29.09.10, 12:05
"Zmieniasz lekarza [po obecnych lekach budzę się o teraz, jest 12:01, stracilam calkiem zainteresowanie seksem], w ciagu 2 tyg. zalatwiasz prorytety - trochę ich mam
albo rozwalisz nas"

Myślę, że on ma rację, ale jestem ciekawa Waszej opinii...
To jest prawda - żyje tak jak mi wygodnie, rozwoj nie jest wygodny...
Kurde.
Obserwuj wątek
    • poetkam Re: Ultimatum 29.09.10, 12:08
      Myślę, że takie dyskusje, dogadywania są dobre. Świadczą o zainteresowaniu obu stron związku. Jemu zależy na Tobie. NAPRAWDĘ.
      Ann, wygodne życie nie zawsze jest szczęśliwe. Życie to nie tylko miód i raj. Łzy, złość - potrzebne są, żeby zachować równowagę życiową.
      Tak sobie myślę.
      Całusysmile

      ---
      "Bytka abo ne bytka to je zapytka"
      ---
      poetkowewiersze.blox.pl/html
    • xsenia Re: Ultimatum 29.09.10, 12:15
      36.a napisała:

      > albo rozwalisz nas"

      manipuluje twoim poczuciem winy
      • 36.a Re: Ultimatum 29.09.10, 12:37
        I stawia mnie pod sciana, wiem Xsenia. Ale grzeczne proszenie, tlumaczenie, troska - juz bylo. Zmieniam lekarza od czerwca, niose lapka do serwisu od marca chyba... Nie zawsze pochwalam jego metody, ale zaczęłam się zastanawiać, czy umiem żyć w parze, nie chcę go stracić, więc coś trzeba będzie ruszyć.
        • xsenia Re: Ultimatum 29.09.10, 15:44
          kochana, ultimatum brzmiałoby:

          "robisz co mówię, albo poniesiesz konsekwencje" -> on odejdzie
          tymczasem on mówi:

          "zrobisz co mówię, albo będziesz winna moich nieprzyjemności" -> on odejdzie
          • 36.a Re: Ultimatum 29.09.10, 19:18
            Xsenia, jestes sama czy nie?
            • 36.a Re: Ultimatum 29.09.10, 19:34
              aha, byla wersja 1, jakkolwiek znając go przypuszczam, ze sobie by wrócił. ale nie o to biega. muszę zacząć dzialać. jestem z siebie dumna, bo dziś COŚ (sporo) zrobilam.
    • kara.mija Re: Ultimatum 29.09.10, 12:56
      Ultimatum ale i troska o Ciebie i o Was.
      Mój to wcale się nie interesuje mam takie wrażenie i chyba cały czas do końca sobie sprawy nie zdaje, że to choroba a nie takie ot tam sobie wykręcenie.
      • 36.a Re: Ultimatum 29.09.10, 13:03
        "zasłaniasz się chorobą, nic nie robisz dla siebie w lepszych dniach" - pierwsze boli, z drugim się zgadzam. [robię...ale w ramach wlasnej wygody, kurde, smutno]
        • dr.zabba Re: Ultimatum 29.09.10, 13:24
          Odebrałam to tak, interpretując pierwsze przez pryzmat drugiego:
          "zasłaniasz się chorobą WTEDY, KIEDY masz lepsze dni i mogłabyś coś dla siebie zrobić" - że to takie lenistwo pod przykrywką. Nie myślę, że chciał podważyć to, że jesteś chora. Niech nie boli.
          Choć mnie też niezręczne sformułowanie, że się czymś zasłaniam (chorobą, lekami) doprowadza do szału. O ile żabba w ogóle potrafi szaleć sad
    • bazoooka Re: Ultimatum 29.09.10, 15:27
      A. - poważnie, zmień lekarza. pamiętam, co pisałaś na forum o swoim leczeniu, już od dawna - koktajle leków, ciągłe zmienianie dawek. Twoja obecna dr jest szalona. znam inne osoby, które się u niej leczyły - i po ucieczce do innych lekarzy jakoś odżyły. nie mówiąc o ich wątrobach wink

      baz znana również jako aurelia aurita
      • 38takatam Re: Ultimatum 29.09.10, 16:47
        Myślę,że chciał Cię zmobilizować.
        Ja ostatnio usłyszałam,że wykręcam się przed pójściem do pracy,że wolę siedzieć w domu i użalać się nad sobą...A ja się po prostu boję-przykre doświadczenia...Choć może i kopa czasem potrzebuję,to wolę jednak cierpliwe wsparcie.
        Myślę że rzadko jesteśmy rozumiani,a często źle oceniani...
        • just-me-online Re: Ultimatum 19.11.10, 01:06
          > Myślę,że chciał Cię zmobilizować.

          Jak to jest z tym mobilizowaniem?

          Córka ma aktualnie dołek (chociaż szczęśliwie widzimy już istotną poprawę).
          Od dobrych 2 miesięcy nie wychodzi z domu, nie kontaktuje się ze znajomymi, etc.

          Pytałem psychiatrę i zalecał nie nalegać. Mam jednak wątpliwości ...

          Just Me
          • 36.a Re: Ultimatum 19.11.10, 01:38
            Martwię się o siebie, gdy nie wychodzę tydzień.
            Myślę, że dobre jest zlecanie wykonywanie drobnych zakupów, na zasadzie "może pójdziesz, bo zabrakło..." Albo pytanie "pójdziesz ze mną (na spacer, do kina, dokądkolwiek)".
            Jako nieśmiałe dziecko lubiłam chodzić do biblioteki.
            Córka ma psa?
            Z tym wychodzeniem często jest tak, że trudno się wybrać (trzeba ładnie, schludnie wyglądać, umyć się, to zrozumiałe), ale potem jakaś ulga i ogrom świeżego powietrza i przestrzeń.
            Zresztą, zapytam. Dobrze zrozumiałam: nie wychodzi WCALE?
            Rodzina na wsi to fantastyczna sprawa. Wyjazd na 1 dzień choćby to długi spacer do lasu i po lesie (mam poczucie winy, że ja tam jadę owszem do dziadka, ale na serio wolę z Małym do lasu).
            Aaa, ja kocham moją książkę "Jak wydobyć się z depresji" Sue Atkinson. Bo jak nie kochać, gdy Autorka pisze, ze bedzie pisac niedużymi akapitami, bo rozumie, że w depresji przeczytanie strony to tragedia.


            Aha, w głębokiej depresji nie jest w stanie zmobilizować nic. Jeśli to ChAD - to minie smile
            • just-me-online Re: Ultimatum 19.11.10, 10:24
              > [...]
              > Albo pytanie "pójdziesz ze mną (na spacer, do kina, d
              > okądkolwiek)".

              W ten sposób oczywiście motywujemy. Ale niestety bez sukcesów.

              > Jako nieśmiałe dziecko lubiłam chodzić do biblioteki.
              > Córka ma psa?

              Mamy koty, ale nie psa.

              > Z tym wychodzeniem często jest tak, że trudno się wybrać (trzeba ładnie, schlud
              > nie wyglądać, umyć się, to zrozumiałe), ale potem jakaś ulga i ogrom świeżego p
              > owietrza i przestrzeń.

              Z utrzymaniem higieny raczej nie ma problemu. Chodzi wprawdzie przez większość dnia w "stroju wieczorowym", ale to nie jest tak ażeby nie miała siły/ochoty wejść pod prysznic.

              > Zresztą, zapytam. Dobrze zrozumiałam: nie wychodzi WCALE?

              No niestety (prawie) wcale. Nawet nie chce wyjść do ogrodu, choćby pod pretekstem zgrabienia liści, etc.

              Przez te w sumie już prawie trzy miesiące wyszła może ze cztery razy - wyłącznie wtedy, kiedy rzeczywiście musiała (wizyta u lekarza). Tak jak wspominałem wcześniej, psychiatra (zarówno ten u którego leczyła się w zeszłym roku jak i obecny) poinstruował nas ażeby proponować ale nie nalegać. No i tego się trzymamy, chociaż tak jak wspomniałem - mam wątpliwości czy nie jesteśmy zbyt "miętcy" i nie robimy w ten sposób dziecku krzywdy. Nie chcielibyśmy ażeby nabrała nawyku usprawiedliwiania braku aktywności chorobą.

              A może to jest kwestia leków, które przyjmuje?
              DEPAKINE CHRONO 300 (2 x 1 tabletka) i jakiś inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny (nie pamiętam dokładnie, nie mogę w tej chwili sprawdzić).

              > Rodzina na wsi to fantastyczna sprawa. Wyjazd na 1 dzień choćby to długi spacer
              > do lasu i po lesie (mam poczucie winy, że ja tam jadę owszem do dziadka, ale n
              > a serio wolę z Małym do lasu).

              Rodzinę "na wsi" mamy dość daleko. Jest to dalsza rodzina tak więc taki wyjazd byłby dla niej chyba jeszcze mniej komfortowy niż wyprawa do lasu (choćby do Kampinosu).

              > Aaa, ja kocham moją książkę "Jak wydobyć się z depresji" Sue Atkinson. Bo jak n
              > ie kochać, gdy Autorka pisze, ze bedzie pisac niedużymi akapitami, bo rozumie,
              > że w depresji przeczytanie strony to tragedia.

              O! Dzięki! Zaraz poszukam gdzie ją można kupić!

              > Aha, w głębokiej depresji nie jest w stanie zmobilizować nic.

              To wiem. Depresja z listopada zeszłego roku pokazała nam to dobitnie. "Ręka, noga, mózg na ścianie". Teraz jest (moim zdaniem) jakby trochę lepiej. Chociaż może to tylko wrażenie. Na pewno zarówno Córka jak i my na pewno nieco się oswoiliśmy z tą przypadłością.

              > Jeśli to ChAD - to minie smile

              Mam wrażenie, że to już mija. Córka ewidentnie zrobiła się bardziej aktywna, chociaż jak na razie nie na tyle ażby zmusić się do wyjścia z domu albo choćby zadzwonienia do znajomych.

              Kwestia diagnozy CHAD. Zapoznałem się oczywiście z definicją choroby. Jednak według mnie - zwłaszcza w przypadku CHAD typu II (zdiagnozowany, chociaż mam wątpliwości bo trwa to już znacznie dłużej niż kilka tygodni) - kryteria są jakieś takie niezbyt twarde.

              Dwie depresje + jeden epizod hipomanii (będący na granicy baaaardzo dobrego samopoczucia, bez ekscesów towarzyskich, obyczajowych, finansowych, etc.), ustalony na podstawie wywiadu to już CHAD? Tak to ma być?

              Just Me
              • 36.a Re: Ultimatum 19.11.10, 10:52
                Nie wiem, ale to jakby moja diagnozasmile Hipomania jest przyjemna dla chorego i nie musi oznaczać kolosalnych długów, picia na umór, totalnego imprezowania (tu już kłania się mania).
                Świat jest ładny pomimo pogody, rodzaj ekstazy, przyjemność przy każdym ruchu - coś takiego...

                Wskazuję merlin, bo głównie tam kupuję, ale większe empiki w dziale Psychologia też powinny mieć.

                merlin.pl/Jak-wydobyc-sie-z-depresji_Sue-Atkinson/browse/product/1,599002.html

                Przyznaję, że żadna inna książką do mnie nie przemówiła, poza właśnie tą.

                I już typowo o ChAD:

                Monica Ramirez Basco, A. John Rush. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe Terapia poznawczo-behawioralna.

                Podręcznik dla terapeutów, dużo gęstego drukusmile Brak mi przekonania dla podręcznika dla pacjenta tylko z dyrektywami. Muszę wiedzieć więcej.

                Mieć ogród... Bo to już jest coś. Nie musieć i nie chcieć oglądać ludzi, bo ma się depresję, ale dać się "wyprowadzić" do ogrodu i tam się schować wśród drzew, kołysać się w hamaku i patrzeć w niebo. Nawet w "stroju wieczorowym".

                Co mogło wyzwolić u córki depresje? Bo podatność nosi się w sobie, ale "coś" ją wyzwala

                Ostatnio rozmyślałam o problemie braku aktywności. I doszłam do "światłego" wniosku, że normalnie, gdy się dobrze czuję, to mi SIĘ CHCE - wychodzić z domu, wstawać, działać, dbać o porządek. Że to na serio choroba, gdy leżę i patrzę na ścianę. Ale mówię za siebie.
                Córka spotykala się ze znajomymi, gdy była zdrowa?
                • just-me-online Re: Ultimatum 19.11.10, 13:33
                  > [...]
                  > Wskazuję merlin, bo głównie tam kupuję, ale większe empiki w dziale Psychologia
                  > też powinny mieć.
                  > [...]

                  Dzięki za spis literatury - będzie co czytać w długie, zimowe wieczory ...

                  > Mieć ogród... Bo to już jest coś. Nie musieć i nie chcieć oglądać ludzi, bo ma
                  > się depresję, ale dać się "wyprowadzić" do ogrodu i tam się schować wśród drzew
                  > , kołysać się w hamaku i patrzeć w niebo. Nawet w "stroju wieczorowym".

                  Nie to, żebym był wzorcem super aktywnego trybu życia, ale właśnie tego nie rozumiem ...
                  Podczas depresji Córka woli przebywać w swoim pokoju, przy zasłoniętych oknach. Nie wiem czy z domu dałaby się wygonić nawet "kijem", choćby to było wyjście tylko na 5 minut do ogrodu, bez kontaktu z ludźmi. Trochę się z tym już pogodziliśmy, ale jednak mocno to nas niepokoi ...

                  > Co mogło wyzwolić u córki depresje? Bo podatność nosi się w sobie

                  Matka żony leczy się od wielu lat na depresje. U żony nie ma żadnych objawów.
                  W mojej rodzinie i u mnie też "czysto".

                  > ale "coś" ją wyzwala

                  Chronologicznie, z perspektywy czasu, widzę to tak:

                  II klasa liceum, I semestr: pierwszy "epizodzik" depresyjny (?). W każdym razie problemy z nauką i koncentracją. Jedynki z 3 przedmiotów. Absencje. Traktowaliśmy to wtedy jako wpływ grupy koleżeńskiej, w której się obracała. Ustąpiło samoistnie - o tym za chwilę.

                  II klasa liceum, II semestr: pierwsza hipomania (?). Zabrała się za nadrabianie zaległości. Spała jeszcze krócej niż ja. W każdym razie o pierwszej, drugiej w nocy musiałem ją "kijem" zaganiać do spania. Do szkoły chodziła na ósmą. Wszystkie zaległości nadrobiła i wyciągnęła się z jedynek na trójki/czwórki. Jej wychowawczyni powiedziała, że w życiu nie widziała takiego finiszu.

                  III klasa: reemisja (?). Na wiosnę umiera dziadek, z którym była związana. Oczywiście się tym mocno przejmuje ale nie miało to natychmiastowych konsekwencji. Matura bez rewelacji ale dostała się na jeden z kierunków, który chciała studiować.

                  I rok studiów: Jest bardzo zadowolona ze studiowania i życia towarzyskiego. Po miesiącu (w listopadzie) "schodzi z niej powietrze". Przestaje chodzić na zajęcia. Po mniej więcej tygodniu trafia do psychologa (ale mocno się zraża), a po kolejnym tygodniu do psychiatry. Leczy się farmakologicznie. Na studia nie wraca twierdząc, że chyba się pomyliła w wyborze.

                  Na wiosnę wraca do formy, bez konsultacji z lekarzem i z nami odstawia leki. Znajduje sobie dorywczą pracę, uczy się do poprawki matury. Udziela się towarzysko, znajduje sobie chłopaka. Ewidentnie widzi świat w różowych kolorach, staje się bardzo gadatliwa.
                  Ale tak jak wspominałem bez jakichkolwiek ekscesów - chyba, że o czymś nie wiemy smile
                  Poprawia maturę, dostaje się na studia (na wymarzony kierunek).
                  W międzyczasie zaczyna się spotykać z innym chłopakiem. Zmienia dorywczą pracę.
                  Pod koniec sierpnia stwierdza, że chyba ma pierwsze objawy depresji. W trybie ekspresowym konsultuje się z psychiatrą, którego informuje kiedy przestała brać leki. Lekarz ordynuje antydepresanty. Wywiad nie jest na tyle szczegółowy, ażeby wychwycił hipomanię (która jak już się dokształciłem to raczej była ewidentna). Studiów nie podejmuje.

                  Na początku października zmienia lekarza. Na podstawie wywiadu najpierw z Córką, a później wspólnego ze córką i ze mną lekarz stwierdza hipomanię i diagnozuje CHAD. Zleca badania, wyniki nie wskazują jednak na podłoże somatyczne. Zmienia antydepresant i wprowadza stabilizator.

                  Aktualnie jesteśmy pewnie gdzieś na końcu dołka - widać poprawę nastroju ale jeszcze baaaardzo daleko do znanego nam sprzed choroby obrazu dziecka sad

                  >
                  > Ostatnio rozmyślałam o problemie braku aktywności. I doszłam do "światłego" wni
                  > osku, że normalnie, gdy się dobrze czuję, to mi SIĘ CHCE - wychodzić z domu, ws
                  > tawać, działać, dbać o porządek. Że to na serio choroba, gdy leżę i patrzę na ś
                  > cianę. Ale mówię za siebie.

                  No to i ja (my) tak to właśnie odbieramy i nie zakładamy, że to wrodzone lenistwo smile nakazuje jej funkcjonować prawie wyłącznie w obrębie własnego pokoju.

                  Natomiast intuicyjnie czuję, że być może powinniśmy być nieco bardziej aktywni w mobilizacji jej do podjęcia aktywnego trybu życia.

                  Nie chcielibyśmy jednak być zbyt natrętni i stracić kontakt z córką.

                  > Córka spotykala się ze znajomymi, gdy była zdrowa?

                  Tak. Według moich obserwacji nie miała żadnych problemów interpersonalnych.

                  Just Me
                  • 36.a Re: Ultimatum 19.11.10, 14:20
                    Dzięki za dużo pisania, lubię czytaćsmile

                    Przychodzi mi do głowy, że jest jakiś powód, którego nie znacie, ale trudno się włamywać do cudzej duszy, nie wolno... Po lekach przyjdzie lepszy czas. W ChAD przychodzi bez pudła zawsze. Może wtedy opowie.

                    Ta druga książka jest cenna z tego powodu, że wymienia szereg czynników, które są w stanie ułatwić życie. Przykład modelowy: jeśli dziś znowu wpadłam w hazard netowy (bez angażowania kasy na szczęście) - będę się źle czuć. Po ekscytacji dużym wygrywaniem czuję się wyżęta i mam poczucie winy, że głupio zmarnowałam przedpołudnie. (Mam dziś wolne, teoretycznie mogę robić nic). Wyjdę, ale to już nie będzie to, słońca już nie bedzie, silne poczucie winy.
                    Jesli córka wczesniej była towarzyska, do ludzi będzie wracaćsmile Ta sinusoida w Twoim opowiadaniu jest wyraźna. A finisz z 1 na 3-4 charakterystyczny dla szalonych chadowcówsmile
                    • just-me-online Re: Ultimatum 19.11.10, 15:17
                      > Przychodzi mi do głowy, że jest jakiś powód, którego nie znacie, ale trudno się
                      > włamywać do cudzej duszy, nie wolno... Po lekach przyjdzie lepszy czas. W ChAD
                      > przychodzi bez pudła zawsze. Może wtedy opowie.

                      Mnie to się raczej kojarzy z jakimś wyzwalaczem sezonowym.
                      Chociaż niewykluczone, że istotnie jest inny powód, o którym nie wiemy.

                      > Ta druga książka jest cenna z tego powodu, że wymienia szereg czynników, które
                      > są w stanie ułatwić życie.

                      Niestety nakład wyczerpany. Poszukam jeszcze, może w jakimś antykwariacie?

                      > Jesli córka wczesniej była towarzyska, do ludzi będzie wracaćsmile Ta sinusoida w
                      > Twoim opowiadaniu jest wyraźna. A finisz z 1 na 3-4 charakterystyczny dla szal
                      > onych chadowcówsmile

                      Tia. Potencjał to ona bez wątpienia ma. Zresztą co tu ukrywać - ma to po rodzicach wink

                      Dlatego właśnie mi żal, że ma już drugi gap year.
                      Wprawdzie całe życie przed nią, ale kiedyś jej zabraknie tych dwóch lat ...

                      Just Me
                      • 36.a Re: Ultimatum 19.11.10, 16:15
                        Błędne podejście, IMO...
                        Jakkolwiek rozumiem, że się niepokoicie.
                        Obserwuję sobie mamę szykującą się firmową imprezę...powiedziano jej o niej dziś.
                        Czółenka, czarna, aksamitna sukienka, piękna, srebrna biżuteria. Ma 61 lat. I jest coraz piękniejsza. I padłam, gdy mi powiedziała, ile zarobiła w październiku.
                        Dla porządku dodam, że studia skończyła w normalnym czasie, ale skrzydła zaczęła rozwijać tak naprawdę po 40.
                        Dlaczego to piszę? Nigdy i na nic nie jest za późno.
                        Ale współczuję depresji, szczerze. Moje fazy są krótkie. Zasłonięte okna w pokoju też zaliczyłam kiedyś, teraz brak firanek, światło ma być i już.
                        Trzymam kciuki za jej remisję (stan bez objawów choroby).
                        Może...jeśli nie ten kierunek studiów, to inny.
                        Howghsmile
                        • beatrix-kiddo Re: Ultimatum 19.11.10, 17:09
                          Poprę 36.a - nigdy nie jest za późno. Ja zaczynam nadrabiać pewne rzeczy teraz, kiedy dobiegam czterdziestki. Te dwa lata to naprawdę niewiele w kontekście całego życia.
                          Ważne, żeby trafić na dobrego lekarza i porządnie ustawić leki. To może potrwać (to ustawianie). Może przydałby się pobyt w szpitalu? Pytam o to, nie dlatego, że uważam, że córka w tak złym stanie, tylko dlatego, że w szpitalu są najlepsze warunki do dobierania leków - lekarz ma prawie cały czas pacjenta "na oku", pacjent wycisza się z dala od spraw codziennych itd. Być może idealizuję szpital, ze względu na warunki jakie panują na oddziale u mojego doktorka wink, ale pomyślcie nad tym, a najlepiej porozmawiajcie z lekarzem córki.
                          I jeszcze jedno - wspaniałych rodziców ma ta Wasza córa. Naprawdę. To dobrze wróży na przyszłość.
                          Będzie dobrze, zobaczycie.
                          • just-me-online Cud boski i skrzypce! 20.11.10, 00:09
                            > Będzie dobrze, zobaczycie.

                            Nasze dziecko poszło dzisiaj do biblioteki wypożyczyć książki!

                            Just Me
                            • beatrix-kiddo Re: Cud boski i skrzypce! 20.11.10, 06:29
                              smile
                              Wychodzi z deprechy, jak nic.
                            • sensi41 Re: Cud boski i skrzypce! 20.11.10, 11:00
                              smile
                            • 36.a Re: Cud boski i skrzypce! 20.11.10, 13:07
                              cudnie, brawa!
                            • just-me-online Re: Cud boski i skrzypce! 20.11.10, 18:35
                              Dzięki Dziewczyny za ciepłe słowa i wsparcie! smile

                              Just Me
                • just-me-online Re: Ultimatum 20.11.10, 18:31
                  > Monica Ramirez Basco, A. John Rush. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe Terapia p
                  > oznawczo-behawioralna.

                  Jakby kogoś interesowało to ta książka jest dostępna chyba tylko w www.lideria.pl

                  Just Me
                • just-me-online Re: Ultimatum 25.11.10, 22:20
                  > Monica Ramirez Basco, A. John Rush. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe Terapia p
                  > oznawczo-behawioralna.
                  >
                  > Podręcznik dla terapeutów, dużo gęstego drukusmile Brak mi przekonania dla podręc
                  > znika dla pacjenta tylko z dyrektywami. Muszę wiedzieć więcej.

                  Czy ktoś ma może zeskanowane formularze z podręcznika dla pacjenta i mógłby się podzielić?
                  Licencja zezwala na to osobom, które zakupiły książkę. Tak więc bez obaw. smile

                  Just Me
      • 36.a Re: Ultimatum 29.09.10, 19:18
        Dzięki, obawiam się, że masz rację.
      • drugikoniecswiata Re: Ultimatum 30.09.10, 11:15
        nigdy nie zrozumiem potrzeby zmieniania nicków
        aurelia, wow, ale się cieszę!!
        • bazoooka Re: Ultimatum 30.09.10, 14:01
          smile
          (a ten nick to już od ponad roku chyba mam!)
    • drugikoniecswiata Re: Ultimatum 29.09.10, 20:56
      Czasem kop jest potrzebny, ale bardzo nie lubię tej metody. Tym niemniej jestem w stanie wskazać parę momentów, w których w skutkach okazała się błogosławiona. Traktowałabym to mimo wszystko jako punkt wyjścia do rozmowy (mocny komunikat o złości, zniecierpliwieniu, bezsilności) i podjęła ją. Z zastanowieniem się nad możliwym wsparciem, poproszeniem o pomoc, jeśli potrzebna, włącznie.
      • majagor Re: Ultimatum 30.09.10, 10:35
        Ależ on wpędza Cię w poczucie winy.
        Jaka to mobilizacja? Grożenie, stawianie ultimatum?
        Średnio mnie taka metoda przekonuje.

        Może pomógłby załatwić RAZEM z Tobą te priorytety, a nie rozkazy wydawał?
        Jeśli laptop potrzebuje serwisu, Ty nie masz na to siły/ochoty - to dlaczego on, jako facet Twój się tym nie zajmie?
        Jeśli trzeba Ci nowego lekarza, nie masz sił/ochoty go szukać. To dlaczego on nie pomoże w poszukiwaniach?
        Jeśli nie masz ochoty na seks to dlaczego on nie zrobi CZEGOŚ, byś tej ochoty troszkę nabrała? Odstawienie/zmiana leków niekoniecznie mogą w tym pomóc. Seks to dwoje ludzi, którzy powinni rozmawiać, współpracować, a nie sobie warunki stawiać. Jak masz mieć ochotę na seks z kimś, kto jasno mówi, że nic mu się nie podoba. Z kimś, kto zamiast wspierać, to kopa w dupę tylko daje i karci i do tego grozi?
        • czubata Re: Ultimatum 30.09.10, 10:44
          O rany Maju ale to ładnie napisałaś.Nic dodać nic ująć.
        • 36.a Re: Ultimatum 30.09.10, 10:46
          Uśmiecham się. On obecnie jest po operacji w klinice... Niedługo wyjdzie. Za rękę do lekarza zaprowadziłby mnie już dawno, laptop już od dawna chodziłby jak ta lala. Czasem tak jest.
          Teraz muszę działać sama.
          • 36.a Re: Ultimatum 30.09.10, 10:51
            dodam cos jeszcze. nie zawsze będziemy z naszymi najbliższymi mężczyznami/kobietami (rozwód, śmierć, wypadki, jak tu...). trzeba też umieć działać czasem/często samemu. chciałabym stać się bardziej niezależna...uczę się tego.

            "gdy zrzucą Cię na polu w Chinach - i teraz bez znajomości języka sobie radź" albo jakoś tak...
            chciałabym tak umieć. nie przytulić twarz do gleby tylko otrzepac się i działać.
            • majagor Re: Ultimatum 30.09.10, 11:09
              Oczywiście, że trzeba potrafić samemu działać. Widzę to teraz wyśmienicie na własnej skórze.
              Kiedyś to Mama trzymała dom w ryzach, teraz ja przejęłam tę rolę. Taka kolej rzeczy.

              Ale, ale... jeśli on nie może z pewnych względów Tobie osobiście pomagać... to niech chociaż nie stawia takich warunków. Niech zrozumie, że Ty akurat w tym momencie nie masz na to sił/ochoty itd. Ty musisz rozumieć, że on teraz nie jest w stanie pomagać? Tak? Jego sytuację trzeba rozumieć, szanować, akceptować. Szkoda tylko, że Ty tylko jego widzisz, jego problemy. Ba, nawet tłumaczysz go. A co z Tobą? Ty niegrzeczna więc po dupsku można Cię lać? Można Ci grozić? Tak? Troszkę to dla mnie niezrozumiałe.
              Może Cię mobilizować, rozmawiać z Tobą o tym... ale nie wymyślać jakieś warunki. On Ci grozi, że jeśli nie wypełnisz tych warunków, to będziesz winna...!
              • 36.a Re: Ultimatum 30.09.10, 12:44
                Maja, nie nakręcaj sięsmile [ale nie krzycz, napiszę coś...czasem mam wrażenie, że piszesz długie teksty, bo przed podłudniem nie masz co robić, pracujesz? tak pytam, bo mnie też czasem lepiej wychodzi mi pisanie tu niż rzeczywiste Życiesmile czasem też mam uczucie, że projektujesz własne życie na innych, swoje problemy tu...]

                Czasem czlowiek coś robi z myślą o przyszłości. Nie czuję się wykorzystywana, na tyle na ile może pomaga mi obecnie. Koniec tematusmile Wracam do Życiasmile
                • majagor Re: Ultimatum 30.09.10, 13:05
                  Ależ ja się nie nakręcam smile
                  Ja zawsze dużo gadam/piszę - taka wada niestety wink
                  Dziś akurat zajęcia mam - wpadłam na kilka godzin do domu więc sprzątanie, pranie, zakupy i powrót do Marcina. Za chwil parę wychodzę do Mamy na cmentarz i już jadę do M. - więc ma gadatliwość poranna nie ma nic do czynienia z brakiem zajęć.
                  Dziś po prostu wpadłam po przewie na net - i się rozgadałam. W rzeczywistości gadam tak samo dużo lub jeszcze więcej - taka ma natura, nawet w depresji... Bywa to uciążliwe dla otoczenia wink Ja potrafię zagadać się z każdym. Z panią sprzątającą klatkę schodową, z panią z warzywniaka, czy też panem czekającym na ten sam autobus. Lubię rozmawiać. Nawet w depresji.
                  A najwięcej to gadam... przez telefon. Z Marcinem byliśmy kilka dni razem, dziś rano jeszcze się widzieliśmy, wieczorem widzieć się będziemy ponownie, a już 3 razy zdążyliśmy teraz przez telefon pogadać. Z Mamą też zawsze strasznie dużo rozmawiałam przez telefon. Znajomi na studiach śmieli się ze mnie, że telefonistką zostać powinnam wink

                  Ale to nieważne. Nie o mnie tu piszemy.
                  • 36.a Re: Ultimatum 30.09.10, 13:58
                    a ja bardzo bym chciała aby moi bliscy (mam na mysli mamę i ojca) zrozumieli, że gadam, bo to część zaburzenia.
          • czubata Re: Ultimatum 30.09.10, 10:54
            Ja na ogół działam sama,on zaczyna działać kiedy widzi że stoje tuż nad przepaścią,to nabiera stracha. Ale myślę że to dobra kombinacja,się sama o siebie też muszę troszczyć,gdybym była sama,przecież musiałabym.Sobie myślę,ile to już,cztery lata od diagnozy a my się ciągle uczymy jak postępować,jak się w ogóle porozumiewać kiedy mnie nachodzi "melancholia".
            • 36.a Re: Ultimatum 30.09.10, 11:02
              Jakis czas temu rozmyslałam sobie o związkach: balansowanie między autonomią i bliskością - tak to widzę. chciałabym być bardziej autonomiczna, więcej sama dla siebie robić, czasem mniej o nim myśleć. tak jest w hipomanii - czuję się ogromnie niezależna. depresja daje straszliwe klejenie się do drugiego czlowieka - tak przynajmniej mam. ideał to remisja smile

              chciałabym też umieć być z mężczyzną z wyboru: nie dlatego, że mnie podwiezie/naprawi...nie chcę wylącznie szofera, pomagiera, chciałabym żyć ze świadomością, że na powierzchni jestem w stanie utrzymać się również SAMA. oczywiście, wolę z nim.
              dlatego m.in. pisałam tu o konieczności nauczenia się dobrze jeździć. On jeździł, prawo jazdy dla niepełnosprawnych zrobi za jakis czas. Stop. Na razie więcej nie piszęsmile
              • czubata Re: Ultimatum 25.11.10, 23:06
                U mnie jest do dupy jednym słowem.On mnie nie rozumie,ja zamykam się w swoim świecie,nie chce mi się z nim gadać w ogóle.Przychodzi,najczęściej w złym nastroju,nastrój mi się udziela.Potem się mnie czepia o byle bzdurę i ja całkiem trace zainteresowanie jego osobą.Wpędza mnie w poczucie winy,(bo przez ciebie-przez to że jesteś chora...) poczynam mieć dość i coraz częściej myślę o rozstaniu,Nawet mu o tym wspominałam,że jak tylko znajdę prace to będzie sygnał że ma opuścić dom.Zaznaczyłam że oczekuję iż dalej będzie się opiekował dziećmi,trzeba będzie to jakoś zorganizować,no i łożyć na dzieci oczywiście powinien.
                Dyskusja poważna,na spokojnie a on sobie jaja robi i tyle.
    • 36.a Bazoooka, 30.09.10, 11:07
      ogromnie Ci dziękuję. przekonałaś mnie. do zmiany przymierzałam się już dawno, ociagam się, ta dr sama jest dwubiegunowa, może dlatego napisałaś "szalona" (jak mam do tego stosunek? dwojaki - to dobrze, i to źle) jest ogromnie popularna, w dni jej przyjęć jest b.dużo pacjentów, jest miła, gładka, ale NIE, już chyba NIE. nota bene, w sieci czytałam, że sama zbyt łatwo diagnozuje pacjentów jako ChAD-owych. jest ogromnie dyrektywna (w hipo? w manii?), ona ma rację. i nie słucha... jestem je wdzięczna, ale czas odejść.


      Nie piszmy tu jej nazwiskawink
      • 38takatam Re: Bazoooka, 30.09.10, 12:01
        W trakcie sesji terapeutycznej dowiedziałam się,że jestem "małą dziewczynką" i w partnerze szukam wsparcia rodzicielskiego,którego nie dostałam w dzieciństwie...
        Po terapii wiele zrozumiałam,ale w sytuacji bardzo stresowej,czy depresyjnej "mała dziewczynka" wraca na co mój partner się jeży sad i tu jest cały ból.Jak jest dobrze, to aja,a jak źle to be...
      • bazoooka Re: Bazoooka, 30.09.10, 14:08
        napisałam "szalona" w bardziej potocznym sensie - zawsze niepokoiło mnie, że ludzie, którzy się u niej leczą, dostają strasznie dużo leków. taka hmm.. artystka, która się bawi mieszankami, nie wierzę, że te mieszanki mogą leczyć.
        ktoś tu kiedyś napisał (chyba czareg?), że znajomość interakcji dwóch leków - to wiedza na miarę habilitacji, trzech leków - profesury, a cztery to już czyste szamaństwo.
        i to rozdawanie etykietki chad na prawo i lewo...
        ja wiem tyle, że tej pani dr bym nie zaufała.
        • 36.a Re: Bazoooka, 30.09.10, 14:22
          biorę pięć (słownie: 5)

          ))))))
          • dr.zabba Re: Bazoooka, 30.09.10, 15:17
            mnie leczy kto inny, a też w najlepszym czasie brałam 5 (teraz 4)
      • corka_1 Re: Bazoooka, 01.10.10, 12:29
        Czy ja dobrze zrozumiałam, że twoja lekarz psychiatra sama jest chora psychicznie? Jeśli tak, to sytuacja specyficzna. A skąd pacjenci o tym wiedzą? Sama im o tym mówi? Czy może ktoś sobie coś wymyślił i rozeszła się plotka?
        • 36.a Re: Bazoooka, 01.10.10, 19:22
          To nieistotne.

          prof. Kay Jamison, Amerykanka --> dwubiegunowa, m.in. Niespokojny umysł, inne dzieła bardziej naukowe
    • sensi41 Re: Ultimatum 01.10.10, 20:20
      Mówią,że związek dwojga to sieć kompromisów. Co prawda nie wiem co to kompromiswink,ale się z tym zgadzam.
      Zakładam,że była miła rozmowa,w której on przekazał swoje obawy. Wtedy popieram Twoje przemyślenia.
    • quaxo Re: Ultimatum 01.10.10, 23:29
      36.a napisała:

      > "Zmieniasz lekarza [po obecnych lekach budzę się o teraz, jest 12:01, stracilam
      > calkiem zainteresowanie seksem], w ciagu 2 tyg. zalatwiasz prorytety - trochę
      > ich mam
      >

      Słuchaj, a propos lekarza, z jakiego jesteś miasta? Bo jak z centrum Polski warto jechać do mojego. smile
      • 36.a Re: Ultimatum 01.10.10, 23:50
        leczę się w stolicywink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka