traganek
20.09.07, 17:12
Wiem, że wcześniaki nie dość, że rozwijają się wolno, to jeszcze
każdy w innym tempie, że trzeba dać im czas, że dogonią etc. Ale
czasami mam już dość. Widzę wokół biegające maluchy, które są
znacznie mniejsze od mojego Antosia (Antek jest dość wysoki- ponad
80 cm). Mamy mówią mi, że mam szczęście, że moje bliźniaki jeszcze
nie chodzą, że nie muszę za nimi biegać. Ale ja bym bardzo chciała,
żeby moje już biegały, a nie żebym musiała już 18 mc bez przerwy
wszędzie je nosić. Antoś potrafi na razie tylko chodzić trzymając
się mebli, nie potrafi jeszcze nawet chodzić trzymany za ręce. Ale
to nie jest głównym powodem moich frustracji.
Nie mogę już czasami patrzeć na moją kochaną Zosię, która ma już 17
mcy a nawet nie wie co oznacza siadanie. Jak widzę siedzące
maluszki, które mają 6 mcy chce mi się płakać. Zosia dopiero
niedawno nauczyła się pełzać i robi to niestey źle, bo tylko na
jedną stronę. Umie już sama stanąć na czworakach ale rehabilitantka
mówi, że do raczkowania jeszcze daleko. Nic dziwnego skoro jest taka
chuda- prawie 80 cm i 7 kg, jakby miała raczkować na tych
cieniutkich rączkach i nóżkach.
Dzieci wokół rozwijają się a my wciąż jesteśmy w martwym punkcie. I
po co ta rehabilitacja, którą zamęczam dzieci trzy razy dziennie.
Kiedy moja Zosia wreszcie usiądzie? Kiedy będzie na poziomie
ruchowym 7 miesięcznego dziecka?