Dodaj do ulubionych

Do Dzedelajgi

17.01.15, 09:39
Przepraszam wszystkich,że umieszczam tu swój prywatny problem ale nie mogę się doczekać odpowiedzi Dzedelajgi.
Dzedelajgo! Pisałaś w wątku Dwubiegunowca,że masz ataki derealizacji. Ja miałam tu swój osobny wątek na ten temat ale się nie odezwałaś. Proszę napisz mi coś bliższego o tych Twoich stanach. Czy Twoja derealizacja występowała stale czy w postaci ataków, co je wywoływało, jak się wtedy czułaś, czy mogłaś normalnie funkcjonować, co Ci pomogło, jak długo zdrowiałaś??? Ja mam z tym wielki problem i możesz mi pomóc swoim doświadczeniem. Proszę odpisz dokładnie. Plis. Pozdrowienia smile
Obserwuj wątek
    • dzedlajga Re: Do Dzedelajgi 17.01.15, 16:55
      Forum jest przecież od prywatnych problemów, więc IHMO nie musisz za nic przepraszać smile

      Nie czytam forum regularnie tylko od przypadku do przypadku, nie wszystkie wątki, więc nie zauważyłam Twojego wpisu. Ale do rzeczy. Rzecz miała miejsce po 2 miesiącach pobytu w szpitalu, który był dla mnie wykańczający. Już na oddziale źle się czułam, ale nie byłam w stanie ocenić, czy to od choroby, czy to od szpitala (na tym oddziale śpi się na dechach i gąbce zamiast materaca, więc praktycznie więc bardzo kiepsko tam sypiam). Trafiłam tam w nietypowym (dla mnie) stanie - może to i była mania ale w ogóle nie euforyczna, miałam lęki i sporo schiz. Jak wyszłam musiałam przeżyć tydzień z rodzicielką co jest traumą ogromną nawet dla zdrowego całkiem człowieka. I jak wyjechała to się zaczęło. Zawsze tak mam, że dopóki ona jest, to trzyma mnie chyba adrenalina, wiem, że muszę to jakoś przetrwać i się nie dać a jak wyjeżdża, to mechanizmy obronne siadają i mi się pogarsza. Najlepiej czułam się na dziennym. Nie to, że świetnie, ale to nie jest mój dom i nie miałam oczekiwań, żeby to miejsce było dla mnie szczególnie bliskie. Natomiast moje własne mieszkanie było po prostu obce. To bym jeszcze jakoś zniosła, ale pies też był obcy. Chodziłam z nim na spacery WIEDZIAŁAM, że go kocham, starałam się na siłę coś do niego mówić, nie byłam w stanie się z nim bawić i to było dla mnie najtrudniejsze. Trwało to kilka dni. Na własną rękę wzięłam 37,5 wenlafaksyny przed spacerem. Chyba właśnie wtedy spotkałam miłą 17-latkę, która tak fajnie odpowiadała o swoim psie. Myślę, że jedno z drugim spowodowało, że poczułam się lepiej. Wzięłam więc drugą połówkę tabletki i chyba wtedy ta derealizacja przeszła całkiem, a jeśli nie całkiem, to było dużo lepiej i po kilku dniach przeszło, choć depresja dokuczała dłużej. Jak już się trochę lepiej czułam (paradoks) byłam w stanie przekonać personel, że się źle czuję i wymóc antyepa. Wyprosiłam też lamotryginę. Potem jeszcze pojawiły się myśli samobójcze i dostałam większą dawkę i w końcu wszystko przeszło. Tylko muszę dodać, że ja generalnie bardzo szybko reaguję na leki, więc pewnie większość ludzi będzie potrzebowało dłuższego leczenia, zanim poczuje jakąś widoczną poprawę.

      Myślę, że w dużym stopniu było to reaktywne, bo bardzo się spięłam z matką i później przez kilka miesięcy w ogóle się do niej nie odzywałam, odcinając definitywnie pępowinę, więc to wszystko było naprawdę trudne, jak dodać do tego początkującą psycholog, która skutecznie utrudniała mi stanięcie na nogi, to naprawdę potrzebowałam dużo siły wewnętrznej, żeby się jakoś pozbierać. Ale siły mi nie brakuje, więc się w końcu pozbierałam.

      Nie wiem, co więcej mogę napisać. Jakbyś miała pytania, to pisz
      • obecna_xyz Re: Do Dzedelajgi 18.01.15, 09:46
        Dziękuję Ci za odpowiedź ! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka