Dodaj do ulubionych

jakość naszego życia...

09.12.07, 11:43
Chciałam się Was zapytac,jak to jest u Was?Czy choroba znacznie
obniżyła jakość Waszego życia,czy bardzo dała Wam w kość,czy to
raczej Wy trzymacie ja w ryzach?Moje życie to jest raczej
chaotyczne;przeważające depresje,póżna diagnoza,wzloty i
upadki,heroiczne wysiłki żeby zachować "normalność".Czasami jak
patrzę na zwykłych ludzi to wydaje mi się,że oni mają po prostu dużo
łatwiej i lżej w życiu.Pozdrawiam wszystkich...
Obserwuj wątek
    • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 12:17
      Meggi, pisząc o sobie tak jakbyś pisała o mnie
      • meggi_gi Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 12:40
        hej,no widzisz,witaj w klubie!Ja wychodzę teraz z kolejnej
        depy,która umęczyła mnie .Ze studiami to już się raczej
        pożegnałam;kiedyś studiowałam psychologię.Dobrze,że depa
        odpuszcza,to przynajmniej będę mogła przygotować jakieś sensowne
        Święta sobie i mojemu synkowi.
        • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 13:02
          No ja właśnie tkwię w makabrycznej depresji. Na studiach wzięłam dziekankę. Już
          sił brak... Wyciągam się za włosy z tego gówna ale gówno mnie dalej wciąga... Ehh
          • meggi_gi Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 13:25
            Może masz zbyt słabą dawkę antydepresanta?u mnie tak bylo,po
            zwiekszeniu dawki ruszyło się do góry.Depresja Ci minie,oby jak
            najszybciej:teraz,dziś,jutro...Pewnie czujesz się okropnie,ale mów
            sobie że to minie i wierz w to.Pozdrawiam Cię ciepło
            • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:54
              I tak sobie mówię właśnie...
              Dzięki, pozdrawiam również
          • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 13:32
            Gąsienica, a Ty nadal na mirtazapinie jesteś?
            • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:55
              Nie, oprócz Litu i Zalasty (szczątkowa dawka Zalasty) od dwóch tygodni łykam
              Luxetę (sertralina)
      • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 13:13
        i_am_the_army napisała:

        > Meggi, pisząc o sobie tak jakbyś pisała o mnie

        I o mnie. Ja co prawda nie powinnam chyba narzekać, bo mimo choroby skończyłam
        studia i wciąż pracuję, ale cholera, ile to wymaga ode mnie wysiłku to tylko ja
        wiem. I też mam przewagę depresji, kurczę, dlaczego musiała mi się taka wersja
        trafić?! Nie mogłabym mieć przewagi hipomanii, no komu by to szkodziło, pytam ja
        się kogo, pytam uprzejmie? Do dupy z takim życiem. I jego pożal się Boże jakością.
    • meggi_gi Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 13:44
      No do dupy!Tym bardziej że im człowiek starszy,tym jakoś ciężej
      jest,co nie?Każdy kolejny przechył wyniszcza coś na trwałe.A to są
      tacy z przewagami hipomanii???Przewagi depresji w chorobie to
      ciągnące się g....o
      p.s.Beatrix-też mam za sobą bulimię,bo Ty zdaję się kiedyś o tym
      wspominałaś.
      • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:00
        Podobno są tacy co mają przewagę hipomanii ale są jak yeti - nikt ich nie widział...
        no, bulimię "zaliczyłam", jako extra bonus do chada. Podobno często
        współistnieją zaburzenia jedzenia z chadem. Milusio, nie?
        • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:57
          bulimię i ja przeszłam... anoreksję też, w której chyba nadal tkwię, bo wciąż
          mam problemy z apetytem
        • kotomysza przewaga hipomanii 09.12.07, 15:26
          to ja chyba jestem takie yeti... trudno nazwać to przewagą
          hipomanii, ale jestem cały czas w lekkiej górce. choć mój mąż
          twierdzi, że to jest dla mnie norma.

          a z napadami żarłoczności walczę jak cholera.
        • lolinka2 Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 19:09
          a ja nie wiem, jak nazwać moje zaburzenia apetytu - nie, beatrix i inni, co mnie
          za wpis o masie ciała linczowali, to się samo nie zrobiło po prostu, okupione
          było dziwnymi stanami - tj. nie odchudzałam się nigdy, nie wydaje mi się, żebym
          szczególnie hołdowała szczupłej sylwetce, no, może troszkę, ale nigdy nie
          ćwiczyłam w tym celu ani nie ograniczałam ilościowo bądź jakościowo jedzenia.
          Ja... po prostu zapominam jeść. I uświadamiam to sobie ok 18.00, gdy potworny
          ból żołądka nie pozwala normalnie funkcjonować. A tak, od rana kubek kawy i do
          dzieła! Poza tym, jeśli coś sama gotuję, to już tego nie jem, nie mogę,
          niedobrze mi, najadam się smakiem. Żebym spożyła, muszę mieć podane - gotowe
          danie (notabene super czuję się w hotelach w związku z powyższym i uwielbiam
          stół szwedzki w funkcji śniadania). A że możliwości takiego stołowania się nie
          mam zbyt ogromnych, więc ważę te czterdzieści i niewiele ponad... i wiatr mnie
          jesienny przewraca, i dziecka własnego nie udźwignę, i torebki nie podniosę...
      • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:02
        a w ogóle to zapomniałam dodać, że jakaś kobieta w USA przeprowadziła badania w
        których udowodniła, że ciężka depresja i schizofrenia zmieniają trwale jakieś
        obszary mózgu. Wyciągnęłam z tego wniosek, że po każdym ataku depresji mam coraz
        bardziej zryty beret i dlatego moje depresje są coraz silniejsze. I nie ma dla
        mnie już ratunku, a któraś kolejna depresja skończy się złotym strzałem, jak nic....
        (sorry za ten powiew wątpliwego optymizmu)
      • poetkam Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:25
        A to są
        > tacy z przewagami hipomanii???

        Nie wiem, czy są, ale mam wrażenie, że gdyby nie sytuacje ściągające
        mnie sporo w dół (agresje męża)to u mnie przeważałyby
        hipomanie...Ale kiedy już są, to strasznie ciągnie mnie w górę...
        Odstawię stabilizator, okey? Może jeszcze będę odważniejsza i
        prędzej zaspokoję swoje żądze bez wyrzutów sumienia?
        • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:30
          a po dupie chcesz?! Ja ci odstawię stabilizator!
          • poetkam Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 14:59
            > a po dupie chcesz?! Ja ci odstawię stabilizator!

            Beatrix, odstawię, odstawię...Sprawdzam już w necie co nieco...
            A jeśli chodzi o temat wątku, to sama nie wiem...Ale ja chyba
            jednak nienormalna jestem...
            • beatrix-kiddo Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 17:50
              Normalnie jak wezmę Magda i Ci nakopię do dupy to się nie pozbierasz i przez
              tydzień nie usiądziesz! Weź mnie nie wkurwiaj!!!!
              Sama odstawiłam jakiś czas temu stabilizator i jak po ryju oberwałam to mi
              przeszły eksperymenty. Też chcesz od życia po mordzie dostać? Co? A proszę Cię
              bardzo, masz to zagwarantowane, jeśli odstawisz. Tylko żebyś potem nie
              piszczała, bo ja zamiast współczuć, to dowalę z drugiej strony żeby równo
              puchło!!!!!
              Ty idiotko jedna, nie odstawiaj stabilizatora, bo Cię zamorduję!!!!!
        • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 15:00
          Oj Poetka, odstawiaj odstawiaj, ale potem jak zaryjesz o ziemie z dużej
          wysokości to już nie będzie tak różowo...
    • meggi_gi Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 15:05
      no nieżle,to może jak mamy te lepsze okresy w życiu to wypełniajmy w
      miarę możliwości pozytywnymi i fajnymi rzeczami,żeby nam się do
      końca pod beretem nie zryło?!
    • maciusik Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 15:07
      Kurcze-jak ja Was lubie czytac!!!
    • cassandrax Re: jakość naszego życia... 09.12.07, 15:57
      ....choroba dała mi w kość bardzo, wiele przez nią (przez samą
      siebie) straciłam, załamałam się bardzo mocno,próbowałam to
      przerwać, lecz nie udało się (na szczęście)...z innej strony wiele
      też zyskałam, po nieudanej próbie zaczęłam dopiero doceniać jak
      ważne jest życie, z chorobą czy bez....trzeba po prostu wziąć się w
      garść, lecz nie zawsze jest tak łatwo...duż wadą jest ciągła
      karuzela nastrojów....przedziwne stany i
      przewrażliwienie....przynajmniej jesteśmy inni,może więcej widzimy,
      mocniej czujemy niż ci "normalni"...a może to my jesteśmy normalni
      a "oni" nie ???pozdrawiam wszystkich big_grin
    • drugikoniecswiata Re: jakość naszego życia... 10.12.07, 16:21
      eh, fajnie że jest ten wątek, bo moje humorki wpisują się w niego znakomicie.
      mammmmmm dość, strasznie dość. nie umiem tego zaakceptować. nawet mi się pisać
      nie chce. wrejlkrjaljrleajfalcfhkladhfklahdflahf;lafhalfh, o tyle t jestem w
      stanie z siebie wydobyć. bardzo brakuje wiary w to, że kiedyś będzie normalniej.
      a jeśli już ktoś tak twierdzi, to bym chciała dostać wakacje od życia na ten
      czas, który mnie od magicznego "kiedyś" dzieli. dziecia nie ma i choć bardzo się
      marzy, to nie wiem, czy w takim stanie kiedyś zdobędę się na odwagę. póki co w
      gorszych chwilach cierpi królik, bo dostaje śniadanie o 16, kiedy to łaskawie
      udaje mi się zwlec z łóżka. lolinka, z jedzeniem mam identycznie, no może z taką
      różnicą, że jak już coś dobrego upichcę, to i zjadam z przyjemnością. ale to się
      zdarza raz na x... no może nie lat, ale dni/tygodni.
      • i_am_the_army Re: jakość naszego życia... 10.12.07, 17:04
        A i ja (jeśli o moje obecne kłopoty z jedzeniem) podpisuję się wszystkimi swoimi
        możliwymi rękami i nogami pod tym, co napisała Lolinka.
        Tak więc łapkę solidarności podaję Lolince i Drugiemu Końcowi Świata wink)
      • meggi_gi Re: jakość naszego życia... 10.12.07, 18:41
        Jak ja rodziłam synka to nie wiedziałam że jestem chora.Wychowuję go
        sama,więc czasem jest ciężko.Czasem gdy mam depresje jest mi go
        żal,że nie ma 100% mamy.Ale mój synek wprowadził większy ład w moje
        życie i jest dla mnie większą motywacją do walki z chorobą.To a
        propo`s chorowania i posiadania dzieci.
        • asiuniaa36 Re: jakość naszego życia... 10.12.07, 20:18
          Ja po probie samobojczej przestalam pic i zaczelam sie leczyc.Teraz
          mam mine zdziwionego zolwia,bo wszystkiego ucze sie na nowo.
          Ale to moje nowe zycie bardzo mi odpowiada.Choc nie powiem ze jest
          latwe.Ale jak to mowia,wszystko co piekne rodzi sie w bolu,licze na
          lepsze czasy.
          Ale zastanowil mnie temat o jedzeniu.Kiedy jeszcze nie bralam lekow
          mialam takie napady glodu-jadlam co popadlo.Czulam juz sytosc,ale
          jadlam dalej.Kladlam sie wtedy obzarta i drzemalam,po czym wstawalam
          i jadlam i tak w kolko.Zwalalam to na piwo-myslalam ze to apetyt po
          nim...ale teraz juz nie wiem..
          Kurcze cos w tym jest...
          Teraz jestem szczupla jak nastolatka wink
          Czy wszyscy chorzy na CHAD sa szczupli?
          • awanturka Re: jakość naszego życia... 10.12.07, 20:45
            asiuniaa36 napisała:
            > Czy wszyscy chorzy na CHAD sa szczupli?

            wg. tzw. "wiedzy książkowej" chory na Chad jest przeważnie otyły, albo ma sporą nadwagę.
          • dalaj-lama Re: jakość naszego życia... 12.12.07, 15:34
            Ja jestem szczupła.Mam pytanie - czy palicie papierosy.Ja niestety tak-ale nie
            umiem rzucić na stałe.
    • 35.a Re: jakość naszego życia... 11.12.07, 10:14
      Pomerdane miałam w nastrojach od zawsze - bardziej depresyjnie niż euforycznie,
      więc leczenie poprawiło jakość życia bardzo. Lepiej się innym ze mną żyje, nie
      miewam już porannych bardzo złych nastrojów (bez kija nie podchodź), ustawiło
      się "delikatnie nad kreską".
    • paulaa29 Re: jakość naszego życia... 14.12.07, 22:48
      Choroba dała mi w kość mocno. Był w moim życiu czas gdy wszystko się
      zapadło, takie tąpniecie. Pierwszy epizod psychotyczny i szok dla
      całej najbliższej rodziny. Potem leki po których się roztyłam,
      spuchłam, wyglądałam okropnie. Przerwałam studia. Widziałam jak
      bardzo moja rodzina przeżywa moją chorobę. Czułam że jestem do
      niczego nieprzydatna, że ich zawodzę, że się tylko ze mną męczą. Tak
      zaczynała mi się depresja. Potem próba samobójcza - w sumie trochę
      chęć zwrócenia na siebie uwagi. Szpital. Potem powoli, powoli
      zaczęłam z tego wychodzić. Urodziłam dziecko - moje
      błogosławieństwo. W złych chwilach dla niego żyję. Dokończylam
      studia, wszystko szło świetnie. I nagle drugie tąpnięcie - drugi
      epizod manii. O malo się nie zabiłam. Rodzina zrozpaczona bo przez
      dłuższy czas było dobrze. I trafiamy na super lekarza który
      diagnozuje CHAD, daje leki stabilizujące.

      Nie chcę zapeszyć, od dłuższego czasu nie jest źle. Ale nie da się
      ukryć, bez CHAD byłoby lepiej.
    • vinci28 Re: jakość naszego życia... 20.12.07, 18:32
      jak patrze wstecz i na to co teraz jest jak na mnie wplynelo chad z
      ilu rzeczy zrezygnowalem co stracilem i zo zyskalem to wiem ze mam
      nowe zycie ale zupelnie inne niz przed calym tym
      zamieszaniem,szpitalem i tad dalej,jakosc zycia porawila sie ale w
      inny sposob ,gdzies emocjonalnie nie przezywam ciarek na ciele jak
      kiedys ,albo mam euforie albo zwatpienie ,zaduze wahadlo na moj
      swiat wewnetrzny nalozylo chad,czasami boje sie patrzec co bedzie za
      rok i planowac bo w ciagu tygodnia wszstko potrafi sie
      zmienic,dlatego zyje tu i teraz i nie wybiegam w
      przyszlosc ,korzystac za wszelka cene z zycia i zaciskac zeby gdy
      nie mam sily ,tak szczerze wszystko uleglo zmianie moge powiedziec
      ze jestem w innej rzeczywistosci w swiecei chad i juz nigdy nie
      wroce do prawdziwego zycia ,czy jest mi dobrze z tym nie wiem
      sam ,czasem nie wiem czy wogle jestem ?

      dopoki walczysz jestes zwyciezca
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka