Bylam na spacerze, kupilam sobie lody smietankowo-orzechowe i mi sie troche
poprawilo, ale znowu jest zle.Zimno mi, nie mam na nic ochoty, laze z kata w
kat, mysle, nie ucze sie.Jak tak dalej pojdzie, nie pojde jutro na zajecia.Ja
juz mam tego szczerze dosyc.Nikt tego nie rozumie.Wszyscy mi powtarzaja,ze
sobie wmawiam,ze przyczyny tego,ze sie nie moge uczyc, sa inne, kolega z
psychologii mowi,ze mam jakas blokade, skad?jaka blokade?Mama mi powtarza,ze
sobie wmawiam, ze sama sie nakrecam.Jak mi zle jest, czuje, ze te 20 stron,
ktore chcialam przerobic z ksiazki (to az tak duzo?) to za duzo, nie moge sie
w ogole zabrac za to.Rok temu mialam to samo, nie podeszlam do kilku
egzaminow i mialam tyly na uczelni, opuszczalam zajecia.Nie chce przezywac
znow tego samego.Za co to?I wiecie co robie w takich chwilach?Dzwonie do
znajomych i im dupe truje, obiecalam sobie,ze juz nie bede.Jak mi jest zimno
i nie moge przestac myslec.Co ja mam zrobic?Moze biore za malo lekow, skoro
jestem taka niestabilna?I najwyrazniej jednak cos mi jest...A moze mi sie po
prostu nie chce juz?Ale ja przeciez chce skonczyc studia.Nie mam pojecia co
ze soba zrobic teraz.Spac nie moge.Nie ucze sie.No i jestem sama, kto mnie
zniesie teraz?Nie chce byc juz dla nikogo zmartwieniem.Czemu nie potrafie
wziac sie w garsc, usiasc na dupie i przerobic tych 20 stron??Czy to az tak
trudne??