Owszem, marzę o tym. Wynieść się na wieś. Może
jeszcze nie teraz. Jeszcze nie stać mnie na terenowy
samochód i dojazdy do miasta (potrzebuję delikatnej
zmienności, kołysania się, również pójścia do teatru,
kina, korzystania z "kultury").
Dziś wiem tyle: manię/depresję mam w mieście. Wyciszam
się na wsi. Nagle mam duży obszar dla siebie i własnych
myśli. Przestaję gadać. Szlag trafia słowotok. Świeże
powietrze wypełnia płuca do ostatniego pechęrzyka
i z wrażenia..milczę.
Na wsi egipskie ciemności mnie przynajmniej pozwalają
zasnąć od razu. W mieście liczę owce, krowy, barany
do samego rana. Najgorsze, że ten dobytek tylko w mojej
głowie
Rozgwieżdżone niebo na wsi, widoczny cały nieboskłon -
to jest to...
Co o tym myslicie?