Coś się porobiło...coś nie tak.Mniej więcej od 2 tygodni

W następną sobotę czeka mnie konfrontacja z realnym wieeelkim problemem.Do tej
pory Problem(powiedzmy,że to osoba)omijałam szerokim łukiem.Teraz na skutek
takich a nie innych okoliczności spotkam się z nim twarzą w twarz.Wiedziałam o
tym od kilku m-cy.
Myślałam,że dam radę.Byłam pozytywnie nastawiona.Teraz jestem w rozsypce...
Kilka nocy pod rząd koszmarnych.Ciągły strach,wewnętrzne rozbicie.Nie mam
ochoty wychodzić,bo wiem że mogę wdać się w niepotrzebne dyskusje,poza tym nie
mam siły.Chciałabym przetrwać ten okres rozbicia.To nie całkowite dno.Pośredni
stan.Wewnętrzny silny niepokój.Nie,nie mogę uniknąć spotkania(mogłabym się
zaprzeć,ale przez to zraniłabym kilka ważnych dla mnie osób.Nie potrafiliby
zrozumieć...nie ma szans.Co mam im powiedzieć?Że boję się ponownego upadku w
otchłań?Dla nich moa choroba to odległa galaktyka.Niektórzy nie
wiedzą.).Pozostaje mi jedno wyjście-zaliczyć ten dzień,przeżyć i nie poddać
się.Problem też ma problemy ze sobą-nerwica dość silna.Na zewnątrz wygląda na
cholernie pewną osobę.Ta wiedza o niej pozwala mi się całkowicie nie
poddać.Dla niej jestem złem całego świata.Przez kilkanaście godzin będę
musiała być obok niej.
Głupie,wiem...
Tłumaczę sobie logicznie,że to tylko osoba.Nie dociera.Ściana.
Kontaktowałam się z psych.Wiem,że nie mogę uciekać w nieskończoność od
niej.Taka ucieczka wymagałaby zerwania sporej cz.kontaktów z niewinnymi
ludźmi.Mogłabym tym również skrzywdzić moje dziecko-to nie dotyczy jej,nie
chcę żeby odczuła konflikt.
Wiem,że po kilku dniach dojdę do siebie.Na dłuuuugi czas nie będę miała okazji
widzieć Problemu.
Jakoś muszę to przetrwać.Od wczoraj biorę 3 razy dziennie Coaxil doraźnie
Afobam-gdyby noce były nie do zniesienia.Może nie będę musiała reanimować się
nim podczas spotkania.Może sama jego obecność tuż obok zdziała cuda.
Nie wiem,czy to co piszę wydaje się Wam logiczne.Nie chcę pisać więcej na ten
temat.
Decyzję musiałam podjąć w kilka dni:przebywania przez te godziny z z Problemem
bądź nie.Oba wyjścia są złe.Wybrałam mniejsze zło...ze względu na Bogu Ducha
winne osoby.
Dam radę,dam radę,dam radę...
Odchoruję,przejdzie...chyba...
Ten tydzień to katorga.Stresuję się tym potwornie.Coaxil musi mnie wyciszyć.Musi!
Może macie jakieś propozycje,jak jeszcze mogę sobie w realny sposób pomóc?