poetkam
09.04.10, 08:43
Ja wiem, że dla kogoś mój problem może wydać się błahy..ale.. jakoś
mi to zwisa.
Tak się przejęłam kłopotami byłego męża (zaburzenia
schizoafektywne), że dziś padam, męczę się z bólem głowy noc całą od
wczoraj, bleeee. Do rzeczy: były potrzebny był do podpisu pod
wnioskiem na nowy dowód osobisty dla Duczki. Ok. Podpisał. Za
przyjazd mu zwróciłam i wysłuchać musiałam litanii, jaki to biedny
jest... Że nie jadł od 3 dni (zapakowałam mu pół mojej lodówki), że
wieszał się znowu i kolega wezwał policję, że komornik siadł mu na
rentę.. Myślałam, że jakoś dam sobie z tym radę. Ale gdzież! Dodam,
że cała sytuacja miała miejsce wczoraj rano, a ja duszę się z tym
już prawie 24 godziny. Wyrzuty sumienia pojawiły się natychmiast:
jak to on nie ma co jeść, a ja kupuję sobie kosmetyki, biżuterią,
etc.
Matko.. jak sobie z tym mam poradzić? Jak? Teoretycznie wszystko
wiem: jest dorosły, brał kredyty to tak ma, swoim życiem doprowadził
do swojej samotności, etc, itd, ale czemu wciąż tak źle się czuję?
Jak uodpornić się na biadolenia jego? Jak zasłonić się murem i nie
słuchać jego marudzeń?
Przepraszam - jeśli groch z kapustą mi powstał (zupełnie rozbita
jestem, w nocy nie spałam), że wypisuję bzdety, mimo że inni mają
gorzej.