Dodaj do ulubionych

trudny związek - proszę o radę i wsparcie; długie

02.09.10, 19:43
Witajcie,
Mam przyjaciela z Australii. Poznaliśmy się przez internet, 5 lat temu.
Dłuuuugie rozmowy, długie wizyty. Aktualnie przeniósł się do Polski, mieszka u
mnie (wraz z moją mamą) - zamierza znaleźć pracę w Polsce/Europie, odpocząć i
lepiej mnie poznać. To poznanie (wzajemne) ma, tak to obydwoje widzimy, dać
nam odpowiedź na pytanie czy to tylko przyjaźń czy mamy szansę na coś więcej.
Zdarzały nam się zachowania 'bardziej niż przyjazne', on wie o moich wobec
niego uczuciach i planach, sam - potrzebuje czasu. Tyle wstępu.
Ostatnio odstawił lekarstwa (lit i antydepresant), jest bez nich 2 miesiące, z
tego miesiąc w bardzo komfortowych i bezstresowych warunkach, praktycznie bez
kontaktów z ludźmi i miesiąc u mnie. Bardzo mało o tym mówi, oprócz tego, że
bardzo mu zależy żeby spróbować żyć bez leków, kiedyś żył bez nich przez kilka
lat - między diagnozą a momentem kiedy je zaczął brać. Mówi, że pobyt u mnie
to jest dla niego pewnego rodzaju azyl, miejsce gdzie czuje się bezpiecznie,
skąd może mieć tyle kontaktów z 'normalnym' światem ile chce, a gdy nie może
funkcjonować, może się tu schować. Nazywa mnie swoją jedyną szansą na
normalność, jedyną osobą w swoim życiu, która może mu pomóc i która jest dla
niego jedynym kontaktem ze światem normalnym. Przeprasza mnie za swoje
wybuchy, przyznaje, że wini mnie za wszystko, mimo że wie, że nie jestem
niczemu winna. I ja w to wszystko wierzę.
Natomiast życie z nim jest coraz trudniejsze. Prowadzimy niekończące się
rozmowy, w których rozmawiamy o tym, co go drażni i denerwuje. Jest potwornie
drażliwy i nie rozumie dygresji. Najmniejsze odejście od tematu rozmowy go
denerwuje i rodzi więcej problemów ('bo ja go nie chcę zrozumieć', 'bo mnie
nie zależy', 'bo to, że mi zależy to tylko słowa', itd).
Naprawdę mam anielską cierpliwość. Ale najzwyczajniej w świecie nie wiem jak z
nim rozmawiać. Nie chcę go stracić. Jest dla mnie naprawdę bardzo ważny i chcę
mu pomóc i chcę z nim być i mieć rodzinę i żyć długo i szczęśliwie... Ale
brakuje mi siły i nie wiem jak do niego dotrzeć.
Przepraszam, że jestem chaotyczna. Nie napisałam nawet jednej dziesiątej tego
co chciałam.
Proszę o pomoc - powiedzcie mi co mogę zrobić, żeby mu pomóc i jak to
przetrwać. Proszę, darujcie mi uwagi krytyczne, bo chwilowo nie mam na nie
siły. Potrzebuję konstruktywnego wsparcia i nadziei. Bo wy wiecie przez co on
przechodzi i czego mu trzeba, a ja nie sad Z góry Wam dziękuję!
Baśka
PS. Gdyby ktoś miał ochotę pogadać na gg to byłabym bardzo wdzięczna ...
Obserwuj wątek
            • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.09.10, 22:33
              A czy to, że kiedyś kilka lat żył bez leków nie daje nadziei, że może jednak to
              możliwe?
              Jego założenie jest takie, że jeśli stwierdzi, że nie da rady, to wróci do
              leków. Ma je przy sobie, jest świadomy tego, że może się nie udać.
              Chociaż przyznaję, że dla mnie, osoby żyjącej obok niego, jego stan bez leków ma
              swoje plusy. Na przykład to, że wreszcie mówi co go gnębi, a nie gniecie w sobie
              tego tygodniami bez słowa. Staliśmy się sobie zdecydowanie bliżsi i bardziej
              otwarci.
              Co do wampiryzmu ... to chyba go doświadczam. Dzień i noc powtarzam sobie, że to
              nie moja wina, że to nie chodzi o mnie, a mimo wszystko żyję z ogromnym
              poczuciem winy i ... lękiem, że tego człowieka stracę.
              • ergo_pl Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 00:01
                > Jego założenie jest takie, że jeśli stwierdzi, że nie da rady, to wróci do
                > leków.

                Wiesz, ja nie jestem tego taka pewna. Dobrze tu ktoś napisał, że powinien być
                przebadany przez psychiatrę, tym bardziej że dawno nie miał z nim kontaktu. Jaką
                masz pewność (i on też), że to jedynie chad, że nie dołączyły się inne zaburzenia?
                • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 01:05
                  Nie mam żadnej pewności. Przez długi czas w ogóle nie wiedziałam, że ma
                  jakiekolwiek problemy zdrowotne. Teraz też większość ludzi, w tym wszyscy moi
                  domownicy, prawdopodobnie uważa go za całkowicie zdrowego - ot z małymi
                  'dziwactwami', np. niestandardowe godziny spania, luźne podejście do pracy (no
                  ale to artysta), itd. Ja, niestety, widzę więcej.
                  Myślę, że na chwilę obecną opcja 'lekarz' - odpada, chociaż dobrze wiem, że
                  pewnie jest najbezpieczniejsza. Ale jeżeli jest jakaś nikła szansa, że on jest w
                  stanie przetrwać ten pierwszy okres i spróbować funkcjonować bez leków, a wiem,
                  że bardzo mu na tym zależy, to chciałabym mu w tym pomóc. Nawet jeśli ma się
                  przekonać, że nie daje rady bez nich żyć. Bo inaczej całe życie będzie na to
                  czekał i będzie chciał się z tym zmierzyć.
          • lolinka2 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.09.10, 22:01
            próbować sobie można jak się ma na to przyzwolenie od psychiatry - zaburzenia afektywne to nie katar, że
            masz wybór leczysz lub nie. To choroba, która pociąga za sobą spore koszty: osobiste, społeczne,
            finansowe, emocjonalne (wszystkich zainteresowanych stron), moralne etc. W związku z tym, w ramach
            redukcji strat, należy się leczyć i monitorować swój stan, coby interweniować w razie pogorszenia.

            A ty się aby nie daj wciągnąć w grę "poradzę sobie bez lekarzy, tylko potrzebuję dużo miłości i spokoju" bo
            to się nazywa preludium do manii i wampiryzm energetyczny.
          • qbel2 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.09.10, 22:25
            Najpierw sobie przemyśl czy chcesz związku z osobą, która ma tę chorobę, bo to
            nie jest bułka z masłem.

            Jeśli zadecydujesz, że chcesz, to stawiasz warunek: Idziesz się leczyć, albo
            wypier... z mojego życia.

            A jeśli tego nie zrobisz, to już dziś zarejestruj się na forum dla rodzin osób
            chorych, bo niedługo będziesz tam żale wylewać.
              • 38takatam Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 08:52
                Dziewczyny czytałam wczoraj Wasze forum dla rodzin i...zwątpiłam,czy tacy chorzy jak my-jak ja
                powinni się łączyć w ogóle w pary.Tam są pasma nieszczęść,skrajność,żadnego pozytywu...masakra.
                Drugi wniosek jaki mi się nasunął to to,że może faceci są tak nieodpowiedzialni...
                Oj nie wiem,co zrobił by mój S gdybym weszła w pełnoobjawową manie...zaczynam się
                bać.Przedtem myślałam,że jak będę brała leki,chodziła regularnie do psychiatry+terapia to będę
                bezpieczna...
                • beata-68130 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 09:43
                  zauważ że my na forum piszemy w momentach cięzkich, kiedy nie radzimy sobie z tym wszystkim i
                  szukamy pomocy. To są dwie strony medalu, osoba zaburzona i bliski. Na forum dla rodzin są osoby
                  które wierzą cały czas i szukają pomocy, a ci co zostawiają swoich zaburzonych partnerów na
                  pewno nie piszą. Więc się nie zastanawiaj co by było, tylko starj się żeby do kryzysu nie doszło i dbaj
                  o sibie, a na pewno partner nie opuści cię w chorobie.
                • qbel2 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 10:06
                  > Drugi wniosek jaki mi się nasunął to to,że może faceci są tak nieodpowiedzialni

                  No, no - ja sobie wypraszam, tam jest też jednak kilku panów mających żony/ex
                  żony z ChAD.

                  > zwątpiłam,czy tacy chorzy jak my-jak ja
                  > powinni się łączyć w ogóle w pary.

                  Poczytaj sobie ten wątek:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,74622,114157088,,pytanie.html?v=2
                  tam jest dyskusja, dlaczego niektórzy z ChAD funkcjonują w miarę normalnie, a
                  inni nie

    • awanturka Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 09:10
      dziewczyna_a napisała:

      > Witajcie,
      > Mam przyjaciela z Australii. Poznaliśmy się przez internet, 5 lat temu.
      > Dłuuuugie rozmowy, długie wizyty. Aktualnie przeniósł się do Polski, mieszka u
      > mnie (wraz z moją mamą) - zamierza znaleźć pracę w Polsce/Europie, odpocząć i
      > lepiej mnie poznać. To poznanie (wzajemne) ma, tak to obydwoje widzimy, dać
      > nam odpowiedź na pytanie czy to tylko przyjaźń czy mamy szansę na coś więcej.
      > Zdarzały nam się zachowania 'bardziej niż przyjazne', on wie o moich wobec
      > niego uczuciach i planach, sam - potrzebuje czasu. Tyle wstępu.


      Tak naprawdę niewiele o nim wiesz, nie wiesz jak przebiega u niego choroba, jakie ma natężenie, jak zachowuje się w depresji, jak w manii - jakie zachowania ma na swoim koncie.


      > Ostatnio odstawił lekarstwa (lit i antydepresant), jest bez nich 2 miesiące, z
      > tego miesiąc w bardzo komfortowych i bezstresowych warunkach, praktycznie bez
      > kontaktów z ludźmi i miesiąc u mnie. Bardzo mało o tym mówi, oprócz tego, że
      > bardzo mu zależy żeby spróbować żyć bez leków, kiedyś żył bez nich przez kilka
      > lat - między diagnozą a momentem kiedy je zaczął brać. Mówi, że pobyt u mnie
      > to jest dla niego pewnego rodzaju azyl, miejsce gdzie czuje się bezpiecznie,
      > skąd może mieć tyle kontaktów z 'normalnym' światem ile chce, a gdy nie może
      > funkcjonować, może się tu schować.

      To cieplarniane warunki, tak nie wygląda normalne życie. jak zacznie się normalne, zwykła zycie z jego problemami mogą wrócić objawy choroby (nie jesteś w stanie przewidzieć jak taki nawrót będzie wyglądał w jego przypadku).


      Nazywa mnie swoją jedyną szansą na
      > normalność, jedyną osobą w swoim życiu, która może mu pomóc i która jest dla
      > niego jedynym kontaktem ze światem normalnym. Przeprasza mnie za swoje
      > wybuchy, przyznaje, że wini mnie za wszystko, mimo że wie, że nie jestem
      > niczemu winna.

      To zupełnie niedojrzałe robić z kogoś swoją "szansę na normalne życie" io w ten sposób obciążać go odpowiedzialnością za siebie - poza tym pachnie szantażem emocjonalnym.


      I ja w to wszystko wierzę.
      > Natomiast życie z nim jest coraz trudniejsze. Prowadzimy niekończące się
      > rozmowy, w których rozmawiamy o tym, co go drażni i denerwuje. Jest potwornie
      > drażliwy i nie rozumie dygresji. Najmniejsze odejście od tematu rozmowy go
      > denerwuje i rodzi więcej problemów ('bo ja go nie chcę zrozumieć', 'bo mnie
      > nie zależy', 'bo to, że mi zależy to tylko słowa', itd).

      Trudno powiedzieć czy to choroba czy taki charakter. Ale jedno i drugie nie najlepiej rokuje (choroba lepiej - bo to akurat daje się leczyć i leki czasem potrafią zdziałać cuda, charakter zmienia się bardzo trudno, jeżeli nie w ogóle)


      > Naprawdę mam anielską cierpliwość. Ale najzwyczajniej w świecie nie wiem jak z
      > nim rozmawiać. Nie chcę go stracić. Jest dla mnie naprawdę bardzo ważny i chcę
      > mu pomóc i chcę z nim być i mieć rodzinę i żyć długo i szczęśliwie... Ale
      > brakuje mi siły i nie wiem jak do niego dotrzeć.
      > Przepraszam, że jestem chaotyczna. Nie napisałam nawet jednej dziesiątej tego
      > co chciałam.


      > Proszę o pomoc - powiedzcie mi co mogę zrobić, żeby mu pomóc i jak to
      > przetrwać.

      Przedewszystkim bardzo, bardzo poważnie się zastanów czy chcesz w to wchodzić. Jeżeli tak to najppierw bardzo dobrze go wyspowiadaj jak przebiega jego choroba, potem zaciągnij do lekarza iniech lekarz oceni czy może poróbować odstawić leki (zakładam ,że powie lekarzowi prawdę o dotychczasowym przebiegu choroby i o tym jak sie teraz czuje).

      Nie daj sobie wcisnąć kitu, że nie pójdzie do lekarza, bo chce zapomnieć o chorobie i dlatego nie pójdzie (itp, itd)

      Proszę, darujcie mi uwagi krytyczne, bo chwilowo nie mam na nie
      > siły. Potrzebuję konstruktywnego wsparcia i nadziei. Bo wy wiecie przez co on
      > przechodzi i czego mu trzeba, a ja nie sad Z góry Wam dziękuję!

      Sprawa nie jest beznadziejna, ale stanowczo musisz zrezygnować z postawy matkowania, z wchodzenie w rolę psychoterapeutki i pielegniarki. Ty zdaje sie chcesz być jego partnerką życiową a nie tym wszystkim naraz, prawda?

      No i stanowczo rządać kontaktu z lekarzem (co wcale nie musi oznaczać powrotu do leków). Jeżeli chcesz się z kimś wiązać to musi być to człowiek odpowiedzialny, a tak właśnie wyrażać się ma odpowiedzialność w jego wypadku (nie tylko dla siebie, swoim życiem ostatecznie mozna ryzykować - ale za Ciebie, Wasz ewentualny związek, za Wasze wspólne życie.

      Bądź stanowcza. Bardzo stanowcza.

      Jeżeli Ci się te dwie rzeczy udadzą na początek - jest nadzieja. I możesz ewentualnie zaryzykować ze świadomością, że czeka Cię trudne życie w którym mogą nastąpić nieprzewidywalne zwroty.

      Jeżeli Ci się to nie uda - nie wchodź w to.

      Mam nadzieję, że Ci się uda i życzę Ci tego.


      > Baśka
      > PS. Gdyby ktoś miał ochotę pogadać na gg to byłabym bardzo wdzięczna ...
      • 38takatam Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 14:51
        Gbel2 napisał:
        No, no - ja sobie wypraszam, tam jest też jednak kilku panów mających żony/ex
        żony z ChAD.
        Wiesz,ja miałam na myśli facetów z chad,niszczących rodziny...
        W ogóle chce powiedzieć,że jestem pod ogromnym wrażeniem i chylę nisko czoło...macie niesamowity wgląd w chorobę,drążycie,zadajecie pytania,szukacie,podpieracie się pracami naukowymi,no szok.Zupełnie jak ja,ale ja jestem chora,wiec nic w tym dziwnego,że chce wiedzieć.Nie pomyślałabym,że partnerzy chadowców,aż na taką skale próbują pomóc,zrozumieć,okiełznać tą wstrętną chorobę.Kurcze spodobało mi się i zamierzam Was odwiedzaćsmile
        Dużo można się z Waszego forum nauczyćsmile
        • qbel2 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 15:57
          > Wiesz,ja miałam na myśli facetów z chad,niszczących rodziny...

          a ja, że nie tylko faceci z ChAD to robią, ale kobiety też. To nie zapalenie
          jąder, kobiety też dotyka smile

          > Nie pomyślałabym,że partnerzy chadowców,aż na ta
          > ką skale próbują pomóc,zrozumieć,okiełznać tą wstrętną chorobę

          Nie jest łatwo olać kogoś z kim się przeżyło sporo lat. Nie da się też żyć z
          ChAD-owcem, który nie chce się leczyć. Więc zostaje jedynie uzbroić się w wiedzę
          i starać się składać życie do kupy. Niektórym się udaje, innym nie. Mi, beacie,
          czy wniebowziętej nie, a kajka jakoś ciągnie, buumer - jak ostatnio pisał - był
          na dobrej drodze, by skleić związek. Czasem im zazdroszczę, a czasem jestem
          szczęśliwy, że to już za mną. Im więcej czasu upływa, tym częściej mam te drugie
          "czasem". Ale i tak nieraz czuję żal, że to się tak skończyło. Tak jak się nie
          dało z nią normalnie żyć, tak się nie dało normalnie rozejść.
            • beata-68130 Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 19:06
              współuzależnienie którego chcemy się pozbyć, a także dawnych wspomnień czar. To
              nie jest także od razu wyrzucasz tego kogoś z pamięci. I tak jak wy na swoim
              forum się zżyliście, my też mamy swoich przyjaciół, i na pewno jest łatwiej
              sobie pomarudzić albo czasami pogadać. Ja rok temu nie słyszałam o tym
              zaburzeniu, teraz wiem sporo i to też wciąga . Zawsze też pożna komuś pomóc ,
              poradzić
              • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.09.10, 22:48
                Dziękuję za komentarze, proszę o dalsze.
                Niemal każda moja rozmowa z D kończy się ciszą - coś go denerwuje.
                A ja żyję z coraz większym poczuciem winy, że może jednak mogłam coś zrobić
                inaczej, może mogłam być bardziej stanowcza, albo mniej czepliwa, albo ...
                cokolwiek, po prostu inaczej i chociaż przez chwilę byłoby normalnie i miło. Nie
                wiem jak z nim rozmawiać, wszystko jest źle.
                A sądziłam, że przeczytałam tyle mądrych książek i tyle o tym myślałam, że będę
                silna, że nie dam się poczuciu winy i lękom, ale to silniejsze ode mnie.
                Boję się, że go stracę. Potwornie się boję.
                Przepraszam, że Wam zawracam głowę ale tak strasznie chcę się wygadać sad
                • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 05.09.10, 23:35
                  Fochman...
                  Im bardziej będziesz się z nim obchodzić jak z chorym jajkiem, tym będzie gorzej.
                  Tak myślę.
                  Ktoś fajnie powiedział, że strach w życiu występował będzie ZAWSZE, mimo to trzeba działać.
                  Spróbuj jak najrozsądniej, biorąc pod uwagę również siebie, swoje plany, swoje uczucia.
                  I wczytaj się proszę w posta Awanturki. Wydrukuj i czytaj, czytaj, czytaj...
                  Uściski.
        • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 06.09.10, 01:14
          Mocno sobie go wzięłam do serca.
          Dzisiaj kolejny zły dzień. Opowiadał mi coś ważnego o sobie, o tym na jaką pomoc
          ode mnie liczy i zaczął płakać, a ja zamiast się zamknąć i go słuchać
          postanowiłam go przytulić. A właściwie podeszłam i spytałam czy mogę. ABSOLUTNIE
          NIE! Rozpłakał się na dobre, spytał rozżalony czemu ja zawsze się tak muszę
          zachować (czyli a) przerwać mu jak coś mówi i skupić się na sobie / na czymś
          innym zamiast na nim, bo nawet się nie zastanowiłam czego on chce, tylko
          potraktowałam go jak obcego, 'zakładając' że jak 99% ludzi chce być przytulane,
          to on też; b) próbować go pocieszać, kiedy on chce być po prostu wysłuchany, a
          nie pocieszany). Nie chciał ze mną gadać, wywalił mnie z pokoju. A ja
          przepłakałam pół wieczora, bo czuję się jak świnia, która po raz kolejny go
          rozczarowała kiedy on na mnie liczył sad Bo ja dokładnie wiem, że te dwie rzeczy
          są dla niego jak dwa główne przykazania, tylko wiedzieć o nich, a umieć je
          stosować w praktyce to dwie różne rzeczy i uczę się tego, ale ciągle zawalam i
          potem mam kaca, że on na mnie liczy, a ja ciągle robię coś (w jego oczach) nie tak.
          • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 06.09.10, 04:58
            Ja chcę wierzyć, że ten związek ma przyszłość, ale wiem też, że musiałabyś być b.silna i doprowadzić do różnorodnych zmian w sobie, nie w nim... Musialby się zmienic w odpowiedzi na Twoje zmiany. Pocieszę Cię, że kocham faceta, który raz na jakis czas ma muchy w nosie i nie wiadomo własciwie, o co mu chodzi. Jak bardzo chciałabym móc olać te muchy (smiech). Wiem też, że nie wolno ustawiać drugiej osoby na piedestale i niemalże modlić się do niej. Pocieszę znów - też mam tendencję do zapominania o własnych potrzebach, O SOBIE. Piszę moze chaotycznie, trochę tak jak mówię, nie zważaj na to. I za wszelką cenę nie daj się sprowadzić do roli sister of mercy, wymagaj. Swoją drogą, Przyjaciel jest Polakiem? Ma w sobie straszny burdel, jeśli wyrzuca z pokou kogoś kto chcę go przytulić. Tak myslę. Sam nie wie, czego chce. Myslę też, że nie wolno chcieć kogoś za bardzo. Skutek moze byc odwrotny. Pragnąć dobra dla drugiego człowieka, ale dla siebie też. Kochaj bliźniego swego... Nie zapominaj o sobie. Jeszcze coś i na serio jest to również moja lekcja: nie chciec na siłę aprobaty drugiego czlowieka, na siłę wchodzić w jego buty, przeglądania się w jego oczach. Ja też walczę o samodzielność. Prawda jest również taka, ze jesli za bardzo wchłaniasz jego nastroje - przejmujesz się, bo jest czemus bardzo smutnywink to też jest błąd. Nie ratuj go na siłę. I Ty, i on musicie samostanowic o sobie. Pewnie ktoś już użył słowa "azyl" i "cieplarniane" warunki. I zadaj sobie pytanie: co i czy On Ci daje. Ściskam.
              • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 06.09.10, 18:33
                Myślę, że nie wolno nikomu odbierać nadziei...

                1 Ustanowienie własnych granic i poczucie się mimo wszystko osobą odrębną z własnymi zainteresowaniami, własnym światem (nie tylko Jego światem i Jego życiem)
                2 Zdecydowanie i odporność na jego nastroje
                3 Postawienie warunku: leczysz się - psychiatrycznie i/lub psychoterapia
                4 Nie bój się, że odejdzie. Jeśli odejdzie, trudno. Wiem, ze bedzie bolało. Ale: może zagrożony rozstaniem i jeśli kocha (bo chyba o to Tobie chodzi, prawda?) zacznie coś wreszcie robić.

                Przyznaję, że przeraziło mnie zdanie: on przyjechał do mnie odpocząć. Powiedz, zarabia w jakikolwiek sposób? Ma jakieś dochody? Chciałabyś go utrzymywać? Pomimo z lekka feministycznej duszy i pomimo świadomości, że kobiecie potrzebne są własne dochody, aby nie była uzależniona od mężczyzny, to On ma utrzymać rodzinę. Możecie się ze mną nie zgodzić.

                Osoby żyjące własnym życiem są zwyczajnie ciekawsze dla innych i mają silniejsze poczucie własnej wartości. I tylko wtedy mogą stworzyć partnerski związek. Zaznaczę powtórnie, że nie teoretyzuję, to również moja lekcjasmile
      • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 14:41
        Dwa tygodnie temu wyjechaliśmy na weekend (moje urodziny). Weekend okazał się koszmarem: ja chciałam po prostu spędzić czas razem. On - nie rozumiał czego chcę i dlaczego jestem taka daleka. Zaczęło się od drobnych nieporozumień, skończyło na wielkiej ciszy i wcześniejszym powrocie do domu (określił to jako największą obelgę jakiej w życiu doznał, był 'dla mnie' cały weekend, a ja go w ogóle nie zauważyłam, innymi słowy - wszystko zepsułam). Od tamtego czasu jest już tylko gorzej. Mieliśmy kilka rozmów, w których bardzo ogólnie dał mi do zrozumienia jak fatalnie się czuje. A poza tym - niemal żadna rozmowa nie kończy się zrozumieniem. On jest coraz bardziej drażliwy. Ja się coraz bardziej boję. Przez ostatnich kilka dni mało co wychodzi ze swojego pokoju. Wymieniamy 3 zdania na krzyż dziennie. A jeszcze kilka tygodni temu rozmawialiśmy o nas, byliśmy blisko ...
        On nie uważa się za chorego. Twierdzi, że wie co doprowadziło do diagnozy i wg niego nie są to przyczyny psychiatryczne. Nic więcej mi nie mówi. A i chyba moment nie jest odpowiedni, żeby akurat teraz pytać. Więc znowu pytam Was co robić. Przepraszam, jeżeli zawracam głowę na złym forum.
        • poetkam Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 14:55

          > . Przepraszam, jeżeli zawracam głowę na złym forum.

          Jak to zabrzmiało wink

          Nie wiem. Trudną masz sytuację. Według mnie powinnaś z nim porozmawaić otwarcie - czy to związek, jak tak, to jaki, czego oczekuje od Ciebie, co chce dać od siebie, jak według niego ma wyglądać Wasza przyszłość. A później z kolei Ty odpowiedz na te pytania. To się nazywa dialog.

          Nie chciałabym nic więcej Ci radzić, oceniać, etc. Mogłabym Cię niechcący urazić, a tego nie chcę.

          Jeszcze jedno... Jak Twoja rodzina widzi tę sytuację? Uważa Was za parę?
          Trzymaj się, dziewczyno_a, i zacznij myśleć o sobie też.
          • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 15:07
            Nie wiem jak można z nim teraz rozmawiać. Można do niego mówić, ale nawet nie podniesie głowy znad komórki/ komputera.
            Na większość zdań odpowiada pytaniem 'dlaczego'. (Zawsze tak miał, ale ostatnio jest to już obsesyjne - musi wszystko dokładnie zrozumieć, nie jest w stanie ogarnąć najmniejszego przeskoku myśli i od razu zaczyna pytania - dlaczego tak powiedziałaś. Gdybym teraz weszła do niego do pokoju i powiedziała - cześć, dobrze spałeś? - usłyszałabym: dlaczego chcesz wiedzieć?; gdybym powiedziała - cześć, ale dzisiaj leje! - usłyszałabym: czemu mi mówisz o pogodzie, co mam zrobić z tą informacją. Kiedyś myślałam, że się po prostu czepia, ale on sobie z takimi informacjami nie daje rady, nie potrafi się uspokoić aż zrozumie każde zdanie. Przeprasza za to, mówi, że to go strasznie boli, ale inaczej nie umie i prosi o zrozumienie, całkowitą jasność w tym co mówię i nie zalewanie go informacjami, które go nie dotyczą)
            W tej chwili są dwie rzeczy - jego stan i nasz związek. Przypuszczam, że ten drugi temat musi poczekać aż ten pierwszy się poprawi.
            Część mojej rodziny, która wie o jego chorobie pomaga mi się wziąć w garść. Ta część która nie wie - radzi mi, żebyśmy się wreszcie zaczęli zachowywać jak dorośli - bo sądzą, że my się po prostu kłócimy i dąsamy. Wszyscy uważają nas za parę. Rady części rodziny - niech się zdeklaruje, albo spada.
            Możesz mnie oceniać, o radę sama proszę. Nie urazisz mnie, nie obawiaj się, ja po prostu potrzebuję rady i pomocy.
        • awanturka Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 14:56
          jeżeli jego zachowanie jest wynikiem choroby to może być tylko gorzej jak się nie będzie leczył (a to własnie deklaruje). Jeżeli jest wynikiem, nazwijmy to "paskudnego charakteru", to chyba będzie też jeszcze gorzej - jesteście coraz bliżej - on bedzie miał coraz mniej oporów żeby się tak zachowywać.

          Możliwości są dwie

          - albo przyzna się przed sobą samym i tobą do choroby i zacznie się leczyć a Ty zastanowisz się wtedy poważnie czy pakować się w trudny związekw którym nie wiadomo co Cię czeka,

          - albo będzie obstawał przy tym, że jest zdrowy - wtedy nic go nie usprawiedliwia - zdrowi ludzie nie stwarzają notorycznie sytuacji w której druga strona w związku czuje się tak jak Ty czujesz chyba, że ich uczucia drugiej strony kompletnie nie obchodzą. W tym drugim wariancie sprawa jest oczywista co masz robić..

          A Tak przy okazji - ile masz lat?
          • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 15:20
            Mam 39 lat. (On 33)
            On nie twierdzi, że jest zdrowy. Wie, że jest przykry, że mnie wini bez powodu, że nie potrafi normalnie rozmawiać. I przeprasza. I prosi o pomoc, bo próbuje nauczyć się żyć i funkcjonować bez leków, co kiedyś mu się udało - żył bez nich przez kilka lat i, jak twierdzi, wie dlaczego musiał je zacząć brać.
            Panikuję, bo nigdy go nie widziałam w takim stanie. Chociaż większa część naszej znajomości była online i zdarzały się dłuższe okresy ciszy, dwa razy kompletnej ciszy przez 2 miesiące. Teraz mam to na żywo.
            Aha, jak pojawiają się obok inni ludzie - jest super wesoły. Maska nigdy go wtedy nie zawodzi. Wychodzą z pokoju, zostaję ja, zapada cisza.
            • awanturka Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 16:35
              Nikt Ci tu nie poradzi co masz robić (w sensie - być z nim czy nie) - za duża odpowiedzialność.
              Dlaczego chcesz z nim być? może napiszesz o tym tutaj. natomiast koniecznie odpowiedz na to pytanie szczerze sama przed sobą

              Napiszę szczerze - z Twoich postów wynika, że jak do tej pory bilans bycia z nim jest tak ujemny, że trudno zrozumieć dlaczego znim jesteś. Nie kwestionuję Twojej postawy tylko wyrażam zdziwienie - poprostu nie rozumiem.
              • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 16:49
                Przepraszam, pewnie nie wyraziłam się jasno. Ja nie proszę o radę czy z nim być, czy nie! Tylko jak mogę konkretnie zareagować, co zrobić, jeżeli on się tak zamyka - w sensie i dosłownym i przenośnym. Zostawić go w spokoju i czekać aż sam się odezwie, gadać do niego i próbować rozmawiać. Jeśli tak, to jak do niego podejść. Itd itp ...
                • awanturka Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 17:42
                  Tu Ci mogę poradzić.
                  Postaw na totalną szczerość - do bółu.

                  Nie udawaj, że jest o'kay.

                  Mów o tym co czujesz, jak on się zachowuje tak jak się zachowuje, niczego nie ukrywaj.
                  Jeżeli nie wie jak się zachowuje i to go uświadom, nawet brutalnie.

                  Niczego nie graj.
                  Oczekuj i wręcz rządaj by liczył się z Twoimi emocjami, masz do tego prawo!

                  Nie próbuj go wychowywać, nie próbuj pomagać, chyba, że dostaniesz jasny czytelny komunikat co możesz dla niego zrobić (żadne tam nieokreślone "pomóź mi" , "bądź ze mną" - chodzi o konkret).

                  Jak tak będziesz postępować będzie się musiał skonfrontować ze swoim postępowaniem i zdeklarować czy bierze odpowiedzialnosć za to jak się zachowuje (na przykład kontrolując to lub podejmując leczenie jeżeli sprawa wymyka się z pod jego kontroli) czy nie chce jej wziąć (żadne tam "staram się, ale ..." - to najnormalniejszy w świecie wykręt).

                  Jak się zdeklaruje to będziesz wiedziała na czym stoisz i na co się masz przygotować w wypadku jeżeli z nim dalej będziesz. Jeżeli chcesz z nim być to przynajmniej warto dokładnie wiedzieć czego się można a czego nie można po człowieku spodziewać, z kim ma się doczynienia i na to się przygotować.

                  Rozumiem, że chcesz z nim być bez względu na wszystko, czy tak?
                    • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 13.09.10, 18:29
                      A mnie niepokoi, że związek z nim uczyniłaś celem swojego życia. Ciebie nie ma, zniknęłaś... Jest tylko on, jego potrzeby, on jako chore jajko. On ma własny pokój? Po co? A macie wspolny pokój? Z sofą powiedzmy do spania i przytulania się, i czego tam jeszcze chcecie? Przyznaję, że w pewnym momencie mocno podważałam bycie z kimś mi bardzo bliskim. Zmienił się. Mówi, że to dlatego, że ja się zmieniłam, że nie robię sobie i jemu numerów w stylu "zostawanie na weekend bez leków" (umieram wtedy, gadam bez sensu).

                      Zapytaj go wprost: Zależy Ci na mnie? Chcesz być ze mną? Mieć ze mną dziecko? (tak strzelam, nie wiem, jakie masz zyciowe plany, priorytety) Nie bój się jego odpowiedzi. Przez odejscie niewłaściwych ludzi z naszego życia naprawdę zyskuje się przestrzeń, spokój, możliwość poznania kogoś kto zwyczajnie bardziej do nas pasuje. Nie możesz wiecznie żyć w stresie. Życzę Ci wszystkiego dobrego. I spokoju ducha przede wszystkim.
                      • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 14.09.10, 16:54
                        "Ciebie nie ma, zniknęłaś... Jest tylko on, jego potrzeby,"

                        Próbuję się odnaleźć.

                        "On ma własny pokój? Po co? A macie wspolny pokój? Z sofą powiedzmy do spania i przytulania się, i czego tam jeszcze chcecie?"

                        Ma własny pokój, w sumie jego status tutaj jest niejasny. Zachowuje się jak domownik, gotuje, pierze, zmienia żarówki itd, ale jednocześnie jest tylko gościem.
                        Wspólny pokój mamy jak gdzieś wyjeżdżamy. A co do przytulania się ... my się praktycznie nie przytulamy. Od tego feralnego wyjazdu, czyli od prawie 3 tygodni nawet nie ma takiego przyjacielskiego przytulenia na dobranoc. Nic nie ma. A i przedtem było bardzo niewiele.

                        Dowiedziałam się, że mnie odpycha, bo musi sobie poradzić sam. Z czym? Jak? Nie wiem. Wiem tylko, że chce być sam. Nie tak wyobrażam sobie bycie razem, ale to on ma problem i chyba ma prawo rozwiązać go tak jak chce. Tylko ja mam wrażenie, że między nami rośnie coraz większa ściana i nie wiem czy ona kiedyś zniknie.

                        • lisalla Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 17.09.10, 13:28
                          witaj
                          jestem tu nowa, twój wątek jest pierwszym, który przeczytałam
                          jestem zoną dwubiegunowca już 17 lat i nie mam dla ciebie niestety dobrych wieści, nie pocieszę cię .... i nie piszę tego w fazie jego dołka, teraz jest ten dobry etap ale wiem że to tylko na chwilę !!
                          ta choroba nigdy nie minie !! musisz go zmusić do leczenia !!! bo tylko dobrze doopasowane leki pozwolą wam żyć w miarę stabilnie
                          przez wiele lat żyłam tak jak ty teraz, moje życie było ciągłą reakcją na jego stany, jak się śmiał to ja też, jak był smutny to i ja, i co ? mam nerwicę żołądka, refluks i takie tam ...
                          od trzech lat zmieniłam nastawienie, jak on ma doła to ja się od niego odsuwam, rozmawiam na tematy konieczne, ale rzeczowo, nie daję się wciagac w jego szantaże (emocjonalne) oczywiscie boli mnie to w srodku i żre mnie ale dla dobra dzieci wiem, że muszę się od niego uniezależnić
                          piszę to żeby ci uświadomić że strach przed utraceniem go nie może cię paraliżować !!!
                          powiedz mu że ty też masz uczucia że cierpisz i że też potrzebujesz jego wsparcia
                          ja postawiłam sprawę jasno
                          było mi bardzo ciężko, ale to zrobiłam, bo sama sięgnęłam dna w tym wszystkim ...
                          powiedziałam że dłuzej tak nie mogę, że nie moge stale żyć w niepewności, że go bardzo kocham, ale jego zachowanie za bardzo boli, ze też jestem słaba
                          życze ci powodzenia, ale musisz być silna, nie zazdroszczę, jesteś kolejną ofiarą toksycznej miłosci
                          wiem, że go nie zostawisz, ale daj szansę sobie samej
                          • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 18:17
                            W tej chwili to jest jeden wielki problem. Mimo, że się staram, nie jestem w stanie unikać jego wrażliwych punktów - skutek - każda nawet najkrótsza rozmowa kończy się jego poirytowaniem, wkurzeniem itd. Ostatnio nie było go dwa dni i jak wrócił, wyzwolony, to mi powiedział na czym go zależy i co go boli. To brzmiało jak litania.
                            Traktuj mnie jak człowieka. Jak nie chcesz, to powiedz, to odejdę.
                            Chcę być słyszany. Jak nie chcesz, to powiedz, to odejdę.
                            Kurczę się. Nie mogę być sobą. Ciągle czuję twoje oczekiwania. Ciągle mam wobec siebie oczekiwania i ich nie spełniam.
                            Chcę móc swobodnie chodzić po domu i nie czuć ciągle Twoich prób zrozumienia mnie.
                            Itd Itp.
                            Te nasze rozmowy są po prostu chore. Nie chcę go stracić. Nie chcę też, żeby się wyprowadził, częściowo samolubnie, częściowo - bo nie sądzę, żeby to było wyjście. Co z tego że on udowodni sobie, że potrafi żyć sam. O to mu chodzi? Czy naprawdę wierzy, że znajdzie kogoś kto będzie się bardziej starał i będzie bardziej w stanie go zrozumieć, bo ja szczerze mówiąc w to nie wierzę sad
                            Jeszcze nie tak dawno, w spokojnej rozmowie, powiedział mi, że sądzi, że jest możliwe, że wszystkie te problemy, za które wini mnie są objawem jego chorego mózgu. że jak poczuje się lepiej, to dostrzeże, że to nie ze mną był problem tylko w nim. Ma tego przebłyski. Ale w tej chwili przemawia przez niego tylko frustracja i żal. Nie wiem jak ten etap przetrwać. Boję się chyba powiedzieć mu prawdę jak to widzę. Boję się, że tego nie przyjmie sad
                            Jeszcze raz przepraszam, jeżeli jest mnie tu za dużo sad
                            • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 20:04
                              Będzie z podkreśleniem:

                              Czy naprawdę wierzy, że znajdzie kogoś kto będzie się bardziej starał i będzie bardziej w stanie go zrozumieć?

                              -------> postawa Matki, Siostry Miłosierdzia, ale powiem Tobie, że gdzieś podświadomie wiele osób, mężczyźni pewnie też myślą, że jesteśmy kims Naj dla tej drugiej strony. Bez tego nie byłoby związków. Ale trzeba się uważnie przyjrzeć - jaką pozycję zajmujesz wobec niego.

                              Za dużo tu Cie nie jest, nie ma, wręcz przeciwnie. Raczej pomyslałam, ze sie gdzie zgubiłaśwink

                              I wiedz jeszcze jedno: czasem należy pozwolić komuś odejść, puścić go wolno. Aby - idealne rozwiązanie - jako wolny człowiek, świadomy tego co ważne, WRÓCIŁ. Nie bój się proszę pozwolić mu odejść. Nie trzymaj kurczowo. Wiem co piszęsmile Buziaki

                              ---
                              Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                              • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 22:02
                                Masz rację, pogubiłam się. Przez dłuższy czas myślałam, że jak będę się starać, baaaardzo starać - to uniknę konfliktów, to uniknę irytacji itd. To trwało lata. Teraz jest mi bardzo trudno się przestawić na bycie sobą, bycie normalną.
                                A teraz jest dodatkowo trudny moment. Bo on próbuje sobie z czymś poradzić. Nie wiem co go poraniło w życiu, coś o czym nigdy nie mówi, coś co go emocjonalnie złamało, kiedyś w przeszłości. Twierdzi, że teraz, bez lekarstw próbuje się z tym zmierzyć i nauczyć żyć na nowo.
                                Prosił mnie o pomoc. Mówił, że jestem jedyną osobą, która może go wysłuchać i zrozumieć, że jestem jego szansą na normalność. Nie piszę tego z jakiejś głupiej pychy tylko w poczuciu niemocy. Jeżeli tak wiele miał wobec mnie oczekiwań - ja ich po prostu nie umiem spełnić. Nie umiem z nim rozmawiać tak, jak on tego chce. Nie potrafię go słuchać tak jak on tego chce. Widzę w naszym zrozumieniu ogromny postęp, a on w tej chwili widzi tylko pustkę i brak przyszłości. Boję się tego.
                                • poetkam Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 22:12
                                  > Masz rację, pogubiłam się. Przez dłuższy czas myślałam, że jak będę się starać,
                                  > baaaardzo starać - to uniknę konfliktów, to uniknę irytacji itd

                                  Twój tok rozumowania jest podobny do współuzależnionych żon alkoholików. "Ja go zmienię. Kiedy będę robić wszystko, aby go zadowolić, on się zmieni..." etc.

                                  Nie wiem, zupełnie nie wiem co Ci radzić poza psychoterapią Twojej , właśnie Twojej osoby.
                                  Mam wrażenie, że się pogubiłaś... W jego uczuciach, w swoich uczuciach do niego. Nie zapominaj w tym wszystkim o sobie, nie zapominaj.


                                  ---
                                  "Bytka abo ne bytka to je zapytka"
                                  ---
                                  poetkowewiersze.blox.pl/html
                                • czubata Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 22:44
                                  dziewczyna_a napisała:


                                  > Prosił mnie o pomoc. Mówił, że jestem jedyną osobą, która może go wysłuchać i z
                                  > rozumieć, że jestem jego szansą na normalność.


                                  ???? Wybacz że tak się wyrażę,ale to mi śmierdzi zwykłą manipulacją. Facet chorujący od lat,przypuszczalnie już zdążył poznać swoją chorobę i wciska takie kity? Jego szansą na normalność są leki.Ty możesz być dla niego szansą bo widzi że jesteś skłonna go biernie znosić,więc będzie sobie mógł żyć wedle swojej wygody,bez konieczności leczenia się,wysilania się.Bo po co? Dla niego jak wydać najważniejszy jest on sam,twoje uczucia zdaje się są sprawą trzeciorzędną albo i dalej.Nie daj się dziewczyno. Wybacz,ale napisałam szczerze.Nie daj się tak stłamsić.


                                  Tak,znalazł sobie azyl,
                                  karolo90.wrzuta.pl/audio/7Hs176hnjIX/stachursky_-_zostan_i_badz_magnezz_remix__www.clubmp3.prv.pl
                                    • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 23:16
                                      Zle zrozumialam pytanie, tak, czubata ma racje, lata. Minelo kilka lat od diagnozy do leczenia. Tyle, ze on twierdzi, ze to nie jest chad, tylko efekt jakiejs traumy. Ze ta diagnoza jest nietrafna. A zaczal brac leki, bo dopadla go sytuacja w ktorej nie potrafil funkcjonowac. Twierdzi, ze teraz do takiej sytuacji by nie dopuscil.
                                      Aktualnie jest bez lekow od prawie 3 miesiecy. Na zewnatrz funkcjonuje swietnie, nikt by nie pomyslal, ze mu cokolwiek dolega. Obcy odchodza, moja rodzina znika, zostajemy sami - maska opada, jest tylko smutek, zlosc i problemy.
                                      • czubata Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 02.10.10, 23:48
                                        dziewczyna_a napisała:

                                        on twierdzi, ze to nie jest chad, tylko efekt jakiejs
                                        > traumy. Ze ta diagnoza jest nietrafna

                                        Skoro uważa że to nie choroba,to tym bardziej nie rozumiem czemu on oczekuje od ciebie takich poświęceń,czemu nie chce funkcjonować jak normalny człowiek,tylko uwija sobie azyle i zwala odpowiedzialność za siebie na ciebie.Generalnie rzecz biorąc to nie jest zdrowy układ.
                                        Ja również życzę dobrych decyzji.
                                      • awanturka Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.10.10, 16:47
                                        Ja myslę, że czas przestać zajmować się nim a zacząć zajmować się sobą. A masz czym się zająć bo masz duże problemy sama z sobą, problemy psychiczne własnie.

                                        I czas zaczać się leczyć (mam na mysli psychoterapię). Przejawiasz cechy współuzależnienia (jak ktoś tu już zauważył) a to choroba, poza tym nie wyobrażasz sobie funkcjonowania sobie poza tym związkiem (co widać wyraźnie) i nie dopuszczasz nawet teoretycznie mysli o rozstaniu czy choćby nawet rozluźnieniu tych więzi.

                                        Radzę Ci zająć się swoją psychiką bo z takimi problemami psychicznymi jakie masz jesteś na najlepszej drodze do zmarnowania sobie życia (bez względu na to czy z Twoim chłopakiem (?) czy bez niego).

                                        Wiele osób pisało już mniej więcej to samo, ale jakoś do Ciebie to nie dociera - więc ja tak bez ogródek. Nie chcę Cię urazić. Chcę pomóc, naprawdę chcę pomóc...
                                        • verrbena Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 03.10.10, 22:56
                                          Witam, czytam forum z przerwami od kilku lat, od kiedy mój mąż zachorował. Teraz chciałbym włączyć się do dyskusji, być może będę mogła choć trochę pomóc.
                                          Zgadzam się z tym o czy pisano już wcześniej, że wasza relacja będzie miała szanse jeśli nie będzie toksyczna i zdaje się że to jest Twoja rola - żeby postawić warunki, żeby nie pozwolić się wykorzystywać, żeby wymóc zdrowe zasady. Pozwalając się krzywdzić nie pomagasz a jedynie współuczestniczysz w tworzeniu niezdrowej relacji.
                                          Ale mam też świadomość że prawdopobnie teraz jesteś w tak trudnym emocjonalnie momencie, że nie jesteś w stanie złapać dystansu czy zadbać o siebie. Nie miałaś możliwości obserować przebiegu choroby Twojego przyjaciela, ale dla mnie jego tłumaczenie że jego choroba to nie chad tylko efekt traumy jest typowy dla osoby chorej na chad. A skoro jest to chad to odstawienie leków najpewniej doprowadzi do ataku choroby i Ty nie masz na to żadnego wpływu. Jeśli Twój przyjaciel nie przyjmuje do wiadomości tej choroby ona go zapewne jeszcze bardzo boleśnie dośwadczy i Ciebie razem z nim. Proces akceptacji choroby trwa długo (lekarze najpierw mówili dwa, a potem siedem lat) i jest wyczerpujący dla wszystkich.
                                          Jeśli czujesz że Twoje miejsce jest przy Twoim przyjacielu, również dla niego musisz mieć siłę, odwagę i dystans żeby dać radę (poczucie winy i nadodpowiedzialności wszystko tylko dodatkowo utrudnia). Trzymam kciukismile
                                    • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 29.01.11, 20:08
                                      Witajcie, długo nie pisałam. Sutuacja się pozmieniała. David był w coraz większym dołku. W końcu w okolicach nowego roku przestał niemal w ogóle wychodzić z łóżka. Ostatni miesiąc to niekończące się, całonocne rozmowy o jego samopoczuciu, dręczących go przeżyciach z przeszłości, lęki, elementy psychozy. Do tego ciągle powtarza, ze moj dom to jedyne miejsce na ziemi, gdzie ma szanse sie poczuc lepiej, gdzie jest zrozumiany, sluchany, pelen dobra itd. Jestem z nim niemal 24h/dobe. Slucham, przytulam, trzymam za reke. Do tego zrobil sie wylewny. Po 5 latach wreszcie uslyszalam, ze mnie kocha (wiem, biore poprawke na stan).
                                      W koncu zdecydowal sie zaczac jesc leki - po jednej tabletce zolafrenu - przestal, bo 'mial mysli samobojcze'. Nastepny lek - sedam + depakine (300+500). Po wzieciu jednodniowej dawki - przestal, bo 'czuje, ze jego organizm / mozg ma sile radzic sobie z myslami i problemami w swoim tempie, a 800 mg depakine zrobilo go zbyt normalnym, a on na taka normalnosc nie jest gotowy. On ledwo sobie radzi z jednym problemem, jedna mysla naraz, a tu nagle pojawilo sie ich mnostwo'. Lekarz zmniejszyl dawke do 300 mg / dzien. Przez tydzien bylo bez zmian, nawet pewnie troche lepiej, odrobine zwiekszyl aktywnosc, wczoraj znowu zrobil sie emocjonalny, przekonywal mnie jak to dobrze, ze tu jest, ze chcialby tu moc zostac az poczuje sie dobrze, itd. Wczoraj lekarz zaproponowal ponowne zwiekszenie dawki + antydepresant. Dzisiaj w przeciagu pol godziny uslyszalam:
                                      - ze najbardziej chcialby tu zostac, miec pokoik, talerz zupy dziennie i tak spokojnie sobie zyc, az wydobrzeje, bo ta dawka lekarstwa jest dla niego idealna, nie chce wracac do Australii do pracy (za miesiac ma teoretycznie zaczac kontrakt, co do ktorego zarowno on jak i ja mamy watpliwosci, uwazam, ze powinien odpuscic, bo nie nadaje sie do pracy), ze w zyciu sa wazne inne rzeczy,
                                      pol godziny pozniej:
                                      - ze nie chce jesc tego lekarstwa, bo czuje sie tak jak poprzednio, ze dalo mu za duzo powera. Ze nie czuje w ogole niczego pozytywnego zwiazanego z tym miejscem. Ze w sumie czuje sie na silach jechac do pracy. Czuje dystans wobec mnie, czuje, ze ja tez jestem po stronie tych wszystkich, ktorym zalezy tylko na tym, zeby byl za wszelka strone funkcjonalny. Niezaleznie od tego jak on sie czuje i czego chce, wiec bedzie. Pojedzie, zrobi. Po co ma tu byc. Chcialby sie znowu czuc tak jak wczoraj, ale czuje, ze wlasnie to lekarstwo mu przesszkadza i mu zakrywa to cale piekno i dobro, ktore tu widzial.
                                      A ja ... po prostu juz nie mam sily.
                                      Przepraszam za chaos. Musialam sie wygadac. A moze Wy mnie i jego .... zrozumiecie. Bo ja tylko widze jak on jest zagubiony i coraz mniej wiem jak mu pomoc.
                                      • 36.a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 29.01.11, 21:45
                                        Wcięło mi całą opowiastkę, więc się streszczam:

                                        Mariolka nie poszła na decydującą klasówkę z matematyki. Małgosia, która udzielała jej korepetycji poszłą ją odwiedzić. I Mariolka leży w różowej lizesce (dalej cholera nie wiem, co to) w otoczeniu pomarańczy, mandarynek, witamin, soczków.
                                        Małgosia wychodząc pyta babcię Mariolki, co jej właściwie jest, czy jest chora.



                                        Babcia:





                                        TAK, NA NIEDOŁĘSTWO



                                        smile (kocham ten fragment)

                                        (bardzo fajna książka o dojrzewaniu, Maria Dańkowska "W cztery oczy")


                                        A teraz do Autorki posta. Nie wiem, czy "schował się za depresją", ale na pewno zrobił sobie wygodny szpitalik, gdzie nie musi NIC...

                                        I z własnego punktu widzenia: mogę się przewrócić, mieć depresję, ale zwykle wstanę. Będę sobie coś tam mniej lub bardziej udolnie działać.

                                        Kurde, ja go niestety nie rozumiem.

                                        Być może konieczny jest po prostu szpital ( --> piszesz o psychozie, samodzielnie nie będziesz w stanie pomóc)
                                      • ergo_pl Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 30.01.11, 08:09
                                        >'czuje, ze jego organizm / mozg ma sie radzic sobie z myslami i problemami w swoim tempie

                                        >Chcialby sie znowu czuc tak jak wczoraj, ale czuje, ze wlasnie to lekarstwo mu przesszkadza

                                        te słowa dziwnie mi pachną. już pisałam, że nie wiadomo, czy coś innego oprócz chad się nie dołączyło. Lekarz koniecznie.
                                        Pozdrawiam Cię.
                                        • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 14.04.11, 20:05
                                          Witajcie, po przerwie znowu prosze o komentarze i pomoc ...
                                          David regularnie od stycznia je lekarstwa: rano: depakina300 + escitil (antydepresant), wieczor: depakina 300 + sedam.
                                          Sporadycznie wychodzi z domu, duzo spi, ale mialam wrazenie, ze widze pozytywne zmiany - np zainteresowanie komputerem i filmami - potrafil spedzac przy komputerze i na ogladaniu filmow po kilka godzin dziennie - w sumie to byla cala jego aktywnosc.
                                          Byl dosc otwarty, choc to, o czym pisalam wczesniej - wielogodzinne opowiadania o samopoczuciu sie skonczyly. Stale za to skarzyl sie na brak energii.
                                          Kilka dni temu zauwazylam zmiane - robil sie coraz bardziej zamkniety w sobie i taki zimny, oschly - taki byl czesto dawniej. W poniedzialek byl bardzo aktywny - ugotowal obiad, byl dwa razy na zakupach, we wtorek rano - znowu zakupy, a potem - 'padl'. Powiedzial mi, ze czuje sie okropnie, obawia sie, ze w najblizszym czasie bedzie przechodzil przez straszne cierpienia (tak jak pare miesiecy temu, kiedy zaczal sie leczyc), juz teraz bardzo cierpi (nie mowi mi dokladnie na czym to polega); nie ma sily tlumaczyc co sie z nim dzieje, bo cala energie chce skupic na tym, zeby przejsc przez ten okres. Twierdzi, ze przez jakis czas czul sie lepiej, sadzil, ze moze ominie go to przechodzenie przez 'meke', ale teraz to wrocilo.
                                          Dzwonilam do lekarza - zwiekszyl dawke depakiny. Mowil, ze moze jednak bedzie lepszy szpital, jak sie nie poprawi. Troche mnie przestraszyl.
                                          Przepraszam, ze moze glupio pytam - czy takie nagle pogorszenia sie zdarzaja? Czy mozliwe, ze to tylko chwilowe i za pare dni przejdzie? Jak sobie z tym radzic? Mozecie jakos pomoc?
                                          Pozdrawiam sad
                                            • dziewczyna_a Re: trudny związek - proszę o radę i wsparcie; dł 24.08.11, 15:16
                                              Znowu ja.
                                              Minely kolejne 3 miesiace - gorek (tzn troche lepszego) samopoczucia i dolow.
                                              Aktualnie: wiekszosc czasu spedza w ciszy (albo lezy, albo oglada jakies wiadomosci w necie ze sluchawkami na uszach, albo spi), poziom energii bliski zeru, poziom aktywnosci domowej - przez jakis czas byl wyzszy (pojechalismy na przejazdzke, czasem cos gotowal, wozil mnie na zakupy, czasem zagral w cos z dziecmi jak przyszly w odwiedziny), ostatnio - znowu zmalal.
                                              Twierdzi, ze czuje sie jakby umieral, ze czuje straszny bol, ze boi sie, ze bedzie gorzej.
                                              Zaproponowalam, zeby wyszedl na pole chociaz na chwile, zeby ogladnac film - rozumiem, ze nie ma energii i cierpi, ale boje sie, ze siedzenie (lezenie!) w samotnosci i rozpamietywanie i przezywanie swojego bolu bez przerwy tez nie jest dobrym rozwiazaniem. Wiem, ze nie chodzi o to, zeby go do jakiejkolwiek aktywnosci zmuszac, bo nie tedy droga. Ale ja nie proponowalam mu maratonu, tylko wyjscie na 5 minut do ogrodu. Dla niego - jakakolwiek aktywnosc to ucieczka od bolu, dla mnie - zbieranie energii do radzenia sobie z tym bolem i walki z tym bolem albo zycia z bolem.
                                              Znajomy psycholog powiedzial mi, ze on pomimo swojego bolu i cierpienia powinien sprobowac wkonywac normalne czynnosci, pomagac w domu, ZYC, nawet jezeli poczatkowo to bedzie bardzo ciezkie. Ze on musi 'zaskoczyc' z powrotem do zycia. Jak bedzie tylko lezal i cierpial, to w zyciu nie wroci do normalnosci i funkcjonalnosci.
                                              Psychiatra - jak chce lezec, niech sobie lezy. Mozna mu delikatnie cos zaproponowac, np spacer, ale nic na sile.
                                              Zal mi patrzec na jego cierpienie i bezsilnosc. I boli mnie moja bezsilnosc. Jezeli tak musi byc, to niech przelezy w lozku cale zycie, a ja bede go wspierac i karmic i kochac.
                                              Ale jak czytam wasze posty, jak radzicie sobie z choroba, to moja bezsilnosc sie we mnie az gotuje.
                                              Poradzcie cos.
                                              PS. Wiem, ze jest forum dla rodzin i tam tez bede, tylko bardzo przydalaby mi sie perspektywa osob, ktore wiedza co on czuje i oczekuja konktretnej pomocy od bliskich.
                                              Dziekuje

Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka