17.09.09, 22:15
Pytanie moje takie jest:
Czy się Wam nastrój wciąż waha, czy też udaje Wam się żyć całkiem bez objawów
ChAD? Ja się obecnie łudzę, że się uda mi się wieść normalne życie beż
chorobowych upadków i wzlotów. Że będę łykać dobrze dobrane leki i wszystko
będzie cacy. Pełną remisję mam od trzech miesięcy.
Czytam forum jednak i widzę, że raczej dominuje wśród nas tor sinusoidy.
Czasem myślę, że to wina nie do końca dobrze dobranych leków, ale domyślam
się, że to nie tak.
Czy można mieć ChAD i żyć na prostej?
Obserwuj wątek
    • majagor Re: Pytanie 17.09.09, 22:27
      Takim przykładem na to, może być moja mama.
      Zdiagnozowana od 26 lat, od ponad 10 bez objawów chorobowych.
      Przez 16 lat było strasznie. Minimum raz do roku kilkumiesięczny pobyt w
      szpitalu. Zawsze po krótkiej remisji wracało - mimo brania leków wracało.
      Wracała mania. Depresja już nie - depresję miewała tylko na początku, potem
      tylko i wyłącznie mania, wielka mania.
      A co tak podziałało? Podczas ostatniego pobytu dodano do jej leków zastrzyki i
      to one ją tak ustawiły i pozwalają trzymać się dzielnie.
      Co do leków - to bierze jeszcze lit i powinna pernazynę - ale ten specyfik
      odstawiła sobie sama.
      Lekarz zawsze jej obiecywał, że jeśli będzie 5 lat spokoju to zaczną odstawiać
      leki. 5 lat minęło, to powiedział, że jednak niech minie jeszcze 5... I gdy te
      dodatkowe 5 minęło, to oświadczył, że leki już musi brać do końca życia.. Mimo,
      iż wątroba zajęta kompletnie przez nowotwór leki brać musi - zastrzyk ma raz w
      miesiącu.
    • madena5 Re: Pytanie 18.09.09, 00:32
      Witaj dr.zabbo,
      ciesze sie, ze zaczelas znowu zagladac na forum. Ty bylas moja
      pierwsza mentorka w listopadziesmile)
      Wiesz, ze mam za soba 20-letnie zmagania z choroba zdiagnozowane
      poprawnie rok temu. Przemysliwalam moje manie i depresje lekkie, w
      moim mniemaniu. Bo moje depresje u mnie to brak checi do
      czegokolwiek, zero motywacji, obwinianie sie stale, ze nic nie robie.
      Rok temu pod koniec wrzesnia zaczela sie u mnie depresja trwajaca
      przez 3 miesiaceuwazam, ze lekkie, bo nie mam zadnych musli
      samomojczych.

      odpowiedz na pytanie, czy nastroj sie waha? tak. Miedzy -1; +1.
      wierze, ze potrafie rozpoznac objawy depresji czy manii i zapanowac
      lekami i z pomoca lekarza.
      I wiem, ze to minie. Tak jak katar. Depresja przejdzie.
      Dziwne, ale ja lepiej potrafie pokonac manie,tzn wiem co robic, aby
      hipomania nie przeszla w manie i psychoze. Jestem bardziej
      maniakalna.
      I teraz jestem przygotowana do depresji jesiennej. Wiem, ze
      przyjdzie, ale na pewno minie.
      Dr. Zabbo, moze z wiekiem uczymy sie jak z tym zyc?
      Pozdrawiam Ciebie serdecznie
      Madena
    • facet_l Re: Pytanie 18.09.09, 12:04
      Każdy konkretny przypadek jest inny. Ja na ten przykład jadę sobie zazwyczaj na
      mani i potrzebuję prochów, które tę maniusię będą ściągały w dół, a doły mam
      krótkie, więc można je pominąć. Dodatkowo, ostatnio jadę na dianie czyli parę
      razy dziennie mnie buja, ale i tak przeważa mania. Najgorsze jest jak mi się
      mania przekręci, wchodzą wtedy psychozy. Nienawidzę tego sad
      Remisje mam takie, że sinusoida mam małe wychylenia, ale i tak zawsze jestem
      leciutko podkręcony.
    • bonus1985 Re: Pytanie 18.09.09, 13:36
      Można. 7 lat mnie tak bujało, że nie szło żyć. Później się to wyciszyło i jest
      okey smile
    • skwr2 Re: Pytanie 18.09.09, 15:53
      dr.zabba napisała:

      > Czy można mieć ChAD i żyć na prostej?
      Zdecydowanie tak. Zdarzyło mi się parę lat względnego spokoju, choć
      raczej pod kreską. Prawie 2 lata buja mnie w nieprzewidywalny
      sposób, choć zawsze w kierunku deprechy. Czasem tracę nadzieję, że
      jest temu jakiś koniec. Jak długo można wspierać jaką taką
      normalność antydepresantem? Zastanawiam się, czy moje życie będzie
      się sprowadzało do chorowania. Upiorna perspektywa.
    • drugikoniecswiata Re: Pytanie 18.09.09, 20:14
      Moja lekarka ma na ten temat taką teorię - z własnej obserwacji i intuicji, nie
      z książek. Jest też terapeutką i w ogóle reprezentuje postawę mocno holistyczną.
      No więc twierdzi, że są dwa typy, dwie grupy ludzi, których dotyka ChAD.

      1) Ci, u których choroba ujawnia się nagle, nieprzewidzianie, wcześniej
      funkcjonujący w życiu w sposób względnie stabilny i jakoś tam spójny. Ja to
      rozumiem jako połączenie: predyspozycje genetyczne + być może ?uwarunkowania
      środowiskowe? + czynnik wyzwalający.

      2) Tacy, którzy od zawsze funkcjonowali na skrajnościach (jeśli chodzi o
      intensywność emocji, nastrojów), a w pewnej chwili przerwała się ta cienka linia
      między temperamentem a chorobą. Czyli w moim odbiorze: predyspozycje
      osobowościowe + czynnik wyzwalający + być może ?predyspozycje genetyczne? + być
      może ?predyspozycje środowiskowe?.

      Dalej moja pani dr mówiła, że z jej obserwacji wynika, że w zależności od tego,
      czy dominujący jest czynnik osobowościowy, czy nie, inaczej wygląda odpowiedź na
      leczenie. Że ludzie z chad pojawiającą się niejako "z kosmosu" zwykle lepiej
      odpowiadają na leki i po dobrym ich ustawieniu objawy choroby znikają
      całkowicie. (myślę, że tu należy usytuować grupę owych 30% 'excellent lithium
      responders', których lit wraca do stanu sprzed).

      A z kolei ci, u których chad jest następstwem i tak już "rozchwianej" wcześniej
      osobowości, temperamentu - po dobrym dobraniu leków reagują stopniowym
      zmniejszeniem amplitudy bujania. Co może dojść do całkowitej równowagi, ale nie
      musi, i zwykle trwa jakiś czas, raczej dłuższy niż krótszy. Dlatego tak ważna
      jest psychoterapia (i tu moje zdanie - wcale nie tylko poznawczo-behawioralna,
      także taka umożliwiająca głębszy wgląd i zmianę na poziomie świadomości siebie,
      nie tylko zachowań).

      no a z mojej ostatniej rozmowy z panem świrologiem superhiperspecjalistą:
      - pani bierze teraz 125 tego lamitrinu?
      - no tak, ostatnio dorzuciliśmy 0,25, bo mi było źle.
      - to proszę brać 150.
      - yyy???
      - no proszę brać 150. 3 tabletki.
      - ale... bo ja myślałam... że jak już przewalczę tę pracę i ten marazm to
      spróbuję wrócić do 100.... ?
      - no ale przecież nie jest stabilnie.
      - no... tak całkiem to nie, ale jest dużo lepiej niż było.
      - no ale jest stabilnie czy nie?
      - no... no całkiem nie.
      - to proszę brać 150.
      - ale... to znaczy, ze pan uważa, że może być CAŁKIEM stabilnie????
      - przecież inaczej bym pani nie leczył.

      hm, i tego się trzymajmy. nadzieja umiera ostatnia wink))
      • skwr2 Re: Pytanie 18.09.09, 20:43
        drugikoniecswiata napisała:

        > pan uważa, że może być CAŁKIEM stabilnie????
        > - przecież inaczej bym pani nie leczył.
        >
        > hm, i tego się trzymajmy. nadzieja umiera ostatnia wink))
        Jeszcze ze 2-3 dni i zacznę wyjadać antydepy z szafki.
        Jestem tym bardzo zmęczona.
        • drugikoniecswiata Re: Pytanie 18.09.09, 20:48
          Rozumiem Cię. Cholernie Cię rozumiem. Ja, Bogiem a prawdą, też - mimo tej
          dziarskiej zwykle miny i mądrości sypanych z rękawa. Dałam Panu Bogu jeszcze pół
          roku. 6,5 lat chudych - niech będzie, że 7. Ale potem poproszę 7 tłustych i
          innej opcji nie przyjmuję do wiadomości... wink

          Jest taki wiersz Kofty, który zawsze mnie poruszał. Mało pocieszający, ale
          czasem to, że ktoś inny rozumie nasz stan ducha, okazuje się największym
          pocieszeniem.

          Czuję, usycha we mnie wiara
          Instynkt ludzkości nieomylny
          Tyle słów niepotrzebnych naraz
          Złości i trwogi zgiełk bezsilny
          Chcę uciec, wiem to brzmi naiwnie
          Chcę uciec choćby na pustynię
          - Jesteś zmęczony?
          Tak
          To minie

          Czy ktoś zatrzyma młyny słowa
          Nim w proch ostatnią prawdę zmielą
          Bełkot i zbrodnia, król, królowa
          Władzą nad nami się podzielą
          Pogodzi nas niepogodzonych
          Słońce gdy pierwszy raz nie wzejdzie
          - Jesteś zmęczony?
          Tak
          To przejdzie

          Czasu już nie ma, nie ma na nic
          Myśl ginie ogłuszona gwarem
          Głupota tuczy się słowami
          Wystarczy: mane, tekel, fares
          Czy świat jest łodzią dla szalonych
          Rozbitków, co ratunkiem gardzą
          - Jesteś zmęczony?
          Tak
          Bardzo
          • skwr2 Re: Pytanie 22.09.09, 09:30
            drugikoniecswiata napisała:

            > Rozumiem Cię. Cholernie Cię rozumiem. Ja, Bogiem a prawdą, też -
            mimo tej
            > dziarskiej zwykle miny i mądrości sypanych z rękawa. Dałam Panu
            Bogu jeszcze pó
            > ł
            > roku. 6,5 lat chudych - niech będzie, że 7. Ale potem poproszę 7
            tłustych i
            > innej opcji nie przyjmuję do wiadomości... wink
            Jak to dobrze usłyszeć, że ktoś rozumie, o co biega. Nikt zdrowy nie
            pojmuje chyba udręczenia nieustępliwą przewlekłą chorobą.
            Na razie wspieram się cloranxem. Może się wywinę.
            Odkąd zeszłam z antydepa, odzyskałam trochę siły i odrobinę energii,
            nie muszę też przesypać po 12 godzin. Tak bardzo bym nie chciała
            tego oddać.
            Boże, 1,5 roku deprechy powinno Ci starczyć na jakiś czas.smile
      • facet_l Re: Pytanie 18.09.09, 20:55
        Pani zapomniała jeszcze o takich u których ChAD pojawiła się w dzieciństwie.
        Może dopisała by ich do tej drugiej grupy, ale nie ma co mówić tu o przerwaniu
        jakiejkolwiek linii, bo objawy pojawiają się znikąd i bez wyraźnej przyczyny w
        wieku ok 12 czasami nawet 7 lub nawet 5 lat.
        • drugikoniecswiata Re: Pytanie 24.09.09, 14:16
          no, to nie był wykład habilitacyjny z całościową teorią, tylko kilkuminutowa
          rozmowa na temat jej obserwacji. chad pojawiający się w dzieciństwie to jednak
          znikomy % przypadków i wciąż mocno nie rozpoznany grunt; ja jeśli miałabym go
          gdzieś dopisywać, to raczej do pierwszej grupy niż drugiej. ale może do żadnej.
          poza tym podział na "grupy" czysto roboczy. do mnie też trafia.
      • dr.zabba Re: Pytanie 20.09.09, 21:09
        Ja wierzę w dobrze dobrane leki. I wierzę w remisję. Mam nadzieję. Ale teraz na
        jesieni (jeszcze niezupełnie jesieni) bardzo walczę, żeby się nie dać. Staram
        się nie przeciążać obowiązkami - robię tylko tyle ile koniecznie trzeba. I z
        wszystkich sił utrzymuję dystans emocjonalny do rzeczywistości. Wycofuję się,
        gdy tylko coś zaczyna zaburzać mój wewnętrzny spokój. To takie cofnięcie się
        trzy kroki wgłąb siebie. W miejsce, gdzie mogę powiedzieć: to mnie nie dotyczy.


        Trafia do mnie podział chadowców wg Twojej lekarki.
        Nie wiem tylko, czy wszystkie "objawy" wynikające z osobowości można
        usprawiedliwić naszą chorobą. Np. skłonność do nałogów? Bo ChAD to predysponuje
        do uzależnień, ale czy jest ich źródłem?
        • drugikoniecswiata Re: Pytanie 21.09.09, 23:19
          "usprawiedliwić" - hm, to chyba w ogóle nie jest najlepsze słowo?

          Zobaczyłam, że napisałam o "rozchwianej" osobowości - nie znalazłam na cito
          lepszego określenia, ale nie chodziło mi o użycie tego przymiotnika w sensie
          czysto pejoratywnym, raczej na nazwanie typu osobowości, u której w przeżywaniu
          emocji dominują skrajności.

          Pewnie różne rzeczy można różnie wytłumaczyć. Co do usprawiedliwiania - nie
          wiem. Z odpowiedzialności i tak nic nas nie zwalnia. Raczej myślałabym w drugą
          stronę, o czerwonej lampce, która powinna się zapalać - "to jest mój słaby
          punkt, więc muszę uważać".

          Póki co nie wiemy, co decyduje o tym, że ktoś popada w nałóg, a ktoś inny nie.
          Na część rzeczy mamy wpływ (np na tryb życia, towarzystwo, podjęcie terapii), a
          na inny nie (geny, uwarunkowania środowiskowe). Chyba lepiej skupić się na tym,
          co w naszej gestii, niż szukać usprawiedliwień...

          Choroba to ani defekt, ani powód do chluby. Żaden feler i żadna nobilitacja. To
          stan rzeczy.
          • majagor Re: Pytanie 22.09.09, 09:35
            Co do uzależnień i CHADu.
            Ja najpierw się uzależniłam, a potem dopiero wykryto u mnie CHAD. Wcześniej nic
            nie wskazywało, iż mam jakieś zaburzenia. Dopiero po odstawieniu pewnych
            substancji zaczęło się "źle w głowie dziać".
            Myślę sobie czasami, że gdybym się nie uzależniła to i może CHAD by się nie
            ujawnił.. Może sobie gdzieś siedział we mnie, spał we mnie, a ja go pewnymi
            substancjami tylko obudziłam..
            Ale to tylko takie moje gdybanie.
            Jako osoba uzależniona, a do tego uzależniona z CHADem, wiem teraz, iż muszę
            szczególnie uważać. Bo jestem strasznie podatna na zachowania kompulsywne, na
            substancje uzależniające.

            Moja mama chadowiec zupełnie nie należy do osób uzależnionych. Nigdy nie
            ciągnęło ją ani do alkoholu ani do innych substancji uzależniających.
        • skwr2 Re: Pytanie 22.09.09, 09:39
          dr.zabba napisała:

          > I z
          > wszystkich sił utrzymuję dystans emocjonalny do rzeczywistości.
          Wycofuję się,
          > gdy tylko coś zaczyna zaburzać mój wewnętrzny spokój. To takie
          cofnięcie się
          > trzy kroki wgłąb siebie. W miejsce, gdzie mogę powiedzieć: to mnie
          nie dotyczy.
          Też mam taką taktykę, lecz wielce mi się ona nie podoba. Życie jest
          dane po to, żeby je przeżyć, my najchętniej spędziłybyśmy je w
          bezpiecznej kryjówce, a za tym idzie pustka, inaczej depresja.
          Wymiaru naszego cierpienia ludzie nie rozumieją, bo i skąd? Ale
          czasem warto wysunąć nos z jamki choćby po to, żeby nabrać
          przekonania, że poradzę sobie z niepowodzeniem, uniosę porażkę,
          rozczarowanie.

          > ChAD to predysponuje
          > do uzależnień, ale czy jest ich źródłem?
          Przyczyną uzależnień są przewlekłe stany depresyjne, znieczulane
          tym, co pod ręką. Warto mieć tego świadomość i raczej korzystać z
          antdepów niż alko czy innych.
          • dr.zabba Re: Pytanie 22.09.09, 23:36
            Ja tą metodę traktuję jak błogosławieństwo.
            Ale nie chodzi mi o spędzanie życia w kryjówce. To zupełnie nie tak.
            Nie wycofuję się z nurtu życia. Podejmuję wyzwania, część wyzwań
            przychodzi sama i niemożliwym jest je ominąć. Ale staram się chronić
            swoją psychikę od nadmiaru bodźców. Kiedy jest ich za dużo, kiedy
            przestaję sobie radzić z percepcją rzeczywistości - wtedy się cofam
            wgłąb siebie. Jest środek doraźny. Takie cofnięcie trwa maksymalnie
            parę godzin - do odzyskania wewnętrznej równowagi.

            czasem warto wysunąć nos z jamki choćby po to, żeby nabrać
            > przekonania, że poradzę sobie z niepowodzeniem, uniosę porażkę,
            > rozczarowanie.
            >
            Trzeba koniecznie! Tylko ja jak zwykle doradzam umiar i ostrożność.
            Sparzyłam się na własnym testowaniu odporności, lecz to dlatego, że
            brałam na siebie zbyt duży ciężar! Tak nie można, to zbyt ryzykowne.
            Jak ocenić, co "wolno"? Może słuchać siebie uważnie i robić to,
            czego się naprawdę pragnie?
            • skwr2 Re: Pytanie 23.09.09, 09:53
              dr.zabba napisała:

              > staram się chronić
              > swoją psychikę od nadmiaru bodźców. Kiedy jest ich za dużo, kiedy
              > przestaję sobie radzić z percepcją rzeczywistości - wtedy się
              cofam
              > wgłąb siebie. Jest środek doraźny. Takie cofnięcie trwa
              maksymalnie
              > parę godzin - do odzyskania wewnętrznej równowagi.
              Ja to nazywam zmęczeniem i wtedy najlepiej mi, gdy jestem sama.
              Zdaje się, że męczliwość to także nasza wspólna cecha.

              > czasem warto wysunąć nos z jamki choćby po to, żeby nabrać
              > > przekonania, że poradzę sobie z niepowodzeniem, uniosę porażkę,
              > > rozczarowanie.
              > >
              > Jak ocenić, co "wolno"? Może słuchać siebie uważnie i robić to,
              > czego się naprawdę pragnie?
              Byle z umiarem i małymi krokami...Chadowiec puszczony na
              spontan...Uchowaj mnie, Panie! Trudno mi odnaleźć granicę między
              tym, czego bym chciała, a na co - jako uchodząca za normalsa - mogę
              sobie pozwolić. Czasami ciąży mi złoty środek jakby był z kamienia.
              Jesu, kto to zrozumie?
              • dr.zabba Re: Pytanie 24.09.09, 10:40
                Wiesz, myślę, że nie rozumiem... Mogę tylko próbować porozumieć się empatycznie.
                W moim ChADzie dominują depresje i robienie tego na co mam ochotę bardzo mi
                pomaga. Pytanie teoretyczne zadam: jeśli trudno Ci utrzymać się w granicach
                tego, co wolno (czy dobrze myślę: tego, co dla Ciebie bezpieczne?), to może
                trzeba coś zmienić w leczeniu?
                • skwr2 Re: Pytanie 25.09.09, 09:34
                  dr.zabba napisała:

                  > jeśli trudno Ci utrzymać się w granicach
                  > tego, co wolno (czy dobrze myślę: tego, co dla Ciebie
                  bezpieczne?), to może
                  > trzeba coś zmienić w leczeniu?
                  Też jestem z depresyjnych z ciężkimi lękami. Rozumiesz mnie bardzo
                  dobrze; cały czas się obawiam, że poluzowanie kaftanika przyniesie
                  mi krótkotrwałą hipo, okupioną przewlekłą depresją.
                  Masz rację, że trzeba coś zmienić - dorobić się stabilnego środka.
                  Kawał czasu się tego uczę, ale ciągle boję się zaufać sobie tak
                  dalece, żeby wrzucić luz, nie oglądając się na jakże przykre
                  konsekwencje w poczuciu, że przecież spokojnie sobie z nimi poradzę.
                  Nikt zdrowy tego nie zrozumie, że za normalne sytuacje, za
                  uczestnictwo w normalnym życiu można płacić ciężkimi dołami, a
                  jednocześnie najlepszym lekiem dla chadowca jest samo życie. Ono nie
                  stosuje taryfy ulgowej.
                  • dr.zabba Re: Pytanie 25.09.09, 21:53
                    > Nikt zdrowy tego nie zrozumie, że za normalne sytuacje, za
                    > uczestnictwo w normalnym życiu można płacić ciężkimi dołami, a
                    > jednocześnie najlepszym lekiem dla chadowca jest samo życie. Ono
                    > nie stosuje taryfy ulgowej.

                    Nie zgodzę się z tezą, że samo życie jest lekiem. Absolutnie nie. "Ono nie
                    stosuje taryfy ulgowej" - w ChADzie taryfa ulgowa jest niezbędna, konieczna
                    bezwarunkowo. Dopóki tego nie zrozumiałam, wciąż wpadałam w dołki (mniejsze lub
                    większe). Wiele życzliwych osób, w tym lekarz, mówiło mi dosłownie o "taryfie
                    ulgowej", jaką mam dla siebie zastosować. Przez dwa lata to do mnie nie
                    docierało. Dopiero teraz, przed wakacjami: na reszcie naprawdę sobie odpuszczam.
                    I nie mam dołków (tongue_out w zeszłym tygodniu był tylko jeden, malutki). Ale faktem
                    też jest, że mam też od trzech miesięcy wybuchową mieszankę pięciu leków i
                    bardzo to sobie cenię. Mają wpływ na moje samopoczucie na pewno. Tylko wątroba
                    wysiada.

                    A "normalnych" sytuacji, które powodują ciężkie doły, trzeba unikać. Na tyle na
                    ile to możliwe. A jest to dużo bardziej możliwe, niż się na początku wydaje.
                    • skwr2 Re: Pytanie 26.09.09, 18:20
                      dr.zabba napisała:

                      > A "normalnych" sytuacji, które powodują ciężkie doły, trzeba
                      unikać. Na tyle na
                      > ile to możliwe. A jest to dużo bardziej możliwe, niż się na
                      >początku wydaje.
                      Wypada mi mieć tylko nadzieję, że za normalność nie zapłacę głęboką
                      deprechą. Podejmuję przerażające dla mnie ryzyko zbliżenia z drugim
                      człowiekiem. Bezpieczna jest samotność.

                    • drugikoniecswiata Re: Pytanie 27.09.09, 00:32
                      > > Nikt zdrowy tego nie zrozumie, że za normalne sytuacje, za
                      > > uczestnictwo w normalnym życiu można płacić ciężkimi dołami, a
                      > > jednocześnie najlepszym lekiem dla chadowca jest samo życie. Ono
                      > > nie stosuje taryfy ulgowej.
                      >
                      > Nie zgodzę się z tezą, że samo życie jest lekiem. Absolutnie nie. "Ono nie
                      stosuje taryfy ulgowej" - w ChADzie taryfa ulgowa jest niezbędna, konieczna
                      bezwarunkowo.

                      A ja się zgodzę i podpiszę wszystkimi łapami. Co to jest owa "taryfa ulgowa" i
                      komu przysługuje? Wyłącznie chadowcom? Czy także jednobiegunowym? A psychotykom?
                      A ludziom z chorobą wrzodową? Ze stwardnieniem rozsianym? Cukrzykom?
                      Anorektyczkom? Migrenowcom? Astmatykom?

                      Każdy z nas jest w jakimś stopniu chory i w jakimś stopniu zdrowy. Nie ma czegoś
                      takiego jak wzorzec zdrowia porównywalny do wzorca metra w Sevres. Po prostu nie
                      ma. Mało jest ludzi, którzy przez całe życie czują się świetnie i nie mają
                      żadnych kłopotów ze zdrowiem; przeciwnie, coraz więcej jest takich, którzy te
                      kłopoty mają duże. Jedni w tej, inni w tamtej działce. Trudno to ze sobą
                      porównywać, tolerancja cierpienia i bólu, konstrukcja psychofizyczna - to sprawy
                      indywidualne.

                      Drastyczny rozziew między lansowanym w mediach wizerunkiem "człowieka sukcesu"
                      (doskonałego pracownika, idealnego rodzica, małżonka, kochanka, konsumenta,
                      odbiorcę kultury) a rzeczywistością jest pułapką podobną do tej, jaką dla rzeszy
                      anorektyczek stanowią nieludzko wychudzone modelki.

                      "Psyche nie jest moją mocną stroną, chyba tak powinnam zacząć o sobie myśleć" -
                      napisałam sobie kiedyś w zeszycie od gryzmołów i był to dla mnie przełom w
                      myśleniu o depresji / chad. Megaprzełom. Tu jestem słaba, gdzie indziej jestem
                      silna. Nie umiem śpiewać i nie mam wzrostu modelki, ale nauczyłam się wyplatać
                      koszyki i nie znam problemu niedopinania się w spodniach. Żołądek i wątrobę mam
                      ok, neuroprzekaźniki niestety nawalają. Cóż. Inwentaryzacja, jak każda inna.
                      Zwracam uwagę na słabe punkty, dbam o nie, ale ich nie demonizuję (no,
                      przynajmniej w teorii... proszę mnie nie pociągać do odpowiedzialności za słowa
                      w listopadzie).

                      To dla mnie jedno z największych odkryć ostatnich 6 lat. Stosuję dla siebie
                      taryfę ulgową. Taką samą, jaka w moim odczuciu przysługuje wszystkim innym.
                      Traktuję się jak człowieka, nie robota. Mam prawo do słabości i prawo do wyboru.
                      Nic i nikt nie zwalnia mnie z ponoszenia konsekwencji.

                      > A "normalnych" sytuacji, które powodują ciężkie doły,
                      > trzeba unikać. Na tyle na ile to możliwe.
                      > A jest to dużo bardziej możliwe,
                      > niż się na początku wydaje.

                      Czasem trzeba, czasem nie. Wszystko jest kwestią wyboru. Moim zdaniem trzeba
                      umieć przewidzieć konsekwencje i szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy się
                      opłaca. Tak jak kierowca powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca mu
                      się zapieprzać 140km/h ciemną drogą przez las albo jechać 1500km bez odpoczynku.
                      Są plusy, są minusy, jeden wybierze jedno, kto inny drugie.

                      W rankingu wydarzeń obiektywnie najbardziej w życiu stresujących w czołówce
                      plasują się takie rzeczy jak ślub, urodzenie dziecka, przeprowadzka, zmiana
                      pracy. Na zdrowy rozum należałoby unikać stresu, ale pokażcie mi jakoś te tłumy,
                      które w imię zdrowej wątroby rezygnują z w/w czynności.

                      To, że życie jest najlepszym lekiem, usłyszałam od trzech psychiatrów i
                      terapeutki oraz przeczytałam w kilku mądrych książkach, m.in. u Kępińskiego,
                      Jankowskiego, Kay Jamison, Arnhild Lauveng. Jest to pogląd ludzi, których
                      szanuję i cenię. I nie jest tożsamy z tym, że należy się porywać z motyką na
                      słońce. Między jednym a drugim ekstremum jest jeszcze cała reszta skali...

                      Howgh. Rozgadałam się, jak zwykle. Wszystko dlatego, że właśnie powinnam pisać
                      nieszczęsną mgr uncertain////
                      • skwr2 Re: Pytanie 27.09.09, 13:35
                        Pomógł mi Twoj post w obijaniu się o kanty moich dylematów. Dzięki!
                        • drugikoniecswiata Re: Pytanie 27.09.09, 20:37
                          Fajno, że pomógł. Cieszę się. Sama się o swoje obijam niemiłosiernie.....
                          Wymyślenie tego, co tu napisałam, zajęło mi 6 lat. I bolało.

                          PS Myślę sobie ostatnio, żeby kiedyś napisać ksiażkę o depresji/chad. Taką, jaką
                          chciałabym móc przeczytać, gdy pierwszy raz rozwaliłam sobie łeb o ścianę.
                          Mądrą, przemyślaną, pokazującą więcej niż 1 perspektywę. Taką poobijaną po
                          kantach. Napisaną "od środka" - przez tych, co sami w/w przyjemności
                          doświadczają, i "od zewnątrz" - przez mądrych lekarzy, i z dialogiem między
                          jedną a drugą stroną barykady. Nie tylko o chorowaniu. O życiu na biegunach. W
                          Polsce. Nie znam takiej książki..... Co myślisz? myślicie?
                          • dr.zabba Re: Pytanie 27.09.09, 21:01
                            Bardzo znam, bardzo rozumiem. Też mam takie odczucie, że nie istnieje książka,
                            jaką chciałabym czytać. Szukam odpowiedzi, lecz w książkach, które znam, jej nie
                            ma. Pytania są sprecyzowane, odpowiedzi niewystarczające. A im dłużej żyję, tym
                            bardziej odnajduje je w sobie. Myślałam już, że kiedyś napiszę książkę...

                            Wracając:
                            1. Każdy ma swoją taryfę ulgową, inaczej może ją zdefiniować. Będzie się ona
                            zmieniać także w różnych momentach życia, w różnych momentach choroby.
                            2. Owszem, owszem. Astmatyk będzie unikał alergenu; cukrzykowi nie wolno się
                            opychać węglowodanami, wrzodowiec raczej będzie jadł małe, częste posiłki, bo to
                            zmniejsza dolegliwości... Choroba pociąga za sobą modyfikację sposobu życia.
                            Choć nie zawsze jest to możliwe.
                            3. Nie ma jednej recepty dla wszystkich. Każdy ma swoją własną opowieść. Ja
                            jestem na takim etapie jak pisałam wyżej, na jakim będę jutro, nie wiem
                            • drugikoniecswiata Re: Pytanie 28.09.09, 08:59
                              to co, piszemy razem? pytam serio. plan bezterminowy, ale poważny. noszę to w
                              sobie i mi się układa, jak pojawi się przestrzeń czasowa i moce przerobowe -
                              spróbuję.

                              no i zgadzam się z tym, co napisałaś wyżej. tylko nie z określeniem "taryfa
                              ulgowa". uważam, że to norma. a jak ktoś ma pojęcie normy wypaczone przez
                              medialno-konsumpcyjne standardy, to jego problem. pod tym względem cieszę się z
                              nauczki, jaką dała mi choroba. choć oczywiście wolałabym nie ponosić za tę
                              "mądrość" aż takich konsekwencji. no ale wyboru nie ma, na szczęście. marnie by
                              to było, gdyby o wszystkim decydował człowiek...........
                              • dr.zabba Re: Pytanie 28.09.09, 22:35
                                Mogłybyśmy pisać razem bloga, serio.
                                Trochę mam umysł otumaniony lekami i lekkość pióra już nie ta co dawniej, ale
                                spróbujmy.
                                • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 05:26
                                  Bloga to próbuję pisać, ale miało być na poważnie, a wyszło pół na pół, i miało
                                  być o chad, a wyszło, że chad od życia oddzielić się nie da wink) jeśli chcesz
                                  zajrzeć, zapraszam: nabiegunach.blogspot.com

                                  Możesz dołączyć do mojego, jeśli chcesz, albo możemy założyć drugi. Albo w ogóle
                                  można by takiego bloga pisać w parę osób? Na blogspocie chyba może być do 100
                                  autorów. Ino ja niesystematyczna jestem, od razu uprzedzam. raczej
                                  (hipo)maniakalne zrywy, ale za to w opcji rapid cycling wink
                                • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 05:27
                                  jakby co - nie używam skrzynki gazetowej.
                                  mail: iza MAŁPA veneda KROPKA pl
                                  z małpą i kropką wiadomo co zrobić wink
                                • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 06:52
                                  Dobra, założyłam. Kujmy żelazo wink))
                                  Proszę o mail, wyślę uprawnienia uczestnika / admina.

                                  Layout, tytuł i cała reszta, a zwłaszcza manifest programowy - do dyskusji.
                                  Wkleiłam w nagłówku moje Heschlowe motto, jest dla mnie ważne, ale nie będę się
                                  upierać.

                                  PS ciekawe dlaczego o piątej rano zajmuję się zakładaniem bloga, prawda? Ktoś ma
                                  jakiś pomysł? wink
                                  • dr.zabba Re: Pytanie 29.09.09, 09:59
                                    Pora mnie również zastanowiła.
                                    • madena5 Re: Pora 30.09.09, 01:49
                                      Pora odpowiedzi swiadczy o hipowink) Jakze przyjemny ten stan.
                                      Pomysl wspolnego bloga jest ciekawy. Zaraz spojrze na podana strone.
                                      Pora mojej odpowiedzi tez wskazuje na hipo. W mojej skali od -5:+5,
                                      jestem na +2,5,ale kontroluje ten stan.
                                      Pozdrawiam ciebie cieplo zabbo. Madena
                          • skwr2 Re: Pytanie 27.09.09, 22:21
                            Sądzę, że pomysł jest bardzo dobry. Opisy kliniczne chadu wszyscy
                            znają na pamięć, gorzej z odpowiedzią na pytanie: jak z tym żyć.
                  • drugikoniecswiata Re: Pytanie 27.09.09, 20:55
                    > cały czas się obawiam, że poluzowanie kaftanika przyniesie
                    > mi krótkotrwałą hipo, okupioną przewlekłą depresją.
                    > Masz rację, że trzeba coś zmienić - dorobić się stabilnego środka.
                    > Kawał czasu się tego uczę, ale ciągle boję się zaufać sobie tak
                    > dalece, żeby wrzucić luz, nie oglądając się na jakże przykre
                    > konsekwencje w poczuciu, że przecież spokojnie sobie z nimi
                    > poradzę.

                    Wiesz, co mi najbardziej pomogło? zeszłej jesieni/zimy po raz pierwszy
                    doświadczyłam depresji porównywalnej siłą do tej pierwszej, najbardziej
                    makabrycznej, która od 6 lat śni mi się po nocach. Szłam do lekarza jak na
                    ścięcie, pewna, że wiem co usłyszę ("zacznij do cholery łykać ten lit i przestań
                    się mazgaić"), a pani dr posłuchała, zadała parę swoich trudnych pytań, a potem
                    zapytała, czy chcę skierowanie na oddział. To była pierwsza taka propozycja w
                    moim życiu i udzielenie odpowiedzi na to pytanie dużo mnie kosztowało. A potem
                    zostałam na 3 tygodnie sama, z depresją, skierowaniem w torebce, rozwiązaną
                    umową o pracę, bez terapeutki i lekarza (święta-ferie), z wizją spędzenia świąt
                    i sylwestra w szpitalu. Nie zdecydowałam się ostatecznie. Ale byłam, obwąchałam,
                    poszłam tam do lekarza, u którego teraz się leczę. Nie było jakoś porywająco
                    miło, ale przeholował mnie przez te święta. Poradziłam sobie.

                    Dotarło do mnie, że choć depresja może jeszcze uderzyć z taką samą siłą, to ja
                    jestem mądrzejsza. O wszystkie lata, wszystkie doły, wszystkie siniaki na 4
                    literach. Że umiem to wyłapać w odpowiedniej chwili i wiem, gdzie szukać pomocy.
                    Że pomoc jest. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że to niemożliwe. Paradoksalnie, ta
                    zimowa depresja i to, że się z niej w końcu po paru miesiącach wykaraskałam -
                    wzmocniła mnie i jakoś tak - uspokoiła. Było źle. Strasznie. Dałam radę. Mogę.
                    Potrafię.

                    > Nikt zdrowy tego nie zrozumie, że za normalne sytuacje, za
                    > uczestnictwo w normalnym życiu można płacić ciężkimi dołami,
                    > a jednocześnie najlepszym lekiem dla chadowca jest samo życie.
                    > Ono nie stosuje taryfy ulgowej.

                    Też to odkryłam. Z bólem, po latach. Zarówno to, że doświadczenia takiej
                    intensywności emocji jak w manii / depresji z zewnątrz zrozumieć się nie da. Nie
                    da się opowiedzieć. Że "normalsi" mogą tylko - wierzyć albo nie. I że większa
                    połowa nie wierzy. Mniejsza połowa wie lepiej. A parę osób słucha i nie ocenia.

                    No i odkryłam to, o czym dalej. Że lekiem jest życie. Też się go bałam i wciąż
                    boję, ale wiem już, że nie ma innej drogi. Że inne drogi to pułapka. Nie chcę
                    spędzić reszty życia lawirując między poczekalnią PZP i szpitalem. Ile razy
                    jestem w IPiN, tyle razy myślę o tym, jak bardzo nie chcę. I gdy widzę na
                    korytarzu ludzi, którzy żyją tylko tak - nie chcę jeszcze bardziej. Chcę żyć.
                    Jej, jakie to zdrowe chcenie.............
                    • dr.zabba Re: Pytanie 27.09.09, 21:26
                      "No i odkryłam to, o czym dalej. Że lekiem jest życie. Też się go bałam i wciąż
                      boję, ale wiem już, że nie ma innej drogi. Że inne drogi to pułapka. Nie chcę
                      spędzić reszty życia lawirując między poczekalnią PZP i szpitalem. Ile razy
                      jestem w IPiN, tyle razy myślę o tym, jak bardzo nie chcę. I gdy widzę na
                      korytarzu ludzi, którzy żyją tylko tak - nie chcę jeszcze bardziej. Chcę żyć.
                      Jej, jakie to zdrowe chcenie............."

                      Każda z nas jest w innym punkcie drogi, co więcej, każda ma inną drogę. Żyć,
                      żyć, koniecznie żyć - to pewne. Że życie nie jest lekiem... Samo w sobie? No nie
                      wiem. To zależy jak zdefiniować życie. Moje życie pełne było ozdobników:
                      wymagająca praca, drugie studia, aktywność polityczna. To wszystko zostało przez
                      chorobę odcięte. Pozostał rdzeń, to, co najważniejsze. Ale nawet to, co
                      pozostało wymaga dużego wysiłku, choć jest sensem mojego życia. Dlatego szukam
                      taryfy ulgowej...
                      Każda z nas ma inne życie. Może być ono lekiem (zapewne wink), ale może też być
                      przyczynkiem do choroby.

                      Nie byłoby tych rozważań, nie miałyby one niestety najmniejszego sensu - gdyby
                      nie leki. Dobrze ustawione leczenie i te chwile, kiedy pozwala ono prawidłowo
                      funkcjonować. Wiem, że bez tego w moim życiu nie mogłabym brać udziału. Kiedyś,
                      gdy obciążeń było mniej, nie brałam leków. I było siedem lat remisji. Teraz bez
                      leków nie mogę. Za dużo wymaga ode mnie życie.
                      • drugikoniecswiata Re: Pytanie 28.09.09, 08:42
                        > Każda z nas jest w innym punkcie drogi, co więcej,
                        > każda ma inną drogę. Żyć, żyć, koniecznie żyć - to pewne.
                        > Że życie nie jest lekiem... Samo w sobie? No nie wiem.
                        > To zależy jak zdefiniować życie.

                        Wiem jak go nie definiować: "leżenie na katafalku" (okrutna metafora mojej
                        terapeutki), czyli zaleganie w czarnej dziurze pod kołdrą przez kolejne dni w
                        oczekiwaniu na to, aż leki zaczną działać, i uciekanie do tej dziury za każdym
                        razem, gdy nastrój choć trochę spada. To nie znaczy, że w ogóle sobie na tym
                        katafalku poleżeć nie można. Ale dopiero uczestnictwo w życiu (czyli relacje
                        społeczne, praca - choćby lekka, w niepełnym wymiarze godzin, wolontariat)
                        pozwala na właściwy horyzont. Jeśli horyzontem staje się chad, to nie jest dobrze.

                        Brak bodźców pozytywnych nakręca depresję. Ona lubi się karmić "przeżuwaniem".
                        Kępiński jest brutalny: mówi o "rozkosznym taplaniu się w błotku depresji". Ale
                        mówi to z szacunkiem, który czuć w każdym napisanym zdaniu. Wiem, że nie chodzi
                        o to, żeby dokopać, tylko - nazwać rzecz po imieniu. Ucieczka przed trudnościami
                        w depresję jest schematem, który błyskawicznie zaczyna funkcjonować w głowie. W
                        mojej przynajmniej - wiem że zaczął. Trudno go odkręcić. Nie żyć z widmem toporu
                        nad głową, czekając kiedy spadnie, bo wtedy nie ma miejsca na odwagę powrotu do
                        życia.

                        > Moje życie pełne było ozdobników:
                        > wymagająca praca, drugie studia, aktywność polityczna.
                        > To wszystko zostało przez chorobę odcięte.
                        > Pozostał rdzeń, to, co najważniejsze.

                        Można to powiedzieć też tak: choroba zmusiła mnie do ustalenia hierarchii
                        priorytetów i głębokiego przemyślenia, co jest najważniejsze. Dzięki niej
                        potrafię to docenić, a biorąc na siebie mniej obowiązków - żyć w harmonii z
                        moimi potrzebami i możliwościami, które wcześniej nieświadomie gwałciłam. Gdyby
                        zależało to ode mnie, nie wybrałabym takiej drogi i wszystko dała, by odwrócić
                        bieg wydarzeń. Ale to nie ja rozdaję karty - może i lepiej?

                        > Ale nawet to, co
                        > pozostało wymaga dużego wysiłku, choć jest sensem mojego życia.
                        > Dlatego szukam taryfy ulgowej...

                        Kurczę, aż za dobrze Cię rozumiem. Wróciłam na studia. Przed chorobą
                        zapieprzałam 40h w tygodniu, 5 sesji wyjazdowych w roku, 3 prace roczne i lato
                        na stypendiach zagranicznych. Stypendium MEN, wizja kariery naukowej i takie
                        traktowanie przez kadrę. Mhm. Robiłam wszystko, tylko zapominałam o tym, czego
                        ode mnie chcą do mgr. Nie mieściło się w planie. Zbyt przyziemne. Teraz
                        (ostatnie 2 lata) zaliczenie tych kilku zaległych zajęć (ćwiczenia z 1. roku i
                        michałki typu psychologia, emisja głosu) oraz zdanie egzaminów (dwóch z 1. roku,
                        jednego z 3.) brakujących do magicznych 3 literek kosztowało mnie tyle wysiłku,
                        że nikt, kto mnie blisko nie zna, by nie uwierzył, a i ci, co znają - też chyba
                        nie wierzą. Wie to moja terapeutka i chyba moja mama. Boksuję się z pracą mgr.
                        Potem jeszcze egzamin. Ale wierzę, że dam radę. Nie obchodzi mnie w jakim
                        tempie. Trzymam się motta Beatrix: ryjem i do przodu.

                        "Taryfa ulgowa" to źle powiedziane. Szukasz swoich granic i możliwości.
                        Indywidualnych. Nieprzeliczalnych na możliwości innych. I starasz się być wobec
                        siebie uczciwa i traktować się z szacunkiem. Chyba, że chodzi Ci o taryfę ulgową
                        od totalnego braku taryfy ulgowej, który stosowałaś kiedyś i który często
                        stosują młodzi ludzie. No to wtedy tak.

                        > Każda z nas ma inne życie. Może być ono lekiem (zapewne wink),
                        > ale może też być
                        > przyczynkiem do choroby.

                        Pisząc "życie" miałam na myśli życie jako takie, a nie życia (nad)użycie. W
                        harmonii ze sobą i światem, którego jesteśmy częścią. Nie chodziło mi o ślepe
                        podążanie za dzisiejszymi paradygmatami ról społecznych, zwłaszcza w dużych
                        miastach - bo to są paradygmaty wypaczone, nie liczące się z człowiekiem,
                        skazane na porażkę w dłuższej perspektywie. Zachłystnęliśmy się możliwościami
                        technicznymi i zaczęliśmy traktować siebie jak maszyny. Miasto jest fajne, ale
                        podkręca adrenalinę, jest jak dopalacz. Nie da się jechać całego życia na
                        dopalaczach, choć w rozsądnych dawkach nabiera ono wtedy intensywnych kolorów.
                        Tako rzekę ja.

                        > Nie byłoby tych rozważań, nie miałyby one niestety
                        > najmniejszego sensu - gdyby nie leki.
                        > Dobrze ustawione leczenie i te chwile, kiedy pozwala ono prawidłowo
                        > funkcjonować. Wiem, że bez tego w moim życiu nie
                        > mogłabym brać udziału.

                        Często zastanawiam się, czy gdybym tak bardzo nie przegięła z aktywnością i
                        tempem, jakie sobie w pewnej chwili narzuciłam, to choroba by się ujawniła.
                        Myślę, że bardzo jej pomogłam i teraz tylko spijam nawarzone piwo. Więc
                        szybciutko przestaję o tym myśleć i cieszę, cholernie cieszę nadzieją na
                        stabilność. Pierwszą od 5 lat, z dwoma 3-miesięcznymi wyjątkami.

                        > Kiedyś, gdy obciążeń było mniej, nie brałam leków.
                        > I było siedem lat remisji.

                        Czyli się da???????
                        Bo wszystkie książki mówią, że nie.
                        A ja bym chciała. Chociaż na parę lat. Chociaż rok, dwa. Żeby odzyskać wiarę. Ta
                        iskierka nadziei dodaje mi sił.

                        > Teraz bez leków nie mogę.
                        > Za dużo wymaga ode mnie życie.

                        Ale je masz. Być może bilans strat i zysków jest taki, że bardziej opłaca się
                        próbować sprostać wymaganiom (które są, jak rozumiem, konsekwencjami podjętych
                        decyzji - typu rodzina, praca) przy wsparciu leków, niż za cenę wolności od nich
                        odcinać się od profitów.

                        Szklanka jest w połowie pusta albo w połowie pełna.
                        • majagor Re: Pytanie 28.09.09, 20:21
                          Przepraszam, że wcinam się Wam tutaj w dyskusję.. ale chciałam podziękować,
                          mocno podziękować za te wszystkie słowa, które tu napisałyście.
                          Piękne, mądre, ważne. Dziękuję ślicznie smile
                          • skwr2 Re: Pytanie 28.09.09, 20:52
                            Ja także dziękuję.smile
                        • dr.zabba Re: Pytanie 28.09.09, 22:37
                          Szklanka jest do połowy pełna, zdecydowanie. Nawet więcej niż do połowy.
                          ***
                          Ja też muszę napisać pracę mgr.
                          • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 05:29
                            oooooo to mgr grupa wsparcia? to działa, ćwiczyłyśmy w zeszłym roku z beatrix,
                            choć ona była nieco dalej w swej naukowej karierze wink od razu mi raźniej.
    • xsenia Re: Pytanie 22.09.09, 08:48
      "całkiem stabilnie" ?

      gdyby leczyć wszystkich, którzy mają zmienne nastroje psychiatrzy
      mieliby zbyt dużo pracy...
      • skwr2 Re: Pytanie 22.09.09, 09:47
        Często mam wrażenie, że w gabinetach psychiatrów powinni siedzieć
        wcale nie ci, których uznaje się za pacjentów, a całe
        tłumy "zdrowych" osób.
        Mam mądrą lekarką. Czasami zasięgam jej opinii na temat swoich
        posunięć, czasami ona mnie pyta, co myślę o jej decyzjach. Na ogół
        się zgadzamy i doskonale rozumiemy. Dla mnie jest to wykładnia mojej
        normalności. Przecież to raczej niemożliwe, żebyśmy obie były
        psychiczne.smile
    • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 05:49
      > Czytam forum jednak i widzę,
      > że raczej dominuje wśród nas tor sinusoidy.
      > Czasem myślę, że to wina nie do końca dobrze
      > dobranych leków, ale domyślam
      > się, że to nie tak.

      Parę osób zwróciło mi uwagę na megaważną rzecz. Forum nie jest reprezentatywne
      dla "populacji" chadowców. Na forum siedzą przede wszystkim ci, którzy z jakichś
      przyczyn sobie z chad (i życiem?) poradzić nie mogą. (źle dobrane leki? trudny
      / nietypowy przebieg? nieakceptowanie choroby czy leczenia? skłonność do
      eksperymentów? trudne, pod górkę sytuacje w życiu? itd itp)

      Owe słynne 30% "excellent lithium responders" i inni, u których leki działają
      jak powinny - grzecznie łykają cukierki i zajmują się życiem, a nie godzinami
      siedzą w necie wink)

      Myślę, że to prawda, i że trzeba na to brać poprawkę.
      • megan.k Re: Pytanie 29.09.09, 06:20
        Ale są tu też tacy, którzy mają diagnozę i świetnie sobie radzą z
        życiem, a zaglądają na forum, bo je uwielbiają i czasem chcą komuś
        pomóc np. przekazując bezinteresownie swoją wiedzę. smile
        • drugikoniecswiata Re: Pytanie 29.09.09, 11:35
          A czy ja twierdzę, że takich nie ma?

          Sądzę jednak, że
          a) są w mniejszości
          b) nie jest to dystrybucja analogiczna do dystrybucji w całej populacji (tu jest
          dużo większy % nie radzących sobie niż radzących niż w życiu) - tak myślę ja.
    • 36.a Re: Pytanie 10.10.09, 07:41
      Kiwa, obecnie są to delikatne zmiany nastroju w ciągu dnia. Rano za radośnie
      (uff, jak fajnie), zdarzają się lęki i ataki płaczu.
      Marzę o amerykańskim psychiatrze z biegłym polskim, który monitorowałby stan
      mojej psyche co tydzień. I nie brał $. Niech się stanie.

      Tak w ogóle:


      www.youtube.com/watch?v=ABO19J-rTdo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka