Dodaj do ulubionych

Ile % udanego związku stanowi seks?

24.06.09, 10:42
Jak w temacie. Ciekawi mnie zwłaszcza zagadnienie kompensacji seksem
niedopasowań osobowościowych partnerów i odwrotnie.

Czy udany seks potrafi na długą metę -w perspektywie wieloletniej-
tuszować brak życiowego porozumienia, różnicę statusów, charakterów
itp.?

Czy warto brnąć w związki oparte głównie na seksie i dopasowaniu
energetycznym, czy też lepiej szukać sobie porozumienia duchowego z
jakim-takim seksem w tle?

Zaznaczam, że chodzi mi o DŁUGIE ZWIĄZKI i takąż perspektywę.
Wiadomo, że kierując się krótkoterminową optyką zawsze wybierzemy
seks :)
Obserwuj wątek
    • bi_chetny Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 24.06.09, 11:20
      to jest temat, nad którym zastanawiałem się i właściwie cały czas zastanawiam.
      Wychodzi mi na to, że jeśli jest naprawdę dobry seks, to związek może być mocny,
      aczkolwiek burzliwy. Może też być tak, że parę łączy brak lub mała ilość seksu.
      Wtedy też może być nieźle. Pytanie zasadnicze - jak pominąć ten początkowy
      namiętny seks od tego właściwego, który będziemy mieć po jakimś czasie w związku ?

      Z drugiej strony, jeśli jesteśmy z kimś naprawdę długo, te pozostałe kwestie są
      ogromnie ważne i sam seks ich braku nie rozwiąże.

      Ja patrzę z punktu, gdzie ten seks właśnie nie gra tak jak bym chciał, więc moje
      spojrzenie jest spaczone.
      • kretynofil 100% procentu skladanego :) 02.07.09, 12:19
        Nie ma czegos takiego jak procenty w zwiazku.

        Albo jest dobrze, albo nie - i tak seks stanowi 100%, wzajemne zrozumienie tez
        100%, szacunek rowniez 100%, a milosc, ktora w tym wszystkim jest najwazniejsza
        zdecydowanie 100% :))))
        • bi_chetny Re: 100% procentu skladanego :) 02.07.09, 13:06
          jednak możemy w przybliżeniu powiedzieć, jaki % stanowi seks - szczególnie w
          przypadku gdy nie jesteśmy z niego zadowoleni.
          • kretynofil Powtorze... 02.07.09, 13:16
            Udany seks to 100% zwiazku.

            Jak go nie ma to zwiazek sie rozpadnie, lub ludzie beda nieszczesliwi a potem
            zaczna sluchac Radia Maryja.

            Tak samo jest zreszta z szacunkiem, miloscia i zrozumieniem. A jak uwazasz ze
            mozna zbudowac dom na trzech filarach na 100% i jednym na 20% - to sie mylisz :)
            • bi_chetny Re: Powtorze... 02.07.09, 14:35
              kretynofil napisał:
              > Jak go nie ma to zwiazek sie rozpadnie, lub ludzie beda nieszczesliwi a potem
              > zaczna sluchac Radia Maryja.

              ok, mądralo
            • theorema Re: Powtorze... 02.07.09, 19:45
              No, mądre to:) choćby nie wiem, jak się układało w innych sprawach, bez początkowej chemii związek w ogóle nie powstanie. przynajmniej u mnie się to sprawdza. A potem - seks jest dobry na wiele rzeczy, ale też fakt, że liczą się jednakowe priorytety obojga. Jeśli ja uważam, że dla fajnego seksu mogę iść w związku na kompromis w nawet tak ważnych sprawach jak religia, ślub lub jego brak, miejsce zamieszkania...
              a jednocześnie mój partner uważa, że najważniejsze na świecie jest, że moi Rodzice nie mają ślubu kościelnego i ze mną też go nie weźmie....
              to -niestety - zawsze wygra on.
              Podziwiam ludzi, którzy potrafią sterować swoim pożądaniem za pomocą umysłu, zwłaszcza w tym kierunku - wmówić sobie, że mi się ktoś nie podoba, bo ma "nie takich" rodziców, czy statut społeczny, wow...
              No, ale do seksu się nikogo nie zmusi. Jak ktoś się zaprze, że nie, to zawsze wygra z tym, co mówi tak. Chyba, że oboje cenią sobie seks w równym stopniu i wtedy wesoło i burzliwie może być, czasem znajomi się zgorszą jedną, czy drugą sceną...ale związek trwa.
              A swoją drogą, dlaczego Redaktorzy nieustannie zamieniają wątki dotyczące związków, na małżeńskie? Co za cholerna, nadgorliwa poprawność...przecież konkubinat , jak jak i seks przed ślubem nie są w tym kraju (na razie)zakazane i nikt chyba redaktorów szacownego portalu nie spali na stosie za propagandę nieślubnych związków. To samo się wbija młodzieży na "przystosowaniu do życia w Rodzinie" itp zajęciach i potem takie dzieciaki mają przekonanie, że szacunek, odpowiedzialność - to po ślubie, a póki co - używamy życia za wszelką cenę.
        • roman512 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 16:30
          Seks sluzy (czy to sie nam podoba czy nie) prokreacji. Tak stworzyla nas natura. To tylko w XX wieku wymyslono iz moze byc inaczej i umozliwiono to za pomoca antykoncepcji...

          Efekt jest taki ze ta przesiaknieta seksem kultura - wogole nie plodzi dzieci (demografia) i choruje na rozne choroby nie pozwalajace uprawiac seksu wogole...

          W zwiazku liczy sie milosc i szacunek. Kazdemu dla ktorego liczy sie tylko seks GWARANTUJE iz NIE tworzy dobrego malzenstwa. Chociazby dlatego ze z wiekiem ochota i mozlisci na seks spadaja... I co? Nie bedziesz kochac wtedy swojego meza gdyz on juz "nie moze" ?

          Przeciez to absurdalne.
          Milosc, a seks to tylko dodatek. Inaczej skonczycie jak polowa populacji Europejskiej: bez dzieci (lub dzieci ze zdrady), rozwiedzeni i SAMI na starosc...
          • wj_2000 Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 17:06
            roman512 napisał:

            > Seks sluzy (czy to sie nam podoba czy nie) prokreacji. Tak stworzyla nas natura
            > . To tylko w XX wieku wymyslono iz moze byc inaczej i umozliwiono to za pomoca
            > antykoncepcji...

            Bardzo mądrze napisałeś (myślę o całości, choć zacytowałem początek).
            Charakterystyczne, że nikt się przez ponad pół godziny nie ustosunkował do tej
            wypowiedzi. Idzie ona pod prąd modzie. Większość myśli, niestety, inaczej.
            Pozdrawiam!
            • zyg_zyg_zyg Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 17:38
              Napisał bardzo mądrze, tylko że totalną nieprawdę.

              O prezerwatywach z baranich kiszek, albo aplikowaniu octu dopochwowo
              nie słyszałeś? Wystarczy wrzucić w google "historia antykoncepcji" i
              przeczytać co tam pierwszego wyskoczy, żeby przekonać się, jakie
              pomysły i od jak dawna miała ludzkość na to, by seks nie służył
              prokreacji.
              • wj_2000 Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 19:23
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Napisał bardzo mądrze, tylko że totalną nieprawdę.
                >
                > O prezerwatywach z baranich kiszek, albo aplikowaniu octu dopochwowo
                > nie słyszałeś?

                Widzisz drzewa, a nie widzisz lasu. Człowiek, jako odrębny gatunek istnieje parę
                milionów lat. Próby zapobiegania ciąży dotyczyły wąskiego grona ludzi, i to w
                najlepszym przypadku ze dwa tysiąclecia temu.
                Wśród ludzi pierwotnych nie był znany związek ciąży z kopulacją!!!!!
                Takie plemiona dotrwały nawet do początków 20 wieku. Opisywał je polski
                podróżnik Bronisław Malinowski. A więc nasze instynkty, nasza biologia dotyczą
                TAKIEJ realności.
                A zresztą! Barania kiszka baranią kiszką, a moja babcia miała 13 dzieci! I nie
                był to jakiś nadzwyczajny przypadek. Ostatnia jej córka (moja mama) urodziła się
                w roku 1906.
                Gdy pracowałem w roku 1968 we Włoszech, wynajmowałem pokój u wdowy, 67 letniej,
                która TEŻ była 13-tym dzieckiem swojej matki.
                Dzieci się rodziły na potęgę (i na potęgę umierały). Przeżywały te linie
                genealogiczne, w których trend do płodzenia wielu dzieci przeważał. Rzym, gdzie
                panie z wyższych sfer próbowały bronić się przed ciążą, upadł. Właściwie zgodnie
                z ideą Darwina.
              • wj_2000 Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 19:25
                Na skalę masową, rodzina z 1, 2 czy co najwyżej 3-ką dzieci, pojawiła się
                właśnie w wieku 20.
            • songo3000 Ciężko się ustosunkować do 02.07.09, 18:30
              'myśli przewodnich' osoby o mentalności sfrustrowanego zakonnika-waligruchy z amsterdamskiego klasztoru. A ewidentnych kłamstw powtarzanych co najwyżej w radiu towarzysza Rydzyka to nawet komentować nie warto...
              • roman512 Re: Ciężko się ustosunkować do 02.07.09, 23:55
                > 'myśli przewodnich' osoby o mentalności sfrustrowanego zakonnika-waligruchy z a
                > msterdamskiego klasztoru. A ewidentnych kłamstw powtarzanych co najwyżej w radi
                > u towarzysza Rydzyka to nawet komentować nie warto...

                Kolego. Posiadam 3 dzieci. Antykoncepcje z zona stosujemy (obecnie) wiec prosze: nie obrazaj mnie. Jak tylko stwierdzilem fakty, i nigdzie nie powiedzialem iz seks lub antykoncepcja to zlo... Bo nie o tym jest dyskusja.
                • songo3000 Re: Ciężko się ustosunkować do 03.07.09, 00:36
                  Sam się obrażasz wypisując swoje mądrości jako prawdy objawione. Przedstawione przez Ciebie 'fakty' a rozwinięte przez jakiegoś klakiera, już w drugiej połowie XX wieku były uznawane przez biologów za wąziutkie, stereotypowe i kompletnie niewystarczające spojrzenie na seksualność naczelnych.
                  Tak się składa, że nie tylko u ludzi seks pełni rolę więziotwórczą i społeczną zupełnie OBOK prokreacji. Wystarczy nie tkwić mentalnie we wczesnym Freudzie (przypominam, że dawno spuszczonym do zsypu) tylko rozwijać zainteresowania, śledzić bieżące dokonania i ciągle rozwijany stan wiedzy.
          • arronia Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 18:42
            roman512 napisał:

            > Seks sluzy (czy to sie nam podoba czy nie) prokreacji. Tak stworzyla nas natura.

            Gdyby seks służył tylko prokreacji, to byśmy miały jawną owulację. Wtedy bzyk,
            bzyk, jajeczko zapłodnione i nie trzeba by się więcej bezproduktywnie seksić.
            • wj_2000 Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 20:04
              arronia napisała:
              > Gdyby seks służył tylko prokreacji, to byśmy miały jawną owulację. Wtedy bzyk,
              > bzyk, jajeczko zapłodnione i nie trzeba by się więcej bezproduktywnie seksić.
              Ha!
              Droga Aronio! Zauważyłaś istotnie pewne dziwactwo człowieka na tle innych
              gatunków. A ma owo odstępstwo głęboki sens biologiczny. (Chyba, że wierzysz w
              Boga i uważasz, że jest jak jest bo Bozia tak sobie wymyśliła - w takiej
              sytuacji możesz dalej nie czytać).
              Otóż tym co wyróżnia człowieka z reszty świata zwierząt, i co zadecydowało o
              sukcesie gatunku homo sapiens, jest bardzo złożony MÓZG. Użytek z mózgu tak
              wyrafinowanego jak ludzki przychodzi dopiero po jego "zaprogramowaniu". Wymaga
              to dużo czasu, toteż ludzkie niemowlę jest wyjątkowo długo niezdolne do życia
              samodzielnego i wymaga wieloletniej opieki.
              U takich ssaków jak niedźwiedzie, wystarczą 2 lata i osobnik jest samodzielny.
              Matka jest w stanie zająć się SAMODZIELNIE wychowaniem takiego malca, a nawet 2
              - jednego z zeszłego roku, drugiego świeżego. (Ciąża u dużych ssaków trwa ok.
              roku, a u słoni nawet 2, więc "wydajność" samicy jest ograniczona - najwyżej "co
              rok prorok").

              I dlatego samiec niedźwiedzi czuje pociąg wyłącznie do samicy w rui. Nie marnuje
              swej energii na bezproduktywne kopulowanie, w zamian, rywalizuje z innymi o
              dostęp do zapłodnienia.
              Tym samym samice WSZYSTKIE są matkami, a samce NIEKTÓRE, te silniejsze. Jest to
              optymalne z punktu widzenia ewolucji. Wiedzą o tym hodowcy zwierząt. Suka
              rasowa, by dostać licencję, wystarczy by była zaledwie DOBRA. Samiec MUSI być
              SUPER samcem.

              Jak napisałem odchowanie ludzkich maluchów trwa wiele lat. Model niedźwiedzi
              jest nierealny. Samotna kobieta z gromadką dzieci od 1 miesiąca, poprzez dziecko
              roczne dwuletnie, trzyletnie, aż do lat, powiedzmy 14 nie utrzyma się!!!!!!!!

              Przyroda wymyśliła więc monogamię (podobnie jak u ptaków, choć tam z trochę
              innego powodu). Potomstwem opiekuje się DWOJE rodziców.
              Jeśli jednak monogamia byłaby ściśle przestrzegana, to ojcami byliby PO TROCHU
              wszyscy ojcowie, a potencjał tych szczególnie udanych by się marnował!!!!

              Jakie wyjście przyroda "wymyśliła" (biorę w cudzysłów bo to nie świadomy
              wymysł, a utrwalenie pojawiających się przypadkowo tendencji, tak jak w ogóle
              cała ewolucja).
              Otóż przyroda wymyśliła CIĄGŁY głód seksu u mężczyzn. Ten głód seksu i ból
              powodowany BRAKIEM trzyma (powinienem napisać Trzymał przez setki tysięcy lat -
              ostatnio to się zmienia) chłopa przy babie! Monogamia to (jak to ujął
              Dostojewski) rodzaj prostytucji. Kobieta się nadstawia (niekoniecznie czuąc
              nieprzepartą potrzebę) jeśli partner zasłużył się dla dzieci: przyniósł
              upolowane zwierzę, obrobił pole, etc.).

              A JEDNOCZEŚNIE, dobro gatunku wymaga, by MAJĄC okazję w okresie płodności,
              samica, w tajemnicy przed mężem, miała seks, choćby jednorazowy, z mężczyzną
              LEPSZYM biologicznie niż jej stały partner.

              Dobro gatunku wymaga również, by chłop ( w tajemnicy przed swoją połowicą i w
              tajemnicy przed mężem sąsiadki) starał się uwieść INNĄ kobietę. Jego genom się
              opłaci posianie plemników również u kobiety nieco gorszej niż własna żona (byle
              była OBCA!!!!), Kobiecie w żadnym wypadku - ona da się skusić chłopu wyjątkowemu.

              To powoduje iż popędy seksualne kobiet i mężczyzn są ZUPEŁNIE odmienne. Głównym
              źródłem radości kobiety (samicy) jest dobro JEJ potomstwa. Z uśmiechu dziecka
              czerpie satysfakcję. Gdyby uganianie się za seksem samym w sobie miało odciągać
              ją od dzieci - przyroda wytępiła by taką tendencję!!!!

              Seks służy prokreacji, TAK, choć niekoniecznie w wąskim sensie. Służy także (po
              stronie męskiego libido) związaniu mężczyzny z oddaną swoim dzieciom matce, a
              także rywalizacji z innymi samcami (lepiej by gorszy mężczyzna w nieświadomości
              opiekował się dzieckiem lepszego ojca z którym "puściła" się jego żona, niż
              swoim własnym), oraz próbom zdobycia lepszych genów dla swojego jajeczka niż je
              może dać stały partner.

              Ja za te poglądy jestem na ogół WYSZYDZANY. Tyle, że ja jedynie Z UBOLEWANIEM
              stwierdzam jak okrutnie natura z nas zadrwiła.
              W dzisiejszych czasach pogodzenie WBUDOWANYCH biologicznie instynktów z realiami
              życia jest niemożliwe, czy prawie niemożliwie. Skazani jesteśmy na cierpienie.
              Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej.

              To trochę tak, jak epidemią otyłości. Nasze odruchy (jeść jak najwięcej i to
              jak najtłuściej i jak najsłodziej! - gdy był ogólny niedobór żywności) obracają
              się przeciwko nam. Kto chce zachować zdrowie, musi nieustannie uważać,
              rezygnować z wielu smakowitości. Ale JAK WIDZIMY bardzo wielu osobom się to nie
              udaje. Podobnie sterowanie własnym życiem rodzinnym, mimo szczerych chęci,
              prowadzi często do katastrofy i cierpienia.
              • awanturka Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 22:36
                Seks słuzy wyłącznie prokreacji?

                Tak, ale wyłącznie jak się patrzy z wyłącznie bardzo szerokiej perpektywy. Ale z takiej perspektywy wszystko służy prokreacji - żyjemy by przekazywać swoje geny i wszystko co robimy temu służy.

                Natomiast jak trochę zawęzić perpektywę to seks u ludzi podobnie jak u wielu zwierząt, zwłaszcza naczelnych, pełni mnóstwo funcji - słuzy podkresleni dominacji, pokazaniu uległości, tworzeniu więzi społecznych, a nawet... funkcję kulturotwórczą (oczywiscie u ludzi, nie u zwierząt)... Coraz więcej wiemy na ten temat badając zwierzęta tworzące silne więzi społeczne.

              • uwolnic_cyce Re: 5% seks to tylko dodatek 03.07.09, 10:43

                > Z uśmiechu dziecka
                > czerpie satysfakcję. Gdyby uganianie się za seksem samym w sobie
                > miało odciągać
                > ją od dzieci - przyroda wytępiła by taką tendencję!!!!

                A ja znam babę co dzieci nie znosi organicznie a przyroda wcale jej
                nie tępi.No i co w związku z tym?

          • uwolnic_cyce Re: 5% seks to tylko dodatek 02.07.09, 21:48
            roman512 napisał:

            > Seks sluzy (czy to sie nam podoba czy nie) prokreacji. Tak
            stworzyla nas natura
            > . To tylko w XX wieku wymyslono iz moze byc inaczej i umozliwiono
            to za pomoca
            > antykoncepcji...

            I n aboga żyweo całe szczęście, że tak jest.

            > Nie bedziesz kochac wtedy swojego meza
            > gdyz on juz "nie moze" ?

            Ale językiem i paluchami to chyba może?

            > Przeciez to absurdalne.

            Absurdalny to jest brak seksu. Amen.
            • roman512 Re: 5% seks to tylko dodatek 03.07.09, 00:00
              > > Nie bedziesz kochac wtedy swojego meza
              > > gdyz on juz "nie moze" ?
              >
              > Ale językiem i paluchami to chyba może?

              Wybacz. Ale naprawde chcesz robic takie rzeczy w wieku 70lat?
          • wodni.k Re: 5% seks to tylko dodatek 03.07.09, 09:32
            roman512 napisał:

            > Seks sluzy (czy to sie nam podoba czy nie) prokreacji. Tak stworzyla nas natura
            > . To tylko w XX wieku wymyslono iz moze byc inaczej i umozliwiono to za pomoca
            > antykoncepcji...

            No i jak się rzetelną wiedzę zastępuje czytaniem tylko książeczki do nabożeństwa
            to pisze się takie bzdury.
            Prezerwatywy tylko wykonane z innego materiału wymyślono już w zamierzchłych
            dziejach.
            Do książek, do książek!!!
            • kkk Re: 5% seks to tylko dodatek 03.07.09, 09:41
              Wiecie, czytam i czytam i ... aż nie mogę uwierzyć.
              Myślałam, że większość napisze że sex ma niewielki e znaczenie, albo
              duże ale jednak MIŁOŚĆ I rodzina. A tu jednak seks jest ważny i to
              bardzo!
              I ja jestem tego samego zdania.
              Moje udane (pod względem partnerskim) małżeństwo nie wytrzymało z
              powodu braku seksu własnie:/ a można powiedziec że byliśmy IDEALnie
              zgrani i włąściwie tak było. Naprawde!
              Jednak byliśmy chyba bardziej przyjaciółmi, takimi najlepszymi na
              śmierć i życie, idealne dopasowanie duszi charakterów ale seks (z
              mojej strony) z nim mógłby ni eistnieć. Nie umiałam traktowac go jak
              faceta :( kompletnie na mnie nie działał.
              Teraz po czasie miło wspominam, czasem żałuje decyzji, ciepło myśle
              o ex mężu i czasem sie spotykamy nawet po rozwodzie próbowaliśmy się
              zejść! Niestety wiem, że to niedogranie zawsze by przeważyło.
              Smutne ale prawdziwe. Ehhhh
      • leew1 100%w moim przypadku 02.07.09, 20:32
        a skończyłem właśnie 49 lat i żyją wciąż z tą samą żoną, mimo,że różni nas
        prawie wszystko
    • songo3000 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 24.06.09, 11:31
      Ten procent jest jak dobry kredyt w banku - zmienny i malejący :)))
    • winomusujace Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 24.06.09, 20:44
      Ja uważam że jednak w długoterminowych to jednak ma mniejsze
      znaczenie, w sensie gdyby miała wybierać między partnerem 100%
      dopasowanym, a który np jest idiotą i zupełnie inaczej wyobraża
      sobie nasze wspólne życie, a z facetem z którym seks jest powiedzy
      na 60 % a wszystko inne pasuje to wybieram tego drugiego. Od razu
      mówię że nie wyobrażam sobie związku długoterminowego z osobą
      totalnie nie dopasowaną /ekstremalnie niskolibidową.

      Usiłowałam kiedyś budować związek z facetem zabójczo przystojnym,
      wysportowanym i dobrym w łóżku, niestety w każdej innej kwestii się
      nie dogadywaliśmym a jak minęły pierwsze emocje i słuchałam co on
      wygaduje to ... uciekłam bardzo szybko :)


      Być może w przypadku facetów jest inaczej, no i wszystko zależy też
      pewnie od tego co jest dla nas modelowym związkiem, ja szukam
      przyjaźni, porozumienia, związku partnerskiego jak ktoś szuka czegoś
      innego pewnie da się z tym żyć.
      • bi_chetny Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 14:19
        no dobra, ale jeśli nawet częstotliwość będzie w miarę ok [czyt. kompromis
        możliwy o tyle o ile], to jeśli erotycznością różnimy się z partnerem, dużo
        trudniej jest jednak uzyskać kompromis w takiej sytuacji niż w kwestiach np.
        podziału obowiązków.
        • winomusujace Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 15:49
          hahe zdziwiłbyś się jak oporni w przejmowaniu obowiązków są
          niektórzy mężowie moich przyjaciółek :)

          A swoją drogą moje 60 % minimum to już częstotliwość i jako takie
          umiejętności / otwartość.

          klucz to dla mnie system wartości, sposoby spędzania wolnego czasu -
          to naprawdę się liczy i seks. Reszta to już detale :)
          • glazomoor Dokladnie tak jak piszesz:) 29.06.09, 00:35
            System wartości (inaczej: spojrzenie na świat), sposoby użytkowania wolnego
            czasu (inaczej: rzeczy robione razem) i seks.
            Z matematyki wychodzi, że tak z 50% ;)
    • dagew Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 24.06.09, 21:22
      Długi zwiąek wybieram seks plus porozumienie duchowe.Nie wiem nie
      wiem jesli będziesz dobrze porozumiewał się w sferze duchowej a nie
      pożądał partnerki(ze wzajemnością)-chyba nie ma szans na
      długoterminowe szczęśliwe życie.
    • uczula Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 24.06.09, 21:26

      30%.
      reszta to samo zycie ale songo to tez dobrze okreslil
    • noxnegra Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 14:38
      Seks nie zatuszuje żadnych różnic. Natomiast tak jak nic innego zbliża i
      sprawia, że chce się spróbować zrozumieć drugą stronę. Dlatego jego rola jest -
      moim zdaniem - fundamentalna.
    • taled Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 14:48
      Ja natomiast kiedys przeczytalam takie procentowe okreslenie, ze seks
      stanowi 20% udanego zwiazku a 80% rozwodow czyli jesli na poziomie
      innych celow zyciowych sie dogadujemy i seks tez pasuje to stanowi on
      jeden z filarow choc niekoniecznie jedyny najglowniejszy natomiast jak
      przez seks narasta w czlowieku frustracja to przycmi ona te wszystkie
      dobre zbiezne cele zyciowe i ostatecznie az w 80% doprowadza do
      rozstania.
      Mi sie tam podoba ta teoria
      • efi-efi Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 14:54
        a ja obstawiam 50 na 50%.
        może mi być co drugi raz zajebiście :)
      • aandzia43 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 25.06.09, 15:32
        taled napisała:

        > Ja natomiast kiedys przeczytalam takie procentowe okreslenie, ze
        seks
        > stanowi 20% udanego zwiazku a 80% rozwodow

        Bardzo mi się podoba ta teoria:-)
        • dobra-duszyczka Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 26.06.09, 10:58
          Seks jest ważny ale nie najważniejszy. Jestem 9 lat po ślubie.
          Chodziliśmy 4 lata. Były różne momenty, lepsze i gorsze. Uważam że
          najważniejsze są: szacunek dla drugiej osoby, zaufanie, miłość,
          przyjaźń a na końcu seks. W drugiej ciąży od samego początku
          mieliśmy zakaz od lekarzy, wytrwaliśmy. Kochamy się 2 -3 razy na
          tydzień, bo przedkładamy jakość nad ilość.
      • wj_2000 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 17:15
        taled napisała:
        > przez seks narasta w czlowieku frustracja to przycmi ona te wszystkie
        > dobre zbiezne cele zyciowe i ostatecznie az w 80% doprowadza do
        > rozstania.

        Możliwe jest inne rozwiązanie! Kochać partnera i - od czasu do czasu - mieć skok
        na bok!
        Z punktu widzenia gatunku (a tylko to jest "naturalne", promowane przez
        ewolucję, co sprzyjało przetrwaniu i ekspansji gatunku) należy zarówno opiekować
        się wspólnie JUŻ spłodzonymi dziećmi, jak i "siać nasienie" gdzie się da.
        Zmusza to nasz gatunek (w imię racji naturalnych) do hipokryzji.
        Jednak hipokryzja jest lepsza od rozwodów i dzieci ze zwichrowaną psychiką.
        • wj_2000 Trochę herezji na temat seksualności i feminizmu 02.07.09, 20:51
          arronia napisała:

          > Gdyby seks służył tylko prokreacji, to byśmy miały jawną owulację. Wtedy bzyk,
          > bzyk, jajeczko zapłodnione i nie trzeba by się więcej bezproduktywnie seksić.
          Ha!

          Droga Aronio! Zauważyłaś istotnie pewne dziwactwo człowieka na tle innych
          gatunków. A ma owo odstępstwo głęboki sens biologiczny. (Chyba, że wierzysz w
          Boga i uważasz, że jest jak jest bo Bozia tak sobie wymyśliła - w takiej
          sytuacji możesz dalej nie czytać).
          Otóż tym co wyróżnia człowieka z reszty świata zwierząt, i co zadecydowało o
          sukcesie gatunku homo sapiens, jest bardzo złożony MÓZG. Użytek z mózgu tak
          wyrafinowanego jak ludzki przychodzi dopiero po jego "zaprogramowaniu". Wymaga
          to dużo czasu, toteż ludzkie dziecko jest wyjątkowo długo niezdolne do życia
          samodzielnego i wymaga wieloletniej opieki i kształcenia.
          U takich ssaków jak niedźwiedzie, wystarczą 2 lata i osobnik jest dorosły.
          Matka jest w stanie zająć się SAMODZIELNIE wychowaniem takiego malca, a nawet 2
          - jednego z zeszłego roku, drugiego świeżego. (Ciąża u dużych ssaków trwa ok.
          roku, a u słoni nawet 2, więc "wydajność" samicy jest ograniczona - najwyżej "co
          rok prorok").

          I dlatego samiec niedźwiedzi czuje pociąg wyłącznie do samicy w rui. Nie marnuje
          swej energii na bezproduktywne kopulowanie, w zamian, rywalizuje z innymi o
          dostęp do zapłodnienia.
          Tym samym samice WSZYSTKIE są matkami, a samce NIEKTÓRE, te silniejsze. Jest to
          optymalne z punktu widzenia ewolucji. Wiedzą o tym hodowcy zwierząt. Suka
          rasowa, by dostać licencję, wystarczy by była zaledwie DOBRA. Samiec MUSI być
          SUPER samcem.

          Jak napisałem odchowanie ludzkich maluchów trwa wiele lat. Model niedźwiedzi
          jest nierealny. Samotna kobieta z gromadką dzieci od 1 miesiąca, poprzez dziecko
          roczne dwuletnie, trzyletnie, aż do lat, powiedzmy 14 nie utrzyma się!!!!!!!!

          Przyroda wymyśliła więc monogamię (podobnie jak u ptaków, choć tam z trochę
          innego powodu). Potomstwem opiekuje się DWOJE rodziców.
          Jeśli jednak monogamia byłaby ściśle przestrzegana, to ojcami byliby PO TROCHU
          wszyscy ojcowie, a potencjał tych szczególnie udanych by się marnował!!!!

          Jakie wyjście przyroda w tej sytuacji "wymyśliła" (biorę w cudzysłów bo to nie
          świadomy
          wymysł, a utrwalenie pojawiających się przypadkowo tendencji, tak jak w ogóle
          cała ewolucja)?.
          Otóż przyroda wymyśliła CIĄGŁY głód seksu u mężczyzn. Ten głód seksu i ból
          powodowany BRAKIEM trzyma (powinienem napisać Trzymał przez setki tysięcy lat -
          ostatnio to się zmienia) chłopa przy babie! Monogamia to (jak to ujął
          Dostojewski) rodzaj prostytucji. Kobieta się nadstawia (niekoniecznie czując
          nieprzepartą potrzebę) jeśli partner zasłużył się dla dzieci: przyniósł
          upolowane zwierzę, obrobił pole, etc.).

          A JEDNOCZEŚNIE, dobro gatunku wymaga, by MAJĄC okazję w okresie płodności,
          samica, w tajemnicy przed mężem, miała seks, choćby jednorazowy, z mężczyzną
          LEPSZYM biologicznie niż jej stały partner.

          Dobro gatunku wymaga również, by chłop ( w tajemnicy przed swoją połowicą i w
          tajemnicy przed mężem sąsiadki) starał się uwieść INNĄ kobietę. Jego genom się
          opłaci posianie plemników również u kobiety nieco gorszej niż własna żona (byle
          była OBCA!!!!), Kobiecie w żadnym wypadku - ona da się skusić chłopu wyjątkowemu.

          To powoduje iż popędy seksualne kobiet i mężczyzn są ZUPEŁNIE odmienne. Głównym
          źródłem radości kobiety (samicy) jest dobro JEJ potomstwa. Z uśmiechu dziecka
          czerpie satysfakcję. Gdyby uganianie się za seksem samym w sobie miało odciągać
          ją od dzieci - przyroda wytępiła by taką tendencję!!!!

          Seks służy prokreacji, TAK, choć niekoniecznie w wąskim sensie. Służy także (po
          stronie męskiego libido) związaniu mężczyzny z oddaną swoim dzieciom matce, a
          także rywalizacji z innymi samcami (lepiej by gorszy mężczyzna w nieświadomości
          opiekował się dzieckiem lepszego ojca z którym "puściła" się jego żona, niż
          swoim własnym), oraz próbom zdobycia lepszych genów dla swojego jajeczka niż je
          może dać stały partner.

          Nie muszę dodawać, że biologiczne uzasadnienie różnic w psychologii i
          seksualności kobiet jest całkowicie negowane przez feminizm, który jest
          ideologią wydumaną, sprzeczną z faktami.

          Ja za te poglądy jestem na ogół WYSZYDZANY. Tyle, że ja jedynie Z UBOLEWANIEM
          stwierdzam jak okrutnie natura z nas zadrwiła.
          W dzisiejszych czasach pogodzenie WBUDOWANYCH biologicznie instynktów z realiami
          życia jest niemożliwe, czy prawie niemożliwie. Skazani jesteśmy na cierpienie.
          Jedni radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej.

          To trochę tak, jak epidemią otyłości. Nasze odruchy (jeść jak najwięcej i to
          jak najtłuściej i jak najsłodziej! - gdy był ogólny niedobór żywności) obracają
          się przeciwko nam. Kto chce zachować zdrowie, musi nieustannie uważać,
          rezygnować z wielu smakowitości. Ale JAK WIDZIMY bardzo wielu osobom się to nie
          udaje. Podobnie sterowanie własnym życiem rodzinnym, mimo szczerych chęci,
          prowadzi często do katastrofy i cierpienia.
      • uwolnic_cyce Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 03.07.09, 10:51
        taled napisała:

        > Ja natomiast kiedys przeczytalam takie procentowe okreslenie, ze
        seks
        > stanowi 20% udanego zwiazku a 80% rozwodow czyli jesli na poziomie
        > innych celow zyciowych sie dogadujemy i seks tez pasuje to stanowi
        on
        > jeden z filarow choc niekoniecznie jedyny najglowniejszy natomiast
        jak
        > przez seks narasta w czlowieku frustracja to przycmi ona te
        wszystkie
        > dobre zbiezne cele zyciowe i ostatecznie az w 80% doprowadza do
        > rozstania.
        > Mi sie tam podoba ta teoria

        A mnie podobałoby się używanie znaków przestankowych.Poz.
      • out23 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 15.08.09, 18:26
        To sie nazywa analiza Pareto !
        Powyższe wyniki nazwano prawem 20/80, z którego wynika, że w
        większości przypadków zachowanie systemu zdeterminowane jest w 80%
        przez 20% przyczyn.
        Wg L.Wiśniewskiego tego od "Samotności w sieci", udany zwiazek to 10%
        udanego seksu i 90% rozmów (chyba chodzi o zaangażowanie czasowe:)),
        zakładając ,ze 100% to czas tzw wolny...zróznicowany..u różnych
        osobników.., jeśli weźmiemy pod uwagę, że m.in np. te związki
        upadają, które nie rozmawiają...
    • gouz Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 26.06.09, 15:08
      Nie no, to głupie stawianie sprawy jest. To tak jakby powiedzieć
      moja partnerka jest w iluś tam % fajna/niefajna. Seks dla mnie to
      jeden z niezbędnych elementów w związku, ale % określanie jego
      wartości to już przesada.
      • bi_chetny Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 26.06.09, 15:50
        ten procent też może się zmieniać w czasie. Jeśli seks jest ok, to praktycznie
        nie doszacowujemy jego wagi. Przy problemach w seksie, może on stanowić nawet te
        80 czy więcej procent.
    • 40cztery Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 26.06.09, 23:56
      zdzichu-nr1 napisał:
      > Jak w temacie. Ciekawi mnie zwłaszcza zagadnienie kompensacji seksem
      > niedopasowań osobowościowych partnerów i odwrotnie.

      między 158% a 254%

      40cztery
    • sagittka Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 27.06.09, 16:27
      Na każdym etapie związku jest to inny %, zmienia się ilość seksu,
      zmienia się jego znaczenie dla więzi partnerów.

      Wg mnie ten % musi być większy od zera. Tak jak do upieczenia chleba
      wystarczy szczypta soli, ale bez soli ten chleb jest niejadalny.
    • ika5 Re: po..hmm ...x latach 27.06.09, 20:27
      na poczatku jest bardzo wazny..potem dzieci..troche luzniej...tak
      ok. 35 urodzin... wulkan seksu
      ok. 45 urodzin..malzonek popija... i z seksu..zero
      ok. 55 urodzin..okazuje sie , ze to ja moge...niestety
      :)
    • kag73 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 27.06.09, 21:50
      "Czy udany seks potrafi na długą metę -w perspektywie wieloletniej-
      tuszować brak życiowego porozumienia, różnicę statusów, charakterów
      itp.?"

      Moim zdanie NIE. Oczywiscie seks jest bardzo wazny na poczatku, bo jezeli nie pasuje w lozku to gdzie ma pasowac. Jednak opocz tego wazne sa poglady w rzeczch waznych, najwazniejsze, zeby patrzec w tym samym kierunku, tzn. miec podobne plany i koncepcje na przyszlosc i wspolne zycie.
      Po 3 albo 4 latach koncza sie fajerwerki, nie ma tej fascynacji i namietnosci jak na poczatku. Do tego dziecki, praca, obowiazki, nagle czesto seks schodzi na drugi plan. Zreszta w dlugotrwalym zwiazku wyglada roznie z tym seksem, czasami bardzo ozywiona faza seksualna, czasami nie bardzo ma sie ochote.
      Ja bym powiedziala, seks musi byc "dobry" na poczatku, ale nie da sie skompensowac innych brakow i wyeliminowac rzeczy, ktore Ci u parnerki/partnera nie pasuja. Po 3 latach nie patrzy sie juz przez rozowe okulary,zakochanie zmienia sie w dojrzala milosc, albo i nie.
      I wtedy najczesciej pewnych roznic nie da sie przeskoczyc.
      • aldafryc Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 00:19
        A ja powiem tak: po 13 latach związku - seks stanowi 80 % udanego związku (skłaniam się raczej do więcej niż mniej). Początek: cudownie, wulkan namiętności. Dziecko - spada procentowo do minimum, a potem to już mądrość życiowa pokazuje - że dla zdrowych i fajnych relacji w związku wkracza na wyższy poziom.
        Wydaje mi się, że to jest tak nieodzowna rzecz w związkach, że naprawdę trzeba robić wszystko żeby ta dziedzina związku była nie zaniedbywana - bo wtedy jakoś wszystko inne się układa...
        • songo3000 Propozycja :) 28.06.09, 11:57
          Jak będzie Ci się nudzić zapodaj ten tekst na e-krowach. Będzie fajny dym oburzonych kwok tłumaczących, że ich mężowie 'naprawdę kochają' a Twój Cię tylko pieprzy, czy jakoś tak :DDD
          • zdzichu-nr1 Re: Propozycja :) 28.06.09, 12:29
            Dobre:P

            Ja mam w tej kategorii inne ulubione forum - "Samodzielna mama" ;-)
            Można się na nim skutecznie wyleczyć z instytucji małżeństwa
      • sagittka Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 15:48
        > Po 3 albo 4 latach koncza sie fajerwerki, nie ma tej fascynacji i
        namietnosci j
        > ak na poczatku. Do tego dziecki, praca, obowiazki, nagle czesto
        seks schodzi na drugi plan.

        ... i wtedy na pierwszy plan wchodzi koleżanka / kolega z pracy.
        • songo3000 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 22:10
          Bo widzisz, marginalizację seksu niektórzy oświeceni racjonalizują sonie "dojrzałą miłością". A potem wielki płacz jak on/ona mógł MI to zrobić i być taki 'niedojrzały' :DDD
          • songo3000 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 22:11
            Zresztą jesteś tu nie od dziś więc sorry za truizmy :) może inni skorzystają.
    • skarpetka_szara Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 02:56
      ja wiem tylko ze po dobrym seksie moj maz chodzi jak w zegarku.

      :))))
      • igge Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 22:55
        dużo
        pewnie gdyby tylko seks był super, a reszta bez sensu - kłóciłabym
        sie non-stop, a tak to nie muszę wcale :). Ale nie sądzę, że
        odeszłabym od faceta z jakiegokolwiek innego powodu niż brak
        seksu/średni seks. Ale może tylko mi się tak wydaje bo małż idealny
        albo co i brakuje nieciekawych doświadczeń wspólnego życia.
        • uczula Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 29.06.09, 11:02
          igge napisał:
          Ale nie sądzę, że
          > odeszłabym od faceta z jakiegokolwiek innego powodu niż brak
          > seksu/średni seks

          oj... :)
          wierz mi, faceci sa rozni, moze byc tak, ze jedynie w seksie jest oki a reszta w
          zyciu do d..y
          wystarczy ze facet narobi ci dlugow to blyskawicznie by cie otrzezwilo - no moze
          po 3,4 latach a potem klelabys nastepne kilka lat...
        • winomusujace Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 29.06.09, 15:05
          A jakby Cię bił ?
    • nalogowyczekoladozerca Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 28.06.09, 23:41
      1% gdy jest satysfakcjonujący dla obojga
      99% gdy są z seksem problemy
      • t1000m Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 11:36
        dokladnie: 10% w udanym zwiazku i 90% w nieudanym... :)
        • meledwa Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 17:00
          dokladnie tak. Nawet jesli jestes z najlepszym przyjacielem / przyjaciolka,
          najblizsza ci na swiecie osoba, swietnie sie dogadujecie i macie wspolne
          zainteresowania, ale po jakims czasie seks staje sie do niczego, to zaczynasz
          sie frustrowac.
    • mam_to_w_nosie Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 29.06.09, 14:41
      Imho seks stanowi znaczną część udanego związku, ale powiedziałabym, że inną
      na każdym jego etapie, od motylków i fascynacji począwszy, na doczekaniu
      się wnuków skończywszy ;) W każdym momencie ten procent będzie inny.
      Ale na pewno jest on warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym, inaczej
      mówiąc w udanym związku seks musi być udany i jest w satysfakcjonujących
      obie strony proporcjach, nawet kosztem dochodzenia do nich drogą kompromisu -
      wszak na tym polega udany związek. Ale na samym seksie nie da się zbudować
      związku na dłuższą metę .
    • possessive Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 29.06.09, 15:27
      Znowu czegoś nie rozumiem. Przecież związek to seks. Jak nie ma
      seksu to co to jest? Wspólne siedzenie przed telewizorem? To można
      robić i z mamą.
      • kag73 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 29.06.09, 20:26
        No ale 24 na dobe sie nie kochacie. Ma sie wpolne plany, albo i nie.
        Jeni chca budowac dom, inni podrozowac, nie oszczedzac, wydawac
        pieniadze. Jeden parnter chce dzieci, inny nie. Jeden jest bardzo
        religijny, inny nie. Jeden naduzywa alkoholu, co drugiemu sie nie
        podoba. Cale mnostwo roznych zapatrywan, czasem sprzecznosci.
        Nawet wspolnie siedzenie przed telewizorem nie z kazdym jest mozliwe.
        Zgadza sie, seks jest bardzo wazny, musi byc udany, ale to za malo
        na dluzsza mete, mowie z doswiadczenia.
        Oczywiscie musi byc seks ale nie tylko.
        Jepiej poszukac kogos z kim ma sie dobry seks i poza tym podobne
        poglady w rzeczach waznych.
        • possessive Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 30.06.09, 09:19
          Seks w rozumieniu potocznym jako stosunek pochwowy? Seks w
          rozumieniu szerszym jako ogół działań prowadzących do orgazmu? Czy
          seks w rozumieniu najszerszym zgodnym z etymologią łac. sexus
          (płciowy)? Czyli wszystkie kwestie związane z płciowością drugiej
          osoby które nas w niej ekscytują? Bo bez tej ekscytacji trudno o
          związek tj. seksem można mowić, kusić, seksownie można się ubrać,
          rozebrać, seks w tym rozumieniu może być całą dobę. Bez tego w sumie
          związek jest bezpłciowy tak (jak z mamą chociaż są ponoć erotyczne
          fiksacje na matce), że w ciągu dnia - obce osoby, a po zmroku - myk
          pod kołdrę i seks (to tak nie działa).
      • oldbay Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 20:48
        Ja się z tobą zgadzam. Bez seksu to nie jest związek. To jest
        podstawa, ja bym powiedziała, ze 90%. pozostałe 10% to szacunek.
        -
        oldbay
    • yoko0202 dwie skrajności 30.06.09, 08:44
      przedstawiłeś dwie skrajne sytuacje; a gdzie złoty środek?:)
      wydaje mi się, że obydwa modele związków przez ciebie przedstawione mają marne
      szanse - prędzej czy później zacznie rodzić się frustracja, albo z powodu braku
      porozumienia albo braku udanego seksu.
    • avide odpowiedź 30.06.09, 09:36
      50% +,- 1%
    • eye-witness Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 13:10
      1. nie.
      2. nie warto.

      ludzie sie albo rozumieja, albo, natomiast seks czyms, co moze byc lepsze, jak
      sie czlek troche postara;-)
    • cmlu 70% związku ! 02.07.09, 13:51
      Seks to powiedzmy 40% związku, ale jak te 40% nawalą, to te 60% nic Ci nie da. Jesli zresalizujecie 30% zamiast tych 40% i nawet wasze stosunki ze soba (rozmowy brak klotni same wspolne tmeaty to bedzie to 60% to co, bedziesz szczesliwy na 90% ze swiadomoscia ze nie na 100, bo ona fikołków w łózku nie robi... no prosze was... bez seksu w zwiazku nic nie bedzie dobrze. bedzie sucho i lipnie. seks jest wazny cale zycie. nawet jak macie 50 lat.
      • kgosc Re: 70% związku ! 02.07.09, 14:02
        No, to dobre! Ja tam mam więcej niż 50 lat, a ciagle nie uważam, że całe moje
        zycie już minęło :)) A i seks mam, prawda, że nie tak gorący i gwałtowny jak 30
        lat temu, ale uważam, że nawet lepszy. Coś jak z tym starym winem.
        A jeśli by spłycać całą rzecz do procentów, to powiedział bym, że na początku
        związku to seks jest ważniejszy, a póżniej - wspólnota dusz. Zapewne w późnej
        starości pozycja seksu spadnie do zera, ale o tym jeszcze przyjdzie mi się
        przekonać.
    • twojabogini Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 14:00
      Ani to, ani to...

      100 % relacji w dobrym związku stanowią, jak sądzę:
      1. wzajemna fascynacja
      2. chęć bycia razem (dla każdej pary oznacza to co innego - dla
      jednych założenie rodziny, dla drugich rajdy po klubach swingersów)

      Razem te dwie cechy przesądzają o istnieniu lub nieistnieniu
      miłości. I proszę nie mylić miłości z emocją zwaną zakochaniem.

      Jeśli są te dwie rzeczy to i seks będzie dobry i coraz lepszy, nawet
      jeśli startuje z niskiego pułapu. Jeśli kocham partnera to akceptuję
      go, zmiany jakie w nim zachodzą i wady. A nie myslę, że jednak się
      nie dopasowaliśmy.

      Co do przewag łóżko-charakter:

      Jak partner jest świetny w łózku, ale sądzę że ma wady - to brak we
      mnie woli bycia z nim i jesli decyduję się na związek to z
      pokręconych przyczyn.

      Jak parter nie sprawdza sie w łóżku, ale lubię z nim przebywać - to
      brak we mnie woli bycia z nim i jesli decyduję się na związek to z
      pokręconych przyczyn.
      • bi_chetny Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 14:25
        wcale że nie będzie lepszy - jeśli potrzeby seksualne się rozjadą.
    • ritsuko Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 14:23
      Procentowo ocenić się na pewno nie da, bo każda osoba ma w związku
      inne priorytety. To co mogę podkreślić to to, że seks jest na pewno
      waznym elementem życia i warto go uwzględniać (podobne oczekiwania,
      potrzeby i satysfakcja). Tak samo nie od dziś wiadomo, że jak coś
      się sypie w związku- od razu widać to w życiu seksualnym.
      Natomiast budowanie związku tylko lub w głównej mierze na seksie się
      nie sprawdza, jeżeli chcemy mysleć o czymś trwalszym.
    • katgraf Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 14:56
      99,99% sex stanowi o udanym małżeństwie. Kobiety stawiają w życiu na
      1 miejscu sex na 2 pieniądze, lub na 1 pieniądze a na 2 sex.
      • songo3000 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 18:24
        Poproszę o wynik z dokładnością do 6 miejsc po przecinku bo zaokrąglenia mogą zmieniać postać rzeczy.
    • yola13 Re: Ile % udanego związku stanowi seks? 02.07.09, 15:03
      obawiam sie ze jednoznacznej odpowiedzi nikt ci nie udzieli, bo jak
      wiadomo kazdego kreci co innego, nie ma jakiegos wzoru który byłby
      ideałem jesli chodzi o to ile procent zwiazku stanowi seks i to w
      dodatku udanego, tzn. napewno w seksie trzeba miec podobne podejscie
      i podobna czestotliwosc powinni miec oboje partnerzy i wtedy jest
      OK, a czy to bedzie 5 razy dziennie czy raz na tydzien to wszystko
      zalezy od obojga partnerów, sa tacy co maja seks 2 razy w miesiacu i
      tez sa szczesliwi, natomiast tacy niewyzyci to pewnie ich i 5 razy
      dziennie nie zaspokoi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka