Dodaj do ulubionych

Psychoterapia

13.01.10, 01:32
Na jaką chodzicie? lub chodziliście / macie zamiar?

Ja zapisałam się na psychoterapię indywidualną (obecnie czekam na swoją kolejkę) w nurcie psychodynamicznym. I mam zamiar pracowąć w niej tak długo, aż widoczne będą rezultaty, zakończyć wtedy gdy przyjdzie czas. Napewno nie tkwić za długo. Bo i po co.
Chcę rozgrzebać swoje brudy sprzed 20 paru lat, gdyż źródłem na bank, mojego zaburzenia są nierozwiązane konflikty z przeszłości. Późniejsze problemy tylko się nawarstwiały. Dorastanie w neurotycznej rodzinie, "problemy" wieku młodzieźczego, które wywarły na mnie bardzo negatywne skutki, stresujące przewlekłe wydarzenia w okresie wczesnej młodości, narkotyki i alkohol w czasie już obecnej wówczas depresji.
Czas z tym skończyć. Bo mimo iż mam 26 lat, czuję że przeszłość toczy sie za mną jak żelazna kula u nogi. I dopiero teraz po wszystkich przejściach dorosłam do tego by stawić im czoła.

Psychoterapię uważam za jedno z "wybawień" jakie mogą zagościć w moim życiu. ( Ważniejszym wybawieniem - może jedynym? bez wątpienia jest miłość - w którą nadal wierzę..)

Jakie jest Wasze nastawienie do psychoterapii? Czy moglibyście się podzielić Waszymi opiniami ten temat? Jakie szkoły terapii dominują? Czy prawdą jest, że najlepiej "sprawdza się" podejście poznawczo-behawioralne do CHADu?
Lepiej czuliście się w grupowej czy indywidualnej?
Dodam, że grupowa wiele pomogła, zmieniła w moim życiu, ale wg mnie jest takim wstępem do indywidualnej, z racji tego, iż krótsza i nie aż tak zaawansowana jak wspomniana długoterminowa terapia indyw.

Leki jedynie redukują objawy choroby, zaleczają, ale to psychoterapia leczy chorą duszę.

Zachęcam do kontynuowania wątku smile
I pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • sapiencja Re: Psychoterapia 13.01.10, 08:55
      Zamiast terapii, wolałabym gumkę do wymazania z pamięci tego, co
      było. Terapia oczyści duszę, ale nie wyczyści mózgu ze wspomnień,
      które, wracają jak bumerang i ranią. Zastanawiam się nad
      elektrowstrząsami. Może gdybym miała "czystkę" w pamięci, nie
      cierpiałabym.
      • ives1983 Re: Psychoterapia 13.01.10, 16:58
        Niestety u każdego przeszłość zostawia ślad, raniący ślad, którego wymazać się nie da. Przeszłość jest częścią nas, bez niej nie bylibyśmy istotami, którymi jesteśmy obecnie. Oczywiście ma to swoje dobre jak i złe strony.
        Ja również chciałabym mieć taką czarodziejską gumkę do mazania, oj bardzo bym chciała, bo przeszłość spędza mi sen z powiek. Gdyby nawet istniała to wymazałaby również te dobre wspomnienia, a takie też posiadamy.
        Przeszłość, ta negatywna jej część, towarzyszy mi każdego dnia i też ciężko mi przy jej boku. Dlatego m.in. zdecydowałam się na terapię by nauczyć się żyć z ciężkimi wspomnieniami, by złagodzić ból, by szukać rozwiązań, jak żyć teraźniejszością, nie przeszłością.

        Co do elektrowstrząsów, powodują one krótką niepamięć wsteczną obejmujacą kilka godzin, i co najwyżej ból mięśni, kręgosłupa, nudności, bóle głowy. A już napewno nie powodują "czystki" i co ważniejsze nie do tego celu są przeznaczone.
    • 38takatam Re: Psychoterapia 13.01.10, 08:58
      Psychoterapia leczy "chora dusze".Gdzies przeczytalam,ze CHAD to choroba nie
      umyslu,lecz duszy.
      Wierze w terapie.Czekam na trzy letnie miesiace,kiedy to w klinice mam przejsc
      psychoterapie-psychodynamiczna.
      Wierze,ze dokopia sie we mnie do moich uczuc.Musza zejsc do 7 roku zycia,kiedy
      to wpadlam w sidla pedofila(mojego rodzonego dziadka).Odtad juz nic w moim zyciu
      nie bylo prostesad
      • majagor Re: Psychoterapia 13.01.10, 10:19
        Ja uczęszczałam już na terapię indywidualną i grupową. Nie zliczę godzin tam
        spędzonych. Czasami miałam 2 razy w tygodniu spotkanie indywidualne i 3
        spotkania grupowe. Ciężko było. Bo oprócz studiów i terapii nie miałam czasu na
        nic więcej.
        Indywidualna była rozgrzebywaniem przeszłości. Trudno bywało. Czasem nawet
        bardzo trudno. Grupowe spotkania były początkowo "lajtowe", bym później weszła w
        bardzo osobistą terapię, na której uczestnicy prezentowali swoje prace pisemne
        na zadany temat. U mnie czytanie tych prac zawsze kończyło się ucieczką,
        zamykaniem się w wc itd. Niekoniecznie zawsze umiałam sobie z tym poradzić. Ale
        warto było.
        Przerwałam terapię z osobistych względów.

        Teraz czekam na termin u psychologa jak na zbawienie. Czekam wciąż na telefon,
        kiedy znajdą dla mnie czas.. Już mocno tego potrzebuję. Boję się jaka/i będzie
        nowy psycholog, czy złapię z nią/nim taki kontakt jak z poprzednią terapeutką
        itd. I wkurza mnie też trochę to, że będę musiała wszystko od początku opowiadać..

        Przede wszystkim psycholog ma mi postawić właściwą diagnozę. By potem się mną
        właściwie zająć.
    • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 13.01.10, 12:41
      Uważam terapię za najlepszą decyzję mojego życia. Moja koleżanka mawiała, że
      jest to obrzydliwie droga, ale pewna długoterminowa inwestycja, która w
      przyszłości przyniesie słuszny zysk. Zgadzam się z nią i uważam, że dobra
      terapia warta jest każdych pieniędzy i każdego czasu.

      Fajnie, że podchodzisz do tego tak, że będziesz chodzić tyle czasu, ile
      potrzeba. Ale to się trochę kłóci z tym "nie za długo" - indywidualna terapia
      wglądowa (a psychodynamiczna taką jest, chyba że mówisz o psychodynamicznej
      krótkoterminowej, ale wtedy raczej się nie grzebie w przeszłości) to proces na
      lata, nie miesiące. Kilka lat: 3, 5, 7.... Ale warto, warto, warto.

      I nie warto odkładać, im szybciej się zacznie, tym szybciej się skończy. Szkoda
      życia. TErapia naprawdę poprawia jego jakość i zgadzam się, że w przeciwieństwie
      do leków działa przyczynowo, nie objawowo. Mnie dała co najmniej tyle samo co
      leki, jeśli nie więcej. Leków przez 7 lat nie udało mi się ustawić tak, by
      działały dłużej niż 3 miesiące; terapia nauczyła mnie sobie z tym radzić,
      przetrwać, nie panikować, rozumieć co stoi emocjonalnie za zmianą faz,
      przewidywać...

      Ja chodziłam na indywidualną, psychodynamiczną, długotermiową. Przez 3,5 roku,
      prywatnie, 2x w tygodniu - wyszło jakieś 300h i finansowo mały samochodzik. W
      tej chwili nie chodzę, bo moja terapeutka przestała pracować. Ale obie
      zgodziłyśmy się co do tego, że to nie jest czas na kończenie - czuję się mniej
      więcej w pół drogi. Robię sobie przerwę higieniczną, potem będę szukać dalej.

      Gdyby ktoś mi powiedział że to tyle trwa w momencie, gdy zaczynałam - pewnie bym
      się nie odważyła. Nie byłam absolutnie psychicznie gotowa na takie zobowiązania
      i nie wyobrażałam sobie tego finansowo. Przyszłam na 3 miesiące, zostałam 3,5
      roku. I wiem, że pewnie pochodzę drugie tyle. Nie żałuję. Cieszę się. Tylko
      jestem na razie potwornie zmęczona...

      I też mnie wkurza to, że trzeba będzie wszystko opowiadać od nowa...... ale ma
      to też swoje zalety, bo jestem jednak na innym etapie, więc i inaczej wchodzi
      się w relację, z innego poziomu. nie zmienia faktu, że przerwanie w połowie jest
      dla mnie makabrycznie trudne.

      A to, że w chad najlepiej się sprawdza poznawczo-behawioralna, to mit. Ludzie są
      różni i co się sprawdza u jednego, u drugiego da odwrotne efekty. To że zaleca
      się CBT wynika z tego, że stosunek nakładów do zysków jest najkorzystniejszy.
      Większość książek o chad na naszym rynku jest amerykańskich, a tam standardy
      leczenia dyktują w dużej mierze firmy ubezpieczeniowe i często tylko terapia
      poznawczo-behawioralna jest przez nie refundowana.

      U mnie CBT i jakakolwiek terapia dyrektywna to totalna porażka, jak mi ktoś
      mówi, jak mam robić, to jest gwarancja, że zrobię dokładnie odwrotnie. Ostatnio
      nawet zastanawiałam się, czy jakbym sobie napisała na ścianie "nie wstawaj. nie
      myj się. nie pracuj. zagłódź się na śmierć" to nie byłoby to skuteczniejsze od
      dotychczasowego Norwida "bo piękno na to jest by zachwycało - do pracy / praca
      by się ZMARTWYCHWSTAŁO". miało działać, nie działa, po 3 latach dotarło do mnie
      dlaczego - nikt mi nie będie mówił, co mam robić, nawet ukochany Norwid wink wink
      Nie wyobrażam sobie dla siebie dla siebie terapii innej niż wglądowa.

      Aha, no i jeszcze jedno. Warto szukać terapeuty do skutku. Dobry terapeuta to
      taki, przy którym po paru pierwszych sesjach poczujesz, że to właśnie ten,
      będziesz się czuła bezpiecznie. Jeśli coś ci nie gra - warto szukać do skutku,
      choć to jest trudne, obciążające. Warto też zadawać na wstępie pytania - o
      superwizję (to ważne!), o nurt terapeutyczny, o wszystko, o co chce się zapytać.

      Jeśli coś nie gra (np niepokoi cię coś co terapeuta mówi albo nie podoba ci się
      to), to trzeba o tym mówić, otwarcie, wprost. W terapii psychodynamicznej
      pracuje się nie tylko nad tym co wnosisz z przeszłości i "z zewnątrz", ale też,
      a w zasadzie przede wszystkim - nad tym, co dzieje się między tobą a terapeutą.
      Im szybciej człowiek się z tym pogodzi, tym lepiej... wink

      Trzymam kciuki. Naprawdę, terapia to świetna sprawa.
      Polecam Ci też książkę M. Scotta Pecka "Droga rzadziej wędrowana". Otworzyła mi
      oczy na wiele spraw. I Arnhild Lauveng, "byłam po drugiej stronie lustra".

      Arnhild jest najlepszym dowodem na to, że w psychiatrii nie ma reguł.
      Rozmawiałam z nią, zadałam jej m.in. dokładnie to samo pytanie o terapię
      poznawczo-behawioralną, ze podobno najlepsza, a wręcz niektórzy twierdzą, że w
      psychozach jedyna. Ona powiedziała o CBT to co ja wyżej. Że u niej się totalnie
      nie sprawdziło, bo jest uparta i ma alergię na dyrektywność. Że najbardziej
      pomogła jej terapia psychodynamiczna, mimo tego, że większość osób twierdzi, że ze
      schizofrenikami nie warto pracować w nurtach analitycznych. To samo powiedziała
      mi o swoich pacjentach. Nie ma uniwersalnej zasady. Dobra terapia to taka
      terapia, która pomaga danej osobie. A nie danej jednostce chorobowej.
      • ives1983 Re: Psychoterapia 13.01.10, 16:29
        drugikoniecswiata napisała:


        Fajnie, że podchodzisz do tego tak, że będziesz chodzić tyle czasu, ile
        > potrzeba. Ale to się trochę kłóci z tym "nie za długo" - indywidualna terapia
        > wglądowa (a psychodynamiczna taką jest, chyba że mówisz o psychodynamicznej
        > krótkoterminowej, ale wtedy raczej się nie grzebie w przeszłości) to proces na
        > lata, nie miesiące. Kilka lat: 3, 5, 7.... Ale warto, warto, warto.


        Nie za długo, w tym sensie, by nie przedłużać jej i uzależniać w ten sposób swojego życia od terapii. Bo w pewnym momencie trzeba będzię zacząć radzić sobie bez niej. Na końcu procesu terapeutycznego zawsze pojawia się lęk separacyjny przed zakończeniem. Co będzię dalej? Ważne jest postawienie sobie celów i praca nad nimi. I ważny jest moment kiedy zakończyć.
        Tak - chcę długoterminowej, która wiem, że potrwa kilka lat, ale jestem na to gotowa.
    • lolinka2 Re: Psychoterapia 13.01.10, 12:52
      behawioralnie to ja się z powodzeniem modyfikuję sama... i dzieci
      swoje też. Nie widzę potrzeby takiej terapii w moim przypadku -
      funkcjonuję bez zarzutu (stąd co mniej rozgarnięci terapeuci uważają,
      że w dupie mi się poprzewracało z dobrobytu), szkoda czasu i atłasu.

      Pomajstrowałabym w emocjach chętnie... bardzo chętnie... ale się
      jeszcze taki terapeuta nie narodził, coby lolince2 dogodził.
      Szlaggg.... chyba właśnie w ten czwartek będę dziękowała terapeutce
      za współpracę 130 PLN/45min. Bez efektów od lipca.
      • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 13.01.10, 14:42
        a jakich efektów się spodziewałaś?
        nie chcesz tego przegadać?
        • my_suicide Re: Psychoterapia 13.01.10, 15:14
          Ja zawsze bałam się terapii gruowiej i nigdy się na taką nie zdecydowałam.
          Chodze za to na indywidualna w nurcie psychodynamicznym (mam zaburzzenia
          osobowosci). Chwale sobie swoja terapie bardzo nawet.
          • majagor Re: Psychoterapia 13.01.10, 15:21
            my_suicide napisała:

            > Ja zawsze bałam się terapii gruowiej i nigdy się na taką nie zdecydowałam.

            A bo grupowa to z początku może wydawać się taka straszna. Mnie psycholog po kilku spotkaniach indywidualnych wręcz "zmuszać" musiała abym zjawiła się na grupie. A jak się zjawiłam, to sobie cichutko siedziałam. Tam nikt do niczego nie zmusza. Można sobie tylko siedzieć i słuchać. Ale każdy w końcu kiedyś zacznie mówić coś od siebie. I potem już z utęsknieniem czeka się na spotkanie z grupą smile
            • awanturka Re: Psychoterapia 14.01.10, 12:00
              Powiem w czym widzę wyzszosc terapii grupowej nad indywidualną (oczywiście mam na mysli dobrą psychoterapię grupową).

              Jeżeli psycholog mówi Ci cos co rodzi w Tobie wewnetrzny opór i bunt, jezeli nie chcesz zmienić perspektywy widzenia róznych spraw to zawsze możesz powiedzieć - "łatwo mu mówić", "tak go nauczyli mówić to tak mówi bo tak trzeba", "on jest taki mądry, ma taką wiedzę - takie podejście do sprawy to dobre dla niego a nie dla mnie" (są różne sposoby, wybiegi jakie mozna stosować).

              No ale jezeli 10 osób lub więcej nie będących psychologami mówi Ci, że sprawy nie wyglądają jak ci się wydaje, ze wygladają, że Twój sposób myslenia nie jest tak oczywisty jak Ci sie wydaje, ze można mysleć inaczej to... juz nie jest tak łatwo znaleść spoób aby to co się słyszy lekceważyć...

              Drugi powód - analizujesz problemy innych, stosunkowo łatwo zobaczyć co jest nie tak w sposobie myslenie o sobie i świecie, relacjach z innymi i w ogóle sposobie funkcjonowania w życiu u innych. i duzo trudniej na to zamykać oczy (czy uszy - jak kto woli)...

              A jak się to juz u kogos innego zobaczy to nie tak daleka droga do powiedzenia - o kurczę! ja przecież myślę/zachowuję się dokładnie tak samo!

              Była jedna tylko psychoterapia grupowa, która dała mi dużo - prowadzona przez dwóch bardzo kompetentnych, naprawdę wyjątkowych psychoterapeutów. Własnie wtedy się przekonałam, że psychoterapia naprawdę może mieć sens... Reszta psychoterapii grupowych to był stracony czas...

              • majagor Re: Psychoterapia 14.01.10, 12:12
                Tak, tak właśnie tak samo to odbieram.
                Dla mnie 1 godzina terapii grupowej była ważniejsza, cenniejsza niż 5 godzin terapii indywidualnej.
                I to właśnie z powodów, które opisałaś powyżej.

                Grupowa była dla mnie trudniejsza, trudniej było mi wejść na tę salę, trudniej było mi buźkę otworzyć.. Ale psycholog zawsze mi powtarzała.. Maja, niech przyjdzie tam najpierw Twoje ciało. Siedź z pupą na miejscu.. nawet słuchać nie musisz.. Byleby Twoje ciało tam siedziało.. a z czasem do ciała dołączy dusza..
                I tak też było.

                Najpierw siedziałam sobie tylko, za dużo nie mówiłam, byłam tak spięta, że chyba nawet słuchać dobrze nie potrafiłam.. by po kilku spotkaniach zacząć świadomie w tym uczestniczyć smile

                Awanturko, już dawno chciałam Ci to napisać - ale nie było okazji - nawet nie wiesz, jak bardzo lubię czytać Twoje posty. Są dla mnie tak mądre, tak czytelne, tak szybko się w nich odnajduję. Dziękuję Ci za nie!
        • lolinka2 Re: Psychoterapia 13.01.10, 17:32
          oby tylko było z kim.....
          ale ten ktoś, póki co, uznał, że to JA POWINNAM WIEDZIEĆ gdzie i co i
          jak oraz dlaczego mnie boli, JA MAM DECYDOWAĆ jak, kiedy, ile i o
          czym gadać no i generalnie ona sobie posiedzi a ja terapię poprowadzę
          sama sobie.
          No nie no... no to dzięki. U mnie oznaką tego że jest źle, jest fakt,
          że nie podejmuję danego tematu, przechodzę w "tryb
          oszczędnościowy"... bujanie się od lipca z gadaniem tego samego i
          ewidentnym zniecierpliwieniem pani jest nad moje siły.
          • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 13.01.10, 20:26
            To, że w czasie sesji ty jesteś sterem i okrętem to standard. Chyba nie ma co
            szukać innego. A co do reszty - potrzebny jest taki punkt krytyczny, w którym
            przestaniesz tylko opowiadać, a zaczniesz słuchać i czuć. Zbudowanie zaufania,
            które jest do tego potrzebne, zajmuje trochę czasu. Mówisz jej o tej frustracji?
            Możemy pogadać na żywo / mailowo, jeśli chcesz. Ja bym jeszcze dała babce szansę.
            • lolinka2 Re: Psychoterapia 13.01.10, 22:17
              wiesz, ok, ja pobędę tym sterem i okrętem z radością... ale ja b.
              często nie wiem, co mnie toczy, mnie trzeba rozwiązać język... bo
              mogę siedzieć i milczeć 40 min.
              Zapuściłam 4-5 tematów różnych z info, że chciałabym to przegadać bo
              wydaje mi się ważne. Żaden temat nie wypłynął na dłużej niż "aha" ze
              strony pani...

              A co mam czuć, jak zamrożona jestem niemal perfekcyjnie? Ja mogę w
              najgorszym stanie z zaangażowaniem rozmawiać o literaturze, moich
              poglądach na to czy owo... i nie dać po sobie poznać ze mi coś jest,
              i sama nie wiedzieć co mi jest ani o co chodzi - mieć tylko
              wszechobecne przeświadczenie że jest źle i że czegoś mi brak. Jakim
              cudem ja mam w takim stanie komukolwiek powiedzieć z mety, na dzień
              dobry "jest mi źle, bo to to to i tamto. myślę że mogę z tym zrobić
              to to to i jeszcze owo..." gdybym sobie potrafiła tak pogadać na
              każdą okoliczność, to Bóg mi świadkiem, nie wydawałabym kasy na
              terapię bo doskonale bym ogarnęła temat sama...
    • awanturka Re: Psychoterapia 13.01.10, 17:03
      Mój dorobek:

      pięć miesięcy psychoterapii (w ośrodku zamkniętym przedewszystkim grupowa, indywidualna też ( grupowa - pięc miesięcy, pięć dni w tygodniu po 5 godzin dziiennie),

      3 miesiączna psychoterapia - codzienna (3 godziny dziennie) w osrodku otwartym "Dąbrówka" - Gliwice,

      psychoterapia w Centrum Leczenia Nerwic (Moszna) - 4 tygodniowa codzienna (grupowa) i indywidualna (1-2 razy w tygodniu),

      3 -miesięczna terapia (głownie grupowa) na Oddziale Depresji(Katowice)

      6 miesięczna psychoterapia dwa razy w tygodniu "z dojscia" (chyba 2-3 godziny, nie pamiętam ile)

      - to tyle o terapiach grupowych łaczonych z psychoterapią indywidualną,

      co do prowadzonej wyłacznie indywidualnej oprócz tego co - zebrało by się tego w sumie jakieś 6 -7 lat, cotygodniowych spotkań, nie jestem w stanie się dokładnie doliczyć).


      Osiągnięcia -

      - naprawdę duzo mi dała mi jedna psychoterapia grupowa, wywróciła do góry nogami moje widzenie świata, ludzi i samej siebie,

      - na dwóch innych psychoterapiach grupowych było po prostu "miło", pewnie wzrosło po niej moje poczucie własnej warosci bo mówiliśmy głownie do siebie nawzajem jacy to jestesmy wspaniali,

      - jedna psychoterapia grupowa (ta pierwsza) to było zupełne nieporozumienie - nie wiem w sumie jak by było gdybym nie miała aż tak bardzo postawy "obronne" i tak się nie "maskowała", ale coś wydaje mi się, że ona samna z siebie była prowadzona tak, ze dawała nie wiele

      - jedna odbyta w takim stanie (ciężka depresja), że nie byłam ani słuchać ani mówić czegokolwiek - ani trochę nie pamiętam co się na niej działo

      Co do psychoterapii indywidualnej to była ona głownie psychoterapią podtrzymującą - takie rozwiązywanie problemów pojawiających się na bierząco) oraz behawioralno - poznawcza (w tej moim zdaniem btło najwięcej sensu)

      Zapomniałam dodać o krótkim okresie dość intensywnej terapii indywidualnej - psychoanalizie połaczonej z hipnoterapią (moim zdaniem - bez sensu)

      Ogólne wnioski będę w następnym poście.
      • awanturka Re: Psychoterapia 13.01.10, 19:12
        Wiem od mojego lekarza (ceniny spacjalista od CHAD, profesor), że:

        *problemy psychologiczne nie są przyczyną CHAD

        *problemy psychologiczne mogą pogarszać przebieg choproby

        *psychoterapia może łagodzić przebieg choroby ale nie jest w stanie zastąpić leków

        *w CHAD nie wskazane są rodzaje psychoterapii bazujące na emocjach i sięgające bardzo głeboko bo destabilizują (absolutnie nie wskazana psychoanaliza!)

        *jedynymio formami psychoterapii o udowodnionej w CHAD skuteczności są psychoterapia poznawcza i poznawczo-behawioralna (bazują na mysleniu, nie na emocjach)

        Moje wrażenie (subiektywne) na temat psychoterapii prowadzonych w oparciu o różne szkoły psychoterapeutyczne - na podstawie własnych doswiadczeń.

        # psychoanaliza - najlepiej zmilczę..

        # ericsonowska - raczej dla osób zdrowych lub prawie zdrowych a nie o tak przeoranym przez chorobę życiorysie jak mój, ale ciekawa, pozwalająca zobaczyć siebie i świat z mądrej i wyważonej perspektywy

        # poznawcza i behawioralno poznawcza - niespecjalnie głebokie, oparte o zdroworozsądkowe myślenie, możliwość pracy również w domu, samodzielnie, bez terapeuty (jako zadania domowe do odrobienia, nieanagżująca specjalnie emocji choć poddająca je analizie

        # podtrzymująca - daje wsparcie w borykaniu się z bieżącymi problemami, redukuje stres wynikający z bierzących wydarzeń, pozwala lepiej się samemu rozumieć, pomaga przezwyciężać trudności i rozwiązywać konflikty tu i teraz

        # psychodynamiczna - głęsza, umozliwiająca przebudowę osobowości, bazująca na emocjach, wyzwalająca dość silne emocje, długotrwała, o niepewnym efekcie (ale może warto ze względu na, że obiecuje głębokie i trwałe efekty? - nie wiem)
        • a.niech.to Re: Psychoterapia 13.01.10, 20:07
          awanturka napisała:

          > *problemy psychologiczne nie są przyczyną CHAD
          Prowadziliśmy dość długi wątek o czynnikach wyzwalających Chad.
          Jednoznacznie nam wychodziło, że choroba pojawiała się w wyniku
          przeróżnych życiowych zawirowań.
          • awanturka Re: Psychoterapia 13.01.10, 21:34
            Zawirowania ją wyzwalają a dokładniej wyzwalają jej pierwszy epizod. Tak oczywiscie jest.

            MOżna uważać, że chroba była wczesnie "uspiona" nie dawała objawów (tak jak w pełnej remisji)i pierwszy epizod był jej "ujawnieniem się", można też uważać, że przed pierwszym epizodem jej nie było.

            To chyba kwestia nierostrzygalna, a może raczej optyki widzenie jaką się przyjmie.

            • ives1983 Re: Psychoterapia 14.01.10, 00:30
              Dokładnie, jeśli ktoś ma predyspozycje do choroby, czyli przyczyny biologiczne jakimi są czynniki genetyczne, biochemiczne- złe funkcjonowanie neuroprzekaźników, organiczne - np. lekkie uszkodzenia mózgu, neuroendokrynologiczne - czynności osi przysadka-podwzgórze-nadnercza) to choroba jest jakby w uśpieniu. A dopiero przyczyny psychospołeczne, np. stresujące wydarzenia w początkowym okresie choroby przyspieszają nadejście epizodów maniakalnych lub depresyjnych.


              awanturka napisała:

              Zawirowania ją wyzwalają a dokładniej wyzwalają jej pierwszy epizod. Tak oczywiscie jest.


              Jednak badania wykazują, że stresujące przeżycia poprzedzają także kolejne epizody. Co myślę również większość z nas może potwierdzić. Ponadto u osób, które miały za sobą większą ilość epizodów, w przeciwieństwie do tych którzy mieli ich mniej, w odpowiedzi na stres reagowali wystapieniem kolejnego epizodu.
        • lolinka2 Re: Psychoterapia 13.01.10, 22:32
          awanturka, ja od pewnego czasu mam wrażenie totalnie odmienne niż
          większość autorytetów: że oczekuję od życia czegoś więcej niż sprawne
          funkcjonowanie (to mam niejako "w zestawie") i stąd te opinie moich
          terapeutów, że mi się w d$%^ poprzewracało z dobrobytu i czego ja w
          ogóle chcę.
          A ja mam wrażenie, że nie ruszę z miejsca z żadnym samorozwojem ani
          nogą, jeśli mi ktoś porządnie nie przeora emocji. Jestem gotowa za to
          zapłacić biorąc więcej/ silniejszych leków jeśli będzie trzeba, ale
          czuję że muszę. I tyle. To jest to "coś", czego mi permanentnie w
          życiu brak - w ogóle te emocje obudzić, poukładać, sięgnąć do korzeni
          - no inżynier niezbędny smile
          • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 14.01.10, 18:17
            eh, problem w tym, że to ty jesteś inżynierem, terapeuta tylko inspektorem BHP
            wink))

            nie raz szukałam metafory na nazwanie relacji terapeutycznej. chyba najbliżej mi
            do obrazu takiego szerpy w himalajach. idzie z tobą, dźwiga dużo więcej niż ty,
            ma duże doświadczenie. ale ty obmyślasz plan, ty podejmujesz decyzje, no i ty
            płacisz. to twój interes, żeby tam wejść. a mimo wszystko nie jest towarem,
            który kupujesz - jego doświadczenie może uratować ci życie. nawet jeśli
            komunikacja między wami z przyczyn językowych jest mocno ograniczona. bez
            dobrego szerpy trudno jest wejść na mont everest. a to, czy dobry, czy nie -
            bardziej czujesz niż masz gdziekolwiek napisane....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka