Zrobiłam z siebie idiotkę...

19.03.11, 20:30
Stworzyłam grupę.Zmierzyłam się z wszelkimi przeciwnościami...
Ale kiedy nadszedł czas żeby zebrać laury wink dałam d...!
Na mitingu wśród znajomych,przyjaciół,partnera doświadczyłam napadu panicznego lęku sad
Nie odezwałam się ani słowem,choć miałam wiele do przekazania i podziękowanie...Kiedy była sugestia,żebym coś powiedziała...wybiegłam z sali dusząc sie od lęku.Poczułam się jak psychol (jestem nim wprawdzie).Nie raz wypowiadałam się i było ok....
Leki-abilify na to zwalam,albo na permazyne....
Ja tak nie chcę...

Co sobie pomyśleli moi znajomi...zachowałam się jak idiotka...

Jestem chora i z pewnymi ograniczeniami powinnam się pogodzić...ale...

Czy macie może jakiś sposób żeby opanować się i przemówić publicznie?

Przyjaciółka obchodzi 15-letnia abstynencję.Dzwoniła czy poprowadzę ten miting...Takie wyróżnienie,ale ja nie podołam-odmówiłam i czuje się jak kompletna debilka...cryingcryingcrying



"Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

Terri Cheney
    • 36.a Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 00:39
      Pocieszę (?) - znam z autopsji. Gorzej, bo na studiach, w tym sensie gorzej, bo tego typu zachowanie uniemożliwia skończenie studiów. Nie potrafiłam przeczytać (wygłoszenie, swobodne przekazanie - całkiem poza zasięgiem) nawet referatu, a myśl, że a nuż zaczną zadawać pytania wywowała śmiertelny lęk. Rok wcześniej podobne czytanie referatu wywoływało na drugim planie myśli "wyjść stąd, skończyć czytać, niech się to wreszcie zakończy". Z sali nie wybiegłam, ale wybiegłam z tramwaju po zajęciach i myśl "jestem idiotką".
      Pomyśl tak - przez chwilę stanowiłaś ciekawostkę przyrodniczą (całusek), zapewne zdezorientowałaś ludzi, nic złego się nie stało, bo w gruncie rzeczy ludzie przyjaźni Tobie. Wiem jednak, że to boli. Opowiadałam coś rodzicom, i nie dawałam rady wytrzymać ich dwojga par oczu skupionych na mnie. Rumieniec i wychodziłam. Rodzaj paniki. Niemożność dokończenia opowiadania. "Gubienie się w zeznaniach". Do dziś wybieram pisanie zamiast mówienia (co czuć; w miarę pewny grunt).
      Myślę, że można wytrenować wystąpienia publiczne - szczęśliwe amerykańskie dzieci, które mają wpajane od małego, że są doskonałe i tym samym trema, niepewność, lęki mam nadzieję też są wygaszane. Są specjalne kursy oswajające z wystąpieniami publicznymi, ale dla mnie zmierzenie się z wielością par oczu wpatrzonych we mnie jest nie do przejścia. I nigdy nie będzie. W hipo mogę się publicznie powygłupiać, ale przekazywać poważne treści? Podziw dla nauczycieli (nie mam na mysli naukowców) którym nie przeszkadza wpatrywanie się w ich odzież, komentarze typu "oczko poszło w pończosze", wodzenie za każdym ich ruchem. Przepraszam że się rozpisałam, ale to ciężki dla mnie temat. Też odmowiłam zaproszeniu, aby wygłosić krótkie przemowienie. Głupio się nie czulam, raczej miałam do siebie pretensję, że zwodziłam długo panią i pozwoliła sobie na jeszcze kilka telefonów. Odpowiedź "pomyślę" jest chyba jednoznaczna? big_grin

      No i... masz znacznie lepiej. Problem przejściowy. Na leki (e bez ogonka) bym nie zwalała. Jeśli już to potrafią (wenlafaksyna choćby) pomóc opanować lęki.

      Marek Niedźwiecki, na pewno znasz, długo prowadził festiwale z tzw. offu, niewidoczny dla publiki. A jest cudny, ciepły, pomijam że ma wspaniały głos i wie, co z nim zrobić. Jeden z pisarzy, którego lubię długo pozwalał fotografować swoją postać tylko z tyłu. Hmmm...mam nadzieję, że więcej tu jest nas, którzy nigdy nie zamieścili swojej fotki na facebooku czy innym kretyńskim wynalazku. Może to i złe podejście braku lansu, nie umiem obiektywnie ocenić. Może właśnie fobia, zdziwaczenie albo co. Może właśnie TRZEBA umieć mówić publicznie, grać pierwsze skrzypce, nie mieć lęków.









      nie potrafię

      ciężki dla mnie temat, więc się rozpisałam big_grin

      i mam razem z Tobą nadzieję, że więcej osób napisze, jak sobie z tym radzi (jednostka chorobowa brzmi: fobia społeczna big_grin
      • sapiencja Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 10:31
        36.a napisała:
        "... dla mnie zmierzenie się z wielością par oczu wpatrzonych we mnie jest nie do przejścia. I nigdy nie będzie. "

        Witaj w klubie. Kiedyś , dawno dawno temu, nauczycielka wybrała mnie na konkurs recytatorski i wybrała dla mnie wiersz. Była pewna, że wygram, bo recytowałam, na próbie z nią, wiele razy i była zachwycona. W dniu konkursu "zachorowałam".
        Dzisiaj wiem na czym, mniej więcej, to polega. Nie umiem się skupić na tym, co mam powiedzieć, bo oczy patrzących na mnie wypatrzą te moje mankamenty, które w dzieciństwie wypatrzyła we mnie moja mama. Niska samoocena to przekleństwo do końca życia.
        Ale w rozmowach przez telefon jestem pewna siebie smile
        Pisać też lubię, jednak bezpieczniej czuję się ze słuchawką telefoniczną.
        • 36.a Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 12:15
          sapiencja napisała:


          > Witaj w klubie. Kiedyś , dawno dawno temu, nauczycielka wybrała mnie na konkur
          > s recytatorski i wybrała dla mnie wiersz.


          Ja na ten konkurs jednak trafiłam, puszkinowski big_grin Przypomniałaś mi. Bo rusycystka bardzo we mnie wierzyła. Nawet jak całkiem sypało mi sie w szkole powtarzała, że dam radę, bo jestem mądra.

          > Niska samoocena to przekleństwo do końca życia.

          Owszem...

          > Ale w rozmowach przez telefon jestem pewna siebie smile

          Uwielbiam. Ale tylko na zasadzie załatwienia sprawy. Odmawiam (przepraszam) spotkań, telefonów też. Oswojony mam zestaw zachowań, lubię czarować w sklepach i innych miejsach, ale kameralnie. W kawiarniach jest już trochę bardziej cienko. Na imieniny nie chadzam sad Na wesela czasem niestety muszę, z konsolacjami jest lepiej (wisielszy humor).
          Coś pewnie tracimy... Zysk bezcenny to święty spokój. Brak konfrontacji. Stop, mogę tak długo, bo w doborze towarzystwa jestem jednak wybredna. A może tylko tak mi sie zdaje. Juz stop.
          • sapiencja Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 12:34
            36.a napisała:

            "Zysk bezcenny to święty spokój."

            Jakiś czas temu, a właściwie teraz też, ale już rzadziej, lubiłam i stosowałam to powiedzenie:

            "Najbardziej lubię rozmawiać sam ze sobą. Oszczędzam w ten sposób czas i unikam kłótni."
            Oscar Wilde

            Lubię jeszcze te jego słowa:
            "Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło."



            Ps Wiersze i ballady rosyjskie uwielbiam. Pomimo, że mój rosyjski, prawie, poszedł w zapomnienie.
            • ergo_pl Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 15:03
              Na lepszy humor wink

              "Często prowadzę z sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię".

              Okudżawa i Wysocki. Towarzyszą mi, gdy...
              • ergo_pl Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 15:04
                Cytat: oczywiście Wilde.
    • lolinka2 Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 15:04
      łatwo jest wybaczać innym, najtrudniej wybaczyć sobie....
      • ergo_pl Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 20.03.11, 15:27
        38 - ludzie mądrzy zrozumieli. nie obgadali, nie wyśmiali. po prostu zrozumieli.
        a ci mądrzy inaczej - tych ja sama muszę nauczyć się mieć blisko miednicy.
        czego i Tobie życzę.
        • 38takatam Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 21.03.11, 09:29
          Wiec nie ma leku,który potrafiłby nad lekiem zapanować doraźnie?
          Hydroksyzyna i permazyna odpada...
          "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
          nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

          Terri Cheney
          • ergo_pl Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 21.03.11, 09:54
            biorę wtedy afobam albo sedam.
            porozmawiaj z lekarzem.
            • beatrix-kiddo Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 21.03.11, 11:42
              Jeszcze można spróbować tranxene.
              Ogólnie wszystkie benzodiazepiny - Ergo dobrze radzi, spytaj lekarza.
              • 38takatam Re: Zrobiłam z siebie idiotkę... 21.03.11, 20:12
                Dziękuje.Zapytam lekarza,oczywiście.Ale abilify odstawiam,chcę zobaczyć jak będzie bez,bo przed było dobrze.Zastanawiam się ile taki lek może jeszcze we mnie być,żeby móc stwierdzić,że np.czuję się tak,czy tak już bez....


                "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
                nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

                Terri Cheney
Pełna wersja