miriam11
28.02.07, 08:58
Od wczoraj mam koszmarne napady agresji. Wrzeszczę tak, że chyba słychać mnie
dwie ulice dalej. Nie wiem co sobie myślą sąsiedzi, ja, taka zawsze
kulturalna, grzeczna i dobrze wychowana, nagle bluzgam najgorszymi słowami...
Zaczęłam się zastanawiać skąd mi się to wzięło. Luźne dywagacje są takie: a)
zmiana fazy (zeszły tydzień był bardzo dobry, wręcz zaskakująco dobry, w tym
tygodniu czuję się źle), b) przemęczenie - ostatnio zwaliło mi się gwałtownie
na łeb dużo pilnej pracy, c) efekt uboczny topamaxu - jest wymieniony w
ulotce, a od wczoraj znów zwiększyłam dawkę d) ta obrzydliwa pogoda, ja już
nie mogę patrzeć na tę ohydną mżawkę, brakuje mi światła i słońca, przecież
można od tej ciemności po prostu oszaleć! Mam ochotę wrzeszczeć i wyć!!!!
Niech ktoś zabierze to ohydztwo!!!!!
Wyspałam się a i tak od rana jestem wk..na na max.
Zrobię eksperyment, jak wrócę z pracy, wyprowadzę zwierza, to potem już zero
obowiązków, mam gdzieś sprzątanie, zmywanie, zrobię sobie maseczkę i położę
się na kanapie z książką. jeśli to pomoże - znaczy przemęczenie. Jeśli nie -
no to już nic tylko w łeb sobie palnąć.
I tym optymistycznym.
Ale mnie dzisiaj w pracy będą lubić... Bardzo "sympatyczna" jestem.