jak wiecie, Fil (za chwilę urodziny - mam nadzieję, że uda mi się
zrobi podsumowanie roku opisowe i zdjęciowe, choć jak znam moją
organizację, to pewnie zrobię to w przededniu kolejnych urodzin),
gdyby mógł piłby wyłącznie nutridrinki. Jedzenie łyżeczką poszło w
odstawkę odkąd zaczął wchłaniać(gdy leciało z niego, pałaszował łyżką
słoik zupy w 2 minuty - a był kilka miesięcy młodszy, cholernik
jeden), butelką udaje mi się wcisnąć mu 1-2 zupy dziennie, plus 1-2
kleiki ORS200 (jeszcze miewa luźniejsze kupy). Efekty oczywiście są,
bo puchnie w oczach na tych nutri - waży 6,6 i wygląda całkiem
okazale. Plus dostał zastrzyku energii i roznosi chatę (aktualnie
pełza).
Miałam z tą łyżeczką zgryz, ale rozgrzeszyłam się trochę, gdy mi
neonatolog z Karowej powiedziała, że gdzieś w tych wszystkich
nakazach i zakazach trzeba jeszcze zachować zdrowy rozsądek, że
przyjdzie dzień, gdy chłop zrozumie, że jeść łyżką, jak starszy brat,
jest trendy. Na razie terrorysta będzie wył z głodu i pluł zupą (a
potem opróżni 125ml nutri, oblizując się).
Ale do czego zmierzam - testowałam kilka kaszek, by mu tę dietę
zróżnicować, i na razie jedyną, która od biedy mogłaby zdetronizować
Nutridrinki jest Bebilon Dojrzałe Jabłko. Rozcieńczoną z butelki
przyzwoicie wciąga. To, co na pewno mogę o niej powiedzieć, że jest
makabrycznie słodka (w składzie cukier), nie wiem, czy to mu tak
podpasowało? No i mam pytanie, czy macie jakiś żelazny typ kaszki,
który kręci niemal każdego dzieciaka/wcześniaka, a nie ma tyle tego
cholernego cukru? bo już nie mam miejsca w kuchni na kolejne
napoczęte i porzucone opakowania (nawet Sinlac jest już passe)...
na razie jeszcze nie mam noża na gardle, ustępuję terroryście, bo
mamy wspólny cel - wypadałoby go do implantu podtuczyć, tak do 8kg,
ale powiedziałam sobie, że powyżej dychy - koniec z szantażem