobiety pokroju autorki watku.nie znam jej,ale znam
          wiele podobnych kobiet.takie Ą i Ę z gladkim,poukladanym zyciem.a jednak cos nie
          pasuje w tym doskonalym obrazku.moze to banalnie proste,ale sadze,ze Twoj maz
          (tu do autorki)ma Cie w ...bo za duzo ciebie,bo nie dajesz mu zyc,bo ciagle
          ty,ty,ty....a wez daj mu spokoj kobieto!!!Nawet tytul tego postu jest
          okropnie odpychajacy.chcialas blysnac erudycja,bo nie rozumiem jak sie ma waga
          problemu do literackiego przelozenia na tytul?
    • twardycukierek Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 00:18
      Mantis :) No, dobry nick.
      Patrz, takie małe słowo a ile mówi: 'zmusić'. Zmusić. Kumasz? :)
      Chętnie z Tobą porozmawiam, może jutro?
    • juzia214 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 08:38
      nie zgadzam sie z powyzszymi wypowiedziami :)
      zmusic konia zeby sie napił tez się nie da.ale ten twoj koń przejwia jakies tam
      chęci napicia sie.
      myslę ,że mozecie byc soba zwyczajnie zmeczeni.wszystko gladko
      ,przewidywalnie.brak wam chyba troche dystansu.jestescie razem długo,znacie
      doskonale siebie i swoje potrzeby,trudno jest wam siebie zaskoczyć.stad byc moze
      ten rutynowy szybki seks.
      a moze bys sprobowala zmienic troche siebie-to zmieni tez nieco wasze relacje-i
      podzielic nieco odpowiedzialnośc za calokształt na dwoje?
      nie jakas rewolucja ,cos drobnego.moze oddac mu pamietanie o placeniu
      ,rachunkow,czy wyprowadzaniu psa,rozumiesz- maly kroczek.
      oczywiscie bez oczekiwania na efekt natychmiastowy ;)
      a w łozku moze jak akcja nabierze zbyt szybkiego tempa powiedz: stop jest tak
      przjemnie,nie chce tak szybko kończyć.zmieńcie pozycje kilka razy,jak cie dotyka
      tam gdzie lubisz to mow ze lubisz własnie tu i jeszcze tu i tam ;)
      wiem ,wiem niektore kobiety chca ,zeby facet sam sie domyslał ,ja
      wybieram-powiedziec(po kilku podpowiedziach zapamieta,ze lubie masarz stop -nie
      dloni ) i miec to co lubie ,niz czekac w nieskonczonośc az sie domysli.
      • biglibido Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 17:14
        > ...wybieram-powiedziec...

        Brawo! To mi się podoba!
    • tarantinka Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 10:59
      post fajny, ale użyłaś słowa "zmusic" i to chyba klucz, zmień na
      zachęcić i może cos przyjdzie do głowy.
      • mantis_after_dinner odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sugestie 01.03.09, 12:15
        Zimna kobieta ...
        - tak. zgadza sie. Tak na pierwszy rzut oka. Facetow ktorzy weszli ze mna w
        glebsza relacje bylo niewielu, ale jak juz weszli, to raczej nie potwierdzali ze
        zimna. Wtedy raczej slyszalam ze potrafie byc delikatna i nieprzewidywalna.

        Co do kumpla i strategii

        Nie - zadnej strategii nie ustalilam. Ta znajomosc przechodzila przez tzw. faze
        miekkich nog - kiedy nie bylam sie w stanie skupic na temacie rozmowy, nosilo
        mna, od samego zapachu dostawalam swira ... i to bylo widac. Z reszta z nim
        dzialy sie podobne rzeczy. Padla kiedys z jego strony miedzy wierszami jakas
        aluzja, ze fajnie by bylo to i tamto, na co ja powiedzialam NIE (no ale cialo
        krzyczalo TAK!). I z pespektywy czasu mysle, ze to moje NIE bylo sluszne i
        dobrze zrobilam, ale cialo nadal krzyczy chociaz juz rzadziej. Wiec zeby je
        zagluszyc, wymyslam sobie uzasadnienia, ktore podalam Wam wyzej - ze rodzina, ze
        zepsujemy w ten sposob relacje, ktora jest etc.

        A teraz o slowie ZMUSIC i moim uporzadkowanym poscie.

        Post rzeczywiscie jest do bolu logiczny i wyzuty z emocji, ale to chyba dlatego,
        ze ukladalam go z pol dnia. Wiekszosc facetow, z ktorymi sie zadawalam zwykle
        zarzucala mi, ze jak juz zaczynam o czyms mowic, to jest to tak mocno przesycone
        emocjami, ze az trudno doszukac sie logiki. Stad probowalam tego uniknac -
        myslac, ze w ten sposob bedzie Wam latwiej zrozumiec.
        ZMUSIC - szuklam jakiegos przyslowia albo metafory, ktora odda obecna sytuacje.
        Znalazlam i przytoczylam doslownie. Z jednej strony jest to wybor nieswiadomy,
        ale wiem, wiem - podswiadomosc tez duzo mowi o czlowieku ...

        To tyle ode mnie ...
        • kipuros Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 01.03.09, 13:12
          jak bardzo by pięknie nie było, po pewnym czasie następuje zmęczenie
          materiału a to powoduje ze z technicznego punktu widzenia jedynym
          sposobem jest wymiana....

          poniewaz widzisz bardzo duzo pozytywów tego związku ( murszejącego
          juz powoli)to jedynym wyjsciem zeby on miał swoja nienaruszalna
          przestrzen ty swoją a na wspólnej zyło sie wam dalej dobrze, to
          powinnas jednak zdecydowac sie na romans...

          • prosta-kobieta56 Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 01.03.09, 13:30
            Zrob tak jak maz prosil-przeczytaj a potem mu opowiedz.
          • biglibido Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 01.03.09, 17:21
            > powinnas jednak zdecydowac sie na romans...

            Nie słuchaj takich bzdur!
            • kipuros Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 03.03.09, 12:43
              to nie słuchaj i zostan kolejna męczennica pruderi i zakłamania...
              • biglibido Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 04.03.09, 13:36
                kipuros napisał:

                > to nie słuchaj i zostan kolejna męczennica pruderi i zakłamania...

                Witam! Kipuros, niestety NIE ZROZUMIAŁEŚ mnie! Nie mówię, że autorka tekstu ma
                zostać męczennicą! Twierdzę, że każdy ma prawo do szczęścia! A niestety zdrada
                do szczęścia nie prowadzi (chyba, że na krótką metę!) tylko rodzi nowe problemy
                i komplikuje życie. Już lepiej będzie jak Ona odejdzie od Niego i znajdzie kogoś
                z kim będzie naprawdę szczęśliwa!

                Ps. piszesz o zakłamaniu? Czy właśnie nie zaproponowałeś mantis_after_dinner aby
                kłamała? Romans - zdrada - oszukiwanie partnera - to zakłamanie, przed którym
                właśnie przestrzegasz.

                Ewentualna zdrada na pewno nie rozwiąże problemu a wywoła raczej poczucie winy u
                osoby zdradzającej. Zdaję sobie sprawę z tego, że na pewno nie u wszystkich.
                • kipuros Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 04.03.09, 20:43
                  bardzo spłaszczasz i ograniczasz perspektywe patrzenia na
                  to....wszystko od razu kojarzysz z czyms złym....gwarantuje ci ze
                  nie musi tak byc i ze to co mówie ma bardzoduze szanse na sukces
                  przez co moze miec dalszy dany związek do którego wnieszie
                  zadowolenie usmiech a przede wszystkim dystans....którego chyba (bez
                  obrazy) odrobine ci brakuje....
                  • biglibido Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 05.03.09, 01:31
                    > bardzo spłaszczasz...

                    Nie poruszam wszystkich kwestii, których istnienia mam świadomość. Zakładam, że przy "ceteris paribus" romans jest NIE fer! Po co być z osobą, którą i tak będziemy zdradzać. Związek nie na tym polega. Tyle.

                    Są osoby, które na pewno lubią zdradzać ale czy są osoby, które lubią być zdradzane (pyt. retoryczne)?

                    Ps. a Ty nie spłaszczasz (pyt. retoryczne)? Twój punkt widzenia ogranicza się jedynie do informacji zawartych w wątku, podanych przez jedną stronę. Jak dla mnie należałoby wysłuchać drugą stronę "konfliktu" a nie doradzać od razu romans.

                    Moim zdaniem, jeżeli już mówimy o takim rozwiązaniu:
                    zamiast zdradzać -> zerwać -> znaleźć odpowiedniego partnera -> BYĆ SZCZĘŚLIWYM -> NIE ŻYĆ W ZAKŁAMANIU, O KTÓRYM PISAŁEŚ

                    Myślę, że wiele osób podpisze się pod tym schematem.
                    • kipuros Re: odpowiadajac na wasze pytania / domysly / sug 05.03.09, 12:45
                      dopuszczasz mozliwosc kochania więcej niz jednej osoby??? przeciez
                      slub nie ogranicza swiata i ludzi do paru metrów kwadratowych i
                      małżonka....a co jezeli ten małzonek mimo paru defektów jest dalej
                      dla nas wazny i potrzebny ale nie chcemy przez jego niedociągnięcia
                      w niektórych kwestiach psóc calego związku...byc moze wystarczy
                      drobna pomoc a zadowolenie i szczescie wraca...czy to ze wzielismy
                      slub i kochamy partnera pozwala nam na spierd....jemu i sobie zycia?

                      • songo3000 No, no. To się chyba nazywa 'tupet'... 05.03.09, 21:29
                        LOL, taka malutka, przemilczana kwestia. Trójkąty czy wielokąty są jak najbardziej OK o ile wszystkie strony są świadome i zgodne co do układu. To co Ty mądralo proponujesz to zwykłe oszustwo. Możesz pozwolić sobie na takie tanie (no dobra, wciąż niezłe) chwyty marketingowe jak odwracanie kota ogonem i zarzucanie innym zakłamania jak będziesz sprzedawał odkurzacze podmiejskim emerytkom, tutaj sobie daruj.
                        • biglibido Re: No, no. To się chyba nazywa 'tupet'... 06.03.09, 02:38
                          Nic dodać, nic ująć :)
    • zakletawmarmur Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 14:20
      To proste. Zrezygnować z doprowadzania konia na siłę. Przestać
      zmuszać do picia. Później postawić konia na palącym słońcu z
      widokiem na wodopój. Jeszcze lepiej, jak wodopój jest za płotem i
      tylko popatrzeć może. A później otwierać bramkę, troszkę rzadziej
      niż by chciał:-)
      • aandzia43 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 14:23
        Boziuuuu, jaka piękna metafora!!! Podpisuję się recami i nogami;-)))
      • twardycukierek Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 14:34
        zakletawmarmur napisała:

        > To proste. Zrezygnować z doprowadzania konia na siłę. Przestać
        > zmuszać do picia. Później postawić konia na palącym słońcu z
        > widokiem na wodopój. Jeszcze lepiej, jak wodopój jest za płotem i
        > tylko popatrzeć może. A później otwierać bramkę, troszkę rzadziej
        > niż by chciał:-)
        >

        Nobel! :D
      • mantis_after_dinner Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 15:43

        To proste. Zrezygnować z doprowadzania konia na siłę. Przestać zmuszać do picia.

        -
      • biglibido Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 17:31
        zakletawmarmur napisała:

        > To proste. Zrezygnować z doprowadzania konia na siłę. Przestać
        > zmuszać do picia. Później postawić konia na palącym słońcu z
        > widokiem na wodopój. Jeszcze lepiej, jak wodopój jest za płotem i
        > tylko popatrzeć może. A później otwierać bramkę, troszkę rzadziej
        > niż by chciał:-)

        Mam pytanie. Czy to jest może ta "złota recepta Avide", o której mówią na tym forum, po zastosowaniu, której ma teraz "więcej seksu niż potrzebuje"? :) Bardzo proszę o odpowiedź :)
        • avide Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 18:59
          Wiesz co, nie wiem co to jest "złota recepta Avide" bo seksu nie mam ani tyle ile bym chciał, ani takiego jaki bym chciał. Nie mniej przyznaję, fakt, uporem i determinacją oraz wykorzystując kilka innych czynników, oraz wiedzę zdobytą tutaj jak i w książkach doprowadziłem do tego, że seks w związku jest dużo lepszy i dużo częstszy. Zaś pozostałe rozbieżności wynikają ze zbyt dużej różnicy w libido oraz jednak jeszcze pewnych zahamowaniach których nie udało się jeszcze przeskoczyć.
          Powoduje to że jak czytam czasami posty to się normalnie łezka zazdrości kręci w oku ale cóż... podobno wszystkiego mieć nie można.

          Zaś odpowiadając na pytanie, tak, w pewnym sensie zastosowałem zbliżoną metodę.
          Tyle że zmodyfikował bym wypowiedź mniej więcej tak.

          > To proste. Zrezygnować z doprowadzania konia na siłę. Przestać
          > > zmuszać do picia. Później postawić konia na palącym słońcu z
          > > widokiem na wodopój.
          Potem pokazać jak ów wodopój jest obiektem pożądania innych koni i jak one z chęcią z niego by skorzystały. Następnie dać jego jasny sygnał że z jeśli ty nie chcesz to inni z tego wodopoju mogą też korzystać a ja nie mam nic przeciwko. A na koniec jeśli ty nie chcesz z tego to idź do innego. Każdy będzie pił to co lubi, nikt nikogo zmuszać nie będzie. Otworzyć bramkę i pozostawić wolny wybór informując jednak o pewnych warunkach korzystania z wodopoju w przypadku, gdyby się jednak zdecydowało ;-). No i pogodzić się z faktem, że nie wszyscy lubią pic tyle samo i z tych samych źródeł.
        • zakletawmarmur Re: Jak zmusić żeby pił? :) 02.03.09, 00:18
          Nie wiem dokładnie jaka jest "złota recepta Avide" bo forum czytam
          dopiero od jakiegoś czasu...
          Z tego co czytałam niżej to nie zgadzam się z Avidem w wielu
          punktach. Nie powiedziałabym nikomu "albo mnie zadowolisz albo
          znajdę sobie kochanka". Nie wierzę w skuteczność takich rzeczy...
          Uważam, że ta metoda jest okrutna. Wykorzystanie lęku przed
          porzuceniem, żeby zaciągnąć kogoś do łóżka, bardzo źle mi się
          kojarzy Ale to moje zdanie. Wolę subtelniejsze zagrywki, manipulacje
          które sprawiają, że facet nabiera ochoty na mnie. Ich wadą jest to,
          że są bardziej rozłożone w czasie, a ja jestem niecierpliwa. No ale
          z siebie też trzeba coś dać:-)

          Ja tak zrobiłam z pół roku temu z moim chłopem.
          Czy pomogło? Z seksu raz na miesiąc mam 2 razy w tygodniu. Więcej
          wymagać nie mogę. To jest to maksimum jakie mogę wyciągnąć z tym
          facetem przy odpowiednim nasłonecznieniu (wzbudzanie zazdrości,
          koniec z 100% poczuciem bezpieczeństwa, koniec zmuszania). Trzeba
          uszanować możliwości partnera. Lub odejść:-)
    • aandzia43 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 14:21
      Bardzo podobał mi się twój logiczny i uporządkowany post:-) Dobrze
      się czyta i od razu wiadomo, na czym się stoi, bez domyslanai sie i
      odsiewania ziarna od plew. Poza tym starannośc w pisaniu poza
      świadczy poniekąd o szacunku do czytelnika.

      > I tutaj pojawiaja się dwa pytania do was:
      > - jak zrobić żeby grało?
      > - czy ci sposród was, którzy problemy z seksem małżeńskim mają
      próbowali
      > kiedyś podsuwać partnerowi jakieś lektury, żeby unaocznić problem.
      A jeśli tak
      > to z jakim skutkiem (o to czy probowaliście rozmawiać nie pytam –
      to oczy
      > wiste
      > – przy czym u mnie rozmowy juz chyba byly).
      >

      Podsuwanie lektur wywoływało u mojego małża podobną reakcję, jak u
      towjego. Potem zaczął reagowac nerwowo, by nei rzec histerycznie (no
      jak to tak, próbowac go zmieniac, przeciez on doskonały;-). Potem go
      kompletnei olałam, de facto porzuciałam. A potem okazało się, ze "to
      jednak jest możliwe". Już wyjaśniam, o co chodzi. Jest taki dowcip,
      dla mnei cudny i bardzo mądry. Niedawno przytoczył go tu Kawi. Otóż:

      Napada na kobietę w windzie zamaskowany i uzbrojony bandyta i
      przystawiając jej nóz do gardła każe robic loda. Przerażona kobieta
      robi loda najlepiej, jak tylko potrfi. Po wszystkim bandyta zdejmuje
      maskę i objawia się jako mąż napadnietej. Zwraca sie do niej w
      wyrzutem: No i co! A nie mówiłem przez tyle lat, ze to DA SIĘ
      ZROBIC!!!!!


      No więc, jak się ma nóż na gardle, to można zmienic nawet swoje
      ugruntowane, zdawałoby się, przyzwyczajenia erotyczne (różne inne
      zreszta też). Ku swojemu własnemu zadowoleniu zresztą, jak się potem
      okazuje.
      Nie wiem, co doradzic tobie, bo nei znam twojego męża. Na takich
      nieco leniwych misiów często działa spora dawka niepewności, co do
      stanu ich posiadania. Odsunięcie od cyca, rozluźnienie więzi
      emocjonalnej, wzbudzanie zazdrości (tylko bez teatru, to ma byc
      pełny realizm, czyli autentyczne zainteresowanie innym osobnikiem).
      Ot, takie banalne sposoby. Przemyśl. Powodzonka:-)
    • twardycukierek Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 14:30
      Słowo zmusić, choć wiem, że z przymrużeniem oka go użyłaś, skreślamy z planu ;)
      Nie wiem, czy czytałaś wątek o 'byciu miłym'? Otóż ja nie wierzę, że odlotowy,
      wspaniały seks 'załatwisz sobie' przez ustawianie męża tak aby był jak tamten
      kumpel a zarazem taki jaki jest w tej chwili, czyli - udomowiony.
      Kumpel nic nie musi: adoruje Ciebie z własnej woli. Podobasz mu się. To Cię tak
      kręci, prawda? Czujesz się kobietą. I teraz masz problem: jak sprawić aby mąż
      się obudził?
      1. Faktycznie nastąpiło u Was zmęczenie materiału, nic się już nie da wykrzesać.
      Nie wiem, nikt Wam tego nie powie. Warto spróbować, przekonać się.

      2. Da się coś wykrzesać. Chcesz świetnego seksu. Wiesz, że kiedy masz problem z
      autem nie dzwonisz do dentysty :) Zostaw wszystko co nieistotne i skoncentruj
      się na tym, czego chcesz, dowiedz się, co męża kręci seksualnie, powiedz mu o
      swoich pragnieniach. Nie będę podawać przykładów bo każdy jest inny, nie wiem,
      co Wam się podoba. Próbujcie, ćwiczenie czyni mistrza. Skoro on taki 'leniwy' to
      proszę bardzo: czytaj i opowiadaj mu, w czym problem? Wolisz aby było
      'sprawiedliwie' czy DOBRZE?
      Przepraszam z góry, jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że jesteś osobą, która
      bardzo ceni sobie kontrolę. Wyluzuj, odpuść, nie łap za słowa, nie staraj się za
      wszelką cenę utrzymać kontroli.
      Powodzenia :)
      • mantis_after_dinner Generalnie calkiem sporo mi juz 01.03.09, 14:42
        wasze podpowiedzi daly, chce jedynie sprostowac jedna rzecz:

        - moj maz nie jest seksualnie leniwy! Mysle ze jego aktywnosc nieco przytlumilam
        ja - wlasnie ta swoja silna osobowoscia z tendencja do dominacji rowniez w
        lozku. I z jednej strony bylo fajnie, bo w ten sposob poeksperymentowalam,
        dowiedzialam sie duzo o sobie, co lubie, jak i jak zrobic zeby bylo fajnie; ale
        teraz juz wiem i powtarzanie seksu z 3 orgazmami do znudzenia to chyba jednak
        nie jest to co misie lubia najbardziej - no ale wjechalo sie juz na te koleiny i
        teraz nie wieadomo jak z nich zjechac.

        Przy kumplu - tak - czuje sie kobieta. A jednoczesnie mam te swiadomosc ze czuje
        sie tak jedynie do momentu, w ktorym moja tendencja do dominacji mu nie
        przeszkadza. Bo, jak to ktos z was napisal: "on przeciez nic nie musi". Dlatego
        dokonale wiem, co zrobi, jak mu zaczne wchodzic na glowe - po prostu zwinie zagle.

        I zeby nie bylo watpliwosci - ja nie wchodze na glowe swiadomie i celowo. tak
        sie po prostu dzieje ...
        • kipuros Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 01.03.09, 15:29
          dawaj go do tablicy ...pogadamy z nim...
          • mantis_after_dinner Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 01.03.09, 15:33

            Myslisz, ze jakby przeczytal Twoje "powinnas jednak zdecydowac sie na romans" to
            bardzo by Was polubil? :)

            gwoli scislosci: on jest bardzo otwartym gosciem - na jednorazowe bzykniecie mi
            pozwolil, ale dlugofalowego romansu polaczonego z wielokrotnym bzyknieciem chyba
            by nie przelknal ;)

            I dobrze - co to za facet, ktory by lykal takie rzeczy?
            • avide Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 01.03.09, 16:01
              No powiem CI, że co za facet który przymyka oko nawet na jedno bzyknięcie JEGO KOBIETY ?????

              Dla mnie sprawa prosta. Ma już na końcie podobne "niezobowiązujące" (i to nie jedno i nie przypadkowe) bzyknięcie innej. W przeciwnym razie slag by go trafił.

              Jedyna sytuacja w której mógłby sobie Ciebie wyobrazić z innym to prawdopodobnie trójkąt (jesli ma takie fantazje co wcale nie wykluczone), ewentualnie swingowanie z pełną wymianą partnerów. Ludzie to robią i mają z tego wiele frajdy. Oboje. Nie mniej wtedy to się zazwyczaj dzieje za wczęśniejszym, ŚWIADOMYM przyzowleniem na taki akt poprzedzonym długim dojrzewaniem w głowach do decyzji.

              Nie znam faceta po którym spłynęło to, że jego kobieta ot, tak bzyknęła się, dla sportu, ... z innym. Plizzzz. Jeśli tak uważasz 90% że bardzo mało go znasz, albo... facet to kompletna dupa i wcale mu na Tobue nie zależy a np. na twoim statucie materialnym.

              Jeden znajomy ożenił się niedawno. Od początku podejście do związku miał delikatnie mówią luźne. W końcu, po piwie się kiedyś wygadał.
              Mówił mniej więcej tak: "Na wjazd dostałem 100 metrowe mieszkanie i suv-a od teściów". Pytamy a miłość ? Odpowiedź: "Miłość ? Miłość kiedyś się pojawi, kiedyś". :-)))
              Jak widać nie tylko kobiety potrafią kalkulować ;-).
              • mantis_after_dinner avide 01.03.09, 16:22

                > Dla mnie sprawa prosta. Ma już na końcie podobne "niezobowiązujące" (i to nie
                jedno i nie przypadkowe) bzyknięcie innej. W przeciwnym razie slag by go trafił

                -
                • pocomitakazona pytanko do avide 01.03.09, 17:28
                  Zapytaj kumpla czy owo 100 metrowe mieszkanko i suv od teściów jest formalnie na
                  NIEGO. Jestem na 99% pewien, że te dobra stoją na żonę:)
                  Zazwyczaj tak jest. Jako forma komunikatu - "pójdziesz na boki to z powrotem
                  będziesz golasem"
                  • avide Odpowiedź 01.03.09, 18:43
                    Wiesz co, nie wiem jak to wygląda formalnie. Pewnie tak jak piszesz.
                    Nie mniej spójrzmy na to z pragmatyczniej strony.
                    Wszystko jest na nią. On jednak dostał szereg dóbr, które ustawiają go w wygodnej pozycji startowej powodując że
                    a) żyje wygodnie
                    b) zarobione pieniądze może inwestować i pomnażać a nie np. spłacać kredyt mieszkaniowy.

                    Popatrz. Nawet jak nieźle zarabiasz, załóżmy 5000 netto. Przy mieszkaniu i takim aucie suma rat by wyniosła jakieś... 5000 zł. Jak nie więcej. On to dostaje na wjazd. Zatem np. 2500 zł może co miesiąc inwestować bądź odkładać. Po roku robi się 50 000 + odsetki, po 5 latach jakieś 300 000 - 400 000 w zależności od szczęścia w inwestycje. Załóżmy że facet ma 27-28lat. W wieku 33-34 jest zupełnie nieźle ustawiony a cała kasa jest jego jak dobrze zakombinuje. Poza tym sposobów na spieniężenie i pomnożenie kasy oraz przelanie jej później na własne konto jest sporo. I tak oto choć na początku był gołodupiec ma się zupełnie nieźle. Prawda ? A jak jeszcze bogaty teść niezłą prace załatwi to we własnej firmie to już w ogóle. ;-).
                • avide Re: avide 01.03.09, 18:26
                  Po głębszym przemyśleniu stwierdzam że równouprawnienie to fajna rzecz ;-).

                  Kobiety dostały wreszcie szansę by otwarcie mówić co lubią i jak lubią w łóżku.
                  Dostały pozwolenie na zdobywanie sobie facetów których sobie upatrzyły i nikt
                  już ich za to nie potępia.

                  I to co dla nich jest największym błogosławieństwem jednocześnie jest
                  największym przekleństwem. Czemu ? Same niejako ułatwiają dostęp do seksu, który
                  kiedyś był zastrzeżony jedynie dla kreatywnych i pomysłowych samców. Dla tych co
                  umieli poderwać, zagadać zbajerować.
                  Wyjście z cienia męskiego kobiecej seksualności sprawiło, że nawet ci mniej
                  zdolni w sztuce uwodzenia mają dużo większą szansę na pozamałżeński seks. Bo
                  nawet jak sam nie będzie potrafił, będzie się wahał, będzie czekał, to go w
                  końcu jedna czy druga sama zwabi do łóżka. Jak widać kobiety też lubią polować i
                  gonić króliczka ;-). Więc czemu nie dać się upolować ? ;-)

                  W końcu socjobiologiczne kobiecie też zależny na znalezieniu jak najbardziej
                  różnordnych i "dobrych" genów. A wygląd jest jednym z najsilniejszych wabików.
                  Zatem jeśli jest tylko brak zdecydowania ale cała reszta gra, cóż.. warto się na
                  takie geny skusić ;-).

                  Dlatego szansę na seks pozamałżeński choć pewnie masz jednak trochę większą niż
                  on, jeżeli facet przystojny to i ta jego nieśmiałość problemem być nie powinna
                  ;-). Jak z resztą sama zauważyłaś ;-).

                  Wracając jednak do tematu "przyzwolenia na jednorazowy seks".
                  Jeżeli tak jest jak piszesz. Tak Ci mówi, takie ma faktycznie zdanie, oraz
                  faktycznie jest z tych nieśmiałych i nie miał podobnych przygód na boku
                  (oczywiście bardzo możliwe) to masz niezły problem.

                  Stawiam dukaty przeciwko orzechom, że jak go zdradzisz większych konsekwencji
                  nie poniesiesz. Nawet jak się dowie. Wystarczy że zrobisz słodkie oczy,
                  wciśniesz mu kilka kitów jak bardzo się zagubiłaś, że cię odtrącił jak mu
                  mówiłaś itp. Zaboleć zaboli ale nic nie zrobi. Wiesz czemu ? Bo się będzie BAŁ.

                  Zdobywanie kobiet najprawdopodobniej jest dla niego bardziej udręką niż
                  przyjemnością. To typ faceta który w długim, bezpiecznym związku czuje się
                  najlepiej. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak naprawdę miał niską ocenę
                  własnej atrakcyjności, choć Ty o tym możesz nie wiedzieć. Tak naprawdę dał się
                  poderwać bo bardzo mu to odpowiadało. Czy w życiu codziennym o wszystkich albo
                  przynajmniej większości decyzji jakie są podejmowane nie decydujesz Ty lub co
                  najwyżej wspólnie ? Ile razy w ciągu ostatniego roku, dwóch zdecydował o czymś
                  sam zupełnie nie pytając się Ciebie o zdanie ? Przy czym nie chodzi mi tutaj o
                  decyzję pod tytułem kupienie bułek na śniadanie. Przyszedł i powiedział ze
                  zmienia pracę i zrobił to. Powiedział, że robicie remont, kupujecie auto takie a
                  takie i po prostu to zrobił ? Kto zaproponował i załatwił, zorganizował ostatnie
                  wakacje ?
                  Te wszystkie pytania nie są od parady. One wiążą się z pewnym typem człowieka.

                  Po co to piszę ? W pierwszym poście przedstawiłaś nam swojego męża jako
                  atrakcyjnego samca a wasz związek jako coś bardzo partnerskiego w który jedynie
                  szwankuje seks. A może to jedynie Twoje życzenie by tak było jak piszesz ? Może
                  w rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej ? No i jeśli podążyć głębiej to
                  może się okazać że tak naprawdę seks jest na końcu całego ciągu innych przyczyn.
                  Jest jedynie oznaką przyczyny leżącej zupełnie gdzieś indziej z którą masz do
                  wyboru albo się pogodzić albo nie, bo zmienić się jej nie da.
                  Zrozumienie osobowości tak własnej jak i partnera oraz charakteru związku wydaje
                  mi się tutaj być kluczową sprawą.

                  Jeszcze na koniec tego postu kilka zdań na temat tego dlaczego uważam że nie
                  poniesiesz konsekwencji w przypadku zdrady jeśli maż jest taki jaki sugeruję.
                  Anegdota z mojego życia.
                  Będąc jeszcze na studiach mieszkałem z przez jakiś czas w tzw. mieszkaniu
                  studenckim w skład którego wchodziło 3 facetów i 1 kobieta. Byliśmy dobrymi
                  znajomymi i mieszkało nam się dobrze. Koleżanka lubiła seks i lubiła się dobrze
                  zabawić. Pech chciał, że miała też chłopaka w mieście z którego pochodziła. Jako
                  że co weekend facet był u nas więc z czasem dobrze się wszyscy poznaliśmy. Facet
                  był taki trochę dupowaty, ale ona miała do niego słabość.Był taki właśnie, że
                  nie bardzo miał śmiałość do kobiet i w ogóle z decyzyjnością u niego było
                  kiepsko. Na wszystko się godził, zero własnego zdania. Nie mniej kochał ją. Ona
                  z kolei była z tych dominujących. Choć było nas trzech próbowała nas ustawiać
                  jak swojego chłopa co doprowadzało często do ostrego iskrzenia w funkcjonowaniu
                  nas wszystkich. Bo my z kolei byliśmy przeciwieństwami jego. Charakterologicznie
                  byliśmy bardzo podobni wszyscy. Wytrzymaliśmy razem do października do lutego
                  ;-) ale nie w tym rzecz.

                  Po ok 3 miesiącach jak na dobre rozkręciły się imprezy i ludzie się poznali
                  bliżej zaczęło się. Koleżanka poznała przystojnego kolegę-przelatywacza.
                  Bzyknęli się raz, drugi, trzeci. W końcu doszło do tego, że gościł u nas w
                  mieszkaniu reglanie na seks. Znaliśmy go dobrze bo to nasz kumpel był więc
                  problemu nie było. Przychodził wieczorem i od razu się zamykali w pokoju,
                  wychodził nad ranem. Z czasem doszło do sytuacji w której raz prawie minęli się
                  w drzwiach z piątku na sobotę. "Etatowy" facet przyjechał trochę wcześniej ni z
                  miał i na szczęście miał na tyle oleju w głowie że zadzwonił z dworca że już
                  jedzie do nas. Inaczej ... było by ciekawie. Kochanek zwinął się jakieś 15 minut
                  przed przyjściem. "Biedna", taka "zmęczona" była jak wszedł jej chłop, od razu
                  się położyła spać. Nie mieliśmy serca mu powiedzieć dlaczego ona taka "zmęczona".

                  O ile na początku uznaliśmy, że nie nasza sprawa więc wtrącać się nie będziemy o
                  tyle po jakimś czasie co raz bardziej nam jej chłopaka żal było. Nawet
                  rozmawialiśmy z nią by go rzuciła bo po co on jej itp., ale ona i tak robiła swoje.
                  W końcu facet się dowiedział. I wiesz co ? Zgadnij... ;-) Wybaczył jej.
                  Hehehehe. Przetrwali tak jeszcze ze 3 miesiące aż w końcu to ONA go rzuciła.
                  To ona go poderwała, to ona sterowała tym związkiem, to ona go zdradziła, to ona
                  go rzuciła.

                  Mała przestroga dla Ciebie.
                  Jeśli poddasz się romansowi a Twój mąż ma jednak pewne cechy, które cicho
                  sugeruję w tym poście, dowie się i nie zareaguje jak należy (ostra jazda i albo
                  kop w tyłek i koniec z wami albo zostajecie ale jako że zawiniłaś nie masz prawa
                  do grama autonomii = w obu przypadkach masakra) jest bardzo duża szansa, że
                  stracisz do niego resztki szacunku i resztkę ochoty na seks z facetem tak
                  naprawdę bez jaj i w efekcie to będzie początek waszego końca.

                  Przemyśl to.
                  • mantis_after_dinner Re: avide 01.03.09, 19:26

                    > Stawiam dukaty przeciwko orzechom, że jak go zdradzisz większych konsekwencji
                    nie poniesiesz. Nawet jak się dowie. Wystarczy że zrobisz słodkie oczy,
                    wciśniesz mu kilka kitów jak bardzo się zagubiłaś, że cię odtrącił jak mu
                    mówiłaś itp. Zaboleć zaboli ale nic nie zrobi. Wiesz czemu ? Bo się będzie BAŁ.

                    -
                  • bi_chetny Re: avide 04.03.09, 16:55
                    avide: może być też tak, że kręci go zdrada partnerki. albo że czuje się na tyle
                    atrakcyjny, że wie że znajdzie inną - a jest z tą bo mu tak pasuje :)
              • zakletawmarmur Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 02.03.09, 00:33

                > No powiem CI, że co za facet który przymyka oko nawet na jedno
                bzyknięcie JEGO
                > KOBIETY ?????

                No jaki? Ciekawa jestem?

                > Dla mnie sprawa prosta. Ma już na końcie
                podobne "niezobowiązujące" (i to nie j
                > edno i nie przypadkowe) bzyknięcie innej. W przeciwnym razie slag
                by go trafił.
                >

                Jestem wierna a dałam mojemu facetowi przyzwolenie na sex, jak
                będzie miał okazje. I co? Jaka jestem?

                Plizzzz. Jeśli tak uważasz 90% że bardzo mało go znasz,
                > albo... facet to kompletna dupa i wcale mu na Tobue nie zależy a
                np. na twoim s
                > tatucie materialnym.

                Wcale tak być nie musi! Na pewno nie jestem z moim facetem dla
                pieniędzy:-) Mogłabym mieć dużo bogatszych:-)

                Masz inny sposób myślenia niż jej mąż (który pewnie dla odmiany
                myśli podobnie do mnie). Czasami trudno nam kogoś zrozumieć, bo
                oceniamy daną sytuacje tak jakby nas samych dotyczyła. Często się na
                tym łapię:-)
                • avide Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 02.03.09, 08:12
                  zakletawmarmur napisała:

                  >
                  > > No powiem CI, że co za facet który przymyka oko nawet na jedno
                  > bzyknięcie JEGO
                  > > KOBIETY ?????
                  >
                  > No jaki? Ciekawa jestem?
                  >


                  Jaki ? Dla mnie co najmniej ignorant którem wcale nie zależy na kobiecie. Co innego wybaczyć w odpowiednich okolicznościach, a co innego przymknąć oko. No chyba że już sam by nie mógł a seks był dla niego kiedyś ważny i rozumie że cudze potrzeby. Nie mniej pomiędzy przymykać oko a wybaczyć jest przepaść. Nie do końca w tym momencie chodzi o efekt końcowy czyli seks kobiety. Bardziej o początek i uświadomienie wartości relacji łączących ludzi. Seks jest był i pewnie jeszcze długo będzie postrzegany jako dobro oferowane swojej drugiej połówce jak pewnego rodzaju wyłączność. Gdyby nie to pewnie faceci żeniliby się w wieku 45-50 lat kiedy od seksu bardziej potrzebowali by opiekunki.
                  Poza tym podkreślam socjobilogiczny punkt widzenia. Wyłączność naszych partnerek mamy w sobie zakodowaną. Chodzi o dzieci. Oczywiście w ciągu ostatnich 50-ciu lat nasza dowiedzieliśmy się o ludzkiej seksualności tyle że nauczyliśmy się kontrolować urodzenia oraz dowodzić kto jest ojcem. Nie mniej to jest natura kształtowana w nas przez setki tysięcy lat. Zatem dla mnie facet godzący się po cichu na bzykanie jego kobiety w obliczu kiedy sam może zwyczajnie nie ma instynktu samozachowawczego i na miejscu takiej kobiety poważnie bym się zastanowił nad tym wszystkim.
                  Zauważ, że rozważam reakcję samca a nie co faktycznie zrobi kobieta. Jak będzie chciała się bzykać na boku nikt jej nie upilnuje.

                  > > Dla mnie sprawa prosta. Ma już na końcie
                  > podobne "niezobowiązujące" (i to nie j
                  > > edno i nie przypadkowe) bzyknięcie innej. W przeciwnym razie slag
                  > by go trafił.
                  > >
                  >
                  > Jestem wierna a dałam mojemu facetowi przyzwolenie na sex, jak
                  > będzie miał okazje. I co? Jaka jestem?
                  >


                  Jaka jesteś ? Marzenie każdego namiętnego faceta ;-)))))) O taka ;-))). Jakbyś miała kiedyś wakat daj znać, złożę Cv-kę ;-). Nie dość że seks w domu to jeszcze na zewnątrz tez nie ma problemu ;-). Jak dla mnie bomba ;-). Czy skorzystam czy nie moja sprawa, ale fajnie wiedzieć że się ma taka opcję.

                  Twoje podejście scojcobilogicznie da się wytłumaczyć tym, że Ty jednak dużo mniej ryzykujesz pozazwiązkowym seksem samca. Czemu ? Yoric pisał o tym nie raz nie dwa.

                  > Plizzzz. Jeśli tak uważasz 90% że bardzo mało go znasz,
                  > > albo... facet to kompletna dupa i wcale mu na Tobue nie zależy a
                  > np. na twoim s
                  > > tatucie materialnym.
                  >
                  > Wcale tak być nie musi! Na pewno nie jestem z moim facetem dla
                  > pieniędzy:-) Mogłabym mieć dużo bogatszych:-)
                  >

                  To był tylko przykład. Powodów może być setka. Może świetnie gotuje Lasagne a to jego ulubiona potrawa.

                  > Masz inny sposób myślenia niż jej mąż (który pewnie dla odmiany
                  > myśli podobnie do mnie). Czasami trudno nam kogoś zrozumieć, bo
                  > oceniamy daną sytuacje tak jakby nas samych dotyczyła. Często się na
                  > tym łapię:-)
                  >
                  >

                  A tutaj się zgadzam w pełni. Fakt, mierzę ludzi swoja miarą, ale to chyba normalne. Każdy ma w sobie swój subiektywizm. Ja lubię takie typy kobiet jak autorka wątku, Felicja nie cierpi, Ty w pełni rozumiesz podejście jej męża mnie się to w głowie nie mieści. Ludzie są różni i to jest piękne. Każdy znajdzie coś dla Ciebie.

                  To jest forum. Moje zdanie jest takie, Twoje inne. Może czytając Ciebie jak dobrze uargumentujesz zmienię zdanie i moje horyzonty się rozszerzą. Nie raz już tak było. I o to chodzi. Póki co, moje zdanie znasz. ;-).
                  • zakletawmarmur Re: Generalnie calkiem sporo mi juz 02.03.09, 10:17
                    > Jaki ? Dla mnie co najmniej ignorant którem wcale nie zależy na
                    kobiecie. Co in
                    > nego wybaczyć w odpowiednich okolicznościach, a co innego
                    przymknąć oko. No chy
                    > ba że już sam by nie mógł a seks był dla niego kiedyś ważny i
                    rozumie że cudze
                    > potrzeby. Nie mniej pomiędzy przymykać oko a wybaczyć jest
                    przepaść. Nie do koń
                    > ca w tym momencie chodzi o efekt końcowy czyli seks kobiety.
                    Bardziej o począte
                    > k i uświadomienie wartości relacji łączących ludzi. Seks jest był
                    i pewnie jesz
                    > cze długo będzie postrzegany jako dobro oferowane swojej drugiej
                    połówce jak pe
                    > wnego rodzaju wyłączność. Gdyby nie to pewnie faceci żeniliby się
                    w wieku 45-50
                    > lat kiedy od seksu bardziej potrzebowali by opiekunki.
                    > Poza tym podkreślam socjobilogiczny punkt widzenia. Wyłączność
                    naszych partnere
                    > k mamy w sobie zakodowaną. Chodzi o dzieci. Oczywiście w ciągu
                    ostatnich 50-ciu
                    > lat nasza dowiedzieliśmy się o ludzkiej seksualności tyle że
                    nauczyliśmy się
                    > kontrolować urodzenia oraz dowodzić kto jest ojcem. Nie mniej to
                    jest natura ks
                    > ztałtowana w nas przez setki tysięcy lat. Zatem dla mnie facet
                    godzący się po c
                    > ichu na bzykanie jego kobiety w obliczu kiedy sam może zwyczajnie
                    nie ma instyn
                    > ktu samozachowawczego i na miejscu takiej kobiety poważnie bym się
                    zastanowił n
                    > ad tym wszystkim.
                    > Zauważ, że rozważam reakcję samca a nie co faktycznie zrobi
                    kobieta. Jak będzie
                    > chciała się bzykać na boku nikt jej nie upilnuje.

                    Jestem fanką całej tej psychologii ewolucyjnej. Pomogła mi spojrzeć
                    logicznie na wiele spraw... Jednak zauważ, że nie żyjemy w do końca
                    naturalnym środowisku. Tak jak ptaki zamknięte w klatce przestają
                    się czasem zachowywać logicznie z biologicznego punktu widzenia.
                    Zapominają budować gniazda, nie zajmują się młodymi a nawet pożerają
                    swoje jaja. U części osobników zanika instynkt. W naturze reguluje
                    się to samo. Geny tych osobników wyginą. Hodowca ptaków jest w
                    stanie oszukać naturę...
                    My ludzie też to robimy. Ogranicza nas prawo, mamy antykoncepcje,
                    testy na ojcostwo, nawet bardziej wyszukane sposoby współżycia. Czy
                    anal da sie wytłumaczyć logicznie? Oral ma jeszcze jakieś
                    uzasadnienie, taki zapachowo-smakowy test na wierność:-)
                    Nasze warunki naturalne się zmieniły. Człowiek w sensie potrzeb jest
                    dużo bardziej skomplikowany niż zwierze. Są elementy stałe jak chęć
                    przekazania swoich genów, ale też wiele innych bardzo indywidualnych
                    potrzeb.

                    U mnie sprawa wygląda tak:
                    Mam taką wewnętrzną pewność, że facet mnie nie rzuci. Zawsze z
                    każdym facetem ją miałam, a zdarzyło mi się spotykać z naprawdę
                    atrakcyjnymi. Może to jakiś chorobliwy objaw, ale nie jest mi z nim
                    źle:-)
                    Wiem, że nie jest głupi i zabezpieczyć będzie się potrafił, jak i
                    wybrać odpowiednią kandydatkę do bzyknięcia. Żeby go jakimś syfem
                    nie poczęstowała i w ciąże nie zaszła...
                    A jeśli się mylę? To co? Co najwyżej znowu będę wolna. Ten stan też
                    lubię:-)
                    Co zyskuję? Świadomość, że mój partner się ze mną "nie męczy". Chcę
                    żeby był szczęśliwy. To chyba naturalna potrzeba, prawda? U innych
                    ludzi w tym aspekcje jest przysłonięta przez strach przed utratą
                    partnera. U mnie zazdrość ma szczątkową formę.
                    Podejrzewam, że mąż autorki postu, myśli podobnie. Nie widzi
                    logicznego sensu wierności swojej żony. Jakby co robi test na
                    ojcostwo, zaprzeczenie (do 6 miesięcy nawet mąż ma prawo) i jest
                    wolny. Może bzykać do woli. Spada z niego spora część obowiązków. W
                    tych czasach, dla pewnej grupy ludzi, wierność zatraca swoją
                    logiczność...

                    Zresztą nie rozumiem jednego. Piszesz o aspektach biologicznych
                    skoku w bok, a nie przeszkadza Ci już podczas swingowania? Przecież
                    z biologicznego punktu widzenia to to samo.

                    To był tylko przykład. Powodów może być setka. Może świetnie gotuje
                    Lasagne a t
                    > o jego ulubiona potrawa.

                    A co za różnica z jakiego powodu z kimś jesteśmy? Każdy ma inny
                    system wartości. Ważne czy nasz partner spełnia nasze potrzeby. Czy
                    powód ekonomiczny jest mniej "wartościowy" od seksualnego?

                    Jakbyś
                    > miała kiedyś wakat daj znać, złożę Cv-kę ;-).

                    Dopiszę Cię do listy oczekujących:-)
    • biglibido Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 18:47
      mantis_after_dinner napisała:

      > ..czy ci sposród was, którzy problemy z seksem małżeńskim mają próbowali
      > kiedyś podsuwać partnerowi jakieś lektury, żeby unaocznić problem. A jeśli tak
      > to z jakim skutkiem...

      Jestem na tym forum od kilku miesięcy. Najpierw czytałem o problemach innych osób, później sam napisałem. Powiem tak.

      KIEDYŚ W AKCIE DESPERACJI, JAK POJAWIŁA SIĘ OKAZJA, POKAZAŁEM PARTNERCE (nie jesteśmy małżeństwem) TO FORUM. POKAZAŁEM NAWET MÓJ WĄTEK I KAZAŁEM PRZECZYTAĆ CAŁY ZE WSZYSTKIMI KOMENTARZAMI. Oczywiście poznała, że to nasza historia. Niby zgodnie stwierdziliśmy, że mamy problem ale w zasadzie na tym się skończyło – jakieś DROBNE zmiany zaszły. Ona po prostu nie jest tym zainteresowana. A przynajmniej ze mną jako partnerem. Nie zagląda na takie fora (chyba, że o tym nie wiem) i nie czyta materiałów związanych z problemem. A jeżeli wspomnę o "czymś" co przeczytałem, widziałem, słyszałem Ona odbiera jako atak i moją nachalność. Coś w stylu - "bo Ty ciągle tylko o tym". Dlatego muszę ciągle uważać aby czegoś nie powiedzieć, żeby czegoś nie zrobić, żeby w całym moim zachowaniu nie było podtekstów seksualnych bo Ona jest na tym punkcie BARDZO wyczulona.

      Jakie skutni. Jak wyżej – DROBNE zmiany. Na walentynki bardzo postarała się – byłem zachwycony – ale od tej pory trochę czasu minęło!

      Nadal spragniony :)

      POZDRAWIAM

      Ps. Co do konia i wodopoju... Zakletawmarmur doradziła postawić konia na palącym słońcu z widokiem na wodopój. Dobry pomysł. Żeby tylko nie okazało się, że mamy do czynienia z wielbłądem. Co wtedy? Marny los wodopoju :(
    • avide Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 20:01
      Bardzo spodobało mi się jasne i rzeczowe przedstawienie sprawy. ;-).
      Czasami jak czytam wątki zakładane przez różne osoby (zwłaszcza kobiety) kończąc
      czytanie zadaję sobie pytanie: Ale w czym tak właściwie jest problem ?
      Tutaj jest jasno i rzeczowo. I choć post długi bardzo fajnie się go czytało,
      przynajmniej mi ;-).
      To tyle tytułem wstępu.

      Co prawda trochę się już nakilkałem w tym wątku ale w końcu piszę odnoście pytań
      w wątku głównym.

      Odpowiem na pytanie nr2 bo mam w tym spore doświadczenie. Czy próbowałem
      podsuwać książki, artykuły, forum, itd. Oczywiście. Co to dało ? Hymmm niewiele.
      Z moich obserwacji wynika, że ludzie dzielą się na tych co ta tematyka
      interesuje i chcą się w nią zagłębić oraz na tych co wolą jedynie praktykować
      mniej lub bardziej.
      Generalnie podsuwanie partnerowi nie zainteresowanym samym z siebie ta tematyka
      do czytania takich rzeczy to jest orka na ugorze.
      Jestem prawie pewien że nic nie zdziałasz tą drogą. U mnie w domu jest chyba z
      8-10 książek na temat seksu, jak tylko zobaczę coś w necie na ten temat bez
      krępacji czytam i linki podsyłam zonie, czasami nawet drukuję całe artykuły i
      daję do przeczytania (ostatnio artykuł na temat ćwiczenia mięśni kogela -
      świetny, jasny i rzeczowy, leży do dziś nie tknięty ;D). Generalnie więc nie
      liczyłbym na tą drogę komunikacji. W tym temacie całkowicie bezskuteczna. Choć
      metodą zdartej płyty warto regularnie podsuwać ciekawsze kąski do przeczytania.

      Czytanie jednak pozostaw sobie. Zdobywasz tak wiedzę i później musisz inną drogą
      przekazać ją dalej. Jaką ? Piszę poniżej.

      Dużo bardziej skuteczne są tzw. szczere rozmowy. Co jakiś czas z uporem maniaka
      tłukę do głowy zonie różne tematy. Na początku była poirytowana i zawstydzona.
      Nie chciała rozmawiać. Uciekała, chowała głowę w piasek. Później nauczyła się o
      tym mówić i zaczęła dostrzegać problem. Wiele razy odbierała to jako atak na
      własną osobę. Tłukłem wtedy jak mantrę, że albo się dogadamy w temacie albo
      będzie między nami źle z ewentualnym "nie będzie nas" włącznie.
      Komunikacja werbalna choć potrafi unaocznić problem to jednak jest mało
      skuteczna jeżeli chodzi o wprowadzanie w czyn przekazanej wiedzy. Często kończy
      się na gadaniu. Po gadaniu wiele słów umyka i wszystko się zapomina. Ot
      specyfika ludzkiej natury. Pamiętamy tylko to co chcemy ;-).

      Dlatego proponuję słowo mówione zastąpić na słowo pisane ale... przez nas
      samych. List do M (M jak małżonek, małżonka). To co zostało powiedziane raz,
      drugi, trzeci, jeżeli nie zadziałało należy zapisać i dać przeczytać. Następnie
      najlepiej jakby się ów M. podpisał po tym. W takim liście jasno i wyraźnie
      należny doprecyzować co nas boli i dlaczego i jak byśmy chcieli to zmienić
      (szczegółowo ! a nie teksty w stylu "chce by w łóżku było lepiej bys się
      bardziej starał" a jak ? domyśl się ;-))) Sorry, skoro doszło do tego listu
      znaczy się, że się do tej pory nie udało "domyślić" i choć urok i magia pryśnie
      jak bańka mydlana wykładamy kawę na ławę. W razie późniejszych pytań "o co ci
      chodzi" jasno można wskazać o co.

      No i etap ostatni ale i najbardziej skuteczny. Czyny, oraz konsekwencja w
      postępowaniu. Czytanie, mówienie i pisanie przygotowało podłoże merytoryczne w
      głowie partnera pod tytułem "o co mi w ogóle chodzi".
      Czyny mają za zadanie urzeczywistnienie tego o czym się do tej pory tylko
      gadało. Chodzi mi tutaj zarówno o te bezpośrednio łóżkowe jaki i te budujące
      całą otoczkę woku łóżka.
      Najpierw te łóżkowe. Pokazujemy co i jak ma się odbywać. Raz, drugi, n-ty.
      Niestety przy którymś razie się nauczy przynajmniej w takim stopniu żebym było
      to chociaż zadowalające. Przy czym to działa w przypadku osób wiedzących czego
      chcą od partnera. Jeżeli problem jest w partnerze (np kobieta nie znająca
      swojego ciała i facet chcący zrobić jej dobrze i nie wiedzący jak) to jest
      problem. Wtedy wszystko opiera się na determinacji chcącego "dawać" i jego
      pomysłowości. Trzeba próbować i próbować, zaś druga strona musi się wsłuchiwać w
      swoje ciało. Jest to czas nauki własnej seksualności partnera. Podstawowa
      sprawa, partner musi się chcieć nauczyć. Jeśli nie chce.. no to mamy działania
      poza łóżkowe.

      Działania poza łóżkowe.
      Charakteryzują się pewną cechą egoizmu i hymm jakby to napisać ... takiego
      postawienia sprawy na ostrzu noża.

      No i tutaj warto zastosować wszystkie znane sztuczki pod tytułem niedostępność,
      flirt z innymi, nieprzewidywalność itd. z jednoczesnym ani trochę nie kryciem
      się z tym. Na każde pytanie i próbę awantury odpowiedzieć trzeba spokojnie,
      powoli i tak na chłodno wyjaśniając przyczyny takiego postępowania.

      Przykładowe wyjaśnienia:
      "Czemu z nim flirtuję ? Bo ty nie chcesz ze mną a mam własne potrzeby. Jakie ?
      Wiesz jakie, mówiliśmy o tym wiele razy. Bardzo chcę byś TY je zaspokajał.
      Niestety nie przejawiasz ku temu chęci. Nie zmienia to faktu, że moje potrzeby
      nie znikają. Kocham Cię, ale fizyczność to część tej miłości. bez niej miłość
      usycha. Dlatego jeśli nie Ty to inny, a jak do tego w końcu dojdzie istnieje
      szansa że nie będzie już nas. Ale każdy sam wybiera. Wiesz czego chce i czego
      pragnę, wiesz że możesz mi to dać. Pytanie tylko czy chcesz. Jeżeli to dla
      Ciebie za dużo to może jednak lepiej się rozejść i się nie męczyć."
      Metoda dobra zwłaszcza dla par bez dzieci. Ale i inni przy odpowiedniej
      modyfikacji też moga stosować z powodzeniem. Takie postawienie sprawy na ostrzu
      noża potrafi otworzyć oczy nie jednemu parterowi.

      Oczywiście to ostatnie do zastosowania mocno indywidualnie. Nosi znamiona
      silnego egoizmu oraz szantażu. Jednak mamy do wyboru, albo partner leń weźmie
      się za siebie albo ...użalamy się nad sobą do końca życia. Ja wybieram to pierwsze.
      To ta cześć z pokazaniem jak ów wodopój może być atrakcyjny dla innych. Nie
      chcesz ty się napić ? nie bądź pies ogrodnika daj innym.

      Taka postawa zobojętnienia powinna być mobilizująca dla kogoś kto nas naprawdę
      kocha i zależy mu a jedynie w natłoku gdzieś się zagubił i wpadł w rutynę. Oraz
      całkowicie odpychająca dla kogoś kto jest już bardziej z przyzwyczajenia niż
      uczucia.
      To działa. Potwierdzam własnym przykładem. Choć może to piękne i szlachetne nie
      jest, ale jest świetnym testem dla związku. Poza tym, jak się nie ma co się lubi
      to się lubi co się ma.

      Partner musi cały czas wiedzieć, że małżeństwo to dopiero początek nieustannego
      uwodzenia, zdobywania i ciągłego odkrywania siebie a nie radosny koniec starania
      się w związku.
      Skoro mógł się starać na etapie zalotów teraz tez da radę. Pytanie tylko czy
      jeszcze mu się chce.
      Cyniczne ? Może trochę, ale to działa.


      Pzdr.
      Avide

      Ps. Acha, trzeba się tylko przygotować wcześniej do ewentualnych konsekwencji,
      gdyby jednak okazało się, że walizki czekają na nas po powrocie z miejskiej
      stołówki.
      • mantis_after_dinner :) 01.03.09, 20:12
        Ps. Acha, trzeba się tylko przygotować wcześniej do ewentualnych
        konsekwencji,gdyby jednak okazało się, że walizki czekają na nas po powrocie z
        miejskiej stołówki.

        >>> o to to ;) A wez sie tu przygotuj, jak w domu wita cie usmiechniety synus
        slowami "kocham cie mamusiu" -
      • zakletawmarmur Re: Jak zmusić żeby pił? :) 02.03.09, 00:49

        Powalił mnie ten post. Normalnie szok...
      • felicia.3 Re: Jak zmusić żeby pił? :) 02.03.09, 01:07
        Avide:)cokolwiek bys nie napisal brzmi perfekcyjnie.nie,ze w to wszystko
        wierze,ale piszesz pieknie!!!Osobiscie upieram sie przy swoim,ze nie cierpie
        takich babochlopow,jak autorka,a jej maz to pewnie typ jakiegos
        melepety.ech...znam takich ludzi:(
        • mantis_after_dinner felicia, na szczescie 02.03.09, 09:07
          nie pisalam tego watku po to, abys mnie polubila,a li tylko po to,
          aby uzyskac od Was porade ...


          Od Ciebie jej akurat nie uzyskalam, bo jedyne na co potrafilas sie
          wysilic yo komentarz 'Fuj!'.

          A jednak chyba nie 'Fuj!' skoro kilku(nastu?0 facetow sie na ten moj
          charakterek zlapalo, a sa i tacy co uwazaja kobiety tego typu za
          wyzwanie ;)

          Ale zostawmy juz to - ludzie po prostu sa rozni ;)

          • felicia.3 Re: felicia, na szczescie 02.03.09, 10:52
            mantis_after_dinner napisała:

            >
            >
            > Od Ciebie jej akurat nie uzyskalam, bo jedyne na co potrafilas sie
            > wysilic yo komentarz 'Fuj!'.

            naprawde tylko tyle zrozumialas?
            >
            > A jednak chyba nie 'Fuj!' skoro kilku(nastu?0 facetow sie na ten moj
            > charakterek zlapalo, a sa i tacy co uwazaja kobiety tego typu za
            > wyzwanie ;)

            eee... tam nie pochlebiaj sobie.jak slusznie zauwazylas ludzie sa rozni i kazda
            zmora znajdzie swojego adoratora jak to mowia.widzisz nawet tutaj szukasz
            poklasku i meskiego zachwytu.robisz wielki atut ze swojego super
            charakterku.hmmm....czy to takie wyjatkowe? kazdy ma swoj charakterek,tylko nie
            kazdy zamecza nim innych.ech tez mi sie juz nie chce tego analizowac.milego dnia:)
            >
            > Ale zostawmy juz to - ludzie po prostu sa rozni ;)
            >
            • avide Re: felicia, na szczescie 02.03.09, 14:03
              Nie uważasz Felicja że po takim poście jak Twój powyżej życzenie komuś miłego
              dnia jest wysoce wyrafinowaną złośliwością ?
              Najpierw nie wiedzieć czemu przetoczyłaś się po autorce niczym walec drogowy,
              dopiekając jej tak że mało w pięty jej nie weszło a później ... słodkie
              beztroskie "miłego dnia".
              Ekstra ;-). Trzeba było napisać "żegnam chłodno". Nie wierzę, że życzysz jej
              miłego dnia. ;-).
              Kobiety.... ;-) Ech.... ;-)
              • mantis_after_dinner dziekuje ;) autorka ma sie dobrze 02.03.09, 14:47


                eeeej - moj dzien i tak bedzie mily ;)
              • felicia.3 Re: felicia, na szczescie 03.03.09, 00:28
                avide napisał:

                > Nie uważasz Felicja że po takim poście jak Twój powyżej życzenie komuś miłego
                > dnia jest wysoce wyrafinowaną złośliwością ?
                Dokladnie!!!Zgadzam sie w 100%.Boze jak ja Cie kocham Avide!!!Masz racje bywam
                masakrycznie wredna,ale tylko dla tych,ktorzy na to zasluguja.Lepiej?Z Toba sie
                nie porownuje,bo jak juz pisalam lekkosci piora mi brak;(





                > Najpierw nie wiedzieć czemu przetoczyłaś się po autorce niczym walec drogowy,
                > dopiekając jej tak że mało w pięty jej nie weszło a później ... słodkie
                > beztroskie "miłego dnia".
                > Ekstra ;-). Trzeba było napisać "żegnam chłodno". Nie wierzę, że życzysz jej
                > miłego dnia. ;-).
                > Kobiety.... ;-) Ech.... ;-)
    • fanny Re: Jak zmusić żeby pił? :) 01.03.09, 21:16
      Hej Mantis,
      z postow wynika, ze jestes podobna do mnie, dominujaca kobieta.
      U nas w zwiazku bywalo roznie, teraz po 17 latach mamy wypracowany kompromis -
      ja dominuje w zwiazku, on dominuje w lozku - taka swoista rownowaga.

      Jak do tego doszlo?
      Malutkimi kroczkami, choc ( tylko poczatkowo) z mojej inicjatywy (he, he).
      Pomysl, czy takie rozwiazanie nie byloby dla Ciebie satysfakcjonujace.

      f.
      • karola-online Re: Jak zmusić żeby pił? :) 05.03.09, 18:19
        Jeden z lepszych topikow, jaki na tym forum czytalam.
        I chociaz nie mam problemow w lozku, bo seximy sie "zadawalajaco",
        to chcialam napisac, ze fanny wysunela bardzo fajna propozycje -
        ktora mozna przetestowac.

        Tez jestem z tych "agresywnych" kobiet ;) chociaz mojemu partnerowi
        tez nic w tym kierunku nie brakuje. Nasze poczatki byly ladnie
        powiedziawszy jak tsunami i do tej pory mowimy z powaznym-usmiechem,
        ze gdyby nie lozko - to juz dawno bysmy sie pozabijali ;)
        W dniu codziennym idziemy na kompromisy i juz nie staramy sie
        probowac naginac drugiej strony - oczywiscie nie zawsze sie udaje
        przestrzegac tej zasady - bo nas ciagnie do tego strasznie, ale
        znamy swoje wzajemne granice tz "moge do tego punktu, bo pozniej
        bedzie bryndza" ;) Ja w tym przeginaniu mam wiecej wolnosci i moge
        liczyc na tolerancje czyli machniecie reka przez partnera - a niech
        robi jak chce, a niech bedzie po jej mysli.... ale w lozku jest
        wrecz przeciwnie ;)

        Napisalas ze sex kobiety zaczyna sie z rana - moze jest to prawda,
        ale u innych, u mnie to nie funkcjonuje. Moge miec focha tak duzego
        jak stad do Papui Nowej Gwinei, to jak ON ma ochote to i tak
        bedziemy sie kochac (na tej plaszczyznie ja nie mam nic do gadania)
        Tylko ze u nas "iskrzy" do tej pory - wystarczy ze mnie dotknie a
        juz moj foch schodzi samotnie do piwnicy ;) co wiecej, zauwazylam ze
        jak M. sie strasznie na mnie wscieknie i obrazi na smierc i zycie -
        to wystarczy ze wepchne sie na Jego kolana i domagam sie namietnych
        pocalunkow - to tak mnie "zerznie" ze chodzic nie moge (sorry za
        dosadne sformulowania).... ale jak wiadomo dobry sex lagodzi
        obyczaje ;)

        ps od 14-stu lat jakos ciagniemy ten wozek agresorow ;)

        ... jeszcze cos napisze apropo przyzwolenia na skok w bok - ja go
        posiadam i posiada go moj partner. Nie wiem jak On - ja jeszcze tego
        nie wykorzystalam, ale mam swiadomosc ze jakby co - to nie bedzie to
        koniec swiata ;) moze sie mysle i jest to wlasnie moje podswiadome
        nie wykorzystywanie przyzwolenia, bo jednak szkoda by mi bylo tego
        co mam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka