15.03.09, 13:19
problem zaczął sie 1,5roku temu gdy tylko dowiedzieliśmy się o
ciąży, którą bardziej On chciał niz ja.(jego reakcja gdy zrobiłam
test: przysięgnij że to moje. zatkało mnie) W tym samym czasie sie
pobieraliśmy i w czasie ceremonii ktoś podmienił mi faceta! Z
ciepłego i energicznego faceta przy którym czułam się bezpiecznie
dostałam wiecznie niezadowolonego chama, któremu sprawia przyjemność
dokopanie mi. Aż teściowa i znajomi zauważyli że cos jest nie tak,
czemu się na mnie wyżywa. W ciąży marnie się czułam ale M tego nie
rozumiał. Nadal wszystkie domowe obowiązki były na mojej głowie. M
miał do mnie pretensję, że nie mam dzikiej ochoty na seks w ciązy.
Nie rozumiał, że mnie boli. Moje zainteresowanie seksem powoli
spadało aż libido sięgnęło zero.
Po porodzie nadal wszystko w domu na mojej głowie + opieka nad
dzieckiem. a2 tyg po porodzie mówię, powiedz mi cos miłego; odp"
zrób mi laseczkę" Chciałam go spoliczkować
Teraz wróciłam do pracy na pełen etat w domu ogarnia niania, ale
zakupy i opieka nad dzieckiem po powrocie są nadal na mojej głowie.
M jest w stosunku do mnie zimny i częściej złośliwy niż miły. NIe
pamiętam kiedy powiedział mi coś miłego, pocałował mnie lub
przytulił. Ja domagam sie ciepła, przytulenia. To ja przytulam sie i
prosze pocałuj mnie, ale ten leży jak kłoda! I ma czelnosć mieć
pretensje że nie mam ochoty, że nie inicjuje. nie pomagaja rozmowy,
tłumaczenie.
usłyszałam że nie jestem kobieca, że nie mam seksappeal'u (dziwne,
bo mam duże powodzenie i od wielu osób słysze że jestem bardzo
kobieca i atrakcyjna); a ostatnio M głosem pełnym pretensji
oświadczył, że nie będe z niego robić 30-letniego impotenta i że
daje mi miesiąc a potem idzie na dziwki.
Jak możecie sie domyśleć bardzo mnie to zabolało i się
zablokowałam.A dzisiaj znów wsciekłym głosem spytał " KIEDY, kur...
kiedy, daje Ci tydzień a potem sie rozwodzimy!"
i co mam zrobić? nawet gdy już sie kochamy, co nie bardzo mi sprawia
przyjemność tego samego dnia albo następnego słyszę, że ja wcale nie
mam ochoty, że mu laski nie robię że nie może sie doprosić itd. On
nie rozumie że mnie rani i że się bardziej blokuję
co mam zrobić??
Obserwuj wątek
    • sagittka Re: pomocy!!! 15.03.09, 13:47
      Nie napisałaś NIC pozytywnego o mężu, nawet słowa czy jest chociaż
      dobrym ojcem dla dziecka.
      Wygląda jakbyś opisywała obcego (i nieciekawego!) faceta, z którym
      przypadkiem masz dziecko.
      Myślisz, że jeśli zaczniesz zaspokajać jego potrzeby i robić mu
      częściej "laseczkę", to będzie wszystko ok? Pomyślałaś kiedyś, że
      wasz związek to pomyłka i że nie da się go naprawić?
    • songo3000 Re: pomocy!!! 15.03.09, 13:49
      No to teraz w końcu napisz czego właściwie chcesz.
      • herbatka.jasminowa Re: pomocy!!! 15.03.09, 13:59
        dać mu tydziń i się z nim czym prędzej rozwieźć

        "chłop ze wsi wyjdzie, wieś z chłopa nigdy"
      • mamahuhu Re: pomocy!!! 15.03.09, 14:34
        chciałabym żeby sie ułożyło miedzy nami, żeby M był taki jak kiedyś
        taki jak gdy sie o mnie starał.Był ciepły czuły, opiekuńczy a
        zarazem bardzo męski zdecydowany z temperamentem. Teraz jest więcej
        negatywnych emocji, a miły jest tylko do obcych :(
        Jakim jest ojcem? chyba obojetnym, bo nie sprawia mu przyjemności
        spędzanie czasu z własna juz roczną córką. Kąpiel? układanie
        klocków? jemu się chyba nie chce i przede wszystkim nie ma
        cierpliwości
        o rozwodzie tez myślałam, nawet się na jakis czas wyprowadziłam z
        domu i to dopiero pomogło. Troche się zaczął starać.
        Łapię sie na tym że zaczyna mi być obojętne, ale nie dojrzałam
        jeszcze do rozstania. Łudze się że jeszcze może byc dobrze

        Nigdy nie myslałam, że jak bede mu robic dobrze to sie ulozy. to dla
        mnie ponizajace i oczekuje duzo w zamian.

        panie powiedzcie czy ze mna jest cos nie tak, moze cos robie zle?
        a panowie powiedzcie czy taki stosunek faceta do kobiety i takie
        odzywki są na porządku dziennym,?
        • stary.kawaler Re: pomocy!!! 15.03.09, 20:31
          A jacy są jego rodzice? Kto u nich rządzi w domu?:)
        • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 14:58
          "> Nigdy nie myslałam, że jak bede mu robic dobrze to sie ulozy. to
          dla mnie ponizajace i oczekuje duzo w zamian."

          Ponizajace jest dla ciebie robic Twojemu mezczyznie dobrze? Tu
          jest setno Waszego problemu.

          Sprawianie przyjemnosc i radosc partnerowi powinno byc jednym z
          wiekszych priorytetow. To idzie w obie strony.

          Moze mu tez wydaje sie ponizajace Ciebie przytulac i sprawiac Tobie
          radosc. Wkoncu od ciebie odwzajemnienia nie dostanie.
    • herbatka.jasminowa Re: pomocy!!! 15.03.09, 19:27
      A ja myślę, że z tego nic dobrego nie będzie. A poza tym, jak to możliwe, żeby facet się tak diametralnie zmienił? ile ty go znałaś przed ślubem ?
      Dla mnie to cham, jakich niestety coraz wiecej ...

      • twoj_aniol_stroz Re: pomocy!!! 19.03.09, 09:15
        To jest zdecydowanie możliwe. Sama to przerobiła we własnym związku.
        W naszym przypadku problem był w potwornie zdominowanym ojcu męża i
        równie apodyktycznej mamie męża. Po prostu facet nagle zdał sobie
        sprawę z tego, że właśnie jest w związku o tym samym typie co jego
        rodzice. Teraz już nie jesteśmy parą zakochanych, ale mężem i żoną,
        czyli dokładnie tak samo jak jego mama i tata. No a skoro tak jest
        to trzeba za wszelką cenę nie dopuścić, żeby był choć cień
        wątpliwości co do tego, że to on rządzi. No i zaczął się cyrk
        pt: "to ja decyduję o wszystkim" do tego stopnia, że kupienie przeze
        mnie kratek do zlewozmywaka bez konsultacji z nim wywoływało
        karczemną awanturę.
    • juzia214 Re: pomocy!!! 15.03.09, 20:18
      a może to jest tak ,że chcesz niemozliwego?
      może ten twoj chłop i przed ślubem był taki jak obecnie,tylko ty widziałas go w
      innym świetle-zakochana,pełna nadziei ,wybaczałas jego glupie teksty,przymykalas
      oczy na chamstwo.
      tekst -przysiegnij ,ze to moje-dyskwalifikacja totalna.
      a tak własciwie po co ty z nim chcesz jeszcze być????
    • murakami2 Re: pomocy!!! 15.03.09, 23:15
      Jeśli on nie chce o tym rozmawiać,porozmawiaj z teściową. Oczywiście jeśli jest
      normalną kobietą. Zbieraj też profilaktycznie dowody do rozwodu, bo coś mi się
      widzi, że niedługo zechcesz go dostać, a miło jest mieć alimenty.
      • romulus11 Re: pomocy!!! 15.03.09, 23:30
        Co za cham Ci sie trafił.Nie możesz pozwolić na takie
        traktowanie.Niech idzie na dziwki.Prymityw!!!
    • kompresor666 Re: pomocy!!! 16.03.09, 00:16
      o cholera, a ja myslalem ze jestem ciezki przypadek. To jakis debil jest i widze
      tu jedno wyjscie
      • mamahuhu Re: pomocy!!! 16.03.09, 09:31
        teściowej już o nic nie proszę, po tym jak usłyszałam że widzę wszystko w
        ciemnych barwach. Gdy się wyprowadziłam wyczuła że coś jest nie tak i rozmawiała
        z małżem z własnej inicjatywy. Moja wyprowadzka (nie było mnie ponad tydzień)
        pomogła na jakiś czas.

        sama nie mogę uwierzyć jak się facet zmienił po ślubie. Zupełnie tak jakby
        panował nad sobą, uważał na słowa przed i całkowicie się wyluzował po..

        do rozwodu jeszcze nie dojrzałam, jeszcze tli się we mnie iskierka nadziei że
        będzie tak jak kiedyś. Tylko nie mam pojęcia jak do niego dotrzeć żeby w końcu
        pojął że to facet swoim zachowaniem, adoracją sprawia że baba ma ochotę.

        może terapia małżeńska?
        • juzia214 Re: pomocy!!! 16.03.09, 09:39
          powtórze pytanie:
          dlaczego,po co chcesz z nim byc?
          jakie pozytywy widzisz w byciu z tym konkretnym facetem?
          • new.one Re: pomocy!!! 16.03.09, 12:02
            Owszem może i facet jest trochę nie dojrzały, ale przecież nie
            dyskwalifikuje go to jako normalnego męża. Może trzeba dać mu troche
            czasum żeby doróśł do roli ojca i męża. Widać pewne sprawy spadły
            na niego i on sobie póki co nie radzi. Zwykle młodzi tatusiowie mają
            problemy by dojrzale i odpowiedzialnie zachowywac się w małżeństwie.
            Jest jeszcze sprawa jego upodobań sexualnych, które powodują, że
            oboje się odsuwacie. On widać lubi kiedy Ty robisz mu laskę
            natomiast dla Ciebie to raczej niezbyt chętny obowiązek:
            "Nigdy nie myslałam, że jak bede mu robic dobrze to sie ulozy. to
            dla mnie ponizajace i oczekuje duzo w zamian.."
            Widzisz sex to wzajemność zacznij, więc od siebie.. przynajmniej
            udając, że zbliżenie daje ci radość a szczególnie kiedy Ty go
            pieścisz oralnie. Myślę, że on wtedy zacznie mieć większą
            satysfakcję i sam też będzie dawać z siebie więcej...
            Postaraj się czerpać większą przyjemność z waszych zbliżeń.. sex
            tworzy więź miedzy partnerami może więc to będzie początkiem naprawy
            waszego małżeństwa..
        • selfmademan Re: pomocy!!! 16.03.09, 11:44
          Kobieto - czy ty jesteś ślepa ???
          No bo inaczej zacząć pisanie to "się nie da"....:widać, że o
          facetach to wiesz tyle, co 5-klasista o samochodzie...
          Po pierwsze - facet ewidentnie poczuł się złapany na dziecko, jego
          reakcja (pomijam, że skandaliczna) to najszczersze wyznanie faceta,
          który myślał, że jest na etapie radosnego przedmałżeńskiego
          bzykania - a tu ŁUP przez łeb, koniec kawalerskiej wolności,
          witajcie pieluchy i 101 obowiązków (do których jak piszesz nadal
          wcale się nie pali - vide czas poświęcany WŁASNEMU jak by nie
          patrzeć dziecku....)

          Myśle, że jesteście klasycznym przypadkiem dwójki mało dojrzałych
          (choć metrykalnie dorosłych) ludzi, którzy wpadli dosłownie i w
          przeności.
          Nie jesteście oboje dojrzali ani do wspólnego życia ze sobą/obok
          siebie (on pozostał na etapie przedmałżeńskiego Piotrusia-Chama, ty
          zaś masz złudzenia rodem prosto z klasycznej telenoweli czy
          Harleqina) - ani tym bardziej do tworzenia czegoś w rodzaju Rodziny
          (wspólne życie i wychowanie dziecka).

          Co do wizji przyszłości - moim skrommnym zdaniem dużo lepszym
          wyjściem (szczególnie dla Ciebie i dziecka) jest możliwie najszybszy
          rozwód, a po wstępnym chocby ułożeniu spraw bytowo-życiowych terapia
          dla Ciebie. Teraz co byś nie zrobiła to nie zadowolisz Męża/Chama
          (prywatnie w głowie mi się nie mieści by JAKAKOLWIEK kobieta po
          TAKICH odzywkach męża/partnera miała cień ochoty na seks z takim
          egzemplarzem) - możesz się tylko coraz bardziej poniżać i zatracać
          resztki szacunku do samej siebie, o zdrowym rozsądku nie wspomnę..)

          Cóż - potwierdza się stare powiedzenie, że jak ludzie się nie
          nauczyli ani w domu rodzinnym ani w szkole, to będą się uczyć na
          własnych błędach.
          • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 15:16
            Kobieta prosi o pomoc, a wiekrzosc internautow, siedzacych wygodnie
            na dupie mowi jej ze jej najlepszym rozwiazaniem jest rozwod?

            Czy WY macie takie perfekcyjne zycie? Czy wasi mezowie NIGDY
            chamsko sie nie odezwali.

            Fakt, facet jest chamem, jest burakiem, ale... wydaje mi sie ze
            jest taka sama ofiara jak i kobieta. Facet jest sfrustrowany -
            zona nie zbliza sie do niego, prawdopodobnie zrzedzi (co nazywa
            potem "rozmowa", ) itd... Jego frustracjia wychodzi w chamskich
            odzywkach.

            Zgadzam sie tu z poprzednikami ze to malrzenstwo jest niedojrzale,
            wymaga duzo pracy - ale rozwod to ostateczny krok. Trzeba
            pracowac, dotrzec sie, rozwiazac problem. Bardzo latwo dac komus
            rade zeby sie roztac. Malrzenstwo to nie zabawa dla dzieci. Tak
            wiele osob jest przeciwko gejom aby zawierali malrzenstwa, a sami
            traktujecie malrzenstwo jak zwykly podpisany papierek ktory mozna
            porwac i wyrzucic za kazdym razem jak maz odezwie sie chamsko.

            A do autorki - Twoj maz jest sfrustrowany z Toba tak samo jak ty z
            nim. Proponuje poradnie malrzenska, i uwazam ze jak obydwoje sie
            postaracie, to bedziecie potem sie smiali z tego epizodu Waszego
            zycia. Musisz zrozumiec ze robienie Twojemu mezowi przyjemnosc jest
            czescia bycia zona. A jak jemu bedzie z Toba dobrze, to bedzie
            Ciebie wielbil. On ma racjie - bycie w wieku 30stki i nie
            odbywanie stosunku jest straszne. To sa najlepsze lata w waszym
            zyciu - obydwoje jestescie zdrowi, z energia, ladnie wygladacie -
            powinniscie sobie uzywac aby na stare lata miec co wspominac. Ale
            wy nie jestescie jeszcze nauczeni jak sie komunikowac, i musicie
            sie tego nauczyc - pod okiem profesjonalisty.
            • poitevin Re: pomocy!!! 16.03.09, 15:24
              skarpetka_szara napisała:

              i uwazam ze jak obydwoje sie
              > postaracie, to bedziecie potem sie smiali z tego epizodu Waszego
              > zycia. Musisz zrozumiec ze robienie Twojemu mezowi przyjemnosc
              jest
              > czescia bycia zona. A jak jemu bedzie z Toba dobrze, to bedzie
              > Ciebie wielbil. On ma racjie - bycie w wieku 30stki i nie
              > odbywanie stosunku jest straszne. To sa najlepsze lata w waszym
              > zyciu - obydwoje jestescie zdrowi, z energia, ladnie wygladacie -
              > powinniscie sobie uzywac aby na stare lata miec co wspominac.

              Co ty bredzisz???

            • songo3000 Re: pomocy!!! 16.03.09, 15:28
              Eeee, skoro mój mąż nigdy chamsko się do mnie nie odezwał to chyba mam 'prawo' proponować rozwód :D
              • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 15:35
                Tak, najlepiej zeby wszyscy sie rozwodzili o chamskie odzywki, i
                tylko po poltora roku malrzenstwa. Wow! To jest po prostu sposob
                na udane zycie!!! Tylko na taka rade was stac?

                • songo3000 Re: pomocy!!! 16.03.09, 15:43
                  Bardzo mi miło, że tytułujesz mnie per "Was". My Songo ... fajnie brzmi :DDD

                  Nieśmiało zaznaczam, że akurat my nie doradzaliśmy rozwodu tylko pytalismy się o takową możliwość, hehe.
                  • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 16:11
                    Moze niezauwazyles, ale Twoja wypowiedz nie byla orginalna.

                    Widzisz... ja wlasnie zauwazylam na tych forach, ze #1 rada to:
                    Rozwod. Jakby to bylo latwe, i gdyby to rozwiazywalo problemy.
                    Ale to nie jest latwe, nie jest realistyczne, i wcale nie
                    rozwiazuje problemow. Jezeli juz sie ludzie lacza, to powinni
                    zrobic absolutnie wszystko zeby byc ze soba - i byc szczesliwymi
                    ludzmi.

                    A nie widze ze w powyzszym przypadku ludzie zrobili wszystko. I by
                    to nie rozwiazalo problemu. Bo: kobieta by byla samotna matka, i
                    powiedzmy za pare lat by znalazla nastepnego partnera, z ktorym by
                    miala nastepne dziecko, i nadal czulaby sie upokorzona sprawiac mu
                    przyjemnosc. I partner bylby sfrustrowany, i znowu rozwod?

                    • efi-efi Re: pomocy!!! 16.03.09, 17:30
                      A ja zgadzam się z "skarpetka_szara".
                      Co to jest za rada dla rodziny: nie pasuje coś - rozwód.

                      Ludzie wchodzą w małżeństwo z oczekiwaniem, że kłopoty są zarezerwowane dla
                      innych, a im się nie przytrafią. A tu nagle dziecko, jakieś zupki, pieluszki,
                      baba zmęczona, facet z mało wyszukanym słownikiem.

                      Wiesz Autorko, co Wam najbardziej szwankuje w małżeństwie?
                      Komunikacja.
                      "Sprzedajcie" dziecko na jakiś wieczór i noc i siądźcie sobie i zacznijcie od
                      szczerej rozmowy.
                    • poitevin Re: pomocy!!! 16.03.09, 20:06
                      skarpetka_szara napisała:

                      Jezeli juz sie ludzie lacza, to powinni
                      > zrobic absolutnie wszystko zeby byc ze soba - i byc szczesliwymi
                      > ludzmi.

                      Jasne, niech on jej w końcu wp...doli, ona mu będzie robić laskę na
                      żadanie i wszyscy będą jedwabiście szczęśliwi. Wg ciebie lepiej być
                      zamężną pomiataną pierdołą niż samą ale zadowoloną kobietą?
                      Bardzo interesujący pogląd:/ Na miarę średniowiecza.
                    • mujer_bonita Re: pomocy!!! 16.03.09, 20:10
                      skarpetka_szara napisała:
                      > A nie widze ze w powyzszym przypadku ludzie zrobili wszystko.

                      Słowo klucz: 'zrobili' - OBOJE. Niestety, jeżeli jedna strona ma to
                      głeboko gdzieś nic się nie da zrobić.
                      • efi-efi Re: pomocy!!! 16.03.09, 20:33
                        Póki co jeszcze NIC nie zrobili żeby uratować to małżeństwo.
                        • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 21:06
                          Bony, ale jestescie pesymistami... Wiem ze Polski narod w 90% to
                          marudy i narzekadla, ale czemu nie macie troszke optymizmu, ze DA
                          sie cos zrobic.

                          Czyli innego wyjscia nie ma tylko rozwod, tak? Sama autorka mowi
                          ze rozwodu nie chce, wiec o co WAM chodzi? Trzeba dac inne
                          wyjscie. Skonczcie z tym rozwodem - AUTORKA ROZWODU NIE CHCE. NIE
                          CHCE.

                          Do seksuologa nie, bo nie ma sensu, tak?
                          do poradni malrzenskiej tez nie, bo po co sie starac - facet
                          obrazil i juz.
                          JEDYNA OPCJIA to rozwod, tak?
                          Facet jest zfrustrowany ze swoja zona i robi COS, chce wywolac
                          reakcjie zeby sie obudzila i zechciala zauwazyc ze on tez ma swoje
                          potrzeby, jednak ma zone ktora uwaza ze danie mu troche
                          przyjemnosci to upokorzenie. Moze zachowuje sie jak burak, ale to
                          pewnie dlatego ze nie umie sie komunikowac ze swoja zona. I uwaga:
                          narzekanie na meza nie jest to samo co komunikowanie sie.

                          I nie chodzi mi o to ze ona bedzie mu ulegla, zeby stracila wlasna
                          wartosc, a zeby on ja traktowal jak psa. Wcale nigdzie tego nie
                          napisalam. Wy patrzycie na autorke jak na aniolka ktora ma meza
                          buraka. Ale mi sie wydaje ze tak nie jest. Nie mysle ze z niej
                          jest taki aniolek - mysle ze moglaby duzo zmienic w swoim
                          zachowaniu co by wplynelo na zachowanie meza i na ich wspolne
                          relacjie.

                          Wiec prosze, badzcie bardziej orginalni niz tylko gadac o
                          rozwodach. Sa ekstrymalne przypadki kiedy rozwody sa wskazane, ale
                          mysle ze tutaj nie mamy z tym do czynienia.
                          • murakami2 Re: pomocy!!! 16.03.09, 21:14
                            Spoko, skarpetko, ciągnij takiego chama do poradni.
                            Dziewczyna napisała o nim w określony sposób pewnie nie dlatego, że trzy epizody
                            chamstwa mu się wydarzyły, ale dlatego, że to są najbardziej reprezentatywne
                            epizody z całości pożycia.
                            Może on jest sfrustrowany, ale chyba istnieją środki komunikacji jak rozmowa,
                            żeby się dowiedział, jak ona się czuje, a nie od razu darł się, że nie zrobi z
                            niego impotenta?
                            • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 21:38
                              Ale skoro ma chama to moze jednak warto z nim pojsc do poradni, co?

                              Skoro dziewczyna jest jako taka kumata, umie sie wypowiedziec,
                              itd... skoro wybrala takiego przystojniaka, wybrala z wielu tysiecy
                              chlopakow, skoro widziala go jako ojca jej dzieci i partnera "na
                              zawsze", skoro sie zakochala i skoro NADAL MA NADZIEJE ze moze sie
                              zmieni - to moze jednak warto pojsc, co? MOZE NIE ZASZKODZI, a juz
                              jeszcze pomoze?

                              A moze z rozmowie z profesjonalista sama zda sobie sprawe ze
                              podpisala cyrograf zamiast aktu malzenskiego. Ale juz wole
                              zostawic ja w rekach profesjonalisty ktory to stwierdzi lub
                              podpowie jako ktos z edukacjia i doswiadczeniem niz zostawic ja w
                              rekach forumowiczow ktorzy zycza tylko konca jej zwiazku.

                              Czy ty naprawde nie widzisz innej alternatywy oprocz skonczenia
                              rozwodu? Ile lat ty jestes w stalym zwiazku?

                              Ludzie maja prawdziwe problemy : ktos jest chory na nieuleczalna
                              chorobe, maz jest alkocholikiem, inni chodza na prostytutki, inni
                              zyja podwojnym zyciem, ktos moze dostac choroby psychicznej...
                              zycie nie jest latwe. Tu mamy tylko dwoje mlodych malzonkow,
                              ktorzy nie moga sie odnalesc w nowej roli. I widocznie potrzebuja
                              troszke pomocy.

                              Zaczynam myslec ze malzenstwo dla Polakow to jakis mit. Bron Boze
                              dac gejom prawa malzenskie, ale jezeli tylko facet i kobieta wezma
                              slub to moga obstrac, opluc i wyrzucic malzenstwo w poltora roku. A
                              inni beda tylko wiwatowac. Great! i Powodzenia.
                              • selfmademan Re: pomocy!!! 16.03.09, 22:19
                                Aż się chce zawołać - kobieto !!! (a raczej SZARA kobieto )

                                Przeczytaj ze 3 razy co napisała autorka - od pierwszego zdania
                                które brzmi dokładnie tak :
                                "problem zaczął sie 1,5roku temu gdy tylko dowiedzieliśmy się o
                                ciąży"
                                Od tej chwili narzeczony zamienił się w męża-buca-chama i nie
                                słychać jakoby choćby miewał przebłyski dawnego uczucia (jakie by
                                tam ono nie było - nawet jak chciał głównie bzykać, to przynajmniej
                                się starał...)
                                Autorka zaś od 1,5 roku - cytuję - "ma nadzieję, że go zmieni".
                                W takiej sytuacji Ciotka Dobra Rada Skarpetka pisze w stylu : weźcie
                                dzieci do dziadków i pogadajcie lub idźcie na terapię. Sorry za
                                złośliwości, ale ręce opadają - naprawdę nie rozumiesz, że czasami
                                rozwód jest ZDECYDOWANIE najlepszym wyjściem - dla obojga ?
                                Pomijam już kwestię, że to nie zamyka im szansy na to, aby być
                                kiedyś ze sobą - ale wtedy, kiedy oboje wiedzą czego chcą od drugiej
                                połowy i od życia w ogóle. Bo w tej chwili oboje są jak dzieci, jemu
                                sie marzy matka Polka skrzyżowana z seksautomatem o parametrach
                                wizualnych Dody, jej zaś książę z bajki, co "wszystko ogarnie" i
                                pokłony mu będzie biła w podzięce jaki to on Romeo.
                                Ech....smutek miasteczka średniej wielkości pachnącego PRL-em...:(

                                • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 16.03.09, 22:30
                                  A ja z jej wypowiedzi nie wyczytalam ze maz "marzy matka Polka
                                  skrzyżowana z seksautomatem o parametrach wizualnych Dody". Ja
                                  wyczytalam ze on po prostu chce seksu. Skad ty to wzieles?

                                  Ale niech Wam bedzie, juz mnie palce bola od klepania tego samego.

                                  Tak, niech wezma rozwod! Najlepiej. Ale w takim razie moze
                                  powinnismy zniesc malzenstwa w tym kraju, bo malzenstwo to nie
                                  zabawa dla gowniarzy.
                                  • songo3000 Re: pomocy!!! 16.03.09, 22:38
                                    skarpetka_szara napisała:

                                    > powinnismy zniesc malzenstwa w tym kraju, bo malzenstwo to nie
                                    > zabawa dla gowniarzy.
                                    No widzisz, można dojść do jakiegoś wspólnego mianownika ;)
                                    • jedenon Skarpetka ma rację 17.03.09, 15:07
                                      szara skarpetka ma rację może się udać nie musi ale może i czasem do tego żeby
                                      sie udało wystarczy najpierw jedna osoba. Jeśli jedna i druga strona będzie
                                      miała tylko pretensje nigdy nie dojdą do porozumienia bo widzą tylko czubek
                                      własnego nosa. najpierw trzeba sobie odpowiedzieć czy zależy jeszcze na tej
                                      drugiej osobie, jeśli odpowiedź jest tak, to należy sobie zadać pytanie czy to
                                      co ich wcześniej łączyło to była miłość , przypadek lub coś pomiędzy jeśli
                                      przypadek to na wiele liczyć nie można jeśli coś pomiędzy to jest szansa jeśli
                                      miłość to jest duża szansa. Co dalej jak w biznesie żeby zarobić trzeba "włożyć"
                                      (bez podtekstów-))) ) W tym wypadku wygląda na to że facet nie będzie tą osobą
                                      która będzie zabiegała więc to Ona musi sie wziąć w garść. Po pierwsze musi być
                                      rozmowa może być jak najbardziej chamska ale już po takiej rozmowie można wyczuć
                                      jakie są potrzeby drugiej strony, w tym przypadku jestem za wersją że żona
                                      zaczęła traktować go tylko jako ojca i męża (w praktycznym znaczeniu) to tak
                                      jakby nagle z cieplej wody wejść pod zimny prysznic. Często w takich sytuacjach
                                      zapominamy o partnerstwie a to zabija każdy związek. Teraz to Ona musi sie
                                      wykazać tak żeby On dojrzał w niej kogoś kogo widział wcześniej. Jak to zrobić
                                      po pierwsze dowiedzieć się czego potrzebuje jedna strona powiedzieć czego
                                      potrzebujesz Ty , to jasne że na początku nic z tego nie będzie psuje sie
                                      szybko a naprawia długo i trudno, tak jest ze wszystkim ale jeśli on zobaczy że
                                      się starasz i to nie z przymusu tylko z miłości zacznie inaczej patrzeć na
                                      Ciebie i na dziecko.
                                      rozwód? to ostateczność i prawda jest taka że winne będą obydwie strony nie
                                      tylko jedna.
                          • poitevin I to jest właśnie 16.03.09, 21:18
                            taki ekstrYmalny ;P przypadek.
                          • mamahuhu g woli wyjasśnienia 19.03.09, 10:29
                            po pierwsze rozwód traktuje jako ostateczność. Chciałabym najpierw
                            mieć pewność że już nic nie da się zrobić by naprawić nasz związek.
                            Chciałabym odzyskać faceta którego miałam przed ślubem i ciążą,
                            której sam chciał. TO ON WYPOMINAŁ MI ŻE JESZCZE NIE ODSTAWIŁAM
                            PIGUŁEK, więc argumenty, że go złapałam na dziecko są nie na miejscu.

                            po 2 nie uważam zaspokajania potrzeb seksualnym męża za poniżające,
                            ale oczekuję od niego ODROBINY czułości, a nie żeby leżał jak kłoda
                            kiedy się do niego przytulam, żeby mi odpowiadał "zrób mi laseczkę"
                            gdy proszę go by powiedział mi coś miłego. Jego stosunek do mnie
                            jest OBRZYDLIWY. i to uważam za poniżające. Co innego jest gdy facet
                            Cię przytuli, rozpali i wtedy można robić naprawdę wszystko, ale nie
                            jest się w stanie zrobić NIC gdy facet nawet Cię nie przytula. Nie
                            pamiętam kiedy by mnie po prostu objął, wziął za rękę gdy gdzieś
                            szliśmy.

                            Tak więc podkreślam jeszcze raz - on uważa, że nie będzie nic robił,
                            bo ja mam go w dupie (tj. nie mam dzikiej ochoty i mu nie wylizuję
                            jaj i NIGDY W ŻYCIU TEGO NIE ZROBIĘ) PÓKI ON NIE ZMIENI DO MNIE
                            STOSUNKU.
                            Teściowa a nawet znajomi zauważają, że jest w stosunku do mnie
                            agresywny, że nie potrafi do mnie normalnie mówić tylko am wieczne
                            pretensje. Rozumiem jego frustrację, że sperma mu do głowy uderza,
                            ale niech wykaże ODROBINE inicjatywy. Bo cały w tym ambaras zeby 2
                            chciało na raz
                            • skarpetka_szara Re: g woli wyjasśnienia 19.03.09, 14:43
                              robiac NIC tylko pogorszysz sytuacjie. Ktos musi wkoncu przelamac
                              te lody. Jezeli to nie bedzie on, to musisz byc ty.
                              Wez idz do jakies poradni, bo sama nie dajesz sobie rady.
                              Jestescie jak dwa zaciete, uparte barany, i zaden nie popusci.
                    • songo3000 Algorytm na rozwód jest prosty 16.03.09, 22:33
                      Jeżeli ze zbioru 2 osób 1 lub więcej nie jest zainteresowana naprawą/kontynuacją związku jedyną możliwością jest jego zkończenie. I sorry, Twoje zaklęcia i optymistyczne wizje tego nie zmienią :(
                      • skarpetka_szara Re: Algorytm na rozwód jest prosty 16.03.09, 22:48
                        Songo, tak, moze jestem zbyt wielkim romantykiem, optymistka itd..
                        (mowisz jakby to bylo cos zlego), ale ja nie widze tu jednej
                        ofiary. Widze dwie.

                        Kobieta weszla tu aby doslownie obsmarowac swojego meza, jaki on
                        niedobry, taki, siaki. Jestem pewna ze do tej pory sie juz
                        pogodzila i jest super happy - do nastepnego czasu gdy znowu tu
                        przyjdzie sie wyplakac i szukac przytakniecia jakiego zyczywiscie
                        ma chama. To jest taka manipulatorka mala.

                        Tak naprawde chcialam aby spojrzala krytycznie na siebie i
                        zobaczyla czy aby na pewno ona nie przyczynia sie po czesci do
                        problemu.

                        GWARANTUJE CI, ze waszych porad nie wyslucha i tak i tak. Za rok,
                        dwa lub piec nadal bedzie jego zona. Jednakze gdyby sprobowali cos
                        naprawic - mogliby wkoncu odnalesc siebie i zyc dobrze i godnie.
                        Przeciez sie kiedys kochali, prawda? I widac ze dziewczyna ma
                        nadzieje, wiec po co to zabijac? niech sprobuja.

                        • songo3000 Re: Algorytm na rozwód jest prosty 16.03.09, 23:27
                          Oczywiście, tyle że na siłę jej nie uszczęśliwisz. Jak sama piszesz, ona niczego nie spróbuje i zawita na tym lub podobnym forum za jakiś czas.

                          PS. Optymizm jest w cenie, hurraoptymizm już niekoniecznie.
                • ziuta111 Re: pomocy!!! 18.03.09, 12:33
                  Skarpetko szara, z uporem godnym maniaka powtarzasz to samo, w dodatku wciąż z
                  błędem ortograficznym. MałŻeństwo pisze się przez "Ż"!
                  A doradzanie rozwodu w tej sprawie jest akurat jak najbardziej na miejscu.
                  Dziewczyna popełniła błąd wychodząc za kogoś takiego za mąż, więc lepiej niech
                  go naprawi.
                  Sposób na udane życie jest prosty: znaleźć właściwego partnera:)
                  • lu_bella Ziuta..........:) 18.03.09, 12:41
                    Ziuta :).......a nie masz wrażenia, że skarpeta to ON ??? beznadziejny facet, który ma żonę, żeby mu robiła dobrze pomimo wszystko ???
                    • songo3000 Re: Ziuta..........:) 18.03.09, 13:32
                      Skoro już wytaczamy działa szowinizmu to kategorycznie stwierdzam, że to 'na pewno' ONA, bo 'głupoty gada' więc jak inaczej?
                    • skarpetka_szara Re: Ziuta..........:) 18.03.09, 15:52
                      > Ziuta :).......a nie masz wrażenia, że skarpeta to ON ???
                      beznadziejny facet, k
                      > tóry ma żonę, żeby mu robiła dobrze pomimo wszystko ???

                      hehehehe, dobre.
                      Ale ona nie robi mu dobrze WCALE, a nie pomimo wszystko.

                      • lu_bella Re: Ziuta..........:) 19.03.09, 08:54
                        skarpetka_szara napisała:

                        >
                        > hehehehe, dobre.
                        > Ale ona nie robi mu dobrze WCALE, a nie pomimo wszystko.

                        Bo na pieszczotę to trzeba sobie zasłużyć ha ha ha ;D
                        >
    • avide Bo jesteś za dobra.... 16.03.09, 22:45
      Każdy ma w życiu tyle na ile zasłużył.

      Z tego co piszesz jesteś zwyczajnie za dobra dla swojego męża.
      Pozwoliłaś mu wejść w rolę wiecznie obrażonego na świat Pana. Grasz rolę szarej myszki, która jest pokrzywdzona przez świat.

      FACETA TRZEBA SOBIE TEŻ WYCHOWAĆ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Nie wiem czy coś z tym związkiem da się zrobić ale zapamiętaj sobie na przyszłość. Nie możesz być taka dobra i bezradna. Jak facet jest chamski i domaga się laski powiedz mu że jak przyniesie bukiet kwiatów to się zastanowisz nad jego propozycją. Jak wypierze, posprząta ugotuje, później masaż relaksujący i to wszystko w akompaniamencie tuzina komplementów to zrobisz mu ta upragnioną laskę. Jak pójdzie na dziwki, przyprowadzisz Ty bzykniesz dwóch innych a później zrobisz z niego najgorszego kochanka w okolicy.
      Powiesz że ma małego fiuta albo mucnie staje, słowem zniszczysz go jako mężczyznę. Bo dla takiego kutasa, jego kutas jest wyznacznikiem jego męskości.

      Jak ma facet problem, czuje się złapany na dziecko, ojciec go bił w dzieciństwie, a może szef go nie lubi, jego sprawa, niech szuka profesjonalnej pomocy. Ale nie ma prawa wyżywać się na rodzinie.
      A jak jeszcze raz powie że idzie na dziwki, otwórz mu drzwi i powiedz "Wypier..aj i to w tej chwili !!!!!!!!"

      Tylko żeby wiedział że nie żartujesz. Dopóki będziesz się zachowywać jak ofiara on będzie widział w Tobie ofiarę. Odpowiedz sobie na pytanie, czy ktoś szanuje ofiary ? Nad nimi co najwyżej można się zlitować. Zacznij szanować siebie, nie pozwól tak do siebie odzywać, nie pozwól się tak traktować, niech zobaczy w Tobie kobietę i zacznie traktować jak kobietę a nie jak pojemnik na spermę. Wtedy będzie miał seks. A jak ma problemy emocjonalne z samym sobą to niech nie odgrywa się na innych.

      Tyle.
      Avide.

      PS. Sorry, ale jak czytam o taki skurwysyna..ch to się we mnie zawsze gotuje.
      • jedenon Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 15:24
        szybko zakalsyfikowałeś gościa wysłuchałeś tylko jednej strony a już gość jest
        skur...yn? Ja powiedziałbym że więcej winy może być po jej stronie niż po jego.
        większość osób się zbulwersowała pytaniem czy to jego dziecko, a może miał
        podstawy żeby się o to zapytać? Może było tak że odkąd była w ciąży po prostu
        odsunęła się od niego? chciała tylko brać przytul mnie powiedz coś a kiedy On
        chciał się kochać (niektóre panie tego nie wiedzą ale panowie tego potrzebują)
        to nie było tak kolorowo boli mnie tu dziś nie bo coś tam w najlepszym wypadku
        położyła się i dała mu się przelecieć . W końcu zaczęli o sobie zapominać. Ja
        nie wiem jak było i nikogo nie oceniam ale z tego co wyczytałem (a przypominam
        ze to tylko głos jednej strony) stawiam na to że oboje są winni po równo.
        • aandzia43 Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 18:03
          Brak pomocy przy małym dziecku, brak pomocy w domu, wygłaszane
          bardzo chamskie teksty - to wystarczy, by sklasyfikować pana, jako
          buraka. Może neireformowalnego. Niezależnie od tego, co ewentulanie
          nabroiła pani, rzecz jasna. Poza tym, jeśli rodzina meza zauważa, że
          mąż jest złośliwy wobec żony i jeździ po niej, jak po burej suce, to
          chyba świadczy o eskalacji zjawiska.

          Ostatnią rzeczą, jaką nasza bohaterka powinna zrobić, jest położenie
          uszu po sobie i wyciąganie ręki na zgodę z pozycji osoby
          przepraszającej. Rady Avide typu: "to wypierdlaj!" w ospowiedzi na
          groźby i szantaż emocjonalny mają sens. Sa typy, na które to działa,
          jak wiadro zimnej wody na rozhisteryzowanego pawiana. Potem dopiero
          można przejść do dialogu. Część pawianów odpada (i dobrze, i tak nie
          rokowali), część zaczyna przemaiwać ludzkim głosem i nie usiłuje już
          odryźć ręki (bo kiedyś w podarunku dostała palec).
          • jedenon Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 22:00
            oki to teraz zobacz taki scenariusz.
            Przed dzieckiem była czuła kochająca sex zawsze i wszędzie w każdej postaci on
            jest dla niej wszystkim i świata po zanim nie widzi. Zależy jest bardzo on czuje
            że są dla siebie. Wszystko zmienia się w momencie informacji o dziecku teraz już
            jedyne do czego jest potrzebny to naprawienie kranu , pomalowanie pokoju itp.
            Sex jeśli jest to jest żałosny w stylu ja leżę a ty jedziesz, czułości owszem
            możesz mnie przytulić, chcesz wspólnie obejrzeć film chm no niestety mały płacze
            może gdzieś wyjdziemy nie chce mi się a zresztą przecież nie mogę zostawić
            małego. To tylko część możliwości żeby nie było nie wiem czy tak to wyglądało w
            tym wypadku ale to jest jeden ze scenariuszy, prawda jest taka że wraz z
            dzieckiem świat się zmienia diametralnie zarówno dla kobiety jak i dla mężczyzny
            i tylko od nich samych zależy jak sobie z tym poradzą. Czemu nie pomaga przy
            dziecku ? przecież to dziecko zabrało mu jego dziewczynę chamskie texty? a skąd
            wiesz co było wcześniej może były rozmowy których nikt nie chciał zrozumieć ani
            słuchać może to wtedy wyszedł ten burak jeśli normalnie się nie da dogadać to po
            co się starać. Długo by gadać prawda leży po środku.
            • aandzia43 Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 22:37
              "W tym samym czasie sie
              pobieraliśmy i w czasie ceremonii ktoś podmienił mi faceta! Z
              ciepłego i energicznego faceta przy którym czułam się bezpiecznie
              dostałam wiecznie niezadowolonego chama, któremu sprawia przyjemność
              dokopanie mi. Aż teściowa i znajomi zauważyli że cos jest nie tak,
              czemu się na mnie wyżywa. W ciąży marnie się czułam ale M tego nie
              rozumiał. Nadal wszystkie domowe obowiązki były na mojej głowie. M
              miał do mnie pretensję, że nie mam dzikiej ochoty na seks w ciązy.
              Nie rozumiał, że mnie boli. Moje zainteresowanie seksem powoli
              spadało aż libido sięgnęło zero."

              No chyba jeszcze wtedy nienarodzone dizecko nie "zabrało" mu żony?
              Nie rozumiał, że ją boli uprawianie seksu? Nie pomagał w pracach
              domowych ciężarnej żonie? Urządzał sobie słowne jazdy po ciężarnej?
              Wiesz, to są jakieś kurna, podstawowe podstawy - nawet jak się nie
              lubimy, to dobro wspólnego potomka jest namberłan. Bez względu na
              wzajemne fochy. Znam paru "wyrywnych" i "niecierpliwych" facetów,
              ale nawet dla nich ciężarna jest pod ochroną.

              Przedstawiony przez ciebie scenariusz jest jak najbardziej realny,
              czxemu nie, brzmi sensownie. Ale chyba nie w tych realiach.
              • jedenon Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 23:00
                widzisz znamy tylko jedną stronę wiadomo że ta strona będzie dobrze mówiła o
                sobie a źle o drugiej spróbuj trochę przyciemnić obraz osoby piszącej i
                zobaczysz że mogło to wyglądać podobnie. Łatwo pisać o kimś nie pomaga może
                sporo pracuje tego nie wiemy nie ma o tym ani słowa, może jednak coś pomagał ale
                mniej tego nie wiadomo może z tym sexem było tak że cały czas bolało i to
                dlatego bolało bo to było najlepsze wytłumaczenie. Postaw się na miejscu faceta
                masz wszystko za chwilę jesteś niewolnikiem nie masz nic. oczywiście trochę
                przesadzam ale musisz przyznać że coś w tym jest. Mówisz że dobro dziecka
                najważniejsze? Jesteś pewna że zawsze tak jest? poczytaj gazety pooglądaj
                telewizję czy zawsze dziecko jest jak to napisałaś "namberłan" jesli trafisz na
                słabego człowieka może tego nie udźwignąć pojawił się ktoś kto zabrał mu
                wszystko Ty to rozumiesz , Ja to rozumiem ale nie każdy to rozumie nie każdy
                potrafi sobie z tym radzić. Od tego jest druga osoba żeby starała się rozdzielić
                miłość dla dziecka jak i dla swojego partnera jesli tego nie zrobi wszystko
                przeleje na dziecko niech się nie dziwi że nie ma partnera a jest gbur, niech
                się nie dziwi że nie pomaga przy dziecku poco i tak nic z tego nie bedzie miał a
                wszystko co miał zabrało właśnie dziecko
                • aandzia43 Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 23:40
                  Postaw się na miejscu faceta
                  > masz wszystko za chwilę jesteś niewolnikiem nie masz nic.
                  oczywiście trochę
                  > przesadzam ale musisz przyznać że coś w tym jest.

                  Nie musze się stawiać w pozycji faceta. Macierzyństwo to nie jest
                  jakiś nieustający błogostan i jednorodny stan bezgranicznego
                  szczęścia. BARDZO dobrze wiem, co to znaczy być niewolnikiem tej
                  sytuacji. I ja, i wiele innych kobiet. Zdecydowanie za rzadko się o
                  tym mówi w kraju kultu wykastrowanej, ugrzecznionej kobiecości,
                  czyli tzw. Matki Boskiej.

                  Mówisz że dobro dziecka
                  > najważniejsze? Jesteś pewna że zawsze tak jest? poczytaj gazety
                  pooglądaj
                  > telewizję czy zawsze dziecko jest jak to napisałaś "namberłan"

                  Oczywiście, że wiem, że nie zawsze tak jest. Nie jestem idiotką.
                  Chodziło mi o to, że normą moralną jest to, że chroni się swoje (a
                  czasem nei tylko swoje) potomstwo. Zdrowi psychicznie i dojrzali
                  ludzi tak postępują. Że nie każdy potrafi zrozumieć, że dziecko to
                  jest dziecko, kruche zyjątko, i że jest ono pod szczególną ochroną?
                  No właśnie. O tym mówimy. Jeśli ktoś tego nie czai, jeśli jest za
                  słaby, to jest właśnie cienias. I sorry, ale nie rokuje dobrze jako
                  rodzic. Chociaż cuda się zdarzają i ludzie dorzewają. Ciężką pracą
                  nad sobą, a nie użalaniem się.

                  Od tego jest druga osoba żeby starała się rozdzieli
                  > ć
                  > miłość dla dziecka jak i dla swojego partnera jesli tego nie zrobi
                  wszystko
                  > przeleje na dziecko niech się nie dziwi że nie ma partnera a jest
                  gbur, niech
                  > się nie dziwi że nie pomaga przy dziecku poco i tak nic z tego nie
                  bedzie miał
                  > a
                  > wszystko co miał zabrało właśnie dziecko

                  Ta druga osoba ma ważne zadanie do wykonania. Ale ona sama nie
                  załatwi wszystkiego za tę pierwszą. Tym bardziej, że ma swoją własną
                  ciężką robotę i problemy z odnalezieniem się w nowej roli. A ujmując
                  rzecz jaśniej: dopieszcznie faceta w ciąży i po urodzeniu dizecka
                  nie jest ŻADNĄ gwarancją, że zrobi się z niego dobry ojciec. Trzeba
                  mieć jeszcze doczynienia z dobrym materiałem.
                  • jedenon Re: Bo jesteś za dobra.... 18.03.09, 08:00
                    no widzisz tylko cienias a bydle czy cham to różnica, ja mówię o tym ze być może
                    gość nie potrafi sobie poradzić z ta sytuacją a żona zaznaczam być może wogóle
                    mu w tym nie pomaga a wręcz stworzyła tą sytuację, świadomie czy nie ale mogła
                    to zrobić. Często jest tak że w momencie ciąży a właściwie od momentu ciąży jest
                    tylko ona i ono facet jest za drzwiami być może pani się po latach przypomniało
                    że jest ktoś jeszcze. Oczywiście można powiedzieć gdzie przez ten czas był facet
                    i tu mamy właśnie różne typy od chama przez cieniasa do cierpliwego ojca , męża
                    i partnera.
                    Widzisz ja nie bronię tego gościa być może faktycznie jest nic nie wart ale ja
                    piszę być może a praktycznie wszyscy osądzili go na podstawie kilku słów jednej
                    strony, w których między wierszami widzę częściowo taki obraz jaki Ci
                    przedstawiłem. A jak jest naprawdę ... to oni sami powinni wiedzieć. Najczęściej
                    (choć oczywiście nie zawsze) winne są dwie strony problem w tym że żadna do tego
                    nie chce się przyznać. A jeśli będą tylko od drugiej strony żądać nic z tego nie
                    będzie i w takiej sytuacji naprawdę szkoda prądu trzeba się rozwieść i koniec.
                    Jesli natomiast choć jedna strona zacznie się starać i dostrzegać drugą stronę
                    realizować cierpliwie swój plan powrotu do normalności to może się udać nie musi
                    ale może.
                    Mówisz że dopieszcznie faceta w ciąży i po urodzeniu dizecka
                    > nie jest ŻADNĄ gwarancją, że zrobi się z niego dobry ojciec. Trzeba
                    > mieć jeszcze doczynienia z dobrym materiałem.
                    No pewnie ale wiesz po pierwsze tu nie chodzi o dopieszczanie chodzi o to żeby
                    po prostu nie został za drzwiami chodzi o normalność którą można zachować jeśli
                    się tylko trochę postara. Sama dobrze wiesz że czasem naprawdę niewiele do
                    szczęścia potrzeba ale jeśli brak nawet tego niewiele to jest źle. A dobry
                    materiał? chm no właśnie ale ten materiał wybiera się przed a nie po. Dlatego
                    trzeba myśleć przed a nie po. jeśli wybraliśmy sobie partnera który do tej pory
                    nie wykazywał się zbytnią inteligencją nie liczmy że później będzie lepiej,
                    jeśli wcześniej nie był zbyt pomocny to również nie należy liczyć że dokona się
                    w nim czarodziejska przemiana. Oczywiście działa to w dwie strony jeśli ktoś był
                    pomocny to powinien pomagać i później jeśli nie to należy sobie zadać pytanie co
                    się stało i w tym wypadku nie zawsze najprostsza odpowiedź będzie słuszna.
                    (ale się rozpisałem-)))) )
        • krzysztof-lis Re: Bo jesteś za dobra.... 17.03.09, 22:22
          > Ja powiedziałbym że więcej winy może być po jej stronie niż po
          > jego. większość osób się zbulwersowała pytaniem czy to jego
          > dziecko, a może miał podstawy żeby się o to zapytać?

          Wątkotwórczyni oczywiście napisała, że on bardziej chciał dziecka niż ona, ale
          to może być równie dobrze myślenie życzeniowe.

          To, że rodzina widzi, jak on ją traktuje i sądzi, że robi to tylko dlatego, że
          jest chamem, to nie argument. Przecież rodzina wcale nie musi nic wiedzieć o
          grzeszkach wątkotwórczyni.
    • mahadeva Re: pomocy!!! 17.03.09, 19:22
      po co wychodzilas za faceta, z ktorym seks nie sprawia Ci przyjemnosci? ma prawo
      czuc sie oszukany
    • lu_bella Re: pomocy!!! 17.03.09, 21:26
      Hmmm :(
      po pierwsze- jak by facet zapytał mnie czy to na pewno jego dziecko dostałby w mordę i ślubu bym z nim NA PEWNO nie wzięła.
      Po drugie- jak by mi wyjechał zdziwkami to bym mu jeszcze 100 dorzuciła.
      Po trzecie- cham zdechnie chamem i żadne terapię nie pomogą.
      To taki telegraficzny skrót. jeżeli Ty sama nie będziesz się ceniła raczej inni też nie będą Cie cenić.

      DO SKARPETY...............coś Ty katechetka czy co ??? Większość Twoich wywodów jest żywcem z ambony..........:(
      Chcesz to dawaj swojemu mężczyźnie przyjemności skolko ugodno a w szczególności polecam przyjemności wbrew sobie. A gdzie jest przyjemność z życiu tej dziewczyny ?? A chamowi laskę niech robią profesjonalistki, bo dla nich ważny jest pieniądz i chamstwo nie przeszkadza. Mnie chamstwo TEŻ by przeszkadzało :(
      • skarpetka_szara Re: pomocy!!! 18.03.09, 15:48
        1) Ja od kosciola trzymam sie jak najdalej.

        2) Troche mnie zle rozumiesz. Nie chodzi mi o to zeby ona byla
        ulegla i Matka Teresa, ktora tylko zyje dla swojego meza. Chodzi
        mi zeby nie pieprzyla tutaj jaka ona jest swietna, a jaki jej maz
        jest wszystkiemu winien bydlakiem. Niech zacznie od siebie.

        3) Jestem przekonana ze w nastepnym zwiazku bedzie miala ten sam
        problem. Bedzie piekna energiczna dziewczyna do momentu nastepnej
        ciazy, po czym maz stanie sie tylko maszynka do pieniadzy.

        4)Zgadzam sie z Twoja wypowiedzia oprocz terapi - ja tez bym w
        morde dala gdyby do mnie maz powiedzial takie teksty. Ale do mnie
        NIGDY by tak nie powiedzial. Kazdy ma taki szacunek na jaki
        zasluguje. A nawet jezeli mu terapia nie pomoze to byc moze pomoze
        jej- aby nabrac pewnosci siebie, szacunku do siebie, aby spojrzec
        na swoj zwiazek racjionalnie.
    • krzysztof-lis Re: pomocy!!! 17.03.09, 22:22
      > usłyszałam że nie jestem kobieca, że nie mam seksappeal'u (dziwne,
      > bo mam duże powodzenie i od wielu osób słysze że jestem bardzo
      > kobieca i atrakcyjna);

      Poczytaj o "syndromie kobiety Bonda".
      kominek.blox.pl/2009/03/SYNDROM-KOBIETY-BONDA.html .

    • lu_bella Po zastanowieniu.............. 18.03.09, 11:23
      To co opisujesz to PRZEMOC :O
      Nie ważne, że nie biję ręką. Rani słowem....to to samo, a może gorzej.
      Przemoc jest wtedy, kiedy jest ofiara, więc............. Nie daj się. Może idź do ośrodka pomocy dla ofiar przemocy w rodzinie ??
      Pomyśl jeszcze w jakim środowisku wyrasta Twoje dziecko i że bardzo prawdopodobne, że samo może zostać sprawcą przemocy, albo w późniejszym życiu wybierać sprawców.
    • yayamiomur Re: pomocy!!! 18.03.09, 14:43
      kurcze. to będzie chyba pierwszy przypadek, kiedy problemy w związku dwojga ludzi są wyłączną winą jednej tylko osoby...

      mamahuhu, ja nie twierdzę, że masz wspaniałego męża - z twojego opisu zionie wonią buraczaną ale... to twój opis. jak wyglądałby opis waszego związku gdyby to on przedstawił swój ogląd sytuacji?
      • lu_bella Re: pomocy!!! 19.03.09, 09:03
        yayamiomur napisał:

        > kurcze. to będzie chyba pierwszy przypadek, kiedy problemy w związku dwojga lud
        > zi są wyłączną winą jednej tylko osoby...

        Oj może tak być, może. Sprawca przemocy potocznie nazywany chamem wybierze sobie "odpowiednią" partnerkę, czyli taką która da się maltretować. Na taką jak ja nawet nie spojrzy, bo on podświadomie czuje, że tak kobieta sobie nie pozwoli.


        >
        > mamahuhu, ja nie twierdzę, że masz wspaniałego męża - z twojego opisu zionie wo
        > nią buraczaną ale... to twój opis. jak wyglądałby opis waszego związku gdyby to
        > on przedstawił swój ogląd sytuacji?

        Ha ha ha a ja Ci mogę mniej więcej napisać co on by napisał :))))) Sprawca przemocy ( w każdej formie ) wyjątkowo dba o swój wizerunek na zewnątrz. Najczęściej ludzie uważają go za wspaniałego, czułego, miłego i grzecznego człowieka. BA..........on też się za takiego uważa. Dlatego sprawy sądowe o przemoc są bardzo trudne, ale nie to, że niemożliwe do wygrania przez ofiarę.
        Jeszcze raz polecam autorce wizytę w Ośrodku dla Ofiar Przemocy w Rodzinie.
        P*O*M*O*G*Ą :)))))))
        • yayamiomur Re: pomocy!!! 21.03.09, 00:36
          lu, za bardzo zbaczasz ku przemocy. to co ona tu opisuje wygląda bardziej na rosnącą frustrację (z obu stron) i nakręcającą się spiralę rewanżu (też z obu stron):
          on - nie dostaje seksu więc się frustruje i "nie widzi powodów, żeby być miłym" bo to byłoby poniżające błaganie o seks
          ona - ma niemiłego chłopa więc reglamentuje mu seks.

          ...i jak tak dalej pójdzie to się faktycznie na przemocy może skończyć jeśli któraś ze stron ma skłonności...
        • songo3000 Re: pomocy!!! 21.03.09, 09:50
          lu_bella napisała:

          > yayamiomur napisał:
          > Ha ha ha a ja Ci mogę mniej więcej napisać co on by napisał :))))) Sprawca prze
          > mocy ( w każdej formie ) wyjątkowo dba o swój wizerunek na zewnątrz. Najczęście
          > j ludzie uważają go za wspaniałego, czułego, miłego i grzecznego człowieka. BA.
          A najbardzej dotyczy to kobiet. One 'z definicji' bardziej dbają o swój wizerunek, nawet anonimowo na takim forum internetowym, prawda?
    • zamyslonaona Re: pomocy!!! 19.03.09, 21:05
      Zazwyczaj doceniamy cos po stracie, dopiero wtedy zaczynamy żałowac
      swoich zachowań i postępowań. Uważam że twojemu mężczyznie przydałby
      sie szok spakuj rzeczy i przeprowadz sie z dzieckiem na tydzień do
      rodziny , przyjaciół czy kogokolwiek kto mogłby ci pomoc. Zostaw go
      samego niech sobie wszystko przemyśli, teraz jest zbyt pewny ciebie
      i wie ze może po tobie jechac bez żadnych konsekwencji bo co moze
      zrobic kobieta z dzieckiem, a trzeba mu pokazac ze moze zrobic
      wiele. Jesli teraz mu nie pokażesz że umiesz poradzic sobie sama i
      nie masz zamiaru spełniac jego żądan i dawac sie poniżac to będzie
      zawsze Cie tak traktował.Niech sobie przemysli na czym mu naprawde
      zależało kiedy cie poslubial i do czego ten ważny w życiu krok miał
      prowadzic czy tylko do zaspokojenia jego potrzeb....bo tak to teraz
      wyglada a gzie miłośc empatia i wszystkie inne uczucia które powinny
      towarzyszyc zdrowemu zwiazkowi dwojga ludzi
      • wers-alik Re: pomocy!!! 20.03.09, 12:08
        No, dawno nie spotkałem się z takim... bezsensem, kompletnym brakiem zrozumienia. Nie możecie się dogadać w tym "uczonym gronie doradców".
        A przecież oni mają o tysiąc problemów, wątpliwości, być może także
        zaszłości więcej! Ona mówi: "Jeśli on byłby..." On: "Jeżeli ona by była..." To mogłoby być świetne preludium do budujących ustaleń, consensusu. Ale jeśli na tym się kończy, to wyłania się beznadzieja.
      • sagittka Re: pomocy!!! 20.03.09, 14:36
        > zawsze Cie tak traktował.Niech sobie przemysli na czym mu naprawde
        > zależało kiedy cie poslubial i do czego ten ważny w życiu krok
        miał prowadzic czy tylko do zaspokojenia jego potrzeb....

        Takie postawienie sprawy może przemówić do kogoś, kto podjął
        świadomą decyzję o ślubie, a potem jedynie się zagubił i zapomniał o
        swoich motywacjach.
        Tu możemy mieć do czynienia z kimś, kto do decyzjo o ślubie został
        zmuszony (przez otoczenie, normy zwyczajowe) i ma poczucie, że
        wdepnął w bagno, które go pochłania. Może zależało mu na dziewczynie
        w sensie posiadania kobiety, dostępu do seksu, spędzania czasu,
        niekoniecznie zaś zakładania rodziny i sprostania związanym z nią
        obowiązkom. Dlatego odwoływanie się do dawnych motywacji może nie
        przynieść dobrych rezultatów, a jedynie wyrzuty.


        > a gzie miłośc empatia i wszystkie inne uczucia które powinny
        towarzyszyc zdrowemu zwiazkowi dwojga ludzi

        Może gdyby nie ciąża, to tego związku już by dawno nie było.
        Przecież większość się rozpada naturalnie, całkiem prawdopodobne, ze
        po zakończeniu okresu zakochania i wzajemnej fascynacji nic więcej
        by się nie wydarzyło. Jednak nie było szansy na sprawdzenie jak
        mocny jest to związek, bo ciąża wywołała decyzje i konsekwencje.
    • zamyslonaona Re: pomocy!!! 20.03.09, 23:05
      Jeśli ślub był tylko ze wzgledu na dziecko to okazało sie, że
      zamierzenia minęły sie z celem. Nie zapewni sie bezpieczenstwa i
      ciepłego domu dziecku,jeśli mąż nie szanuje żony, traktuje ją jak
      własnośc, upokarza, nie zważa na jej odczucia i grozi że pojdzie na
      dziwki, bo owa żona nie będzie robiła z niego impotenta...Autorka
      wspominała że jej przyszły mąż bardziej był zadowolony z tego, że
      zaszła w ciążę niż ona sama co wskazuje na to, że chciał widziec się
      w roli ojca, a biorąc z nią ślub także i w roli męża. Trzeba tylko
      rozważyc co sprawiło, że jego zachowanie po ślubie tak sie
      odmieniło, może zbyt duże poczucie pewnosci siebie, że moze teraz
      kierowac nie tylko swoim życiem lecz takze życiem żony ktora ma sie
      do niego podporządkowac i spełniac jego oczekiwania bo własnie od
      tego ma się żonę...
      • wers-alik Re: pomocy!!! 21.03.09, 09:28
        Piszą tu ludzie mądrzy i doświadczeni. Jednak errare humanum est.
        Dziwię się trochę, że gdzieś umyka prymitywna prawda o nich dwojgu:
        są jak dwie proste równoległe, popadli w sytuację patową. Ona swoje
        nastawienie uzależnia od jego zmiany, on identycznie! Prosta droga do klęski, bowiem narastają znane w psychologii "zaszłości". Z netowego oddalenia nie uda się ocenić, czy nie przekroczyły już masy
        krytycznej, nieodwracalnej. Przy zachowaniu obecnej "filozofii" czeka
        ich to nieuchronnie. Nie wiem (mając zbyt mało danych, dysponując naświetleniem tylko jednej strony), czy będą w stanie uzyskać consensus, kompromis bez wsparcia fachowców. Raczej wątpię, bowiem
        widzę tu skrajne zacietrzewienie i brak rozeznania w dziedzinie zasad
        obowiązujących w udanym związku. Nie wierzę, by nawet "złote myśli"
        głoszone na forum mogły im pomóc.
        • songo3000 Re: pomocy!!! 21.03.09, 09:54
          wers-alik napisał:

          > Piszą tu ludzie mądrzy i doświadczeni. Jednak errare humanum est.
          Taki też tu pisze, tyle że chwilowo nieobecny :DDD

          > obowiązujących w udanym związku. Nie wierzę, by nawet "złote myśli"
          > głoszone na forum mogły im pomóc.
          Przecierz większość "złotych myśli" właśnie sprowadza się do rozwodu...
          • urquhart Re: pomocy!!! 21.03.09, 10:26
            > Przecierz większość "złotych myśli" właśnie sprowadza się do rozwodu...

            To i tak zależy od własnego podejścia.
            Można kierując sie udzielanym wspaciem przyjąć że model wadliwy i go próbować wymienić na inny (bez pewności że nie będzie miał jeszcze większych innych wad).
            Można próbować zrozumieć jak to działa i próbować naprawić.
            Można liznąwszy prawdy że obie strony mają wkład w niepowodzenie zmotywować się do udania się do fachowca od naprawiania...
          • jedenon Re: pomocy!!! 21.03.09, 10:34

            > Przecierz większość "złotych myśli" właśnie sprowadza się do rozwodu...

            Ale na szczęście nie wszystkie .
    • lauraa32 Re: pomocy!!! 21.03.09, 14:16
      uciekaj od niego, szkoda czasu na takiego faceta. poradzisz sobie sama nawet z
      dzieckiem. ja mialam podobnego chama za meza. rzygac mi sie do tej pory na mysl
      o tym, ze tak dlugo dawalam sie zwodzic. on juz sie nie zmieni i nic mu nie
      pomoze, nawet terapia.
      • mamahuhu PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 10:58
        napisałam na tym forum oczekując wsparcia i pomocy, bo faktycznie
        sama nie radzę już sobie z tym problemem. Minęło pół roku od kiedy
        się Wam wyżaliłam..
        Najbardziej martwię się o dziecko, że córeczka choc jeszcze mała
        będzie pamiętała przykre obrazy z dzieciństwa (wrzeszczącego ojca,
        kłócących się rodziców). Na wizyte u specjalisty M się nie
        zgodził, "bo nie będzie jakiemuś debilowi mówił że żona mu dupy nie
        daje.." od marca NIC sie nie poprawiło, wręcz przeciwnie - seks
        zanikł, coraz częściej pada słowo rozwód, także z ust M!
        coraz częściej słyszę przekleństwa, M nie hamuje się nawet przy
        dziecku!! kilka sytuacji z ostatnich 2 miesięcy - on poru..ać w domu
        nie może! ja mam zamknąć mordę pier..oloną! on to pier..oli i chce
        rozwodu!

        byłam na konsultacji u adwokata i ta po wysłuchaniu całej historii,
        a nie najbardziej ekstremalnych wycinków które Wam opisałam,
        powiedziała że zazwyczaj zaleca parom spróbowanie ponownie, ale w
        moim przypadku uważa że nie ma co zwlekać. Mam się do niej odezwać
        gdy dojrzeję do decycji. a ja dojrzewam. jako ostatnią szansę
        traktuję przeprowadzkę do nowego mieszkania - może nowe środowisko
        pomoże? czas pokaże... za ostateczny deadline uważam stczeń 2010-
        jeśli do tego czasu nic się nie zmieni na lepsze to "ja z córeczką i
        kotem wysiadam"..
        • stinefraexeter Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 11:46
          Trzymaj się i bądź silna.
          Brak mi słów na komentowanie jego zachowania. Podziwiam cię szczerze, że
          wytrzymałaś tak długo. Moim zdaniem za długo.
          Znosisz jego wulgaryzmy i chamstwo, co tylko utwierdza go w przekonaniu, że nie
          zasługujesz na grosz szacunku. Cierpliwością nic nie zdziałasz, będzie (i jest
          zresztą) coraz gorzej.

          Powinnaś odejść dziś teraz. On na razie nienawidzi ciebie tak jak nienawidzi się
          mięczaka, któremu można pluć w twarz, a on i tak będzie trwał przy naszym boku i
          skomlał o sympatię. Przepraszam, że piszę tak niemiłe słowa, ale tak właśnie
          działa ten mechanizm.

          Od pierwszego komentarza przy teście ciążowym trwa twój totalny i bezdyskusyjny
          upadek. Uciekaj czym prędzej.
        • possessive Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 11:53
          Ty lepiej nie dojrzewaj tylko się szykuj do wojny. Jak chcesz się
          rozwieść w tym kraju z takim typem cały problem dopiero przed tobą.
          Lepiej skończ z idealizmem tylko szykuj dowody bo od samego
          zastanawiania małżonek wrobi cię w winę, a wszyscy nabiorą wody w
          usta.
          To do czego "dojrzewasz" to nie jest zakończenie problemów lecz
          początek. Najpierw jest wojna, publiczne pranie brudów przed
          cyniczną publicznością, koszta, potem rozrywanie dziecka, ewentualne
          pranie mózgu dziecku i ciąganie go po psychologach, potem zaczyna
          się wojna podjazdowa, agresja przy okazji kontaktów z dzieckiem,
          wieczne kłótnie i obwinianie, będą szantaże i oskarżenia że nie
          jesteś dobrą matką, może dojść do rękoczynów. Tak wygląda rozwód
          realnie.
          Nie polecam rozwodu, zwłaszcza jak ktoś w swojej naiwności sądzi, że
          rozwód rozwiązuje jakiekolwiek problemy. Ty możesz uciekać i chować
          głowę w piasek ale podczas rozwodu będziesz musiała stanąć i pokazać
          naprawdę na co cię stać. Jesteś na to gotowa?
          • arronia Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 13:30
            Ale jaka jest alternatywa?

            Tak, rozwód może być jak tajfun unoszący śmieci, syfy i szambo, może być wojną
            na noże. Tak, przeszłości nigdy się do końca nie zamknie (dziecko). Tak, rozwód
            nie jest łatwy dla dzieci (ale czy życie koło dwojga walczących ludzi jest taką
            sielanką?) Tak, rozwód to nie jest jeden gest, jedno krótkie cięcie nożem. Ale
            nawet długi i ciężki rozwód nie trwa wiecznie. I potem można sobie życie na nowo
            układać. Można je sobie dobrze ułożyć (choć przyszłość to zawsze niewiadoma).

            Czy nie lepiej z wrogiem się nawet zmierzyć, niż mieszkać z nim do końca życia
            pod jednym dachem?

            > To do czego "dojrzewasz" to nie jest zakończenie problemów lecz
            > początek.

            To nie jest zakończenie problemów. To jest początek drogi do zakończenia problemów.
        • nil739 Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 12:05
          Przeczytałem, i powiem tak.
          Ratowanie związku zdecydowanie tak, ale cena, jaką jesteś gotowa zapłacić to sprawa indywidualna, więc tu nikt ci nie może doradzić.
          Jeśli terapia nie wchodzi w rachubę, to pozostaje kolejna rozmowa i wyjaśnienie wszystkie, a jeśli to znowu nie pomoże, to szkoda czasu na życie z takim mężczyzną(?).
          Nowe otoczenie?
          Może i oby, ale nie sądzę, aby ktoś cudownie odzyskał kulturę osobistą i zwykły szacunek, jaki należy się drugiemu człowiekowi tylko z powodu nowego mieszkania, to raczej wynosi się z domu, i albo ma się w sobie, albo nie...
          Powodzenia.
          • juzia214 Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 12:28
            Mamahuhu czemu uwazasz ze przeprowadzka w jakis magiczny sposób zmieni twojego męża?
            i czemu tak rozpaczliwie chcesz trwać przy tym konkretnym czlowieku?
            czemu tak dlugo pozwalasz soba pomiatać?
            skoro twoj chłop nie chce iśc na terapie-idz sama.
            ratuj siebie,ratuj dziecko.
            w obecnej chwili nie masz dla siebie odrobiny szacunku,wolisz usunąć problem na
            bok i przeczekać zeby SAMO SIE rozwiązało.nie rozwiąże się.
            jesli dalej chcesz być z tym chlopem musisz się zastanowić dlaczego z nim i
            dlaczego tak bardzo się boisz go stracić?musisz tez poznać swoja wartośc i
            odzyskac godnośc najpierw w swoich potem w jego oczach.
            bo jesli dalej bezczynnie bedziesz trwała w tym zwiazku,jego agresja bedzie się
            nasilała i moze cie rowniez zacząć bic.a potem malutką.
            mozesz się rozwiezc- possessive ma jakies wyjatkowo traumatyczne
            doswiadczenia,najczęsciej rozwod przebiega dosc sprawnie-mozesz byc dalej w tYm
            zwiazku ale koniecznie musisz sie zająć SOBĄ.
            a przy okazji-jak u twojego męza z alkoholem?
            • possessive Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 12:41
              juzia214 napisała:

              possessive ma jakies wyjatkowo traumatyczne
              > doswiadczenia,najczęsciej rozwod przebiega dosc sprawnie-mozesz
              byc dalej w tYm
              > zwiazku ale koniecznie musisz sie zająć SOBĄ.
              > a przy okazji-jak u twojego męza z alkoholem?

              Przepraszam, widziałaś na oczy choć jeden rozwód?
              I naprawdę łudzisz się, że jeśli meżczyzna rzuca prymitywnym mięchem
              gdy żona odmawia seksu, to jego charakter usprawni i ułatwi rozwód?
              • everest13 Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 14:17
                A czy fakt, że rozwód nie będzie łatwy jest argumentem za tym, żeby się godzić
                dalej na męczarnie?
                • aandzia43 Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 15:11
                  Nie wiem o co chodziło Possesive, ale moim zdaniem do rozwodu z
                  osobą formatu męża wątkotwórczyni trzeba się bardzo dokładnie
                  przygotować. Łatwo nie będzie. Chyba że jakimś trafem rozwód jest
                  akurat bardzo po myśli pana.
              • lilyrush Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 15:25
                possessive napisała:


                > Przepraszam, widziałaś na oczy choć jeden rozwód?
                > I naprawdę łudzisz się, że jeśli meżczyzna rzuca prymitywnym mięchem
                > gdy żona odmawia seksu, to jego charakter usprawni i ułatwi rozwód?
                >
                A mi sie wydaje, ze TY widziałaś tylko jeden rozwód. Ja widziałam kilka rożnych
                i przeszłam swój własny. Wachlarz "atrakcji" jest bardzo szeroki. Są takie, o
                jakich piszesz, ale sa tez takie po środku i takie jak mój, gdzie rozwodzi sie
                na spokojnie na jednej rozprawie.
                I przede wszystkim nawet jeśli rozwód nie jest przyjemny to odbywa sie na sali
                sądowej a nie w domu w obecności dziecka. A w sądzie rzucanie mięchem jest
                sankcjonowane.
                Dziecko nie musi, zwłaszcza małe, być ciągane po psychologach, można powołać
                świadków.
                Najgorszą rzeczą, która można zrobic to zyc w takim piekle tylko dlatego, ze
                rozówd może byc nieprzyjemny.

                o ile zazwyczaj piszesz do rzeczy to w tym wypadku jakbyś sie z choinki urwała....

                autorce postu sugeruje wizytę an rozum "Rozwód i co dalej" oraz "Po
                przejściach"- tam jest konkretne wsparcie i pomoc ludzi, którzy sie rozwodzą lub
                juz maja to za sobą w rożnych wariantach

                • owocelasu Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 18:00
                  Jak bedziesz czekac do stycznia przyszlego roku to on Cie bic zacznie. Dobrze,
                  ze Cie jeszcze od kurew nie wyzywa. Bierz dzieciaka i w nogi, bo nie wiadomo, co
                  Twojemu choremu mezowi (nie wydaje mi sie, zeby normalna osoba, nawet
                  sfrustrowana brakiem seksu, mogla powiedziec partnerowi/partnerce, ze 'nie ma w
                  domu nic do ruchania'). Sprobuj go nagrac na cos, zebys miala jakis dowod, w
                  ogole zbieranie dowodow to dobry plan; jesli cos Cie ma powstrzymywac przed
                  ostatecznym odejsciem - to wlasnie to.
                • possessive Re: PODSUMOWUJĄC 04.09.09, 19:26
                  To nieporozumienie. Nie chcę nikogo odwodzić od rozwodu, wręcz
                  przeciwnie myślę, że w opisie sytuacji niestety wszystko przemawia
                  na korzyść rozwodu.

                  Lillyrush zgadzam się z twoją argumentacją, widziałam kilka rozwodów
                  być może bardziej drastyczne niż twój wiem co się dzieje potem..jak
                  różne są sytuacje:). Jednak, że rozwód jest traumatycznym przeżyciem
                  sądziłam, że nie muszę nikogo przekonywać jest to dość dobrze
                  opisane w literaturze psychologicznej, weźmy choćby skalę stresu
                  Holmsa i Rahe choć to badania dość stare ale wciąż chyba aktualne?:)

                  Generalnie chciałam tylko zauważyć, że rozwód nie jest terapią
                  małżeńską, a w sytuacji gdy autorka wątku wciąż żywi nadzieję, że
                  partner się zmieni, obawiam się aby rozwód nie stał się kolejną
                  zagrywką na rzecz reformowania męża, zamiast rzeczywistej motywacji
                  do rozstania. Tym bardziej, że manipuluje się też emocjami dziecka.

                  Ja osobiście nie wierzę, że osoba opisana tu jako mąż będzie zdolna
                  do dojrzałego konsensusu w sądzie, skoro w codziennym życiu wykazuje
                  opisane przez autorkę zachowania ale tu możemy domniemywać, prawda?

                  Właśnie w wyniku obserwowanych przeze mnie sytuacji z podobnymi
                  mężami, radziłabym autorce przygotować się dobrze merytorycznie do
                  rozwodu, zwłaszcza w kwestii zbierania dowodów, poznania swoich praw
                  i ograniczeń lub udokumentowania znęcania się psychicznego(zwłaszcza
                  tego w obecności dziecka) bo takie rzeczy trudno potem udowodnić i
                  sama się przekona, że jej tłumaczenia mają dla sądu niewielką
                  wartość, zwłaszcza jeśli mąż wytoczy przeciwne argumenty na jej
                  niekorzyść. Często jest tak, że zakłada się rozwód bez orzekania o
                  winie, a kończy się wojną o orzeczenie o winie partnera.

                  Oczywiście zakładając, że autorka naprawdę chce się rozwieść a nie
                  postraszyć męża, bo inaczej to bezsensowne dywagacje.
    • lew_ Re: pomocy!!! 04.09.09, 19:56
      A mnie to zachowanie meza nie dziwi,za odmawiania sexu
      dostanie nawet koscielny rozwod,zona MUSI dac!
      • mamahuhu P O D S U M O W A N I E 08.09.09, 21:38
        lew -żona NIE MUSI DAĆ, a mąż żeby dostac powinien po 1 okazać
        miłość i szacunek, wtedy dostanie do bedzie chciał.

        do rozwodu chce być w 200% dobrze przygotowana merytorycznie i
        psychicznie. wiem że rozwód to duzy stres i na pewno gdy zlożę pozew
        M bedzie grał na moich uczuciach - bedzie sie starał itd, muszę być
        maxymalnie zdeterminowana i silna by sie nie ugiąć (wtedy by mnie
        totalnie stłamsił). córeczka ma 1,5 roku ale wiem że choc nie
        rozumie co sie wokół dzieje to odbiera negatywne emocje i może się
        to odbic w przyszłości (oby nie!)
        wiem ze rozwód z nim nie będzie należał do łatwych, jest zawziety a
        założenie przeze mnie sprawy to dla niego policzek za który napewno
        bedzie chciał sie odegrać.

        dziekuję za Wasze wsparcie!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka