Dodaj do ulubionych

WYZNANIE GRZECHÓW

28.05.05, 13:46
Witajcie. Postanowiłam wykorzystać forum jako pewnego rodzaju katharsis, co
mam nadzieje ze zostanie mi wybaczone (ojej, to jakas angielska składnia). Na
swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że pomysł z katharsis podsunął mi
condor. Nie wiem,czy zadziała, ale spróbuję. Nie musicie tego czytać, ale
jeśli komuś się chce, to proszę bardzo.
Dopiero teraz, kiedy mam stałą pracę w UK i nie jestem uzależniona tutaj w
Polsce od żadnych układów i układzików, mogę pozwolić sobie na wyznanie
grzechów, jak zapewne zostałyby określone moje czyny przez co bardziej
gorliwych w swych osądach psychologów.
Czy faktycznie były to grzechy? - osądźcie sami.
Po kolei więc.
Moja przygoda z forum chad zaczęła się właściwie dopiero wówczas, kiedy czarno
na białym wiedziałam, że opuszczam Polskę.Wcześniej, będąc pełnoetatowym
pracownikiem państwowej służby zdrowia, trzymając się tej pracy jak zbawienia
(wszak każdy wie, że w Polsce to pracodawca robi łaskę, że zatrudnia),nie
mogłam sobie pozwolić nawet na cień podejrzenia ze strony kolegów z pracy, że
"colubra" to ja. Nie wiem czy ktorykolwiek z nich zaglada na to forum, ale
gdyby w razie zajrzał, to... no sami rozumiecie. Na pewno solidnie bym za to
odpokutowała, a na takie ryzyko nie było mnie stać.Zapytacie, co takiego w
moich postach jest szczególnie ryzykowne? Podejrzenie o chad? Też, ale nie
tylko. Tym, co mogłoby wywołać większy skandal w głowach strażników pradawnej
etyki, były moje relacje z pacjentami. Wykraczały one lekko poza standardy
etyczne psychologa, chociaż cel owych relacji był z mojej strony zamierzony.
Chodziło tylko i absolutnie tylko o wsparcie "pacjentów" (jak zwykło się
określać ludzi cierpiących) w osiągnięciu optimum samodzielnego
funkcjonowania. Jako osoba wykonująca swój zawód z powołania i (nie da się
uniknąć egzaltacji) z miłością, miałam dwa wyjścia: wpisać się przykładnie w
konwencję (biurko, testy psychologiczne, które w zasadzie mało kiedy coś
naprawdę mierzą, powtarzanie utartych formułek w rozmowach z "pacjentami",
wiecie, coś w stylu mhm, acha, czy chcesz o tym porozmawiać, itp. bzdury) albo
realizować swoją pasję NAPRAWDĘ i wejść z cierpiącymi ludźmi w autentyczny,
żywy kontakt, stworzyć relację, która będzie naprawdę uzdrawiająca, ryzykując
głosy zgrozy.
Każdy z nas, ludzi, ma w sobie własny potencjał zdrowia i szczęścia, własną
moc uzdrowienia. Wsparcie innych w DOTARCIU do tych zasobów, w odnalezieniu
ich,czasem pomimo ostatecznego zwątpienia, widzę jako własciwy sens
psychoterapii. Farmakologia jest oczywoście oddzielną sprawą, jednak
pozostawiam ten rodzaj leczenia psychiatrom, nie jestem tutaj specjalistką. W
każdym razie nie jestem przeciwniczką stosowania leków, chociaż pracując na
oddziale widziałam, że bywają one nadużywane.
Nie sposób realizować tak szczytnego celu siedząc za biurkiem od 8 do 15,
spedzając ten czas głownie na "trzaskaniu" psychologicznych testów. Ba, pewne
pozory zachować musiałam, no i szło mi nienajgorzej.
Poza tymi urzędowymi godzinami w klinice, grzeszyłam jednak i to ostro.
Jeździłam na spotkania prywatne, na które zapraszali mnie "pacjenci" (dla mnie
po prostu ludzie znani mi z imienia i nazwiska)-urodziny, imieniny, zwykłe
towarzyskie pogawędki - na tych spotkaniach niejednokrotnie całe noce upływały
na ożywionych dyskusjach na temat świata, Boga, sprawiedliwości, miłości,
czasami toczyły się zażarte kłótnie, wszystko po to, aby nawzajem pomóc sobie
w zrozumieniu tych niepojętych rzeczy, które dzieją się wokół nas i w nas
samych. W nas, ludziach. I dlaczego tak się dzieje, że jedni cierpią bardziej,
a drudzy mniej. I dlaczego jedni znajdują się w pewnym momencie życia po tej,
a drudzy po tamtej stronie biurka.Rozmawialiśmy o psychologicznych teoriach,
oglądaliśmy filmy, np. Piękny Umysł, które pomagały w pojmowaniu różnorodności
świata i ludzkich cierpień. Dzieliliśmy się nadzieją, zwłaszcza z osobami,
które miały naprawdę ciężką sytuację bytową, których rodziny zupełnie nie były
w stanie zrozumieć choroby, a brak wiedzy jak wiemy to żyzna gleba dla
nietolerancji i agresji. Przekonywaliśmy, że ludźmi, któzy chorych nie
akceptują, bardzo często powoduje zwykły lęk, nie nienawiść.
Jeździłam wytrwale po Domach Pomocy Społecznej, do których trafiali ludzie po
opuszczeniu szpitala, nie mający własnego domu, albo "wyciubani" przez
krewnych, którzy wykorzystując diagnozę psychicznej choroby bliskich,
pozbawiali ich rozmaitych praw obywatelskich i prawa do godności. Odwiedzałam
moich znajomych, któzy tam trafiali, chodziliśmy na długie spacery po lasach
(na jednym z takich spacerów znalazłam konającego szczeniaka przywiązanego do
drzewa na sznurowadle, szczeniak jest dzisiaj piękną mądrą suczką i mieszka z
moimi rodzicami).
Czasami przesiadywałam na starówce z tymi, którzy wciąż byli zbyt słabi, żeby
rzucić igłę czy butelkę, która zmarnowała im życie. Czasami świadomie
dokonywali takich a nie innych wyborów, i te także należało uszanować.
Oczywiście nie byłam pionierką. Wiem, że istnieją ludzie, którzy pracują w
podobny sposób. Jeśli będziecie mieli chwilę, zajrzyjcie do tekstów Miltona
Ericksona (koniecznie Miltona, nie Ericka), Carla Rogersa, R.D.Lainga. To są
prawdziwi mistrzowie psychoterapii, ludzie, którzy mając odwagę prawdziwie
pomagać, zmieniali świat.To oni stanowią dla mnie wzór, pomimo tego, że kiedy
żyli i pracowali, uznawani byli za kontrowersyjnych.
Nagrzszyłam więc wobec etyki. Dlaczego piszę o tym wszystkim? Dlatego, że
będąc w Polsce do końca nie wiedziałam, czy dobrze robię. Kiedy wyjechałam do
Anglii i zetknęłam się z tamtejszymi realiami pracy to okazało się, że
zaangażowanie psychologów, psychiatrów w życie pacjentów także poza szpitalem,
nie jest niczym nadzwyczajnym. Więcej, jest czymś pożądanym. Moje pacjentki
odwiedzane są w domu przez psychiatrę, który wpada na herbatkę zobaczyć "jak
leci". Zabieramy dziewczyny na jazdę konną i na basen.Codzienne plany układane
są na podstawie ich własnych (pacjentek) życzeń i wyborów.Owa "miłość" do
ludzi, która nie mieści się w głowach większości polskich specjalistów i
traktowana jest co najmniej jako niewłaściwe wypełnianie obowiązków, jako
kontrowersja, jako zachowanie nieetyczne, w UK jest powszechnie stosowanym
sposobem leczenia.
Pewnie też nie wszędzie. Przynajmniej tam, dokąd ja trafiłam.Nasuwa się
wniosek... jak bardzo względna jest rzeczywistość.
Rozpisałam się tak, bo to mój ostatni dzień w Polsce. I pomimo tego,że tam
gdzie jadę słońce jakoś jaśniej świeci, to żal mi, że kończy się ten czas 2
tygodni spędzonych tutaj. Z "pacjentami". Bo przecież podobno sama jestem nie
do końca zdrowawink
Miałeś rację, condor. To było katharsis.
Obserwuj wątek
    • neo422 Re: WYZNANIE GRZECHÓW 28.05.05, 14:21
      Zycze Tobie Magdo wielu sukcesow w zyciu osobistym i w pracy.
      Pozdrawiam Cie serdeczniesmile
      • colubra Re: WYZNANIE GRZECHÓW 28.05.05, 19:30
        Dzięki Darku. Trzymaj się.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka