anyrumianek
24.07.09, 12:43
Przede wszystkim uważam, że tylko krowa nie zmienia poglądów, a
zasady wszelakie weryfikuje życie.
Nigdy nie sądziłam, że jestem zdolna do zrady. Zdrada była dla mnie
niemożnością nie do przeskoczenia.
Przed ślubem (2 lata) seksik jak marzenie, a dwa lata po ślubie-zero-
mężowi w głowie był tylko komp,-jakaś gra sieciowa- ustawianie
jakiejś floty, sprawdzanie czy doleciała i ile zdobył w rankingu
(wiem, bo starałam się zinteresować jego hobby, żeby nas jakoś
wzmacniać )
Kiedy wracał w nocy do domu, ja się stroiłam w gorseciki, pończoszki
i szpilki, a on tylko się uśmiechał i siadał przed kompem!!!czekałam
na niego naga i rozgrzana z wibratorem w akcji, a on pytał co na
kolację. A kiedyś rzucał się na mnie w takich sytuacjach gotów do
zastąpienia wibratorka.
Nie jest to też kwestia tego, że może się zmieniłam, przestałam o
siebie dbać, bo figurę mam naprawdę świetną,jestem zadbana i
atrakcyjna. Zaczęło mi brakować wiary w siebie, myślałam, że coś ze
mną musi byc nie tak, byłam zestresowana, rozżalona, próbowałam z
mężem rozmawiać, próbowałam wszystkiego poza seksuologiem...w końcu
zaczęłam dostrzegac innych facetów wokół mnie i tak się ułożyło, że
zdradziłam. Nie jest to powód do dumy,oczywiście, nie jest to
tłumaczenie siebie, ale niestety-dla mnie seks jest ważny.
W końcu w mężu przestałam dostrzegać mężczyznę-infantylne wydawało
mi się jego zachowanie, jego żarty,był mi bliski jak... młodszy
brat, nie jak mąż. Kiedy on przypomniał sobie o seksie, ja już nie
chciałam-uniesienia wszelkiego typu już dostawałam od kogoś innego.
Dziś jestem żoną tego kogoś-z romansu zrodziła się miłość. Jesteśmy
cztery lata po ślubie i jest bosko. Nadal jest bosko. Także-ja
rozumiem doskonale mężczyzn porzuconych przez żony, mężczyzn, którym
żona zmieniła się w siostrę, matkę, a zapomniała, że powinna być
jeszcze kochanką.
Może kiedyś zapłacę za to, że zdradziłam, ale...nie żałuję.