witam
podczytuję to forum od jakiegoś czasu (od kiedy lekarka wspomniała o
wcześniejszym zakończeniu ciąży), dziś zdecydowałam się opisać naszą historię.
to moja druga ciąża, w domu mam słodkiego trzylatka - Łukasza zwanego
Szuwarem. rodzeństwo dla niego zaplanowaliśmy na wiosnę. Grześ miał termin na
7 kwietnia.
ciążę początkowo znosiłam podobnie do pierwszej - dużo mdłosci i wymiotów,
problemy cukrzycowe, szybko wyłapane - byłam na diecie i obawiałam się
wielowodzia. pod koniec grudnia miałam zrobione dość dokładne usg przez
jednego z lepszych w poznaniu specjalistów - trzeba uważać, pogarszają się
przepływy w łożysku. wizyta u gina 2 stycznia (nie mój lekarz, poszłam do
przychodni tylko po zwolnienie do pracy). ciśnienie 140/90, skarżę się na
obrzęki. jedyna reakcja - ciężarnym nie podaje się nic na odwodnienie, zero
komentarza dotyczącego ciśnienia (dla mnie normalnego, ale gin powinien
wiedzieć, że to już alarm). dopytuję się o przepływy - trzeba kontrolować
(kolejne usg wyznaczone na 18.01, dzień później jestem umówiona z moim
ginem), jeśli coś będzie nie tak trzeba będzie pomyśleć o zakończeniu
wcześniejszym ciąży. żadnego zalecenia do kontrolowania ciśnienia, nic.
13 stycznia - piątek. spuchłam już tak, że nie mogłam włożyć nóg w kapcie.
zastukałam do sąsiadki z prośbą o zmierzenie ciśnienia. 180/120. proszę się
nie denerwować, to ciśnieniomierz nadgarstkowy, on zawyża... idę na
pogotowie, które mam obok bloku - to samo

lekarz już mnie nie wypuszcza
tylko każe jechać na polną do poznania. przyjęcie, ląduję na porodówce. ktg
podłączone non stop, obrzęki mam już takie, że pielęgniarki nie mają się
gdzie wkłuć. w nocy dostaję drgawek - ciśnienie 200/120. podane leki na
szczęscie je zbijają. choć rozważania na temat cięcia już odbywają się nad
moją głową. w tym wszystkim muszę tłumaczyć, że to 28 tc, a nie 33 jak wynika
z OM i że jestem tego pewna na 100%

w sobotę mała stabilizacja. w niedzielę jest już problem z ktg - połozne
szukając malucha nie wiedzą czy 110 to jeszcze jego tętno czy już moje. 2x
usg, przepływy w łożysku jeszcze się pogorszyły. decyzja - o 14 cesarka. póki
maluch jest jeszcze w dobrym stanie... dzwonię po męża.
czekamy razem - będę cięta później, był jakiś pilny przypadek. sala
operacyjna, znieczulenie podpajęczynówkowe. 15 stycznia 2006 o 16.05 pojawił
się po tej stronie brzucha Grzesinek - waga 910 gram, długość 34,5 cm, apgar
8, po 5 minutach 9. pokazuję mi okruszka zakutanego w rożek i niosą piętro
wyżej - tam już wszystkiego pilnuje mąż...
nie potrzebował respiratora, cały czas (za wyjątkiem jednej doby tydzień
temu, kiedy go jednak zaintubowano) jest na infant flow. od kilku dni ma
stopniowo zmniejszane oddechy podawane - dziś jest ich tylko 15, zaczynał od
42. najniższa waga do której spadł to 750 - dzisiejsza - 1020. ciągle ma
kłopoty z jelitami - już trawi mój pokarm (porcja na dziś to 15 ml), nie ma
zalegań, ale ma wzdęcia i wypróżnia się sam sporadycznie - dopiero wlewki
oczyszczają mu jelita. za niski poziom hormonów tarczycy uzupełniany jest
oczywiście "zewnętrznie".
reaguje już na naszą obecność, wierci się mocno i otwiera oczka kiedy śpiewam
kołysanki, które co wieczór usypiają jego starszego brata.
nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła się z nim pokangurzyć, kiedy zacznie
jeśc mój pokarm bezpośrednio ode mnie, kiedy urośnie i wróci z nami do domu...
jesli mogę was prosić o informacje na temat tego co jeszcze przed nami,
zwłaszcza mamy, które przeszły przez polną w poznaniu - to będę bardzo
wdzięczna

)
pozdrawiam
idka